Fire Dragon Tattoo Studio – 44 – Zabawa na plaży

Mike wysiadł z samochodu i zerknął na stojącego przed studiem czerwonego Dodge’a. Przecież ten cały Alex dzwonił, że Charlie rano nie przyjedzie. Zmarszczył brwi i wszedł przez oszklone drzwi do studia.
W środku była już półżywa Kate, która chyba nie miała dzisiaj ochoty odpowiednio kolorystycznie dobrać ciuchy i Jason popijający kawę jak wodę życia na pustyni. Ten drugi spojrzał na wchodzącego szefa i skinął mu głową na powitanie.
— No cześć. — Mike popatrzył po nich i wsadził ręce do kieszeni. — A gdzie Charlie?
— Z Rushem — wyjaśnił tatuażysta. — Chcesz kawy?
Mike ponownie zerknął przez drzwi studia na samochód Charliego, ale pokręcił głową.
— Nie, przed chwilą piłem. Ale chętnie bym zapalił.
Jason zerknął na swoją kawę, a następnie na Kate.
— Zaraz wracamy — rzucił do niej, biorąc kubek i papierosy. Przecież przerwy na fajkę nie mógł odmówić.
Mike wyszedł za Jasonem do ich stałego miejsca za studiem. Nie było go widać zza szyby i oddalone było od wejścia na tyle, że klienci raczej nie mieli prawa narzekać.
Kiedy Jason wyciągnął sobie papierosa, sam też sięgnął po jednego i odpalił najpierw mężczyźnie, a potem sobie.
— Czegoś nie rozumiem. Skąd masz samochód Charliego? Imprezowaliście?
Jason kucnął i oparł się o murek. Zaciągnął się dymem, wpatrując się w szefa. Jak zwykle elegancko ubranego, młodszego od niego i mimo to więcej zarabiającego. Kiedyś może go to wkurzało, ale już polubił Mike’a na tyle, że nie uważał go za dupka z bogatymi starymi.
— Wpadł do mnie wczoraj uchlać się z żalu. A potem okazało się, że książę jednak zostaje, więc po niego przyjechał. To sobie pożyczyłem samochód — wytłumaczył, uśmiechając się wrednie.
Mike wyglądał na skonsternowanego. Nie było go ostatnio w studiu, a z Charliem też się nie widział, bo miał dużo pracy w firmie. Mimo że wiedział, że ten miał akurat trudniejsze dni przez obecność Alexandra Greya w Miami.
— No, ładnie… I do ciebie się przyjechał wyżalić? — Uśmiechnął się krzywo. Cholera. Nie był ostatnio za dobrym kumplem.
— Przyjechał się uchlać konkretnie — sprostował tatuażysta. — A co, masz poczucie winy? — dodał domyślnie, popijając kawę.
— Trochę — prychnął Mike i mocno zaciągnął się papierosem. — W ogóle zapomniałem, że Rush ma już wracać.
— No, jeden i drugi blondasek miał wrócić, ale na nasze szczęście nie wracają. — Jason uśmiechnął się, spoglądając na Mike’a. Dawno z nim nie gadał. Miło było.
Chłopak spojrzał na niego czujnie.
— Na nasze szczęście? Charliego na pewno… Nie mów, że tak polubiłeś Rusha?
Jason zaśmiał się pod nosem, zaciągając się mocno.
— A co, ty nie polubiłeś tego księciunia?
Mike wypuścił dym z ust, opierając się plecami o mur.
— Nie jest taki zły. Nawet się do niego przekonałem. Poza tym Charliemu odpowiada.
— No… — rzucił enigmatycznie Jason, gasząc papierosa. — Odpal mi jeszcze jednego.
— A starszy z Greyów dzwonił dzisiaj do mnie do firmy. — Mike uśmiechnął się wymownie, pochylając się do Jasona z zapalniczką. — Powiedział, że Charlie nie przyjedzie, wyjątkowo formalnie.
Jason pociągnął powietrze, odpalając.
— Starszy z Greyów jest popierdolony — mruknął. Aż mu się coś zbierało. Nie mógł do studia skurczybyk zadzwonić? Pewnie się bał, że na mnie trafi.
— Gadałeś z nim? — Mike uniósł brwi, prostując się, a Jason zastanowił się dłuższą chwilę.
— Powiedzmy.
— Coś ukrywasz… — stwierdził manager, nie spuszczając z niego czujnego spojrzenia. Zgasił tylko peta podeszwą.
— Co niby? — palnął Jason całkowicie bez emocji. Kłamał dużo lepiej niż Charlie, ale Mike i tak próbował go przejrzeć.
— Nie wiem… — Westchnął wreszcie. — Ale co z tym Alexem?
Jason zaciągnął się papierosem i dopił kawę. Postawił kubek na ziemi i wyprostował się.
— A co ma z nim być? W ogóle skąd on miał twój numer?
Mike spojrzał na niego uważniej. Coś mu nie pasowało, Jason zdecydowanie coś ukrywał, bo zbywał temat. Może nie uważałby tego za podejrzane, ale znał już trochę tego wielkiego faceta.
— Nie wiem, skąd miał… I nie mój, tylko na firmowy dzwonił.
Jason przewrócił oczami. Ten blondas zdecydowanie był zbyt cwany.
— A mówiłeś mu, gdzie pracujesz?
— Jason, to była moja pierwsza z nim rozmowa. — Mike zmarszczył brwi. — Może mu Rush powiedział.
— Wątpię… Prędzej skurczybyk mnie unika — mruknął Jason pod nosem, zaciągając się mocno i dopalając papierosa za jednym razem. Kurwa, aż tak mu zależało, żeby się nie kontaktować? W ogóle kupy się to nie trzyma, żeby dzwonił do Mike’a, że Charliego nie będzie. Po cholerę? Chyba że Rush mu kazał… Tak, jasne, kazał. Prychnął pod nosem.
— Co? To powiesz mi, o co chodzi, czy mam się odwalić od tematu? — Z zamyślenia wyrwał go spokojny głos Mike’a.
Warknął pod nosem i wyrzucił kolejnego peta, uprzednio gasząc go butem.
— Miałem nikomu nie mówić, ale przespałem się z nim — rzucił niby od niechcenia, gapiąc się w ziemię z zaciętą miną.
Mike zamrugał, pewien, że się przesłyszał.
— Co…? Spałeś z bratem Rusha…? — wydusił z niedowierzaniem.
— Mhm. — Jason kiwnął głową, wyciągając kolejnego papierosa. Przez tę królową lodu musiał jeszcze zapalić.
Mike wciąż nie mógł uwierzyć. Gapił się na Jasona totalnie zaskoczony. To było całkowicie poza jego pojmowaniem. Dwóch braci miało być homo? Co za ironia losu!
— Z tym samym homofobem, o którym mówił mi Charlie? Który tak niby Rusha opierdolił za to, że jest z Charliem? Nie rozumiem.
— Też nie rozumiem, ale jedno jest pewne… a raczej dwie rzeczy.
— No?
— Po pierwsze, nikomu nie możesz powiedzieć, bo najpierw on zabije mnie, a potem ciebie — prychnął Jason z krzywym uśmiechem, ale nie wyglądał, jakby zupełnie żartował. — A po drugie… on jest homofobem. W życiu nie pieprzyłem się z tak popierdolonym facetem.
Mike skrzywił się wyraźnie.
— Nie widziałem gościa na żywo… I jaki jest? Czemu popierdolony? — spytał. Sam fakt, że był homofobem i równocześnie gejem wydawał mu się popierdolony, ale to pominął.
Jason prychnął i pstryknął Mike’a w nos, a ten zmierzył go groźnie wzrokiem za tak protekcjonalny gest.
— Bez przegięć, panie Spencer. Trochę prywatności dla szaleńców. I tak mam za długi jęzor. — Zaśmiał się, mimo że wcale nie było mu do śmiechu.
— No, jak se chcesz. Ale… Wow, to Rush nawet nie wie, że jego brat jest gejem? — prychnął.
Jason pokręcił głową, paląc jak smok.
— Wątpię. I jak młody blondi ma — zrobił cudzysłów swoimi długimi paluchami — „syndrom rodziców”, to coś mi mówi, że jego syndrom to pikuś w porównaniu z tym, jak wypalony mózg ma jego starsza wersja.
— Aż chcę go poznać — stwierdził Mike. Jason nie miał w zwyczaju wyolbrzymiać, więc sprawa wyglądała… interesująco.
Tatuażysta przewrócił oczami.
— Cudne marzenie. Teraz rozumiesz? Popaprany jest. Dzwonił do ciebie, żeby tylko się na mnie nie natknąć przy telefonie.
— Nie wiem, co o tym myśleć… A ile razy się widzieliście?
Jason pokazał mu dwa palce i zgasił trzeciego papierosa.
— To rozumiem, że ty jego numeru nie masz? — spytał Mike i klepnął go w ramię, zawracając do studia, żeby przypadkiem mężczyzna nie pomyślał o zapaleniu czwartego. Co jak co, ale to już przesada.
Jason ruszył za nim jak cień z rękoma w kieszeniach.
— Nie. W ogóle to nawet nie spotkania, tylko dwa numerki — uściślił, nim weszli do środka.
Mike skinął głową na znak zrozumienia, a po wejściu od razu usłyszeli Kate zza kontuaru.
— No, chłopcy, dzisiaj rodzinka jednak będzie w komplecie! Dzwonił Charlie i zmusiłam go do przyjazdu na trzecią, bo ma klienta.
— Super — odparł Mike. — Dawno się nie widzieliśmy.
Jason już bez słowa ruszył do swojej pracowni. Za dużo myślał o Alexandrze Greyu. Musiał się odmóżdżyć przy pracy.

