Bonus – Ferrari

Brama do garażu w domu rodziców Charliego była uniesiona, co mogło tylko oznaczać, że chłopak już na niego czekał. Ryan jeszcze tylko zerknął w stronę drzwi wejściowych i przeskoczył murek, a butelki zabrzęczały w plecaku na jego ramieniu. Przeszedł przez podjazd i wkroczył do garażu, szukając wzrokiem młodszego kumpla. Ten stał tyłem do wejścia, majstrując przy czymś.
— Hej, jestem — oznajmił Ryan, sięgając w górę i zamykając bramę.
Charlie od razu się do niego odwrócił i uśmiechnął.
— No cześć, co tam? — zagadał i ruszył do niego, wycierając dłonie w szmatkę.
— Mam piwo, więc wszystko w najlepszym porządku. A ty w czym się babrałeś? — spytał Ryan, otwierając plecak. Wcisnął mu w rękę jedną butelkę.
— Próbowałem pomalować dla kumpla deskę — wyjaśnił młodszy chłopak, otwierając piwo i wskazując deskorolkę leżącą za jego plecami.
Ryan, już z otwartym piwem w dłoni, podszedł do deskorolki i przykucnął przy niej. Była zielono-żółta we wzory przedstawiające różne gady, raczej w drapieżnej konwencji. Ładnie się wszystko komponowało.
— Coraz lepiej ci idzie, Charlie, ale mojej deski jeszcze w twoje ręce nie oddam. — Uśmiechnął się lekko i usiadł przy samochodzie. Oparł się plecami o jego tylne drzwi.
Niezrażony tym komentarzem Charlie tylko się zaśmiał się.
— Spoko. Nawet bym się jeszcze bał. Ale… — Podszedł sam do deskorolki. — Jest naprawdę lepiej, co nie? Fajnie te linie wychodzą? — ekscytował się, wodząc palcem wzdłuż ciała węża.
Starszy chłopak spojrzał na nią jeszcze raz ze swojego miejsca.
— Tak, fajnie linie wychodzą, ale to nie moje zdanie się będzie liczyć, tylko właściciela. Mam nadzieję, że też tak uzna i nie zemści się na tobie za zniszczenie deski. Byłoby cię szkoda.
Młodszy chłopak machnął ręką.
— Nie zemści się. Wcześnie wyglądała gorzej. — Zaśmiał się, w końcu zostawiając swoje dzieło i siadając obok kumpla. — No, ale, nie jesteś tu po to, by mnie motywować do pracy. Co?
— Masz rację, nie jestem — przyznał Ryan i położył mu dłoń na udzie, piwo odkładając obok. — Mam dla ciebie niespodziankę.
Chłopak zamrugał ciekawsko, a Ryan uśmiechnął się lekko i drugą ręką sięgnął do kieszeni w spodniach.
— Byłbym wdzięczny, gdybyś nie mówił o tym Mikey’emu. Mógłby znaleźć sporo argumentów przeciw — powiedział, po czym wyciągnął do niego mały breloczek z czerwonym Ferrari.
Charlie zapatrzył się na podarunek, wziął go do ręki i uśmiechnął się pod nosem. Zaraz potem jednak zmarszczył brwi i zerknął bez zrozumienia na Ryana.
— Eee… ale czemu mam nie mówić Mike’owi, że mi breloczek dałeś?
Ryan pogłaskał go po nodze i odpowiedział z uśmiechem:
— Może nie być zachwycony, kiedy jutro się takim przejedziemy.
— Przejedziemy…?
— Mhm. Co musisz zrobić, to jedynie tu na mnie poczekać. Podjadę po ciebie.
— Ale jak…? — spytał Charlie nadal tym wszystkim mocno zszokowany. Zerkał raz po raz to na breloczek, to na Ryana. Miałby się przejechać… Testarossą?
— Zwyczajnie, wsiądę do samochodu, wcisnę pedał gazu i pokonam trasę, następnie parkując pod twoim domkiem — wyjaśnił Ryan z ironicznym uśmiechem i widząc tę jego ogłupiałą minę, wychylił się i cmoknął go w usta. — Proste, prawda?
Charlie przewrócił oczami, zagapiając się na niego przez chwilę.
— No, ja wiem jak podjedziesz, tylko skąd będziesz miał Ferrari? Wyczarujesz? — mruknął, choć w środku już narastał w nim entuzjazm.
— Chciałbym móc — prychnął Ryan. — Ale znam pewnego człowieka, który takie Ferrari posiada, więc nie mogę sobie tego odmówić.
— Pożyczysz go od niego? Zgodził się? — dociekał młodszy chłopak.
— Jeszcze nie wie, że mam zamiar zasiąść za kółkiem jego wozu i możemy wypić za to, żeby się nigdy nie dowiedział — odparł Ryan z uśmiechem i uniósł butelkę, od razu upijając sporo piwa.
Charlie aż otworzył usta jak rybka, ale szybko też się napił.
— Cholera, to szalone, ale… musi się udać, co nie? — spytał, zupełnie nie myśląc nad tym, co mówi. Gdzieś w podświadomości mu się obijało, że kradzież samochodu to nie najlepszy pomysł, ale wizja przejechania się takim czerwonym, ślicznym Ferrari sprawiała, że nie myślał rozsądnie.
— Musi. Spokojnie, mój drogi Charlie, Ferrari będzie dla nas łaskawe. To samochód nam przeznaczony… przynajmniej na jedną noc — zamruczał Ryan i objął go ramieniem, pijąc powoli swoje piwo. Wizja jutrzejszej przejażdżki samochodem, o którym marzył, sprawiała, że uśmiech sam wypływał mu na usta.
Charlie również zupełnie nie myślał o konsekwencjach i tylko Mike, gdyby o tym wiedział, mógłby sprowadzić ich na ziemię. Na razie jednak Charlie ściskał w dłoni breloczek, już nie mogąc się doczekać jutrzejszego dnia.
