Fire Dragon Tattoo Studio – 41 – Everglades

Rush skręcił na zachód w stronę mieszkania Kate, gdzie mieli się spotkać, a potem pojechać na bagna w Everglades — wielkim parku narodowym z przyrodą subtropikalną. Pełnym mokradeł, jezior i ciekawych okazów roślin i zwierząt. Odwiedzając Miami, wręcz nie można było tu nie zawitać, dlatego Rush czuł, że odhaczał tą wycieczką jeden z obowiązkowych punktów swojego pobytu na Florydzie.
— Niezła nam się dziś pogoda trafiła, co nie? — zagadnął siedzącego obok Charliego.
— Mhm. Gorąco i przyjemnie — odparł chłopak z zadowoleniem, zakładając za uszy włosy, które wchodziły mu do oczu. Nigdy nie jeździł samochodami bez dachu, ale już się do tego przyzwyczaił. Taki powiew podczas jazdy miał swoje plusy, szczególnie w upalne dni. Ponadto miał na oczach okulary przeciwsłoneczne, które jakiś czas temu kupił mu Rush i już kilka razy posłużyły mu za opaskę.
— Przyjemnie. Ja lubię, jak jest ciepło. — Rush podkreślił swoją osobę w tym zdaniu. Był w jasnych jeansach i kremowej, lnianej koszuli, więc nie przegrzewał się specjalnie. Od czasu, kiedy przyleciał do Miami jakieś dwa i pół roku temu, nauczył się odpowiednio dobierać ubrania do tego klimatu.
— No, ja też. Jeszcze na plażę by się można było wybrać w jakiś upalny dzień. I wolny dzień — dodał Charlie z krzywym uśmiechem. Rush był przecież cały czas męczony przez Alexa. Z drugiej strony, po tym wolnym dniu, który ten dał mu kilka dni wcześniej, kiedy pojechali do wesołego miasteczka, chyba trochę odpuścił. W każdym razie Rush nie wspomniał mu, że brat opieprzał go za spotykanie się z nim.
— Można by. Chcę korzystać, póki mogę.
— A to pewne, że wracasz z Alexem? — spytał luźno Charlie, mimo że wcale tak luźno się nie czuł, kiedy o tym rozmawiali.
Widzieli już w oddali dom Kate. Okolica nie była specjalnie rozbudowana. Ot, zwykłe, niskie domki parterowe z dość łysymi ogródkami. Ten należący do Kate miał łososiowe ściany z zewnątrz i biały daszek nad wejściem.
— Nie wiem. Pewnie tak, chociaż ostatnio mniej mi się odgraża. A poza tym, wziąłem się za siebie i ciężko pracuję. Może to doceni i zostanę. — Rush westchnął z nadzieją, ale nie chciał być przesadnie optymistyczny.
— No, to się staraj. — Charlie zaśmiał się, a Rush uśmiechnął się ciepło i położył mu dłoń na udzie.
— Dla ciebie wszystko — odmruczał i zaparkował przed domem Kate.
Charlie wyszczerzył się do niego radośnie, wychylił się i pocałował w usta.
— To chodź, zwijamy tę małą wariatkę i jedziemy — dodał, wysiadając z BMW.
Rush kiwnął głową. Zamknął samochód i ruszył za kochankiem. Charlie pierwszy wkroczył na werandę i zadzwonił do drzwi.
— Pewnie będzie trzeba na nią czekać, zanim się ogarnie. — Westchnął, ale gdy drzwi się otworzyły, krew spłynęła mu z twarzy. Zbladł.
