Never Be The Same – 26 – Rozwód…?

„Are you getting something out of this all encompassing trip?
You can spend your time alone, redigesting past regrets, oh
Or you can come to terms and realize
You’re the only one who can’t forgive yourself, oh
Makes much more sense to live in the present tense.”*

Shane czekał niecierpliwie na telefon od Davida, dopóki Lucy nie zaproponowała, żeby zagrać w Scrabble. Może porywającą rozrywką to nie było, ale po pierwsze – zawsze to jakieś zajęcie w tak nudny wieczór; a po drugie – przy zgrzewce piwa i z wielką michą popcornu było nawet całkiem przyjemnie. No, oczywiście jeszcze z głośną muzyką płynącą z pokoju Shane’a.
Chłopak zerknął przelotnie na telefon leżący na stoliku, który jak na złość cały czas milczał. Chwilę później dopił do końca swoją drugą puszkę piwa, odrzucił ją na bok i ponownie zapatrzył się na swoje litery. Co niby z takich chujowych mógł ułożyć?!, pomyślał, kurwa.
Właśnie. Z głupim uśmiechem zebrał literki „c”, „h”, „u” i „j” i ułożył pięknie „chuj”, po czym sięgnął do woreczka, żeby dobrać cztery. No dobra, może niewiele punktów z tego, ale zawsze coś. Zadowolony uśmiechnął się.
— Twoja kolej, piegusko.
Dziewczyna ze śmiertelną powagą spojrzała na słowo, jakie ułożył jej kuzyn.
— Kpisz, co?
Shane popatrzył na nią, układając nowe literki na swojej podstawce.
— Nie, czemu? – Wyszczerzył się.
— „Chuj”? – spytała z powątpiewaniem. – No psia mać, ułożyłeś już „suka” i „kurna”…
— Jeszcze mam w zanadrzu „pierdolę”, „jebać” i różne inne – zaśmiał się Shane. – No co, kurwa, też słowa. Moja wina, że takie chujowe literki?
— Ciekawe co ułożysz, jak będziesz miał „ó” – mruknęła, kładąc na zielonej planszy „kandelabr”.
Shane już miał odpowiedzieć, ale spojrzał podejrzliwie na jej słowo, sięgając przy okazji po popcorn.
— Co to niby znaczy?
Lucy była zdruzgotana tym, co słyszy.
— Nie wiesz, co to kandelabr, ćwoku?
Shane momentalnie się zmarszczył, przełknął popcorn i odwarknął, lekko się czerwieniąc:
— Nie wiem, kurwa.
Lucy aż otworzyła usta, po czym uśmiechnęła się głupio.
— Och, ale ja będę miała radochy, jak powiem Davidowi, że jego facet nawet nie wie co to kandelabr – zachichotała.
Shane zarumienił się mocniej, sięgnął po dwa ziarenka popcornu i rzucił w dziewczynę siedzącą naprzeciwko.
— Co z tego, że nie wiem? Jakiś kandelabr. Ja pierdolę.
Lucy roześmiała się już zupełnie.
— To świecznik jest, tłumoku. Taki duży świecznik. – Zachichotała cała uradowana jego zażenowaniem.
Shane rzucił jej złe spojrzenie. Świecznik. Musiał zapamiętać.
— Było tak od razu – mruknął, otwierając trzecie piwo i zerkając na swoje literki.
Lucy chichotała w tym czasie dalej. Naprawdę, musiała powiedzieć Davidowi.
Shane myślał dłuższą chwilę, przestawiając co chwilę literki, ale wreszcie go olśniło i ułożył piękne „pszczółka”.
— Lepiej? – burknął.
Lucy skinęła głową i aż mu wysłała buziaka.
— No śliczniutko. Szkoda, że ja nie mogę ułożyć „trzmiel”, ale…. – zastanowiła się i sama położyła króciutkie „ul”.
— No i wypas. – Uśmiechnął się chłopak i widząc, że nie ma już piwa, sięgnął po butelkę, podając ją kuzynce. Ta przyjęła ją i otworzyła pierścionkiem na kciuku. Ostatnie kilka dni ćwiczyła ten trik i jak na początku bolał ją palec, tak teraz już dobrze jej to wychodziło.
— Niezła jesteś – pochwalił Shane, po czym ułożył „zmora” i sięgnął po popcorn.
Lucy już miała coś odpowiedzieć na temat jego zmory i tego, że chciałaby zobaczyć jego minę, jakby w nocy taka jedna go nawiedziła, ale akurat zadzwonił telefon. Shane aż mało nie wypuścił piwa z ręki, kiedy sięgnął do niego gwałtownie. Odebrał, nawet nie patrząc na ekran.
— Siema!
Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, ale po tym usłyszał cichy śmiech.
— To było szybkie. Nie musiałem nawet czekać trzech sygnałów.
— Bo telefon obok leży – usprawiedliwił się Shane, aż się uśmiechając do siebie.
— Bo go trzymałeś przy sobie. – Zaśmiał się David po drugiej stronie połączenia.
Lucy patrzyła na Shane’a, jakby oglądała ciekawy film.
— No pieprzyć. Fajnie, że dzwonisz – zamruczał chłopak, odchylając się na oparcie kanapy i popijając piwo. – Jak żyjesz?
David zamruczał do telefonu. Chyba miał na chwilę obecną spokój.
— A nieźle. Trochę wymęczony powrotem do pracy, ale nieźle. A jak ty tam wytrzymujesz, potworze?
— Dobrze. W Scrabble gramy właśnie z Lu. – Shane, słysząc go, miał ochotę go złapać za koszulę, przyciągnąć do siebie i pocałować.
— Rozwijasz się, widzę. – Zaśmiał się mężczyzna, a Shane już miał odpowiedzieć, kiedy Lucy wyrwała mu telefon z ręki i krzyknęła do niego:
— Nie wiedział, co to kandelabr!
Shane aż wciągnął gwałtownie powietrze, wstał, obszedł pospiesznie stolik i złapał dziewczynę za nadgarstek.
— Głupi lilipucie, oddawaj ten telefon! – krzyknął cały zaczerwieniony.
David roześmiał się do telefonu tak samo jak Lucy, ale ona po chwili pisnęła, kiedy Shane ścisnął ją mocniej.
— Masz, masz – prychnęła, ale i tak się uśmiechnęła głupio.
Shane spojrzał na nią zły, biorąc telefon i dźgnął ją palcem w policzek.
— Złośliwiec mały – burknął, zażenowany i ponownie usiadł na kanapie. – No jestem – dodał do telefonu.
— Naprawdę nie wiedziałeś? – spytał od razu mężczyzna.
Shane aż zamilkł na moment, cały buraczejąc. Co się na to uparli?!
— Nie – warknął obronnie. Aż mu wstyd było.
David zamruczał rozbawiony.
— Jesteś uroczy.
— Taa, napierdalajcie się.
— Oj, nie obrażaj się. To zabawne, nie dziw się.
— Powiedz mi lepiej, kiedy się widzimy? – spytał Shane z westchnieniem, ale zanim David zdążył odpowiedzieć, przypomniał sobie coś nagle i szybko wypalił: – Bo możesz na tą rocznicę?
— Rocznicę?
— No szkoły, co ci mówiłem. Jest za tydzień w weekend, David.
Mężczyzna mruknął na potwierdzenie, że usłyszał, ale chwilę milczał.
