Fire Dragon Tattoo Studio – 50 – Czarnooka atrakcja dnia

Zaostrzony koniec ołówka przesuwał się po kartce papieru, kiedy Charlie siedział na kanapie i rysował wzór. Nie dla żadnego klienta, chciał znowu stworzyć coś swojego. Trochę bolało go, że w ich segregatorze w studiu było więcej projektów Jasona niż jego. Chciał porobić trochę więcej swoich prac.
Rush w międzyczasie krzątał się po mieszkaniu. Wczoraj kupili jeszcze jedną szafkę do sypialni na jego ciuchy i właśnie starał się ją skręcić. Nie szło mu to najlepiej, ale były jakieś postępy. A to już się liczyło. Charlie uśmiechał się od czasu do czasu do siebie, słysząc jego zmagania.
— Jakbyś potrzebował pomocy, to wołaj! — rzucił głośno, skupiając się na czaszkach w worku przerzuconym przez ramię postaci w kapeluszu.
— Jasne! — odkrzyknął jego kochanek, a sekundę później zaklął. — Nic, nic, radzę sobie! — dodał, żeby Charlie się nie fatygował.
— No, okej. — Chłopak zaśmiał się. Był ciekaw i chciał zobaczyć, jak mu idzie, ale postanowił skończyć ten rysunek. Niestety, nie dane mu to było, bo jego telefon na stoliku się rozdzwonił. Tatuażysta zaburczał pod nosem z niezadowoleniem i sięgnął po niego. — Halo?
— Charlie. — Usłyszał w słuchawce znajomy głos i zastygł totalnie.
— Eee… Mama? — odparł głupio.
— Tak. — Zaśmiała się. — Chyba dawno nie dzwoniłam.
— Um… No.
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza, którą w końcu odważyła się przerwać kobieta.
— Co tam u ciebie, kochanie?
— No… dobrze — odparł i obejrzał się na sypialnię, w której Rush skręcał szafkę. — Pracuję, mieszkam sobie… No, jest okej. A u was?
— Też, też… — Zamilkła ponownie. — Hmm, bo ja w sumie dzwonię do ciebie w takiej jednej sprawie. No, w dwóch.
Charlie nie miał pojęcia, czego od niego chciała matka. Tak dawno nie rozmawiali.
— W jakich? — spytał podejrzliwie.
— Po pierwsze… Masz już plany na święta?
— Yyy… nie. Tak. Znaczy… Nie wiem, nie myślałem jeszcze. — Był skołowany. — A co?
— Bo pomyśleliśmy z ojcem, żebyś przyjechał do nas na obiad.
— Z ojcem… czy sama na to wpadłaś? — burknął, znając odpowiedź.
— Nie negował — przyznała ciężkim głosem.
— To jakiś plus — prychnął, bawiąc się ołówkiem.
— To jak? — spytała Brenda z nadzieją.
— No… pomyślę. Może wpadnę…
— Och, to dobrze. Ojciec by się ucieszył — skłamała gładko.
— Na pewno — mruknął Charlie z przekąsem. — A ta druga sprawa?
— A druga sprawa, że przed chwilą był u nas ktoś i o ciebie pytał.
Chłopak uniósł brwi.
— Eee… A kto? Przedstawił się?
— Właśnie nie. Nie mam pojęcia, kto to był i nie chciał się przedstawić, więc postanowiłam zadzwonić.
— I co, powiedziałaś mu, gdzie mieszkam?
— Oczywiście, że nie! — oburzyła się. — Masz mnie za głupią?
— To dobrze… Nie wiem, jak będzie was nagabywać, to zadzwoń na policję i po sprawie — zasugerował, bawiąc się ołówkiem.
— Spokojnie, poradzimy sobie, ale ty na niego uważaj. Dziwnie mu z oczu patrzyło.
— Um… No, spoko — mruknął nieco skonsternowany Charlie. — Poradzę sobie.
— Dobrze, w takim razie… to pomyśl o świętach i uważaj na siebie — dodała kończącym rozmowę tonem.
— Taa… Na razie — odpowiedział, siląc się na ciepły ton i pierwszy się rozłączył. Opadł głową na oparcie kanapy. Średnio chciało mu się jechać do nich na święta. Już czuł tę ciężką atmosferę, pełną niedopowiedzeń i ukrywanych wyrzutów. I kto niby mógł o mnie pytać…?
— Kto dzwonił?! — wyrwało go z zamyślenia z sypialni.
— Moja mama! I… zaprosiła mnie na obiad na święta.
Rush chwilę milczał, nim wyszedł z sypialni z deską w dłoni.
— Och — rzucił mało inteligentnie, mrugając przy tym niebieskimi oczami. — I idziesz?
— Nie wiem… Już widzę, jak to, cholera, będzie wyglądało. Cisza przy stole jak na pogrzebie — mruknął tatuażysta, unosząc sarni wzrok na Rusha. — A ty lecisz na święta do Anglii, czy zostajesz? — spytał z większym zainteresowaniem.
Anglik odłożył deskę na bok i podszedł do kochanka.
— Chyba wracam. Rodzice jeszcze nic nie mówili, ale Alex pewnie nie będzie chciał spędzać tu świat, więc polecę z nim.
— Mhm. Tylko do mnie wróć. — Chłopak zaśmiał się, patrząc na niego w górę. Złapał go za dłoń, a Rush splótł z nim palce.
— Choćbym miał płynąć kajakiem, to wrócę — odpowiedział ze swoim przesadnym romantyzmem.
Charlie parsknął śmiechem. Uwielbiał jego teksty. Czasem go urzekały, czasem rozbrajały.
— A jak ci idzie szafka? Pomóc?
— Idzie, rysuj. Poradzę sobie — mruknął Rush już mniej pompatycznie.
— Mhm. — Chłopak puścił jego rękę i ponownie sięgnął po ołówek.

