Fire Dragon Tattoo Studio – 38 – To jakieś UFO?

Charlie przeszedł przez ulicę na światłach, zmierzając w kierunku studia. Był już trochę spóźniony, bo nie jechał samochodem. Do tego ta sytuacja z Alexandrem Greyem… Jakoś nagle nie mógł się na niczym skupić i zorganizować.
Powłóczył nogami, mając nadzieję, że brat Rusha nie zabierze go do Anglii. Nawet nie chciał tego dopuszczać do głowy, bo taka wizja go co najmniej przybijała. Szczególnie teraz, kiedy wreszcie Rush zgodził się być tylko i wyłącznie z nim. Jak prawdziwa para.
Kiedy widział już Fire Dragon, telefon w jego kieszeni zadzwonił. Sięgnął po niego i odebrał szybko.
— Tak?
— Nie żyję. Zamieszka w tym samym hotelu i zostaje tu na miesiąc — zakwilił jego kochanek.
— Miesiąc to wcale nie tak długo… — Charlie spróbował go pocieszyć, krzywiąc się do siebie.
— I mam czas do jutra, żeby się z tobą pożegnać.
Zatrzymał się dosłownie przed oszklonymi drzwiami studia z ręką na klamce. Milczał chwilę, mając zupełną pustkę w głowie. Jak to…?
— Do jutra… — powtórzył jak echo.
— Mhm — jęknął Rush, a Charlie usłyszał w słuchawce dźwięk uderzającego o blat czoła. A tak przynajmniej podejrzewał.
— I pożegnasz się…?
— Nie chcę… Charlie, co mam robić?
— Nie panikuj — poradził mu chłopak, wchodząc wreszcie do studia. Odetchnął ciężko. — Zachowujesz się, jakby ktoś nasłał na ciebie płatnego zabójcę. Pogadaj z nim, cholera. To twój brat, no.
Zgarbiony Jason, siedzący za kontuarem, uniósł spojrzenie na Charliego, ale nie skomentował. Przysłuchiwał się jednak ze śladowym zainteresowaniem.
— Ale on jest gorszy! — jęknął Rush po drugiej stronie telefonu. — Nie znasz go. Ja z nim rozmawiałem. On wie, ale uważa to za coś maksymalnie ohydnego, obleśnego i niegodnego.
— To nie wiem, powiedz mu, że ze mną zerwałeś, a jak wróci do Anglii, to znowu będziesz miał spokój. Cholera, to tylko miesiąc, Rush! — rzucił Charlie, idąc od razu na zaplecze po coś do picia z lodówki.
— Ale on się domyśli! — Znowu usłyszał uderzanie głową o stół.
— Nie potrafisz mu skłamać? — Dobrze wiedział, jak Rush potrafił okłamywać swoich kochanków i kochanki, dlatego nie wydawało mu się to jakieś trudne, aby skłamać bratu. Szczególnie skoro ich stosunki były dość kiepskie, to przecież Alex nie mógł tak dobrze znać Rusha.
Wyciągnął Coca-Colę i wrócił z nią do holu, a tam usiadł ciężko na kanapie.
— Chyba że… no, serio nie będziemy się widzieć przez ten miesiąc… — dodał z wahaniem, na co odpowiedziała mu chwila cisza.
— Nie chcę. Postaram się jakoś go unikać… ale nie wiem, czy po tym miesiącu nie każe mi wracać do domu. Cholera, czemu on jest takim strasznym homofobem z milionem wtyczek?!
— Rush, masz dwadzieścia cztery lata, jesteś dorosły. — Charlie nie miał pojęcia, jak mu pomóc i wcale mu się nie podobało, że musiałby wracać do Anglii. — Ja rozumiem, autorytet starszego brata, ale chyba masz coś do powiedzenia w swojej sprawie. — Wydął wargi i napił się coli.
Rush tylko westchnął ciężko do telefonu, jakby chciał powiedzieć: „Nie wiesz, jaki on jest…”.
— O której kończysz pracę? — zapytał tylko.
— Dzisiaj o szóstej.
— A mógłbym do was przyjechać?
— Chcesz? Jasne, że możesz — odparł Charlie cieplejszym głosem.
— To będę za jakąś godzinę. — Rush jeszcze westchnął i cmoknął w telefon.
Charlie rozłączył się i opadł głową na oparcie kanapy, wydając z siebie stęknięcie. A wczoraj było tak idealnie…
Zaciekawiony zasłyszaną rozmową Jason patrzył w tym czasie na niego i analizował to wszystko, czego się dowiedział. Czyżby gołąbeczkom znowu coś nie wychodziło?
— Problemy? — Zaśmiał się wrednie.
Charlie skrzywił się, słysząc śmiech. Uniósł na Jasona niezadowolone spojrzenie.
— A jeśli tak, to co? Będziesz się z tego brechtał?
— Zastanowię się.
— Świetnie. Przyleciał brat Rusha.
Jason zmarszczył brwi, nie rozumiejąc. To o to była cała afera?
— No i? Co z tego?
— To, że zastał nas nagich w łóżku. Rush się go tak wystraszył, jakby nas co najmniej jego matka i ojciec zastali podczas seksu. — Młodszy tatuażysta skrzywił się wyraźnie, chociaż z drugiej strony sam też nie chciałby w ten sposób przeżyć swojego coming outu. — I ten facet jest dziwny.
Jason nie był w stanie stłumić krótkiego chichotu. Bawiły go problemy Charliego. Wydawały mu się takie błahe, mimo świadomości, że nie znał szczegółów sprawy.
— Dziwny? A do tego blondi się go boi? To jakieś UFO?
— Nie wiem, no, nie znam gościa. Ale, cholera… przedstawił mi się formalnie, a miałem wrażenie, że ma mnie za coś poniżej poziomu. I tak patrzy z góry. Na moje oko typ sztywniaka-biznesmena. I jest podobno homofobem…
Jason rozciągnął się wygodniej na obracanym fotelu.
— Jak miał cię za coś poniżej poziomu, to nawet nieźle wycelował — zakpił, nie mając zamiaru pocieszać Charliego. Nie on od tego był.
Chłopak otworzył usta w szoku. Był dosłownie zaskoczony taką odpowiedzią. Zaraz potem odłożył napój na stolik z rozmachem i wstał.
— Pierdol się, Jason, kurwa. — Ruszył do swojej pracowni. — Na następny raz zamknij się, jak przyjdzie ci do głowy równie gówniana odpowiedź.
— Też cię kocham! — krzyknął za nim starszy tatuażysta i przewrócił oczami na taki brak zrozumienia jego poczucia humoru.

