Fire Dragon Tattoo Studio – 54 – Hetero, hetero, homo, hetero

— Gdzieś tutaj miał czekać… — mruknął Charlie, rozglądając się po drodze niedaleko plaży, kiedy Rush powoli prowadził samochód, a Jason siedział już na tylnym siedzeniu. — Może do niego zadzwonię.
Lecz kiedy już sięgał do kieszeni po telefon, dostrzegł ciemnowłosą postać siedzącą na krawężniku nieopodal.
— O, tam podjedź!
Kierowca kiwnął głową i zaparkował tuż przy krawężniku.
— Cześć! — Charlie uśmiechnął się przez okno, a Ryan wstał i wpakował się do samochodu na siedzenie obok Jasona.
— Hej — przywitał się z całą trójką.
Jego skóra była już mocniej opalona i zdrowsza niż kilka dni temu. Najwyraźniej dużo czasu spędzał na słońcu i nie spiekał się na czerwono.
Rush ruszył w stronę klubu, tym razem do oddalonego kawałek od samego centrum Miami Beach, gdzie dotychczas częściej się bawili.
— Szukałeś roboty? — spytał Jason.
— Mhm. I chyba nawet znalazłem. Byłem dzisiaj odwiedzić stare, dobre Sunset i cudownie się okazało, że Jeremy wciąż robi za barem. — Ryan uśmiechnął się. — Był barmanem, kiedy chodziliśmy tam, jak byliśmy młodsi.
Charlie przytaknął z uśmiechem, a Ryan podjął temat:
— Pogadałem z nim i wyszło na to, że może uda mu się załatwić mi uroczą posadkę w siłowni przez jakiegoś znajomego. Jutro mam dostać decydujący telefon.
Jason mruknął z aprobatą.
— W razie czego u Em zwolniło się miejsce na zmywaku. — Zaśmiał się z wrednym uśmieszkiem. Mimo że Ryan pojawił się w Miami zaledwie kilka dni temu, Jason już zdążył zauważyć, że utarczki słowne z nim były całkiem zajmujące.
— Kimkolwiek jest Em, jestem jej bardzo wdzięczny. Ale obawiam się, że do tego też trzeba mieć jakieś predyspozycje, a moje nie sięgają tak ekstremalnych zadań jak kontakt z naczyniami, szczególnie brudnymi — odpowiedział Ryan z ironicznym uśmiechem.
— Od czegoś zawsze trzeba zacząć. Tym bardziej, że słyszałem, że wyprowadziłeś się od gołąbków.
Rush za kierownicą cudem powstrzymał uśmiech.
— Tak, mają z powrotem dla siebie swoje gniazdko — przytaknął Ryan, domyślając się, że chłopak Charliego jest w siódmym niebie.
— Taa, kanapa została odkopana spod jego ciuchów. — Charlie zaśmiał się z przodu.
— I teraz zalegają na mojej podłodze.
Jason i Rush jak na komendę pokręcili głowami, zdegustowani takim brakiem porządku.
— Powinieneś jakąś parapetówę zrobić — zauważył Charlie, obracając się do tyłu. — Byśmy się napili.
— Napijemy się w klubie, kochanie — odparł Ryan, wyciągając dłoń oraz rozburzając mu i tak rozwiane już przez wiatr włosy.
Jason zaśmiał się pod nosem.
— A co? Nie chcesz już z nami pić w większych ilościach? A może boisz się o nowe mieszkanko?
— Moje mieszkanko by przetrwało, ale coś mi mówi, że takie picie z tobą, jak podczas tego ostatniego uroczego wieczoru, z którego Mike pewnie nic nie pamięta, powinno się ograniczać — odparł Ryan, uśmiechając się kątem ust.
— Następnym razem tylko po piwku.
— Popieram — zgodził się Ryan.
Kiedy przejeżdżali przez centrum Charlie dorzucił:
— Dobrze, że Jason nie dzierży jakiejś kamery i nie nagrywa tych wszystkich ludzi, którzy się przy nim spijają.
— Miałbym wspaniały materiał szantażowy.
Ryan uśmiechnął się pod nosem, a Charlie tylko się skrzywił. Jasona można by o wszystko podejrzewać. Tym bardziej po tym, jak ukradł jego intymne zdjęcia z Rushem i z jednego zrobił piękny plakat na szybę studia.
Po jakimś czasie czczej rozmowy o niczym dojechali pod klub, który z zewnątrz wyglądał zupełnie normalnie, jak niewyróżniający się na tle innych budynek. Szare ściany, nieliczne okna i metalowe drzwi.
Rush zatrzymał samochód na parkingu i całą czwórką udali się w stronę wejścia. Było już sporo ludzi w kolejce za drzwiami, ale jakoś dotarli głębiej. Charlie powędrował wzrokiem w stronę barku. Niby jutro mieli pracę, ale co tam.
— Chodźcie — rzucił, ciągnąc Rusha za rękę, co nie było specjalnie widoczne, bo akurat przeciskali się przez mały tłum blisko wejścia.
— To my poszukamy jakiejś miejscówy! — krzyknął za nimi Jason.
Rush, który go usłyszał, machnął mu ręką, że okej, więc tatuażysta zaczął przepychać się w głąb klubu w poszukiwaniu jakiegoś stolika czy czegokolwiek, gdzie będzie mógł w spokoju udawać, że cała ta szopka go interesuje. Ryan podążył za nim, wierząc, że jego kumpel i „książę” przyniosą coś dobrego.
Ze stolikiem było ciężko, ale wreszcie znaleźli jakiś przy kolumnie gdzieś z tyłu. Licząc, że Rush i Charlie ich zajdą, usiedli przy nim. Stolików ogólnie było bardzo niewiele, bo klub nastawiony był raczej na tańczenie niż posiadówy. Na szczęście, goście uważali podobnie, bo w przeciwnym razie zapewne w ogóle nie mieliby gdzie usiąść.