Ryan wyrwał go z zamyślenia, wolną dłonią odwracając sobie jego twarz do siebie i pocałował agresywnie w usta. Charlie aż jęknął, zaciskając mocniej palce na breloczku i chętnie oddając pocałunek. W domu nie było jego rodziców, siedzieli sami w zamkniętym garażu, więc czemu nie mieliby się pomiziać?
— Mm… Dzięki. — Uśmiechnął się wreszcie, zerkając ponownie na breloczek. — Do kluczy sobie przyczepię.
— Mhm — odmruknął Ryan, po czym odstawił butelkę na bok i naparł na chłopaka, aż ten opadł plecami na zimną, betonową podłogę garażu. Od razu został mocno pocałowany w usta, a Ryan wsunął mu dłonie w dość krótkie włosy. Uniósł wreszcie twarz i zerknął na jego kasztanowe kosmyki. — Dalej krótkie. A tak się zarzekałeś, że je zapuścisz. — Uśmiechnął się kpiąco.
Charlie wydął wargi, w ogóle nie protestując na swoją pozycję. Miał wręcz cudny widok na swojego kumpla.
— No nie, mama mnie znowu z nożyczkami dopadła. — Zaśmiał się, chociaż naprawdę chciał mieć długie włosy.
— Uuu… powinieneś potrenować bieganie, to może następnym razem byś jej uciekł — zamruczał Ryan i ponownie schylił się, żeby go pocałować. Jego język wprawnie penetrował wnętrze ust młodszego chłopaka.
Ten uniósł trochę biodra, ocierając się o Ryana chętnie. Sam miał na sobie jedynie pomarańczowy podkoszulek z herbem Miami na środku i krótkie spodenki z kieszeniami po bokach. Do tego jeszcze trampki i według Ryana wyglądał jak słodki, niewinny gejek, na którego mogliby polować perwersyjni staruszkowie.
Ryan za to był w niebieskim podkoszulku i trochę podartych jeansach. Teraz sięgnął do ich rozporka i uwolnił penisa.
— Nie jesteś może głodny? — mruknął przy uchu Charliego, a ten uśmiechnął się szerzej i oblizał usta.
— Mhmmm… Dawaj go.
Ryan pogłaskał go jeszcze po włosach i ustawił się tak, że klęczał nad klatką piersiową wciąż leżącego Charliego, który zarumienił się trochę, widząc, jak penis Ryana wisi kilka centymetrów od jego twarzy.
— A ty co, pornosa chcesz kręcić? — prychnął, ale i tak wysunął język i mocno wyciągając głowę, by sięgnąć jego jąder.
— Mm… byłbyś uroczy, mielibyśmy dużo wejść, jakby się opublikowało — odparł Ryan z uśmiechem i ponownie wsunął palce w jego włosy, przyciskając go bardziej do swojego krocza.
Charlie nawet nie zaprotestował, liżąc mosznę i czasem muskając ją wargami. Penis Ryana sztywniał przez te doznania dość szybko.
Wreszcie starszy chłopak puścił głowę kumpla i złapawszy swój członek w dłoń, przesunął czubkiem po jego wargach.
— Otwórz te śliczne usteczka.
Charlie westchnął, szybko nabierając kolorów na twarzy. Czuł, jak jego własnego penisa uciskają spodenki. Rozchylił usta, wpatrując się w penisa Ryana pożądliwie. Ten naparł na jego wargi i wsunął się do środka. Ryan odetchnął głębiej, na chwilę przymykając oczy. Pogłaskał kumpla po policzku.
— Mm… smaczne?
Charlie tylko uśmiechnął się do niego oczami i poruszył głową, na ile pozwalała mu ta pozycja. Chciał go wziąć całego, ale w takim ustawieniu się nie dało. Pieścił więc tylko końcówkę penisa ustami, mrucząc przy tym jak kociak.
Zza bramy garażu od czasu do czasu słyszeli odgłos samochodów i poszczekiwanie psów. Skupiali się jednak na sobie, a kiedy Ryan uznał, że na razie wystarczy, wysunął się z ust Charliego i zsunął się do tyłu, pomiędzy jego nogi.
— Już gotowy na więcej? — Młodszy chłopak zaśmiał się i szybko sięgnął do swoich spodenek, by rozpiąć guziki.
— Nie możemy przecież czekać. Twoja dupcia już się prosi — odparł Ryan, ale wstał i rozejrzał się po garażu. — Masz może coś do nawilżenia, czy nie mogę na to liczyć?
— Um… tutaj nie. Chyba musisz skoczyć do domu — mruknął lekko zgaszony Charlie, zatrzymując dłonie na ostatnim guziku.
Ryan westchnął, ale kucnął przy nim i cmoknął go w usta.
— To idę, a ty się rozbierz, proszę.
— Spoko. — Charlie uśmiechnął się.
Ryan więc schował do spodni swojego sztywnego penisa i wszedł przez boczne drzwiczki garażu, które łączyły się z wąskimi schodkami wiodącymi do domu. Dzięki temu nie musiał ze wzwodem przechodzić przez podwórko.
Wbiegł na górę, trafiając do przedpokoju i zamiast pójść do Charliego do pokoju, przeszedł do kuchni. Była bliżej. Zajrzał do lodówki, a jego wzrok padł na olej stojący w jej drzwiach. Sięgnął więc po niego, ale zanim zszedł z powrotem na dół, spojrzenie jego czarnych oczu uchwyciło półmisek z ciastkami stojący na stole. Przy nim leżała karteczka, więc bez skrępowania zerknął na nią. Napis głosił:

„Charlie, kochanie, zjedz sobie ciasteczka, bo my z tatą późno wrócimy, więc na obiadek musisz poczekać. Buziaczki, mama.”