Przed nim stała babcia Kate. W różowym, sportowym dresiku. Uśmiechała się do niego radośnie swoją sztuczną szczęką. Jej siwe włosy spięte były w wątły koczek.
— Charlie, dziecko, co cię do mnie sprowadza? — Roześmiała się wesoło i złapała chłopaka za rękę.
Chłopak panicznie obejrzał się na Rusha, jakby szukał ratunku.
— Eee… bo my po Katy przyjechaliśmy. — Uśmiechnął się nerwowo do staruszki, mając głęboką potrzebę ewakuacji.
Starowinka machnęła ręką i wciągnęła Charliego do środka.
— Wyszła do sklepu, ale wy, słodziutcy, wchodźcie, wchodźcie! — zawołała dobrotliwie i zlustrowała wzrokiem Rusha. — A ten przystojny jegomość? Któż to? Nie miałam okazji poznać.
Rush przełknął ślinę, nagle czując, że wcześniejsze rozbawienie z powodu „emerytalnego koszmaru” Charliego go opuściło, a zastąpiło je zażenowanie.
— Rush, przyjaciel Charliego. — Podał jej rękę na powitanie.
— Och, bardzo miło mi poznać kolejnego urodziwego młodzieńca. Katy naprawdę ma bardzo rozkosznych znajomych! — Kobiecina zachichotała, ściskając jego rękę, a drugą sięgając w górę do policzka Rusha, który pogładziła kilka razy.
Charlie miał nadzieję, że Kate szybko wróci i wręcz już sobie wyobrażał, jak jej wytyka to, że im nie powiedziała. Przecież dobrze wiedziała, że wszyscy bali się jej babci. Mogła uprzedzić, że ta okupowała jej dom.
Rush wymusił uprzejmy uśmiech. Czuł się teraz sztywny jak Alex.
— Tak… Mi także miło poznać.
— No… ale, ptaszynki, chodźcie lepiej do salonu. Zrobię wam herbatkę, a potem poczekamy na moją wnusię — zaproponowała Susan i popchnęła ich w stronę salonu… kładąc im ręce bardzo, bardzo nisko na kręgosłupie.
Charlie aż się wzdrygnął i przyspieszył, by szybko usiąść na kanapie w małym saloniku. Czuł się jak w klatce z dziką bestią i wcale nie łagodził tego kolorowy wystrój domu Kate.
— A słyszałem, że rodzice Katy już wyjechali — rzucił do starowinki. Był pewien, że ona też pojechała.
— Tak, tak, polecieli już do Atlanty. Ale ja zostałam, powygrzewać stare kości! — Babcia zaśmiała się i wyszła do kuchni, aby zaparzyć herbatę.
Rush spojrzał na kochanka, potem na drzwi, za którymi zniknęła kobieta i znowu na niego.
— Już rozumiem.
— No, mówiłem, że jest straszna! — odparł Charlie z grymasem. — A się ze mnie śmiałeś. A jeszcze pięć centymetrów niżej i miałaby ręce na naszych tyłkach.
— Pięć? Jak dla mnie to już je tam miała. Weź, napisz do Katy, kiedy będzie…
— Dobra myśl. — Wyjął szybko telefon i wystukał wiadomość do dziewczyny. „Jak nie będzie cię za dziesięć minut, to nie wybaczę ci, że perfidnie wpakowałaś nas w szpony twojej babci”. I wysłał.
