Fire Dragon Tattoo Studio – 62 – Ciebie chcę

Jason siedział wygodnie rozwalony na fotelu w samochodzie, z przymkniętymi powiekami. Nie zamykał ich całkowicie, by nie zrobiło mu się niedobrze. Może nie uchlał się tak jak reszta członków imprezy, ale zdecydowanie czuł skutki alkoholu. Alex prowadził na szczęście spokojnie.
— Zawieźć cię do domu? — spytał na jednym ze skrzyżowań.
— A nie weźmiesz mnie do siebie? — Jason zerknął na niego kątem oka.
— A mam cię wziąć do siebie? — odpowiedział Alex z niedowierzaniem.
Jason zamilkł na chwilę. Wreszcie jednak przytaknął.
— Tak… Jak chcesz — mruknął.
Alex odetchnął ciężko, ale uległ.
— Dobrze. Choć nie wiem, dlaczego się na to godzę.
— Nie miałeś mi przypadkiem czegoś zrekompensować? — prychnął Jason na przekór temu, co myślał. Nie chciał od niego rekompensaty. Chciał z tym zimnym skurczybykiem być.
— A jednak alkohol jest zbawienny dla niektórych. Czego żądasz? Jakiej sumy? — spytał chłodno Alex, znowu wracając spojrzeniem na drogę. Zjechali w stronę Miami Beach.
Jason spojrzał na niego głupio, czując się, jakby właśnie rozmówca chlusnął mu na twarz wiadrem zimnej wody.
— Sumy…?
— Tak. Obaj chyba mówimy w tej chwili o rekompensacie pieniężnej.
Jason jeszcze chwilę patrzył na niego, mając wrażenie, że się przesłyszał.
— Pojebało cię? — warknął wreszcie. — Nie chcę od ciebie pieniędzy!
Alex, mimo cisnącej guli w gardle, spojrzał na niego krótko, ale poważnie. Milczał, aż przejechali przez most, a następnie dojechali do hotelu.
— Czego więc chcesz? — zapytał, zajeżdżając na parking pod hotelem. Tym razem jednak swoim, bo z tamtego, gdzie zwykle spędzali noce, już się wymeldował, a nie chciał robić zamieszania.
— Ciebie chcę — odparł Jason stanowczo, ze wzrokiem mętnie wpatrzonym w Alexa.
Ten aż przyhamował i dopiero zaparkował.
— Wysiadaj — zarządził, samemu szybko wychodząc z samochodu. „Ciebie chcę”. Co za nonsensowna potrzeba! Po co? Aż chciało mu się schować twarz w dłonie. Zamiast tego ruszył pospiesznie w stronę windy, kiedy tylko Jason wygramolił się z samochodu.
Tatuażysta z przekleństwami na ustach poszedł za mężczyzną, uważając, żeby nie potknąć się o własne nogi. Złapał go za dłoń i odwrócił do siebie.
— Alex, kurwa.
Grey spojrzał lodowatym spojrzeniem na jego dłoń.
— Puść mnie i wejdź do windy — syknął, wyrywając mu się i przepuszczając go w metalowych drzwiach.
Jason posłusznie wszedł do windy, nie czując się na siłach, by protestować. Kiedy tylko drzwi windy się zamknęły, ponownie spojrzał na Alexa.
— Wkurwiasz się. — Zaśmiał się pijacko, a Alex wbił ręce w kieszenie spodni.
— Oczywiście, że tak, mimo że nie wyraziłbym tego w tych słowach. Jak mam niby nie być podenerwowany, kiedy wygadujesz takie niedorzeczności z wiedzą, jaką posiadasz? Chyba że jesteś zbyt pijany, żeby o tym pamiętać.
— Pamiętam. Ale chuj mnie to. Chcę ciebie — zachrypiał ponownie Jason.
Alex jęknął żałośnie, zakrywając twarz dłońmi, lecz Jason nie był w stanie zareagować, bo dzwonek poinformował ich, że dotarli na właściwe piętro. Kiedy drzwi się otworzyły, Alex wyszedł na korytarz sprężystym krokiem osoby zdenerwowanej. Był wściekły na siebie, że jego myśli i uczucia tak wariowały. Był zarówno podenerwowany, przerażony, jak i dziwnie szczęśliwy. Aż kręciło mu się w głowie od takiej ilości tłumionych emocji.
Tatuażysta, gdyby nie był tak pijany, zdziwiłby się, jak zdenerwowany jest Alex, kiedy zwykle był istną ostoją spokoju.
Szedł za nim, mrużąc oczy i podpierając się dla równowagi o meble. Udało mu się dotrzeć do Anglika i ponownie złapać go za dłoń.
— Królowo… Powiedz coś.
Alex tym razem nie wyrwał mu się, ale spojrzał na niego z dołu z czymś nieokreślonym w oczach. Bez słowa poprowadził go do apartamentu i puścił, zamknąwszy za nimi drzwi.
— Rozbierz się i chodź do sypialni. Musisz odpocząć — poradził, samemu zostawiając buty i marynarkę w korytarzu, nim wszedł dalej.
Jason posłusznie zdjął bluzkę i odrzucił ją na fotel. To jednak była najłatwiejsza część. Kiedy schylił się, żeby rozwiązać buty, zachwiał się niebezpiecznie i zaklął pod nosem, z mozołem rozwiązując sznurówki.
Alex tylko pokręcił głową i wyszedł do sypialni. Nie czuł się zobowiązany mu pomagać, tym bardziej, że nie przepadał za alkoholem ani za ludźmi nim odurzonymi.
Na szczęście Jasonowi po jakimś czasie udało się pozbyć butów i spodni. Będąc w samej bieliźnie, podążył do sypialni, szukając wzrokiem Alexa. Ten siedział na fotelu, popijając wino z kieliszka. Był w czarnych spodniach od garnituru i białej koszuli. Uniósł na Jasona wzrok, kiedy ten wszedł.
— I po co chcesz się w to pakować? — spytał niby całkowicie obojętnym tonem. — Tak dużo łatwiej byłoby wziąć ode mnie pieniądze, znaleźć sobie kogoś i zapomnieć o całej sprawie.
