Fire Dragon Tattoo Studio – 57 – Afterwork

— Na początek. — Ryan uśmiechnął się i ruszył do wyjścia. — No już, zamykaj, kochanie. Jedziemy.
Charlie wyjął klucze z szuflady przy kontuarze.
— Tylko pogaszę wszystko. Poczekaj w samochodzie.
Ryan zniknął mu z oczu, żeby rozsiąść się na miejscu kierowcy. Brakowało mu prowadzenia samochodu i głęboko wierzył, że było to niczym jazda na rowerze, bo nie jeździł cztery lata.
Charlie zamknął drzwi, włączył alarm i wsiadł do swojego samochodu.
— Skoczymy jeszcze po coś do jedzenia? — zaproponował, zapinając pasy, a Ryan ruszył z podjazdu.
— Tak, pizza?
— Może być.
Podjechali więc do pizzerii po dwie duże pizze i zapas piwa na wieczór. Ryan już miał kierować się w stronę swojego mieszkania, ale po drodze zdążyli uzgodnić, że uprzejmie byłoby wciągnąć w to jeszcze Mike’a. Koniec końców Ryan zaparkował przed dużym domem najstarszego z ich paczki, w duchu czując się jak zwierzak wychowywany w Zoo, który po latach niewoli trafia w dzicz, w swoje naturalne środowisko. I to wszystko za sprawą możliwości siedzenia za kółkiem.
— Kochanie, weź pizze, proszę. Ja wezmę piwo — rzucił, wysiadając z samochodu.
— A jeśli nie będzie go w domu? — spytał Charlie, wyjmując duże, pachnące pudełka.
— To wejdziemy i zadzwonimy, żeby wrócił — odpowiedział Ryan, wyciągając siatkę z butelkami i tak obładowani ruszyli do drzwi.
Charlie tylko pokiwał głową. Nadzieja, że Mike jest w domu, była nawet spora, bo w oknie było zapalone światło. Najważniejsze, żeby jego rodziców nie było, ponieważ to nieco pokrzyżowałoby ich plany.
Zadzwonili do drzwi, czekając i wdychając przyjemny zapach cieplutkiej pizzy. Po kilku chwilach drzwi przed nimi otworzyły się i stanął w nich… na szczęście Mike.
— Eee… Cześć?
— Hej, Mikey — powitał go Ryan z uśmiechem. — Nie przeszkadzamy?
Gospodarz zmieszał się nieznacznie, w duchu dochodząc do wniosku, że chyba oto nadszedł powrót dawnych czasów i nie powinien się tak dziwić.
— Nie, no nie. A co tak bez zapowiedzi odwiedziny? — spytał, puszczając ich w progu.
— To teraz powinniśmy wysyłać ci uprzednią zapowiedź wizyty do firmy? Aż tyle się zmieniło od czasów, kiedy byliśmy piękni i młodzi? — odparł Ryan z nutą kpiny w głosie, wchodząc, a za nim wtaszczył się Charlie.
— Mamy pizzę!
Mike prychnął pod nosem.
— Bez przesady, ale mogliście zadzwonić. Co by było, jakby moi rodzice byli? Albo Marg?
— Zjedliby nas. Marg pewnie pierwsza — stwierdził Ryan. Wyciągnął do gospodarza butelki. — Wstaw, proszę, do lodówki.
Mike przyjął siatkę i jęknął żałośnie.
— Znowu to samo — mruknął, wychodząc do kuchni. — Rozgośćcie się! — rzucił mimo świadomości, że Ryanowi akurat tego nie trzeba było mówić.
Goście weszli do dużego salonu i rozsiedli się na kanapie. Charlie od razu otworzył pudełko i wyciągnął kawałek pizzy do kumpla. Ryan uśmiechnął się i zamiast wziąć go od niego do ręki, chapsnął koniec. Charlie prychnął i wcisnął mu jedzenie w dłoń, następnie sięgając po kawałek dla siebie.
— Głupek, nie drocz się ze mną.
— Jak możesz mi tego odmawiać po tylu latach? Ale dobrze, przestanę, jeśli dasz mi buziaka — zaproponował Ryan, a Charlie zaśmiał się.
— Zapomnij!
W tym czasie do salonu wrócił Mike. Był już w podkoszulce i dresowych spodniach, więc przynajmniej mieli pewność, że w nie przeszkodzili mu w żadnych planach polegających na romantycznym wieczorze z Marg na mieście.
— Co ma zapomnieć? — spytał, siadając naprzeciwko gości na fotelu i częstując się kawałkiem pizzy.
— O buziaku — odparł Charlie z lekkim uśmiechem.
— Ich królestwo by nie upadło, gdyby mnie cmoknął — zauważył Ryan.
— Ale nie chce, to nie naciskaj. Jak masz jakieś ciśnienie, to sobie kogoś znajdź — odmruknął Mike, broniąc młodszego kolegi.
Charlie pokiwał twierdząco głową, mając pełne usta, a Ryan opadł plecami na oparcie, jedząc powoli okrajek pizzy.
— Nie mam ciśnienia. Chyba nie chcę jeszcze nikogo na stałe. Pozostanę póki co jedynym wolnym człowiekiem z naszej trójki.
— Nikt ci nie każe na stałe, ale nie zaszkodzi ci, jak sobie znajdziesz rozrywkę w męczeniu kogoś innego niż Charliego — wtrącił Mike.
— Na przykład ciebie?
Mike rzucił mu zblazowane spojrzenie.
— Nie, dziękuję.
Ryan uśmiechnął się i wstał, żeby przynieść piwo z lodówki. Kiedy wrócił, podał każdemu otwartą butelkę i sam się napił, siadając z powrotem obok Charliego.
— Nie bój się, Mikey, nie kręcisz mnie.
— Och, aż odetchnąłem z ulgą — prychnął pod nosem gospodarz i napił się piwa. Tak naprawdę w duchu bardzo się cieszył, że Ryan na niego nie leciał. To by już była przesada, gdyby kolejny gej w jego towarzystwie dobierał mu się do dupy.
