Fire Dragon Tattoo Studio – 69 – Ekscentryk z milionem na koncie?

Czerwony Dodge przyspieszył, wyprzedzając na drodze inne samochody. Charlie stukał przy tym nerwowo palcami o kierownicę. Już był spóźniony, ale musiał wrócić do domu w połowie drogi, bo zapomniał tej cholernej deski, a przecież obiecał ją dzisiaj zabrać.
Znowu wcisnął pedał gazu i już pięć minut później parkował przed studiem. Wysiadł szybko, wyciągnął deskę z auta i ruszył z nią do studia. Była pięknie wykończona i sam był z siebie dumny. Ryanowi powinno się spodobać. Była bardzo kolorowa, a promienie słońca u jednego końca deski wyszły mu chyba najlepiej. Miały wiele odcieni, a u dołu był jeszcze efekt odbicia światła na falach.
Kiedy wszedł, powitało go zniesmaczone spojrzenie Jasona.
— Spóźniony — stwierdził. Kate musiała być już u siebie. — Masz szczęście, bo twój klient też.
Charlie odetchnął z ulgą.
— Sorry, zapomniałem deski i musiałem się wracać — wytłumaczył, podchodząc z nią do ściany za kontuarem, o którą ją oparł. — Cholera, ale kawy chyba zrobić nie zdążę — dodał, zerkając na zegarek.
Jason przewrócił oczami i ruszył na zaplecze.
— Zrobię ci, a ty się ogarnij.
— Dzięki! — Chłopak uśmiechnął się i szybko poszedł do swojej pracowni, po czym wyjął wzór dla klienta. Zombiak z różą między zębami. Westchnął. Niezbyt oryginalny tatuaż, ale trudno.
Zaczął przygotowywać sobie sprzęt, równocześnie nasłuchując, czy klient nie przychodzi. Kiedy już kończył, usłyszał, że do studia ktoś wchodzi. Odłożył rękawiczki, które wyciągnął z szuflady i ruszył do głównego pomieszczenia. Przy drzwiach zobaczył rosłego mężczyznę z ogoloną czaszką. Był napakowany i miał już kilka tatuaży, które wychodziły mu na ramionach spod podkoszulki.
— Sorry za spóźnienie. Korki na moście były — rzucił, kiedy zobaczył Charliego.
— Spoko, też nie byłem na czas. Chodź, możemy zaczynać. Trochę z tym roboty będzie.
Mężczyzna skinął głową i poszedł za nim w głąb studia. Nim usadowił się na kozetce, do środka wszedł Jason i kiedy zobaczył mężczyznę, uśmiechnął się lekko.
— No siema — przywitał się z nim i podał Charliemu kawę.
— No siema, stary! — odparł tamten. — Co ty tu robisz? Nie widziałem cię ostatnio.
— Pracuję… chociaż nie jako kelnerka — zadrwił tatuażysta. — Musieliśmy się minąć, czy coś. A ty co? Zdradzasz stare studio? — dopytywał, aż zaskoczony, że widzi tu tego klienta. Nie pamiętał jego imienia, ale kojarzył z którejś dawnej pracy. No i był zadowolony, że wylądował u nich, a nie u konkurencji.
Charlie tylko spojrzał po nich i upił trochę kawy, po czym odstawił ją na szafkę i założył czarne rękawiczki.
— Połóż się — rzucił do mężczyzny.
Ten zdjął koszulkę i zajął kozetkę, po czym zwrócił się do Jasona:
— Kumpel u was tatuował smoka na plecach i polecał, to wpadłem, ale nie spodziewałem się, że tu robisz. Bym do ciebie przyszedł. — Zaśmiał się i spojrzał szybko na Charliego. — Bez urazy, stary.
— Ta, spoko — odmruknął Charlie i podsunął się do jego pleców, żeby odbić wzór.
Jason spojrzał na odbijanego zombiaka na jego plecach, po czym poklepał mężczyznę po ramieniu.
— Nie podlizuj się. A poza tym młody jest naprawdę dobry w takich tatuażach. Chyba że kiedyś se tribale byś robił albo jakiś znajomy… — tu zawiesił na chwilę głos i uśmiechnął się do Charliego — w tym już jest zajebisty — dodał. Nie, żeby nie zachwalał studia, ale w końcu mógł też Charliego podbudować.
Młodszy tatuażysta aż zerknął na niego w górę i uśmiechnął się pod nosem. Wow. Nie spodziewał się takiej pochwały. Facet na kozetce za to zaśmiał się swoim basowym głosem.
— Spoko, będę pamiętał. A ty dalej się bawisz w te 3D? Skurwysyństwa nie wszędzie robią, a już nie raz się mnie ludziska pytali, czy znam od tego kogoś.
Jason skinął głową, stojąc nad nim, ale tak, żeby ten mógł go bokiem widzieć.
— Ta, cały czas się w to bawię. Jak będziesz miał kogoś, to możesz mu jakieś ciepłe słówko powiedzieć, że tu zapuściłem korzenie.
— Stoi — odparł mężczyzna, a Charlie przysunął sobie stoliczek z otwartymi tuszami i sięgnął po pistolet. Włączył go bez wtrącania się w rozmowę i zaczął rysować kontury. — Mnie nie kręcą, ale wiem, że jest na to parcie.
— A w ogóle, wybierasz się na zjazd? Ma być za jakiś czas w Miami. — Jason kontynuował rozmowę.
— Słyszałem, ale nie dam rady. Ślub siostry — mruknął, dość niepocieszony. Skrzywił się lekko, kiedy Charlie mocniej przycisnął maszynkę. — A co, wy pewnie jedziecie robić reklamę? Słyszałem, że wywiady mają pójść do gazet.
