Fire Dragon Tattoo Studio – 52 – CocoWalk

Jason przewrócił się na drugi bok i wyczuł przy sobie ciepłe ciało. Uchylił jedną powiekę i dojrzawszy śpiącego Alexa, uśmiechnął się do siebie. Był naprawdę cudny, a gdy spał, miał spokojny, zrelaksowany wyraz twarzy. No i te rozburzone w trakcie snu włosy.
Tatuażysta podparł głowę na łokciu, żeby móc swobodnie obserwować mężczyznę. Ten był niemalże zakutany w kołdrę, piżamę i wszystko, co tylko się dało i co oddzielało go od świata zewnętrznego. Nie zmieniało to jednak faktu, że wyglądał przez to jeszcze bardziej niewinnie. Tak, Alex i niewinność. Brakowało tylko określenia, że jest słodki.
Jason wyciągnął do niego rękę i przesunął między długimi palcami kosmyk jego włosów. Anglik zamruczał coś przez sen, po czym uchylił zaspane powieki.
— Co robisz? — mruknął, a jego spojrzenie od razu stężało jak woda na mrozie.
— Przyglądam ci się. — Jason uśmiechnął się kątem ust i odsunął mu z czoła kosmyk. — Dobrze spała królowa?
Alex przeanalizował w głowie ostatnie słowo.
— Tak, nie najgorzej — przyznał w końcu i ziewnął.
Na ten widok przez głowę Jasona przeszło słowo „kociak”. Korzystając z faktu, że Alex jeszcze nie uciekł mu pod prysznic, przysunął się bliżej i przemknął dłonią po jego ramieniu.
— Pracujesz dzisiaj?
Alex, nie podnosząc głowy z poduszki, spojrzał na jego dłoń. Średnio mu się to podobało, ale mógł mu na to pozwolić, szczególnie że dzielił ich cienki materiał.
— Tak, mam trochę pracy z umowami. Muszę nad tym dziś posiedzieć.
Jason tylko zamruczał, głaszcząc go leniwie po ramieniu. Sam nie musiał się szybko zwlekać. Co prawda myśleli o tym, by jednak w soboty mieć zamknięte studio, bo nie opłacało się w nim siedzieć, gdy niemal w ogóle klienci nie przychodzili w weekendy. I dzisiaj była jedna z prawdopodobnie ostatnich sobót, kiedy Fire Dragon funkcjonowało. Na szczęście tym razem w studiu miał siedzieć tylko Charlie. Teoretycznie, bo istniała możliwość, że Rush też się dołączy.
Na myśl o młodszym Greyu Jason zerknął w oczy Alexa i zapytał:
— Nie zamierzasz powiedzieć braciszkowi, że macie coś wspólnego?
Alex momentalnie stężał, a jego wzrok stał się nieprzyjemnie chłodny.
— Wybrałeś idealny sposób, aby zepsuć poranek — skomentował, podnosząc się. — Idę wziąć prysznic — dodał i zsunąwszy się z łóżka, wyszedł z sypialni.
Jason zmarszczył brwi, patrząc za nim, po czym opadł na plecy. A była możliwość poleżenia jeszcze z tą lodową królową, cholera.
Oczywiście, nim Alex wyszedł ponownie z łazienki, Jason zdążył jeszcze poleżeć sobie dłuższą chwilę, potem wstać i nawet się ubrać. Znalazł też moment na papierosa.
Do sypialni Alex wrócił w samym ręczniku, ale już z wysuszonymi włosami. Nie bacząc na Jasona, zaczął się ubierać, dając mu przez ułamek sekundy pooglądać swoje nagie ciało, kiedy zakładał bieliznę. Tatuażysta nie oderwał od niego spojrzenia ani na chwilę, siedząc na swoim miejscu na parapecie, gdzie zwykle palił.
— Nie musiałeś mi tak uciekać.
— Chciałem się umyć — odparł szorstko Alex, zakładając czyste spodnie.
— Mm… Prysznic by ci nie uciekł, wiesz?
Alex zarzucił na ramiona koszulę i dopiero odwrócił się do Jasona:
— Wolisz usłyszeć, że nie chciałem o tym rozmawiać?
— Wystarczyło to powiedzieć — odparł mężczyzna, schodząc z parapetu i zbliżywszy się do niego, cmoknął go w policzek.
Alex skrzywił się przez ten gest, ale nie skomentował. Zapiął koszulę.
— Odwieźć cię gdzieś?
— Do domu. — Jason wzruszył ramionami, ruszając do swoich butów.
Grey zgodził się skinieniem głowy. Ubrał się do końca, zebrał swoje rzeczy i podszedł do wyjścia. Tam założył buty i po chwili wyszli z apartamentu. Jason usiadł na miejscu pasażera, obserwując w lusterku, jak Alex chowa do bagażnika neseser.
Po ruszeniu ledwie zdążyli przejechać jedno skrzyżowanie, a z kieszeni tatuażysty rozdzwoniła się komórka. Zerknął na ekran i odebrał:
— No, co tam?
Alex rzucił Jasonowi tylko krótkie spojrzenie, ale siedział cicho.
— Cześć, nie obudziłem? — spytał Mike po drugiej stronie telefonu.
— Nie, spoko.
— W domu jesteś?
— Nie, ale właśnie tam jadę — odpowiedział Jason, zerkając na Alexa. Trochę szkoda, że nie mógł przy nim wyjaśnić kumplowi, z kim jedzie.
Mike wymamrotał coś potakująco do telefonu.
— Eee… Jason, ale nie jesteś w autobusie? Bo nie słychać.
— Nie. — Mężczyzna zachichotał, coraz bardziej rozbawiony. — Samochodem jedziemy.
— Och… Chyba nie jesteś z nim?
— Jestem, jestem — zamruczał. — No, ale, dzwonisz, żeby tylko o to zapytać?
— Nie. Oczywiście, że nie. Chciałem spytać, czy nie wybrałbyś się ze mną i Ryanem na zakupy. Jak nie masz co robić… Chyba że macie jakieś plany?
Jason zmarszczył się, myśląc chwilę. W sumie nie miał dzisiaj nic lepszego do roboty, więc możliwość spędzenia soboty w towarzystwie nawet go zainteresowała.
— Nie, jestem wolny. A co, koledze skończyły się czyste ciuchy?
— Ciuchy też, ale telefon jakiś trzeba mu kupić, bo taki to musi mieć jakąś smycz. No i do siostry musi zadzwonić. Już ja widzę, jak Rush się świetnie z nim dogaduje. — Mike prychnął, a Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Na pewno, może jeszcze trójkącik nam z tego urośnie.
Alex przewrócił oczami, woląc sobie nie wyobrażać, o czym Jason rozmawiał. Skręcił z 395 na południe, w stronę mieszkania mężczyzny.
— Weź, przestań — jęknął Mike. — To jest nawet bardziej niewyobrażalne niż to, z kim spałeś dziś w nocy.
