Fire Dragon Tattoo Studio – 49 – Dziwny człowiek

Jason założył z powrotem czarne spodnie na swój chudy tyłek i sięgnął po koszulkę. Kiedy już się ubrał, poszukał wzrokiem paczki papierosów i dostrzegł ją na białym parapecie.
Oczekując na Alexa, który znowu poszedł pod prysznic po seksie, postanowił trochę się potruć, więc zapalił szluga przy oknie. Otworzył je przy okazji, nie chcąc zadymić pokoju. Za szybą słońce akurat chyliło się ku zachodowi.
Kiedy był w połowie drugiego papierosa, z łazienki w samym szlafroku wysunął się starszy z braci Grey. Spojrzał na Jasona z niezadowoloną miną i pokręcił głową, a ten uśmiechnął się do niego wrednie.
— Zapalisz?
Alex westchnął ciężko.
— Nie palę i ty też nie powinieneś — odparł poważnie.
— Na coś trzeba umrzeć — zachrypiał Jason, zaciągając się mocno.
— To już lepiej w wypadku. Mniej boleśnie i krócej — zadrwił gorzko Grey. Ciężar jego słów podkreśliła powaga na twarzy.
— Wypadku nie wybiorę, a to przynajmniej mój wybór.
— Możesz na niego poczekać. Wtedy będzie to twój wybór.
— Stając na środku skrzyżowania w godzinach szczytu?
— To już prowokacja — podsumował Anglik spokojnie, jakby właśnie nie rozmawiali o rodzaju śmierci, a o najnowszych notowaniach na giełdzie.
— To w jakimś sensie też. — Jason wskazał na szluga, którego już kończył.
Alex postanowił już nie komentować i jedynie usiadł na fotelu. Miał to być jednoznaczny koniec rozmowy i sygnał, aby Jason już zbierał się do siebie. Ten jednak nie ruszył się z miejsca i tylko zapytał:
— Nie jesteś głodny?
Anglik spojrzał na tatuażystę pytająco.
— Zamówić ci coś?
— Jak uroczo o mnie dbasz — zakpił Jason. — Ale moglibyśmy zjeść na mieście.
W chłodnych oczach mężczyzny siedzącego w fotelu pojawiło się coś na kształt paniki.
— Moglibyśmy?
— Taa… Jest jeszcze wcześnie.
Alex w tej chwili wyjątkowo nie pojmował toku myślowego Jasona.
— Ale dlaczego chcesz ze mną wyjść i coś zjeść?
— Bo jestem głodny? — Tatuażysta zaśmiał się chrapliwie, obserwując go z zainteresowaniem. Był ciekaw, co powie, jak to odbierze i czy ostatecznie się zgodzi.
— Nie mogę zamówić ci czegoś do pokoju? Nie rozumiem, po co mielibyśmy razem — podkreślił — wychodzić na, używając kolokwializmu, miasto.
Jason zmarszczył się, bo sam nie wiedział, dlaczego chciał wyciągać tego kłopotliwego faceta gdziekolwiek. A właściwie to wiedział… Zaczynał skurczybyka lubić.
— A czemu nie, hm?
— Ponieważ nie widzę w tym żadnej motywacji z twojej strony? — odpowiedział pytaniem na pytanie Alex. Tak naprawdę jednak poważnie obawiał się pojawiania z tym wytatuowanym facetem gdziekolwiek.
Jason zirytował się.
— To takie dziwne, że chcę wyjść i zjeść coś z tobą? Jak już tu jesteśmy, to równie dobrze możemy razem wyjść.
Alex odruchowo pokręcił głową. Po co Jason chciałby gdzieś razem wychodzić? W tym nie ma sensu.
— Tak, trochę mnie to dziwi, przyznam szczerze.
Jason wywrócił oczami, bo jego samego dziwiło, że tego chciał.
— To ubierasz się i wychodzimy?
Alex zamrugał, autentycznie zdziwiony. Z ociąganiem wstał.
— A… — zaciął się. — Gdzie?
— Nie wiem. Znajdziemy jakąś knajpę po drodze.
Alex otworzył usta niemądrze. To było takie niezaplanowane i niecodzienne. Jason był pierwszym facetem, który chciał spędzić z nim czas poza łóżkiem. Mimo jego zachowania.
— No już, ubieraj się. Ładny ten szlafroczek, ale ludzie mogą się dziwnie patrzeć. — Jason zaśmiał się i sam wstał, żeby założyć buty.
Alex tylko pokręcił głową i zebrał swoje pedantycznie poskładane ubrania, po czym udał się do łazienki, aby się ubrać. Jason odprowadził go wzrokiem i przetarł twarz, marszcząc brwi. Odetchnął, włożył buty i czekał na Alexa, oparty plecami o ścianę. Nie sądził, że się zgodzi. A jednak. Kolejny krok do przodu zrobiony. Był ciekaw, jaka nagroda czekała go na mecie… O ile do niej dotrą.
Po chwili dołączył do niego schludnie ubrany mężczyzna. Wskazał drzwi, aby Jason wyszedł pierwszy.
Po spędzonej w ciszy jeździe windą, podczas której Alex poważnie się zastanawiał, czy właśnie nie postradał zmysłów, wsiedli do samochodu.
