Fire Dragon Tattoo Studio – 58 – Darmowy obiadek

Ryan zerknął do portfela, gdy pakował rzeczy po pracy do plecaka. Na obiad było. Schował portfel, wsadził komórkę do kieszeni jeansów i zarzucił plecak na ramię. Miał na sobie jeszcze tylko nieodłączny łańcuszek z krzyżykiem, który widać było pod rozpiętą koszulką na jego odsłoniętej klatce piersiowej.
Machnął na pożegnanie dziewczynie w recepcji, posyłając jej uśmiech, a następnie wyszedł z budynku, aby skierować się w stronę miasta do jakiejś knajpy. Po ostatnim eksperymencie w kuchni postanowił nie próbować robić nic bardziej skomplikowanego niż jajecznica. Tylko ona mu wychodziła. Jako tako. Sucha i trochę przypalona, ale zjadliwa. Nieważne. Teraz chciał mięsa.
Zamyślony szedł przez parking, aż usłyszał radosny, ale głośny pisk. Odwrócił głowę, żeby zobaczyć, co to za dziewczyna i co ją tak uradowało, ale kiedy jego oczom ukazał się nie kto inny jak Chris, zastygł w bezruchu na ułamek sekundy. Na twarzy nie pokazał grymasu zniesmaczenia tylko dlatego, że potrafił nad sobą panować.
Udał, że nic nie zauważył i szedł dalej przed siebie. Modlił się w duchu, żeby ten różowy cudak nie podszedł. Sromotnie się pomylił, bo niecałe trzydzieści sekund później miał go już wiszącego na ramionach. Niemal czuł jego kościste łokcie wbijające mu się w barki oraz… damskie perfumy.
— O Bożusiu, przystojniaku, to ty! Ale ja mam dziś szczęście! — Chris zaśmiał się mu nad uchem, w końcu go puszczając i stając przed nim. — Pamiętasz mnie?
Oczy Ryana rozszerzyły się na chwilę. Był zaskoczony takim atakiem, więc rzucił mu groźne spojrzenie.
— Niestety niełatwo cię zapomnieć. I nie rzucaj się tak na mnie, proszę. Istnieje coś takiego jak przestrzeń osobista i jeśli się kogoś dobrze nie zna, nie można być pewnym, w jakim stopniu takie ataki mogą ją naruszyć. — Uśmiechnął się przy tych słowach wymuszenie. Już się zastanawiał, czy nie zapiąć jednak koszulki.
Blondyn z różowymi pasemkami pokiwał energicznie głową i poprawił pojedyncze pasemko za ucho. Tym razem nie trzymała go widocznie żadna spineczka.
— Jasne. Spoczko. Już skończyłeś pracę?
— Nie, no co ty? Przebrałem się tylko w normalne ciuchy, spakowałem i wyszedłem, żeby kupić kawę i wrócić. Tak, skończyłem — odpowiedział Ryan i ruszył przed siebie.
Chris zmarszczył brwi, ale podążył za nim.
— I co? Gdzie się wybierasz? Do domku na obiadek?
Ryan skrzywił się w duchu, słysząc te liczne zdrobnienia. Sfrustrowany odparł:
— Niestety moim dzisiejszym obiadem będzie jakiś burger i frytki na mieście. Moja kuchnia nie jest przystosowana do moich „umiejętności” kucharskich. Mógłbyś mi jednak wyjaśnić, w czym ci ta wiedza pomogła?
Chłopak wzruszył chudymi ramionami. Miał na sobie koszulkę na ramiączka i białe spodnie oraz japonki. Wszystko razem ładnie zestawione i markowe.
— Chciałem wiedzieć, to spytałem. — Szedł niebezpiecznie blisko trenera. — A nie wolisz zjeść czegoś zdrowszego? Jako mój trener powinieneś dawać mi świetlany przykład.
— Bardzo dziękuję za troskę. Niepotrzebna. — Ryan uśmiechnął się uprzejmie, odsuwając się trochę od niego. Co ten ciotek się tak przyczepił? Był pewien, że nie okazywał mu zainteresowania.
Chris wydął usta, zastanawiając się. Cholera, to chyba moment, kiedy czas było pójść za radą mamusi.
— A nie chciałbyś, żebym ci coś pysznego ugotował? — zagadnął, ponownie się z nim zrównując. Przez żołądek do serca, jak to mamusia mówiła.
Ryan spojrzał na niego z irytacją, ale zawahał się. Żeby dać sobie czas, odpowiedział:
— A skąd pewność, że nie jestem socjopatycznym mordercą i cię nie pochlastam, kiedy już do ciebie przyjdziemy? — W międzyczasie myślał, czy pójście z tym kolesiem na darmowe żarcie nie sprawiłoby, że ten ubzdurałby sobie jego zainteresowanie. Z drugiej strony… domowe jedzenie…
Chris zaśmiał się, aż zasłaniając sobie usta dłonią jak delikatna dziewczynka. Bardzo go ta uwaga rozbawiła.
— Jakbyś był, to zwabiłbyś mnie gdzieś indziej, no i byłbyś bardziej zainteresowany. Co najmniej jak ja tobą — zamruczał, wieszając mu się na ramieniu. Mimo że był wysoki, był strasznie lekki.
Ryan zmarszczył brwi, wymownym gestem zdjął jego ramię z siebie i odsunął się.
— Nie obłapiaj mnie, proszę. Przykro mi, że nie rozumiesz słowa „niezainteresowany”. Może jestem za mało bezpośredni.
— No, ale ja cię tylko na obiad zapraszam. — Chris zaśmiał się radośnie, w ogóle niezrażony. To było aż straszne. — Poza tym, jakbym miał każdego „niezainteresowanego” faceta traktować serio, to nigdy bym niczego nie osiągnął. To jak? Co chcesz na obiad?
— Za… mięso byłbym wdzięczny. — Ryan westchnął wreszcie. Uznał, że przecierpi jego towarzystwo, skoro miał dostać darmowy obiad.
Chris jeszcze szerzej się uśmiechnął. Na ustach musiał mieć błyszczyk, bo te znowu dziwnie się mieniły.
— To jedziemy do mnie! — zadecydował. — Gdzie zaparkowałeś?
Ryan zmarszczył się, w duchu niezadowolony z tego pytania.
— Moje Ferrari wciąż stoi w salonie samochodowym, czekając, aż je kupię — wyjaśnił pokrętnie z wymownym uśmiechem.
