Fire Dragon Tattoo Studio – 70 – Katastrofa…?

Stanęli przed stolikiem, a wzrok Ryana padł na Alexa.
Mężczyzna uniósł na niego spojrzenie i wstał ze swojego miejsca. Miał chłodne, pozbawione jakichkolwiek emocji oczy, a jednak… wyglądały znajomo. Bardzo, bardzo znajomo. Wyciągnął do niego rękę na powitanie.
— Alexander Grey, miło mi poznać — przedstawił się formalnie.
Jason w tym czasie skinął Mike’owi na powitanie. Obaj obserwowali w napięciu reakcję Ryana. Ten na dłużej zawiesił wzrok na twarzy Alexa. Na jego jasnych włosach, znajomych rysach twarzy i uśmiechnął się. Teraz już zrozumiał, dlaczego wszyscy tak się bali, że prawda wyjdzie na jaw. Przypomniał też sobie, jak Jason, Kate i Mike mówili mu o Alexie. Chłodna królowa i słodki książę. Braciszkowie, którzy lubili chłopców.
— Ryan Carter, bardzo mi miło poznać starszego z braci — odparł, hamując jednak ton kpiny w głosie i uścisnął podaną rękę. — Jay mi się nie pochwalił, że to o pana Greya chodzi.
— Widzę więc, że miałeś miłą bądź niemiłą niespodziankę — odparł blondyn i wskazał mu gestem, żeby usiadł.
Ryan zajął miejsce na kremowym krześle przy wypolerowanym na błysk stoliku i uśmiechnął się do tatuażysty. Był równie rozbawiony, co zaskoczony. Naprawdę się tego nie spodziewał. Był ciekaw, co musiało być w tych Greyach, że jego kumple na nich lecieli.
Spojrzał znowu na Alexa. Bardzo przystojny facet. Mógł to stwierdzić, mimo że nie był w jego typie.
— Wynosząc z tego, co się nasłuchałem na twój temat, raczej dla każdego byłaby to niespodzianka. Choć chyba można tak powiedzieć o każdym krypto geju.
Alex prychnął cicho pod nosem. Wcale nie był zadowolony, że tu jest i że tego słucha, jednak robił to i nie mógł ukryć, że jedynym powodem, dla którego godził się na tę abstrakcyjną sytuację, był Jason. Jeszcze nie miał pomysłu, jak ten mu się za to odwdzięczy, ale że będzie musiał to zrobić, to już wiedział.
— Nie wiem, co o mnie słyszałeś, więc ciężko mi ocenić — niemalże wycedził swoim typowym, lodowatym głosem bez emocji.
— Zależy od kogo. Chciałbym jednak zauważyć, że „lodowa królowa” jest dość specyficznym określeniem.
Mike odetchnął w duchu, patrząc to na kumpla, to na Alexa. Miał nadzieję, że Ryan nie zapędzi się za bardzo. Alex jednak, jak zwykle mimo rosnącego podenerwowania, zachował klasę. Jason uśmiechnął się dość nerwowo, co nie umknęło uwadze Ryana.
— Jest wiele „specyficznych określeń”, a to… Cóż. Wyczuwam w tym towarzystwie dziwne zapędy do tytułowania mnie z bratem dziwnymi pseudonimami. Kiedyś może się równie dobrze okazać, że ty też na jakiś zasłużysz — odparł spokojnie Grey, a Jason spojrzał od razu na Ryana z nadzieją, żeby ten zaraz z czymś nie wyskoczył.
— Na razie mam to szczęście, że głównie dysponuje się moim imieniem. Ale wasze pseudonimy są szczególnie trafne. Przynajmniej ten mojego ulubionego księcia, na ile zdążyłem go poznać — odparł Ryan w momencie, kiedy podszedł do nich kelner i podał każdemu z nich menu.
Podziękowali, a Jason od razu zagłębił się w lekturę, mając nadzieję, że to samo zrobi jego kochanek. Nie zrobił. Spojrzał na Ryana czujniej.
— Mogę się mylić i jeśli tak, to wybacz, ale chyba nie przepadasz za moim bratem. — Alex sam nie wiedział czemu, ale czuł w dziwnym obowiązku stanąć za Rushem. Nawet jeśli sam nie zawsze mówił o nim najlepiej.
— Myślę, że moja „miłość” do twojego brata jest odwzajemniona — odparł Ryan z wymownym uśmiechem, też nie patrząc na menu, tylko na Alexa.
Mike w końcu odważył się wtrącić, czując, że jeszcze trochę i atmosferę będzie można kroić nożem.
— To ten… Rush to duży chłopiec, poradzi sobie, a my może, Ryan, wybierzmy, co chcemy zjeść? — zaproponował, rzucając kumplowi sugestywne spojrzenie, żeby zamknął jadaczkę.
Ten tylko przytaknął i zerknął na kartę dań. Mięso. Wybrał jakieś większe danie, zerkając jednak na ceny. Rzeczywiście słyszał, że Rush jest nadziany, więc Alex tym bardziej.
Po chwili podszedł kelner w wytwornym, czarno-białym uniformie i odebrał od nich zamówienia. Kiedy zostali sami, zapadła trochę grobowa cisza. Mike w końcu postanowił ją przerwać i spojrzał na Ryana.
— To może opowiesz nam o… pracy? — wypalił, niemalże klnąc na siebie. Och tak, to będzie wspaniała kolacja. Czuł się znowu jak mediator, jak podczas kolacji u Rusha i Charliego.
— O pracy w siłowni? Miałem poznać partnera Jaya, a nie mówić o mojej robocie, Mikey. Więc raczej chętnie dowiem się czegoś o Alexie.
— Czego na przykład? — zapytał od razu Grey. — Wybacz, że nie będę sam prowadził monologów, ale jeśli masz jakieś pytanie, postaram się na nie odpowiedzieć.
— Hm… — Ryan zamyślił się chwilę. — Może dlaczego wstydzisz się pokazywać gdzieś z Jayem? Jest przecież świetnym gościem, jeśli wykluczyć ten śmierdzący dym, który wydziela, kiedy pali.
Jason przewrócił oczami. Czuł się, jakby go tu nie było. Alex za to znowu nic po sobie nie pokazał. Założył tylko nogę na nogę.
— Ponieważ wyjścia z nim byłyby jednoznacznym przyznaniem się do tego, jaki jestem. A to tego, a nie Jasona, się wstydzę.
— Jesteś gejem — stwierdził Ryan, a Mike miał ochotę uderzyć czołem o stolik. Spróbował go uciszyć wzrokiem, ale chłopak patrzył na Alexa. — Wiem już ja i Mikey, czemu więc inni mają nie wiedzieć?
— A twoi rodzice wiedzą o tobie? — Alex odbił piłeczkę swoim lodowatym głosem.
Jason zaczął się zastanawiać, czy pomysł poznania ich ze sobą był dobry, czy katastrofalnie zły.
— Nie wiedzą — przyznał Ryan, ale coś mu nie pasowało. — Chociaż z tego co wiem, twoi rodzice mieszkają w Anglii, a ty jesteś, jakby nie patrzeć, w Miami. I właśnie tutaj ukrywasz orientację.
