Never Be The Same – 10 – Givin’ the dog a bone

„She got the power of union
Yeah, she only hits when it’s hot
And if she likes what you’re doing
Yeah, She’ll give you a lot”*

Shane stał za Davidem jak cień, kiedy ten płacił. Kasjerka uśmiechnęła się do mężczyzny i odprowadziła ich wzrokiem, kiedy wyszli. Shane przeciągnął się, aż w plecach mu zatrzeszczało.
— No i wreszcie do chaty – westchnął.
— Chyba że chcesz jeszcze do muzycznego wejść? Ja bym kupił sobie w tym czasie jakąś książkę.
Shane wyszczerzył się od razu.
— Idziemy – zadecydował. – Ale ty też powinieneś na płyty zerknąć. Założę się, że nie masz żadnych dobrych w domu – dodał, oczywiście słowo „dobrych” odnosząc do swojego gustu.
David przewrócił oczami, wchodząc do akurat przez nich mijanej dużej księgarni połączonej ze sklepem muzycznym i z sekcją na gry. Na witrynie znajdowały się plakaty premiery jakiejś nowej gry, a w tle leciała rockowa stadia radiowa.
— Mam w domu „dobre” płyty. A w razie czego pożyczę coś od ciebie – prychnął.
Shane przemyślał sprawę i skinął głową.
— Niech będzie. To ja zawijam w prawo – oznajmił, wciskając ręce w kieszenie i wchodząc między regały z płytami. Mimo to, nie zniknął Davidowi z oczu. Był na tyle wysoki, że jego śmiesznie ogolona głowa wystawała nad półkami.
David aż odetchnął, zostając na chwilę sam. To było ciężkie popołudnie, z tą myślą ruszył do działu z horrorami i sensacją. Miał nadzieję na jakaś dobrą nowość.
Akurat kiedy przeglądał okładkę jakiejś książki będącej ponoć bestsellerem, poczuł obok czyjąś obecność.
— David? No proszę, co za spotkanie – odezwał się z przyjaznym uśmiechem mężczyzna przed czterdziestką, w dobrze skrojonym garniturze. Współpracownik Davida, z wyraźnymi zakolami na głowie, ale sympatycznym spojrzeniem.
David momentalnie odwrócił się do niego i poczuł, że serce podskakuje mu do gardła.
— Frank. Też na zakupach? – odezwał się najspokojniej jak potrafił. Miał nadzieję, że Shane zatopił się w swoich płytach dostatecznie mocno.
Mężczyzna przytaknął z uśmiechem.
— Rebecca poszła na spożywczy, więc dostałem chwilę dla siebie. – Zaśmiał się dość tubalnym głosem. – A ty jesteś z Grace? – zagadał i rozejrzał się, jakby miał dostrzec żonę współpracownika gdzieś między półkami.
David poczuł, że blednie.
— Nie. Wyrwałem się. – Zaśmiał się konspiracyjnie. Błagał los, by mężczyzna nie wpadł na pomysł spotkania wraz z ich żonami. – Miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście i w międzyczasie wstąpiłem, żeby poszukać jakiejś książki.
— I widzę, że coś… – zaczął mężczyzna, ale odwrócił spojrzenie, bo oto po drugiej stronie półki, przy której stali, pojawiła się głowa Shane’a. Patrzyła prosto na nich, w milczeniu. Frank aż się zakłopotał, najwyraźniej biorąc go za jakiegoś dziwnego klienta i zwrócił z powrotem niepewne spojrzenie na Davida. – Że coś… eee, że znalazłeś. – Uśmiechnął się lekko, wskazując na książkę w rękach mężczyzny i znowu rzucił krótkie spojrzenie na gapiącego się na nich Shane’a.
David też na niego spojrzał i zmarszczył brwi, błagając go w duchu, żeby się oddalił. Potem ponownie zwrócił się do kolegi z pracy:
— Mhm, wydaje się ciekawa, ale jeszcze przejrzę inne. Może coś mi wpadnie w oko.
— Jak już kupować, to sprawdzonych autorów – stwierdził Frank z pewnością w głosie. Shane wciąż stał i się gapił, dopiero po chwili udając, że przegląda jakąś książkę. – Ale widzę, że gustujesz w horrorach, a ja tu przypadkiem zawędrowałem, widząc cię, więc nic nie doradzę. – Uśmiechnął się przepraszająco. – W każdym razie może wpadniecie z Grace do nas na kawę w najbliższym czasie?
David zamyślił się, w głowie i tak znając już odpowiedź.