***

Ciemnowłosy osobnik w dużej bluzie, z plecakiem zarzuconym na ramię, szedł opustoszałą już ulicą na Coral Gables w dobrze sobie znanym kierunku. Było ciemno, nie był tu kilka lat, ale i tak wszystko było znajome. Przy drodze i na posesjach dość bogatych domów wokół było bardzo dużo zieleni. Dużo więcej niż w pozostałej części miasta. Niekiedy wręcz nie było widać budynków zza palm i krzewów stojących na działkach.
Na końcu drogi dostrzegł całkiem spory dom, na którego podjeździe stał pomarańczowy Mustang. Zlustrował samochód zaciekawionym spojrzeniem. Sama posesja miała aż trzy wjazdy, z których dwa kończyły się w garażach, za to jeden prowadził pod daszek z kolumnami, za którym znajdowała się brama wejściowa do domu. Właśnie tam podążył chłopak i podszedł do dużych, dwuskrzydłowych drzwi.
Odsunął z czoła przeszkadzające włosy i zadzwonił, a po jakimś czasie usłyszał kroki. Drzwi się otworzyły.
— Tak? — spytał Mike Spencer i spojrzał na przybyłego. Było ciemno, ale po sekundzie go rozpoznał. — O matko…
Przybysz uśmiechnął się na jego widok i odpowiedział:
— Mikey. Kopę lat.
Gospodarz pokręcił głową z niedowierzaniem, nie przejmując się chłodnym wiatrem, który zawiał na jego nagą klatkę piersiową. Ubrany był jedynie w spodnie od dresu.
— O matko… — powtórzył głupio, odsuwając się z przejścia, żeby wpuścić gościa. — Czemu nie zadzwoniłeś?
— Pomyślałem, że mogłeś zmienić numer — odparł przybysz, wchodząc do mieszkania. — Na szczęście, chociaż jeden z moich dawnych kumpli wciąż mieszka w rodzinnym domku. — Uśmiechnął się uprzejmie i zdjął stare adidasy.
— Byłeś u Charliego? — spytał Mike, stojąc nad gościem w szoku. Nie widzieli się… kilka lat. Miał wrażenie, że to było wieki temu, a zmiany na twarzy jego dawnego kumpla tylko go w tym utwierdziły. — W ogóle, Ryan, naprawdę mogłeś dać znać, że wychodzisz! Byśmy cię odebrali czy… cokolwiek.
— Jak widzisz, nie straciłem zdolności korzystania z autobusów i świetnie dałem sobie radę sam — powiedział Ryan, odwracając się do kumpla z tylko lekko ironicznym uśmiechem. Był nieco wyższy od Mike’a i mocniej zbudowany, co było widać mimo bluzy. Po latach rysy jego przystojnej twarzy nabrały wyrazistości. Miał kształtne usta, prosty nos… i te oczy. Nie dość, że czarne jak węgielki, to jeszcze otoczone gęstymi, ciemnymi rzęsami, a bardzo ciemne włosy opadały mu na czoło. Zdecydowanie jego twarz przykuwała wzrok. — A jeśli tak bardzo się troszczysz o swojego kumpla kryminalistę, możesz zrobić coś do żarcia. Jestem na nogach cały dzień.
Zszokowany Mike odetchnął i szybko przytaknął. Odzwyczaił się od kumpla ze starych czasów. Bardzo się odzwyczaił.
— Ta, jasne. Chodź — zachęcił, idąc w stronę kuchni. — Zmieniłeś się — dodał po drodze.
— Nie tylko ja — odparł Ryan, ruszając za gospodarzem. Plecak położył w salonie obok skórzanej kanapy i poszedł do kuchni. Aż mu się nasuwały wspomnienia imprezek w tym domu. — Poza tym, minęły cztery lata, nie masz się co dziwić.
Mike doszedł do dużej, zawsze pełnej lodówki i zlustrował Ryana wzrokiem.
— Ale i tak. No dziwnie mi, przyznam. Wyrosłeś, ale oczy to ci się, skubańcu, nie zmieniły — odparł i dopiero zaczął przeszukiwać lodówkę. Marg chyba zostawiła mu tu jeszcze sałatkę warzywną i indyka.
Ryan oparł się o szafkę obok lodówki, przyglądając się Mike’owi.
— Zgadza się. A mieszkasz sam, czy twoi troskliwi staruszkowie znowu wybrali się na wycieczkę? — spytał z bardzo typowym sobie kpiącym uśmiechem, który był niemal normą w jego przypadku i najwyraźniej więzienie tego z niego nie wypleniło.
Mike zaśmiał się, wyjmując dwa półmiski zakryte folią.
— No, na razie ich nie ma, ale nie mieszkam sam ostatnimi czasy.
— Hmm? Aż się rozjaśniłeś, Mikey — zauważył Ryan i sięgnął do szuflady po widelec. Na szczęście sztućce nie zmieniły swojego dawnego miejsca. — Jak ma na imię?
— Marg i właśnie skosztujesz jej kuchni. Pójdź do salonu, zaraz ci nałożę.
— Hm, to ja wykorzystam jeszcze twoją łazienkę, jeśli nie będzie miała nic przeciwko — odparł Ryan, ale zatrzymał się w progu i rzucił z drwiącym uśmiechem: — Charlie musi mieć złamane serce.
Po czym zniknął kumplowi z oczu.
Mike zmarszczył brwi, ale po chwili załapał. Kurwa, czyli Ryan wiedział o nieszczęśliwej miłości Charliego? Nie wiedział, jak mógł być tak ślepy, żeby tyle lat tego nie dostrzegać.
Nałożył sporą porcję indyka i sałatki na talerz. Zaparzył dwie kawy i wszystko zaniósł do salonu, by tam poczekać na kumpla sprzed lat. Ten pojawił się po kilku minutach. Najwyraźniej wziął prysznic, bo miał mokre włosy, a na sobie czystsze jeansy i podkoszulek. Wszedł boso do salonu i usiadł na kanapie. Od razu sięgnął po jedzenie.
— To co się zmieniło u was w czasie moich przydługich i niestety przymusowych wakacji?
Mike uśmiechnął się do niego.
— To, że wiem, że Charlie się we mnie podkochiwał. Jakieś pół roku temu mi to powiedział, ale na chwilę obecną nie rozpacza, z tego, co wiem.
— A tak się zawsze biedactwo stresowało, że się dowiesz. Jestem z niego dumny, że się przyznał. Będę musiał mu pogratulować. — Ryan uśmiechnął się specyficznie, zabierając się za indyka. — I jaki to cud sprawił, że wyleczył się z tej tragicznej miłości?
Mike przypatrywał się kumplowi, wciąż dochodząc do siebie po tym nagłym spotkaniu po latach. Ryan naprawdę się zmienił, wydoroślał. Przynajmniej fizycznie.
— Ten cud zwie się Rush i aktualnie nawet ze sobą pomieszkują.
Ryan spojrzał na Mike’a żywej i na moment zaprzestał ładowania kolejnych kęsów do ust.
— Więc jednak Charlie sobie kogoś znalazł. Nie marnował czasu. Coś mi mówi, że mam dużo do nadrobienia.
— Faktycznie sporo się pozmieniało — przyznał Mike. — Z Charliem i jeszcze takim jednym kolesiem i dziewczyną założyliśmy studio tatuażu.
— Mmm, to poszedł w tę swoją sztukę — zamruczał Ryan, pojadając sałatkę do indyka. Z równym entuzjazmem pochłaniał nowe informacje. — Ale, Mikey… Czegoś tu nie rozumiem… — Udał zadumanie. — Co ty robisz w studiu tatuażu? Nie wmówisz mi, że olałeś te swoje sztywniackie studia i dziarasz ludziom serduszka na tyłkach.
Mike od razu pokręcił głową.
— Bawię się w managera. No i wiesz, cała ta nudna, papierkowa robota przypada mi. Ale, ale, lepiej ty mi powiedz, jak przeżyłeś te cztery lata?
— Hm… jak widzisz, o dziwo, nie straciłem żadnej kończyny. Co mi zostało po pierdlu, to kilka blizn i cztery lata nadrabiania. W każdym razie liczę, że przenocujesz starego kumpla. Może znajdzie się tu dla mnie jakiś mały skrawek podłogi.
Mike potaknął gorliwie.
— Jasne, wygodne łóżko ze świeżą pościelą ci przygotuję… Ale — zawahał się — będziesz musiał sobie dość szybko znaleźć lokum, bo nie wiem, kiedy starsi wrócą, a wiesz, że raczej nie przywitaliby cię z otwartymi ramionami.
— Nie? Prawnicy kontra kryminalista, na pewno nie chcesz zobaczyć tego starcia? Ale spoko, może Charlie ulituje się nad starym kumplem — odparł Ryan, pochłaniając do końca indyka. Sięgnął po kawę. — Hm… jak nie, to jestem pewien, że jakoś go przekonam.
— Ta… w to akurat nie wątpię — prychnął gospodarz. — Nie wiem tylko co na to Rush.
— Nie mów mi, że nie polubi dawnego kochanka swojego chłopaka? — Ryan uśmiechnął się uprzejmie, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
Mike przewrócił oczami.
— Zapewne cię pokocha, z jego poglądami. — Zaśmiał się, już sobie wyobrażając tę scenę. Wprost musiał to zobaczyć.
— A jaki jest? Ma brązowe włosy, piwne oczy i po bliższym przyjrzeniu się, wygląda jak twój brat bliźniak?
Mike wybuchnął śmiechem, aż zasłaniając twarz ręką.
— Och, nie, nie. Hmm… Wyobraź sobie księcia z bajki i zdejmij mu koronę. I już masz Rusha.
— Książę z bajki… Aż się samo na usta ciśnie, że w takim razie Charlie został księżniczką. Chętnie pomieszkam w ich zameczku, póki moja siostra nie wpadnie na pomysł, że miło by było jednak zadzwonić do braciszka na wolności — odparł Ryan z uśmiechem, pijąc kawę. Mimo to czuł się zmęczony.
— Nie wydaje mi się, żeby był zachwycony z takiego określenia. A co do dzwonienia, to jutro kupimy ci jakiś telefon i starter. Teraz jednak jest późno, a jak sam twierdzisz, cały dzień jesteś na nogach, to ci sen nie zaszkodzi — mówiąc to, Mike wstał i zebrał naczynia.
— Mikey, jakiś ty troskliwy. Nie żebym w ciebie wątpił, ale nie spodziewałem się tak ciepłego przyjęcia. Zważywszy na to, jak zdarzyło mi się w twoim mieszkanku… hm, rozrabiać — skończył Ryan, wykrzywiając usta w parodii uprzejmego uśmiechu.
Mike wrócił do Ryana i klepnął go w ramię przyjacielsko.
— Wierzę, że przez te cztery lata odpłaciłeś także te numery. Masz dla mnie czysty start i tylko błagam cię jak przyjaciela… nie spierdol go.
— Spoko, Mikey, nie martw się o mnie. Nie daruję ci jednak, jak nie napijesz się ze mną kiedyś i… nie dasz się przejechać tym twoim pomarańczowym cudeńkiem, które przywitało mnie na podjeździe — odparł Ryan, wstając z kanapy i sięgając po plecak. Żałował, że nie zdążył dzisiaj pojechać na plażę. Ale za to widok starego kumpla był… przyjemnym, ciepłym uczuciem. Chyba pierwszym, którego doznał od odsiadki.
Mike poprowadził go na wyższe piętro do swojego pokoju. Postanowił odstąpić mu na noc swoje łóżko. Sam jeszcze nie wiedział, czy pójdzie do rodziców, czy zdrzemnie się w salonie.
— Mogę dać ci się nim przejechać, ale ze mną w środku i na pewno na trzeźwo — zażartował, dodając tę uwagę na wszelki wypadek.
— Wciąż pamiętasz moje stare zwyczaje? No tak, trudno zapomnieć te chwile, kiedy prawiłeś nam moralizatorskie kazania i siłą wyciągałeś z samochodu. — Ryan uśmiechnął się do wspomnień, odkładając plecak przy łóżku. Ściągnął przez głowę koszulkę. Na szyi zawieszony miał srebrny łańcuszek z krzyżykiem. Jego klatka piersiowa była ładnie wyrzeźbiona, tak jak umięśniony brzuch. Na żebrach zaś miał dwie, długie, wypukłe blizny, których Mike wcześniej nie widział. Gość ściągnął też jeansy i rzucił ciuchy niedbale na podłogę, zostając w samych bokserkach.
Mike skinął głową na jego ciało, a konkretnie na dwie szramy.
— A to co? — spytał, przy okazji zmieniając mu pościel na świeżą.
— Mówią na to „blizny”, Mikey. Zdarza się czasem, że pojawiają się, kiedy uszkodzisz ciało — odparł Ryan, patrząc na łóżko. Łóżko. Miał ochotę się na nie rzucić.
Mike wydął wargi, rzucając mu karcące spojrzenie.
— Nie ze mną takie numery, Ryan. Nadal odwracasz kota ogonem, ale wiesz, o co pytam — mruknął, nawlekając poszewkę na poduszkę. Położył ją razem z kołdrą na łóżku. — No, już gotowe — dodał, zbierając brudną pościel.
— Dziękuję — odparł chłopak, siadając na łóżku. — A jeśli pozwolisz, wspomnieniami podzielimy się, kiedy nie będę półżywy.
Mike westchnął ciężko, podchodząc do drzwi. Oparł się o nie z ręką na klamce.
— Tak jak kiedyś, przepięknie unikasz odpowiedzi.
— Dyplomacja, Mikey. Tego się nie da oduczyć. — Ryan posłał mu olśniewający uśmiech, kładąc się i naciągając na siebie kołdrę.
— Ta… Dobranoc — rzucił gospodarz i wyszedł z pokoju, by pozwolić Ryanowi spać.
Spojrzał na drzwi i pokręcił głową. Ryan Carter wyszedł z więzienia i właśnie był w jego pokoju. Przewidywał, że w najbliższym czasie będzie bardzo, bardzo ciekawie…
Z tymi myślami zszedł na dół do pralni, żeby zostawić brudną pościel.

