Never Be The Same – 3 – Dobra muzyka nigdy się nie nudzi

„We used to listen to the radio
And sing along with every song we know”*

Shane zamruczał coś, rozbudzając się i rozejrzał się zaspanym wzrokiem po swoim pokoju. Sobota. Nie muszę iść do roboty, jak dobrze, pomyślał. Zebrał się niespiesznie z łóżka i w samych bokserkach wyszedł z pokoju.
Zajrzał do małego salonu, który okupował David. Zobaczył go zawiniętego w koc jak dziecko… przytulającego laptopa. Głowę miał opartą na oparciu kanapy, a usta lekko rozchylone. Jego ciut przydługie włosy opadały do tyłu.
Podszedł bliżej i pochylił się nad nim nisko jak drapieżnik, przyglądając się jego twarzy. Znał każdy jej rys z przeszłości niemalże na pamięć. Teraz twarz mężczyzny była poważniejsza i jeszcze bardziej wyprzystojniał. Shane’owi przemknęło przez głowę, co David pomyślał o zmianach, jakie w nim samym zaszły. Nie był brzydki przecież…
Podrapał się po krótkich włosach i wziął od niego laptopa. David zaburczał niezadowolony, ale nie otworzył oczu.
— Nnn… Grace… zostaw, jeszcze pracuję — zamruczał przez sen.
Shane wyszarpnął laptopa i odłożył go na stolik. Chuj sobie życie ułożył i to jeszcze z jakąś głupią suką… Biznesmenik, żoneczka, dzieciaki, kasa. Skurwiel, pewnie zapomniał o byłym kochanku w dniu, kiedy go zostawił. Nie wydawał się niczego żałować.
David zmarszczył się na twarzy, czując szarpnięcie i otworzył leniwie jedno oko. Kiedy tylko to zrobił, skamieniał, rozbudzając się szybko. Odruchowo drgnął.
Shane spojrzał na niego z grymasem i odwrócił się, by ruszyć do kuchni. Czuł się przy nim tak dziwnie. I wciąż miał wyrzuty sumienia za ten pojebany… gwałt.
— Co chcesz jeść? — mruknął po drodze.
David tylko spojrzał na niego dziwnie.
— No pytam o coś. Co chcesz do żarcia? — Shane zatrzymał się w progu, patrząc na niego przez ramię.
David prychnął pod nosem i przewrócił oczami.
— A już myślałem, że nadal śnię… ale to nadal ty. Zrób, co umiesz.
Shane zmarszczył się, zapatrując się na niego tymi swoimi dużymi oczami. Co, on go z tą kurwą porównywał?! Cały zły podszedł do lodówki i wyciągnął szynkę, sałatę, ser i pomidor na kanapki. Trzasnął drzwiami lodówki tak mocno, że aż znajdujące się w środku butelki zadzwoniły niebezpiecznie.
— Co robisz? — padło po dłuższej chwili z salonu.
— Kanapki.
— Jakie?
— Kolorowe — mruknął Shane. — Z tym co mam, zaraz zobaczysz. Siedź grzecznie i czekaj.
— Masz tuńczyka? — dopytywał się David. Był głodny.
— Nie. Jak takiś wybredny, to mi zrób, kurwa, listę, co chcesz, to kupię — odparł Shane na poły z agresją, na poły poważnie. Jakby serio miał to na myśli.
David mruknął coś pod nosem i już się nie odezwał. Po chwili do salonu wrócił Shane z dwoma talerzami pełnymi kanapek. Wyglądały nawet apetycznie, jak na coś zrobione przez takiego wielkiego brutala. Shane usiadł na fotelu obok i od razu zabrał się za jedzenie.
David najpierw nieufnie spojrzał na swojego oprawcę, a potem na kanapki. Nie wahał się długo. Schylił się z syknięciem bólu i wziął jedzenie. Od razu zaczął jeść. Nie powiedziałby tego na głos, ale były niezłe.
— Jak się czujesz? — spytał Shane niespodziewanie.
— Źle… — mruknął David i wepchnął sobie końcówkę kanapki do ust, zapychając się nią.
Shane momentalnie spuścił głowę, patrząc na swoje śniadanie. Kurwa.
— Ale kanapki dobre?
David podniósł na niego spojrzenie. Sam nie wiedział, co myśleć o tej rozmowie. Spojrzał jeszcze raz na swoje jedzenie.
— Mhm…
— Spoko — westchnął Shane, przełykając. — Mam wolne dzisiaj.
David nie odpowiedział. Kurczę, czyli miał zamiar siedzieć tu z nim cały dzień? Chyba nie, prawda?, pomyślał.
— Posiedzę z tobą, tylko skoczę do sklepu po żarło — Shane rozwiał jego nadzieje i dokończył swoje kanapki. Wstał i odniósł talerz do kuchni, by po chwili pojawić się w progu i oprzeć się ramieniem o futrynę. Był naprawdę dużym facetem. — Pokazać ci coś ekstra? — rzucił nagle.
David mając z powrotem wolne ręce, zakopał się znowu w koc.
— A nie miałeś iść na zakupy? — wyraźnie go gasił.
Shane wykrzywił usta.
— Później, kurwa. Dopiero wstałem.
— Och, straszne — sarknął w koc w odpowiedzi.
Shane zaburczał pod nosem jak rozjuszony pies i podszedł do komody. Kucnął przy niej i zaczął czegoś szukać. Niemalże czuł wpatrzone w swoje plecy jasne oczy. Po chwili znalazł to, czego szukał i wstał.
— Suń się — rzucił, podchodząc do byłego kochanka.
David zmierzył go spojrzeniem, ale z westchnieniem przesunął się, robiąc mu miejsce. Wszystko to ze zmarszczonymi brwiami. Shane usiadł obok i podał mu zdjęcie oprawione w starą, zniszczoną ramkę.
— Pamiętasz, jak pojechaliśmy na koncert AC DC i udało się nam zrobić zdjęcie z Brianem Johnsonem? Nie pokazałem ci, bo tydzień później mnie zostawiłeś. Ale zdjęcie zajebiste, co?
Na zdjęciu widać było Davida obejmującego ramieniem młodego Shane’a, w tłumie fanów przed jakąś wielką salą koncertową. Ciężko było powiedzieć, że jest to zdjęcie z wokalistą, bo ten stał z tyłu wśród ochroniarzy, rozdając autografy. Shane jednak wyraźnie się tym jarał.
David chwycił zdjęcie, gapiąc się na nie jak idiota. Kolejne. Cholera. A do tego… kiedy on ostatnio był na koncercie…?
— She was the best damn woman that I’d ever seen. She had the sightless eyes, tellin’ me no lies… — zanucił.
Shane, słysząc znajomy wers, szybko otworzył laptopa.