— Za tydzień… no pamiętam. Cholera, dobrze by było pójść, ale… – urwał, a Shane słyszał, jak wertuje kartki. Aż zastygł w napięciu. No nie pozwoli mu nie pójść! To to pięćdziesięciolecie ich szkoły. Musieli pójść!
— I…?
— Mam Marg i Tima na głowie – jęknął. – Nie pojadę tam przecież z dzieciakami.
— A żabcia co? Nie może niby?
David westchnął ciężko.
— Nie może. Pracuje – wyjaśnił oględnie, ale samemu chyba też niezbyt z tego zadowolony.
Shane zaklął pod nosem siarczyście.
— A z kimś innym nie możesz ich zostawić? Kurwa no… mówiłem ci o tym dawno. Taka impreza wielka się nie powtórzy. Pewnie wszyscy będą.
— Shane, nigdy nie ma tak, żeby wszyscy byli – mruknął, mimo że sam był zawiedziony. Ostatnio miał dużo na głowie i zupełnie zapomniał.
— Ale dużo osób będzie. No kurwa, David… mieliśmy pozwiedzać szkołę. – Shane sięgnął po popcorn, zupełnie rozsierdzony.
— A co ja ci na to poradzę? Zobaczę, co da się zrobić, ale nagle się nie sklonuję, cholera.
— Nie mogłeś wcześniej jakiejś opiekunki znaleźć? – warknął Shane, po czym patrząc na kuzynkę, wypalił: – Lu je poniańczy.
Dziewczyna spojrzała na niego zupełnie zszokowana, ale też nie jakoś wrogo.
— Ale… co? – wypaliła.
David po drugiej stronie połączenia milczał.
— Popilnujesz dzieci Davida, żebyśmy mogli pójść na pięćdziesięciolecie naszej szkoły – odparł Shane twardo, po czym dopiero dodał: – Co nie?
David przez chwilę wydawał z siebie mało inteligentne „eee”, po czym jednak odparł:
— Tak… tak, chyba to niezły pomysł. A co na to Lucy?
Dziewczyna w tym czasie gapiła się na kuzyna głupio.
— Spytam – mruknął Shane do telefonu, po czym zwrócił się do kuzynki: – To co? Popilnujesz dzieciaków? To jeden wieczór.
Lucy na chwilę zatkało, ale pokiwała wreszcie głową.
— No… ten, chyba mogę. Chyba, że to jakieś potwory, to biorę podwójną stawkę.
Shane prychnął pod nosem. Spryciara.
— Lu mówi, że za pilnowanie potworów podwójna stawka – rzucił do Davida. – No ale… to jak ich popilnuje, to możesz, nie?
— No… raczej tak. – Zaśmiał się. – Jeszcze pogadam z Grace, ale jeśli powiem, że znajomy mi ją polecił, to nie powinno być problemu.
Shane od razu się uśmiechnął i odetchnął w duchu z ulgą. No wiedział, że obecność Lucy wyjdzie mu na dobre.
— Zajebiście. Poradzi sobie z nimi, a my pozwiedzamy nasze miejsca w szkole.
— Wasze miejsca? – wtrąciła dziewczyna i skrzywiła się jak mała dziewczynka na widok ropuchy. – Uch, idę po coś słodkiego – jęknęła i wyszła z salonu.
— Ta, będziesz mógł sobie powspominać. – Zaśmiał się David.
— No… Jeszcze jak tam razem będziemy… – Chłopak aż odetchnął i napił się piwa.
— Tylko się nie podnieć samymi wspomnieniami za bardzo, bo Lu ci nie pomoże.
Shane prychnął pod nosem i odstawił butelkę na stolik, po czym znowu opadł plecami na oparcie kanapy.
— Nie podniecę się. No… a jak już, to potem sobie poużywam na tobie – zamruczał groźnie.
— Raczej ja na tobie. – David zaśmiał się do telefonu. – W końcu jak wspomnienia to wspomnienia. Powinny być zgodne.
— Taa? A nie chcesz zobaczyć, jak to się wiele zmieniło i kto tu teraz jest na właściwym miejscu?
— Właściwym miejscu?
— Taa. Teraz ja cię pieprzę.
— I rozumiem, że ja nie mam już nic do gadania? – spytał, a Shane przez ten cholerny telefon nie mógł dokładnie wyczuć, w jakim tonie to mówi.
— Nic – zgodził się. – Jesteś skazany na mojego chuja.
David zamilkł na dłuższą chwilę.
— Bezpośrednio – burknął jednak.
— Podoba ci się. Lubisz go. Szczególnie w sobie – odparł pewnie Shane, zajadając się popcornem, ale myślał o jego przystojnej twarzy i rumieńcach, które miał nadzieję, że wywołał.
— Uch, no lubię… Ale nie traktuj tego tak jednostronnie. Ty też to lubisz.
— Jak jestem w tobie? Cholernie – zamruczał chłopak, udając, że nie wie, o czym mężczyzna mówi.
David zawarczał do telefonu.
— Nie. Na odwrót.
— Mm… David, i tak wyobraziłeś sobie, jak pieprzę twoją dziureczkę…
Shane znowu słyszał przez dość długo tylko ciszę. Aż się oblizał. Chciał go tu i teraz.
— Jesteś nienormalny.
— Wiem, co lubisz. I, kurwa, po tej imprezie się pieprzymy.
— Już myślałem, że powiesz, że w trakcie… – burknął. – No ale może lepiej mi powiedz, jaki w ogóle jest plan tego spotkania.
— Zaczyna się jakoś o osiemnastej, podobno na zewnątrz ma być, jak będzie pogoda. Wiesz, żarcie darmowe, procenty i muzyka. Chuj wie jaka, ale się obczai. No ale nie wiem dokładnie, bo tyle co na stronie wyczytałem. Że zapraszają i tak dalej. – Shane aż się uśmiechnął do siebie. Miał nadzieję, że będą jego kumple z klasy i będzie można po szkole pochodzić.
— A jak tam jedziemy?
Tego pytania Shane się nie spodziewał.
— A ja, kurwa, posiadam auto? – mruknął.
David tym razem zaśmiał się do telefonu.
— Nie, z tego co wiem nie. A na którą chcesz tam jechać?
— Osiemnastą…? Nie mogę się doczekać. Nie chcę się spóźnić.
David znowu się zaśmiał.
— Znając ciebie, myślałem, że powiesz co najmniej piętnastą – zadrwił.
— Spierdalaj – mruknął Shane, odchylając głowę na oparcie kanapy. – Nabijasz się ze mnie. Powiesz lepiej czy jest gdzieś tam żabcia? – spytał, badając teren.
— Poszła z koleżankami na babskie plotki. A ja przed chwilą uśpiłem dzieciaki. A co się tak Grace interesujesz?
Shane zawahał się chwilę, po czym położył się na plecach na kanapie, wpatrzył w sufit i odpowiedział:
— To jak jej nie ma obok, to powiedz mi, że mnie kochasz.
— Eee… – David zaciął sie na chwilę, po czym jednak zamruczał do telefonu: – Kocham cię, kocham, tylko głupi czasami jesteś strasznie.
— No tego na końcu dodawać nie musiałeś, draniu! – Zaśmiał się Shane, uśmiechając się głupio do siebie. Nigdy by się nie spodziewał, że po tylu latach, ten idealny mężczyzna będzie go kochał i chciał z nim być. No, może jak byli razem w szkole, to miał takie szczeniackie marzenia, ale i tak nigdy nie był tego pewien. A teraz naprawdę go miał. Może nie całego dla siebie i na wyłączność, ale cholera… kochał go, a to się przecież liczyło najbardziej.
