Fire Dragon Tattoo Studio – 42 – No to koniec

Przystojny, jasnowłosy Anglik zamknął za sobą drzwi do dużego apartamentu i zdjął buty. Odetchnął, spoglądając na zegarek i wszedł w głąb pomieszczenia. Było jeszcze trochę czasu do umówionej z Jasonem godziny. Był zmęczony, ale chciał jeszcze wykorzystać swoją ostatnią okazję przed wyjazdem. W końcu, kiedy wróci do domu, spotka się ze swoją narzeczoną i już nie będzie innych opcji. Czuł się winny, że w ogóle tu był.
Zdjął marynarkę i odwiesił ją do szafy na wieszak. Jeszcze by się pogniotła. Niemal całe pomieszczenie było bialutkie, a niedługo miał tu przyjść ten kolorowy, bezczelny tatuażysta. Poczuł, jak dziwne dreszcze przebiegły mu po plecach.
Niespodziewanie, dziesięć minut przed czasem, usłyszał dzwonek. Spojrzał na drzwi. Wcale nie był pewny, czy chciał je otwierać. Przedłużał ten moment jeszcze chwilę, po czym podszedł do nich i otworzył. Za nimi stał Jason Rebel, opierając się przedramieniem o futrynę. Uśmiechnął się bezczelnie do Alexa. Czuć było od niego papierosy. Zapewne zgasił jednego tuż przed hotelem.
— No hej — wychrypiał.
Alex zmierzył go mało przyjaznym wzrokiem.
— Witaj. Wejdź i pójdź się umyć. Śmierdzisz — rzucił gorzko, odwracając się i idąc do salonu.
Jason automatycznie zmarszczył brwi i wszedł do środka.
— Czym ci, kurwa, śmierdzę? Szlugi tak ci przeszkadzają? — burknął, zdejmując buty.
— Tak. — Usłyszał z drugiego pomieszczenia. — W łazience są czyste ręczniki.
— Ej, nie możesz się przyzwyczaić? — Jason wszedł do pokoju, w którym był mężczyzna.
Ten spojrzał na niego chłodno.
— Nie — stwierdził kategorycznie.
— To może coś w zamian zaoferujesz? Dasz się pocałować na przykład? — Jason uśmiechnął się przebiegle, zbliżając się do niego, ale Alex momentalnie odsunął się o krok i zatrzymał go, kładąc mu rękę na klatce piersiowej. Jego dłoń była bardzo ciepła i przyjemnie gładka, choć duża i męska.
— Nie zapominaj się. Nie musisz tu być.
Jason wywrócił oczami i założył ręce na piersi.
— Taa, ale każesz mi się umyć, bo ci śmierdzę, to chociaż daj za to buziaka. Za trudne?
Alex nie wydawał się, jakby miękł pod wpływem jego przekonywania.
— Tak. Idź się umyć.
Jason zmierzył go wzrokiem, po czym z grymasem skierował się do łazienki i zniknął mu z oczu. Alex odetchnął ciężko, luzując krawat pod szyją. Po chwili zastanowienia całkowicie go zdjął. Zaniósł czarny neseser do sypialni, z łazienki już słysząc szum wody.
Po kilku minutach pojawił się Jason. Nie kłopotał się ubieraniem, ani nawet przewiązaniem ręcznika w pasie. Wszedł do sypialni całkowicie nago. Alex od razu zawiesił na nim wzrok. Czuł, że znowu zaczynał się denerwować, a jego spojrzenie w ogóle się go nie słuchało.
Jason bez skrępowania podszedł do niego, położył dłoń z boku twarzy i zanim Alex zdążył zareagować, musnął lekko jego wargi ustami. Anglik cofnął się tak gwałtownie, że niemal wpadł na fotel stojący za nim.
— Co ty robisz?! — syknął, rzucając z oczu soplami lodu, lecz tym razem nie zrobiło to na Jasonie wrażenia, bo tylko beztrosko wzruszył ramionami.
— Odbieram mojego buziaka?
Zdenerwowany Alex odetchnął szybko.
— Nie pozwoliłem ci.
— A co, było tak strasznie nieprzyjemne? — prychnął Jason, patrząc na niego czujnie.
Alex skrzywił się, ale szybko opanował swoją mimikę.
— Nie rób tego więcej.
— Nie odpowiedziałeś na pytanie. — Jason założył swoje długie, chude, wytatuowane ramiona na piersi.
Alex cofnął się jeszcze o krok.
— Tak. I nie zamierzam na nie odpowiadać — odparł twardo, lecz przełknął szybko ślinę. Był zdenerwowany. Jak zawsze przed.
Jason wywrócił oczami. Totalnie nie rozumiał tego faceta.
— Jak se chcesz. Rozebrać cię? — Podszedł do niego o krok.
Alex nieznacznie zacisnął pięść, żeby palce mu nie drżały.
— Nie — niemal szepnął.
— Nie…. bo? — Zirytowany Jason uniósł brwi. Znowu zerowy kontakt? Tylko fiutem go można dotknąć? Co za kłopotliwa bryła lodu. A taka seksowna…
— Nie, bo nie chcę.
— To nie — prychnął, siadając nagim tyłkiem na skraju łóżka i wpatrując się w niego z wyczekiwaniem. Naprawdę, nie miał pojęcia, po co się starał, jak miał taki chłodny odzew.