Alex skrzywił się nieznacznie. Jeśli ten chłopak nadal będzie tak na niego naciskał, to wyjdzie. Nie życzył sobie tego słuchać. Nic o nim nie wiedział, a wygłaszał swoje kazania.
— Może ciężko ci w to uwierzyć, ale ta odległość nie jest przeszkodą, żeby dowiedzieli się przypadkowo. Do tego, jak w ogóle możesz osądzać to, co robię, samemu zostając w ukryciu?
— Nie osądzam cię, tylko zostałem tutaj zaproszony po to, żebyś poznał więcej ludzi, którzy wiedzą o tym, co ukrywasz. Więc nie obrażaj się, że poruszam akurat ten temat. Jakby nie patrzeć, jest podstawą tego spotkania — zauważył Ryan, nieznacznie zirytowany. Nie interesowało go to, czy ten facet serio chce czy nie chce, żeby świat o nim wiedział, ale odniósł wrażenie, że Jasona to męczy, więc o tym mówił. Okej, facet ma problem, ale chyba można o nim pogadać? Nie jest przecież ze szkła. Mówił o tym dość racjonalnie, a nie po to, żeby mu dogryźć.
Alex odetchnął ciężej i spojrzał na Jasona, dając mu do zrozumienia, że nie jest zadowolony ani z tego, że w ogóle tu jest, ani z jego doboru znajomych. Nic mu jednak nie powiedział. A przynajmniej nie teraz.
— Masz rację — zwrócił się do Ryana. — Wybacz, że w twoich słowach nie zauważyłem szczerej chęci wsparcia. — Uśmiechnął się lodowato, po czym wstał od stołu. — Panowie wybaczą — dodał i ruszył w stronę łazienki, żeby odetchnąć.
Jason odprowadził go wzrokiem, ale nie ruszył za nim, pozwalając mu samemu się uspokoić. Mike odetchnął i spojrzał na Ryana, który za to zerknął na nich z antagonistycznymi myślami. Nie spodziewał się czegoś takiego. Zanim coś powiedział, kelner postawił przed nimi zamówienia.
— Hm… przewrażliwiona ta wasza królowa. — Uśmiechnął się uprzejmie i zaczął jeść.
— A ty cholernie miły i uprzejmy — mruknął Jason. — Jakbym mógł czegoś innego się spodziewać…
Mike czuł się lekko zrezygnowany. Miał cichą nadzieję, że będzie trochę lepiej. Z drugiej strony, mogło być jeszcze gorzej, choć Ryan nie był zbyt pomocny.
— Alex może i jest przewrażliwiony, ale mówiliśmy ci. Nie musisz non stop być uszczypliwy.
— Uszczypliwy? — Zaskoczony Ryan uniósł brwi. Nie spodziewał się tego. — Chciałbym uprzejmie zauważyć, że tylko zapytałem, czemu się kryje. Nie powiedziałem mu, że to żałosne, śmieszne czy głupie.
— Oj, bo jeszcze uwierzę, jak powiesz, że nie chciałeś — odmruknął Jason. Po cholerę w ogóle zdecydowaliśmy się na Ryana? A tak, może dlatego, że widział samochód Alexa i nie pieprzył się z jego bratem ani nie był gadatliwą, nieumiejącą trzymać języka za zębami dziewczyną.
Ryan spojrzał na Jasona krótko, po czym ukroił sobie mięso.
— Oświeć mnie więc, Jay, co mam mówić i proszę, napisz mi scenariusz, bo zaczynam się zastanawiać, czego ode mnie oczekujesz.
Jason odetchnął ciężko. Znowu miał ochotę na papierosa.
— Oczekuję od ciebie tylko tyle, że nie będziesz przez godzinę zgryźliwym dupkiem, który wszystko musi ironizować. Bo nie wiem jak ty, Mike — spojrzał na szefa — ale ja mam wrażenie, jakbyś miał poważny problem z samym sobą — syknął, w końcu samemu wstając od stołu. — Pierdolę to — mruknął jeszcze i odszedł od stołu.
Ryan ściągnął brwi i spojrzał za nim, zdziwiony, zirytowany i wkurzony. Przestał ogarniać, co się tu działo. Mieli do niego pretensje, że tu był, że był sobą lub że w jakiś sposób poruszył delikatny temat, przez który chyba zresztą jest to całe halo.
Spojrzał na Mike’a i uniósł pytająco brwi.
— Rozumiem, że ja też mam zostawić to pyszne, darmowe mięso i wyjść?
Mike spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem i oparł się łokciami o stół.
— Jedz, jak chcesz — mruknął, samemu zaczynając dłubać w swoim daniu. — Ale naprawdę, Ryan. Znam cię trochę, ale, cholera… Umiałeś lepiej grać miłego.
— Przepraszam, że taki jestem. Złożę jeszcze dodatkowe pisemne przeprosiny i wyślę pocztą — zironizował Ryan z wymownym uśmiechem i wstał. Nie spodziewał się takiej reakcji na to, że próbował poruszyć trudny temat. Pięknie. Skoro chcieli skakać wokół Alexa, a jego karcić jak jakiegoś dupka za każde słowo… to raczej bez niego. — Pozwól, że nie będę szedł do łazienki, żeby się przebrać i oddam ci ciuchy, kiedy się zobaczymy.
Zszokowany Mike uniósł na niego wzrok.
— A ty, cholera, gdzie?! — syknął. — Siadaj!
Ryan już miał coś odpowiedzieć, kiedy poczuł rękę na swoim ramieniu.
— Właśnie, usiądź, proszę. — Usłyszał za sobą głos Alexa. — Źle bym się poczuł, gdybyś wyszedł.
Ryan obejrzał się na niego i uśmiechnął krzywo.
— Dziękuję, ale wolę nie pogarszać sytuacji. Coś mi mówi, że Jay gotowy mnie już do studia nie wpuścić, a jeszcze powiem przypadkiem coś, co może cię urazić.
Alex odpowiedział równie przyjemnym uśmiechem.
— Na pewno nie urazi mnie już nic bardziej niż do tej pory. Usiądź — dodał już z naciskiem i czystym, lodowatym tonem.
Ryan westchnął w duchu, ale usiadł na swoim miejscu. Cholernie dziwna sytuacja. A ten facet jest gorszy niż Lenny.
Mike odetchnął z ulgą, ale tylko tymczasowo. Już się bał, jak dalej potoczy się ta rozmowa.
Alex też zajął swoje miejsca. Jasona nie było nadal, więc zwrócił się do Mike’a:
— Poszedł zapalić?
— Chyba tak. — Mike skinął głową i zabrał się wreszcie za swoje danie.
Ryan milczał, bardziej skupiony na steku niż pozostałej dwójce. Alex skinął więc na kelnera, kazał mu wziąć do ciepłego miejsca jedzenie kochanka i przynieść je dopiero, kiedy ten przyjdzie. Kiedy kelner się oddalił, sam zabrał się za jedzenie. Nie wyglądał, jakby przejmował się panującą ciszą.