Charlie za to wydął wargi, słuchając ich wymiany zdań. Wolał się nie odzywać w tym temacie ze względu na to, że jego Mike kręcił.
— A jak tam praca? — rzucił do Ryana, żeby skierować rozmowę na inny tor.
— Byłoby idealnie, gdyby pewien uroczy klient nie wpatrywał się we mnie wzrokiem pod tytułem „och, dam ci się posunąć w szatni, tylko zdejmij już tę bluzę i pokaż trochę ciała”. Nie chciałbym być okrutny, ale naprawdę nie kręcą mnie zniewieściali geje.
— Wybredny. — Charlie zaśmiał się, ale nie dziwił mu się. Zresztą, znał Ryana, wiedział, że nigdy nie leciał na umalowanych facetów ani na takich, którzy przeginali z kobiecymi dodatkami.
— A pod innym względem praca? Czy tylko znowu musimy rozmawiać o tym, jak myślicie pewną częścią ciała? — mruknął Mike. — Wiecie, ja tu jestem w mniejszości.
— Pod innym względem bardzo dobrze. Dostanę wypłatę we wtorek i wszystko ci zwrócę.
Mike machnął ręką.
— Spoko, nie spieszy się.
— W ogóle… — Charlie westchnął, popijając piwo na przemian z pochłanianiem pizzy. — Pamiętacie te nasze imprezki tutaj? Ale były super czasy, co? — Aż się uśmiechnął na wspomnienie niektórych. Głównie kończyły się kacem mordercą na następny dzień, ale były niezapomniane.
Mike przewrócił oczami, ale i tak kąciki jego ust się uniosły.
— I tak nigdy wam nie wybaczę, że włamaliście mi się do mieszkania.
Ryan uśmiechnął się czarująco i odstawił pustą butelkę na stolik.
— Pomogłem ci posprzątać.
— Łaskawca — prychnął rozbawiony Mike. — W ogóle co wam przyszło wtedy do głowy? To było mocno szalone. A jakby, nie wiem… alarm czy coś?
— Wiedzieliśmy, że nie masz alarmu, Mikey. A nawet jeśli byś miał, mocno wierzyliśmy, że obłaskawisz swoich uroczych, troskliwych staruszków i nie oskarżą nas o włamanie. Chyba zresztą byliśmy wtedy, Charlie, już po kilku piwach, kiedy na to wpadliśmy? — zwrócił się Ryan do chłopaka, który przytaknął i zlizał ketchup z ust.
— No. I nie mieliśmy gdzie zrobić, bo u nas się nie dało. Tylko u ciebie wolna chata była.
— Genialna argumentacja — prychnął Mike, mimo że z sentymentem wspominał tamtą imprezę. — W sumie, Ryan, u ciebie teraz można by było zrobić jakąś prywatkę. Tylko pytanie, czy będzie taka zabawa, jak alkohol będzie już w pełni legalny?
— Uuu, niestety tu jest ten minus. Piwo jednak zawsze dobrze smakuje, Mikey. Chętnie cię schlejemy. Zauważyłem u Jaya ostatnio, że się rozbestwiłeś i wlewasz w siebie jak w beczkę. — Ryan uśmiechnął się, a Mike zbladł na wspomnienie picia z Jasonem.
— On dostanie przed imprezą już jakiś alkohol, bo inaczej znowu będzie źle z nami.
— Mhm — zgodził się Ryan, a Charlie zdążył w tym czasie przynieść im kolejne butelki.
— Ej, ale zawsze przydaje się ktoś trzeźwy.
— Żeby cię zgarnął z ziemi? Albo mnie? — spytał najstarszy z całej trójki.
— No, na przykład. — Charlie zaśmiał się. — Ale to raczej Katy się z ziemi zbiera.
Mike machnął już tylko ręką, uznając to za zbyt oczywisty fakt, żeby go komentować.
— W każdym razie nie byliście jeszcze u nas, więc zapraszam — rzucił Ryan z zachętą, a widząc ich pytające miny, wyjaśnił: — Mieszkam z Jayem.
— Jayem… Jasonem? — spytał Mike, któremu wybitnie coś nie pasowało. Bał się, że stracił wątek.
Charlie też patrzył głupio na Ryana, nie rozumiejąc.
— Z Jayem… nawet z nim śpię… To taki mały rudzielec, który dewastuje pazurkami wszystko, co da się zniszczyć.
Mike zamrugał głupio.
— Kot…? Masz kota?
— Bingo.
— Skąd? — spytał Charlie. — I nazwałeś go po Jasonie…? Nie wiedziałem, że tak się polubiliście.
— Siostra mi go podrzuciła, a czy Jay mnie polubił, nie wiem. Dla mnie, gdyby wykluczyć jego śmierdzące szlugi, jest całkiem w porządku.
Mike westchnął z uśmiechem w kąciku ust.
— Niesamowite, Pan Zły Smok robi na ludziach pozytywne wrażenie.
— Znam dużo panów, którzy robią dużo bardziej negatywne wrażenie na ludziach. Na przykład dilerzy, mordercy czy szaleni piromani, których miałem wielką przyjemność spotkać w pierdlu.
— Ale się z nimi nie kumplowałeś od razu i nie nadawałeś im zdrobnień ani twój kot nie nazywa się jak żaden z nich.
— Tak, Mikey. Dlatego… że, nie wiem, czy zdążyłeś wyłapać to z tej naszej skomplikowanej rozmowy — mówił Ryan z typowym sobie, kpiącym uśmiechem — Jay zrobił na mnie pozytywne wrażenie, więc mojego kota lubię wołać jego imieniem. Natomiast ci mordercy i cała inna paczka wyjętych spod prawa zwykle nie przypadała mi do gustu. Dlatego nie pokusiłem się o nazwanie pupila imieniem któregoś z nich.
— A szkoda, byłoby zabawniej — zakpił Mike w swoim mniemaniu z ciętą odzywką i uśmiechnął się wrednie.
— Faceta sobie znajdź, a nie z kotem śpisz — prychnął tymczasem Charlie, trącając go łokciem w bok.
