Fire Dragon Tattoo Studio – 43 – Piję, bo mnie zostawiłeś!

Czerwony Dodge zatrzymał się na podjeździe, a Charlie wysiadł z niego z papierową torbą. Podszedł do drzwi domu, pod który podjechał. Po dość długiej chwili wahania zadzwonił.
Zza drzwi dobiegły go jakieś niezadowolone pomruki, a po chwili w progu przed nim stanął Jason. Zmarszczył się i podrapał po gołym brzuchu.
— A ty tu co?
— Przyjechałem — mruknął Charlie, patrząc na niego ponuro. Wyglądał, jakby wrócił z pogrzebu i tak się czuł. — I żebyś mnie nie wyrzucił, przyniosłem to. — Wyciągnął do Jasona torbę, by mógł ujrzeć jej zawartość, czyli dużą butelkę wódki i Coca-Colę.
Jason spojrzał na chłopaka, na siatkę i znowu na chłopaka.
— Wejdź — odparł z wrednym uśmieszkiem, przepuszczając go w drzwiach i od razu idąc do kuchni po kieliszki. — Upijamy się w trupa po odjeździe blondiego?
— Coś w tym guście — przyznał Charlie, zdejmując buty. Wszedł głębiej do mieszkania i postawił butelki oraz colę na kawowym, prostokątnym stoliku z dodatkową półeczką pod grubszym blatem. — I przynieś coś na zagrychę!
Jason odmruknął coś z kuchni i wyciągnął z czeluści jednej z szafek wafelki czekoladowe. Nic innego nie miał. Wrócił do salonu z dwiema szklankami i kieliszkami. Postawił je na stole i wziął butelkę wódki. Siedemset mililitrów. Nie tak źle, a przynajmniej jeśli zamierzali pić po równo. No i była zmrożona. Chłopak pomyślał.
Charlie w czasie jego kontemplacji wódki rozlewał colę do szklanek.
— To w czymś ci przerwałem, jak przyszedłem? — zapytał.
Jason pokręcił głową, otwierając butelkę i zaczynając rozlewać alkohol do kieliszków.
— Nie. Przeglądałem tam tylko takie jedno forum… Nic istotnego. — Machnął ręką, nie chcąc się za bardzo zdradzać z tym, na co zbierał i co już chciałby kupić, ale nie miał wystarczająco dużo kasy. — Kiedy się widzieliście?
— Niedawno — mruknął Charlie, podsuwając Jasonowi jedną szklankę. Zakręcił butelkę. — Jak się pożegnaliśmy, to poszedłem po colę i jestem. W ogóle, kurwa, on już nie wróci — dodał ciszej, sięgając po jeden wafelek. Wgryzł się w niego z nieszczęśliwą miną.
Jason nalał mu zdrowo do kieliszka.
— Napij się.
Charlie spojrzał na kieliszek i uniósł go. Czuł się źle i smutno.
— No, to na zdrowie — rzucił i wypił na raz. Skrzywił się i szybko popił colą.
Jason zrobił to samo… tylko bez krzywienia się.
— Nie możesz się łamać. W ogóle, mówił ci, kiedy mają lot?
— Chyba jakoś rano. Teraz już musiał pojechać do hotelu, bo jeszcze rodzice mają zadzwonić i pewnie się z Alexem pakują i w ogóle — wyjaśnił Charlie, zerkając na Jasona ponuro.
Starszy tatuażysta skinął głową. Alex też wyjeżdżał. Niby nie miał czego żałować. Widzieli się zaledwie dwa razy… a raczej tylko dwa razy mieli seks. Pokręcił głową do własnych myśli.
— Jeszcze jednego?
— Tak, dawaj — mruknął Charlie i kiedy Jason nalewał, rzucił: — I, kurwa, wszystko przez to, że jego brat przyjechał. A raczej przez całą jego rodzinkę. Oni są chyba bardziej pojebani niż starzy Mike’a, jeśli chodzi o pracę.
Jason zgodził się z tym i napił się. Zapił colą.
— No, nie są zbyt… logiczni — potwierdził. — Ale też nie możesz gadać, że to tylko oni. Blondi w ogóle im się nie stawia.
— Wiem! — jęknął Charlie, kiedy wypił zawartość kieliszka. — Ja pierdolę, nie rozumiem tego. Tak jak Mike swoim. Nie kumam, jak rodzice potrafią tak wcisnąć synom własną ambicję. To patologiczne — burknął i sam zabrał butelkę, by napełnić kieliszki.
