Fire Dragon Tattoo Studio – 53 – Pijacki wieczorek

Jason otworzył drzwi swojego mieszkania i wszedł jako pierwszy, a następnie zawiesił klucze na haczyku. Mike wsunął się za nim, pobrzękując butelkami z alkoholem, który niósł w siatce. Na końcu wszedł Ryan, zdjął czarne adidasy i rozejrzał się po mieszkaniu.
— Jay, jak mi powiesz, że nie masz pokojówki i sam tak ogarniasz mieszkanie, to będę pod wrażeniem i zacznę myśleć o zostaniu milionerem i zatrudnieniu cię do sprzątania mojej posesji — rzucił. Sam już zdążył wokół kanapy Charliego zrobić niezły burdel.
Jason zaśmiał się. Z drugim chłopakiem już przepakowywał alkohol i napoje do lodówki.
— Nie mam! — odkrzyknął z kuchni. — Mam za to dość dużo zacięcia, żeby nie musieć co rano przeszukiwać całego mieszkania w poszukiwaniu rzeczy.
— Podziwiam — przyznał Ryan i podszedł do jakichś drzwi. Łazienka. Czyli dobrze trafił. Wszedł do środka, żeby przemyć twarz. Wciąż czuł się lekko zmęczony po nie całkiem przespanej nocy.
Tymczasem Mike w kuchni rzucił do tatuażysty:
— To zamawiamy tę pizzę, co?
— Mhm. Tam masz telefon. — Gospodarz wskazał go ręką, samemu otwierając sobie jedno piwo. — I nie pytaj o numer, rzadko zamawiam.
— Spoko, poradzę sobie — odparł Mike i udał się do telefonu stojącego na szafce w kuchni. A kiedy już kończył składać zamówienie, z łazienki wyszedł Ryan.
— Piwo?
— Piwo, piwo. W lodówce, weź se — odparł Jason, sadowiąc się w swoim fotelu w salonie. Och, tak… To przyjemne po całym dniu na nogach.
Ryan poszedł do kuchni, by wziąć dwie puszki i wrócił z nimi do salonu. Podał jedną Mike’owi i usiadł obok niego na kanapie. Od razu otworzył.
— Za nowy start — rzucił Mike, zerkając na starego kumpla i uniósł puszkę.
Ten tylko skinął głową i upił dużego łyka, aż przymykając oczy. Piwo. Cudownie smakowało po czterech latach abstynencji. Dobra, u Charliego już jakieś pił, ale wciąż nie mógł się nacieszyć tym wspaniałym smakiem.
Jason też napił się porządnie.
— Mmm, bardzo dobry start — rzucił Ryan i popił jeszcze. Tego mu brakowało. — Szkoda tylko, że na praktycznie pusty żołądek.
— Zaraz będzie pizza — odparł Mike, chyba najszybciej z całej trójki sącząc piwo.
— Jay, mieszkasz sam? Hm… czy powinienem spędzić z tobą najpierw dwadzieścia cztery godziny przed zapytaniem, czy nikogo nie masz? — zwrócił się do tatuażysty Ryan z lekko ironicznym uśmiechem, pijąc do jego wcześniejszej wypowiedzi.
Jason prychnął pod nosem.
— Nikogo nie mam. Tylko jednorazowe akcje. A czemu to cię tak interesuje?
— Z ciekawości pytam. I sprawdzam, czy tylko ja tu jestem wolnym człowiekiem.
— Katy jest jeszcze wolna — wtrącił Mike zza swojego piwa. Nie, żeby był złośliwy.
— Szkoda tylko, że Katy nie jest opalonym, smakowitym surferem — odparł Ryan z lekkim uśmiechem, a Mike przewrócił oczami.
— Otaczają mnie sami geje — jęknął i z racji tego napił się kilka głębszych łyków.
Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Jeszcze nie przywykłeś?
Mike rzucił mu zdegustowane spojrzenie.
— Rozmnażacie się jak szarańcza. Jeszcze tylko Ryan sobie kogoś znajdzie, to już w ogóle będzie tłumek.
— No średnio u nas z rozmnażaniem — odparł rozbawiony Jason, a kiedy Ryan przełknął kolejny łyk tego cudownego napoju, dorzucił:
— Mam nadzieję, że wesprę cię na duchu, Mikey, kiedy powiem, że nie czuję na tę chwilę wielkiej ochoty na jakikolwiek związek.
— Oj, a to… — Manager urwał, bo wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi.
Jason odstawił piwo na stolik i wstał.
— Otworzę.
Chwilę później do pomieszczenia zawitał zapach pizzy. Ryan popił jeszcze piwa, a Mike już zdążył swoje opróżnić i właśnie udał się do kuchni po drugie. Jason postawił pudełka na stole, chociaż ledwie się zmieściły. Dopił swoje piwo i jeszcze zdążył krzyknąć za kumplem, żeby i jemu przyniósł jedno. Ryan tymczasem poczęstował się już jednym kawałkiem, odchylił się na oparcie i wgryzł się w pizzę.
