Fire Dragon Tattoo Studio – 36 – Bestia ze sztuczną szczęką

Wiatr znad oceanu przyjemnie ochładzał powietrze i targał włosami mężczyzny siedzącego na piasku. Charlie właśnie do niego dołączył. Był cały mokry, bo dopiero co wyszedł z wody. Sięgnął po czerwony ręcznik ze wzorem czarnego smoka i usiadł obok.
— Wolisz się opalać niż pływać? — spytał, wycierając się.
— Zaraz pójdę — odparł Rush, nie otwierając oczu. Twarz miał wystawioną do słońca i rozkoszował się ciepłem, które ono dawało.
Charlie otaksował jego ciało przeciągłym spojrzeniem. Było idealne. Naprawdę przyjemnie zbudowane, nie wspominając już o tym, jak cudownie promienie słońca rozjaśniały jego już opalone ciało. Westchnął i położył się na plecach na ręczniku.
— Mamy cały dzień.
— Dokładnie. W ogóle, myślałeś, żeby zrobić sobie jakieś wakacje?
Charlie wzruszył ramionami.
— Nie, w sumie nie. Nie widzę trochę sensu. Nie mam pomysłu, co miałbym robić całymi dniami.
— Moglibyśmy gdzieś pojechać — zaproponował mężczyzna i spojrzał na kochanka z lekkim uśmiechem.
— Tak? — Charlie odwrócił do niego głowę. — A twoja praca?
— Wezmę sobie wolne? — Wzruszył ramionami z beztroskim uśmiechem. Nie myślał o konsekwencjach i żył chwilą.
Charlie uśmiechnął się i przemyślał to.
— No… w takim wypadku wakacje miałyby sens. — Zaśmiał się. — Możemy nad tym pomyśleć — dodał, przesuwając palcami po wierzchu jego dłoni.
Rush odpowiedział zadowolonym uśmiechem. Chciał, naprawdę chciał spędzić z Charliem trochę czasu sam na sam. Gdzieś, gdzie nie będą musieli się rozstawać.
— A gdzie byś chciał pojechać?
— Nie wiem jeszcze. — Charlie wydął wargi, myśląc. Naprawdę ostatnimi czasy urlop w ogóle nie pojawiał się w jego głowie. Nie miał już tak stresującej pracy, jak przed założeniem studia, dlatego nie czuł dużego ciśnienia do odpoczynku. Do tego wystarczył mu weekend na jachcie. — Tak, żeby mnie też było stać. — Zaśmiał się, a gdy Rush zmarszczył brwi, wyjaśnił: — No kurcze, nie gdzieś daleko.
Rush kiwnął głową na znak, że rozumiał, choć nie do końca tak było.
— No, jak chcesz, ale przecież to nie problem, żebyśmy gdzieś polecieli, co nie?
— Nie no, spoko. Cholera, ja nigdzie poza Florydą nie byłem.
Rush uśmiechnął się do niego promiennie, widząc w tym swoją szansę.
— Może Karaiby? Albo Hawaje?
— Ja pieprzę, byłoby zajebiście… — Charlie aż westchnął z ekstazą i zawahał się. — No… może moglibyśmy o tym pomyśleć.
Rush w ostatniej chwili powstrzymał się, żeby nie pocałować chłopaka przy tych wszystkich ludziach będących na plaży.
— To zastanów się kiedy, a ja wszystko załatwię i polecimy na cudowny tydzień w tropikach. Tylko ty i ja. Czyż nie będzie idealnie?
— Mhm… — Charlie wpatrzył mu się w oczy. — Cholera… to durne, ale cieszę się, że chcesz tak tylko ze mną. — Zaśmiał się, myśląc o tym, że na wyjeździe Rush będzie naprawdę tylko dla niego. I oleje pozostałe swoje romanse.
— Bo ja w ogóle chyba bym chciał tak tylko z tobą — wyznał szczerze Rush, ale jakoś myśl zmiany w związek tego układu, który był między nimi… przerażała go. Takie bezwarunkowe przywiązanie. Sam nie umiał tego nazwać, ale możliwość furtki ewakuacyjnej go uspokajała.
— Tak…? — Charlie poczuł dziwne ciepło, które nie było spowodowane ostrym słońcem na niebie.
— Mhm. Chyba tak. — Grey zaśmiał się nerwowo.
— Rush, uwielbiam cię — szepnął Charlie i pocałował go szybko w ramię.
Mężczyzna speszył się i poczochrał go po włosach. Były miłe w dotyku.
— Idę się kąpać.