— Uwielbiam Charliego, ale przy Rushu taki z niego promyczek, że mógłby zasilić wszystkie lampy w tym pomieszczeniu swoją energią — rzucił Ryan z lekko kpiącym uśmiechem.
Jason rozwalił się na kanapie, zadowolony z takiego miejsca. Wystrój i wyposażenie klubu było dobrze rozplanowane, bo głośniki nie znajdowały się stricte nad stolikami, więc nie musieli się przekrzykiwać, by coś słyszeć.
— Cóż za piękna definicja pijanego szczęściem idioty.
— Tylko pozazdrościć.
Jason spojrzał na niego pytająco, a Ryan to uchwycił, ale sam szybko odwrócił wzrok na tańczących ludzi.
— Hm… coś fajnego jest w tym ich związku. Może niekoniecznie to słodkie gruchanie, które miałem przyjemność zaobserwować — uśmiechnął się uprzejmie — ale przynajmniej jakoś im ze sobą dobrze.
Jason nie spuszczał z niego spojrzenia, zastanawiając się nad tym, co powiedział. Sam był od niego starszy i też nie pogardziłby czymś stałym w swoim życiu uczuciowym. Niby coś się kształtowało między nim a Alexem, ale było tak niestabilne jak wieża z zapałek.
— A masz jakiś typ? Coś, czego wydaje ci się, że najbardziej potrzebujesz w tym wszystkim? — spytał spokojnie.
Ryan myślał chwilę. Wiedział, czego potrzebował, chciał tylko wyrazić to w najmniej głupio brzmiący sposób. Na przełomie tego, co działo się w ostatnich latach w jego życiu, chciał wreszcie czegoś dojrzalszego niż tylko spijanie się razem i szalenie po mieście. Nie teraz oczywiście, ale myśląc przyszłościowo.
— Hm… Nie wiem, ale myślę, że może bezpieczeństwa — rzucił wreszcie i kiedy tylko to powiedział, pożałował swoich słów. To brzmiało jak słowa jakiejś głupiej laski.
Jason jednak nawet nie myślał, żeby się z tego zaśmiać. Brzmiało to słuszne w jego mniemaniu, więc skinął potakująco głową.
— Rozsądnie — dodał, wyciągając papierosy.
Ryan zerknął na paczkę podejrzliwie, ale zapytał:
— A w twojej głowie co siedzi, Jay?
Mężczyzna zapalił papierosa, mocno się zaciągając i wzruszył ramionami.
— Ostatnio sam nie wiem.
— To niedobrze nie wiedzieć, czego się chce, wiesz? — Ryan uśmiechnął się przelotnie, ale marszczył nos, kiedy dym uderzał w jego nozdrza. Odsunął się kawałek na kanapie, by tego uniknąć. Nie umknęło to Jasonowi.
— Nie lubisz fajek? — spytał, licząc na zmianę tematu. Odkąd spotykał się z Alexem, miał w głowie naprawdę niezły pierdolnik.
— Nie bardzo, mówiąc delikatnie — przyznał chłopak. — Ale mógłbym je przeżyć, gdybyś mi opowiedział, czemu nie wiesz, czego chcesz.
Jason spojrzał na niego karcąco i dmuchnął mu dymem w twarz.
— Uparty jak osioł. — Zaśmiał się, kiedy Ryan rozkaszlał się, mrugając i machnął rękami przed twarzą, żeby rozwiać dym.
— Jak już jesteśmy przy porównaniach, śmierdzisz teraz jak smok, Jay — mruknął Ryan. Naprawdę nie cierpiał dymu papierosów. Było mu od niego niedobrze i chyba już wolałby się inhalować zapachem benzyny. — Hm, może powinienem ci na gwiazdkę kupić gumy do żucia.
— Nie pogardzę, ośle. — Jason śmiał się, wybitnie rozbawiony tą reakcją. — A co do wcześniejszego pytania, to głównie chodzi o fakt, że myślałem, że szukam czegoś innego w życiu, a dostałem coś innego, co jak na razie jest bardzo ciekawe.
— Więc jednak poza trybem jednonocnym, jak zdążyłeś mi się już przyznać, ktoś tam cię częściej nęka, tak? — odparł Ryan z typowym sobie uśmiechem, czekając, aż wreszcie Jason przestanie palić. Mężczyzna jednak po skończeniu jednego papierosa sięgnął po następnego.
— Powiedzmy, ale i tak uskuteczniam okazjonalne numerki.
— Czyli rozumiem, że z tamtym facetem nie masz nic formalnego? — spytał Ryan, po czym dodał: — I zrezygnuj z tego drugiego peta, proszę.
Jason zaśmiał się chrapliwie, ani myśląc o gaszeniu.
— Chciałbyś. — Zaciągnął się mocno i wręcz teatralnie. — I tak, nie łączy mnie z nim nic poza okazjonalnym seksem.
— Aż współczuję twoim płucom, Jay — mruknął Ryan, odchylając się na oparcie i przesłaniając usta i nos dłonią, a niemal w tym samym momencie przy stoliku pojawił się Charlie razem z Rushem i butelką pod ręką.
— Tu jesteście. W samym kącie — powiedział Charlie, wbijając się na kanapę.
— Mhm. I znalazłem torturę dla tego osła. — Jason wskazał głową na Ryana, zaciągając się jeszcze już kończącym się papierosem.
— Co? — Charlie nie zrozumiał i postawiwszy szklanki, zaczął otwierać koniak.
— Jay znajduje parszywą przyjemność w zaśmierdzaniu powietrza — wyjaśnił mu Ryan, a starszy tatuażysta zarechotał wrednie, wypuszczając ze spokojem dym nosem.
— Mi pasuje — dodał jeszcze, gasząc w końcu peta.
Rush w tym czasie usiadł obok Jasona, aby przypadkiem nie znajdować się zbyt blisko przyjaciela swojego chłopaka.
