Fire Dragon Tattoo Studio – 35 – Szkolne czasy

Jason kucał, oparty o ścianę za rogiem studia. W ustach trzymał niezapalonego papierosa i gapił się w ziemię. Po dłuższej chwili kontemplacji grudek usłyszał kroki, gdy zza rogu wyszedł Mike, w schludnej koszuli i ciemnych jeansach, po drodze już wyciągając swoje papierosy.
— Nad czym tak dumasz? — spytał, stając przy tatuażyście i zapalając.
— Nad życiem — odmruknął mężczyzna, przesuwając językiem papierosa z lewego kącika ust do prawego. Nawet nie spojrzał na kumpla.
— I co wymyśliłeś? — Mike oparł się plecami o mur, zaciągając powoli i obserwując Jasona.
— Że jest do bani. — Ten zaśmiał się jak stary kruk. Spojrzał w górę na szefa. — Jak z Marg?
Mike od razu się uśmiechnął, bo samo imię dziewczyny wprawiało go w lepszy nastrój.
— Dobrze. Cholera, Jason. Lepiej niż myślałem. Jest naprawdę super dziewczyną.
Jason uśmiechnął się ciepło.
— Gotuje, sprząta i jest dobra w łóżku? Ideał, co? — zamruczał komicznie i dopiero odpalił sobie papierosa.
— No i jest jedną z nielicznych osób, które są w stanie odciągnąć mnie od papierkowej roboty, żeby wyjść rozerwać się gdzieś na mieście.
— Oooooch… jak słodko — jęknął dziewczęco Jason i zamrugał zalotnie rzęsami, co przy jego aparycji wyglądało iście komicznie. — A tak serio, ty nadal mieszkasz ze starszymi, co nie?
— Tak, mieszkam, a co? — mruknął Mike, z nieco zblazowaną miną na widok wygłupów Jasona. Otwierał się, a ten robił sobie jaja.
— A ona?
— Marg mieszka sama, ma taką niewielką klitkę, ale dość blisko Miami Beach.
— Czyli u niej się spotykacie? No wiesz, na noc. — Jason uśmiechnął się wrednie kącikiem ust, a Mike prychnął i trącił go łydką.
— Błazen. Moich starych przecież na ogół nie ma w domu. Zapomniałeś? Pracoholicy.
Jason roześmiał się i aż musiał wyjąć papierosa z ust. Podniósł się.
— Pamiętam. I kanapa była za krótka. W ogóle planujecie coś na przyszłość?
Mike najpierw zaciągnął się mocno i wypuścił powoli dym, żeby dać sobie czas na odpowiedź. Nie był pewien, bo tak naprawdę dopiero z Marg zaczynali. A on nie był typem, który się wiązał. Jednak ta konkretna dziewczyna miała w sobie coś… wyjątkowego. Nie chciał tego kończyć.
— Sam nie wiem, dokąd to zmierza — przyznał po chwili. — Ale jest spoko. Zobaczy się. Ale co tak o mnie? Ty nie masz ochoty na coś stałego? — spytał, mimo że chyba znał odpowiedź.
Jason spojrzał na kumpla z góry. Nadal uważał go za pociągającego, ale odpuścił. Chyba bardziej zależało mu na jego szczęściu niż na chwili swojej radochy.
— Mam… ale wiesz jak jest — odmruknął, wgapiając się w żarzący się koniec papierosa.
— Jak jest? — spytał Mike sceptycznie. — Znalazłby się i taki, który by z tobą wytrzymał.
— I musiałby być homo — prychnął tatuażysta. — Nie, żebym nie wierzył w księcia na białym koniu, ale już jednego takiego tu mamy. Chyba starczy, jak na jedną bajkę, co?
Mike pokręcił głową, przydeptując niedopałek butem.
— I tak bym cię chętnie zobaczył w skowronkach, witającego swojego ukochanego, jak cię będzie odwiedzał w pracy. — Zaśmiał się, lecz Jason nie podzielił jego radości, bo skrzywił się nieprzyjemnie.
— Kpisz?
— Tak — odparł Mike, wciąż się śmiejąc, a Jason przewrócił oczami.
— To dobrze. Ja rozumiem, nagiąć się dla kogoś, ale nie przesadzajmy. Ludzie aż tak się nie zmieniają. — Zgasił papierosa o podeszwę buta. Nie chciało mu się później podnosić niedopałka z ziemi.
