Fire Dragon Tattoo Studio – 37 – Pobudka

Charlie kończył sprzątać swój kącik, kiedy usłyszał dźwięk klaksonu.
— Twój książę, ptaszyno! — zawołał Jason. Polegiwał na kontuarze, zmęczony dniem i babcią Kate. Dawno tak się nie męczył w studiu. Doszedł do wniosku, że nie chciał poznawać reszty rodziny ich koleżanki z pracy i w duchu modlił się, by ta nie miała rodzeństwa.
Chłopak wyszedł ze swojej pracowni i rzucił Jasonowi kluczyki od swojego samochodu.
— To masz mojego Dodge’a, którego ostatnio chyba częściej używasz, niż ja — rzucił trochę na wyrost, ruszając do wyjścia. Skoro miał jechać z Rushem, to jego auto stałoby biernie. — Na razie.
Jason spojrzał na kluczyki i krzyknął za chłopakiem, nim ten wyszedł:
— Nie kupuję paliwa!
Charlie tylko pokręcił głową i wyszedł ze studia, ruszając do białego BMW stojącego na podjeździe.
— Hej. — Uśmiechnął się do Rusha, wsiadając.
— Hej, ptaszku — zamruczał kierowca i cmoknął kochanka, kiedy ten zapiął pasy. — Masz ochotę na coś do jedzenia?
— Nie wiem… Może? — Charlie zamyślił się i opadł bezwładnie plecami na oparcie. — To był… bardzo męczący, stresujący dzień.
Rush zainteresował się, ale nie mógł odwrócić do niego głowy na zbyt długo, bo już prowadził.
— Czemu? Coś się stało?
— Taaak! — jęknął Charlie. — Przez jakieś dwie godziny nasze studio oblegało monstrum. Znaczy babcia Katy. Ona jest straszna.
— Babcia Katy? Jak starsza pani może być… straszna? — Rush zaśmiał się pod nosem, prowadząc nonszalancko samochód. Rozpięta na dwa guziki, hawajska koszula pomagała mu utrzymać tę pozę.
— Lepiej, żebyś nie musiał się przekonać — odparł Charlie, krzywiąc się na samo wspomnienie. — Uwierzysz, że taka emerytka określiła mnie jako „ten, który ma taki smakowity tyłeczek”? — jęknął. — A potem jeszcze chciała obejrzeć mój tatuaż i musiałem zdjąć bluzkę. Nawet Jasona nie zostawiła w spokoju.
Rush aż zatkał usta dłonią, chichocząc. Nie mieściło mu się to w głowie.
— Obmacała cię emerytka? Charlie, proszę!
— To nie jest śmieszne! — fuknął chłopak. Był tą sytuacją zupełnie zażenowany. — Nie powiem przecież starej kobiecie, żeby przestała mi macać plecy. — Wzdrygnął się.
— Ciesz się, że plecy, a nie co innego. — Rush nie mógł się powstrzymać. To było abstrakcyjne.
— Jezu, przestań. To obrzydliwe.
— A całus od nastolatka to sama rozkosz — zironizował, wypominając, jak Charlie nabijał się z pocałunku na lotnisku.
— Lepiej niż palce emerytki na swoim ciele — mruknął tatuażysta, wydymając wargi.
— Histeryzujesz.
Chłopak zaklął cicho pod nosem, nie odzywając się już. Patrzył chwilę przez okno, ale wreszcie spytał:
— A jak twój dzień?
— Zwyczajnie. — Rush westchnął, automatycznie się krzywiąc. — Byłem w pracy… przez godzinę. Umowa nie doszła do skutku. Dzwonili rodzice z życzeniami z okazji rocznicy mojego wstąpienia do firmy.
— Ooo, to dzisiaj? Może też powinienem coś ci sprawić?
— No, niby dzisiaj, daj spokój, nie przejmuj się. Rodzice są dziwni. Kto normalny obchodzi takie rocznice?
Charlie mimo wszystko poczuł się jakoś dziwnie zobowiązany, a to wszystko przez to, że Rush obsypywał go prezentami i bez okazji.
— Um… no, spoko — mruknął, wychylił się do niego i pocałował go w policzek.
Rush momentalnie uśmiechnął się szerzej. Uwielbiał takie małe gesty i czułostki, jakie były między nim a Charliem.
— Jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, to zamówmy chińszczyznę dziś na kolację. Pokarmisz mnie krewetkami.
— Mmm, nie ma sprawy.
Dojechali pod hotel, gdy już było całkiem ciemno. Miami Beach jednak zawsze było oświetlone z wszech stron przez liczne kluby i miejsca przeznaczone na atrakcje na świeżym powietrzu. Dlatego wcale nie mieli wrażenia, że było późno.
Zaraz po wejściu do holu recepcjonista zamachał do Rusha.
— Panie Grey, panie Grey!
Charlie spojrzał na mężczyznę i zamiast skierować się do windy, ruszył do recepcji, ale Rush jęknął cierpiętniczo i chwycił go za łokieć.
— Jutro. Przecież nic się nie pali, prawda? — mruknął, a pracownik hotelu nieznacznie się strapił.
— Ale panie Grey… Uważam, że jednak powinien pan wiedzieć, że…
— Mówiłem. Jutro — powtórzył i wszedł z Charliem do windy, która akurat przyjechała. Nie zamierzał tracić czasu na jakieś głupie farmazony, jakimi czasami raczyła go obsługa hotelowa. Przecież płacił im krocie za swój pobyt. Mogli poczekać.
— Rush, ale to mogło być coś ważnego — rzucił chłopak, patrząc, jak drzwi windy się zamknęły, a recepcjonista został za nimi z kwaśną miną. — Może coś z pracą, czy coś?
Rush pochylił się i pocałował kochanka.
— To rano będę się tym martwił. Teraz o tym nie myśl.
Charlie skinął głową, chociaż nie był przekonany. Wyjechali na górę, a chłopak powiesił na wieszaku swoją torbę. Zdjął również buty i wszedł głębiej.
— To zamówię tę chińszczyznę, okej?
— Jasne, ja… — Rush urwał zdanie w połowie rozbierania butów, bo rozdzwonił się jego telefon. Odebrał, nim spojrzał, kto dzwonił. — Tak?
