Never Be The Same – 8 – W zaułku…

„But how can I trust you?
How can I trust you? (…)
Try to sit here with closed eyes
It’s not possible
Cause how do I know that you’ll be good doing the things that you know you should.”*

Zegar na ścianie wskazywał wpół do dwunastej. Słońce rozświetlało przez okno mały pokój. Shane leżał już dobry kwadrans, rozbudzając się powoli. Przetarł zaspane oczy palcami, leżąc na plecach i patrząc w ciszy na Davida. Przytulał się do jego klatki piersiowej, leżąc z ręką zarzuconą mu w pasie bezwładnie. Zabawne było to, że kiedyś Shane tak się do niego przytulał. Był wtedy jednak od niego mniejszy, a teraz to David wyglądał przy nim niepozornie.
Shane położył dłoń na nadgarstku ręki, która leżała na jego brzuchu i przesunął nią po niej w górę, aż do ramienia mężczyzny. Zastanowił się chwilę i wyciągnął się ostrożnie do komórki, leżącej na szafce. Pstryknął szybko zdjęcie śpiącemu Davidowi. Mężczyzna mruknął, marszcząc się, kiedy usłyszał odgłos aparatu. Otworzył leniwie jedno oko. Shane widząc to, odłożył komórkę na szafkę.
— Cześć – rzucił.
— Ee… No hej. Która jest? – mruknął, przetrącając się bardziej na bok, żeby widzieć twarz kochanka.
— Dwunasta dochodzi.
David zamruczał i mruknął, że rozumie. Nie ruszył się jednak.
— Jeszcze poleżeć? – spytał Shane i odwrócił się na bok w jego stronę, podpierając głowę na dłoni. Drugą ręką zrzucił z nich pościel i położył dłoń na jego nagim boku.
— Mam możliwość się polenić, czemu miałbym z niej nie skorzystać? – zamruczał David, wtulając się w poduszkę i kładąc się na brzuchu. Mięśnie na jego plecach ładnie się zaznaczyły. Shane zjechał stamtąd wzrokiem prosto na jego tyłek. Aż się oblizał. Przejechał dłonią po jego skórze, nisko na plecach. Tuż nad pośladkami.
— Mhm…
David uśmiechnął się w poduszkę.
— Kusi cię, co? – spytał rozbawiony.
— No. Masz niezły tyłek – odparł Shane z lekkim uśmiechem i zjechał dłonią trochę niżej.
David prychnął i ponownie przymknął oczy. Nie protestował. Shane wyszczerzył się groźnie i przesunął dłonią po jego tyłku. Był kształtny i apetyczny. Ścisnął go lekko. Pośladki od razu się zacisnęły. Chłopak bawił się nimi chwilę, by wreszcie opaść głową na poduszkę i spojrzeć na twarz Davida. Jego dłoń wciąż spoczywała na tyłeczku mężczyzny.
— Co zawsze robisz o tej porze w sobotę?
— Budzę żonę, żeby zajęła się dzieciakami i biorę się za rachunki, papiery. Później zakupy, a jak starczy czasu, to idziemy na spacer – wymruczał, nie otwierając oczu.
— Jak rodzinnie – prychnął Shane, a David otworzył jedno oko.
— Masz z tym jakiś problem?
— Nic przecież nie mówię. A ty nawet w soboty siedzisz nad pracą? Rodzinka taka nudna czy papiery takie ciekawe? – prychnął.
— Papiery takie ważne. – Zmarszczył się. – Właśnie, pożyczę później twój komputer.
Shane skrzywił się.
— I co, będziesz pracować?
— Niedługo. Muszę coś sprawdzić i zrobić.
— Jak se chcesz. – Shane odwrócił się na plecy. – Ale sobota jest od odpoczynku.
— A niedziela? – zaśmiał się.
— Też…
— Całe dwa dni nic nie robienia… hmm? – Udał, że się zastanawia. – Straszna strata czasu.
— Zapierdalasz cały tydzień, dwóch dni wolnych mieć nie możesz? – syknął Shane. – Kurwa, ile można pracować?
David zaśmiał się. Gdyby nie ton i to „kurwa”, brzmiałby jak jego żona.
— Dużo.
— Idiota. Ja się opierdalam w weekendy.
David uśmiechnął się ciepło, a jego dołeczki przy policzkach powiększyły się.
— Mogę ci trochę w tym pomóc.
— No. Mam nadzieję – mruknął chłopak i złapał go za szczękę. Pocałował go mocno i wyszedł z łóżka, drapiąc się po włosach.
David zaśmiał się na całe to zajście. Nie zamierzał i nie mógł ukryć spojrzenia, którym lustrował ciało kochanka. Matko, jaki on miał tyłek. Jak dwie, twarde bułeczki. I tak ładnie je teraz było widać, kiedy Shane stał tyłem do niego, szperając w szafie. Wreszcie Shane wyciągnął bojówki, bezrękawnik z napisem Deep Purple i obszerną bluzę. Kiedy wciągał bokserki, spojrzał na Davida.
— Se leż jeszcze, jak chcesz, zrobię śniadanie.
David przekręcił się na bok.
— Śniadanie do łóżka. Rozpieszczasz mnie – zamruczał, mrużąc lekko oczy.
— Kto powiedział, że je tu przyniosę? – parsknął Shane z uśmiechem, ubierając się.
— A nie przyniesiesz mi? Oż, bezczelny! – zaśmiał się David, wyciągając się na łóżku. Czuł się wyspany i zrelaksowany.
— Chciałbyś. – Spodnie wylądowały na tyłku Shane’a. Zarzucił na siebie bezrękawnik i zaraz potem bluzę. – To zawołam – rzucił, wychodząc z pokoju.
David zaśmiał się jeszcze, po czym wstał i nagi poszedł za nim do kuchni. Oparł się biodrem o framugę, zakładając ręce na piersi.
— Hę? Już się łóżko znudziło? – mruknął Shane, rzucając mu krótkie spojrzenie, które w mgnieniu oka otaksowało całe jego ciało. Oblizał się i otworzył lodówkę.
— Jeśli nie doczekam się w nim śniadania… – jęknął i przeczesał palcami włosy. – A poza tym wolałbym nie spędzić w nim całego dnia.
— To zrób kawę – odparł Shane i wyciągnął bekon, jajka i masło.
