Fire Dragon Tattoo Studio – 60 – Homo party

Sterta ubrań z rąk Ryana wylądowała na jego łóżku w sypialni. Chłopak rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Cóż… wytaszczenie z salonu wszystkiego do sypialni chwilę mu zajęło, ale lepiej było, żeby to ona była zawalona jego ciuchami niż salon. Pomijał, że mógłby to zwyczajnie pochować do szafy. Nie chciało mu się, bo to by wymagało poskładania ubrań. Za to używaną deskę, którą sobie kilka dni temu kupił i która dotychczas stała pod ścianą w salonie, schował do rogu sypialni. Wydał na nią trochę i chciał, żeby przetrwała.
Kiedy wreszcie stwierdził, że salon wygląda w miarę dobrze, wyrzucił jeszcze pudełko po pizzy do kosza. W lodówce spoczywała już duża ilość piw i wódki. Tak samo jak kilka paczek chipsów i popcornu w szafce. Musiał jeszcze tylko dać jeść kotu. A ten czekał już na niego cierpliwie nad swoją miską w kuchni. Miauknął przeciągle.
Ryan wyciągnął puszkę z jego karmą i kucnął, aby nałożyć mu zawartość do miski. Podrapał go za uszami.
— Na zdrowie, Jay — rzucił i wstał.
No, to teraz tylko czekać na gości. Porwał gazetkę o samochodach z półki i razem z nią zwalił się na plecy na kanapę. Miał na sobie ciemne, dobrze leżące na nim jeansy i niebieską koszulkę z rozpiętymi górnymi guzikami. Czyli dosyć tradycyjnie, ale ciekaw był, czy chociaż dziewczyny się odstrzelą.
Nie skończył nawet czytać nagłówka, kiedy usłyszał samochód podjeżdżający pod dom. Chwilę potem rozległ się dzwonek do drzwi. Odrzucił więc gazetkę na stolik i wstał, żeby otworzyć.
Przed sobą zobaczył Mike’a w dość podobnym stroju co jego, tylko że manager studia miał jasną koszulę. Towarzyszyły mu jeszcze cztery dziewczyny. Jedną z nich znał — Kate.
— Siema, jesteśmy pierwsi? — spytał chłopak.
— Tak, wchodźcie — odparł Ryan, uśmiechnął się do Kate na powitanie i zerknął na pozostałą trójkę. — Przedstawisz mnie?
Dziewczyna pierwsza weszła do mieszkania, a za nią reszta i dopiero Mike. Ten ostatni skinął głową.
— Jasne. — Uśmiechnął się, rozglądając po mieszkaniu.
Kiedy stanęli w salonie, tylko Kate wyszła przed szereg i zaniosła ich zakupy do kuchni. Miała na sobie krótką spódniczkę w panterkę i top odsłaniający jej tatuaże. Mike kontynuował w tym czasie przedstawianie. Wskazał stojącą najbliżej niego, biuściastą brunetkę ubraną w klasyczną małą czarną plus bolerko.
— To jest Marg, moja dziewczyna — przedstawił ją kumplowi, dumny z siebie jak paw. — A to są jej koleżanki z pracy, Susan i Jessica.
— Cześć, dziewczyny — przywitał się z nimi Ryan i spojrzał uważniej na Marg. — Wreszcie mam okazję poznać. Mm, no i proszę, jaka ładna dziewczyna. — Uśmiechnął się do niej czarująco, w duchu już gratulując przyjacielowi wyboru. Leciał na facetów, ale umiał dostrzec urodę. A dziewczyna Mike’a niewątpliwie była śliczna.
Marg zaśmiała się pod nosem.
— Miło to słyszeć — odparła, a dwie pozostałe dziewczyny zachichotały.
Jedna z nich, ubrana w wąskie, niebieskie jeansy z dużą klamrą przy pasku, czerwone szpilki i tego samego koloru koszulę, odezwała się do Ryana przyjaźnie.
— A będą jeszcze jakieś hetero pary, czy tylko Mike i Marg?
Ryan zaśmiał się. No i nawet leski.
— Hm… Jay coś wymruczał zza otaczającego go dymu, że przyprowadzi kumpelę z mężem, więc jeśli nic go przed tym nie powstrzyma, będą. Siadajcie, proszę, a ja zobaczę, czy Katy jeszcze mi kota nie zabiła.
— Jasne, spoko — odpowiedziały dziewczyny, a Mike wyszedł jeszcze na moment po coś do samochodu.
Kate w kuchni za to stała przed otwartą lodówką, patrząc na nią z politowaniem niczym na obraz pseudo sztuki nowoczesnej na tle dzieł Leonarda da Vinci czy Rembrandta. Ryan też spojrzał do środka i dopiero zwrócił się do dziewczyny:
— Hm? Myślisz, że za mało alkoholu?
Dziewczyna głośno zamknęła lodówkę.
— Nie… Raczej zastanawia mnie, co zrobiłeś z jedzeniem — mruknęła i szturchnęła go w klatkę piersiową palcem. Przez chwilę aż się zapatrzyła. Zastanawiała się, dlaczego otaczali ją sami geje. Do tego tak przystojni.
— Wyobraź sobie, że nic. Nie było go tam. Zdążyłoby się zepsuć, zanim dowiedziałbym się, jak je przygotować, żeby nie spalić — wyjaśnił Ryan. — Ale z tego, co widziałem, zrobiłaś jakieś zakupy?
— Tak, razem z szefuńciem i Marg zrobi… — Urwała, kiedy Mike wszedł do kuchni z dwiema siatkami. — O właśnie, tu jest reszta. Zrobimy takie mini kanapeczki, może jakieś przekąski czy coś. Wiesz, żebyście się nam nie spili i nie molestowali Mike’a! — Zaśmiała się, a obiekt jej żartu skrzywił się wyraźnie.
— Bez takich… — burknął.
— To jak już coś, Charlie i Jay, z tego, co słyszałem — odparł rozbawiony Ryan. — Jestem również za tym kanapkami, chociaż byłbym wdzięczny, gdybym nie musiał brać udziału w ich przygotowywaniu. Obawiam się, że nikt by tego nie przełknął, bo zapewne nawet swoim wyglądem bardziej przypominałyby rozjechane żaby.
Kate machnęła ręką.
— Spoko, zajmę się tym z Marg, a wy lepiej idźcie zabawiać dziewczyny — pogoniła obu chłopaków z kuchni. — I, Mike, zawołaj Marg.
Chłopak mruknął na potwierdzenie i wrócili z Ryanem do salonu. Jak się okazało, rudy Jay zdążył już odnaleźć przyjemność w ocieraniu się o łydkę Susan.
— Słonko, Katy prosi, żebyś pomogła jej w kuchni — zwrócił się do swojej dziewczyny Mike i cmoknął ją w policzek.
Marg pokiwała głową, wstała i obciągnęła swoją sukienkę. Pocałowała chłopaka i wyszła do kuchni. W tym czasie Mike i Ryan usiedli na kanapie. Dwie dziewczyny siedziały blisko siebie, a jedna miała zarzucone ramię na szyję drugiej.
— Ładnie razem wyglądacie — stwierdził Ryan i zwrócił się do kumpla: — Mikey, ciebie też kręcą lesbijki jak resztę heteryków?
Chłopak przewrócił oczami.
— Czemu wiedziałem, że prędzej czy później zadasz to pytanie?
— Może dlatego, że znamy się od… hm… dziesięciu lat? Więc jak to jest?
Dziewczyny siedzące obok siebie wpatrzyły się w Mike’a z uśmiechami, najwyraźniej również zaciekawione, czy w tej chwili chłopak ich koleżanki jest nimi zafascynowany.
— Perspektywa seksu z dwiema dziewczynami naraz, nie że od razu lesbijki — wytłumaczył w końcu Mike. — Ale teraz przestałem o tym fantazjować.
— O tak, Marg mówiła, że radzicie sobie w łóżku. — Jessica zachichotała.
— Gorąca z niej laska — westchnęła Susan i dostała kuksańca od swojej dziewczyny.
Mike zaśmiał się, kręcąc głową. I już miał coś dodać, kiedy przerwał im kolejny dzwonek do drzwi, więc Ryan zostawił im omawianie walorów dziewczyny kumpla i poszedł otworzyć. Po drodze jeszcze zajrzał, jak idzie Kate i Marg. Wreszcie ktoś poużywa tej kuchni. Nie spędzał tam wiele czasu.
Otworzył drzwi i od razu zobaczył wyszczerzoną w uśmiechu twarz Charliego. Za nim stał schludnie ubrany Rush.
— Cześć — przywitał się Charlie, wciągając do środka Rusha za rękę. — Jesteśmy.
— Tak, nie trudno zauważyć — odparł Ryan, zamykając za nimi. — Czekamy więc tylko na dużego Jaya. Wchodźcie, proszę, a ja przyniosę piwo, jeśli mnie dziewczyny dopuszczą do lodówki.
Charlie pokiwał energicznie głową, ale i tak w efekcie poszedł za kumplem do kuchni. Rush sobie darował i pokierował się do salonu. Tam Mike przedstawił mu dziewczyny.
Kate wczuła się w rolę i zaczęła układać na talerzach, które o dziwo znalazła w szafce, mini kanapeczki, po czym rozkazała Charliemu zanieść je do pokoju. Marg już robiła jakieś koreczki, a Ryan stał z boku i podjadał pokrojony żółty ser.
— Nawet mój ulubiony książę zgodził się przyjść. Zapewne dlatego, żeby pilnować swojej ptaszyny, bo nie mogę mieć nadziei, że zrobił to dla mnie — rzucił ze swoją nieodłączną ironią, sięgając po kolejny kawałeczek, a Kate pacnęła go w rękę widelcem.
— Ukrój se, a nie podjadasz! — fuknęła. — A co do Rusha, jesteś okropny.
— Racja — potaknęła Marg. — Może chce się do ciebie przekonać, tylko mu nie dajesz możliwości?
— Uuu… ale jesteście okrutne. Przecież jestem wobec niego uprzejmy — zauważył Ryan i skoro został odcięty od sera, wyjął z szafki paczki chipsów i popcorn.