Uśmiechnął się do siebie krzywo. Jak uroczo. Może też powinien poprosić mamę o zrobienie ciastek? Albo Rose?
Wziął jedno ciastko, wpakował sobie do ust i ponownie zszedł do garażu. Tam Charlie siedział już przy samochodzie w samej podkoszulce i uśmiechnął się na jego widok. Ryan zerknął na jego sztywnego penisa.
— Postawiłeś sobie ręką, czy może mój kutas w twoich usteczkach tak cię podniecił? — spytał, podchodząc do niego z olejem.
— Głupek. A jak myślisz? — Charlie droczył się z nim, wstając.
Od razu został mocno pocałowany w usta i dopiero kiedy Ryan się oderwał, odpowiedział:
— Myślę, że to mój kutas to sprawił.
— To dobrze myślisz. — Charlie zaśmiał się, patrząc na niego zadziornie. Położył mu dłoń na przedzie spodni i ścisnął krocze.
Ryan zwilżył wargi językiem i przyparł go do boku samochodu.
— Chcesz go uwolnić?
— No, dawaj go! — sapnął Charlie, rozpinając mu szybko spodnie i kiedy tylko to zrobił, złapał w dłoń penisa. Aż poczuł we własnym drgnięcie.
Ryan pochylił się i zaczął obcałowywać jego szyję, równocześnie odsuwając trochę jego biodra od samochodu. Za jego plecami wylał sobie olej na palce, a potem sięgnął nimi do słodkiego tyłeczka chłopaka i potarł nimi po rowku.
— Ooch! — jęknął Charlie, wlepiając się w niego i puściwszy jego penisa, objął go mocno za szyję. Uwielbiał to.
— Czekaj, to na razie palce. — Ryan zaśmiał się i potarł jego szparkę, po czym wsunął w niego ostrożnie jeden palec.
Charlie westchnął, poddając mu się chętnie i zakręcił nawet tyłkiem kusząco. Zaczął przy tym obcałowywać szyję Ryana, a ten spokojnie go poszerzał, poruszając czasem biodrami, żeby ocierać się własnym penisem o penisa Charliego. To było bardzo przyjemne i pobudzało ich obu.
Po dobrze zrobionej palcówce Ryan wyciągnął z niego palce i odwrócił go do siebie plecami, a Charlie przylgnął do boku samochodu i wypiął tyłek. Obejrzał się na kumpla i uśmiechnął zadziornie.
— Wsadzaj go — zamruczał, nie mogąc się doczekać. Z Ryanem może nie łączyła go miłość ani zauroczenie, ale uwielbiał mieć z nim seks.
Ryan uśmiechnął się i cmoknąwszy go jeszcze w usta, potarł penisem o tłuste z oleju pośladki chłopaka. Dopiero po chwili naparł na jego szparkę i powolnym, ale pewnym ruchem wsunął się w niego w całości. Aż odchylił głowę na kark, kiedy poczuł, jak ta gorąca ciasnota go obejmuje.
Charlie za to jęknął cicho, chowając twarz w splecionych na dachu auta ramionach. Odetchnął głębiej kilka razy i sam poruszył tyłkiem w przód i w tył na jego penisie. Och. Było cudownie.
Ryan chwycił go pewnie za biodra i zaczął się szybko poruszać, dając chłopakowi dużo przyjemności swoim sztywnym penisem. Pochylił się w pewnym momencie i zaczął obcałowywać go po szyi. Nie zostawiał mu jednak malinek.
— Ach… Chyba za… — zaczął Charlie, któremu aż nogi drżały.
— Hm? Za…? — Ryan sapnął mu przy uchu, niemal wbijając go w drzwi samochodu.
— Za dużo… oooleju. Ścieka mi po… Och, po nogach! — jęknął chłopak i sięgnął szybko swojego krocza, od razu zaczynając się pospiesznie pieścić.
Ryan tylko uśmiechnął się i pocałował go w ramię.
— Wytrzesz się, to tylko olej — odparł i dosłownie chwilę potem spuścił się w jego ciaśniutkim wnętrzu.
— Ach… teraz raczej… spermo-olej — wyjąkał Charlie i jeszcze chwilę poruszał ręką po członku, aż wreszcie sam doszedł na drzwi samochodu. Kiedy to zauważył, zaklął pod nosem. — Cholera, sperma…
— Tak, Charlie, tym właśnie strzelasz — Ryan oświecił go, jeszcze chwilę się nie wysuwając, ale wreszcie uznał, że najwyższy czas. Kiedy to zrobił, podszedł do stolika z narzędziami, gdzie znalazł jakąś szmatkę. Najpierw wytarł nią swojego penisa, po czym dopiero wrócił do kumpla, wciąż opierającego się o samochód i podał mu ją.
— Dzięki. — Młodszy chłopak wytarł się dokładnie pomiędzy udami i pośladkami. Potem sięgnął po swoje rzucone na bok spodenki i wciągnął je na tyłek. Odwrócił się do Ryana z błąkającym się na ustach uśmiechem. — Super było.
— Cieszę się, a teraz proponuję dokończyć nasze piwo — odparł Ryan i pogłaskał go jeszcze po głowie, dopiero sięgając po odłożoną wcześniej butelkę.
Charlie pokiwał głową i usiadł obok niego na zimnej podłodze. Uniósł piwo i stuknął nim w jego butelkę.
— To za powodzenie z jutrzejszym Ferrari, co? — rzucił, bardzo podekscytowany.
— Tak, za powodzenie. I za dobrą, szybką przejażdżkę po naszych kochanych ulicach Miami — dodał Ryan i upił łyka piwa, uśmiechając się szeroko do kumpla.