***

Kiedy Charlie wypytywał klienta o szczegóły tatuażu, jakim miał być obszerny, celtycki wzór na plecach, dojrzał za szybą zbliżającego się Rusha. Odprawił faceta, mówiąc, że na jutro wzór będzie gotowy i będą mogli zacząć. A gdy ten opuścił studio, sam wyszedł zza kontuaru, by powitać kochanka.
Rush przywitał go czymś co przy bardzo dużej ilości dobrej woli można było nazwać półuśmiechem.
— Chcesz coś do picia? — spytał Charlie, podchodząc do niego. Znowu zrobiło mu się go szkoda.
— Arszenik raz, proszę — jęknął mężczyzna i nawet nie dając chłopakowi buziaka na powitanie, usiadł ciężko na kanapie.
Charlie spojrzał na niego z grymasem i westchnął ciężko, ostatecznie decydując się na powrót za kontuar. Usiadł na obrotowym krzesełku i oparł łokcie na blacie.
— Teraz nie jesteś jak książę, tylko jakiś bohater dramatyczny. — Westchnął. — No, Rush, przecież on cię nie pożarł.
— Jeśli jestem bohaterem greckiego, to mój brat gra tam złego boga — mruknął Rush i przetarł twarz dłońmi. — Charlie, czemu on, kurwa, przyjechał?
— Mnie się nie pytaj. Powiedz mi lepiej, czemu od niego się dowiedziałem, że się, cholera, Richard nazywasz!
— Bo nie lubię tego imienia — jęknął, nie patrząc na Charliego.
— Okej, rozumiem. Ale mogłeś chociaż powiedzieć, że się tak nazywasz, no.
Rush skulił się bardziej w sobie, unosząc palce do ust i gryząc paznokcie.
— Nie pomyślałem. Poza tym tylko w domu używam tego imienia. I kurcze, co to za imię? Richard. Uch… Jak dla starego dziada.
Charlie mimowolnie zaśmiał się krótko, ale od razu spoważniał i w końcu podszedł do niego.
— Nie obgryzaj. — Odsunął jego palce od ust. — I wcale nie jest brzydkie. Richard Gere jest całkiem przystojny. Ale jak chcesz. Chociaż fajnie by było wiedzieć wcześniej, że się tak nazywasz. — Skrzywił się. Jakoś fakt, że nie wiedział, jak jego partner miał na imię, strasznie go wkurzał. To było irracjonalne.
Rush spojrzał na kochanka jak dziecko, po czym znowu przystawił palce do ust, wracając do obgryzania. Nie robił tego, odkąd wyjechał z domu.
— Wiesz przecież, że jeszcze jakiś czas temu w ogóle nie wiedziałem, czy coś z tego będzie. A teraz było głupio nagle wyskoczyć z tekstem „wiesz, bo w ogóle to nazywam się Richard”.
— Taa… lepiej niech mi to oznajmi Alexander, wparowując do sypialni, jak śpimy nago i przedstawia mi ciebie, jakbym poszedł z tobą tej nocy pierwszy raz do łóżka, nie zdążając się wcześniej dowiedzieć, jak ma na imię mój kochanek — burknął Charlie.
Grey jęknął żałośnie, nazbyt wyraźnie widząc swój błąd.
— Wybacz…
Charlie wydął wargi, patrząc na niego sceptycznie.
— Taa… Ech, Rush. Ciekawe czego jeszcze się ciekawego dowiem — mruknął. — Ale powiedz coś o tym swoim bracie.
Rush wzruszył ramionami, niechętnie kierując myśli do swojego brata.
— Poza tym co widziałeś? — spytał w tym samym momencie, kiedy z kącika Jasona wyszedł klient i sam tatuażysta.
Charlie zignorował kumpla z pracy i skinął głową Rushowi, kiedy Jason odbierał należność, a klient wyszedł.
— Jest dwa lata starszy, miał najlepsze wyniki we wszystkich swoich szkołach i dodatkowo wyróżnienia na studiach. Skończył dwa kierunki, jest cholernie przedsiębiorczy, cholernie sztywny i cholernie mnie pogrąża przy rodzicach — jęknął dramatycznie Rush. — Do tego jego narzeczona jest miss czegoś tam, a on jest uzależniony od jednorazowych, nawilżonych chusteczek.
Charlie i Jason unieśli brwi. Zanim młodszy zdążył odpowiedzieć, Jason zagwizdał.
— Rozumiem, że to jest to straszydło, którego się tak podobno cykasz, blondi? — spytał z wrednym uśmiechem, zachodząc za kontuar. — I pewnie najbardziej przerażają cię te chusteczki?
Rush skrzywił się z niesmakiem. Nie miał pomysłu, jak im uzmysłowić, dlaczego tak nie cierpiał brata. Wyglądało na to, że nie potrafili tego pojąć. Pewnie nie mieli takiej rodziny jak on.
— Nie chusteczki tylko jego… siła przebicia — mruknął pod nosem.
Jason pokiwał głową.
— Brzmi poważnie — zakpił.
— To znaczy? — dopytał Charlie. — Nie potrafisz mu się postawić, czy w czym rzecz?
— W tym rzecz, że jemu nie da się postawić — odparł niezadowolony ze swojej sytuacji mężczyzna. — Zawsze znajdzie na mnie jakiegoś haka.
— Ale to twój brat. — Charlie poklepał go po ramieniu. — Nie chce dla ciebie dobrze? Jeśli tak, to chyba nie będzie chciał ci pokrzyżować żadnych planów — dodał, myśląc głównie o ich związku i widmie wyjazdu Rusha do Anglii.
Anglik zamrugał powiekami i spojrzał na kochanka z powątpiewaniem. Charlie miał zdecydowanie zbyt dobre mniemanie o terminie „brat”.
— Widzisz, ptaszyno, twój książę ma chyba inne zdanie. — Jason zarechotał. — W każdej bajce jest jakiś czarny charakter, gołąbeczki.
Zdegustowany Rush tylko prychnął i oparł się o kanapę. Musiał coś wymyślić… tylko jeszcze nie wiedział co.