— Ostatnio mam masę roboty. Nie wiem, jak znajdę czas…. Ale obiecuję, że jak coś, to się odezwę.
— Liczę na to. Bo masz naprawdę uroczą żonę, Davidzie. – Zaśmiał się Frank. – Miło było cię spotkać. – Wyciągnął do niego rękę. – Do zobaczenia w pracy.
David ścisnął jego dłoń mocno, po męsku.
— Przekażę jej te miłe słowa. – Zaśmiał się. – Do zobaczenia, trzymaj się.
Frank uśmiechnął się do niego i zniknął mu z pola widzenia, ruszając do wyjścia z księgarni. Shane natomiast wciąż stał za półką i odłożył właśnie książkę, którą udawał, że przegląda. David odetchnął i spojrzał na torbę z zakupami. Po czym odetchnął jeszcze raz i wreszcie zwrócił wzrok na Shane’a.
— Znalazłeś sobie jakąś płytę? – zwrócił się do niego, starając się wymazać z pamięci spotkanie sprzed chwili.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
— Nie. Ale mam coś innego. – Wyszczerzył się i uniósł zwinięty w rulon plakat. Ustawił go na ramieniu i ponad półką wycelował w Davida niczym bazooką. – Tszzzzzzzz… bum! – zimitował odpowiedni odgłos i zarechotał. – Mam plakat.
David zamrugał oczami zszokowany. To było takie… takie dziecinne.
— Plakat… – jęknął żałośnie.
— No – zapalił się Shane i obszedł półkę, po drodze rozwijając plakat. – Patrz, jaki zajebisty.
Uniósł go wyżej i rozwinął do końca, a Davidowi ukazał się złoty napis AC DC. U dołu było napisane „givin’ the dog a bone”, a na środku znajdowała się morda psa w budzie z wyszczerzonymi kłami, które trzymały kość. – Co myślisz?
David wzruszył odruchowo ramionami.
— No spoko jest – przyznał. Już minęły mu lata, kiedy ekscytował się plakatami zespołów. Jeszcze kawałkami a i owszem, ale nie plakatami.
Shane trochę zgasł, kiedy zobaczył brak entuzjazmu. Zwinął plakat i skinął przez ramię na wyjście.
— Co to był za facet?
— Kolega z pracy. Zapłaciłeś już?
— Taaa. A ty masz już książkę?
— Nie, w końcu nic nie wziąłem, a nie chce mi się już szukać – przyznał, przecierając twarz dłonią i ukradkiem rozglądając się czy gdzieś nie widać jeszcze Franka. Najwyraźniej jednak wyszedł już ze sklepu.
— A w ogóle ten facet mówił, że żabcia jest urocza – odparł Shane z wrednym uśmiechem. – Może ci ją zarwie i zostanę ci tylko ja! – Zaśmiał się, a Davida wyjątkowo rozbawiła ta uwaga
— Już ja widzę, jak ona leci na tego… – zastanowił się chwilę, szukając odpowiedniego określenia – starszego pana.
— Aż taki, kurwa, stary nie był. Z czterdzieści to maks. Idziemy w ogóle?
— Tak – zgodził się, skręcając w stronę windy na podziemny parking, gdzie zaparkowali. – No daj spokój. Ale to i tak z dziesięć lat różnicy.
— No niby. Ale co, nie bzykałeś się nigdy ze starszym? – zagadał Shane, wciskając guzik, żeby winda przyjechała. – A… no nie, skoro odpuściłeś se facetów po szkole – prychnął, przypominając sobie, że David wspominał tylko dwa czy trzy gejowskie epizody na studiach.
— Możemy o tym nie gadać tutaj? — Mężczyzna spojrzał na niego oburzony.
— Bo co?
— Bo nie chcę?
— To nie. – Chłopak wzruszył ramionami, wchodząc do windy.
Akurat kiedy metalowe drzwi się zamykały, David dostrzegł w szparce przechodzących korytarzem Franka i jego żonę. Ten jednak ich nie zauważył. Na szczęście, bo Davidowi znowu skoczyło ciśnienie. Odetchnął więc ciężko i dopiero spojrzał na Shane’a. Coś czuł, że to coś, co było między nimi, będzie go kosztować masę nerwów.
— Ktoś mógł usłyszeć.
— No… sorry.
David przewrócił oczami i pogłaskał chłopaka po ramieniu.
— Dobra, nieważne. Najważniejsze, że wtedy nie podszedłeś.
— Ha, widzisz. – Shane uśmiechnął się półgębkiem, najwyraźniej z siebie zadowolony.