*

W czarnej koszulce, ciemnych jeansach, wygodnych adidasach i z plecakiem z potrzebnymi narzędziami Ryan szedł chodnikiem w stronę domu mężczyzny, którego samochód miał zamiar… wypożyczyć. Było już ciemno. Niedługo Charlie powinien czekać pod domem. Musiał się sprężyć, ale też zrobić to ostrożnie.
Serce aż mu dudniło w piersi. Z podekscytowania, szczęścia i adrenaliny. To ostatnie bardzo lubił, czego dowodem były jego szalone pomysły, które realizował z Charliem. Dzisiejszy wieczór był jednak wyjątkowy, a ten wyskok zapewne będzie wspominał do końca życia.
Doszedł do podwórka, za którego wysokim żywopłotem wiedział, że stoi wymarzony samochód. Wiedział też, że brama wjazdowa od trzech dni ma popsuty zamek, a fachowiec ma przyjść ją naprawić jutro rano. Nie mogło być łatwiej.
Rozejrzał się najpierw po ciemnej uliczce i dopiero wszedł przez bramę. W oknach domu od jego strony nie paliło się żadne światło. Spokojnie więc przeszedł przez podwórko w stronę lśniącego, czerwonego, najpiękniejszego wozu, jaki kiedykolwiek widział. Stał na podjeździe, niczym bestia do okiełznania.
Ferrari Testarossa.
Kiedy podszedł do samochodu, najpierw pieszczotliwie, jakby głaskał ulubione zwierzątko, przejechał dłonią po jego dachu. Obszedł brykę, przyglądając się jej, po czym, bez zbędnych wyrzutów sumienia, wyciągnął swoje narzędzia i zaczął w skupieniu kombinować przy drzwiach.
Po kilku chwilach, w których jego ciśnienie z każdą sekundą rosło, w końcu dostał się do środka. Usiadł za kierownicą i pogładził ją palcami. Miał wrażenie, że łomotanie serca w jego klatce piersiowej słychać w domu. We wnętrzu samochodu nie było wiele miejsca. Fotele obite były kremowym, skóro-podobnym materiałem, a na środku kierownicy znajdowało się okrągłe, żółte logo Ferrari z czarnym koniem stającym dęba.
— Kurwa. — Zaśmiał się, jeszcze nie wierząc, że tu siedzi.
Po chwili otrząsnął się i spróbował zapalić samochód. Żałował, że właściciel nie jest jednym z tych debili, którzy zostawiają kluczyki w stacyjce. Ale nie takie przeszkody już pokonywał. Dlatego po kilku kolejnych minutach, w których co chwilę unosił wzrok, by sprawdzić, czy właściciel się nie pojawia, wreszcie samochód odpalił.
Ryan sięgnął po krzyżyk, który zawieszony miał na szyi, cmoknął go z wdzięcznością i bez zwlekania wyjechał poza bramę na ciemne ulice Miami.
I pierwsze minuty były wspaniałe. On, droga i to Ferrari. Wymijał inne samochody z dużą prędkością, chcąc sprawdzić możliwości tego pojazdu. Jeszcze trochę i dojedzie do głównej drogi, gdzie będzie mógł rozwinąć skrzydła.
Czuł się bogiem świata, aż na ziemię sprowadziło go niebieskie światło migające w tylnim lusterku. Miał wrażenie, że serce mu stanęło. Patrzył to na drogę, to na radiowóz, nie wiedząc, jak się zachować. Jechał więc dalej, łudząc się, że to nie o niego chodzi. Syrena jednak wciąż rozbrzmiewała, a radiowóz siedział mu na ogonie.
Był już tak blisko mieszkania rodziców Charliego. Jeszcze chwila, a wziąłby kumpla i wybraliby się na długą przejażdżkę tym cudem. A co miał zrobić teraz…? Kurwa mać!
Czując, że nie może przecież uciec kradzionym samochodem, wreszcie zwolnił i zjechał na pobocze. Miał wrażenie, że aż kręci mu się w głowie z emocji.
Policyjny samochód zatrzymał się zaraz za nim, a z niego wysiadło dwóch gliniarzy. Obaj, co Ryan widział w lusterkach, trzymali ręce na pistoletach w swoich kaburach.
— Proszę wysiąść z samochodu! — rzucił jeden z nich.
Przez myśli chłopaka przemknęło, czy jeśli teraz by wcisnął pedał gazu, mógłby tego uniknąć. Wahał się jeszcze dłuższą chwilę, po czym wreszcie, próbując nad sobą panować, otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Dłonie aż mu się trzęsły z nerwów.
Ledwo ogarniał to, co działo się później. Słyszał tylko coś o tym, że ten samochód jest skradziony, że ma się nie ruszać, podnieść ręce… Nie pamiętał nawet, w jakiej kolejności to słyszał. Potem go skuli i wsadzili do radiowozu.
Przeklęte Ferrari. Takie cudo, a tak się na nim zemściło. Nawet nie wiedział, gdzie popełnił błąd. Wszystko było tak dobrze zaplanowane.