— Cześć, Rush. — Usłyszał kobiecy, uwodzicielski głos w słuchawce. Niestety słyszał ich już tak wiele, że nie potrafił czasem skojarzyć, do kogo należał. — Nie odzywałeś się dawno, ale pomyślałam, że może się spotkamy, jakbyś miał jakoś czas w weekend?
Rush przełknął ślinę.
— Nie bardzo… Nie mam czasu, ale miło, że o mnie pomyślałaś. — Wcale nie miał ochoty z nią rozmawiać. Jak ona się w ogóle nazywa? Fiona? Francis? A może zupełnie inaczej?
Rozbierał się w przedpokoju ze zniechęconą miną, słysząc, że dziewczyna nie dała się łatwo spławić.
— Oj, no, myślę cały czas. Jeśli ci weekend nie odpowiada, to kiedy byś mógł, hm?
Odrzucił ostatnią rzecz i ruszył do salonu, kiwając głową na Charliego, żeby ten nie stał jak słup soli, tylko wszedł do środka.
— Jestem bardzo zajęty. Nie wiem, czy w ogóle będę miał dla ciebie czas — odparł sucho. Bardzo sucho jak na siebie.
Charlie ruszył za Rushem, słuchając rozmowy z konsternacją. Nie słyszał jeszcze takiego Rusha. Taka powaga może była obecna w jego głosie, kiedy spotkali się w restauracji w hotelu, gdy sam dowiedział się o zdradzie. To nie było dobre wspomnienie.
— Och… Ale mówiłeś, że… ci zależy i w ogóle… — Dziewczyna chlipnęła.
Rush skrzywił się. Nienawidził takich rozmów, ale ostatnimi czasy przeprowadził ich za dużo, żeby dać się znowu urobić.
— Wybacz… Musiałem się pomylić. Znajdziesz kogoś lepszego, zapewniam.
— Ale… Ruuush…
Spojrzał przez okno na plażę.
— Ale co?
— No, jak możesz tak, no?! — Słyszalnie pociągnęła nosem, a Charlie opierający się tyłkiem o szafkę w rogu pokoju wsłuchiwał się w rozmowę z nieciekawą miną.
Mężczyzna przewrócił oczami z politowaniem.
— Proszę cię. Nie próbuj mnie podejść. I tak teraz jestem zajęty. Jestem z kimś teraz i nic z tego nie będzie — dodał dobitnie, mając dość tej rozmowy. Miał ochotę na chińszczyznę.
— Dupek! — pisnęła dziewczyna. — Masz rację, idź powciskać kit jakiejś innej durnej panience! — Po tych słowach się rozłączyła.
Rush spojrzał na telefon, po czym pokręcił głową i z ciężkim westchnieniem odwrócił się do Charliego.
— To co? Zamawiamy tę chińszczyznę?
— A… tak — mruknął Charlie z konsternacją. Czuł się dziwne, będąc tego świadkiem. Nie wiedział tylko, czy bardziej się cieszył z tego, co słyszał, czy bardziej czuł zgryz. — To była twoja kochanka? — spytał przez ściśnięte gardło.
Rush poczuł dreszcze niepokoju.
— No… była. Sam słyszałeś przecież, że mówiłem, że się z nią nie spotkam.
— No, tak. Ale cholera… dużo ich jeszcze masz? — Charlie na wpół jęknął, na wpół krzyknął. Takie sytuacje coraz bardziej go dobijały.
Rush zbliżył się o krok do niego.
— Co…? Charlie, co to za pytanie?
— No, normalne. Ja wiem, że taka była umowa i, kurwa, niby… możesz… ale mnie to wkurza, no! Nie chcę, żebyś jakieś laski ruchał na boku i pierdolę ten układ! — wyrzucił z siebie niespodziewanie, patrząc mu w oczy tak bardzo intensywnie, że nie dało się nie zauważyć, jak wiele emocji to w nim wzbudzało.
Rush zająknął się. Czuł się… niemal fizycznie zaatakowany. Przecież tak się starał, żeby go nie skrzywdzić.
— Ale, Charlie… ja…
— No co? Zachowujemy się jak para i wszystko jest idealne, a nagle dzwonią do ciebie jakieś laski i bajka pryska. — Chłopak rozłożył ręce. — Nie chcę się, kurwa, dzielić! I od początku mi się to nie podobało. Zgodziłem się tylko dlatego, że to było jedyne wyjście.
Rush otworzył i zamknął usta jak ryba wyrzucona na brzeg. Poczucie winy uderzyło ze zdwojoną siłą, a w środku coś zapiekło jak rana polana octem.
— Czyli ty… ty z nikim się nie spotykałeś? — spytał jak kretyn. Niby miał świadomość, że układ działał w obie strony, ale gdzieś podświadomie wiedział, że Charlie nie wykorzystywał okazji.
— Z nikim! — krzyknął Charlie, aż zaciskając dłonie w pięści. — Bo ja tak, kurwa, nie umiem. Na tobie mi zależy, to po cholerę mam się z kimś pieprzyć na boku, jak mi wystarczasz? Chciałem być z tobą, a nie, kurde… jakieś pojebane układy. Mam dość układów.
Rush zdębiał po raz kolejny.
— Chcesz ze mną być-być? — niemalże szepnął w porównaniu do krzyków Charliego.
Ten przetarł twarz w zmęczonym geście.
— No, a, cholera, nie widać? — jęknął. — Jezu, Rush, a o czym ja od dłuższej chwili mówię? Nie chcę układu. Jesteś na to dla mnie zbyt ważny.
Mężczyzna odetchnął drżąco. Podszedł do chłopaka i objął go ramionami. Ciasno i desperacko.
— Też już nie chcę układu — szepnął wprost do ucha Charliego.
Chłopak zamrugał, stojąc sztywno i patrząc gdzieś ponad jego ramieniem. Niemal nie wierzył, że usłyszał te słowa.
— Nie…?
— Nie. — Usłyszał jawne potwierdzenie i poczuł ciepłe dłonie głaszczące go po plecach uspokajająco. — Nie chcę nikogo poza tobą.
Przełknął ślinę, czując, jak mu się oczy zaszkliły. W sumie nie wiedział dlaczego. Czuł się po prostu… wzruszony. Miał wrażenie, że warunki tego układu były dla Rusha na tyle ważne, że nie był w stanie z nich zrezygnować. Że nie był przystosowany i nie chciał mieć nikogo na wyłączność. A teraz zrezygnował z tego dla niego.