Ryan pochylił się do niego i cmoknął w policzek, zaraz potem rozburzając mu włosy.
— Troskliwy jesteś, kochanie.
Charlie prychnął, starając się jakoś ułożyć włosy z powrotem, a Mike pokręcił głową.
— Charlie ma rację. Facet śpiący z kotem… Niemal przykładny stereotyp starego, zniewieściałego, samotnego geja.
— Uuu, Mikey, jakie to szczęście, że z tych wszystkich określeń pasuje do mnie tylko „samotny” — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem. — Nie chcę teraz faceta. Jestem wolny, a to słowo brzmi tak przyjemnie, że jeszcze jakiś czas chciałbym móc go używać.
— „Zajęty” nie jest złe — wtrącił Charlie.
— Zależy w jakim kontekście, kochanie. Zajęty kibel, kiedy chce ci się lać, na przykład już nie. — Ryan uśmiechnął się, nie mając szczególnej ochoty tłumaczyć, dlaczego chciał korzystać z wolności. — A jak już mowa o odlewaniu się, wybaczcie na chwilę, proszę — dodał i wyszedł do łazienki.
Mike i Charlie odprowadzili go wzrokiem, a kiedy tylko zniknął, starszy z chłopaków zwrócił się do drugiego.
— Rush szczęśliwy, że się wyprowadził? — spytał z przekąsem.
— No, chyba nie przypadli sobie do gustu — odparł Charlie z grymasem. — Więc tak, cieszył się… A myślałem, że się polubią, cholera.
— Ryana trudno polubić na dzień dobry, tym bardziej, kiedy jest taki bezczelny.
— Jakoś Jasona Rush polubił, to może jeszcze Ryan ma u niego szanse… — rzucił Charlie z westchnieniem, nie wierząc w to jednak za bardzo. — Nie może chodzić o to, że z nim sypiałem, bo z Jasonem też.
— A o tym Rush wie?
— O mnie i Jasonie? No, tak.
— I nic na to nie mówił? — dopytywał dalej Mike, jakoś nie wierząc, żeby Rush też był największym fanem Jasona. Dogadywali się dobrze, ale bez przesady.
— No, jakoś nie. A nawet się pytał, czy moi znajomi, czyli też Jason, go lubią — odmruknął Charlie. — Na sympatii Ryana mu nie zależy chyba.
— Możliwe — mruknął Mike, wstając, żeby zebrać pudełka po pizzy. — Jednak wydaje mi się, że nie przywykł do pytania, czy go ludzie lubią. Jest ładny i może to mu wystarcza.
— Ej! — oburzył się Charlie. — Ale zależało mu, żebyście go polubili.
Mike wzruszył ramionami, wychodząc.
— Możliwe. Nie mówię, że nie.
W przedpokoju minął się z Ryanem, który wrócił z łazienki i usiadł z powrotem obok Charliego. Oparł się wygodnie. Naprawdę przyciągał wzrok. Miał rozpiętą koszulkę, pod którą widać było jego bardzo ładnie wyrzeźbione, opalone ciało. Na szyi wisiał nieodłączny, srebrny łańcuszek, a jeansy trochę opinały mu się na udach. Patrzył na Charliego spod ciemnych włosów swoimi czarnymi oczami.
— Co mnie ominęło?
— Nic specjalnego — odparł tatuażysta, mimowolnie lustrując go spojrzeniem.
— Odwieziesz mnie do domu, kochanie, hm? — spytał Ryan z czarującym uśmiechem.
Charlie pokiwał głową bez zastanowienia. Pił przecież.
— Mhm — mruknął, kiedy wkroczył do salonu Mike.
— Nigdzie żaden sam nie jedzie. Alkoholicy wredni. — Zaśmiał się karcąco, obu uderzając dłońmi w głowy. Nie mocno, ale zawsze coś.
— Dwa piwa, Mikey, nie sprawią, że wjedziemy samochodem do oceanu — rzucił Ryan.
— Nie, ale sprawią, że mogą wam wlepić mandat.
— Oż, mandat. — Charlie wywrócił oczami. — Tylko jak nas złapią.
Mike spojrzał na niego srogo. Jeśli i ten ich nawyk miał wrócić, to zamierzał go zniwelować już w zalążku.
— Myśl, Charlie, co ty mówisz. Rush nie może was odebrać?
— No, nie może, bo jest zawalony robotą. Mają jakieś problemy z jednym klientem. Nie wiem dokładnie, nie mówił za dużo — wyjaśnił chłopak, a Ryan słuchał ich spokojnie, bawiąc się jego włosami.
Mike kiwnął głową.
— No, to… nie wiem, jak chcecie. Możecie jeszcze posiedzieć, a potem wrócić taksówką.
— Komplikujesz życie, Mikey — skomentował Ryan. — Jak zwykle tobie przypada rola tego najbardziej sztywnego.
Charlie uśmiechnął się pod nosem i podjął temat, wspominając momenty, gdy jeszcze kilka lat temu Mike niemal siłą odciągał ich od samochodu, kiedy byli pijani i, mając w poważaniu cały świat, usiłowali dostać się za kierownicę. Niemało stresu go to kosztowało.
Wreszcie, późnym wieczorem, założyli buty i pożegnali się z gospodarzem w progu, a Ryan przypomniał o imprezie u siebie w domu.
— Jaya i Katy też weźcie ze sobą, a co do terminu, to się jeszcze umówimy. Potrzebuję czasu, żeby posprzątać. — Uśmiechnął się.
Mike zaśmiał się, klepiąc kumpla po ramieniu.
— Już ja widzę, jak ty posprzątasz, ale spoko. Trzymamy za słowo — odparł, widząc zza jego ramienia, jak przed dom podjeżdża taksówka. — Wasz transport.
— To do zobaczenia — pożegnali się z nim i, odprowadziwszy stojący obok samochód Charliego zawiedzionym spojrzeniem, wsiedli do taksówki.