***

Piątki mogą być straszne. Niezwykłe, ale wcale nie są ekscytujące, kiedy nie ma się żadnych planów na weekend. Jason oczywiście nie miał żadnych planów i teraz tylko bazgrał w notatniku, ozdabiając kolejne cyfry fantazyjnymi wzorami. Z głośników płynęła cicha muzyka, a z pracowni Charliego dobiegało bzyczenie pistoletu. Chłopak siedział tam już długo, więc powinien wkrótce skończyć. Do tego Kate jakiś czas temu wyszła po coś ciepłego do jedzenia na wynos.
Jason długo samotnie przy kontuarze nie posiedział. Na podjazd przed studio podjechał pomarańczowy Mustang i wysiadł z niego Mike, jak zwykle w koszuli i jeansach. Jason uniósł na niego spojrzenie i nawet o tym nie myśląc, uśmiechnął się lekko. Miło, że szef ostatnio tak często ich odwiedzał.
Mike wszedł do studia i skinął Jasonowi, podchodząc do kontuaru.
— No hej. Jak tam? Widzę, że niezbyt zapracowany. — Uśmiechnął się kątem ust. Wyraźnie miał dobry humor.
Jason pokręcił głową.
— Dopiero za — spojrzał na zegarek za sobą — godzinę mam klienta. A ciebie co tu przywiało?
— Mam chwilę, więc wpadłem — wyjaśnił Mike i niemal równocześnie z pracowni Charliego wyszła klientka. Miała lekko zaczerwienione oczy i podchodząc do kontuaru, przetarła je jeszcze dłonią.
— Charlie powiedział, żebym tu zapłaciła. — Uśmiechnęła się nieśmiało do Jasona ustami pomalowanymi bladą szminką. Była bardzo ładna, co nawet Jason, jako gej, zauważył. Wyciągnęła do niego kilka banknotów.
— Tak… tylko poczekaj chwilę. — Zatrzymał ją gestem, nim zaliczył należność. Poszedł do swojej części pracowni i po chwili wrócił z tubką żelu zmniejszającego pieczenie. — W ramach braku wyczucia tatuażysty — prychnął, podając ją dziewczynie i odbierając od niej pieniądze.
Ona skinęła głową z wdzięcznością, rzucając mu jeszcze jeden, sympatyczny uśmiech i pożegnała się. Mike uniósł brwi, odprowadzając ją wzrokiem, a z pracowni tym razem wyszedł Charlie.
— O, cześć, Mike!
— Nooo… cześć — odparł manager i wskazał kciukiem drzwi, w których zniknęła klientka. — Ileś ty ją męczył?
— No, nieduży tatuaż, to zrobiłem na raz. Zeszły ze dwie godziny. — Charlie wzruszył ramionami. — Ale trafiła mi się wrażliwa.
— To było rozłożyć na dwa razy — wtrącił Jason. Już nie wiedział, ile razy to z Charliem omawiał. Aż robiło się to nudne.
— Lotos i krzaczki chińskie? Na dwa razy? — Młodszy tatuażysta zmarszczył się. — Robiłem przerwy, toż nie zarzynałem jej tam.
Jason machnął ręką.
— Mniejsza.
— A tak poza tym, co u ciebie? — spytał Mike, opierając się o kontuar plecami.
— Dobrze. A raczej lepiej być nie mogło. Chociaż fajnie by było, gdybyśmy gdzieś kiedyś wyskoczyli wieczorem — zauważył Charlie, wykorzystując moment, że widział Mike’a. Inaczej nie za bardzo miał się jak z nim umówić, bo ten ciągle był zapracowany i czasami nawet nie odbierał telefonów. — Ale moment, pójdę zrobić herbatę — dodał i ruszył na zaplecze.
Mike odprowadził go wzrokiem i spojrzał na Jasona, który gapił się gdzieś w przestrzeń, bawiąc się ołówkiem.
— A ty co? — zagadnął, a ten dopiero na niego zerknął.
— Co?
— Ja się pytam, co taki zamyślony.
— Knuję.
— Co knujesz? — Mike spojrzał na niego podejrzliwie, a Jason ponownie zapatrzył się przed siebie.
— Jak cię spić, a potem wykorzystać… albo jak skontaktować się z tą lodową królową.
Mike spojrzał na niego zblazowanym wzrokiem i pokręcił głową.
— Cóż, Rusha o jego numer raczej nie poprosisz — mruknął, ignorując pierwszą część wypowiedzi.
— No właśnie — prychnął starszy mężczyzna i zaczął zaciskać zęby na ołówku. Nie mógł przestać myśleć o tym seksownym blondynie i nie wiedział, czy go to bardziej ekscytowało, czy irytowało.
— Ale czemu cię tak wzięło na brata Rusha? Czemu nie odpuścisz?
— W sumie mógłbym… ale jest intrygujący. — Jason sam nie wiedział, jak inaczej to ująć. — Zresztą, to chyba moja wrodzona ciekawość i wredota. — Wystawił język szefowi, który prychnął pod nosem.
— No, z nim nie masz takiego problemu jak ze mną. Jest gejem. — Uśmiechnął się krzywo, nie mając pojęcia, jak bardzo kłopotliwy był naprawdę Alex.
Jason spojrzał na Mike’a jak na idiotę i zaśmiał się pod nosem, a ten zmarszczył brwi.
— Co?
— Tak, tak, z nim nie ma problemu — zironizował, przewracając oczami. Biedny, nieświadomy Mike.
— To po co się w to wciągasz? Dobra, wiem, nie mów. Wrodzona ciekawość. Jak chcesz.