Przez dłuższą chwilę był tylko obserwowany przez starszego Greya, po czym ten zaczął rozpinać swoją koszulę. Jason uśmiechnął się do siebie, wpatrując się bezczelnie w ukazującą się pod nią klatkę piersiową. Skierował dłoń do swojego penisa i zaczął się powoli pobudzać.
Alex zaprzestał na moment, by podejść do neseseru. Wyjął z niego lubrykant i całe opakowanie kondomów. Podszedł do szafki obok łóżka i tam je zostawił. Nie wrócił na swoje miejsce w nogach łóżka, tylko stanął z boku, rozpinając mankiety.
— Byłoby szybciej, jakbym ci pomógł — zauważył Jason.
— Według mnie świetnie sobie radzę. Spieszy ci się?
— Mmm… Mógłbym się zająć twoimi spodniami. Mogę ci obciągnąć — zasugerował Jason, jakby mówił o pogodzie. Oblizał przy tym usta kusząco.
Anglik drgnął, ale bynajmniej nie z przyjemności.
— Raczej nie. Nie skorzystam — odpowiedział, zdejmując do końca koszulę.
Jason po raz kolejny doznał zdziwienia. Co za facet nie chce obciągania?
— Mówisz poważnie? — prychnął, gapiąc się na jego cudną klatę.
Zniesmaczony Alex skrzywił swoje kształtne usta.
— A to takie dziwne?
— Noo. — Jason zaśmiał się chrapliwie, wstając i obchodząc łóżko, by stanąć przed Alexem. — Czego się boisz? Obciągał ci już chyba ktoś, co? Musiało być przyjemnie — zamruczał.
Mężczyzna zmierzył go wzrokiem, zachowując dystans. Czuł się niepewnie i bardzo go to deprymowało.
— Do czego zmierzasz? Nie chcę. Po co to drążysz?
— Bo chcę ci obciągnąć — odparł Jason, w sumie nie mając pojęcia, po co naciskał, skoro i tak faceta nie zmieni w jeden wieczór. Ale i tak jakoś… Ten przystojny skurczybyk wydawał się zestresowany. A według niego obciąganie było jednym z lepszych sposobów na rozluźnienie.
— Po co? Przecież to jest obrzydliwe.
Jason wywrócił oczami. Co za pojebana logika. Coraz mniej go rozumiał.
— Co niby? Że mam wtedy kutasa w pysku? A jak już się tak upierasz, to jak coś to dla mnie. Chyba że ci ślina przeszkadza. — Uniósł brwi powątpiewająco.
Alex pokręcił głową, powstrzymując się od komentarza. Nie miał zamiaru mu się tłumaczyć. Sama myśl… czegoś śliskiego na penisie. Źle mu się to kojarzyło. Za bardzo z seksem z narzeczoną.
— Nieważne. Jeśli ci coś przeszkadza, to możesz wyjść. Nie trzymam cię tu na siłę — mruknął obojętnym głosem, odwracając się. Zaczął rozpinać spodnie.
Jason znowu usiadł na skraju łóżka.
— Co chwilę powtarzasz, że nie muszę tu być, a sam zadzwoniłeś. Więc chyba byłbyś zawiedziony, jakbym sobie odfrunął.
Alex zastanowił się chwilę, patrząc szaro-niebieskimi oczami w kremowy dywan.
— Cóż, nie zaprzeczę, że byłbym rozczarowany. Położysz się?
Jason na ten moment nie miał ochoty się kłócić, więc położył się na boku, podpierając głowę na dłoni. Był tak wysoki, że stopy omal mu nie wystawały za łóżko. Było ono jednak na szczęście duże, a do tego miękkie i wygodne.
Tymczasem Alex pozbył się swoich spodni oraz bielizny i wsunął się na materac. Dyskretnie przełknął ślinę, biorąc z szafki lubrykant, a Jason obserwował go w milczeniu, czekając na jego ruch. Był zestresowany, a jednak zdeterminowany, więc chciał, żeby pokazał, czego chciał.
Alex zerknął na niego, a następnie na lubrykant. Wahał się, ale w końcu wyciągnął do Jasona tubkę.
— Połóż się na plecach.
Jason wywrócił oczami i przyjął tubkę.
— Znowu na jeźdźca? — Miał ochotę złożyć go wpół i wbijać się w niego, pochylony nad tym cudnym ciałkiem.
Spanikowany Alex zatrzymał się w połowie ruchu.
— Źle?
Jason prychnął i pokręcił głową. Nie miał pojęcia, jak się obchodzić z tym facetem. Podsunął się do niego i położył dłoń wysoko na jego udzie.
— Możemy dzisiaj spróbować innej pozycji — zamruczał.
Alex spojrzał na jego dłoń bardzo, bardzo niepewnie.
— Wolałbym jednak nie. Tak jest dobrze.
— Inaczej też może być dobrze. Nawet lepiej — odparł Jason, głaszcząc go lekko po udzie. Ależ ten facet ma ciało… Gładkie, ciepłe i twarde. Pod jego skórą były chyba tylko idealnie wyrzeźbione mięśnie. Nie był napakowany, a po prostu harmonijny.