— Mhm — odparł Charlie i wyłożył się wygodnie na plecach, przymykając oczy.
Słońce przyjemnie grzało, a nawet dzieciaki grające w piłkę specjalnie nie irytowały. Była sobota, ledwie przedpołudnie i perspektywa spędzenia całego dnia z Rushem. Charlie uśmiechnął się do siebie. Niemalże w tym samym momencie usłyszał z torby dźwięk swojego telefonu. Wyciągnął go szybko i zerknął na ekran. Jason. Uniósł brwi w zdziwieniu i odebrał.
— No cześć.
— Hej. Mam dla ciebie bojowe zadanie — stwierdził jego rozmówca na wstępie tym swoim typowym, lekko ochrypłym głosem.
— Już się boję — odparł kąśliwie Charlie. — Jakie?
— Zawieziesz Shane’a na lotnisko.
— Och, cieszę się, że pytasz, czy mam czas i w ogóle. — Charlie wywrócił oczami. — No, a dlaczego ja? To siostrzeniec twojej kumpeli.
— A czy ja według ciebie mam czym go tam zawieźć? — mruknął złośliwie mężczyzna. — A ty pewnie nic nie robisz bardziej zajmującego niż mizianie się z blondim.
— Mizianie się z „blondim” jest bardzo zajmujące. Cholera, a kiedy w ogóle?
— Za jakieś… trzy godziny.
— Co?! — jęknął Charlie. — Na plaży jestem!
Jason zaśmiał się do telefonu.
— Zdążysz się przebrać w trzy godziny, księżniczko.
— Wprost uwielbiam twoje wyczucie — burknął Charlie, patrząc na pływającego Rusha. — Skąd mam go odebrać?
— Zaraz wyślę ci adres, bo chyba nie chcesz, żeby jechał z wielkimi walizkami przez miasto, co nie?
Charlie westchnął ciężko.
— Będziesz mi dłużny, Jason.
— Jak zwykle. Przyzwyczaiłem się.
— To wszystko?
— Mhm, zaraz wyślę ci adres — odparł mężczyzna i rozłączył się.
Po chwili smsem doszło miejsce spotkania i Charlie stwierdził, że właściwie powinni się powoli zbierać, żeby zdążyć. Czekając na Rusha, zaczął pakować ich rzeczy do torby. A miał nadzieję spędzić z kochankiem całą sobą na tym przyjemnie gorącym piasku…
Na szczęście Rush szybko wrócił. Spojrzał na chłopaka z pytającą miną.
— Co robisz?
— Dzwonił Jason, że trzeba Shane’a zawieźć na lotnisko… za trzy godziny — mruknął Charlie.
Rush zamrugał długimi rzęsami.
— Tak?
— Mhm. Więc musimy się zbierać.
Wzruszył ramionami, równocześnie wyciągając swoje ciuchy, żeby się ubrać. Jemu to nie wadziło.
— Jeśli trzeba, to trzeba. Przynajmniej się nie spalimy — zażartował.
— Ja już cały płonę. — Charlie odpowiedział śmiechem, mając na myśli swoje tatuaże.
Przerzucił torbę przez ramię. Zdążył się ubrać, zanim Rush wrócił. Mężczyzna zniknął na moment za poustawianymi parawanami, żeby się przebrać. Po chwili wrócił z uśmiechem modela na ustach. Był cudowny. Opalony, wysportowany, a jego rozjaśnione jeszcze przez słońce włosy komponowały się wprost idealnie z niebieskimi oczami.
— To idziemy?
— Aha.
Ruszyli przez plażę na parking, gdzie stał samochód Rusha. Wsiedli i skierowali się pod podany przez Jasona adres. Okazało się, że było to mieszkanie jego kumpeli, a Shane siedział na krawężniku, pijąc z puszki Coca-Colę. Torby leżały obok na chodniku. Jak zwykle chłopak miał na sobie więcej ubrań, niż było konieczne w taką pogodę, a także swój nieodłączny, buntowniczy wyraz twarzy.
Rush zaparkował zaraz przy nim, po czym wyszedł, żeby się przywitać i otworzyć bagażnik.
— Siema. Dzięki, że przyjechaliście — mruknął Shane, wpakowując do samochodu bagaże.
— Nie ma sprawy. I tak tylko siedzieliśmy na plaży — odparł Grey, a gdy Shane wskoczył na tylne siedzenie, usiadł za kierownicą. Zapiął pasy i ruszył w stronę lotniska.