Chris zamrugał wymalowanymi oczami.
— Spoko. Chodź, tam zaparkowałem. — Ruszył w drugą stronę niż ta, w którą do tej pory zmierzali. W ostatniej chwili opanował się przed pociągnięciem Ryana za rękę.
Ten powstrzymywał się przed cisnącymi się do głowy niechcianymi myślami. Chris był co najmniej frustrujący. Wydawał się niezrażony jego ostentacyjnym niezainteresowaniem. A przecież nie wysilał się na bycie miłym. Na tyle, na ile miał to wpojone, był uprzejmy, ale wydawało mu się, że wystarczająco otwarcie okazywał niechęć. Mimo że otwartość nie była jego atutem. Modlił się tylko, żeby samochód Chrisa nie był równie przegięty co on. Nie mógłby wsiąść do różowego garbuska.
I po raz kolejny tego dnia jego nerwy zostały wystawione na ciężką próbę, bo jak jeszcze samochód nie był różowy, tak był słonecznie żółtym mini. I w mniemaniu Chrisa, który wyraził swoje zdanie głośno, był przeuroczy.
Ryan policzył w myślach do dziesięciu, rozejrzał się, czy przypadkiem nikt nie widział, po czym wpakował się do samochodu. Zaklął po raz kolejny. I to wszystko za darmowe żarcie. Starał się nie okazać aż tak wielkiego zniesmaczenia, jakie go ogarnęło. Znowu miał potrzebę znalezienia się co najmniej wśród batalionu męskich żołnierzy.
Całą drogą spędzili na rozmawianiu. Właściwie to Chris prowadził monolog o wszystkim i o niczym, a Ryan, chcąc nie chcąc, go słuchał. To była niezwykła zmiana w obliczu tego, że zazwyczaj on sam więcej nawijał.
Kiedy dojechali na miejsce, szczęśliwy z możliwości wyjścia z samochodu Ryan odetchnął głęboko. Dzięki słońcu, na którym spędzał dużo czasu, był przyjemnie opalony.
Obejrzał się wyczekująco na Chrisa, a ten wysiadł z auta, zamknął go i ruszył w stronę uroczego domu, w dobrej dzielnicy, z eleganckim podjazdem pod garaż i zadbanym ogródkiem. Do środka wszedł pierwszy, niosąc swoją niby męską torebkę.
Ryan powlókł się za nim, bojąc się tego, co zastanie w środku. Tam o dziwo większość wnętrza zachowana była w dobrym stylu. Pomijając liczne kocie zabawki walające się dosłownie wszędzie i fikuśne drapaki dla milusińskich Chrisa.
— Co zrobisz na obiad? — zapytał, odkładając plecak przy drzwiach i wchodząc za nim głębiej.
— Mogę ci potrawkę z kurczaka usmażyć, z ziemniaczkami… albo powinienem mieć jeszcze łososia, to byśmy go na grillu zrobili — rzucił gospodarz, truchtając na palcach do niedużej kuchni jak dziewczyna w ciasnej, krótkiej spódniczce.
Wnętrze było zawalone bibelotami, drobnymi, kolorowymi filiżankami i licznymi serwetkami w dziwne wzorki, nie mniej infantylne niż sam ich właściciel.
— Jestem pewien, że kurczak wystarczy. To ty się tu baw, a ja pójdę się zapoznać z twoimi kotami — stwierdził Ryan. Na pewno będą łatwiejsze do zniesienia niż Chris.
Chłopak zamrugał, po czym uśmiechnął się, jakby wygrał milion w totka. Rzadko który facet tak lubił koty. A przynajmniej żaden z tych, których on spotykał.
— Dobrze, tylko uważaj, żeby Sechmet cię nie udrapała! — krzyknął za nim.
— Postaram się jej nie prowokować — zapewnił Ryan i udał się na poszukiwanie kotów. Wiedział, że nie będą dorastały Jayowi do pięt, ale tak czy tak to koty. Lubił te futrzaki.
Kiedy zwiedzał pedantyczne mieszkanko Chrisa, poczuł, jak coś ciepłego otarło mu się o łydkę. Spojrzał w dół i ujrzał syjamskiego kota. Przykucnął i wyciągnął rękę, żeby go pogłaskać. Ten zamruczał, ocierając się o jego dłoń i domagając pieszczot. Na jego szyi pobłyskiwał medalik na obróżce.
Ryan nieświadomie uśmiechnął się pod nosem, głaszcząc kota. Co prawda nie był tak puszysty jak Jay, ale nawet uroczy. Aż mu go było żal. Musiał mieszkać z tym różowym dziwadłem.
Zwierzak wydawał się ze swojego życia bardzo zadowolony. Po chwili Ryan zobaczył kawałek dalej drugiego syjama. Patrzył na chłopaka z dystansem i musiała to być właśnie ta Sechmet. Nie wydawała się aż taka milusińska jak jej koleżanka.
Chłopak popatrzył na nią, głaszcząc cały czas bardziej dotykalskiego kota. Wyciągnął jednak zachęcająco rękę do drugiego. Póki skupiał się na kotach i zapachu dochodzącym z kuchni, mógł przeżyć pobyt w domu tego przegiętego ciotka.
Druga kotka w końcu dumnie do niego podeszła, po czym, ignorując jego rękę, otarła się o niego sama. Dumna pani. Ryan zaśmiał się, przysiadł na podłodze i głaskał kotki. Ciekaw był, czy Jay wyczuje ich zapach, kiedy wróci do domu.
Te rozmyślania przerwał mu głos Chrisa i cudowny zapach dochodzący z kuchni. Aż mu kiszki marsza zagrały.
— Ryan, już gotowe! Umyj ręce i chodź do stołu.
Chłopak podniósł się z podłogi, pogłaskał na odchodne koty i ruszył na poszukiwanie łazienki. Kiedy ją znalazł, umył ręce i spojrzał na siebie w lustrze. Zmarszczył brwi i zapiął wszystkie guziki koszulki, żeby przypadkiem Chris się nie gapił. Potem jeszcze rozejrzał się po bladoróżowych kafelkach i dziwnych kosmetykach, nim ruszył do kuchni.
Mógłby ją znaleźć z zamkniętymi oczami. Pachniało od niej cudownie. A do tego, kiedy do niej wszedł, jego zmysł wzroku został przyjemnie połechtany, bo wszystko, co było na stole, wyglądało niemal jak w drogiej restauracji. Chris stał obok, uśmiechając się promiennie nadal z fartuszkiem na sobie.