— Ta, jedziemy. Trzeba wybadać konkurencję i jak dobrze pójdzie, takich jak ty będzie więcej — odparł Jason z cieniem uśmiechu na twarzy.
— Spoko, powodzenia. Ale nie jest źle, już o was słuchy chodzą w światku tatuażystów.
— Tak to jest, jak Katy wciska każdemu, komu się da, nasze wizytówki — dorzucił Charlie z lekkim uśmiechem. Dziewczyna potrafiła być dość namolna, ale przy tym też bardzo urocza.
Klient zaśmiał się, jednak tak, żeby się nie poruszyć.
— Też jakiś sposób — odparł, a rozbawiony Jason tylko prychnął pod nosem i dopiero skinął łysemu facetowi.
— Dobra, to zostawiam cię już na łasce Charliego, a sam idę skończyć swoją robotę.
— Spoko, na razie — odparł mężczyzna, a młodszy tatuażysta obrysowywał pękniętą czaszkę wokół odsłoniętego mózgu zombiaka.
Po zombiaku miał później jeszcze kilku klientów. Do studia zajrzało jeszcze trochę ludzi, umawiających się na tatuaż. Jeden Charlie zrobił nawet na poczekaniu, bo akurat miał okienko.
Kilka minut po czwartej do studia zawitał Ryan. Ubrany w długi rękaw, bo ostatnio było dość chłodno. Wszedł i uśmiechnął się na powitanie. Kate, kiedy tylko go zobaczyła, powitała go jeszcze bardziej promiennym uśmiechem.
— No siemaaaa! Chłopaki dziarają.
— A ty, jak widzę, pilnujesz wejścia — odparł Ryan, podchodząc do kontuaru i rzucając obok niego plecak. — Co tam słychać?
Dziewczyna wydęła usta i oparła łokcie o blat kontuaru.
— Teraz? Nudzę się, ale tak w ogóle to się szykujemy do wielkieeeej imprezy — dodała z entuzjazmem. Może i gadała o tym cały czas, ale była podekscytowana.
— Wielkiej imprezy, o której ja nic nie wiem? Jak to się stało? — Ryan uśmiechnął się czarująco.
— Bo to taka specjalna impreza. — Kate zaśmiała się figlarnie, unosząc kilka razy brwi do góry, żeby zachęcić Ryana do wypytywania.
— Specjalna impreza… Tym bardziej brzmi zachęcająco. Przyznaj się, co przede mną ukrywacie… — Ryan pochylił się bardziej do niej nad kontuarem.
— Coś bardzo tajnego i tajemniczego. Może nawet Rush tam pojedzie. — Nakręcała się, mrużąc oczy, mimo że nawet nie miała pojęcia, czy Charlie już wspomniał kochankowi o tym konwencie.
Ryan udał, że się zastanawia, postukując palcami w policzek, kiedy tak opierał się na łokciach.
— Zakładam, że to jeden z głównych powodów, żeby mnie nie zaprosić. I czemu tajne? Darmowa popijawa i chcesz wszystko zagarnąć dla siebie?
Kate nie wytrzymała i roześmiała się radośnie. Wychyliła się jeszcze, złapała Ryana za twarz i cmoknęła go w nos.
— Ale cię wrobiłam! To nie popijawa, to konwent tatuażystów.
— Kamień spadł mi z serca. — Ryan uśmiechnął się ironicznie. — Już się bałem, że ominie mnie darmowe picie, a wy tylko jedziecie bazgrać.
— Kolczyki też będę robić. A i jak chcesz, to jedź z nami. Porobisz za płótno.
— Chwalebna rola. Ale tak się niestety składa, że ja też mam pracę, bo, co może ci się wydawać zaskakujące, nie spędzam całych dni na plaży. Choć byłoby to przyjemne…
Kate wydęła wargi, niezadowolona z jego odpowiedzi.
— Nawet nie znasz terminu, a już mówisz, że masz pracę.
— Zakładam z góry, że nie potrwa to tylko w weekend. I nie rób takiej miny. — Ryan uśmiechnął się, naciskając palcem na jej wydęte usta. — Bo może zamiast gejowskiego płótna trafi ci się takie, wiesz… bardziej hetero.
Dziewczyna spojrzała na niego przez zwężone powieki i prychnęła.
— Ta… Dogryzaj mi dalej.
Ryan tylko uśmiechnął się do niej olśniewająco, aż nagle jego wzrok padł na deskę stojącą przy ścianie w rogu.
— Nie dogryzam, tylko przedstawiam ci plusy tego, że nie jadę — odparł, od razu ruszając do deski. — Piękna… — mruknął do siebie, gładząc dłonią wyskakujące z wody koi. Wcześniej jej nie zauważył, bo całe wnętrze holu było kolorowe dzięki licznym plakatom na ścianach i innym tatuażowym dodatkom.
Dziewczyna spojrzała za nim. Mogła mu już odpuścić.
— No, Charlie dziś przywiózł. Nawet nieźle mu to wyszło.
— Nawet więcej niż nieźle. Widać, że się przyłożył. — Ryan przyjrzał się desce, ale w końcu odwrócił się do Kate. — To poczekam, aż skończy, żeby mu ładnie podziękować. Macie jakieś jedzenie na zapleczu?
Kate skinęła głową po jego pierwszym zdaniu, a po drugie uśmiechnęła się głupio.
— Jeśli tosty i sucharki uznajesz za jedzenie, to tak.
— Tosty. Poczęstuję się w takim razie — odparł Ryan z uśmiechem i wyminąwszy dziewczynę, poszedł na zaplecze. Był głodny. Jeszcze nie zdążył nic po pracy zjeść.
Zanim wszedł na zaplecze, pokazał się Charliemu, który uśmiechnął się szeroko na jego widok.