— Nalegam nad pozostaniem bez zmian — powtórzył Anglik, zdejmując dłoń Jasona ze swojego uda i kładąc ją na swój pośladek.
Mężczyzna od razu się uśmiechnął i ścisnął jego tyłek z niskim pomrukiem.
— To będzie na jeźdźca, jak dasz sobie obciągnąć — odparł uparcie, zbliżając twarz do jego krocza.
Alex odsunął się tak gwałtownie, że aż przewrócił się z klęczek na pośladki.
— Nie! — jęknął z paniką.
Przytrzasnął tym dłoń Jasona, która ścisnęła jego pośladek stymulująco, a mężczyzna otarł się policzkiem o jego penisa. Serce zabiło mu tak szybko, jakby miało zaraz się wyrwać z klatki piersiowej.
— Nie, nie, nie, nie! — zaskomlił, odsuwając się jak najdalej. Dopiero kiedy był w bezpiecznej odległości, odetchnął i wkurzony spojrzał na Jasona. — Nie rób tak!
Ten zmarszczył brwi, totalnie nie rozumiejąc jego reakcji. Przecież to nie mogło być tak odpychające. Może on sam był dla niego odpychający. Ale zadzwonił do niego, więc nie wiedział, czego w końcu chciał.
— Nie, to nie! — warknął. Nie rozumiał faceta i coraz bardziej go to wkurzało. A dodatkowo niezdrowo intrygowało. Chciał go poznać więcej i głębiej.
Alex odetchnął już spokojniej. Czuł, że w oczach mężczyzny musiał zachowywać się irracjonalnie, ale nie mógł inaczej. To było silniejsze od niego.
— Połóż się z powrotem.
Jason położył się na plecach i uniósł brew wymownie. Alex odetchnął jeszcze raz głęboko i przesunął się do niego, klękając okrakiem nad wąskimi biodrami. Dobrze czuł za sobą wyprężonego penisa mężczyzny.
Jason wpatrzył się w niego, sięgając na ślepo po lubrykant i wyciskając odpowiednią ilość na dłoń. Jedną sięgnął do jego pośladka, odchylając go, a palcami drugiej najechał na malutką szparkę. Zamruczał z zadowolenia, wyczuwając ją. Był w niej raz, ale już ją polubił. Była zaciśnięta, ale od razu zareagowała na dotyk. Tak samo jak Alex, który westchnął krótko. Czuł, jak jego penis ożywał momentalnie.
— Mm, to lubisz. — Jason uśmiechnął się pewnie, masując jego szparkę z zewnątrz.
Alex, niewiele myśląc, skinął głową, przez co Jason uśmiechnął się jeszcze szerzej. Masując jego jędrny tyłek jedną ręką, wsunął w niego powoli swój długi palec. Alex momentalnie się wyprężył. Przesunął dłonią od swojej klatki piersiowej aż na szyję i wtedy nagle zdębiał. Rękawiczki! Zapomniał. Spojrzał na Jasona panicznie.
— Hm? Co, cukiereczku? — zachrypiał mężczyzna, kręcąc w nim palcem.
Alex chwilę rozważał, co powinien odpowiedzieć. Z jednej strony chciał się zerwać i podbiec po białe rękawiczki, które nadal leżały w neseserze… z drugiej ten palec w jego wnętrzu…
Pokręcił głową.
— Nic. Kontynuuj.
Jason skinął głową i po chwili wsunął drugi palec, rozciągając jego wnętrze, od czasu do czasu też pieszcząc prostatę. Do tego Alex poczuł, jak druga dłoń tatuażysty przesuwała się wzdłuż jego pleców.
— Nie, nie. Zostaw — jęknął, prężąc się. Jego spojrzenie z każdą pieszczotą dosłownie się roztapiało.
Jason olał jego słowa, mając nadzieję, że w tym stanie Alex mu nie ucieknie. Nie umiał nic poradzić na to, że podobało mu się jego ciało. Głaskał go więc po plecach delikatnie i stymulująco, nie zapominając ani na chwilę o gorącym wnętrzu.
Niezadowolony Alex zaburczał.
— Zostaw — poprosił niemalże panicznie.
— Co ci to przeszkadza? — spytał Jason bez zrozumienia, kładąc dłoń na jego pośladku i wsuwając w niego równocześnie trzeci palec.
— Nie dotykaj… Proszęęę! — jęknął Alex przeciągle, aż wyciągając głowę do góry, kiedy Jason idealnie musnął go w środku.
Tatuażysta aż się rozczulił i od razu zmarszczył brwi. Skurczybyk był słodki, mimo że taki zdystansowany. Bez ceregieli wyciągnął z niego palce i klepnął w pośladek.
— Gotowa królowa śniegu? — Zaśmiał się chrapliwie. Jego własny penis już stał sztywno.
Alex pokiwał głową. Jedną rękę trzymał na swojej szyi. Czuł szybkie tętno pod palcami.
— Prezerwatywa — wydyszał.
Jason bez problemu sięgnął do szafki i otworzył jedno opakowanie. Nałożył gumkę na penisa i przytrzymał go. Uśmiechnął się do Alexa złowieszczo.
— No, dajesz.