— Nie musisz jechać daleko, sporo tu knajp — rzucił Jason. — Chyba że nie spełniają twoich wymogów.
Alex odpalił samochód i spojrzał na niego zimno.
— Masz zamiar zjeść ze mną kolację, czy ze mnie kpić? — spytał, nie ruszając. Nie miał ani siły, ani ochoty na marnowanie swojego czasu dla czyjejś rozrywki wątpliwej jakości.
— Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze? — Jason uśmiechnął się do niego wrednie, ale dodał: — To co byś chciał zjeść? Mi wystarczy kawał mięsa.
Alex z rezygnacją pokręcił głową i ruszył samochodem, następnie wyjeżdżając z podziemnego parkingu. Dopiero po upływie niemal pięciu minut raczył się odezwać.
— Nie jesteś specjalnie wymagający.
Jason wzruszył zlewczo ramionami, zapatrując się przez okno.
— A ty?
Alex zerknął na niego krótko.
— W kwestii jedzenia?
— Mhm.
— Też nie, ale wolę coś lekkostrawnego. Po ciężkim jestem bardzo śpiący, a jeszcze muszę popracować — odparł swoim formalnym tonem.
— Dzisiaj? Chce ci się o tej porze? — mruknął Jason, chociaż w sumie on sam najczęściej zostawał w studiu do ostatniej godziny, nie mając nic lepszego do roboty w domu.
— Dobrze mi się pracuje w nocy. Nikt mi nie przeszkadza ani nie hałasuje.
— Taa… Coś w tym jest. Nie to co Katy i Charlie gadający nad uchem, kiedy człowiek usiłuje stworzyć wzór — prychnął Jason.
Alex na sekundę zerknął na tatuażystę i uśmiechnął się w myślach.
— Poza tym nie potrzebuję dużo snu — dodał. Prawda była taka, że czasami sypiał zaledwie cztery godziny w ciągu doby.
— Potęga kawy, czy tak się wyuczyłeś?
— Jedno i drugie — przyznał. — Na studiach nie dane mi było długo spać.
— Mike zdążył mi podkablować, że robiłeś dwa kierunki. To się nie dziwię.
Alex prychnął cicho pod nosem.
— To byłoby nic, gdyby ojciec jeszcze nie zasypywał mnie dokumentami z firmy.
Tatuażysta zmarszczył się.
— Z całym szacunkiem, trochę to popierdolone.
— Życie, przywykłem — odpowiedział kierowca chłodno, bez jakichkolwiek emocji.
Po drodze mijali popularne knajpy i restauracje Miami. Było ciemno, ale wciąż kwitło tu życie, a knajpki były nieźle oblegane. Czy to przez rzesze turystów, czy mieszkańców miasta.
— Polecasz jakieś miejsce?
— Zatrzymaj się tu, kawałek dalej jest dobre żarcie — zasugerował Jason, nie ciągnąc już wcześniejszego tematu, co nie znaczyło, że nie uważał rodziny Greyów za ostro nienormalną.
— A jest spokojnie? — spytał Alex, zwalniając i szukając miejsca.
— Knajpa jak knajpa. Nikt się na ciebie nie rzuci z nożem i nie wykastruje. Byłoby szkoda.
Alex zmroził go wzrokiem i zaparkował. Nie czuł się zbyt komfortowo w takiej sytuacji, ale liczył, że nikogo niepożądanego nie spotka w takim miejscu.
Gdy zaparkowali, Jason poprowadził swojego towarzysza do knajpy na rogu. Ani specjalnie ekskluzywna, ani jakaś speluna. W środku dobrze pachniało. Co prawda ściągnęli na siebie wzrok, ponieważ razem wyglądali wyjątkowo osobliwie, ale tatuażysta się tym nie przejął i po prostu podążył do jednego ze stolików. Alex jedynie rzucił jedno ze swoich chłodnych, morderczych spojrzeń kobiecie, która najbardziej bezczelnie na nich patrzyła i ruszył za tatuażystą. Wprost nie wierzył, że znalazł się w tak niecodziennej sytuacji. Byli razem w knajpie na kolacji. To, co jednak bardziej sparaliżowało Alexa strachem, to fakt, że niebezpiecznie przypominało to randkę.
Usiedli przy okrągłym stoliku i błyskawicznie pojawiła się przy nich pulchna kelnerka, by podać im karty menu. Po tym odeszła, dając im czas.
— Chyba wezmę stek i sałatkę — rzucił Jason, czując się dość dziwnie, kiedy już usiadł tu z Greyem. To było i dla niego bardzo niecodzienne, bo nigdy nie wyciągał tych, z którymi spał, na takie wypady.
Alex skinął odruchowo głową, przeglądając kartę. Klasyczne amerykańskie dania. Burgery, skrzydełka z kurczaka, jakieś tortille… W końcu znalazł coś, co mu odpowiadało.
— Jaką sałatkę i jaki stek? I co chcesz do picia? — dopytał Jasona.
— Krwisty, z sosem barbecue. A ta sałatka z pomidorami chyba okej. — Wybrał pierwszą lepszą, odkładając kartę. Nie chciało mu się wydziwiać. — I herbatę mrożoną. A ty masz?