— No włączaj się, kurwa — syknął, czekając niecierpliwie. Kiedy pokazał się pulpit, wszedł do folderu z muzyką i puścił „You shook me all night long”. — …knockin’ me out with those american thighs, takin’ more than her share, had me fightin’ for air. She told me to come but I was already there — dośpiewał dalej za Davidem i wyszczerzył się do niego.
David prychnął pod nosem i odłożył mu na klawiaturę zdjęcie.
— Nadal tego słuchasz?
— Dobra muzyka nigdy się nie nudzi — odparł Shane, rozsiadając się wygodniej i wsłuchując w słowa piosenki.
David sam przymknął oczy, słuchając znajomego, dawno niesłyszanego kawałka.
— Wiesz co? — rzucił, nim Shane włączył kolejny utwór.
— Co?
— I was caught… In the middle of a railroad track… — zanucił, po czym otworzył oczy i spojrzał na chłopaka złym wzrokiem. — Jesteś chujem.
Shane wykrzywił swoje kształtne, ozdobione trzema małymi kolczykami usta.
— A ty może nie? — odpysknął.
— Może… ale teraz dobry kawałek mi się z tobą kojarzy. Jak pieprzony grzmot, kurwa mać.
— Tak? Zajebiście — warknął z grymasem, zakładając ręce na piersi. — Mówiłem, że, kurwa, przepraszam, ja pierdolę. Wygoisz się.
David spojrzał na niego oburzony i aż się odsunął.
— Ale ty jesteś idiotą! Myślisz, że to chodzi tylko o… — zaciął się, czując zbliżające się mdłości. Odwrócił momentalnie twarz.
— A o co? — warknął Shane agresywnie.
David zagapił się na swoje kolana skryte pod kocem. Jak, na Boga, miał gadać z kolesiem, który go zgwałcił? Miał mu to tłumaczyć? To, co czuł? To było niemożliwe. Zacisnął powieki, bojąc się, że znowu zaszklą mu się oczy.
Shane wściekł się. Chciał z nim pogadać, przepraszał już kolejny raz, a ten chuj wciąż mu nie chciał odpuścić. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie był tego świadom, ale potrzebował wybaczenia. Aż go ściskało w środku przez to, co mu zrobił.
— Idę się ubrać — mruknął i wyszedł do drugiego pokoju, a David odprowadził go wzrokiem i poprawił koc, naciągając go na głowę. Ręce oparł na przyciśniętych do klatki piersiowej kolanach i złożył na nich brodę. Czuł się taki naruszony, a ten skurwysyn chciał, żeby co? Powiedział „no nie ma sprawy, spoko”?
Po chwili do pokoju wrócił Shane w czarnych spodniach wsuniętych w trapery i obszernej bluzie z kapturem.
— Idę do sklepu, co chcesz poza tuńczykiem?
— Dwie puszki tuńczyka. I srebrne Marlboro — burknął David, nie patrząc na niego. — I czekoladę.
— To będę wkrótce — odparł Shane, rzucając mu ostatnie, nieprzeniknione spojrzenie i wyszedł z mieszkania, zamykając je na klucz.
Długo czasu minęło, nim Shane znowu wrócił do swojego mieszkania. Z salonu pobrzmiewało tym razem Dream Theater. Chłopak przeszedł do kuchni w milczeniu i dopiero potem pojawił się z powrotem w salonie. Rzucił Davidowi czekoladę i papierosy.
— Kupiłem ci też szczoteczkę do zębów. — Pomachał mu nią.
David skinął głową. Nie pomyślał o tym jakoś.
— Dzięki — bąknął, dobierając się od razu do czekolady. Była z orzechami, tak jak lubił.
Shane zaniósł szczoteczkę do łazienki i usiadł znowu obok Davida.
— Podziel się.
Mężczyzna podsunął mu połamane kostki czekolady, samemu pochłaniając swoje kawałki. Shane wziął od razu kawałek, jedząc w milczeniu. Stukał tylko nogą o podłogę do rytmu muzyki, a David zajadał się, dalej przeglądając playlistę chłopaka.
— To lubię — mruknął w pewnym momencie i kliknął play. Z głośników zabrzmiało „Perfect Stranger” zespołu Deep Purple.
— Zajebiste jest. Słuchasz czasem?
David pokręcił głową, zasłuchując się.
— Nie… Grace nie przepada, a poza tym odzwyczaiłem się.
— Porzuciłeś dobrą muzykę, bo żabcia nie przepada? — prychnął Shane. — Cienias z ciebie.
— Porzuciłem dobrą muzykę na studiach — sprostował.
— Jakich studiach? — dopytał Shane i zabrał mu ostatnią kostkę czekolady, wsadzając do ust.
David spojrzał na niego i z cieniem uśmiechu na ustach prychnął.
— Drętwych, ale zapewniających dobrą robotę. I dobre pieniądze — odpowiedział, przeglądając wciąż muzykę. Przywoływała wspomnienia.
— Ustawiłeś się, kurwa. Kiedy się hajtnąłeś? Skąd znasz w ogóle tę swoją cizię?
David puścił kawałek The Offspring i zaśmiał się pod nosem.
— Na ostatnim roku… znaczy, tak się zeszliśmy. A jak tylko skończyliśmy studia, wzięliśmy ślub. Potem dzieciaki… fajne są… — gasł z każdym słowem, zapadając się jakby w sobie.
Shane też patrzył na niego niezbyt przekonany.
— Familijny skurwiel z ciebie. A taki przebojowy w ogólniaku — prychnął, kręcąc głową, na co David wydął wargi.
— Ludzie się zmieniają — odparł chłodno i rzucił Shane’owi dziwne spojrzenie.
— Właśnie. Chujowo. Fajne czasy były — gospodarz wykrzywił usta, rozsiadając się i zakładając rękę na oparcie za plecami Davida. — Ciekawe, co cię bardziej zmieniło. Żoneczka czy studia. Że taki sztywniak z ciebie.
David przewrócił oczami.
— A ciebie co tak zmieniło? Że z fajnego chłopaka wyrósł taki wielki skurwysyn?
— Pierdol się — warknął Shane. — Trzeba sobie radzić w życiu, więc podrosłem. Jak się jest miękkim, to się dostaje po dupie.
— Nigdy nie twierdziłem, że jesteś miękki. Nie rozumiem, co ma budowa ciała do zachowania — rzucił i puścił jakiegoś smęta, którego akurat nie znał. — Kurwa, co to?
— Czytać chyba umiesz — skrzywił się Shane, zatapiając się w kanapie. Patrzył uparcie przed siebie. — „Never be the same” Red. Jest dobra — dodał twardo.
David mruknął coś pod nosem, słuchając. Była urocza i jakoś głupio pasowała do ich rozmowy.
— No niezła…. To jak, odpowiesz? — rzucił nagle ni stąd, ni zowąd.