Alex akurat tym nie wydawał się speszony. Z dużym wyczuciem nakierował się na penisa swoją szparką. Powoli zaczął się nasuwać. Otworzył przy tym swoje kształtne, teraz zaczerwienione usta. Jason miał ochotę go w nie pocałować, ale nic z tego.
Złapał go za biodra, czując pod palcami, jak gorąca była jego skóra. Odetchnął gardłowo. Alex chciał zaprotestować, ale powstrzymał się. Było dość niewygodnie, bo nie miał jak się podeprzeć rękoma. Podkulił jednak wygodniej nogi i zaczął poruszać się na mężczyźnie. Ten odchylił głowę do tyłu i zamruczał groźnie, czując obejmującą go ciasnotę. O tak! Alex był ciasny i seksowny. Jak ruszał się na nim i jak wyglądał, dotykając tej swojej szyi i włosów… Sama rozkosz.
— Oo…. O! — pojękiwał od czasu do czasu, patrząc rozpalonym wzrokiem na Jasona.
Ten mruczał gardłowo, nie spuszczając wzroku z prężącego się ciała. Po chwili sam zaczął unosić biodra, by mocniej się wbijać.
— Dobrze? — wychrypiał.
Alex pisnął, całkowicie zniewolony przyjemnością. Czuł się winny, że tak to uwielbiał.
— Ach! Taaak, taaak! — jęczał, nabijając się na penisa.
Jason uśmiechnął się i unosił biodra raz za razem, poruszając się w gorącej ciasnocie. Było dobrze. Sięgnął dłonią do jego penisa, zaczynając go mocno masturbować, ale Alex położył dłoń na jego nadgarstku.
— Oooch… a… nie… nie musisz — wydyszał.
Jason odtrącił jego dłoń i przesuwał własną po jego penisie. Nie chciał mu dać obciągnąć, to chociaż mu strzepie. Czując pulsowanie pod palcami, bardziej się podniecił. Ten facet seksownie reagował, kiedy był podniecony. Nie mógł oderwać od niego wzroku.
Alex był już na granicy. Jego wnętrze pulsowało i dawało rozkosz. Był tam tak delikatny i wrażliwy.
Zajęczał spazmatycznie, drżąc na całym ciele, aż wreszcie Jason doszedł w nim z głuchym stęknięciem. Nie zaprzestał jednak stymulacji jego penisa. Czując w sobie drżenie, Alex krzyknął głośno, wyginając plecy do tyłu i dochodząc. Czuł szybki puls pod palcami, które nadal trzymał na swojej szyi.
Jason oddychał chwilę płytko, po czym, nie wysuwając się, uniósł się do pozycji siedzącej i cmoknął go w usta z pełnym zadowolenia uśmiechem. Alex, momentalnie tym otrzeźwiony, odepchnął mężczyznę z powrotem na posłanie.
— Nie! — syknął, podnosząc się. Pospiesznie zszedł z niego i wyszedł do łazienki, zatrzaskując drzwi.
Jason wydał z siebie zmęczone westchnienie i zagapił się w sufit. Był totalnie wypompowany. Na ślepo zdjął gumkę, związał i odłożył.
Leżał dłuższą chwilę, odpoczywając, po czym wstał i bezceremonialnie wszedł do łazienki. Tam przecież zostawił ciuchy. Przez szklane drzwi zobaczył Alexa. Musiał go nie usłyszeć, bo stał w strumieniu wody, trzymając dłonie na twarzy.
Jason wpatrzył się w niego spokojnie, zakładając na tyłek gacie i zaraz potem wąskie, czarne spodnie. Kiedy założył jeszcze bluzkę, oparł się tyłkiem o umywalkę i czekał, aż Alex wyjdzie. Wolał się pogapić, niż znowu go spłoszyć.
Anglik stał pod prysznicem naprawdę długo. W końcu jednak odsunął ręce od twarzy i wtedy zauważył mężczyznę. Aż się spłoszył, ale szybko się opanował i otworzył drzwi kabiny.
— Mógłbyś wyjść? Potrzebuję prywatności — rzucił chłodno, czyli tak jak zwykle.
Jason wywrócił oczami i wyszedł z łazienki, zostawiając go samego. Zapalił przy oknie, czekając. Czuł się jak w krainie czarów, a raczej w krainie tej osobliwej królowej śniegu, która roztapiała się tylko w obliczu analnych pieszczot. Nie był tylko pewien, czy chciał kojarzyć własnego penisa z magiczną różdżką. A tak się czuł. Jak narzędzie posiadające to, czego tyłek tego faceta potrzebował.
Po kolejnych długich minutach z łazienki wychynął Alex w długim, białym szlafroku. Spojrzał na Jasona z niesmakiem, a ten uniósł brwi i wypuścił z ust dym.
— Co?
— Wolno się uczysz. Nie idziesz już?
— Nie spieszy mi się nigdzie — odparł lakonicznie i zgasił peta na zewnętrznym parapecie.
Alex wykrzywił się z oburzeniem, widząc to.
— I widzę, że nie masz też poszanowania do niczego?
Jason uśmiechnął się złośliwie i wzruszył ramionami.
— Do czegoś mam, skoro nie przekręciłem cię na plecki, kiedy tak słodko jęczałeś, mimo że miałem wielką ochotę wbijać się w ciebie i patrzeć, jak pode mną wierzgasz.