— Nie wiedziałem, że nie lubisz fajek — rzucił do Ryana Charlie, podsuwając mu szklankę.
— No nie gadaj.
— Um… Ale pójdziemy potem potańczyć, co? — Charlie podsunął jeszcze jedną Jasonowi, który spojrzał na niego jak na głupiego.
— Z chęcią, przecież nie będziemy tu tylko siedzieć i pić — zgodził się Rush, poprawiając za ucho swoje blond włosy.
Ryan podążył wzrokiem za tym gestem z kpiącym uśmiechem i napił się koniaku.
— Właśnie, a muzyka jest spoko. I wy byście mogli kogoś poderwać. — Charlie uśmiechnął się, patrząc na Jasona i Ryana.
Jason zaszczycił chłopaka zmęczonym życiem spojrzeniem i napił się alkoholu, brzdękając lodem w szklance.
— No co? Sami jesteście… — mruknął Charlie, marszcząc brwi, zgaszony tym spojrzeniem. Mieli się zabawić, a nie siedzieć przy stoliku jak stare dziady w barze.
— To nie gejowski klub, kochanie, trudno by było tu wyhaczyć jakiegoś geja, nie uważasz? Słabe światło, zagęszczony tłumek… Ciężkie warunki — wtrącił Ryan.
— A poza tym nie jestem skory do robienia wyliczanki „hetero, hetero, hetero, homo, hetero” — dodał Jason, mimo że i tak później miał zamiar choć na chwilę się trochę rozprostować.
Charlie był zdegustowany tym brakiem entuzjazmu.
— To niby aż takie trudne? — mruknął, jakby to nie on nie mógł swego czasu uwierzyć Jasonowi, że Rush ma pociąg do mężczyzn, kiedy tatuażysta pierwszy to zauważył. — Znacie się na tym. Chyba że wam gaydar prysł.
Jason przewrócił oczami. Zwyczajnie mu się nie chciało, ale Charlie skutecznie go prowokował.
— Nie prysł, nie prysł. Takie rzeczy się nie psują.
Ryan tymczasem rozglądał się po tańczących ludziach, sprawdzając, czy rzeczywiście mógłby tu rozpoznać geja.
— Hm… I co nam dasz, jak już jakiegoś znajdziemy? — spytał wreszcie Charliego, który tylko prychnął pod nosem, dolewając sobie koniaku.
— Jednak cię przekonałem. — Uśmiechnął się.
— Popieram pytanie An. Co z tego będziemy mieli, że ci udowodnimy? — spytał Jason, zakładając nogę na nogę.
Rush wsunął jedną dłoń do kieszeni, przyglądając im się.
— A co chcecie?
Ryan spojrzał koso na Jasona, słysząc określenie. Brzmiało jak jakieś dziewczęce imię. Jak on w ogóle na to wpadł?
— Mnie by wystarczyło, żeby Jay zrezygnował z tego zdrobnienia. — Uśmiechnął się uprzejmie, a tatuażysta zaśmiał się ochryple.
— A jak mam na ciebie wołać… An?
— No, nie wiem… może… hm… — Ryan udał, że się zastanawia — moim imieniem?
— Mógłbym powiedzieć to samo — odmruknął Jason.
Rush w tym czasie zakręcił się niecierpliwie na kanapie.
— Więc co? Postanowiliście coś?
Ryan przytaknął.
— Powiedzmy.
— Tylko musicie do niego podejść i zrobić coś, żebyśmy stąd też widzieli, że jest homo — dodał Charlie, patrząc po nich z rozbawionym uśmiechem, a Jason jęknął w duchu.
— Naprawdę, jakby nie było bardziej dziecinnej zabawy.
— Może da wam ze sobą zatańczyć albo coś takiego — zasugerował Rush, mając podłą nadzieję, że Ryanowi się nie powiedzie.
— Więc idziemy na podbój — stwierdził Ryan, dopijając swój koniak i unosząc się z kanapy. Może i nie była to najbardziej pasjonująca zabawa, ale liczył, że znajdzie tu sobie kogoś na tę noc. A raczej na seks. Od kiedy wyszedł, jeszcze nie zdążył przelecieć żadnego faceta.
Jason tylko pokręcił głową, ale też wstał.
— A wy ptaszyny pilnujcie miejsca — warknął i poszedł gdzieś w tłum, żeby wypatrzeć jakiegoś faceta, który bez problemów dałby się namówić na taniec czy inną głupią akcję promującą jego orientację.
Charlie i Rush siedzieli na kanapie, obserwując czujnie dwójkę przemierzającą przez bawiący się tłumek. To było dosyć zabawne, kiedy ci tak przyglądali się czujnie każdemu facetowi. Jak drapieżnicy polujący na słabe osobniki w stadzie.
Jason mógł kątem oka zobaczyć, że Ryan po jakimś czasie najwyraźniej wziął kogoś na celownik, by wreszcie ruszyć w tamtym kierunku. Zanim jeszcze zdążył stanąć przed chłopakiem, Jason wiedział, że dobrze trafił. Ryan zagadał do nikogo innego jak Tony’ego, ciemnoskórego tancerza z chińskim smokiem na plecach, którego sam całkiem niedawno przeleciał. Cholerny zbieg okoliczności.
Przez chwilę już miał nawet sobie darować, bo aż tak mu nie zależało, ale poczuł niespodziewany przebłysk pomysłu, kiedy zauważył, że stojący nieopodal chłopak z kwaśną miną zlustrował Ryana. To akurat było zbyt proste, ale nie miał ochoty się wysilać.
Nim doszedł do niego, uchwycił spojrzeniem wzrok Tony’ego i dotykając palcem wskazującym ust, nakazał mu milczenie. Ten zamrugał, ale szybko spojrzał z powrotem na Ryana, który właśnie się przedstawił. Był naprawdę przystojny, miał męskie rysy twarzy i te ciemne, przyciągające wzrok oczy. No i bardzo przyjemny dla oka uśmiech.