— Musiałem – odparł David, sprowadzając go na ziemię. – Bo byś już w ogóle oszalał z tego szczęścia.
— No a tego byśmy nie chcieli – prychnął Shane ironicznie i tak szczęśliwy, co by David nie mówił.
— Zależy czy po całości, czy w części. Bo jak w części to tylko w tej, żebyś był szczęśliwy. Oszaleć nie… choć i tak już szalony jesteś. – Zaśmiał się mężczyzna.
— Przesadzasz. – Uśmiechnął się Shane, wciąż gapiąc się w sufit. Rozleniwił się rozmową z Davidem.
— Ta, to kolejna moja przywara. Jeszcze nie przywykłeś?
— Trochę. I ty też normalny nie jesteś. Zadawać się z takim potworem jak ja…
— Mmm… naprawdę jestem niepoważny – odparł, a do nozdrzy Shane niespodziewanie doleciał przyjemny, słodki zapach. Od razu odwrócił wzrok na kuzynkę i oblizał się.
— No… – odparł dość nieobecnie do telefonu.
Z kuchni wyraźnie było czuć przyjemny, słodki zapach jakiegoś wypieku.
— Shane…? – usłyszał w telefonie po chwili milczenia.
— Jestem! Sorry, Lu chyba coś pichci.
— Och, powodzi ci się, widzę. Co takiego?
— Nie wiem, zobaczę – odparł chłopak, wstając z kanapy i ruszając do kuchni, jak pies za zapachem mięsa. – A tobie żabcia nie pichci czegoś dobrego?
— Ostatnio upiekła sernik na urodziny teściowej.
Shane wszedł do kuchni i zastał tam Lucy przeglądającą jakąś babską gazetę. W zlewie była brudna miska i łyżki, a w piecyku piekły się babeczki. Od razu się tam pochylił, zerkając do środka.
— Lu, kiedy będą? Babeczki robi – wyjaśnił do telefonu.
— Za jakieś dwadzieścia minut – odparła dziewczyna. – I dla ścisłości, to muffinki są – zaśmiała się radośnie. Uwielbiała je. Były takie banalne do zrobienia.
— Długo – westchnął Shane niepocieszony, ale oparł się tyłkiem o szafkę i przełożył telefon do drugiej ręki. – David, wpadniesz do nas przed tą rocznicą?
Mężczyzna westchnął ciężko do telefonu.
— Nie wiem… Czekaj, dziś wtorek… Spróbuję, wiesz?
— Zajebiście. Postaraj się. Bym ci pokazał, jak zdjęcia rozstawiłem. Te co zrobiłem na wsi.
Lucy przewróciła oczami, ale dzielnie nie skomentowała.
— Już rozstawiłeś…? Dużo ich wywołałeś?
— Czternaście tylko – odparł luźno Shane, niecierpliwie zerkając na piekarnik.
— Ale nie ustawiłeś ich, nie daj Boże, w ołtarzyk ani nic takiego?
Shane przewrócił oczami.
— Nie, kurwa. Na szafce i biurku normalnie stoją. No, jedno na ścianie jest.
— A… aha.
— No… w salonie też jest jedno – mruknęła pod nosem Lucy.
Shane warknął na nią i zwrócił się do Davida.
— Chciałem ci pokazać – mruknął.
— Spoko, rozumiem. Postaram się wpaść w takim razie.
— Wypas. – Uśmiechnął się chłopak. Już się za nim stęsknił. No i codziennie sobie trzepał, myśląc o nim.
— Mhm… Dobra, to idź jedz te pyszności, a ja kończę. Odezwę się, jak znajdę czas.
— Mm, spoko. To buźka, nara.
— Pa.
Lucy spojrzała na kuzyna wymownie.
— Długooooo.
— Co długo? – Shane uniósł jedną brew, chowając telefon.
— Gadałyście, dzieweczki.
— Się dziwisz? – burknął chłopak. – Ta suka go przetrzymuje, nie mam kiedy z nim pogadać.
Lucy prychnęła pod nosem i wykałaczką sprawdziła czy muffinki już są suche w środku. Nie były.
— Przetrzymuje? Gadasz, jakby go więziła w złotej wieży.
— Ale nieprawda? Toż czuję, że on tam bardziej do dzieciaków wraca.
— Możliwe, ale nie nam jest się wtrącać. To znaczy nie mi.
— Mógłby się rozwieść – warknął Shane pod nosem. Wiedział, że nie może go do tego namawiać, ale nic za to nie mógł, że jak tylko myślał o Davidzie mieszkającym u niego, to od razu się lepiej czuł.
— To… może porozmawiaj z nim o tym? Ja cię dzieci nie nauczę robić, myśl sam, Shane.
— Może pogadam – westchnął chłopak. – I kiedy te babeczki, kurwa?
— Kiedy będą gotowe – odpysknęła. – Kurna, człowieku, nie bądź że tak niecierpliwy, jakbyś miał jakie owsiki w rzyci!
— Ładnie pachną – usprawiedliwił się chłopak i usiadł obok niej przy stoliku, po drodze rozburzając jej fryzurę z wrednym uśmiechem.
— No bo mają ładnie pachnieć. I co masz z tymi moimi włosami, cieciu ty? Nie targaj.
Shane tylko zarechotał na to i wyciągnął do niej rękę, kłapiąc nią jakby była pyskiem smoka. Lucy spojrzała na niego z politowaniem i sprawdziła godzinę. Babeczki już też ładnie się zarumieniły, więc wyjęła je ostrożnie z pieca. Chłopak od razu stanął za jej plecami jak wyjątkowo wielki cień.
— Są gorące, głąbie. Poparzysz sobie pyska – skarciła go kuzynka, widząc już, że zaraz wyciągnie rękę po którąś.
— Podmucham – stwierdził Shane, marszcząc brwi. Sięgnął po talerzyk.
— A ja ci mówię, że i tak se pyska sparzysz. Nie możesz poczekać pięciu minut?
— Kurwa, mogę! – wkurzył się chłopak, odstawiając talerzyk i dając spokój kuzynce i babeczkom. – Mogę kilka jutro do roboty?
— Ta, po to ci je przecież zrobiłam. Chcę tylko dwie jutro na śniadanie. Reszta jest twoja – odparła Lucy, wyjmując ostrożnie babeczki z foremek. Na razie dwie, żeby szybciej wystygły i żeby mogli je zjeść. Resztę postanowiła wyjąć za chwilę, jak ostygną.
— Wow, dzięki. Jesteś super. – Shane uśmiechnął się, patrząc na babeczki jak na złoto. – I na pewno jesteś lepsza niż żabcia. Pewnie się jej znudziło rozpieszczanie Davida.
Lucy spojrzała na niego swoimi żywymi, zielonymi oczami.
— Porównujesz mnie do żabci? Błagam. Jeszcze mi powiedz, że ja będę robiła za jego żonę poza sypialnią, a ty w sypialni. Strzelę cię wtedy.
Shane zaśmiał się na to, a szczególnie z jej miny.
— W sypialni ja robię i za męża, i za żonkę – prychnął.
Dziewczyna przewróciła oczami i w końcu położyła mu na talerzyku jedną muffinkę.
— Masz i jedz.
To skutecznie uciszyło Shane’a, który zaczął pochłaniać babeczkę, mrucząc tylko przy tym z zadowolenia. Była pyszna. A Lucy była cudowna, że mu je zrobiła. I nie obchodziło go to, że mieli tak ciasno. Dzięki jej wypiekom, aż mu się przypominały ciasta babci.