— Mhm. — Alex skinął głową i przywołał gestem kelnerkę, która podeszła do nich szybko z notesikiem.
— Tak? Czy mogę już przyjąć zamówienie?
— Dla pana — Alex wskazał Jasona — krwisty stek z sosem barbecue, a do tego sałatka z pomidorami oraz herbata mrożona. Ja natomiast poproszę o krewetki z warzywami oraz wodę z lodem.
Dziewczyna podziękowała, zabrała menu i odeszła z zamówieniem, a Jason uśmiechnął się, patrząc na Alexa.
— „Dla pana”? Co tak formalnie?
Alex obdarzył go chłodnym spojrzeniem.
— Niby jak inaczej miałem powiedzieć? — spytał z przekąsem, który w jego ustach był wyjątkowo nieprzyjemny.
— „Dla mojego kochanka”? — Jason zaśmiał się chrapliwie, z czystej złośliwości.
Alex nieznacznie zaróżowił się na policzkach. Gdyby to nie był on, Jason nawet by tego nie zauważył i zwalił na zmianę temperatury. Niestety, to był starszy, wredny brat Rusha i jego zaczerwienione policzki nie współgrały z zakłopotanym spojrzeniem tylko z lodowatym i surowym.
— Pozwolisz, że cię upomnę o niesugerowanie takich rzeczy i nieirytowanie mnie takimi insynuacjami?
— A co cię bardziej irytuje? To, że wyszedłeś na kolację z facetem, który cię pieprzy, czy że tamta urocza kelnereczka wytrzeszczyłaby na ciebie oczka, gdybyś to powiedział? — Jason wciąż się uśmiechał, szczególnie kiedy patrzył na jego zaróżowione policzki. Nie mógł sobie darować i nawet jeśli był świadom, że przesadzał, to było to silniejsze od niego. Nigdy nie twierdził, że jest święty.
Alex odetchnął ciężko, nie dając się wyprowadzić z równowagi. Jego spojrzenie jednak było z każdym słowem Jasona coraz mniej przyjemne.
— Mógłbyś przestać? Nie lubię tego w sobie, więc obie te rzeczy wybitnie mi nie pasują.
— A czego tu nie lubić? — fuknął Jason, widząc już na horyzoncie kelnerkę z ich napojami. — Dobrze ci ze mną w łóżku.
— Ponieważ to sprzeczne z naturą i… — Alex urwał, kiedy dziewczyna postawiła przed nimi wysokie szklanki. — Dziękuję.
— Pierwszy argument jest do bani, ale co tam miało być po „i…”? — Jason sięgnął po herbatę, kiedy kelnerka się oddaliła.
— Niepoprawne — dokończył Grey wcześniej zaczęte zdanie.
— Taa? Według czego?
— Według standardów społecznych oraz prawa — odpowiedział, samemu dobrze wiedząc, że nie była to całkowita prawda.
— Pierdolisz — podsumował Jason.
Alex tego już nie skomentował. Po kilku minutach kelnerka przyniosła ich dania. Jedzenie pachniało bardzo dobrze. Głównie mięso, które było dość mocno, ale nie przesadnie przypieczone. Warzywa Alexa też wyglądały smakowicie, a przede wszystkim porcje były duże.
Jason myślał, pakując do ust duży kawałek steku. Irytowało go w tej królowej śniegu takie spojrzenie na sprawę. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby Alex inaczej podchodził do tego tematu.
Tymczasem Grey kontemplował swoje danie, przeżuwając krewetkę. Była… znośna, ale jadał dużo lepsze. Jason przyglądał mu się przy tym. Głównie jego ustom, które chętnie by pocałował, gdyby ten tak się przed tym nie bronił.
— To co? Bracholek ci nie pomaga w robocie, że tak siedzisz po nocach? — zagadał, żeby zmienić temat.
— Pomaga, ale wolę większość rzeczy wykonywać samodzielnie. Przyzwyczaiłem się.
— Więc jednak nie boli cię, że młodszy braciszek używa sobie życia, kiedy ty harujesz?
Alex uśmiechnął się do siebie dość smutno, trzymając na widelcu krewetkę, na którą się zapatrzył.
— Niech chociaż jeden z nas ma coś z życia. Widocznie tak miało być, że ja mam zadowolić rodziców.
— Przestań pieprzyć — fuknął na niego Jason, marszcząc się. — Masz swoje życie.
Twarz Anglika wciąż wyrażała spokój. Nie wydawał się przejmować zdenerwowaniem tatuażysty. Nie był w stanie zaprzeczyć, że był cieniem rodziców, spełnieniem ich ambicji i oczekiwań.
— Smakuje? — spytał po jakimś czasie typowym dla siebie, zdystansowanym i spokojnym tonem.
— Jest okej. — Jason ostatnio rzadko jadał na mieście. Oszczędzał fundusze na upatrzone cacko, o którym nikomu nie mówił. — A tobie?
— Także. Rzadko jadam w takich miejscach.
— Taa, ja ostatnio też — mruknął. — Tobie przynoszą żarcie do łóżka, co?
Alex zaśmiał się pod nosem.