Mike popatrzył po nich z konsternacją.
— Jak interesy? — spytał wreszcie Alexa. Musiał coś powiedzieć, bo wyglądało na to, że nikt się nie odezwie.
Alex przełknął i dopiero uniósł na niego spojrzenie.
— Dobrze, dziękuję. I, Mike, doceniam, że starasz się zachować miłą atmosferę, ale nie musisz się kłopotać. I tak jestem zaszczycony, że w ogóle się staracie. Na siebie biorę więc całą winę za ten nie najmilszy nastrój. — Skinął głową także Ryanowi. Nie dało się odczytać, czy jego słowa są szczere, czy nie. Były zupełnie wyprane z emocji.
— Porozmawiajmy o czymś milszym, bo czuję się jak na stypie — zaproponował Ryan, unosząc wzrok na Anglika i zmuszając się do uśmiechu. — Ten twój Bentley, to jaki model? W ciemności nie widziałem niestety dokładnie.
Alex uśmiechnął się pod nosem.
— Samochody, bardzo neutralny temat — przyznał z uznaniem za taki dobór. — Bentley Continental GT Speed. Nie jest to już najnowszy model. W tym roku wychodzi nowa wersja GT Supersports.
— Tak, słyszałem o nim. I masz zamiar wymienić na niego swoje cacko? — dopytał Ryan, jedząc powoli mięso. Warzywa potem. — Nie znam danych technicznych, choć twój chyba rozwija do 318 na godzinę?
— Nie sprawdzałem, ale zapewne tak. Producent chwali się, że nawet 326 choć moim zdaniem maksymalna prędkość jest mniej istotna niż moment obrotowy — odparł Grey, a Mike niemal dziękował niebiosom, że Ryan wyskoczył z tym tematem.
— Bentley ma klasę, choć przyznam, że gdybym miał wybierać, padłoby na Ferrari 612 Scaglietti — odpowiedział Ryan z uśmiechem. Niedługo przed jego pójściem do więzienia, wpuszczono ten model do sprzedaży. — Ale co kto woli.
— Nie zaprzeczę. Choć muszę przyznać, że z Ferrari podoba mi się jedynie bardzo popularne Fiorano i stara Testarossa. Ferrari ogólnie jednak, jako marka, nie pasują do mnie.
Ryan aż się uśmiechnął, a Jason akurat wrócił. Rzucił im dość czujne spojrzenie, w tym pytające na Mike’a, który tylko przekazał gestem, że jest w miarę w porządku. Ryan za to odpowiedział Alexowi:
— Testarossa to bogini wśród samochodów. Nie wiem, czy jesteś wtajemniczony, ale właśnie za nią mnie posadzili. Co nie zmienia faktu, że jej linia jest wspaniała. Co prawda to bardzo stary model, ale to jeżdżąca legenda i piękno. — Aż się luźniej poczuł. Może i ten facet był jak z kosmosu, wrażliwy jak porcelanowa lalka, ale fakt, że lubił wspaniałą Testarossę, dał mu jednak cień szansy w jego oczach. W końcu to o czymś świadczyło.
Alex nieznacznie uniósł brwi. Był trochę zaskoczony informacją, że akurat za taki samochód Ryan siedział. Tym bardziej, że jemu samemu, kiedy był nastolatkiem, jakiś czas też bardzo się podobał.
— Nie zostałem, jak to ładnie ująłeś, wtajemniczony. I zgadzam się, że to bardzo ładny samochód, ale chyba niewart czterech lat w więzieniu? — spytał spokojnie.
W międzyczasie do Jasona podszedł kelner i podał mu ciepły posiłek, więc mężczyzna mógł zabrać się za jedzenie i przy okazji przysłuchiwać się z napięciem tej rozmowie.
— Hm… Tak, coś w tym jest. Wolałbym zapłacić za niego gotówką niż własną wolnością, ale tak się niestety złożyło, że na Testarossę kasy nie miałem. — Ryan uśmiechnął się krzywo. — Żałuję tylko, że zostałem zamknięty, ale samej przejażdżki nie bardzo. Może i nie odniosła sukcesów na wyścigach, ale siedząc w środku, czułem się jak zwycięzca — odparł na poły ironicznie, na poły poważnie i zaczął wyjadać warzywa.
— Nie mam nic do dodania poza tym, że mi przykro, że wybrałeś akurat kradzież jako szansę na przejażdżkę. Nie odbieraj jednak tego jako krytykę tego, co już się stało i co już spłaciłeś.
— Na szczęście i mam nadzieję, że już tego nie powtórzy — dorzucił Mike, zerkając na Ryana już nieco pogodniej.
— Byłoby miło jeszcze raz się taką przejechać, ale tak, nie chcę się pakować znowu do pierdla. Niespecjalnie przyjemne — odparł Ryan. Zwrócił się do Alexa z lekkim uśmiechem: — Widzę jednak, że obaj z bratem lubicie biały. Z tego co widziałem, książę ma białe BMW.
Alex skończył jeść i dopiero odpowiedział.
— Kolor z najwyższym albedo. Nie trudno lubić go w tym klimacie, skoro całe dotychczasowe życie mieszkało się w Anglii.
Ryan tylko skinął głową, dopijając wodę. Anglia. Musiało być tam koszmarnie chłodno.
Kiedy zapadła chwila ciszy, Mike wytarł serwetką usta i rzucił z lekkim skrępowaniem:
— Bardzo smaczne było. Nie, Ryan?
— Mhm, bardzo dobre.
Jason jako jedyny był jeszcze w trakcie jedzenia. Trochę jednak się rozluźnił, bo przez chwilę naprawdę myślał, że z siebie wyjdzie.
— Cieszę się — podsumował Alex. — Macie ochotę na desery?
Mike uśmiechnął się.
— Czemu nie?
Alex więc przywołał gestem kelnera, który ponownie podał im menu. Niedługo potem już pojadali duże kawałki ciasta, popijając sokiem i w miarę rozluźniona atmosfera panowała aż do końca wieczoru. Co prawda Mike i Jason siedzieli jak na szpilkach, obawiając się, że zaraz znowu się zacznie, ale Alex i Ryan rozmawiali całkiem spokojnie.
Kiedy Grey płacił za rachunek, każdy odetchnął z ulgą. Całą czwórką wyszli z restauracji na parking. Mike już miał zadeklarować, że odwiezie Ryana, kiedy Alex powstrzymał go gestem.
— Będziesz tak miły i zawieziesz Jasona do domu? Ja bym odwiózł Ryana. — Spojrzał na niego. — Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
Mike wymienił z Jasonem dość przestraszone spojrzenia. Ryan za to przytaknął, choć nie wiedział, czego się spodziewać.
— Dziękuję, może być.
— Ale jesteś pewien…? — Jason spojrzał na kochanka dość nerwowo, a ten wsunął dłonie w spodnie swojego jasnego garnituru.