Obie dziewczyny zmierzyły go wzrokiem. Kate miała przyjemność poznać Ryana i jego uprzejmość, kiedy czasami po pracy wpadał do nich do studia. Marg za to co nieco nasłuchała się od swojego chłopaka.
— Jesteś bardzo uprzejmy… ale mało szczerze — zganiła go Kate, zabierając mu chipsy z ręki i wciskając duży talerz z koreczkami z sera, papryki i mięsa. — Zanieś, panie uprzejmy.
— Służę — odparł Ryan, dodatkowo lekko się kłaniając i wyszedł do salonu. Podszedł do stolika i postawił obok kanapek talerz z przekąskami. — Dziewczyny dały mi to w zamian za chipsy, choć nie jestem pewien, czy to sprawiedliwa wymiana — oznajmił i od razu wziął sobie trzy. Usiadł obok Mike’a na kanapie, zaczynając podjadać.
Manager studia Fire Dragon też wziął sobie jeden. Para dziewczyn, która siedziała obok niego, już pojadała kanapki.
— Ale w ogóle nie miałeś przynieść piwa? — upomniał się w końcu Mike, kiedy przełknął.
Nim Ryan odpowiedział, gestem zatrzymał go Rush.
— Ja pójdę — zaoferował się i wyszedł. Po chwili wrócił z sześciopakiem piwa pod pachą i paczkami chipsów oraz popcornu w dłoniach. Za nim szła Marg, niosąc salaterki.
— Weźcie przesuńcie trochę na tym stole, to się wysypie do misek wszystko — zasugerowała.
Charlie zrobił trochę miejsca, żeby wszystko się zmieściło i po chwili już każdy z piwem w dłoni pojadał przysmaki. Mieszkanie Ryana nie było wielkie, ale jakoś się mieścili.
— Mike, a ty przedstawiłeś już Marg rodzicom? — zagadał Charlie, kiedy inni już zaczęli rozmawiać między sobą na bardziej pasjonujące ich tematy.
Ryan raz po raz podrzucał rudemu Jayowi szynkę z kanapek.
— Tak i liczę, że ją polubili. — Mike uśmiechnął się, a jego dziewczyna dorzuciła do tematu:
— Mimo że zadawali dziwne pytania i byli dziwnie sztywni. Ale Mike twierdzi, że oni tak zawsze, więc się nie przejmuję.
— Na pewno nie są tak sztywni jak brat Rusha — zauważył kwaśno Charlie.
Mike spojrzał na Marg, która siedziała mu na kolanach. Oboje w końcu skinęli głowami. Wydawali się doskonale dogadywać i ładnie ze sobą wyglądali.
— Chyba masz rację.
— Ale chyba zaprosisz Marg na święta? — wtrąciła się Kate, pakując do buzi popcorn. — Bo ze starszymi je spędzasz, co?
Mike zaśmiał się, przytulając swoją dziewczynę bardziej do siebie, aż ta oparła się o jego ramię swoim sporym biustem.
— Już zaprosiłem, rodzice nawet sami o to spytali. Stąd moje pozytywne myśli co do ich oceny.
Charlie zerknął na Rusha kątem oka. Jakkolwiek kulturalny, miły i sympatyczny nie byłby wobec jego rodziców, zapewne nie odebraliby go pozytywnie.
— To super. Zdziwiłbym się, gdyby Marg nie polubili — rzucił i zapchał się kanapką.
Rush w tym czasie rozmawiał z dwiema koleżankami Marg. Był uśmiechnięty i nieświadomy czarnych myśli swojego chłopaka. Speszona Marg za to zaśmiała się nerwowo.
— Bez przesady! — Machnęła ręką.
W tym czasie Ryan ponownie zniknął z salonu, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Po otwarciu trochę się zdziwił, bo zobaczył nieznaną sobie, szczupłą, średniego wzrostu kobietę ubraną jak fanka cięższych brzmień. Miała na sobie poszarpane spodnie, trampki i ukazujący mały dekolt podkoszulek. Całość uzupełniały czarne, nastroszone włosy i liczne kolczyki na twarzy i w uszach. Za nią stało jeszcze trzech facetów stylem pasujących do niej. Prawdziwa zbieranina.
— Hej, wchodźcie, kimkolwiek jesteście — przywitał się gospodarz, otwierając im szerzej drzwi.
Kobieta od razu uśmiechnęła się, tak samo jak reszta jej towarzysząca.
— Fajnie! — Poklepała go po ramieniu. — Jay miał rację, mówiąc, że nie będzie problemu.
— Jay dobrze mówił. Ryan — przedstawił się każdemu z nieznajomych, podając im rękę.
— Emma, to jest mój mąż Sam, a to są Scott i Matt. Pracują ze mną, więc ich ściągnęłam. — Uśmiechnęła się ciepło, ale chłopak widział przekorną iskrę w jej oczach. Musiała być żywiołową kobietą.
— Super, to wchodźcie do salonu, proszę, przyniosę wam piwa — zaprosił ich dalej Ryan, przyglądając się każdemu z osobna. Mąż Emmy był postawnym, owłosionym na przedramionach brunetem. Pozostała dwójka, współpracownicy Emmy, byli do siebie dość podobny. Jeden, Matt, miał zabawnie rozburzone włosy, a drugi, Scott, charakterystyczny wzgórek na nosie i poszarpaną, grafitową koszulkę. — I kiedy Jay zawita?
Emma zaśmiała się pod nosem.
— Powiedział, że nie chce cię widzieć — odparła, a jej małżonek zakneblował ją ręką żartobliwie, przyciągając do siebie, kiedy zaczęła mu się wyrywać.
— Nie słuchaj jej. Pojechał po wódkę, bo… aaa! — pisnął, kiedy kobieta go ugryzła.
— Bo nie będzie z wami pił soczków — skończyła za niego.
Scott i Matt pokręcili tylko głowami i poszli do salonu, by przywitać się z resztą gości.
— Miło z jego strony, myśli o wszystkim — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem. — Będzie tym szczęśliwszy, jak znajdzie w czeluściach mojej lodówki jeszcze jedną flaszkę. Wchodźcie dalej, proszę. Pójdę po to piwo.
Kiedy Emma i jej mąż zniknęli w salonie, Ryan sięgnął po butelki z lodówki i mając nadzieję, że jeszcze będzie jakieś miejsce siedzące, wrócił do reszty. Na szczęście okazało się, że nowo przybyli nie mają szczególnych krępacji i po chwili Matt ze Scottem wyszli do kuchni, aby przytargać stamtąd jeszcze dwa krzesełka.
Nowi goście zostali szybko zagadani przez Kate i Charliego, czego skutkiem było wypłynięcie tematu tatuaży. Kate ze szczególnym zainteresowaniem omawiała temat ze Scottem, który siedział bliżej i który najwyraźniej swoim poczuciem humoru przypadł jej do gustu, bo raz po raz śmiała się głośno, aż zagłuszając resztę.
Na szczęście przez jej śmiech dało się usłyszeć dzwonek do drzwi, który mógł świadczyć o przybyciu ostatniego z zaproszonych gości. Ryan więc wstał po raz kolejny. Tym razem przed drzwiami zobaczył już osobę, której się spodziewał. Jason uśmiechnął się pod nosem, zaglądając do wewnątrz przez jego ramię.
— No, widzę, że nie czekaliście na mnie. — Zaśmiał się swoim ochrypniętym głosem i wszedł, nie czekając na zaproszenie.
— No tak, powinniśmy stać całą paką na werandzie z wielkim transparentem, machając i czekając, aż powrócisz z wycieczki z monopolowego i witać cię papierosem i popielniczką — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem i zamknął za nim drzwi.
Zanim Jason zdążył odpowiedzieć, poczuł, jak coś ociera mu się łydki, krążąc slalomem między jego nogami. Spojrzał w dół i zamrugał.
— A to co za mały wypłosz? — spytał i kucnął. Odstawił zakupy na bok i wziął rudego kota na kolana.
— Jay, poznaj Jaya — przedstawił ich sobie Ryan, a kot zamiauczał, wyprężając się w oczekiwaniu na pieszczoty. Gapił się na tatuażystę swoimi dużymi ślepiami, niespecjalnie wystraszony, mimo że był taki maleńki w porównaniu do wielkiego mężczyzny.
Jason spojrzał na chłopaka, potem na kota i znowu na chłopaka.
— Jesteś niemożliwy — prychnął, ale z kotem na rękach wyprostował się. — Em, mam nadzieję, była grzeczna i nie naopowiadała ci o mnie bzdur?
— Nie, jeszcze nie zdążyła, ale może to, co tam przyniosłeś, rozwiąże jej język. — Ryan uśmiechnął się wymownie, wskazując na zakupy.
— Możliwe. — Jason zaśmiał się, idąc z tym wszystkim do salonu. Od razu przywitało go szczęśliwe zawołanie jego starej kumpeli i Kate. Jason uśmiechnął się do nich, postawił zakupy przy stole i zwrócił się do Ryana. — Weź go lepiej zamknij gdzieś. Tu jeszcze ktoś mu coś zrobi — zaproponował, podając mu kociaka i wyciągając paczkę papierosów.
Jay od razu wbił się pazurkami w koszulę na piersi swojego pana. Miauknął.
— Byłbym wdzięczny, gdybyś jednak nie palił w mieszkaniu, Jay — mruknął Ryan, patrząc wrogo na papierosy.
— Nie tylko ja palę… Mamy wychodzić? — spytał Jason z lekkim powątpiewaniem.
— Byłbym wdzięczny. Ale jak to rzeczywiście taki niemożliwy do przeżycia wysiłek, chociaż zapal przy otwartym oknie — poprosił Ryan i poszedł z kotem do sypialni, żeby go tam zamknąć.
Jason westchnął ciężko. Ach, te cholerne prawa mniejszości. Podszedł do Mike’a i stuknął go w ramię.
— Chodź zapalić.