***

Siedział na kanapie i bawił się telefonem, odwlekając ten moment. Było już późno, ale coś czuł, że powinien mu o tym powiedzieć. Dlatego wybrał numer i zadzwonił do najmłodszego z ich starej paczki. Długi moment telefon nie odpowiadał, ale wreszcie usłyszał głos Charliego.
— Halo?
— No siema, to ja — rzucił Mike, miętosząc w palcach skrawek bokserek. — Nie przeszkadzam?
— Nie, spoko. Ale co tak późno dzwonisz?
Odetchnął do telefonu.
— Ryan się do ciebie nie odzywał? — spytał od razu.
— Eee… nie… Ale czemu pytasz? Tak nagle. — Usłyszał w odpowiedzi zdziwiony głos kumpla, a kiedy już miał odpowiedzieć, dobiegło go mruczenie kogoś jeszcze. Domyślił się, że Rush dopytywał, kto dzwoni. Albo coś w tym stylu. — To Mike i… eee… pyta o Ryana — odpowiedział kochankowi Charlie i szybko zwrócił się z powrotem do kumpla. — To o co chodzi?
Mike spojrzał w górę schodów wiodących do jego pokoju.
— No, w sumie to nic poza tym, że właśnie śpi u mnie w łóżku.
— CO?! — wybuchnął Charlie, a Mike mógł sobie niemal wyobrazić, jak wstaje gwałtownie, jeśli właśnie siedział. — Przyjechał do ciebie?!
Uśmiechnął się do siebie krzywo.
— Dokładnie. Obstawiam też, że był u ciebie, bo mówił, że dobrze, że nie każdy zmienia mieszkanie. W ogóle dziś musiał wyjść.
— O Jezu…!
Mike skinął głową, mimo że tatuażysta tego nie widział.
— No. I wiesz, że będziesz musiał go zaadoptować? U mnie nie może mieszkać.
— Och… A nie mówił, czy gadał z rodziną, czy coś? W ogóle…! Muszę go zobaczyć!
— Poczekaj do jutra. — Zawczasu zastopował jego zapędy. — A i na razie nie dzwonił do rodziny, a raczej do siostry.
— No… A ten… zmienił się? — spytał Charlie już spokojniej, chociaż Mike wciąż czuł podekscytowanie w jego głosie. Do tego w tle usłyszał niezadowolone burczenie Rusha i jego nieporadne namowy, żeby Charlie wracał do łóżka.
— Trochę, ale nie będę ci przecież opowiadał. Zobaczycie się jutro.
— Mhm… Wow, kurcze… No już idę, idę — rzucił Charlie najpewniej do kochanka.
— Charlieeeee! — Mike usłyszał lament zaspanego Rusha i zaśmiał się do telefonu, wstając z kanapy.
— Idźcie spać. Jutro przywiozę go do studia, to pogadacie i w ogóle.
— Dobra… Uch… To ten, do jutra!
— No, do jutra — odparł i się rozłączył.