I ostro spaczało im psychikę, dodał Jason w myślach.
— A ty zostawiłeś starszych? — spytał dla pewności i w celu podtrzymania rozmowy. Przy okazji wychylił kolejny kieliszek. W tym tempie Charlie szybko się uwali, a on przynajmniej go wysłucha. A co, taki dobry będę.
— No — odparł młodszy tatuażysta, opróżniając kieliszek. Dopił colę. Sięgnął po butelkę, żeby sobie dolać. — Wolę robić to, co kocham, a nie zmuszać się do czegoś. Wolnym człowiekiem jestem! — dodał twardo, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
Jason nie miał w tej kwestii za dużo do powiedzenia. On nie miał rodziców.
— A oni są dobrymi dziećmi starych… albo mieli pranie mózgu — prychnął.
Pili bardzo szybko, równie szybko tracąc poczucie czasu. Za oknem ciemniało coraz bardziej, ulice pustoszały, a oni wlewali w siebie następne krople alkoholu. Po kilku kolejnych kieliszkach Charlie już mocno się zataczał. Właśnie wrócił z łazienki i upadł ciężko na kanapę. Ledwo na nią trafił. Niewiele brakowało, żeby usiadł na podłodze.
— Sorry, że ci się tak zwaliłem — mruknął niewyraźnie.
Jason poklepał chłopaka po głowie jak zwierzątko.
— Spoko, na smutki trochę wódki. — Zaśmiał się i podciągnął chłopaka bardziej do pozycji siedzącej. — W ogóle, tylko mów, jak by było ci niedobrze.
— Nie jest. Polej jeszcze — odparł Charlie, patrząc na butelkę. Wiedział, że sam by wszystko porozlewał.
Jason, niewiele myśląc, polał chłopakowi i sobie. Jemu połówkę, a sobie cały kieliszek, ale tak, żeby Charlie nie widział i się nie pluł.
— No, to chlup. — Uniósł kieliszek do ust i wypił na raz. Powoli zaczynało mu się kręcić w głowie. Miał ją zdecydowanie za mocną. Za mocną i za głupią, bo niespodziewanie przed oczami stanęła mu zaróżowiona twarz starszego Greya. Nawet nie zauważył, jak Charlie wychyliwszy swój kieliszek, sięgnął po wafelki i przypadkowo rozsypał je na podłogę.
— Upiłem się — stwierdził chłopak, patrząc na to i dopiero potem schylił się, żeby je pozbierać. O mało nie zarył przy tym czołem o stolik.
Jason aż się skrzywił, widząc oczami wyobraźni uderzenie.
— Uważaj — rzucił i wyciągnął do niego rękę, żeby ustawić go do pionu.
Charlie przy jego pomocy usiadł z powrotem na kanapie i sięgnął do jego twarzy, odwracając bardziej do siebie. Po czym niespodziewanie wychylił się i mocno go pocałował, napierając na niego ciałem. Zdziwiony Jason zamarł. Nie spodziewał się czegoś takiego.
Po dłuższej chwili Charlie puścił jego usta, ale nie odsunął się, niemalże wisząc na nim. Podtrzymywał się tylko dla stabilności o oparcie kanapy.
— Nie chce ci się trochę pomacać? — zapytał niewyraźnie.
Jason zmarszczył brwi.
— Chcesz sobie ulżyć? — mruknął, rozważając to. Marne i pijane zastępstwo tej lodowej królowej.
— Musimy rozmawiać? — mruknął Charlie, gładząc dłonią jego chudy, wytatuowany brzuch.
Jason spojrzał na jego rękę. Chciała go dotykać… ale na przedramionach były te kolorowe tatuaże. Cholera! Nie wiedział, dlaczego nie myślał o farcie z okazjonalnego seksu tylko o…
Niespodziewanie rozdzwonił się telefon w kieszeni Charliego. Chłopak zmarszczył brwi, zaburczał coś niewyraźnie pod nosem i spróbował sięgnąć do kieszeni. Udało mu się to po dość długim czasie, ale nie był w stanie przeczytać z ekranu, kto dzwonił. Był zbyt pijany, wszystko się kręciło. Wymamrotał:
— Hauo?