***

Rush stanął w drzwiach mieszkania Charliego i przestąpił z nogi na nogę. Wyglądał na zdenerwowanego i odbijało się to nawet na jego wiecznie przystojnej i zadbanej twarzy, a to już coś znaczyło.
— Dzięki za wczoraj i za wieczór — mruknął i znowu zaczął obgryzać paznokcie. To zaczynało się robić wkurzające nawet dla niego, więc wsunął dłoń w kieszenie spodni.
Poprzedniego wieczoru, zaraz po pracy Charliego, pojechali do jego domu i spędzili bardzo miłą i gorącą noc. Czuł się przyjemnie oderwany od rzeczywistości, a zaśnięcie w ramionach tego gorącego tatuażysty było jak balsam na jego duszę. A teraz musiał wrócić do codziennego życia, rzeczywistości, która po przyjeździe Alexa wydawała mu się jeszcze bardziej szara.
— Spoko. — Chłopak wyciągnął ręce i objął go czule. Było mu przykro, gdy widział go takiego rozbitego. — Nie stresuj się tak. Dobra, wiem, że i tak będziesz, ale możesz u mnie nocować, kiedy tylko będziesz chciał.
Rush westchnął ciężko i przytulił się do kochanka, zawisając na jego ramionach.
— Dzięki. Zapamiętam — odparł i cmoknął go w usta. — Do zobaczenia. Odezwę się, gdy tylko będę mógł. I jakbym nie odbierał, to się nie złość, okej?
— Um… Jasne, rozumiem. — Charlie uśmiechnął się do niego. — Trzymaj się.
— Pa! — Rush cmoknął go jeszcze raz i odszedł w wisielczym nastroju. Wsiadł do samochodu i odjechał.
Charlie za to wszedł z powrotem do mieszkania i oparł się plecami o ścianę, uderzając lekko tyłem głowy o drzwi. Taki spanikowany i zdołowany Rush był trudny w obyciu. Chłopak chciał mu jakoś poprawić humor, ale wydawało mu się, że w obliczu obecności Alexandra w Miami będzie miał z tym trudności. Do tego umówili się, że to raczej Rush będzie do niego dzwonić i będą spotykać się na mieście albo u Charliego w mieszkaniu. „Dopóki Alex nie dowie się, gdzie mieszka”. To było dziwne, ale wolał nie dociekać.
Usiadłszy ciężko na kanapie, wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Mike’a. Po kilku sygnałach usłyszał w telefonie jego głos:
— Mhm, co jest?
— Cześć. Masz czas się spotkać?
— Mmm… Tak, jasne. Gdzie? I za ile?
— Hm… Sunset za godzinę?
— Jasne, będę — potwierdził.
— To do zobaczenia — odparł Charlie, stwierdzając, że musiał wstać, żeby się ubrać. Był zniechęcony… i chyba przybity. Zmusił się jednak i powłócząc nogami, skierował się do sypialni.