— Nie będę brać od ciebie pieniędzy, nie jestem dziwką — syknął Jason, pochodząc do łóżka i ciężko siadając na skraju. Materac był tak miękki, że niemal się w nim zapadł, a ściany pokoju znowu dziwnie zawirowały na jego oczach.
— Byłbyś nią, jakbyś brał je ode mnie po każdym razie. Teraz ofiaruję ci rekompensatę za to, że cię oszukiwałem — wyjaśnił ze spokojem Alex, popijając wino i bardziej skupiając wzrok na nim niż na Jasonie. — Z drugiej strony, czy to odpowiedni moment na tę rozmowę, zważywszy na twój stan?
— Nie wykręcaj się moim stanem. Wiem, czego chcę — burknął Jason, wpatrując się w niego uporczywie.
Alex odpowiedział zmęczonym spojrzeniem. Był środek nocy, właśnie kończył papierkową robotę, kiedy zadzwonił telefon. Pojutrze wyjeżdżał do domu, ale nie miał nawet nadziei, że tam w czasie świąt odpocznie.
— I to, czego chcesz, jest niedorzeczne. Po co ci to?
— Bo mi z tobą dobrze.
Prychnął pod nosem.
— Ze mną? — zadrwił. — Z mężczyzną, który tylko ci się oddaje, ma wymagania, humory i nie daje nic od siebie? Z mężczyzną, który jest kłopotem nie tylko dla swojej rodziny, ale i dla siebie? Który ma narzeczoną, z którą spotka się za dwa dni?
— Jesteś też słodki, nie jesteś pipą jak większość, z którymi sypiałem i dobrze mi się z tobą spędza czas. — Jason, mimo swojego stanu, nie spuszczał z niego stanowczego wzroku.
— Zapewne też dlatego, że jestem od nich starszy? — spytał Alex z kpiną w głosie, ale nie w oczach, które nadal miał chłodne i bez wyrazu. Tłumił w sobie to wszystko, od czego aż chciał krzyczeć.
— To ma swoje plusy.
— Na przykład to, że nie musisz mnie sponsorować?
— Nie mów ciągle o kasie. — Jason wywrócił oczami. Czuł, że śmierdzi alkoholem. Musiał się umyć, ale rozmowa była ważniejsza. — Czemu się właściwie dziwisz? Że cię lubię?
Alex chwilę zastanowił się nad tym pytaniem, sącząc wino.
— Nie jestem typem ludzi, których lubi się za sam charakter.
— A ja nie jestem ogółem i cię lubię — prychnął Jason.
Alex ponownie wbił spojrzenie w kieliszek. Musiał bardziej się postarać, aby go zniechęcić. Nie chciał go wplątywać w coś, co było bez przyszłości ani nawet jako takiego happy endu.
— Dobrze. Jeśli już tak twierdzisz. Ale po co ci związek bez przyszłości? To inwestycja niewarta złamanego centa. Bo mówiąc, że mnie chcesz, masz na myśli związek, jak rozumiem?
— Mhm. I nie myśl tak racjonalnie w przyszłość, królowo. Czerp z tego, co masz teraz — wychrypiał Jason, nieco chwiejąc się na łóżku.
Alex pokręcił głową i wstał z fotela, by do niego podejść. Położył mu dłoń na policzku i spojrzał w jego zmulony alkoholem wzrok.
— Carpe diem, tak? — Westchnął. — Ciężko to stosować w mojej sytuacji. Ale ty powinieneś teraz się położyć. Jesteś zmęczony — dodał troskliwie.
— Najpierw odpowiedz. — Jason spojrzał w oczy Alexa twardo, a przynajmniej tak mu się wydawało. Jego własne były zaszklone od alkoholu i wyjątkowo mętne.
— Na co? — spytał ten z niechęcią, świadom, że wymigiwał się od odpowiedzi w iście żałosny sposób.
— Czy chcesz być moim facetem.
Alex przełknął nerwowo ślinę. Chyba nigdy nie był tak zagubiony w swoich myślach jak w tej chwili. Cofnął dłoń z twarzy mężczyzny, do którego czuł więcej, niż powinien i wsunął obie do kieszeni.
— Nie wiem — mruknął. — To nie ma sensu, nawet jakbym chciał.
Jason zmarszczył brwi i wstał, kładąc przy tym dłoń na jego ramieniu, żeby się nie chwiać i żeby nawiązać z nim bliższy kontakt.
— Chcesz — mruknął.
— Nawet jeśli tak, to co z tym zrobisz? — odparł chłodno Alex, aby ukryć swoje zdenerwowanie.
— Nic nie mogę zrobić, tylko czekać, aż zaczniesz wreszcie myśleć o sobie.
— Usiądź, jesteś nietrzeźwy i śmierdzisz alkoholem — zamarudził.
Jason niechętnie usiadł z powrotem i przetarł twarz dłońmi, usiłując się bardziej skupić. Może to była jedyna szansa, żeby do niego dotrzeć?
Alex wrócił na fotel i dopił resztki wina z kieliszka, który zostawił na stoliku.
— A jak byś sobie to wyobrażał? Nie mogę ci dać żadnej gwarancji.
— Spędzalibyśmy więcej czasu razem poza seksem, a z czasem nie będziesz lgnął już tylko do mojego chuja. — Jason zaśmiał się, patrząc na niego pijacko.
Alex prychnął pod nosem gorzko. To zaczynało go już dawno przerastać, ale teraz sięgnęło zenitu.
— Nie wiem… To złe. — Westchnął, wstając. — Idź spać. Jutro czeka mnie długi dzień. Dam ci odpowiedź, ale muszę się z tym przespać.
— Trzymam za słowo — odparł Jason, przewalając się na bok na łóżko i unosząc na nie swoje długie nogi.
Alex tylko skinął głową i wyszedł z sypialni, gasząc po drodze światło. Musiał sobie to wszystko ułożyć w głowie, a miał bardzo dużo do przemyślenia. Cieszył się jednak, że nie powiedział Jasonowi, do kiedy da mu odpowiedź. Położył się w salonie na kanapie przy zgaszonym świetle. Świadomość, że nie może dać mu czekać w nieskończoność, też była dobijająca. Czuł, że szykowała mu się nieprzespana noc.