***

Rush wszedł do apartamentu z ciężkim sercem i kwaśną miną. Czuł się jak ostatni dupek. Już nawet miał plan, żeby pokłócić się z ojcem przez telefon, kiedy ten zadzwoni. Układał ten plan niemal godzinę, jeżdżąc po Miami.
Rozejrzał się po apartamencie. W obszernym salonie przy jasnych kanapach stało już kilka zapakowanych walizek, ale z tego co widział, nie było to jeszcze wszystko. Jego brat krzątał się po apartamencie z jakimś kajetem w ręku i ciuchami zarzuconymi na ramię. Tak, facet od rzeczy beznadziejnych, nagłych i załatwionych perfekcyjnie.
Westchnął i machnął mu, że wrócił. Alex spojrzał na niego, ale nawet nie zatrzymał się w swej pogoni po pokojach. Dopiero kiedy Rush usiadł na kanapie obok walizek, jak jedna z nich czekając na zmiłowanie, jego brat stanął przed nim z założonymi na piersi rękoma.
Rush spojrzał na niego z krzywym uśmiechem.
— Tak?
— Nie spakowałeś się — fuknął jego brat, mimo że w jego głosie nie było aż tyle pretensji, ile zwykle bywało.
— Pojechałe…
— Pojechałeś pożegnać się z tym chłopakiem, Charliem. Domyśliłem się — wtrącił się. W jego głosie było słychać tylko nutę zmęczenia. Nic więcej.
Rush spuścił głowę.
— Nie chcę jechać — wypalił ni stad ni zowąd jak małe dziecko.
Alex pokręcił głową i westchnął ciężko.
— Ja też wielu rzeczy nie chcę, a jednak muszę — odparł całkowicie zgodnie z prawdą.
Rush zrobił jeszcze smutniejszą minę. I co na to odpowiedzieć? Że tu, w Miami był ktoś niesamowicie ważny i że bez niego życie w domu w Anglii z jakąś dziewczyną było niewyobrażalne?
Sytuacja była beznadziejna.
Alex pokręcił jeszcze raz głową i wrócił do pakowania. W końcu w ostateczności, skoro już zaczął, mógł za niego wszystko popakować.
Krzątał się po apartamencie, ogarniając wszystko, a Rush siedział na kanapie koło walizek. I zleciało mu na tym sporo czasu. Walizek i toreb przybywało, aż wreszcie z drugiego pokoju, gdzie pakował się Alex, Rush usłyszał dźwięk jego telefonu. Poderwał się na równe nogi, idąc w tamtą stronę. Kiedy brat go zobaczył, przeprosił na moment ojca i włączył głośnik.
— Już. Tak jak mówiłem, jesteśmy już spakowani — dokończył do telefonu.
— Niepotrzebnie. — Usłyszeli głos ojca. — Odwołałem wasz lot. Niespodziewanie plany się zmieniły i nie wracacie.
Alex o mało nie wypuścił telefonu z rąk, blednąc, a Rush na odwrót. Dopadł telefonu, cały rumiany. Od razu odzyskał wszystkie siły.
— Nie wracamy?! Jak to? Znaczy… co się stało, tato?! — zakrzyknął do telefonu, a Alex trzasnął go w tył głowy, karcąc spojrzeniem za takie zachowanie.
— Praca — wyjaśnił lakonicznie ojciec. — Weźmiesz przykład z brata i obaj się tym zajmiecie. Obaj, Richard — powtórzył z naciskiem. — Wyślę wam dokumenty rano.
Rush, mimo słów ojca, uśmiechnął się jak pajac.
— Tak jest, tato! — zawołał. Był szczęśliwy… w przeciwieństwie do Alexa, który patrzył w telefon w niedowierzaniu. Jak to? Przecież… Czuł, że konsekwencje ostatnich jego poczynań zwalą mu się na głowę ze zdwojoną siłą.
— Ale, ojcze… Czy Richard nie poradzi sobie sam? Jest dorosły. Dlaczego mam go dalej niańczyć?
— Ponieważ Richard, mimo swojego wieku, najwyraźniej potrzebuje opieki. A skoro ty tam jesteś, to obaj zajmiecie się interesami firmy i przypilnujecie, żeby wszystko szło po mojej myśli. Rozumiemy się? Nie chciałbym poczuć się zawiedziony.
Alex spojrzał na Rusha wariującego jak dziecko po pokoju. Tak, w opiece nad nim ojciec miał całkowitą rację.
— Ile czasu mamy tu zostać? — spytał sucho, bez emocji.
— Na razie na czas nieokreślony. Nowe interesy, którymi macie się zająć, dotyczą nie tylko samego Miami, ale także okolic po West Palm Beach, więc może to potrwać jakiś czas. Oczywiście wszystko zależy od was i od tego, czy nie zmarnujecie tej szansy — dodał głosem nieznoszącym porażki. Alex aż za dobrze go znał.
— Rozumiem. Na pewno sobie poradzimy. Tak więc do usłyszenia i czekam na dokumenty — odparł formalnym tonem, jakby rozmawiał z klientem albo przełożonym, a nie własnym rodzicem.
— Do usłyszenia, Richard, Alexander. Pozdrowię twoją narzeczoną — odparł mężczyzna i rozłączył się.
Starszy Grey odłożył telefon na stolik i zakrył twarz dłonią. Jasna cholera. Utknął tu.
W przeciwieństwie do Alexa jego młodszy brat był szczęśliwy jak dziecko, które dostało pod choinkę wymarzony prezent. Już wprost nie mógł się doczekać, żeby o tym powiedzieć Charliemu.
Spojrzał na starszego brata, chcąc przekazać mu swoją radość i od razu zamarł, widząc jego minę. Alex westchnął ciężko i machnął ręką. Nim zamknął się w swojej sypialni, gdzie planował zniknąć w odmętach białej pościeli i modlić się, żeby ten wieczór był tylko złym snem, rzucił do brata, żeby rozpakował rzeczy. Rush zamrugał, ale szybko uśmiech wrócił na jego twarz. Wyciągnął komórkę, wybierając numer Charliego. Musiał mu już, teraz, natychmiast powiedzieć.
Telefon długo nie odpowiadał, sprawiając, że serce Anglika biło coraz szybciej ze szczęścia i niecierpliwości. Wreszcie jednak Rush usłyszał w słuchawce jakiś szum i mocno niewyraźne:
— Hauo?