— Tak, jestem pewien. Później do ciebie przyjadę — odparł uspokajającym głosem, po czym skinął Mike’owi na pożegnanie i ruszył do swojego samochodu.
Ryan tylko rzucił przyjacielowi krótkie spojrzenie, po czym bez słowa podążył za Alexem do jego Bentleya. Uśmiechnął się, patrząc z dala na samochód. Może nie był specjalnie w jego guście, ale na pewno miał klasę. Lubił generalnie droższe samochody.
Alex przystanął przy masce i zerknął za siebie, sprawdzając, czy Mike i Jason już poszli. Kiedy ich nie dostrzegł, zwrócił się do Ryana.
— Masz przy sobie dokumenty? — spytał głosem bez wyrazu, a Ryan spojrzał na niego czujniej i poklepał się po kieszeni w spodniach, gdzie miał portfel.
— Są. Czemu pytasz?
— Może i nie jest to Ferrari, ale czy chcesz poprowadzić?
Chłopak aż rozszerzył lekko oczy. Nie spodziewał się tego. Zerknął ponownie na Bentleya, zlustrował go, jak napalony nastolatek lustruje seksowną laskę na ulicy.
— Nie mogę mu odmówić.
Alex więc podał mu czarne kluczyki z eleganckim wzorem ze srebrnymi skrzydłami.
— Możesz potraktować to jako rekompensatę dość feralnego początku naszej znajomości.
Ryan przyjął kluczyki i odpowiedział:
— Hm, rzeczywiście nie był zbyt ciekawy. Nie sądziłem, że zaczęcie tamtego tematu wywoła taką burzę. Choć coś mi mówi, że już go raczej nie poruszę. — Uśmiechnął się krzywo i otworzył drzwi od strony kierowcy. — To wsiadaj, jedziemy na przejażdżkę tym bialutkim cudem.
Alex odetchnął, trochę rozbawiony określeniem jego samochodu. Wsiadł i od razu zapiął pasy, a chwilę później Ryan ruszył z podjazdu i wyjechał na główną drogę wiodącą w stronę swojego domu. Westchnął cicho, czując, jak samochód płynnie jedzie, a samo uczucie kontroli nad nim wprawiało go w przyjemną euforię.
— Aż mi szkoda, że jeszcze nie mam swojego samochodu, jak siedzę w tym Bentleyu. Jest bardzo klasyczny — rzucił, gładząc palcami kierownicę.
— Jest, ale zrób mi tę przyjemność i zapnij pasy — Alex bardziej nakazał, niż poprosił.
Ryan zerknął na niego, ale prowadził dalej i dopiero kiedy stanęli na światłach, zapiął pasy.
— Raczej nas nie zabiję, ale niech będzie.
— Też na to liczę, ale pasy są po to, żeby były zapięte. Kolejne moje dziwactwo, więc cieszę się, że je uszanowałeś. I… nie mam za to problemów z nadmierną prędkością. Jednak za mandat, jakby co, ty płacisz. Miej to na uwadze. — Alex uśmiechnął się nieznacznie kącikiem ust.
Ryan zerknął na niego i zaśmiał się. Oblizał usta i kiedy pokazało się zielone, wcisnął pedał gazu, przyspieszając z każdą chwilą. Wyprzedzał wolniej jadące samochody i uśmiechnął się do siebie. Mmmm… Kiedy ostatnio Mike mu dał poprowadzić Mustanga, chciał sprawdzić jego możliwości, ale kumpel szybko spanikował. Teraz jednak było… przyjemnie.
— Podoba mi się ten samochód — rzucił w trakcie jazdy. — Tak samo jak to, że mimo wszystko okazujesz się raczej pozytywniej nastawiony niż Rush. Hm… oczywiście mogę się mylić, ale ten sztuczny uśmiech Rusha jest mniej przekonujący niż twoja kamienna mina.
Alex spojrzał na niego kątem oka, nie przejmując się prędkością.
— Mniej niż pięć sekund do setki, tak, to bardzo przyjemne. A co do Richarda… Myślę, że to kwestia twojej i Charliego przeszłości. Mimo wszystko, nie czuje się aż tak pewny siebie, jak pokazuje, żeby się ciebie nie obawiać. — Alex słyszał od Jasona coś niecoś na temat Ryana, więc był w temacie. — Z drugiej strony, ty pokazujesz mu zapewne bardzo dużą pewność siebie i swobodę w obcowaniu z przyjacielem. Nim więc kieruje strach, że straci coś, co tu zyskał, tak samo mną, że zawali się coś, co znałem od lat.
— Wiem, że raczej Rush nie uwierzy w to, że jednak Charlie zostanie moim przyjacielem i nikim więcej, skoro jest zajęty, mimo że staram się mu to przekazać. — Ryan uśmiechnął się krzywo, w sumie zdziwiony, że Alex to wszystko wie. Zerknął na niego krótko. — Ale co do ciebie… Czego się właściwie boisz?
Anglik westchnął ciężko, patrząc za okno na szybko mijane przez nich uliczki, sklepy i domy. Dopiero po chwili znowu skierował spojrzenie na Ryana.
— Kiedy wychodziłeś z więzienia, nie miałeś obaw, jak to będzie? Jak cię ludzie odbiorą, czy znajdziesz znowu swoje miejsce?
— Hm… wierzyłem, że moi starzy kumple nie pogardzą towarzystwem kryminalisty i, jak się na szczęście okazało, nie myliłem się. Choć przyznam, że miałem obawy, że z pracą już tak różowo nie będzie.
— W takim razie spróbuj sobie wyobrazić, że całe życie jesteś w więzieniu, taki świat normalny znasz tylko z opowiadań albo oglądasz go przez szybkę. Naczelnik wisi ci nad głową i przypomina cały czas, że wszystko poza bezpiecznymi murami jest złe, a cała twoja wiedza o przyjaźni opierałaby się na kilkumiesięcznej znajomości. Czy wtedy twoje obawy nie byłyby większe?
Ryan spojrzał na niego szybko, głównie jednak skupiając się na drodze. Myślał chwilę i coraz bardziej do głowy dobijała mu się myśl, że Jason powinien mu wcześniej chociaż zarysować sytuację Alexa, a nie mówić „zobaczysz”. Nie był przygotowany na taką niespodziankę. Wreszcie jednak zabrał głos.
— Oczywiście, że byłyby większe, ale nie przemawia do ciebie myśl, że jednak na wolności jest… trochę przyjemnej niż w więzieniu? Ukrywanie wszystkiego raczej wygląda, na moje oko oczywiście, jakbyś dostał szansę na wyjście na warunkowym, a umyślnie je zignorował i czekał do wypełnienia całego wyroku.
Grey skinął głową i oparłszy łokieć o drzwi, schował twarz w dłoni. Głupi zauważyłby, że nie jest to dla niego łatwy temat.