— Mmm… Wygląda jak jedzenie — zamruczał Ryan, siadając przy stole.
— To chyba dobrze, co nie? Jedz, jedz i mów, jakbyś czegoś jeszcze chciał.
Gość skinął głową i skupił się na jedzeniu. Kurczak smakował jak kurczak i to dobrze doprawiony. Ziemniaki jak ziemniaki. Ogólnie było bardzo smaczne. I darmowe.
— I jak? Smakuje? — zagadnął Chris. — Piwa?
Ryan uniósł na niego wzrok i uśmiechnął się kątem ust. I darmowe piwo. Chyba jednak warto było tutaj zawitać.
— Tak, poproszę. A kurczak bardzo smaczny.
Chris był zadowolony. Ryan już był milszy. Widział coraz jaśniej swoje szanse. Ale nic nie powiedział, żeby nie zapeszyć.
Wyjął z lodówki jedno piwo i nalawszy je do kufla, podał Ryanowi, uśmiechając się zalotnie. Chłopak skinął głową, ignorując uśmiech i napił się piwa. Oparł się wygodniej o oparcie, krojąc kurczaka.
— A ty nie jesz? — Spojrzał na niego czujnie.
Gospodarz pokręcił głową, bawiąc się swoimi długimi palcami i patrząc na Ryana spod długich rzęs.
— Nie, nie. Już jadłem, a poza tym dbam o linię.
Ryan wyglądał na lekko zniesmaczonego. „O linię”. Jak kobieta. Facet dba o budowę.
— Wiesz, mężczyźni inaczej spalają kalorie niż kobiety, więc mogę cię z całą szczerością zapewnić, że nie przytyjesz drastycznie, jak zjesz kawałek mięsa — zauważył, powstrzymując się przed dodaniem „chociaż twój wygląd jest bardziej zbliżony do kobiety niż faceta”.
Chris machnął ręką w typowo przegięty sposób, a drugą założył pod klatką piersiową.
— Wolę nie ryzykować, a poza tym mam swoją zbilansowaną dietę. Nie martw się mną, tylko jedz na zdrowie.
Ryan nie zamierzał się spierać i skupił się na jedzeniu i piwie. Im mniej musiał rozmawiać z tym dziwadłem, tym lepiej. Wolał nie patrzeć na niego, żeby nie widzieć, jak ten rozbierał go znowu wzrokiem. To by mu mogło zepsuć apetyt. Kurczak jednak był wyśmienity. Czuł, że się naje.
Chris przestąpił z nogi na nogę, obserwując go.
— Widziałem, że moje kicie cię polubiły — wypalił, a Ryan zerknął na niego, przełknął ziemniaki i odparł:
— Nie podrapały mnie, więc chyba tak.
— One wyczuwają fajnych facetów — zamruczał Chris, prężąc się seksownie, ale Ryan nie zwrócił na to uwagi. Kurczak wydawał się go bardziej interesować.
— Niesamowite. — Uśmiechnął się uprzejmie i zapchał mięsem.
Chris oblizał swoje wybłyszczykowane usteczka, podchodząc bliżej i przycupując na krześle obok.
— Wiesz… bo jeśli chcesz, to możesz do mnie częściej zaglądać.
Ryan zaklął w duchu po raz kolejny, patrząc na niego. No co się tak przylepił? Przecież ten chłopak nawet nie mógł wiedzieć, że jest gejem.
— Bardzo miło z twojej strony, ale niestety nie miałbyś z tego żadnej korzyści.
— No, ale jak to? Przecież miałbym twoją osobę do towarzystwa. — Chris zachichotał słodkim głosem.
— Coś mi mówi, że oczekujesz czegoś więcej. — Ryan uśmiechnął się kpiąco, przełknął ostatni kęs i odwrócił się trochę bokiem na krześle, popijając piwo.
— Nie mówię, że nie. Ale ten stan zawsze można zmienić.
— Nie licz na nic z mojej strony, proszę. Nie dałem ci żadnego znaku, że mogę być zainteresowany facetami… — takimi jak ty, dokończył sobie w myślach.
Chris zastanowił się, opierając ręce o biodra.
— Nie?
— Mhm.
— Hmm… A zastanawiające, że nie możesz jakoś bezpośrednio też zaprzeczyć, że nie jesteś homo — zamruczał nadmiernie przymilnie. Aż nieprzyjemnie.
— Nie widzę potrzeby, żeby to robić, skoro jakiejkolwiek orientacji bym nie był, nie kręcisz mnie — odparł Ryan spokojnie, dopijając piwo.
Chris prychnął pod nosem, a do kuchni wkroczyła jedna z kotek. Wziął ją na ręce.
— Jak chcesz. Nie będę nachalny — mruknął. — Ale i tak zapraszam na obiad.
Gość skinął głową i uniósł się z krzesła.
— Dzięki — rzucił i podrapał za uszami kota, którego trzymał Chris. — Będę się zbierać.
— Podwieźć cię gdzieś?
— Nie trzeba, dziękuję, poradzę sobie — zapewnił Ryan, wychodząc do przedpokoju, żeby założyć buty. Kiedy to zrobił, przerzucił jeszcze przez ramię plecak i spojrzał na ciotka. Wciąż nie ogarniał, jak facet mógł się tak ubierać. I malować. I farbować włosy w różowe pasemka. Jak dziewczynka. Odetchnął w duchu z irytacji. — Dzięki za obiad — dodał mimo to. Był przyjemnie pełny dobrego jedzenia. Za darmo.
Chris stanął kilka kroków od niego, opierając się ramieniem o ścianę, na której wisiały jego i chyba jego rodziców zdjęcia. Na innym był prawdopodobnie z przyjaciółmi. Ogólnie takich ramek było sporo.
— Spoko, polecam się na przyszłość. — Zaśmiał się filuternie.
Ryan skinął głową i wyszedł z mieszkania, kierując się w stronę najbliższego przystanku. Odetchnął, kiedy uwolnił się z tego towarzystwa. Chris był albo zdesperowany, albo serio tak mu się podobał, albo był zwyczajnie odporny na jego docinki. Nie zmieniało to jednak faktu, że Ryan nie widział w nim nic pociągającego. Potrzebował męskiego faceta.
Myślał, kiedy szedł spokojnie chodnikiem. Pasywnego, ale tak… na pewno męskiego…