***

Charlie skupił się i po chwili zrozumiał, co ktoś mówił w słuchawce. Tak, zdecydowanie było to jego imię.
— Charlie? Eee… co robisz?
Spojrzał na siebie, na kieliszki na stole i na półnagiego Jasona, na którym wciąż nieznacznie się opierał.
— Piję, siedzę z Jasonem i piję — wymruczał, bełkocząc. Oparł głowę na ramieniu tatuażysty. — Z kim gadam?
— To ja, Rush. — Usłyszał niepewny głos mężczyzny. — Czemu pijesz?
— Rush…? — Charlie zamrugał i zerknął niepewnie na Jasona. A raczej wydawało mu się, że na niego zerknął. — Piję, bo mnie zostawiłeś! — jęknął pijacko.
— Nie zostawiłem! — Rush roześmiał się radośnie. — Zostajemy! Ojciec dzwonił, że odwołał lot!
Charlie zagapił się w wirującą i niewyraźną przestrzeń, a jego dłoń, trzymająca telefon, upadła ciężko na jego własne kolano.
— Zostae… — wykrztusił z niedowierzaniem.
Jason spojrzał na chłopaka z szokiem, a z telefonu dało się słyszeć pokrzykiwania Rusha, upewniającego się, czy wszystko w porządku.
— O kurwa, Jason, Rush zostae! — wydusił Charlie.
— Słyszę, słyszę — odparł mężczyzna, a w głowie przemknęła mu myśl, że może ta lodowa królowa także. Uśmiechnął się półgębkiem. Teraz już skubańcowi nie da uciec.
Charlie przyłożył telefon z powrotem do ucha.
— Rush, tak się cieszę, chcę cię obaczycz! — Uśmiechnął się równie szeroko co pijacko i poderwał się z kanapy. Od razu zachwiał się, jakby miał runąć na podłogę, ale Jason w ostatniej chwili chwycił go za pasek od spodni, uniemożliwiając mu bliższe zapoznanie się z podłogą.
— No, koniecznie musimy się zobaczyć… ale nie mogę… — Rush zawiesił głos, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. — Albo mogę. Przyjadę po ciebie, tylko powiedz gdzie.
— Do Jasona! — odparł Charlie entuzjastycznie i szybko usiadł obok mężczyzny, sięgając po butelkę z resztkami wódki. — Wyuijemy tłoje zrowie!
Starszy tatuażysta nie zdążył wyrwać mu butelki i Charlie wychlał wszystko do końca. Było już pewne, jak to się skończy.
— Do Jasona? — spytał Rush w tym samym momencie, kiedy Charlie zaczął tracić kontakt ze światem, więc Anglik mógł usłyszeć w słuchawce tylko niewyraźny bełkot zapewne znaczący potwierdzenie. A chłopak zwalił się bokiem na kanapę, kiedy zrobiło mu się ciemno przed oczami.
Jason westchnął i wyjął mu telefon z ręki.
— Tak, wyślę ci zaraz adres, to zabierzesz te zwłoki. Spił się jak cholera — odpowiedział do telefonu.
Charlie chciał tym razem zaprzeczyć, ale z jego ust nie wydobyło się nic logicznego. Rush po drugiej stronie telefonu mruknął potakująco.
— Będę niedługo, tylko się wymknę. — Zaśmiał się, a w jego głosie było słychać, jaki musiał mieć szeroki uśmiech na twarzy.
Leżący na kanapie Charlie też uśmiechał się błogo i jęczał coś niezrozumiałego, usiłując sięgnąć po wafelka. Jason tylko pokręcił głową, wymienił kilka zdań z Rushem, dopytując, dlaczego nie lecieli i rozłączył się. Napisał też szybko smsa z adresem i spojrzał na młodszego tatuażystę.
— No, pięknie się dla księcia urobiłeś.
Musiał jeszcze jakiś czas znosić bełkoczącego Charliego, który chcąc udowodnić swoją trzeźwość, usiłował zrobić z ostatnich wafelków domek, niczym z kart. Chłopak oczywiście nie był w stanie dokonać tego czynu, ale przynajmniej nie szalał, skupiając się na tym, dlatego Jason mu za bardzo nie przeszkadzał. Czasem tylko podnosił go do poziomu, kiedy ten za bardzo się zachwiał albo kilka razy przewrócił na podłogę.
Wreszcie zabrzmiał dzwonek w drzwiach. Jason niemal z wdzięcznością poszedł otworzyć. Kiedy tylko to zrobił, mina mu zrzedła. Poczuł się niemal przytłoczony radością, szczęściem i wszystkim pozytywnym, czym emanował stojący przed nim Rush.
— No siema, blondi — mruknął w przeciwieństwie do niego z lekko zblazowaną miną i przepuścił go w drzwiach.
— Cześć! — Rush uśmiechnął się jak wariat. — Już myślałeś, że mnie nie zobaczysz, co? — Zaśmiał się, wchodząc w głąb mieszkania.
— Taaa, niestety twój telefon rozwiał moje nadzieje. — Jason uśmiechnął się wrednie.
— Ruuush! — zakrzyknął Charlie, wstał z kanapy, ale zaraz ponownie na nią upadł i coś zajęczał.
Rush skrzywił sie, widząc zwłoki na kanapie i spojrzał na starszego tatuażystę.
— Razem piliście?
Jason skinął głową. Nie wyglądał, jakby za bardzo go wzięło. Trochę kręciło mu się w głowie, ale bez porównania z umierającym Charliem.
— Taa, młody przyszedł topić smutki w kieliszku — odparł i podszedł do kanapy. Trącił długim palcem chłopaka. — Wstawaj, twój książę przyjechał.
Charlie nie zareagował, leżąc nieprzytomnie. Rush aż odkaszlnął. Czuć było od niego wódkę.
— Chyba usnął — rzucił, drapiąc się po tyle głowy. — Pomożesz mi go zanieść do samochodu?
— Na taczkach chyba — prychnął Jason, ale chwycił Charliego i podciągnął do góry jego bezwładne ciało. — To chwyć tego swojego ptaszka za drugie skrzydełko i idziemy.
Rush skinął mu głową, biorąc jego ciężar na ramię. Przeszli kilka metrów aż do drzwi.
— Przytrzymam go, a ty otwórz. A i weź, mam kluczyki z tyłu w prawej kieszeni.
Jason puścił drugie ramię Charliego, zostawiając go na łasce Rusha. Obszedł mężczyznę i uniósł mu skraj koszuli, żeby sięgnąć do kieszeni. Kiedy tylko wsadził tam rękę, jego myśli automatycznie podążyły do dupci starszego braciszka. Uśmiechnął się do siebie i wyciągnął kluczyk.
Kiedy otwierał Rushowi drzwi, miał na twarzy ponownie swój lekko zblazowany wyraz. Zapytał od niechcenia:
— To na ile zostajecie?
Rush podciągnął bardziej na siebie Charliego. Cieszył się, że sam nie był chucherkiem. Ruszył do samochodu.
— Jeszcze… uch… — Poprawił chłopaka. — Jeszcze nie wiemy, ale coś czuję, że więcej niż dwa miesiące. — Uśmiechnął się wariacko.
Jason pomógł mu doprowadzić, a raczej donieść Charliego do BMW. A więc Alex też zostawał. Na więcej niż dwa miesiące. Już on go w spokoju nie zostawi.
— To ciesz się, blondi. Ale uważaj, żeby ci toto nie zarzygało autka — prychnął, otwierając drzwi samochodu.
Rush spojrzał na Charliego z lekką zgrozą, ale wsadził go do środka.
— Wypierze się… czy coś — mruknął i cmoknął jeszcze swojego pijaczka w czoło, nim się wyprostował. — Dzięki, Jason. — Podał mu rękę.
— Taa, spoko — mruknął mężczyzna, ściskając jego dłoń.
Charlie w tym czasie zachwiał się niebezpiecznie na siedzeniu. Rush od razu do niego doskoczył. Postawił go bardziej do pionu, po czym odchylił fotel do tyłu, żeby się za bardzo nie przechylał.
— No… dobra. To jeszcze raz dzięki — rzucił do Jasona, w końcu samemu pakując się do samochodu.
Mężczyzna tylko skinął głową i odszedł bez słowa do swojego mieszkania, a Charlie rozchylił powieki i uśmiechnął się pijacko do Rusha. Ten poklepał go po kolanie i pokierował się do hotelu.