***

Mike zamówił sobie wodę z cytryną i liśćmi mięty, a dla Marg, która przyjechała razem z nim, cafe latte. Czekali już tylko na Charliego na zewnątrz, pod dużym parasolem. Dziewczyna siedziała na krześle przysuniętym trochę do Mike’a, uśmiechając się do niego znad swojej kawy i popatrując na parking. Chłopak się trochę spóźniał.
— Rusha nie było wczoraj wieczorem w hotelu. Może z Charliem przyjedzie — rzuciła.
— Możliwe. W ogóle chyba Charlie często ostatnio z nim pomieszkuje w tym hotelu.
Dziewczyna energicznie pokiwała głową.
— Mhm. Chyba się lepiej dogadują. — Zaśmiała się, przytulając się do ramienia swojego chłopaka.
Zanim ten zdążył odpowiedzieć, zobaczył czerwonego Dodge’a podjeżdżającego pod Sunset. Charlie wysiadł i wsadził klucze do bocznych kieszeni swoich zielonych spodenek. Zobaczywszy Mike’a i Marg, pomachał i ruszył w ich kierunku. Dziewczyna odmachała mu, czekając, aż obejdzie wielką palmę stojącą przy skraju parkingu i się dosiądzie.
— Hej, pójdę po colę — rzucił Charlie, mijając ich, gdy podążył do baru. Pojawił się chwilę później z dużą colą z lodem i usiadł naprzeciwko. — Marg, dawno cię nie widziałem. Co słychać?
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie. Naprawdę dobrze wyglądała, a czerwone bolerko ładnie podkreślało koloryt jej skóry.
— A bardzo dobrze. Mike jest cudny — rzuciła, chwytając chłopaka za rękę. Ten odpowiedział jej uśmiechem i zwrócił się do kumpla.
— A ciebie co sprowadza?
— Mnie? U mnie lekki chaos, jeśli mogę to tak nazwać — zamarudził Charlie, popijając colę.
— Czemu? — spytała Marg z zatroskaniem. — Myślałam, że z Rushem ci się układa.
— Układa, tylko… no, właśnie dłuższa opowieść. Ale najpierw, Marg, mam pytanie, jak już jesteś. — Tatuażysta uśmiechnął się do niej i rzucił krótkie, wymowne spojrzenie na Mike’a. — Wiedziałaś, że Rush tak naprawdę nazywa się Richard?
Mike zamrugał ze zdziwieniem, a dziewczyna przełknęła ciężko ślinę i zaczerwieniła się na policzkach.
— No… tego. Tak, ale powiedział, żeby mówić do niego Rush. Bo jest zameldowany w hotelu na Richard.
Charlie aż zacisnął zęby.
— Super, cholera! — warknął do siebie. — Jak to zajebiście, że kochanek dowiaduje się ostatni!
— Ja też nie wiedziałem — przyznał Mike z krzywym uśmiechem, wciąż zszokowany. — I to o tym chciałeś powiedzieć? Przecież to tylko… imię — skończył płasko, bo sam nie wierzył w to, co mówił. Sam by się wkurzył, jakby Marg okazała się być Madlen.
— Nie tylko o tym — mruknął Charlie. Spojrzał na Mike’a z lekkim uśmiechem. Miał naprawdę dużo do opowiedzenia, ale chciał zacząć od tego: — Przedwczoraj ustaliliśmy z Rushem, że koniec z układem i jesteśmy tak na serio parą. — Wyszczerzył się. Widać było, że był z tego powodu szczęśliwy i odbijało się to nawet w jego teraz rozszerzonych, dużych, brązowych oczach.
Mike przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć, po czym uśmiechnął się jak dumny ojciec i chwycił w geście gratulacji jego dłoń.
— No! Pogratulować.
Charlie uśmiechnął się szerzej i dopił swoją colę.
— No, to tak pomyślałem, że, kurcze, układa się jakoś i mam faceta, i w ogóle. Aż następnego dnia nie budzi mnie Rush, tylko „ehem” z drzwi sypialni. — Skrzywił się, momentalnie tracąc ten radosny błysk z oczu. Spochmurniał wyraźnie. — Brat Rusha przyleciał i teraz Rush mówi, że możliwe, że go za miesiąc weźmie do Anglii…
Mike zmarszczył brwi tak samo jak jego dziewczyna. I to ona pierwsza się odezwała.
— Czyli to faktycznie był jego brat… — mruknęła jakby do siebie, ale i tak obaj ją usłyszeli.
Charlie spojrzał na nią bystrzej.
— Widziałaś go?
— Mhm. — Kiwnęła głową. — Wczoraj było straszne zamieszanie w hotelu, bo przyjechał niespodziewanie, a podobno jest bardzo… bardzo znaczącym klientem. — Uniosła wymownie brwi. — To trzeba było mu zorganizować apartament, mimo że wszystkie były zajęte.
Charlie aż stuknął szklanką o blat.
— Cholera! No to chyba o tym chciał powiedzieć recepcjonista Rushowi, ale ten go zignorował. A nie byłoby tej niespodzianki przynajmniej, jak nas zastał, kurde, nagich i przytulonych w łóżku — jęknął marudnie.
Marg strapiła się.
— Przepraszam, mogłam zadzwonić — szepnęła, a Mike pogłaskał ją po głowie.
— No, ale co? Nawrzeszczał na was? — dopytywał.
— On nie musiał wrzeszczeć — odparł dramatycznie Charlie. — On spojrzał. Jest jak jakiś, cholera, sopel lodu. Czułem się przy nim jak takie nic.
Mike skrzywił się wyraźnie. Nie rozumiał.
— Czyli… nic wam nie powiedział?
— No, ja wiele nie słyszałem, bo wyszedłem. Ale Rush twierdzi, że jest homofobem i podobno kazał mu się ze mną pożegnać.
Mike napił się swojej wody, dając sobie czas na odpowiedź. Wydawało mu się to trochę nielogiczne, a raczej niezrozumiałe, bo nie potrafił sobie wyobrazić kogoś spokrewnionego z Rushem i będącego postrachem otoczenia.
— A co on ma do tego? Przecież Rush jest dorosłym człowiekiem.
Charlie wzruszył ramionami z markotną miną.
— Nie wiem. Też mu to mówiłem, ale podobno facet jest, jaki jest. Nie da mu się postawić. Rush chodzi jak struty, a jak gada, że miałby wyjechać, to… cholera, bo ja… — Chłopak spojrzał na Mike’a niepewnie.
Ten westchnął pocieszająco.
— Co? — zachęcił.
Charlie odchrząknął i wydął wargi.
— Bo ja chyba Rusha kocham — wymamrotał pod nosem.
— Och… — wyrwało się dziewczynie i od razu z zakłopotania przygryzła wargę.
Charlie cofnął się na krześle, lekko się rumieniąc. Powiedział to. Spojrzał na nich, a raczej na dłużej zawiesił wzrok na Mike’u. To jego kochał przez te kilka lat, a teraz nie mógł myśleć o nikim innym poza Rushem.