Winda się otworzyła i wyszli na parking, ruszając do srebrnego Mercedesa Davida, otoczonego niczym wojskowy batalion w trakcie wojny przez masę innych samochodów. Parking był w końcu niemal tak duży jak samo centrum handlowe, a teraz dodatkowo prawie cały zapełniony.
— No widzę, widzę – pochwalił kochanka, otwierając samochód kluczykiem i kierując się do bagażnika, żeby wrzucić zakupy Shane’a. – Nie narobiłeś mi więcej problemów niż już mam.
— No a jakie niby masz? – spytał Shane, trzymając przy sobie plakat. Nie zamierzał go wrzucać do bagażnika. Jeszcze by się pogniótł.
David schował zakupy, zamknął bagażnik, po czym usiadł za kierownicą. Kiedy Shane dołączył do niego w samochodzie, odpowiedział:
— Poza urazami psychicznymi zapętlam się w kłamstwie i zdradzam żonę. To już są spore problemy.
— No – zgodził się Shane i milczał chwilę. – Ale ja nie jestem jakąś pojebaną kochanką, która z zazdrości pójdzie do twojej żoneczki wygadać wszystko.
Mężczyzna oderwał wzrok od przedniej szyby i spojrzał na niego niepewnie. Dopiero po chwili oprzytomniał i wbił wzrok w kierownicę, odpalając samochód.
— Jakbyś tak zrobił, to rozwaliłbyś mi życie do końca– mruknął bardziej do siebie niż kochanka.
Shane zerknął na niego bokiem.
— No. To mówię, że taki głupi, kurwa, nie jestem – mruknął.
David nie skomentował tego, tylko uśmiechnął się kącikiem ust. Sam był głupi, że się w to wszystko pakował. A do tego takie sytuacje, jak dzisiejsze niespodziewane spotkanie kolegi z pracy, mogły zdarzać się częściej… i wcale nie kończyć się tak szczęśliwie. Znalazł się w bardzo niepewnym położeniu.
— To co będziemy robić w domu? – Uśmiechnął się do niego Shane.
— Hmm? – spytał wyrwany tym ze swoich pesymistycznych myśli.
— No co byś chciał robić przed teatrem… bo chyba mamy jeszcze trochę czasu – odparł Shane i widząc minę Davida, poczuł nagłą, niewytłumaczalną potrzebę pocałowania go w policzek, co też od razu zrobił. David, czując to, aż speszył się lekko i odsunął głowę.
— Głupi. A możemy kupić lody i obejrzeć jakiś film – zgasił go, wiedząc niemal na sto procent, że Shane myśli o seksie.
Ten zmarszczył się nieco.
— Obiecałeś, że jak szybko wybiorę koszulę, to się zabawimy – wypomniał mu, lecz ostatnio dużo myślał… a raczej starał się przeanalizować sytuację, kiedy po bilardzie wystraszył Davida. I postanowił przyhamować i nie naciskać.
— A nie wolisz po teatrze?
Shane spojrzał na niego z powątpiewaniem.
— Serio się mnie pytasz, czy chcę poczekać z seksem?
David zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
— W jakim sensie poczekać? Że do wieczora?
— Eee… no, bo mówisz, że nie chcesz się teraz pieprzyć. To, kurwa, mówię, że po co czekać do wieczora, jak mamy teraz czas.
David miał wrażenie, że po tej odpowiedzi jeszcze mniej rozumiał.
— Masz pokrętną logikę.
— Wcale nie – odpysknął Shane.
— I pyszczysz.
— A ty jesteś sztywniacki – odparł od razu, w odpowiedzi chcąc mu wytknąć jakąś wadę. Co z tego, że akurat to mu się w pokrętny sposób w Davidzie podobało?
Ten zlekceważył to, nie mając zamiaru z nim dyskutować w tak dziecinny sposób.
— A wolę wieczorem, bo wtedy jeszcze będziesz elegancko ubrany – wrócił do pierwotnego tematu.
— A co to ma do seksu? – nie zrozumiał Shane.
— Bo podobasz mi się w tych spodniach – odparł David, jakby to było nic, mimo że w głowie nadal miał widok jego tyłka opiętego w te czarne, eleganckie spodnie.
Shane uśmiechnął się pod nosem, mimo że sam uważał, że wygląda w nich jak ostatni debil.
— Serio?
— Serio – potwierdził z subtelnym uśmiechem. – Więc wolę po.
Shane już miał zaprotestować, ale udało mu się ugryźć w język.
— Okej – zgodził się z ciężkim sercem.
David skinął tylko głową. Nie chciał przeginać, a naprawdę wolał iść po seksie spać, a nie jeszcze później do teatru.