— Nie chcę, żebyś odebrał to tak, że się nad sobą użalam, czy cokolwiek z tych rzeczy. Jednak Jason w ogóle coś ci mówił, czy zostawił mi całą tę niewątpliwą przyjemność?
— Jedyne, co wywnioskowałem z tego, co mi Jay opowiadał, to że jesteś trudnym człowiekiem. — Ryan uśmiechnął się krzywo. — Nawet uznał, że niedane mi jest poznać twoje imię.
Alex ponownie westchnął ciężej. Zdecydowanie nie pomyślał o zaplanowaniu tego spotkania.
— Chociaż tyle. I zapewne nie rozczarowałeś się na tym osądzie — zadrwił lekko. — A wiesz coś o Richardzie? A raczej jego sytuacji rodzinnej?
— Z tego co mi Charlie zdążył opowiedzieć, a trzeba zauważyć, że o swoim księciu sporo mówi, to tyle wiem, że wasi rodzice są dość… wymagający.
Alex prychnął pod nosem przez ostatnie słowo.
— Tak, wymagający — powtórzył, jakby rozkoszując się tym. — Mają bardzo sprecyzowane plany dla swoich synów. I jak jeszcze młodszego spisali na straty za jego niedojrzały charakter, tak starszego obarczyli podwójnie. Przykre w tym wszystkim jest tylko to, że ten nie umie się od tego odciąć i niemalże desperacko stara się temu sprostać. Jak jeszcze w większości kwestii nie ma problemów, tak od momentu, kiedy przedstawili mi moją przyszłą żonę, zaczęło, kolokwialnie mówiąc, zgrzytać.
Ryan uniósł brwi, słysząc o żonie.
— Wiesz… nie chciałbym być nieuprzejmy — uśmiechnął się wymownie — ale na twoim miejscu olałbym swoją „przyszłą żonę”, jakkolwiek piękna i cudowna by nie była. Jakby nie patrzeć, to nie średniowiecze, Alex, a ty jesteś chyba dorosłym człowiekiem. Hm… aż wolę sobie nie wyobrażać, jak się z tym Jay czuje.
— Gdybym jej, jak to pięknie ująłeś, nie olał, to po świętach nie wracałbym do Miami. Ona jest, bo jest. Nie mogę jednak pójść do rodziców i z uśmiechem na twarzy oznajmić, że postanowiłem resztę życia spędzić na dawaniu dupy jakiemuś facetowi z drugiego końca świata — syknął Alex, ironizując. Źle się z tym wszystkim czuł.
Ryan trochę zwolnił, kiedy wyjechali na węższą drogę. Zawiesił już na dłużej wzrok na rozmówcy.
— Coś mi mówi, że sam też nie poszedłbym do swojego ojca, żeby mu oznajmić o swojej orientacji — prychnął, woląc sobie nie wyobrażać, jak ten by zareagował — ale to, że twoi rodzice mają się nie dowiedzieć, nie znaczy, że musisz bać się pokazywać z Jayem w Miami. Hm… czy mimo tego, że Rush jest otwarty z Charliem, wieść o ich związku dotarła do Anglii? — spytał, patrząc na niego wymownie, a Alex pokręcił głową.
— Nie, choć przyznam szczerze, że rodzice często do mnie wydzwaniają, pytając o tę jego dziewczynę. A raczej dziewczyny, bo nadal wmawiam im, że się nie ustatkował — mruknął. Mimo nadal dość chłodnego oblicza, przebijało się przez jego twarz zmęczenie. — Do tego sam Richard jest problemem.
— Zapewne, choć nie wydaje mi się, żeby twój brat wydał cię przed rodzicami, skoro sam za nim stoisz.
— Richard jest głupi. Ja miałem go pilnować tu, w Miami, a on i tak złamał niemalże wszystkie zasady. Uwierz mi, jestem w stanie sobie wyobrazić, że by się wygadał tylko po to, żeby zadowolić tego całego Charliego. A do tego przyznanie się do porażki przed nim, kiedy tyle lat suszyłem mu głowę, nie jest przyjemne i z czystego tchórzostwa odwlekam ten moment, jak się da.
Ryan skinął głową i skręcił w lewo w stronę dzielnicy, w której mieszkał.
— Można powiedzieć, że rozumiem, czemu się kryjesz, choć wciąż wydaje mi się, że byłoby wam obu lżej, jakbyś się rozluźnił. Odniosłem wrażenie, że Jayowi bardzo zależy, żebyś się pogodził ze sobą. — Rzucił mu wymowny uśmiech. — A że lubię tego śmierdzącego dymem gościa, to ci to mówię. Ale zrobisz, co będziesz chciał.
Alex uśmiechnął się smutno.
— Zapewniam cię, że robię, co mogę, choć walka z samym sobą, jak to mawiają, jest zawsze najtrudniejsza. Ale staram się. Właśnie dla niego. Inaczej żyłbym sobie pewnie dalej, powoli wypalając się od środka ku uciesze moich rodziców. A tak, przynajmniej może być ciekawiej.
— Poznanie się ze mną i Mikeym masz już za sobą. Tak, musiało być trudno — odparł Ryan z lekkim uśmiechem i zerknął na niego. — Już… trzy osoby wiedzą o twojej orientacji! To jest jakiś sukces.
Alex skinął głową, przyznając się do tego.
— Tak, Jason będzie miał już z kim porozmawiać o problemach z moją osobą. I nie będzie skazany tylko na Mike’a — odpowiedział i rozejrzał się po okolicy. — Tutaj mieszkasz?
— Tak, w tym uroczym domku na końcu ulicy. — Kierowca wskazał budynek, do którego dojeżdżali i przed którym chwilę później się zatrzymał. Odpiął pasy i spojrzał na Alexa swoimi czarnymi oczami. — Przyjemna przejażdżka. Dzięki za zaszczytne miejsce kierowcy.
— Nie ma sprawy. Liczę, że mój samochód chociaż trochę zrekompensował ci trudy dzisiejszego wieczoru.
— Te „trudy” zrekompensował mi już ten stek, który miałem okazję zjeść. Ostatnio taki dobry jadłem, kiedy siostra mi przyniosła. — Ryan z mocnym dystansem podchodził do braku swoich umiejętności kulinarnych. — Chociaż Jay chyba dalej uważa mnie za dupka, ale na to już raczej wpływu nie mam. Dobra, oddaję ci w posiadanie to białe cudo i się żegnam. — Skinął mu głową, otwierając drzwi.
— Nie martw się. Porozmawiam z nim — odparł Alex, także wysiadając, żeby przesiąść się za kierownicę. Na zewnątrz wyciągnął do niego rękę. — Miło było poznać, Ryan.
Chłopak uśmiechnął się, rozbawiony formalnością, ale uścisnął jego dłoń.
— Mnie również, do zobaczenia. — Puścił mu odruchowo oczko i ruszył w stronę domu.
Był ciekaw, czy po jednym spotkaniu z trudnym człowiekiem czeka go ponowne, tym razem z mordercą…