— Mhm — mruknął tylko, bo nie wiedział, co odpowiedzieć. Dał się przytulać.
— I z nikim się już nie spotykam — dodał mężczyzna. — Nie umiem z nimi rozmawiać, bo myślę o tobie. O tym, jakbyś się zachował, co byś powiedział. O twoim uśmiechu i o tym, jak zawsze poprawiasz mi humor.
— Mmm… Rush. — Charlie objął mężczyznę w pasie i pocałował w szyję. — Nie wiedziałem, że nikogo nie masz… Cieszę się.
Rush odpowiedział rozpromienionym uśmiechem i oddał pocałunek.
— Ja też. Bo jesteś tylko ty — zapewnił go szczerze. Widać to było w jego oczach. — Jesteś idealny — szepnął mu do ucha, a jego przydługie blond włosy połaskotały kochanka po policzku.
— Mmm… to dobrze, że tak myślisz. — Chłopak zaśmiał się i objął go mocniej. Coś w nim łopotało za szczęścia na to, co się działo. Boże, mieć tego faceta tylko i wyłącznie dla siebie? Tak… naprawdę?
Rush pocałował go jeszcze raz, po czym niespodziewanie wysunął się z jego ramion i klęknął na jedno kolano, chwytając jego dłoń. Popatrzył maślanym spojrzeniem w jego brązowe oczy.
— Charlie?
Chłopaka totalnie wcięło.
— T… tak…?
— Chcesz ze mną chodzić?
Gapił się na niego przez chwilę, zupełnie nie wiedząc, jak zareagować. Zdecydowanie nie tego się spodziewał. Ale… tylko Rush tak potrafił. Tak przesadnie romantycznie.
Gdy szok minął, uśmiechnął się do niego. A niech będzie. Nie chciał zepsuć nastroju i odpowiedział równie formalnie:
— Tak, chcę.
Rush uśmiechnął się jeszcze szerzej. Pocałował go w trzymaną dłoń i dopiero wstał. Objął go szybko za szyję i wpił się wargami w jego usta. Serce dudniło mu ze szczęścia.
Charlie uśmiechnął się w pocałunek, czując motylki w żołądku. Rush był kochanym i przegiętym romantykiem. Co prawda poczuł się potraktowany trochę jak laska, ale był zbyt zadowolony, żeby się tym przejmować. Coraz mniej mu to przeszkadzało.
— To co z tą chińszczyzną? — rzucił ze śmiechem.
Rush spojrzał mu w oczy, absolutnie szczęśliwy. To, co było chwilę temu, rzucił już w niepamięć i żył chwilą.
— Co tylko sobie życzysz!
— To zamówię. — Charlie uśmiechnął się, wyswobadzając się z uścisku, po czym poszedł do telefonu hotelowego, żeby zadzwonić do obsługi.
Kilkanaście minut później jedli już kolację. Krewetki, wołowina na gorącym półmisku i inne przysmaki. Wszystko podane w orientalnym stylu. Brakowało tylko otoczki w hotelu, do którego jednak bardziej pasowały wykwintne, francuskie dania czy dobrze wysmażone steki, ale nie narzekali. Siedzieli na wygodnych krzesłach przy dużym, jasnym stole, tuż obok siebie. Charlie wciąż szczerzył się jak głupi.
— Dużo masz takich natrętnych telefonów? — spytał już totalnie luźno w porównaniu do wcześniejszej kłótni w tym samym temacie.
Rush zmieszał się nieznacznie.
— No… Zdarzają się co jakiś czas — mruknął. Nie był zadowolony z tego, że musiał to mówić, ale zaśmiał się przebiegle. — Następnym razem ty odbierzesz.
— Nie ma sprawy.
Rush zamrugał.
— I co takiej powiesz?
— Że jesteś mój. — Rozbawiony chłopak wystawił mu język.
— Mmm, będziesz moim obrońcą…
— No jasne! Mojego mężczyzny. — Charlie wyszczerzył się, a Rush zabawnie zmarszczył nos.
— Męski obrońca męskiego mężczyzny. — Zarechotał i włożył sobie ośmiorniczkę do ust.
Charlie skrzywił się odrobinę na widok kęsa znikającego za wargami Rusha. W tej części tylko usta były smakowite. Ośmiorniczka już mniej. Sam sięgnął po wołowinę.
— Dokładnie — odpowiedział, przesuwając wierzchem stopy po łydce Rusha pod stołem.
Ten rzucił chłopakowi… swojemu chłopakowi zadowolone spojrzenie.
— Masz jakieś niecne plany?
Charlie popatrzył na niego zadziornie. Przełknął kęs i oblizał się.
— Oj taaak… — zamruczał, przesuwając stopę wyżej, przez jego udo, aż nacisnął na krocze przez spodnie. — Bardzo niecne.
Rush sapnął przez nos. Nie przypominał byczka, ale i tak był, robiąc to, seksowny.
— Tak? Jakie? — zamruczał, napierając kroczem na jego stopę. Nie przerwał przy tym jedzenia, udając, że nic się nie działo.
Charlie przygryzł wargę, lekko poruszając stopą po jego spodniach. Dolał sobie wody do szklanki i napił się, zanim odpowiedział.
— Hm… Masz dzisiaj rocznicę wstąpienia do firmy. Powinno być coś ekstra. — Wydął wargi, kładąc podbródek na dłoni. Myślał, leniwie rozpinając drugą ręką guziki swojej koszuli.
Rush mimowolnie zamruczał, a jego penis drgnął w spodniach.
— Coś specjalnego? — jęknął. — Coś dla mnie zrobisz, ptaszku?
— Może… — Tatuażysta uśmiechnął się, nie zmieniając pozycji i nie ustając w delikatnym pobudzaniu jego penisa. Rozpiął do końca koszulę i zdjął ją, ukazując swój wytatuowany tors i ramiona.
Rush zapatrzył się na napis, a Charlie skierował stopę w dół, na skraj jego krzesła. Pchnął lekko do tyłu, nieznacznie odsuwając go od stołu. Po tym wstał i uśmiechnął się zadziornie, powoli zdejmując spodnie. Zrzucił je razem z bielizną i kiedy pozostał nagi, ruszył do kochanka. Czuł jego spojrzenie prześlizgujące mu się po ciele. Uklęknął, by ostatni kawałek przejść na kolanach. Chwycił po bokach krzesło, na którym siedział Rush, a potem odwrócił je bardziej do siebie. Klęczał przed nim nagi i patrzył na kochanka spod długich włosów, by zaraz potem zacząć mu rozpinać rozporek.