***

W nozdrza Mike’a uderzył przyjemny zapach gorącej kawy, kiedy Charlie postawił jeden kubek przed nim na stoliku, a z drugim usiadł obok na czerwonej kanapie w studiu. Sięgnął po ołówek oraz swój szkicownik, żeby dokończyć wzór. Klient miał przyjść go zobaczyć za jakieś dwie godziny. Mike tymczasem sięgnął po kawę, przeglądając papiery z firmy. Niby mógł to zrobić w biurze po godzinach albo w domu, ale w studiu była zwykle bardzo fajna atmosfera. Czuł się tu zrelaksowany po czasem stresującej robocie w firmie. Mógł się w spokoju napić kawy, pogadać, czy wyskoczyć z Jasonem na papierosa. Do tego z głośników sączyła się cicha muzyka i czasem przewijali się jacyś klienci, zasilając kasę w studiu.
Z wnętrza słychać było rozmowę Kate z klientką, której ta przekłuwała sutki. Jason w tym czasie siedział za kontuarem i przeglądał ich album ze wzorami, porządkując je. Ogólne w studiu panowała bardzo spokojna atmosfera. Zmącić ją udało się dopiero telefonowi, który zaczął dzwonić tuż obok najstarszego z obecnych. Tatuażysta odebrał. Znowu zastrzeżony. Domyślał się kto to.
— Tak? — mruknął do telefonu, zerkając przy okazji na dwójkę siedzącą naprzeciwko na kanapie. Byli raczej zajęci swoimi sprawami.
— Nie przeszkadzam ci w pracy? — Usłyszał znajomy głos. Po ostatniej nocy, którą spędził u Jasona, Alex nie odzywał się dobry tydzień.
— Nie, spoko. Nie mam teraz klienta — odparł, a Mike uniósł na moment wzrok znad papierów. Jason tylko uśmiechnął się pod nosem, a chłopak zmarszczył brwi, ale po chwili namysłu wrócił do papierów. Nie chciał więcej wiedzieć.
— Mhm… To dobrze. Dzwonię, bo chciałem podziękować za ostatni raz i przeprosić, że wyszedłem bez słowa. Nie chciałem cię budzić.
— Spoko, ale jakbyś poczekał, to zrobiłbym śniadanie — zachrypiał Jason.
Mike zerknął na tatuażystę ze śladem uśmiechu na twarzy. Charlie tymczasem uniósł wzrok znad swojego szkicu i rzucił bezgłośnie do Mike’a ze zmarszczonymi brwiami:
— Ma jakiegoś nowego chłopaczka?
Manager, udając głupiego, wzruszył ramionami. W tym czasie Jason dalej gadał ze starszym bratem Rusha.
— Nie, to nie było konieczne, ale dziękuję za troskę. I… i jeśli chcesz — Alex urwał na moment — możesz czuć się zaproszony na kolację. Jednakże jestem też skłonny przyjąć inną propozycję.
Jason zachichotał, słysząc znowu ten formalny ton.
— No, jak zapraszasz, to nie odmówię — zamruczał, a Charlie gapił się na niego z coraz bardziej ogłupiałą miną.
Mike szturchnął go, aby wrócił do swojej pracy, a nie niegrzecznie podsłuchiwał. Alex za to prychnął do telefonu.
— Dobrze więc. Jeśli tak mówisz, to wierzę, że sprawisz mi też tę przyjemność i będziesz ubrany stosownie, kiedy po ciebie przyjadę jutro o ósmej wieczór? — Miał spokojny głos, ale dało się w nim wyczuć ślady zadowolenia.
— A gdzie chcesz pojechać? — spytał Jason, już się domyślając, że będzie to jakaś droga, elegancka restauracja.
— Tam gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać. Wystarczy, że złagodzisz odrobinę swój wizerunek. — Usłyszał enigmatyczną odpowiedź.
— Mhm — odmruknął i widząc, że Kate wyszła z pracowni z klientką i chwilowo nikt nie zwracał na niego uwagi, dodał ze złośliwym uśmieszkiem: — To zapraszasz mnie na randkę, hm?
W telefonie panowała przedłużająca się cisza i Jason już miał coś dodać na złagodzenie tych słów, ale w końcu usłyszał ciche:
— Tak… Jednak nie znaczy to, że zgadzam się na twoją propozycję.
— A… No, okej — odparł, zaskoczony tymi słowami. — To jutro o ósmej — potwierdził, odsuwając się trochę na obrotowym krzesełku, kiedy Kate chowała pieniądze do kasy.
— Dokładnie tak. — Usłyszał w telefonie znowu całkowicie wyprany z emocji głos blondyna.
— To na razie — pożegnał się, powstrzymując chcący mu wypłynąć na twarz uśmiech.
Jak na jego gust, odległości czasowe w ich spotkaniach były zbyt długie, ale nie miał na co narzekać, skoro widać było, że lodowa królowa chciała się z nim widzieć. Już pomijał fakt, że sam nie miał jak do niego zadzwonić i był jak pies na każde jego zawołanie. Ale nie miał co odmawiać, jak i tak siedziałby sam w domu.
Rozłączył się i jakby nigdy nic, wrócił do porządkowania albumu ze wzorami. Długo jednak spokoju nie miał. Charlie dorysował jakąś kreskę na swoim tribalowym wzorze i uniósł wzrok na Jasona.
— Masz jakiegoś faceta? — spytał prosto, a Kate, która usiadła przy nich na fotelu, zamrugała i podchwyciła błyskawicznie:
— Faceta? Jakiego?
Mike przewrócił oczami. No, to się zaczęło. Jason za to przysiągł sobie, że już przy nich nie będzie rozmawiał z Alexem.
— Nie do końca. A co tacy ciekawi?
— No, bo się nie chwalisz! — Charlie zaśmiał się, a Kate patrzyła na Jasona z dziwnie kwaśną miną.
— Bo nie ma czym.
Młodszy tatuażysta zaklął w duchu, po raz kolejny widząc, że z Jasona nie dało się wiele wycisnąć. Trochę go to bolało, bo jednak już długo razem pracowali i miał nadzieję, że ten czasem będzie wobec niego szczery. Ale cóż… to był Jason.
— Byś nam go przedstawił — zaproponował, a Kate chyłkiem ukradła mu kawę.
Jason prychnął pod nosem, a Mike poczuł ciarki na plecach.
— Wątpię, czy by zechciał — odparł ten pierwszy, a Charlie popatrzył na niego bez zrozumienia.
— Czemu? Mike, znasz go? — spytał kumpla, wiedząc, że ma dobry kontakt z Jasonem i istniała możliwość, że wiedział coś więcej.
— Nie, pierwszy raz w ogóle słyszę — skłamał Mike bez zająknięcia.
— Ja też, ale dobrze wiedzieć, że wszyscy już kogoś macie — zajęczała nagle Kate i głośno siorbnęła kawę. — Tylko ja trafiam cały czas na jakichś dupków!
Jason westchnął ciężko.
— Nie stresuj się tym. Znajdziesz sobie kogoś w odpowiednim czasie. Ja osobiście wątpię, żeby to moje do czegoś zmierzało, więc się nie martw.
Dziewczyna wydęła wargi, popatrując po całej trójce.
— No, nie wiem… Jak już sobie jakiegoś ostatnio upatrzyłam, to nic między nami nie grało. I jakiś taki porażkowy byyył, a teraz się łasi, żebym do niego wróciła. Palant.
— Ale mam nadzieję, że nie myślisz, żeby się nad nim litować? — spytał tym razem Mike znad swoich papierków.
— No, gdybym chciała, to bym w pierwszej kolejności z nim nie zrywała. Nic nie zaiskrzyło — marudziła. Wstała i wcisnęła się między Charliego i Mike’a na kanapę, splatając ręce pod biustem. — Porażka jakaś.
Charlie westchnął i cmoknął ją w policzek, a potem wrócił do swojego rysowania. Dziewczyna spojrzała na niego mściwie i jak tylko dotknął ołówkiem papieru, szturchnęła go niby niechcący w ramię.
— Ups.
Charlie otworzył usta z oburzeniem i sięgnął po gumkę.