*

David zamknął pospiesznie teczkę, kiedy samochód za nim zaczął na niego trąbić.
— No kurwa już, już! – syknął, ruszając spod świateł.
Urwał się specjalnie wcześniej z pracy, żeby pojechać do tego czuba, którego oficjalnie mógł nazywać swoim kochankiem. Co prawda sam chciał już go zobaczyć, stęsknił się i tak, musiał to nawet przed samym sobą przyznać. Stęsknił się i był gotowy nawet mu to powiedzieć. Teraz jednak musiał do niego dojechać, a potem jeszcze zrobić jeden przelew. Na szczęście nie musiał po to siedzieć w pracy.
Shane wracał ze sklepu ze zgrzewką piwa, mając nadzieję, że zdąży, zanim przyjedzie David. Obiecał, że się zjawi dzisiaj wieczorem. Wreszcie. Już pojutrze mieli iść na tą rocznicę i wcześniej myślał, że dopiero wtedy go zobaczy. Dlatego dzisiejszy telefon go przyjemnie zaskoczył.
Skręcił w uliczkę wiodącą do jego bloku. Pogoda była nawet niezła, dlatego miał na sobie tylko czarny podkoszulek i tradycyjnie bojówki z pobrzękującymi łańcuchami. Uśmiechnął się szeroko, kiedy zobaczył pod blokiem srebrnego Mercedesa o znajomych numerach rejestracyjnych. I jeśli dobrze widział, David dopiero zaparkował, bo ujrzał jego sylwetkę przez szybę. Przyspieszył od razu i stanął przed drzwiami od strony kierowcy, jak jakiś prześladowca albo facet, który właśnie zamierza wyciągnąć z samochodu kierowcę, wsiąść do środka i odjechać.
David nim jeszcze go nie poznał, aż prawie podskoczył na siedzeniu, kiedy zobaczył jego rosłą sylwetkę. Szybko jednak się uspokoił i otworzył drzwi.
— Chryste, aleś mnie przestraszył.
— Czemu? – prychnął Shane, wychylił się i pocałował go w usta.
David zaczerwienił się na to od razu jak dojrzały pomidor.
— Nie tu, matko. A jak ktoś zobaczy?
— To co? Jak będzie miał coś przeciwko, to, kurwa, dostanie w pysk – prychnął Shane.
David nie wyglądał na przekonanego.
— No… ta, ale po co robić sobie problemy? – westchnął, wysiadając już z samochodu. Zabrał ze sobą teczkę z dokumentami.
Shane wzruszył ramionami, przypatrując mu się. Stęsknił się.
— Jebać. Chodź na górę, chcę cię normalnie pocałować.
David nie odpowiedział już na to, tylko pospiesznie zamknął samochód i ruszył za nim do mieszkania.
Shane wchodził pospiesznie po dwa stopnie, przez co musiał na niego czekać na górze. Kiedy David wszedł na piętro, sam odłożył zgrzewkę na podłogę i przyciągnął go za koszulę, wpijając mu się w usta jak zwierzak. Mężczyzna jęknął, zapierając się na jego ramionach dłońmi. Aż poczuł na całym ciele dreszcze. Shane za to przyparł go do ściany, pochłaniając jego usta w pocałunku i przylegając do niego całym ciałem. Nie mógł się odlepić. Czuł, jak mężczyzna oddycha szybko przez nos, a jego palce zaciskają się mocniej na jego szerokich ramionach. Odpowiadał mimo to na pocałunek. Może nie specjalnie pewnie, ale nie protestował. Poddawał się chwili.
Shane, dopiero jak już usta Davida były zdrowo zaczerwienione, oderwał się od niego i oblizał jak psisko. Nie puścił go jednak.
— Cały tydzień myślałem, żeby to zrobić.
David złapał głębiej powietrze, patrząc na kochanka nieobecnym spojrzeniem.
— Matko… uch – odetchnął. – Wejdźmy, co?
— Taa – odmruknął Shane, ale i tak zapatrzył się na niego, dopiero po chwili reflektując. Puścił go i sięgnął po zgrzewkę piwa z podłogi, pierwszy ruszając do kuchni.
David wszedł za nim, zamknął drzwi i poluzował krawat pod szyją. Aż mu się gorąco zrobiło od tego pocałunku na korytarzu.
— Lucy jest? – rzucił, rozbierając się w przedpokoju.
— Nie, wyszła gdzieś po południu. Pewnie szukać roboty poszła! – odkrzyknął Shane z kuchni. – W ogóle chcesz browca?
— Nie, dzięki. – Już bez marynarki, teczki i krawatu wszedł do kuchni. Objął kochanka jedną ręką w talii. – Ale kawy możesz mi zrobić.
— Spoko. – Shane wychylił się i pocałował go szyję. – Mm… myślałeś o mnie? – mruknął, sięgając po kubek na kawę.
David oparł się o chłopaka lekko, kiedy ten już wstawił wodę, żeby się zagotowała i nie ruszał się.
— Mhm… szczególnie w nocy.
— Tak? I co myślałeś?
— Że mi cię brakuje obok – westchnął, przytulając się do jego ramienia.
Shane odetchnął i objął go. Pocałował go w czubek głowy.
— Mi ciebie też. Gdybyś tylko mógł u mnie mieszkać…
— Jakbym mógł, to bym mieszkał…
— I nie myślałeś, żeby się z nią rozwieść? – spytał Shane po krótkim wahaniu. I czekał w napięciu na odpowiedź, cały zesztywniały.
Davida, jak to usłyszał, aż na moment zatkało. Spojrzał na kochanka zszokowany. Wyskoczył z tym tak nagle!
— E… – jęknął mało inteligentnie.
— Pytam tylko – mruknął Shane, patrząc mu z bliska w oczy. – Czy myślałeś chociaż o tym.
Mężczyzna czuł, jak myśli mu galopują. No i to natarczywe spojrzenie Shane. Nie czuł się zbyt komfortowo.
— No… jakby. A co?
— „A co?” – Shane spojrzał na niego z powątpiewaniem. – Jesteś ze mną, to mnie to interesuje. I co wymyśliłeś?
David skrzywił się boleśnie.
— Nie wiem. Nie myślałem jeszcze o tym tak poważnie. To nie jest takie proste, że podejmę decyzję w ciągu godziny.
— Wiem, że nie jest. Ale jak o tym myślisz, znaczy że się wypaliło całkiem, nie? – mruknął Shane, obejmując go ciaśniej. Pocałował go lekko w usta.
David spojrzał na niego ciężko.
— Myślę o tym, bo mam ciebie. Nie podjąłem całkowitej decyzji, bo nie wiem czy się wypaliło, czy nie. Do tego są jeszcze dzieciaki – burknął. Miało być miło. A rozmawiali o tym, o czym najchętniej by nawet nie myślał. Wiedział, że tchórzył, ale trudno.