Mike za to miał pustkę w głowie i jedno, jedyne straszne słowo kołatało mu się po niej. Nie był z niego zadowolony, bo powinien gratulować kumplowi i powiedzieć coś wspierającego, ale i tak „wolny” przebijało się przez resztę. Po chwili jednak zreflektował.
— No proszę. — Uśmiechnął się radośnie. — Wpadłeś.
Charlie odpowiedział lekkim uśmiechem.
— Najwyraźniej. — Zamaskował zakłopotanie śmiechem. — Jest taki kochany… No, ale ja wam tu truję o moim związku, a wy nic nie mówicie, co u was! — Otrząsnął się szybko.
Marg zaśmiała się pod nosem, kryjąc lekki rumieniec. Była bardzo szczęśliwa ze swoim chłopakiem, ale wolała sama nie zaczynać. Szturchnęła go więc lekko łokciem.
— A bardzo dobrze. Żyjemy sobie, układa nam się. Planuję poznać Marg z moimi rodzicami. — Zaśmiał się nerwowo.
Charlie uśmiechnął się do kumpla i skinął głową.
— No, to też poważnie. — Pamiętał, że Mike nie był typem, który na dłużej był z jedną dziewczyną. Był więc pod wrażeniem. — A twoi starsi są w domu?
— Nie. — Manager studia pokręcił głową, zrezygnowany. — Nawet nie wiem, kiedy wrócą, więc na razie pomieszkujemy u mnie.
— Nie pamiętam, kiedy ostatnio ich widziałem. Chyba z pół roku temu na nich wpadłem u ciebie.
Mike potwierdził kiwnięciem głowy.
— W ogóle wstrzymam się od komentarza. W domu byli dwa tygodnie temu na weekend.
— No, nieciekawie — mruknął Charlie. Sam widział swoich rodziców na święta. Kiedy przyjechał na chwilę złożyć życzenia. Ale rodzice Mike’a to zwyczajni pracoholicy. — Marg, nie pozwól mu tyle harować, co jego starsi — rzucił żartobliwie do dziewczyny. — Bo będziesz go widywać raz na miesiąc. W studio i tak w tym tygodniu był może trzy razy, bo siedzi w firmie. — Uśmiechnął się przekornie do Mike’a. — A mieliśmy zainstalować głośniki.
Dziewczyna zachichotała i położyła dłoń na udzie swojego chłopaka.
— Już ja zadbam, żeby chciał do domu wracać. — Uśmiechnęła się figlarnie, a Mike aż zaczerwienił się na policzkach. Dopiero po chwili się otrząsnął i zwrócił do Charliego.
— Nie wypominaj mi. Wiesz, że mam sporo roboty, a wy sobie wspaniale sami radzicie. A z głośnikami to Jasona namów.
— On i tak jest sceptyczny co do muzyki w studio. To ty jesteś managerem. No ale okej… Jak masz robotę, to nie będę naciskać.
Starszy chłopak odetchnął i wydął wargi, zastanawiając się.
— Dobra. Pod koniec tygodnia chyba będę miał chwilę, to wpadnę.
— No, byłoby super. Katy się strasznie cieszy, że będzie muzyka.
— Też uważam, że to dobry pomysł — wtrąciła się Marg. — Lepiej, żeby coś grało, niż tylko to bzyczenie pistoletów.
— Widzisz, Mike. Mam kolejne poparcie! — Tatuażysta uśmiechnął się triumfalnie.
Mike wydął wargi w udawanym oburzeniu i założył ręce na klatce piersiowej.
— Dobra, już dobra. Przyjdę.
— No, bitwa wygrana. — Charlie roześmiał się, jakoś przyjemnie rozluźniony dzięki tej rozmowie. — Dzięki, Marg. Coś mi mówi, że twój głos był decydujący.
Dziewczyna zmarszczyła nos, zadowolona z siebie. Cmoknęła swojego chłopaka w policzek.
Charlie odchylił się na krześle, nieco się bujając. Wiatr rozwiewał mu włosy, ale był dość ciepły i przyjemny, więc nie przejmował się tym.
— Kurcze, tak poważnie się zrobiło. W sensie ty jesteś w związku, ja jestem w związku — rzucił do Mike’a. — Jeszcze niedawno byśmy nawet o tym nie pomyśleli.
— Jeszcze tylko brakuje, żeby Jason zszedł się z Katy i byłaby już w ogóle jedna, wielka, szczęśliwa rodzinka — zakpił Mike. Ostatnio przyjaźń z Jasonem zaczynała mu się udzielać, a już na pewno jego poczucie humoru.
— Oni i tak się czasem wydurniają, że są parką. Mamy uroczo, Marg, odwiedzaj nas czasem. I przyciągaj ze sobą Mike’a. Jason świruje, jak nie może z nim palić.
Dziewczyna pokiwała głową, a Mike przewrócił oczami.
— Wiem, smęci o tym strasznie często. W ogóle na piątek zaprosiliśmy go do nas na kolację. Też chcesz wpaść?
Charlie zastanowił się.
— Nie wiem, zobaczę, jak sprawa z Rushem, okej? Jeszcze wam dam znać, czy będę mógł, co?
— Jasne — odparła dziewczyna. — Jedyne, czym mogę cię skusić, to że zrobię zraziki z zapiekanymi kartofelkami, których nauczyła mnie koleżanka z Polski.
Charlie uniósł brwi i spojrzał na Mike’a.
— Ty masz taką kuchnię na co dzień? A ja się żywię mrożonkami. — Skrzywił się. — Kuszące, Marg.
— Chyba że Marg pracuje do późna — przyznał rozbawiony Mike, a dziewczyna klepnęła go w ramię.
— Albo ty dzwonisz, że nie będziesz jadł, bo pracujesz do późna — wytknęła mu z premedytacją.
Charlie roześmiał się z tej drobnej scenki. Pasowali do siebie.
— To jak Mike nie wróci na obiad następnym razem, chętnie zajmę jego miejsce.
— Nie ma mowy — odburknął od razu jego kumpel.
— Po całości czy tylko przy stole? — Dziewczyna zaśmiała się wrednie. Nie była w końcu aż taką cnotką.
— Oczywiście zastąpię Mike’a pod każdym względem. — Tatuażysta wysłał Marg buziaka. — Mike może będzie miał motywację, żeby jednak wcześniej wracać.
Oburzony Mike spojrzał na swoją dziewczynę, która teraz chichotała, nawet bardziej rozbawiona jego miną niż sytuacją.
— Jesteście walnięci — burknął w końcu, kręcąc głową.
— Oj, drażnimy się tylko, kochanie. — Marg zaśmiała się, wychylając się i całując go w policzek.
— Ja też mogę dostać buziaka? — zażartował Charlie.
— Nie — odparli jednocześnie. Lecz Marg z głupim uśmieszkiem, a Mike nadal święcie urażony.
Spotkanie z nimi znacznie poprawiło Charliemu humor po porażce z Alexem. Wciąż jednak czuł, że będą z tym większe problemy i niestety to chwilowe zapomnienie o nadchodzącej katastrofie nie sprawiało, że ta bardziej się oddalała.