28 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 70 – Katastrofa…?

  1. Katka pisze:

    高島惺子, bieeedna, odzyskaj lapa, bo komentowanie z telefonów to zło. Współczuję. No ale, ale, nie mów, że przekonałaś się do Ryana! To w sumie na swój sposób zabawne jest XD A i ciekawa jestem, czy istnieje jeszcze jakiś czytelnik, który nie trawi małego Jaya… Bo chyba jesteś pierwszą osobą, która wyraża się o nim z niechęcią XD Ale spoko, co kto lubi, jak to się mówi, ja na przykład nie przepadam za lilipucimi psami. „W ogóle podoba mi sie relacja Lenny’ego i Ryana – dwa męskie samce przepełnione testosteronem – mrrr” – hehehe, taaa, jak mamy książątko i jego ptaszka oraz gorzką relację Jasona i Alexa, to musiał być jeszcze dodatek w formie dwóch samców, co nie XD Zrozumiałe, że przesłodzonych tekstów nie lubisz, wielu nie lubi XD Ale mamy nadzieję, że to aaaaż za bardzo nie obrzydza Ci czytania XD „I rany, mam nadzieję, że nie denerwują was moje komentarze nad takimi archiwami” – NIE, zdecydowanie nas NIE denerwują! Wręcz baaaardzo cieszą, bo uwielbiamy czytać, jak nowi czytelnicy dorwą się do starszych tekstów i pochłaniając je, dają nam znać o swoich odczuciach. W końcu dlaczego komenty pod archiwami miałyby być gorsze od tych obecnych ;) A co do Twojego nicka, próbowałyśmy go nawet wrzucić w google translate XD Choć raz chyba się inaczej podpisywałaś. Nieważne, dobrze wiedzieć XD

  2. 高島惺子。★★★ pisze:

    Miałam taki ładny komentarz i aplikacja z telefonu mi go zjadła. Chcę już swojego laptopa spowrotem. No nic, od początku.

    Dziewczyny, jesteście okropne, no kogo ja teraz będę hejciła prócz sierściucha Ryana? (To jedno chociaz się nie zmieni, bo nienawidzę kotów – sama mam psa. Miło wiedzieć, że są jakieś stałe odnośniki w życiu…)
    W ogóle podoba mi sie relacja Lenny’ego i Ryana – dwa męskie samce przepełnione testosteronem – mrrr:3 ciekawe jak Lenny zareaguje na to różowiutkie coś, co ugania się za Ryanem. Cristina?… Cris znaczy się. Swoją drogą super ma mamuske, już wiadomo po kim charakterek. Ciekawe kto by pierwszy uciekł na swój widok: Lenny czy Cris ;D
    i Alex! Ten braciszek wam się udał ;) Ten chłód, opanowanie, charakter… przesłodzone teksty księcia z bajki o gwieździstych oceanach odbijających się w oczach kochanka jakoś do mnie nie trafiają. I Jason pasuje mi do relacji z nim – obaj trudni do współżycia, ale jakoś im wychodzi. Denerwuje mnie tylko jak Jason traktuje Charliego.

    I rany, mam nadzieję, że nie denerwują was moje komentarze nad takimi archiwami, do końca września będę już na bieżąco i na bieżąco będę was motywować;3

    (A tak zupełnie poza tematem: kanji w podpisie odczytuje się „Takashima Satoko” – miło wiedzieć, z kim się rozmawia, prawda? XDDD

  3. Katka pisze:

    Tigram, to jest kwestia nie tego, czy Roger wtedy nie wiedział, a teraz wie, a tego, czy Ryanowi się wydaje, że nie wiedział ;)

  4. TigramIngrow pisze:

    Kurde. Tu jest tekst, że Roger nie wie o orientacji syna. A mam wrażenie że podczas pierwszego kontaktu z ojcem Ryana czyli wtedy kiedy miało miejsce pranie mózgu, on już do tego pił. Więc jak to możliwe?

  5. TigramIngrow pisze:

    ” Braciszkowie, którzy lubili chłopców. „To zdanie rozjebywywuje mnie dokumentnie ilekroć je czytam.