— Hę? — Shane spojrzał na niego wilkiem. — Na co?
— Tak czy nie?
— Ale o co ci, kurwa, chodzi?
— Ciąłeś się przeze mnie? — mruknął David, marszcząc brwi i gapiąc się nadal uparcie w pasek pokazujący, ile już minęło piosenki.
Shane skrzywił się.
— Dalej obstajesz, że nie byłem miękki? Kurwa, głupim szczeniakiem byłem. Zakochanym, chuju! I dostałem po dupie, nie wiedziałem czemu… — tłumaczył się szybko, nie odpowiadając wprost. I niespodziewanie poczuł coś na policzku. Miękkiego, lekko wilgotnego. Dopiero po chwili rozpoznał to jako usta Davida.
— Przepraszam — szepnął mężczyzna i szybko wrócił spojrzeniem na ekran laptopa. Było mu dziwnie.
Shane znieruchomiał i spojrzał na niego w absolutnym zdumieniu. Jego duże, orzechowe oczy wydawały się teraz jeszcze większe. Przez długą chwilę w ogóle nie był w stanie odpowiedzieć.
— Kurwa… powiedziałeś to… — wykrztusił wreszcie.
David nie zareagował. Gapił się nadal uparcie w komputer, ale i tak coś niezdrowo ściskało go w gardle. Nie żeby czuł się winny, że go zostawił… ale te sznyty na rękach i… to wszystko, te zdjęcia i w ogóle…
— Nie mogłeś tego powiedzieć wtedy? — syknął Shane z dziwnym spojrzeniem. Zupełnie się nie spodziewał, nie liczył nawet na żal Davida. Dotknął swego policzka. — Czemu właściwie zniknąłeś?
David zmienił piosenkę. Nie chciał z nim o tym rozmawiać.
— Nie chcesz wiedzieć — burknął.
— Powiedz — naciskał Shane. Jak już mu to „przepraszam” wyszło, to chciał usłyszeć resztę.
— Nie chcesz — powtórzył David, wtulając się w koc w obawie jakiegoś fizycznego ponaglenia.
— Kurwa, jesteś mi to winien! — warknął Shane. — Tchórzu!
David nagle odwrócił się do niego z wkurzonym spojrzeniem.
— Tak! Kurwa! „Tchórzu”! Byłem tchórzem. Znudziłeś mi się, więc cię zostawiłem. Co, do cholery, miałem ci tłumaczyć? Wyjaśniać? — krzyknął, odsuwając się i odkładając laptopa na kolana chłopaka. Poderwał się z kanapy, ale kiedy tylko wstał, zrobiło mu się aż niedobrze z bólu i nogi się pod nim ugięły.
Shane drgnął, a jego ręka wykonała taki gest, jakby miał zamiar trzasnąć mężczyznę. Zamiast tego odłożył laptopa na stolik i wstał z kanapy. Spojrzał na niego z mieszaniną pogardy i bólu.
— Nie miałeś jaj, żeby mi to wtedy powiedzieć.
David spojrzał na byłego kochanka z irytacją. Podpierając się o stolik, wstał i z powrotem zwalił się na kanapę. Że też nadal był aż tak w strzępach. Niby normalnie już tak nie bolało, ale jak chciał coś zrobić, to był dramat.
— To nie było pytanie — fuknął, oceniając wypowiedź Shane’a.
— Nie. I cieszę się, że sobie wszystko, kurwa, wyjaśniliśmy. Po jebanych dziewięciu latach. Nigdy nie jest za późno, co? — prychnął i poszedł do kuchni po piwo. Nie chciał na niego patrzeć.
David nawet nie obejrzał się za nim. Położył się na boku na kanapie, zawijając się w koc. Już chciał się stąd wynieść. A przynajmniej tak mu się w tej chwili wydawało. Słyszał tylko otwieranie butelki i chwilę potem jej stuknięcie o blat stołu. Shane długo nie wychodził. A kiedy wreszcie pojawił się z powrotem w pokoju, wyłączył wciąż grającą muzykę w laptopie. Wziął zdjęcie z koncertu i rzucił je byle jak do kredensu. Uwijał się, sprzątając i wyglądał przy tym tak, jakby to robił, żeby czymkolwiek zająć ręce. David śledził jego ruchy spojrzeniem jasnych oczu. Nie zdążył jednak ugryźć się w język nim spytał:
— Czemu mi to zrobiłeś? I nie mów, że cię sprowokowałem — jego głos był chłodny, bez emocji.
Shane milczał chwilę, krzywiąc się.
— Zawrzało we mnie, jak cię zobaczyłem — odparł wreszcie, odwracając się do niego i opierając plecami o ścianę naprzeciwko kanapy.
— Zawrzało?
— Może chciałem się odpłacić. Nie wiem, kurwa. Nie myślałem.
David zamknął na to tylko oczy, zakrywając się bardziej kocem. Nie myślał… Cudnie. Shane patrzył na niego z grymasem. Przemógł się i podszedł do niego, zwalając się obok na kanapę w milczeniu. David tylko mocniej zacisnął oczy, kuląc się, a Shane spojrzał na niego posępnie. Kiedyś tak siedzieli na kanapie przytuleni, całując się i w ogóle… A teraz facet drżał przed każdym jego dotykiem. Chociaż sam pocałował go w policzek. Miękkie miał usta… Mimo tego, i tak… Przez niego, przez to, co mu zrobił, nie mógł go nawet dotknąć, bo ten odskakiwał od niego, jak bite zwierzątko.
David poruszył się pod kocem i zamruczał coś niezrozumiale w kanapę.
— Co jest? — rzucił w końcu Shane agresywnie, starając się na razie nie myśleć, że ten facet go rzucił, bo mu się „znudził”. Ale co było ciekawszego w tej jego pieprzonej żoneczce od niego? — David, kurwa, przecież cię nawet nie dotykam!
— Nnnn… nie. Tylko myślę — westchnął mężczyzna.
— Nad czym?
— Zrobiłeś to, bo mnie nienawidzisz… tylko nienawidzisz. Nic więcej, prawda? — mruknął, nie patrząc na chłopaka. — Nic do mnie więcej nie czujesz?
— Nie znam cię teraz — burknął Shane. — Zrobiłem to tamtemu chujowi, co mnie zostawił.
— Aha… — mruknął beznamiętnym głosem. — I czujesz się usatysfakcjonowany?
— Nie! — warknął Shane i przejechał dłońmi po czaszce. — Kurwa, mówiłem, że żałuję. Ja pierdolę!
David, słysząc jego podniesiony głos, odruchowo skulił się w sobie bardziej. Odetchnął jednak po chwili i rzucił:
— To mogę się teraz przespać?
Shane od razu wstał i nawet na niego nie patrząc, zostawił go w pokoju. Sam miał lekki chaos w głowie. Czuł się wypełniony sprzecznymi emocjami i nie podobało mu się to. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Porwał klucze i wyszedł z domu.