— Cześć! Będę za dwadzieścia minut, okej?
— Nie spiesz się. Poczekam z Katy i tostami — rzucił Ryan i jeszcze zajrzał do pracowni Jasona.
Jego klient akurat dopinał koszulę, a ten, kiedy Jason go zobaczył, zmarszczył brwi i skinął na niego.
— Chodź no tu.
— Już, czy dasz mi zabrać tosta?
Jason machnął na niego ręką, że może jeszcze pójść po jedzenie. Sam odprowadził klienta i schował kasę, kiedy ten wyszedł.
Ryan zrobił natarcie na zaplecze i z dwoma tostami w ręce udał się na poszukiwania Jasona. Znalazł go w jego części studia. Sprzątał. Wszedł więc do środka i usiadł na taborecie, pojadając oraz przyglądając mu się. Mężczyzna zauważył go od razu, kiedy wszedł, ale nie przerwał sobie.
— Wyspałeś się w końcu? — rzucił jakby od niechcenia.
— Tak, o dziwo miałem dzisiaj tę przyjemność — odpowiedział Ryan, dodając w duchu, że to pewnie dlatego, że znowu Lenny’ego nie było.
Jason w końcu usiadł na kozetce naprzeciw.
— Coś cię męczy?
Ryan spojrzał na niego czujniej i przełknął kęs.
— Niech zgadnę… wieści tak szybko się rozchodzą?
— Takie życie. Razem pracujemy, ciężko, żeby Charlie zachował takiego newsa tylko dla siebie.
— Muszę mu podziękować za sianie paniki. — Ryan uśmiechnął się krzywo. — Ale jak widzisz, nie mam poderżniętego gardła, pocisku w czole ani noża wbitego w plecy.
— Jeszcze — skończył starszy mężczyzna ze śmiertelną powagą. Nie uważał, że Ryan jest głupi, ale sam też nie był taki jak Mike czy Charlie. Wiedział, jakie jest życie i że nie wszystko jest czarno-białe. Teraz Ryan lekceważył ich ostrzeżenia, może było nawet spokojnie, ale to zawsze mogło się zmienić.
— Naprawdę uważasz, że facet, który spędził tyle czasu w pierdlu, tak szybko będzie się tam pchał z powrotem? — spytał Ryan i dojadł pierwszego tosta. Sam nie był pewien wszystkich zamiarów Lenny’ego, ale wolał o tym teraz nie myśleć.
— Nie, dlatego nie jestem tak nakręcony jak Charlie na wizję twojej nagłej śmierci — prychnął Jason.
— Jestem wdzięczny. Już się bałem, że przychodzenie tu do was będzie się równało z obstrzałem pytań, czy jeszcze przypadkiem mój niechciany współlokator nie odciął mi jakiejś części ciała — odparł Ryan kpiąco, a Jason zaśmiał się jak stara wrona.
— A odciął?
— Nie, na szczęście wszystko jest na swoim miejscu. — Ryan uśmiechnął się i pochłonął drugiego tosta. Przeżuwał, więc nic nie dodał.
Jason chwilę na niego patrzył. Czuł, jak słowa Mike’a, żeby poznał Ryana z Alexem, ciążą nad nim jak burza gradowa. Wcale nie był przekonany do tego pomysłu, mimo że Alex się zgodził.
— Usiłujesz mnie przejrzeć, czy nie kłamię, czy coś innego ci po głowie chodzi? — spytał w końcu Ryan.
Jego rozmówca westchnął ciężko, po czym potarł nasadę nosa palcami.
— To drugie — burknął w końcu. — Pamiętasz naszą rozmowę z autobusu?
— Ten kawałek z częścią o twoim tajemniczym kochanku, o którym świat nie powinien się dowiedzieć?
Jason przewrócił oczami.
— Bardzo ładnie zgadujesz… Ale tak. Dokładnie ten kawałek.
— Pamiętam, mimo że to był to dość zamulony poranek. Czemu pytasz?
— Bo jeśli będziesz w ogóle chciał i kilka rzeczy nam obiecasz, to może będziesz miał cholerny zaszczyt go poznać — wycedził Jason z mocną kpiną w głosie. Był zirytowany. Przecież nie mógł powiedzieć: „To co, Ryan? Chcesz poznać mojego chłopaka?”. To, co powiedział, z drugiej strony też było żałosne.
Ryan był dość zaskoczony, ale odparł:
— Bardzo mi miło. Choć ciekaw jestem, co nagle się stało, że chcesz mi go pokazać.
— Chęć oswojenia go z jego orientacją i ze społeczeństwem… A ty, z dwojga złego, i tak wydajesz się rozsądniejszy niż Charlie.
— Nie jestem pewien, czy kryminalista nadaje się do prowadzenia terapii. — Ryan uśmiechnął się ironicznie, jednak dodał: — Ale chętnie poznam twojego faceta. Tylko wspominałeś coś o jakimś obiecywaniu?
— Że nie wygadasz się nikomu, kim jest. I najlepiej, jakbyś w ogóle nie mówił, że o nim wiesz. Innymi słowy, nic nowego. No i… trochę… — Jason zastanowił się nad słowem, i tak czując się jak skończony debil w tej rozmowie. Jakby opowiadał, jak trzymać jadowitego węża w domu, a nie planował zapoznanie ze swoim kochankiem. — Żebyś trochę wyluzował i nie naskakiwał na niego. To trudny człowiek.
— W jakim sensie trudny? Wiesz, Jay, wolę być przygotowany na jakiś ewentualny atak.
Tym razem mężczyzna zaśmiał się pod nosem.
— Spoko, nie rzuci się na ciebie. Ale to jak? Dasz się zaprosić na kolację z moim facetem i szefuńciem?
— Jak stawiacie, to bardzo chętnie. No i widzę, że Mike już wtajemniczony. Może powinienem być zazdrosny.