Rush pokiwał mu głową z aprobatą, kiedy akurat starowinka wróciła do saloniku. Postawiła dwa fikuśne kubki w kwiaty przed chłopakami i bez pardonu wbiła się między nich na kanapie.
— No pijcie, pijcie.
Charlie o mało nie jęknął głośno. Spojrzał na Rusha, którego mina była równie nieszczęśliwa jak jego. Aż bał się pić, dopowiadając sobie, że w środku był arszenik albo co gorsza pigułka gwałtu.
— Dziękuję. — Udało mu się wymuszenie uśmiechnąć do babuleńki.
Sięgnął po swoją herbatę. Rush zrobił to samo, dyskretnie przesuwając się bardziej na skraj kanapy.
— Ale, chłopaczki. — Susan jednocześnie klepnęła ich w uda. — Powiedzcie mnie, co was tu sprowadza?
Charlie poczuł się zmacany.
— Nie no… bo z Katy chcieliśmy wyskoczyć do Everglades, ale znowu z nią problemy. Byliśmy umówieni na pierwszą — odparł z lekkim uśmiechem, modląc się, żeby dziewczyna już wróciła. Albo chociaż napisała, że będzie lada chwila.
— Oooch, jedziecie na bagna? Wspaniale, zabiorę się z wami! — zdecydowała wesoło Susan, a Rush poczuł, jak skoczyło mu ciśnienie.
W tym samym momencie usłyszeli chrzęst zamka w drzwiach i do salonu weszła Kate. Kiedy stanęła w drzwiach, zobaczyła dość osobliwą scenę. Babcia, która siedziała na środku kanapy, trzymała dłonie na kolanach Rusha i Charliego, cała zadowolona, a oni byli bladzi na twarzy i patrzyli na dziewczynę jak na swój jedyny ratunek.
— Co się tu dzieje? — spytała, a jej babcia od razu wstała i podeszła do niej.
— Jedziemy na bagna. Idę się przebrać! — zawołała jak rozentuzjazmowana nastolatka.
Kiedy zniknęła im z oczu, Charlie szybko doskoczył do dziewczyny i chwycił ją za nadgarstek.
— Powiedz jej, że nie może!
Zszokowana Kate zamrugała powiekami.
— Ale czemu? Przecież będzie miejsce w samochodzie.
— Katy, no, chyba sobie żartujesz! — jęknął Charlie. — Toż ona nas zmaca.
Dziewczyna pokręciła głową, jakby słyszała największą brednię świata.
— Bez przesady. To tylko starsza pani. Co wam się stanie, jak wam dłoń na nodze położy? — prychnęła, zanosząc do kuchni siatki, z którymi przyszła. W swojej logice nie uwzględniała, że nie chciałaby, aby jakiś dziadek kładł jej łapska nawet na ramieniu.
Zirytowany Charlie spojrzał na nią, ale odezwał się do Rusha:
— To zajebisty wypad nas czeka. Na pewno się, kurcze, zrelaksujemy.
Rush podszedł do niego i oparł mu czoło o ramię.
— Może nie będzie tak źle. Zajmie się aligatorami.
— Może ją jakiś zje — szepnął Charlie i zaśmiał się cicho, a Rush przewrócił oczami.
— Głupek — prychnął akurat w momencie, kiedy do salonu ponownie wkroczyła starsza kobiecina.
— Gotowi?
— Tak, tak. Możemy jechać. Katy! Ruszaj się! — rzucił Charlie w stronę kuchni, a kiedy dziewczyna wyszła i uśmiechnęła się do nich z rozradowaniem, ruszyli całą czwórką do samochodu.
Zapowiadał się cudny dzień…