***

Charlie popatrzył na telefon w skrajnym szoku, po czym odłożył go na szafkę i ponownie usiadł na łóżku. Pościel była skołtuniona i przyjemnie pachniała jego kochankiem. Zerknął na Rusha i wypalił:
— Ryan wrócił.
Rush wyciągnął do niego rękę, leżąc na boku, zaplątany w kołdrę.
— Mhm, a teraz chodź do mnie — zamruczał prosząco. Był uroczo potargany i śpiący.
Charlie zaśmiał się. Położył się tuż przy nim, ale myślami był gdzieś indziej. Tylko machinalnie głaskał kochanka po włosach.
— Jutro wpadnie do studia… — dodał.
Rush chwilę milczał, ale w końcu zmarszczył brwi i spojrzał zaspanym, ale niezadowolonym spojrzeniem na Charliego.
— Mówisz z takim przejęciem o swoim byłym przy swoim obecnym, że aż trudno mi to zignorować.
— Eee… — Charlie zagapił się na niego głupio. — No… Nie widziałem go cztery lata, co się dziwisz?
Rush cmoknął kochanka w ramię.
— Nie dziwię się. Mówię tylko, że ciężko mi zignorować i chyba będę musiał powziąć pewne procedury… — zamruczał, przesuwając gorącą dłonią po brzuchu chłopaka.
— Jakie procedury? — Charlie zaśmiał się, łasząc się do niego.
— Właśnie takie! — odpowiedział śmiechem Rush i cmoknął kochanka w sutek, by po chwili liznąć go czubkiem języka.
Charlie odetchnął, wsuwając dłoń w jego włosy. Uśmiechnął się.
— Szybko się rozbudziłeś.
— Instynkt kazał mi reagować! — Grey zaśmiał się, wsunął głowę pod kołdrę i zsuwał się z pocałunkami coraz niżej. Och, już mu wygonię tego Ryana z głowy.