Starszy Grey momentalnie poczerwieniał na twarzy, ale poza tym nie dał w żaden inny sposób po sobie poznać, jak bardzo się speszył i… przestraszył.
— Zrzuciłbym cię — odparł tylko.
Jason zaśmiał się chrapliwie i pokręcił głową z powątpiewaniem.
— Byłoby ci zbyt dobrze.
Alex mimowolnie się cofnął, na powrót się denerwując.
— Nie byłoby… — zaprzeczył, niemalże pod nosem, a nieprzyjemny skurcz w żołądku upewnił go w tych słowach.
— Nie możesz tego wiedzieć. — Jason ściągnął brwi. Nie rozumiał jego dziwacznego zachowania. — Masz jakąś fobię?
Alex zacisnął szczękę. Chciał być miły, ale miał dość.
— Koniec. Wyjdź już — rzucił chłodno, unikając odpowiedzi i wychodząc do drugiego pokoju.
— Hej! I już? Wymigujesz się — zauważył Jason, schodząc z parapetu i ruszając leniwym krokiem za mężczyzną.
Alex zatrzymał się w połowie kroku i odwrócił tak raptownie, że Jason o mało na niego nie wpadł.
— Co cię to w ogóle obchodzi? Wyjdź! Już cię nie potrzebuję! — syknął, a w jego szaro-niebieskich oczach było widać tak wiele skrajnych uczuć, że aż ciężko było je wszystkie uchwycić.
Jason zmarszczył się, patrząc na niego groźnie.
— Co za, kurwa, nie potrzebujesz? — fuknął. Wiedział, że mieli tylko seks i do tego zaledwie dwa razy, ale te słowa zabrzmiały zwyczajnie bezczelnie. — Nie jestem jak twój lokaj czy pokojówka, których sobie możesz odprawić po wykonanej robocie! — warknął.
Alex zwęził powieki. Nie przeszkadzało mu, że patrzył na mężczyznę w górę.
— Tak? A kim niby jesteś?
— Spaliśmy ze sobą. A nie sprzątałem u ciebie, więc nie pierdol!
— Pytam, kim więc jesteś, że nie mogę cię ot tak odprawić? — zripostował Alex, zakrywając się szczelniej szlafrokiem.
Jason zacisnął wargi, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Nie wiem! — warknął. — Ale trochę szacunku, jak sam tak go, kurwa, oczekujesz.
Alex uśmiechnął się kącikiem ust i pokręcił głową, przymykając oczy.
— Dla mebli — prychnął i ponownie ruszył do salonu.
Jason zapatrzył się za nim. Szybko jednak zacisnął szczęki, poszedł jego śladem i szarpnął za ramię, odwracając z impetem do siebie.
— Co to miało znaczyć? — spytał, pochylając się do niego nisko i ściskając mocno za ramię.
Alex wzdrygnął się, ale szybko odzyskał rezon i odpowiedział twardym spojrzeniem.
— Żebyś miał szacunek do mebli i nie gasił na nich swoich paskudnych papierosów — rzucił twardo i wyrwał mu się. Odszedł ze dwa kroki. — Do mnie nie musisz — dodał ledwo słyszalnie, jakby do siebie.
Jason wpatrzył się w jego oczy, marszcząc brwi.
— Nie muszę? Czyli mogę zrobić to? — spytał.
Złapał go za ramię i mocno pocałował w soczyste usta, a Alex momentalnie go odepchnął, na tyle silnie, że Jason wylądował na ziemi.
— Nie rób tego! — krzyknął, po czym zatkał ręką usta i odsunął się na drugi koniec pokoju. Jak zastraszane zwierzątko.
Zamurowany Jason zapatrzył się za nim, po czym wstał z podłogi.
— To mam mieć szacunek czy nie? W ogóle… — zaklął pod nosem i zbliżył się do niego powoli. — Ty masz ze sobą jakiś problem.
Alex spojrzał na niego chłodno, z dystansem, jakby dzieliła ich ściana z lodu. Nie rozumiał, dlaczego Jason jeszcze nie wyszedł mimo tych wszystkich wysublimowanych obelg, które mu do tej pory rzucił.
— Nie możesz po prostu wyjść? Wykorzystać sytuację i zapomnieć, nie wystarczy?
— Nie — prychnął Jason i stanął przed nim. — Co jest?
Alex spojrzał na niego twardo i nie odpowiedział. Nie miał zamiaru się z tym zupełnie mu obcym człowiekiem dzielić czymkolwiek. Poza seksem… ale to było zupełnie coś innego.
Jason zmarszczył brwi, patrząc w jego zaciętą, przystojną twarz. Nie miał pojęcia, po co tu jeszcze stał. Ale ten facet… miał w sobie coś. Kiedy jednak milczenie się przedłużało, wykrzywił usta i burknął:
— Zresztą to nie mój problem. — Po tym podszedł do leżących na podłodze butów i zaczął je zakładać.
Anglik przymknął oczy z wdzięcznością. Chciał już być sam. Jason ubrał buty i nawet nie odwracając, otworzył drzwi.
— Na razie — rzucił tylko i wyszedł.