***

Pierwsze co dotarło do świadomości Charliego to ból. Uczucie, że leżał na miękkim materacu w miękkiej pościeli niestety go nie przyćmiło. Zmarszczył mocno brwi, nie otwierając oczu i zajęczał boleśnie jak umierający człowiek.
— Było tyle nie pić. — Usłyszał jak przez mgłę.
Mruknął coś i odsunął z twarzy długie włosy, zaraz potem rozchylając powieki. Światło dnia uderzyło w jego oczy boleśnie.
— Biedaczysko. — Znowu ten sam głos i coś mokrego, miękkiego, delikatnie muskającego jego czoło. — Chcesz wodę?
Chciał skinąć głową, ale od razu zabolało go w skroniach. Jezu… Nie miał takiego kaca od… Nie miał jeszcze takiego kaca.
— Chcę — wychrypiał i otworzył szerzej oczy.
Mignęła mu przed nimi biała pościel i chyba czyjeś ciało. Nie wiedział. Bolało.
Zmarszczył tylko brwi i przytulił się mocno do poduszki, czekając na zbawienie w postaci wody. Po chwili poczuł trzęsienie ziemi, które w rzeczywistości było tylko ugięciem materaca, kiedy ktoś na nim usiadł.
— No, podnieś się trochę, to się napijesz, ptaszyno — odezwał się znowu ten przyjemny, znajomy głos, a czyjaś ciepła dłoń podciągnęła mu głowę, podnosząc.
Charlie z trudem uniósł się na łokciu. Miał sucho w ustach.
— Pić — wychrypiał, wpatrując się rozpaczliwie przez zmrużone oczy w swojego wybawcę.
Szklanka była pełniutka wody i taka piękna. Pozostawił jednak jej kontemplację na potem. Wychylił się, łapiąc za trzymającą ją dłoń i zaczął łapczywie pić. Chłodna woda była jak błogosławieństwo. Aż zajęczał z ulgi, pijąc. Zakrztusił się przy tym.
— Spokojnie, nie zabiorę ci, kochanie. — Usłyszał i poczuł delikatne głaskanie po włosach.
Dopił wodę szybko, po czym, mimo bólu głowy, uniósł się i mocno przytulił Rusha. To dopiero ulga. Anglik przyciągnął go do siebie, obcałowując mu twarz. Tak się cieszył, że nadal tu był, razem z Charliem.
— Mój kochany… — wyszeptał, delikatnie masując mu plecy.
Charlie uśmiechnął się, obejmując go.
— Zostajesz… — Odetchnął. Z wczorajszego wieczoru niewiele pamiętał. A właściwie pamiętał, że pił z Jasonem, a potem… O kurwa… Potem się do niego przykleił. Wiedział też, że Rush miał po niego przyjechać. Samego przyjazdu jednak nie pamiętał.
— Mhm, cieszysz się? — spytał Rush, a w jego głosie było aż za dobrze słychać, że sam był strasznie szczęśliwy.
— Jeszcze pytasz? — Charlie zaśmiał się, odsuwając od niego, żeby na niego spojrzeć, ale od razu złapał się za skronie i syknął cicho. — Auuu…
Rush pocałował go już setny raz w czoło.
— Głupi, po co tyle piłeś?
Charlie zaczerwienił się i zagryzł wargę.
— No, bo tak jakoś… Nie wiedziałem, co mam zrobić, to pomyślałem, że się z Jasonem napiję… A jak się stara dogonić w piciu Jasona, to tak się kończy — odparł z grymasem, ale po chwili i tak uśmiechnął się do niego szczęśliwie.
Rush pocałował go delikatnie w spierzchnięte usta.
— Kocham cię, mój śliczny — szepnął miękkim głosem.
Charlie zamrugał i popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami. Miał kaca, wszystko było nieprzyjemnie zaburzone, ale był pewien, że dobrze usłyszał. Poczuł się tak… tak… szczęśliwie.
— Naprawdę…?
— Mhm, chciałem ci już wcześniej powiedzieć… ale to by tylko utrudniło rozstanie — wyznał Rush.
— No… pewnie by utrudniło — wykrztusił Charlie i przytulił go mocno, jakby chciał się z nim stopić. — Rush, też cię kocham! I dobrze, że mi powiedziałeś. — Zaśmiał się, w ogóle nie chcąc go puszczać.
Anglik westchnął, rozpływając się wręcz. Było idealnie. Nie chciał, żeby ta chwila się kończyła. Niemal jak w dobrym romansie.
Charlie uśmiechał się, gładząc go po plecach i wdychając przyjemny zapach jego włosów, aż wreszcie zreflektował.
— Ee… która jest godzina? Ja idę do pracy? W ogóle co dzisiaj jest? — spytał szybko.
Rush zamrugał, trochę głupiejąc.
— No… poniedziałek — jęknął. Jednak, nim Charlie zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dobiegło ich od strony drzwi:
— Nie musicie wstawać. Dzwoniłem i powiedziałem Michaelowi Spencerowi, że cię nie będzie.
Charlie błyskawicznie spojrzał na wejście do sypialni i przykrył się pościelą. Miał jakieś nieprzyjemne deja vu. Teraz jednak nie ujrzał na twarzy Alexandra Greya tej niechęci i pogardy co wcześniej. Lecz to nie zmieniało faktu, że się go nie spodziewał. A tym bardziej z takimi słowami.
— Cześć, Alex — mruknął. — A… a co Mike powiedział?
— Że nic nie szkodzi — odpowiedział sucho Alexander. Był już ubrany w jasnoszary garnitur, a na jego twarzy jak zwykle nie było żadnych emocji. Nie był też zły, co akurat wyjątkowo dziwiło Rusha.
— To spoko — wydusił Charlie i zerknął to na kochanka, to na Alexa. Dodał cicho do tego pierwszego: — Poszedłbym się umyć może… Czuję, że śmierdzę.
Rush już chciał pocałować kochanka, ale powstrzymał się i spojrzał na brata. Ten stał z dość nieobecnym wyrazem twarzy i przypatrywał się im.
— Nie rozumiem — mruknął jakby do siebie i wyszedł.
Charlie popatrzył za nim i zaraz potem ponownie zawiesił wzrok na Rushu.
— Co on taki jakiś… dziwny?
Młodszy Grey wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia. Nigdy mu się coś takiego nie zdarzało… I w ogóle wczoraj… — Zmarszczył się, starając się sobie przypomnieć.
— Co wczoraj?
Rush musiał przyznać przed samym sobą, że nie zwracał wtedy za bardzo uwagi na brata.
— No, był dość… zdołowany.
— Że zostajecie? — spytał Charlie, mozolnie wysuwając się spod pościeli i schodząc z łóżka. Skrzywił się, kiedy głowa znowu mocniej zabolała.
Rush spojrzał za nim, lustrując jego nagie ciało, kiedy chłopak nie patrzył.
— Mhm. Nie mam pojęcia czemu. Może stęsknił się za Jeane.
— Narzeczona? — spytał Charlie, odgarniając włosy z twarzy oraz ruszając wyjątkowo powoli i ostrożnie w stronę drzwi do łazienki.
— Tak… Pójść z tobą?
— Nie trzeba… Jestem trochę skacowany, to chwilę zajmie — odparł chłopak, stając już w progu do łazienki. Zerknął na Rusha, który wciąż tu był, wciąż z nim i w najbliższym czasie nigdzie nie odlatywał. Nie potrafił w tej chwili nie uśmiechnąć się ze szczęścia. — Niedługo do ciebie wrócę.

27 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 43 – Piję, bo mnie zostawiłeś!

  1. Katka pisze:

    Tigram, co do Charliego i Jasona albo Charliego i Ryana przyszłościowo mogę powiedzieć, że na pewno coś sie pojawi, ale nie jestem w stanie sprecyzować czasu ;) Niemniej, przeszłość Charliątka nie zostanie zapomniana, hehe.

  2. TigramIngrow pisze:

    Zdecydowanie więcej pijanego Charliego i Jasona.
    Święta się zbliżają… Może jakiś sympatyczny bonusik? Z dedykacją? :D
    Jason i Charlie. Ech. I oby nie w motywie snu. Retrospekcja? Straaaaasznie bym ich chciała więcej. Albo Charlie i Ryan! Tak fajnie im było! Ryan taki czuły, dominujący. Mhhhrau!