— Och, chyba Ryan się zagadał. Ciekawe, czy dobrze trafił. — Charlie zaśmiał się ze swojego miejsca i spojrzał szybko w stronę Jasona, zainteresowany, jak temu szło.
Tatuażysta już sprzedawał jakiś kit chłopaczkowi, który nadal robił kwaśne miny. Szybko jednak przestał i roześmiał się, wskazując na Ryana brodą. Ten w tym czasie rozmawiał z Tonym i sam był coraz bardziej zainteresowany. Tancerz był słodki, a Ryan nie spał jeszcze nigdy z ciemnoskórym chłopakiem, mimo że tacy jakoś wybitnie mu się podobali. Po chwili więc poprosił o numer, a ten chętnie wyciągnął telefon. Ryan tylko uśmiechnął się pod nosem, pewien, że było to widać od strony stolika.
Tony podał mu numer i sam zabrał od niego, przyglądając mu się z zaciekawieniem. Ryan był naprawdę przystojny… chociaż te oczy miał trochę groźne. Mimo wszystko, był wyjątkowo atrakcyjny i nie zaszkodziło spróbować.
Po chwili Ryan poklepał go po ramieniu, puścił oczko i obiecał, że później się odezwie. Wreszcie ruszył z powrotem w stronę stolika, kątem oka wypatrując Jasona. Ten stał niedaleko, ewidentnie i na widoku, flirtując z zaczepionym chłopakiem, który rzucał co jakiś czas spojrzenie Tony’emu. Ten z kolei dopiero teraz zauważył, co robi Jason. Zmarszczył się nieznacznie.
Ryan w tym czasie wrócił do stolika i usiadł obok Charliego, który uśmiechnął się pod nosem i podsunął mu szklankę z koniakiem.
— I co, będziesz się z nim pieprzył? — zagadał z zaciekawieniem.
— Mhm, bardzo uroczy chłopak — odparł Ryan, patrząc to na Tony’ego, to na Jasona z drugim chłopakiem.
Rush nie dał rady powstrzymać się przed przewróceniem oczami. Jason w tym czasie zagadał do chłopaka, z którym stał i wziąwszy go za rękę, ruszył na tyły klubu. Ryan zaśmiał się, widząc to. Udało się temu skurczybykowi. Cholera. Potem jednak zobaczył, że Tony, obrzuciwszy spojrzeniem znikającego z chłopakiem Jasona, powędrował za nimi.
— Chyba przyszli razem — mruknął Rush, także obserwując całą sytuację.
Tym razem Ryan zmarszczył się nieprzyjemnie.
— Uuu, uroczo, więc mam numer od zajętego faceta. — Uśmiechnął się do siebie na poły gorzko, na poły ironicznie. Jeśli Tony przyszedł z tym młodym, to nie miał zamiaru się z nim pieprzyć.
Rush ukrył za kieliszkiem lekki uśmiech.
— Możliwe. Chyba że od porzuconego faceta, jeśli Jason okaże się wredną żmiją.
— Czymkolwiek Jay się nie okaże, liczę, że nie poszedł z facetem mojej potencjalnej randki.
— No, ale czemu? Dał ci przecież numer, znaczy, że chce się z tobą przespać — zauważył Charlie, nie rozumiejąc, o co chodzi.
— Nie będę się pieprzył z kimś, kto jest w związku, kochanie — burknął Ryan. — To nie fair. Zdrada i bzykanie się na boku to cholerne świństwo — dodał i dopił koniak. Może i nie miał z tym dużego doświadczenia, szczególnie że ostatnie lata spędził w pierdlu, ale naturalnie wierzył we wierność. Mimo że mogło to być naiwne. On by nie zdradzał i nie chciał też być czyimś bonusem spoza związku.
Rush warknął pod nosem, mało zadowolony z tego „kochanie”, ale odpowiedział już spokojnie.
— Czyli jednak masz jakieś dobre strony.
Ryan zerknął na niego i uśmiechnął się kpiąco.
— I dopiero teraz je dostrzegłeś? Hm, dlaczego właściwie jestem taki zły i straszny w twoich oczach? Może ty wiesz, kochanie? — Zerknął na Charliego, który wywrócił oczami na tę wymianę zdań.
— A może przestańcie, co? — syknął.
Rush od razu uniósł dłoń w obronnym geście.
— Już nic nie mówię.
— Mieliście się polubić… — mruknął pod nosem Charlie, a Ryan uśmiechnął się tylko do niego i pogłaskał po długich włosach. — W ogóle, ty znajdź sobie jakiegoś faceta, a nie mnie obmacujesz. — Zaśmiał się, zerkając równocześnie niepewnie na Rusha, czy się nie wkurza.
— Mm, nie zabieraj mi tej przyjemności — zamruczał Ryan, ale myśli mu odpłynęły tego ciemnoskórego tancerza, który poleciał za Jasonem. Zadumał się.
Rush w tym czasie uśmiechnął się miło, ale sztucznie. Miał to dopracowane na równi, jeśli nie lepiej niż Ryan.
— Lepiej jednak, jakby ci ją zabierał. I dobrze ci radzi, znajdź sobie kogoś innego do głaskania — odparł niby przyjacielsko.
Charlie zmarszczył się, totalnie zasępiony. Ale zabawny wieczór, nie ma co…
Ryan tymczasem uśmiechnął się uprzejmie do Rusha.
— Mój ulubiony książę zaborczy niczym mały, zazdrosny spaniel.
— Dosyć, cholera, chodźcie tańczyć czy coś, ja nie mogę! — zaburczał Charlie, wlewając w siebie resztki koniaku, po czym wypchnął się między nimi i ruszył na parkiet.
Rush wzruszył ramionami i nie oglądając się na Ryana, poszedł za nim.