— Ej! Bo ci, cholera, wsadzę ten ołówek w oko! — warknął z irytacją, wymazując krzywą linię na swoim już prawie skończonym wzorze.
Dziewczyna nadęła policzki, a Mike spojrzał na kumpla, jakby ten postradał zmysły.
— Weź ty się zastanów, co mówisz. Gorzej jak dziecko — ochrzanił go.
Charlie aż się na niego obejrzał i cudem powstrzymał się przed dodaniem: „Ale to nie ja zacząłem!”. Pokręcił tylko głową na taki brak zrozumienia i wrócił do poprawiania swojego wzoru. Nie musi się odzywać. Kurwa, jak nikomu nic tu dzisiaj nie pasuje.
Tymczasem Mike zwrócił się do dziewczyny:
— Jason dobrze mówi, masz jeszcze czas. Nie spiesz się.
Kate mimo jego słów nie wyglądała na zadowoloną. Cieszyła się, że Jason coś z kimś próbował, ale dobijało ją, że jest cały czas sama. A ten palant co chwilę do niej wydzwaniał.
— Łatwo ci mówić, ty masz Marg.
Jason zaśmiał się od strony kontuaru.
— Pociesz się, Ryan nadal jest sam — dodał wrednie.
— I szkoda, że nie bi. — Wystawiła mu język z głupim uśmiechem. — To jak go bliżej poznam, to będę się z nim upijać — postanowiła.
Tatuażysta zaśmiał się jak stara wrona, a Mike pokręcił głową.
— Przynajmniej ci nic nie zrobi po pijaku — prychnął, ambiwalentnie nastawiony do tego pomysłu.
— Najwyżej użyje jako przynęty do odwrócenia uwagi właściciela monopolowego — zażartował Charlie, wtrącając się do rozmowy.
— Albo weźmie na kompana na moje mieszkanie — prychnął gorzko Mike, udając znowu, że wraca do papierów. I tak już nie mógł się skupić, ale miał nadzieję, że urwał temat.
— Ale poważnie, pociesz mnie, Charlie. Może chociaż tobie i Rushowi się nie wiedzie — rzuciła dziewczyna do młodszego tatuażysty, uśmiechając się złośliwie jak mały chochlik. Zdecydowanie była to jej cecha wspólna z Jasonem.
Charlie tylko wywrócił oczami.
— Wiedzie. Tylko ja odwalam całe pranie. Muszę mu wytłumaczyć, jak się pralką obsługiwać — burknął, niepocieszony.
— Nie umie pralki obsługiwać? — spytał od razu Jason, powstrzymując się od głupiego uśmiechu. — Czego jeszcze? Może mu jeszcze gotujesz?
— Nie, to mu nawet spoko wychodzi. Znaczy… no, jeszcze nie spaliliśmy kuchni. Tylko chyba mu brakuje francuskich rogalików na śniadanie.
Nawet Mike uśmiechnął się pod nosem, a pozostała dwójka zaczęła jawnie rechotać.
— I jeszcze może kawa z odtłuszczonym mleczkiem? — Kate te informacje wybitnie poprawiały humor.
— No, co ja na to mogę poradzić, że był wychowany w innych warunkach? — Charlie zmarszczył brwi, patrząc po nich z irytacją. — W ogóle, ma sto razy więcej rzeczy niż ja. Szafę musieliśmy dokupić. — Westchnął, zamalowując ostatni tribal.
— Bogate panisko żeś se adoptował — zauważył Jason, nawet woląc nie myśleć, jak mogłaby wyglądać szafa Alexa. Garnitur, garnitur, garnitur i kolejnych kilkanaście.
— No, luksusowe. — Charlie zaśmiał się i odłożył szkicownik na szafkę obok.
Kate pisnęła nagle, że przecież mają lody w lodówce na zapleczu i pomknęła po nie, nie pytając, czy chcą, czy nie. Mike miał więc chwilę spokoju i mógł ponownie zająć się papierami, kiedy nastała cisza. Niestety nie na długo. Drzwi do studia się otworzyły i wszedł ich wcześniejszy temat rozmowy.
— Hej — przywitał się Ryan, a wszyscy się na niego obejrzeli.
— Mam lo… — zaczęła Kate, wychodząc z zaplecza, ale urwała, widząc gościa. Trzymała w rękach całe pudełko lodów i kilka łyżeczek. — O, cześć.
— Cześć. — Ryan uśmiechnął się do niej rozbrajająco i podszedł, by zajrzeć do pudełka. — Dla mnie też wystarczy?
Dziewczyna skinęła głową.
— Raczej tak. Trzymaj. — Podała mu pudełko i łyżeczki. — Kubki zaraz przyniosę, żeby poprzekładać.
— Mhm — odmruknął Ryan, podchodząc z lodami do kanapy, na której siedzieli Charlie i Mike.
— Jak zwykle na czas — prychnął Charlie, kradnąc mu jedną łyżeczkę, a Ryan uśmiechnął się do niego i poczochrał po włosach.
— Jestem prosto z plaży, akurat zgłodniałem — odparł i uniósł wzrok na najstarszego mężczyznę w pomieszczeniu. — A ty, Jay, opalasz się czasem? Słońce by ci nie zaszkodziło na tę trupią skórę.
— Dzięki za troskę, ale tak mi dobrze — odparł tatuażysta, a Mike zaśmiał się, także biorąc od niego łyżkę i otwierając opakowanie.
— Ty za to, jak tak dalej pójdzie, będziesz czarny.
— Do tego wolałbym nie dopuścić… Ale nie mogłem się powstrzymać, wypożyczyłem sobie deskę. Pierwszy raz surfowałem od kilku lat — mruknął Ryan z lekkim uśmiechem, wyskubując już trochę lodów z pudełka otwartego przez Mike’a.
— Ej! Bez podjadania! — krzyknęła Kate, która wróciła z plastikowymi kubeczkami. — Poczekaj, zaraz dostaniesz — skarciła go i zaczęła nakładać lody dla każdego.
— I nie utopiłeś się? — zakpił Jason, podchodząc do nich, żeby chociaż trochę dostać, zanim wyjedzą wszystko.
Ryan chciwie powiódł wzrokiem za dłonią dziewczyny, kiedy nakładała lody. Były truskawkowe. Jego ulubione.
— Jak widzisz, nie rozkładam się, a to znaczy, że nie jestem zombie, który wyszedł z dna oceanu. Poczułbyś nieprzyjemny zapach — odparł do Jasona z równie kpiącym uśmiechem. Lubił te jego docinki.
Tatuażysta pochylił się nad nim i powąchał go ostentacyjnie.
— Fakt, pachniesz tylko spalenizną — zadrwił, a dziewczyna po chwili podała mu kubeczek z lodami.
— To pasujemy do siebie, od ciebie czuć dym — odparł Ryan z uprzejmym uśmiechem, aż marszcząc nos. — Dziękuję — rzucił jeszcze do Kate, kiedy i on dostał lody.
— Wędzone i grillowane. Cudnie — mruknął Mike, zabrawszy się za jedzenie.
— Często macie tu tak sielankowo i rodzinnie? — spytał Ryan po chwili ciszy, w której pracowały tylko łyżeczki.
— A czemu nie? — mruknęła od razu Kate.
— Nie mam nic przeciwko, bardzo uroczo razem wyglądacie.
— A ty przychodzisz i rozwiewasz obraz — zażartował Charlie. — A może cię adoptować?
— Nie jestem pewien, w czym bym się tu wam przydał, kochanie. Chyba wolę pracę na siłowni niż odbieranie telefonów.
— Byś był naszą sekretareczką. — Wybitnie rozbawiony tą wizją Jason zachichotał. — Niemalże to widzę.
— Byłbym wdzięczny, gdybyś tę wizję wywalił z głowy, Jay — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem, pakując do ust kolejną łyżeczkę lodów.
— No co ty, jest… urocza — zadrwił, a Kate chichotała pod nosem.
— Tak, jeszcze byś nam parzył kawę i herbatę czasami i ogólnie dbał o nasze dobre samopoczucie! — podchwyciła, w końcu popychając Charliego i ładując się znowu na kanapę między niego a Mike’a.
— Myślę, że w tej roli spełniłaby się lepiej jakaś młoda, śliczna i cycata dziewczyna w uroczej garsonce. Mike by może do was jakoś chętniej wpadał — odparł Ryan.