David kiwnął głową i rozejrzał się po kuchni.
— Gdzie masz ekspres?
— Nie mam. Gotujesz wodę i zalewasz rozpuszczalkę – odparł Shane, otwierając szafkę i stawiając na blacie pojemnik z kawą. Zaraz potem zabrał się za smażenie bekonu.
David spojrzał na pojemnik ze zblazowaną miną.
— To ja sobie zrobię herbaty – mruknął, włączając czajnik.
Shane wykrzywił usta w grymasie, ale nic nie odpowiedział, skupiając się na robieniu śniadania. David wyjął dwa kubki. Do jednego wsypał kawę, do drugiego włożył herbatę.
— Słodzisz?
— No, cukier jest koło lodówki – odparł Shane, wbijając jajka na patelnię.
— Ile?
— Jedną.
Po niedługiej chwili obaj już siedzieli w salonie, jedząc śniadanie. David na fotelu z talerzem na kolanach. Nadal był nagi. Shane za to siedział w wielkiej bluzie, patrząc przy jedzeniu na swojego kochanka.
— Tak będziesz nago cały dzień chodził? – zaśmiał się w pewnym momencie.
David przeżuł i dopiero odpowiedział.
— Przeszkadza ci to?
— Nie, możesz tak zostać – uśmiechnął się groźnie, pożerając go wzrokiem.
David prychnął.
— Bo możesz sobie popatrzeć? Spoko, po śniadaniu się ubiorę.
— Moja strata – zaśmiał się Shane, pakując do ust kolejny kęs.
— Ja mógłbym tak powiedzieć. Od razu się ubrałeś.
— Potem sobie pooglądasz, co zechcesz. Mamy cały dzień.
David kiwnął tylko głową, kończąc jedzenie, a Shane patrzył na niego bez skrępowania, przypominając sobie, jak miętosił wcześniej jego tyłek. Miał na niego ochotę… Znaleźć się pomiędzy tymi połóweczkami. Jako nastolatek jakoś nawet za bardzo nie chciał go posuwać. Wolał być pod nim. Taka rola mu odpowiadała. Teraz jednak zdecydowanie miał ochotę go sobie zawłaszczyć.
David wreszcie wstał z fotela i zabrał naczynia.
— Idę się ubrać – rzucił i wyszedł z salonu.
Shane odprowadził go wzrokiem i oparł głowę na oparciu kanapy. Ziewnął.
Niedługo później David wrócił do salonu w swoich czarnych, eleganckich spodniach i rozpiętej koszuli. Usiadł z powrotem w fotelu.
— To co, panie gospodarz, pan zaproponuje?
— No nie wiem… Bo na bilard pójdziemy wieczorem, co?
— Raczej. Co zwykle robisz jak jesteś sam?
— Na siłce siedzę. Albo się włóczę po mieście. Albo jeżdżę w różne miejsca… – dodał Shane i zerknął na niego kątem oka, zagryzając wargę. – Nad jezioro na przykład…
David spojrzał na niego zaciekawiony.
— Nad jezioro? I co tam robisz?
— Nic no. Tak se – burknął Shane, wzruszając ramionami. – Jakiś kryminał się weźmie i poczyta się czasem.
David oparł się łokciem o oparcie fotela i położył brodę na pieści.
— Ciekawie musisz wyglądać. Brakuje tylko zachodzącego słońca i harlekina zamiast kryminału.
— Pierdol się – syknął od razu Shane. – Co się nabijasz?
— Nie nabijam się. – Uśmiechnął się rozbrajająco.
— Ależ skąd. – Shane wykrzywił usta ironicznie, patrząc na niego z wyrzutem.
David machnął na niego ręką.
— Uważam tylko, że to byłby ciekawy widok.
Shane pokręcił głową.
— No jak se tam chcesz. Ale jak siedzimy w chacie, to co chcesz robić? Obejrzeć film czy coś?
— No możemy obejrzeć jakiegoś starocia – zgodził się David. – Albo masz może jakieś nagrania koncertowe?
— Mam. – Wyszczerzył się Shane. – A co chcesz? Mam AC/DC z 91’ w Donnington, Dream Theatre z 2006 w Seoul i jeszcze ze trzy koncert Red Hotsów. Co chcesz? – spytał, wstając z kanapy, żeby pójść po laptopa.
— Daj wszystko. – Uśmiechnął się. – Trochę powkurzamy twoich sąsiadów.
Shane zaśmiał się donośnie i zniknął w pokoju. Wrócił po chwili z laptopem i płytami pod pachą. Rozłożył to wszystko na stoliku przed kanapą i zwalił się obok Davida. Włączył najpierw jakiś starszy koncert Red Hot Chili Peppers i luźno przełożył rękę przez szyję Davida. Wiedział, że mężczyźnie się spodoba. Obaj uwielbiali Red Hotsów w liceum. Sam uśmiechał się jak głupi do ekranu.
David po kilku piosenkach wczuł się i już przez najbliższe trzy, czy cztery godziny gadali jak najęci o poszczególnych kawałkach. O brzmieniu, słowach, tym co się zmieniło w muzyce na przełomie lat. Shane czuł się niemalże jak w liceum. Dogadywał się z Davidem w tym temacie równie dobrze jak zawsze.
Jakiś czas później siedzieli już z butelkami piwa w dłoniach. Właśnie zaczęło się „Forsaken” zespołu Dream Theatre.
— Moja ulubiona – uśmiechnął się Shane. – Lubię tę gitarę.
— Mhm, ale te złagodzenia na początku po ciężkiej gitarze są chyba jeszcze lepsze – odparł mężczyzna, zasłuchując się i cicho powtarzając słowa pod nosem.
— No, jest zajebiście harmonijna – mruknął Shane, wsłuchując się i niemal mechanicznie przy tym przesuwając dłonią po udzie Davida.
Ten spojrzał na niego, czując to i dość niespodziewanie, nawet jak dla samego siebie, wychylił się do chłopaka i pocałował go w usta. Shane oderwał wzrok od ekranu, zaskoczony i dopiero po chwili oddał pocałunek, ściskając przy tym lekko jego udo. Zamruczał groźnie w jego usta. David przyciągnął go do siebie za kark, a Shane oparł się na kanapie za jego plecami, wpijając się w jego usta żarłocznie. W tle wciąż brzmiał dźwięk gitary.