Zanim Jason zdążył odpowiedzieć, nagle zza szklanych drzwi studia wyłoniła się fioletowa głowa Kate. Tym razem mocno kontrastowała z białą, cienką bluzeczką na ramiączkach i króciutką, jasną, jeansową spódniczką.
— O, Mike, fajnie, że wpadłeś! Akurat na pizzę. — Wyszczerzyła się, wchodząc z olbrzymim, pachnącym pudełkiem. — Chodźcie, chodźcie! — dodała, stawiając je na stoliku i zasiadając na kanapie. Poprawiła jeszcze spódniczkę, żeby nie było za wiele widać.
— Jak pani każe, to idziemy. — Jason zaśmiał się, wychodząc zza kontuaru.
Po chwili dołączył do nich Charlie ze swoją herbatą i od razu zabrał się za jeden kawałek, a Kate ze słowami „jedzcie, jedzcie” podbiegła jeszcze do swojego kącika, w którym pracowała w celu bliżej reszcie nieznanym.
— Co tam u Marg? — zagadał Charlie z wypchanymi pizzą policzkami. Włosy założył za uszy, żeby nie przeszkadzały mu w jedzeniu.
Mike przełknął kawałek, który akurat ugryzł.
— Mmm… Okej. Wybieramy się jakoś za tydzień gdzieś za miasto, bo dostała kilka dni wolnego.
— Kilka dni? — Charlie pokiwał głową z uśmiechem i dodał uszczypliwie: — Jak i ty się dla niej poświęciłeś, biorąc wolne w pracy, to to serio musi być coś dużego.
Mike wyglądał na zmieszanego. Musiał mu przyznać rację.
— Szczegóły… — mruknął tylko i zabrał się na powrót do swojej pizzy.
Jason uśmiechnął się pod nosem, jedząc w milczeniu, a Charlie zaśmiał się i zabrał się za drugi kawałek.
— Katy, zjemy ci wszystko! — rzucił ostrzegawczo w stronę kącika dziewczyny.
Ta wypadła z niego jak na zawołanie. Już nie miała ochoty pakować się między chłopaków na kanapę, dlatego bez pytania usadowiła się na kolanie Jasona.
— No, już, już jestem — zawołała i położyła dużą, kiedyś zgiętą wielokrotnie na pół, ulotkę na stolik. — Patrzcie. Idziemy na to w sobotę. Fajnie, co? — dodała i wzięła kawałek pizzy, pakując sobie dużo na raz do ust.
Cała trójka zamrugała w szoku, a Mike pochylił się, by przeczytać ulotkę. Była to zapowiedź jakiejś imprezy na plaży.
— Jutro? No… co wy na to? — Uniósł wzrok na pozostałą dwójkę.
Mina Charliego, który zdążył zajrzeć mu przez ramię, mówiła wszystko.
— Może być fajnie. — Uśmiechnął się, porywając ulotkę i czytając szczegóły.
Jason spojrzał na Kate siedzącą mu na kolanie i podrzucił ją lekko.
— I co tam ma niby takiego super być?
Dziewczyna wywróciła oczami, przeżuwając szybko, żeby odpowiedzieć.
— No, zabawa na plaży, muzyka, fajerwerki, jakieś stoiska i takie tam. Wiesz, połykacze ognia, jakieś sztuczki, pokazy. Fajnie będzie.
— A ty będziesz ział ogniem. — Charlie zaśmiał się do Jasona, a Mike pokręcił głową. Jemu nawet pasowało. Dawno nigdzie razem nie wychodzili.
— No, Jason, co myślisz? — Kate spojrzała na niego przymilnie.
Mężczyzna wzruszył ramionami z obojętnością.
— Spoko. Co mi tam, mogę pójść.
Dziewczyna pisnęła z uciechy i cmoknęła tatuażystę w policzek, zaraz potem zabierając się za dojadanie swojej pizzy. Charlie tymczasem sięgnął po komórkę i napisał do Rusha: „Jutro impreza na plaży, idą Mike, Kat i Jason. Piszesz się, co nie?”. I wysłał. Po chwili otrzymał krótką, ale przepełnioną buźkami odpowiedź: „Tak :*** Zadzwonię później o szczegóły :*”.
— Rush też pójdzie — rzucił, oblizując palce z ketchupu i odchylił się na kanapie. Czuł się najedzony, a wręcz przepełniony. Kate nigdy nie żałowała jedzenia. Oczywiście zawsze wszyscy się na nie zrzucali i takie codzienne, wspólne obiadki były u nich przyjemną normą.
— Mmm, to super! — odparła z pełnymi ustami. — Nareszcie będę mogła pójść na imprezę.
— A wcześniej nie mogłaś? — zdziwił się Mike, a dziewczyna pokręciła głową.
— Babcia. Chciałaby iść ze mną.
Charlie o mało nie zakrztusił się herbatą, słysząc o babci Kate, a Jason jakoś automatycznie się skrzywił i zbladł. Pozostawił jednak uwagę dla siebie. Nie chciał urazić dziewczyny, ale naprawdę bał się tej starej kobiety.
— A co, już wróciła do siebie? — spytał Charlie niby obojętnie.
Kate chwilę nie odpowiadała, trzymając ich wszystkich w napięciu, ale w końcu pokazała zęby w radosnym uśmiechu.
— Tak. Przedwczoraj zawiozłam ją na lotnisko. — Zaśmiała się wesoło. Kochała babcię i lubiła z nią spędzać czas, ale co za dużo to niezdrowo.
Jason i Charlie wypuścili powoli powietrze z ust z wyraźną ulgą, a Mike zamrugał ze zdziwieniem, patrząc po nich. Chyba nie rozumiał. Szczęściarz nie miał okazji poznać babci Kate. Potwora ze sztuczną szczęką…