Charlie się nie odzywał, bo znał go na tyle, żeby wiedzieć, że dla Ryana wizja siebie w takiej hierarchii go ubodła. Nawet w żartach. Miał pod tym względem zerowy dystans do siebie i jeśli się o tym wiedziało, można to było niecnie wykorzystać. To było strasznie głupie, ale nie chciał pogarszać sytuacji.
— Ej, tam! — Kate machnęła ręką. — To by Marg mu zabroniła przychodzić, a tak to chociaż ci, co tu stale pracują, mieliby na co popatrzeć. — Zachichotała i dźgnęła Ryana łyżeczka w brzuch. Według niej, jej tok myślenia był idealny. W końcu poza panem managerem wszyscy tu woleli facetów.
Ryan spiął się od „ciosu” sztućcem i za karę bezczelnie nabrał lodów z jej kubeczka. Wsadził do ust, zamruczał teatralnie i uśmiechnął się do niej olśniewająco.
— A mi się to nie podoba… — wtrącił Charlie z kwaśną miną. — Rush by przestał wpadać.
— Bo? — spytała od razu dziewczyna, ale kiedy tylko to powiedziała, uwagę przeniosła na Ryana, starając się i jemu zabrać trochę lodów.
— Bo Ryana nie trawi — mruknął chłopak, patrząc przy tym kwaśno na kumpla. Wiedział, że mimo tego, jak sam go uwielbiał, była to w dużej mierze jego wina.
— Książę mnie nie trawi? Przecież byłem uprzejmy — podchwycił Ryan, chwilowo zapominając o osłanianiu swojego kubeczka z lodami przed podstępną łyżeczką Kate, która oczywiście to wykorzystała i ukradła mu dużą łyżkę lodów. Od razu wpakowała ją do ust. Swoje już zjadła, więc chłopak nie mógł jej nic ukraść. — Uuu… cwana dziewczynka. — Zaśmiał się i zaczął szybko dojadać swoje zimne słodkości, żeby przypadkiem nie zwinęła mu więcej.
— A ta twoja uprzejmość w niektórych przypadkach to tylko pozory — podsumował rozbawiony Charlie.
Teraz było zabawnie. Gorzej, kiedy Rush narzekał na Ryana. A najbardziej zawsze wkurzał się o to, jaki Charlie był dotykalski w stosunku do kumpla. Że pozwalał sobie robić stóg siana na głowie i „przyjacielsko” się przytulać. Najbardziej jednak mierzwiło go to, jak Ryan się do niego zwracał. Tu powstawał problem, bo Charlie nie chciał tworzyć między sobą a Ryanem niepotrzebnego dystansu, a wiedział, że między nimi do niczego nie dojdzie. Dlatego denerwowało go to narzekanie Rusha. Wydawało mu się zupełnie bezpodstawne.
— Przecież nic złego nie zrobiłem twojemu księciu. I ciebie też nie mam zamiaru mu ukraść — rzucił szczerze Ryan. Nie lubił się bawić w takie podchody z zajętymi facetami.
Rush może przez swoje doświadczenia, a może po prostu ze strachu nie ufał takim zapewnieniom i tłumaczeniu Ryana. Na razie jednak nie robił większych scen, ale i tak… W ich idealnym związku Ryan był tą drobną skazą.
Mike westchnął, odkładając pusty kubeczek na stolik. Wtrącił się.
— Jak bardzo naiwne by było zaproszenie go na tę imprezkę, którą planujesz? Może jakbyś się wysilił, to byście się dogadali — rzucił, ale nie wierzył w to za bardzo.
— Chciałbym uprzejmie zauważyć, że to nie ja mam problem, tylko książę. Nie kupię mu czekoladek na zgodę. — Ryan uśmiechnął się ironicznie, ale dodał: — Mogę zaprosić, ale coś mi mówi, że pogardzi zaproszeniem.
— Bez przesady. Poproszę, żeby wziął gry, to wpadnie i nawet może zrobimy sobie turniej jakiś. W końcu nie jest swoim bratem. — Kate zaśmiała się, a Jason o mało się nie zakrztusił lodami, które właśnie kończył.
Mike cudem się powstrzymał przed śmiechem na widok jego miny, zaś Ryan spojrzał z zastanowieniem to na jednego, to na drugiego. Zwrócił się jednak do Kate:
— To jest jeszcze jeden książę?
Dziewczyna westchnęła głęboko.
— Tak bym go nie nazwała.
— Raczej… — zaczął Mike, a Jason podpowiedział mu z krzywym uśmiechem:
— Lodową królową.
Ryan roześmiał się.
— Cała bajkowa hierarchia tu powstała pod moją nieobecność. Aż żałuję, że tyle straciłem. To jaki ja przydomek dostanę? I powiedziałeś te dwa słowa, jakbyś mi przedstawiał bossa mafii, Jay.
Na ostatnie słowa Ryana jednak nikomu nie było do śmiechu. Wszyscy spojrzeli po sobie, zastanawiając się, jak tu na to odpowiedzieć.
— Niewiele mu do tego brakuje. Nie zdziwiłbym się, gdyby zlecał egzekucje po nocach — mruknął Charlie i w tym samym czasie do studia wszedł facet w wieku Jasona, w wojskowych ciuchach. Popatrzył na nich i na pudełko po lodach z uniesionymi brwiami. Charlie od razu wstał, wziął szkicownik i podszedł do niego.
— Dzień dobry, mam już gotowy wzór. Chodźmy do pracowni. — Uśmiechnął się i podążył z klientem do swojego kącika.
Facet skinął głową, po drodze już zaczynając rozmawiać z Charliem. Reszta odprowadziła ich spojrzeniami. Kate, zadowolona ze zmiany tematu, zebrała brudne rzeczy i zmyła się na zaplecze. Jason, udając głupiego, poszedł za kontuar, mając nadzieję, że to skończy temat.
— Hm? Powiecie mi, co to za gęsta atmosfera? — spytał Ryan, wciąż siedząc obok Mike’a na kanapie.
Ten uniósł wzrok znad papierów. A już miał nadzieję, że je skończy.
— Alex jest… zimnym facetem. Ma chłodny sposób bycia, chłodny stosunek do ludzi i jest zimno kalkulującym biznesmenem. A Rush i większość ludzi, którzy go poznali, czuje przed nim więcej niż respekt. Ogólnie… ciekawy gość — skończył, uśmiechając się sztucznie. Wrócił wzrokiem do dokumentów.
Ryan spojrzał po nich, marszcząc brwi. Nie rozumiał, dlaczego obaj wyglądali, jakby było to dla nich kłopotliwe. Drogą dedukcji doszedł do tego, że musieli w takim razie mieć z nim jakiś stały kontakt, bo w przeciwnym razie zwyczajnie by mu opowiedzieli, że facet jest dziwny. A miał wrażenie, że aktualną atmosferę można by było ciąć nożem. Rzucił więc pierwszy wniosek, który mu przyszedł do głowy.
— Rozumiem, że prowadzicie z nim interesy?
— W pewnym sensie — odpowiedział Jason, a Mike skinął głową i dodał:
— Do tego Alex pilnuje Rusha i przez to dość często mamy z nim… przyjemność bądź nieprzyjemność się widzieć.
— I też jest tak śliczny jak młodszy braciszek?
Mike wzruszył ramionami, a Jason, nim zdążył odpowiedzieć, miał szczęście zostać uratowanym przez Kate.
— O czym mowa? — spytała, rzucając się na kanapę obok chłopaków.
— O lodowej królowej, której nie miałem przyjemności poznać — wyjaśnił Ryan. — Ale coś mi mówi, że to tutaj zakazany temat.
— Och, nadal o nim. Przystojny, ale niedostępny bydlak. A do tego, wiesz… nie jest zbyt sympatyczny, a też nie można o nim źle mówić. Tak nie wypada.
— Cóż… ciekawy przypadek — podsumował Ryan. Z tej opowieści nie wydawał mu się podobny do Rusha. — Ale pozwolicie, że teraz zrobię sobie u was kawę — dodał, wstając i ruszając na zaplecze. Czuł, że nie chcieli o tym rozmawiać, więc nie wnikał. Na razie.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 58 – Darmowy obiadek