  3. Shivunia pisze:

    Dzięki w. (nie wiem jak pisać twój nick żeby się mi nie gubił w tekście) Ogólnie jak tak patrzyłam to w większości moje błędy XD Ale nigdy nie powiedziałam że byłam dobra z polskiego hahaha. Słowem usprawiedliwienia, jak się pisze w dwie to strasznie trudno wyłapać powtórzenia ale te auta to porażkowo wyszły XD (nie lubię powtórzeń.)
    No i fajny komentarz. Podobała mi się analiza zachowania Alexa
    No i rozumiem z tą sesją – mam to samo XD

  4. w pisze:

    Cieszę się, że się podoba, i że się przydał. Teraz jeszcze mi się przypomniało co do garniturów Aleksa.

    Był już ubrany w jasno szary garnitur, a na jego twarzy jak zwykle nie było żadnych emocji.– Przymiotniki złożone będące nazwami kolorów piszemy łącznie. Czyli jasnoszary, brązowobiały. A jeśli składa się z dwóch kolorów, to myślnikiem. Biało– czarny kostium.

  5. Katka pisze:

    W, super komentarz; oczywiście dzięki wielkie za wytknięcie błędów, już je poprawiłam :) „Jason byłby świetnym rodzicem, tylko jeszcze o tym nie wie.” Hehehe, to „jeszcze” XD No mogłoby by być ciekawie… fajnie by było mieć takiego tatusia Jasona, haha. No i bardzo fajnie, że są fani parki przesłodzonych gołąbków :)
    Oooch, no i to mnie pokonało „Dzięki, że zająłeś się moją kobietą, gdy ja walczyłem na froncie, to teraz możem się razem schlać.” XDDD

  6. w pisze:

    Wymyślam właśnie wszystko, żeby tylko nie uczyć się do sesji, więc będzie długi komentarz. : )

    Rozdział chyba mój ulubiony. Rush i Aleks zostają, Jason czai się na Aleksa, Aleks ma cykora. Charlie słodkim pijaczkiem, Rush zabierający go do siebie i mówiący : kocham cię – słodko. Może oni i są przesłodzeni, ale ja Charliego strasznie lubię i uważam, że mu się należy. Tyle lat był tak beznadziejnie zakochany. Wydaje mi się, że oni obaj raczej nie często w życiu słyszeli, że są kochani. Rodzina Rusha nie wydaje się zbyt wylewna, jeśli chodzi o uczucia.

    Strasznie mi się podobała akcja z wafelkami. Cały czas czytając ten fragment miałam wyszczerz. Domek oczywiście przeważył szale. Jason byłby świetnym rodzicem, tylko jeszcze o tym nie wie.

    Miałam też lekkie zdziwko, że Jason tak poprawnie rozmawiał z Rushem. Był nawet miły i nie zlewał go za bardzo. I to podanie ręki na koniec, jak jakiś rozejm między zwaśnionymi sąsiadami. (Dzięki, że zająłeś się moją kobietą, gdy ja walczyłem na froncie, to teraz możem się razem schlać)

    Aleksa mi strasznie szkoda. Wplątał się w coś, co go przeraża, a przecież nawet jeszcze nie wie, jaki potrafi być Jason. I ta sytuacja rano. On chyba mocno zazdrości Rushowi. Ten się go niby panicznie boi i nigdy nie stawia, ale który z braci ma więcej odwagi, żeby żyć tak, jak chce, chociaż z dala od domu? Aleks najbardziej na świecie boi się samego siebie.

    Ogólnie, to kocham to opowiadanie. Ale mam nadzieję, że nie obrazicie się, jak wytknę wam kilka błędów językowych, które dość mocno rzucają mi się w oczy (takie zboczenie po nieskończonych studiach polonistycznych)
    – Chyba usnął – rzucił, drapiąc się po tyle włosów. – Włosy raczej tyłu nie mają. Po tyle głowy, po głowie z tyłu, po włosach, albo ostatecznie po włosach z tyłu głowy

    – To ciesz się, blondi. Ale uważaj, żeby ci toto nie zarzygało autka – prychnął, otwierając drzwi auta. Rush spojrzał na Charliego z lekką zgrozą, ale wsadził go do auta. – Trochę za dużo autek. Przynajmniej środkowe powinno być BMW, samochód, pojazd, czy nawet bryka: )

    Ten stał jakby nieobecny i wpatrywał się im. – Wpatrujemy się w coś, a nie komuś. Przypatrywał się im, wpatrywał się w nich, zapatrzył się na nich, patrzył się na nich.

    To takie główne z tego rozdziału, ale bardzo często też piszecie np. : te kolorowe ubranie, te palące słońce. Te i to są dookreśleniami rzeczowników i do nich muszą się odnosić, nawet jeśli przymiotniki za nimi mają końcówkę e. Główna zasada jest taka, że do liczby pojedynczej stosujemy to, do liczby mnogiej te. Czyli:
    to kolorowe ubranie, to palące słońce
    te kolorowe ubrania, te palące słońca.

    To tyle, dziękuję za uwagę i wybaczcie przemądrzanie się: )

  7. Anya pisze:

    ”podczas gdy on to wie, ja to wiem i wy to wiecie… skończy sie dzikim, brudnym i skrajnie niehigienicznym seksem w mniej lub bardziej sterylnym pomieszczeniu, bo innaczej sie nie da z Jasonem.”
    Gazelka, nie nakręcaj mnie, bo ja się nie umiem tego doczekać! xD

  8. Shivunia pisze:

    Gazelka >>Hahahaha. Ogólnie zauważam ze Charlie dostał zjebkę XD Czyli Rush i Charlie są siebie warci. No i ta wata cukrowa… bardzo celne określenie.