***

Rush przebiegł świńskim truchtem z łazienki do pokoju, śledzony chłodnym spojrzeniem brata siedzącego w salonie i popijającego w spokoju kawę.
— Nie spóźnisz się — rzucił Alex bez emocji. I miał rację. Rush umówił się z całą paczką Fire Dragon już na parkingu przy plaży za jakąś godzinę, a z Miami Beach nie było wcale tak daleko na miejsce.
— Wiem! — odkrzyknął młodszy Grey i wyszedł do salonu w niebieskich bokserkach, zapinając koszulę. — Ale chcę jeszcze skoczyć coś kupić na wieczór.
— Na wieczór? — Alex, gdyby nie był tak oszczędny w okazywaniu emocji, zmarszczyłby brwi pytająco.
— Noo… No, tak. Chcę potem do Charliego jechać — mruknął jego młodszy brat z każdym słowem coraz ciszej. — Mogę?
Alex napił się kawy, dając sobie tym czas do zastanowienia i chyba podtrzymania niepewności Rusha. Wyglądał przy tym jak angielski arystokrata i wcale nie pomagało to jego bratu w rozluźnieniu się. W końcu pokręcił głową.
— Wolałbym jednak, żebyś był jutro wyspany.
Nieszczęśliwy Rush skrzywił się jak małe dziecko.
— Przecież się wyśpię, nic nie będziemy robić. My tylko co najwyże… — urwał, bo Alex uniósł dłoń, powstrzymując go.
— Nie chcę o tym słuchać. — Wstał. — Rób, jak chcesz. Nie jestem twoim ojcem. Tylko przyjdź do mnie za pół godziny. Odwiozę cię — dodał i ruszył do wyjścia.
Rushowi dosłownie szczęka opadła. Podbiegł za nim i chwycił go za ramię.
— Co? Jak to… odwieziesz mnie? Po co? — jęknął.
Alex zmierzył go spojrzeniem i wysunął rękę z jego uścisku.
— Będziesz mógł się napić. — I wyszedł. Jak zwykle z Alexem nie było dyskusji.