  6. Katka pisze:

    Kan, widzę, że brniesz dalej dzielnie :) A Królowa powolutku, powolutku się roztapia, hehe, obserwuj, na pewno wiele jeszcze zmian będzie :)

  7. kan pisze:

    Alex powoli z Królowej lodu zmienia się w … no nie wiem w co ale coraz bardziej przypomina człowieka, topnieje ;d

  8. Adela pisze:

    Nie miłosiernie żal mi Rusha. Nawet własny brat nim gardzi. Nic dziwnego że jest tak bardzo zahukany i boi się własnej rodziny.

  9. Floo pisze:

    Biedny Alex, biedny Jason i biedny Ryan. No ja rozumiem każdą że stron i nie umiem się opowiedzieć po żadnej ze stron XD ale już się nie mogę doczekać tego Jak Jason będzie musiał zapłacić Alexowi za ten wieczór :D
    Ach Alex po raz kolejny podbił moje serce tym jak potraktował Ryana. Ach to było takie słodkie i jak rozmawiali. Niby ciężki temat a jednak nie rzucili się sobie do gardeł :D

  10. Tamiya pisze:

    Katka, to znaczy, że albo zdążę przeczytać, albo sobie poczekam dwa tygodnie XD
    …..
    Właśnie sobie uświadomiłam, że również poczekam sobie na moje upragnione spotkanie Alexa z Jasone sam-na-sam po tej kolacji ;___;

  11. Tamiya pisze:

    Nie ma NBTS…? ;^; A ja liczyłam, że jeszcze sobie poczytam zanim wyjadę! I jak ja teraz przeżyję dwa tygodnie? ;___; Chcę wiedzieć jak Lucy sobie poradziła z dzieciakami i co teraz będzie u Shane’a i Davida D:

  12. Katka pisze:

    Shinu, ja myślę, że bardzo urocze by było „kocham cię” wydobywające się z czeluści ust Jasona, tak samo jak Alexa :)))

  13. Shinu pisze:

    Katka >> Może nie koniecznie „kocham cię”, bo naprawdę trudno mi jest sobie wyobrazić mówiącego to Jasona, nie wspominając o Alexie, ale chociaż coś zbliżonego do tego jak „zależy mi” czy takie tam. Warto by było to zobaczyć ;3

  14. Shinu pisze:

    Nareszcie miałam czas by to przeczytać ;]
    Konfrontacja w restauracji była po prostu epicka. Ten lodowaty ton głosu Alexa, te ironiczne docinki Ryana – brak słów, po prostu.
    Nie spodziewałam się, że Jay’owi puszczą nerwy, a jednak.
    Ach, czekam już tylko na moment, kiedy ta cudowna parka wyzna sobie miłość(o ile kiedyś wyzna >_>).

    Ostatnie zdanie zwala z nóg. Chcę już kolejnego seksu RyanxLenny!
    Ale bardziej nie mogę sie doczekać rozmowy Alexa i Jasona na osobności. Mam nadzieję, że będzie ciekawie ;D Zawsze jest.

  15. Katka pisze:

    LordKurak, haha, no ktoś musi przyjąć na siebie rolę tego złego XD I faktycznie, nie byli wredni… No cóż, najwyraźniej zauważyli, że dogryzanie sobie nawzajem nie ma sensu XD

  16. LordKurak pisze:

    Urocze jak Królowa wstawia się za swoim młodszym braciszkiem i myśli, żeby nie zrobił sobie jakiejś krzywdy z własnej głupoty.
    Zaproponowanie prowadzenia samochodu pogłębiło mój zachwyt nad nim.
    Do tego ta rozmowa w samochodzie… awww nie spodziewałam się takiej otwartości (i nie bycia wrednym) ani z jednej, ani drugiej strony ;p
    Jay się nie popisał, gdyby lepiej to rozegrał i powiedział co nieco wcześniej Ryanowi, można by pewnie uniknąć tych zgrzytów przy stole.
    Pokochałam Alexa… koniec świata jest bliski. Teraz muszę sobie znaleźć innego kandydata, którego będę mogła obwiniać o zabieranie cennego miejsca w którym mogło być coś o Charliem :D Lenny jest idealnym kandydatem :P Teraz tylko zebrać się w sobie i przeczytać pominięty fragment z jego udziałem i mogę wylać na klawiaturę żółć, obwiniając go o zło całego świata :D

  17. Katka pisze:

    Sdie, „Nie zdziwilabym sie jakby przyszedl do tej restauracjii z transparentem „ten tu to gej” xDD”, hahaha, okrutne XD a Twoje „awwww” jest urocze, nawet jak pada z Twych ust kilkanaście razy na minutę XD

    Gordon, cieszymy się, że wróciłeś :) Myślę, że w następnym rozdziale coś niecoś o Lennym będzie. I uwierz, ja też bym chciała takich kumpli.. ba! nawet takiego faceta jak któryś z nich :D

  18. Gordon pisze:

    Dawno sie nie odzywalem, sorka. i juz nadrobilem co mnie ominelo. Nie spodziewalem sie ze dojdzie do spotkania Alexa i Ryana. i kurwa o co sie wlasciwie Alex wkurwil? xD mialem takiego samego zonka jak ryan bo tez bym o to zapytal na takim spotkaniu. niezrozumiany zostal przez nikogo ;p ale zajebista byla ta przejazdzka wspolna. jakby sie zmusili to moze by sie dogadali a ksiaze mialby potem jeszcze wiekszy zaskok jakby wpadl na krolowa i Ryana gdzies w jakiejs restauracji ]:-> wlasnie laski gdzie jest Rush? malo go ostatnio ;p a tak spoza rozdzialu to podoba mi sie Lenny ;p oby w nastepnym cos o nim bylo bo ten watek jest odjazdowy.
    rozdzial lux jak zawsze. tez chce takich kumpli