— Chyba za bardzo mylisz mnie z moim bratem. Mówiłem ci już, że mało sypiam. O siódmej jestem już po śniadaniu.
— Taa. No i księciunio już tak obsługiwany nie będzie, bo wątpię, żeby mu jego ptaszyna codziennie do łóżka nosiła śniadanko. — Jason nie powstrzymał się przed chrapliwym śmiechem, wyobrażając sobie zagubioną minę Rusha w stylu „Ale… gdzie moje śniadanko?”.
Alex skończył swoją kolację, a usta wytarł w serwetkę.
— To chyba jedyny plus mieszkania z tym chłopakiem.
— A że jest cały w skowronkach, to już nie plus?
Alex uśmiechnął się smutno i odsunął od siebie talerz. Wziął szklankę do ręki i oparł się o oparcie krzesła, zakładając nogę na nogę.
— Tak szczerze, to nawet jest plus. Nie wiem tylko, jak ukryć to przed rodzicami, żeby w razie czego nie musiał wracać do Anglii — przyznał szczerze. Richard denerwował go swoim egoizmem i roztrzepaniem, ale był jego bratem. Chciał dla niego dobrze. Nawet jeśli tego nie okazywał.
— Godne podziwu. A blondi tak sikał po nogach, kiedy przyleciałeś. No ale, ale… Wasi starsi chyba nie zamierzają wpaść z niezapowiedzianą wizytą, co?
Alex pokręcił głową i napił się wody ze spokojem.
— Mało prawdopodobne. Dlatego ja tu jestem.
— To raczej nie masz problemu z ukryciem — uznał Jason, odkładając sztućce i sięgając po swoją herbatę. — Ani braciszka, ani siebie — dodał z uśmieszkiem.
— Nie muszą sami tu przyjeżdżać. To, że akurat w tej kwestii chronię brata, nie znaczy, że nie wiedzą o reszcie jego cudownych osiągnięć w Miami — odparł Alex chłodno.
— Mniejsza o to — mruknął Jason. Rush jakoś niespecjalnie go obchodził. — Lepiej mi powiedz, jak ty znosisz Miami.
— Jest głośne, żywe i bardzo ciepłe. — Cień uśmiechu przemknął przez twarz Greya. — Nie pojmuję, jak ty, nie musząc, ubierasz się niemal wyłącznie na czarno.
— Kwestia przyzwyczajenia. A tobie by nie zaszkodziło coś lżejszego, kiedy jesteś po pracy. Coś, co by bardziej pokazywało to cudne ciałko, które tak się pręży, gdy się je popieści — zamruczał, a Grey zmroził tatuażystę wzrokiem.
— Czy za swój główny cel tego spotkania uznałeś irytowanie mnie? I tak jak sam powiedziałeś, kwestia przyzwyczajenia. Nie mam nawet ze sobą innych ubrań niż garnitury oraz strój do golfa.
— Od razu irytowanie… — Jason uśmiechnął się złośliwie. — A i w szlafroczku też ci do twarzy.
Alex prychnął pod nosem, kręcąc głową.
— Zupełnie cię nie rozumiem. Jaki w ogóle masz w tym cel?
— W czym? — spytał niewinnie Jason.
Jego rozmówca uniósł dłoń, wskazując pomieszczenie, w którym się znajdowali.
— W tym, w tych śmiesznych komplementach, w pytaniach o mnie.
Jason wzruszył ramionami.
— Nie mam nic lepszego do roboty? — odparł niezbyt zgodnie z prawdą.
— Czyli jestem twoją rozrywką? — zapytał Alex wprost, bez żadnych emocji. Chciał wiedzieć.
— Raczej powiedziałbym, że pomagasz mi zabić czas — stwierdził Jason, dopił herbatę i odstawił szklankę.
Alex skinął głową. To, co teraz działo się między nimi, i tak było czymś więcej, niż zwykle otrzymywał od drugiego mężczyzny. Mimo to odpowiedział, jak podpowiadał mu wewnętrzny głosik:
— Praca i dobra książka też potrafią zabić czas.
— Z książką sobie nie pogadam.
— Cenna uwaga.
— A co? Nie pasuje ci moje towarzystwo? — Jason spojrzał na niego z typowym sobie uśmieszkiem.
— Jest specyficzne, nie powiem. Jednak nie śmiem narzekać. Nurtuje mnie tylko fakt, że tobie pasuje moje towarzystwo — odparł Alex, kładąc akcent na „moje”. W międzyczasie dopił wodę i odstawił szklankę na stolik.
Jason spojrzał na niego bacznie.
— Czemu miałoby nie?
— Nie jestem zbyt towarzyską ani na pewno dowcipną osobą — stwierdził Alex z pełnym dystansem.
— Nie jesteś też upierdliwy i irytujący… większość czasu. — Tatuażysta uśmiechnął się wrednie.
Alex pokręcił głową. Nie wyglądał na urażonego tą uwagą. Skinął tylko na kelnerkę, żeby przyniosła rachunek. Dziewczyna podeszła i położyła im świstek na stoliku, a Jason sięgnął do kieszeni po portfel i zostawił kasę za swoje jedzenie. Przemknęło mu przez głowę, że nie byłby zawiedziony, gdyby jeszcze przyszło mu wyjść gdzieś z Alexem.