Ręce, skute kajdankami, wciąż mu się trzęsły, kiedy patrzył przez okno radiowozu, spanikowany. Nawet nie myślał o Charliem, który teraz pewnie stał pod domem i zastanawiał się, czy rzeczywiście coś poszło nie tak. W pewnym momencie jednak zaświeciła mu się lampka w głowie. Nadzieją był ojciec! Może przez znajomości go nie posadzą. W końcu był gliną. Z tym jeszcze niestety musiał poczekać, bo podróż na komendę wydawała się wiecznością. Czuł, jak są coraz bliżej i bliżej…
Wreszcie dojechali i jeden z gliniarzy chwycił Ryana mocno za ramię, prowadząc schodami w stronę budynku. Chłopak nic nie mówił, żeby przypadkiem nie pogorszyć swojej sytuacji.
Kiedy weszli na górę, gliniarze posadzili go na krześle przed biurkiem, za którym zasiadł jeden z nich. Ryan popatrzył to na jednego, to na drugiego, nie wiedząc, czego się spodziewać. Drugi, który przysiadł na biurku plecami do Ryana, przeglądał jego dokumenty.
— Carter — mruknął i odwrócił się do chłopaka. Był potężnie zbudowany z równie imponującym wąsem. — Ty jesteś ten chłopak od Rogera?
— Tak, to mój ojciec — odparł od razu Ryan, aż zdziwiony, jak spokojny miał głos. Miał wrażenie, że będzie mu drżał. Był więc na swój sposób z siebie dumny, jeśli można było tak powiedzieć w tej sytuacji.
Policjant skinął głową na tego, który przyprowadził tu chłopaka, aby ich zostawić. Ten tylko mruknął, że nie ma sprawy i poszedł sobie. Mężczyzna za to znowu zwrócił się do Ryana.
— No i co ty żeś zrobił?
Chłopak słysząc, że już jest traktowany inaczej niż każdy inny złodziej, bo podejrzewał, że od razu by takiego zamknęli, spojrzał na gliniarza na tyle spokojnie, na ile potrafił.
— Pożyczyłem samochód. Po krótkiej przejażdżce miałem w planach odwieźć go z powrotem na miejsce.
— I niby że niewinny jesteś? Pieprzenie — mruknął gliniarz. — Wszystko jest przeciwko tobie — dodał, przy okazji wykręcając numer do domu Carterów.
Ryan pewnie by coś odpowiedział, gdyby nie wpatrzył się niemal hipnotyzująco w telefon. Po dłuższej chwili na głośnomówiącym odezwał się męski, niski głos. Ojciec. Chłopak złapał się na tym, że nigdy w życiu nie cieszył się na głos ojca tak jak teraz.
— Słucham.
— Dzień do… a raczej dobry wieczór. Z tej strony Samson Orenco z komendy głównej policji. Czy mówię z Rogerem Carterem? — spytał oficjalnie. — Bo jest tu z nami pana chłopak.
— Tak, to ja — odparł Roger, wciąż spokojnym, lecz Ryan już wyczuł, że podejrzliwym głosem. — I co on tam robi?
— Został zatrzymany w kradzionym samochodzie. Jak sam twierdzi, tylko go na chwilę pożyczył.
W telefonie nastała chwila ciszy, która wydawała się Ryanowi wiecznością. Gliniarz zmarszczył brwi niecierpliwie, aż wreszcie z telefonu dobiegło krótkie, ale wyraźnie pełne złości:
— Zamknijcie go.
Ryan aż przestał oddychać na moment, po którym uniósł się gwałtownie z krzesła, nie zważając na krępujące go kajdanki i krzyknął do telefonu:
— „Zamknąć go”?! Nawet nie mogę się spodziewać, że o mnie powalczysz?!
— Mój syn nie jest przestępcą. Nie rozmawiam z tobą. Nie znam cię — syknął głos w telefonie.
W Ryanie zawrzała złość i cała nienawiść do ojca. Nie wierzył, że to powiedział! A właściwie to poczuł się głupi, że miał nadzieję, że ten skurwysyn przejmie się jego losem. Gdyby nie miał skutych nadgarstków, pewnie rzuciłby tym przeklętym telefonem na drugi koniec pomieszczenia.
— Och tak, najłatwiej się wyprzeć! Czego ja się spodziewałem, chuju?! — zakpił, cały się trzęsąc ze złości. — Że jeden raz, kiedy naprawdę trzeba, okażesz się, kurwa, ojcem?!
— Panie komisarzu, proszę uciszyć tego człowieka. Nie mogę już tego słuchać. Do widzenia — Roger dodał jeszcze i rozłączył się, a jeden z policjantów, słysząc wrzaski, wszedł do pomieszczenia i usadowił Ryana ponownie na krześle.
Ten zacisnął zęby. Jedyna jego nadzieja prysła. Nie chciał się złamać przed tym gliniarzem, więc usiłował uspokoić nerwy i nad sobą panować. Czuł się taki poniżony słowami ojca…
Odetchnął kilka razy i wpatrzył się w swoje kolana, dopóki jakiś gliniarz nie uniósł go mocno za ramię i, już najwyraźniej nie przejmując się, że jest synem jednego z gliniarzy, pchnął go brutalnie w stronę drzwi.