***

Rano, kiedy Jason obudził się z lekkim ćmieniem w głowie i suchym gardłem, zobaczył na stoliku naprzeciwko łóżka, obok fotela, śniadanie na srebrnej tacy. Był sok pomarańczowy, tosty z dżemem i jajka. Obok wazonika z kwiatkiem stała koperta.
Zawarczał pod nosem z pretensją, że wszystko było tak daleko i powlekł się do stolika. Otworzył kopertę i znalazł w niej małą karteczkę papieru listowego, a na niej starannym pismem:

„Pamiętam o obietnicy. Wesołych Świąt. Alexander Grey.”

— Kurwa — zaklął pod nosem i wgryzł się w chrupkie pieczywo.

***

Charlie poprawił na sobie kremową koszulę, odsunął z twarzy przeszkadzające kosmyki i wziął głęboki wdech. Stał przed drzwiami domu rodziców i już teraz się stresował. Dawno u nich nie był.
Spojrzał na bukiet tulipanów, który trzymał w ręce, zastanawiając się, czy to nie przesada. Ale i tak było już za późno. Przecież nie rzuci ich w krzaki.
Jeszcze raz odetchnął i wcisnął dzwonek, a po kilku chwilach usłyszał stukanie obcasów o podłogę i drzwi przed nim otworzyły się. Zobaczył w nich uśmiechniętą kobietę w schludnej, brązowej sukience, która jednak nie ukrywała jej okrągłych boczków.
— Charlie, cudnie, że już jesteś! Wchodź, wchodź.
Chłopak uśmiechnął się sztucznie i wszedł do domu.
— Dla ciebie — powiedział do matki, wyciągając do niej kwiaty.
Ta wzięła je i cmoknęła go w policzek.
— Nie trzeba było, ale są piękne — odparła. Chłopak czuł, że była zadowolona z jego przyjścia, ale że sama również się denerwowała. — Chodź do salonu, a ja wstawię kwiaty do wazonu.
— Mm, okej — mruknął i przeszedł przez wąski przedpokój do salonu, na którego środku stał już stół z czystym obrusem i ustawionymi talerzami. Kawałek od niego przy oknie był jego ojciec. Ubrany elegancko, ale bez zbędnej przesady. Palił cygaro. Na widok syna uśmiechnął się trochę wymuszenie.
— A jednak przyszedłeś. Nie stchórzyłeś. — Zaśmiał się, mimo że było widać, że jego samego nie bawił ten dowcip.
Charlie skrzywił się w duchu, ale trzymał twarz i odpowiedział słabym uśmiechem. Dawno nie widział ojca i jeszcze nie potrafił do końca stwierdzić, czy się cieszył, czy nie.
— No jestem, mama prosiła — odparł, nie wiedząc za bardzo, co zrobić z rękami.
Jego ojciec zaciągnął się jeszcze cygarem i tylko pokiwał głową. Ciszę przerwała dopiero Brenda, kiedy wróciła z wazonem z kwiatami.
— Co będzie do jedzenia? — spytał wreszcie chłopak, żeby przerwać tę nieznośną ciszę. Czuł się niesamowicie nieswojo. Wciąż pamiętał dzień, kiedy przyznał się rodzicom do swojej orientacji, a jego ojciec otwarcie okazał swój zawód i zaprzeczenie.
— Indyk pieczony ze śliwką. Mam nadzieję, że nadal to lubisz?
Ethan w tym czasie zgasił cygaro i usiadł do stołu.
— No, bardzo! — ucieszył się Charlie. Przynajmniej jedzenie będzie dobre.
Również podszedł do stołu i usiadł naprzeciwko ojca. Ten odprowadził żonę wzrokiem, gdy ta poszła do kuchni, by wszystko przygotować. Chwilę jeszcze się zastanawiał, ale w końcu odezwał się do syna:
— I co tam u ciebie w życiu?
— Dobrze… Pracuję dalej w naszym studiu. Wiesz, tym, które Mike pomógł nam założyć — podkreślił Charlie, dobrze wiedząc, że jego rodzice bardzo lubili Mike’a.
— To dobrze, dobrze. Interes się kreci?
— Mhm, nawet nieźle. Coraz lepiej, rozkręcamy się — odparł, oglądając się na kuchnię. Czuł się sam na sam z ojcem jakoś dziwnie skrępowany.
Kobiety jednak nie było widać. Był skazany na mężczyznę przed sobą.
— Mieszkasz na swoim, pracujesz. Widzę, że się układa. Jakbyś chciał, nie musiałbyś z nami nawet utrzymywać kontaktu.
Charlie zamrugał, patrząc chwilę na ojca i analizując, czy mówił serio. Zrobiło mu się strasznie gorąco. Tak nieprzyjemnie.
— Eee… To była sugestia?
Ethan pokręcił przecząco głową.
— Nie.
— To dobrze… Bo mama chyba chce wiedzieć, czy żyję…
— Ja też chcę — przyznał mężczyzna po kolejnej chwili ciszy. — Nadal jesteś moim synem… mimo że nie mogę pojąć, że to akurat na ciebie trafiło.
— No, widzisz, jestem wybrańcem. I dobrze mi się z tym żyje — odparł Charlie twardo, mimo świadomości, że dla ojca jego orientacja była czymś nienaturalnym.
— I tak nic na to nie jestem w stanie już poradzić — mruknął Ethan, wstając i idąc do kuchni bez słowa.
Charlie odprowadził go zniechęconym wzrokiem. Super, znowu to samo. Nie miał pojęcia, po co w ogóle tu przyszedł. A raczej wiedział, że dla matki. Jednak i tak nie uważał, żeby to było czegoś warte. Równie dobrze mógł im powiedzieć o Rushu. I tak już nie pogorszy sytuacji.
Po jakimś czasie samotnego siedzenia usłyszał gniewne i karcące krzyknięcie imienia ojca w wykonaniu jego żony. Dosłownie chwilę później do salonu weszła Brenda, a za nią jej małżonek. Ona niosła indyka, a on miał dłonie wbite w kieszenie spodni.
Kobieta zwróciła się do syna:
— Słyszałam, że coś mnie ominęło. Mówiłeś tacie, co tam u ciebie — rzuciła, stawiając pieczeń na stole i goniąc męża, aby ją pokroił.
— Mhm — odmruknął Charlie, wdychając zapach mięsa. Już czuł, że będzie smaczne. Sam nie umiał tak przyrządzić indyka i, jak sądził, Rush także. Właśnie, Rush. Odchrząknął i dodał: — Od niedawna mieszkam z… — zawahał się — z partnerem.
— Ooo… — Oczy matki zrobiły się większe, ale też pełne ciekawości.
Ojciec Charliego za to o mało nie zaciął się nożem.
— Part… nerem…? — wydukał. Czyli to jednak było już totalnie przesądzone. Jeszcze miał czasami nadzieję.
— No, wprowadził się do mnie. Jest Anglikiem. — Charlie uśmiechnął się pod nosem.
— Anglikiem — powtórzył kolejne słowo Ethan.
Brenda zachowała na szczęście więcej trzeźwości myślenia.
— I jaki jest? Długo się znacie? Jak ma na imię? — zasypała syna pytaniami, a jej małżonek nie był pewny, czy chce tego słuchać. Wrócił jednak do krojenia mięsa. Tym razem z większą uwagą.