***

— No otwieraj, otwieraj… Muszę kawy! — zajęczała Kate, stojąc niecierpliwie obok Jasona, na którego wpadła po drodze i teraz czekała, aż wreszcie otworzy to przeklęte studio.
Mężczyzna przewrócił oczami.
— To niemal brzmi jak „Otwieraj, otwieraj, muszę siusiu!”. — Zaśmiał się, rozbrajając alarm i w końcu otwierając drzwi.
— Głupek! — burknęła, wciskając się do środka pierwsza, przed nim. Rzuciła torebkę na kanapę i ruszyła na zaplecze. — Też chcesz?
— Tak — odparł i poszedł za kontuar, by wszystko sprawdzić. Miał nawet niezły humor od ostatniego spotkania ze starszym Greyem. Oczywiście nie wiedział, kiedy będzie następne, ale jakoś się nie martwił.
Z głośników popłynęła cicha muzyka, a po kilku minutach Kate wyszła z zaplecza z dwoma kubkami kawy. Z jednego piła już po drodze. Wyciągnęła do Jasona jego kawę, ale zanim zdążył ją pochwycić, cofnęła kubek i rzuciła:
— Dostaniesz, jak pokażesz najpierw jęzor. Nie przyjrzałam mu się, jak się zagoił.
Jason spojrzał na nią zblazowanym spojrzeniem.
— Jesteś uparta jak osioł — mruknął, ale łaskawie pokazał jej język, a w nim dwa kolczyki po jego bokach.
Kate zwęziła oczy, wychylając się do niego i przypatrując mu się dłuższą chwilę.
— No… ładne, ładne… — powiedziała łaskawie, stawiając przed nim kubek. — Ale następny ja zamawiam!
Jason schował język.
— Co? Następna chcesz sobie u Em zrobić kolczyk? — spytał, pochylając się do dziewczyny z rozbawioną miną.
— Nie! Tobie zrobić, chociażbyś go na tyłku chciał. — Również wychyliła się do niego, mrużąc oczy i patrząc na niego wyzywająco.
Jason skrzywił się z niesmakiem.
— Na tyłku. To głupie.
— Co kto lubi. — Wzruszył ramionami, podsuwając sobie drugie krzesełko i siadając obok mężczyzny za kontuarem.
Ten zmierzył ją wzrokiem i tylko pokręcił głową. Dziewczyna też zamilkła. W sumie nie zdarzyło się jej robić kolczyka na tyłku.
Popijała kawę, zerkając rozbawionym wzrokiem na mężczyznę i czasem rzucając spojrzenia na wejście, z nadzieją oczekując jakiegoś klienta. Zaskoczyła się jednak, kiedy pod studio podjechał samochód Mike’a. Jason spojrzał na nią i wyszedł zza kontuaru, żeby się z nim przywitać. Zobaczył jednak, że z samochodu wysiadł nie tylko Mike, ale i jakiś przystojny chłopak w granatowej koszuli z krótkim rękawem i w ciemnych jeansach.
Nieznajomy dwójce w studiu chłopak spojrzał na duży, czerwony napis nad szklanymi drzwiami i poczekał na Mike’a. Dopiero z nim ruszył do studia.
Manager wszedł do środka i skinął na powitanie współpracownikom.
— Siema.
— No hej — mruknął Jason, patrząc na nieznajomego.
— Chciałbym wam kogoś przedstawić — zaczął Mike. — To jest Ryan, mój… — Nie skończył, bo Jason mu przerwał.
— Wiem. Pan Breloczek od Ferrari — mruknął, wspominając, jak kiedyś Mike z Charliem kłócili się na temat tego chłopaka przy nim, a wyszło od tego, że młodszy chłopak notorycznie bawił się breloczkiem.
Ryan uśmiechnął się krzywo.
— Uuu… mam rozumieć, że krążą już tu o mnie legendy?
Tymczasem Kate zeskoczyła z krzesła i stanęła obok Jasona, przypatrując się z zaciekawieniem całej scenie. Wow. To ten cały Ryan? Niezłe ciacho, pomyślała.
Jason patrzył na chłopaka z góry.
— Może nie legendy, ale coś się tam słyszało. Ciekawe jednak, że te opowieści nie nasiliły się tuż przed twoim przybyciem.
— Hm… może dlatego, że moje przybycie było niezapowiedziane. Chociaż z tego, co słyszałem, Charlie ma swojego księcia, więc nie sądzę, żeby z niecierpliwością wyczekiwał powrotu starego kumpla i wspominał, jak rozbijaliśmy się po ulicach Miami — odparł Ryan. — Ale chciałbym uprzejmie zauważyć, że jeszcze nie wiem, z kim mam przyjemność.
Ogłupiały ich wymianą zdań Mike szybko zreflektował.
— To Jason i Katy. Założyliśmy razem studio. Wczoraj ci wspominałem.
Jason skinął głową do Ryana na znak przywitania.
— No hej — przywitał się Ryan, zerkając kątem oka na Kate. — A gdzie Charlie?
— Pewnie zaspał — odpowiedział Mike i ruszył na zaplecze, by zrobić sobie kawę.
W tym czasie Ryan obejrzał się po studiu, zawieszając na dłużej wzrok na grafice na ścianie, po czym zajrzał z ciekawości do mniejszych pracowni, w których Charlie i Jason tatuowali, a Kate przekłuwała.
— Urządziliście się, Mikey! — rzucił w stronę zaplecza. — Dużo z tego kasy?
Jason nadal stał na środku, opierając się o kontuar i przyglądając mu się. Chłopak naprawdę… dobrze wyglądał. Nie dziwił się, że młody wylądował z nim w łóżku. Sam, gdyby nie był teraz aż za bardzo zajęty Alexandrem Greyem, a miałby okazję na seks z tak wyglądającym kolesiem, to pewnie by na to poszedł. Nie był jednak pewien co do charakteru, ale nie chciał oceniać, póki go lepiej nie pozna.
Mike po chwili wrócił do reszty z kawą w dłoni.
— Znośnie, a co?
— Jestem ciekaw, jak się układa moim kumplom. Bo wyobraź sobie, że więzienie nie wypleniło ze mnie człowieczeństwa. — Ryan uśmiechnął się uprzejmie, siadając na kanapie. — Też będę musiał rozejrzeć się za jakąś robotą.
Mike napił się kawy, siadając obok niego.
— No, będziesz musiał, ale na razie trzeba ci lokum załatwić, ciuchy i telefon.
— Tak, niewątpliwie by się przydało. Jak Charlie się wreszcie raczy pojawić i powitać kumpla, to lokum sobie załatwię. Ale co do reszty, nie pogardziłbym pomocą.
Jason uśmiechnął się pod nosem, a Kate siedziała za kontuarem, przysłuchując się całej rozmowie. Nie mówiła nic, dziwnie skrępowana obecnością tego chłopaka. Wydawał się bardzo pewny siebie.
— Nie ma sprawy. A Charlie zaraz powinien być. Wieczorem jeszcze do niego dzwoniłem, że będziesz i się ucieszył — odparł Mike Ryanowi.
— Mmm, czyli moje szanse na dach nad głową są całkiem duże. Szkoda tylko, że jego słodki tyłeczek nie myśli już tylko o mnie.
Jason, wiedząc doskonale, jaką słabością Charliego był Mike, zaśmiał się pod nosem. Ryan uniósł na niego spojrzenie. Był już niemal pewny, że ten wysoki facet jest gejem. Dlatego poprawił się od razu:
— Och, racja. Mikey, przecież to twoje imię wypływało z jego słodkich usteczek, kiedy szczytował. — Zaśmiał się, a Mike bez pardonu walnął kumpla w ramię.
— Kurwa, przestań! — jęknął z zażenowaniem, a Kate rozchichotała się głośno. Mike czuł jeszcze tę dobijającą się do głowy świadomość, że jak Charlie i Ryan robili to razem, to Charlie… Nie chciał o tym myśleć.
— Myślę, że aktualnie bardziej będzie to irytowało Charliego — rzucił Jason. — Poza tym to trochę żałosne, że robiłeś tylko za zastępczego kutasa.
— Oczywiście, bo każdy napalony osiemnastolatek, bzykając swojego kumpla, ma ten konflikt moralny, kiedy wie, że jego partner chce innego — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem. — Tak trudno mu wybrać pomiędzy uniesieniem się dumą a spuszczeniem w ciasnej dupci. Naprawdę, nie wiem, jak mogłem to robić, gdy szalały we mnie hormony.
Mike poczuł, że mu się zbierało i że nie chciał tego słuchać. Bez słowa wyszedł ze studia. Jason spojrzał za nim, potem na Ryana, a już chwilę później stał na zewnątrz z managerem i podpalał mu papierosa.
Kate została sam na sam w studiu z Ryanem, trochę nie wiedząc, jak powinna się zachowywać, siedząc w jednym pomieszczeniu z kryminalistą. Nigdy kogoś takiego nie znała. Na szczęście długo nie było jej to dane, bo na parking przy studiu podjechało białe BMW z Rushem i Charliem. Ten drugi, widząc za murem studia Mike’a, rozjaśnił się i szybko wyskoczył z samochodu.
Mike, zauważywszy ich, skinął im głową.
— Jest w środku. Tylko nie wariuj — uprzedził kumpla, powoli dopalając papierosa. Nie spieszyło mu się.
— Spoko! — Charlie zaśmiał się i ruszył do studia.
Otworzył drzwi z rozmachem, a wzrok Ryana i Kate skierował się na niego. Charlie zagapił się głupio, przez chwilę nie wiedząc, co zrobić, a Ryan wstał z kanapy, także przypatrując mu się z zaskoczeniem. Obaj, mimo że spodziewali się siebie, nie do końca wiedzieli, jak mają się zachować.
Pierwszy zareagował Charlie, który niespodziewanie podbiegł do starszego chłopaka i objął go mocno za szyję, przytulając się, aż Ryanem zachwiało.
— Ryan, o ja nie mogę! — Zaśmiał się zduszonym z emocji głosem.
— Ja też. Głównie oddychać — odparł Ryan z lekkim uśmiechem.
Rush podszedł za kochankiem, ale stanął z boku, obok Kate, wymieniając z nią porozumiewawcze spojrzenia.
Charlie wreszcie puścił dawnego kumpla, który zlustrował go wzrokiem i sięgnął do jego długich, miękkich, kasztanowych włosów.
— Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem. Do twarzy ci, Charlie, niczym dziewczynka. — Uśmiechnął się do niego specyficznie, a młodszy chłopak prychnął, ale nie odtrącił jego ręki.
— Spadaj. W ogóle, czemu najpierw do Mike’a pojechałeś? — oburzył się.
— Hm… No, nie wiem… Chociaż czekaj… może ma to coś wspólnego z tym, że nie mieszkasz w rodzinnym gniazdku? Albo że twoja urocza mamusia uznała, że nie da mi twojego nowego adresu? Coś w tym musi być, nie uważasz?
Charlie musiał przyznać mu rację, ale i tak jaśniał na twarzy jak słoneczko. Rush z Kate przyglądali się całej scence, a Anglik doszedł do wniosku, że poczeka i nie będzie się wtrącać, aż ktoś go nie przedstawi.
Chwilę później do salonu wrócił Mike i Jason. Ten ostatni bez słowa wszedł za kontuar, pisząc po drodze sms’a.
Charlie obejrzał się na nich i od razu jego spojrzenie padło na Rusha. Pociągnął Ryana za rękę w jego stronę.
— Ryan, to jest Rush, mój chłopak. — Uśmiechnął się. — No i mieszkamy razem.
— A tak, Mikey zdążył mi już przekazać tę radosną wieść. Hej. — Ryan wyciągnął dłoń do blondyna, który uścisnął ją pewnie.
— Witam, miło mi poznać.
— A ten… Mike mówił, że potrzebujesz miejsca do przekimania — zagadał Charlie.
— Mhm, wolałbym nie spędzać nocy pod mostem. — Ryan uśmiechnął się do chłopaka wymownie.
— To możesz u nas, kanapa się rozkłada — odparł od razu Charlie i rzucił pytające spojrzenie Rushowi, a ten wzruszył ramionami.
— Nie ma sprawy. Poza tym to twoje mieszkanie, Charlie — przypomniał spokojnie, nie zamierzając się na tym etapie sprzeciwiać.
— Dziękuję — powiedział Ryan.
— Spoko. A gdzie masz rzeczy? — spytał Charlie.
— W samochodzie. Mikey, kluczyki?
Mike przewrócił oczami, wyciągając kluczyki z samochodu i rzucając je Ryanowi.
— Normalnie czuję się jak za starych czasów. Jeszcze tylko brakuje, żebyście mnie wyciągnęli na obiad, za który ja zapłacę — prychnął z krzywym uśmiechem, ale ze szczerym rozbawieniem w głosie.
— Mike, teraz to nie ciebie będą wyciągać, a blondiego. — Jason zaśmiał się, wtrącając się do rozmowy.
— Hm, to blondi też jest nadziany? Już widzę wspólną cechę — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem, wskazując na Mike’a i Rusha, po czym wyszedł ze studia, żeby wziąć po rzeczy.
Charlie tylko prychnął pod nosem, a Rush spojrzał za nim, mrugając oczami.
— Wspólną cechę? — burknął, przekonując się, że chyba nie zapała do Ryana miłością. Był dziwny i bardzo pewny siebie.
Kate skinęła głową i zwróciła się do Charliego:
— Jest rozkoszny. Dobrze, że nie mieszka u mnie.
— Polubisz go — zapewnił ją Charlie. — Wystarczy ignorować jego docinki. Ale co teraz z nim zrobimy? — spytał Mike’a. — Jeszcze cały dzień do końca pracy.
Mike wzruszył ramionami.
— Posiedzi tu? — spytał beztrosko, a Rushowi przemknęło przez myśl, że cieszy się, że pracuje gdzie indziej.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, do studia wrócił Ryan z plecakiem i rzucił go na kanapę.
— Posiedzisz tu, zanim skończę pracę? — spytał go Charlie.
— Bardzo ładnie tu macie, muszę przyznać z ręką na sercu, ale plaża jest bardziej kusząca — odparł chłopak i rzucił Mike’owi jego kluczyki. — Wrócę, zanim skończysz.
— To bądź przed szóstą. — Charlie westchnął. Chciał z niego wyciągnąć, jak przeżył te cztery lata, ale równie dobrze może to zrobić w domu. Lepiej było nie przeszkadzać sobie w pracy obecnością dawnego przyjaciela.
— Spoko — odparł Ryan i przetrzepał mu włosy palcami. — Mikey, nie jedziesz w tamtą stronę?
Starszy chłopak pokręcił głową.
— Co najwyżej do metra, potem byś sobie na Miami Beach podjechał — odparł, a Rush spojrzał krótko na Charliego, zastanawiając się, czy on powinien zaproponować transport, skoro umówił się z bratem pod hotelem, który, jakby nie patrzeć, był przy Ocean Drive.
— Niech będzie, to zabiorę się z tobą — zgodził się Ryan.
Rush odetchnął w duchu, zły na siebie. Ale chciał się pokazać od dobrej strony.
— Chyba że pojedziesz ze mną. I tak jadę w tamtą stronę — zaproponował z ciężkim sercem i nadzieją, że Ryan nie odwali żadnej akcji w stylu tych, o których słyszał od Charliego.
Ryan zerknął na niego i skinął głową.
— Mm, skoro proponujesz, to skorzystam, dziękuję.
Rush spojrzał na zegarek.
— To za moment się zbieramy.
— Później musisz mi wszystko opowiedzieć! — dorzucił do Ryana Charlie, wpatrując się w jego przystojne oblicze i te czarne oczy, za których widokiem tęsknił. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo.
— Aż tak chcesz posłuchać opowieści z pierdla? Hm… W sumie mogę na to pójść, jak mi pokażesz swoje tatuaże, bo widzę, że pomalowałeś sobie to słodkie ciałko. — Ryan uśmiechnął się, a Charlie odpowiedział tym samym.
— No, pochwalę ci się nimi!
Rush chrząknął, zwracając na siebie uwagę.
— Idziemy? — spytał Ryana, podchodząc już do drzwi.
— Mhm — odparł chłopak i skinął reszcie, po czym ruszył za Anglikiem do jego samochodu.
Rush cmoknął tylko w powietrze na pożegnanie Charliemu i wyszedł. Bez słowa wsiadł za kierownicę, czekając na byłego więźnia. Ryan usiadł na miejscu pasażera, uprzednio obejrzawszy samochód. Nie był specjalnie w jego typie. Bardziej podobał mu się Mustang Mike’a.
— Jak długo jesteście ze sobą? — spytał Rusha, kiedy ten ruszył z parkingu.
Rush jechał spokojnie, bez pośpiechu, ale nawet nie spojrzał na Ryana, odpowiadając dość chłodno jak na siebie.
— Kilka miesięcy, a czemu pytasz?
— Jakby nie patrzeć, przyjaźniłem się z Charliem, więc… chyba chodzi o to, że jestem zwyczajnie ciekaw.
Rush uśmiechnął się kącikiem ust.
— I poza tym nic was nie łączyło? — zakpił.
— Hm… A ma to teraz jakieś znaczenie, skoro jest twój?
— Nie. I nie jest „mój”, tylko jesteśmy razem. Domyślam się, że dla niektórych to synonim, ale wolę taką formę.
— Charlie musi być szczęśliwy — mruknął Ryan, zerkając na ulice Miami. Tak dawno tu nie był. Wydawało mu się, że całą wieczność. Nie mógł się doczekać widoku plaży i uczucia piasku pod stopami. Gdyby jeszcze tylko mieć swoją deskę…
— Wierzę, że jest — podsumował Rush, nie patrząc na chłopaka. Nie wiedział czemu, ale już go nie lubił. Może to kwestia pierwszego wrażenia albo opowieści Charliego.
Ryan nie odpowiedział, skupiając wzrok na mijanych przez nich budynkach. Czuł, że wreszcie oddychał, mając przed sobą taką przestrzeń. Uśmiechnął się do siebie nieświadomie. Anglik za to był przeszczęśliwy, że chłopak nie chciał z nim rozmawiać. W spokoju prowadził, aż dojechali na Ocean Drive.
— Gdzie cię wysadzić?
— Hm… Może być tutaj, dalej już się przejdę.
Rush skinął głową, parkując, kiedy tylko znalazł miejsce pomiędzy jednym samochodem a palmą.
— Proszę bardzo i do zobaczenia — rzucił, lecz po chwili zreflektował. — Chyba że cię stąd zabrać przed szóstą?
Ryan zerknął na niego.
— Coś mi mówi, że muszę zacząć się przyzwyczajać, że ludzie na wolności są dla mnie mili. W pierdlu panuje odrobinkę bardziej wroga atmosfera. — Uśmiechnął się ironicznie. — Skorzystam, jeśli proponujesz.
Rush uśmiechnął się do niego tak miło, jak tylko potrafił.
— To przyzwyczajaj się szybko. — Zaśmiał się przyjacielsko, dumny ze swych aktorskich zdolności. — I bądź tu o piątej dwadzieścia.
— Jak tylko sobie życzysz. Na razie — odparł Ryan, wychodząc z samochodu. Ruszył drogą w stronę plaży.
Rush za to tylko spojrzał za nim chłodno, nieświadom, jak bardzo teraz przypominał swojego starszego brata.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 50 – Czarnooka atrakcja dnia