Mike spojrzał na niego i przeprosił Marg, która zeszła mu z kolan i zajęła jego miejsce, kiedy wstał. Mike tymczasem poszedł za Jasonem, po drodze już biorąc od niego szluga.
— Jeszcze wezmę tylko piwo z lodówki i jestem — rzucił, a tatuażysta przewrócił oczami.
— To mi też weź, czekam na zewnątrz — powiedział i wyszedł przed dom.
Chwilę później dołączył do niego Mike z otwartymi butelkami. Podał mu jedną i nim się napił, odpalił sobie papierosa. Pod wieczór było już przyjemnie chłodniej, a do tego dzisiaj mocniej wiało, co obaj przywitali z ulgą. Kilka ostatnich dni było zbyt upalnych.
— Każdy jest tu ze swoją parą — zagadał Mike, zaciągając się dymem. — Nie próbowałeś chociaż namówić Alexa na coming out?
Jason wypuścił kłąb dymu i dopiero odpowiedział.
— Raczej nie, tym bardziej, że chyba skończyło się randkowanie — burknął, zapatrując się na ulicę. Niby nie chciał tego wszem i wobec obwieszczać światu jak Charlie albo Rush, ale miał kiepski humor.
Mike ściągnął brwi, patrząc na niego uważniej.
— Skończyło?
Jason przewrócił oczami.
— Ty wiedziałeś, że on, kurwa, ma narzeczoną w tej swojej cholernej Anglii?
Ta informacja chwilę docierała do zaskoczonego Mike’a, który ostatecznie niemądrze otworzył usta. Nie miał o tym pojęcia.
— Nie wiedziałem… ale… On jest bi, jak Rush?
Jason tylko zaciągnął się mocniej dymem, kręcąc głową, a Mike spojrzał na niego ze współczuciem. Jak jeden jego kumpel zaplątał się w kłopotliwy związek z gościem, który mógł w każdej chwili wrócić do Anglii, to drugi, nie dość, że z krypto, to jeszcze zaręczonym. Jeszcze brakowało, żeby pojawił się trzeci Grey i wszedł z Ryanem w niezdrowy związek.
— Powiedział ci to i zerwaliście?
— Nie — burknął tatuażysta i odrzucił peta, sięgając po następnego papierosa. — Ja dopiero mu to zaproponowałem, a on wytoczył ciężką amunicję. Tym swoim cholernym, chłodnym tonem obwieścił mi, że to nie ma sensu i kazał poczekać ze składaniem do niego petycji o związek, bo ten nie był dla mnie intratny. Kurwa, oni są popierdoleni.
Mike skrzywił się i przytaknął, pijąc zdrowo piwa. Po tej rozmowie z Alexem na kolacji Charliego wiedział, że facet miał głowę do interesów i był piekielnie inteligentny, jednak zdecydowanie jego prywatna sfera wymagała… terapii.
— Są… Nie wiem, czy jest sens się męczyć z takim facetem, ale nie będę ci radzić, bo jestem w mniejszości heteryków tutaj — prychnął. — No, ale definitywnie zakończyliście, czy jeszcze jest jakaś szansa?
Jason westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu i patrząc w nocne niebo.
— Mam niby jego numer… i ta cholerna bryła lodu jest strasznie seksowna, jak się roztapia.
— No, tak… — mruknął Mike, nie wiedząc, jak inaczej skomentować. Dopalił papierosa i zgasił go podeszwą. — Ja bym się w to nie mieszał… ale z drugiej strony, co ci szkodzi?
Jason spojrzał na niego z góry.
— Rozsądek mówi co innego, fiut co innego. Cholerne dylematy, co Mikey? — Zaśmiał się gorzko. Może faktycznie powinienem sobie darować?
— Ja na szczęście takich nie mam. — Chłopak uniósł ręce, ale potem poklepał go po ramieniu. — Przemyśl to dobrze. Żebyś się w jakieś większe bagno nie wpakował.
— Ta… — mruknął potakująco Jason. Miał straszne zamieszanie w głowie. Kiedy to sobie wszystko przemyślał, to faktycznie nie miało sensu. Jedyne, na co mógł jeszcze liczyć, to kilka spotkań, ciało Alexa, może od czasu do czasu jego uśmiech, jego usta…
Pokręcił głową, starając się wymazać z głowy twarz zaspanego Greya.
— Chodź, wódeczka poprawi ci humor — powiedział wreszcie Mike. — Może jej jeszcze nie otworzyli.
Jason spojrzał na niego karcąco, ale w końcu dopalił papierosa i przyjął propozycję.
— Bylebyś się tylko za bardzo nie uwalił znowu. — Zaśmiał się, wchodząc do mieszkania.
— Jak coś, to na pewno nie będę jedyny — burknął urażony Mike i podążył w stronę kuchni. — Chodź, to kieliszki mi pomożesz wziąć. Jeśli jakieś są.
Kiedy oni szukali kieliszków, w salonie trwały ożywione konwersacje. Para dziewczyn, którym odrobinę rozwiązały się języki po kolejnym piwie, dyskutowały zażarcie z Emmą na temat użycia zabawek erotycznych w łóżku.
Charlie chwilowo zastanawiał się, czy wtrącić się do rozmowy Ryana i Matta, którzy razem przeglądali gazetkę o samochodach i omawiali jakieś nowe modele, czy podsłuchać, co dziewczyny mówią o kulkach analnych. Zdecydował się jednak na to drugie i wtrącił nieskrępowany dzięki procentom we krwi:
— Ale wy je tak sobie… normalnie tego, czy jakoś się w sado-maso bawicie?
Jessica popatrzyła na niego szklanymi od alkoholu oczami. Puszki walały się już na stole i pod nim.
— Normalnie… głównie normalnie.
— Chociaż raz mnie suka związała. — Susan zaśmiała się i zarzuciła ramiona na barki swojej dziewczyny. Cmoknęła ją w policzek. — Było fajnie.
Charlie zagryzł wargę w zamyśleniu. Nie, chyba by nie chciał być związany. Nie mógłby wtedy dotykać w trakcie gorącego, cudownego ciała Rusha.
— Ja nawet nigdy dildo nie użyłem — dorzucił, sięgając po garść chipsów.
Obie dziewczyny zachichotały, a Emma wyciągnęła rękę do chłopaka i poklepała go po policzku.
— Jak chcesz, mogę ci kupić i załadować. — Zarechotała, a Marg, która siedziała kawałek dalej i akurat to usłyszała, aż zamarła i spojrzała na Rusha.
— Słyszałeś to?
Ten pokręcił głową.
— Nie? Co? — dopytywał się, zbaczając z tematu. Dziewczyna od kilku minut tłumaczyła mu wyższość tradycyjnych gier nad tymi z nowymi sterownikami ruchu i innymi bajerami. On żywo dyskutował z nią na ten temat, zadowolony, że Ryan jest zajęty kimś innym, a nie jego chłopakiem. Szczerze, nawet miał nadzieję, że Ryan coś spróbuje z tym całym Mattem.
— Bo Em właśnie zaproponowała Charliemu wsunięcie mu dildo — wymamrotała Marg, zapijając swoje słowa piwem.
Charlie aż sam się trochę zarumienił i zapchał policzki chipsami.
— Nie… Spoko, dam sobie radę sam. — Zaśmiał się nerwowo do Emmy.
Gdzieś z boku Jason i Mike rozlewali wódkę do kieliszków. Nim skończyli, Emma namawiała jeszcze dobrą chwilę Charliego, że może jednak. Argumentowała to faktem, że umie to robić i jej mężowi się podoba, ale napomniała ich, żeby nie powtarzali tego głośno i nie wygadali się, że im powiedziała. Sam niestety wszystko słyszał… z jej ust, bo kobieta zupełnie zapomniała, że mówi głośno. Mężczyzna spiekł przez to raka i poderwał się, zostawiając Kate i Scotta samych, by zakneblować żonę dłońmi.
— Może już? — spytał, chowając piekącą twarz w jej włosach.
Ona zamrugała, ale nie potrafiła powstrzymać się przed chichotem. Charlie zagapił się na nich głupio, a Emma po chwili pokiwała głową, zdejmując sobie z ust dłonie Sama.
— Nie przejmuj się, skarbie, tutaj dużo osób miało kiedyś coś w tamtym otworku — szepnęła do męża i cmoknęła go w policzek z uśmiechem małego diabełka.
Sam z zawstydzeniem wymalowanym na twarzy usiadł obok niej. Mimo że wiedział, że żona miała rację, to on był hetero, a i tak bawili się w takie rzeczy, co było dla niego dość krępujące.
— Kolejka — oznajmił Mike, podsuwając każdemu po kieliszku wódki.
Na te słowa większość osób jeszcze bardziej się ożywiła. Po chwili każdy miał już kieliszek w ręku. Część co prawda plastikowy, ale ważne, że jakiś. Reszta szklanych była najczęściej z różnych kompletów.
— Kto pierwszy odpadnie, zostanie przeze mnie obkolczykowany, gdzie tylko zechcę! — oznajmiła Kate z głupim chichotem i wychyliła kieliszek na raz. Niemal od razu zacharczała i wybiegła po zapitkę, o której nikt nie pomyślał.
Kilka osób na szczęście zdążyło nie przechylić kieliszka, więc Marg, jako jedna z tych, której nie tak spieszno do wódki, pobiegła za nią, żeby przynieść soki.
Kiedy jedna butelka wódki zastąpiła miejsce poprzedniej, a potem jeszcze jedna, Ryan pochylił się z kieliszkiem do Charliego, który wyjadał resztki chipsów paprykowych z miski.
— Uuu, zostaw mi trochę, kochanie — rzucił, pakując rękę do miski i wyciągając chłopakowi dosłownie sprzed nosa ostatnie dwa chipsy. Przedtem siedzieli daleko od siebie i wiele nie rozmawiali, więc teraz wreszcie była okazja.