— Zawsze możesz wystąpić o opiekę – zauważył Shane i pogłaskał go po głowie.
— No tak, bo mi ją przyznają? – zakpił zirytowany.
— Są przypadki, jak matkom nie przyznają, kurwa.
— Ale nie jak jej małżonek ją zdradza z facetem – fuknął, odsuwając się. To byłoby na tyle z jego dobrego nastroju.
— Hej, nie wiej mi. – Shane zmarszczył brwi, łapiąc go błyskawicznie za nadgarstek i przyciągając do siebie z powrotem.
David przewróci oczami, ale dał się przyciągnąć jak kukła.
— No co jeszcze? – jęknął. Chciał, żeby już zmienili temat.
— Nic – westchnął chłopak, głaszcząc go po plecach dość zrezygnowany. – Chcesz zdjęcia zobaczyć?
Mężczyzna opuścił głowę i w końcu z ciężkim westchnieniem pokiwał nią. Dał się nawet przytulić. Cholerne pięć minut myślenia o rozwodzie i znowu miał wszystkiego dość. Nie wiedział, co ma robić. Z żoną kochał się, bo kochał. Była ładna, lubił ją, ale to nie było już to. Do tego ona tak samo, ploteczki, mamusia, David to, David tamto. Jedyne co go tam trzymało to dzieciaki. I nawet ostatnia wizyta u kosmetyczki, którą Grace chciała mu zrobić przyjemną niespodziankę, skończyła się kłótnią.
Shane zrobił mu jeszcze kawę i jak już David trzymał kubek w dłoni, pociągnął go do sypialni.
— I co myślisz? – spytał, wskazując na regał, na którym stały zdjęcia ze wsi. Głównie zrobione w polu. Na ścianie nad łóżkiem jednak wisiało w antyramie zdjęcie, które Shane zrobił Davidowi w pokoju. Naprawdę dobrze na nim wyszedł. Wyraźnie widać było jego jasnoniebieskie oczy.
Mężczyzna dłuższą chwilę patrzył się na nie głupio. Nie żeby nie lubił swoich zdjęć, ale i tak takie duże, zawieszone nad łóżkiem… Miał dziwne co do tego uczucia.
— Umm… no faktycznie nie ma świeczek, żeby był z tego ołtarzyk – zadrwił, nie wiedząc, co powiedzieć sensownego.
— No nie ma, nie jestem, kurwa, psycholem – prychnął Shane, obejmując go ramieniem i przyciągając do swojego boku. – Może jak byliśmy w szkole, bym ci ołtarzyk zrobił, jakbym na to wpadł, ale i tak miałem cię na codzień.
David przewrócił oczami, dając się jednak przyciągnąć. Lubił nawet, jak chłopak tak go mocno przy sobie trzymał.
— Dobrze, że na to nie wpadłeś, bo nie chciałbym sobie nawet tego wyobrażać.
— Taa, uciekłbyś z krzykiem, że cię prześladuje pojebany dzieciak.
Mężczyzna pokiwał poważnie głową.
— Żebyś wiedział.
Shane zaśmiał się, złapał go za podbródek i pocałował w usta, po czym niespodziewanie pchnął na łóżko, aż David padł na nie na plecy. Chłopak od razu na niego wlazł i nie pozwalając mu na żadną reakcję, zamknął jego usta pocałunkiem.
Mężczyzna otworzył szerzej oczy zszokowany. Nie zaprotestował, tylko odpowiedział na pocałunek.
— Mmmm – zamruczał chłopak z zadowoleniem i poruszył biodrami, ocierając się o niego. O tak, miał ochotę na seks. – Czego chcesz?
— Zaskocz mnie. — David westchnął ciężko pod nim.
Shane oblizał się i wyciągnął ponad nim do szafki stojącej za łóżkiem. Wysunął szufladę i wygrzebał z niej jakąś linkę. Kiedy powrócił do poprzedniej pozycji, zaczął błyskawicznie wiązać mu ręce nad głową, chwilę później przywiązując je do wezgłowia łóżka. David spojrzał w górę na swoje ręce podenerwowany.
— Niedawno mnie już wiązałeś…
Shane tylko zaśmiał się i związał go do końca, po czym wyszedł z pokoju. David zamrugał głupio oczami. Ej, co jest? Szarpnął się.
— Shane?! – krzyknął.
Dopiero po chwili zobaczył w progu kochanka, który w jednej dłoni trzymał puszkę piwa, a w drugiej szmatkę.
— Co? – spytał jakby nigdy nic, rzucając mu szmatkę na klatkę piersiową, kiedy stanął przy łóżku. Napił się, patrząc na niego z góry.
David spojrzał na materiał, nic nie rozumiejąc.
— Co planujesz?
Shane wzruszył ramionami, po czym odłożył piwo na szafkę i usiadł mu bezceremonialnie na biodrach.
— Zabawić się? – zamruczał groźnie i zanim mężczyzna zdążył cokolwiek zrobić, rozwarł jego usta palcami, zakneblował szmatką i związał ją z tyłu jego głowy.
David zamrugał oczami. Nic, zupełnie nic nie rozumiał. Pokręcił jednak szybko głową, jakby chciał zrzucić knebel. Wypychanie językiem też nic nie dało.
— Nnnnnn…
Shane aż odetchnął głębiej. Podobało mu się. Cały zdany na jego łaskę.
— Bądź grzeczny – zamruczał i zaczął mu rozpinać koszulę, równocześnie ocierając się o jego krocze.
David czuł, że zaczyna nieznacznie panikować. Szarpnął się pod nim i wierzgnął biodrami, mrucząc pod nosem.
— Miałeś być grzeczny – warknął mu przy uchu chłopak, rozpinając koszulę do końca i uszczypnął go w sutek.
Mężczyzna pisnął pod kneblem, ale uspokoił się. Przynajmniej na razie.
— No – pochwalił go chłopak i pocałował w policzek tylko po to, żeby po chwili zsunąć się i ugryźć sutek. Dłonie skierował pod jego ciało i ścisnął brutalnie tyłek. Od razu spojrzały na to na niego szeroko otwarte, jasne oczy. Oblizał się i jeszcze chwilę miętosił jego tyłek przez spodnie. Potem jednak uniósł się i bezceremonialnie zdarł z niego spodnie razem z bielizną. Ustawił się u jego stóp. — Rozłóż nogi – polecił.
David popatrzył na niego jak na głupiego i pokręcił tylko głową. Nie wiedział, co w tej chwili czuje na tą całą sytuację. Wiedział jednak, że nie jest to nieprzyjemne… co najwyżej bardzo dziwne.
Shane zmarszczył brwi i trzasnął go z dużą siłą w tyłek, aż plasnęło.
— Rozłóż nogi! – powtórzył.