— Oj, szefuńciu, wygląda na to, że wszystko jest możliwe — zamruczał Jason, przyglądając się Alexowi. Jego profil był cholernie… atrakcyjny. Jak piękna, antyczna rzeźba. — Ale nie sądzę, żeby blondi skakał z radości w towarzystwie tego waszego Ryana.
Alex zerknął na Jasona pytająco. Rozmawiają o Richardzie? I jakiego, na Boga, Ryana?
— No, też tak myślę. Ale mu tu gadu-gadu, a o której możesz być w CocoWalk?
— A ty? Bo mogę albo teraz tam pojechać i byłbym za… dwadzieścia minut, albo jeszcze skoczyć do domu.
— Hmm… Wy raczej nie podjedziecie do studia po Ryana? — spytał bardziej retorycznie Mike.
— Nie sądzę.
— Tak myślałem. No dobra, to nie spieszcie się. Ja po niego skoczę i widzimy się pod Starbucksem o jedenastej? Pasuje?
— Jasne. Do zobaczenia — zgodził się Jason, a kiedy Mike się rozłączył, schował telefon i rzucił do Alexa: — Zawieziesz mnie jeszcze gdzieś później, czy ci spieszno do papierków?
— A gdzie konkretnie? — Alex uznał, że i tak już masę czasu zmarnował na tego wielkiego chudzielca, więc w sumie mógł zmarnować go jeszcze trochę więcej.
— Na Coral Gables, pod takie centrum handlowe. Na jedenastą, więc mam trochę czasu.
Alex zastanowił się chwilę, gdzie to może być, ale w końcu skapitulował. Może i nie było to zbyt rozsądne, ale miał przecież prawie wolną sobotę.
— Nie ma sprawy, będziesz musiał mi tylko wskazać drogę — odpowiedział, skręcając i przyspieszając, żeby nie stać na światłach.
— Spoko — odparł Jason i dzięki całkiem szybkiej jeździe Alexa chwilę później parkowali już pod mieszkaniem tatuażysty. — Chodź, to się przebiorę i pojedziemy — zachęcił, klepnął mężczyznę w udo i otworzył drzwi.
Anglik rzucił mu chłodne spojrzenie, również wysiadając.
— Ale nie musisz mnie poklepywać — mruknął, zamykając samochód i włożywszy ręce w kieszenie spodni od garnituru, ruszył za Jasonem. Pierwszy raz miał być u niego w mieszkaniu i naprawdę nie wiedział, czego się spodziewać.
Jason rzucił mu złośliwy uśmiech i otworzył mieszkanie, zapraszając go do środka. Od razu sam ruszył do sypialni, żeby się przebrać. Gościa zostawił samemu sobie, pozwalając mu się rozejrzał. Ten zdjął buty w przedpokoju i przeszedł do salonu z rosnącym zdziwieniem. Nie przypuszczał, że mieszkanie tatuażysty będzie tak wyglądało. Schludne, proste i bardzo czyste. Poczuł się tu znacznie… lepiej.
Podszedł do stolika stojącego w centrum i uśmiechnął się z uznaniem. Zaintrygowany tym pozytywnym zaskoczeniem, przeszedł do kuchni, by także ją obejrzeć. Była równie zadbana jak cała reszta mieszkania. Żadne brudne naczynia nie stały na szafkach czy w zlewie, podłoga i blaty były czyste, a kubki z jednej serii zawieszone o uszka na haczykach.
Niedługo później usłyszał za plecami kroki, kiedy Jason wszedł do kuchni w czarnych, wąskich spodniach i ciemnej koszulce.
— Jak tam zwiedzanie?
Alex odwrócił się do niego momentalnie i uśmiechnął pod nosem, przesuwając palcami po blacie kuchennym.
— Zaskakująco pozytywnie — skomentował i dopiero uniósł na mężczyznę spojrzenie swoich szaro-niebieskich oczu. — Masz bardzo zadbany dom.
— Taa. Zdziwiony? — Jason zaśmiał się.
Alex prychnął pod nosem, nie powstrzymując się od uśmiechu.
— Można tak powiedzieć. Lubię porządek i… podoba mi się to mieszkanie — przyznał. To było dziwne, ale przez to patrzył na Jasona trochę inaczej. Bardziej pozytywnie.
Mężczyzna uśmiechnął się i podszedł do niego. Położył dłonie po bokach jego ciała, na szafce, przed którą stał mężczyzna i schylił się do jego twarzy.
— To dobrze — zamruczał.
Alex nie zamierzał mu ułatwiać. Jego spojrzenie stało się twarde i zimne.
— Odsuń się — rozkazał głosem bez emocji. Nie miał zamiaru pozwalać Jasonowi ze sobą pogrywać, a do tego cenił sobie swoją przestrzeń osobistą.
Gospodarz wywrócił oczami, odsuwając od niego twarz. Liczył, że wreszcie się przełamie. Nie chciał naciskać… a właściwie chciał, ale nie chciał go przy tym wystraszyć.
— Chłodny jak zwykle — mruknął.
Alex nie skomentował, tylko odprawił go gestem. Nie mógł mu na zbyt wiele pozwalać.
— Jedziemy, czy pokazać ci jeszcze sypialnię? — rzucił Jason z wrednym uśmiechem.
— To nie będzie konieczne — stwierdził Alex śmiesznie formalnie i wyszedł z kuchni do przedpokoju.
Jason zachichotał i poszedł za nim, by po chwili zamknąć mieszkanie. Wsiedli do samochodu i ruszyli na południe, a tatuażysta instruował Alexa odnośnie do trasy. Mieli jeszcze trochę czasu do jedenastej. Po drodze nawet nawiązała się rozmowa dotycząca stylu zabudowy w Miami i tego, jakim było miastem. Po porównaniu do tego, co Alex opowiadał o Londynie, Jason uznał, że mężczyzna musiał się tutaj czuć naprawdę… obco. Nie dość, że pogoda inna, to jeszcze cała struktura, ulice, architektura i mentalność. To było dość oczywiste, zważywszy na fakt, że mieszkał dotychczas na innym kontynencie, ale podawanie konkretnych przykładów jakoś bardziej uwidoczniało całą sprawę.
W końcu dojechali na Grand Avenue, a Alexowi nawet udało się znaleźć wolne miejsce parkingowe.
— Masz ochotę na kawę? — spytał Jason, kiedy już zaparkowali.
Alex spojrzał na niego podejrzliwie.
— Do czego zmierzasz? — spytał, a Jason przewrócił oczami.
— Do niczego specjalnego, może poza tym, że chciałbym się napić z tobą kawy. Mogę nawet ci postawić, jeśli się oczywiście nie obrazisz — zakpił, przez co został od razu spiorunowany chłodnym spojrzeniem.
— Miałem cię tu tylko zawieźć, a nie…
— A nie iść ze mną na randkę? — Jason zachichotał jak nie tak mały chochlik.