Charlie mruknął pod nosem z niezadowoleniem.
— Moje chipsy — zajęczał.
— Jeszcze został popcorn — odparł Ryan, biorąc miskę ze stolika i podając ją chłopakowi.
Ten wziął ją od niego i napakował sobie pełną garść popcornu do ust. Nie był już najtrzeźwiejszy, ale w swoim mniemaniu trzymał się doskonale. Kate i Marg podtrzymywały opinię, że to dzięki ich kanapkom jeszcze nie leży pod stołem.
— Nie przewróć się — rzucił Ryan lekko zapitym głosem, patrząc, jak Charlie chwieje się na krześle.
Chłopak prychnął z urazą i podniósł się do pionu. Chwycił kumpla za ramię.
— Trzymam się, widzisz… ale… — zastanowił się moment nad swoimi myślami — ale chyba muszę się poruszać… przejść czy coś.
Ryan również wstał i podtrzymał go na wszelki wypadek.
— Niech będzie, możemy przejść się do sypialni… — zawiesił głos, a kiedy chłopak spojrzał na niego czujnie, dodał: — Pokażę ci moją nową deskę. Dotychczas nie wybrałeś się ze starym kumplem na plażę, więc nie widziałeś mojego małego skarbu.
— To prowadź… pokaż mi tę sypialnię i deskę.
Gospodarz więc wyprowadził chłopaka do sypialni i od razu zamknął za sobą drzwi, żeby Jay przypadkiem nie uciekł. Na szczęście nie miał tego w planach i dalej polegiwał na łóżku. Tylko na chwilę uchylił powiekę, by spojrzeć na nich zaspanym ślepiem.
— Postaraj się nie podeptać mi za bardzo ciuchów, kochanie.
Charlie, nie słuchając go w ogóle w tej kwestii, niemal podbiegł do łóżka i walnął się na nie, chwytając kota. Przytulił go i zaczął głaskać mimo jego nieśmiałych protestów.
— Jaki słodziak! — Zaśmiał się. — Rudy.
Ryan westchnął i podszedł do nich. Stanął przy łóżku.
— Tak, chociaż nie chciałbym, żebyś go zadusił. Byłoby mi samotnie samemu w domu. — Uśmiechnął się ironicznie.
Charlie przytulił kota do twarzy, a ten patrzył na swojego właściciela spojrzeniem pod tytułem „interweniuj” i niemrawo spróbował odepchnąć twarz tatuażysty drobną łapką.
— Och, to powinieneś sobie kogoś zapraszać na te samopne nope — wybełkotał chłopak.
— Tak, zastosuję się do tej rady, dziękuję, a teraz oddaj grzecznie mojego, chciałbym zauważyć już półżywego, kota — powiedział Ryan, wyciągając mu z rąk miauczącego Jaya, który od razu desperacko się w niego wczepił. — I chodź zobaczyć deskę, bo to ją miałeś obejrzeć, a nie moje łóżko, kochanie.
Charlie zaśmiał się tylko i przewrócił na plecy.
— „Kochanie”. Normalnie, jakbyśmy ze sobą chodzili.
— Masz już swojego księcia — zauważył Ryan, chwytając go za dłoń i bez trudu unosząc do pozycji siedzącej. Zaraz potem podciągnął go znowu, żeby unieść do pionu. — Który zapewne wciąż ma mi za złe to pieszczotliwe określenie.
— Dziwisz się? — prychnął Charlie, obejmując go ramieniem i ruszając za nim w stronę deski stojącej przy ścianie.
— Jedyne co mnie dziwi, to że jeszcze nie odpłynąłeś. A oto ona.
Ryan w końcu wskazał gładką, białą deskę. Wreszcie jego własną. Mógłby pojechać do domu i wziąć swoją starą, na której pływał jeszcze przed trafieniem do więzienia, ale nie chciał się tam pokazywać. Ta zresztą była w całkiem rozsądnej cenie.
Charlie, wisząc na nim nadal jednym ramieniem, wyciągnął rękę do deski i pogłaskał ją palcami.
— Gładziutka. Ciekawe czy bardziej niż twoja klata.
— Moja klata ma się dobrze — odparł Ryan z uśmiechem, podtrzymując go w pasie, żeby się nie przewrócił. Tym bardziej na deskę. — A deska wypróbowana dopiero dwa razy i wszystko dzięki pracy w siłowni, którą kończę zbyt późno, żeby pojechać na plażę. Może w weekend się uda — mruknął, zapatrując się na swoją nową własność.
Charlie pokiwał głową, też obejmując go w pasie, bo poważnie się chwiał.
— Możesz dać znać… Z chęcią popatrzymy — zamruczał, klejąc się do Ryana jak miś koala do drzewa.
— Zapewne w tej liczbie mnogiej nie jest zawarty Rush. Obawiam się, że wręcz przekonywałby cię, żebyś sobie darował — odparł starszy chłopak, patrząc na niego z wymownym uśmiechem i celowo wtrącając do tematu Rusha, żeby Charlie nie zapomniał, że jest w związku.
— Na pewno by ze mną poszedł. Przecież aż tak bardzo cię nie nienawidzi — zadeklarował Charlie w swojej niewinnej wierze.
— Poszedłby, żeby cię przypilnować.
— Przed czym?
— Hm… przed wpadnięciem w moje sidła?
— A myślisz, że potrafiłbyś mnie złapać w swoje sidła? — spytał Charlie, patrząc na Ryana szklistymi oczkami. Uśmiechnął się głupio.
— Wątpliwości raczej powinno podlegać, czy bym chciał — odparł Ryan i przetrzepał mu włosy palcami, aż niektóre zaczęły sterczeć pod dziwnymi kątami. — Wracamy do salonu, kochanie, bo obawiam się, że gotów jeszcze jesteś ozdobić moją deskę zawartością swojego żołądka.
Charlie prychnął pod nosem.
— Czuję się bardzo dobrze — wymamrotał.
— Cieszę się, jednak nie wyglądasz. — Ryan cmoknął go w skroń i pociągnął w stronę drzwi.
Charlie przewrócił oczami i lekko się zachwiał. Czuł się bardziej trzeźwy umysłowo niż fizycznie. Wiedział, że głupio się zachowuje, ale nie mógł się powstrzymać. No i miał średnio stabilne ruchy. Ryan również nie był trzeźwy, lecz zdecydowanie trzymał się lepiej niż on.
— Jeszcze kawałeczek i znajdziesz się w objęciach swojego księcia — rzucił Ryan, już prawie dochodząc do drzwi.
Charlie zaburczał pod nosem głośno i objął mocno Ryana, niemal się na nim wieszając. Było mu tak lekko w głowie, o niczym nie myślał, a już na pewno nie o konsekwencjach, kiedy wsunął rękę w spodnie kumpla i ścisnął jego pośladek.
Zanim zdążył choćby spojrzeć na twarz Ryana, ten wyszarpnął jego rękę brutalnie i odepchnął od siebie, a Charlie o mało nie zaliczył gleby.
— Co to miało być?! — syknął ze zmarszczonymi brwiami i pełnym irytacji wzrokiem.
— Nic… Chciałem zobaczyć, nie musisz krzyczeć.
— Co zobaczyć? — mruknął wciąż zły Ryan, choć już spuszczający z tonu.
— No… no, czy nadal tak jesteś na to uczulony…
— Ładnie to nazwałeś. — Ryan uśmiechnął się kpiąco, ale po chwili podszedł do niego i ponownie rozburzył mu włosy. — Ale trzymaj ręce z dala od mojego tyłka, proszę.
Charlie zmarszczył brwi i spojrzał na niego w typowo pijacki sposób z niezadowoleniem.
— Czemu…? Nigdy mi nie pozwalałeś, co ci szkodzi?
— Nie jestem od macania, Charlie. Żadną pizdą do klepania po tyłku.
Charlie naburmuszył się jeszcze bardziej.
— A ja niby jestem? Mnie to można było poklepywać?! — prychnął z goryczą.
— Czy coś mi się myli, czy jesteś pasywem…? — Ryan udał, że się zastanawia. — No tak, jesteś! Skoro ci to pasowało, chyba nie masz co wszczynać o to wojny po latach, hm? Tym bardziej, kiedy ledwo stoisz na nogach.
— Ale może ja nie chciałem — rzucił tatuażysta bez podstaw, roztkliwiając się nad sprawą sprzed lat, kiedy za drzwiami był jego chłopak.
— Nawet bardzo „może”, skoro nigdy nie usłyszałem z twoich ust odmowy, kiedy dotykałem twojej dupci — zauważył Ryan z krzywym uśmiechem.
Charlie chwilę się na niego patrzył bez zrozumienia i mrugał pijanymi oczkami. Kiedy w końcu zrozumiał sens słów Ryana, prychnął i zwalił się tyłkiem na łóżko kumpla.
— Ciebie podotykać, a nie… tylko ja…
Ryan podszedł do niego i pochylił się, ponownie łapiąc go za ręce, żeby go unieść.
— Teraz możesz podotykać swojego księcia, kochanie — zauważył i od razu zrezygnował z podnoszeniem go. Może rzeczywiście lepiej, jak tu poleży i wytrzeźwieje…?
Charlie po chwili potaknął.
— I przynajmniej daje się pomacać — wyrzucił mu.
— Widzisz, trafiło ci się — odparł Ryan z kpiną w głosie i pochylił się nad nim niżej, aby ułożyć go na poduszkach i odsunąć mu włosy z twarzy.
Charlie jeszcze chciał coś wymamrotać, jaki on jest niesprawiedliwy i że chciał sobie tylko pomacać, kiedy otworzyły się drzwi.
— Charlie, jesteś tu mo… — zaczął Rush, wchodząc do sypialni i urwał w połowie zdania, widząc, jak Ryan niemal wisi nad jego leżącym na łóżku chłopakiem. Obaj byli sami w zamkniętej sypialni. Aż mu ciśnienie skoczyło i dopadł Ryana w jednym skoku. Szarpnął mocno za ramię. Och, skończyło się „kochaniowanie”!
Zaskoczony Charlie uniósł się na łokciach, a Ryan spojrzał w oczy Rusha ze zmarszczonymi brwiami.