— No, ja byłem tylko kilka razy. — Shane pochylił się do nich i położył łokcie na fotelach z przodu. — Za szybko zaczyna mnie wkurwiać żar, żeby tam siedzieć.
— Wolisz być blady? — Rush zaśmiał się, nie spuszczając wzroku z drogi.
— Nie, raczej nie chce mi się leżeć jak kołek, kurwa, na piasku i słuchać, jak mi skóra skwierczy. — Chłopak zarechotał. — Żart, wolałem zwiedzić Miami niż siedzieć na plaży.
— Racja, fajne miasto — przyznał Rush, który głównie poznawał kluby i inne miejsca rozrywki Miami.
— No, trochę chujowo, że trzeba wracać.
— Ale podobno wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
— Może nie akurat w „domu” — mruknął Shane. — Ale taa… Milwaukee jest spoko.
— Znajomi, swoje miejsca i w ogóle.
— Taa…
Dojechali na lotnisko jakieś pół godziny później. Shane wyciągnął z bagażnika swoją torbę, przerzucił przez ramię i całą trójką ruszyli przez lotnisko. Po sprawdzeniu godzin lotów na tablicy skierowali się do odprawy biletowej. Shane przeszedł przez nią i stanął za barierką, żeby pożegnać się z parą.
— Ej, w ogóle, jak kiedyś jeszcze wpadnę do ciotki, to was odwiedzę. — Wyszczerzył się nawet radośnie, co było bardzo przyjemną odmianą na jego twarzy.
— Taaak i naciągniesz Jasona na kolejny tatuaż. — Charlie zaśmiał się.
— To był, kurwa, duży plus tego wyjazdu. A i dzięki za kino i wypad do miasta… i w ogóle — mruknął chłopak, zerkając na Rusha, który uśmiechnął się, przeczesując palcami swoje włosy.
— Nie ma sprawy. Cała przyjemność po naszej stronie.
Shane uśmiechnął się do niego groźnie i rozejrzał się w około. Poprawił torbę na ramieniu.
— Zajebiście było was poznać — rzucił, po czym niespodziewanie złapał ponad barierką Rusha za koszulę, przyciągnął do siebie z dużą siłą i zmiażdżył jego usta w gwałtownym, namiętnym pocałunku, wsuwając mu język do ust. Kurwa, ale smaczne usteczka, pomyślał.
Równie szybko go puścił, odwrócił się i rechocząc w głos, poszedł przed siebie. Zostawił Rusha z otwartymi ustami i całą czerwoną z zawstydzenia twarzą.
— Dureń! — krzyknął Charlie za nastolatkiem, ale kiedy spojrzał na Rusha… roześmiał się. — Jesteś słodki!
Wielu ludzi patrzyło na nich z pobłażaniem i uśmieszkami, a sam Rush zamknął i otworzył usta jak rybka. Było mu potwornie głupio. A do tego ludzie patrzyli na niego jak na atrakcję cyrkową.
— Ale… — jęknął i zatkał sobie usta ręką.
— Chodź! — Charlie chichotał, ciągnąć go lekko za ramię. Rush był obecnie tak uroczy, że nawet nie myślał o tym, jak bezczelne było zagranie Shane’a. — To było niespodziewane — dodał, kiedy wyszli z tłumu.
— Bardzo! — jęknął Rush, patrząc na Charliego jak na swój ratunek. — To było nie fair z jego strony i takie… Uch! — mruknął z miną zbitego szczeniaka. Czuł się taki… wzięty. Nie podobało mu się to.
— To dzieciak, nie przejmuj się. Głupi wygłup. — Charlie pogłaskał Rusha po włosach krótko. Uśmiechnął się znowu. Wciąż go bawiła ta scena.— Nie bierz tego poważnie.
Niepocieszony Rush spuścił głowę. Wyszedł na parking, powłócząc nogami.
Charlie wsiadł do auta, a kiedy Rush zajął miejsce kierowcy, wychylił się do niego i cmoknął go w policzek. Mężczyzna naprawdę wyglądał jak zagubiony szczeniak, co go w tym momencie bardzo urzekało.
— Nie przejmuj się dzieciakiem — spróbował go pocieszyć.
Jasnoniebieskie oczy spojrzały na niego smutno.
— No, ale… jak on tak mógł? Bez pozwolenia i w ogóle… — mruknął, wydymając usta.
— Wiem, nie powinien. Jest młody i głupi. No nastolatek, Rush.
Ten naburmuszył się jeszcze bardziej i odpalił samochód. Czuł się zmacany.