Rush poczuł, jak krew uderzyła mu do głowy i nie tylko. Odetchnął niżej, przeczesując nerwowym gestem włosy. Charlie rozpiął mu spodnie i pocałował jego penisa przez bieliznę. Szybko jednak uwolnił go z niej i posmakował ten kawał mięcha, przymykając oczy. Przy tym Rush ze swojej pozycji mógł widzieć feniksa na plecach chłopaka w całej okazałości. Miał też całkiem niezły widok na odrobinę wypięty tyłeczek. Aż miał ochotę go dotknąć. Zamiast tego dał się ponieść momentowi i planowi Charliego. Rozparł się wygodniej na krześle i podziwiał.
Charlie zamruczał cicho w jego krocze, podszczypując wargami mosznę, by po chwili przenieść się ustami wyżej. I nie pomagając sobie rękami, zaczął ssać główkę i lizać ją. Z czasem brał jego penisa coraz głębiej do gardła. Poruszał przy tym nie tylko głową, ale i unosił się na kolanach raz po raz, prężąc ciało. Rush oddychał za każdym razem coraz ciężej. Było mu przyjemnie.
— Och, Charlie… starczy. Chodź do sypialni!
Chłopak odsunął się od jego krocza i spojrzał mu rozpalonym spojrzeniem w oczy. Usta wciąż miał wilgotne. I sam był już wystarczająco podniecony, by chcieć przejść do drugiego aktu.
Rush pochylił się do niego i pocałował w te soczyste usta. Oblizał się i chwycił go za rękę, wstając oraz ciągnąc do sypialni. Zdejmował po drodze swoje ciuchy. Charlie ruszył za nim, całując go zachłannie po szyi.
— Mmm…
Rush, już nagi, objął go w pasie. Dłońmi zjechał na jego plecy i później na pośladki. Tyłem weszli do sypialni i z głupim śmiechem upadli na łóżko. Tatuażysta od razu zaczął obcałowywać Rusha gorączkowo. Sam już był cały rozpalony.
— Cholera, lecę na ciebie jak na nikogo innego! — Zaśmiał się, na ślepo szukając w szafie lubrykantu.
Rush odpowiedział tym samym i wsunął palce w jego włosy.
— A wiesz, co jest w tym najlepsze?
— Hmm? — Charlie odnalazł lubrykant z triumfalnym uśmiechem.
— Że ja też! — Rush zaśmiał się i wyjął mu z ręki nawilżenie. Odkręcił je i śliskimi palcami przesunął między pośladkami kochanka.
Charlie wciągnął gwałtowniej powietrze. Pocałował mocno tego seksownego mężczyznę, po czym odwrócił się do niego plecami i przylgnął nimi do jego klatki piersiowej, leżąc na boku.
— Zróbmy to tak — rzucił drżącym z podniecenia głosem.
Mężczyzna zamruczał z aprobatą. Przylgnął ciasno do pleców Charliego, poprawił mu nogę i ponownie wsunął palce między jego pośladki. Było tam ciasno i gorąco. Naparł palcami na wejście i wsunął się na próbę. Jednocześnie relaksująco pocałował kark kochanka, a ten przymknął oczy. Tak to lubił. Uwielbiał Rusha blisko.
Zgiął nogę w kolanie, dając mu łatwiejszy dostęp, a kochanek z tego korzystał. Rozluźniał go, stymulując przy tym wprawnie, a jego usta nie dawały spokoju wytatuowanym plecom.
— Mmm… już — jęknął chłopak, przesuwając policzkiem po poduszce. — Wejdź już we mnie.
Rush zgodził się i nałożył na swojego penisa jeszcze odrobinę lubrykantu. Przylgnął ściśle do pleców kochanka i wsunął się w niego. Charlie stęknął, a na jego usta wypłynął uśmiech. Znowu bez tych głupich gumek. Mmm!
— Daj rękę. — Sięgnął na ślepo do tyłu, oddychając płytko.
Rush położył mu policzek na ramieniu i splótł z nim place. Poruszali się spokojnie, w jednym rytmie doprowadzającym ich powoli, krok po kroku, do granic przyjemności. To kołysanie było wspaniałe, a Charlie dodatkowo czuł gorąco na swoich plecach bijące od ciała kochanka.
— Nn… tylko dla mnie. — Zaśmiał się półprzytomnie, zamykając oczy.
Rush uśmiechnął się w jego ramię. Nie wierzył, że wciąż się wahał i trzymał tego układu, skoro taki szczęśliwy Charlie i jego uszczęśliwiał.
— Tylko dla ciebie… Och! — jęknął, czując, że, mimo tej przedłużającej się, leniwej sesji, zaczynał zbliżać się do końca. Zsunął dłoń do penisa Charliego i zaczął go pieścić w rytm swoich pchnięć.
— Och… o tak…! — zaaprobował chłopak, podrygując biodrami. Włosy lepiły mu się do spoconej twarzy. Stęknął i zagryzł zęby na dolnej wardze, aż nagle doszedł w dłoń Rusha. — Oooch! Jak dobrze…!
W tym samym momencie poczuł też spermę Anglika w swoim tyłku.
— Uwielbiam cię — wyszeptał mu mężczyzna zdyszanym głosem wprost do ucha. Przytulił się do niego ciasno, przymykając oczy. Był wykończony.
Charlie leżał bezwładnie, oddychając szybko, aż objął się ręką kochanka w pasie.
— Ja ciebie też — odszepnął, wykręcając głowę do tyłu i usiłując go pocałować.
Rush ułatwił mu to, kiedy tylko to spostrzegł i pocałował go delikatnie w usta. Przymknął oczy z przyjemnością, a Charlie uśmiechnął się do niego. Było mu bardzo przyjemnie. Rush był tylko jego, do tego leżeli przy sobie. Co prawda trochę się kleili, ale było dobrze. W tym momencie czuł się stabilnie i bezpiecznie.