Mike wrócił z trzema puszkami i postawił je na stole, a Jason też zabrał się za jedzenie. Wzięli dwie pizze, więc była gwarancja, że się najedzą.
— Więc co z tym romansowaniem? — Mike wrócił do tematu, zaczynając jeść.
— U mnie jeszcze posucha, dopiero wróciłem do życia. — Ryan westchnął.
— No, ale mówiłeś, że ci niespieszno. Czemu?
— Hm… może dlatego, że chcę się zabawić, a nie męczyć się ze zobowiązaniami i tymi wszystkimi kłopotliwymi aspektami związku, kiedy dopiero co pojawiłem się na wolności? — odparł Ryan, otwierając sobie drugie piwo.
Mike skinął głową. Niby coś w tym było.
— I będziesz sobie odbijał za cztery lata celibatu? Nawet niezłe podejście.
— Mhm, aż trudno zdecydować, czego najpierw szukać. Pracy czy seksu. — Ryan uśmiechnął się kątem ust i wlał w siebie sporo piwa.
— Jeśli już to drugie najpierw, to lepiej z bogatym facetem. — Jason zaśmiał się.
— Mmm, Rush już zajęty… — zażartował Ryan z czarującym uśmiechem.
— Tylko nie mów, że gustujesz w takich? — spytał tatuażysta, a Mike cieszył się, że ma zatkane usta, bo inaczej nie powstrzymałby się od komentarza. Wiedział, że nie tylko Charlie gustował w „takich”.
— W takich słodkich, rozmaślonych, niebieskich oczętach i idealnej, książęcej fryzurce? Nieszczególnie, ale jego tyłek nie wygląda najgorzej, na ile mogłem ocenić — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem.
Mike za to o mało nie zakrztusił się pizzą. Jason klepnął go mocno w plecy.
— Czyście do reszty… — Kaszlnął jedyny heteryk w towarzystwie. — Czyście do reszty stracili poczucie dobrego smaku?! — jęknął.
Jason pokręcił głową, a po przełknięciu kawałka pizzy odparł:
— To identycznie, jakbyśmy obgadywali laski. Nie widzę szczególnej różnicy.
— Ale… ja tu jestem. Hetero! — jęknął bezradnie Mike, nie mając innego argumentu.
— Jesteś w mniejszości, Mikey — dodał Ryan, sięgając po trzecią puszkę.
Jason skinął głową potakująco, zabierając ostatni kawałek pizzy.
— Poza tym, chyba nie chciałbyś, żebyśmy mówili o walorach twojej dziewczyny — mruknął, a Mike z trudem musiał przyznać mu rację.
— Którą, swoją drogą, chętnie bym poznał — wtrącił Ryan, na którego policzkach pod koniec trzeciego piwa powoli zaczęły pojawiać się rumieńce.
Jason zachrypiał z rozbawieniem, sprzątając pudła ze stołu.
— Bardzo miło, drogie panie, ale proponuję przejść do konkretów — zmienił temat, dopijając piwo i zabierając puste puszki do kuchni do kosza.
Ryan, słysząc to określenie, rzucił za Jasonem groźne, niezadowolone spojrzenie, ale powstrzymał się od komentarza. Wstał i poszedł za nim, żeby jakby co przynieść kieliszki.
Chwilę potem obaj wrócili z wódką zakupioną przez Jasona, w następnej chwili kieliszki były już pełne, a jeszcze w następnej, o mało nie przerwanej przez marudzenie Mike’a, byli po pierwszej kolejce.
— Skurczybyk ma mocną głową — uprzedził manager studia Fire Dragon, wskazując niemal oskarżycielsko na Jasona. — Uważaj, żebyś nie odstawał.
— Dobrze, postaram się. Spróbuj też się zastosować do swoich słów — poradził Ryan z lekkim uśmiechem, widząc, jak szybko alkohol wchodził Mike’owi. Normalnie go nie poznawał. Swego czasu był tym sztywniejszym.
Obaj jednak byli zdecydowanie bardziej pod wpływem niż tatuażysta, który postanawiając nie tracić czasu, rozlał następną kolejkę.
— No, to na drugą nogę.
Mike i Ryan zgodnie wychylili kieliszki i wzdrygnęli się jak zsynchronizowani.
— I jak tam pierwsza wódeczka od czterech lat? — Jason zarechotał na widok ich min.
— Gorzka. I tęsknię za tymi okrajkami po pizzy, które zdążyłeś wynieść — mruknął Ryan, czując, że potrzebuje zagrychę.
Jason spojrzał na niego z wrednym uśmieszkiem.
— Jest soczek dla grzecznych dzieci.
Mike burknął coś pod nosem i pokazawszy tatuażyście środkowy palec, wstał, by przynieść wspomnianą zapitę.
— Zakład, że jeszcze kiedyś cię prześcignę w piciu — wychrypiał Ryan, czując, jak ciepłe ma policzki.
Jason skinął mu głową, że rozumie, ale nie wierzył i nalał mu jeszcze kolejkę.