David jęknął, odsuwając się tyłkiem, na ile mógł, ale i tak nie rozsunął nóg. Chłopak spojrzał na niego karcąco, mimo że opór tylko bardziej go nakręcił. Złapał go mocno za kolana i na siłę rozłożył mu nogi. Bardzo szeroko. Spojrzał na jego maleńką szparkę.
— Widziałem ją już, czego się wstydzisz? – zamruczał.
David poczuł, że robi się cały czerwony na twarzy. Zajęczał cicho pod kneblem, napinając wiązania na rękach, a Shane uśmiechnął się na to. Sam cały czas był w ubraniu, a miał golutkiego Davida całego dla siebie. Wyciągnął z kieszeni saszetkę z żelem, otworzył ją i wycisnął trochę prosto na dziureczkę. Zaczął go rozsmarowywać, obserwując przy tym Davida jak swoją zdobycz. Mężczyzna zamruczał na to nisko. Zaciskał, to rozluźniał mięśnie.
Po chwili poczuł, jak w jego szparkę wsuwają się dwa kciuki, które rozciągnęły ją na boki. Shane zerknął do środka i aż odetchnął głębiej.
— Różowiutki.
David zapiszczał w proteście. Był tak na niego otwarty, a do tego związany i zakneblowany. Było mu wstyd.
— Mm, piszcz – zamruczał Shane, wysuwając kciuki i wsuwając w niego dwa palce. Zaczął nimi poruszać w tył i w przód, pieprząc go nimi, a wolną dłonią trzymał go mocno za udo, żeby przypadkiem nie złączył nóg.
David szarpnął się, starając się mu uciec. Co on? Zamierzał go poniżyć czy co? I jeszcze ten knebel!
— Leż – rzucił twardo chłopak, przytrzymując go przy sobie. Wsunął palce najgłębiej jak mógł i pochylił się, biorąc jego penisa do ust. Od razu w całości. Zaczął ssać mocno.
Usłyszał na to głośne jęknięcie z góry, a mężczyzna pod nim przestał się wiercić. Ucieszył się, aż ssąc mocniej na tą reakcję. Zaczął ponownie poruszać palcami, mimo że wolałby już sam w niego wejść. Ale jeszcze chwila. Obciągał mu więc, dopóki penis nie był już zupełnie twardy i nabrzmiały. Wtedy puścił go, wstał i wyciągnąwszy kolejny sznureczek z szuflady, zaczął obwiązywać członek u nasady dość mocno. Czuł na sobie niemalże przewiercające go jasne spojrzenie kochanka.
— Mm? Podoba się? – prychnął, zerkając mu w oczy. Zbliżył się nawet i polizał jego usta.
David fuknął na niego. Nie będzie się do niego przymilać, kiedy ten związał go jak prosiaka. Shane tylko zaśmiał się na to i rozpiął swoje spodnie, a Davidowi od razu ukazał się jego duży penis w pełnym wzwodzie. Shane spojrzał jeszcze raz na kochanka, po czym zadarł mu wysoko nogi i wsunął się w niego z wyczuciem, ale za jednym pchnięciem do samego końca. David, jakby nie miał zatkanych ust, krzyknąłby na cały głos. Zacisnął dłonie mocno na linkach, którymi był związany.
Shane wciągnął świszcząco powietrze i zaczął go mocno pieprzyć. Pochylił się przy tym i zawarczał mu do ucha:
— Kocham cię, draniu, i tą twoją szparę też.
David, jeśli to w ogóle było możliwe, poczerwieniał na twarzy jeszcze bardziej. Zajęczał przy tym pod nim. Jego penis był mocno związany, więc nie miał szans dojścia, dopóki Shane nie zechce go uwolnić. I najwyraźniej nie chciał zbyt szybko, bo nawet go nie dotykał, pieprząc tylko jego tyłek. Po kilku długich minutach jednak wysunął się z niego gwałtownie i złapał oba penisy w dłonie. Zaczął je mocno masturbować.
David oddychał ciężko pod nim. Nogi mu drżały z podniecenia i zmęczenia. Rąk już nawet nie czuł, a szmata, którą miał w ustach, już dawno była cała mokra od jego śliny.
— Nnn… – wymamrotał, patrząc półprzytomnie na kochanka, a ten odpowiedział intensywnym spojrzeniem i chwilę później spuścił się na jego brzuch z przeciągłym stęknięciem. Odetchnął chwilę, po czym rozwiązał więzy z jego obolałego penisa i zaczął mu mocno trzepać, dysząc samemu ciężko.
— No już… strzelaj tą śmietanką…
David nawet jakby mógł, nie odpowiedziałby. Zadrżał na całym ciele i zaciskając oczy, wystrzelił. Shane zamruczał na to z zadowoleniem i padł obok niego na łóżko. Był gorący jak piec i tylko jego mięknący penis wystawał ze spodni. Sięgnął ręką do szmatki i uwolnił usta Davida, a ten wreszcie odetchnął głęboko. Był padnięty.
Shane uśmiechnął się i po chwili jeszcze rozwiązał mu ręce. Pogłaskał go po włosach.
— Tego mi brakowało – rzucił i pocałował go z boku szyi.
— Mojej dupy? – fuknął starszy. Był cały zdrętwiały. Bardzo.
— Ciebie – prychnął Shane. – Boli cię gdzieś?
— Poza szczęką, rękoma i nogami? To nie – mruknął marudnie.
Shane zaśmiał się, odwrócił do siebie jego twarz i pocałował w usta mocno.
— I tak ci się podobało.
David burknął coś pod nosem. Nie miał zamiaru przyznawać, że tak. A na pewno nie na głos.
— No? Powiedz, że tak – naciskał Shane, patrząc mu prosto w oczy z wyczekiwaniem.
— A jakbym powiedział, że nie? – David nie mógł sobie odpuścić. Rozmasowywał przy tym nadgarstki, a oczy same mu się zamykały. To był długi seks, a do tego bardzo męczący. Ale i tak miły.
— Nie uwierzyłbym – burknął Shane.
— No to co się pytasz?
Chłopak wywrócił oczami i położył się bardziej na plecach.
— Bo, kurwa, chciałem usłyszeć, że ci się podobał seks ze mną. Wow, ale, kurwa, dziwne.
David spojrzał na niego kątem oka, po czym słabo się uśmiechnął.
— To w takim razie podobał mi się. Wymęczyłeś mnie strasznie – wyszeptał. Odpływał. – Obudź mnie… za… trochę…
— Mm… spoko. – Shane uśmiechnął się do niego bokiem i jeszcze cmoknął go w ramię, przypatrując mu się, kiedy ten zamknął oczy. Dopiero po chwili sięgnął po swoje piwo, dokańczając je i wyszedł, by pozwolić mu trochę pospać.