Jason przewrócił oczami na wspomnienie reakcji Alexa, kiedy wyszło, że Mike o wszystkim wie.
— Nie masz o co. Za niego mi się dostało. Na zapoznanie z tobą dostałem łaskawe pozwolenie. Zresztą, zobaczysz. Kiedy w ogóle ci pasuje ta kolacja? — Fakt, że oni, a raczej Alex, stawiali, był dla niego na tyle oczywisty, że nawet zapomniał o tym dopowiedzieć.
— Hm… każdy wieczór w sumie. Poza przyszłym wtorkiem, bo moja troskliwa siostrzyczka przyjdzie mnie odwiedzić. O czwartej kończę robotę, a potem jestem cały wasz — odparł Ryan. Ciekaw był, jaki jest facet Jasona. Już w głowie kreował różne wizje jakiegoś jego klona.
— To ustalę z nim termin i Mike się jakoś z tobą zgada. On cię też pewnie zabierze i ubierze. — Jason już zaczynał się denerwować. Chciał, żeby Alex się otworzył, ale widział też, jaki to dla niego mentalny problem.
— Ubierze? Nie wiem, czy to twoja zboczona wyobraźnia, czy coś mi odbija, ale… zwykle nie chadzam nago po ulicy — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem.
Jason znowu odetchnął ciężko. Miał ochotę na papierosa. Bardzo dużą ochotę.
— Nie wmówisz mi, że masz w domu jakieś eleganckie ciuchy.
— Hm… nie przyniosłem z paki garderoby Jamesa Bonda.
— Dlatego powiedziałem, że Mike ci coś pewnie znajdzie. Ja, o dziwo, też nie mam za dużo takich ciuchów. A już na pewno pasujących na ciebie — odmruknął Jason. — W ogóle, to wszystko? Czy masz jakieś pytania? Bo muszę zapalić, a ty pewnie nawet nie chcesz widzieć papierosa przez szybkę.
— Postaram się też zmyć, zanim wrócisz wraz z podmuchem papierosowego smrodu — odparł Ryan z lekkim uśmiechem. — Ale byłoby mi miło, jakbyś chociaż powiedział, jak się nazywa.
Jason patrzył na niego dłuższą chwilę, już wyjmując papierosa z paczki, po czym uśmiechnął się wrednie.
— Zobaczysz. Będziesz miał, kurwa, uroczą niespodziankę — zadrwił i wyszedł ze swojego kącika w studiu.
Ryan też opuścił kącik starszego z tatuażystów, ale kiedy ten wyszedł, sam został w holu i rozsiadł się na czerwonej kanapie. Jego wzrok powędrował do deski. Była piękna. Myślami jednak wciąż był w poprzedniej rozmowie. Był zaintrygowany tą dziwną sytuacją. Niby rozumiał, że ktoś mógł nie chcieć się ujawnić, ale facet Jasona naprawdę musiał coś mieć z głową, skoro robili z tego wielką tajemnicę. Jakby świat miał się zawalić. Do tego Ryan w końcu znał Jasona krócej niż Charliego, a to jednak jego ten wolał poznać ze swoim facetem. Cieszył się z tego na swój sposób, choć czuł się trochę tak, jakby stał na cienkiej tafli lodu. A spodziewał się, że w trakcie spotkania będzie jeszcze… ciekawiej. Miał nadzieję, że facet nie będzie jakiś przewrażliwiony. Wolałby nie musieć za bardzo się zmuszać do pokazania, jaki sam jest święty.
Jego rozmyślania przerwał Charlie, który wreszcie wyszedł z klientem z pracowni. Podał zapłatę Kate, a sam pożegnał klienta i obejrzał się na kumpla. Uśmiechnął się od razu.
— No, już jestem. Widziałeś deskę?
— Tak, jest naprawdę piękna. — Ryan wstał i podszedł do niego, po czym pocałował go w policzek. — Dzięki.
Charlie zaśmiał się, jakby zapominając, że ma faceta, który jest przeciwny takim czułostkom.
— Spoko. Cieszę się strasznie, że ci się podoba — dodał i złapał go za rękę, ciągnąc go do deski, żeby razem z nim pogapić się na efekt swojej pracy.
Kate tylko pokręciła głową, siedząc wciąż przy kontuarze i rysując motylki. Ryan chętnie podszedł z kumplem do deski.
— Śliczne słoneczko wyszło, kochanie.
— Co nie? Zajebiste. Trochę z tym roboty było, ale efekt genialny.
Ryan uśmiechnął się i pogłaskał go po włosach.
— Tak genialny, że czeka mnie podbój plaży. Może zrobię podryw na rybę — odparł, dotykając jednego z dwóch karpi.
Charlie prychnął pod nosem i klepnął go w brzuch.
— Tu masz na co podrywać.
— Też racja. Dobrze, dzięki jeszcze raz. Biorę mój kolorowy skarb i idę, zanim Jay nie wróci i nie zaaplikuje mi raka płuc.
Kate zaśmiała się z tego.
— Pierwszy on umrze na raka niż ty od czterosekundowego kontaktu z jego osobą.
— Co nie zmienia faktu, że zapach dymu do najprzyjemniejszych nie należy — podsumował Ryan i wziął swoją deskę pod ramię. Puścił Charliemu oczko, pomachał Kate i ruszył do wyjścia. — Trzymajcie się.
— No, trzymaj się, wariacie! — zawołała za nim dziewczyna.
— I uważaj na deskę! — dodał Charlie, a Ryan jeszcze uśmiechnął się do nich i wyszedł, dzierżąc swój największy skarb. Oczywiście największy do czasu, aż pierwszego miejsca nie zajmie kiedyś Ferrari…