— Jeszcze raz, zanim Mike wróci.
Ryan sięgnął po kieliszek i wlał w siebie, marszcząc mocno brwi. Nie czuł się specjalnie trzeźwy. Odchylił głowę na oparcie kanapy i wpatrzył się w wirujący sufit.
— Cholera…
Jason zaśmiał się, samemu wypijając swój kieliszek. Lubił mieć kompanów do picia, a ostatnio jakoś mało było okazji.
Mike wrócił z marsową miną. Czuł, że jeszcze ze dwa kieliszki w tym tempie i będzie martwy. Oczywiście obwiniał o to tatuażystę.
— Jeszcze jednego wypiliście? — spytał, nie wierząc i pijąc sok prosto z kartonu. Podał go po tym Ryanowi.
— Na dobry start — powiedział Jason.
— Powinniśmy zamówić dla Jaya kontener wódki — odparł Ryan zachrypniętym głosem i napił się soku. Ręka mu się chwiała i trochę spłynęło mu z kącika ust, przez brodę, szyję, znikając za kołnierzykiem koszulki. Najwyraźniej jednak tego nie zauważył, bo pił dalej.
Mike za to usadowił się ponownie w swoim kącie kanapy.
— I kto by za to zapłacił? On jest skazany na wysłuchiwanie pijanych ludzi, mamroczących mu o złamanych sercach, rozterkach miłosnych i małych cyckach.
Jason, słysząc ostatnie, prychnął pod nosem.
— Katy zawsze o tym gada, jak jest pijana i nawet Charlie musiał to słyszeć.
— Nie przyjrzałem się jej cyckom — przyznał Ryan, kiedy wreszcie odstawił sok. — I nie widziałem żadnych cycków od czterech lat. Piękno tkwi w tym, że nie żałuję. — Uśmiechnął się pijacko.
Mike skrzywił się, woląc nawet sobie nie wyobrażać takiego piekła.
— Koszmar — mruknął pod nosem.
— Bez przesady. Ale zamiast kobiecych kształtów pewnie nie raz twe biedne oczy były narażone na inne widoki? — mruknął Jason, zmieniając trochę temat.
— Dzień w dzień nagie tyłki pod prysznicem i pracujące mięśnie na siłowni. Nie wiem, jak to przeżyłem… — odparł Ryan z wyraźną ironią w głosie. — Och… No tak, jeden mały problem w tym tkwił. Wszystkie były niedostępne.
— Koszmar — powtórzył Mike, wywracając oczami, a Jason machnął na niego ręką.
— Żeby nikt nie wiedział, nie pokusiłeś się o żadne eksperymenty?
— Niespecjalnie… — Ryan urwał, bo kiedy wychylił się po sok, mocniej zakręciło mu się w głowie. Przeczekał. — Niespecjalnie miałem ochotę ryzykować — mruknął już trochę niewyraźnie.
— Ryzyk fizyk, było nie kraść samochodu — jęknął Mike, który wyglądał już na nieźle ugotowanego. Jednak połączenie piwa z wódką nie szło mu wyraźnie na głowę.
— Mówiłem w sądzie, mówiłem Charliemu i… och, tak! Tobie też mówiłem, że go tylko pożyczyłem — wychrypiał Ryan, opadając plecami na oparcie, po którym zsunął się nieco na bok, w efekcie półleżąc z przedramieniem na podłokietniku.
— Ty zawsze dużo mówisz, a i tak, cholera, robisz co innego — wymruczał Mike, popijając soku, bo zbierało mu się w żołądku.
— Do tego też się powinieneś przyzwyczaić. — Ryan zaśmiał się i zabrał się nieporadnie za rozpinanie górnych guzików od koszulki. Było mu ciepło.
— Tylko nie obrzygajcie mi dywanu — uprzedził Jason, patrząc po nich i nalał sobie jeszcze wódki.
Mike aż się wzdrygnął, widząc, jak ta zapełnia kieliszek.
— Ja dziękuję — uprzedził.
Jason zaśmiał się i uniósł butelkę, patrząc pytająco na Ryana. Ten uśmiechnął się i rzucił:
— Jestem pewien, że poradzisz sobie z nią sam.
— Skoro nie chcesz ostatniego za wolne życie… — Jason zawiesił teatralnie głos.
Ryan spojrzał na niego czujnie. Tak mu się przynajmniej wydawało. Wreszcie z w połowie rozpiętą koszulką, z trudem uniósł się do pozycji siedzącej.
— Niech będzie — wymruczał.
— Zuch chłopak. Będziesz chociaż miał jutro wolne, żeby leczyć kaca. Nie to, co Mike. — Jason zaśmiał się, widząc, że drugi chłopak powoli zgonuje na drugim końcu kanapy.
Ryan sięgnął po kieliszek, który napełnił gospodarz. Wlał go w siebie i zaburczał coś pod nosem średnio zrozumiale.
— Liczę, że… Uch. — Zatkał sobie usta dłonią i przeczekał. — Że lepiej się będzie… po tym spało.
— Uśniesz lepiej niż zwykle. A poza tym bezpiecznie wtulony w tego drugiego zgona. — Jason wskazał na Mike’a z rozbawieniem, sam pijąc z gwinta i zerkając na szefa, który pochrapywał wtulony w karton soku.