— Rush, ale to nie tak… — wymamrotał tatuażysta, ale nie miał czasu dokończyć zdania, bo Rush pchnął Ryana silnie, tak że ten aż poleciał z impetem na swoją deskę.
Charlie gwałtownie wciągnął powietrze do płuc, zaczynając momentalnie trzeźwieć, a Ryan szybko odskoczył i spojrzał na swoją deskę w przestrachu. Aż mu serce mocniej uderzyło w piersi z paniki. Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że się nie uszkodziła. Po chwili jednak przeniósł wściekły wzrok na Rusha, podszedł do niego w dwóch krokach i złapał za poły koszuli, następnie przytrzaskując do ściany swoim ciałem.
— Może najpierw się zorientuj, co się dzieje, a potem mnie atakuj!
Rush zmarszczył nos i chwycił jego nadgarstek… zaskakująco silnie jak na takiego pięknisia.
— Teraz dałeś mi tylko pretekst! — odparował, mierząc chłopaka wzrokiem. Może jego oczy były jasne, bardziej niewinne, ale w tym momencie zimne jak te jego brata.
— Ej, przestańcie! — burknął Charlie, zwlekając się z łóżka i o mało nie zwalając przy tym na podłogę.
— Kładąc twojego zapijaczonego kochanka do łóżka? — odparł tymczasem Ryan z kpiącym uśmiechem, lecz bardzo groźnym wzrokiem. Nie podobało mu się to. Nie zamierzał się dobierać do zajętego faceta, a ten zaślepiony książę z bajki ubzdurał sobie bronienie swojej ptaszyny.
Rush szarpnął się mocno. Sam nie był najtrzeźwiejszy, więc najpierw działał i mówił, myślenie zostawiając na później.
— Och, i wmówisz mi, że taki z ciebie dobry samarytanin po czterech latach w pierdlu sam na sam z ręką… jak podobno twierdzisz! — krzyknął, mrużąc wściekle oczy. Nieważne dla niego było, że był słabszy. Mógł mu chociaż nagadać.
— Nie wydaje mi się, żeby jedynie dupa Charliego mogła mi zrekompensować tę abstynencję. Mieszkamy w Miami, książę, jest tu dużo innych facetów poza twoją śliczną ptaszyną. Niesamowite, co nie? Tak samo jak to, że są też wolni! Więc proszę cię uprzejmie, żebyś mi, kurwa, nie wmawiał, że mam ochotę wyruchać zajętą dupę! — warknął Ryan, nie dając mu się ruszyć ani na centymetr. Był silniejszy od Rusha i obaj doskonale to czuli.
Charlie tymczasem dowlókł się do nich, już całkiem otrzeźwiony. Szarpnął Ryana, żeby się odsunął.
— Już dość, cholera! Puść go!
Rush zawarczał coś pod nosem, pomagając swojemu kochankowi i też odpychając od siebie Ryana.
— Dobra, cholera, łapię! — krzyknął, nadal wrogo. — Masz się, kurwa, tylko do niego nie zbliżać, panie święty kryminalisto!
— Do jego dupy, chciałeś powiedzieć — sprostował Ryan, a Charlie pociągnął Rusha za rękę.
— Skończcie już, no! — burknął.
Rush niby dał się pociągnąć, ale nadal mierzył w Ryana wściekłym wzrokiem.
— Och, bo jego kutas to już jest niedobry? Sukinsyn! Żeby ciebie kiedyś ktoś tak widział tylko przez pryzmat twojego tyłka!
Po tych słowach kolejne wydarzenia nastały bardzo szybko. Charlie otworzył usta w niemym okrzyku, spodziewając się, co się teraz stanie. W drzwiach pojawił się Jason, za którym szedł Mike, najwyraźniej chcąc sprawdzić, czy zaginiona trójka nie rzyga po kątach. Ryan natomiast zacisnął zęby i w jednej chwili dopadł z powrotem Rusha, pchnął go z dużą mocą na ścianę, aż głucho huknęło, po czym rąbnął go pięścią w brzuch.
Jason zaklął głośno i dopadł do Ryana, łapiąc go w pasie i ciągnąc do tyłu. Rush w tym czasie z głośnym jękiem zgiął się w pół od silnego ciosu.
— Ja pierdolę, co to, kurwa…? — zająknął się Mike, podchodząc do nich, ale nie wiedział, co ma zrobić.
Charlie w tym czasie pochylił się do Rusha z przerażoną miną i objął go za ramiona, mrucząc coś w stylu „Jezuuu, żyjesz?”. A Ryan szarpnął się Jasonowi, wbijając w Rusha wkurwione spojrzenie. Tatuażysta trzymał go jednak silnie w swych szczupłych ramionach.
Rush odkaszlnął i wyprostował się dumnie, mimo bólu. Miał takie nietypowe dla siebie, twarde i wściekłe spojrzenie.
— Fizyczny. — Niemal wypluł to słowo, chwycił Charliego za nadgarstek i wyszedł z sypialni dumnym krokiem, a nie jak pokonany.
Reszta powiodła za nimi wzrokiem, a Ryan odetchnął, żeby się uspokoić. Ten głupi laluś tak sobie kpił, że miał ochotę rąbnąć go jeszcze w tę wypieszczoną buźkę.
— Puścisz mnie już? — mruknął do Jasona, a ten spojrzał na niego z góry.
— A uspokoiłeś się już? Nie wybiegniesz za nim i nie będziemy musieli zbierać na operację plastyczną?
— Wydaje mi się, że byłoby go stać — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem, chociaż wciąż wyglądał na wkurzonego. — Tak, już się uspokoiłem. Puść mnie, proszę.
Jason nie wyglądał na przekonanego, ale spełnił prośbę. Stał jednak nadal blisko… tak na wszelki wypadek.
— To o co poszło?
Ogłupiały Mike stał z boku i tylko patrzył. Alkohol utrudniał mu logiczne myślenie.
— Nic takiego. Jedynie wyśniony książę z bajki najwyraźniej nie życzy sobie, żebym pomagał kłaść się ledwo orientującemu się w czasie i przestrzeni Charliemu. Jeszcze bym go mógł przypadkiem zgwałcić, przykrywając kołdrą — zironizował Ryan. Powoli jednak uspokajał się. Nie zamierzał wspominać o ostatniej uwadze Rusha, która tak go rozjuszyła.
Jason odetchnął ciężko i wskazał mu łóżko, żeby ten usiadł. Mike w tym czasie zreflektował na tyle, że przegonił ciekawskich i zamknął drzwi od sypialni.
— Wolałbym się napić. — Ryan uśmiechnął się krzywo, ale usiadł na łóżku, opierając ręce z tyłu za plecami. Oddychał ciężko.
Jason skinął na Mike’a, który jeszcze chciał coś wspomnieć, że nie jest znowu służącym, ale i tak poszedł po alkohol. Kiedy drzwi za nim zamknęły się, tatuażysta zwrócił się do chłopaka.
— Rush patrzy na świat swoją miarą, ale jeśli zależy ci na Charliem, to nie powinieneś aż tak się wkurzać, żeby prać na kwaśne jabłko blondiego.
— Gdyby trzymał język za zębami, to by nie dostał — zauważył Ryan. — Może skarżyć się tylko na swoje niewyparzone, śliczne usteczka.
— Jest zazdrosny, Ryan… i pijany — mruknął Jason, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. Już nie dodał, że Rush i tak długo wytrzymał. Wszyscy widzieli, że Ryan trochę przesadzał.
— Nie dobieram się do zajętych facetów — warknął chłopak, zirytowany tym, jak oczywiste dla wszystkich innych było to, że najchętniej przeleciałby Charliego. — Nie ma być o co zazdrosny, Jay.
Mężczyzna spojrzał na niego z politowaniem.
— Ja to wiem, ty to wiesz, ale uwierz mi, to może tak nie wyglądać z boku.
Naraz Mike wrócił do pokoju z wódką i popitką. Od razu rozlali alkohol do kieliszków i wypili na raz. Ryan odpowiedział, dopiero kiedy się otrząsnął i popił colą.
— Coś mi mówi, że to nie jest już mój problem. Nie chciałbym stać w bezpiecznej odległości jednego metra od kumpla, bo naruszenie jego przestrzeni osobistej rujnuje świat Rusha.
Jason napił się jeszcze łyka prosto z butelki.
— Nie chodzi o to. Rush jest wściekły na ciebie, bo nie może i chyba nie umie na Charliego, który wisi na tobie.
— A do tego to „kochanie”. Ryan, no proszę cię, pomyśl, jak to brzmi dla kogoś, kto cię nie zna — wtrącił się Mike dość racjonalnie, mimo że język miał giętki.
— Och, więc jesteście po stronie odpicowanego księciunia, który zamiast wyjaśnić swojej ptaszynie, co mu się nie podoba, rzuca się na mnie z łapami. Dzięki, wiedziałem, że mnie zrozumiecie. — Ryan uśmiechnął się do nich krzywo i wyciągnął Mike’owi z rąk wódkę, po czym napił się dwa łyki z gwinta. Skrzywił się przy tym i odstawił butelkę.
Jason przewrócił oczami, a Mike spojrzał na alkohol z żalem.
— Nie jesteśmy po niczyjej stronie. Zresztą nie będę cię przekonywał, że bicie słabszego to straszne lamerstwo, Ryan. Mam własne sprawy na głowie, a wy jak chcecie, to się nawet zatłuczcie — mruknął ten pierwszy, wstając, biorąc butelkę i wychodząc.
Zagubiony Mike spojrzał za nim. Był zbyt pijany na takie poważne rozmowy.
— Chodź, Mikey, może został jakiś popcorn — rzucił po dłuższej chwili Ryan, wstając i nieco krzywym krokiem podążając do salonu. Poklepał po drodze kumpla, poganiając go.
Mike w końcu pokiwał głową i ruszył za nim chwiejnym krokiem, obijając się o framugę.