***

Tony wyszedł za klub, bujając się lekko i szukając wzrokiem Jasona, który wyszedł przed chwilą z Tomem. Było ciemno, ale dostrzegł ich kawałek dalej i ruszył w ich kierunku. Obaj stali przy ścianie zaułka. Tatuażysta oparty o nią z ręką na ramieniu chłopaka, a ten z rozbawionym uśmieszkiem go obejmował. Obaj wyglądali, jakby tylko na niego czekali.
Tony zmarszczywszy lekko brwi, podszedł do nich, wciskając dłonie w kieszenie wiszących nisko na biodrach spodni.
— Jason…? — rzucił, patrząc to na tatuażystę, to na Toma.
— Hmm?
— Trochę dziwna sytuacja — odparł tancerz i uśmiechnął się lekko, a chłopak obejmujący Jasona tylko się zaśmiał. — Wy chcecie tak w trójkę…?
Tom zachichotał ponownie, patrząc z wyzwaniem na czarnoskórego chłopaka.
— Skąd taki pomysł? — spytał, a Jason milczał dyplomatycznie.
— Nie wiem, tak jakoś. A co, chcecie się sami zabawić?
— Jakbyś tak myślał, to byś za nami nie wyszedł, co nie? — rzucił tym razem Jason.
— Mhm… — odparł Tony z wahaniem, ale postąpił krok w przód i sięgnął dłonią do biodra tatuażysty.
Jason przewrócił oczami, a teraz wyraźnie niezadowolony Tom wydął wargi.
— No i widzisz! Nie działa! — pisnął, odsuwając się od Jasona, a ten syknął, łapiąc go za nadgarstek.
— Bo jesteś w gorącej wodzie kąpany! Po cholerę się wydzierasz?!
Tony cofnął się i popatrzył na nich wilkiem, ale bardziej podejrzliwie i z wyrzutem na Toma.
— No i o co wam chodzi?
— Zakład, a wy pomagacie mi się wyrwać — odmruknął Jason, a Tom trzepnął go ręką w ramię.
— Nie tak. Miałeś go odciągnąć od tego tam!
Tony chyba załapał, o co chodziło i skrzywił się. Nie lubił, kiedy ludzie go tak podchodzili. Cenił sobie szczerość.
— Ryana? — mruknął. — Jesteś zazdrosny?
Chłopak tupnął nogą, zakładając ręce na klatce piersiowej. Powiedzieć, że był niezadowolony, to mało.
— Nie, skądże! — syknął. Nie brzmiał, jakby mówił prawdę, więc tancerz westchnął.
— Jezu, ale nie wkurzaj się… To nic zobowiązującego przecież, ledwo co faceta poznałem — wyjaśnił w miarę cierpliwie, bo nie chciał sceny przy Jasonie.
Ten za to, widząc, że są zajęci, postanowił się sprawnie i cichcem ulotnić. Usłyszał jeszcze tylko wkurzoną odpowiedź Toma, ale zaraz potem skręcił za róg, sięgając po papierosa. Nie zdążył go odpalić, kiedy poczuł wibracje telefonu z kieszeni. Zaklął pod nosem i z papierosem wciąż między wargami sięgnął po komórkę. Zastrzeżony.
— Mm? — mruknął, przytrzymując ją ramieniem i zapalając szluga.
— Co robisz? — Usłyszał znajomy, chłodny głos. Uśmiechnął się do siebie mimowolnie.
— Mnie też miło cię słyszeć. — Zaśmiał się ochryple. — Jestem przed klubem.
— Masz czas?
Zerknął na budynek, po czym zaciągnął się mocno i dopiero odpowiedział.
— Mhm. Co proponujesz?
— Spotkanie.
— A dokładniej? Przyjedziesz po mnie?
— Gdzie?
— Pod Space, na 11th Street. Powinieneś trafić. Niedaleko Bicentennial Park.
— Dobrze. Już jadę — odpowiedział Alex i rozłączył się.
Jason schował telefon do kieszeni i oparł się plecami o palmę, paląc leniwie papierosa. Było mu to na rękę. Nie chciało mu się wracać do klubu… no i chciał zobaczyć tę seksowną bryłę lodu.
Co jakiś czas po ulicy przejeżdżał samochód. Była już późna noc, a miał też wytłumaczenie dla reszty towarzystwa, dlaczego zniknął.
Po jakichś dwudziestu minutach po drugiej stronie ulicy na poboczu zatrzymał się biały Bentley. Jason uśmiechnął się do siebie i przeszedł przez ulicę z rękami w kieszeniach. Bez pytania otworzył drzwi i od razu usiadł po stronie pasażera. Alex, nie tracąc czasu, ruszył.
— Znowu hotel? Nie nudzi ci się to? — zagadał Jason.
Anglik uśmiechnął się lekko pod nosem.
— Przyznam, że nie. A tobie?
— Niby nie. Ale mógłbyś do mnie wpaść.
Alex rzucił mu krótkie spojrzenie, ale szybko skupił się znowu na drodze.
— Myślę, że znajdzie się kiedyś okazja — odparł trochę niepewnie. Wcale przecież nie wiedział, czy faktycznie tak będzie.
— Teraz jest na przykład, ale jak tam chcesz — mruknął Jason.
Alex zgasł nieznacznie. Nie chciał zbytnio ryzykować i jechać do niego. Tatuażysta zerknął na niego i uśmiechnął się kątem ust.
— Przecież nic bym ci nie zrobił. Mówiłeś, że podoba ci się moje mieszkanie.
Alex ledwo zauważalnie zacisnął wargi i palce na kierownicy.
— Podoba, ale nie chcę tam tego robić.
Jason pokręcił głową. Nie rozumiał go, co jednak nie było odstępstwem od normy.
— Jakaś różnica? Poza tym, że nie tak bialutko?
— Niewielka, poza komfortem psychicznym.
Niezbyt przekonany Jason tylko mruknął coś, ale skapitulował. Tymczasowo. I tak chciał go zaciągnąć do siebie i liczył, że będzie miał na to okazję.
Po kolejnych pięciu minutach jazdy Alex ponownie spojrzał na Jasona.
— Chcesz coś zjeść?
— No, może. Zamówisz coś?
— Mogę. Chyba że życzysz sobie jakąś kolację w restauracji?
— Lepiej jak zjemy w łóżku — zamruczał Jason, pochylając się do niego i musnął nosem jego włosy, a Alex wyraźnie stężał i rzucił mu chłodne spojrzenie.
— W łóżku? — Mało przekonywała go ta wizja.
— Mhm — odmruknął mężczyzna i cmoknął go w policzek.
Alex aż przyhamował i wytarł skórę rękawem garnituru.
— Co robisz?
Jason wzruszył ramionami. Liczył, że Alex wreszcie się do tego przyzwyczai. Uśmiechnął się pod nosem. Miał nawet dobry pomysł, jak przekonać go do czegoś. A raczej zakładał, że jest dobry. Wszystko zależało od tej lodowej królowej.
— W takim razie zamówimy już z hotelu? — upewnił się Alex. Powoli dojeżdżali.
— Mhm.
Skinął głową i wjechał na podziemny parking. Jason wysiadł jako pierwszy oraz poczekał na drugiego mężczyznę i jego nieodłączny neseser.
— Chcesz się najpierw pieprzyć, czy zjeść? — spytał wprost.
Alex wzruszył ramionami i zabrał z bagażnika tym razem także pokrowiec na ubranie.
— Jak wolisz. Akurat w tej kwestii mogę się dostosować.
Jason zaśmiał się trochę gorzko, ruszając za nim.
— Szkoda, że w innych nie możesz.
— Zależy jakich. — Alex wcisnął przycisk przywołujący windę.
— Mógłbyś się dostosować na przykład odnośnie pozycji.
Alex zmroził go spojrzeniem i poczekał chwilę, a gdy winda przyjechała i drzwi od niej otworzyły się z piknięciem, wszedł i odpowiedział:
— Nie chcę. Tak jest mi wygodnie. Ty też nie musisz się wysilać.
— Uparty skurczybyk. Wolałbym się trochę powysilać i też poruszać bioderkami.
Alex spojrzał na niego z politowaniem.
— Twoje ręce byłyby wtedy zbyt ciekawskie i wszędobylskie. Podziękuję.
— To co powiesz na inny kompromis? — mruknął Jason, kiedy wyszli z windy i ruszyli do pokoju ze złotym numerkiem 99 na drzwiach.
— Jaki?
— Dasz sobie obciągnąć — wypalił Jason, ale zanim Alex zdążył zaprzeczyć, dodał: — Pod prysznicem.
Alexander Grey o mało nie potknął się o własne nogi, kiedy to usłyszał.