— Nie chciałbym… żeby mnie obudziły konwulsje i jego przetrawiona pizza na moim ciele — wyburczał Ryan, pochylając się i opierając czoło na dłoniach. Miał wrażenie, że się przewróci, mimo że siedział.
Tatuażysta machnął ręką.
— Raczej nie powinien, ale jak chcesz, możesz spać u mnie — zaproponował. — Ale chyba jeszcze nie idziesz spać? — spytał, popijając kolejnego łyka i powoli czując efekty procentów.
Ryan zerknął na Mike’a i ten subtelny ruch głową wydawał mu się mocny jak trzęsienie ziemi. Chłopak był cały zaczerwieniony i chrapał.
— U ciebie — stwierdził Ryan, wracając do swojej bezpiecznej pozycji. — Nie, jeszcze nie… Posiedzę… Tak mi wygodnie…
Jason, widząc go takiego, zaśmiał się. W duchu musiał przyznać, że nawet Ryan nie był taki zły, na jakiego wyglądał po pierwszym spotkaniu. Ta wieczna ironia w jego głosie mogła być wkurzająca, ale chyba dało się przyzwyczaić.
— Pewnie ciekawie tak się uwalić po czterech latach, co? Tam nie było raczej chwili spokoju?
— No, wiesz… Jakby nie patrzeć, nie wszyscy siedzieli tam za kradzież — wybełkotał Ryan, tłumiąc mdłości. — Więc nie było… bo trzeba uważać… ugh… na swoje plecy. I dupę.
— Jakieś konkretne zajścia? — spytał bez krępacji Jason, przechylając po raz kolejny butelkę jak stary pijak.
Ryan zmusił się do uniesienia głowy w stronę Jasona. Miał całe czerwone policzki, a włosy trochę przesłaniały mu zaszklone od alkoholu, czarne oczy.
— Bardzo konkretne — wymruczał, podwijając koszulkę, a Jasonowi ukazały się dwie długie blizny na żebrach. — W nocy… współ… więzień mnie ciachnął. Nie wiem na czyje polecenie… Kurwa… — Przerwał, a jego głowa ponownie opadła, więc podtrzymał ją na dłoni.
Jason spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi.
— Chujnia — skomentował mało wylewnie. — Tak na dzień dobry?
Ryan pokręcił głową, ale aż jęknął, kiedy okazało się to być złym pomysłem.
— Potem… Musiałem komuś za skórę… wiesz, zajść. Pewnie zemsta za jakieś pobicie — odparł mało zrozumiale.
Jason skinął głową i aż uśmiechnął się, czując, że szumi mu w głowie.
— I? — podpytywał, zainteresowany.
— A jak myślisz, Jay? — wybełkotał Ryan, uśmiechając się nieco kpiąco i gapiąc na wirujący dywan. — Nie udało się skończyć… skurwysynowi. Klawisz przybył i żyję. Cudownie ocalony.
— Miałeś farta jak cholera — mruknął gospodarz, kończąc butelkę i patrząc na nią z rozgoryczeniem. Znowu. Cholera. — Ale teraz się rozbieraj i do łóżka — dodał, wstając.
— Mm… — mruknął Ryan, biorąc głębsze oddechy i wstał. Od razu się zachwiał i cudem nie zwalił na ziemię, podtrzymując się kanapy. Ściągnął koszulkę i uniósł spojrzenie gdzieś w okolice Jasona. — Sypialnia gdzie…?
— Tam. — Tatuażysta wskazał drzwi naprzeciwko.
— Hm… duże wyzwanie — wybełkotał Ryan, ale ruszył w tamtym kierunku, podtrzymując się po drodze mebli. Odsunął z oczu przeszkadzające włosy, ale niewiele pomogło. Wreszcie jednak dotarł do drzwi. Oparłszy się o ścianę przy nich, z trudem rozpiął jeansy i zsunął je w dół.
Jason zapatrzył się na jego poczynania, opierając się tyłkiem o kanapę obok śpiącego Mike’a.
— No, niezłego masz kolegę, Mike, naprawdę — szepnął do śpiącego chłopaka, a ten tylko bardziej wtulił się w karton soku.
W tym czasie Ryanowi wreszcie udało się zdjąć z siebie spodnie. Czując, że traci kontakt z rzeczywistością, wszedł do sypialni i rzucił się na łóżko na brzuch. Od razu w jego głowie świat zrobił piruet, zaczynając się sennie kręcić.
Jason tymczasem rozebrał Mike’a, znalazł mu koc i poduszkę i zostawił bezpiecznie na kanapie. Że też kiedyś po pijaku się do niego dobierał… Aż prychnął z rozbawieniem pod nosem.
Zostawił go samego w pokoju i poszedł do sypialni. Prychnął pod nosem, widząc zwalonego na jednej połowie, nieprzytomnego chłopaka. Rozebrał się i pogasiwszy światła, położył się po drugiej stronie, a szumienie w głowie powoli go uśpiło.