Grey bez słowa złożył jego pieniądze na bok i sam położył kartę na talerzyku, na którym był rachunek, po czym zawołał kelnerkę. Ta podeszła, ale Jason zmarszczył brwi, patrząc na Alexa podejrzliwie.
— Chyba nie masz zamiaru płacić za mnie?
— Mam — odparł krótko i odprawił kelnerkę tylko z jego kartą.
— Wydawało mi się, że to ja ciebie wyciągnąłem — zauważył Jason, ale po krótkim wahaniu zabrał swoje pieniądze. Zawsze trochę zaoszczędzi.
— Cóż, powiedzmy, że mogę sobie na to pozwolić — stwierdził Alex, a kelnerka wróciła z jego kartą. Włożył ją do portfela, a w formie napiwku zostawił zdecydowanie więcej niż dziesięć procent.
Dziewczyna podziękowała i ulotniła się, a po tym starszy Grey wstał, by wyjść. Jason również się uniósł. Po drodze wyciągnął paczkę papierosów. Szlag, kończą się.
Gdy dotarli do samochodu, Alex bez słowa do niego wsiadł. Jason za to wsadził papierosa do ust, zapalił i pochylił się do Alexa.
— To co? Odezwiesz się, jak znowu najdzie cię ciśnienie na mojego chuja? — zamruczał.
— Tak. Ale nie odwieźć cię? — spytał Alex z niewyraźną miną. — I odsuń tego papierosa, bo śmierdzi.
— Nie wyrzucę, jest ostatni — mruknął Jason, obchodząc samochód. Usiadł na miejscu pasażera.
— Nie pal w samochodzie — syknął Alex.
— Otworzę okno.
— Wyjdź i dopal. Poczekam — naciskał.
Jason spojrzał na niego zblazowanym wzrokiem, ale wysiadł. Oparł się tyłkiem o drzwi samochodu. Przeklęta, despotyczna królowa śniegu.
Dopalił, przydeptał niedopałek i wsiadł bez słowa, a Alex ruszył. Musiał jednak po chwili spytać:
— Dokąd?
— Coral Way. Wiesz gdzie to? — spytał Jason i tak decydując się na uchylenie okna. Było już ciemno i nie tak gorąco jak w dzień.
— Nie. Powiesz mi, jak jechać — poprosił Alex spokojnie, wpatrując się w drogę. Z jakiegoś powodu martwił go ten wieczór. Nie umiał jednak wyjaśnić dlaczego.
— Niedaleko. Jedź tą drogą na południe. I zatrzymamy się przy Bryan Park, to kupię se fajki — odparł Jason.
Kierowca nie zaoponował. Nieświadomie zgadzał się na to z potrzeby przebywania chociaż przez kilka chwil z drugim człowiekiem.
Jakiś czas później jechali już pod dom tatuażysty, a Jason był wyposażony w kilka paczek swoich ulubionych papierosów. Sam nie bardzo chciał analizować ten wieczór, bo nie był pewien, dokąd to zmierzało i po co się w to pakował. Myślał więc o wszystkim, tylko nie o tym przystojnym mężczyźnie.
— Okej, to tutaj — mruknął, wskazując na dom z szarym dachem.
Alex zatrzymał się grzecznie niczym szofer Jasona i zastanowił się, czy powinien coś powiedzieć.
— Dzięki za podwózkę — rzucił Jason jako pierwszy i zawiesił na chwilę wzrok na jego przystojnej twarzy. — Buziaka nie dostanę?
Alex poczuł się dziwnie zafrasowany.
— Nie jesteśmy parą, więc po co?
Jason nieznacznie stracił animusz, ale mimo to odparł obojętnie:
— Bo masz słodkie usteczka? — Do tego Alex dotychczas nie dawał się pocałować. Warto było zaryzykować.
— Marny argument. Rzekłbym nawet, że co najwyżej godny marnej komedii romantycznej.
Jason wywrócił oczami.
— Nie, to nie.
Alex odwrócił wzrok do kierownicy, ale kiedy Jason postanowił już wysiąść, zamknął drzwi samochodu łokciem.
— Tylko bez komentarza — mruknął i wychylił się w stronę mężczyzny, a następnie delikatnie pocałował go w usta.
Mężczyzna zamrugał, patrząc na niego głupio. Ale tylko przez chwilę, bo zaraz odpowiedział na pocałunek, smakując te soczyste usteczka. Ledwo się powstrzymał przed niskim pomrukiem, gdy tylko poczuł delikatne wargi na swoich. Niestety Alex odsunął się od niego dość szybko, stopując go swoją dłonią na jego ramieniu. Odwrócił się nieznacznie i drugą ręką otworzył drzwi.
Jason patrzył na niego jeszcze chwilę, nieco oniemiały. Niby tak delikatny pocałunek… a tak… dobry.
Wreszcie spostrzegł, że powinien jakoś zareagować i rzucił:
— No… to na razie.
I wysiadł z samochodu. Lecz przez ten pocałunek jakoś wybitnie dobijało mu się do głowy, że właśnie był na randce. Nie miał pojęcia, jak się z tym czuł. Alex oczywiście nie zebrał się na żadne inne formy uświadczenia go w tych myślach i kiedy tylko drzwi Bentleya się zamknęły, odjechał.