***

Mike zaparkował przed siłownią. Umówił się z Ryanem, że po niego wpadnie po pracy, zabierze do siebie do domu, przyszykują się i pojadą na tę nieszczęsną kolację. Niby był dobrej wiary… ale i tak trochę bał się reakcji Ryana na sposób bycia Alexa. Teraz pozostało mu liczyć, że całe to spotkanie nie skończy się istną katastrofą.
Musiał poczekać z dziesięć minut, aż w końcu z budynku wyszedł Ryan, z plecakiem na ramieniu. Szukał wzrokiem pomarańczowego Mustanga i kiedy wreszcie go dostrzegł, uśmiechnął się i podszedł do niego. Kierowca przywitał go, kiedy ten już wszedł do środka.
— Siema. Jak tam?
— Jak każdego dnia w pracy, trochę nudnawo, ale, jak widzisz, żyję. To jedziemy do ciebie, tak? — spytał Ryan, rozsiadając się wygodniej na miejscu pasażera. Wolałby za kierownicą, ale cóż… na własne auto musiał poczekać.
Mike skinął głową, uruchamiając samochód.
— Tak, ogarniemy się u mnie, znajdę ci jakieś ciuchy i pojedziemy na tę kolację — odparł, ruszając w stronę swojego domu. Jakoś dziwnie przypomniała mu się sytuacja, kiedy to Charlie szedł na randkę z Rushem. Żaden z jego kumpli nie był elegantem.
— Myślisz, że w tym nie zostałbym wpuszczony za próg? — zakpił Ryan, wskazując na swoją rozpiętą koszulkę.
— Myślę, że jak jesteśmy tam z nim, to wpuściliby cię we wszystkim, ale lepiej jednak nie robić na samo dzień dobry złego wrażenia.
— Złego wrażenia? To naprawdę ładna koszulka. Ale w co chcesz mnie wcisnąć, Mikey?
Manager zerknął na niego. Szczególnie na jego krótkie spodenki.
— Na pewno w inne spodnie. Zobaczymy. Nie założę ci na pewno krawatu.
— Nie, żebym miał coś przeciwko, ale jednak jestem wdzięczny. — Ryan uśmiechnął się, zerkając przez okno. — Choć nie wiem, czy twoje ciuchy nie okażą się za małe.
Mike skrzywił się.
— Mam nadzieję, że coś się znajdzie. Najwyżej będziemy improwizować. Jak ci tyłek nie wejdzie w moje spodnie, to może coś mojego ojca. Nie wiem. A jak nic, to zrobimy szybki napad na jakiś sklep — mruknął, w sumie trochę poirytowany, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Dobrze, że mieli dwie godziny zapasu.
— Wszystko się okaże, kiedy otworzysz przede mną czeluści swojej garderoby. Ale powiedz mi, Mikey, gdzie właściwie jedziemy? Do Jasona, czy jego kochasia?
— Do jego „kochasia”. Zaprosił nas na kolację do restauracji. I dobrze radzę: jak dostaniesz kartę dań, nie patrz na ceny.
— Spokojnie, nie będę, skoro nie ja płacę. Ale co to za wymowny ton? — Ryan spojrzał na kumpla ciekawiej. — Jest tak nadziany, że będziemy żywić się homarami, czy tak biedny i skończy się na jajecznicy?
Mike zaśmiał się, wyobrażając sobie Alexa jedzącego zwykłą, suchą jajecznicę prosto z patelni. To nie mieściło się w jego granicach pojmowania.
— Jakby był biedny, to by nas nie zapraszał do kilkugwiazdkowej restauracji i nie musiałbyś się stroić jak na wesele.
— Pokrzepiłeś mnie. Nie wiem, czy powinienem pytać o to heteryka, ale… jest ładny? — Ryan uśmiechnął się do Mike’a specyficznie.
— Jason uparcie twierdzi, że jego wygląd nie jest sprawą nadrzędną, ale jeśli nawet ja mówię, że jest przystojny, to on musiałby być ślepy, żeby nie widzieć, jak wygląda. Ale wiesz co? — Zerknął na kumpla. — Na pewno też nie jest typem, do którego Katy by się śliniła i to nie dlatego, że by się jej nie podobał z wyglądu.
Ryan analizował te słowa przez chwilę. Facet Jasona był tak owiany tajemniczą aurą przez Jasona i Mike’a, że już nie wiedział, czego się spodziewać.
— Hm… jakiś ekscentryk z milionami na koncie?