*

Kiedy Shane nie wracał już kolejną godzinę, a David czuł, jak kiszki grają mu marsza, postanowił zwlec się z łóżka i sprawdzić, co jest w lodówce. Było całkiem sporo. Jakieś warzywa, kurczak w folii, dużo serów, jajka… No i poza masą żarcia, w lodówce stało sporo butelek budweisera. Po chwili zastanowienia wyjął i je. Postawił na blacie stołu razem z kurczakiem i warzywami. Przegrzebał kilka szafek i w końcu znalazł też ryż. Nie umiał za specjalnie gotować, zwykle wyręczała go w tym żona, ale w końcu wrócił do salonu z miską pełną ryżu z mięsem i warzywami. Wszystko to zasmażone z serem. I piwko.
Za oknem już ciemniało, a Shane’a wciąż nie było. Dopiero kiedy David był w połowie swojego posiłku, usłyszał szczęk kluczy w zamku. Nie zareagował, dalej jadł. Nie miał mu nic do powiedzenia… No może poza tym, że zostawił mu trochę jedzenia na patelni. Za dużo zrobił, nie żeby specjalnie.
Shane wszedł do pokoju i spojrzał na mężczyznę, i jego jedzenie.
— Obsłużyłeś się — mruknął, w duchu trochę pocieszony, że przynajmniej David może się ruszać.
— Mhm… W kuchni na patelni jest jeszcze, jak chcesz.
Shane aż uniósł brwi.
— Spoko, dzięki — rzucił i od razu poszedł do kuchni. Spojrzał na patelnię i powąchał jedzenie. Ładnie pachniało. Odgrzał szybko i wrócił do pokoju z talerzem, także z dodatkiem w postaci piwa. Usiadł na fotelu i zaczął jeść.
David akurat skończył swój posiłek. Odłożył talerz na stolik i… cholera, nie miał nawet co zrobić ze spojrzeniem.
— Ujdzie, ale chyba często nie gotujesz? — rzucił nagle Shane, popijając kurczaka piwem.
— Nie.
Shane nie odpowiedział już. Patrzył na Davida co jakiś czas, ale tak to skupiał się na jedzeniu. David nie wydawał mu się za bardzo skory do rozmowy. Tak samo jak jego dawny kochanek. W pokoju panowała niezręczna cisza. Obaj mieli do siebie żal i było to bardzo wyczuwalne.
Shane zjadł swoje jedzenie najszybciej jak mógł, zapychając policzki. Podrapał się po włosach i zabrał talerze.
— Pozmywam — powiedział i wyszedł do kuchni.
I jak się spodziewał, David nawet nie odpowiedział.
Długo siedział w kuchni. Zdecydowanie za długo, jak na zmywanie naczyń. Potem wreszcie wrócił do pokoju i spojrzał na Davida. Usiadł znowu na swoim fotelu i żeby zająć czymś ręce, wziął swoją niedopitą jeszcze butelkę piwa. Kiedy wlał w siebie ostatni łyk i odstawił puste naczynie, zauważył czujne spojrzenie Davida.
— Co?
— Będę potrzebował jakichś ciuchów.
— Możesz wziąć moje.
— Będę w nich wyglądał jak… — nie skończył. — Nie masz czegoś starego? — dopytywał się David niepocieszony. Jak będzie wyglądał, kiedy wróci do domu?
— Może jakieś jeansy się znajdą. Ale koszuli nie mam.
— Byle nie bojówki — prychnął.
— Co masz do moich bojówek? — syknął Shane agresywnie.
— Nic — odpyskował od razu. — Tylko wyglądałbym w nich jak debil.
— Trudno mi ocenić, bo siedzisz zawinięty w ten koc, jakbym miał cię zjeść.
David fuknął pod nosem.
— Bo mi tak lepiej. Masz z tym problem?
Shane wzruszył ramionami.
— A siedź se, jak chcesz.
— To dobrze — David mruknął pojednawczo.
Kurcze, jakby ich relacje wyglądały, gdyby nie ten gwałt? Czy umiałby z nim normalnie gadać?, pomyślał.
Shane spojrzał na niego kątem oka.
— To co robimy? — rzucił.
David spojrzał na zegarek wiszący na ścianie.
— Nie jest za wcześnie, żeby iść spać… Nie mam co z tobą robić. — Już nie dodał, że pewnie znowu by się pożarli.
— To nie będę ci przeszkadzać — mruknął Shane i wstał z fotela. — Idę się umyć i w kimę.
David kiwnął głową potakująco i położył się bokiem na kanapie. Postanowił, że umyje się rano. Shane w tym czasie poszedł do łazienki i wyszedł z niej po długim czasie w samych bokserkach. Nie zerknął nawet na Davida i poszedł do drugiego pokoju, gasząc światła w całym domu. Zapanowała cisza i ciemność.