— Ru… Richard — odparł Charlie, uśmiechając się przy tym. Był przyjemnie zaskoczony zainteresowaniem matki. — No, ponad pół roku się znamy. Jest czuły i romantyczny. — Zaśmiał się.
Ethan pokręcił głową w niedowierzaniu, nakładając pieczeń na talerze.
— Romantyczny — mruknął pod nosem, znowu powtarzając ostatnie słowo syna.
— Musimy go poznać — odparła za to Brenda, a jej mąż spojrzał na nią jak na wariatkę.
— Poznać?! Kobieto, ale po co my mamy jeszcze… tego jego… partnera — wypluł to słowo z ust — poznawać?!
— Nie chcesz wiedzieć, z kim żyje nasze dziecko? — Brenda spojrzała na męża na poły z wyrzutem, na poły jeszcze niepewnie. — To część jego życia! Nie możemy sobie wybierać, co chcemy o nim wiedzieć.
Charlie tymczasem zabrał się za jedzenie w milczeniu, na razie się nie wtrącając. Rzucił tylko pod nosem stłumione „pycha”. Czuł się tak nie na miejscu w tym domu. Jak pięciolatek wciśnięty do stolika, przy którym siedziała tylko daleka, nieznana mu rodzina. Wręcz nie wierzył, że się tu wychował i spędził tyle lat w dobrej, zdrowej, rodzinnej atmosferze.
Ethan przewrócił oczami.
— Jak uważasz — mruknął i sam usiadł na swoim miejscu, by zacząć jeść.
— Polubilibyście go — zapewnił Charlie. — Jest w porządku. Ma dobrą pracę i jest dobrze wykształcony. To nie tak, że tacy jak ja to jacyś wykolejeńcy, tato.
— A czym się niby zajmuje? — Mężczyźnie ledwo udało się powstrzymać prychnięcie. — Jest fryzjerem?
— Zajmuje się nieruchomościami w firmie rodzinnej. I nie kpij z mojego partnera! — oburzył się Charlie, patrząc na ojca wrogo.
Mężczyzna od razu zmarszczył brwi zarówno przez ton, jak i na informację, jaką otrzymał.
— Nieruchomościami? — powtórzył, a Brenda patrzyła to na jednego, to na drugiego, by trzymać rękę na pulsie i w razie czego zareagować.
— Tak, jego rodzice prowadzą interes w Anglii, a on z bratem w Miami i okolicach. Jego brat mieszka w the Tides, więc możesz się domyślić, jak im interes idzie — burknął Charlie, zapychając się indykiem.
Brenda pokiwała głową z uznaniem.
— No, proszę. To porządny chłopak musi być — przyznała.
Ojciec miał co do tego inne zdanie, ale nie wypowiedział go na głos. Irytował go tylko fakt, że jego syn znalazł sobie sponsora jak ostatnia pipa.
— A ile on ma lat? — spytał jednak z ciekawością.
— Dwadzieścia cztery. Serio jest w porządku. Dobrze się nam razem mieszka.
Brenda nie mogła się powstrzymać przed uśmiechem, a Ethan, widząc jej szczęśliwą minę, westchnął ciężko.
— Jesteś dorosły, to twoje życie. Nie mogę cię wiecznie oceniać — mruknął na przekór sobie.
Charlie skinął głową, z błąkającym się na ustach uśmiechem. Brenda poklepała go po dłoni, zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Kiedy zjedli indyka, kobieta wyszła do kuchni, zbierając ze stołu naczynia. Charlie zaoferował się do pomocy, ale ona kazała mu zostać przy stole. Przyniosła jeszcze kawę i ponownie zniknęła w kuchni, by schować resztki pieczeni oraz umyć naczynia.
Ethan za to spojrzał na syna, po czym westchnął ciężko i zabrawszy paczkę papierosów ze stolika, skinął na niego.
— Chodź — mruknął, idąc w stronę tarasu wychodzącego na mały ogródek za domem.
Charlie nie wiedział, czego się spodziewać, ale wstał i wyszedł na taras, wciskając ręce w kieszenie. Jego ojciec stał spokojnie, popalając. Nie obejrzał się na syna, kiedy ten do niego dołączył, ale odezwał się w pewnym momencie.
— W ogóle tego nie rozumiem i zrozum też mnie, że ciężko mi to zaakceptować.
— No, przecież przy tobie nie całuję się z facetami — mruknął Charlie, wydymając usta. Oparł się przy tym o mur, zapatrując na ogródek, w którym jako dziecko się bawił.
Mężczyzna aż się wzdrygnął.
— Broń Boże, nawet o tym nie myśl. Jeszcze jak dla świętego spokoju już mogę zaakceptować to twoje dziwactwo, to wolałbym nie widzieć, jak się obściskujesz z tym swoim — burknął.
Charlie skrzywił się, ale skinął głową.
— No, nie muszę tego robić. To nasza prywatna sprawa.
Przed dłuższą chwilę trwała grobowa, niezręczna cisza.
— Najpierw wolałbym go zobaczyć i poznać. Czy jest taki, jak mówisz — burknął Ethan, gasząc papierosa.
— Na pewno się do niego przekonasz. No… chciałbym, żebyś go zaakceptował. Mama też by się bardziej cieszyła — mruknął Charlie, patrząc na ojca z nadzieją. W ogóle fakt, że zgodził się poznać Rusha, był w jego mniemaniu wielkim sukcesem.
Ethan spojrzał na syna, aż westchnął i położył mu rękę na ramieniu.
— Mam nadzieję. Mama już mi dość suszy głowę. Masz bardzo silnego obrońcę — prychnął z krzywym uśmiechem, a Charlie roześmiał się.
— Powinienem jej podziękować. — Uśmiechnął się, patrząc ojcu w oczy. — No i… serio chcesz go poznać? Nie tylko po to, żeby go zgnoić? — spytał pół żartem, pół serio.
Ojciec prychnął pod nosem.
— Jeśli okaże się skończonym dupkiem, to to drugie.
— Nie okaże się, zobaczysz — zapewnił radośnie Charlie, czując, że to spotkanie, które z góry zakładał, że będzie porażką, zmieniło się w coś bardzo pozytywnego. — I cieszę się, że chcesz.
— Może, że chcę, to za duże słowo, ale jak to mówią, święta są czasem pojednania.
Charlie skinął głową i niespodziewanie objął ojca mocno. Czuł wewnętrzną potrzebę.
— Mhm — mruknął zduszonym głosem.
Mężczyzna zesztywniał i spojrzał na niego dość niepewnie, po czym jednak przemógł się i poklepał go po plecach.
— Tak, tak… Idź się matce pochwalić, jakie twój ojciec robi postępy — zadrwił.
Charlie zaśmiał się i odsunął od niego.
— Ucieszy się na pewno. Będzie z siebie dumna — prychnął i, wciąż uśmiechając się pod nosem, ponownie wszedł do domu.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 62 – Ciebie chcę