32 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 60 – Homo party

  1. Katka pisze:

    Tigram, hehehe, w takich chwilach zdaję sobie sprawę z tego, jak czytanie wcześniejszych, ale tak DUŻO wcześniejszych rozdziałów przynosi frajdę. Tyyyle smaczków :) A niektóre, nie powiem, zamierzone XD

  2. TigramIngrow pisze:

    ” Sukinsyn! Żeby ciebie kiedyś ktoś tak widział tylko przez pryzmat twojego tyłka!” Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Trafił sie Lenny…
    Dobra, może Lenny nie widzi Ryana TYLKO przez pryzmat jego tyłka, ale i tak mi się skojarzyło.

  3. Katka pisze:

    Adela, zapewne sporo ludków by się znalazło, dla których Ryan jest postacią irytującą XD Ale przyznam, że to na plus, bo w końcu lepiej tak, niż jakby był całkiem obojętny. Och, sama nie jestem pewna, czy wytrzymałabym z takim facetem dłużej niż kwadrans :) Ale kochać go kocham, bo to moje dziecko XD

  4. Adela pisze:

    Ryan strasznie minie irytuje, prawie tak bardzo jak w pierwszych rozdziałach Charlie. Tylko że Charlie ma taki boroczkowaty styl bycia i już nic na to nie poradzi, Ryana zaś to takie wymuszone chamskie szpanerstwo, brakuje mu klasy w przeciwieństwie do Jonsona.
    Ryana tez ma traumę po seksie, wcale mi go nie szkoda. :P (potwór ze mnie)
    Stawiam na molestowanie (wiem robię sie nudna) lub jakis zwyczajny gwałt.
    Nie podoba mi się zupełnie traktowanie Charliego przez Ryana.

  5. kkohaku pisze:

    sympatyczny rozdział, zwłaszcza ogólny przebieg imprezy. Mocno dopinguje Ryana w jego egzystencji, bardzo miło mnie zaskakuje za każdym razem :) moja miłość do Jaya jest zagrożona ;)
    Rush dobrze, że pokazał swoją bardziej agresywną twarz, chociaż ze starciem z Ryanem było mi go żal. No tak tutaj stoję po jego stronie, każdemu może zdarzyć się pomyłka i źle zrozumieć sytuacje.

  6. Katka pisze:

    Camelia, hehe, na razie równowaga we wszechświecie jest właśnie dzięki Katy i Ryanowi. A co do Marg… rzeczywiście jest dość szarą myszką, ale takie było założenie :) Mike chyba też już ma troszkę dość ‚ciekawych’ osobistości wokół siebie, więc mu to bardzo odpowiada :)

  7. Camelia pisze:

    Alexa nie było nad czym ubolewam, ale za to uwielbiam kiedy Rush jest zazdrosny. Pokazuje trochę charakteru nasz książę kochany.
    Ryan mnie, prawie jak zwykle irytował. Potwornie drażni mnie jego sposób bycia. Tylko czasami jest w porządku, co zresztą mówiłam ostatnio. Chociaż akurat w tym rozdziale Charlie też był okropny. I to on był w sumie winny tej całej sytuacji.
    Mimo to, Charliego lubię, tylko czasami taki z niego matoł. Ale za to słodki.