***

Mike’a obudził alarm telefonu. Zaburczał niewyraźnie pod nosem i niemal spadł z kanapy razem z kocem, w który był okręcony. Głowa bolała go jak dawno, a w gardle czuł Saharę. Dorwał swój telefon i wyłączył wwiercającą mu się w mózg melodyjkę, brzmiącą w jego uszach jak dźwięk strzelających karabinów maszynowych.
Kiedy uniósł wzrok, zobaczył, że na stoliku przy kanapie nie stoi już ani jeden kieliszek, ani pusta butelka wódki. Za to usłyszał kroki z kuchni, a po chwili wysoka postać Jasona zbliżyła się do niego. Tatuażysta trzymał w dłoni kubek z kawą. Stanął, przypatrując się Mike’owi z uśmieszkiem.
— No, dzień dobry. Jak się czujesz?
— Chujowo — mruknął chłopak, wyciągając rękę po kawę.
Jason spojrzał na kubek, który trzymał. Nie, żeby miał coś przeciwko, ale sobie zrobił. Westchnął jednak i oddał kawę chłopakowi, siadając obok na fotelu.
— Nie dziwię się. Pierwszy odpadłeś.
Mike zamruczał coś pod nosem i siorbnął kilka łyków kawy.
— Matko, ja już, kurcze, nie piję z tobą — jęknął. — A gdzie Ryan?
— W łóżku. Odmówił wstania. Chyba mu wygodnie w pozycji poziomej. — Jason był wybitnie rozbawiony stanem obu chłopaków.
Mike zmarszczył brwi znad kawy.
— W łóżku? W jakim łóżku?
— Moim.
Mike jęknął żałośnie, odstawiając kawę na ziemię i znowu się wtulając w koc, kiedy ułożył się wygodniej na kanapie.
— Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
— Hej, nie pieprzyliśmy się — fuknął Jason, a Mike rzucił mu zmęczone spojrzenie.
— Nie musieliście. Dwa moje senne koszmary w jednym łóżku. To i tak straszna wizja — prychnął z żałosną próbą lekkiego uśmiechu.
— Marudzisz — stwierdził Jason, a drzwi z sypialni się otworzyły i wychynął z nich Ryan, wciąż w samych bokserkach. Jego jeansy walały się pod ścianą salonu, a koszulka tuż obok kanapy.
— Hej — mruknął do nich, posuwając się w stronę łazienki.
— Hej — stęknął Mike.
— Jak się spało? — dodał Jason.
Ryan zatrzymał się z dłonią na klamce od łazienki i pomyślał chwilę. Miał zupełnie rozburzone włosy i lekko zmarszczone z bólu głowy brwi, ale mimo to odpowiedział:
— Dobrze. Mogę nawet powiedzieć, że się wyspałem. I byłoby pięknie, gdyby mi tylko tak łeb nie napierdalał.
Jason zaśmiał się, a Mike zakrył się bardziej kocem.
— Chcesz kawy? — spytał jeszcze tatuażysta, nim Ryan wszedł do łazienki.
— Tak, proszę. I ciebie, jak widzę, kac nawet nie musnął, Jay. — Chłopak uśmiechnął się lekko i zniknął w łazience.
Jason tylko prychnął pod nosem i poszedł zrobić jeszcze dwie kawy.
Mike w tym czasie skutecznie tłumił wszystkie dźwięki, zakutany w koc, nim jego światem nie zatrząsł powrót Ryana z łazienki. Chłopak z jeansami w ręku usiadł na skraju kanapy, na której leżał Mike. Zaczął ubierać spodnie. Miał naprawdę dobrze zbudowane ciało. Umięśniony brzuch, ładny tors z wyraźnymi, ciemniejszymi sutkami i mocne ramiona.
Mike spojrzał na niego zbolałym wzrokiem.
— W ogóle, która jest?
Ryan sięgnął po jego komórkę, kiedy już ubrał swoje jeansy i spojrzał na ekran.
— Po dziewiątej — odparł i oparł się na tyle, na ile mu pozwoliły nogi Mike’a za plecami.
— Rano… A o której… no, poszliśmy spać? — spytał. Widać było, że za dużo nie pamięta.
— Hm, mimo że to ty pierwszy porzuciłeś rzeczywistość, oddając się jakże zajmującemu umieraniu na kanapie, nie znaczy, że ja byłem świadom wszystkiego, co się działo, Mikey. Więc tę tajemnicę może wyjaśnić ci jedynie Jay — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem. Nie czuł się za dobrze, głowa go bolała, ale nawet nie było najgorzej. Ważne, że spał w wygodnym łóżku. Po czterech latach na więziennej pryczy odzwyczaił się od tego i nawet spanie w totalnym upojeniu alkoholowym było przyjemne i relaksujące.
Mike burknął mu tylko, że rozumie i że boli go głowa, a po chwili dołączył do nich Jason z dwiema filiżankami z kawą. Jedną podał Ryanowi, a drugą wziął dla siebie. Jakby nie patrzeć, pierwszą poświęcił Mike’owi.
Dwójka siedząca na kanapie chwilowo nie była skora do głębszej rozmowy. Ryan pił w ciszy, delektując się zapachem kawy i pogrążając w myślach. Był na wolności dopiero kilka dni, a już czuł, że zaczyna odżywać. Nie żałował, że po wyjściu od razu udał się do starych kumpli. Jak w więzieniu starał się gasić potrzebę przebywania z kimś, na kim mu zależy, tak teraz, mimo kaca, czuł się wyjątkowo dobrze w towarzystwie. Tylko jeszcze w trakcie niektórych bezsennych nocy towarzyszyła mu ta głupia myśl, żeby się do kogoś przytulić. I jak nie chciał szukać teraz związku, tak to pragnienie jednak gdzieś go męczyło.
Przez zamyślenie nawet nie zauważył, jak Mike zaczął wysuwać się spod koca w poszukiwaniu ubrań. Jason w tym czasie poszedł zrobić coś do jedzenia. Ryan do tego czuł, że mimo tego, że raczej z Jasonem nie wywiąże się żadna przyjaźń na całe życie i że ten traktuje go teraz z dystansem, to dogada się z tym tatuażystą.
— Jezu, umieram — mruczał Mike, kiedy już stał w pionie i ubierał się.
— Wróć do domu i prześpij to, Mikey. — Ryan uśmiechnął się kątem ust, też sięgając po swoją koszulkę. — Tylko byłbym wdzięczny, gdybyś najpierw podjechał ze mną do Charliego. Moje zakupy wciąż odpoczywają w twoim bagażniku.
Zmulony Mike pokręcił głową.
— Oj, nie, nie. Nie ma mowy, żebym prowadził.
— Wyręczę cię.
Mike mruknął, że się godzi. Dopił kawę, która zdążyła już ostygnąć. Jason w tym czasie skończył smażyć omlety.
— Chodźcie, zjecie, zanim się wyniesiecie, zombiaki!
Ryan poszedł pierwszy, a za nim powlókł się Mike i rzucił:
— Się odezwał, kurcze… niezniszczalny.
Jason wzruszył tylko ramionami, wylewając na patelnię ciasto na swój omlet. Co miał na to poradzić? Naprawdę czasami wolałby się porządnie upić.
Wreszcie usiadł już z nimi i dołączył do jedzenia śniadania. Mike usiłował zmusić się do przemyślenia, czy rzeczywiście może po powrocie do domu jeszcze pospać, czy musi popracować. Ryan nie miał takiego dylematu, zamierzał jednak zadzwonić wreszcie do siostry. Na tę myśl wyciągnął z kieszeni swój nowy telefon i w jednej ręce trzymając widelec, drugą wstukiwał do komórki numer.