***

Trzy godziny później, kiedy już trochę pochodzili po parku, weszli na łódź płynącą przez bagna. Wcześniej babcia Kate cały czas chodziła z nimi pod rękę, klepiąc ich co jakiś czas w biodra i nawet tyłki, więc teraz mieli trochę spokoju. Rush jakimś cudem po pewnym czasie nawet do tego przywykł i starał się nie zwracać na to uwagi. Wręcz wypierał to wszystko ze świadomości.
Oglądali mijane paprocie, palmy i pływające gdzieniegdzie aligatory. Kilka razy nawet dostrzegli ptaki, których dotąd nie widzieli i udało im się zrobić parę zdjęć. Charlie już zaplanował narysowanie jednego w domu i przerobienie go w jakiegoś stwora rodem z fantasy. Podobało mu się tu, choć wiedział, że byłoby lepiej, gdyby byli sami.
Kiedy stali we dwójkę przy burcie łódki, poczuli nagle, jak ktoś ich rozsunął. Oczywiście tym kimś okazała się być babcia Kate, która wpatrzyła się w dół w bagna i pisnęła.
— O Jezu, jakie one wielkie! — rzuciła niemal z przestrachem, gapiąc się na aligatory. I równocześnie złapała Charliego i Rusha za dłonie, przyciągając je do swojego mostka w panicznym geście.
Przerażony Charlie spostrzegł, jak blisko jego ręka znajdowała się teraz biustu tej starszej pani. Zrobiło mu się słabo. Nawet bardziej niż na widok aligatorów z takiej odległości.
Rush odsapnął i chwycił kobietę, odciągając ją bardziej w swoją stronę.
— Proszę się nie pochylać, jeszcze pani wpadnie — upomniał ją grzecznie, a kobiecinie aż zabłysły oczy.
— Jesteś taki szarmancki! — Zaśmiała się i uszczypnęła go w policzek. Chyba już z dziesiąty raz tego dnia.
Charlie skorzystał z sytuacji i uwolnił swoją dłoń. Od razu przetarł twarz i spojrzał zblazowanym wzrokiem na starowinkę.
— Ciekawe, czy Katy też będzie taka na starość — parsknął do Rusha cicho, kiedy kobieta odeszła kawałek, żeby dołączyć do wnuczki. Ta właśnie rozmawiała z przewodnikiem.
— Nie mam pojęcia… ale byłaby do zniesienia, gdyby tak nie szczypała — mruknął niezadowolony Rush i potarł swój policzek. Piekł go już.
— Masz trochę czerwony. — Charlie zaśmiał się i widząc, że akurat nikt nie patrzył, uniósł się i cmoknął go w zaczerwienione miejsce. — Wiem, najgorsze jak maca. Brrr.
Rush uśmiechnął się do niego. Ten buziak był bardzo miły i słodki.
— Faktycznie, jest w tym bardzo… bezpośrednia.
— No. Katy też nie jest świętoszkiem, więc ma zadatki, by wdać się w babcię. A te aligatory wcale nie są takie duże — dodał, spozierając w dół.
Anglik też spojrzał na gady.
— Wiesz… mają pyski dłuższe niż twoje przedramię. Według mnie są jednak duże.
— Taa… ale nie na tyle, żeby ta babcia w przerażeniu musiała łapać mnie za dłoń. Nawet nie podpływają do łodzi — odparł chłopak, opierając się przedramionami o burtę. To lekkie bujanie było bardzo przyjemne.
— To niech nie podpływają — odparł Rush i puknął tabliczkę z dużym napisem „nie wychlać się”. — W ogóle później jeszcze idziemy na karmienie?
Charlie chętnie nakarmiłby aligatory babcią Kate.
— Mhm, możemy. A jak wyjedziemy, będziesz jeszcze miał czas, żeby do mnie wpaść, czy coś? — spytał i dodał cichym, kuszącym głosem: — Znowu trzy dni bez seksu…
Rush uśmiechnął się, kręcąc głową.
— Będę miał czas. Alex wspominał coś, że jutro mamy trochę luźniejszy dzień i… w sumie zadzwonię do niego później i spytam, czy mogę wrócić nad ranem.
— Mm… no, mam nadzieję, że się zgodzi — odparł Charlie, chociaż w jego mniemaniu fakt, że dwudziestoczteroletni facet pytał o zgodę brata, był dość absurdalny. — Ale w sumie szybko ci odpuścił, jak na homofoba. A tak schizowałeś.
Rush zastanowił się nad tym faktem.
— Właśnie to mnie zastanawia. Nagle w ogóle przestał się mnie czepiać.
— Mhm… Też nie rozumiem, ale jedno jest pewne. Trzeba się z tego cieszyć. Bo taki straszny był na początku.
Rush skinął głową i zapatrzył się błękitne niebo nad nimi.
— Tak… trzeba się cieszyć — potwierdził melancholijnie.