*

David owinął się szczelniej wełnianym, szarym płaszczem, kiedy wychodzili z teatru. Pogoda na wieczór bardzo się popsuła. Teraz strasznie wiało i zapowiadało się na burzę. Shane za to skulił się w sobie, chcąc już być w aucie. Tam zresztą zostawił bluzę i było mu zimno. Ta cholerna koszula, która uwierała go w czasie całego spektaklu, nie dawała wiele ciepła. No i miał wrażenie, że spodnie go cisną.
— No… ale w sumie nie było tak źle – przyznał ni stąd ni zowąd.
David zerknął na niego szybko, zaskoczony jego słowami.
— Hmm? Co cię tak nagle naszło? – spytał, podchodząc do samochodu i otwierając drzwi przed Shanem. Zwykle na tego typu wyjściach był z żoną.
Chłopak wzruszył ramionami i sięgnął do samochodu, ubierając swoją wielką bluzę.
— No nic, kurwa, komentuję – odparł, kiedy David zajmował miejsce za kierownicą. – Myślałem, że w tym teatrze będzie nudniej.
David zamknął drzwi za sobą i poczekał z odpowiedzią, aż kochanek wsiądzie. Kiedy tylko to zrobił, klepnął go w kolano i uśmiechnął się zadowolony.
— Mówiłem. Umiem wybrać dobrą sztukę. Scena z kłótnią była genialna.
— No, a jak potem ta laska tańczyła, to tylko czekałem, aż się wyjebie. – Zarechotał Shane ze swoją specyficzną prostotą. – Ale dała radę. I sami faceci w garniakach na widowni. – Wyszczerzył się sam do siebie. Mieli miejsca na samym środku widowni, więc jego głowa czasem częściej niż na scenę wędrowała do poważnych i skupionych twarzy innych gości i ich schludnych sylwetek. Na niego ludzie też się patrzyli, ale raczej nie z podziwem, a konsternacją.
— Kilku było w dżinsach – odpowiedział David, uruchamiając silnik. – A ty się bardzo dobrze prezentowałeś – dodał, pomijając już, że ludzie oglądali się za jego fryzurą.
Shane spojrzał z grymasem na swoje spodnie.
— No… Ale niewygodnie.
David strapił się tym. Myślał, że dobrze dobrali.
— Aż tak bardzo? Coś źle leży?
— Nie, że źle leży – mruknął Shane i przesunął dłońmi po udach. – Ale tak się to draństwo opina.
David nie mógł się powstrzymać, żeby nie zaśmiać się, słysząc coś, w jego mniemaniu, tak niedorzecznego.
— Ale seksownie opina. – Uśmiechnął się i ruszył spod dużego budynku teatru, który o tej porze był przyjemnie dla oka podświetlony z zewnątrz. Po dzisiejszym spotkaniu w sklepie, cieszył się, że w teatrze przynajmniej nie wpadł na nikogo znajomego.
Shane skrzywił się niezadowolony.
— Wolę, jak ciuchy bardziej wiszą, a nie eksponują, kurwa, mój tyłek – wyburczał pod nosem, gapiąc się przez okno. Wiatr był na tyle silny, że aż pochylał konary drzew rosnących przy drodze.
David tylko pokręcił głową z dobrotliwym uśmiechem. Miał co do tego inne zdanie, ale i tak uważał, że Shane wygląda najlepiej bez niczego.
Dojechali pod mieszkanie kilka minut później. Ruszyli schodami na górę, mijając na klatce schodowej dwójkę zapitych nastolatków, na których Shane nie zwrócił najmniejszej uwagi. Wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi. David za to obejrzał się na tę zepsutą młodzież z niesmakiem i wszedł za kochankiem do mieszkania.
— To częste? – spytał, zdejmując płaszcz.
— Co? – Shane obejrzał się na niego. – A… młodzi? No. Mieszkają na dole, ale i tak siedzą głównie na klatce i chleją – prychnął, zdejmując te eleganckie buty. Aż spojrzał na nie ze zgrozą i wsunął bardziej pod szafkę.
— I nikt nic z tym nie robi? – dopytywał David, rozbierając się niespiesznie.
— No a co ma niby zrobić?
— Porozmawiać z rodzicami? Zadzwonić do socjalnego? – spytał z przekąsem.
— Z rodzicami nie ma co gadać – prychnął Shane, otwierając drzwi do swojego pokoju i rzucił bluzę na krzesło przy biurku, nad którym zresztą wisiał już nowy plakat, a pies na nim szczerzył groźnie zęby. – Bo raz, mają tylko ojca, a dwa, jest bardziej, kurwa, zapity niż te dzieciaki.
David pokręcił głową zniesmaczony, zdejmując buty i układając je równo pod płaszczem.
— A opieka socjalna? Nie mają kuratora?
Shane wrócił do przedpokoju i oparł się ramieniem o futrynę. Wyglądał naprawdę osobliwie w tych ubraniach w połączeniu z kolczykami w wardze, w brwiach i uszach. Nie mówiąc już o wygolonych tribalach na głowie.
— Nie wiem, kurwa, nie interesowałem się tym. Trza se w życiu radzić.
David wydął usta. Nie, to nie. Nie miał zamiaru dłużnej robić z siebie idioty.
— Dobra, zapomnij – burknął, mijając go i idąc do kuchni, żeby zrobić sobie herbaty.
Shane podążył za nim jak cień.
— Co, piwo? – zagadał, rozpinając po drodze guziki tej wnerwiającej koszuli.
— Herbata – sprostował i obejrzał się na niego. – Zdejmujesz?