  9. Gazelka pisze:

    Dobrze, żeście urodziły tego Alexa i że on przed tym Jasonem tak będzie musiał peniac podczas gdy on to wie, ja to wiem i wy to wiecie… skończy sie dzikim, brudnym i skrajnie niehigienicznym seksem w mniej lub bardziej sterylnym pomieszczeniu, bo innaczej sie nie da z Jasonem.
    I jak juz powiedziałam dobrze, ze jest ten Alex bo Rashinda i Charlie powrócili z taką ilościa słodyczy, że aż mi słów brakuje. Oni sa jak wata cuktowa różowe, puchate i milutkie ale jadalne tylko raz w roku…
    Swoją drogą Charlie, nie zeby miał jakieś wielkie zahamowania, ja rozumiem że sobie chciał ulżyc ale mógł poczekac z godzinkę…

  10. arajka pisze:

    ojezujezujezuuuuu, gdzie Wyście sie ukrywały?!! :D fantastyczne to jest! Charlie jest taki mniami!!! :D
    mam nadzieję, że mogę wysłać fanarta którego narysowałam na adres do Shivuni? :D

  11. Katka pisze:

    Yuriko, cieszę się, że się śmiałaś, ja przyznam, że sama miałam ubaw, jak poprawiałam ten rozdział, hehe :D

    Sdie! „więcej sexu”, hehe. Pewnie tego alexo-jasonowego? XD A ojciec Donem… haha, kto wie czy by się nie spełnił w tej roli.

  12. Sdie pisze:

    Ja dzis polece cytatami :D :
    „Marne i pijane zastępstwo tej lodowej królowej.” – az mi sie zal Charliego zrobilo :D Ale racja nie ma jak lodowa pieknosc :D I jason – wiecej sexu!!
    – „Czuł, że konsekwencje ostatnich swoich poczynań zwalą mu się na głowę ze zdwojoną siłą.” – wiecej sexu! wiecej alexa! wiecej jasona! wiecej sexu! :D
    „A skoro ty tam jesteś, to obaj zajmiecie się interesami firmy i przypilnujecie, żeby wszystko szło po mojej myśli. Rozumiemy się? Nie chciałbym poczuć się zawiedziony.” – Ich ojciec jest jakims donem czy co? Jak nie to kula w leb! xO
    „- O kurwa, Jason, Rush zostae!” – wydusił Charlie. – awwww :D
    „w głowie przemknęła mu myśl, że może ta lodowa królowa też zostaje. Aż się uśmiechnął półgębkiem. Teraz już skubańcowi nie da uciec.” – taka odpowiedz na obawy alexa:D Jason bierz go! wiecej sexu!! :D
    „- Na taczkach chyba – prychnął Jason” – nie wiem co powiedziec ale strasznie go uwielbiam :D
    Jaki wniosek z tej mojej malo elokwentnej wypowiedzi? Wiecej sexu! :D Juz sie nie moge doczekaz Alexa i jego przezyc jak Jason sie bedzie do niego zalecal. Bo bedzie nie? :D

  13. Yuriko-chan pisze:

    pojecia nie macie jakiego mialam rogala na ryju jak to czytalam xD haha zostaja ;pP smiac mi sie chce tylko z Aleksandra i jego zielonej z przerazenia twarzy ;pp hahaha albo z pijanego Charliego… xD jak Jasona zmacal xD no padlam, chociaz spodziewalam sie tego xD hmm uroczo ze Richard wreszcie to wydusil ;p dziwilo mnie zachowanie Aleksa rano, ze powiedzial Michaelowi Spencerowi(Komu, do cholery? mialam na koncu jezyka – ah no tak mike xD) ze nie przyjdzie, mile z jego strony i w ogole taki jakis mily czy cos ;P w szoku zapewne. Smiac mi sie chcialo z takiego biednego skacowanego chaliego ;P teraz tylko czekam na Jasona/Aleksa heheee umarlam na to wahanie Jasona xD czyzby nie chcial nikogo innego tylko Aleksandra? ;> hihiih nie moge jacy oni sa sexy we dwoje <33

  14. Katka pisze:

    Tamiya, „No i przyznam, że Charlie szybko do Jasona poleciał” hehe, tak, bo to jest sposób Charliego na odreagowanie. Wcześniej przecież, jeśli pamiętacie, po tym zerwaniu z Rushem (jak się dowiedział, że ten kręci na boku) jeszcze tego samego dnia chciał wyciągnąć Jasona do „klubu”, żeby odreagować i skończyli razem w łóżku :) Seks najlepszym sposobem na doła.
    I tak, Charlie to mój chłopczyk. Wiadomo, że chce :D Tylko się powoli do tego zabiera XD

  15. Tamiya pisze:

    W tym wypadku to akurat porzucony został wujek Liam XDD
    Zawsze czegoś zapomnę, jak komentuję .___. więc…
    Budowanie domku z wafelków mnie rozwaliło xD A Jason znudzona mamusia, bezstresowe wychowywanie dzieci, niech robi, co chce póki nie rozrabia XD
    No i przyznam, że Charlie szybko do Jasona poleciał o.O Rush jeszcze nie zdążył z Miami wyjechać, a już pognał chlać i całować J’a…
    Ale to kluczowe „kocham cię” było mega urocze <333
    Katka, jeśli dobrze pamiętam Charlie to twoje dziecko, ja wiem, że on chce Rusha przelecieć, trzeba zachować równouprawnienie w związku! :D

  16. Shivunia pisze:

    Tak, w końcu Rush to wykrztusił…. A Alex ma traumę i doła. „- Nie rozumiem – mruknął jakby do siebie i wyszedł.” Biedactwo, niemal mi go szkoda XD

  17. ania_niut pisze:

    Komentarz długi, a jednak jest coś na co nie zwróciłam uwagi! Po powtórnym przeczytaniu i dłuższym namyśleniu zorientowałam się, że nie zauważyłam pewnej bardzo istotnej rzeczy. Mianowicie… dwóch rzeczy. Rush przyprowadził Charliego do hotelu! Początkowo byłam tak zaaferowana Alexem… A tutaj hmmm nie dość, że co by nie mówić, postawił się w końcu brat (przecież nie mógł wiedzieć jak ten się zachowa!), to jeszcze powiedział Charliemu, że go kocha. No nie wiem, nie wiem co z tego wyniknie ale przeczucie mam jedno. Coś się niedługo spierdoli! Tak!:D

  18. Katka pisze:

    Elis, „Będzie go kusiło mając Jasona blisko siebie i chętnego.” och taaaak, bardzo chętnego, haha. Alexik myślał, że niedługo wróci do Anglii i problem z głowy. A tu taki psikus, zostaje w jednym mieście z wielkim, napalonym tatuażystą, haha.