***

Przy dużym łóżku, w hotelowej sypialni w najdroższym apartamencie głośno rozdzwonił się budzik, wyrywając ze snu jasnowłosego mężczyznę. Dzwonił już po raz czwarty, bo tyle poranków Alex już spędził w Miami.
Mężczyzna szybko go wyłączył i podniósł się z łóżka. Biała pościel zlewała się z jego tak samo białą koszulą nocną. Odetchnął ciężko i wstał. Palcami przeczesał do tyłu włosy i ruszył do łazienki. Musiał się umyć. Czuł się nieświeżo po nocy. A do tego ta przeklęta pogoda w Miami… Było gorąco i duszno. Czuł, że non stop się pocił. To było niesamowicie frustrujące.
Na szczęście obsługa hotelowa traktowała ważnego gościa na tyle poważnie, że w całym apartamencie było tak czysto, że aż błyszczało.
Po długim prysznicu Alex wyszedł spod wody i owinął się białym ręcznikiem. Lubił ten kolor. Wytarł się do sucha i poszedł ubrać. Zgodnie z tym, co sobie zażyczył, śniadanie miało przyjść za dokładnie dziesięć minut.
Wyjął z szafy niezbędne ubrania i po chwili był już w jasnoszarym garniturze. Musiał zrezygnować z kamizelki, bo wczoraj w wiadomościach zapowiadano jeszcze większe ocieplenie. Aż się skrzywił. Zdecydowanie nie odpowiadał mu ten klimat. Nie rozumiał, jak jego brat mógł zachwycać się tym miastem.
Wreszcie pojawiła się dziewczyna z jego śniadaniem. Widząc gościa, dygnęła.
— Dzień dobry, panie Grey — przywitała się, podprowadzając wózek z jedzeniem do stołu i zaczynając wykładać jedzenie.
— Dzień dobry. Przyniosłaś mi poranne gazety? — spytał i usiadł do stolika, od razu biorąc kawę, którą dziewczyna nalała.
— Tak, wszystkie, które sobie pan zażyczył — odpowiedziała, sięgając pod wózek i kładąc gazety na skraju stołu.
Alex skinął jej głową. Miał poważną jak co dzień minę, ale dziewczyna i tak nie mogła powiedzieć, że nie był przystojny. Na szczęście nie zacięła się na długo w podziwianiu go.
Mężczyzna wziął jedną z gazet i zaczął przeglądać, popijając kawę. Nie była najgorsza, ale to pieczywo, które serwowano w Stanach, nie było jego ulubionym. Wydawało mu się dziwnie napompowane. Mimo to, nie marudził. Nie było to w jego stylu.
W czasie jego posiłku dziewczyna pościeliła łóżko. A kiedy mężczyzna skończył i przeglądał gazety, zaczęła zbierać naczynia z powrotem na wózek. Zerkała na niego dyskretnie. Wiedziała, że był bratem mieszkającego wyżej Richarda, ale był zupełnie inny. Poza tym, jak się ubierał, mówił i chociażby czesał, miał znacznie jaśniejszą skórę niż opalony Rush i nie uśmiechał się.
Szybko otrząsnęła się z tych przemyśleń i zebrawszy wszystko, spytała:
— Życzy pan sobie czegoś jeszcze, panie Grey?
— Możesz pójść do apartamentu wyżej, do mojego brata i sprawdzić, czy jeszcze śpi — odparł, nie unosząc na nią spojrzenia znad gazety. Akcje firmy, w którą zainwestował, znowu szły w górę.
— Tak jest, do widzenia — odparła dziewczyna, ruszając z wózkiem do wyjścia.
Alex jeszcze dłuższą chwilę przeglądał magazyny. Kiedy dobiła ósma, złożył je starannie na stoliku i poszedł umyć ręce. Wydawało mu się, że miał druk na palcach. Do tego już zaczynało się robić gorąco, a na niebie, jak na złość, nie było żadnej chmury.
Zaczesał niemal suche włosy do tyłu. Poprawił granatowy krawat i wyszedł z mieszkania. Jeśli Richard nie był jeszcze gotowy, to miał pomysł, jak mu podziękować za jego opóźnienie. Mieli na dziesiątą umówionego klienta.
Kiedy wszedł do apartamentu brata, zastał go siedzącego przy stole i jedzącego śniadanie z rozburzonymi po nocy włosami. Rush, ujrzawszy Alexa, przełknął z trudem bułkę, którą miał w ustach. Aż musiał klepnąć się w klatkę piersiową, bo się zakrztusił.
— Cześć, Alex. — Zaśmiał się nerwowo. Mimo że to już czwarty dzień, jaki z nim miał spędzić, nadal czuł się przy nim spięty.
— Witaj. Widzę, że nadal niegotowy — stwierdził starszy Grey i zbliżył się. Chwycił w dwa place kosmyk jego potarganych włosów. — Tylko nie zapomnij się uczesać.
Rush cofnął głowę, patrząc na niego z dołu. Popił bułkę i wstał. Był na szczęście ubrany.
— No już, już — mruknął, podchodząc do lustra i robiąc to, czego chciał brat. W odbiciu widział jego wyprostowaną postawę i chłodne spojrzenie. O mało nie jęknął żałośnie. Zapowiadał się wprost cudowny dzień z tym lodowatym, surowym skurczybykiem.