*

Shane spał u siebie spokojnie do czasu, kiedy nie obudził go krzyk z drugiego pokoju. Przetarł oczy i zobaczył na elektronicznym zegarku godzinę trzecią w nocy. I usłyszał kolejny zdarty, przerażony krzyk. Poderwał się gwałtownie, zastygając w napięciu. Kurwa, co jest?! Wyplątał się szybko z kołdry i wyszedł pospiesznie do drugiego pokoju.
Na swojej kanapie zobaczył Davida. Był skulony, z rękoma zarzuconymi na głowę, krzyczał i trząsł się cały.
Shane’owi serce stanęło, kiedy tak na niego patrzył. Obejrzał się za siebie, potem znowu na Davida i wreszcie podszedł, klękając przed kanapą. Kurwa… co mu…?, pomyślał.
— Eee… David… — Chwycił go za ramię i potrząsnął nim mocno.
Mężczyzna natychmiast otworzył oczy. Śniło mu się coś, ale chyba to, co zobaczył po przebudzeniu, nie było tym, co chciał widzieć. Krzyknął ponownie, wyszarpnął się, uderzając plecami o oparcie kanapy i zaczął płakać. Schował przy tym twarz w dłonie.
Shane zupełnie nie wiedział, co zrobić. Nie chciał go doprowadzić do takiego stanu. Cofnął się na fotel i usiadł, wciąż w tych ciemnościach. Odwrócił wzrok na swoje kolana. Ten jego płacz działał na niego jak jakieś cholerne igły wbijające mu się w serce i przypominające, co mu zrobił.
David szlochał jeszcze chwilę. Był cały roztrzęsiony. Śnił mu się tamten wieczór. W końcu pomału zaczął się uspokajać i był w stanie spojrzeć zaczerwienionymi od łez oczami na Shane’a. Ten uniósł na niego spojrzenie, milcząc chwilę.
— David… ja serio przepraszam — mruknął cicho po raz kolejny.
Mężczyzna patrzył na niego zbolałym wzrokiem. Czuł się w tej chwili dużo gorzej psychicznie niż fizycznie, a to wcale nie poprawiało mu samopoczucia. Chociaż najgorsze w tym wszystkim było to, że strasznie nie chciał teraz zostawać sam… a do towarzystwa miał tylko swojego gwałciciela.
Shane zagryzł wargę.
— Mogę usiąść obok?
David dłuższą chwilę bił się z myślami, w końcu jednak kiwnął głową. Serce biło mu szybko w klatce piersiowej. Shane wstał ciężko i usiadł obok niego. Blisko. Wyciągnął rękę wolno, chcąc go objąć. Spojrzał na niego pytająco. Nie chciał go znowu wystraszyć, a David nie pomagał. Patrzył na niego jak wystraszone zwierzątko, ale w końcu dał się dotknąć. Shane objął go ramieniem i przyciągnął lekko do siebie. Był duży, a przy takim skulonym Davidzie wydawał się jeszcze większy. Przesunął lekko dłonią po jego włosach. Czuł, że ma ściśnięte gardło, nie wiedział, co powiedzieć. Ledwo widział jego twarz w tych ciemnościach. Do tego czuł, jak ciało mężczyzny drży i jest całe spięte. Niespodziewanie pochylił się niżej i pocałował go lekko w skroń. David zacisnął oczy, ale i tak po policzkach spłynęło mu kilka łez. Nie chciał wracać w takim stanie do domu. Czuł się zbyt rozbity tym wszystkim. Shane nie przestawał całować go powoli po skroni i policzku, to ściskając jego ramię lekko, to pocierając je przez koc. Było mu przykro.
David pociągnął nosem.
— Dlaczego to robisz….? — wychrypiał cicho, ledwo słyszalnie.
— Co robię? — mruknął Shane, nie wiedząc, co ma tym razem na myśli.
— Dlaczego tu siedzisz?
— Bo… — burknął i zaciął się. — Bo jest ci źle przeze mnie… I chcę ci pomóc — wydukał, wciąż z ustami przy jego skroni.
David dłuższą chwilę to analizował. W ciszy i ciemności. Tylko z ulicy co jakiś czas słychać było przejeżdżające samochody.
— Oprzyj się… — szepnął.
Shane popatrzył na niego dziwnie i przełknął ślinę. Taka bliskość dziwnie na niego działała. Po chwili wykonał prośbę. David przetarł twarz ręką i przekręcił się w swoim kocu. Po kolejnej próbie wmówienia sobie, że to głupi pomysł, jednak skapitulował. Westchnął i przytulił się do szerokiej klatki piersiowej chłopaka.
— Nie obejmuj mnie — zaznaczył jednak szybko i zdecydowanie.
Jego dawny kochanek popatrzył na niego z góry, zaskoczony. Nie poruszył się. Ani nie drgnął. David tak blisko… Tak dawno się do niego nie przytulał. Było mu aż gorąco z tego napięcia.
Starszy mężczyzna oddychał coraz spokojniej. Czuł się tak lepiej. Jakby miał większą kontrolę nad tym, co się dzieje.
— Czemu nikogo nie masz? — padło po kolejnej długiej chwili milczenia z ust Davida.
Shane zmarszczył się nieco, patrząc na niego z góry.
— Bo nie chcę — burknął cicho. — Po co mi to?
— Żeby kogoś mieć? Żeby nie być samemu? — mruknął i sięgnął niespodziewanie do przedramienia chłopaka, który przełknął ciężko ślinę i drgnął na dotyk.
— Dobrze mi samemu… — mruknął po dłuższej chwili.
David pokiwał głową na znak zrozumienia. Przyciągnął bardziej do siebie rękę Shane’a i przejechał palcami po jego bliznach po cięciu się. Shane opanował się, żeby jej nie cofnąć. To było takie głupie.
— Co…? — burknął cicho, patrząc na jego palce.
— Nic… Są dziwne w dotyku. — David nie umiał powiedzieć, jak się czuje z tym, że chłopak ma je przez niego.
— Nic w nich ciekawego — mruknął Shane, krzywiąc się. — Nie dotykaj.
David momentalnie cofnął rękę.
— Blizn. Mnie możesz — dodał Shane.
Davidowi przemknęło przez myśl, że Shane musi podobnie czuć się ze swoimi bliznami, tak jak on z całym swoim ciałem. Niby jest, ale najlepiej by było, jakby jego ciało zniknęło i nie przypominało mu o sobie.
Poczuł po chwili dotyk na plecach i dużą dłoń, która jakby z wahaniem dotknęła jego skóry.
— Lepiej nie — uprzedził.
— Sorry. — Skrzywił się Shane i dotyk zniknął.
David mruknął coś pod nosem i westchnął ciężko w tors byłego kochanka. Był taki twardy, gorący, a do tego słyszał bicie serca uwięzionego w klatce piersiowej.
— Jak idziesz w poniedziałek do pracy?
— Na jedenastą… do piątej, a co? — Shane wciąż siedział bez ruchu.
— Grace wychodzi do pracy na dziesiątą. Bym wrócił do domu pod jej nieobecność.
— Aa, no — Zmarszczył lekko brwi na te słowa. Szybko, pomyślał. W sumie, ile miał siedzieć… — A dasz radę…?
— Mhm… Opuchlizna już prawie mi zeszła z twarzy. Jako tako się ruszam… Nie chcę tu za długo siedzieć — powiedział David dość subtelnie jak na siebie.
— Nie lepiej będzie, jak całkiem wydobrzejesz? — zasugerował Shane, trącając nerwowo językiem kolczyki w wardze.
— Czyli kiedy? — mruknął i przejechał palcami po brzuchu chłopaka. Tak dawno nie dotykał innego faceta. Shane na jego dotyk zareagował dreszczem.
— Jak cię nie będzie nic boleć…
— To trochę za długo zajmie… Muszę wracać do roboty i dzieciaków — westchnął David, nie przerywając badania ciała Shane’a, a ten poddawał się dotykowi, siedząc nieruchomo. Gdyby był to ktokolwiek inny… ale to David, kurwa. Jego dłonie. Tak dawno ich nie czuł.
— Jak chcesz — mruknął posępnie.
David zatrzymał swoją dłoń na wysokości przepony chłopaka.
— A co?
— Nic. U mnie byś mógł wydobrzeć, ale jak chcesz…
— Wolałbym nie wypoczywać, tylko po prostu posiedzieć… no ale… — David wzruszył ramionami, a jego dłoń ruszyła dalej zwiedzać ciało byłego kochanka. Było ciemno, ale i tak czuł, że jego fizjonomia bardzo się zmieniła. Wcześniej nie zastanawiał się nad tym w tym aspekcie.
— Możesz tu posiedzieć — mruknął Shane i ponownie położył mu dłoń na plecach, ale zaraz potem cofnął ją, przypominając sobie, że David tego nie chciał. Cholera, a jego dotyk był taki elektryzujący!