30 thoughts on “Bonus – Ferrari

  1. Basia pisze:

    Witam,
    no i już wiadomo jak to się wszystko wydarzyło… scenka między Rayanem, a Charlim wspaniale wypadła….. Roger to nie jest ojciec, tylko sk….
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

  2. Katka pisze:

    Tess, „Skurwysyn, nie ojciec…” – tu się zgadzam w 100%. Ryan pewnie też. No ale cóż, rodziny się nie wybiera. Haha, Charlie… taaak, miał go Jason, Ryan, Rush, do tego całował się z Mikiem… serio, z większością miał jakiś kontakt erotyczny XD Oj, bo to Charlie jest no XD Haha i zazdroszczę identycznego gościa w szkole! To takie faaajne, jak się widzi odpowiedniki w normalnym świecie XD

  3. Tess pisze:

    Ach kurde, jaki smutny był ten bonus. Skurwysyn, nie ojciec…
    Chociaż Ryan, muszę przyznać, to mądry nie był. Pożyczyć sobie chciał, a co tam xD
    Ten seks z Charliem i ten olej – brak słów. Jego to już większość gejów z FDTS miała, haha. Bo i Jason, Ryan, Rush. Nieźle, nieźle.
    Btw. tak sobie przypomniałam to zdjęcie z Facebooka. Charliego w wieku 16 lat. Słodkiiii, chodziłam kiedyś do szkoły z identycznym gościem, identycznym! Ale ściął włosy, menda xD

  4. Rapsody pisze:

    Nie wiem dlaczego. Zalożyłam że lubisz trudne i skomplikowane postaci a taki jest bardziej Ryan niż Chris. Bez urazy :)

  5. Shivunia pisze:

    „jednak macie swój osobny styl i nie jesteście żadną kopią :)” bardzo dobrze słyszeć takie słowa. Staramy się być oryginalne i nie powielać już istniejących pomysłów. A że nasze historie to też tasiemce to średnio fajnie było by zostać uznanym za średnio jakościowa podróbę XD
    A co do Chrisa, pozwól ze spytam, ale czemu zakładałaś na odwrót ?

  6. Rapsody pisze:

    Shivunia, już się doczekać nie mogę tego 5 minut Katy. A jeszcze jak mowisz że jesteście dziećmi twórczości Kasiotfura i Berniaka to faktycznie musi być to. W przeciwnym razie pewnie bym Was nie porównywała. I tak gratuluję Wam że tak się pniecie w górę, jednak macie swój osobny styl i nie jesteście żadną kopią :)
    Więc to Ty piszesz Chrisa! Nie wiem dlaczego ale zakładałam że jest na odwrót :)

  7. Shivunia pisze:

    Witamy ponownie ;*
    Fajnie ze do nas wróciłaś. No i super że podoba się bonusik. A czy sędzia wiedział że odda? Wiedział. Ale wiesz, każdy tak mówi ;p Dostał nauczkę, może surową, ale nie ukradł by tego ferrari jakby to nie było pierwszym samochodem do którego się włamuje.
    „Bardzo lubię kiedy wszystko składa się w jedną calość.” My też to lubimy. Taka kolejność następstw. Może nie aż efekt motyla, ale i tak dobrze jak nic nagle nie wyskakuje jak filip z konopi. Chociaż kilka takich niespodzianek tez planujemy. I spoko co do porównania do AH, jest dość normalne ;) W końcu można powiedzieć że same jesteśmy dziećmi twórczości dziewczyn.
    Co do Katy, no teraz jest biedna, ale ma w naszym mrocznym planie swoje piec minut ;)
    Postacie? Ja pisze Alexa, Rusha, Chrisa, Matta i Tony’ego.
    Kat, Charliego, Ryana i Jasona.
    Dzielimy sie Mikiem, Katy, Marg i innymi postaciami. Chociaż szalona Em najczęściej przypada mi ;p

  8. Rapsody pisze:

    Witam znowu :)
    Wyjątkowo sie ucieszyłam na widok bonusa! Tego mi trzeba było: flashbacku. Jak dobrze wiemy są wisienką na torcie i bardzo dobrze się je z reguły czyta. Zgodzę się z większością, że Ryan był niesamowicie nierozsądny ale jednak tak surowa kara mu się nie należała. Gdyby tylko sędzia wiedział że ma zamiar oddać to Ferrari… Ojciec jego jest podły. Tak się wyprzeć syna. Musiało to być dla Ryana chyba najbardziej bolesne. Do tego Charlie taki młody i niewinny i był bardzo zaślepiony przez słowa Ryana. Brakowało mi tam trochę Mikea. Szkoda że nie dowiedział się o tym szczeniackim pomyśle, bo może jednak coś by na to poradził.
    Dziewczyny, chciałam Wam wogóle pogratulować stworzenia takiej historii jak macie w FDTS. A szczególnie tego że jak widać miałyście wszystko od początku zaplanowane. Już na samym początku była mowa o koledze w więzieniu, o bracie Rusha i wszystko dążyło do tego żebyśmy ich poznali. No i oczywiście wspólna przeszłość całej trójeczki, do tego to jak Jason patrzył na Rusha i podobał mu się wygląd, ale nie charakter i potem nagle pojawia się jego starsza kopia a smoczysko od razu do niej lgnie (tak, rodzaj żeński w końcu to królowa ;)). Bardzo lubię kiedy wszystko składa się w jedną calość. Ehm wybaczcie teraz porównanie: kojarzyłam trochę FDTS z American High Kasiotfura i Berniaka. Dlatego że to Wasze pierwsze, tak samo jak tamto ich (oby nie ostatnie ;)) i takie długie i wielowątkowe. Na moje oko i każde z nich w czymś przoduje ale że jestem u Was to powiem o FDTS :) Świetne jest to że jednak Wasze wątki się bardziej ściśle łączą. Mamy więcej scen wspólnych i każda postać bardzo na siebie oddziałowuje. Macie naprawdę niesamowicie barwne postacie! Zaczynając od choćby takiego księciowatego Rusha aż po ironicznego Ryana. Jesteście genialne co chyba potwierdza że uwielbiam każdą waszą postać ;) Ale żeby nie słodzić to jeden minus: Katy zeszła bardzo na dalszy plan a chętnie poczytala bym o niej coś więcej.
    Ciekawość mnie zżera, która z Was, moje drogie autorki, pisze jaką postać w tych parkach? Alexa z tego co zrozumiałam Shivunia? Ale nie mam pewności. A Jasona, Rusha, Charliego? Ryana, Chrisa i Matta?