***

Ryan wyciągnął z bagażnika samochodu siostry dwie torby, w których miał swoje rzeczy. Przewiesił je sobie przez ramię i uniósł wzrok na nieduży dom, przy którym zaparkowali. Wyglądał nawet przyzwoicie. Z dzielnicy Olympia Heights będzie miał całkiem blisko do ścisłego centrum miasta czy chociażby studia Fire Dragon.
Sam domek był typowym, parterowym mieszkankiem z jasnymi ścianami i wybrukowanym podjazdem. Na terenie działki stały dwie palmy, jedna większa, druga mniejsza.
— Kiedy rodzice kupili ci ten uroczy domek? — spytał, odwracając się do starszej o cztery lata kobiety, która wysiadła z samochodu i uśmiechnęła się ciepło pod nosem.
— Na studiach — wyjaśniła, szukając kluczyków do mieszkania w torebce.
Była bardzo podobna do brata. Również wysoka, szczupła, o naprawdę ładnych, harmonijnych kształtach. Jej ciemne włosy spięte były w wysoko osadzony, koński ogon, a lekka grzywka bardzo pasowała do jej owalnego kształtu twarzy. Do tego czarne, duże oczy, pełne usta i leciutko zadarty podbródek.
Uwagę Ryana przykuł jakiś dziecięcy okrzyk. Kiedy się obejrzał, zobaczył, jak z sąsiedniego domu wychodzi cała rodzinka z dwójką małych dzieci, przypatrując się im ciekawsko.
— To miło z ich strony — mruknął do siostry. — Dzięki, że mi go zostawiłaś.
Dziewczyna w końcu z triumfalną miną odnalazła klucze i otworzyła nimi drzwi wejściowe.
— Nie ma sprawy, Threvor i tak zarabia wystarczająco, żebym nie musiała szukać dodatkowych środków w sprzedaży tego domku.
— Muszę poznać tego twojego mężusia. — Ryan uśmiechnął się kątem ust, wchodząc za nią do mieszkanka. Nie było duże, ale całe umeblowane, więc już wiedział, że nie będzie miał z tym kłopotu.
Niewielka kuchnia z małym, kwadratowym stoliczkiem i dwoma krzesłami, dalej salon, po prawo mała sypialnia, jednak z dwuosobowym łóżkiem. Zatrzymał się przy brązowej kanapie, rzucając na nią torby.
— Hm… Bardzo gustowne, Rose! — zawołał, wbijając wzrok w jakieś dziwnie tandetne firanki z kwiecistymi wzorkami w dwóch salonowych oknach.
Siostra chłopaka podeszła do niego po tym, jak włączyła wodę w łazience.
— No, nie powiem, żeby to był teraz szczyt luksusu, ale wtedy mi się nawet podobało. Mam nadzieję, że jakoś się tu zaadaptujesz. — Troskliwie poklepała brata po ramieniu.
Ryan zerknął na nią i uśmiechnął się.
— Nie można mieć wszystkiego, ale jest w porządku — odparł i jakoś tak odruchowo przyciągnął ją do siebie i przytulił. — Dzięki — powtórzył.
Dziewczyna objęła go ramieniem i pogłaskała po głowie.
— No już, już, braciszku. Naprawdę się cieszę, że wróciłeś. — Wspięła się na palce i cmoknęła go w czoło.
— Na pewno nie bardziej niż ja. — Chłopak uśmiechnął się ironicznie i mrugnął do niej, wreszcie ją puszczając. Miał z nią zawsze bardzo dobry kontakt. Lepiej i łatwiej zwierzało mu się starszej o cztery lata siostrze niż chociażby matce. — Dasz mi klucz?
Rose wyjęła go z kieszeni spodni i podała mu.
— Jakby były jakieś problemy, to zadzwoń. No i… kiedy zadzwonisz do rodziców?
Ryan rzucił jej niezadowolone spojrzenie i schował klucz. Tego pytania nie chciał słyszeć, chociaż już wiedział, że w końcu padnie.
— Hm… — Udał, że się zastanawia. — Nigdy?
Rose wyraźnie się strapiła.
— Naprawdę?
— Możesz im powiedzieć, że wyszedłem, jakbyś z nimi gadała. — Uśmiechnął się kpiąco i obszedł ją, by lepiej obejrzeć salon.
Dziewczyna jęknęła żałośnie.
— No ale, Ryan, to twoi rodzice, mimo wszystko. Możesz sam im powiedzieć. Nawet zadzwonić, jeśli nie chcesz widzieć ojca.
— Zadzwonię do matki — zdecydował, chcąc uciąć temat.
— Ryan… — mruknęła za nim Rose. — Proszę, nie odcinaj się aż tak.
Chłopak wreszcie odwrócił się, patrząc na nią groźnie czarnymi oczami.
— Hm… nie wspomniałaś przypadkiem, żebym zadzwonił, jak nie chcę widzieć tego chuja? — spytał z kpiną. — Potwierdziłem, że to zrobię, więc po co dalej to ciągniesz, hmm?
Rose od razu spuściła wzrok w podłogę. Czuła się jakoś na współwinna tego wszystkiego.
— Przepraszam — mruknęła. — Już przestaję.
Ryan milczał chwilę, po czym odetchnął i podszedł do niej. Nie mógł inaczej, kiedy robiła taką minę.
— Nie mam już z tym problemu, Rosie, tylko nie chcę o tym gadać — zmusił się do wyznania i pogłaskał ją po ramieniu.
Dziewczyna kiwnęła głową ze zrozumieniem. Nie chciała naciskać, bo wiedziała, jacy są rodzice i cokolwiek by nie mówiła głośno, tak w duchu nie dziwiła się Ryanowi, że chce się trzymać od nich z daleka.
— Ale zadzwoń chociaż do mamy. Rozmawiałyśmy o tobie, jak cię nie było — powiedziała, podnosząc na brata równie ciemne oczy co jego. Jej tylko były przyjemnie ciepłe.
— Aż się boję, jak mnie obgadałyście — odparł Ryan, ale ta odpowiedź ucieszyła go na tyle, że aż się lekko uśmiechnął.
Jego siostra też odpowiedziała słodkim uśmiechem.
— Domyślasz się, że nie w samych superlatywach, ale i tak się ucieszy, że jej synek już odpokutował. — Zaśmiała się lekko.
— Odpokutował pożyczenie na krótką przejażdżkę jednego Ferrari… — Ryan zamyślił się. — Widzę tu dużą niesprawiedliwość ze strony amerykańskiego prawa karnego.
— Mogłeś najpierw spytać właściciela, czy ci go… pożyczy.
— Miałem nadzieję, że jednak nie zauważy. — Ryan uśmiechnął się i zerknął na leżące na kanapie torby. — Nadeszła ta chwila. Muszę się rozpakować.
Rose skinęła głową i cmoknęła go w policzek.
— Rozumiem tę drobną sugestię. Jak będziesz czegoś potrzebował, zadzwoń — rzuciła i zajrzała do torebki. Wyjęła z niej portfel i kilka banknotów. — To tak na razie, oddasz albo nie oddasz. Kup sobie tylko coś zdrowego do jedzenia — dodała, wciskając mu w rękę pieniądze.
Ryan spojrzał na nie i schował je do kieszeni. Już sobie nieźle narobił długów. Musiał szybko znaleźć robotę i to wszystko oddać, bo zaczynał czuć wyrzuty sumienia.
— Dziękuję — mruknął. — Co prawda nie wiem, kto mi to jedzenie ugotuje… — Nie miał za grosz zdolności gastronomicznych. — Ale z głodu nie umrę. Dobra z ciebie siostrunia.
Rose uśmiechnęła się ciepło.
— Nie ma sprawy. Jeszcze odwiedzę cię kiedyś, ale liczę na zaproszenie.
— Czuję, że te urocze firanki, mebelki i dywaniki będą mi o tobie przypominać. Zadzwonię, trzymaj się. — Pochylił się jeszcze, żeby pocałować ją w policzek.
Dziewczyna pogłaskała go po ramieniu.
— No, to trzymaj się, bracie — odparła, żegnając się z nim i wyszła.
Ryan odprowadził ją wzrokiem i przeniósł wzrok na torby. Westchnął ciężko i zabrał się za rozpakowywanie.