David na moment skamieniał, ale po chwili się znowu rozluźnił.
— Aż tak ci za tym tęskno? — zakpił, starając się tym zamaskować zdenerwowanie.
Nastała cisza. I nie doczekał się odpowiedzi. Tylko poczuł mocniejsze uderzenia serca Shane’a. Jego skóra była taka gorąca. David przełknął ślinę. Cholera, był głupi, ale jeśli chciał wrócić do dawnego siebie, musiał sam sobie sprezentować przyspieszony i intensywny program godzenia się z tym, co się stało… i ze swoim oprawcą.
— Możesz… położyć tę rękę — szepnął przez zaciśnięte gardło.
Shane spojrzał na niego z góry, zaskoczony. Czemu serce tak szybko mu biło? Jeszcze niedawno go nienawidził, a teraz, jak już się znalazł tak blisko niego, to zupełnie nie chciał się odsuwać. Głupie wspomnienia.
— Już się mnie nie boisz? — rzucił, żeby zatuszować swoją niepewność i powoli położył mu dłoń na plecach. Od razu lekko je pogładził. Były ciepłe i na chwilę aż zadrżały, ale szybko się uspokoiły.
— Muszę się przyzwyczaić. Nie chcę drzeć się w nocy i budzić całego bloku — burknął David pod nosem, starając się spokojnie oddychać.
Shane wykrzywił usta, patrząc na niego posępnie. Skierował dłoń powoli do góry, trącając palcami jego ciemne włosy.
— Kiedyś to ja byłem tym mniejszym — stwierdził po dłuższej chwili.
— Byłeś, ale już nie jesteś… Ludzie się zmieniają.
— A co, nie lubisz dużych facetów?
David prychnął.
— Co za pytanie? Nie zapominasz czasem, że jestem żonaty?
— Co z tego? Żonaci faceci oglądają się za innymi laskami. Nie wmówisz mi, że nie gapisz się facetom na dupy? — odparł od razu Shane, a Davida lekko zatkało.
— Eee… no. Zdarza się.
— Na jakich patrzysz?
David dłuższy moment bił się z myślami. Sam nie umiał tego dokładnie sprecyzować.
— Co cię to w ogóle obchodzi? — spróbował odbić piłeczkę.
— Pytam tylko — prychnął Shane. — No? — dodał wyczekująco.
— No… — zaciął się znowu David. — Najpierw ty.
Shane zmarszczył brwi.
— Niech ci będzie. Lubię ciemnowłosych, z jasnymi oczami, dobrze zbudowanych, nie jakieś chuchra. No i uniwersalnych w łóżku — mruknął po chwili.
David podniósł na Shane’a spojrzenie swoich jasnych oczu.
— Uniwersalnych? W jakim sensie? — Ledwo powstrzymał się przed lekko kpiącym uśmiechem, który chciał mu się wedrzeć na usta.
— Lubiących i na dole, i na górze — odparł Shane, patrząc na niego wyzywająco.
— I jako taki byk nadal lubisz dawać dupy? — spytał David, nim ugryzł się w język.
Shane warknął cicho pod nosem.
— A co, kurwa, masz z tym jakiś problem? — syknął. — Lubię, pierdol się!
David aż podniósł rękę w uspokajającym geście.
— Bez nerwów. Tylko spytałem. Fajnie w sumie. Twój facet będzie miał z tobą masę rozrywki, jeśli wcześniej go nie zagryziesz — rzucił, nie patrząc mu w oczy.
— Mówiłem. Nie chcę nikogo — przypomniał Shane z grymasem. — A ty miałeś powiedzieć, na jakich się gapisz.
— Na takich z ładnymi dupciami — prychnął. Nie chciał o tym z nim gadać i w odpowiedzi otrzymał sceptyczne spojrzenie.
— Krótko powiedziane.
— No a co? Mam ci mówić, jakie oczy lubię? Włosy? Klaty? — wymieniał, irytując się i odsuwając się od Shane’a.
— Nie musisz, kurwa, jak nie chcesz — mruknął jego były kochanek, przyciągając go lekko z powrotem do siebie. — Nie musimy gadać.
David zaparł się nieznacznie ręką o jego klatkę piersiową. Nie będzie mu się dawał tak przytulać, jakby był pluszakiem.
— Właśnie. Nic nie muszę — mruknął, patrząc na chłopaka w ciemności.
— Do niczego cię nie zmuszam — odparł Shane, odwracając wzrok.
David zwęził oczy, po czym westchnął ciężko i ponownie położył głowę na ramieniu chłopaka. Czuł dłoń przesuwającą się po jego plecach i słyszał dosyć szybkie i mocne bicie serca dawnego kochanka. Przymknął lekko oczy, a dłoń położył na klatce piersiowej Shane’a. Była taka szeroka i silna… Zdecydowanie nie kobieca.
— Jacy byli twoi następni faceci?
— Naprawdę cię to interesuje? — odparł po chwili Shane z lekkim grymasem. Nie rozumiał, po co ten go o to pytał.
— Mhm.
— Nie miałem nikogo na stałe, a chyba facetów, z którymi się pieprzyłem, nie muszę ci opisywać.
— Czemu? Aż tylu ich było?
— Ale co mam ci, kurwa, opowiadać? Jak ciasne mieli dupy albo jak szerokie kutasy?
David spojrzał na niego i nawet w tej ciemności było widać, jakie ma jasne oczy.
— Tylko na numerek? Jak dziwki — skrzywił się.
— Nie mam z tym problemu — odpyskował Shane agresywnie. — Czasami ktoś był na kilka, nie zawsze na jedną noc. Musieli mnie zainteresować — dodał po chwili.
— Czym na przykład? — drążył i odruchowo przejechał dłonią po jego piersi.
Shane odetchnął, czując jego ruch i skupił się przez chwilę na dotyku, zaskakując dopiero po chwili, że padło pytanie.
— Lubię facetów, którzy pozwalają mi na dużo, jak są na dole — przyznał po chwili zastanowienia. To było naturalne, nie myślał za bardzo. Albo go interesowali, albo nie. — I takich z klasą.
— A na górze? — To mu nie dawało spokoju. Och, ta rozmowa była dziwaczna.
— Nie może być jakąś pieprzoną mimozą — odparł Shane, starając się nie okazywać zdziwienia tymi pytaniami. Ale czemu go interesowało, co lubił w łóżku…? — Nie wiem, kurwa, lubię facetów, którzy panują nad sytuacją, jednocześnie mi też zostawiając pole do manewru.
David uniósł brwi.
— Czyli bez większych zmian w tych kwestiach. — Cień uśmiechu pojawił mu się na ustach, ale szybko to ukrył, odwracając głowę.
— No takie mam preferencje — burknął Shane, a David wzruszył ramionami.
— Przecież nic nie powiedziałem — odparł, a przez głowę przeleciała mu najdziwniejsza myśl od felernego ponownego spotkania. „Słodki”. Co się z nim dzieje?
Shane tylko mruknął coś i przesunął dłonią po jego plecach. Dziwiły go te pytania i nie wiedział, co dodać. David tymczasem zamyślił się.
— Nadal lubisz to tureckie żarcie? — spytał w pewnym momencie.
Shane aż zastygł na chwilę.
— Pamiętasz…? — rzucił cicho.
— Pamiętam, pamiętam — mruknął zniecierpliwiony. — Nie masz ochoty czegoś jutro zamówić?
— Możemy — zgodził się Shane, wciąż lekko skołowany.
— I mam ochotę na bakławę. — Zaśmiał się mężczyzna. — Na osłodę.
— To też zamówimy. Browce mamy. Zrobimy se ucztę, kurwa — dodał Shane i niespodziewanie się uśmiechnął. I to nie był ten złowieszczy wyszczerz, tylko taki naturalny uśmiech. David pierwszy raz, odkąd tu był, mógł to zaobserwować. Aż zamrugał, widząc uśmiechającego się Shane’a. Uch… dziwnie, dziwnie, coraz dziwniej.
— No… znaczy ja chcę kawy. Takiej mocnej małej siekiery.
— Spoko, co tam chcesz. — Shane odruchowo przycisnął go mocniej do siebie, a David nawet nie zaprotestował jakoś specjalnie.
— Mhm… ale teraz chyba wracam spać. Wybacz, że cię obudziłem — mruknął, podnosząc się z chłopaka.
Shane puścił go i podrapał się włosach.
— To ja wracam do siebie — mruknął, wstając z kanapy.
— Mhm. — David klepnął go w udo ponaglająco. — Spadaj spać, potworze — rzucił, nim zdążył się powstrzymać. Jego ojcowskie odzywki dawały o sobie znać.
Shane po raz kolejny popatrzył na niego zaskoczony. Parsknął pod nosem i ruszył do wyjścia, rzucając jeszcze po drodze krótkie „branoc”.