Alex momentalnie pokrył się rumieńcem, ale w końcu zgasił silnik.
— Jak chcesz, ale ja płacę — mruknął, speszony i zły, wysiadając z auta.
— Jak sobie życzysz. — Jason zaśmiał się chrapliwie. Już ja urobię tę zimną królową. Chociaż coś czuł, że to może trochę potrwać.
Alex jeszcze spojrzał na zegarek i pokręcił głową. Że też pakował się w coś takiego. To powinno ograniczać się wyłącznie do hotelu, a nie jakichś bzdurnych wypadów na miasto, na kawkę czy kolację.
— Hm? Spieszy ci się? — mruknął Jason, widząc, jak Grey patrzy na zegarek.
— Nie chcę natknąć się tu na twoich przyjaciół — wyjaśnił i ruszył w stronę centrum handlowego przez ulicę.
Białe schody do głównego wejścia prowadziły łukiem po dwóch stronach, otaczając urokliwą fontannę. Po bokach stały jeszcze bujne palmy, a dach CocoWalk miał żywo niebieski kolor. Zbudowany był w kształcie kopuły, natomiast po bokach środkowej części, odgrodzone placykiem, znajdowały się wejścia do kolejnych sklepików, również z niebieskimi daszkami nad wejściami.
— Z szefuńciem już gadałeś. Nie przypadł ci do gustu? — zapytał Jason, doskonale wiedząc, o co tak naprawdę Alexowi chodziło.
Anglik wbił ręce w kieszenie i pokręcił głową z rezygnacją. Mimo swojego naturalnego chłodu prezentował się bardzo dobrze na słonecznych ulicach Miami.
— Jest rozsądny i inteligentny, ale mimo wszystko wolałbym, aby nie wiedział, że spotykam się z tobą w celach innych niż biznesowe.
— Nie mamy celów biznesowych — zachrypiał rozbawiony Jason.
— Właśnie.
— Mike jest pro homo, nic by mu to nie przeszkadzało. — Jason nie był w stanie powstrzymać się przed uśmiechem, ale Alex nie wyglądał na przekonanego.
— Mimo wszystko wolałbym sobie oszczędzić. Nie wspominając już, że nie ma czym się chwalić.
— Nie ma się też czego wstydzić.
Momentalnie spojrzały na niego chłodne oczy Anglika.
— Proponuję ci jednak temat. Nie chcę o tym rozmawiać — skarcił go, a Jason wywrócił oczami.
— Taa. To o czym chcesz pogadać? — spytał, kiedy zbliżyli się do Starbucksa znajdującego się po lewej stronie od głównego wyjścia.
Alex wybrał najbardziej odosobniony stolik na zewnątrz wejścia. W środku było dość ciasno, a ze względu na odpowiednią pogodę, wolał posiedzieć na zewnątrz, pod parasolami.
— Możesz mi coś o sobie opowiedzieć.
— Niczym na pierwszej randce — zażartował Jason, uśmiechając się głupio. — A co chcesz wiedzieć? Lubię dziaranie, fajki i seks.
Alex skinął głową z dość niewzruszoną miną.
— Da się zauważyć — podsumował, pomijając milczeniem pierwsze zdanie. Przejrzał kartę, rozmyślając, na co ma ochotę. W końcu zdecydował się na zwykłą małą czarną.
Jason zamówił to samo i dopiero kiedy dziewczyna odebrała zamówienie i wróciła do środka przez szklane drzwi, zwrócił się do mężczyzny.
— No i zbieram na motor. — Jeszcze nawet Mike’owi się do tego nie przyznał.
Zaciekawiony Alex przekrzywił głowę.
— Jesteś dość wysoki jak na motor. Więc raczej niesportowy, prawda?
— Nie, nie kręci mnie to. Myślałem albo o Suzuki Intruderze, albo nawet coś w stylu Yamahy XJR. Honda VTX też jest ładna, ale skubana jest niska. Może Triumph Rocket. Nie wiem. Musiałbym tego podosiadać i zobaczyć, na czym nogami nie zaczepiam o brodę.
Alex chwilę się zastanawiał.
— XJR jest chyba niższa od Hondy CBR?
Jason odetchnął, a kelnerka przyniosła im kawy.
— Niby, ale oba są krótkie.
— Jeszcze są crossy — zaproponował Alex, popijając kawę.
— Ta, ale brzydkie to takie i nijak mi nie pasuje.
Alex zmierzył go wzrokiem i w końcu przytaknął.
— No i sprzedałem samochód jakiś czas temu, więc mam pewną sumkę, ale wciąż gromadzę — dodał na koniec Jason i napił się swojej kawy.
— Jeszcze w ostateczności zostaje ci custom, ale tu to już kwestia finansowa przeważa.
Jason z krzywą miną potaknął. Na robiony pod zamówienie motocykl nie miał teraz w ogóle kasy. Jak jeszcze mógł jakiegoś cruisera kupić za okazyjną kwotę, to myśl o własnym motocyklu ze wszystkimi bajerami była na razie tylko w fazie marzeń.
Alex zapatrzył się na niego znad kawy.
— A podobają ci się bardziej Triumph Bonevile czy MotoGuzzi California?
Jason chwilę się zastanowił, przypominając sobie oba motory. Siedział na stronach z motocyklami ostatnio na tyle często, że wiele ogarniał.
— Chyba California, taka biała jest boska. — Zaśmiał się, rozsiadając się wygodniej.
Alex też się uśmiechnął.
— Taka policyjna… — Rozmarzył się.
— Co, podoba ci się? Bo biała? — Jason zachichotał. Zresztą uważał, że Alexowi w białym było do twarzy.
Grey z politowaniem pokręcił głową.
— Nie tylko. Ma ładną linię i V-twin wyróżnia ją spośród innych.
— Taa, a biały szlafroczek? Biały Bentley? Prawdziwa z ciebie królowa śniegu — zachrypiał z rozbawieniem Jason, a Alex rzucił mu dość kpiące spojrzenie.
— I kto to mówi? Czarne spodnie, czarna bluzka i domyślam się, że nie tylko to.
— Lubię czarny.
— Lubię biały — odparł z równą prostotą.
— Ładnie ci w nim.
Alex zmroził rozmówcę wzrokiem.
— Nie przesadzaj. Nie masz po co się wysilać, aby być miłym. I tak na chwilę obecną nie przestanę się z tobą spotykać w celach innych niż dotychczas.
— Nie wysilam się, tylko mówię, co myślę — prychnął Jason, dopijając kawę. — Toż nie kadzę ci cytatami z francuskich romansideł jak twój braciszek ma w zwyczaju.
— Nawet nie chcę wiedzieć. Matka zdecydowanie za bardzo się postarała, żeby spełniał wymogi romantycznego i miłego ideału każdej dziewczyny — stwierdził Alex, dopijając kawę i zerkając na zegarek.