***

W salonie w niedużym mieszkaniu Charliego prawie wszystkie światła były pogaszone, za wyjątkiem małej lampki stojącej w rogu. Chłopak siedział przed komputerem, popijając wodę z lodem i czekając na Rusha. Czuł się beznadziejnie, a dobijająca mu się do głowy świadomość, że Rush wracał do Anglii, sprawia, że bladł i robiło mu się niedobrze.
Około dziesiątej wieczorem usłyszał dzwonek do drzwi. Zamknął komputer, przeczesał włosy palcami i dopiero poszedł otworzyć. Przed progiem zobaczył Rusha. Był ubrany w zwykłe, długie, jasne spodnie i koszulę z marynarką. Uśmiechnął się smutno.
— Siema.
— Cześć, wejdź — odparł Charlie, otwierając szerzej drzwi.
Rush wszedł do środka z ponurą miną. Weszli do salonu bez zbędnych słów. Było dość… niezręcznie.
— Siadaj — poprosił Charlie. — Chcesz coś do picia? Ile w ogóle mamy czasu? — mruknął, wydymając usta.
— Może herbatę? — spytał Rush, siadając. Był przybity, ale starał się tego za bardzo po sobie nie pokazywać. — I trochę mamy… Znaczy, rodzice mają jeszcze rano dzwonić… no, od siebie, czyli u nas jakoś koło pierwszej, drugiej w nocy. I mam być w hotelu.
Charlie skinął głową i zniknął na chwilę w części kuchennej. Przyniósł po chwili gorącą herbatę w filiżance i postawił na stoliku przed Rushem. Sam usiadł obok.
— No, chujowo…
Rush zagapił się w stolik.
— No…. — mruknął. — W ogóle, jak chcesz to rozwiązać?
Charlie spojrzał na niego szczenięco.
— Mnie się pytasz? — jęknął.
Rush też nie wyglądał na pewnego.
— Nie wiem… Nie chcę jechać.
— A ten… — Charlie zagryzł wargę i zaczął nerwowo bawić się breloczkiem. — Nic już się nie da zrobić? Jakoś Alexa byś poprosił… czy coś?
Rush sięgnął po filiżankę, grzejąc na niej ręce.
— To już nawet od niego nie zależy.
— No, a praca? Skończyliście już w Miami? Mówiłeś, że to duży rynek — naciskał Charlie, a Rush poczuł się absolutnie winny.
— No, ale teraz mamy wrócić do domu. Nie wiem na ile, Charlie.
Chłopak przełknął ślinę i popatrzył na niego niepewnie.
— Co to oznacza?
Rush zagapił się w swoją herbatę.
— Nie możesz czekać — wymamrotał pod nosem.
Chwilę panowała całkowita cisza, a Charlie nawet przestał obracać breloczkiem na palcu.
— Znaczy… — zaczął. — Znaczy, że… że nie wrócisz już?
Rush nie miał siły, żeby spojrzeć na kochanka.
— Nie wiem…
— Czyli nie wrócisz — szepnął osłupiały Charlie.
Rush zacisnął palce na kubku. Nigdy nie czuł się tak fatalnie, zostawiając kogoś. Czuł się koszmarnie winny. Z drugiej strony jego samego serce aż bolało z tego wszystkiego. Jakby jego życie właśnie wygasało.
Nie odpowiedział.
Charlie patrzył na niego i zacisnął mocno zęby na dolnej wardze, czując, jak do oczu napływały mu łzy. Nic nie mógł jednak poradzić i spłynęły mu po policzkach. Rush spojrzał na niego, tknięty jakimś przeczuciem. I zamarł. Poczuł, jakby coś rozrywało go od środka. I nie było to ani trochę przyjemne.
Odstawił filiżankę na stolik i przyciągnął Charliego do siebie, tuląc go z całej siły.
— Przepraszam… Nie chciałem, żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakał.
Chłopak wtulił się w niego, starając się zdusić w sobie płacz. Mimo to, objęcie wydawało się wyciskać z niego więcej łez.
— Rush, nie chcę, żebyś wyjeżdżał! — jęknął.
Zrozpaczony Grey skrzywił się i troskliwie pogłaskał chłopaka po plecach.
— Szzz… Już nie płacz. Serce mi pęka. Myśl o tym, jak było fajnie.
Charlie pokiwał głową, ale nie odpowiedział. Nie chciał się odsuwać, nie chciał, żeby Rush wyszedł. Jezu, to miał być koniec? Już? Wydawało mu się, że tak szybko zleciało, a on i tak zdążył się w nim zakochać. Teraz nawet początki wydawały się nieistotne.
Wreszcie wytarł dłonią wilgotne oczy i odsunął się, wgapiając się we własne kolana.
— No… było bardzo fajnie. — Zaśmiał się i pociągnął nosem.
Rush westchnął ciężko i pocałował go delikatnie w mokre oko.
— Słone. — Zaśmiał się ciepło, starając się chociaż odrobinę pocieszyć Charliego.
Ten zerknął na niego i uśmiechnął się blado.
— Taa… Ale może pocałuj mnie w usta? — szepnął, równocześnie łapiąc go za dłoń i splatając z nim palce.
Rush uśmiechnął się i cmoknął chłopaka. Zamruczał przy tym jak kociak, a Charlie od razu pocałował go mocniej, aż przymykając przy tym oczy z błogością.
— Twoje usta są najlepsze na świecie.
Rush odsunął się nieznacznie.
— Pochlebiasz mi aż za bardzo. — Pogłaskał go po włosach. — Mam się odezwać, kiedy już będę w domu?
Charlie zawahał się, ale po chwili skinął głową.
— Tak. Chyba. — Zmarszczył brwi. — A może jednak kiedyś jeszcze wpadniesz do Miami. — Uśmiechnął się przelotnie, zdając sobie sprawę, że to i tak koniec.
— Mhm… Może. Chciałbym — zamruczał mężczyzna, opierając swoje czoło o czoło Charliego. — Bym poznał szczęściarza, którego sobie znajdziesz. — Zaśmiał się gorzko.
— Nie mów tak — szepnął Charlie, aż czując, jak coś go ściskało, kiedy patrzył w te jasne oczy. — Wiesz, że chciałbym tylko z tobą.
Rush skrzywił się z bólem wypisanym na twarzy. Chciał mu powiedzieć, jak dużo dla niego znaczył, jaki był cudowny i kochany… ale nie chciał jeszcze bardziej tego wszystkiego utrudniać.
— Och, Charlie, proszę. Się ułoży.
Chłopak skinął głową i delikatnie cmoknął go w policzek.
— Na pewno. Ty pewnie i tak trochę tęsknisz do Anglii, więc może będzie dobrze. A u mnie, hm… przyzwyczaję się, że ciebie nie ma — mruknął. — Poza tym Ryan niedługo wychodzi, więc jeśli się odezwie, będę miał czymś zajętą głowę. — Uśmiechnął się słabo.
Słysząc imię starego przyjaciela Charliego, Rush poczuł ukłucie w sercu. Lecz skinął głową.
— Właśnie — zgodził się, nie chcąc przeciągać. — No i… ja chyba będę już szedł. — Podniósł się z kanapy, nie puszczając jednak dłoni chłopaka.
Charlie podniósł się szybko i spojrzał mu w oczy.
— Dobrze. Odprowadzę cię do drzwi.
Przy nich Anglik jeszcze się zatrzymał. Spojrzał w oczy chłopaka, z którym spędził kilka długich, naprawdę wspaniałych miesięcy i gorących nocy, a następnie na ich splecione palce.
— Ostatni buziak. — Uśmiechnął się jak szczeniak, pochylając się do Charliego. Od razu zobaczył jego uśmiech i poczuł jego ciepłe usta na swoich. Pocałunek był wyjątkowo delikatny.
— Trzymaj się, Rush — wydusił Charlie, a mężczyzna uniósł jego rękę do ust i cmoknął jej wierzch.
— Trzymaj się, Charlie — odpowiedział z silnym, brytyjskim akcentem i puściwszy jego dłoń, odszedł. No to koniec.