  1. Katka pisze:

    Tigram, tyle, ile jest w tekście ;) Jak mówiłam, ostatnio poprawiałam całe FDTS, przy okazji licząc ile czasu minęło i tak dalej, więc teraz już to, co jest w tekście jest prawidłowe, ale w starych komentarzach mogą być złe informacje, bo liczyłam na oko. A teraz jest bardziej rzeczowo ;)

  2. TigramIngrow pisze:

    „No, ponad pół roku się znamy. ” – z tekstu
    „Randkowali sobie cały rok, rozstawali się, kumplowali i znowu randkowali, aż na kolejne wakacje nie przyleciał Shane. A już święta, więc to nawet z rok-półtora roku będzie” – z komentarza
    I masz, wyleciało mi z głowy to co pisałaś w specjalnym poście dotyczącym czasu… To w końcu ile się znają?

  3. kkohaku pisze:

    tak zawsze jest , na początku się nie lubi ale jak czyta się dalej i poznaje ową postać no to nie da się obronić przed zmianami ;D przyznam szczerze, że jak na razie tylko Chris mi nie pasi ..no ale jeszcze go dobrze nie odkryłyście xD czy jest jakaś postać której się nie lubi??? xD ja wam radzę wprowadzić ohydnego pana/panią a żeby nie było tak słodko :P bo nawet ojca Charliego polubiłam po tym jak wyraził małe poparcie dla jego orientacji xD

  4. Katka pisze:

    Kohaku, super, że się troszkę do Alexa przekonujesz :) A ojciec Charliego rzeczywiście się stara! Teraz wszystko w rękach Rusha, żeby dobrze poszło XD

  5. kkohaku pisze:

    cieszę się, że wizyta u rodzinki Charliego poszła w miarę gładko. To i tak brawo dla jego ojca, że zaczął się przełamywać. Nie wiem czy bym zniosła kolejne bluzganie rodzinki, która uważa, że skoro ich syn to gej to najlepiej udawać, że się go nie ma. Chociaż tutaj jakiś powiew optymizmu. Ale..nie roztapiam się bo w końcu różnie może przebiec zapoznanie rodzinki z Richardem xD ale jak mój syn przyprowadził by takie ciasteczko ..to ma moje pełne błogosławieństwo ;D
    scenka z Alexem i Jasonem.. kurczę fajnie, że tak się między nimi powolutku to wszystko dzieje. Pijany Jason wie co chce i to jest uroczę. Może na początku nie pałałam miłością do Alexa ale teraz to tak mi szkoda go, że niech już będzie z Jasonem i zazna trochę zwariowanego szczęścia xD