Mike roześmiał się. Jak Ryan był blisko prawdy, nawet nie wiedział. Był potwornie ciekaw, jak rozpozna podobieństwo między Alexem a Rushem.
— Zobaczysz — odparł enigmatycznie.
— Niech będzie. Mam nadzieję, że nie złapie mnie taki szok, że nie będę się w stanie odezwać. — Ryan uśmiechnął się kpiąco.
— Ty? — prychnął Mike. — Ty przetrwasz wszystko.
W drodze rozmawiali jeszcze o kilku szczegółach spotkania, a gdy dojechali do mieszkania Mike’a, okazało się, że nie było w nim nikogo, choć to było raczej do przewidzenia.
Po wejściu do środka Mike pokierował kumpla na górę, więc chwilę później już byli w jego pokoju. Ryan rzucił plecak pod ścianę i usiadł na łóżku, po czym opadł do tyłu na plecy. Mm… Wygodnie.
Mike w tym czasie zaczął już przegrzebywać swoją szafę.
— Masz w ogóle jakiś pomysł, co chcesz założyć?
— Najbardziej bym się ucieszył, gdybyś uraczył mnie jeansami i koszulą. — Ryan zerknął na niego, nie podnosząc się.
— To akurat odpada. Inne opcje? — spytał Mike, w końcu rzucając w jego stronę dwiema parami czarnych spodni. — Te zobacz.
Ryan wstał z westchnieniem i najpierw zdjął spodenki i koszulkę, zostając w granatowych bokserkach. Dopiero wtedy przymierzył pierwszą parę spodni. Na szczęście nie były za ciasne. Bardziej się bał o górę. Rozłożył ramiona na boki, pokazując się kumplowi.
— I jak? Poleciałbyś na mnie, gdybyś był gejem? — Uśmiechnął się olśniewająco, a Mike zmierzył go zdegustowanym spojrzeniem.
— Nie wiem, nie umiem aż tak teoretyzować. Ale pasują?
— Powiedzmy, że mogą być. Nie uciskają za bardzo. Co masz na górę? — Ryan podszedł do kumpla, a ten zaczął przeglądać swoje koszule, zastanawiając się, która jest największa. Ryan, jakby nie patrzeć, miał więcej mięśni niż on i był szerszy w ramionach.
— Mmm… może ta? — Podał mu jedną.
Biała. Ryan spojrzał na nią dość sceptycznie, ale założył ją. Jednak kiedy sięgnął do guzików, poczuł, jak materiał się napina. Cofnął więc ręce od razu.
— Jeśli nie chcesz dziury w tej uroczej koszuli, to chyba muszę ci ją oddać.
Mike skrzywił się wyraźnie. Nie lubił komplikacji.
— Cholera — mruknął, odbierając ją od niego i zostawiając. — Chodź, weźmiemy coś ojca — dodał, wychodząc z pokoju.
Ryan podążył za nim w samych spodniach, aż weszli do sypialni rodziców Mike’a. Widać było, że dawno nikt tu nie spał. Wszystko było posprzątane i ułożone, w oczekiwaniu na powrót właścicieli. Niczym pokój hotelowy, do tego bardziej cztero niż dwugwiazdkowy.
Mike podszedł do garderoby i zapalił w niej światło. Rozejrzał się.
— Jaki kolor? — rzucił do Ryana. Jego ojciec był od niego większy, ale i grubszy, więc był zadowolony, że chociaż problem spodni mieli z głowy.
— Niebieski, czarny, szary… zielony? — sugerował Ryan, podchodząc do kredensu, na którym dostrzegł ramki ze zdjęciami. Jedno przedstawiało rodziców Mike’a podczas ślubu, a drugie… Mike’a z dyplomem ukończenia szkoły w ręce. Nieźle.
— Szara jest, czarna też — zawołał gospodarz i zdjął obie koszule z wieszaków. — Weź przymierz, a nie zwiedzasz.
Ryan sięgnął po ramkę z kumplem i uniósł ją wymownie.
— Ładnie wyszedłeś. Są z ciebie dumni.
Starszy chłopak przewrócił oczami i zabrał mu zdjęcie.
— Tak, strasznie — mruknął, odstawiając je. Z biegiem lat był coraz bardziej sceptyczny co do „dumy” rodziców z jego osiągnięć.
— Nie ironizuj, Mikey. Może nie są troskliwymi staruszkami, ale widać, że spełniasz ich ambicje — odparł Ryan.
Może i z Charliem częściej szlajał się po Miami za czasów sprzed odsiadki, ale Mike też był jego dobrym kumplem i znał jego rodziców. Co by chłopak nie mówił, wiedział, że tak naprawdę robi co najmniej siedemdziesiąt procent tego, czego po nim oczekują jego rodzice, jak nie więcej.