  9. Katka pisze:

    W., bonusik z pierwszym razem? Hm… może kiedyś się uda, ale to się jeszcze okaże :) I, hehe „Ryan mnie tu strasznie wnerwiał. (…) Charlie taki rozbrajający:)” – Charlie równie głupiutki jak Ryanek był XD Obaj nierozsądni, zbuntowani :)

  10. W. pisze:

    Kurczę, tu taki ruch w interesie, a ja nie mam nawet chwili przeczytać. Ale nadrobię:) Ryan mnie tu strasznie wnerwiał. Najlepiej robić głupoty z myślą, że tatuś wszystko załatwi. Ojciec powinen go zostawić na te 24, potem jakoś wybronić, a potem nieźle mu wlać. wrrrrrrrrrrrrr!!!!! A Charlie taki rozbrajający:)

    Ja jeszcze poproszę jakiś mały bonusik kiedyś z ich udziałem. Najchętniej ich pierwszy raz, jak to w ogóle sie zaczęło, że z kumpli przeszli w nieco bardziej skomplikowane relacje:):):):):)

  11. Katka pisze:

    LordKurak, hahaha, tak, Mike miał z nim przerąbane XD Ile on się przy nich stresował… I mimo że był najrozsądniejszy to nie mógł im za bardzo do rozumu przemówić, bo obaj uparci i głupi XD

  12. LordKurak pisze:

    Hahaha dwóch idiotów się dobrało XD zaczynam współczuć Mikeowi że musiał znosić ich kretyńskie pomysły… aż dziwne że 19latek może być aż tak głupi
    To też chyba nie pierwsza przejażdżka „pożyczonym” wozem skoro ma taką wprawę w otwieraniu zamków itp. aż strach pomyśleć jakie miał inne pomysły i na jakie jeszcze mógłby wpaść gdyby nie dostał nauczki.
    Poza tym jakie obeznanie zrobił, jak rasowy złodziej :D
    Jak wielkim Ryan nie był kretynem wpadając na taki pomysł, współczuje mu takiego ojca (i pewnie matki też…), wcześniej denerwowało mnie, że nawet się nie odezwie do rodziców, ale na jego miejscu zachowałabym się chyba tak samo… w końcu ojciec mu powiedział, że już nie ma syna.
    Biedny (i głupi) Ryan…

  13. Shinu pisze:

    No powinniście mieć w zapasie z dziesięć takich flashbacków, żeby je nam rzucać na pożarcie jak nie macie czasu pisać xDD

  14. Shivunia pisze:

    Ja mogę karmić… jak napiszesz za mnie licencjat, egzamin w poniedziałek, ścieżkę turystyczną po moim mieście aka spacerownik, prace o Mazowszu i jeszcze jedno wypracowanie. Uch…. a i jeszcze naucz się za mnie z Geografii fizycznej świata XD
    ja umieraaaaaaaam z głodu na fika już od daaaaaawna.

  15. Shinu pisze:

    Haha, no nie mów, że ojciec Ryana okaże sie krypto gejem, który w nocy kradnie różowe cadillaci xD

  16. Katka pisze:

    Shinu, hahaha, no ostatnio w sumie nie było seksu z udziałem Charliego, więc nie dziwię się, że umknęło Ci, jak potrafi być… wyuzdany XD No cóż, haha, ma pazurki. I tak, ojciec Ryana traaagiczny, a jeszcze wszystkiego o nim nie wiecie.

  17. Shinu pisze:

    Przez te wszystkie słitaśne rozdziały z Rushem zapomniałam już jaką Charlie jest małą zdzirką xD Nagle mi się przypomniało jak chętnie pieprzył się z Jasonem, a teraz z Ryanem, ach, lubię takiego Charli’ego, teraz jest za słodki i zbyt zakochany ;D

    Ooo… prawie się popłakałam jak czytałam kilka ostatnich zdań. Zawsze musi być ten zły ojciec, który jest tak zły, że mam ochotę go wykastrować, a potem na elektryczne krzesło.
    Strasznie żal mi Ryana, do tej pory raczej nie było wiadomo o co był pokłócony z rodzicami, a teraz sie wyjaśniło i… aaa… to zbyt smutne T_T

    Błagam, karmcie nas częściej takimi rozdziałami, ja ty umieram z głodu xD

  18. Floo pisze:

    no ja mam nadzieję że jeszcze coś będzie. Bo jak najpierw byłam nastawiona do jego postaci dość niechętnie, bo bałam się co się może wydarzyć tak teraz lubię go prawie tak jak Jasona… no na drugim miejscu jest XD

  19. Katka pisze:

    Tamiya, hahaha, z takich retrospekcji to by i całe szkolne opowiadanie mogło powstać XD Ale, ale, wiemy przecież, że to Rush jest przeznaczony Charliemu :D Cieszę się, że się zgadzasz, hehe.