  6. Sdie pisze:

    Gazelka…no przeciez ja napisalam jak wyglada dom Greyow, JessJaneJanet i typowa kolacja w ich gronie – no moze nie swiateczna, ale mysle ze niewiele sie od takiej rozni xD

  7. Katka pisze:

    Gazelka, co do tego roku znania się Charliego i Rusha – Charlie poznał Rusha na wakacjach. Randkowali sobie cały rok, rozstawali się, kumplowali i znowu randkowali, aż na kolejne wakacje nie przyleciał Shane. A już święta, więc to nawet z rok-półtora roku będzie :) Czas szybko leci, haha, tak się wydaje, że to niedawno było :) W ogóle, hehe, rozdział teraz szybko zleciał, za to w następnym… będzie się działo! :) I bardzo się cieszymy, że dalej komentujesz! <333

  8. Gazelka pisze:

    Zima jednak nadchodzi…
    Dziwnie się czyta w maju o świętach:D Ciagle mi sie wydaje że oni święto pracy tak hucznie obchodzą.
    I poki mi sie przypomniało, nie przesadziłyście z tym, że Chicholina zna Richarda ponad rok? Jakoś niemożliwe żeby tyle czasu minęło, zważywszy na to, że przecież nie poznali się w pierwszym rozdziale.

    No a teraz mogę przejść do sedna: Awwwwwwwwwwwwwwwww! To są takie kociki, które nie umieją już bez siebie żyć. Bo Jason chce Alexsika, oh. Szkoda, że tak szybko skończyła się ta scenaka, ale z drugiej strony, bez wielkich czułości a mocno naładowana emocjami. No i nie przyjmuję do wiadomości innego scenariusza niż takie w którym Jason i Alex wiją sobie wspólnie sterylne (może nie aż tak bardzo^^) gniazdko.
    Jednak Alex jest gorszy niż można podejrzewać, skoro myślał, że J. wrócił się po pieniądze, które miały by go rzekomo spławić. Nie dziwię sie, że J. się oburzył, to było raczej niegrzeczne. Ale chyba dobrze przedstawia to jak Alex mimo wszystko widzi świat i swoje miejsce na tym świecie… smutne.
    Ah Wy! Za stworzenie tak tragicznej postaci.
    Ale Alex chyba na lotnisku przechodząc przez te bramiki zostawia wszystko za sobą, ciekawe jeśli opiszecie święta w domu państwa Grayów. Bo jak niby to wszystko współgra z dziwczyną, która pewnie nawet w połowie nie jest tak wyrozumiała jak Jason. Alex po prostu zaciska zęby i „jedzie z tym koksem”?
    Bardzo ciekawe.
    Dwa zdania o Chicholinie, bo ogólnie kolacyjka była ok. Ale poważnie, nie zazdroszczę mu sytuacji. Nie wyobrażam sobie coming outu przed rodzicami. Więc ogólnie… ciekawie to cała trójka znosi. Ojciec, to jakoś tez ogarnia, przynajmniej nie wychodzi z niego szatan. Może nie będzie źle, ale spodkanie z Ritchardem… już się nie umiem doczakać,O.o
    Oh wybaczcie mi tego potwora, którego urodziłam, rozdział kól, alczkolwiek bardzo szybko zleciał. Czekam na cd. Kisses and Hugs:D

  9. Katka pisze:

    Floo, hehe, pewnie, że wolałby nie poznawać, ale jednak gdzieś w środku próbuje zaakceptować Charliego, a to jest kolejny krok, żeby to zrobić :) A Święta… no już mamy to napisane, więc zobaczycie za niedługo :)

    Fanta, tak, Alex ma przesrane. Ale Jason stara się to zmienić XD

  10. fanta pisze:

    o matko… ._. biedny Jason.. biedny Alex… Alex ma przesrane z tym swoim poczuciem obowiązku wobec rodziców. jakby zaczął wszystko sam od nowa, to na pewno szybko by do czegoś doszedł…

  11. Floo pisze:

    A właśnie, bo mi się zapomniało ^ ^”. Możecie napisać jak Święta spędziła reszta paczki… No dobra głównie to Ryan bo Kat to się pewnie upiła i przespała je pod stołem… uuch mam nadzieje że jednak nie :<

  12. Floo pisze:

    AAAAAAAAAAAAA!! Krótko XD! Ale ojej ojej ojeeeeej!! Jason powiedział Alexowi że go chce! Ach jestem zachwycona, a Alex nie powiedział że nie chce mimo że nie był w stanie wykrztusić z siebie że chce, ale to i tak postęp! Pewnie jak wróci będzie biedak znerwicowany swoją narzeczoną i Jason będzie mógł ukoić jego skołatane nerwy i dać mu cudowny sex i Alex zapomni o tamtej!! Ha Jason rządzi!!