— Tak, szczególnie ty — prychnął Mike. Nie dodał, że naprawdę chciałby kiedyś zobaczyć Jasona zakochanego. Nie po to, żeby się z niego nabijać. Po prostu. Wiedział, że facet nie raz, nie dwa próbował „czegoś” z kimś, ale zawsze kończyło się to porażką. Do tego miał dziwne przypuszczenie, że miłość mogłaby choć odrobinę wymazać z niego zgorzknienie.
— Dzięki — burknął ironicznie Jason. — I tak się zmieniłem. Już nie podszczypuję cię po tyłku — dodał ze śmiertelną powagą, a tym razem to Mike się skrzywił.
— Taa, to ci trzeba przyznać. Takie relacje mi odpowiadają. I Charlie mnie odstawił. — Rozłożył ręce. — Aż się chce jeździć do pracy — prychnął.
— I palić. — Jason wyciągnął do Mike’a otwartą paczkę papierosów z miną namawiającą do złego. — Chyba że wolisz gumę?
Chłopak uniósł ręce w obronnym geście.
— Dwa z rzędu to tylko ty uskuteczniasz. Ja podziękuję.
Jason wyciągnął sobie papierosa, a chłopakowi podał opakowanie gumy do żucia.
— Miętowa. — Wyszczerzył się i odpalił sobie papierosa.
— I tak od nas capi dymem — prychnął Mike, wsadzając sobie jedną gumę do ust.
— Marg nie pali, co nie?
— Nie.
— Marudzi?
— Trochę. Ale daje żyć.
Jason uśmiechnął się do siebie. To może i było głupie, ale chyba trochę zazdrościł… Pod tym względem czuł się jak Kate. Tylko tego mu brakowało.
Mike zauważył ten uśmiech i marszczył chwilę brwi, myśląc w skupieniu.
— Przyjąć cię kiedyś na kolację, jak Marg zrobi coś większego? — rzucił.
Jason obdarzył go pełnym politowania spojrzeniem.
— A nie lepiej by brzmiało „Wpadniesz do nas kiedyś na kolację?”? Albo… „Zapraszam cię na kolację, ale jeszcze nie ustaliłem z Marg terminu”?
Mike wywrócił oczami.
— Wszystko jedno. To co? Wpadłbyś?
Mężczyzna wzruszył ramionami i dopalił papierosa.
— Mogę. Byle bez kaparów. Nie cierpię kaparów.
Mike roześmiał się i poklepał Jasona po ramieniu.
— Obiecuję — odparł poważnie. — Nie będzie kaparów.
Jason też się zaśmiał.
— To cudownie — zapewnił i ruszył do studia. — Chodź, bo trzeba trochę popracować.

***

Rush skręcił, wjeżdżając na teren centrum handlowego, na którego tyłach znajdowało się studio tatuażu, w którym pracował Charlie. Był wczesny ranek, a Grey, po nocy spędzonej z kochankiem w swoim hotelu odwoził go rano do pracy, jak już kilka razy się zdarzyło. Był w świetnym humorze. Charlie był ognisty w łóżku i cudny poza nim. Uwielbiał spędzać z nim czas. Było wręcz idealnie… gdyby nie to, że jeszcze sporadycznie widywał się z jakimiś dziewczynami. I gdyby nie fakt, że Charlie mu nie ufał. Nieważne, że już niemalże nie kręcił na boku. Nie chciał tłumaczyć się kochankowi.
Charlie podświadomie wiedział, że Rush miał pełne prawo sypiać z kimś innym, ale wolał o tym nie myśleć, a tym bardziej konfrontować się z tym faktem, jak to niedawno miało miejsce, kiedy pewna dziewczyna zadzwoniła do Rusha.
Tymczasem podjechali pod Fire Dragon. Rush zatrzymał się na miejscu dla klientów i już chciał cmoknąć kochanka na do widzenia, kiedy nagle go zatkało.
— Co jest? — rzucił Charlie, marszcząc brwi.
Pokierował wzrok za spojrzeniem kochanka. Gwałtownie wciągnął powietrze do płuc i spojrzał szeroko otwartymi oczami na wejście do studia. Momentalnie zaczął buraczeć. Rush też był zszokowany.