***

Charlie zamruczał cicho, przytulając się ciaśniej do mężczyzny śpiącego tuż przy nim. We śnie odwrócił się do niego przodem i teraz, mimo że czuł promienie słońca na twarzy, starał się uciec przed nimi, chowając twarz w zgięciu szyi Rusha.
— Ehem. — Usłyszał głos zza pleców.
Był zaspany, ale nie na tyle, żeby nie zareagować. Odwrócił się gwałtownie, otwierając oczy.
W drzwiach do sypialni stał mężczyzna. Blondyn z gładko zaczesanymi do tyłu włosami. Miał szaro-niebieskie oczy i przystojną twarz, która wyglądała na bardzo, bardzo surową, głównie przez lodowate spojrzenie, którym mierzył Charliego. Ubrany był w perfekcyjnie dopasowany, stalowo-szary garnitur, a ręce miał groźnie założone na klatce piersiowej.
— Obudź go — zażądał chłodnym, zdystansowanym głosem.
Charlie rozchylił usta, czując się, jakby ktoś go walnął młotem w tył głowy. Jezu!
— Eee… ale… — zająknął się, naciągając gwałtownie na tyłek skopane prześcieradło.
Rush obok niego zamruczał, wtulając się w jego brzuch, a mężczyzna w drzwiach zmarszczył brwi.
— Nie każ mi się powtarzać — odparł spokojnie, ale zimno.
Charlie przełknął ślinę, odrywając spojrzenie od jego lodowatych oczu. Szturchnął lekko kochanka. Ten facet był podobny do Rusha. I miał brytyjski akcent. Niemal… flegmatyczny.
— Um… Rush, wstawaj. No, wstawaj! — Szturchnął go ponownie.
Mężczyzna jęknął jeszcze raz i otworzył zaspane oczy. Spojrzał na Charliego i uśmiechnął się maślanie. Kiedy jednak spostrzegł na jego twarzy, że coś było nie tak, rozejrzał się po pokoju i zamarł.
— Kurwa! — pisnął i odsunął się do tyłu, okrywając się kołdrą jak młoda dziewczyna przyłapana na grzesznym czynie.
Charlie nie miał pojęcia, jak się zachować. Byli nadzy, a ten facet sobie stał i się gapił. Do tego reakcja Rusha i lodowate spojrzenie nieznajomego wprawiało go w stan konsternacji. Wolał się pierwszy nie odezwać. Nie wiedział, co się dzieje.
Przybysz przewrócił oczami na reakcję Rusha.
— Jakże przyjemne powitanie, Richardzie. Naprawdę liczyłem na coś innego. — Westchnął i zrobił krok w ich stronę.
Rush zapłonił się cały i jeszcze bardziej zakrył kołdrą.
— Ale… ale, Alex. Boże… eee… tego. To nie tak? — spróbował z miną nieszczęśnika.
Charlie siedział na skołtunionej pościeli z szeroko otwartymi oczami i jakąś dziwną gulą w gardle, która cały czas się powiększała. Zdębiał i miał wrażenie, że się przesłyszał.
— Ri… Richardzie…? — wykrztusił, patrząc na śmiesznie skulonego pod kołdrą kochanka.
Ten rzucił mu spanikowane spojrzenie.
— No… nie pytałeś — jęknął, a drugi blondyn prychnął pod nosem kpiąco.
— Czyżbyś nie wiedział, z kim sypiasz? — spytał z ewidentnym obrzydzeniem w oczach.
Charlie otworzył usta. Spodziewał się, że zaprzeczy. A on…
— Nazywasz się RICHARD?! — wybuchnął, aż unosząc się na łóżku. Nie wierzył. Po prostu nie wierzył.
— Richard Winston Grey — poprawił go przybyły mężczyzna w garniturze. — Ale gdzie moje maniery? — Wyciągnął rękę do zszokowanego Charliego. — Alexander Robert Grey. Jego starszy brat.
Chłopak spojrzał na niego wielkimi oczami i odruchowo poprawił prześcieradło. Czuł się nagi. Dobra, był nagi. Ale przez to spojrzenie jeszcze bardziej.
Uścisnął dłoń starszego mężczyzny.
— Charlie Anderson — przedstawił się automatycznie. Nie wiedział kompletnie, co się wokół niego działo. A więc to był ten brat, którego Rush… a raczej Richard tak się obawiał.
Alex wyprostował się i ponownie zwrócił chłodne spojrzenie na brata, który bladł i czerwieniał na zmianę.
— Richard, bądź tak miły i wyproś swojego… gościa — wydusił z dezaprobatą. — Musimy porozmawiać. Czekam w salonie — dodał i nie zaszczyciwszy Charliego spojrzeniem, wyszedł z sypialni.
Rush zakwilił żałośnie i schował się pod kołdrę jak małe dziecko. Jakby chciał, żeby ta sytuacja wcale nie miała miejsca, a poduszki pozwoliły mu uciec do innego wymiaru. Charlie za to milczał chwilę, wgapiając się głupio w miejsce, w którym zniknął Alexander Grey, brat jego kochanka.
Dopiero po chwili spojrzał na wypukłość pod kołdrą i trącił ją.
— Co to było…?! — syknął wściekle.
— Koszmar w czystej postaci — jęknął żałośnie Rush, nie wychylając się. — Powiedz, że go tu nie było… Boże, za co?
— Jezu, ale jak mogłeś mi nie powiedzieć, że nazywasz się Richard?! — Charlie nie wierzył, że nie wiedział, jak nazywa się jego kochanek. To było absurdalne.
Rush wychylił się po dłuższej chwili spod kołdry.
— Nikt przecież nie nazywa się Rush. A poza tym nie pytałeś.
— Jesteś z Anglii. Skąd miałem wiedzieć, że u was takiego imienia nie ma? Miałem zapytać: „Hej, Rush, jak się nazywasz?”? To durne. Jezu. — Przetarł twarz dłonią. Nie wierzył, nie wierzył po prostu. — A w ogóle twój brat straszy wzrokiem.
Rush stęknął, jakby ktoś kopnął go w brzuch i ponownie schował się pod kołdrę.
— Przepraszaaam! — pisnął. — Uszczypnij mnie i powiedz, że to sen.
Charlie aż się strapił, widząc go takiego. Wyciągnął rękę i pogłaskał jego ramię przez kołdrę.
— Ale, Rush, przecież on cię nie zje. Wyjdź stamtąd, nie zachowuj się jak dziecko.
— Zje, przetrawi, a potem jeszcze mnie zabije — jęknął mężczyzna, załamując się totalnie i nie wadząc na brak logiki swojej wypowiedzi. To był najgorszy poranek w jego życiu. Nie dość, że przyjechał jego brat, to jeszcze widział go z facetem w łóżku. Chciało mu się płakać.
Charlie czuł się totalnie nie na miejscu. Wydął wargi, myśląc chwilę.