18 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 38 – To jakieś UFO?

  1. Katka pisze:

    Marta, tak, łapię o co chodzi, ale Jason wyparł zupełnie tę informację ze świadomości, bo wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że będzie miał cokolwiek z Alexem do czynienia, a sama informacja została rzucona jako ciekawostka i temat nie był podjęty, więc Jay zwyczajnie tego nie zapamiętał :)

  2. marta696 pisze:

    Tak się zastanawiam skoro było już wcześniej wspomniane o Jeane,to skąd było to zdziwienie Jasona gdy Alex powiedział że ma narzeczoną.To dla mnie trochę dziwne.Chyba że ja coś przekręciłam .Mam nadzieję że rozumiecie o co mi chodzi.

  3. Katka pisze:

    Tigram, haha, no to Ty filmów nie oglądasz?! Oczywiście, że są! Chociaż przyznam, że też mam do tego średni stosunek XD

  4. TigramIngrow pisze:

    „Biała pościel zlewała się z jego tak samo białą koszulą nocną”
    Serio są męskie koszule nocne? O.o
    Dobrze, że szlafmycy nie ma ^^

  5. Tamiya pisze:

    DaughterOfWind, aaa, więc to tak działa! Głupi wordpress -.- Następnym razem będę pamiętała.
    haha, biedny Jason, takie ma poparcie, żeby dostać jakiegoś kochasia, a autorki tak mu na przekór :D
    Ciekawe, co dalej będzie z Alexandrem… (kocham to imię <3)

  6. Shivunia pisze:

    DaughterOfWind>> Ależ my kochamy was słuchać. Tylko że my tak jak czasami niektóre dzieci. Słuchamy, potakujemy a i tak robimy swoje XD Jednak i tak wierze że cie nie rozczarujemy ;)
    p.s. dzięki za radę co do ucinania ;)

  7. DaughterOfWind pisze:

    Ehh, i znowu nic z tego. Autorki mają to do siebie, że nie lubią nas słuchać i będą zostawiać biednego Jason’a samego, dopóki chyba nie przestaniemy go wiecznie z kimś parować XD
    Acz byłoby miło… ;p Walka o dominację, te sprawy. ^ ^
    No, o Aleksie też mogę słuchać. Jason i Alex. O.
    Scuse me, jeśli komentarz nieskładny. Czwarta rano, piąta trzydzieści wstaję -.-‚

    PS Katka, Tamiya, Shiv – ucina, gdyż ponieważ, gdy się używa tych znaków, co są pod przecinkiem i kropką (przy użyciu shifta) to jak się użyje „<" bla bla bla zdanie jakieś tutaj xd – i zamknie odwrotnym; to wówczas wyłącza ten element komentarza. WORDPRESS…
    Kasio mi to kiedyś wyjaśniła XD Wiem, co za ból.

  8. Elis pisze:

    Każdy sopel lodu da się roztopić i trzeba by wyjąc ten kij od szczotki, który sprawia, że Alex jest taki sztywny. Nie wiem co musi się stać, żeby on się zmienił. Może by tak Jason na niego wpadł, dosłownie i w przenośni i uzmysłowił by mu jak dobrze być homo z takim partnerem u boku jak smok. :D
    Co Alex może zrobić Rushowi? Przecież go nie zabije, a ten tak panikuje. Ich rodzice pewnie są jeszcze gorsi. Skoro Rush aż obgryza paznokcie z nerwów i robił to w domu, to nie było tam ciekawie.
    Weny i pozdrawiam. :D