***

Już zmierzchało, kiedy dojechali do mieszkanka Charliego. Uprzednio odwieźli Kate i jej babcię do domu. I nie zostali oszczędzeni. Babcia przytuliła każdego z nich, z bonusowym klepnięciem w tyłeczki. Odetchnęli z ulgą, kiedy zniknęła im z oczu.
Weszli do domu tatuażysty, a ten od razu zniknął w części kuchennej, mówiąc, że przyniesie wodę z lodem. Dzisiejszy dzień był naprawdę upalny. Rush w tym czasie poszedł do salonu, gdzie usadowił się na jednym z foteli. Nie wiedział czemu, ale lubił w nich siedzieć.
Po chwili wrócił Charlie i podał mu szklankę z wodą.
— A głodny nie jesteś? — spytał.
Rush zastanowił się, popijając.
— A może. Zrobisz, czy zamówimy?
— Mogę zrobić tosty — odparł Charlie, wciąż przed nim stojąc. — Bo obiad już w sumie jedliśmy.
Rush pokiwał entuzjastycznie głową.
— Na słodko? — spytał, oblizując wargi, a Charlie zaśmiał się na widok jego miny.
— No, okej, coś wymyślę. Hmm… czym by cię tu zająć w tym czasie… — zadumał się, stukając palcem w szklankę, ale Rush machnął ręką.
— Potowarzyszę ci.
— To chodź. — Chłopak uśmiechnął się i ruszył do kuchni.
Odstawił szklankę na szafkę i wyciągnął odpowiednie produkty na tosty. Chwilę później po kuchni zaczął się roznosić przyjemny zapach przypiekanego pieczywa. Rush ponownie miał dziwne wrażenie, że czuł się tu wyjątkowo swojsko. Nawet przyjemniej niż w hotelu, w którym miał wszystkie luksusy, jakich brakowało w mieszkaniu Charliego.
— Wiesz… Jak obiecasz, że nie będziesz się śmiał, to ci coś pokażę, jak zjemy — rzucił Charlie, wyciągając dwa talerze z szafki.
— No… Okej. A co mi pokażesz?
— Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o komiksach w parku? — Chłopak wyciągnął tosty i położył na talerzu. Jeden postawił przed kochankiem, a z drugim usiadł naprzeciwko.
Rush wziął swój talerzyk i od razu wgryzł się w tosta.
— Mhm, pokażesz?
Charlie skinął głową z lekkim uśmiechem. Kiedy wydobył te bazgroły z pudła, aż sam się zdziwił, jak głupie i dziecinne były.
— Jeśli chcesz.
— Chcę.
Dojadł szybko swoje słodkie tosty z dżemem i rzucił, wstając od stołu:
— To pójdę po nie.
Rush popatrzył za nim, wpychając resztę pieczywa do ust, żeby szybciej dojeść. Był strasznie ciekaw.
Charlie chwilę nie wracał, aż wreszcie przyniósł teczkę, trochę poobrywaną w rogach.
— Może chodź na kanapę, jak już zjadłeś?
Rush energicznie pokiwał głową. Wziął jeszcze łyk mleka z lodówki i wrócił do salonu.
— No, pokazuj! — zawołał radośnie, siadając obok chłopaka.
Charlie uśmiechnął się pod nosem, równocześnie zastanawiając się nerwowo, jak Rush zareaguje na… takie komiksy. To nie było coś standardowego.
Otworzył teczkę i wyciągnął plik kartek. Niektóre były w kratkę, jak wyrwane ze środka zeszytu. Chłopak podał mu kilka pierwszych i spojrzał z wyczekiwaniem na jego reakcję. Rush ze skupieniem oglądał kolejne rysunki. Był pod wrażeniem, nie tylko formy, ale i treści.
— Sam rysowałeś? — spytał w końcu.
— Mhm. — Chłopak uśmiechnął się i podał mu kolejne. Z udziałem Spider-mana i Venoma. Zaczerwienił się, bo był to jeden z tych jego erotycznych komiksów, gdzie Venom robił związanemu Spider-manowi rimming swoim długim jęzorem. Wręcz nie wierzył, jak mógł to rysować.