    Ania, taki ten komentarz duży i rozbudowany <3 Charlie uparł się na te wafelki, cóż zrobić, hehe.

    Anya, tak, pieprzenie się z gorącą ptaszyną to dla Jasona nic w porównaniu do seksu z lodową królową XD

    Tamiya, "to rzucam wszystko i czytam" haha, to bardzo miłe :D Byle się jakoś źle nie zemściło. "I może w końcu Charlie przeleci Rusha…" No kurcze trochę dużo czasu mu zajmuje zabranie się do tego XD

  19. Elis pisze:

    Zostają!!! Kocham Was za to, że ich nie wywaliłyście. :) Jestem w siódmym niebie. Wspaniały rozdział na rozpoczęcie dnia. :)

    Alex jaki zmieniony. Pozwolił bratu zostać w hotelu, nie zmusza go do pracy. Może jak będzie widział związek Rusha i Charliego to sam dojdzie do jakichś wniosków.
    „A więc Alex też zostaje. Na więcej niż dwa miesiące. Już on go w spokoju nie zostawi.” Taaaaak, taaak, taaak. Rozgrzeje tą lodową królową. I Alex się tego boi. Będzie go kusiło mając Jasona blisko siebie i chętnego.

    Młody nieźle się schlał. Najpierw było mi go szkoda jak myślał, że już Rusha nie zobaczy, a później chciało mi się z niego śmiać.

    Kocham całą czwórkę. Was też. :)

  20. ania_niut pisze:

    Ojka, ojka, dużo wrażeń, mało słów, że tak powiem xD
    Zacznijmy od tytułu. Nie wiem czy to niesamowita siła mojego intelektu i zdolności dedukcyjne(tak!), czy najzwyklejsza kobieca intuicja sprawiły, że po przeczytaniu tytułu rozdziału byłam pewna, co się w nim wydarzy. A wcześniej byłam stuprocentowo pewna, że wyjadą. Nie wyobrażałam sobie innej opcji. Czekałam na wkroczenie do akcji tego kumpla Charliego, którego imienia nie jestem w stanie zapamiętać;) Swoją drogą mam nadzieję, że jeszcze się pojawi i namąci w życiu tej przesłodzonej parki;p Niestety, zmuszona jestem przyznać, iż wyobrażając sobie tego do bólu uradowanego Rusha dostawałam mdłości. Taki skaczący po pokoju dzieciak z niegasnącym głupim wyszczerzem na twarzy. ble.
    Jeśli chodzi o Charliego to… nie mam pojęcie dlaczego od pierwszego momentu, w którym wspomniane było o Jasonie wyciągającym z szafki wafelki, cały czas wszędzie je widziałam. Miałam wręcz wrażenie, że pojawiały się one w co drugim zdaniu. Bardzo szybko zaczęły mnie irytować, zanim jeszcze Charlie zaczął robić z nich domek… Wtedy miarka się przebrała. Zamiast w miarę normalnego Charliego widziałam rozkapryszonego bachora, któremu Jason niczym znudzony rodzic sadzający dziecko przed telewizorem, pozwala bawić się wafelkami. Eh, te wafelki. Będą mnie prześladować. Nie wiem czemu tak się ich uczepiłam, ale naprawdę, niezwykle utrudniały mi odbiór tego rozdziału;p
    Jason, który nie myśli o farcie z okazjonalnego seksu – słodki. Tak jak tylko on może być słodki;) Mam nieodparte wrażenie, że nie połakomiłby się na pijanego Charliego. I dobrze. Za niskie progi;p
    Jednakże nie wafelki, lecz Alex był najważniejszy! Wystarczyło: „Ale nie musicie wstawać. Dzwoniłem i powiedziałem Michelowi Spencerowi, że cię nie będzie.” i szczęka mi opadła. Do tej pory nie jestem pewna, czy mam ją na właściwym miejscu. Czego jak czego, ale nie tego się po nim spodziewałam. Tylko nie zróbcie mi kiedyś z niego ciepłych kluchów!;p
    A, i jeszcze odnoście Charliego. Pijackie uśmiechy to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
    Amen.

    P.S. Obiecane 200, udało mi się;) wafelki<3

  21. Anya pisze:

    no, książęta zostają! wiedziałam, ciekawiło mnie tylko, jak to rozegracie xD

    pijane postacie są takie zabawne. Jason – lowe <3 alex – lowe <3 tylko czemu nie było JasonAlex? ;< jestem psychofanką tej parki. ale to słodko, że Jason nie chciał się przespać z Charliem, bo mu się Lodowa Królowa przypomniała xD

    ogólnie w ogóle cudownie aaaaaaaaaach! tylko szybko szybko więcej dalej!

  22. Tamiya pisze:

    Czuję się uzależniona, jak tylko widzę, że jest nowy rozdział, to rzucam wszystko i czytam, no chyba, że przysypiam na biurku i literki się tak śmiesznie zlewają ._____. XDD
    Haha, Jason już wpadł, nawet nie chciał pomacać Charliego, bo cały czas widzi Królową Lodu <33 Śmieszne to w sumie było XD I Charlie tak uroczo "Piję, bo mnie zostawiłeś!" <33 Królewska parka powraca, a z nimiii… Sir Jason i Królowa Lodu :D
    A Alex jaki podłamany, że zostaje w Miami :D A Rush "Może stęsknił się za Jeane?"… Jeśli tęskni to za czym innym XD A jak nie tęskni, to niedługo zacznie :)
    Cudownie, że zostają! Teraz tylko kwestia czasu zanim Jason oswoi Alexiątko i dowiemy się o tych jego lękach <333 I może w końcu Charlie przeleci Rusha… :D

  23. Shivunia pisze:

    Gordon>> ” mialem ochote go pchnac na lozko ]:->” hohoho aż jesteśmy ciekawe >:]
    I co by było jakby zadzwonił później? hmm nigdy nie wiadomo. Nie wiadomo też czy do czegoś by jednak doszło

  24. Gordon pisze:

    Rush zostaje!
    kocham was laski, teraz moge spac spokojnie. ten blondi jest niemozliwy. nawet jak biegal jak pojebany po pokoju cieszac sie jak dziecko mialem ochote go pchnac na lozko ]:->
    zajebisty rozdzial. mialem niezla beke z mlodego. tylko co by bylo gdyby Rush zadzwonil pozniej a mlody by zdazyl sie z Jasonem przespac xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s