***

Alexander Grey zatrzymał się na światłach i oparłszy głowę o zagłówek, przetarł twarz dłońmi. Było już późno, powinien do niego zadzwonić i to odwołać, ale… jechał z głową pełną liczb, trosk i z potwornym zmęczeniem.
Ruszył po zmianie świateł. Co jakiś czas mijał pojedyncze samochody i pieszych. Wszystkich lekko i luźno ubranych. Czuć było w całości klimat tego miasta. Kiedy ujrzał jeden z supermarketów, zatrzymał się przed nim na parkingu i poszedł kupić sobie kawę z automatu albo chociaż jeden z tych obrzydliwych energetyków. Nienawidził ich smaku, ale czuł, że nie da rady bez chemicznego wsparcia. A nie chciał od razu usnąć Jasonowi w drzwiach.
Nie umiał pojąć, dlaczego coś ciągnęło go do tego wysokiego tatuażysty, skoro teraz najbardziej potrzebował zwykłego, zdrowego snu. Jeszcze rozumiał to, jak zwykle się z nim spotykał. Inny człowiek, który mniej albo bardziej go akceptował i dawał możliwość spełnienia seksualnego… Ale teraz była zupełnie inna sytuacja.
Z puszką napoju energetycznego wyszedł ze sklepu, wypił ją, krzywiąc się niemiłosiernie i wsiadłszy do samochodu, ruszył dalej. Kiedy podjechał pod dom Jasona, była już prawie północ, a światło w dużym pokoju się świeciło.
Zatrzymał samochód na podjeździe, chwilę nawet się zastanawiając, czy nie zawrócić. Po krótkiej analizie tego, jak bardzo energetyk nie pomógł i że nie ma siły teraz nigdzie jechać, wysiadł z samochodu i zadzwonił do drzwi. Po chwili stanął w nich wysoki mężczyzna w czarnych spodniach i równie ciemnym bezrękawniku.
— No hej — przywitał Alexa, otwierając szerzej i przyglądając mu się z zastanowieniem. — Wchodź.
Gość bez słowa wsunął się do środka, zamykając za sobą.
— Coś do picia? — spytał Jason, opierając się bokiem o ścianę.
— Kawę, jeśli można prosić — odparł Anglik bez zastanowienia. Zdjął buty i odwiesił marynarkę w przedpokoju, a po tym udał się w stronę salonu. Czuł się dość niepewnie, wiedząc, że jest tu na dłużej niż chwilę.
Jason tymczasem zniknął w kuchni, pozwalając mu się rozgościć. Wrócił po chwili z filiżanką kawy i postawił ją na stoliku. W drugiej ręce przyniósł cukier i łyżeczkę.
— Coś taki wyczerpany?
Alex spojrzał na niego faktycznie znużonym wzrokiem.
— Praca — wyjaśnił lakonicznie i usiadł przed stolikiem na kanapie, a Jason zajął miejsce obok. — I dziękuję za kawę.
— Problemy z klientem? — Charlie wspominał o tym w studiu, a ostatnio wszystko, co mówił o Greyach, zapadało w jego myślach na dłużej.
Alex zmarszczył brwi, spoglądając na niego.
— Tak. Mój brat się skarżył? — spytał, sięgając po ciepły czarny napar.
— Charliemu.
— Och. Jest z tym klientem dużo do ustalenia, a nie należy do ugodowych ludzi. Nie dziwię się, że nie jest zachwycony.
— I co, moje towarzystwo jest takie relaksujące, że po takim ciężkim dniu do mnie zawitałeś? — spytał Jason z lekkim, nieco złośliwym uśmiechem.
Grey odstawił filiżankę i oparł się na kanapie. Przymknął piekące od zmęczenia oczy.
— Obiecałem. Poza tym przy tobie faktycznie mogę się od tego oderwać.
Jason uśmiechnął się. Przysunął się nieznacznie bliżej, kładąc rękę na oparciu kanapy, a szczupłymi palcami musnął jego blond włosy.
— Przenocuję cię, królowo — zamruczał niskim, ochrypłym głosem, a Alex spojrzał na niego zmęczonymi oczami.
— Odetchnę chwilę i… — Urwał, dopiero zdając sobie sprawę, że Jason go głaszcze po głowie. — Tylko że wstaję rano — uprzedził, czując, że chciał się bardziej przytulić do tego mężczyzny.
Jason uśmiechnął się lekko i pochylił do niego, zatrzymując milimetry przed jego twarzą.
— Mhm… Tylko raz — uprzedził, a kiedy zobaczył, że Alex przymyka oczy, pocałował go delikatnie. Sam był zaskoczony, jak bardzo chciał to zrobić. Musnął jego usta, potem cmoknął go bonusowo w policzek i odsunął twarz, ale wciąż patrzył na niego z bliska. Alex był taki… ładny. Troskliwie przesunął palcami po jego włosach, a ten uchylił powieki.