  1. Katka pisze:

    高島惺子, nie, zapewniam, że nie tylko Ty nie lubisz Ryana, hehe. Cóż, pierwsze wrażenie jest najważniejsze, więc widzę, że teraz Ryan ma sporo pod górkę, żeby zdobyć Twoją sympatię XD Podobnie jak Jason. Ale serio idzie Ci bardzo szybko! Już 1/3 za Tobą, więc może faktycznie do końca wakacji dasz radę się zrównać z aktualnymi wydarzeniami :)

  2. 高島惺子。★★★ pisze:

    Czy tylko ja już nie lubię Ryana? O_o no dobra, facet ma dobre teksty (Charlie: Ryan, no ja nie moge! Ryan: no ja też. oddychać), ale palam za dużą sympatią do Rusha i wolałabym, żeby jednak nie wyprowadził sie w trybie natychmiastowym. w końcu po coś tą szafkę kupili xp
    (I jestem z siebie dumna, że tak ładnie mi idzie czytanie, niedługo będę już na bieżąco! :3)

  3. Katka pisze:

    Tess, hehe, chyba wielu spodziewało się napakowanego byczka z małym rozumkiem XD Ale Ryanek to zupełnie inna bajka, też uważamy, że „na szczęście” XD

  4. Tess pisze:

    Ojj, Ryan mnie z pewnością nie rozczarował, więc możesz być spokojna :D
    Ja osobiście wyobrażałam sobie go jako jakiegoś, jak wy to zazwyczaj nazywacie „byczka”, ale na szczęście tak nie jest :D