10 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 53 – Pijacki wieczorek

  1. Yuriko-chan pisze:

    zmieniam powoli zdanie o Ryanie. Chyba go polubilam, chociaz nie ufam mu xD heh niech sie dogadaja na pieprzenie z Jasonem i niech jason sforsuje jego dziewiczą dziureczke haha ^^ albo moze nie. jason niech lepiej forsuje tylko jedna xD aleeeeks <3 wracajac do rozdzialu, fajnie ze Ryan ma lokum i jako tako dogaduje sie z paczką, ale on jest chyba taki kocur troche, co chodzi wlasnymi drogami… zastanawiam sie czy stalosc zwiazku Charliego nie ubodla go bardziej niz pokazuje ;P na pewno chcialby go przeleciec :D chcialabym przeczytac jakas scenke z nimi ;d moze jakas retrospekcja albo sen? xD

  2. Katka pisze:

    Witaj, C.C.! Jak fajnie widzieć nowego czytelnika komentującego! :D Hehe, super, że lubisz naszą bajeczkę :)

  3. C.C. pisze:

    O ja niewdzięczna. Czytam was prawie od samego początku a się nie odzywam. Czas to zmienić! :D
    To opko jest jak Moda na sukces!!! Wszystko przez te ich zależności i romanse. Byle jeszcze było równie długie, nie narzekałabym!
    I jesteście takie kochane że tak regularnie wstawiacie nowe odcinki *.* Na reszcie blogów które odwiedzam czasem trzeba czekać dwa miesiące :(
    A ja się tak przywiązuję do bohaterów :((((
    Jestem stałą czytelniczką i wspieram Waszą wenę i chcę więceeeeeeeeeeeeeej!

  4. Katka pisze:

    Gordon, oczywiście że za niewinność! Przecież by oddał! XD Biedak, siedział 4 lata tylko dlatego, że chciał się z Charliem przejechać Ferrari :( Co by było, gdyby Charlie jednak zdążył wsiąść do samochodu! Ryan miałby kumpla w więzieniu.

    Elis, „Być może pojawi się ktoś nowy równie wzbudzający ciekawość i emocje jak Alex tylko w innym względzie.” hehe, w ogóle tak szczerze mówiąc to strasznie nas cieszą jakiekolwiek podejrzenia, jaki to mógłby być facet. Ale przecież jest jeszcze możliwość, że Ryanek pozostanie długo singlem, jak Jason XD

    No i co do Mike’a, jedynego hetero w towarzystwie… Poza Katy i Marg. Cóż no to wszystko można zwalić na fakt, że w dzieciństwie zaprzyjaźnił się z dwójką gejów. Wtedy już przesądził swój los XD To oczywiste, że później poznaje innych gejów, skoro ma dwójkę takich kumpli. Cóż, Charlie werbując do ekipy Jasona kierował się nie tylko jego talentem do tatuowania, ale też długim okresem abstynencji od seksu, jaki wtedy miał XD Tak samo gdyby nie Charlie, Rush pozostałby w ich pamięci tylko byłym facetem Katy. Potem znowu przez Rusha Mike poznał Alexa i łańcuszek ciągnie się dalej :) No nie ma chłopak łatwego życia XD

  5. Elis pisze:

    Jason mistrz mocnego łba. Ci już padli, a on jeszcze by się napił. :)

    Sama jestem ciekawa kogo dacie Ryanowi. Szczególnie zaczęło mi to chodzić po głowie jak wspominał, że miałby ochotę się przytulić. Ciężko będzie kogoś znaleźć dla takiego faceta jak on. Być może pojawi się ktoś nowy równie wzbudzający ciekawość i emocje jak Alex tylko w innym względzie.