— Sam spędzasz święta? — spytał, obracając głowę bardziej na bok, żeby go lepiej widzieć. Miał cienie pod oczami.
— Mhm… — odmruknął Jason, wpatrując się w jego twarz. — No, może w towarzystwie indyka, jak będzie mi się chciało piec — prychnął.
Alex uśmiechnął się kącikiem ust.
— Richard na pewno chciałby tu zostać na święta — szepnął, po czym westchnął, unosząc się, aby dopić kawę.
Jason zmarszczył brwi.
— Czemu mówisz o nim? — prychnął, pochylając się i cmokając go w kark przez koszulę. Obłędnie tam pachniał.
Alex nie był pewien odpowiedzi. A z drugiej strony, ta bliskość Jasona przyjemnie go rozluźniała, spinając jednocześnie.
— To wygodniejsze niż mówienie o sobie.
Jason skrzywił się i pokręcił głową. Odchylił jego podbródek w swoją stronę palcem wskazującym, patrząc mu w oczy poważnie.
— A czego ty byś chciał?
Szaro-niebieskie oczy Alexa stężały od razu.
— Spokoju — odparł wypranym z emocji głosem.
— Czego jeszcze? — dopytywał się Jason, gładząc jego kark delikatnie.
Alex pokręcił głową i wstał z kanapy. Musiał się od niego odsunąć.
— Nie wiem, Jason. Nie wiem — szepnął. Powinien zostać w domu i się wyspać, a nie tu siedzieć.
— Gdzie od razu uciekasz? — mruknął Jason, łapiąc go za rękę i skinął głową, żeby ponownie usiadł bliżej. — Jesteś u mnie i możesz myśleć o sobie. Ja cię do niczego nie zmuszam — uspokoił go, jakby mówił do przestraszonego zwierzaka. Kciukiem pogłaskał wierzch jego dłoni.
Grey zapatrzył się na ich ręce o chwilę za długo. W końcu jednak bez słowa kiwnął głową i usiadł.
— Możesz zgasić światło? — spytał, rozwiązując krawat od koszuli i rozpinając dwa pierwsze guziki.
Jason zerknął w tamtym kierunku i skinął głową.
— Okej.
Wstał i podszedł do włącznika. Alex w tym czasie przeszedł do lampki stojącej w rogu pokoju, tworząc tym samym przyjemny, nierażący w oczy półmrok. Jason pierwszy wrócił na kanapę, siadając na jej końcu, a Alex przycupnął na drugim, znowu opierając się plecami i tyłem głowy o oparcie.
— Zmęczony? — zagadnął go Jason, a Alex mruknął potwierdzająco. — To połóż się.
Gość spojrzał na niego sceptycznie, za to tatuażysta zaśmiał się krótko.
— Będzie wygodniej — zapewnił i poklepał się po kolanach wymownie.
Alex pokręcił głową, ale przechylił się, kładąc bokiem na kanapie z głową na udach Jasona. Ten uśmiechnął się do niego i pogłaskał delikatnie po jasnych, miękkich włosach.
— Zrelaksowałeś się trochę? — zamruczał cicho.
Alex prychnął pod nosem, wpatrując się w filiżankę stojącą na stole. Położył ciepłą dłoń na kolanie Jasona, wręcz nie wierząc, że doszło między nimi do takiej czułości. Nie dzielił czegoś takiego z nikim. To było takie inne, ale i też… dobre.
— Ciężko powiedzieć. Na pewno wygodniej, chociaż boję się, że mogę tak zasnąć.
Jason wzruszył ramionami.
— Trudno, rozbiorę cię, jak już będziesz spał i nakryję kocykiem. — Uśmiechnął się złośliwie.
Alex klepnął go w kolano karcąco.
— Wolałbym jednak, żebyś wtedy mnie obudził i zabrał do siebie do łóżka.
— Zaniósł na rękach? — droczył się z nim Jason.
— Wolałbym jednak nie — prychnął Alex, rozbawiony takim głupim pomysłem. — Rozebrałbym się sam, w spokoju i dopiero pozwolił ci zaprosić się do twojego łóżka — dodał, zerkając kątem oka na mężczyznę.
— Znowu oficjalnie, królowo — prychnął Jason, ale uśmiechnął się przy tym. — Jak tam wolisz. — Pogładził go dłonią po brzuchu przez koszulę.
Alex spojrzał na jego rękę, po czym znowu przewrócił się na bok, wpatrując w filiżankę.
— Z jakimi mężczyznami zwykle się spotykałeś? — zapytał, wracając do swojego zwykłego, bezuczuciowego tonu. Chciał po prostu wiedzieć, a to pytanie pierwsze przyszło mu do głowy.
Jason zamyślił się, zanim odpowiedział.