***

Kate założyła okulary przeciwsłoneczne, kiedy słońce za bardzo zaczęło ją razić. Wyciągnęła się wygodnie i spojrzała na Jasona prowadzącego samochód Charliego. Znowu.
— Ładnie? — Wyszczerzyła się, poprawiając okulary.
Mężczyzna nawet na nią nie spojrzał, ale kiwnął głową.
— Tak, bardzo — mruknął, szukając wzrokiem zjazdu na lotnisko. Miał wrażenie, że ostatnio to miejsce ich prześladowało.
Kate wydęła wargi i obejrzała się przez okno.
— Mam nadzieję, że pomieszczą się jakoś z tyłu — rzuciła. W końcu odbierali jej rodziców i babcię, a Dodge nie był jakiś… obszerny. Nie mogła jednak narzekać. Przynajmniej mieli samochód. Mimo wszystko w Mustangu Mike’a wcale nie było więcej miejsca.
Jason zarechotał jak stara wrona.
— Najwyżej wrócisz autobusem.
Zgodził się jechać z Kate tylko dlatego, że miał dość siedzenia z Charliem w studiu. A raczej z rozmemłanym, zakochanym Charliem i tak samo rozmemłanym, ale nieoficjalnie zakochanym Rushem, który siedział na kanapie i wzdychał jak młoda niewiasta do księcia na białym koniu.
— Nie, najwyżej wpakujemy cię do bagażnika. — Kate wystawiła mu język.
— Ja prowadzę — przypomniał jej.
— Cud, że Charlie dał ci kluczyki. Jaką miał minę niezadowoloną. — Roześmiała się wesoło, kiedy Jason zaparkował.
— Jakbym zabierał mu cały jego dobytek — zadrwił mężczyzna, gasząc samochód.
Wysiedli i ruszyli do hali lotniska. Kate wyglądała na śmiesznie małą przy dwumetrowym mężczyźnie. Jej postawione w czub włosy nie pomagały.
— A ty nie myślałeś, żeby wyposażyć się w jakieś auto?
Jason spojrzał na nią w dół, cudem powstrzymując się, żeby nie zepsuć jej fryzurki. Prosiła się o to, od kiedy tylko ją zobaczył. Nie bał się rewanżu. Nie sięgnęłaby.
— Nie stać mnie jeszcze, a rzęcha nie chcę. A poza tym, jakoś sobie radzę na razie.
— No, i w sumie nie masz do studia tak daleko jak ja — odparła Kate, która musiała przejechać spory kawał, żeby znaleźć się w pracy. I to też środkami komunikacji miejskiej.
— Właśnie. Nie jest tak źle. W ogóle, kiedy ich ostatnio widziałaś? — Jason zmienił temat, kiedy bardzo powoli zbliżali się do miejsca przylotów.
Spora część lotniska była przeszklona. Wysoko nad ich głowami znajdowało się coś przypominającego metalowo-szklaną kopułę, wokół której wisiały dające jasne światło reflektory. Do tego jasnoszara podłoga i ściany wyglądające jak zbite ze sobą, prostokątne blachy. Wszystko miało gustownie zaprojektowany, nowoczesny wygląd.
— Na święta. Odkąd się przeprowadzili do babci, rzadziej ich widuję, no ale życie. — Westchnęła. — Ale mają zostać na trochę.
— I będą z tobą mieszkać?
— Aha, może się pomieścimy w moim mieszkanku. Ostatni facet, który u mnie pomieszkiwał, okazał się dupkiem, więc mieszkam sama. Jason, ty jesteś w porządku i też sam. — Spojrzała na niego chytrze i zachichotała. — Wprowadź się do mnie.
Jason aż się zatrzymał i spojrzał na nią ze zdumieniem.
— Co?
Kate uniosła okulary i popatrzyła na niego poważnie, usiłując powstrzymać śmiech na widok jego miny.
— Masz rację, lepiej do ciebie, masz bliżej do roboty! — Pokiwała głową, zaśmiała się i trzepnęła go w ramię. — Chodź, bo mi się rodzinka zgubi.
— Nie zgubi. Samolot z Atlanty dopiero przyleciał. — Jason wskazał kciukiem na tablicę przylotów. — A ty się do mnie nie wprowadzisz, nawet jeśli właśnie bezczelnie się ze mnie nabijasz. Cenię sobie swoją samotność i porządek — dodał i z wrednym uśmiechem przyklepał jej włosy. Już dłużej nie potrafił się powstrzymywać.
Kate otworzyła usta z jawnym oburzeniem i trzepnęła go jeszcze raz, tym razem mocniej.
— Zepsułeś mi fryzurę! — pisnęła, starając się na ślepo ją poprawić. — Czekaj, zaraz pójdę po drabinę i twoją też zniszczę!
— Tylko weź wysoką, bo nie sięgniesz — prychnął i pociągnął ją za sobą przez tłumek czekający przy wyjściu dla pasażerów. Nie lubił stać w ścisku.
Naburmuszona dziewczyna założyła ręce na piersi, w milczeniu taksując wzrokiem przechodniów. Długo jednak nie wytrzymała w ciszy i trąciła Jasona łokciem, wskazując na faceta w koszulce bez rękawów, idącego z kawą w ręce.
— Zobacz jego tatuaż na ramieniu. Ktoś mu go totalnie zjebał. Kontury są beznadziejne i zlewają się z cieniowaniem — prychnęła.
Jason powiódł wzrokiem za jej spojrzeniem.
— Mhm, ale dałoby się to poprawić — mruknął. — A poza tym materiał jest niczego sobie — prychnął, mając jednak nadzieję, że Kate nie odbierze tego zbyt poważnie. Czasami przesadzała, ale z szefem nie mógł pogadać o facetach, a Charlie… Charlie był już na innej planecie.
Dziewczyna zachichotała, oglądając się po tłumie z nudów.
— No. Ładne ma ramionka. Można by mu wizytówkę zaoferować. Ten tatuaż serio jest do dupy.
— To mu daj — przyznał jej rację. Z chęcią popracowałby nad takim mięskiem. — Tylko subtelniej niż „Masz, bo twój tatuaż jest do dupy”.
— Myślisz? — spytała Kate, szperając w torebce. Wyciągnęła wizytówkę. Cała czarna, z biało-czerwonym, lśniącym tekstem i maleńkim, tribalowym smoczkiem w rogu. — Będę subtelna. — Wyszczerzyła się i ruszyła do faceta.