Lekki rumieniec pojawił się na policzkach Rusha, kiedy ten odwrócił kartkę i popatrzył na wiszącego do góry nogami Spider-mana w podartym kostiumie.
— Wow… ciekawe… — wykrztusił, bezmyślnie oblizując wargi.
Charlie z zażenowaniem podał mu dalszą część historii.
— Jak nie chcesz na to patrzeć… to ten, mów. — Zaśmiał się nerwowo, sięgając po następne kartki. Uważał, że to wszystko było infantylne z jego strony.
Rush przekrzywił głowę, oglądając, jak Venom oplata Spider-mana siecią u nasady członka.
— Nie… nie, spoko — mruknął, wręcz zapatrzony. Trochę piekły go policzki. Pierwszy raz coś takiego widział w formie komiksu. No i Venom? Wow.
Charlie zlustrował uważnie twarz Rusha, podając mu następne strony. Aż dziw, że kiedyś jarał go ruchany Spider-man. To było takie dziecinne!
— Mam jeszcze Midnightera posuwanego przez Apolla. — Zaśmiał się z zakłopotaniem, przeglądając swoje rysunki. — Na pieska. Chyba miałem na to fazę.
Rush spojrzał na niego z miną dziecka, które zobaczyło nową zabawkę.
— Masz z Midnighterem… na dole? Pokaż!
Zaskoczony Charlie zamrugał. Nie spodziewał się takiej reakcji. Uśmiechnął się głupio pod nosem i wyciągnął plik kartek ze scenami seksu parki z „Authority”. Podał je Rushowi, a ten oglądał je z zaciekawieniem. Wyłudził też później od kochanka kilka rysunków pojedynczych superbohaterów i cieszył się jak dziecko, że mógł je zabrać.
— Hm… spodziewałeś się czegoś innego, co? — Charlie uśmiechnął się lekko, trzymając rękę za jego głową i bawiąc się jego miękkimi, jasnymi włosami.
Rush przeciągnął się rozkosznie.
— Hmm? W jakim sensie? Fajne były.
— No… Ale nie mów, że spodziewałeś się scenek seksu, kiedy ci powiedziałem, że rysowałem kiedyś komiksy z superbohaterami. — Charlie zaśmiał się pod nosem, a Rush wydął zabawnie usta, udając zastanowienie.
— Nooo… nie.
Charlie roześmiał się z jego miny i cmoknął go w policzek. Położył podbródek na jego ramieniu, wpatrując się w niego.
— A ty? Nie fantazjowałeś nigdy o jakichś bohaterach filmowych czy komiksowych?
— Nie wiem. Może, ale nie jakoś specjalnie. Znaczy, wiesz… — Rush zastanowił się chwilę. — W komiksie to tacy nierzeczywiści byli, ale i tak fajni — wytłumaczył dość pokrętnie.
— To dobrze, że chociaż trochę. Jeszcze by brakowało, żeby ci rodzinka do głowy weszła.
Rush skwaśniał na samo brzmienie słowa „rodzinka”.
— Nie wspominajmy o nich, co? Jest miło bez nich.
— Jasne, wybacz — odparł Charlie i przełożył jedną nogę przez jego uda, by usiąść mu na kolanach. Objął go luźno za szyję i pocałował go tuż pod uchem. — To jaki temat byś chciał poruszyć? — Zaśmiał się i zamruczał mu wibrująco w szyję.
Młodszy z braci Grey odchylił głowę na oparcie kanapy.
— Hmmm… Może…
Charlie położył mu palec na ustach i zaczął delikatnie obcałowywać jego twarz.
— Ja mam pomysł. Nic nie mów — odparł i uśmiechnął się kusząco, łapiąc go za nadgarstki oraz kładąc sobie dłonie nad tyłkiem. Zaraz potem pocałował go mocno w usta, a Rush westchnął w nie z rozmarzonym spojrzeniem.