* Nickelback – „Photograph”

14 thoughts on “Never Be The Same – 3 – Dobra muzyka nigdy się nie nudzi

  1. Katka pisze:

    Shin, pozwól, że tutaj Ci odpiszę a propos dotychczasowych wszystkich komentów do NBTS. Widzę, że zabierasz się za kolejne opko, co baaaardzo nas cieszy ;* Przed Tobą drugie co do długości, więc mamy nadzieję, że wytrwasz. Ale co widzę, już wzbudza emocje i nawet nie wiesz, jakie to cudne. NBTS ogólnie bywa bardzo wzruszające, tak przynajmniej nam się wydaje, więc przygotuj się na dużą dawkę :) A co do gwałtu i jarania się nim – spoko, każdy ma jakieś odpały XD

  2. Shin pisze:

    Jak David powiedział do shine : „- Tak! Kurwa! Tchórzu! Byłem tchórzem. Znudziłeś mi się, więc cię zostawiłem. Co do cholery miałem ci tłumaczyć? Wyjaśniać? ” to mi łezki poleciały ;(

  3. Kohaku pisze:

    cieszę się, że nawiązała się jakaś rozmowa sensowna xD jakoś zaczeło wiać nudą, siedzą w tym mieszkaniu i nic się nie dzieje. Ale naszczęście ruszyło :)

  4. Yuriko-chan pisze:

    heeeej dajmy im czas xD dochodza do siebie po gwalcie co nie? ;> po jednym rozdziale to wiadomo ze donikad nie zmierza xD

  5. Katka pisze:

    Kasia, Shane się normalniejszy wydaje, bo on ogólnie nie jest jakimś psychopatą, hehehe :)

    Co do tego, że „nigdzie nie zmierza”, to muszę jednak powiedzieć, że mamy już zaplanowane bardzo konkretne zakończenie, więc jednak zmierza :) I cały czas do niego dążymy, więc na pewno nie będzie się ciągnąć w nieskończoność :)

  6. Katrina Conquista pisze:

    Gazelka dobrze napisała :)

    Jakoś tak relacje między nimi powoli się wyrównują i Shane się normalniejszy wydaje. Fajne ma odzywki haha.
    Davida nie lubię na razie bo straszna z niego pierdoła HAHHAH :D Ale zobaczymy jak to się rozwinie.