— Raczej chłopcami i zwykle na jedną noc. Ładni z buźki, trochę wysportowani i ogólnie atrakcyjni. Ale młodsi, beztroscy i głupi, z reguły — mruknął. Pomijał w tym opisie tego, z którym regularnie miał seks za młodu, kiedy jeszcze jego matka żyła. On nie był ani ładny, ani beztroski. — Z Charliem się pieprzyłem — podał przykład.
Alex skrzywił się do siebie.
— Nieskromnie mówiąc, chyba nadal masz tendencje do „ładnych buzi” — zadrwił, przymykając oczy.
Jason zaśmiał się z tego komentarza i pogłaskał go po przystojnej twarzy.
— Mhm… Twoja jest najładniejsza jak na razie.
Alex zamruczał potakująco. Pogłaskał kolano tatuażysty.
— Ja nigdy nie umiałem określić, że tak się wyrażę, typu.
— Hm… A nie wiesz, co ci się we mnie podoba? — spytał prosto Jason.
W odpowiedzi otrzymał odruchowe wzruszenie ramionami, po czym dopiero Alex się zastanowił i chwycił jego dłoń.
— Z wyglądu?
— Wszystko jedno — odmruknął tatuażysta, zerkając w tamtą stronę i automatycznie przesunął długimi palcami po wierzchu dłoni Alexa. Czuł się aż trochę skrępowany, ale było to niewątpliwie przyjemnie.
— Twój charakter… i twoje dłonie — odparł jasnowłosy mężczyzna, bawiąc się jego palcami i oglądając je.
Jason uśmiechnął się, mile połechtany. Nie spodziewał się. Myślał, że rzeczywiście Alex wybrał go dlatego, że po prostu był dostępny.
— Długie palce, co? — prychnął.
Alex lekko się zawstydził. Nie tylko dlatego lubił jego dłonie.
— Też, lecz nie tylko. Podoba mi się ich kształt — wyjaśnił, odkładając po chwili jego dłoń na swój bok i ponownie zamykając oczy.
Ręka Jasona od razu go po nim pogładziła. To było takie dobre, móc go tyle dotykać. W porównaniu do samego początku, to był naprawdę duży postęp. Uśmiechnął się do siebie na tę myśl, ale Alex nie mógł tego widzieć. Z drugiej strony Jason wiedział, że mógł go tak dotykać głównie przez fakt, że starszy Grey był ubrany.
— Już śpisz? — mruknął po dłuższej chwili ciszy, a Alex pokręcił głową.
— Nie. Znowu myślę, jak rozwiązać sprawę z tym klientem.
Jason spojrzał na niego zblazowanym wzrokiem.
— Pomyślisz o tym rano. Chodź do łóżka.
Alex mruknął potakująco i podniósł się. Przetarł twarz dłonią. Już prawie przysypiał. Prawie, w swoim mniemaniu.
Jason również się podniósł i zdjął koszulkę przez głowę. Odwiesił ją na oparcie kanapy i skinął na Alexa.
— To chodź.
Gość bez słowa posunął za nim. W sypialni mozolnie zaczął rozbierać się z koszuli, czując, jak oczy same mu się zamykały. Dawno nie był tak zmęczony. Miał nadzieję, że jego niemądry brat już dawno śpi i nie będzie musiał go rano budzić.
Jason pierwszy pozbył się ubrań i wszedł na łóżko, zapraszająco odsuwając pościel przed gościem. Wyciągnął do niego rękę, a Alex prychnął pod nosem, kręcąc głową. Mimo tego, znikomy cień uśmiechu pojawił mu się na twarzy.
— Aż znacząco utrudniasz mi odmowę — rzucił, po czym, nie przyjmując jego pomocy, wsunął się pod pościel. Odwrócił się do tatuażysty przodem i przytulił do poduszki.
Jason tylko zaśmiał się, kładąc obok.
— Taa… i tak na razie mi dobrze idzie — uznał i wysunąwszy głowę, cmoknął go delikatnie w usta.
Alex od razu zmarszczył brwi, ale nie odsunął się.
— Cóż niby ci dobrze idzie?
— Przełamywanie lodów, królowo.
Alexander Grey westchnął tylko, po czym zamknął oczy, wtulając się w świeżo pachnącą poduszkę. Aż sam był zaskoczony, że czuł się tu bezpiecznie. Do tego Jason nie nalegał na seks, ani nie był zirytowany, że przyszedł tak późno. Wydawał się wręcz czerpać przyjemność z jego towarzystwa. Mimo że czuł teraz na sobie jego wzrok, wiedział, że mężczyzna nie zrobi nic wbrew jego woli.
Odetchnął głęboko i nie otwierając oczu, wyciągnął rękę do Jasona, chcąc chwycić go za dłoń. Mężczyzna zamrugał w jawnym szoku, ale złapał go za nią i podsunął się trochę bliżej. Pogładził go po skórze palcami, patrząc na Alexa niemal czułym wzrokiem. Widział, jak oddychał coraz spokojniej, w końcu najprawdopodobniej usypiając. Trudno było się temu dziwić, kiedy był taki wykończony. Pracoholik.