— Charlie…? — szepnął, nie wiedząc, co innego powiedzieć.
Chłopak dopiero po chwili się do niego odwrócił. Był cały czerwony na twarzy.
— To ja… mój… KURWA! — wrzasnął i wysiadł z BMW.
Rush zrobił zatroskaną, smutną minę i wyszedł za nim. Rzucił jeszcze spojrzenie na plakat za szybą studia i wszedł za kochankiem do środka. Tymczasem Charlie podszedł do kontuaru, za którym stał Jason z kubkiem kawy. Położył dłonie na blacie, patrząc wściekłym i równocześnie zawstydzonym wzrokiem na mężczyznę.
— Pojebało cię, kurwa?!
Starszy tatuażysta spojrzał na niego bez cienia strachu czy zawstydzenia na twarzy.
— Co? — spytał obrzydliwie uprzejmie. Wiedział, o co chodziło. Sam przecież był sprawcą, ale Charlie tak fajnie się denerwował.
— Co to ma, do cholery, być?! — wrzasnął chłopak, wskazując plakat na szybie studia, ukazujący jego własne plecy z feniksem. Chłopak od razu rozpoznał zdjęcie, które pochodziło z jego erotycznej sesji z Rushem na łodzi.
Jason wzruszył ramionami.
— Plakat. Ładny, co nie? — Zaśmiał się i spojrzał na Rusha. — Bardzo dobre ujęcie.
Ten przełknął nerwowo ślinę i spojrzał na Charliego. Nie umiał nie zgodzić się z Jasonem. Dobrze wyszła ta fotografia, tylko dlaczego wisiała na głównej szybie salonu?
— Tam widać, kurwa, mój rowek! Pojebie! — Charlie wnerwiał się dalej, zaciskając dłonie w pięści. Czuł się absolutnie skrępowany faktem, że Jason oglądał coś tak dla nich intymnego. Nie potrafił nie reagować złością.
— Ale ładny rowek. — Jason skinął na Rusha, rechocząc. — Co nie?
Mężczyznę zatkało. Stał w połowie drogi między nimi a drzwiami. Niechętnie kiwnął głową, ale odpowiedział:
— Jednak nie powinieneś tego wieszać bez naszej zgody.
— On nie powinien w ogóle macać mojego jebanego aparatu i oglądać naszych zdjęć! No ja pierdolę, Jason! — jęknął Charlie. — Zero, kurwa, zahamowań!
Mężczyzna wzruszył ramionami.
— Sam się nawinął — wytłumaczył się głupio. — A do tego szkoda by było, żeby takie zdjęcia widziały tylko dwie osoby.
Rush podszedł do Charliego, przeczuwając, że to zdanie go nie uspokoi. Objął go w pasie.
— Jason, zdejmij ten plakat.
Charlie zacisnął szczękę, stojąc sztywno i patrząc Jasonowi prosto w oczy wściekłym spojrzeniem. Wciąż miał czerwoną twarz.
— Mam nadzieję, że, kurwa, skasowałeś te zdjęcia!
— Ale jakie? — odparł mężczyzna bezczelnie, popijając kawę.
— Te, które, kurwa, ukradłeś z mojego aparatu, draniu! — warknął Charlie, aż mając ochotę rzucić czymś w Jasona. Ciężkim. Prosto w łeb.
Mężczyzna zarechotał i dopił kawę. Wstał i, jakby nigdy nic, ruszył na zaplecze, żeby umyć kubek.
— Ale to bardzo ładny plakat. A i masz za jakieś piętnaście minut klienta.
Charlie chwycił za notatnik i rzucił za Jasonem, lecz niestety trafił w futrynę.
— Kurwa, ty skurwielu! — zajęczał za nim i spojrzał na Rusha żałosnym wzrokiem.
Ten westchnął ciężko i wyciągnął do niego ręce, łapiąc w ramionach.
— Ale to naprawdę ładne zdjęcie. I dużo nie widać — szepnął, nie chcąc jednak za bardzo bronić Jasona.
— No świetnie, dzięki, Rush. — Charlie spojrzał na niego jak na idiotę. — Ale wiesz… na tych zdjęciach, które widział Jason, był też twój tyłek, twój fiut i twoje, kurwa, sutki! — wyrzucał z siebie, nie panując nad sobą. — Erotyczne, kurwa, nasze zdjęcia widział!