Take me far away

Close your eyes
And hold your breath
To the ends of the earth

Można było powiedzieć, że było dość nastrojowo. David jednak puścił jego wargi i spojrzał mu w oczy. Shane zwilżył wargi językiem, patrząc na niego z bliska tymi swoimi orzechowymi oczami, które David pamiętał z liceum. Mężczyzna pogłaskał go po policzku.
— Puść coś The Offspiringsów.
Shane skinął głową i odsunął się od niego, szukając w folderach tego, co chciał David. Puścił wreszcie płytę „Americana” i oparł się z powrotem o oparcie.
— Może być?
— Mhm. Śmiesznie tylko słuchać czegoś takiego po latach.
— Po latach… Nie było ci tego brak, kurwa? Tak za tym szaleliśmy, jak byliśmy w ogólniaku.
David przewrócił oczami.
— Może trochę. Nie myślałem o tym.
— Tyle dobrze, że studia i rodzinka nie wyprały z ciebie dobrego smaku, skoro wciąż ci się to podoba – prychnął Shane.
— Nie tak łatwo zmienić niektóre rzeczy, ale… Niektóre balladowe kawałki, których nie słuchaliśmy w liceum, teraz uważam, że są super.
— Spodobałyby mi się? – Shane zgiął nogę w kolanie, obracając się bardziej w jego stronę.
David wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia, ale mogę ci w necie pokazać, jak chcesz.
— No, to pokaż.
David wstał z kanapy kucnął przed laptopem i wpisał „Ballad Of A Thin Man” na youtube, po czym puścił. Shane pochylił się, żeby odczytać tytuł i ściągnął brwi. Nie znał. Odchylił się z powrotem na oparcie. Wsłuchał się w piosenkę uważnie.
— No i? – spytał jakoś w połowie utworu David.
— No… – Shane zastanowił się. – Całkiem spoko. Niby spokojna, ale ma pazur – zaśmiał się. Była trochę tajemnicza. – Masz u siebie jakieś takie zbiory?
— Kilka pojedynczych. – Mężczyzna zmienił utwór na „Zombie” Cranberries.
Chwilę słuchali w ciszy, a wreszcie Shane rzucił niespodziewanie:
— Pamiętasz swój bal maturalny? Czekałem na ciebie za szkołą w tym parku. Tak mi szkoda było, kurwa, że musiałeś pójść z tą durną Lindą, a nie ze mną.
David zagapił się w ekran. Nie chciał, żeby chłopak zobaczył zmieszanie w jego oczach. Tym bardziej, że przespał się z nią po tym balu.
— Chujowo, że tylko na chwilę mogłeś się wyrwać – prychnął Shane, popijając piwa.
David wzruszył ramionami.
— Niestety – westchnął, nie dopowiadając, że spieszył się wtedy do niej. Byłoby to bardzo niesmaczne, zważywszy na fakt, że wtedy jeszcze byli parą.
— No. A ja i tak tam siedziałem do końca balu. Głupi ze mnie szczeniak był – mruknął chłopak, wpatrując się w butelkę piwa.
David spojrzał na niego i miał naprawdę ochotę zapaść się pod ziemię. Tyle lat… a jak wtedy mu to nie przeszkadzało, tak nagle teraz poczuł wyrzuty sumienia. Nie podobało mu się to.
— No, głupi – odparł jednak.
— A ty pamiętasz coś fajnego? – zagadał Shane.
— Coś fajnego, tak? Hmm… – zamyślił się.
— No? – Uśmiechnął się chłopak i odłożył pustą butelkę na stolik.
— Miło było, jak pojechaliśmy na koncert na kilka dni i spaliśmy pod namiotem. Było cholernie zimno rano. – Zaśmiał się. Co z tego, że później miał zapalenie płuc? Było warto.
— Rozgrzaliśmy się wódą – parsknął chłopak. – No, ale ekstra, że byliśmy sami. Chociaż chyba jakiś twój kumpel miał jechać, Tom czy któryś tam. Ale seks w namiocie na tamtym prawie pustym campingu był zajebisty…
— Ta, tym bardziej, jak co jakiś czas ktoś przełaził obok namiotu – prychnął.
— Nie było widać, że pieprzą się dwaj chłopcy, zamknięte mieliśmy – zaśmiał się Shane. – Ale przyznasz, że było miło.
David uśmiechnął się i pogładził głowę kochanka.
— Było, tym bardziej jak cię uciszałem.
— No. – Shane uśmiechnął się niemalże melancholijnie. – Zajebisty wyjazd. Chyba nasz ostatni…
David kiwnął głową i wpatrzył się w ekran laptopa.
— A potem gdzie jeździłeś na koncerty?
— Różnie, ale to już tylko tutaj, w Wisconsin, nikomu się w sumie nie chciało dalej.
— No i chyba do Chicago. To kawałek – zagadnął. – A z kim jeździsz?
— Teraz? Z nikim. Przestałem jeździć, jakoś tak chujnie, jak nie ma z nikim fajnym.
David zamyślił się. Koncert… brzmiało kusząco. Zbyt kusząco jak dla faceta z dwójką dzieci i tak odpowiedzialną pracą.
— A ty co, kiedy ostatnio byłeś na koncercie? – Shane trącił go łokciem.