— Tak samo jak postarała się, żebyś ty spełniał wymogi maszynki do robienia pieniędzy? — Jason uniósł brew sceptycznie.
— To akurat ojciec — sprostował Alex i podniósł się. — Dziękuję za kawę i towarzystwo — dodał, wyjmując z portfela dwadzieścia dolarów i kładąc je pod spodkiem po swojej kawie, aby nie zwiało.
— Taa. Spoko — odmruknął tatuażysta, wciąż siedząc na swoim miejscu i wodząc za nim wzrokiem.
Alex skinął mu głową i odszedł. Jasonowi, kiedy tak patrzył, jak znikał za załomem budynku, nie umknęło, że dwie kobiety powiodły za nim wzrokiem. Jakby nie patrzeć, królowa śniegu była piękna.
Sam chwilę później podążył do ławki nieopodal Sturbucksa, żeby tam zaczekać na chłopaków. Zapalił papierosa i zerknął na zegarek. Była już prawie jedenasta. Mike i Ryan nie spóźnili się wiele. Ten drugi nie wyglądał na specjalnie wyspanego. Mimo to uśmiechał się, mówiąc coś do Mike’a.
Podeszli do tatuażysty.
— No cześć, długo czekasz? — przywitał się Mike, a Ryan skinął Jasonowi głową na powitanie.
Jason podniósł się z ławki, gasząc papierosa o podeszwę buta z racji braku pobliskiego kosza na śmieci.
— A nie, w miarę. Nie nudziłem się bynajmniej.
— Spoko. Ryan, gdzie chcesz iść?
— Hm… Może najpierw ciuchy, a potem telefon.
— Spoko, to idziemy. — Mike ruszył przodem. — Mów, jak coś ci się spodoba.
— Nie będę wydziwiać, spokojnie. I oddam ci za twój wkład w mój powrót do społeczeństwa wraz z pierwszą wypłatą, Mikey — zapewnił Ryan. Widząc na horyzoncie sklep z ubraniami, ruszył do niego przez nieduży placyk.
— Nie spieszy się. Na razie finansowo się trzymam, więc oddasz, jak będziesz mieć — odparł luźno Mike, wsuwając ręce w kieszenie spodni i ruszając za nim.
— Skoro tak mówisz, to nie będę się spierać. I mam nadzieję, że to „jak będę mieć” nadejdzie szybko. Ten uroczy książę, z którym mam przyjemność pomieszkiwać, wyjątkowo mnie polubił. Tak bardzo, że aż czuję, jak po głowie spaceruje mu myśl, kiedy wreszcie opuszczę ich zameczek. — Ryan uśmiechnął się ironicznie, już przeglądając koszulki na wieszaku. Ułożone były kolorystycznie, a chłopak ewidentnie uderzał w odcienie niebieskiego, szarości i czerni.
Jason był wybitnie rozbawiony tym, co usłyszał. Co jak co, ale poczucie humoru tego kolesia mu się podobało.
— To i tak niezły scenariusz. Ciesz się, że nie myśli, jak cię sprzątnąć — zażartował, a Mike rzucił mu zdegustowane spojrzenie.
— Hm… Jedyne co Rush może sprzątnąć, to naczynia po obiedzie, jak sądzę — odparł Ryan, zdejmując z wieszaka popielatą koszulę z krótkim rękawem.
— Ej, bez takich — oburzył się Mike, czując się w obowiązku, aby nie obgadywali w tak bezczelny sposób chłopaka jego kumpla.
— Hm? Miałem na myśli, że Rush nie wydaje się bossem mafii. — Ryan uśmiechnął się, ale Mike był średnio przekonany.
— Niby racja, ale używaj na przyszłość lepszych porównań.
— Służę. Rush wygląda na typ spaniela, nie pitbulla — stwierdził Ryan, przewieszając sobie przez ramię kolejną koszulkę.
Jason zaśmiał się pod nosem.
— Wyczesanego spaniela albo słodkiego goldena.
Mike spojrzał po nich żałośnie. Nie miał jak przemówić im do rozsądku. Ryan zaśmiał się za to.
— No widzisz, Mikey? Jay czuje, o co chodzi — odparł z wymownym uśmiechem i sprawdził rozmiar bluzy, która mu się podobała. Kupka na jego ramieniu rosła, więc stwierdził, że z bluzek tyle wystarczy i pora rozejrzeć się za czymś innym.
Jason spojrzał na chłopaka z góry.
— Jay? Nie spoufalasz się może zanadto?
— Hm… Nie, według mnie bardzo ci pasuje.
Tatuażysta posłał mu karcące spojrzenie i pokręcił głową.
— Spędź ze mną najpierw więcej niż dwadzieścia cztery godziny i dopiero zacznij myśleć o zdrabnianiu mojego imienia, An — prychnął, nawet jeśli takie zdrobnienie imienia Ryana nie istniało. W końcu już normalna forma była bardzo krótka, ale musiał się zrewanżować.
— Muszę cię rozczarować, Jay, pomyślałem o tym już w momencie, kiedy mi cię przedstawiono. — Zupełnie niezrażony Ryan uśmiechnął się. — Przywyknij, proszę.
Mike jęknął w duchu i popchnął kumpla w stronę spodni.
— Może jakieś spodnie, Ryan, hmm? — zasugerował, licząc na zmianę tematu, a Jason ruszył za nimi.
— Dobrze, An, postaram się przywyknąć — rzucił za chłopakiem, złośliwie zdrabniając jego imię tak, żeby brzmiało najgorzej, jak się da.
— Jestem wdzięczny, Jay. I doceniam twoje błyskotliwe poczucie humoru — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem, a Mike tylko się modlił, żeby im to nie zostało na stałe. — Tak, Mikey, przydałyby mi się spodnie — mruknął, podchodząc do wieszaka z jeansami i zaczynając go przeglądać.
Jason zaśmiał się jak stara wrona, kręcąc głową. Pyskaty skurczybyk. Że też mamusia go nie wychowała, pomyślał, ale nie skomentował.
Mike potaknął za to Ryanowi, niemalże podsuwając mu jak namolna ekspedientka kolejne pary spodni. Chłopak skomentował to na swój sposób, ale wreszcie na drugim ramieniu miał zawieszone trzy pary jeansów i krótkie spodenki. Spojrzał na te dwie kupki z niewyraźną miną, niezbyt mając ochotę na przymierzanie tego wszystkiego, ale wreszcie ruszył do przymierzalni, rzucając przez ramię:
— Idę zobaczyć, co mi powie lustro. Poczekajcie, proszę.
Jason poczekał, aż chłopak zniknie mu z zasięgu wzroku i zwrócił się do szefa:
— Miły chłopak, taki uprzejmy. „Proszę” nawet mówi — zadrwił z uśmieszkiem.
Mike zaśmiał się.
— Taa, wredna osobowość za tym słodkim uśmiechem. Ale da się przyzwyczaić. Ja miałem na to sporo czasu — prychnął, mimo wszystko dobrze wspominając ich wspólne dzieciństwo. No, z małymi wyjątkami.