    No ale jeden minus ode mnie – nie wiem jaki macie plan, to się zobaczy, ale wydaje mi się, że brakuje jakiejś takiej osi fabularnej. Jest fajny zaczątek, motyw, ale jakby nigdzie nie zmierza (oprócz związku of kors)
    Trochę jak AH (haha) – coś co się może ciągnąć i ciągnąć….

  7. Gazelka pisze:

    Oh co ja sie wczoraj naczatowałam na te NBTS!
    A zanim zacznę zachowywać sie jak totalna fangirl i w ogóle do przez chwilę będę poważna i was pochwalę.
    Bo myślałam że nie uciekniemy od tej relacji gwałciciel-ofira, wydawało mi się, że będzie to bardzo trudne do przyjęcia i ciągle będzie mi gdzieś tam z tyłu głowy siedziało jakim to totalnym zwyrodnialcem był Shane i gdzie Dave ma głowę. Ale okazuje sie, że wyrzuty sumienia są bardzo silne, dochodzi równiez motyw „ran z przeszłości” których autorem pośrednio jest David i teraz okazuje sie, że on zaprawdę nie jest sie w stanie oprzeć takiemu mężczyźnie jak Shane bo… no bo wiadomo. Pewnych rzeczy nie da się zwalczyć po prostu.
    Tymczasem Shane mimo iż siągle uważam, że zachowuje się strasznie dziwnie żyjąc przeszłością tak bardzo, to teraz widze, że nie jest psychopatycznym mordercą tylko po prostu nie dojrzał jeszcze ani grama. Zresztą David jest nie lepszy, zachowują się jak dzieciuchy 89% czasu. Nawet te pytania o preferencje seksualne wydały mi się takie w stylu 16 latka.
    Ogólnie to jeszcze przez jakiś czas będa podchodzili do siebie z rezerwą, z przyczyn oczywistych. Ale jak w pewnym momencie Dave wbije Shanowi na chatę, spragniony nieżabciowatej klatki piersiowej to iskry będa leciały, uuuuuuuuuuu! Kant łejt!
    Oczywiście potem będzie jeszcze drama, drama i jeszcze troche drama. I o to chodzi. Nie wymarzyła bym sobie lepszego opowiadania.
    Tylko chciała bym żeby Shane był taki trochę spokojniejszy. Ma za dużo testosteronu :D:D.

  8. Katka pisze:

    Roselani, bardzo się cieszymy, że przekonujesz się do tego opowiadania. Wiem, że nie jest najlżejsze, ale myślę, że ten klimat ma też dużo pozytywnych aspektów i swój urok. Mam nadzieję, że dalej będzie Ci się podobało :)
    A co do żabci, ja jej nie lubię z założenia, przyznam XD

    Tamiya, haha, mnie się też to „fuck” z Conallem kojarzy! :D I co do Shane’a masz bardzo, bardzo dużo racji. W sentymentalności mało kto go pobije. To odrobinę niezdrowe XD
    „I to tulenie się w nocy…” Tak, Davidek potrzebował kogoś, żeby się przytulić :(

    Elis, „Davidowi nie przeszła ochota na facetów.” oj, nie przeszła, nie przeszła <3
    "Mimo powierzchowności, tej całej złości nadal jest w nim ten uroczy nastolatek, którego tak polubiłam." Taaa, Shane to taki przerośnięty nastolatek XD

  9. Elis pisze:

    Scena w nocy jak tak siedzieli i rozmawiali, słodka z tego rozdziału najbardziej mi się podobała poza tymi przeprosinami i pocałunkiem w policzek. Davidowi nie przeszła ochota na facetów. Cieszę się, że Shane lubi być i na dole i na górze w seksie. Mimo powierzchowności, tej całej złości nadal jest w nim ten uroczy nastolatek, którego tak polubiłam. :D
    Ciekawe co to będzie jak David wróci do domu.

  10. Tamiya pisze:

    Kocham to opowiadanie, naprawdę! <3 Shane… na początku wydawało mi się, że się zmienił całkowicie na takiego wielkiego, złego, wrednego byka, ale coraz więcej przebija się jego sentymentalności, wrażliwości, niepewności i w ogóle. Davida polubiłam na dobre, jak go wtedy przeprosił za to, że go zostawił i go pocałował, aww. I to tulenie się w nocy… A Shane… tak mi się strasznie go żal zrobiło, jak David powiedział, że go zostawił bo mu się znudził. Wkurza mnie też, że on ma żabcię i dzieciaki… Bo tak łatwo tego nie zostawi, a jeśliby ich romans rozkwitł na nowo, to Shane byłby bardzo zraniony jako ten "trzeci" :( Przyzwyczaiłam się już do tego ogromu przekleństw XD Jejuuu, Shane wewnętrznie prawie się nie zmienił, tylko podpakował, zakolczykował się i wytatuował :D Od dziewięciu lat nie zmieniły się jego preferencje względem muzyki, jedzenia, filmów, aww. Taka sentymentalność (a ja myślałam, że to ja jestem sentymentalna xD).
    Ja chcę już kolejny rozdział!
    PS. Jak przeczytałam to "Czuł się taki naruszony, a ten skurwysyn chciał, żeby co? Powiedział „no nie ma sprawy, no problem”? Fuck." to mi się Conall przypomniał z tym jego 'fuck', haha <3

  11. Roselani pisze:

    Nareszcie jakiś kąsek. Powiem Wam, że jestem zaskoczona. Byłam niepewna odnośnie tego opowiadania. Sądziłam, że może się dla mnie okazać za ciężkie. A jednak coraz bardziej mi się podoba. Ma troszkę inny klimat, niż te które zwykle czytam, ale o dziwo przestaję zwracać na to uwagę.
    No a teraz konkretnie odnośnie rozdziału… Było bardziej słodko, niż w poprzednich. Przeprosili się szczerze i w ogóle. W dodatku David wydał mi się taki uroczy, kiedy poprosił o czekoladę. Mam nadzieję, że jak się obudzą wszystko nie wróci do poprzedniego stanu. Bo scena w nocy była taka… Słodka.
    No i szczerze mówiąc, jak sobie już myślę o perspektywie powrotu Davida do domu, to mam nadzieję, że nie będziecie się zbytnio rozpisywały na temat jego relacji z żabcią, tym bardziej na temat samej żabci. Mam przeczucie, że jej nie polubię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s