29 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 54 – Hetero, hetero, homo, hetero

  1. Katka pisze:

    Tess, „nienawidzę zdrad, dlatego też po przeczytaniu tego rozdziału bardziej polubiłam Ryana” – możecie sobie zatem podać rękę :) Ryan też tego nie toleruje, więc chyba się w tym względzie „dogadacie” XD Hehe, a co do jego partnera ewentualnego… Oj, no się zobaczy, czytaj dzielnie dalej, ciekawe jesteśmy, co powiesz :D Nawet bardzo. A Alex i Jason – śmieszy i irytuje i nakręca… to dość ciekawa mieszanka XD Ale skoro nie odrzuca zupełnie, to chyba dobrze. Na pewno są dość specyficzną parą… rzeczywiście, mogą irytować, czymś innym niż gołąbki z toną lukru XD No w każdym razie już widzę, że prawie w połowie jesteś :D Powodzenia w dalszym przedzieraniu się przez rozdziały :)

  2. Tess pisze:

    Haha, jak wspomniałam w jakimś wcześniejszym komentarzu – nienawidzę zdrad, dlatego też po przeczytaniu tego rozdziału bardziej polubiłam Ryana. Awrrrr
    Jestem ciekawa z kim będzie i czy w ogóle z kimś będzie. Mam nadzieję, że nie z tym całym Tonym :D
    Co do Jasona i Alexa (uwielbiam imię Alex) mam mieszane uczucia, bo niby trochę mnie to śmieszy, niby trochę irytuje, ale zarazem tak strasznie nakręca. Ogólnie rzecz ujmując – jest ciekawie.

  3. Katka pisze:

    Kohaku, haha, Ryanowi do ideału sporo brakuje, ale cieszę strasznie, że go lubisz! :D No i rysuuuuunki, och, nie mogę się doczekać!

  4. kkohaku pisze:

    Rayan co raz bardziej mi się podoba. Kurcze jest tak..hm idealny! xD przynajmniej według moich standardów mogłabym mieć jakiego faceta. Och okrutne zaczynacie mnie rozrywać między Jasonem a Rayanem xD normalnie kolejny pomysł na rysunek mi wpadł, ale tak gadam i nic nie ma xD ale będzie po sesji maszynowa produkcja. Lecem dalej bo jak widać nadganiam :D

  5. Katka pisze:

    Sdie, hehe, fajnie, że wróciłaś :D „No to dzisiaj krotko niestety” to nie było krótko XD To był bardzo ładny, przydługi komentarz. Co do ilości bohaterów… Hm, no jest to zdecydowanie długie opowiadanie, więc gdyby było tylko o jednej parce byłoby nudno :) No i taki Mike i Katy to drugoplanowe postacie, tak samo jak tancerz, Marg, czy inni pojawiający się na chwilkę. A dwie parki i jeden singiel to chyba w miarę ok według nas, jak na taką telenowelę bajkową :) Zresztą dzielimy ich sceny w miarę równo, więc tym bardziej. Hehehe, no i extra, że docieranie się Jasona i Alexa się podoba :D Tak im stopniowo to idzie :)
    ;*

  6. Sdie pisze:

    Wróciłaaaaaaam do waaaas!
    Wiem, ze sie cieszycie :D Nie ma Sdie nie ma imprezy! xD
    A tak poważnie to na razie wrocilam do FDTS mam nadzieje ze mi wybaczycie :) Reszte nadrobie po maturze. Nawet mojego Doma zaniedbalam…i nie wiem czy sie predko pogodzimy..
    Ale poki co to kocham Alexa i Ryana i nigdy nie zapomne jak ALEX POCALOWAL JASONA W GLOWE!!! i ze mniej wiecej mu wyjasnil w czym problem. W ogole podoba mi sie to, ze coraz czesciej sie spotykaja i ze Alex go podwozi w rozne miejsca :) Ze niby przypadkiem….W ogole takie drobnostki lubie czytac jak np: ta kawa niedawno, to ze ze soba sypiaja w jednym lozku, te podstepne pocalunki Jasona, wspolne sniadania, ze Alex zaczyna coraz wiecej mowic, ze pozwala na wiecej, ze mniej protestuje…
    Bardzo lubie slowne przepychanki Jasona i Ryana – ale ryan jest zbyt spokojny..troche inaczej go sobie wyobrazalam. Wlasciwie sama nie wiem co moglby robic albo jak sie zachowywac, ale jakis tak dziwnie jest.
    Zazdrosc zimnego Ricza jest pocieszna – wyobrazam go sobie jak takiego bialego koguta z taka malusienka korona zaczepiona na grzebyku, patrzacego to z wielkim oburzeniem to z chora satysfakcja – zaleznie od nastroju, gdaczacego jak idiota (ktorym zreszta jest) i sroszocego swoje zadbane piora i przygotowanego do boju w pozycji „na kozaka japieordole”.
    Charlie sie zachowuje jak przykladna zona z wieloletnim stazem, ktora mimo tego dalej gotuje swojemu meŻulowi pyszne obiadki i przynosi gazete piwo i kapcie..i smieje sie jak jakas orleanska dziewica w okresie godowym trzepoczac rzesami…Oni sa zbyt slodcy. Laski kochane! Oszczedzajcie cukier! Stoi juz po 6 zl! (prawie) – jeszcze sie kiedys przyda ;]
    No i oczywiscie „- Dasz sobie obciągnąć – odparł Jason, ale zanim Alex zdążył zaprzeczyć, dodał: – Pod prysznicem.
    Blondyn o mało nie potknął się o własne nogi, kiedy to usłyszał.” – jak to nie dojdzie do skutku i im w kakikolwiek sposob przerwiecie i kazecie mi niecierpliwej czekac na to jeszcze niewiadomo ile to was chyba znielubie…delikatnie mowiac. NIE MOZECIE po prostu mi tego zrobic!! Ta ekspresja na twarzy Alexa i jego mysli i uczucia gdy widzi Jasona ktory przed nim kleczy…juz widze jego oczy w tym momencie – po prostu nie macie prawa mnie tego pozbawic :(
    A tak apropo: Nie uwazacie ze tu sie robi za duzo bohaterow? :D Troche tloczno jest :P Czarls, zimny Ricz, Mike, Marg, Katy, Jason, Alex, ci smieszni tancerze – epizodyczni, Ryan – no i ten jego nowy kiedystam? W NBTS jest ich tylko 2 co z kolei wydaje mi sie za mala liczba :) Chociaz moge sie myslic bo jestem sporo w tyle..No to dzisiaj krotko niestety bo juz marze o moim lozku, ale jeszcze tu wroce :D Czekam z niecierpliwoscia na nowe FDTS ;]
    P.S Proponuje usmiercic Ricza – najlepiej na cukrzyce ;/
    P.S 1 Kaaaat ty juz wiesz co ;>
    P.S 2 Shiiiiv! Zdalas ???