Jason patrzył, jak dziewczyna podeszła do mężczyzny, uśmiechnęła się do niego słodko i prowadziła z nim krótką rozmowę. W sumie był ciekaw, czy z nim flirtowała. Po chwili nawet wskazała na Jasona, facet podążył za jej spojrzeniem i przyjął wizytówkę, a Kate wreszcie wróciła z triumfalną miną.
— Ha! Załatwiłam ci klienta! — oznajmiła, dumna z siebie jak paw. — Też był niezadowolony z tatuażu.
— Ciekawe dlaczego — mruknął Jason pod nosem. — Jest z Miami? — spytał, równocześnie oglądając się na wyjście z odprawy, bo pierwsze osoby zaczęły wychodzić.
— Nie, ale przyjechał do rodziny na jakiś czas, więc wpadnie. — Kate była zadowolona, bo facet był ładny. Po tym skierowała wzrok na wychodzących ludzi. Stuknęła Jasona łokciem, sugestywnie unosząc brwi. — Który ci się podoba, hm?
Ten przewrócił oczami.
— Wiesz, że to zabawa jak z liceum… albo gorzej? — skarcił ją, ale i tak jego wzrok prześlizgiwał się po wychodzących ludziach. — Na pewno nie ten grubas w hawajskiej koszuli.
Kate skrzywiła się.
— No, nie gadaj. Albo ten wielki, łysy mięśniak. Patrz jakie ma małe oczka. — Chichotała z rozbawieniem.
Jason zgodził się z nią. Jeśli mięśnie były seksowne, to tylko w umiarze.
— No, a… — Zamyślił się, widząc dwóch kolesi. Jeden wyglądał jak złoty chłopczyk, typowy surf-boy, a drugi jak jego dziewczyna. — Tamci. Ten pstrokaty ma chyba szpilki. — Zarechotał pod nosem. Naprawdę czuł, że dziecinniał przy swoich współpracownikach.
— Uuu, ciotek! — Kate zaśmiała się, ale w miarę cicho, żeby nie było za bardzo słychać. — Ale ten blondyn ciasteczkooo… Jason, chcę takiego! — Śmiała się, ale nagle przestała i aż zagwizdała. — A tamci? Och, ten niższy, z dłuższymi włosami. — Pisnęła z zachwytu. — Ale ma profil!
— I jest jakieś dziesięć lat ode mnie młodszy — burknął tatuażysta. Choć musiał przyznać, że dziewczyna miała nawet niezły gust. W tłumie oczywiście poza ich „celami” była masa staruchów, łysielców albo facetów, którzy byli tak zwyczajni, że mijali ich niezauważeni.
Kate westchnęła, szukając wzrokiem swojej rodzinki.
— A ten w garniaku? — rzuciła, wskazując na blondyna z zaczesanymi włosami. — Wydaje się strasznie sztywniacki, ale pod tym garniturem może się kryć niezłe ciałko, co?
— Albo zakalec — skomentował złośliwie Jason, mimo że odprowadził blondyna spojrzeniem. Miał dziwne przeczucie, że Charliemu by się spodobał. — Nie lepszy ten? — zmienił obiekt rozmowy na przystojnego, wysokiego Mulata, który właśnie wyszedł zza bramki. Miał warkoczyki i szczupłe ciało, które skrywał pod białą, przylegającą do ciała podkoszulką.
— Żaden z tych dwóch nie jest w moim typie. Mógłby trochę przypakować.
— Czyli ten byk ze świńskimi oczkami?
— Nie aż tak! Ten z beznadziejnym tatuażem miał w sam raz — stwierdziła i naraz zobaczyła swoich rodziców i babcię. — O, są! Chodź! — Pociągnęła Jasona za rękę.
Ten z żałosnym jęknięciem dał się pociągnąć jak szmaciana lalka. Nie umiał postępować z tą dziewczyną, mimo że Mike twierdził, że całkiem nieźle mu to szło.
Kate przywitała się z rodzicami, dosłownie rzucając się im w ramiona. Od razu było widać, w kogo bardziej się wdała. Jej matka miała identyczny kształt twarzy i oczu oraz podobnie maleńki nos. Była też tego samego wzrostu co Kate, a jej mąż wyglądał na człowieka, który nie lubił nieproszony otwierać ust i wychylać się przed szereg.
Dopiero po krótkiej wymianie zdań dziewczyna wskazała na wielkiego tatuażystę, na którego rodzina dziewczyny rzucała już lekko zdziwione spojrzenia.
— To nasz dzisiejszy szofer. — Zaśmiała się wesoło. — Nie no, żartuję, to jest Jason, pracujemy razem.
— Jason, jakie piękne imię, młodzieńcze! — zaskrzypiała staruszka z dużymi klipsami w uszach, w zielono-niebieskiej sukience oraz szarawym, rozpiętym sweterku. Podeszła do mężczyzny, poprawiając przewieszoną na przedramieniu torebeczkę. — Ehem, schyl się.
Mężczyzna spojrzał na nią niepewnie, ale schylił się. Emerytka od razu poklepała go po bladym policzku.
— Cudowne tatuaże, młody człowieku, cudowne! — skomentowała i uśmiechnęła się promiennie do wnuczki. — Na pewno nie jest twoim chłopakiem? Jest uroczy.
Kate zachichotała, między innymi z miny Jasona, który nie wiedział, w co bardziej nie wierzyć. W to, że został jak dzieciak poklepany przez staruszkę, czy że uznała jego wygląd za uroczy.
— Ładnie byśmy razem wyglądali, co babciu? — Dziewczyna wyszczerzyła się. — Ale niestety nie iskrzy między nami. Pokażę ci nasze studio, spodoba ci się! — zapewniła.
Rodzice dziewczyny nie byli tak entuzjastycznie do tego nastawieni jak jej babcia, ale i tak uśmiechali się do córki. Wyglądem zupełnie nie rzucali się w oczy. Ot, przeciętni ludzie w średnim wieku.
— No, to w drogę! — Starowinka zaśmiała się i chwyciła Jasona pod ramię, nim ten zdążył zareagować. — Po bagaże i jedziemy do mojej wnusi, by napić się czegoś dobrego. — Mrugnęła do Jasona i pociągnęła go w stronę taśm bagażowych.
Przerażony tatuażysta spojrzał na Kate. Zaczynał żałować, że nie został z Charliem w studiu.