— Z tobą… Bo takie piknikowe z krzesełkami się nie liczą – prychnął.
Shane roześmiał się i klepnął go w plecy.
— Debil jesteś. Trzeba cię wyprostować, David. Trzeba by się rozejrzeć za jakimś koncertem i se pojedziemy.
Mężczyzna jęknął niemal żałośnie.
— Jak znajdę czas, żeby się wyrwać.
— „Jak znajdziesz”? Wolne w pracy, żonce powiedz, że jedziesz z kumplem na wycieczkę i po problemie.
Mężczyzna odwrócił się do niego.
— Na wycieczkę? Czy myślisz, że taki pracoholik jak ja jeździ na wycieczki z kumplami?
— To zaczniesz. Zabieram cię na koncert – odparł Shane, patrząc mu twardo w oczy.
David o mało się nie zaśmiał. Zamiast tego podniósł się trochę i cmoknął chłopaka w policzek.
— Słodki jesteś.
— Taa, zajebiście – burknął Shane, przewracając oczami. – To znaczy, że jesteś na tak, mam nadzieję.
— Zobaczy się. – Pogłaskał go po policzku.
Chłopak podrapał się po włosach i bynajmniej nie protestował na takie gesty, chociaż mogło to dziwnie wyglądać, zważywszy na fakt, jakim był bykiem.
— No… – mruknął i po chwili namysłu pociągnął go do tyłu, zmuszając do oparcia się o kanapę, a sam położył mu głowę na ramieniu. – Bo z tobą było ekstra na koncertach.
— Na czy po? – zaśmiał się.
Shane klepnął go mocno w udo.
— Ekstaza stania pod sceną i gapienia się na zespół była równie zajebista, jak uczucie posiadania cię na sobie – prychnął, rozbawiony.
David przewrócił na to oczami.
— Jasne, a teraz zamawiamy pizzę. Głodny jestem.
— No. – Shane odsunął się od niego, wstał i zniknął w drugim pokoju, wracając po chwili z komórką. – Jaką?
— Tradycyjnie. Hawajską.
— Luz – odparł chłopak i już po chwili zamówił pizzę. – Kwadrans i będzie – westchnął zwalając się na fotel.
David kiwnął głową, kładąc się na kanapie. Czuł się wybitnie swobodnie w tym mieszkaniu. A Shane, gdyby się głębiej nad tym zastanowił, zdziwiłby się, jak luźno się czuje przy Davidzie, mimo że nie widzieli się tyle lat. Tak naturalnie był sobą przy tym skurwysynie, który go zostawił w ogólniaku.
Wreszcie zadzwonił dzwonek, a Shane poszedł otworzyć. Wrócił, niosąc wielką pizzę i postawił ją na stoliku.
— Colę przyniosę – mruknął i poszedł jeszcze do kuchni.
David kiwnął głową i otworzył opakowanie. Zaciągnął się apetycznym zapachem jedzenia i znowu go tknęło. Nie on płacił. Shane tymczasem wrócił do pokoju ze szklankami coli i postawił je na stoliku. Wziął sobie kawałek pizzy i usiadł z powrotem na fotelu. David pogryzał swoją.
— Ile zapłaciłeś?
— 15 baksów – odparł Shane z pełnymi ustami.
— Ok, to jak zjemy, to ci oddam.
Shane już otworzył usta, ale ostatecznie wzruszył ramionami. Odwrócił do siebie laptopa i włączył „Everybody hurts” zespołu R.E.M.
— No, teraz jest nastrój – mruknął. – Kojarzy mi się z tobą.
David skrzywił się.
— Serio? Tak… smętnie ci się kojarzę?
Shane prychnął cicho, wpatrując się w ekran.
— Bez urazy, ale najmocniejsze wspomnienie z tobą wiąże mi się z twoją ucieczką – mruknął ponuro.
David wepchnął sobie kolejny kawałek pizzy do ust.
— Super – burknął z pełnymi ustami.
— No, kurwa, to twoja wina – odpyskował Shane, wykrzywiając usta.
— Och, i będziesz mi to wypominał do końca życia? Obudź się! Nie żyj wspomnieniami cały czas – odburknął.
— Bo co? – warknął Shane. – Zachowałeś się jak chuj, nie da się ot tak zapomnieć!
David fuknął pod nosem.
— Pieprzyć tamto. Ja mówię o wszystkim. Cały czas mówisz o tym, co było.
— No i? – burknął Shane agresywnie. – Masz z tym problem?
David pokręcił głową.
— Nie, wiesz, wali mnie to. – Nie będzie się z nim znowu o to sprzeczał.
Shane prychnął jeszcze coś pod nosem i uciszył się, biorąc kolejny kawałek pizzy. Ponownie między nimi zapanowała cicha atmosfera pełna niedomówień i wzajemnych pretensji. Aż skończyła się pizza, cola, a oni siedzieli wciąż w pokoju w milczeniu. Wreszcie przerwał je Shane, przesiadając się na kanapę obok niego i trącił go łokciem.
— To co?
David przewrócił oczami.
— Co, „to co”?
— No co robimy… Nie będziemy tak smętnie siedzieć przecież – burknął.
David, chcąc nie chcąc, przytaknął mu.
— Chcesz iść na te kręgle czy tam bilard?
— No, możemy.
— No to się zbieramy.