— Nie zabije cię. Wstawaj, ubierz się i z nim pogadaj. Ja nie mogę się wtrącać, zresztą kazał ci mnie wyprosić — dodał kwaśno. Cmoknął Rusha w ramię przez kołdrę. — Rush, no, wstawaj.
Mężczyzna zajęczał pod kołdrą jak mały chłopczyk, który nie chciał iść do szkoły.
— Charlie, ale ja nie chcę! — Odsłonił głowę, ukazując swoją nieszczęśliwą minę i potargane włosy. — On jest straszny. Jest gorszy od moich rodziców i jest przeklętym homofobem. Wrócę w trybie ekspresowym do Anglii.
— Co…? — Charliemu aż serce stanęło.
— No, pewnie każe mi ze sobą wracać do domu. A ja nie umiem powiedzieć mu „nie”.
Charlie poczuł, że wspaniały nastrój po wczoraj poszedł się kochać. Że kiedy w końcu zrobiło się idealnie, od razu wszystko miało runąć. Panika rosła w jego sercu jak jakiś bakcyl.
— Nie wiem, może ja się ulotnię, ty powiesz mu, że to tak raz tylko i przyprowadź mu jakąś laskę. I postaw mu się, cholera.
Rush zakwilił i ponownie schował się pod kołdrę, a kiedy tylko Charlie chciał coś dodać, do sypialni ponownie wszedł Alexander Grey.
— Nadal w łóżku? — mruknął, wkładając ręce w kieszenie spodni od garnituru. Nie wyglądał na zachwyconego, że musiał czekać, a Rush, że spod kołdry i tak słyszał głos brata.
Charlie odchrząknął i już chciał wstać, kiedy stwierdził, że jego ubrania były nadal w drugim pokoju. A nagi przecież nie mógł wstać. Sięgnął szybko po koszulę Rusha, walającą się przy łóżku i z braku laku założył ją na siebie.
— Ja muszę do pracy — mruknął i pochylił się do Rusha. — Zadzwoń do mnie — poprosił cicho. Nie chciał go zostawiać, ale musiał.
Rush kiwnął jeszcze głową i dopiero wypełzł spod kołdry. Charlie zniknął im z oczu, a Rush sięgnął po swoje spodnie. Pospiesznie zaczął je zakładać, nie patrząc na Alexa. Ten stał, czekając cierpliwie. Był bardzo podobny do Rusha, jednak kiedy ten młodszy z Greyów był zawsze roześmiany i rozluźniony, tak starszy prezentował sobą powagę i opanowanie. Kształty twarzy mieli niemalże identyczne. Jedynie oczy Alexa miały węższy kształt, a ponadto mocniej zarysowane kości policzkowe wydawały się lekko wydłużać jego twarz.
Kiedy Rush wreszcie się ubrał, spojrzał na brata jak zbity pies.
— Czemu przyjechałeś?
— Jak myślisz? Może dlatego, że ostatnie cztery umowy, które miałeś doprowadzić do skutku, zostały zerwane? I chodź do salonu. Nie mam zamiaru tu z tobą rozmawiać.
Rush ruszył za nim posłusznie i zadrżał pod wpływem jego chłodnego spojrzenia. Usiadł przy stole jak skazaniec, patrząc na niego wzrokiem pięciolatka bojącego się reprymendy rodziców. Ciuchów Charliego już nie było. Chłopak zdążył się szybko zwinąć. I za to mu dziękował. Tak jak i losowi za to, że Alex nie nawrzeszczał na niego przy kochanku. Chociaż nie przypominał sobie, by kiedykolwiek Alex podnosił głos. Miał inne sposoby.
— Więc co masz na swoje usprawiedliwienie? — zaczął starszy Grey, nie siadając i patrząc na Rusha z góry.
Ten skulił się w sobie jeszcze bardziej, jeśli to było możliwe. Chciał zniknąć.
— No, bo…. — zaczął i nie skończył.
— Nieważne. Teraz będziesz musiał się bardziej postarać, bo przeprowadzam się do Miami na miesiąc. Przypilnuję cię, żeby byli z ciebie ludzie, a rodzice o niczym się nie dowiedzieli — odparł Alex gładko, bez emocji, ale Rush i tak już wiedział, że kolejny miesiąc nie będzie miły.
Jęknął głośno, ale szybko się uciszył, kiedy zmroziło go kolejne lodowate spojrzenie.
— A gdzie będziesz mieszkał? — spytał z nadzieją, że gdzieś na drugim końcu Miami.
— W tym hotelu. — Brat rozwiał jego wewnętrzne nadzieje i rozpiął do tej pory zapiętą na ostatni guzik marynarkę. — Pora na zmiany, braciszku. Miałeś wakacje, teraz czas na pracę i obowiązki względem rodziny.
Rush spojrzał w jego zimne jak lód oczy swoim szczenięcym spojrzeniem.
— Alex, cholera no. Przecież pracuję, nie musisz tu siedzieć cały miesiąc — mruknął, pomijając ostatnią uwagę brata.
Alex usiadł bokiem na stole przed bratem. Wyglądał niesamowicie dobrze w garniturze.
— Richard. Nie wykonujesz nawet pięćdziesięciu procent normy. O czym ty w ogóle mówisz? Ciesz się, że nie wypominam ci tego… — skrzywił się — tego całego Charliego. Wierzę, że to się po prostu nie powtórzy. Pomyśl, co by matka pomyślała. Ojciec — dodał dobitnie.
Rush zapłonił się na policzkach ze wstydu. To było ostatnie, o czym chciał rozmawiać ze swoim bratem.
— Nie powiesz im chyba? — wyszeptał.
— Masz się z nim nie spotykać. Nie obchodzi mnie, kim dla ciebie jest. To nie przystoi w naszej rodzinie.
Rush skulił się w sobie jeszcze bardziej.
— Ale przecież wiesz, że ja…
— Wiem i dlatego, mając wybór, masz się ożenić, a nie zabawiać w homoseksualistę. To ani nie przystoi, ani nie jest czyste — syknął Alex, wbijając w brata swoje lodowate sople. — Rozmawialiśmy o tym i nie mam zamiaru powtarzać tej obrzydliwej rozmowy.
Alex, mimo że nie krzyczał, był absolutnie przerażający. Jego spojrzenie wgniatało w podłogę.
— Nie bawię się w nic — mruknął Rush na przekór. — I też nie chcę o tym rozmawiać.
Alex wyprostował się nad nim i wsunął wypielęgnowane dłonie w kieszenie spodni.
— Dobrze więc. W takim razie zrobisz to, co powinieneś. — Ruszył do wyjścia z apartamentu. — Masz czas do jutra, żeby to wszystko uporządkować — dodał i zniknął mu z oczu.
Załamany Rush nawet za nim nie spojrzał, tylko opadł czołem na blat stołu. Miał przejebane.