  7. Shivunia pisze:

    Floo >> jaki fajny pozytywny komentarz. Ryan faktycznie ma dość ciekawe podejście do związków patrząc na niego tak w całości. A koniec… oj czasami trzeba was obudzić żebyście troszkę się pomęczyli. Nie ma zawsze tak łatwo hihihi ;)

  8. Floo pisze:

    NIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!! Jak mogłyścieeeee?? Koniec w takim momencieeee…. To powinno być karalne >.<! Gdzie reszta ja to muszę zobaczyć… tfu przeczytać!
    Swoją drogą podobało mi się podejście Ryan'a do związków. Podoba mi się że nie chce wchodzić w czyjś związek ani być tym trzecim na doczepkę. Bałam się że on raczej będzie z tych co to nie patrzą czy to związek czy nie i bierze co chce. Miłe zaskoczenie ^^

    Kiedy będzie kolejny odcinek FDTS?? Nie wolno tak dręczyć kochanych czytelników!! To jest znęcanie się @_@ teraz będę mieć spapraną psychikę… (dobra dobra wiem że bardziej się nie da XD)

  9. fanta pisze:

    jesteście okropne :( jak można przerwać w takiej chwili akcję mojej ukochanej pary? T.T
    serio, jestem fanką Alexa i Jasona *.*
    wieelką fanką. mogłabym czytać jedynie o nich :DD

  10. Katka pisze:

    InnerVision, dziękujemy za komenta, strasznie nas cieszą i mega motywują, więc super, że jednak coś napisałaś! ;* Współczuję egzaminów i mam nadzieję, że zrelaksujesz się u nas troszkę :)

    W., „Chociaż Charliego dalej wielbię, ale raczej matczyną miłością. :>” hehe, mam podobnie, z niego taki chłopczyk jest :) I strasznie się cieszę, że jesteś fanką Ryana, mam nadzieję, że to co dla niego planujemy Cię nie rozczaruje :D A jeśli chodzi o NBTS to rozumiem; rzeczywiście skupia się głównie na dwóch bohaterach, a FDTS to raczej taka wielowątkowa bajeczka :) Tutaj dla każdego coś dobrego :)

  11. W. pisze:

    Czuję się uwiedziona przez Ryana. Normalnie kocham tego gościa. Pierwszy raz w życiu zostałam czyjąś fanką. Chociaż Charliego dalej wielbię, ale raczej matczyną miłością. :>W ogóle podoba mi się mnogość postaci w tym opowiadaniu. Jednych lubię bardziej, innych mniej, niektórzy mnie złoszczą, inni bawią, ale do wszystkich czuję bardzo dużo sympatii. Mam nadzieję, że tancerz ze swoim przydupasem też jakąś rolę będą mieli do odegrania.:>
    Chyba dlatego właśnie nie przemogłam się do przeczytania NBTS, tylko dwóch bohaterów, a obydwaj mnie tak strasznie irytują , że mnie to wcale nie bierze.
    Dajcie jakiś cynk, jeśli pojawi się tam ktoś jeszcze. :>

  12. InnerVision pisze:

    Przeczytałam ten rozdział już dawno, ale jakoś nie miałam weny, żeby coś napisać. A że chcę jakoś wam podziękować za trud włożony w napisanie tego wciągającego opowiadanka, to postanowiłam jednek skomentować xD
    Szczerze, to bardziej jestem ciekawa jak się potoczą sprawy sercowe Ryana. Polubiłam tego gościa, ale to u mnie nie dziwne, bo właściwie lubię wszystkie postacie xDD Ale jego szczególnie, no.
    Żeby nie było, parring JasonxAlex też mi się podoba, ale jego już przerabialiśmy ileśtam razy ;]
    Dodawajcie też szybko jakiś nowy rozdział, bo za tydzień mam egzaminy i będę całymi dniami siedzieć nad książkami, buuu ;<

    Wybaczcie, że taki krótki komentarz, ale nie jestem dobra w pisaniu elaboratów :D

  13. Katka pisze:

    Hahaha, Tamiya, no takie złe jesteśmy. I to – ” W wodzie Alex powinien pozwolić sobie na wszystko, wtedy wilk byłby syty i owca cała! A rzesza fanek JxA piszczałaby przez tydzień XD” – no właśnie dlatego trzeba stopniować wrażenia XD Jakby tak wszystko na raz było, to potem nie mielibyście do czego wracać, a my chcemy czytelników XD

  14. Tamiya pisze:

    Na wstępie powiem wam, że NIENAWIDZĘ WAS Z GŁĘBI MEGO SERCA za kończenie w TAKIM momencie D< Niee, jak mogłyście mi to zrobić, no jaak?! Dobra, koniec marudzenia.
    Ryan chyba stał się jedną z moich najbardziej ulubionych postaci <3 No po prostu jest cudowny, dyplomatyczny, wredny i kochany :3 Tak, wszystko w jednym, haha. I te oczy. A jak mówi do Charliego "kochanie" i spanielek się wkurza XDD Ale wiecie coo? Lubie Rusha jako takiego wrednego, złego księcia <3 Taka nowa strona.
    A Jason, stare przebiegłe smoczysko <3 No i jak się naczekałam na JxA, straciłam nadzieję, pod koniec są i nagle przerywacie w TAKIM momencie! Ale Alexiątko aż potknęło się z wrażenia, haha. JA CHCĘ KOLEJNY ROZDZIAAŁ!
    Będę usychać, autentycznie usychać D: W wodzie Alex powinien pozwolić sobie na wszystko, wtedy wilk byłby syty i owca cała! A rzesza fanek JxA piszczałaby przez tydzień XD Uschnęęęę.

  15. Katka pisze:

    Elis, cieszę się, że ma plusa :))) Rzeczywiście, Ryan ma dość sprzeczny ze swoim zachowaniem kodeks moralny, hehe.