***

— A teraz nastąpi przerwa na reklamy. Za chwilę zapraszamy na dalszą część programu — zabrzmiało z telewizora, a kobieta o burgundowych, farbowanych włosach wstała z kanapy i ruszyła do kuchni.
— Ethan, chcesz kawy, soku?! — krzyknęła do męża, który został przed telewizorem.
— Kawy! — Usłyszała głos mężczyzny, lekko zagłuszony przez głośne reklamy. Mężczyzna od razu je ściszył. — I przynieś, jak możesz, jakieś ciasteczka!
Niewysoka kobieta w jasnym szlafroczku skinęła do siebie głową. Nastawiła ekspres na kawę i po kilku chwilach szła już z powrotem do salonu z filiżankami oraz ciastkami z otrębami i czekoladą dla męża. Wszystko postawiła na niskim, starym stoliku przed telewizorem.
Ethan, mężczyzna o krótkich, kasztanowych włosach i starannie przyciętym zaroście, podziękował jej. Sięgnął po jedno ciasteczko i poprawił okulary połówki spoczywające na jego szerokim nosie.
— Niedługo święta, a akurat mam dostać premię. Nie mówiłem ci jeszcze. — Zerknął na żonę i uśmiechnął się. — Przyda się dodatkowy grosz.
Kobieta uśmiechnęła się do niego szczerze.
— Cudownie! To może… — Zacięła się, nie będąc pewna, czy małżonek chciał w ogóle słyszeć o jej pomyśle. — Może byśmy Charliego zaprosili na święta?
Z twarzy mężczyzny od razu zniknął uśmiech, a jego średniej budowy ciało napięło się.
— Zadzwoni i przyśle kartkę, jak zwykle. Dlaczego chcesz go zaprosić? — Westchnął ze zniecierpliwieniem.
Kobieta strapiła się, ale spojrzała mu twardo w oczy.
— Bo to nasz syn, kochanie. Nie widzieliśmy go od kilku miesięcy.
— Wiem… Ale będzie niezręcznie — mruknął Ethan, patrzeniem na telewizor unikając wzroku żony.
— Ale, kochanie, przecież nie możemy go od siebie izolować tylko przez to. — Brenda mocno zaakcentowała ostatnie słowo.
— Szczerze mówiąc, Brendo, wolę, żeby nikt nie wiedział, że mamy takiego syna. Pomyśl, że on się z mężczyznami… — Ethan urwał, krzywiąc się. — No, ale nie mogę ci zabronić zaprosić syna na święta.
— Przecież nie musimy o tym rozmawiać przy stole. I ja nie chcę, żebyś tak mówił. Chcę, żebyś też tego chciał.
— A wiesz w ogóle, co się u niego teraz dzieje? — zapytał Ethan, zbywając jej ostatnie zdanie.
Kobieta pokręciła głową, a w telewizji znowu zaczął lecieć teleturniej.
— Byśmy mogli się dowiedzieć.
— Może… Zrób, jak uważasz. Ale to ty do niego zadzwonisz, jak już.
— Wiem, spytam, czy w ogóle chce i… — Ucięła, kiedy nagle dobiegł ich dźwięk dzwonka od strony drzwi. — Kto o tej porze…?
— Nie wiem. Zobaczysz?
Skinęła głową i poszła otworzyć. Kiedy to zrobiła, zmarszczyła brwi.
— Tak?
— Dzień dobry — odparł stojący przed drzwiami osobnik w ciemnej bluzie z kapturem, z dużym plecakiem na ramieniu. Był wysoki. Patrzył na Brendę niemal czarnymi jak węgle, groźnymi oczami, a w kontraście do tego uśmiechał się uprzejmie. — Jest Charlie w domu?
Brenda założyła ręce na klatce piersiowej, lustrując przybysza nieufnie.
— Nie… Nie mieszka już tu.
Gość westchnął i uśmiechnął się nieco kpiąco.
— A więc Charlie już wyfrunął z gniazdka… Dawno?
— Tak. Ale w ogóle kim pan jest i czemu szuka pan mojego syna?
— Hm… Bo chcę z nim porozmawiać? Może mi pani podać jego aktualny adres? — spytał, poprawiając na ramieniu plecak.
Kobieta prychnęła pod nosem. Nie podobał się jej ten osobnik.
— Chyba pan żartuje. Skoro go pan zna, to niech się w inny sposób z nim skontaktuje albo powie mi chociaż, kim pan jest.
— Nie wydaje się pani, że gdybym był w stanie w inny sposób skontaktować się z Charliem, to bym to zrobił, a nie przychodził do jego dawnego mieszkania i pytał o jego aktualny adres? Niesamowita logika, prawda? — Nieznajomy uśmiechnął się ironicznie. — W każdym razie dziękuję. — Skinął uprzejmie głową i odwrócił się.
Brenda Anderson popatrzyła za nim z dystansem i zamknęła drzwi.
— Co za dziwny człowiek… — mruknęła pod nosem i wróciła do męża na kanapę.