***

Dochodziła już umówiona godzina, a Rush czekał na parkingu. Ten, swoją drogą, był niemal cały zastawiony samochodami. Nic dziwnego, bo w oddali, z plaży, słychać już było głośną muzykę. Oświetlenie też było wzmocnione, gdzieś ponad parasolami Rush widział co raz wzlatujące wysoko płomienie, a obok przechodziły grupki roześmianych ludzi.
Po jakimś kwadransie czekania wreszcie zobaczył ekipę z Fire Dragon, która szła w jego kierunku. Oczywiście Jasona dostrzegł najpierw, z uwagi na jego wzrost. Zaraz potem ujrzał lekko i dosyć wyzywająco ubraną Kate, Mike’a z papierosem w ustach i Charliego w bezrękawniku, pod którym widać było jego tatuaże.
Pomachał im i ruszył w ich stronę.
— Siema! — rzucił do wszystkich, ale podszedł najbliżej Charliego. Złość na brata minęła mu niemal od razu po zobaczeniu kochanka.
— Cześć — przywitali się, a Jason tylko skinął mu głową.
— Jaaa, będzie masa ludzi! — ucieszyła się Kate, patrząc po samochodach. Przyspieszyła, idąc w stronę plaży.
Jason zmarszczył się i ruszył od razu za nią, już czując, że dziewczyna mogła odwalić coś durnego. Czasami w jego oczach zachowywała się jak mała dziewczynka w krainie zabawek.
Było już szaro, a nawet ciemnawo. Słońce zdążyło schować się za horyzont, zostawiając na niebie już tylko czerwono-złote widmo ostatnich promieni.
— Mhm i fajnie grają — skomentował Rush, idąc tuż przy Charliem. Z chęcią chwyciłby go za rękę, ale nie był pewien, jak ten zareaguje, ani czy przystoi. Minus jednopłciowych związków.
— Ważne jeszcze, żeby alkohol był tani i będzie okej. — Charlie wyszczerzył się wesoło.
Widzieli już spory tłum na plaży, który gromadził się albo przy barkach pod kolorowymi parasolami, albo przed postawionym na tę okazję, dużym podwyższeniem, na którym już tańczyły latynoskie dziewczyny. Z głośników też sączyła się głośna, latynoska muzyka. I jak się można było spodziewać, Kate pociągnęła Jasona w pierwszej kolejności do jednego z barów. Mike powlókł się za nimi jak cień. Miał dość podły nastrój, bo Marg nie mogła przyjść. Miała pracę.
Rush spojrzał za nimi, po czym na Charliego.
— To co? Lody? Czy po drinku?
— Drink, nie zostaniemy w tyle przecież. — Charlie zaśmiał się i ruszył do reszty. Już widział, jak Jason wlewał w siebie pierwszy kieliszek i aż się skrzywił na myśl, jak się ostatnio przy nim schlał. — A potem potańczyć — dodał, zerkając na Rusha. — W tym tłumie nikt nie zauważy, jak się trochę obściskamy.
Rush wyszczerzył białe zęby. To mu się podobało.
— Jestem zdecydowanie za — zapewnił i kupił im po drinku. Kate w końcu też postawił, bo, jak to stwierdziła, „ładnie poprosiła”. Nie przeszkadzało mu to. Lubił robić jej prezenty.
Po jakimś czasie całą ekipą byli po kilku drinkach i tańczyli przed sceną w sporym tłumie. Kate była zachwycona słonecznymi rytmami i mnóstwem ludzi, a już szczególnie się rozpromieniła, kiedy Mike złapał ją za ręce, tańcząc z nią do jakiejś skocznej piosenki. Do czasu, aż manager poczuł z tyłu na biodrach dłonie Jasona.
— Ze mną też zatańczysz? — zachrypiał mu do ucha rozbawiony mężczyzna.
Chłopak uśmiechnął się do niego bezczelnie.
— Nie. — Zaśmiał się i pstryknął Jasona w nos.
Kate zachichotała na widok głupiej miny mężczyzny, ale szybko przestała, kiedy ten postanowił się zemścić na niej za odmowę szefa. Chwycił ją mocno w pasie i podniósł na biodrze. Dziewczyna pisnęła, a Mike prychnął pod nosem. Gdzieś z boku mignął mu Charlie tańczący z Rushem.
— Puść! — zawołała Kate, usiłując też pstryknąć Jasona w nos. — Odstraszasz ode mnie potencjalne ciacha, które już mnie upatrzyły!
Jason zarechotał swoim ochrypłym głosem, odstawiając ją na ziemię.
— To jak mam ich namówić na ciebie? — zwrócił się do niej, przekrzykując muzykę.
Mike pokręcił głową.
— Chodź się napić — zwrócił się do Jasona, a ten od razu olał Kate i ruszył za chłopakiem, już starającym się wydostać z tłumu.
Dziewczyna fuknęła za nimi, ale postanowiła wykorzystać wolność i wtopiła się w tłum tańczących przystojniaków. A raczej podchmielonej grupki młodych chłopaków, którzy w tym świetle nie wyglądali na najszpetniejszych.
Zanim Jason zrównał się z szefem, ten już zamówił im dwa kieliszki u latynoskiego barmana przy bambusowym barze pełnym specyficznych, tropikalnych ozdóbek. Sięgnął też do miski z winogronami i usiadł na okrągłym krzesełku. Jason stanął obok niego, oparłszy się plecami o blat. Spojrzał na ocean.
— Nie jest źle… — mruknął po chwili.
— Taa… — poparł Mike, pożarł winogrono i podsunął miskę Jasonowi. — Chociaż szkoda, że Marg nie mogła przyjść — wyraził swoje niezadowolenie. — Pewnie podaje kolację tej twojej lodowej królowej.
Jason momentalnie spojrzał na Mike’a zupełnie innym spojrzeniem niż dotychczas. Zrobił to całkowicie nieświadomie.
— O co ci chodzi?
— No, Marg pracuje w Tides, więc możliwe, że właśnie obsługuje Alexa. — Mike wzruszył ramionami i sięgnął po kieliszek, a Jason prychnął pod nosem i wypił swojego drinka na raz. Zamówił następnego.
— Co nie znaczy, że to przez niego nie ma czasu — odparł dość chłodno jak na swój zwykły ton, którym gadał z chłopakiem.
— Toż nie powiedziałem tego… — mruknął zdziwiony Mike i popił drinka.
Kiedy tylko skończył mówić, podszedł do nich rumiany na policzkach Charlie i bez pardonu sięgnął po winogrono z miski, którą trzymał Mike.
— O czym gadacie? — zagadał, wpatrując się w tłum, gdzie widział tańczącego Rusha.
Ten zauważył, że ściąga na siebie ciut za dużo spojrzeń, dlatego dopchał się do Kate i porwał ją w swoje ramiona. Naprawdę lubił tańczyć i dobrze mu to szło.
Jason wzruszył ramionami, nie czując się w obowiązku odpowiadać.
— Okej, nie wnikam — prychnął Charlie, widząc ich miny. Zamiast tego zamówił sobie niebieskiego drinka.
Zmrużył oczy, gdy wysoka, całkiem ładna laska dołączyła się do Rusha i Kate oraz dziwnie zerkała na Greya. Zakręcił się niecierpliwie na siedzeniu. Jason podążył wzrokiem za jego spojrzeniem i pokręcił głową z rezygnacją.
— Tylko się wrzodów nie nabaw — rzucił.
— Zabawne. — Charlie skrzywił wargi, posyłając Jasonowi krótkie spojrzenie, bo zaraz znowu wrócił wzrokiem na tańczący tłum. Zmarszczył się i szybko dopił drinka, kiedy zobaczył, że laska objęła Rusha. — Suka — syknął pod nosem.
Mike poklepał kolegę po ramieniu, a Jason przewrócił oczami.
— Przecież go nie zje bez pozwolenia — rzucił ten starszy.
— Ale Rush leci na dziewczyny — burknął Charlie, jakby to wszystko tłumaczyło. Kiedy patrzył, jak dziewczyna coraz bardziej lepiła się do mężczyzny, myślał gorączkowo. Podejść, czy nie podejść?