  1. Katka pisze:

    Cath, już jutro nowy rozdział :) Albo dzisiaj w nocy, hehe. A świetlana przyszłość Chrisa i Ryana – jak na razie Chris się szczerzy na te słowa, a Ryan mnie prosi, żeby teleportować go na drugi koniec świata.

  2. Cath pisze:

    Yeah! Chris i Ryan i zapowiedź kolejnego spotkania Aleksiąka i Jasona! Poprawiłyście mi nastrój mega! Hehe i Chris ma wspólne zainteresowana ze swoim trenerm :D siłka i kotki :D hehe wróże im świetlaną przyszłość ;P
    Już się nie mogę doczekać kolejnych odcinków :D w sumie jak zawsze :D

  3. fanta pisze:

    ej, wiesz, wątpię czy by się obejrzał. chyba, że ze zdziwienia :D jakby zobaczył te różowe pasemka.
    przecież wszędzie jest podkreślane, że on chciałby ‚faceta’ xD

  4. fanta pisze:

    nie no, felice pod koniec dla mnie też był lepszy niż Neil i to jego
    ‚wszędzie wtykam nos’
    jeśli mogę się wyrazić: ja bym mu przypierdoliła w tą śliczną buźkę, co by się trochę utemperował ;D

  5. Yuriko-chan pisze:

    Ja kce nowy rozdzial i aleksa z jasoneeem <3 ja kceeeee xD jeszcze teraz mi Katko zaostrzylas aptyt :D

  6. Shivunia pisze:

    LordKurak >>”Jak to Ryan nie ma jeszcze przydzielonej bajkowej roli?! ” Oczywiście że ma przydzieloną role… ale wy jeszcze nie wiecie jaką XD i nie. To nie osioł XD
    p.s. ja też stawiam za dużo emotek, głownie XD XD

  7. LordKurak pisze:

    „Moje Ferrari wciąż stoi w salonie, czekając aż je kupię – wyjaśnił pokrętnie z wymownym uśmiechem.” haha kocham Ryana za takie teksty :D
    Jaki Ryan jest łasy na domowe jedzenie :D skoro się raz skusił i przeżył bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym to pewnie to powtórzy. Postawa Chrisa jest „odrobinę” dziwna, ciekawe kiedy mu się znudzi (może jak Ryan zacznie traktować jego dom jak jadłodajnie). Na miejscu Ryana (jak tak bardzo chce się go pozbyć) powiedziałabym o pobycie w więzieniu i zobaczyła reakcję :P
    „- A ty nie jesz?” aż się prosi żeby zaserwować inną odpowiedz :P ja bym się nie powstrzymała przed odpowiedzią w stylu: bo wiem co tam dosypałam :P
    Mieszanie w związku Charliego jest w toku, prywatne śledztwo na temat powiązań Alexa rozpoczęte, nie próżnuje chłopak XD Tylko czy faktycznie nie zostanie sprzątnięty zanim pozna prawdę :P
    Jak to Ryan nie ma jeszcze przydzielonej bajkowej roli?! Jest osłem XD i tego się będę trzymać :P
    „Charlie się nie odzywał, bo znał go na tyle, żeby wiedzieć, że dla Ryana wizja siebie w takiej hierarchii go ubodła. Nawet w żartach.” <3
    PS. Widzę że za dużo emotikonek nastawiałam… muszę chyba pozbyć się tego nawyku :P

  8. Katka pisze:

    Yuriko, hehe, to strasznie cieszy :D Jednak z drugiej strony FDTS musi czekać na swoją kolej, bo jakbyśmy za często wstawiały rozdziały to zapasik by się nam skończył. A nie chcemy zastojów, więc tak to jest :) Ale mogę zapewnić, że w następnym rozdziale u Jasona i Alexa… będzie… interesująco… hehehe :)

  9. Yuriko-chan pisze:

    czuje niedostatek Jasona i Aleksa i irytuje mnie jak widze NBTS zamiast FDTS xD chce iiiiiiich ;D

  10. Katka pisze:

    Tamiya, hehehe, Ryanek poleciał na darmowy obiadek XD No cóż, biedak nie umie sobie nic ugotować, to nie mógł się powstrzymać :( Hehehe, ja przyznam, że chyba też bym ciężko zniosła te jego docinki, ale z drugiej strony jak myślę, że by popłynęły z tych słodkich usteczek… XD I „Dosypał ci dragów do żarcia, zaraz stracisz władzę nad ciałem i zgwałci cię twój mały oprawca” – Ryan pobladł.

    Yuriko…… powodzenia! ;*

  11. Yuriko-chan pisze:

    zdaje polski matme frnacuski i fize na podstawie i biol,chem na rozszerzeniu hhehee

    ja uwielbialam felice, mimo jego przegiecia, nie byl taka wyrachowana ciota ja Neil ktory mnie w GnB strasznie wkurzal w 2s. Felice jest uroczy, ale nie robcie z chrisa kolesia lubiacego przebieranki xD plis. mi sie chris troche z emmetem z QaF kojarzy, tylko drobniejszy :D

  12. Tamiya pisze:

    Przeczytałam wczoraj na szybko, teraz na spokojnie i wkońcu mam czas skomentować c: Nie wiem która z was wymyśliła Chrisa, ale jej gratuluję XD
    On tak szybko zdobył moją sympatię, że sama jestem zaskoczona. Jedyne co, to te zdrobnienia sprawiają, że trochę wypadam z rytmu jak czytam, ale cóż, taka postać. Gdzieś tak w połowie części Chris & Ryan chciałam zacząć liczyć słowa „za darmo”. Ulubione słowa Ryana (poza liczbami – bo przy Chrisie on ciągle liczy XD).
    Hm… miałam takie dziwne wrażenie, że mimo iż Ryan tak miesza Chrisa z błotem w swoich myślach, czuje do niego taką niechęć i tak mu go żal tego jak on wygląda i jak się ubiera to jednak… mam dziwne wrażenie, że to „za darmo” to była tylko taka wymówka. Wiem, za wcześnie na to. Nie wiemy nawet czy Chris nie jest tylko zmyłką, zanim dacie Ryanowi tego właściwego partnera (niech Chris zostanie! Chriiis!), ale gdyby naprawdę aż tak go nie znosił, to by nawet na obiad nie dał się zaprosić. Wydaje mi się, że Ryan może być ciekawy tak podświadomie. Może żywi jakąś nadzieję, że Chris ma ciekawą osobowość czy zainteresowania, nie wiem… Możliwe, że czytam też za dużo romansów (oj tak, bardzo prawdopodobne .__.), ale ja chcę sobie wierzyć, że Ryan nieświadomie usprawiedliwił się sam przed sobą „obiad za darmo”. No chyba, że naprawdę aż tak leci na darmowe żarcie… Też możliwe.
    Ale jeszcze o Chrisie. Ja na serio podziwiam jego determinację, upór i to, że się nie poddaje. Jakbym była na jego miejscu, to chyba po pierwszej takiej większej złośliwości Ryana albo miałabym ochotę skoczyć mu do gardła, albo starałabym się go unikać (albo jedno i drugie). Och, gdybym tylko ja była taka zawzięta jak Chris… Tak w ogóle to taki bogaty chłoptaś z niego :3 Jakby Ryan się za niego wziął, to i jego sytuacja finansowa by się poprawiła i kupiłby sobie w końcu tą deskę (jestem zła i myślę w materialnych kategoriach, ale Ryan na desce, mrr… <3), ale i tak uważam, że do siebie pasują.
    Haha, wiecie co? Ryan powinien na serio zatrudnić się w studiu! Wtedy przebywałby praktycznie cały dzień z Jasonem, a to znaczy, że złośliwe docinki cały czas <3 Ich rozmowy są cudowne, serio.
    A tak w ogóle to 0ni wszyscy tak bezstresowo sobie pracują XD Nie ma klientów to wsuwają lody (przy okazji bijąc się na łyżeczki i podkradanie sobie nawzajem) na kanapie przy wejściu xD A tu klient wpada i taka chwila konsternacji XD
    Nikt chyba tego jeszcze nie powiedział, ale ponieważ ja zwracam uwagę na takie rzeczy więc… ALEX ZAPROSIŁ JASONA NA RANDKĘ! Ojeej, widziałam go w głowie takiego naburmuszonego, ale lekko zarumienionego, jak gada z nim przez telefon i nawet nie próbuje zaprzeczyć <3 Uroczee. Nie mogę się doczekać. Myślę w nierealnych kategoriach, ale zobaczyłam Alexa karmiącego Jasona truskawkami z bitą śmietaną, bądź na odwrót…
    Całej ekipie by szczęki opadły aż do ziemi, jakby zobaczyli obecnego kochanka Jasona c: Rusha pewnie trzeba byłoby reanimować XD
    A tak w ogóle dopiero teraz uświadomiłam sobie, że tak czekałam, aż Ryan będzie psuł cukierkolandię i w ogóle. A on nic nie robi, książęcej parki prawie nie ma, a ja nawet tego nie odczułam ;__; Lubiłam ich, ale chyba bardziej wciągnęłam się w romans Alexa i Jasona, a teraz dopinguję Chrisa, żeby w końcu Ryan zaczął się do niego przekonywać. No bo… U Charliego i Rusha wszystko idzie tak gładko i to taka wielka, słodka miłość. A u tamtych są przeszkody c: A tak w ogóle to dajcie kogoś porządnego Katie! zasługuje na to c:
    btw.
    "- A ty nie jesz? – spojrzał na niego czujnie."
    Rozbawiło mnie to XD Tak, tak, Ryan… Bo przecież Chris to tak naprawdę socjopatyczny morderca. Dosypał ci dragów do żarcia, zaraz stracisz władzę nad ciałem i zgwałci cię twój mały oprawca, a potem zabije i nakarmi tobą swoje kotki.