19 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 42 – No to koniec

  1. Katka pisze:

    Tigram, to dobrze :D I fajnie, że nawet czytany już, stary tekstu wzrusza ;) Także czytaj, czytaj, byle się nie znudziło XD

  2. Cath pisze:

    Kurwa, podziwiam Jasona, ja bym już dawno przewróciła Alexa na plecki i wzięła co chciała ;)
    W ogóle czytając o nim i jego rysunkach i tatuażach jakie tworzył aż zapragnęłam sobie też zrobić, ale gdzie ja znajdę takiego Jasona???
    Był jakiś jego realny pierwowzór? :D

  3. Katka pisze:

    Elis, „Nauczyć akceptacji siebie i tego, że chce być pieprzonym przez faceta” – o taaak, hehehe, chceee XD

    Anya, to filmowe zakończenie, pod tytułem „żegnaj, mała” – mega skojarzenie. Tylko jeszcze brakuje tego filmowego uśmiechu Rusha przy tych słowach, hehe.

    DaughterOfWind, „I Dżej oczywiście za punkt honoru sobie wyznaczy leczenie biednego Aleksia” – cóż za pewność XD

  4. Elis pisze:

    Nie miałam netu, ale już nadrobiłam zaległości. :)
    Widzę, że jednak bracia wyjeżdżają. :(

    Szkoda mi Jasona w tym rozdziale. Został potraktowany jak rzecz. Zrobił swoje i wynocha, ale Alexa chyba mi bardziej żal. On się strasznie męczy. Jest jak wystraszone małe zwierzątko, które potrzebuje pomocy w oswajaniu i musi mieć świadomość, że nic mu już nie grozi, żeby pozwolić sobie na coś więcej. To jak uciekał przed Jasonem, kiedy ten chciał mu obciągnąć… Potem po tym „całusie” Czy narzeczonej też nie pozwala się dotykać? Widać jak dla niego obrzydliwy jest seks z nią po jednej wzmiance. Pewnie każdy jej dotyk wyzwala w nim coś niedobrego. Jak wyjedzie to kto mu pomoże pokonać lęki? Trzeba stopniowo przyzwyczajać go do dotyku. Nauczyć akceptacji siebie i tego, że chce być pieprzonym przez faceta, i nie ma w tym nic złego. Tylko Jason dał by radę pokonać jego lęki, które są pewnie zakorzenione od dzieciństwa. Trudne zadanie, ale nie niewykonalne. W tej łazience, kiedy Alex był pod prysznicem to myślałam, że płacze. Wyglądał mi na roztrzęsionego złego na siebie, że znów To zrobił. Teraz wyjeżdża i… :(
    Czasami chodzi mi po głowie, że Alexa ktoś bardzo skrzywdził i dlatego jest taki pełen strachu i fobii.