— Jeśli ma się dość anielskiej cierpliwości albo jest się tak uroczo naiwnym jak Charlie?
— No, między innymi. — Mike przyznał mu rację. — A Charliemu po prostu szybko przechodzi, więc na niego takie zachowanie nie działa. Zresztą, jak ty nie raz mu dogryzałeś, to sam wiesz, jak szybko przestawał być wkurzony.
Jason wzruszył ramionami. Coś w tym było.
— Co nie zmienia tego, że albo Rush dostanie świra z pętelką, albo zobaczymy wściekłego spaniela.
Mike skrzywił się.
— Mam nadzieję, że Ryan zdąży się do tego czasu stamtąd wyprowadzić.
— Właśnie. Nie mam ochoty na blond problemy. Już jeden mam, starczy mi — podsumował Jason mało przyjemnie, ale i tak uśmiechnął się do swoich myśli.
Mike, zauważywszy ten uśmiech, spojrzał na niego z większym zaciekawieniem.
— No właśnie, jak ty się w ogóle dogadujesz z tym facetem?
Jason spojrzał na kumpla w dół z czymś w rodzaju pobłażania w oczach, po czym znowu zapatrzył się na łażących po sklepie ludzi. Niestety było ich sporo.
— Gorzej niż z jakimkolwiek innym, z którym spałem.
— Ale i tak to ciągniesz… — dodał badawczo Mike.
— Mhm, bo jest ciekawiej niż z jakimkolwiek innym.
— I wy tak tylko… — zmarszczył lekko brwi — na seks?
Niezadowolony tatuażysta prychnął pod nosem.
— Głównie. Facet jest strasznie uprzedzony i zakompleksiony pod tym względem — mruknął dość posępnie.
Mike skinął głową na znak zrozumienia, a po kilku minutach, w trakcie których zdążyli zaobserwować kłótnię pewnego małżeństwa o kupno jednych z droższych spodni, z przymierzalni wyłonił się Ryan i podszedł do nich.
— Możemy kierować się do kasy, tylko pozwólcie, że jedną bluzkę odłożę — poinformował ich.
Mike, który dzisiaj rozporządzał kasą, ruszył za chłopakiem do kasy. Jason mruknął jeszcze coś pod nosem i w sumie zadowolony z urwania tematu Alexa powlókł się za nimi. Obserwował ich podczas płacenia przy kasie i aż się uśmiechnął, wyobrażając sobie, jak Ryan pod tymi swoimi kudłami, na karku mógłby mieć schowany tatuaż z napisem „Fuck off”.
Wreszcie z dwiema reklamówkami pełnymi ciuchów i lżejszym portfelem Mike’a wyszli ze sklepu. Ryan nie był specjalnie zadowolony z noszenia tylu zakupów jak jakaś laska, która nie może powstrzymać się przed kupieniem każdej rzeczy, jaka się jej podoba. Mimo to odsunął od siebie tę nieprzyjemną myśl i zwrócił się do towarzyszy.
— Proponuję pójść po telefon, który swoją drogą powinniśmy nabyć, zanim wyposażyłem się w te… ciuchowe bagaże.
Mike skinął głową z uznaniem dla pomysłu.
— Jestem zdecydowanie za. I w ogóle masz numer do siostry?
— Mhm. I nawet mi aktualnie wiernie towarzyszy — odparł Ryan i klepnął się w kieszeń spodni.
— Fajnie. A myślałeś już, co byś chciał robić? No, jakaś praca czy coś?
— Nie mam zbyt dużego wyboru, Mikey, chciałbym zauważyć. — Chłopak uśmiechnął się wymownie. — Taka, gdzie przyjmą byłego więźnia. Zapewne coś fizycznego.
— Przy budowie dróg albo jako robotnik — zasugerował idący z tyłu Jason z nutą ironii w głosie.
— To jest jakaś opcja — zgodził się Ryan, kiedy weszli do kolejnego sklepu. — Hm… na piwo z tego będzie.
— A na mieszkanie wyczarujesz — mruknął Mike. — I kup se jakieś buty i kąpielówki, bo znając ciebie, na plaży będziesz szukał swojej roboty częściej niż w biurze pośrednictwa pracy.
— Mikey, myślisz o wszystkim. Jak już jesteś tak wspaniałomyślny, możesz mi odstąpić swojego ślicznego, pomarańczowego Mustanga.
— Albo różowy telefonik — zironizował Jason, machając chłopakowi przed nosem komórką, którą podniósł z półki.
— Podoba ci się? Mikey na pewno ci postawi. Ja wolę srebrny — odparł Ryan z uśmiechem, patrząc na inny.
Mike jęknął żałośnie.
— A co ja jestem, skarbonka? — mruknął, zabierając im oba telefony i odkładając na półkę jak niegrzecznym dzieciom. — Ja tu nie jestem od stawiania niczego nikomu — fuknął, przez co Jason i Ryan spojrzeli najpierw na niego, potem po sobie i wybuchnęli śmiechem.
Mike obdarował każdego z osobna morderczym wzrokiem, czerwieniejąc na policzkach.
— Debile. I sam ci wybiorę ten telefon — dodał, patrząc po innych aparatach pospiesznie. — Ten może być?
— Byle dzwonił, Mikey, byle dzwonił — odparł Ryan wciąż z uśmiechem na twarzy.
Jason tylko pokręcił głową, rozbawiony całą sytuacją. Mike mruknął coś i poszedł kupić telefon, a po chwili wrócił z pudełkiem z komórką i starterem. Rzucił go Ryanowi.
— Masz i się zamknij.
— Dziękuję. I nie odbieraj mi przyjemności droczenia się z moim starym kumplem. Nie miałem do tego okazji cztery lata, Mikey.
— Masz Charliego — mruknął obronnie manager, wychodząc ze sklepu.
Jason uśmiechnął się pod nosem. Jemu się nie oberwało i siedział cicho, żeby to się nie zmieniło.
— Przy którym, chciałbym uprzejmie zauważyć, stoi na straży ten uroczy książę — przypomniał Ryan, idąc za kumplem w stronę kolejnego sklepu. Dobrze się bawił w towarzystwie tej dwójki.
— I pewnie się go strasznie boisz? — zakpił Jason, a Mike rzucił mu karcące spojrzenie.
— Jason, przestań już.
— Nie mogłem się powstrzymać. — Tatuażysta uśmiechnął się wrednie.
Ryan nie dodał swojego komentarza tylko dlatego, że zapatrzył się na wystawę desek surfingowych w sklepie, który właśnie mijali. Mike zauważył to i przystanął.
— Nie chcesz kupić sobie jakichś kąpielówek?
— Tak, chcę, chodźmy. — Ryan ruszył, myśląc, czy poprosić siostrę o przyniesienie z domu jego starej deski, czy może kupić sobie nową, kiedy już zarobi. Miał olbrzymią ochotę posurfować…