*

Było dość chłodno, a raczej wychłodziło się dość mocno na noc. David szedł z rękoma wbitymi w kieszenie spodni. Przegrał, ale to akurat najmniej go obchodziło. Bardziej martwiła go okolica, którą wracali do Shane’a. Nie była zbyt przyjemna. Już zdążyli minąć jakichś nieprzyjemnych kolesi siedzących gdzieś przy parku na ławce i pijących na umór z głośnymi okrzykami. Shane jednak nie wydawał się tym specjalnie przejmować. Kroczył u boku kochanka ciężkim, luźnym krokiem. Był zarumieniony przez te kilka piw, które zdążyli wypić podczas gry i oczy mu się odrobinę szkliły.
— Rozgniotłem cię. A ty już po trzecim piwie nie umiałeś trafić – zarechotał.
David przewrócił oczami.
— Czepiasz się. Miałeś szczęście – mruknął, kuląc się jeszcze bardziej w sobie. Cholera, marynarka nie dawała zbyt dużo ciepła.
— Coś ty, to wprawa super gracza – zaśmiał się Shane. Pchnął go lekko łokciem, każąc skręcić w boczną uliczkę, zaraz za sklepem z alkoholami, pod którym stała jakaś dwójka pijanych nastolatków. – Tędy na skróty.
David spojrzał niepewnie na przejście między blokami, ale jednak skręcił. Gnojki spod sklepu obejrzały się za nim. Ciekawe, czy przyszło im do głowy, że zaraz Shane obrobi Davida, czy coś równie „przyjemnego”.
Shane tymczasem kopnął jakąś butelkę, którą miał na drodze, a ona potoczyła i stuknęła o mur bloku. Dźwięk rozniósł się po opustoszałej okolicy, sprawiając dziwnie złowieszcze wrażenie.
— Mm… – mruknął Shane z zastanowieniem, patrząc dziwnym wzrokiem na Davida. Oblizał się
Starszy mężczyzna szedł krok przed nim nieco posępnie. Nie podobało mu się tu ani trochę. Poczuł nagle dużą dłoń swojego młodszego kochanka, która przejechała władczo po jego plecach z dołu do góry, aż na kark. Odruchowo się spiął i odwrócił gwałtownie.
— Co robisz? – warknął z pretensją.
Shane tylko zaśmiał się, odrobinę chrapliwie przez wypite piwo i pochylił do Davida, łapiąc go za kark mocniej. Polizał go po ustach, a ten aż otworzył szerzej usta i odepchnął chłopaka.
— Zgłupiałeś do reszty?
— Czemu niby? – burknął Shane, ale wciąż z lekkim uśmiechem. Zbliżył się o krok ponownie i złapał za przód marynarki, ciągnąc go do siebie.
David aż się szarpnął.
— Co chcesz zrobić? – mruknął, rozglądając się panicznie.
— Jeszcze nie wiem – wymruczał Shane groźnym szeptem, trzymając go przy sobie, a jakiś poboczny obserwator widząc ich, mógłby pomyśleć, że ten wielki facet z łańcuchami przy spodniach stanowi w tej chwili dla tego elegancika duże zagrożenie.
Tymczasem Shane pochylił się i nie puszczając Davida, pocałował go agresywnie w usta. Mężczyzna jęknął, zaskoczony. Ten chłopak był nieobliczalny! Spróbował się wyrwać, lecz bez skutku. I silny. Cholera.
Shane trzymał go przy sobie jedną ręką za marynarkę, a drugą za kark, mocno przyciskając jego głowę. Pocałunek był wyjątkowo głęboki i mocny. David czuł język chłopaka penetrujący jego usta. Przy czym został nagle pchnięty na mur bloku, a jego usta ani na moment nie oderwały się od napierających na nie warg Shane’a.
David opierał dłonie o klatkę piersiową tego byka i starał się nie myśleć o miejscu, w którym są. Zdenerwowanie jednak wzięło nad nim górę i ugryzł język kochanka, aby oswobodzić się z pocałunku. Shane syknął cicho, ale nie puścił Davida, wciąż utrzymując go blisko siebie.
— Co jest? – mruknął, patrząc mu w te jasne oczy.
— Może by nie tu… i do diabła delikatniej – ochrzanił go, starając się równocześnie strzepnąć jego rękę ze swojej marynarki.
Ręka rzeczywiście puściła jego marynarkę, lecz złapała za to dłoń, która ją strzepnęła i Shane splótł z nim palce, przytrzaskując ją do ściany bloku.
— Może troszeczkę – zaśmiał się i polizał go od podbródka do górnej wargi z szatańskim uśmiechem.
David zmarszczył brwi niezadowolony, ale nic nie zrobił poza odwróceniem twarzy i spojrzeniem na ich dłonie. Co on robił? Na co pozwalał? W jakimś zapyziałym zaułku, gdzie każdy mógł ich zobaczyć, a jakiś cholerny wykolejeniec przyczepić.
— David – zamruczał Shane i cmoknął go tym razem lekko w usta, mimo że jego ciało aż napierało na mężczyznę. – Chyba się nie boisz?
— Czego? Wielkiego napalonego skurczybyka w ciemnym zaułku? No co ty? – zironizował, rzucając mu zdenerwowane spojrzenie.
Shane zarechotał i przesunął palcami po wnętrzu dłoni, którą trzymał.
— Nie zrobię ci nic, czego sam byś nie chciał.
David spojrzał na chłopaka z powątpiewaniem.
— Tak? W takim razie, czego bym chciał?
— Mnie – oznajmił Shane pewnym, trochę zapitym głosem, łapiąc go za szczękę i znowu pochłaniając jego usta w pocałunku.
Mężczyzna mruknął z lekkim sprzeciwem, ale kiedy poczuł, że Shane nie robi tego tak agresywnie jak za pierwszym razem, subtelnie odpowiedział na pocałunek. Chłopak czując to, zamruczał w jego usta z zadowoleniem i puścił jego szczękę, gładząc go po policzku niemalże czułym gestem. To jeszcze bardziej ośmieliło Davida. Założył drugą rękę na ramię chłopaka. Aż possał bardziej jego dolną wargę. Shane odetchnął ciężej, czując, że przez miejsce i sytuację podniecał się szybciej niż zwykle. No, na pewno miał na to też wpływ David, jego szkolna miłość.
— Mmm… jesteś kurewsko seksownym draniem – wymruczał Shane, ocierając się o niego torsem i kroczem.
David wciągnął szybko powietrze, kiedy poczuł, że kochanek jest już tam twardy. Spojrzał na niego niepewnie swoimi jasnymi oczami. Nie chciał, bardzo nie chciał, żeby Shane wpadł na pomysł, że „chce” go tutaj. Nie miał tylko pojęcia, że takie niepewne spojrzenie tylko jeszcze bardziej go nakręci. Bo Shane aż stęknął gardłowo, widząc to.
— O kurwa… David… – westchnął, łapiąc go dłońmi za biodra i przytrzaskując mocniej do ściany, równocześnie przysysając się do jego szyi ustami.
David zaniemówił. Czuł się osaczony, obezwładniony i… bał się.
— Nie… – szepnął przez zaciśnięte gardło, patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą.
— Mmm…? – Shane wymruczał w jego szyję nieco nieprzytomnie, przesuwając władczo dłońmi po jego biodrach i ściskając je. Ugryzł go w szyję i przytrzasnął nagle swoim kroczem jeszcze bardziej.
David jęknął między nim a ścianą. Nie chciało mu się wierzyć, że to miało znowu się powtórzyć.
— Nie… zostaw… – szepnął, zaciskając oczy, jakby to miało sprawić, że nagle zniknie.