    LordKurak, hahaha, z tym ganianiem z kamerą na popijawie… nawet to zobaczyłam oczami wyobraźni, tak komiksowo. Rozkoszne XD A co do zdrobnienia, to, hm… no Ryan się nie dziwi, tylko za każdym razem go to kuje po prostu XD Co jeszcze, „Przepraszam jeżeli się czepiam, ale można przestąpić z nogi na nogę siedząc?” haha, no może to było źle ujęte, zapewne chodziło o takie niecierpliwe poprawienie się na siedzeniu, jeśli wiesz co mam na myśli :)

    Yuriko, trzymam kciuki za Twoją cierpliwość, nie cierp ;* XD

  16. LordKurak pisze:

    „- Napijemy się w klubie, kochanie – odparł Ryan” byłam pewna, że to powiedział Rush :P dopiero za drugim przeczytaniem zauważyłam, że to nie on, wprowadza mnie w błąd już to kochanie :D

    „- Miałbym wspaniały materiał szantażowy.
    Ryan uśmiechnął się pod nosem, a Charlie tylko się skrzywił. Jasona można by o wszystko podejrzewać.” Czyżby szykował się jakiś szantaż? :D Na miejscu Charliego nie podsuwałabym J pomysłów z kamerą, zwłaszcza że ma słabą głowę. Już widzę jak na następnej popijawie lata z kamerą/telefonem/dyktafonem/czymkolwiek od osoby do osoby zbierając materiał dowodowy.

    Niby nie, a tu się okazuje, że zarówno Ryan jak i Jason chcą związku. W rozmowach sam na sam są ze sobą zadziwiająco szczerzy.

    „Ryan spojrzał koso na Jasona, słysząc określenie. Brzmiało jak jakieś dziewczęce imię, jak on w ogóle na to wpadł?” Czemu Ann się dziwi? Przecież już podczas zakupów Jay użył tego zdrobnienia :P

    „Rush w tym czasie przestąpił z nogi na nogę, niecierpliwiąc się.” Przepraszam jeżeli się czepiam, ale można przestąpić z nogi na nogę siedząc?

    „Rush warknął pod nosem mało zadowolony z tego „kochanie”, ale odpowiedział już spokojnie.
    – Czyli jednak masz jakieś dobre strony.” hahaha Rush wypowiadający się o wierności w związku hahaha znalazł sobie temat :D

    Cath dobrze słyszeć, że nie ja jedna tak robię :D

  17. Elis pisze:

    Za kończenie w takim momencie powinna być jakaś kara. Torturujecie nas, ale przymknę na to oko, bo rozdział był cudowny. A w kolejnym… hm, tylko pytanie czy Aleksiątko zgodzi się na to obciąganie pod prysznicem.

    Ryan bardzo miło mnie zaskoczył z podejściem do zdrady. Myślałam, że on należy do grupy osób których nie obchodzi, że ktoś z kimś jest. A tu taka niespodzianka. Ma u mnie dużego plusa. :)

  18. Yuriko-chan pisze:

    nieeeeee :((( ja chce wieceeeej :(( Aleeeeks <3 *zamyka sie w sobie, rozmyslajac o obciaganiu pod pryszznicem*

  19. Katka pisze:

    Gazelka, ale czemu nie Jay i Ryan? XD No dobra… minusem jest, że Ryan by nie wytrzymał smrodu petów na dłuższą metę… ale przecież miłość pokonuje wszelkie przeszkody XD Hehe, no i tak, woda to takie naturalne środowisko Alexa XD

    Yuriko, jaka cwana! XD Dzisiaj jest zamiast jutro, haha. Shiv nalegała.

  20. Yuriko-chan pisze:

    nienawidze was. Jak mozna konczyc w takim momencie, ja protestuje i kat obiecala mi nowy rozdzial w poniedzialek(jutro)xD o tak, prosze ;DD

  21. Gazelka pisze:

    Ja na wstępie coś powiem, dobrze?
    Niech Wam nawet do głowy nie przychodzi swatać J. z Ryanem. Nie. Obiecajcie mi to:D Oni się mają kumplować, raz przez przypadek niech się prześpią, ale na tym koniec.
    Jalexander to jedyny słuszny parring!
    I z tym prysznicem, to juz ostatnio mnie naszło, że przecież nie ma siły ktora mogła by powstrzymac Alexa przed świrowaniem pod prysznicem. Lepszych warunków, poza centrum lotów kosmicznych, nie będzie… Jeśli on na to nie pójdzie. OMDŻI, nie zniese tego czekania!
    Bo w ogóle, Jason wmawiaj sobie dalej, że z Alexem to jest tylko okazjonalny seks… Spytej mnie czy to kupia?

  22. Katka pisze:

    Wadera, hehehe, następny odcinek jak zwykle, wstawiamy raczej regularnie :))) Haha, fajnie, że sadyzm poruszył XD

    Cath, „Ja i tak jak świr tu zaglądam po 20 razy dziennie” – posiadanie takiego prześladowcy cieszy XD

    Ania, super, że lubisz Ryana! :D ;*

  23. ania_niut pisze:

    Dobre, dobre zakończenie! Będę czekać na następnym rozdziale, a tam okaże się, że Aleksik się nie zgodzi;p Chociaż wolałabym żeby było inaczej.
    Wreszcie mam w tym opowiadaniu ulubionego bohatera. Do tej pory lubiłam duet Jason&Alex, ale to nie to samo, co ten jeden ulubiony:)

    Ryan<3

  24. Cath pisze:

    Osz ty… kończyć w takim momencie!!! Ja i tak jak świr tu zaglądam po 20 razy dziennie w nadziei na nowy rozdzialik! ;)
    A jak Jason wyszedł z klubu z tym chłopakiem to już rzeczywiście myślałam że będzie trójkącik! Ale lepiej że nie wyszło, zamienię każdy trójkącik za scenki z Alexem i Jasonem! Ciekawe do czego Alex da się jeszcze namówić :>

  25. Wadera pisze:

    Zdecydowanie NIE WOLNO kończyć w takim momencie!!!!!!
    To jest sadyzm w czystej postaci. Błagam! zróbcie przynajmniej wyjątek i dajcie następne FDTS ja chce więcej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Tak wogóle to rozdział genialny. Nie ma to jak dobry zakład:) I przyznam, że pozytywnie zdziwiła mnie postawa An w podejściu do zdrady.
    Kiedy natępny odcinek?????? :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s