9 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 49 – Dziwny człowiek

  1. Katka pisze:

    MinYang, ooooch, widzę, że ludziki czytacie FDTS i bardzo, bardzo mnie to cieszy :D Hehehe, cieszę się, że Alex i Jason urzekają <3 Hehe, mam nadzieję, że Alexik jeszcze nie raz Cię roztopi. Miłego dalszego czytania!

  2. MinYang pisze:

    O jaaa :D Ale dawno tego nie czytałam. Przepraszam strasznie za zaniedbanie i w ogóle, ale życie na kółkach… Aleeex i Jason… No słodziaki po prostu. Orzeszki w karmelu zamrożone w kostce lodu xDD Szczerze mówiąc siedziałam z otwartymi ustami jak go pocałował :D
    Przeczuwam kłopoty w związku z pojawieniem się czarnookiego (stawiam) Rayana ;)
    No dobra, zobaczymy jak to się potoczy :)

  3. Cath pisze:

    Jakie to było słodkie! Alex i Jason na randce i rumieńce i buziak i się rozpłynęłam ^-^
    Alex się rozkręca hehe byle tak dalej!

  4. Gordon pisze:

    milosc kwitnie ;p niedlugo Alex bedzie siadal Jasonowi na kolanach ;p zajebiscie ze sa jakies postepy a nie tylko pieprza sie w tym hoteliku. randka, calusek. widze dla tego olbrzymiego chudzielca szanse na zmiane pozycji w seksie. byle sie Alex pozwolil przewrocic na plecki ;p
    czyli wielkie nadejscie Ryana nastalo. kurwa juz widac ze chlop jest pewny siebie. tylko, laski, co to za zakonczenie? w takich momentach się nie konczy xD oby nastepny odcinek byl szybko. musze zobaczyc mine mlodego i Mikea jak ujrza kolege mwahahahaha ]:->

  5. Katka pisze:

    W., dziękujemy, oby był następny, hehehe :)

    Elis, „Każdy ucieka od niego. Nawet jego brat się go boi.” :((( Rush nieświadomy, jakiego uroczego braciszka ma, haha.

    Gazelka, „jeszcze trochę i zaczną chodzić do kina!” haha, na komedie romantyczne, podjadając sobie popcorn, a na ckliwych scenach wymieniając romantyczne pocałunki. Och nie… to raczej rola gołąbków XD

    Tamiya, „Nastanie kryzys u książątek i to ich tylko umocni, a ja będę mieć rozrywkę, patrząc jak się miotają!” ale to było złeeeeeee XD A to, haha „jak w końcu Ryan znajdzie jego dom” zabrzmiało, jakby Ryan był taki złym, przeszukującym każdy zakątek Miami potworem, który węszy, węszy i ma zamiar pożreć feniksa.

  6. Tamiya pisze:

    O matko, moja miłość do Alexa i Jasona wskoczyła na nowy poziom! Ja nie mogę… jakie to było urocze, cudowne i omg! Alexik jak dał się wyciągnąć na tą kolację i jak sobie myślał, że Jason to pierwszy facet, który chciał gdzieś z nim wyjść. No po prostu tak mi się smutno zrobiło, że miałam ochotę go wyściskać i pocieszać, że trafiał na jakichś dupków :( A nasze smoczysko samo jest zaskoczone tym, że w ogóle poszło z Królową Lodu na randkę <3 awww. A to jak Jason zauważa te delikatne rumieńce Alexa i jak go zaczyna powolutku poznawać. A Alexiątko uważa, że jest jakąś maszyną do spełniania życzeń… Ale jak on się troszczy o brata, że niby niech jeden się bawi… (w tej chwili doszłam do wniosku, że Rush naprawdę bezpodstawnie lał w gacie ze strachu .___. Ale faktycznie tak jest chyba w każdym rodzeństwie… sądzisz, że nie pałacie do siebie zbytnią miłością, a jednak okazuje się, że cichaczem sobie pomagacie XD).