Chłopak polizał jego szyję i uniósł spojrzenie na jego twarz. I nagle zastygł.
— David…? – mruknął, wciąż trzymając go tak blisko siebie, jakby mieli się zaraz ze sobą stopić.
Mężczyzna spojrzał w jego oczy spanikowany i roztrzęsiony. Shane aż nie wiedział, co zrobić.
— Eee… – zaczął i podążył dłonią do jego policzka. – Boisz się…?
David spojrzał na jego dłoń i szarpnął głową.
— Puść mnie…
Chłopak zmarszczył się i puścił go, robiąc też krok do tyłu. Kurwa. No pięknie. Spojrzał na Davida pytająco. Ten od razu, czując, że ma więcej przestrzeni, odsunął się od ściany. Nie spojrzał nawet na Shane’a, tylko ruszył dalej zaułkiem. Poprawiał po drodze marynarkę i koszulę.
Shane popatrzył za nim i ruszył dopiero po chwili, wsadzając ręce do kieszeni bluzy. Aż pod samo mieszkanie szedł kilka kroków za nim, wpatrując się w jego plecy posępnie. Kurwa, kurwa, kurwa. Doskonale zdawał sobie sprawę, dlaczego David się wystraszył.
David w końcu stanął pod drzwiami mieszkania chłopaka, czekając aż ten otworzy. Miał już ochotę zabrać tylko swoje rzeczy i wrócić do domu. Co z tego, że powiedział żonie, że wróci dopiero w niedzielę? Coś wykombinuje… albo przenocuję w hotelu.
Shane wyciągnął klucze z kieszeni bojówek i otworzył drzwi, wchodząc pierwszy do środka. David wsunął się za nim. Chłopak stanął w przedpokoju i popatrzył na Davida.
— Eee… do picia coś chcesz czy coś?
— Nie. Zbieram się – mruknął, idąc po swoje rzeczy do pokoju chłopaka.
— Hę? Jak to, kurwa, zbierasz się?! – Shane odruchowo szarpnął go za ramię, odwracając do siebie.
David aż krzyknął i odsunął się od niego, wpadając plecami na ścianę. Spojrzał na niego spanikowany. Jego strach jednak przemienił się szybko w złość.
— Kurwa, nie dotykaj mnie! – krzyknął.
Shane skulił się w sobie i przełknął ślinę, też robiąc krok w tył. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Zacisnął zęby. David spojrzał na niego, a ciśnienie uleciało z niego jak z przedziurawionego balonika. Westchnął ciężko i zasłonił dłońmi twarz, kucając pod ścianą. Nie miał na to siły. Shane za to stał w rogu maleńkiego przedpokoju jak cielę, ze skulonymi ramionami i patrzył na Davida. Nie chciał już nawet otwierać ust. Znowu by coś durnego walnął, David by się wkurwił i chuj.
— Chodź tu – usłyszał cichy, ledwo wyraźny szept od strony mężczyzny.
— Przepraszam – mruknął Shane, nie ruszając się jednak z miejsca.
— Chodź tu – padło, tak samo cicho jak przedtem.
Shane przełknął ponownie ślinę i podszedł do niego powoli. Stanął krok przed nim, patrząc na niego w dół niepewnie.
— Siadaj – szepnął David zza swoich rąk.
Shane kucnął obok przy ścianie. Czuł się cały napięty i winny.
— Naprawdę za każdym razem muszę się powtarzać? Siadaj, do cholery – warknął David, odchylając dłonie i rzucając wkurzone spojrzenie chłopakowi.
Ten tylko wykrzywił wargi, zaciskając mocniej zęby i wykonał polecenie. Nic nie gadaj, Shane, nic nie gadaj, powtarzał sobie.
David patrzył dłuższą chwilę na niego, po czym niespodziewanie wychylił się i delikatnie pocałował jego usta. Shane aż otworzył szerzej oczy, patrząc na niego zdumiony. Nie spodziewał się. Ledwo poruszył wargami, siedząc sztywno.
David odsunął się od niego, westchnął ciężko i podniósł się.
— Zrobię sobie herbaty, też chcesz?
Chłopak uniósł na niego spojrzenie i pokiwał głową twierdząco.
— Dobrze – mruknął David. Zdjął marynarkę, buty i poszedł smętnie do kuchni.
Shane odprowadził go wzrokiem. Kurwa. Po cholerę jak idiota go tam przytrzaskiwał?!
Walnął ze złości pięścią w ścianę i dopiero wstał, wchodząc do pokoju i siadając na kanapie, by zaczekać na Davida. Po jakiś dziesięciu minutach starszy mężczyzna wszedł do pokoju z dwoma kubkami parującej herbaty. Jeden postawił na stoliku, a z drugim usiadł obok Shane’a. Ten popatrzył czujnie na kochanka, po chwili biorąc ze stolika swoją herbatę. Obrócił kubek w dłoniach kilka razy. David nadal siedział wpatrzony tępo w swoją herbatę. W końcu postanowił, że zostanie… mimo że nadal był niepewny, czy dobrze robi. Ten chłopak był niebezpieczny i co z tego, że słodki w niektórych momentach? Kilkanaście minut temu idealnie udowodnił, jak nieobliczalny potrafi być. Do tego miał tyle siły, że gdyby chciał, mógłby zrobić z Davidem, co by chciał, a ten nie miałby żadnych szans.
Tymczasem chłopak napił się herbaty i odważył spytać:
— Zostajesz…?
— Mhm – odmruknął David i siorbnął herbaty.
— Spoko…
I do połowy kubka herbaty Davida panowała taka niezręczna cisza. W końcu jednak mężczyzna postanowił ją przerwać.
— Nie rób tego więcej.
— No. Ale… ja… kurwa. Nic ci złego nie zrobię przecież – burknął.
David siorbnął herbaty.
— Tylko że ja tego nie… czuję, Shane. Mówisz co innego, a robisz co innego.
Chłopak nawet nie uniósł na niego spojrzenia, gapiąc się w swój kubek i przygryzając kolczyki w dolnej wardze.
— Ale, kurwa… Tylko się do ciebie dobierałem, no…
— A ja mówiłem, żebyś przestał.
— Poniosło mnie – mruknął Shane. – No przeprosiłem, kurwa.
David westchnął ciężko i spojrzał na chłopaka jeszcze raz.
— Dlatego tu siedzę.
Shane wreszcie uniósł na niego wzrok i wydął wargi, wciąż skołowany.
— No…
David prychnął pod nosem i pogładził go po włosach.
— Po prostu, uważaj, dobrze?
— No… spoko – mruknął Shane i odstawił na stoliku ledwo tkniętą herbatę. Oparł się ponownie na kanapie i zetknął ramieniem z mężczyzną. Ten dopił swoją do końca i też odstawił kubek na stół.
— No chodź tu. Chodź. – Uśmiechnął się kącikiem ust i przygarnął ramieniem Shane’a do siebie za kark.
Chłopak od razu przełożył rękę przez pas Davida, przytulając się dość ciasno, ale nie natarczywie. Odetchnął ciężko w jego szyję. Niemal od razu poczuł dłoń mężczyzny na swojej czaszce.
— Mmm… już dobrze – szepnął David. Trochę do chłopaka, ale bardziej jednak do siebie. Tak, tak lubił z nim być.
— No… będę się pilnować – mruknął Shane obiecująco. Naprawdę nie chciał, żeby David się go bał.
— Mhm. – Mężczyzna skinął głową, po czym przytulił ciaśniej Shane’a. – A teraz siedź grzecznie i nic nie mów. – Przyłożył brodę do głowy chłopaka, po czym cmoknął go w nią.
Shane tylko mruknął coś na potwierdzenie, obejmując mocniej Davida w pasie i opierając głowę na jego ramieniu. Przymknął oczy, wczuwając się w tę bliskość.