  19. Sdie pisze:

    Tigram Ingrow >> „Poza tym dziw, że mężczyźni przy stoliku nie pokryli się szronem skoro z ust Alexa wypływał bez mała ciekły azot ;)” – to mnie rozwalilo :D
    „Ale staram się. Właśnie dla niego.” – Kaaat! :D Mowilam ci to juz wczoraj, ale to jedno zdanie jest wymiatajace. Ja po prostu kocham tego faceta!
    A teraz copy/paste:
    „Wcale nie był zadowolony, że tu w ogóle jest i że tego słucha, jednak robił to i nie mógł ukryć że jedynym powodem, dla którego się godził na tą abstrakcyjną sytuację, był Jason.” – awwwwwwwwww *_* – weeeee :D
    „Alex za to znowu nic po sobie nie pokazał. Założył tylko nogę na nogę.” – (normalnie zrobie arta kurwa). Ta pozycja sprzyja artom ;/
    (Tu sie przewinela gadka o Domie…hmm..przejdzmy dalej..)
    „- Masz rację – zwrócił się do Ryana. – Wybacz, że w twoich słowach nie zauważyłem twojej szczerej chęci wsparcia” – a czego sie spodziewales po nim co? :D Nie zdziwilabym sie jakby przyszedl do tej restauracjii z transparentem „ten tu to gej” xDD Mina krolowej bezcenna – ca wszystko inne zaplacisz karta mastercard..
    „A ten facet był gorszy niż Lenny.” – No ja nie wiem..Len jest zajebisty! :D Ryan! Ty sie od niego uzaleznisz nawet nie bedziesz wiedzial kiedy! Przeciez zrobil ci tak dobrze ostatnio xD
    – eeee – nie podoba mi sie auto alexa – jest takie…malo zgrabne.. ;/
    – mike jest beznadziejny, skad on sie urwal? – „- Bardzo smaczne było. Nie, Ryan?”
    „Kiedy Alex płacił za rachunek, każdy odetchnął z ulgą.” – heheheheheh xD Tego sie nie da skomentowac :D Oni sa slodcy :D Na ten posilek musieliby wydac chyba ze 2 swoje wyplaty :D
    „- Może i nie jest to Ferrari, ale może chcesz poprowadzić?” – jestem bliska zakochania sie w tym facecie! Jeszcze od takiej strony go nie znalam :D
    „Alex spojrzał na niego kątem oka, nie przejmując się w ogóle prędkością.” – nareszcie jeden ktory nie sra w gacie ze strachu przy predkosci wiekszej niz 80km/h…Alexxxx! *_* :*
    „Nie mogę jednak pójść do rodziców i z uśmiechem na twarzy oznajmić, że postanowiłem resztę życia spędzić na dawaniu dupy jakiemuś facetowi z drugiego końca świata” – coz za malo wyszukane slownictwo! ;] No…ale mozna i tak ;]
    „- Richard jest głupi” – alex jest slodki! :D
    Kocham Alexa. On teraz pojedzie do jasona :D przemysli pare spraw i rzuci sie na niego..albo pod niego ;] Taki wyzwolony nagle sie stanie :D:D:D
    Przypuszczam ze moja wypowiedz jest lekko chaotyczna, ale udalo mi sie cos stworzyc przynajmniej bo wczoraj mialam ochote ciagle awowac :D (awwwww! i weeeee *_*) xD
    Laski! Wiecej seksu!
    Fak je!
    ;*

  20. Katka pisze:

    Tigram Ingrow, hehe, „Nareszcie, jasno określił, że faktycznie mu zalezy.” czyli jednak jakiś plus z tej kolacji wyszedł :D

    Kohaku, oooch, narysuj <3

    Tamiya, Alex i Ryan przyjaciółmi… Ciekawie. Takie dwa inne światy, ale cóż, w końcu Jason też nie jest ze świata królowej, a się dogadują. Więc może coś w tym jest :)

    Elis, w oczach Ryana gorszy XD Chociaż mógł tak pomyśleć pod wpływem chwili. No a wspólny temat prędzej czy później by znaleźli, bo a) Ryan tyle gada, że w końcu Alexa musiałoby coś zainteresować, a b) Alex też ostatecznie jest uprzejmym, mimo że formalnym, facetem :) Więc nie było tak tragicznie, jak być mogło, hehe.

  21. Elis pisze:

    Podobała mi się rozmowa w restauracji, jak i w samochodzie. :)
    W restauracji myślałam, że z tej kolacji będą nici. Kiedy Alex wyszedł, przez chwilę sądziłam, że wróci do hotelu i tyle. Jednak potrafił się uspokoić i znaleźli z czarnowłosym wspólny temat. :)
    Później „Ale staram się. Właśnie dla niego.” Wiiiii, aż coś miłego się poczuło czytając te słowa.
    To teraz tylko czekam, jaką „karę” Alexiątko wymyśli smokowi. :))
    I padłam na te słowa „A ten facet był gorszy niż Lenny.” Ha, Królowa gorsza od Lenny’ego. :)

  22. Tamiya pisze:

    Miałam skomentować wczoraj (znaczy dzisiaj po północy), ale nie miałam siły niczego napisać .___.
    Moja wyczekana kolacja! Ryan i Alex mają zadatki na dobrych przyjaciół, ja wam mówię XD Te dogryzanie sobie w restauracji XD Chociaż Alex nie zagiął Ryana tak, jak się tego spodziewałam, a szkoda! Ryan nie wiedzący, co powiedzieć byłby ciekawym zjawiskiem…
    Ale potem jak Alexiątko zabrało Ryana swoim bentleyem i dało prowadzić i ta rozmowa. Aww, fajnie było <3

    I Alex starający się tylko dla Jasona "Ale staram się. Właśnie dla niego." <3333 Jeejuu, już nie mogę doczekać się, żeby Alexiątko zaczęło wychodzić gdzieś z Jayem, ale będzie super ;w;

    "Hm… ciekawe, czy po jednym spotkaniu z trudnym człowiekiem, czeka go ponowne, tym razem z mordercą." Nie wiem czemu, ale się uśmiałam przy tym tekście XD

  23. kkohaku pisze:

    nie poszło łatwo ale się udało :) Chłód Alexa był bardzo wyraźny a zwłaszcza jego poważna postawa niczym góry lodowej. Bardzo mnie to..może nie rozbawiło ale jego charakter został pięknie oddany. Nie panikował a z zimną powagą przyjmował wszystko dosłownie na klatę :) Tak myślałam, że Ryan trochę na rozrabia w tym lodowym zamczysku ale królowa i jego potrafiła sobie urobić. Nie ma to jak super autem ;) ooo ja chce już rozdział z Jasonem T_T chyba z tej tęsknoty w końcu go narysuje.. :3

  24. Tigram Ingrow pisze:

    AAAAAAA!!!!!!! Rozmowa w restauracji to majstersztyk dogryzania sobie nawzajem! Alex wymiata. Nie mogę się doczeka jak Alex odbije sobie na Jasonie tę sytuację. Poza tym dziw, że mężczyźni przy stoliku nie pokryli się szronem skoro z ust Alexa wypływał bez mała ciekły azot ;)
    Jeez… uwielbiam sposób mówienie Królowej Lodu ;)
    „Ale staram się. Właśnie dla niego.” – Nareszcie, jasno określił, że faktycznie mu zalezy. Super ;) Teraz jeszcze czekam aż powie o tym Jasonowi. Yea!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s