***

Jason zaparkował pod studiem, zadowolony, że to Kate siedziała obok na miejscu pasażera, a nie jej babcia, która była co najmniej dziwna, jeśli nie powiedzieć przerażająca. Zdążyli odwieźć rodziców dziewczyny do mieszkania, a on już dawno nie jeździł tak szybko jak dzisiaj.
Kate wysiadła i otworzyła babci drzwi.
— No, chodź, chodź. Widzisz ten plakat na szybie? — Wskazała od razu na wejście do studia. — To tatuaż Charliego, z którym pracujemy — trajkotała, chcąc już pokazać babci więcej.
Staruszka wyszła z samochodu, a Jason ulotnił się chyłkiem do studia. Kiedy tylko zobaczył Charliego, wcisnął mu kluczyki do ręki i znikł na zapleczu. Nim chłopak zdążył spytać, co się dzieje, do studia weszła Kate i jej babcia.
— Charlie, to moja babcia Susan. Babciu to Charlie, te…
— Ten, którego smakowity tyłeczek jest na szybie — przerwała dziewczynie kobieta i wskazała na witrynę studia.
Charlie totalnie zastygł, stojąc z głupią miną na środku pomieszczenia. Zaczął gwałtownie buraczeć na twarzy, aż po chwili jego policzki były niemalże tak czerwone jak płomienie na jego ramionach.
— Eee…
Starowinka uśmiechnęła się do niego promiennie swoją białą protezą.
— Och, przystojniaku, nie wstydź się! Na pewno niejedna dziewczyna ci to mówi! — Zaśmiała się i poklepała Charliego po policzku, wprawiając go w jeszcze większe osłupienie.
Kate zachichotała pod nosem. Jason już nie wytrzymał i zastanawiała się, ile Charlie przeżyje.
— Eee… No tak, tak. — Chłopak uśmiechnął się niepewnie i rzucił ponad ramieniem kobiety piorunujące spojrzenie do Kate. — Ja zrobię może kawę czy herbatę? — Odsunął się na krok, wskazując za siebie.
— Mhm, możesz — potaknęła Kate, a jej babcia zmierzyła Charliego wzrokiem, kiedy ten wyszedł na zaplecze.
Chłopak zamknął za sobą drzwi i oparł się plecami o ścianę. Wyglądał na przerażonego.
— Jezu… Ta kobieta skomentowała mój tyłek — wydusił do Jasona.
Ten odwrócił się do niego, też wyraźnie roztrzęsiony.
— I nawija non stop. W drodze z lotniska obgadała chyba wszystkich pasażerów i ich cechy fizyczne — mruknął z nieciekawą miną.
Charlie skrzywił się. Nie chciał tam wracać.
— Nnn, a ja nie mam teraz żadnych klientów — jęknął, nie widząc okazji, żeby się wykpić. — Ona jest jakaś dziwna. — Aż się poklepał po wciąż gorących z zażenowania policzkach.
Jason skojarzył ten gest.
— Też już cię macała?
— Jezu, a ciebie zmacała? — odpowiedział pytaniem Charlie. Taka babcia macająca Jasona wydawała się jeszcze bardziej przerażająca niż zwykła babcia.
Mężczyzna skrzywił się na samo wspomnienie.
— Nie aż tak tragicznie. Ale wyklepała mnie po policzku tyle razy, ile była w stanie sięgnąć — prychnął i wyjął sobie wodę z lodówki, żeby mieć co robić z rękoma. — No i nawijała, jak słodko pasuję do Katy. Ciekawe, kiedy zacznie tobie truć tę mantrę.
— To chyba jestem w stanie znieść. Byle nie waliła komentarzy odnośnie mojego tyłka! — jęknął zażenowany Charlie i podszedł do czajnika, aby nastawić wodę na herbatę. Ociągał się, jak tylko mógł.
— Jest słodki, co się dziwisz? — zadrwił Jason, mimo że wcale nie było mu do śmiechu. Babcia Kate go przerażała jak mało kto. Nie miewał często do czynienia z ludźmi, którzy byli tak nieskrępowani i bezpośredni w stosunku do niego.
Charlie tylko wydął wargi i po chwili zalał kubki z herbatą.
— Jakby mnie za bardzo męczyła, jestem gotowy nawet wyjść z tobą na fajkę — burknął, ruszając z kubkami do głównego pomieszczenia. Jezu.
— Służę! — zawołał za nim mężczyzna i po chwili wyszedł, rozglądając się i sprawdzając, czy nie czaiła się gdzieś na niego bestia ze zmarszczkami i sztuczną szczęką.
Charlie uśmiechnął się niepewnie do starowinki siedzącej na kanapie i postawił przed nią na stoliku herbatę. Starał się być uprzejmy.
— Proszę — rzucił i postanowił usiąść za kontuarem. To była bezpieczna odległość.
— Och, dziękuję. Jesteś przeuroczy — odpowiedziała babula i szturchnęła Kate pod żebra wymownie. Schyliła się do niej i szepnęła do ucha: — A ten?
Jason w tym czasie przemknął do Charliego.
— Babciu, my tylko razem pracujemy. — Kate zaśmiała się. — Popatrz na nich, nawet nie zwracają na mnie uwagi.
Charlie tylko rzucił jej wymowne spojrzenie, udając, że ich nie słuchał. Przerzucał kartki w notatniku. Jason zajął się swoim szkicem. Musiał przygotować pamiątkowy napis na plecy dla klientki z okazji rocznicy jej syna.
— Ale, Katy, słońce. — Staruszka położyła dłoń na policzku wnuczki. — Przecież to nie średniowiecze, żebyś na nich czekała. A może jest inny, dla którego bije ci serce, gołąbeczku?
Charlie odetchnął z ulgą, słysząc, że kobieta zostawiła go w spokoju.
— Nie, babciu, dla nikogo, jestem wolnym ptaszkiem. — Kate zaśmiała się w odpowiedzi, pomijając, że jeszcze niedawno miała nadzieję na Mike’a, który wolał Marg z większymi cyckami.
Staruszka zrobiła zasmuconą minę.
— Czyli nie doczekam się prawnuków. — Westchnęła, spuszczając spojrzenie.
— Eee… — Kate zmieszała się odrobinę. — Ale babciu… Nigdy nic nie wiadomo — rzuciła pokrętnie.
Charlie zaśmiał się cicho, lecz wolał nie unosić spojrzenia znad notatnika. Kobieta za to zwęziła oczy i spojrzała na dziewczynę czujnie.
— O czym ty, dziecko, mówisz? Chyba nie chcesz iść aż tak w moje ślady?
— Ale babciuuu…! — jęknęła Kate, sięgając po swoją herbatę. — Może nie tutaj. Przyszłam ci pokazać studio, a nie gadać o mojej przyszłości — mruknęła.
Susan nadąsała się.
— Tylko żebyś tego prawnuka nie miała bez porządnego faceta — zagroziła, wstając i oglądając studio. — Kto projektował wnętrze? Bardzo, bardzo ładne i… — kontynuowała, gadając jak najęta, a Jason doszedł do wniosku, że gadulstwo było największym podobieństwem Kate i jej babci.