    I ja jestem za Jasonem, ta ich rodzinka jest nieźle popierdolona o.O Rodzice, co to aż tyle wymagają od dziecka… dwa kierunki studiów (prawo i ekonomia _-_) i jeszcze ma pomagać z papierami z firmy? I że mało sypiał i ciągle haruje D: Niech smoczysko wyluzuje Alexa (a on niech w końcu się zbuntuje i zaszaleje!).
    A wiecie cooo? Jak przeczytałam jak Alex pocałował Jasona (sam!) to po prostu wydałam z siebie dziki pisk "TAAAAAAAAAAAAAAK! OMG! W KOŃCUUUUU!" i aż przeczytałam ten fragment z pięć razy, żeby upewnić się, że aby na pewno taka scena była xD To po prostu najlepszy moment tego rozdziału! <333

    I na końcu Ryan! Hell yes! Gołąbeczki, szykujcie się! Nastanie kryzys u książątek i to ich tylko umocni, a ja będę mieć rozrywkę, patrząc jak się miotają! (to zabrzmiało okrutnie, ale taki mam humor w tej chwili).
    Ryan, Ryan, Ryan! Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! *___* Ciekawe jak głupią minkę zrobi Charlie, jak w końcu Ryan znajdzie jego dom, uahahaha.

    A Charlie ma okropnego ojca -.- Syna nie chce zapraszać do domu, bo jest gejem? Nie no błagam, bez żartów. A co mu się stanie jak porozmawia z własnym synem? Czy on sądzi, że to jakieś zaraźliwe czy co? Przecież gej normalny człowiek, Charlie chyba raczej nie miałby zamiaru opowiadać im szczegółów ze swojego życia seksualnego _-_ Ale tak sobie pomyślałam, że może zgodzi się na te święta i przyjedzie z Rushem i przedstawi go rodzince XD Mamusia w szoku, ojciec zawał, a sąsiedzi ploteczki XD
    Jakie cudowne święta się zapowiadają <3

    PS. Nienawidzę was, że dałyście rozdział, kiedy ja mam jutro dwa testy i powinnam się uczyć, ale jednocześnie was kocham, że było tyle Jasona i Alexa i w końcu pojawił się Ryan…
    Weny dziewczyny, weny! <3

    PS2. Jak Alex wspomniał, że ma same garniaki i strój do golfa, to ja sobie go w takim stroju wyobraziłam. Och, niech on kiedyś założy taki strój dla Jasona *w* (swoją drogą chciało mi się śmiać z tego stroju do golfa, taki bogaty paniczyk xD).

  7. Gazelka pisze:

    Normalnie wow. Jacy to są nieokiełznani szaleńcy! Kolacja w restauracji… jeszcze trochę i zaczną chodzić do kina! Dokąd ten swiat zmierza? :D

    Ależ oni są tak absolutnie w siebie zapatrzeni, że niedługo nie da się ich od siebie odgonić. Love is in the air. No bo skoro Alex się całuje w usteczka na pożegnanie to to nabiera zupełnie nowego znaczenia (w ogóle J. jak jakaś cnotliwa licealistka odwożona przez starszego chłopaka do domu *.* Love It!)
    Niezwykle interesujący może okazać się ten związek zaważywszy na podejście obu do tego typu relacji.
    I co mnie niezwykle cieszy to pojawienie sie Ryana! Tak czuję, że on (wybaczcie metaforę) zrobi wielką i śmierdzącą kupę w środek tego różowego zbudowanego z waty cukrowej gniazdka Ryczarda i Chicholiny. Bo co jeśli Charlie zacznie mieć jakieś wątpliwości, nawiedzą go widma przeszłości… Ajjjj ależ może się zacząć dziać.
    Więc oczekuje na rozwój zdarzeń z niecierpliwością.

  8. Elis pisze:

    „W ogóle Jason był pierwszym facetem, który chciał spędzić z nim czas poza łóżkiem. ” Widać po tym jak inni zaraz po seksie zostawiali go, bo nie mieli ochoty gdzieś wychodzić z takim zimnym dziwakiem.

    „Nieświadomie zgadzał się na to z potrzeby przebywania chociaż przez tych kilka chwil z drugim człowiekiem.” Smutne mi się to wydało. Każdy ucieka od niego. Nawet jego brat się go boi. Nich smok się nim zajmie pod każdym względem. Alex potrzebuje towarzystwa i wyluzowania się.
    Fajnie, że Jason wyciągnął go z hotelu. Później, kiedy Alex odwiózł Jasona to się rozpłynęłam. Sam z własnej woli go pocałował. :)))

    Nic dziwnego, że Charlie nie utrzymuje kontaktów z rodzicami mając takiego ojca.
    Wątpię, żeby chłopak zgodził się na przyjazd na święta mając Rusha. Przecież go nie zostawi samego. A blondyn raczej nie będzie mile widziany w jego domu.

    Czyżby pojawił się Ryan? :)

  9. W. pisze:

    EEEEEEEEEEEEEEEEJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ
    No nie można kończyć w takim momencie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Nie, nie nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Nie!

    No i gratuluję roczku:>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s