26 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 57 – Afterwork

  1. Katka pisze:

    Tigram, zawsze fajnie sobie przypomnieć początki ;) Mają coś w sobie, czego nie mają następne etapy związków. Właśnie to docieranie się zawsze najbardziej lubię. Chociaż przywiązanie też ma coś w sobie.

  2. TigramIngrow pisze:

    Faaaaaajne było to tulenie na kanapie i wspólne usypianie i w ogóle to docieranie się i przełamywanie lodów i walka o dotyk i zwycięstwa Jasona nad fobiami Alexa i w ogóle to dobrze sobie przypomnieć, czemu pokochałam JA.

  3. vvicious pisze:

    Jason z Alexem faktycznie są całkiem fajni, ale strasznie mi brakuje tej złośliwości Jasona, wiem, że lody trzeba przełamywać delikatnie, ale trochę mi do niego nie pasuje, że jest taki ustępliwy i w ogóle taki się z niego przytulasek zrobił xD fajne są sceny pomiędzy nim i Ryanem, aż szkoda że nie poczuli do siebie chemii. strach się bać co by się wtedy działo, dwóch takich topów w jednym łóżku, myślę, że naprawdę leciałoby pierze ;p no ale Alexa i tak lubię (straasznie mi się kojarzy z Alexandrem Skarsgardem, tylko trochę niższy by musiał być ^^) no i to całe oswajanie jest urocze na swój sposób, chociaż mam nadzieję na coś bardziej dynamicznego. W sensie Jason się wkurzy na to ciągłe „nie rób, nie dotykaj, fuj” i trzaśnie drzwiami, a Alex musiałby wreszcie dać coś od siebie, to by mnie zdecydowanie ucieszyło, ale zobaczymy, co tam dalej wymyśliłyście ;)
    Ryan jest świetny, czekam aż ktoś się wokół niego zakręci (tylko nie „różowe coś” ;])
    No i wreszcie jest jakiś gej, który nie leci na Mike’a xD

  4. kan pisze:

    dawno temu utknąłem na 30 rozdziale i jakoś nie mogłem ruszyć dalej, żeby nie przerywać czytania, Jason i Alex, uwielbiam ich <3 wracam do czytania.

  5. Adela pisze:

    Ach jo… to było takie słodkie. To całe oswajanie Alexa mnie tak rozczula jak malutki szczeniaczek. Rozpływam sie…

  6. kkohaku pisze:

    brak słów, słodki rozdział, taki bez seksu a skupiony na słowach i dotyku. hermosa! (pięknie!) xD ha ha aż mi się Chord włączył xD

  7. ania_niuut pisze:

    przepraszam ze ten komentarz, ale mogę teraz napisać tylko jedno:

    Alex z głową na kolanach Jasona <3

    świetny rozdział;*

  8. Katka pisze:

    Floo, hehehe, bo królowa chowała w sobie potencjał.

    Fanta, będzie ich dużo :D

    Rapsody, haha, Ryan politykiem XD Pierwsze o co by zawalczył, to zniesienie ograniczenia prędkości na drogach XD I cudnie, że przekonujesz się do Alexa i Jasona :)

  9. Rapsody pisze:

    Dziewczyny, dziękuję za stworzenie Ryana. Jest dla mnie światełkiem w tym opowiadaniu bo ten jego sposób mówienia powala mnie na podłogę. Aż się zastanawiam czy jest cokolwiek co on nie potrafiłby zamienić w ironię. Byłby dobrym mówcą gdyby nie siedział na siłowni. Powinien być jakimś profesorem albo politykiem. Domyślam się że to nie w jego stylu i woli obijanie się na plaży ale chyba ma predyspozycje.
    Wiecie że nawet miałam pomysł na napisanie do Was ficzka? Zebrałabym całą pakę i wysłała do jakiegoś reality-show. Niestety nie potrafię.
    Alex i Jason, moja bolączka. Rozkręcają się i już jestem pewna, że nie mogę mieć nadziei na rozpad ich „związku”. Staram się do nich przyzwyczaić i… chyba zaczyna mi wychodzić. Może dlatego że Alex mimo wszystko zaczyna w tych ich relacjach bardziej się odkrywać, przytulać i całować. Jest teraz bardzo dostępny więc jasonowi łątwiej. Są nawet słodcy. Choć nie pogniewałabym się gdybyście dali Jasonowi jakiś nowy obiekt na ktorym mógłby potranować swoją złośliwość.
    Świetnie Wam idzie, dziewczyny i oby tak dalej. Pozdrawiam.

  10. fanta pisze:

    to było piękne
    Alex i Jason… czuję się do nich szaleńczo przywiązana xD
    gurls, więcej mojej ulubionej parki! : D

  11. Floo pisze:

    O JAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!! Alex leżał z głową na kolanach Jasonaaa…. AAAAAAAAAAA On go wziął za rękeeeeeeee…. IIII jestem w niebie :D!! nie sądziłam że z Królowej może być taki słodziak!!

    Uuuuuuu Charli jedzie do Ryanaaaa…. Jeeee ale Rush będzie zazdrosny o jaaa @o@

  12. Cath pisze:

    Oh mrrrrr… Czytając o moim kochanym smoczysku i jego królowej az poczułam takie ciepełko w serduchu. To było takie kochane! I ta głowa na kolanach i to głaskanie i buziaki a najbardziej to jak się trzymali za ręce zasypiając… poprostu się rozpłynęłam *^-^*

    pssyt, pssyt, co tam u Chrisa? ;)

  13. Shivunia pisze:

    Gordon >> Rush to może co najwyżej mafie adwokatów na niego nasłać ;p A co do Chrisa… zobaczysz, jeszcze zobaczysz ;) hihihi