19 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 52 – CocoWalk

  1. Shivunia pisze:

    Hihihihi no Jay jakoś nie rajcuje się tymi maszynami XD a na pewno sam by nie chciał mieć takiego. Ale no stress, to otwarty człowiek na nowe doznania. Doskonałym tego dowodem jest Alex …. no i strasznie się ciesze że się przekonujesz do Alexika ;3

  2. kkohaku pisze:

    haha bardzo podobał mi się ten rozdział :) i rozmowa z Alexem, którego powoli zaczynam lubić i potem wypad na zakupy xD panowie w trójkę naprawdę świetnie się dogadują xD czy jest u was postać której nie można pokochać? no ale jak Jason może nie lubić crossów? xD toż cie mi zrobiły problemo xD ha ha ale skoro polubiłam już Alexa to chyba skuszę się na trójkąt i wspólne wypady na motorach xD
    ale ogólnie rozdział przesympatyczny!

  3. ania_niut pisze:

    jej, wreszcie nadrabiam:) Nie mam natchnienia na jakiś super komentarz, ale duet Ryan i Jason jest po prostu zajebisty:D Więcej ich „rozmów” poproszę:)
    No i tekst mistrz:
    „– Ja tu nie jestem od stawiania niczego nikomu – jęknął, na co Jason i Ryan spojrzeli najpierw na niego, potem po sobie i wybuchnęli śmiechem.”

  4. Cath pisze:

    Jak czytam o Alexie i Jasonie to sie poprostu cała rozpływam… Ciekawe kiedy królowa śniegu się rozpłynie przy Jasonie :D
    I te ich delikatne całusy, och mrrrrrrr…! Czekam z zapartym tchem na każdy nowy przejaw intymności między nimi :>

  5. Katka pisze:

    Raya, „co (a raczej kogo…hihi) wymyslicie dla Ryana” hehehehehe…

    Elis, oj tak, bo „królowa” taaaak do Alexiątka pasuje <3

  6. raya pisze:

    juz nie mogę się doczekać, co (a raczej kogo…hihi) wymyslicie dla Ryana :DD
    przy okazji (ost. zdanie) – posurfować, nie posurfingować:)

  7. Elis pisze:

    Rozdział przeczytałam wczoraj, ale dopiero dziś mogę skomentować.

    Poranek Alexa i Jasona wylał miód na moje serce. Kiedy smoczysko się obudziło i tak zapatrzyło na śpiącego blondyna i ten kosmyk włosów, którym przesunął pomiędzy palcami… ach jak ja kocham takie drobne gesty. Ile w nich bywa czułości, opiekuńczości, że aż serce rośnie.
    „Dobrze spała królowa?
    Alex spojrzał na niego chłodno, analizując w głowie ostatnie słowo.” Och tak kocham jak Jason nazywa go królową, chyba to już pisałam, a widzę, że Aleksiątko kochane nie ma nic przeciw. Oby nie miał. Nie wiem czemu podobają mi się takie żeńskie określenia w stosunku do niego.
    „Cóż, jakby nie patrzeć królowa śniegu była piękna.” Po tym zdaniu już nie widzę nikogo innego u boku J. Oni muszą być razem na zawsze. Przed nimi trudna, wyboista droga pełna raniących cierni i kamieni, ale powoli dotrą na szczyt szczęśliwości. A Alex zaakceptuje siebie takim jakim jest. :)))

    Rush – spaniel hahaha. Biedny blondi jakby to usłyszał to jeszcze by ten spanielek przemienił się w rottweilera.