    Hmmmm…. Lubię mamę Charliego…. Hmmmm… nie lubię ojca Charliego. Mimo że stara się próbować być tolerancyjny. ALE MU NIE WYCHODZI!! I nawet jak powiedział że chce poznać Rusha to żal mi Rusha… On go chyba wolałby nie poznawać =.=

  13. Katka pisze:

    LordKurak, „A propos rozwalił mnie tekst „No widzisz, jestem wybrańcem.” od razu mi się kojarzy z Frodo albo Potterem i ratowaniem świata XD” – W tym momencie śmiechem wybuchnęłam, hahaha XD Niezłe. Ale no cóż… Na miotle by się raczej nie utrzymał, a na widok smoka zwiał XD

  14. LordKurak pisze:

    Alex mnie zaskoczył, ja bym na jego miejscu udawała, że rozmowy nie było i liczyła, że Jay był na tyle pijany żeby nie pamiętać :D albo powiedziała, że mu się coś śniło :P ale widać, że poważnie o tym myśli. Biedaczek nie dość, że ma o czym myśleć to jeszcze go pewnie w domu męczą. Może narzeczona zobaczy, że coś się święci i wróci razem z nim do Miami żeby go pilnować XD Żeby Jasonowi nie było za łatwo :P
    „A jednak przyszedłeś. Nie stchórzyłeś” haha nie ma to jak wierzyć we własne dziecko XD ale ojciec postępy robi duże, jeszcze trochę i może przejdzie z tym do porządku dziennego. Myślałam że „I nie kpij z mojego kochanka!” będzie początkiem jakiejś kłótni, ale puścił to mimo uszu.
    Jak Charlie rozmawiał o przyprowadzeniu Rusha cały czas myślałam sobie, że ten może stchórzyć i powiedzieć, że nie chce poznać jego rodziców XD Ale bardziej prawdopodobne, że przyjdzie i będzie się męczył jak temat zejdzie np. na jego rodziców i jak oni zareagowali na wieść że ich syn też jest „wybrańcem”.
    A propos rozwalił mnie tekst „No widzisz, jestem wybrańcem.” od razu mi się kojarzy z Frodo albo Potterem i ratowaniem świata XD

  15. Katka pisze:

    Cath, hehehe, Jason też ma nadzieje, ale… powiedzmy sobie szczerze. Alex tu wróci XD A tutaj czeka na królową smoczysko, hehe.

    Tamiya, a w scenach Ryan i Jason tego drugiego pisze Shiv :) Mimo wszystko łatwiej się pisze sceny razem niż samemu. No i ciekawsze wychodzą. Haha, no i śmieszne to zdziwienie, że Chrisa Shiv, a ja Ryana piszemy. No tak wyszło, ale staramy się nie popadać w rutynę i nie piszemy tylko jednego „typu” bohaterów. Trzeba się sprawdzać w różnych rolach, nie? :)

  16. Tamiya pisze:

    Kocham pijanego Jasona! Aż szkoda, że on ma mocny łeb i rzadko kiedy się upija. A Alexiątko takie rozdarte – niby chce, ale wydaje mu się to bezsensowne i nie chce ranić Jaya, ani robić sobie nadziei. Mam nadzieję, że w końcu zacznie myśleć o sobie i oleje oczekiwania innych. Ale jak pomyślę sobie ile on się zmienił od pierwszego spotkania. O jeju, Jason ma na niego cudownie pozytywny wpływ <3 Czemu tylko mam wrażenie, że cała ta terapia dr Rebela pójdzie się kochać jak Alex wróci do Anglii i do narzeczonej? (Kat… że niby ona nas zmiażdży…? Boję się .___. Ale w sumie jestem ciekawa jaka ona jest i jak to się stało, że jest narzeczoną naszej królowej).
    I ta ich rozmowa o pieniądzach i "Ciebie chcę" i "Czy chcesz być moim facetem." i "Jesteś też słodki, nie jesteś pipą jak większość, z którymi sypiałem i dobrze mi się z tobą spędza czas." i… dobra, równie dobrze mogę wkleić tutaj całą ich rozmowę do początku do odczytania karteczki przez Jasona. Ale Alex z troską w głosie żeby się położył, bo pewnie jest zmęczony. Rozpływam się jak ich czytam, oni wzbudzają tyle emocji. Takie dwie sprzeczności, ale nie przeżyłabym (oni pewnie też) jakby nie byli razem. Parka po prostu idealna! C: Pakują się w ostre kłopoty, ale jestem dobrej myśli, że wyjdą z tego obronną ręką. Najwyżej rodzice wydziedziczą swoich kochanych synków jak się dowiedzą, a narzeczona tupnie nogą, strzeli w policzek, prychnie z pogardą i pójdzie w cholerę XD
    Och ciekawe kiedy Jason otrzyma odpowiedź :c Ja bym chciała juuż.

    Spodziewałam się, że to rodzinne spotkanie to będzie jakaś katastrofa, kataklizm totalny, talerze i sztućce będą latać w powietrzu, a atmosferę dałoby się ciąć nożem, a tu? No proszę, było dobrze :D Ojciec Charliego nie może tego przyjąć do wiadomości i nie wyobraża sobie jak jego syn może być gejem, ale próbuje powoli akceptować orientację Charliego. I nawet zgodził się poznać Rusha.

    "Nie mogę doczekać się Rusha odwiedzającego rodzinkę Charliego xD Będzie sie tak słodko stresował i taki przerażony kociak z niego będzie xD "

    Shinu, zgadzam się w 100%. Jakie to będzie zabawne, huhu. "Charlie, Nie mam w co się ubrać! Założę to. Albo to. Albo nie, tamto. Charlie, dobrze wyglądam? Nie wyglądam za oficjalnie? Jakie kwiaty lubi twoja mama? Charlie, może jednak zostaniemy w domu?" <3

    "Spojrzał na bukiet kwiatów, który trzymał w ręce, zastanawiając się, czy to nie przesada. Ale i tak było już za późno. Przecież nie rzuci ich w krzaki."
    Charlie mnie rozwala XD