 * Pearl Jam – „Present Tense”

28 thoughts on “Never Be The Same – 26 – Rozwód…?

  1. Tamiya pisze:

    Katka, dzięki tobie Shane właśnie wszedł na nowy poziom bycia psychopatą (w moich oczach oczywiście) XD Wymordowanie wszystkich i tulenie się do Davida, wizja przerażająca, a zarazem komiczna XD Ach ten Shane….

  2. Katka pisze:

    Tamiya, najwyraźniej David czuje się przy Shanie już na tyle bezpiecznie, że taki seks jest tylko przyjemnością, a nie traumą :) W ogóle Shane to by go najchętniej schował w łóżku pod kołderką, wyszedł i wyrżnął wszystkich dookoła im zagrażających, po czym wróciłby do Davida i go przytulił, mówiąc, że już mogą być razem – taa, taki jeden z jego chorych snów XD

  3. Tamiya pisze:

    Jak można dawać taką nadzieję i tak odbierać? Ja tu miałam wielkie marzenia, co do tytułu tego rozdziału, chociaż sądziłam, że to trochę za szybko. Niech się David decyduje, tylko najważniejsze – co wtedy będzie z dzieciakami?

    Nie mogęę. Shane i David są po prostu słodcy. Dziecinny, głupolowaty byczek Fernando i obrażalski, poważny David z instynktem ojcowskim :3
    I to „powiedz, że mnie kochasz.” Taki duży, a taki słodki <333
    A Shane nie wiedział, co to kandelabr i się z niego śmiali, biedactwo, ale to było takie śmieszne, to jego wkurzanie się :3 Tak w ogóle to z Lu i Shanem nawet scrabble niestraszne XD Nie cierpię tej gry, ale z nimi mogłabym grać. No a przy wypiekach Lu to już w ogóle :3 Przez was mam ochotę na ciastko…

    Ach, w sprawie seksu to Shane chyba przewyższył sam siebie, było cudownie. Chociaż bałam się troszkę, czy w takiej sytuacji David nie dostanie napadu po tym gwałcie. A jeśliby coś takiego się stało, to możliwe, że Shane by to wziął za udawane wyrywanie i nawet nie zauważył, że coś jest nie tak, a wtedy to już byłaby jakaś absolutna porażka i pogłębienie traumy :< Dobrze, że było ostro, szybko, ale szczęśliwie. I to zawstydzenie Davida po i, że nie przyzna, że mu się podobało <3

    btw. Ja wiedziałam, że Lu zostanie opiekunką :3 Ciekawa jestem zwiedzania i "przypominania" sobie szkoły, huhuhu~

  4. Katka pisze:

    Tigram Ingrow, haha, tak, Shane się rozbestwił i na pewno sam nie wpadnie na to, żeby przyhamować, bo mu się podoba. Pytanie, czy David CHCE, żeby przyhamował… XD Myślę, że to miła odmiana i relaks, kiedy normalnie facet musi być stanowczy, zdecydowany i nad wszystkim ma panować, a jak jest blisko z tą swoją druga połówką, to może odetchnąć i oddać kontrolę w jej ręce :) Ale spokojnie, Shane też lubi dupci dawać, hehe :D

  5. Tigram Ingrow pisze:

    No cóż.. seks niezwykły… Ale może teraz odwrócenie ról? Hę? David powinien trochę podominować nad Shanem bo ten się trochę bezczelny robi. Aż się boję co będzie jak w końcu David się zirytuje na tę zaborczość. Chociaż… Pomyślałam, że może Shane wy się wybrał do Jasona na kolejny tatuaż, pomieszkał trochę u Emmy czy gdziekolwiek, żeby David zastanowił się z kim by wolał być? No takie odstawienie na jakiś czas, żeby facet się trochę pozamęczał i naprawdę zatęsknił? Bo kurde, lubię młodego, mimo tej jego dziwnej mani ( sama też mam taką ;( – długopis trzymam który kiedyś zawędziłam hmmm… dobremu znajomemu), ale skoro aż tak go bolało, że David go rzucił powinien zrobić to pierwszy? Of course, nie chcę żeby się rozstali, no ale dzieci… Chyba żeby uśmiercić żonę? Uuu… to by było mocne. (Chociaż ten pomysł już padł wcześniej). Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;)

  6. raya pisze:

    (chociaż tak, jak się patrzy na sam początek – przytoczone fragmenty – i na dzisiejszy rozdział to jest diametralna rożnica:P)

  7. raya pisze:

    nie no co ty. jakby tak przez cały czas mówila, to by się to masakrycznie czytało:) więc dobrze, że „się przystosowała” :D

  8. Katka pisze:

    Raya, Shiv mówi „przystosowała się” XD A tak serio to Lucy akcent wciąż mocny ma, przeciąga sylaby, ale nie da się zaznaczać tego cały czas. Choć jeśli mówisz, że faktycznie diametralnie widać różnicę, to może powinnyśmy poświęcić temu większą uwagę i czujność.

  9. raya pisze:

    Laski, mała nieścisłość : co się stało z akcentem Lucy?

    „- O cholibka, ja nie chciałam, nie chciałam! Całyś? Powiedz żeś cały, bo jak mnie mamuśka uszczypnie, nic sobie nie połamałeś? – biadoliła nad nim, podnosząc go z wody szczupła, wściekle ruda dziewczyna. (…)
    – Bo to porno na żywo? No nie mów, żeś nie oglądał kiedy lesbijek? – wypaliła z mocnym akcentem, przeciągając końcówki i poprawiając rude włosy za ucho”

  10. Floo pisze:

    Katka>> hahaha no tak to może niech sobie nie odbiera tej przyjemności, chociaż to podobno wyostrza zmysły XD

  11. Katka pisze:

    Floo, haha, zasłonić oczy? Shane jest bardzo za XD Chociaż lubi te jego jasne oczka, jak wypełniają je słowa „weź mnie już!” XD

  12. Floo pisze:

    Ach… Och… Uuuuu… ekstra @_@
    Dobra już trochę ochłonęłam może uda mi się coś w miarę sensownego sklecić.
    No sex oczywiście cudny, uwielbiam jak się do siebie w końcu dobierają, a następnym razem niech mu Shane jeszcze oczy zawiąże XD

    No ja z jednej strony chciałabym żeby David się rozwiódł a z drugiej wiem jak kocha dzieci… Nie chciałabym być na jego miejscu i musieć wybrać :> haha już widzę te walki o dostęp do łazienki XD a zwłaszcza wojny między Shane i Lu XD

  13. Katka pisze:

    Kohaku, też lubię mieszkanie Shane’a XD Widzę je dokładnie jak żadne inne. Łącznie z meblami i ramkami ze zdjęciami XD Chociaż wizja 3 osób w takiej małej przestrzeni w moich oczach kończy się wiecznymi awanturami XD

  14. kkohaku pisze:

    wyspałam się to skrobne bardziej sensownego komentarza ;)

    Shane wcale nie jest potrzebna terapia :) zakochał się więc normalne, że jego umysł podsuwa mu dziwne pomysły, w końcu umysł każdego zakochanego inaczej działa ale wspólny mianownik zawsze jest jeden: szaleństwo xD ech ja się tam nie dziwię , że tak przyciska z tym rozwodem. W sumie skoro David jest z nim, deklaruje swoją miłość, oddanie, to po co się męczyć w związku z żoną, trzeba działać, bo tak to coraz ciężej będzie. Ta wiem, ze wcześniejszym rozdziale byłam też za rodziną no ale jak już się wypala, a druga osoba kocha innego, to po co się męczyć ze sobą? Dla dzieci? I mają oglądać jak małżonkowie zionął do siebie nienawiścią? To już proszę rozwód.