Mike tylko mruknął pod nosem, że rozumie, po czym wcisnął mu w ręce koszulę.
— Przymierzaj lepiej, a nie bronisz moich rodziców. Są, jacy są. I nawet jak trzymają moje zdjęcie na szafce, to i tak nigdy nie powiedzą dobrego słowa. Przyzwyczaiłem się, ale to nie czas, żeby o nich rozmawiać.
Ryan uśmiechnął się i mrugnął do niego.
— Pomyśl, że sam bym chciał, żeby mnie było stać na taką śliczną brykę, jaką dysponujesz, to ci się od razu humor poprawi — odparł, po czym założył na siebie szarą koszulę. Zaczął dopinać guziki. Ta już go nie opinała. — Co sądzisz?
— Lepiej. Zobacz jeszcze czarną. A samochód kupiłem za własne. Jakbyś nie zmarnował sobie czterech lat w więzieniu, to może też miałbyś już jakiś fajny samochód. Może nie Mustanga, ale jakieś starsze Ferrari może.
— Hm… miałem Ferrari na kilka minut, dopóki psy nie stwierdziły, że trzeba ukrócić chwilę mojego szczęścia. — Ryan zdjął koszulę i sięgnął po drugą. — Ale nie martw się, Mikey, kiedyś podjadę pod wasze studio podobnym.
— Czekam na to i liczę, że będzie wtedy w pełni twój — odparł Mike i skinął głową, kiedy kumpel założył kolejne ubranie. Wąskie spodnie i trochę luźniejsza koszula dobrze na nim leżały. Do tego nie dopiął do końca guzików i było widać srebrny krzyżyk na torsie. — Dobrze tak wyglądasz.
— W takim razie zostaje czarna — zdecydował Ryan i podał mu tę szarą, a ten schował ją do szafy.
— Dobra. — Zerknął na zegarek. — Nawet nieźle poszło… A buty? — Zaciął się, dopiero zauważając błąd. Ryan stał teraz tylko w skarpetkach, a przecież tak nie pójdzie.
— Hm… jaki masz rozmiar? — spytał Ryan, chociaż był trochę rozbawiony, że Mike aż tak dba o szczegóły. — Choć nie wiem, czy facet Jaya będzie akurat tam patrzył. Aż się boję, że zaraz mnie do fryzjera zabierzesz.
Mike przetarł twarz dłonią.
— Masz czarne buty? — Nie pamiętał, zgadywał.
— Tak, czarne, nie będzie się odznaczać. Nie bój się, Mikey.
Gospodarz jeszcze moment nad tym rozmyślał, aż machnął ręką.
— Dobra, cholera. Może jakoś to będzie — mruknął i klepnął kumpla w ramię na znak, że już mogą wyjść z pokoju.
Ryan z powrotem udał się do pokoju Mike’a, żeby spakować swoje ciuchy do plecaka. Dobrze się tu czuł. Wiele imprez pamiętał z tego miejsca i wiele zwykłych wieczorków w gronie dwójki najlepszych kumpli. Wcale nie było mu spieszno, żeby stąd wychodzić.
— Jedziemy już, czy mamy jeszcze czas?
— Jeszcze mamy trochę. Szybko poszło. Napijesz się czegoś albo… nie wiem?
— „Nie wiem” jest bardzo kuszące, ale jednak poproszę o sok, jeśli masz — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem i przerzucił sobie plecak przez ramię, żeby zejść z nim na dół.
Po niecałych trzydziestu minutach zbierali się do wyjścia. Pogadali w międzyczasie o pracy, o Marg, o klubach. O wszystkim, co nie było związane ani z nadchodzącym spotkaniem, ani z tym, co dzieje się u Ryana.
Wreszcie jechali w stronę restauracji, w której umówili się z Alexem i Jasonem. Mike był lekko zdenerwowany, a Ryan zaciekawiony, kogo to przyjdzie mu poznać. Jak na razie, słyszał tylko, że Jason pieprzył swego czasu Charliego, ale to raczej nie określało jego typu.
Podjechali pod elegancką restaurację niemal w samym centrum Miami. Kiedy Mike zadzwonił do Jasona, ten przekazał im, że już czekają w środku. Zostali więc poprowadzeni przez obsługę do stolika znajdującego się w rogu sali, zapewniającego choć częściową prywatność.
Stanęli przed stolikiem, a wzrok Ryana padł na Alexa.