    Scena pożegnania Charliego i Rusha wywołała u mnie łzy w oczach. Cieszę się, że Charlie pozwolił sobie na płacz. To nic złego. Przecież kocha Rusha i musi się z nim rozstać pewnie na zawsze. Dla mnie chłopak może sobie popłakać. Po co dusić wszystko w sobie i udawać twardziela.
    Anya napisała, że wyjście Rusha było takie filmowe, zgadzam się i to było cudne.

    Greyowie, a szczególnie Alex (no dałyście nam taki kąsek i go zabieracie :( ) muszą zostać. Nie zgadzam się na ich wyjazd.

  5. Anya pisze:

    ”- Trzymaj się, Charlie – odpowiedział z silnym brytyjskim akcentem i puścił jego rękę, odchodząc. No to koniec.”
    łaaaa, ten brytyjski akcent… to sprawiło, że to wyjście było takie… filmowe. tzn. ja wyobraziłam je sobie bardzo filmowo. takie ‚żegnaj, mała.’

    NJEEEEEEEEEEEEEEEE.
    Nie mogą wyjechać! Jak ostatnio stwierdziłam, że straciłam zainteresowanie dla Charliego i Rusha (bo J&A! <3), tak ta scena była taka… smutna. Biedny Charlie.

    I biedny Jason! Przecież oni NIE MOGĄ wyjechać, no możecie tak zostawić wątku Jason/Alex! Przecież Jason musi przełamać Alexa a potem, jak ładnie określiłyście, 'złożyć go w pół i wbijać się w niego, pochylony nad tym cudnym ciałkiem.' xD
    No i ciekawi mnie geneza tej fobii Alexa o.O ciekawa postać z tego skurczybyka.

  6. DaughterOfWind pisze:

    Buu, i to przeczucie, że to się tak nie skończy -.-
    Z jednej strony tylko się cieszyć (Dżej & Ej), a z drugiej tragedia (Charline i Richardo).
    Świetny motyw z tą fobią Alexa. I Dżej oczywiście za punkt honoru sobie wyznaczy leczenie biednego Aleksia ;p Aww, brakuje mi delikatnej nutki angsta. ^ ^’

  7. Katka pisze:

    Haru, cieszę się, że tak Cię wzruszyło ;*

    Tamiya, hahaha, nie ładnie czytać najpierw komentarze! XD Tak, Jason ma z nim duuuży problem, Alex z samym sobą jeszcze większy. A to nasze chude smoczysko chciałoby go tylko trochę bardziej dotknąć :(

    Ania, fajnie, że komentujesz :D I cieszę się, że podobało Ci się pożegnanie :)

  8. Tamiya pisze:

    Przez pomyłkę przeczytałam najpierw komentarze i dowiedziałam się przedwcześnie, że Alex zapomniał rękawiczek ;______;
    Ale jest w końcu moje kochane Alex x Jason <33 Och, jak ja lubię jak Alexik traci nad sobą kontrolę, taki niewinny i rozczochrany i aww. On ma naprawdę jakiś wielki problem z tym wszystkim, ciekawa jestem, co mu się stało/co mu jest, bo to wygląda niemalże jak fobia albo jakaś trauma. Biedny Jason, został potraktowany jak mebel :( I nawet nie mógł sobie zmacać ciałka Alexa ani go normalnie pocałować (wymuszone się nie liczą).
    Ta scena z naszą królewską parką… prawie się popłakałam, na serio :( Ja nie chcę żeby Greyowie wyjeżdżali! Nie chcę, nie chcę, nie chcę! I to ich pożegnanie, takie… och, nie zniosę tego! Żaden Ryan, powiadam! Charlie należy do Rusha! Niech on nie wyjeżdża, oni mają być razem :( A Jason musi mieć czas na oswojenie Alexika…
    Dajcie następny rozdział szybko, ja muszę wiedzieć, co będzie dalej! <333

  9. Haru pisze:

    Ja tak nie chceee! Żaden Ryan! Ja chcę Rusha!
    On tylko wyjeżdża a ja ryczę jakby co najmniej był śmiertelnie chory.
    Jezu i znowu ten Alex taki niedotykalski. Aż szkoda się Jasona robi. Oni nie mogą sobie pojechać. Musi się poukładać.

  10. ania_niut pisze:

    Niesamowite. Świetny rozdział. Alex bez rękawiczek – nie spodziewałam się. Czekałam, codziennie sprawdzałam, chciałam Alexa i Jasona… teraz przeczytałam i zapamiętałam tylko rozstanie. Dziwne, bardzo dziwne. Chciałam żeby Rush wyjechał. Miałam dosyć tej przesłodzonej parki. Tym bardziej, że od przyjazdu Alexa Rush był strasznie, okropnie irytujący. A tu taka niespodzianka. Ruszyło mnie to ich pożegnanie. Bałam się, że będzie do bólu ckliwe, a tego bym nie chciała. Tymczasem naprawdę mi się podoba. Rozstali się tak po męsku^^ I ten brytyjski akcent. mrau:)
    We wszystko mogę uwierzyć, ale nie w to, że to koniec:)

    A jeszcze odnośnie Aleksa… rozkleja się coś chłopak, nie pozwólcie mu wyjechać!

    P.S. No nie dobiłam 200 słów, ale praktyka czyni mistrza;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s