  14. Gordon pisze:

    Ryan jest zajebisty ale jak wsiadze znowu za kolko po piwku to albo komus cos zrobi albo sobie. myslalem ze serio pojada i jakis wypadek im zrobicie ;p Rush by chyba mafie naslal na Ryana jakby sie mlodemu cos stalo ;p Chrisa nie bylo. ej laski ale serio jak on nie byl nim zainteresowany to jak ich chcece zeswaytac? xD moze Chris go jakos uwiedzie ;p a Jasonowi dobrze z Alexem jak nawet seksu nie oczekiwal. ale wole kawalki z Ryanem.
    jak zwykle lux. pozdro

  15. Katka pisze:

    InnerVision <3 Lepszego komplementu chyba nie mogło być :) No i, hehe, tak, Ryan jest BARDZO pewny siebie. Wie, że każdą docinkę potrafi odbić i że nikt go nie zgasi, więc nie ma opcji, żeby nie był :D

  16. InnerVision pisze:

    No ja też zauważyłam, że Ryan trochę nie przypomina byłego więźnia, ale to nawet lepiej xD Ogólnie jest zajebisty i bardzo go polubiłam i tą jego pewność siebie<3 Chyba moja ulubiona postać, ale nie wiem, czy już o tym kiedyś nie wspominałam :D
    W ogóle kocham całe te opowiadanie, jest takie lekkie i przyjemnie się je czyta po ciężkim dniu spędzonym w szkole, a potem jeszcze przy książkach… A wracając do tematu to urzekło mnie te spotkanie Jasona z Alexem, bo tym razem widać było, że obu zależy na czymś więcej, niż tylko na seksie. Słodkie to było. ❤

  17. Elis pisze:

    Wróciłam do domu i od razu zabrałam się za FDTS.

    Mrrr Aleks jest cudowny i Jason jaki czuły. Rozpływam się. Aleksiątko czuje się bezpiecznie przy smoku. Niech tylko Jay nie zawiedzie jego zaufania. Aż mnie korci, zeby ponownie poczytac ich początki. Dużo się zmieniło od pamiętnego”Zadzwonię”.
    Mam nadzieję, że Grey’owie zostaną na święta. Na pewno dla Aleksa były by wyjątkowe. Mimo, że kocham pozostałych bohaterów to J i królowej nie mogę się oprzeć. Cały czas bym o nich myślała i pisała.
    Do tego ta głowa na kolanach i… dobra, bo bym zaraz wszystko wypisała co mi się szczególnie podoba, a to by długo potrwało.

    Ryan umie się do przyjaciela wprosić, jak za dawnych czasów. Super z niego facet, ale to jechanie po pijaku *grozi mu pacem*.

  18. Katka pisze:

    Tamiya, hehehe, ja wiem, że Ryanek nie jest zbyt „brutalny i złyyyy”, jak to się myśli o mężczyznach wyjętych spod prawa, ale prawda jest taka, że do pierdla trafiają też ludzie inteligentni, ułożeni i tym podobni. Nie chciałam, żeby Ryan podpadł pod stereotyp, więc jest jaki jest. No i on święcie wierzy, że pożyczył ten samochód XD

    Yuriko, hehe ;*

    Nemuru, witaj! :D Cudownie, że ich lubisz :)

  19. Tamiya pisze:

    Wiecie… czasami aż trudno mi uwierzyć, że Ryan był w więzieniu. Nie wiem czemu, ale po prostu jak o tym wspomina to takie ‚oż, faktycznie, przecież on był w pierdlu…”. To chyba przez to, że on jest takim złośliwcem. Złośliwcem, który ma tak gadane, że niby nie obraża wprost, ale jasno daje do zrozumienia o co chodzi i ta jego ironia. No i on wydaje się być rozsądny i zrównoważony (chociaż proszenie pijanego Charliego o podwiezienie do domu nie było zbyt mądre). Takie po prostu mam wrażenie. Chociaż jak dłużej o tym pomyśleć siedział za „pożyczenie” samochodu, a nie za jakieś morderstwo czy coś…
    Haha, reakcja Mike’a i Charliego na wieść „Mieszkam z Jayem.” XDD bezcenna.
    Miałam nadzieję, że może upchniecie jeszcze Chrisa w tym rozdziale :c

    Ale jest A&J! Momenty z nimi są takie… och, nie wiem jak to wyrazić. Przez to, że Alex nie dawał się tak dotykać to teraz lekkie głaskanie po kolanie, udzie czy karku wywołuje u mnie szeroki uśmiech albo czasami dzikie piski radości. Oni są po prostu taką uroczą parką, tak powoli się do siebie zbliżają, Jason oswaja swoją królową. Alex ma szczęście, że jest Jason, bo z nim czuje się bezpiecznie. Po tym, co przeżył w przeszłości, należy mu się odrobina spokoju. Alex nie jest jeszcze zbyt pewny swoich uczuć, to widać, dopiero łapie się na tym, że czuje się dobrze z Jasonem w pobliżu (i nawet jak jest padnięty po pracy to chciał do niego przyjechać, zamiast jechać do hotelu i odpocząć <3). Nasze smoczysko… tu lepiej już widać, że mu zależy c:
    ach i… ALEX LEŻĄCY GŁOWĄ NA KOLANACH JASONA! Taaaak!

    btw. Czyżby Greyowie mieli zostać na święta w Miami…? *___* Taak! Smoczysko spędzi święta z Alexiątkiem <3 A to znaczy, że może Rush pozna rodziców Charliego, albo spędzą święta z Ryanem XDD mordowanie się wzrokiem podczas kolacji, ale będzie uroczo :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s