— Yyy… no – odparł Shane, rozpinając ostatni guziczek. Pod koszulą ukazała się jego umięśniona klata.
— Zostaw tak – odparł David, ponownie wracając do zaparzania herbaty. Wyciągnął już kubek i torebkę, i czekał tylko, aż woda się zagotuje.
— Żebyś się mógł pośmiać? – mruknął Shane, stając tuż obok i zakładając ręce na piersi.
David odwrócił się do niego i jakiś czas patrzył tylko, by po chwili zrobić krok w jego stronę. Dotyknął jego klatki piersiowej palcami.
— Nie.
Shane uśmiechnął się kątem ust i schylił głowę. Wysunął język i liznął jego podbródek aż do dolnej wargi.
— Masz na to ciałko ochotę?
David momentalnie się odsunął i wytarł ślinę chłopaka z twarzy.
— Jak pies normalnie – prychnął. – I tak. Jakbym nie miał, to by mnie tu nie było – fuknął i odwrócił się, bo akurat woda w czajniku elektrycznym się zagotowała.
Shane wywrócił oczami i podszedł do niego od tyłu. Położył mu dłoń na biodrze i pochylił się do jego ucha, które lekko ugryzł. Mężczyzna aż cały zadrżał. Dobrze, że jeszcze nie zaczął nalewać wody, bo by się poparzył. A dłoń Shane’a powoli przesuwała się po jego boku…
— Mm… – mruknął chłopak tuż przy jego uchu.
— Możesz poczekać? – rzucił David, starając zalać sobie herbatę. Nie umiał się odprężyć, mając Shane’a przyklejonego do swoich pleców.
Chłopak zaburczał coś i oparł mu podbródek na ramieniu, zatrzymując ruch dłoni, ale nie odsuwając się.
— W sklepie cię nie mogę dotknąć, na ulicy nie mogę, to chociaż w domu pozwól się, kurwa, przytulić.
David odstawił czajnik i odsunął kubek z herbatą na stosowną odległość.
— No już możesz – odparł, odwracając się bokiem w jego ramionach. – Herbatę zalewałem, nie chciałem się poparzyć – wyjaśnił jak dziecku.
— No. Ale i tak mi skąpisz przytulania – prychnął Shane i sam się trochę odwrócił, by stać przed nim. Objął go w pasie i pochylił się do jego szyi.
David westchnął ciężko, odchylając głowę.
— Przytulania? Czy masz na myśli coś innego? – spytał sceptycznie.
Shane zaśmiał się w jego szyję i pocałował ją.
— A na seks też mam ochotę – zamruczał i powędrował dłonią do jego tyłka, a David momentalnie stężał w jego ramionach.
— Domyśliłem się. W ogóle kiedy ty nie masz ochoty?
— Na ciebie? Zawsze mam – chłopak wymruczał groźnie, patrząc tymi swoimi dużymi, orzechowymi ślepiami w jego jasne, niebieskie oczy.
Mężczyzna prychnął i dotknął jego nosa wskazującym palcem.
— Jesteś narwany, wiesz?
— Jestem facetem – mruknął Shane i ścisnął jego tyłek z wrednym uśmiechem. – Normalne, że chcę seksu.
David zacisnął zęby i oczy, starając się uspokoić.
— Też jestem, a nie jestem tak narwany jak ty.
— Mm, David? – mruknął chłopak, widząc jego minę.
Ten odetchnął, uspokajając się. Przecież nie mógł się ciągle bać jego dotyku, tym bardziej, że już nawet mieli seks.
— Hmm? – spojrzał mu w oczy.
— W porządku? – spytał Shane i przesunął dłoń wyżej, na jego plecy.
David zmarszczył brwi, zdziwiony.
— Hm? Tak. Czemu pytasz?
— Bo wyglądałeś, jakbyś znowu miał zacząć się trząść ze strachu – mruknął Shane mało subtelnie, ale pojawił mu się w głowie obraz, kiedy po bilardzie znowu spieprzył i wystraszył Davida.
Ten momentalnie spochmurniał i wysunął się z jego objęć. Co za chamstwo, pomyślał.
— Dzięki – warknął sarkastycznie, biorąc herbatę i wychodząc z kuchni.
Shane aż otworzył usta, skołowany. Przecież chciał dobrze! Wyszedł za nim, nie odstępując go na krok.
— David, kurwa…
— Co „David, kurwa”? – przedrzeźnił go mężczyzna, odwracając się nagle i omal nie oblewając ich herbatą.
— No co się wściekasz na mnie? Co ja ci, kurwa, znowu zrobiłem? – burknął Shane, nie wiedząc już, jak się ma zachowywać. Tak źle i tak niedobrze. Do tego skrzywił się, bo spodnie opinały się na nim przy każdym kroku.
David patrzył na niego jeszcze chwilę poirytowany, ale w końcu odetchnął, odpuszczając.
— Nic… już nic – mruknął, odwracając się i idąc do salonu. – Chodź.
Shane ruszył za nim jak wierny pies, ale wciąż naburmuszony. Przecież się starał.
David poczekał na niego przy kanapie, a kiedy chłopak doszedł, chwycił go za rękę.
— Siadaj – zasugerował, odstawiając herbatę na stolik.
— A jak? Bo nie wiem czy nie usiądę źle i znowu mnie opierdolisz – burknął z przekąsem.
David przewrócił oczami.
— Kurwa, byle jak – jęknął. Był sfrustrowany i chyba zmęczony. – Po prostu zrozum, że nie jest mi łatwo. Nie obrażaj się na mnie o to, że podniosłem na ciebie głos, tylko siadaj i daj się przytulić – dodał zirytowanym tonem.
Shane zmierzył go wzrokiem, siadając wreszcie na kanapie.
— Pasi?
— Pasi – fuknął, siadając bokiem do niego, z jedną nogą podkuloną, a drugą zarzucając mu na uda. Pochylił się do chłopaka, opierając czubek głowy o jego ramię. – Shane…?