  5. Shivunia pisze:

    Tess >> Yeey, super że się podoba. Może się nie rozmyślisz z dalszymi rozdziałami XD „Odkąd zobaczyłam jego imię czytając poprzednie rozdziały, tylko się zastanawiałam, kiedy wkroczy do akcji.” – zawsze mnie ciekawiło jak ludzie sobie wyobrażają takie postacie. Że najpierw dużo się o nich mówi… a potem dopiero się pokazują. To można czasami tak rozczarować odbiorce, że aż strach pomyśleć.
    „nie nabroi niczego złego!” – hehehe się okaże. Ale Ryan ma ciekawy kodeks moralny ;)

  6. Tess pisze:

    A to zimna bestia z Rush’a! Jak na razie podoba mi się Ryan. Odkąd zobaczyłam jego imię czytając poprzednie rozdziały, tylko się zastanawiałam, kiedy wkroczy do akcji.
    A tak w ogóle – jak sobie go wyobraziłam to mi się strasznie podobał… Mrrau :D
    Coś mi się zdaje, że sporo zamieszenia wprowadzi. Mam szczerą nadzieję, że jednak będzie jednym z tych pozytywnych bohaterów i nie nabroi niczego złego! Co więcej, mam nadzieję, że nie zaburzy tej słodziutkiej atmosfery między „gołąbeczkami”.

  7. Katrina Conquista pisze:

    Ho ho! Fajny rozdział, wreszcie jakaś burza się zapowiada u jedzących sobie z dzióbków Rusha i Charliego. Bardzo ciekawam jak to się potoczy. Szczególnie, jeśli niby ma z nimi Ryan zamieszkać hehe. Teraz niestety muszę lecieć do pracy!

  8. Katka pisze:

    W., hehe, dzięki, nawet o tym nie wiedziałam :) I cieszę się, że jak na razie Ryan zdobył sympatię! <3

  9. W. pisze:

    Nie mogłam sie Ryana doczekać, ale już jest i jest cudowny! Trochę podobny do Jasona, ale jednak bardziej uczłowieczony. On chyba lubi ludzi. :) Nie mogę sie doczekać, co będzie dalej.
    I tylko jedna uwaga – recydywista to ktoś wielokrotnie skazywany za przestępstwa. Ryan na razie jest tylko kryminalistą:)

    I

  10. Cath pisze:

    Och już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć jak Ryan namiesza w życiu Charliego i Rusha :D
    Będzie zabawnie :D
    I ciekawe co tam u Alexa :D

  11. Gordon pisze:

    Ja pier… juz lubie tego goscia. nie jest przyglupem z nadmiarem miesni jak myslalem. odjazdowe te gadki ma ;p taki pan wygadany ;p mile widziane beda gorace scenki, byle sobie szybko kogos wyhaczyl. jakiego faceta mu znajdziecie? chyba ze znowu beda zgadywanki jak z Jasonem. ale jak juz to musialby znosic te jego docinki. chyba ze bedzie goraco i rozpoczna od walki na slowa ;p nie no kurwa koles jest zajebisty na starcie. pewnie dalej jest aktywem i niedlugo mlodego przefrunie ]:-> „- A to co? – spytał, przy okazji zmieniając mu pościel na świeżą.
    – Mówią na to „blizny”, Mikey. Zdarza się czasem, że pojawiają się, kiedy uszkodzisz ciało” mwahahaha z serii jak latwo uniknac odpowiedzi xD
    lux rozdzial, laski, pozdro

  12. Katka pisze:

    LordKurak, dziękujemy za taki fajny komentarz! :D Co do lat już wyjaśniam:

    Charlie – 22
    Katy – 22
    Marg – 22
    Ryan – 23
    Rush – 24
    Mike – 24
    Alex – 26
    Jason – 28

    No i czy Rush się umie bić… haha, może się kiedyś okaże XD I „„Poza tym to trochę żałosne, że robiłeś tylko za zastępczego kutasa.” J mówi jakby sam nie spał z Charliem wiedząc, że myśli o kimś innym :D Nie może sobie darować wrednych docinek” – Bardzo trafne spostrzeżenie! Jason z natury to taka wredna bestia jest, hehe.

  13. LordKurak pisze:

    wow jestem pod wrażeniem, świetny rozdział :D szczerzyłam się do monitora przez cały czas. Dobrze wiedzieć, że nie ja jedyna XD

    Widać, że Charlie i Ryan byli ze sobą blisko skoro po 4 latach oboje tak się cieszą na spotkanie. Niby tylko Charlie promienieje, ale to, że Ryan od razu po wyjściu udał się do jego domu o czymś świadczy, a przynajmniej mam taką nadzieję XD Rush ma się czego bać i o co być zazdrosnym XD
    Wcześniej nie miał powodów, może dobrze mu zrobi jak pobędzie trochę zazdrosny i niepewny?

    „Rush tylko spojrzał za nim chłodno i odjechał.” haha ciekawe tylko czy na chłodnych spojrzeniach się skończy.
    Tak teraz przyszło mi do głowy: ciekawe czy Rush umie się bić? Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby mógł się z kimś pobić i na tym poważnie nie ucierpieć :P Mam nadzieję, że się mylę…

    „- To za moment się zbieramy.
    – Później musisz mi wszystko opowiedzieć – dorzucił Charlie do Ryana.
    – Aż tak chcesz posłuchać opowieści z pierdla? Hm… w sumie mogę na to pójść, jak mi pokażesz swoje tatuaże, bo widzę, że pomalowałeś sobie to słodkie ciałko – uśmiechnął się chłopak.
    – No, pochwalę ci się nimi – wyszczerzył się chłopak.
    Rush chrząknął, zwracając na siebie uwagę.
    – Idziemy?”
    haha już sobie wyobrażałam minę Rusha, kiedy Ryan obmacuje Charliego po tatuażach XD Jakoś szybko się zdecydował już jechać, kiedy tylko pojawił się temat.
    Zastanawia mnie czy będzie starał się unikać nowego towarzystwa, czy postanowi je przecierpieć, żeby nie zostawiać z nim swojego feniksa sam na sam :P
    Nie mogę się doczekać, kiedy razem będą pić. Kto wie co się wtedy stanie…

    W temacie tatuaży mam też cichą nadzieję, że Ryan poprosi Charliego o tatuaż, bo chyba jeszcze nie ma żadnego.

    „Poza tym to trochę żałosne, że robiłeś tylko za zastępczego kutasa.” J mówi jakby sam nie spał z Charliem wiedząc, że myśli o kimś innym :D Nie może sobie darować wrednych docinek, ale Ryan nie pozostaje dłużny. Oni albo się zaprzyjaźnią, albo zaczną ze sobą sypiać, albo pozabijają nawzajem, innego rozwiązania nie widzę.

    Charlie widzę ma skłonności do kumplowania się z ludźmi, którzy mu cały czas docinają :D Nie dziwne, że był w stanie wytrzymać z Jasonem, skoro tyle przebywał kiedyś w towarzystwie Ryana. Wydaje mi się jednak, że Ryan nie jest dla niego, aż taki wredny. Pewnie dla innych potrafi być bardziej XD

    Bardzo chaotyczny ten komentarz… musicie mi to wybaczyć :D mam nadzieję, że mimo wszystko jest zrozumiały.

    PS. Mam prośbę. Wiem że już ktoś o to pytał i odpowiedziałyście, ale ile wszyscy mają lat?
    Ryan pewnie 22 bo do więzienia poszedł jak miał 18
    Charlie pamiętam że koło 20
    Rush wydaje mi się że 23, Alex 26, Jason 28. Dobrze mi się wydaje?
    Mike ma pewnie koło 25 skoro skończył studia i pracuje?
    Ile lat w takim razie mają Katy i Marg?