    A tak w ogóle to właśnie doczytałam, że Shiv pisze Chrisa, a Katka Ryana. Sądziłam, że jest na odwrót, bo Kat ma takiego troszkę głupiutkiego, energicznego i żywego Charliego, a Shiv pisze takiego chłodnego i zdystansowanego Alexa. Ale chwała wam za te postacie. (ps. Jak Jason rozmawia z Ryanem, a ich obu nota bene pisze Kat, to jak się dzielicie? obojętnie, byleby było na zmianę, czy zwykle w takich sytuacjach jedna ma zwykle stale tą samą postać?)
    A tak w ogóle trochę mnie zmartwiło, że Shiv ma Tony'ego i Matta na stałe. Nie wiem czemu, ale dla mnie to znak, że oni mają jakąś większą rolę w opowiadaniu (a to może popsuć moje nadzieje na ChrisRyan). W sumie to czekam sobie na Chrisa już któryś rozdział, ale ta scenka JayAlex mi rekompensuje wszystko <3

    Och, ciekawe co u Shane'a, Davida i Lu… Biedactwa wracają do miasta, tylko Lucy się cieszy, że się wyrwała ze wsi XD

  17. Cath pisze:

    aww…. to było takie kochane… „Ciebie chcę”. Zazdroszczę Alexowi, też chcę żeby takie ciacho jak Jason mi tak powiedziało :D
    Też mam nadzieje że ta rodzinka i narzeczona znowu mu w łepku nie namiesza i że sie stęskni za Jasonem (w myśl powiedzenia – Absence makes the heart grow fonder ;)) ahhh…
    I jakoś tak ta scenka A&J wydaje mi się strasznie krótka i czuje taki meganiedosyt! wrrrr…

    No i cieszę się że spotkanie Charliego z rodzicami nie obróciło się w totalną porażkę :) obie strony się starają więc jest szansa że sie dobrze ułoży :) No i wizyta Rusha u teściów to scenka na którą czekam z zapartym tchem xD

  18. Katka pisze:

    Elis… narzeczona Was zmiażdży XD Hehe. A w domu nie wiem, czy bardziej już mogą namieszać Alexowi w głowie. On już i tak jest mocno… hm… zaprogramowany przez rodziców. Jason to taki przyjemny wirus w jego głowie XD

  19. Elis pisze:

    „- Ciebie chcę ” „- Czy chcesz być moim facetem.” Jaaaaaason kocham Cię. Czekałam na te jego tak pełne szczerości słowa. Wiem, że wcześniej proponował Aleksowi związek, ale teraz to Królowa musi podjąć decyzję. Oby słuszną. :) Na razie to zwyczajnie Aleksiątko zwiało, ale pamięta o obietnicy. Tylko jak wyjechał do rodziców to znów tam namieszają mu w głowie. Do tego jeszcze jest ta narzeczona… Och będę wyczekiwać jego powrotu z niecierpliwością.

    Tak jak Charlie, obawiałam się tej jego wizyty u rodziców, ale było spoko. Widać, że się starają. Szczególnie jego ojciec. Ciekawi mnie jak Rush zareaguje na wizytę u rodziców Charliego. To tak jakby był umówiony u przyszłych teściów. :)

  20. Katka pisze:

    Shinu, „ino miałam ochotę go przytulić i głaskać i” – ja też XD Aż szkoda, że Jay się tak rzadko upija XD A Alex rzeczywiście robi duże postępy… I to wszystko dzięki Jasonowi. I NBTS już niedługo :)

    Sdie, hehehe, Alex nie wie co zrobić, ale Jason to uparte stworzenie, więc królowa czuje presję i… może coś szybko zdecyduje :)

  21. Sdie pisze:

    Alex…no ja go po prostu uwielbiam! On sie biedny tak miota w ogole nie wie co ze soba zrobic :D Kochany :D Mam tylko nadzieje ze on nie wroci z tej swojej Anglii juz zonaty…i nie daj boro po nocy poslubnej – jason bedzie go musial od nowa unormalniac…och moj Alex jest taki cudowny :D Szkoda tylko ze wyjechal i uciekl od problemu (w jego mniemaniu) ;/
    Sprawa z rodzicami Czarla jest dziwna ale w sumei to jest taki idealny stereotym rodzicow homofobow. Matka mimo iz nie do konca popiera to tak kocha swojego syna ze jest w stanie przymknac oko, a ojciec jest na wszystko anty. No, ale widac ze probuje sie starac, a nie wyrzuca go z domu, z krzykiem, i jeszcze sie bija w progu. Ale chyba nie chce sobie wyobrazac akcji Czarl-Ricz-rodzice….

  22. Sdie pisze:

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! Nareszcie! Lece czytac! Mam nadzieje ze bedzie duzo Alexa! AAAAAAAAAAA! Fak je!

  23. Shinu pisze:

    Awww…. jak słoooodkooo. Czytając ten rozdział, aż poczułam magię świąt i tak dalej(mimo iż nadchodzi lato xD). Alex tak cholernie się zmienił od czasu pierwszego spotkania z Jasonem. Kurcze, aż nie mogę w to uwierzyć. JQest jak całkowicie inna osoba i nie wiem czy mogę wielbić go jeszcze bardziej ^o^
    A Jay? Aaaa… ino miałam ochotę go przytulić i głaskać i… brak mi słów ;D

    Ojciec Charli’ego ma plusa. Nie każdy ojciec mógłby z taką łatwością do tego wszystkiego podejść, tzn, nie żeby on to akceptował, ale i tak… jak sobię pomyślę jak zareagowałby mój tata na wieść, że mój brat jest gejem… brrr… aż nie mogę sobie tego wyobrazić. I wiem, że długo czasu zajęło mu pogodzenie się z tą myślą, ale i tak… wielki plus ;D

    Nie mogę doczekać się Rusha odwiedzającego rodzinkę Charliego xD Będzie sie tak słodko stresował i taki przerażony kociak z niego będzie xD

    Aaa…! Dodajcie coś szybciej! I ja czekam też na NBTS! ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s