***

W Fire Dragon z głośników toczyła się cicha muzyka. Kate siedziała w swoim kąciku i czyściła sprzęt, Jason jak zwykle stacjonował przy kontuarze, a Charlie leżał na plecach na kanapie, z nogami opartymi o podłokietnik i wzrokiem wbitym w gazetkę o tatuażach. Widać jednak było, że jej nie czytał, bo wgapiał się pusto w jedną stronę już od piętnastu minut.
Jason chwilę się zastanawiał, po czym rzucił w niego leżącą nieopodal gumką chlebową. Charlie zmarszczył się i dopiero po chwili na niego spojrzał.
— Co?
— Umierasz — spostrzegł tatuażysta i tylko przez moment na jego usta zagościł wredny uśmiech.
— Nie umieram — mruknął pod nosem chłopak. Był totalnie zgaszony. — Zresztą, żebyś się jeszcze przejmował — dodał ciszej. Chciałby, żeby Mike tu był.
Jason poczuł się dotknięty ostatnią wypowiedzią.
— No, ej… Przejmuję się. Inaczej bym nie pytał.
Charlie spojrzał na niego niepewnie i zwlókł się do pozycji siedzącej, odrzucając na stolik gazetkę.
— Uch… Postaram się, żeby moje samopoczucie nie wpłynęło na moją pracę — odparł i po chwili wahania podszedł do kontuaru, by zobaczyć, czy miał jakichś klientów, bo nawet nie wiedział. Jego myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół wiadomości, którą mu wczoraj oznajmił Rush.
Jason podał mu kajet, obserwując go czujnie. Sam zresztą był zawiedziony, że Greyowie już wyjeżdżali. Szczerze, liczył na powtórkę z rozrywki, ale ta zacięta bryła lodu oczywiście się nie odezwała.
Charlie oparł się łokciem o blat i spojrzał w notatnik. Nikogo przez następne półtorej godziny. Świetnie. Nie wiedział czy to dobrze, czy źle. Może i źle, bo skupiłby się na pracy, a nie na tym, że pojutrze Rush miał wracać do Anglii.
— Nikogo na razie — mruknął.
Kate wychyliła się ze swojego kącika i spojrzała na nich, marszcząc brwi.
— A wy co? — rzuciła niemal w tym samym momencie, kiedy rozdzwonił się telefon.
Charlie wzruszył ramionami i wrócił na kanapę, a Jason w tym czasie odebrał.
— Tak?
— Jason Rebel?
— Taa.
— Jesteś zainteresowany spotkaniem dziś w nocy? — spytał męski, spokojny głos po drugiej stronie linii.
Milczał chwilę, unosząc brwi. No ładnie… Jednak się pan Grey odezwał. Poznał po głosie. Tego pozbawionego emocji tonu nie pomyliłby z żadnym innym.
Spojrzał na leżącego na kanapie Charliego i na Kate w progu.
— Taaa… Czemu nie? — zachrypiał, w duchu zadowolony, że znowu będzie miał seks z tą królową śniegu.
— Dziś, o tej samej godzinie i w tym samym pokoju. — Usłyszał jeszcze, po czym Alexander Grey przerwał połączenie.
Jason zmarszczył brwi, patrząc na słuchawkę. Miał ochotę jeszcze posłuchać tego wystudiowanego, opanowanego głosu. Dziwne go kręcił, mimo że zwykle nie gustował w typowych, zimnych draniach.
— Kto to? — spytała ciekawsko Kate, opierając się biodrem o futrynę. — Klient?
— Nie — mruknął Jason, spoglądając na nią ze spokojem. — Em pytała, czy bym do niej nie wpadł wieczorem.
— Kto? — Kate zamrugała, ale szybko zaświeciła jej lampka. — A, wiem, ta twoja znajoma od Shane’a.
— Mhm. — Mężczyzna nie wdawał się w szczegóły według zasady, że czym więcej kłamstw, tym łatwiej w nich utonąć.
Kate popatrzyła to na Jasona, to na Charliego i przewróciła oczami.
— No, co tu tak grobowo? Klientów nie ma, to robimy imprezkę! — zażartowała i usiadła na drugim krzesełku obok Jasona, a ten spojrzał na nią z góry i uśmiechnął się drwiąco.
— Imprezę? — prychnął.
— No. Mike nie musi wiedzieć. — Zachichotała. — A właśnie. Ma nas zamiar dzisiaj zaszczycić swoją obecnością?
Jason spojrzał na Charliego, po czym znów na dziewczynę.
— Mnie pytasz?
— Rzuciłam pytanie do was obu, ale że Charlie milczy i pewnie nawet mnie nie słyszy, to możesz odpowiedzieć. — Dziewczyna wywróciła oczami, a Charlie tylko pokręcił głową. — Chociaż widząc po twojej minie, pewnie nie wiesz.
Starszy tatuażysta wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia. Zadzwoń do niego, jak jesteś taka ciekawa.
— Mógłby przyjść — odezwał się Charlie.
Zirytowany Jason przewrócił oczami.
— To se, kurna, po niego zadzwońcie! — warknął, wychodząc zza kontuaru i ruszając do swojego kąta.
Zszokowana Kate spojrzała za nim wymownie.
— A temu co?
— Nie wiem, humory — mruknął Charlie i opadł głową na oparcie kanapy. Nie obchodził go w tej chwili Jason.
Dziewczyna za to odetchnęła ciężej, nie wierząc, co z nimi miała. Utrapienie.