    Mam też nadzieję, że niedługo zlitujecie się nad biedną Katy i ją też „ustatkujecie”. A Mike’a mogłybyście za to „odustatkować”, żeby była równowaga we wszechświecie. Niestety Marg jest, jak dla mnie strasznie nijaka.
    No ale rozumiem, nie wszyscy mogą tacy barwni i cudowni, jak Alex <3

  8. Miyak pisze:

    Katka a ja z miłą chęcią się i na retrospekcję się zgodzę :)
    … byle bzykadło byłooooo… oni jednak musieli być odjazdową parką :)

  9. Shivunia pisze:

    Aniu hahahaha niemalże płakałam ze śmiechu czytając twoje pomysły pokrzyżowania gołąbkowego gniazdka. A jak zepsuć ich sielankę. Hmm… może niech jakiś były kochane Rusha zobaczy go kiedyś na ulicy i owładnięty nienawiścią, żalem i rozpaczą rzuci sie na niego i obaj wpadną pod samochód. Rush zginie a Charlie wpadnie w traumę. Z niej wyciągną go przyjaciele a on zdecyduje sie wybaczyć temu kolesiowi przez którego zginął jego książę. Poznają się zakochają koniec. XD Hahahaha ostra abstrakcja, niczym z Mody na Sukces ;p

  10. ania_niut pisze:

    ojej miśki, obiecałam komentarz;) ale nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy. W związku z tym pozwolę sobie na ogólne refleksje:D
    Tak strasznie, strasznie nie lubię Rusha. Po prostu nie znoszę czytać o nim. Fragmenty gdzie występuje Rush najchętniej bym pominęła. Wiem, wspominałam już kiedyś, że chciałabym żeby związek jego i Charliego się rozpadł… teraz pojawiła się iskierka nadziei! Może Ryan przyczyni się do końca tej parki, ale chwila, chwila… Ryan? Nie. On jest mesterem. Zdecydowanie nie może rozpieprzyć życia przyjaciela:( Szukajmy dalej. Jason? Wydałoby się o Alexie i spowodowałoby to jakieś niezłe spięcie między gołąbkami (pfe, pfe) Ale nie! Jason przecież się nie wygada! Następna propozycja. Mike. Wypsnęłoby mu się, że Alex jest gejem, Jason by go znielubił, wszyscy straciliby do niego zaufanie, Marg by go opuściła, a Rush by się w niej zakochał i zerwał z Charliem. No… jest to jakieś wyjście, ale nie. Mike by tego nie zrobił, a Marg jest zbyt fajna dla Rusha. Charlie! Charlie znalazłby sobie innego! …dobra, poniosło mnie. Odpada. Katy! Katy po pijaku napastowałaby Ryana, który żeby przed nią uciec schowałby się w łóżku, obok Rusha, myśląc, że to Chris i zacząłby go napastować. Świadkiem całej sytuacji byłby Charlie, który ubzdurałby sobie, że cała akcja z denerwowaniem księcia byłą tylko zasłoną dymną. W akcie rozpaczy Charlie poszedłby do Alexa i wypłakałby mu się w koszulę. Alex w afekcie za zabakteriowanie odzienia zabiłby Charliego wbijając mu sztylet do rozcinania kopert prosto w serce. Natychmiast pojąłby, czego się dopuścił. Sam fakt popełnienia zbrodni by mu nie przeszkadzał, ale ta Balladynowska plama na czele. Nie dałoby się jej zmyć! To byłby koniec Alexa. Przetarłby sobie pumeksem dziurę, aż do mózgu, co spowodowałby jego śmierć. Ale nie! Przecież to rozwaliłoby też związek Alexa i Jasona! A tego nie chcemy! Odpada.
    To koniec. Jestem ogromnie zrozpaczona i zdesperowana w tej chwili! Nic nie powstrzyma Charliego i Rusha (tak, wątpię by koniec końców jego rodzina miała coś do gadania). Nie mam nic więcej do powiedzenia. Idę knuć jakieś lepsze plany na rozbicie tego związku!

  11. Floo pisze:

    Ha ha jaka dżampreza XD I Jay dogadał si z Jayem XD
    Zaskoczyła i nie zaskoczyła mnie reakcja Rush’a. No rozumiem że mu nerwy puściły i się rzucił na Ryana ale… ten komentarz ostatni bo już było zagranie wyjątkowo chamskie i poniżej pasa i godności Rush’a. Mam szczerą nadzieje że Charli nie przejdzie nad tym do porządku dziennego i opierdzieli Rush’a za to zachowanie!

    Ciekawa jestem jak to było z Ryanem że tak gwałtownie reaguje na obmacywanie tyłka. Czyżby jakieś złe wspomnienia :(? Mam nadzieję że nie, i że tylko jest na tym punkcie przewrażliwiony…. tylko żeby aż tak?!

    Jak zawsze podobał mi się Jason :D. Ja normalnie mam słabość do tego olbrzyma który tak uparcie kreuje się na takiego olewacza.. a przejmuje się wszystkim i wszystkimi, zwłaszcza jak to dotyczy jego przyjaciół :P Ja go po prostu KOCHAM!
    Ej może napiszcie jakąś, chociaż krótką wzmiankę o tym jak z tym wszystkim czuje się Alex, zwłaszcza mając przed soba wizje braku sexu z Jasonem. I w odóle więcej Jasona i Alexa proszę XD

    I tego tam tego… miałam coś jeszcze napisać i… w sumie nie pamiętam co przez tego Jasona XD
    A z innej beczki, jestem zaskoczona tym że w tym rozdziale jest wyjątkowo dużo błędów w końcówkach słów… Przeżyłam normalnie szok :P

    AAA! Wiem co chciałam napisać! EMMA! Ona jest boska XD i jak fajnie zaczyna opowiadać jak wypije trochę. Mężowi TROCHĘ tylko współczuję ale widać że się dobrze dobrali! Niech im się wiedzie jak najlepiej :D

  12. Katka pisze:

    Tamiya, kobiety lgną do Jasona… Coś w tym musi być. Jest dla nich dość miły, jak się porówna, jaki może być wredny dla niektórych facetów XD No i przecież to Jay tatuuje częściej laski niż Charlie :) Ma więcej wyczucia, haha. A Rush ma szczęście, że nie rozwalił deski Ryana XD Inaczej by z nim było źle, haha.

  13. Tamiya pisze:

    No, w końcu mogę skomentować! :D Gdzie jest Chriiiis? Ja jestem bardzo głupia i bardzo nielogiczna, więc jak tylko pisało, że dzwonek do drzwi, to ja „Chris?! Czy to może Chris?!”. Nie pytajcie mnie jak ja sobie to wykombinowałam. Na serio. Po prostu uznałam, że Chris to się zamieni w takiego małego stalkera, zdobędzie adres i wbije akurat na imprezę. Od samego początku to było bardzo nielogiczne i niemożliwe, ale i tak poczułam się rozczarowana. Mam nową obsesję, no proszę _-_

    Haha, Ryan sprząta w podobny sposób jak ja! Odkładam na później, odkładam, a jak już nie ma czasu to panika, wszystko zwijam w kulkę i do szafy XDD
    Biedny Jay :< On nie wie, co ma robić i ja go dobrze rozumiem. Niby tak mu się podoba Alex i chciałby z nim być, ale ta świadomość, że jest narzeczona i, że to się będzie MUSIAŁO kiedyś skończyć, ze względu na pokręconą sytuację rodzinną :< (ale i tak lepiej ma Alex niż David, który ma żonę i dzieciaki). Ale wierzę, że oni jednak będą razem! (tak btw. brakowało mi też Alexa tutaj! ;_; )

    Ja już lubiłam Emmę wcześniej, ale teraz jeszcze bardziej xD Ona jest zakręcona i taka bezpośrednia. Co ten mąż z nią ma, hahaha XD
    Mam nadzieję, że ten cały Scott jest hetero, jest miły, kochany i będzie razem z Katy! o! Facet jej się należy. Taki porządny.
    Strasznie mnie ciekawi czemu Ryan aż TAK reaguje na zwykłe klepanie po tyłku (i co pomyślałam? Że Chris będzie za takie klepanie nieźle po uszach dostawał. obsesja _-_).A Charlie głupek, no okej, nachlał się, ale ma faceta, a klepie Ryana po tyłku. Ech, trudny z niego człowiek. A spaniel przystąpił do ataku XD Rozbawiło mnie, że Ryan nie przejął się sobą tylko deską :D I potem jak wybuchł, jej. Oby Rush tego nie pamiętał, bo będzie go gnębił.
    Ja tam lubię jak Ryan tak do Charliego per. "kochanie", przytula, czochra po włosach XD To działa na nerwy Rushowi, a poza tym to jakoś pasuje mi do samego Ryana. Takie drażnienie ludzi.

    A tak btw. doszłam do wniosku, że kobiety to lubią Jasona :D Katy tak do niego lgnie, Emma też i ogólnie jakoś babki na niego nie narzekają. Aż mi się przypomniał fic Sdie, gdzie Jay zarywał recepcjonistkę, żeby zdobyć adres Greyów i potem sobie myślał, jaki to on jest zajebisty XDD

  14. Katka pisze:

    Fanta, ja bym chciała zobaczyć wtedy minę męża Emmy, haha XD Ale musiał być czerwoniutki, hehe.

    Miyak, słodkie pragnienie :) A liczy się retrospekcja? Bo jeśli tak to mogę coś z tym zrobić XD

  15. Miyak pisze:

    A ja to bym chciała żeby Ryan był z Charliem… buuuuuu… chociaz o ich jednym wyskoku napiszcieeeeeeeeee.