    A Mike jest otoczony samymi gejami, którzy gadają o facetach. Hahaha dobra nie śmieję się z jego „nieszczęścia” W sumie fajny jest. Niejeden by uciekł, a on od dziecka ma takich przyjaciół.
    Siostra Ryana też jest spoko. Przyznam, że obawiałam się, że będzie jedną z tych osób co mówią sam sobie radź bydlaku i nie dzwoń więcej. Cieszę sie, że jest inaczej. :)

  6. Gordon pisze:

    tez juz bym poznal faceta dla Ryana. tylko kto go zniesie xD zajebisty koles z niego ale troche ciezki w obyciu. ale jak sie z Jasonem zakumpluje i bedzie sie szlajal z cala paka po klubach to moze na kogo trafi. albo na plazy jakiego surfera sobie znajdzie bo chyba by chcial – „- Szkoda tylko, że Katy nie jest opalonym, smakowitym surferem” ;p ale jak gosc chce szalec to chuj. szybko sie nie dowiemy ;p
    i spoko ma siorke. mieszkanie za free, odjazdowo. i kurwa tradycyjny przypadek przestepcy, siedzial za niewinnosc xD bo tylko pozyczyl mwahahaha. odlotowy jest

  7. Katka pisze:

    LordKurak, „Odnoszę wrażenie, że Ryan jest niezwykle dumną osobą (w sensie, że honor ma dla niego duże znaczenie) i woli stracić, niż ośmieszyć się przed kimś.” TAK! Bardzo trafne spostrzeżenie! Cieszę się, że to widać.

    Tamiya, „A tak btw. jak Ryan niby nie chce związków, tylko chce się wyszaleć, ale jednak chce się do kogoś przytulać jak nie może spać… ” hehe, bo Ryan chce, ale nie chce XD Zaszaleć i być wolny, ale też mieć z kim spać :) A na spięcia w cukierkowym światku książęcej parki i intruza z więzienia jeszcze nadejdzie czas XD

  8. Tamiya pisze:

    Nieeee! Jak on mógł się wyprowadzić tak już?! Ja wiem, że na pewno jeszcze będzie milion okazji do podenerwowania naszego kochanego spanielka, ale wspólne mieszkanie było najlepsze ;__; w sumie niezła siostra z tej Rose… Oddała dom bratu, pożycza mu kasę, wstawia się u rodziców C:
    Haha, Jason mistrz mocnego łba xD Nawet Ryan nie jest w stanie go w tym pobić… Ciekawa jestem jak mocny łeb ma nasza lodowa królowa, której swoją drogą bardzo mi brakowałooo (taak, ja też faworyzuję niektóre postacie xD). No i brak książęcej parki też był taki… dziwny. Ale co tam, jeszcze się przecież pojawią :D Ja też (tak jak LordKurak) żałuję, że książątka nie brały udziału w popijawie u Jay’a xD Byłoby śmiesznie, bełkoczący Charlie i Rush kłócący się po pijaku z Ryanem <3
    Biedny Mike, co on ma z tymi swoimi gejami xD Jedyny heteryk w całej bandzie (no oprócz Katy, ale jej ostatnio nie ma i nie ma :c). W takim wypadku to on czuje się jakby był inny, bo tamci o facetach, a ten woli babki :3 W sumie śmieszne, heteryk, a ma samych przyjaciół homoseksualistów XD
    A tak btw. jak Ryan niby nie chce związków, tylko chce się wyszaleć, ale jednak chce się do kogoś przytulać jak nie może spać… ojeej, urocze ;w; dawajcie mu szybko jakieś ciacho! Ciekawa jestem, co (niecnego) dla niego zaplanowałyście…
    Okej, chyba nie mam nic więcej do dodania, rozdział cud, miód i orzeszki, tylko jakiś krótki, czuję niedosyt… Za karę możecie dać jeszcze jeden, ja się nie obrażę <3

  9. LordKurak pisze:

    Jak zwykle skaczę z tematu na temat, bez większego ładu i składu :P(jak coś argumentuję to mam tak samo i się na mnie zawsze wściekają :P)

    Szkoda, że książęca para nie piła z nimi, może następnym razem :P Brakowało mi trochę w tym rozdziale Charliego, nic nie poradzę, że faworyzuję niektóre postacie. On pojawił się pierwszy więc to jego historia mnie najbardziej interesuje :P a inni to ciekawe urozmaicenie.

    Szykuje się parapetówka w domku Ryana :D Miał szczęście, że dostał ten domek. Cieszę się, że zaczyna mu się układać, ale jednocześnie trochę szkoda, że nie podenerwuje jeszcze trochę swoją obecnością w domu Charliego. Mam nadzieję, że znajdzie inne sposoby denerwowania :D

    „w trakcie niektórych bezsennych nocy towarzyszyła mu ta głupia myśl, żeby się do kogoś przytulić.” Jakie słodkie. Gdyby Charlie nie był zajęty by go poprzytulał… a tak raczej nie ma szans, Mike odpada, J nie przepada chyba za tym więc też, biedak musi kogoś poszukać. Niech upije Kat, ona się klei wtedy do wszystkiego :D

    „Ryan do tego czuł, że mimo tego, że raczej z Jasonem nie wywiąże się żadna przyjaźń na całe życie i że ten traktuje go teraz z dystansem, to dogada się z tym tatuażystą.” to się jeszcze okaże ale chyba się myliłam w swoich przypuszczeniach :D (w sumie to nawet lubię się mylić, bo historia jest nieprzewidywalna)

    „Otaczają mnie sami geje” fakt. Z Jasonem poznał się przez Charliego, ale 2 najbliższych(?) kumpli z dzieciństwa to geje… lekko podejrzane :P Może jeszcze odkryje, że sam jest :P albo Marg okaże się transwestytą XD (ale już ze sobą spali więc to niemożliwe…)

    „Więc co z tym romansowaniem? – wrócił do tematu Mike” taa niby przestańcie rozmawiać o facetach, a sam się dopytuje :D

    Odnoszę wrażenie, że Ryan jest niezwykle dumną osobą (w sensie, że honor ma dla niego duże znaczenie) i woli stracić, niż ośmieszyć się przed kimś.

    „Że też kiedyś po pijaku się do niego dobierał. Aż prychnął rozbawiony pod nosem.” Wow jaka zmiana postawy, aż nieprawdopodobne :P

    PS. To oczywiste, ale napisze: świetny rozdział, życzę weny i czekam na dalszy ciąg :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s