15 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 69 – Ekscentryk z milionem na koncie?

  1. kkohaku pisze:

    taak ironia ze strony Jasona potrafi ocieplić mi serce xD i pragnę tego częściej, bo to chyba już uzależnienie xD
    Ryan gada dużo ale dzięki temu stało się to takie charakterystyczne dla jego osoby, że bez tego nie był by sobą i straciły ten zgryźliwy blask, który mnie do niego ciągnie xD
    obaj panowie to jak mroczne światło, do którego lgnę xD

  2. Katka pisze:

    Tigram Ingrow, bo ten rozdział to było takie budowanie napięcia, a w następnym będzie wybuch XD

    Kohaku, „ironia Jasona otuliła mnie przyjemnym ciepłem” hahahaha, genialnie ujęte XD A Ryan… Ryan naprawdę dużo gada XD

  3. kkohaku pisze:

    matko nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak tęskniłam za Jasonem T_T rozmowa z Ryanem była piękna, ironia Jasona otuliła mnie przyjemnym ciepłem xD ale przyznam, że Ryan prawie mu dorównuje :D jego teksty są genialne i nie uważam aby za dużo gadał. Piękny rozdział *_*
    he he tak myślałam, że skończycie w takim momencie :P no nie mogę się doczekać :D ale już czuję jak Ryan szaleje ze swoją ironią xD
    :*

  4. Tigram Ingrow pisze:

    No chyba żartujecie? Aż zajrzałam za laptopa bo może tam ukrył się ciąg dalszych. Jak to – nie ma? No jak? Hmmm… w sumie to tak niewiele wniósł ten rozdział … jakoś tak… mam niedosyt. Ciekawe co to też dalej będzie?

  5. Katka pisze:

    Tamiya, Mike chyba powinien mieć w szafie ubrania na wszystkie rozmiary w razie potrzeby. W tym jeszcze damskie, jakby Katy też musiała skorzystać z jego pomocy XD

  6. Tamiya pisze:

    Wiedziałam, że na to spotkanie trzeba będzie poczekać do następnego rozdziału, wiedziałam! XD Ale nie było dzisiaj Lenny’ego, więc jestem podwójnie zadowolona z rozdziału :3
    Chyba wiem jak musi czuć się Ryan, gdy Jason i Mike tak tajemniczo opowiadają o Alexie, jakby był jakąś strasznie tajemniczą, legendarną postacią, o której się nie mówi, tylko trzeba zobaczyć XD Ale to zabawne, że takie podchody z tym robią.
    Och, ciekawa jestem, co Ryan zrobi/powie na widok Alexiątka :3 Może mu szczęka opadnie i będzie się tak wgapiał, a wtedy przemówi Alex i Ryana zupełnie przytnie XD Chciałabym zobaczyć scenkę, gdzie Alex tak przygaduje tym swoim zimnym tonem lodowej królowej Ryanowi, że ten nie wie, co powiedzieć xD I liczę, że się doczekam, bo to będzie bezcenny moment XD
    A już myślałam, że Mike nosi jakiś rozmiar uniwersalny, że jego ubrania pasują i na Charliego i na Ryana XD A tu niestety, koszula nie weszła. Ale i tak ciągle mam wrażenie, że świat wszystkich postaci z FDTS by się zawalił bez Mike’a XD Kogo by się wszyscy radzili, komu by powierzali sekrety, kto by im pomagał? XD Mike zbawca ludzkości :3 Biedny…
    No to sobie tydzień poczekamy w zniecierpliwieniu, ale, ale… NBTS i spotkanie klasowe! <333

    btw. Charlie ma szczęście, że deska się udała XD Jakby nie, to by Ryan był troszeczkę zły, że jego "największy skarb" został zniszczony :3

  7. Elis pisze:

    Skaczę z radości, że spotkanie Ryana i Alexa już mamy w zasięgu ręki. Tylko czemu trzeba czekać na to aż tydzień? Dlaczego przyszły wtorek to nie ten, gdzie wrzucicie dodatkowy rozdział? A może, jakby Was ładnie poprosić… *patrzy na Was, jak kot w butach z Shreka” :)
    Cudny rozdział. Kocham to opowiadanie. Wiem, powtarzam się, ale tak już będzie. :)

  8. Katka pisze:

    meg_anka, witaj! :) Szybko Ci poszło przeczytanie całości, haha. I widzę, że możemy włączyć kolejną osobę w poczet fanów Jasona i Alexa XD Cieszymy się, że do nas trafiłaś i mamy nadzieję, że zostaniesz na dłużej :)

    Floo, haha, małpolud XD Rozbroiłaś mnie.

    Raya, Lenny z milionem na koncie? XD Raczej w takim wypadku by nie pomieszkiwał u Ryana. Chociaż kto wie… XD

  9. raya pisze:

    hahahahahaha patrząc na tytuł, myslalam najpierw, ze odkrywacie jakąś tajemnicę z życia Lenny’ego :DDDD

  10. Floo pisze:

    Konstytucyjnie powinno zabronić się zakończeń w takich momentach!!
    Ja już chcę wiedzieć jaka będzie reakcja Ryana na Alexa i Alexa na Ryana!!
    Jasona jak zwykle uwielbiam :D Taki kochany wielki małpolud :*

  11. meg_anka pisze:

    Wczoraj (tak właściwie to przedwczoraj) po południu jakoś trafiłam na waszą stronę i zamiast się uczyć do czterech(!) egzaminów (ach te uroki sesji…) zaczęłam czytać… i tak się wciągnęłam, że przeczytałam wszystko. Jestem zachwycona opowiadaniem i mam paru ulubieńców…. no dobra dwóch – Jasona i Alexa. Dlatego jestem zła, że muszę czekać na następną część. Takich rzeczy nie powinno się robić. A poza tym tak 3majcie tak dalej i mam nadzieję, że związek Jasona i Alexa, skądinąd niekonwencjonalny, będzie się rozwijał w kierunku który sobie wymarzyłam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s