9 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 41 – Everglades

  1. TigramIngrow pisze:

    „Rush w tym czasie poszedł do salonu, gdzie usadowił się na jednym z foteli. Nie wiedział czemu, ale lubił w nich siedzieć.” Nie wiedzieć czemu mam wrażenie że to ten sam fotel na którym Charlie pieprzył się z Jasonem. Jakby Rush miał tego świadomość pewnie nie siadałby tak chętnie w tym miejscu. ]:->

  2. Tamiya pisze:

    Ja chyba też mam obsesję na punkcie JasonxAlex XD Ciągle tylko czekałam, aż się znowu pojawią :D No, jak mogłyście skończyć rozdział zanim się spotkali?! Będę usychać, szczególnie, że Greyowie wyjeżdżają! ;____; Nie zgadzam się na wyjazd Królowej Śniegu i Rusha, nie zgadzam! Chcę godnego przeciwnika dla Jasona w postaci Alexa!
    Ale tak bardziej do rozdziału.. babcia Katy, jest po prostu… no nie mam słów XD Zajebista kobieta, chociaż jakbym była na miejscu Rusha i Charliego to też bym ją znienawidziła XD Ale z punktu widzenia Katy… haha, babcia rządzi XD Klepanie w tyłeczki, szczypanie w polisie XD
    Mimo że tak ciągle wyczekuję scenek z Alexem i Jasonem to nadal przyjemnie mi się czyta o tych czułostkach Rusha i Charliego, oni są przesłodcy, taki lukier! :D
    Biedny Charlie, jak zombie jest teraz o.O A Jason przejął się umieraniem Charliego i poczuł się skrzywdzony, że Charlie uważa, że niby go to nie obchodzi, aww <3
    Dajcie szybko nowy rozdział *____* <33

  3. Elis pisze:

    NIEEEE ZGADZAM SIĘ NA ICH WYJAZD.

    Mnie się podoba to, że Alex jest nie niedotykalski tym później większa będzie przyjemność jak pozwoli to robić. :)

    Babcia oj poczyna sobie kobiecina, poczyna. :)

  4. Anya pisze:

    ooooch, Rush jest dotykalski, ale przez to macanie Alexa jest atrakcyjniejsze – trzeba się postarać *o*

    nie mogę się doczekać następnego rozdziału! czekałam tylko na jakiś fragment JasonAlex, moja nowa obsesja w fdts xD fajny rozdzialik, babcia Katy jest rozczulająca, ale…

    ONI NIE MOGĘ JUŻ WRACAĆ, AAAA!

  5. Shivunia pisze:

    Gordon>> „pojebany brat” hahahaha przyznam ze stęskniłam ie za twoimi komentarzami XD Tak samo argumentacja czemu lepszy jest Rush od Alexa. Tak, Rush jest dużo bardziej dotykalski ;3

  6. Gordon pisze:

    Rush juz wraca? co jest? i to ‚pojutrze’. lubie tego faceta, nie wywalajcie go z opowiadania. jak sie okazalo ze wyjedzie przyszlo mi do glowy ze zamierzacie zesfatac mlodego z Ryanem kiedy ten wyjdzie z paki. i wydaje mi sie to prawdopodobne. a chuj podziele sie wyobrazeniami. moj blondi (mowie moj bo go sobie zawlaszczam ]:->) wyjezdza a mlody jakis czas umiera z tesknoty. potem wraca Ryan z paki i go pociesza. i mamy nowa parke. potem moze by Rush na chwile wrocil i zobaczyl ze Charlie jest z dawnym kolega. ale to by była juz przesadzona telenowela
    no, to tak to widze ale wolalbym zeby sie nie spelnilo. niech ksiaze zostanie
    tak samo jak jego pojebany brat. ktorego tez chyba polubilem ale mlodszy jest lepszy. bo mozna go wymacac, mwahaha
    pozdro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s