    Ryan i Jason razem w ciętych ripostach itp. są bezkonkurencyjni. Dogadają się. Chyba.

    „Ja tu nie jestem od stawiania niczego nikomu – jęknął, na co Jason i Ryan spojrzeli najpierw na niego, potem po sobie i wybuchnęli śmiechem.” Miki ty pomyśl zanim coś powiesz przy dwóch samcach którym dużo rzeczy kojarzy się ze stawaniem pewnej części ciała. Co tam mnie też, zwłaszcza jak czytam podobne zdania. :)

    Wrócę na chwilkę do mojej ukochanej pary, czyli Aleks i Jay. Czyżby w przyszłości Jason miał dostać miły prezent w postaci wymarzonego motoru? Już ich obu widzę na białym motorze. Nie najlepiej biało-czarnym, żeby były ulubione kolory obu i to jak J prowadzi, a Aleksiątko siedzi za nim mocno go obejmując. :))

  8. Katka pisze:

    Gazelka, „Jason ty posikana nastolatko” XD No cóż on za to może, że mu tak dobrze przy Alexiku, hehe :D Ale określenie rozbrajające.

  9. Gazelka pisze:

    O tak! Jason słodki utrzymanek… ja jestem tak za, że nie mam słów.
    I jednak lgnie swój do swego, bo przecież to nie jest zwykły przypadek, że Jason ma wyglancowaną chate, teraz czekam tylko, aż Alex wprowadzi sie do swojego terapeuty na pełen etat XD.
    Oni są tak kochani, słodzcy w jakis taki ujmujący sposób, że ze mnie wydibywa się wyłącznie „Aww” i „Ohh”.
    W ogóle „Cóż, jakby nie patrzeć królowa śniegu była piękna.” Jason ty posikana nastolatko, po uszy zakochana w królowej śniegu… Nie wyobrazam sobie jak on zareaguje jeśli kiedys musieliby sie rozstać. Oj nie ja sama nie chcę o tym słyszeć. Wszak jeden lubi biały a drugi czarny, bratnie dusze, tyle powiem.
    Aha i czyżby J. pod choinkę miał dostać motór? Adorable!
    Czekam na więcej.

  10. Katka pisze:

    LordKurak, haha, piękny wniosek XD I tak, Charlie rzeczywiście zaszalał… Nie hamuje się chłopak, haha. No i w ogóle takie komplikacje ujęte w podsumowaniu – bezcenne XD Jak widać Ryan i Alex najbardziej niewinni, nawet Mike ich przebija XD

  11. LordKurak pisze:

    Shivunia nie Ty jedna zapominasz o ich istnieniu i pewnie gdyby nie to że rozśmieszyła mnie wizja jak Alex z wyższością coś mówi, a potem J go bezczelnie poprawia, to bym nawet tego nie zauważyła.
    Katka jeżeli Rush faktycznie by się rzucił mu w ramiona, to chyba tylko po to, żeby dostać się do jego szyi :P ale obawiam się, że wtedy sprawdziła by się wizja Tamiya’y (nie wiem jak odmienić XD) i musiał by być ratowany
    Już wiem, z tym porządkiem u Jasona to jest jakiś spisek :D on wiedział, że Królowa go odwiedzi i wyniósł wszystkie brudy itp. do sypialni :P gdyby Alex postanowił ją zobaczyć to wszystko by się wydało :D
    Jako że powinnam się teraz uczyć, zebrało mi się na przemyślenia :D i dochodzę do wniosku, że prawie wszyscy w FD maja jakieś powiązania łóżkowe przynajmniej z 2 osobami z ekipy :P
    Charlie ← chciał się przespać z Mikem, spał z Ryanem i Jasonem, śpi z Rushem (i był w jednym łóżku z nagą Katy, ale to się chyba nie liczy :P)
    Katy ← chciała się przespać z Mikiem, spała z Rushem (+ spała nago koło Charliego i udawała dziewczynę Jasona)
    Marg ← śpi z Mikiem, pewnie na początku brała pod uwagę przespanie się z Rushem
    Ryan ← spał z Charliem i to by było na tyle, bo dopiero się pojawił, ale jeszcze to nadrobi XD
    Rush ← śpi z Charliem, spał z Katy + nie jestem pewna czy brał pod uwagę przespanie się z Marg , został pocałowany przez Jasona
    Mike ← niby nie spał z Katy, ale poznali się chyba kiedy robił striptiz na stole… śpi z Marg, jak na hetero pozwolił na stanowczo za dużo Jasonowi i Charliemu
    Alex ← śpi z Jasonem (ale gdyby się nie ukrywał… :D)
    Jason ← śpi z Alexem, spał z Charliem, dobierał się do Mikea, pocałował Rusha (+ udawał że chodzi z Katy)

    Charlie ma najlepszy wynik, jeszcze tylko Alex i będzie komplet :D

  12. Katka pisze:

    Tamiya, hehe,”polubi bycie tak na dole – na dole” XD Tak, Jason już o tym marzy, ale dłuuuga droga przed nim :( Oni się ze sobą namęczą, haha. Ale na razi doktorowi Rebelowi krok po kroku coś wychodzi XD I matko, to straszne, kolejne przezwisko przylgnęło do Rusha – spaniel XD To złe, haha.