  20. Tamiya pisze:

    Kocham Was, dziewczyny! Liczyłam na jakąś retrospekcję z Ryanem i Charliem <333
    Och, biedny Ryan :( Chociaż sam pomysł "pożyczę, przejadę się, oddam i nikt nie zauważy" był bardzo głupi. A Charlie też podjarany, już wiem czemu Mike im tego nie wybił z łbów _-_ On po prostu nie miał pojęcia o tym jakże błyskotliwym pomyśle.
    Ojciec Ryana… brak mi słów -.- No co trzeba być za sukinsynem, żeby się własnego dziecka wyrzec w taki sposób i kazać go zamknąć? Nie ogarniam, ale już wiem czemu Ryan nie utrzymuje kontaktów z rodziną, tylko z Rose.
    Ryan i Charlie to był taka urocza parka C: Tak mieli słodko, namiętnie i gorąco. Seks, adrenalina, samochody :D Po prostu idealnie. Jednakowoż dalej jestem wielką fanką ChrisRyan i CharlieRush <3 Ale jakaś retrospekcja z Ryanem i Charliem jeszcze mogłaby się pojawić <3
    A Charlie już wtedy zaczynał malować, słodko c:
    Chcę już FDTS, Alexa, Jasona i Chrisa ;w;

  21. Miyak pisze:

    ŁIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!


    Dlaczego oni nie są dalej parą T.T


    Poor Ryan, poor!

  22. Katka pisze:

    Floo, Ryan do Charliego zadzwonił z aresztu. W końcu miał prawo do telefonu i na niego padło. No a potem już jakiś kiepski adwokat i odsiadka. Więcej retrospekcji? Hm, no ta była dość istotna, więc się pojawiła, ale kto wie, może jeszcze się na coś pokusimy, choć nie mogę nic obiecać ;* Cieszę się, że się wzruszyłaś :)))

    Camelia, hehe, no nie mogę zaprzeczyć Twoim słowom. Oczywiście, że Ryan gdyby nie był tak głupi i nie wierzył, że sobie pożyczy samochodzik, przejedzie się, odda i wszyscy o tym zapomną, to by miał całkiem w porządku życie. Może by sobie je inaczej ułożył. Ale niestety był młody i mało rozsądny, więc zrobił co zrobił. I racja, dobrze że do Charliego nie dojechał… Byłoby kiepsko, gdyby obaj poszli siedzieć :(

    Elis, „Co za dupek z niego. (sorrki za słowo).” spoko, ojca Ryana można nazwać naprawdę gorszymy słowami. Jest koszmarny. A NBTS będzie normalnie za tydzień :) Dziś zrobiłyśmy wyjątek tylko na rzecz bonusa :)

    Gordon, haha, tak, domyślam się po co i w sumie podzielam, ale Ryan jednak nie chciał na niego nawet patrzeć.

  23. Gordon pisze:

    ale zjeb z tego ojca. pewnie by Ryan siedziec nie poszedl gdyby sie za nim wstawil. na jego miejscu po wyjsciu pierwsze bym do ojca poszedl. wiadomo po co ;p ale zjebal z ta kradzieza. glupi mlody. seks i tak byl zajebisty a charlie jakie dziecko xD

  24. Elis pisze:

    Ojciec Ryana mnie wnerwił na dobre. Co za dupek z niego. (sorrki za słowo).
    Toż przecież Ryan oddał by to auto. :)
    Nie umiem wyobrazić sobie Charliego w krótkich włosach.
    Fajnie jest tak cofnąć się w czasie. Chłopcy byli wtedy jeszcze bardzo młodzi. I Charlie już ćwiczył malowanie. :)

  25. Camelia pisze:

    Hah, a ja nie myślę, że biedny. Co prawda jego ojciec to chuj ewidentny, ale postawa Ryana mnie na tyle tu irytowała, że nie jest mi go specjalnie żal. Wkurzają mnie ludzie, którzy myślą, że wszystko im wolno i, że nie poniosą żadnych konsekwencji. Także cieszę się, że został ukarany. Bardzo surowo według mnie, co prawda, ale przynajmniej dostał lekcje pokory. Choć jeszcze nie jestem w stanie stwierdzić ile tak naprawdę z niej wyniósł.
    Szkoda, że był takim kretynem. Mogło mu się lepiej wieść, a spieprzył sobie kilka lat życia, przez swoją głupotę i brawurę. W dodatku mógł wciągnąć w to Charliego. Dobrze, że nie zdążył do niego dojechać.
    Swoją drogą Charlie też był idiotą, skoro od tak sobie na tą akcje przystał.
    Ach, młodzi i głupi…

  26. Floo pisze:

    Biedny RYAAAAN @_@ Poryczałam się! Ja rozumiem że to policjant, rozumiem że Ryan powinien ponieść karę ale kurwa beż przesady. Mogli go zamknąć nie wiem na miesiąc albo 3 ale przez tego… (dużo brzydkich epitetów których nie wypada pisać) mógłby się jakoś za nim wstawić a nie olać go! tak nie można :<.
    Jak się Charli dowiedział??
    Podobało mi się jak Charli i Ryan byli razem. Było tak… jakby to opisać.. tak gorąco i niby na szybko a jednak bez pośpiechu… No strasznie mi sie podobało ^^. Może więcej takich retrospekcji i wspomnień??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s