    PS2. Nie muszę chyba pisać, że z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :) Jak większość jestem już uzależniona XD Jesteście za to odpowiedzialne, więc nie pozwólcie nam cierpieć za długo :D weny życzę :) i oczywiście dziękuję za kolejny świetny rozdział.

  14. Yuriko-chan pisze:

    po tym co zobaczylam Ryan wyglada na takiego doskonale znajacego sie na ludziach manipulatora, wiec bym mu nie ufała, ale mimo wszystko polubilam go, a teksty ma mistrzowskie ;D no i ruchacz z niego <3 wiec czekam na pikantne scenki z czarnookim :D

  15. Katka pisze:

    InnerVision, haha, to cieszymy się, że Cię rozbawiliśmy! XD

    Yuriko, Charlie taki zajarany, bo za kumplem tęsknił, hehe. Chyba za bardzo według Rusha XD

    Elis, „Jeżeli pojawił się Rayanek to już będę szukać dla niego faceta” haha, taaak, teraz się zacznie XD

    Tamiya, no właśnie teraz możesz sobie porównać oryginalnego Ryana do tego Twojego :D To chyba w sumie fajne, jak tak widać różnice. Które się jeszcze mogą namnożyć :) „Ryan to po prostu wredota, dyplomatyczna wredota” – dokładnie, haha.

    Gazelka! Strasznie miłe słowa o nim powiedziałaś <3 Przyznam w ogóle, że się obawiałam komentarzy XD Czy przypadnie do gustu, czy nie. No ale to się wszystko jeszcze okaże dalej :)

  16. Gazelka pisze:

    Zaprawdę sympatyczny był ten rozdział. Bo musze przyznac, że jestem pod wrażeniem ryana i tego jak często „przyjaźnie się uśmiecha”. Byłam przekonana, że będzie to kolejny złośniwy gbur z wizerunkiem bad boya, którego wszyscy kochają nienawidzić. No taki J.o2 i że to jednak nie będzie cudownie… Ale Ryan jest inny, sympatyczny, szczery pasuje mi że nie jest typem mrocznego buntownika a bardziej takiego zawadiaki, który w dodatku ma dobry wpływ na otoczenie.
    Pan Budyń był starym wesołym Mike’em, Charlie OMG! dziewczyno, jeszcze chwila a zaczęło by mu cieknąć po nogach. Z J. sie pewnie zafąflują.
    I o ile czuje, że Ryan ma swoje demony to póki co zapowiada się ciekawy wątek o dominacje na zamku z marcepanu.

    Ale za co musze was pochwalić i przyznać, że prawie sie spulałam, jak chłopaki palili na „winklu”…! Trochę umarłam. Szkoda, że w Miami nie mają klopsztangi :D

  17. Tamiya pisze:

    Dobra, mam zrąbane poczucie humoru, jestem świadoma, bo cały rozdział powstrzymywałam się, żeby się nie roześmiać. I tak sobie czytałam z głupim wyszczerzem xD Ryan… widziałam go inaczej i niestety muszę wam powiedzieć, że moje oczekiwania względem niego były zupełnie inne… Nie tego się spodziewałam i jestem skołowana, nie wiem, co mam myśleć, a to wszystko dlatego, że… Oryginał jest milion razy lepszy niż sobie wyobrażałam xD Ja zaczęłam uwielbiać tego gościa, mimo że dopiero się pojawił xD Nie mam pojęcia czemu, on jest po prostu… nie umiem go opisać. Sposób w jaki mówi, jak się zachowuje, specyficzne poczucie humoru, złośliwość – taak, podoba mi się to :3
    I jak czytałam o zachowaniu ludzi wokół niego to miałam wrażenie, że wszyscy się przed nim płaszczą (no oprócz Jasona, Jasona nic nie zagnie [oprócz Alexa]). Ryan to po prostu wredota, dyplomatyczna wredota, i ja wiem, że on nieźle namiesza, bo już w sumie zaczął xD
    Rush wkurzony, zazdrosny i nienawidzi Ryana, wiedziałam, że tak będzie xD Ciekawe jak oni wytrzymają ze sobą w jednym mieszkaniu, haha. A Charlie wniebowzięty i promienieje jak słoneczko = Rush wpieniony do granic możliwości :3
    Jak już wspomniałam, mam dzikie poczucie humoru i zwyczajnie zaczęłam się histerycznie śmiać na:
    „Choćbym miał płynąć kajakiem to wrócę”
    Nie, po prostu nie widzę go w kajaku. I jak sobie to wyobraziłam to nie mogłam przestać się śmiać. „Charlieeeee! Już niedaleko! Płynę do ciebie, kochanie!” ….
    Ach! Rush wyjeżdża na święta + Charlie zostaje + Ryan mieszka u Charliego = gigantyczna katastrofa! Już nie mogę się doczekać C: Ciekawe, co Rush zrobi w takim wypadku, huhuhu. Wyjedzie do Anglii, czy będzie pilnował swojego feniksa…?
    Rush mnie dzisiaj śmieszył XD Z tą jego zazdrością i z tym wyniosłym zachowaniem, chłodnymi spojrzeniami i chłodnym tonem (nie no, przepraszam, ale posada Lodowej Królowej już zajęta).
    Ale w tym wszystkim nie wolno pomijać dalszego rozwijania wielkiego „love story” Jasona i Alexa <3
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział niedługo <3

  18. Elis pisze:

    Ryan to atrakcja dnia. Na razie go lubię. Zobaczymy co będzie dalej. Ciekawa postać no i te oczka. Ma takie jakie kocham u facetów *powiedziała ta co związała się z niebieskookim facetem*. Fajnie sobie z Jasonem pogadali i biedny Mike musiał wyjść. :) Charlie szczęśliwy, Rush nie z powrotu Ryana. Teraz tylko patrzeć czy coś się namiesza, czy będzie ok. Jeżeli pojawił się Rayanek to już będę szukać dla niego faceta, tak jak robiłam to ze smokiem. Chociaż z pewnością Ryan zarzuci sieci na Charliego, jeżeli nie był mu obojętny. Tylko, ze wydaje mi się, że jak coś to bezie to ktoś niespodziewany. Dobra, do tego jeszcze kawał czasu. Na razie sobie „popatrzymy” co Pan breloczek od Ferrari zrobi. :)

    „otwieraj, otwieraj muszę siusiu” – taką sytuację miałam wczoraj z koleżanką. Ja nie mogąc znaleźć kluczy wkurzałam się, a ona dreptała w miejscu i…

  19. Yuriko-chan pisze:

    jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, Ryaaaaaaaaan <33333333333 hahahaha xD ale mialam ubaw xD z ryana rusha i jasona ;P cos mi sie wydaje ze Ryan i Jason sie polubią ;P i ich utarczki slowne beda boskie xD haha juz widze Rusha Charliego i Ryana razem na chacie. Rush sie wyniesie po tygodniu/gora dwoch ;p haha ale sie dzieje smieszznieee :D żałocha, ze Charlie taki Ryanem zajarany… szkoda mi rusha, jest slodki taki.

  20. InnerVision pisze:

    Muszę się przyznać, że praktycznie przez cały rozdział śmiałam się jak głupia i w tym momencie muszę Wam pogratulować, bo mam dosyć specyficzne poczucie humoru i trudno mnie rozśmieszyć. Ale parę tekstów było naprawdę boskich xD
    Do tego od początku byłam ciekawa tego Ryana i jak narazie nawet go polubiłam ;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s