Na szczęście Kate postanowiła dłużej nie bawić się w świętą i sugestywnie objęła Rusha, mówiąc coś obcej dziewczynie. Ta zmierzyła ich spojrzeniem i trochę się odsunęła. Rush wydawał się obojętny wobec całej sytuacji, ale Charlie wiedział, że był po prostu zagubiony.
Zmierzył jeszcze dziewczynę wzrokiem, po czym rozluźnił się, kiedy widać było, że odpuściła. Nic nie mógł poradzić na to, że cały czas miał wrażenie, że Rush znowu będzie kombinował z płcią przeciwną. Czuł się trochę głupio, nie ufając mu, ale nic nie mógł z tym zrobić. Był zazdrosny, a wiedział, że Rush naturalnie przyciągał wzrok.
— Ja pierdolę, głupie te baby — mruknął.
— Przesadzasz i za bardzo uogólniasz — skarcił go Mike.
Charlie wzruszył ramionami i zamówił sobie jeszcze jednego drinka na rozluźnienie.
— Młody jest zazdrosny, olej, Mike — rzucił tymczasem Jason i zerknął na podwyższenie, z którego zniknęły tancerki, a pojawiła się grupa ciemnoskórych kolesi ubranych w same spodnie, którzy zaczęli tańczyć z płonącymi pochodniami. — No, to jest ciekawsze — mruknął do siebie, zastanawiając się już, czy jakoś nie przedostać się za kulisy. Może by miał szczęście.
— Nieźli są — skomentował Mike, widząc, jak wywijają pochodniami.
— Mhmm — mruknął też Charlie, który głównie skupił wzrok na ich wyrzeźbionych brzuchach. Dopił drinka, zamówił piwo i z butelką ruszył bliżej pod scenę. — Idę zobaczyć — rzucił do dwójki towarzyszy.
Ci popatrzyli po sobie porozumiewawczo i po chwili ruszyli za nim.
Tancerze byli naprawdę nieźli, a niektórzy całkiem przystojni, co zauważył od razu Charlie, stojąc pod sceną i pijąc piwo. Ich biodra cały czas były w ruchu, mięśnie prężyły się w odpowiednich momentach, a po tłumie oglądających ludzi rozległo się głośne „Ooo!”, gdy przy jakichś bardziej seksownych czy wyzywających ruchach w tle mocniej buchały pochodnie.
— Mike, też poruszaj bioderkami! — Charlie zaśmiał się do kumpla.
Jason tymczasem wpatrzył się w tańczących gości i zauważył na plecach jednego z nich smoka, który sięgał od karku aż do tyłka mężczyzny. Tatuaż jego roboty. Był już temat do rozmowy.
W tym czasie Charlie poczuł, jak z tyłu ktoś oplótł go ramionami. Obejrzał się, przełykając piwo, a Rush uśmiechnął się do niego swoimi białymi ząbkami.
— Chodź na plażę kawałek dalej, hmmm? — zaproponował, masując kochanka po brzuchu.
— Mhm, okej. — Charlie uśmiechnął się i dopił piwo. Wyswobodził się z ramion Rusha, wrzucił butelkę do kosza przy scenie i wrócił do kochanka. — Możemy iść.
Szybko wydostali się na w miarę spokojny kawałek plaży. Wyraźnie wszyscy skupiali się na imprezie. Było już ciemno i świeciło się tylko od strony sceny oraz z lamp przy barach i parasolach.
Charlie zdjął buty i wszedł do wody do połowy łydek. Miał krótkie spodenki, więc ich nie zamoczył.
— Jak ci się podoba impreza? — zagadał, a Rush usiadł na piasku nieopodal.
— Super. Lubię spędzać z wami czas. Tak bezstresowo — zamruczał, przymykając oczy i rozkoszując się bryzą.
— Nooo… Jest ekstra. A Katy gdzie zostawiłeś? — spytał Charlie, chodząc w kółko po wodzie. Fale uderzały w jego nogi.
— Powiedziała, że sobie poradzi i przyjdzie zaraz pod scenę. Jest dużą dziewczynką.
— I do tego roztrzepaną — prychnął, przypatrując się Rushowi. Wreszcie wyszedł z wody i podszedł do niego. Uklęknął tuż przed nim i pocałował go.
Mężczyzna, nie ruszając się, oddał pocałunek, przekrzywiając lekko głowę.
— Ukochany — szepnął, kiedy przestali, a ich spojrzenia się złączyły. — Tego mi brakuje.
Charlie uśmiechnął się i przesunął palcami po jego miękkich, wymodelowanych włosach. Jego własne targał silny wiatr od oceanu.
— To możemy kontynuować. — Zaśmiał się, prawie stykając się z nim czołem.
Rush wychylił się, muskając jego wargi.
— Pamiętasz, jak proponowałeś, żebym u ciebie zamieszkał?
Charlie zamrugał i spojrzał na niego bystro. Momentalnie cały stężał, jakby przed chwilą wcale nie był rozluźniony licznymi drinkami i piwem.
— Mhm.
— No… Więc co byś powiedział na okres próbny? — spytał Rush i czule pogłaskał włosy Charliego, a ten uśmiechnął się i pokiwał głową.
— Mmm, możemy spróbować — odpowiedział z tak dużą ulgą i radością w sercu, że wręcz miał wrażenie, jakby to załopotało niewidzialnymi skrzydłami. — A co na to powie Alex?
— W najgorszym wypadku się wścieknie — rzucił Rush niby beztrosko, ale dało się wyczuć w jego głosie podenerwowanie.
— To porozmawiaj z nim — poradził Charlie, przesuwając dłonią po jego udzie. — Może nie będzie tak źle. Bo już ci chyba mnie nie wypomina, hm?
— Nie… Ostatnio jest miły jak baranek — zadrwił, bo Alex wcale miły nie był. Po prostu… był bardziej znośny.
Charlie uśmiechnął się i pocałował kochanka w usta, aż napierając na niego ciałem.
— Jakbyś u mnie zamieszkał, moglibyśmy się kochać codziennie. Albo dwa razy dziennie — zamruczał, łapiąc go z boku twarzy.
Rush westchnął i już miał pocałować kochanka, kiedy usłyszał nad sobą charakterystyczne chrząknięcie. Odwrócił się tak raptownie, że o mało nie przewrócił się na bok.
— Katy! — zawołał, zauważając dziewczynę. — Boże, nie strasz!
— Wybaczcie, nie chciałam przeszkadzać. —Kate uśmiechnęła się słodko, co znaczyło, że chciała. — Co to ma być? Zabawa trwa! Nie alienować się! — Zachichotała, chyba już mocno wstawiona.
Rush odetchnął ciężko.
— Nie alienujemy się. Chwilę nas nie było.
— Gdybym nie przyszła, pewnie gruchalibyście tu do nocy — prychnęła.
— A ty co? Na zwiady chodzisz? Znajdź sobie jakiegoś przystojnego Latynosa i się zabaw — odparł Charlie. — Albo pomęcz Jasona i Mike’a.
Dziewczyna naburmuszyła się i usiadła obok Rusha.
— Oni są zajęci sobą — mruknęła z żalem, a Charlie zamrugał.
— Że Jason znowu się dobiera do Mike’a?
Kate uniosła w zdziwieniu brwi.
— Co? Nie, nie! Gadali ostatnio o wyższości koloru skóry nad kolorem włosów. Obaj uznali, że latynoskie korzenie są seksowne, ale wolą inne.
Charlie zaśmiał się cicho, z wewnętrzną ulgą.
— Nie powiem, ciekawe tematy. A ty się z uwagą przysłuchiwałaś, jak widzę. No, to nie ominęło nas tak wiele — prychnął i poklepał ją po policzku jak małą dziewczynkę, a ona wystawiła mu język.
— Debil.
Rush zaśmiał się ciepło, przyciągając dwójkę do siebie i każdemu dając buziaka w policzek. Kate odpowiedziała wesołym śmiechem i szturchnęła go łokciem pod żebra. Dodała dla zgrywy:
— Co, masz ochotę na trójkącik?
— Nawet, jakbym miał, to byś się nudziła.
— Co? A to czemu?
Rush pogłaskał ją po włosach.
— Bo zajmowałbym się tylko Charliem.
Chłopak zaśmiał się, a Kate wydęła wargi, udając obrażoną.
— Pff, jak sobie chcecie! Idziemy? — Wstała, ciągnąc ich za ręce.
— Mhm — odparli jednocześnie, a Charlie jeszcze ubrał buty i podążyli z Kate w stronę tłumu przy scenie.