 * Dommin – „My heart your hands”

14 thoughts on “Never Be The Same – 8 – W zaułku…

  1. Katka pisze:

    Adela, och, jak Ty Davida nie lubisz :) Ciekawa jestem przez to, czy to się zmieni w miarę czytania dalszych rozdziałów. No i co powiesz na pozostałe postacie, jakie się pojawią :) A póki co Shane… oj, ma wyrzuty sumienia, do tego sentymentalność i wspomnienia… więc się chłopak stara XD

  2. Adela pisze:

    ALE Z DAVIDA BYL SKURWIEL. Traktował Shana jak śmiecia, a teraz trzęsie się jak byle panienka kiedy chłopak przyjmuje inicjatywę. Taki z niego kozak jak z koziej dupy trąba. Marzy mi się, żeby Shane przywiązał go do kaloryfera i gwałcił co rudział, a przestał się starać żeby ten dupek go polubił.

  3. Katka pisze:

    Shin, jedyne co mogę obiecać, to że w całym opowiadaniu zarówno Shane jak i David znacznie ewoluują, więc jest nadzieja :)

  4. Shin pisze:

    A mnie wkurza David jeszcze bardziej … Jaki chuj żeby biedny Shane czekał na niego kilka godzin a on se ruchał jakąś laske … Jeszcze Kiedy Oni Byli Parą !!!

  5. Sdie pisze:

    No teksty z rodzinka i zabcia mnie tez draznia..Ale nie wiem ktorego z nich wole bardziej..chyba tak samo ich lubie i tak samo mocno denerwuja mnie pewne ich zachowania..