    Yuriko, to dobrze, że są słodcy <3 Też tak uważam, chociaż z tym "sugardaddy" to mnie zabiłaś XD

  13. Yuriko-chan pisze:

    ja jestem mile zaskoczona tym jak rozwija sie relacja Jasona i Aleksa ^^ aww slodcy sa xD tak manewrują wokol siebie jakby dzikie zwierzeta xD hehe co do zwierzat to polalam na te słodkie porownania Jasona i Ryana ;P mistrzostwo to ich dogryzanie ;D
    Hahaha mialam zlew jak Jason rozmawial z Mikiem przez telefon w obecnosci krolowej xD Aleks tak sie dziwil ze gadali o rushu xD haha ale i tak najlepsze jest to,ze inspekcja domu Jasona wyszla pozytywnie xD urocze rozkminki aleksandra. No myslalam, ze skonam xD a potem nie chcial, zeby mu sypialnie pokazac ;p buu ^^ podoba mi sie ze tak sobie gawedzili i tylko przed oczami pojawil mi sie obraz takiego wymarzonego motoru opatrzonego biala kokardką i mysl Jasona „sugadaddy” + niebotyczne zaskoczenie xD

  14. Tamiya pisze:

    Hahaha, nie mogę noo, spaniel mnie zabił! XDDD Ryan, kocham cię! <3 wreszcie Jason ma kogoś do utarczek sł0wnych i kogoś z kim może się wyśmiewać z innych XD A Mike skończył jako świnka skarbonka i niby nic nie stawia, taa jasne C:
    „- Hm… jedyne co Rush może sprzątnąć to naczynia po obiedzie, jak sądzę."
    Omg, jakby nasz spani… znaczy Rush to usłyszał to by chyba go spróbował udusić na miejscu. Ale że Ryan na pewno nabrał tężyzny fizycznej w pierdlu to Charlina musiałaby ratować swego księcia c: to zabrzmiało wrednie, ale ja lubię Rusha XD Tylko po prostu nie mogę się powstrzymać :3 Spaniel <3

    Jak to LordKurak napisała: "Jaki Jason się romantyczny zrobił, tu pogłaszcze, tam pocałuje, potem jeszcze poklepie po nodze… :P", aż czasami mam momenty chwilowej konsternacji, ale po chwili taki cichy chichot i "Jay wpaaadł!". I mi też gdzieś umknęło, że u Jasona jest porządek, sądziłam, że Alex tam zejdzie na zawał jak zobaczy mieszkanko, a tu się jednak okazało, że tam porządeczek. Jestem ślepa albo mam sklerozę (może jedno i drugie…). Śmieszne to w sumie, że Alex tak się wzbrania, ale i tak pójdzie z nim na miasto czy kawę XD Niedługo ta jego trauma się zatrze, tak jak David przemógł lęk przed Shanem, tak Alex niedługo taki rozczochrany i spocony będzie błagał, żeby J mu wycałował każdy centymetr ciała. I będzie jęczał, całował go i się przytulał. A co więcej… polubi bycie tak na dole-na dole :D (wiecie o co mi chodzi, prawda? XD). I doktor Rebel dostanie jakiś order za cudowną metodę leczenia traum na tle bycia dotykanym :D jeee.
    Wiecie coo? Ja miałam taką cichutką nadzieję, że Alex będzie wychodził z Jasonem z kawiarni i natkną się na Mike'a i Ryana i wtedy przedstawienie pod tytułem "konfrontacja Ryana i Alexa" gwarantowane, o jejuuu. Ryan z tym jego ciętym językiem i królowa lodu z tym mrożącym spojrzeniem. Taak!

    "- Lubię czarny.
    – Lubię biały"
    Dobra, uśmiałam się w tym momencie :D Jak dwa bieguny, a przeciwieństwa się przyciągają C: (czemu miałam wrażenie, że Alexowi za niedługi czas odbije i kupi J'owi jakiś wypasiony motor? .__.)

    Nie no, cudowne dziewczyny xD Przychodzi się ze szkoły tak zmęczonym, że się pada na cycki i niespodziewanie jest, co czytać <3 Do tego dużo Alexa, Jasona i Ryana :3 (chociaż troszkę brakowało mi szczekania spanielka i jarania się Charliny xD).

  15. Shivunia pisze:

    LordKurak hahaha „lubie”… taaa… bo to ja pisze wykształconą królową. Ja która zapomina o istnieniu przecinków alta i wszystkich tego typu rzeczy XD
    DaughterOfWind „2:30” nawet ja o tej porze już spałam XD

  16. Katka pisze:

    DaughterOfWind, hehe, to super, że rozśmieszył! :DDD

    LordKurak, dzięki za wytknięcie błędów, poprawiłam ;* A co do trójkącika, hahaha, to by było dość… zabawne XD Ciężko mi sobie to wyobrazić XD

  17. LordKurak pisze:

    Hura kolejny rozdział :D miałam cichą nadzieję, że się dzisiaj pojawi :D Dziękujemy :D

    Jaki Jason się romantyczny zrobił, tu pogłaszcze, tam pocałuje, potem jeszcze poklepie po nodze… :P

    „- Na pewno, może jeszcze trójkącik nam z tego urośnie – zakpił” tylko czekać aż Ryan to zaproponuje, chociażby w żartach :D a Rush rzuci mu się uradowany w ramiona :D

    Mój światopogląd legł w gruzach, Jason ma czyste mieszkanie… nie wiem czemu mi to umknęło kiedy odwiedzał go Charlie.

    „Lubię dzierganie, fajki i seks.” Nie wiem czemu wyobraziłam sobie Jasona robiącego na drutach i tak zdziwiona chwilę kontemplowałam o co chodzi :D

    „- Hm… jedyne co Rush może sprzątnąć to naczynia po obiedzie, jak sądzę” hahahahahahaha… …to znaczy… ekhm… Rush on się z ciebie bezczelnie nabija!! W dodatku nie tylko on. Nie możesz na to pozwolić!! Pokaż ząbki, pokaż nam co znaczy gniew „wściekłego spaniela” :D

    PS. Rzuciło mi się w oczy parę literówek:
    „- To i tak niezły scenariusz. Ciesz się, że nie myśli, jak cię sprzątnąć – zaśmiał się, a Mike rzucił mu zdegustowane.” ← brakuje chyba spojrzenie.
    „Mike jęknął w duchu i popchnął Ryana stronę spodni.” ← brakuje w.
    „- Lubię czarny.
    – Lubie biały – odparł z równą prostotą.” ← lubię, rzuciło mi się w oczy, bo Jason powiedział dobrze, a wykształcona królowa nie :D

  18. DaughterOfWind pisze:

    Epickie. Świetny rozdział. Jest 2:30, a ja śmieję się w głos XD I tak co dwa zdania ^ ^
    Najlepszy rozdział pod względem humorystycznym ;))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s