28 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 37 – Pobudka

  1. Katka pisze:

    MinYang, hehe, ciekawa jestem, co powiesz o Alexie w dalszych rozdziałach :) Zapewniam, że sporo namiesza… Pytanie, czy taki rozwój akcji Ci się spodoba. Miłego dalszego czytania, jeszcze wiele przed Tobą :)

  2. MinYang pisze:

    O rany! Dłuższy czas się zbieram do napisania jakiegoś składnego komentarza, a tu nagle długo wyczekiwany przeze mnie Alexander! Hehe :D Tak strasznie mnie ciekawi tak postać, że nie mogę się doczekać kolejnych wydarzeń xD Musi być dobrze między gołąbeczkami, a miesiąc przerwy im nie zaszkodzi ;) Hihi i tak pewnie się będą spotykać. A tymczasem spać, bo się zaczytałam! Dobranoc :**

  3. Roselani pisze:

    Kocur – <3 Chyba ktoś tu

    strącił Rusha z pierwszego miejsca mojego prywatnego rankingu postaciiiii~

  4. Shivunia pisze:

    Elis>> Ja wczoraj czytając typowo nie gejowski komiks doszukiwałam się podtekstów… cóż, to chyba choroba „zawodowa” ;)

  5. Shivunia pisze:

    Gordon>> tak Greyowie są przecudni. Jeden to szczeniak a drugi to taki rasowy kocur. I tak Alexik ma bardzo brytyjski akcent, ale w dobrym tego słowa znaczeniu ;)

  6. Gordon pisze:

    Richard. widze ze nie tylko ja z tego zbijalem. mam nadzieje ze nikt nie bedzie do niego mowil Richie. az mi go zal. starszy braciszek jest klopotliwy. choc nie wiem czy to dobre slowo ale widac ze ksiazecej parce nie bedzie sie powodzic. Alex ma kij w dupie czy co? xD od pierwszych jego slow wyobrazilem sobie jak mowi z ta przesadna angielska flegma. zajebista postac, laski.
    mm ci Greyowie…

  7. raya pisze:

    uuuuch przesrane z tym bratem ;\ ale może go Jason naprostuje hahaha: boziu, jestem juz chyba mocno spaczona – ze wszystkich chcę robic gejówXD
    A „Richard”? muahahaha:D

  8. Yuriko-chan pisze:

    skad ja wiedzialam, ze ta typka chce mu cos w tym stylu powiedziec xD bawi mnie jak Rush sie boi brata…. to w sumie troche zalosneee…kurde ale przypal z tym imieniem… no mogl mu powiedziec. To chore ze sa razem a on sie dowiaduje ze Rush ma Richard na imie xDD hahaha xD w ogole jaka bezczelnooosc…. stal tak w drzwiach. powienien mu rush powiedziec, a kulil sie jak jakis tchorz. masakra. no czekam na nowy rozdzial i na bunt do diabla bo kazdy ma prawo ‚bawic sie w homoska’ w szoku w sumie bylam ze Aleks w ogole wiedzial o biseksualnosci brata xDD

  9. Shivunia pisze:

    Bardzo się cieszymy że jednak zaczęłaś komentować ;) Każda opinia bardzo bardzo nas motywuje do dalszego pisania ;)
    No i liczymy że się nie rozczarujesz dalszym ciągiem historii

  10. Anastazja pisze:

    Kocham Wasze opowiadanie między innymi dlatego, że nie każdy pojawiający się na horyzoncie facet jest gejem i jest też sporo bohaterów hetero, co sprawia że historia jest dla mnie bardziej wiarygodna. Cieszę się, że pojawił się brat Richarda (lol), bo szykują się jakieś rewolucje :D Mam cichą nadzieję, że Rush się jemu sprzeciwi. Ciekawe jest też dlaczego się go tak boi :P Mam nadzieję, że nie każecie nam zbyt długo czekać na dalszy ciąg :D

    PS. Nie komentowałam jeszcze Waszych opowiadań, ale uzależniłyście mnie od nich :D i czytam je na bieżąco, nałogowo sprawdzając czy coś się nowego nie pojawiło :P

  11. Roselani pisze:

    Mi się jednak nie wydaje, żeby Alexander (<3) był zainteresowany facetami. Bardzo bym się zdziwiła, gdyby był. Dlatego Jasona od razu odrzuciłam. Chyba, że rozruszałby go, jako kumpel. Ale chyba nie o to Ci chodziło.

  12. Shivunia pisze:

    hahaha bardzom się ciesze że starszy braciszek ma +800 do wspaniałości i hahaha że „zshipowała” byś go z Jasonem. To takie zabawne.
    Jestem tylko bardzo ciekawa jak byś ty ich widziała razem ;> ??