— Co? – Chłopak położył mu swoją dużą dłoń na kolanie.
— Sorry. – Nie wierzył, że to znowu on go przeprasza.
Shane uśmiechnął się pod nosem, słysząc to.
— No, spoko. Mm… David…
— Hmm?
— Nic. Lubię cię – odparł z głupim uśmiechem, głaszcząc go po nodze.
David prychnął pod nosem i uśmiechnął się leciutko sam do siebie.
— To musisz lubić jeszcze mocniej, żeby dać mi czas…
Shane nie odpowiedział, tylko chwycił lekko jego brodę i pocałował go. David westchnął w jego usta. Był zmęczony samym sobą i tym, co się działo w jego głowie. Z jednej strony chciał, by Shane go przytulił, z drugiej bał się, że ten nagle coś mu zrobi.
— Ale wiesz, że jak sobie strzelisz, to się rozluźnisz? – Zaśmiał się Shane, patrząc na niego niemal takim samym wzrokiem, jaki miał w liceum, kiedy prosił go o uwagę na tłocznej imprezie. David za to spojrzał na niego jak przykładny ojciec rodziny. Odpowiedział też tonem zgodnym z tym wizerunkiem.
— Alkohol nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów. A poza tym, nie myśl, że mnie upijesz.
Shane wywrócił oczami i pochylił się, znowu go całując. Objął go przy tym w pasie.
— No to co? Nic nie dostanę za to, jak szybko, kurwa, wybrałem spodnie i koszulę? Obiecałeś. Poza tym, siedzę tu w tych cholernych ciuchach. Dla ciebie – wytknął mu. – Mm… mogę ci obciągnąć… – zamruczał zachęcająco.
David zaśmiał się pod nosem i położył mu dłoń na policzku, całując delikatnie.
— Jak dziecku cukierka – zażartował. – Jeśli chcesz, to nie mogę odmówić. – Westchnął, wstając z kanapy. – Ale w sypialni.
— O tak! – ucieszył się Shane, wstając i od razu całując go mocno w usta. Równie szybko jednak się oderwał i ruszył pierwszy, a Davidowi ukazał się jego tyłek pod tymi ciaśniejszymi, niż jego zwykłe ciuchy, spodniami.
Mężczyzna aż pokręcił głową. Shane nie był tak wiele od niego młodszy, a czuł się przy nim, jakby spotykał się z nastolatkiem. Naprawdę przystojnym i wyrośniętym nastolatkiem. Aż zapatrzył się na jego pośladki.
Shane wszedł do pokoju i zapalił światło. Podszedł do wieży i zaczął szperać w płytach.
— Mogę już zdjąć te ciasne ciuchy? – spytał w międzyczasie.
David pokręcił głową i odparł:
— Nie… Wolę sam cię z nich rozebrać.
Usiadł na łóżku, samemu zdejmując krawat i rozpinając koszulę, a Shane zerknął na niego i uśmiechnął się kątem ust. Po chwili włożył płytę „Back in black” AC DC i wcisnął play. Ściszył do przyswajalnej głośności i podszedł do Davida. Oparł ręce na jego udach, pochylając się i pocałował go mocno. Mężczyzna westchnął nisko. Może faktycznie powinien czegoś się uprzednio napić.
Shane całował go niespiesznie, ale mocno. Przesunął dłonie z jego ud w górę, na brzuch, tors, aż wreszcie ramiona, żeby zsunąć mu z nich koszulę. David pozwolił sobie westchnąć głębiej. Czuł mrowienie na całym ciele. Ze zdenerwowania i rosnącego podniecenia jednocześnie.
Chłopak zamruczał w jego usta groźnie, czując pod palcami nagie ciało. Sam się czasem zastanawiał, co go tak strasznie ciągnęło do tego faceta. Sama świadomość, że ma go tak blisko, niemożliwie go rozpalała.
— Seksowny drań – zamruczał, odchylając bez pardonu jego głowę i całując po szyi.
David aż uśmiechnął się do siebie.
— Tylko nie zostaw śladów – przypomniał mu, jednocześnie kładąc dłonie na jego szerokich, umięśnionych ramionach.
— Wiem, wiem – odparł Shane i przesunął nosem po jego szyi. Dłoń szybko skierował na rozporek w spodniach Davida. Ten przymknął oczy, powoli się odprężając. Jednocześnie wsunął dłoń pod koszulę kochanka, gładząc go po plecach.
— Mi też powiedz coś miłego – rzucił Shane, rozpinając mu spodnie.
David zaśmiał się cicho pod nosem.
— Coś miłego? A co miłego chciałbyś usłyszeć?
Shane zastanowił się chwilę, z ręką na wypukłości w jego bieliźnie i spojrzał mu w oczy, wydymając wargi.
— Nie wiem, kurwa… jak bardzo cię kręcę… albo dlaczego lubisz tu być… Wymyśl coś.
David zaśmiał się i zbliżył do jego twarzy, by cmoknąć go w nos.
— Głuptas. W ogóle by mnie tu nie było, jakbyś mnie nie kręcił i nawet możliwe, że spotkalibyśmy się w sądzie, a nie w łóżku – prychnął, głaszcząc go po głowie.
Shane uśmiechnął się kątem ust, stwierdzając, że taka odpowiedź go satysfakcjonuje. Pocałował go i wyciągnął jego penisa i jądra z bielizny. David nic już nie dodał, czekając. Nie chciał go pospieszać, bo sam w sumie nie wiedział, co myśleć.
Shane masował jego krocze, ale nagle na jego ustach wykwitł głupi uśmiech, kiedy usłyszeli w tle pierwsze wersy kolejnej piosenki z płyty.