  6. ania_niut pisze:

    Ojej, mój komentarz chyba zabrzmiał zbyt krytycznie. Nie to było moim celem. Niestety, tak już mam, że najpierw mówię co mnie boli a potem co cieszy. Przyznaję, drugiej części chyba zabrakło, ale wiecie, późno już było i w ogóle…;p
    W takim razie małe sprostowanie:
    – rozumiem, że muzyka tworzy klimat, że jest niezbędna. Podoba mi się to. Ale ograniczyłabym się do podania nazwy zespołu, w wyjątkowych sytuacjach piosenki. niepotrzebna mi jest informacja jakiego koloru była okładka płyty. Takie szczegóły zaburzają mi odbiór całości.
    – nie przeszkadza mi aż tak powolna akcja. Czytam, bo chcę. Gdyby mnie nużyło, to bym nie czytała. Po prostu lubię nagłe zwroty akcji, dynamikę.
    To tyle wyjaśnień.

    Tamiya, jeśli chodzi o akcję z herbatką, to według mnie była dobra. David był zagubiony. Boi się, ale wie, że musi się otrząsnąć. Czuje, że potrzebuje Shane’a. Według mnie to było niezwykle prawdziwe.

  7. Shivunia pisze:

    A tak z mojej strony. Może akcja się nie rusza specjalnie do przodu i pewnie na razie nie będzie, ale nie przewidujemy nadmiernego przeciągania i jakaś tam akcja jest zaplanowana. Tylko nie taka jak w klanie XD spoko. Mamy też nadaje że jednak dasz rade zdzierżyć tą ich muzykomanie XD

  8. Elis pisze:

    Pod tą ścianą ja Shane dobierał się do Davida, a ten tak się bał miałam ochotę tego wielkoluda walnąć. Przecież zgwałcił go i zamiast powoli do niego się dobrać, a nie w takim miejscu i z agresją. Dobrze, że w mieszkaniu się pogodzili. :)

  9. Katka pisze:

    Tamiya, „Już chyba kiedyś to mówiłam, ale Shane i David mają dobry gust muzyczny, części zespołów/piosenek, o których gadają nie słucham, ale chyba większość znam :D” Noooo <3 I kurcze przyznam, że mam z tego straszną frajdę; tym bardziej kiedy w trakcie pisania słucham tego, czego akurat oni słuchają. Wtedy tak fajnie czuje się tą atmosferę :D
    I taaak, Shane już nie może się doczekać, aż David przestanie mieć te opory i będzie mógł się za niego porządnie zabrać, hehe.

  10. Tamiya pisze:

    Mnie Shane nie denerwuje, wręcz przeciwnie <3 Ich rozmowy z Davidem są takie… dziecinne i słodkie :3 Jakby zmienili się tylko z wyglądu, a pod względem psychicznym czas zamarł. No bo serio, nie czuję jakby oni mieli po te dwadzieścia parę lat… Już chyba kiedyś to mówiłam, ale Shane i David mają dobry gust muzyczny, części zespołów/piosenek, o których gadają nie słucham, ale chyba większość znam :D
    Ten moment w zaułku, już myślałam, że do czegoś tam dojdzie, ale jak Davida zaczął ogarniać strach to mi się go szkoda zrobiło :( To Davida trzeba walnąć patelnią, żeby wspomnienia uleciały i wtedy Shane będzie mógł swobodnie działać. ha.
    Chciało mi się śmiać jak David wrzasnął na Shane'a, żeby przestał żyć wspomnieniami XD Może David go z tego wyleczy XDD
    Wkurza mnie troszkę zachowanie Davida. Najpierw chce uciekać jak najszybciej, potem każe Shane'owi podejść, całuje go i wyjeżdża z herbatką. Wiem, że to przez ten gwałt, i on się boi i w ogóle, ale i tak… No, ale dobra tam xd Czasami zapominam, że Shane już nie jest takim małym Shanem z FDTS, jak tak się przytula do Davida <3 To urocze.

  11. Katka pisze:

    Ania, historią muzyki na pewno Was nie uraczymy XD No ale też muzyka całkiem nie zniknie, bo Shane bez włączonego sprzętu nie zdzierży, a i na tym częściowo polega klimat opowiadania. Tak samo jak na wspomnieniach. Więc to już indywidualna sprawa, czy komuś przypadł do gustu czy nie :)
    Co do akcji… Przyznam, że rzeczywiście powoli płynie. Mamy tak z Shiv, że nam się nie spieszy XD Na razie to takie… budowanie relacji. Zresztą początki NBTS to było takie pisanie typowo dla rozrywki. Piszemy tak, jak nam się dobrze pisze. To, z czego mamy frajdę. Nie lubimy robić czegoś na siłę. A potem publikujemy, mając nadzieję, że też się komuś spodoba :) A że tak się nam podoba to już trudno XD

  12. ania_niut pisze:

    Shane mnie denerwuje. No serio. Po prostu tak cholernie mnie irytuje, że aż słów mi brak. Jest taki rozpaćkany. Tu żabciuje, tu się użala a tam atakuje. No ja rozumiem, kilka piw. Ale jak można być aż takim kretynem? On się prosi, żeby mu ktoś patelnią w głowę przywalił. Autentycznie. Gdyby tak porządnie oberwał patelnią. Może zrozumiałby jaki jest komiczny. Połączenie duszy zająca i ciała pakera z umysłem pięciolatka.
    Jeśli chodzi o ogólne refleksje, to kiedy pokłócili się przy słuchaniu muzyki aż westchnęłam ze znużenia. No błagam, już miałam nadzieję, że chociaż w jednym rozdziale się nie pokłócą… A propos muzyki, to jak na mój gust za dużo tytułów i szczegółów. Mnie nie jest to do szczęście niezbędne. W pewnym momencie (w każdym chyba rozdziale) zaczynam się bać, że zostanę uraczona wykładem z historii muzyki;p
    Poza tym, zastanawiam się czy to będzie jakaś fabuła oprócz ich wspomnień i wzajemnych pretensji. Bo zaczynam się denerwować czytając. Niech coś pchnie akcję do przodu;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s