  13. Gazelka pisze:

    Rozdział niby nie dla mnie bo to w sumie sama kraina slodkości i pysiolandaia ale Alex zmienia sprawo o 180 stopni, conajmniej.
    Bo tak, podpisuję sie pod tym, że Alex czy Alexander to jest imię zali godne i uber fajne i będzie sie on zresztą mianował Regentem Alexem (wszak taka yradyszon to wyłamywac się nie wypada). Co więcej nie jestem w stanie pozbawić się skojarzeń z Aleksem Skarsgardem z TB to zaś sprawia że Pan Gray ma u mnie +800 do wspaniałości. No i to że traktuje Richa (lol z niego) tak protekcjonalnie… a skoro zostaje na miesiąc to sa szanse że ten watek będzie bardziej niz znośny;p
    Bo… ja juz bym normalnie wszystkie wiosła w dłoń i shipowała Alexa z Jasonem na totalu. Ale jakoś nie widze, żeby miało do tego dojść. Póki co nie będe sobie robiła nadzieji bo potem mi jest smutno jak Lord Jason pozostaje sam jedyny bez towarzysza na horyzoncie.
    No i ogólnie to czekam troche na NBTS:D

  14. Shivunia pisze:

    Może im się skończyły pomysły na fajne imiona? W końcu Richard jest drugim synem XD No i nie dziwne teraz ze przedstawia się jako Rush ;)

  15. Roselani pisze:

    O mój boże! Alexander brzmi jeszcze piękniej! Jak to się stało, że taki rozrzut powstał w imionach dla synów? Richard i Alexander… Nie ma porównania. Rodzice chyba Rusha mniej kochają.

  16. Tamiya pisze:

    Kocham jak porównujecie to zamykanie i otwieranie ust Rusha do rybki <3 Aww. To było takie słodkie jak w końcu sobie powiedzieli, że nikogo innego nie chcą i teraz ze sobą będą tak naprawdę <3 Ale… brat Rusha, a raczej Richarda Winstona (myślałam, że padnę ze śmiechu, nadałyście mu tak komiczne imię, że prawie spadłam z krzesła, od razu kojarząc go z riczem z mody na sukces XD jednak dla mnie to wciąż jest Rush) jest świetny XD Taki respekt, przystojny, świetnie wygląda w garniturze i blondyn! Mimo że robi za przeszkodę dla gołąbeczków, nie mogę go nie lubić
    W sumie jak któraś z dziewczyn napisała, że Alex powinien być z Jasonem, to sobie to wyobraziłam i takie… ‚hm… niezłe!’. Weźcie żesz J’owi w końcu kogoś dajcie, bo każdy bohater, który się pojawia to potencjalny kochanek dla niego! XD
    Rush jako biedne, płaczliwe, bojaźliwe dziecko do mnie nie przemawia. Ja rozumiem, że można bać się kogoś, ale robić z siebie taką ofiarę? Niemniej jednak uwielbiam go dalej <3
    Czekam na kolejny rozdział i FDTS i NBTS :) Dajcie coś szybkooo.

  17. Ashess pisze:

    Cóż, co do brata Rusha wysiadającego z samolotu się niestety nie pomyliłam. Już od recepcjonisty byłam prawie pewna, że to brat. Chociaż chyba powinnam napisać Brat. Koleś jest straszny, może by go tak skonfrontować z Jasonem? ^^
    Kurczę, akurat jak się zaczęło układać między chłopakami. To poprostu nie sprawiedliwe.
    Jaednak do całego rozdziału mam jedno zastrzeżenie. Nie było Jasona, mojego ulubionego bohatera. xD

  18. Elis pisze:

    Największe homofoby to… :D Może nasz smok go rozluźni, tak jak napisała Anya. Czy ten Alex nie jest przypadkiem żonaty? Nie pamiętam czy nie przewinęło się coś takiego.
    Rush się go bardzo boi, ale może w końcu się postawi. Da dowód jak bardzo zależy mu na Charliem.
    Wiec tym samolotem z poprzedniej notki, kiedy była mowa o jakimś blondynie, faktycznie przyleciał Alex. Również lubię to imię i na razie nie umiem nie lubić Alexa.
    Czytając rozdział cały czas myślałam, kiedy to w pokoju pojawi się zły braciszek. Dobrze, że im nie przerwał w trakcie, bo bym go zakatrupiła i mieli by spokój.
    W chwili kiedy Rush uklęknął przed Charliem w głowie usłyszałam romantyczną melodię, a moje serce zabiło tak jakby się mu oświadczał. Romantyczny z niego facet. :D

  19. Anya pisze:

    zabija mnie Rush, zachowujący się jak karcony sześciolatek.
    ale nieważne.
    niech Jason zobaczy Alexa, założy się sam ze sobą, przeleci go kilka razy z każdej strony, to braciszek się trochę rozluźni xDDD

  20. Shivunia pisze:

    Co do pomysłu na imię „Rush”, to było po prostu sześc godzin w samolocie z Anglii do stanów podczas których Richard kombinował jak tu się nazwać żeby nie mieć takiego debilnego imienia i żeby nie wołali do niego Richie rich XD

  21. Roselani pisze:

    O jaaaaaa! Ja po prostu wiedziałam, że ten recepcjonista miał coś ważnego do powiedzenia i właśnie o braciszku wtedy myślałam. Kompletnie nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogę go sobie wyobrazić takiego zimnego. Po prostu nie potrafię, u mnie w głowie jest całkiem sympatyczny.
    Jestem ciekawa następstw, które się pojawią po jego przybyciu. Oby nie były jakieś tragiczne. Szczególnie, że wreszcie nasza książęca para została faktyczną PARĄ! Moment klęknięcia przed Charliem po prostu mnie zabił! Coś takiego mógł zrobić tylko Rush… A właściwie Richard! To zabiło mnie po raz drugi. Miałam wtedy dziwne skojarzenie z modą na sukces (choć nie wiem czemu, bo nie kojarzę tam nikogo o takim imieniu). W każdym razie ja odrzucam to imię i będę udawała, że Rush to, to prawdziwe. Swoją drogą ciekawi mnie, skąd wziął na nie pomysł. Za takimi rzeczami zwykle czai się ciekawa historia.
    Tak sobie też myślę… Że ciekawe byłoby spotkanie Katy z Alexem (notabene strasznie fajne imię, w dodatku na przystojnym blondynie…. może dlatego mam problem ze znielubieniem go). Myślę, że Katy mogłaby podołać rozruszaniem sztywniaka. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś bardziej odpowiedniego do tego zadania. Bo jeśli jej by się nie udało, to chyba nikt inny do głowy mi nie przychodzi. A głupio by było, gdyby pozostał z takim kijem w tyłku po całym miesiąc spędzonym w gorącym Miami!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s