  16. fanta pisze:

    T.T

    anie słowa o Alexie i Jayu. takiego ‚fizycznego’ (xD) słowa o.o. a buuuu…
    ale ta emma niezła była, cholera xDD ten jej mąż musiał się… erm… cóż. musiał poczuć się trochę niefajnie jak tak palnęła :D
    a potem ta akcja w sypialni… lol :D Rush jak mu jebnął na tą deskę… hahaha : D

  17. Katka pisze:

    Ale on serio jest logiczny no XD I te jego „logiczne” tłumaczenia… Wystarczy tylko się odpowiednio skupić i znaleźć sens w całej rozwlekłej wypowiedzi, w której co prawda jest 70% bełkotu, 20% wykpienia się z tematu, ale te 10% sensu! XD

  18. Shivunia pisze:

    Kat… on dla CIEBIE jest logiczny. A tyłek Ryana… on ma po prostu coś z głową ja wam mówię. I te jego logiczne tłumaczenia hahahaha
    Bo on oczywiście wam to wszystko „logicznie” wytłumaczy.

  19. Katka pisze:

    Elis, oj tak, coś w tym jest, że Ryan nie pozwala sobie tyłka macać. Przy czym ja nie mogę powiedzieć CO, bo to raczej wyjdzie… Chociaż z drugiej strony ja nie widzę takiego jednego, silnego czynnika, który to spowodował. Jakoś składa mi się na to cały jego charakter, no i wiadomo, jakieś tam własne doświadczenia. Ale myślę, że Ryan mimo swojego dziwnego kodeksu i sprzecznego z nim sposobu bycia jest dość logiczny, więc jak go lepiej poznacie to się wszystko złoży w jedną całość :)

  20. Elis pisze:

    Rush pokazał swoje pazurki. Był wspaniały i ta wściekłość w oczach. Tylko to nie Ryan powinien oberwać tylko Charlie. To on ciągle klei się do czarnookiego. Owszem Ryan też powinien powstrzymać się przed gadaniem do Charliego „kochanie” tak jak by to był jego chłopak. Chociaż mnie to nie przeszkadza, ale blondiemu tak. Podziwiam to, że i tak był bardzo długo cierpliwy.
    Tylko teraz zaciekawiłyście mnie Ryanem, a raczej tym, że nie pozwala się dotykać po tyłku. Nawet w seksie też jego partner ma zakaz to robić, sądząc z tego co mówił Charlie. I pytanie dlaczego? Na uwagę Rusha zareagował szczególnie agresywnie. Rozumiem, że to typowy dominator, ale pogłaskać się nawet nie da. Coś w tym musi być.

    Imprezka fajna. Em i jej mąż są świetni. I to jak on się czerwienił na wzmiankę co robi mu żoneczka było słodkie. :)

    Co do Jasona to niech nie próbuje zostawić Alexa. Domyślam się jak się czuje przez ta narzeczoną, no, ale musi walczyć. Takiego faceta się nie oddaje. :D

  21. Katka pisze:

    Yuriko, Ryan Charliego przede wszystkim bardzo protekcjonalnie traktuje :) A co do stosunku 1:1… no cóż, tak bywa, haha.

  22. Yuriko-chan pisze:

    ja tez lubie Em i jej meza :P

    ej, mi sie nie podoba ze stosunek fdts do nbts jest 1:1 xD haha xD

  23. Yuriko-chan pisze:

    Skad ja wiedzialam ze predzej czy pozniej puszczą im nerwy heh stalo sie. Uwazam ze Rush dobrze powiedzial Ryanowi. Moim zdaniem tez troche przedmiotowo charliego ryan traktuje ;D Rush w wersji wkurzonej jest bardziej seksi niz normalnie ;P a Ryan mnie wkurzyl.. no wiedzialam ze to sie zle skonczy jak polezli do tej sypialni, wiedzialam po prostu. Zdaje sobie sprawe ze rush przesadzil a Ryan zachowywal sie okej, ale na miejscu Rusha juz bym dawno szalu dostala.

    Po tym rysunku Gazelki chce Jasona i aleksa ;D namaluj ich razeeeeeeem ;DDD awww

  24. Katka pisze:

    LordKurak, Jason już właściwie od jakiegoś czasu chciał faceta. Po prostu zdarzali mu się dotychczas tylko tacy, z którymi mógł na jedną noc. Alex go zafascynował nie tylko ciałem, ale i charakterem. I jest dojrzały, a Jason właśnie chciał kogoś dojrzałego, a trzeba zauważyć, że dotąd pieprzył się tylko z chłopakami w wieku Charliego.
    No i jeszcze co do zmiany dnia publikacji. Cieszę się, że tak jest Ci bardziej na rękę :) I wiecie, to publikowanie jest dla Was, więc jak coś Wam nie pasuje na naszej stronie, to walcie wprost. Zawsze można przecież coś zmienić, nie? :)

  25. LordKurak pisze:

    Bardzo się cieszę, że zmienił się dzień publikacji FDTS, bo w ciągu tygodnia nie bardzo mam czas (i tak czytałam, ale potem miałam wyrzuty sumienia :D)
    Świetny rozdział, fajnie że na imprezie pojawiły się jakieś nowe twarze. Kibicuję Kat żeby nareszcie udało jej się kogoś znaleźć dla siebie.
    Rozbawiło mnie, że Rush z Marg rozmawiali sobie o grach, jak dzieci :P pewnie ostatnio nie mieli okazji razem pograj jak blondi się wyprowadził.
    Ciekawe czy Em spełniła by obietnicę gdyby Charlie powiedział, że się zgadza XD
    Hahaha Rush ma cięższy okres… i dobrze mu tak :D Nareszcie doszło do konfrontacji. Zastanawia mnie dlaczego Ryan jest taki czuły na uwagi tego typu, że zareagował tak gwałtownie. Ciekawe czy książę nie był na tyle pijany żeby zauważyć tą zależność żeby to jakoś wykorzystać w przyszłości :P Już widzę jakie urocze rozmowy będą między sobą prowadzić po tej imprezie. Charlie chyba przestanie się oszukiwać, że jeszcze się polubią.
    Denerwuje mnie trochę Jay z tym zastanawianiem się i angażowaniem w związek z Alexem :P zdecydowanie bardziej do niego pasuje spotykanie się z kimś tylko na niezobowiązujący sex. Może jeszcze się przekonam do ich związku, ale na razie ubolewam, że jest o nim tak dużo i zajmują miejsce innym postacią :P

  26. Katka pisze:

    Sdie, w następnym rozdziale może :)))

    Shinu, wiesz, Ryan doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to co robi może wkurzać Rusha, ale on jest taki, że sobie nie odmówi tego co lubi, bo ktoś tam uważa inaczej :) Rush oczywiście miał pełne prawo się wkurzyć, ale z drugiej strony… no Ryan naprawdę nic nie zrobił XD To Charliemu się powinno dostać, hehe :)

  27. Shinu pisze:

    Ach, jak punktualnie dodana notka ;3

    Wybaczcie… jestem zbyt zmęczona na konstruktywny komentarz toteż powiem tylko tyle, ze rozwaliły mnie kulki analne, cała postać Em i jej wiernego męża – oni sa genialni! xD Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie polubiłam parki hetero xD.
    Rozmowa Jaya z Mikem – w kółko myślałam tylko „NIEEE!”, niech Jay nawet nie myśli o zakończeniu relacji z Alexem, to zabronione. On ma go kochać i Alex ma to odwzajemniać, mają się pieprzyć w rękawiczkach tyle ile się da i jeszcze dłużej, a narzeczona lodowej królowej niech idzie do księcia Harryego(ostatni wolny xD), albo niech zginie w jakimś wypadku czy… cokolwiek byle żeby jej nie było! A co!
    Wy to umiecie budować napięcie, niby wiem, że Ryan nie jest typem osoby, która miałaby sie przestać z kimś zajętym, ale przez chwilę to naprawdę myślałam, że to zrobią. Biedny Charlie, gdyby nie Ryan z bardziej trzeźwym umysłem, już dawno zdradził by Rusha… no i te ich flirty, teksty… masakra! Byłam pewna, że się chociaż pocałują, a raczej, że to Charlie nagle rzuci sie na Ryana, a tu proszę – ten go po dupie maca! xD
    Rush W KOŃCU pokazał pazurki. Dziwię się, że dopiero teraz, a jeszcze bardziej zastanawia mnie to czemu z Ryana jest taki idiota, że nie potrafi zrozumieć zachowania Rusha? Moim zdaniem jest ono całkowicie uzasadnione i normalne w przypadku faceta, który broni swojej „własności”.

    I muszę rzec, że nie lubię Marg. Nie wiem czemu, taka niewyraźna jest.
    A Charlie zaczyna mnie wkurzać… tzn, cały czas tylko kłopoty sprawia, a nie umie ich naprawić, jak widze jak sie zachowuje („Jezuuu, żyjesz?”) to przychodzi mi na myśl słowo „ciota” – tyle, że w obraźliwym znaczeniu.
    Ale cóż począć… dam mu jeszcze szansę ;]

    I niech Katy sobie w końcu faceta znajdzie! Żal mi jej! ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s