Rush westchnął po raz kolejny ciężko i pogłaskał kochanka po włosach.
— Jakoś przeżyję. Nie krępuję się tym. Wiem, że dobrze wyglądam, więc co zobaczył, to jego. Na nic więcej przecież i tak nie może liczyć.
Chłopak jęknął jeszcze żałośniej.
— Kurwa, po prostu zajebiście. Ładne zdjęcie pleców i dupy Charliego, to można zostawić na drzwiach studia — rzucił, już nie wspominając, jak zawstydzony się czuł tym, co Jason musiał z tym wrednym, diabelskim uśmieszkiem oglądać na zdjęciach.
Rush cmoknął kochanka w policzek.
— No, ale tylko odrobinę widać ci pośladki… a twój feniks jest taki ładny. Bardzo pasuje do nazwy studia — starał się jakoś załagodzić złość chłopaka.
— Powinni tu, kurwa, powiesić tyłek Jasona i podpis: „Możecie mnie pocałować w dupę”! Może by do nazwy studia nie pasowało, ale charakteru jednego z tatuażystów, kurwa, na pewno — warknął Charlie tak, żeby Jason słyszał. — Pewnie masz pracę, co? Może już jedź, hm?
— Nie zostawię cię z nim samego. Jeszcze coś mu zrobisz i będę cię wyciągał za kaucją zza krat. — Rush zaśmiał się dobrotliwie. Nie był szczęśliwy z tego plakatu, ale zdjęcie było naprawdę dobre.
— Ale i tak mam zaraz klienta… A, kurwa — stęknął Charlie, przytulając Rusha. — Nie chcę, żebyś miał problemy w robocie. Wystarczy, że ja mam i nazywają się „Jason”.
— Jesteś pewien? — dopytał troskliwie Rush, gładząc go po plecach.
— Mhm. Jak przyjdzie klient i tak będę musiał się zmyć do pracowni. Więc lepiej jedź — mruknął Charlie i odsunął się. Miał cudownie zepsuty humor z rana. Świetnie.
Rush kiwnął głową z ciężkim sercem. Tak samo jak nie chciał zostawiać Charliego, tak samo nie chciało mu się jechać do pracy. Nie znosił jej.
— To do zobaczenia. Odezwę się.
— Mhm, na razie. — Chłopak pocałował Rusha na pożegnanie i odprowadził go spojrzeniem aż do samochodu.
Na szczęście nie na długo został sam na sam z Jasonem w studiu, bo akurat wszedł klient i chłopak musiał się nim zająć. Miał nadzieję, że Kate albo Mike zdążą szybko przyjść.

***

Emma wyprostowała się znad tatuażu Shane’a.
— No, super się zagoił — stwierdziła.
— Mhm — zgodził się chłopak i zarzucił z powrotem koszulkę, a potem bluzę. — To ja się będę zaraz zbierać. Już dzwoniłem do Jasona.
Kobieta spojrzała na swoją whisky stojącą na niskim stoliczku.
— Ale nie muszę cię zawozić, co?
— Eee… nie no, mam obczajone już, jak tam dojechać, luz.
— To dobrze! — Ucieszyła się i sięgnęła po szklaneczkę. Napiła się dużego łyka, wygodnie rozparta na beżowej kanapie w swoim niewielkim saloniku. — O której będziesz wracać?
— Nie wiem — mruknął Shane, patrząc na zegar podwieszony nad plazmą na ścianie. Było wcześnie. — No, kilka godzin zejdzie. Pewnie pod wieczór się pojawię.
— Tylko daj znać, jak skończycie — przypomniała mu Emma, a z łazienki akurat wyszedł jej facet.
Był w samym ręczniku. Miał dwudniowy zarost, był mocno i ciemno owłosiony na brzuchu, klacie i przedramionach. W czasie swojego pobytu w tym mieszkaniu Shane dowiedział się, że pracował na budowie. I było to po nim widać, bo był opalony i umięśniony.
Shane dyskretnie oblizał dolną wargę. Ten facet nie był jakoś szczególnie w jego typie, ale ostatnio nie miał w ogóle seksu, a Sam nie należał do najbrzydszych.
— No spoko, zadzwonię do ciebie — rzucił, odrywając wzrok od Sama i dopijając swoją colę.