  13. Shivunia pisze:

    Ryan i Alex …. to było by straszne XD Zobaczymy czy w ogóle wykonalne. A ze mało Jasona i Alexa…. hmm staramy się bilansować po równo. staramy, słowo ;)
    A impreza? … fajna będzie :D:D:D jak każda impreza

  14. Shivunia pisze:

    Ryan tez nie lubi zdobień. Błyszczyków też nie, i jego gestów i jego żółtego samochodu też nie XD No ale może też obdarzy go jakaś sympatią. Zobaczymy.
    A co do Felice? Ja osobiście już wolałam jego niż Naila pod koniec.

  15. Shivunia pisze:

    Powodzenia na maturze ;) Co zdajesz Yuriko? ( bo jeśli nawet pytałam to pamieć już nie ta XD)
    p.s. orientujesz się kiedy jest z Geografii ?

  16. Shivunia pisze:

    Bo Chris ma podobne relacje z rodzicami jak Neil. Też taki synuś mamusi. Felice miał nie miał żadnych kontaktów z kimkolwiek kto umie gotować. Ale Chris tak czy inaczej jest bardziej wg mnie podobny własnie do Felice.

  17. Floo pisze:

    Fanta ale jest jedna różnica miedzy nimi! Chris umie gotować a Felice to chyba tylko wode :P

  18. Yuriko-chan pisze:

    Kocham was za tą odskocznie przed matura ;] haha czuje ze Ryan sie szybo kapnie w czym rzecz z Jasonem i Aleksem xD swoja droga ciekawi mnie kiedy to wyjdzie i jaka bedzie reakcja wszystkich xD haaaaah xD

    Moze Chris to przegiety ciotek, ale mimo wszystko go polubilam ;P jest taki jakis pozytywny :D za rada mamusi, przez zoladek do serca, padlam po prostu haha :D lubie takie ciotki xD

  19. Elis pisze:

    Chris jest uroczy.
    Ryan nie będzie mógł się od niego odgonić i kto wie, może w ich przypadku sprawdzi się „przez żołądek do serca” Po za tym łączą ich koty. Nie wiem, czy Chris zagości na dłużej, czy to tylko tylko zmyłka i szykujecie dla Ryana kogoś innego, ale fajne by było jakby Chris zagościł na dłużej. I stworzyli by ciekawą parkę z Ryan’em. Zwłaszcza, że to całkowite przeciwieństwo tego czego życzyłby sobie Czarnooki.

    Już jestem ciekawa spotkania Alexa i Ryana i reakcji Jasona.

    I będzie randka!!!! :)))))

  20. fanta pisze:

    hm :D ja mówiłam, że fajnie by było jakby Ryan miał jakiegoś takiego miękkiego, niedoświadczonego partnera? :D I z tego co ja powiedziałam wyszedł Chris? xDD
    Boże, nienawidzę zdrobnień. Przeżyję dużo. Nawet darzę go pewnego rodzaju sympatią. Ale tak to się nawet kobieta nie zachowuje, no sorry :D pokażcie mi jakąś, która nie jest infantylna, a tak mówi xD
    Chris… Przypomina mi Petera. Felice w sensie. I to mnie niepokoi. Bo jak na razie Chrisa lubię.
    Ale Felice nie lubiłam xD

  21. Floo pisze:

    Alex po prostu wyszeeedł? Szkoooda ale chyba szokiem by było jakby został i poczekał na śniadanie XD. No ale się odezwał i super :D

    Ciekawe jakby się potoczyło spotkanie Ryana i Alexa strasznie mnie to ciekawi… Poznajcie ich ze sobą XD

    Coraz bardziej lubię Chrisa. Chłopak się stara. Ryan by chyba go nie poznał jakby ubrał zwykły t t-shirt i jeansy i nie pomalował ust. W tedy by się pewnie nawet za nim obejrzał. Ach czuć romans w powietrzu… ale potem pozostanie problem koci. Czy koty się polubią czy zgodzą się mieszkać razem, czy nie będą zazdrosne o swoich ludzi… @_@ zagalopowałam się XD?

    Ale co najważniejsze. Mało Jasona i Alexa. Stanowczo proszę o więcej tej parki bo mi ich brakuje.
    No i już się nie mogę doczekać tej imprezy o Ryana. Bo Rush na pewno przyjdzie po to by pilnować Charliwgo xD

  22. Shivunia pisze:

    Dzięki, już poprawiłam. A co do min jak sie dowiedzą o Jasonie i Alexie… na pewno będą ciekawe XD Rusha najbardziej XD

  23. InnerVision pisze:

    A jednak Chris znowu się pojawił! Ciekawa jestem czy na dłużej :D W sumie fajnie by było, jakby Ryan sobie w końcu kogoś znalazł, fajnie mi się czyta momenty z jego udziałem.
    Do tego coś czuję, że reszta ekipy w końcu dowie się o przyjaźni naszej królowej z Jasonem. Chętnie zobaczyłabym ich miny wtedy <3

    I przepraszam, że się wymądrzam, ale w zdaniu:
    "burknął, zirytowany, marząc krzywą linię na swoim już prawie skończonym wzorze."
    powinno być "mażąc", bo to od mazać. Marząc o czymś, ale mażąc po czymś.

    I wybaczcie mi taki chaotyczny komentarz xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s