    Hee seks była na prawdę dziki, podobało mi się to zniewolenie pana zawsze poważnego xD a tak przez knebel to sobie mógł pomarudzić, ponarzekać na to niestosowne zachowanie Shana :D chociaż jak dla mnie było za krótko ..nie wiem czemu xDD ale rozumiem, że to taki szybki numerek, w końcu długo się nie widzieli :) już się nie mogę doczekać jak w końcu zamieszkają razem. Z pensją Davida to chyba przeprowadzą się gdzie indziej. Chociaż mieszkanie Shana już mam w głowie, znaczy rozmieszczenie całe i ta wizja mi się podoba.

    Miłość do Lu coraz bardziej mnie ogarnia xD Och Shiv pojawiły się Twoje muffinki :D ale ja chcę ja na żywo :P

  15. Katka pisze:

    Shinu, haha, super, że się tak seks podobał! No i faktycznie Shane normalny nie jest jeśli chodzi o te zdjęcia. Każdy normalny psycholog widząc to, pewnie by mu zaproponował terapię. No ale to chyba nie jest niezdrowe :) W końcu brakuje mu Davida! To przynajmniej ma nim „wytapetowany” pokój XD

  16. Shinu pisze:

    Najlepszy. Seks. W. NBTS. Do. Tej. Pory!

    Aż muszę ochłonąć. Wdech i wydech. Kurde, ale bym tam chciała być i zaglądać przez dziurkę od klucza czy cokolwiek… xD Zbok ze mnie >_>

    Ta parka jest tak urocza, że nawet nie potrafię tego opisac słowami. To nieco psychiczne zachowanie Shane ze zdjęciami… ach… on jest taki słodki xD
    Aczkolwiek, na miejscu Davida naprawdę dziwnie bym się czuła, wiedząc, że mój facet ma pokój obwieszony moimi zdjęciami i codziennie się do nich masturbuje. A co dopiero jak on kiedyś tam zamieszka(bo kiedyś na pewno… chyba… to zdanie nie ma sensu, przepraszam, dostałam udaru i nadal mam przez oczami scenę z dwoma kciukami ^///^), a ze wszystkich ścian patrzy na Davida on sam.

    Kandelabr… haha, też kiedyś nie wiedziałam co to jest, ale… no… Shane już podchodzi pod trzydziestkę, co nie? Jaki głupiutki byczek Fernando xD

    Ach, ten rozdział był taki dość sielankowy, dlatego nieco mnie odprężył po ostatnich wrażeniach z FDTS i za to wam dziękuję xD

  17. Katka pisze:

    Gordon, Shane wspiera, też chce, żeby się rozwiódł :( David pewnie też, ale to tak ciężkoooo :(

    Elis, miłego wyjazdu! I faktycznie, sama bym chciała mieć takie towarzystwo jak Shane i Lucy. Skoro nawet Scrabble z nimi mogą być fajne XD

  18. Elis pisze:

    Coś mi usunęło miało być „szkoda mi go w takiej sytuacji w jakiej się znalazł. To tak, jakby być między młotem a kowadłem.”

  19. Elis pisze:

    Uśmiałam się przy grze Lu i Shane, gdy grali w Scrabble. Oni we dwójkę poprawili by nastrój każdemu.
    David ma twardy orzech do zgryzienia. Chce być z Shanem i z dziećmi. Szkoda mi go w takiej sytuacji.
    Seks był świetny, tak samo, jak notka, ale nie za bardzo mam czas na dłuższy komentarz. Zaraz wyjeżdżam na dwa dni, ale na FDTS wracam. :)

  20. Gordon pisze:

    zajebisty sex! niech oni tak czesciej ;p Lubie Davida takiego poddanczego. sam bym go… no wiecie ;p rozmowa z kandelabrem byla odlotowa. glownie mina Shanea xD Lu jest wredna ze sobie z niego jaja robi. chcial bym taka kuzynke. a nie mam zadnej ;/ i niech kurwa David mysli o tym rozwodzie bo wkurwia mnie ze musi siedziec u zony jak go do tego bydlecia ciagnie.

  21. Shivunia pisze:

    LordKurak>> Lucy zna takie słowa bo jak nie musi pomagać dziadkom to co ma robić? Czyta książki. To mądra dziewczynka jest ;)
    A rozwód. Tak źle tak niedobrze ;/ Niestety

  22. LordKurak pisze:

    Wiedziałam że Lu będzie opiekunką do dzieci, ale wy złe, niedobre mówiłyście, że wtedy dzieci by gwarą mówiły i przez to już zwątpiłam trochę :P jak się sprawdzi Shane będzie miał szpiega :D
    ale skoro Lucy uczyła się na wsi itp. to skąd zna takie słowo jak kandelabr?! Nie żebym miała coś do wiejskich szkół… (no dobra mam, bo jak dotychczas spotkałam się tylko z takimi z niskim poziomem) ale skąd?! Teraz czuję się taka głupia (aż do słownika zajrzałam) możemy sobie z Shanem rękę podać… ;p
    „- To jak jej nie ma obok, to powiedz mi, że mnie kochasz.
    – Eee… – David zaciął sie na chwilę, po czy jednak zamruczał do telefonu: – Kocham cię, kocham, tylko głupi czasami jesteś strasznie.” aww jak słodko, myślałam że mu nie powie, a tu proszę.
    Nie wiem czy Shane dobrze robi z poruszaniem tematu rozwodu, jedyna (realistyczna) opcja jaką widzę po rozwodzie to cierpienie po znacznym ograniczeniu kontaktów z dziećmi :/ poza tym straci też moim zdaniem baaaardzo w oczach dzieci jak się wyda, że zdradza.

  23. kkohaku pisze:

    mrau :* w jednym fragmencie wam się powtórzyło :
    Shane zaśmiał się, złapał go za podbródek i pocałował w usta, po czym niespodziewanie pchnął na łóżko, aż David padł na nie na plecy. Chłopak od razu na niego wlazł i nie pozwalając mu na żadną reakcję, zamknął jego usta pocałunkiem.
    Shane zaśmiał się, złapał go za podbródek i pocałował w usta, po czym niespodziewanie pchnął na łóżko, aż David padł na nie na plecy. Chłopak od razu na niego wlazł i nie pozwalając mu na żadną reakcję, zamknął jego usta pocałunkiem

    rozdział uroczy, zwłaszcza rozmowy z Lu mnie urzekają :) sory , że taki mało rozwinięty komentarz ale jak wiecie padam xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s