25 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 44 – Zabawa na plaży

  1. Sdie pisze:

    „gadali ostatnio nad wyższością koloru skóry nad kolorem włosów. Obaj uznali, że latynoskie korzenie są sexy, ale wolą inne.” – czad xD
    A myslalam ze jak Alex odwiezie Ricza to spotkaja sie z Jasonem :D Biedny Alexander :) Jest taki sexy i swietne podsumowanie Mika: ” Oczywiście sam fakt, że był homofobem i równocześnie gejem wydawał mu się popierdolony, ale to pominął” – no przeciez blondas jest cudooowny :)

  2. ania_niut pisze:

    Ja ostatnio oglądałam o tym program Miodka. Wyobraź sobie, że jest jeszcze opcja: daj tatowi. to dopiero pokracznie brzmi;p

  3. W. pisze:

    Hahaha. To babcia pewnie z moich stron. Gumno to chyba z białoruskiego. Ale starsi mieszkańcy wsi pewnie w innych regionach też tak mówią:)

  4. aronia pisze:

    Z tym „wychodzić na pole” to kiedyś pamiętam miałam całą batalię na imprezie jak jest poprawnie:) Ludzie byli z całej Polski i w zależności skąd kto pochodził różnie mówił. Ale faktycznie na pole chodził Kraków i okolice:)
    Fajny kącik porad językowych powstaje:)
    A taka mała zagadka wprost od mojej babci:) Kto wie co to znaczy: Idę do gumna?

  5. Yuriko-chan pisze:

    hahaha mojej siostry mąz jest z bialegostoku i on tez daje dla kogos xD mialysmy wszystkie z niego niezly zlew i bawilysmy sie mowiac daj dla kogos :P i same sie smialysmy a on sie wkurzal bo nie wiedzial z czego polewamy xD ahaha no daj dla mamy cukier xD ja pierdziele jak to pokracznie brzmi xD hahaha

  6. Shivunia pisze:

    Hahahaha a mnie pamiętam jak kiedyś znajoma z klasy jeszcze w liceum wyściskała ze powiedziałam że wychodzę na pole. Bo u nas w warszawce wszyscy na dwór. A ja jestem dziwny człek, jak jestem na działce to wychodzę na pole jak w domu to na dwór.
    W ogóle to musi być śmiesznie czytać coś i widzieć takie „ciekawski”. Ja nawet literówek nie widzę XD

  7. InnerVision pisze:

    Ja jestem z Rybnika i też cukruję herbatę xD Myślałam, że się tak mówi, że taka jest norma. Teraz widzę, że mamy dużo naleciałości z niemieckiego.

  8. W. pisze:

    :) „Ubrać buty” jest ok na południu i w części zachodniej Polski. To jak z tym, że krakowskie „wyjść na pole” ma status regionalizmu, a warszawskie „wyjść na dwór” – normy ogólnopolskiej. Ja lubię takie słowa. Mój przyjaciel z Rybnika np. cukruje herbatę. U mnie większość ludzi mówi za to „daj dla mamy”, co jest naleciałością ze wschodu. O ile są to fajne ciekawostki, to na państwowych egzaminach, jak matura, czy kiedyś egzamin na studia, za takie rzeczy odejmuje się punkty. Edytorzy też nie dadzą „ubrać buty” w artykule, czy książce. Chyba, że stylizowanej. Np. Kuczok tak pisał „Senność”.
    HEHEHE. Normalnie poradnia językowa tu się robi=D

  9. Yuriko-chan pisze:

    to chyba normalne, ze zakladasz buty, wkladasz buty, ale chyba ubierz buty tez jest ok. Moja mama chyba mowila do mnie kiedys „ubieraj buty” „zakladaj buty” oba sa chyba w porzadku.

  10. Yuriko-chan pisze:

    Genialne! Niech Marg przekazuje tajemne liściki Aleksowi heheee xD awww ^^ juz nie moge sie dooczeeeekaaaac :D wkurzylam sie na Jasona ze Mikowi powiedzial O.o nie sadzilam ze ma taki dlugi jezor…. No bez jaj. To miala byc tajemnica… a teraz lipa xD hahaha golabeczki gruchaja i mam wrazenie ze wchodza na wyzszy level ;PP

  11. Sdie pisze:

    Katkaaaaaaa!! Mowie Ci jak ten moj nowy facet mi zrobil dobreze dzisiaj! Nie moge wyjsc z podziwu nad jego talentem :D Niesamowity…. Normalnie jestem cala zjarana :D A zaleglosci nadrobie jak skoncze BRMB :D
    Dzieki ;*

  12. Katka pisze:

    Tamiya, haha, dzięki! ;* Też lubię tego wychudzonego, wpieprzającego pączki, sarkastycznego pseudo detektywa XD
    I tak, Jason się wygadał… A Mike znowu wie wszystko, taki powiernik kurcze. Nadaje się do tej roli.
    I w ogóle jaki śliczny, tłusty komencik <3