16 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 36 – Bestia ze sztuczną szczęką

  1. Katka pisze:

    Tigram, hehe, taaak, to był zdaje się nasz zamysł. A wiadomo, że takie rzeczy odkrywa się, czytając po raz drugi, bo za pierwszym razem to wcale nie wydaje się podejrzane, skoro nie zna się jeszcze danej postaci.

  2. TigramIngrow pisze:

    „Kate westchnęła, szukając wzrokiem swojej rodzinki. Wydęła wargi, zniecierpliwiona.
    — A ten w garniaku? — rzuciła, wskazując na jakiegoś blondyna z zaczesanymi włosami. — Wydaje się strasznie sztywniacki, ale pod tym garniturem może się kryć niezłe ciałko, co?
    — Albo zakalec — Jason skomentował złośliwie, mimo że odprowadził blondyna spojrzeniem. Miał dziwne przeczucie, że Charliemu by się spodobał. ” -Ej, a to nie był Alex aby przypadkiem? Z tego co widzę Ashess miała podobne pomysły, ale tego nie skomentowałyście.
    No i babcia…. hyhyhyhyhy.
    Wciąż bawi :D

  3. Katka pisze:

    Yuu, hehehe, babcia Katy ogólnie była „gwiazdą wieczoru” XD Też się strasznie śmiałam, poprawiając ostatnio te rozdziały. No i cieszę się, że cię ubawiła :D „co jak co ale gdy on juz kogoś unika, to sprawa jest poważna” – prawda!

  4. Yuu pisze:

    DŹIZYS! ahhahahah kocham tą babcię! XD dałabym komenta później, ale ona jest świetna! NIe mogłam się oprzeć. Ona jest genialna. Wyobrażam sibie spojrzeni Jasona, co jak co ale gdy on juz kogoś unika, to sprawa jest poważna! Ahahaha XD

  5. TigramIngrow pisze:

    „- Nnn, a ja nie mam teraz żadnych klientów – jęknął, nie widząc okazji, żeby się wykpić. – Ona jest jakaś dziwna – aż się poklepał po wciąż gorących z zażenowania policzkach.
    Jason skojarzył ten gest.
    – Też już cie macała?
    – Jezu, a ciebie zmacała? – odpowiedział pytaniem. Boże, taka babcia macająca Jasona wydawała się jeszcze bardziej przerażająca.”
    Najbardziej komediowy fragment. Pamiętam jak to pierwszy raz czytałam to uśmiałam się jak głupia :D

  6. Shivunia pisze:

    vvicious >> Widzę, że Jason coś często pojawia się w tych zestawieniach ;) Ale to fajnie. W ogóle, tak się wygadam, że na samym początku jak tylko wymyślałyśmy FDTS to Jay miał być poboczną postacią. Ale same się w nim zakochałyśmy i tak wyszło, że na chwilę obecną ma jedne z największych udziałów. Nasze numery 1 jeszcze się nie pojawiły ale wg czytelników chyba są mocno w tyle za Jasonem i jego „partią”. Ale już zaczynam być bliska spoileru.
    A Katy. Ona… jest albo lubiana albo wkurza. W sumie jak Rush. Ale yeeey, cieszę się ze blondi wywołał uśmiech. To zawsze takie radosne dla „mamuśki” postaci XD. I co do tego, że odp do takich dawnych rozdziałów. Oj, to fajne. Taka melancholia się włącza XD. Niech „moda na sukces” aka FDTS, cię wciągnie hehehehe ;)

  7. vvicious pisze:

    Teraz powinny rozlec się fanfary, bo chyba pierwszy raz czytając o Rushu zamiast się skrzywić z niesmakiem, uśmiechnęłam się ^^ ten pocałunek z zaskoczenia, był nawet całkiem uroczy, a reakcja blondiego całkiem fajna.
    Babcia rządzi.
    Wgl wcześniej chyba nie pisałam o Katy, ale muszę przyznać, że jest strasznie fajną postacią, co się chwali bo w opowiadaniach tego typu postacie żeńskie są zwykle traktowane bardzo po macoszemu, a o niej naprawdę przyjemnie się czyta, szczególnie przy połączeniu z Jasonem (chociaż uwielbiam wszystko gdzie pojawia się Jason, Jason+Mike, Jason+Katy, ostatni faworyt: Jason+babcia ;D )

  8. Katka pisze:

    Shin, och, czuję, że znalazłoby się jeszcze kilku czytelników, którzy tego chcieli :) Zawsze można stworzyć fika, bądź użyć wyobraźni :)

  9. kkohaku pisze:

    ha ha Katy jest boska, lubię jej osobowość :) a z Jasonem to diabelski duet z nich ;) A babcia niczego sobie ;) mam cichą nadzieje, że pojawi się dalej xD żarcik :P Jason !<3

  10. Roselani pisze:

    Hah, nie było mnie przez kilka rozdziałów… Jednak już jestem i znowu usycham z braku czegoś Waszego do poczytania.
    No, ale żeby było na temat, to ten rozdział był piękny po prostu! Nawet nie wiecie, jak mi poprawił humor, a naprawdę tego potrzebowałam.
    Rush był taki słodki po tym pocałunku! Ja oczywiście, okrutna, śmiałam się z jego reakcji…
    Strasznie mnie też rozśmieszyło zachowanie Jasona w stosunku do babci. Fajnie, że ma jednak granice i nie jest aż takim chamem, żeby powiedzieć jej, co naprawdę o niej myśli. Wydaje się bardziej ludzki.
    No i Shane… To chyba nie jest jego koniec, nie? To by było takie dziwne. Co prawda, wiem, że po Was mogę spodziewać się absolutnie wszystkiego, ale i tak mam nadzieję, że nie wprowadziłyście go tylko dla zmyły i że jeszcze wróci.
    Dodam jeszcze tylko (chyba nie a propos tego rozdziału akurat, ale czytałam na raz i zmyły mi się trochę), że chyba nie polubię Ryana. Przynajmniej na razie nie lubię jego retrospekcyjnej wersji. Denerwują mnie ludzie, którzy myślą, że wszystko im wolno (i tu piję akurat do tej imprezy w domu biednego Mike’a). Mam przeczucie, że jeżeli się pojawi (a myślę, że tak się stanie) to będzie mnie strasznie wkurzał…

  11. jumanji pisze:

    aaaaaaaa Babcia jest po prostu rewelacyjna!!!!!!!!! „czy nie czai się gdzieś na niego bestia ze zmarszczkami i sztuczną szczęką”- to jest mistrzostwo:D:D rechotałam z babuleńki aż miło:P

  12. Tamiya pisze:

    „Blondyn zamknął i otworzył usta jak rybka. Było mu strasznie, strasznie głupio. A do tego ludzie się na niego patrzyli.” Nasza biedna, zmacana, rybka :D Śmiałam się jak głupia, jak czytałam o tej jego reakcji! Bez przesady, to tylko jeden pocałunek, do tego od dzieciaka, a Rush się czuje zmolestowany? xD Rush jakoś był tutaj strasznie słodki i nie manifestował swojego samouwielbienia. Więcej takiego Rusha! (wybaczcie, ale Jason kogoś potrzebuje! Chociaż jeszcze zostaje sprawa Ryana i mam pewne przypuszczenia, co do tego, ale…) No bo ten Tyson nie, Shane nie… Jesteście złymi matkami, dajcie J’owi trochę szczęścia :P
    Babcia Kate jest po prostu rozwalająca. Nie chciałabym mieć takiej, ale ogólnie fajna kobieta. Nawet Jason się jej boi, a to jest spory wyczyn :D

  13. Ashess pisze:

    Rozdział genialny. Śmiałam się jak głupia. xD
    Czy mi się zdaje, czy do Maiami przyleciała połowa American High? No i jeden z mężczyzn pasowałby do opisu brata Rusha, tylko po co on tu komu?
    Babcia jest faktycznie przerażazjąca. Nie dziwie się chłopakom, że bunkrują sie za kontuarem. ^^
    Dobrze poczytać coś takiego, jak człowiek chory.

  14. Elis pisze:

    Żal mi, że Shane wyjechał, ale i tak przez cały rozdział rechotałam jak głupia. Zaczęło się od wzięcia Rusha bez jego zgody. Biedak, strasznie to przeżył, ale za to jaki ubaw mam z tego. Zachował się jak młodziutka dziewica, której nagle skradziono niewinność. „Czuł się zmacany” o tak Rush dziś był wyjątkowo słodki.
    Kurcze, babcia jest rewelacyjna. Ciekawe jak by zareagowała na wiadomość, że Jason i Charlie są homo. Myślę jednak, że było by ok jest pewnie bardziej tolerancyjna od rodziców Katy.
    Świetny rozdział, taki na poprawę humoru. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s