She take you down easy,
Going down to her knees.
Going down to the devil,
Down, down to ninety degrees.

Spojrzał Davidowi głęboko w oczy i klęknął przed nim, z twarzą blisko jego penisa. David zauważył zbieżność kawałka z sytuacją i nie umiał się powstrzymać przed głupim uśmiechem. Takie sytuacje go rozbrajały.
— Bierz tę kość, piesku! – Zaśmiał się.
Shane oblizał się jak głodne zwierzę i pochylił się bardziej, liżąc jego kutasa po całej długości. Po chwili zawarczał groźnie i wziął główkę w usta, zasysając się na niej z wyczuciem. Trzymał przy tym mężczyznę mocno za uda, a w tle pobrzmiewało:

Oh, she’s using her head again.

She’s using her head.
Oh, she’s using her head again.
I’m just a givin’ the dog a bone.
Givin’ the dog a bone.

David westchnął przez nos, wypinając biodra do przodu.
— Och! No, she’s no playboy star — rozbawiony zamruczał w tym samym momencie co wokalista, a ten dokończył „But she’ll send you to heaven, then explode you to Mars”. Położył dłoń na głowie Shane’a. – Dużo ćwiczyłeś, piesku?
Shane uniósł na niego spojrzenie i na chwilę odsunął się od jego członka, przesuwając po nim mocno dłonią.
— Trochę – przyznał bez skrępowania. – Zresztą sam możesz ocenić czy się polepszyłem – dodał i ponownie wziął go do ust, od razu w całości, głęboko do gardła. Aż sam był zadowolony z tego wyczynu.
David odetchnął, widząc to. Mięśnie na jego brzuchu i udach napinały się, powstrzymując biodra przed pchnięciem w przód.
— Och… tak. Poprawiła się psina. A raczej psisko! – Zaśmiał się chrapliwie z podniecenia.
Kolczyki w dolnej wardze chłopaka przesuwały się drażniąco po jego penisie, kiedy ten zaczął energicznie poruszać głową. Czasem zatrzymywał się i zasysał mocno, by ponownie brać go głęboko. Był w tym naprawdę dobry, a jego dłoń cały czas pieściła jądra Davida, który oddychał coraz szybciej cały rozpalony. Klatkę piersiową miał zaróżowioną, a brzuch napięty. Czuł też, że palą go policzki.
— Och… – wyrwało mu się z ust. – Naprawdę się wyrobiłeś.
— Wiem – odparł Shane, na chwilę wypuszczając go z ust. Oblizał jego kutasa. – Mam cię skończyć?
David zaciął się na to pytanie, zastanawiając się intensywnie.
— A jak chcesz… później?
— A dasz mi się przelecieć? – zamruczał Shane i wziął do ust jego jądra, ssąc delikatnie. Penis Davida ocierał się przy tym o jego policzek i nos.
Mężczyzna zadrżał zauważalnie, odwracając wzrok i wbijając go w swoją zaciśniętą na prześcieradle dłoń. Drżała wyraźnie, a on czuł, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie. To, co się stało tamtej nocy, samoistnie mu się przypomniało.
Shane zmarszczył się lekko i sięgnął do jego drżącej dłoni. Pocałował go w brzuch.
— Nie zrobię ci nic złego.

 * AC/DC – Givin the dog a bone

*

8 thoughts on “Never Be The Same – 10 – Givin’ the dog a bone

  1. Katka pisze:

    Shin, tak, komplikacje związane z samym kłamstwem jako takim nie są tym, co Davidowi by się w jego sytuacji przydało. Już i tak żre się z żoną o byle co, a to by na pewno nie pomogło.

  2. Shin pisze:

    Sdie nie wiem czy dobrze zrozumiałam w opowiadaniu ale wydaje mi się że David nie pomyślał że jego kolega z pracy pomyśli o Shinie jako o kochanku tylko ogólnie że przy żonie od Davida mógł powiedzieć że wtedy go gdzieś widział A wtedy jego żona „jak to przecież on mi mówił że był wtedy w pracy” :P Jeśli źle rozumuje to mnie poprawcie :P

  3. Sdie pisze:

    Oni mnie denerwuja :D I nie wiem ktory bardziej :) Shane za to ze jest taki bojowniczy, gwaltowny i dziecinny a David za to ze jest taki powazny. Ja nie wiem jak oni dochodza do porozumienia. A David tez jest dziwny. Pieprzy sie z mlodym, a sie boi z nim pieprzyc. Gdzie tu logika? :D W dodatku David spina bioderka jak widzi kolege z pracy, a watpie zeby tamtem widzac ich razem od razu pomyslal „o kochanek”…David panikarz :D Pownien sie wybrac do psychologa na kozetke – takie osoby tam trafiaja i pasuja :D Niedlugo przy Shanie poczuje sie jak pedofil skoro twierdzi ze jest taki dziecinny, a dalej bedzie sie bal z nim sypiac :)