  13. Tamiya pisze:

    Stwierdzam fakt, że Charlie i Rush to po prostu miód na skołatane nerwy po całym długim (za długim) męczącym dniu. Ta ich słodkość zabija złość i takie ‚awww’. Może i niektórym przeszkadza ta ilość słodyczy, ale ja ich lubię :D Co nie zmienia faktu, że sms z buziaczkami mnie trochę przeraził…
    I teraz zamieszkają razem, haha, poziom cukru wzrośnie dwukrotnie, chyba, że będą tłuc się o to „kto postawił mleko nie w tym miejscu?!” albo „kto przestawił pilota?!” XDD
    Zawsze wiedziałam, że Jason nie umie utrzymać języka za zębami xD I jak obojętnie rozmawiał z Mikiem o Lodowej Królowej XD
    Jak przeczytałam o imprezie to pewna byłam, że jakimś cudnym (i nierealnym) sposobem pojawi się tam Alex i nastąpi konfrontacja z J’em. A po tym „Odwiozę cię.” byłam już na 100% przekonana, a tu… nic! Cenię, jak autor (w tym przypadku autorki :D) wpuszcza czytelnika w maliny, bo jak wszystko można przewidzieć to robi się nudno :3 (Aż mi się przypomniało, jak każdy facet, który pojawiał się przez jakiś okres czasu w FDTS był potencjalnym kochankiem Jasona :D I chyba wszyscy byli pewni, że to będzie Shane, a już na pewno nikt nie spodziewał się, że to będzie braciszek Rusha XD).
    Chcę AlexxJason, nie wiem czemu ich tak lubię, ale to nie ważne <33
    Odpowiedź Rusha o tym trójkącie – świetna XD Biedna Katy, wszyscy ją olewają i spławiają… A babcia pozostawiła w Jasonie, Charliem i Rushu trwały uraz psychiczny XD
    I wiecie co? Brakowało mi tych podtekstów Jasona do Mike'a XD

    PS. A tak na marginesie, bo mi komentarz aronii przypomniał… Kat, uwielbiam cię za Alana! Jak wtedy czytałam ten fanfik to po prostu miałam taki szeroki uśmiech C: I muszę nadrobić fanfik Shiv z pogrzebem Doma…

  14. Katka pisze:

    W., zaskoczyłaś mnie z tym „ubrać buty”. Tak, ja jestem z południa Polski, od zawsze tak mówiłam, hehe :) Kurcze… aż mam ochotę posłuchać dłuższego wykładu w Twoim wykonaniu :D

    Aronia, fajnie, że poczytałaś fanfiki! :D Cieszę się strasznie, że podobało Ci się American Crime, bo przyznam, że dużo się nad tym namęczyłam. A Alanek to złe stworzenie XD Jak czytałam pogrzeb Domenico w wykonaniu Shiv, to sama się poryczałam ;( No i super, że lubisz książęcą parkę <3

    Elis, "Nie rozumiem co ludziom przeszkadza trzymanie się dwóch facetów za ręce." No właśnie! :( Co by komu takie gołąbki szkodziły…

  15. W. pisze:

    HEHEHE. Nie, ja też całe życie wszystko zakładam i do tej pory się nie odzwyczaiłam. Tak jak spotykam się z kimś pod pomnikiem, a nie przy pomniku. Ci bardziej liberalni językoznawcy dopuszczają zakładać, ale czasownik ten znaczy umieszczać coś na czymś. Czyli raczej okulary na nos, krawat na szyję. Ale nie dajmy się zwariować:)

  16. Elis pisze:

    Fajnie, że przyjaciele mają siebie i mogą wybyć razem na imprezę, spotkać się. :)
    Nie wiem, czy Jason zrobił dobrze mówiąc Mikeowi o Alexie. Zobaczymy w przyszłości.

    Aż szkoda, że Charlie i Rush nie mogą publicznie okazywać sobie uczucia, a są tacy kochani. :)
    Nie rozumiem co ludziom przeszkadza trzymanie się dwóch facetów za ręce.

    Uwielbiam to opowiadanie.

  17. aronia pisze:

    W a tak z czystej ciekawości skoro już ta polonistyka tak Ci w krew weszła. U mnie się mówi zakładać buty jak i całą resztę ubrań. To też jakiś regionalizm?

  18. aronia pisze:

    Hej dziewczynki
    Generalnie opowiadanie jest ekstra. Wszyscy się czepiają przesłodzonych Rusha i Charliego. A ja tam ich lubię:) Czasem są jak wata cukrowa ale mają przecież swoją przeciwwagę goryczy (oczywiście w sensie pozytywnym:)w postaci Jasona i Alexa.
    Ale już pomijając te 2 parki straszliwie mi się podoba, że w tym opowiadaniu jest stworzona taka fajna paczka przyjaciół. Widać, że mogą na sobie polegać i co najważniejsze każda impreza im wychodzi:)
    Kurcze ale wczoraj znalazłam wasze funfiki do AH na forum dziewczyn. Jeszcze wszystkiego nie przeczytałam ale ścięłyście mnie z nóg swoimi urodzinkami. Adam chyba jeszcze głupszy niż w IZO a z Felice niezła prowokatorka:) I biedny Rock – fotelik u psychologa. Ahh, tak mi go szkoda było jak wszyscy się na niego patrzyli z mordem w oczach – a mord w oczach u Domenico może się źle skończyć.
    No i American Crime – jeżu Alan jest cudowny:) Z tym swoim sarkazmem przypominał mi Housea w najlepszej krasie. Kocham takie charaktery:) No ale, że Jamie zostawił Brada. Tego w życiu bym się nie spodziewała po blondasie. Dla mnie to taki wzorcowy zgejony American Dream który nigdy nie zostawia swojego ukochanego no i ba ma jeszcze z nim dzieciątka:) Ale nie wiem czy Brad byłby wdzięczny za rolę mamusi. Lepiej będzie mu z Jeffem – to na pewno.
    Pogrzeb Domenico – nawet niebo płacze jak opuszcza nas taki przystojniak a ja razem z niebem . Ale Seth nie zasłużył na taki los. Co to to nie. Przecież się chłopak załamie.
    Fiu fiu. Tyle nabazgrolić. Moja nauczycielka od polskiego byłaby ze mnie dumna:)

  19. W. pisze:

    Podoba mi się taka częstotliwość dodawania nowych części:) Szczególnie, że do NBTS jakoś nie mogłam się przekonać.
    O ile sms z buziaczkami był lekko straszny, to fragment o trójkąciku był świetny. Znaczy odp. Rusha.
    Ciekawe, czy jak dwaj faceci ze sobą mieszkają, to też są awantury o klapę sedesu i pozostawiane wszędzie skarpetki. Jakoś nie widzę Księcia sortującego pranie:)

    I mam tylko jedną uwagę. Jesteście może z południa Polski? Ubrać buty to bardzo silny regionalizm i kalka językowa z niemieckiego. Po polsku ubieramy choinkę albo małe dziecko. Buty wkładamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s