  9. Roselani pisze:

    Wszyscy chcą tak ze sparować kogoś z Jasonem, a o biednej Katy nikt nie pomyśli… Ja tam sądzę, że ona jest bardziej prawdopodobna dla Alexandra, choć pewnie z Jasona bardziej bym się ucieszyła.
    Porównuję tak sobie teraz Rusha i Alexa i muszę powiedzieć… Że książe zachowuję się, jak straszna ciota względem brata. Podobnie, jak Charlie i Jason nie mogę zrozumieć jego obawy i pierdołowatości. Z kolei takie osoby, jak Alexander są w moim mniemaniu imponujące. Nie zawsze lubiane, ale imponujące. A tak się składa, że Alex jest i przeze mnie, jak na razie lubiany i imponujący.
    Trochę mnie Jason zirytował. Jak nie chciał powiedzieć nic miłego, mógł się chociaż zamknąć.
    No i Mike i Marg… Jeżu… Jak osobno są dla mnie w porządku, to razem stanowią budyń w czystej postaci. Nie znoszę ich w zestawie. Niech Marg okaże się agentem FBI, czy coś. Albo kosmitką. Cokolwiek, tylko żeby dodało tej szarej parze trochę kolorów!

  10. Shivunia pisze:

    Gazelka >> och taaaak sprzeczności :D ale nie martw się my też kochamy sprzeczności wiec w sumie ci się tak nie dziwimy. No i genialny koment :D LUBIMY takie (gdybania, knucia i intrygi – fuck yeah)

  11. Gazelka pisze:

    To ja wam powiem, że już wiem… Wy jeszcze nie wiecie ale zaraz się dowiecie.
    „Rzecz” między J a Alexem jest jak najbardziej możliwa i przewiduje, że w niedalekije przyszłości osiągalna, za pomocą zakładu, bo jakże by innaczej. Ni to pierwszy ni ostatni raz gdy chłopcy sie o coś zakładali i tak samo powinno byc w tym przypadku. Przy którejś z wizyt Richa w studiu od słowa do słowa założą sie o to, że Jason nie da rady „rozluźnić” Alexa a ponieważ wiemy, że jeśli chodzi o zakłady i pieniądze (bo mniemam, że i może np nowe auto było by stawką) Jason potrafi wycisnąć z siebie niespodziwane pokłady głeboko skrywanych mocy. Poza tym J. uważa Richa za batona ale nie leży mu charakter, natomiast Alex zwrócił jego uwagę z dozą sceptycyzmu. Co w efekcie mogło by dac mieszankę wybuchową i jeszcze gdyby tak Jason musila trochę pograć i poudawać… ŁOGIEŃ
    Jak to już wyraziłam to przestało mi się to wydawac aż tak oczywiste. Bo niby co musiał by zrobić Jason, żeby przekonać do siebie Alexa w garniturze z kijem w dupie i homofobią w pakiecie… No chyba, że ma głeboko skrywany fetysz na punkcie wytatułowanych, dwu metrowych „hrabiów” z irokezem…
    Ale pomarzyć zawsze można.
    Na koniec to powiem że rozdział fajny. Wreszcie jest drama w królestwie. No i dobrze ze Budyniowscy na sibie trafili wzajemnie bo Jason zasługuje na kogoś bardziej zrelaksowanego. (I mówie to ja, która uknułam tak przebiegłą intrygę by spkinąć go z Alexem. Jestem pełna sprzeczności)

  12. Tamiya pisze:

    Ja też nie wiem, próbowałam dać trzy razy i za każdym razem brakowało środka :< WordPress chyba nie lubi Jasona, Alexa i Rusha, bo o nich mi ucięło :< Śmieszne to w sumie, bo są dwa zdania, potem brakuje, kawałek zdania, brakuje i tak dalej. Ale myślą przewodnią było: Alexa trzeba odsztywnić, bo wtedy stanie się numerem jeden w FDTS, przystojny, mądry, zdolny, blondyn, niebieskie oczy, zabija spojrzeniem każdy czuje respekt, mrrr <3

  13. Tamiya pisze:

    Uwielbiam jak ucina mi środek komentarza po raz drugi -.- Próbuję ostatni raz, wybaczcie spamowanie D: No to jeszcze raz:

    Rush naprawdę nieźle świruje przez Alexa XD A Marg i Mike to taka słodka parka Niech go ktoś odsztywni i będzie w ogóle numerem jeden w tym opowiadaniu Do tego nie musi krzyczeć, bo zabija spojrzeniem XD Każdy czuje respekt, haha. Ciekawe jak narzeczona z nim wytrzymuje, chyba, że dla niej jest bardziej ludzki (albo traktuje to narzeczeństwo jak biznes).

  14. Tamiya pisze:

    Uwielbiam jak ucina mi środek komentarza -.- No to jeszcze raz:

    Rush naprawdę nieźle świruje przez Alexa XD A Marg i Mike to taka słodka parka Niech go ktoś odsztywni i będzie w ogóle numerem jeden w tym opowiadaniu Do tego nie musi krzyczeć, bo zabija spojrzeniem XD Każdy czuje respekt, haha. Ciekawe jak narzeczona z nim wytrzymuje, chyba, że dla niej jest bardziej ludzki (albo traktuje to narzeczeństwo jak biznes).

  15. Tamiya pisze:

    Rush naprawdę nieźle świruje przez Alexa XD A Marg i Mike to taka słodka parka Niech go ktoś odsztywni i będzie w ogóle numerem jeden w tym opowiadaniu Do tego nie musi krzyczeć, bo zabija spojrzeniem XD Każdy czuje respekt, haha. Ciekawe jak narzeczona z nim wytrzymuje, chyba, że dla niej jest bardziej ludzki (albo traktuje to narzeczeństwo jak biznes).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s