  4. Gordon pisze:

    podoba mi sie porownanie do psa. pasuje Shanowi i nie tylko przez ta piosenke. on caly czas powarkuje na Davida. i stawiam na to ze David sie zgodzi dac dupy. ja sie tam nie znam ale moze bedzie chcial przezwyciezyc ten strach. raczej sie zastanawiam czy to bedzie cos jak zaciskanie oczu i „skoncz juz, skoncz juz” czy mu sie spodoba. ale chyba Shane sobie poradzi xD
    ale laski tak ogolnie to mi sie podoba bardzo ze sa tacy rozni a pasuja do siebie. denerwuje w Shanie to ze czasem nie kuma ze sie narzuca. a w Davidzie jego podejscie do Shana jak do dziecka. chociaz tu bym sie wahal bo to czasem calkiem rozczulajace. ale czasem przesadza. chuj to moze przez to ze Shane ma mozg nastolatka
    odjazdowy rozdzial laski

  5. Seth pisze:

    Za skończenie w tym momencie normalnie zatłukę, zabiję i wyślę na karnego jeżyka ! :P
    Dobrze, że w księgarni to był tylko kolega z pracy, bo gdyby to była nie jaka „Żabcia” mieliby przerąbane. Mam nadzieje, ze szybko się skończy ten związek pomiędzy nimi, chociaż co wtedy z dziećmi *myśli*
    Noo to teraz przyjmuję zakłady czy David opchnie swoje wnętrze po raz drugi xd
    Tak mi się wydaję jak go psinka dobrze ukręci to i pozwoli xd

  6. Katka pisze:

    Elis, hehe, tak okrutne zakończenie :D Kto wie, czy się zgodzi czy nie… Boi się :(

    Tamiya, hahaha, odnośnie Twojego skojarzenia z psem z chibi Shiv, strasznie się wtedy śmiałam, wiedząc, co będzie w następnym rozdziale! :D Hehehe, tak, z Shane’a takie psisko wielkie jest.

  7. Tamiya pisze:

    Nie wolno… przerywać… w takim.. momencie! Jak mogłyście, no, jak?! Teraz będę usychać, zastanawiając się czy David się zgodzi, czy nie, a jak tak to czy się w trakcie nie rozmyśli, albo jak się nie rozmyśli to jak się będzie czuł i… jak to w ogóle będzie, no!
    Haha, wiedziałam, że będą musieli kogoś spotkać znajomego na mieście albo ew. w teatrze XD W sumie trochę lekkomyślnie sobie polecieli na zakupki, ciekawe, co by Daviś zrobił jakby żabcię spotkał. Oj, by się działo. Ale na szczęście to tylko kolega z pracy. Chyba, że jak David i żabcia przyjdą do niego na kawkę, to się facet wygada i będzie awantura XD
    Pokrętna logika Shane’a nie tylko dla Davida jest niezrozumiała, ale chyba za to lubię tego byka xD A te odwołania do psa przypomniały mi moje skojarzenie, co do chibi-Shane’a Shiv XDDD
    To jaranie się plakataem mnie rozwaliło, ale i tak najlepsze było to z bazooką. Ja nie mogę, nie dość, że zawsze zapominam, że oni mają ponad dwie dychy na karku, to jeszcze takie zachowanie Shane, to już w ogóle go odmładza XD Jak to David stwierdził:
    „Shane nie był aż tak od niego młodszy, a czuł się przy nim, jakby spotykał się z nastolatkiem.”
    Ale David też się zachowuje jak dzieciak, tylko no może ciut doroślejszy niż Shane c:
    A Shane chciał dobrze, pytając Davida czy wszystk0 w porządku, tylko trochę zbyt bezpośrednio spytał, moje biedactwo. A David zaraz się obraża i w ogóle (co mnie nie dziwi, bo to rzeczywiście było chamskie ze strony Shane’a). A potem ta gadka
    „David, kurwa…
    – Co „David, kurwa”? (…)
    – Siadaj – zasugerował, odstawiając herbatę na stolik.
    – A jak? Bo nie wiem, czy nie usiądę źle i znowu mnie opierdolisz – burknął z przekąsem.”
    To jest takie mega dziecinne, że aż urocze XD To całe przedrzeźnianie, naburmuszanie się, obrażanie… <3 Jak pod względem wyglądu zupełnie do siebie nie pasują, tak pod względem charakteru są świetnie zgrani XD

    Oby następny rozdział był szybko <33

  8. Elis pisze:

    Za kończenie w takim momencie powinna być jakaś solidna kara. :D
    Uważam, że David powinien mu na to pozwolić, a Shane zająć się nim tak, żeby chłopakowi było cudownie i trauma po gwałcie poszła w niepamięć.

    Czułam, że w sklepie lub teatrze ktoś znajomy się może nawinąć. Teraz na szczęście im się udało, ale nie wiadomo co może być następnym razem.
    Oni obaj są tak odmienni od siebie, na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują, ale może dzięki temu przyciąganie działa tak jak łączenie dwóch odmiennych biegunów u magnesów.

    Weny dziewczyny :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s