— To do zobaczenia. — Emma uśmiechnęła się i cmoknęła siostrzeńca w policzek, po czym odwróciła się i skierowała do swojego faceta.
— Na razie — mruknął Shane, jeszcze rzucając na klatę faceta swojej ciotki krótkie spojrzenie, nim wyszedł z mieszkania.
Droga do Fire Dragon trwała trochę czasu. W autobusie nawet miał okazję poprzyglądać się kilku chłopakom, którzy chyba jechali na plażę. Miał wrażenie, że ludzie w tym mieście byli bardziej… kolorowi. I nie miał tu na myśli koloru skóry. A ci konkretni chłopcy ubrani byli w bardzo jasne ubrania. Jeden z nich miał nawet na sobie hawajską koszulę, co przy czarnej bluzie Shane’a wyglądało zgoła dziwnie.
Wreszcie wysiadł i doszedł do studia na pięć minut po umówionej z Jasonem godzinie. Spojrzał przed drzwiami na nowy plakat na przeszklonej ścianie i zagwizdał. Wszedł do środka.
— Fajna dupa na tym plakacie. — Zarechotał na powitanie.
Kate zachichotała, wyjątkowo rozweselona tym komentarzem.
— Niezła, co? Chociaż tatuaż lepszy.
— No, spoko jest. — Shane wyszczerzył się i podszedł do dziewczyny. — Gdzie Jason?
— Kończy klienta.
— Luz. To ja poczekam — odparł, rzucając się na kanapę.
— Już się ładnie zagoiłeś? W ogóle, kiedy wracasz do domu?
— Emma, moja ciotka, mówi, że spoko zagojone. Też tatuażystka. No, a wracam już za tydzień. Ale nie chce mi się jak chuj — mruknął, splatając dłonie na karku.
— U nas w Miami fajnie, co? Do mnie rodzice z babcią przyjeżdżają w czwartek. — Kate uśmiechnęła się, pochylając się do chłopaka przez kontuar.
— A, to też mieszkają poza Miami? — spytał Shane z nudów, podtrzymując temat. Poza tym ta laska była spoko.
— Babcia mieszka w Atlancie, a rodzice wyprowadzili się do niej jakieś trzy, cztery lata temu. Ostatnio widziałam ich na święta. Fajnie, że przyjeżdżają.
— No, to kawałek. Spoko, jak się tak cieszysz, to pewnie fajna ta rodzinka — mruknął Shane, myśląc o swoich rodzicach. Aż mu się niedobrze robiło.
— No, nie powiem. Fajni są. Babcia mnie namówiła, żebym robiła tatuaże, kiedy nie byłam pewna, czy naprawdę chcę to robić.
Shane zacmokał.
— Niezła babcia. Moi starzy pewnie się wkurwią, jak zobaczą, że mam swój. O ile zobaczą… Nie mówiąc już, jaką by mieli minę, jakbym chciał się tym zajmować. Ty masz niezły luz.
Kate lekko się zmieszała i przygryzła wargę.
— Poszczęściło mi się — przyznała. — Ale chyba tylko ja w tym studiu mam w ogóle dobre kontakty z rodziną — wypaplała, nim pomyślała.
— Taa? — zainteresował się Shane. — To znaczy coś o Jasonie słyszałem…
Kate westchnęła, zauważając swój błąd. Brnęła jednak dalej.
— Mhm. No, Jason w ogóle jest sam, a Charlie nie utrzymuje z rodzicami kontaktu.
Shane zmarszczył się.
— A ten czwarty, Mike, czy jak mu tam? — spytał. Nie widział gościa, ale wiedział, że był jeszcze jeden w zespole. Ten hetero.
Kate naburmuszyła się trochę, słysząc imię chłopaka. Nadal miała zgryz po tym, jak stało się pewne, że ten wybrał Marg, a nie ją.
— On mieszka z rodzicami, ale… — Westchnęła. Nie wiedziała, jak to ładnie ująć w słowa.
— Ale…?
— Ale tak jakby w ogóle z nimi nie mieszkał.
— To chujowo. Starzy potrafią być wkurwiający.
— Jednak nadal są twoimi rodzicami.
— Zajebistymi, kurwa.
Dziewczyna już nie miała pomysłu, jak do niego przemówić, więc się zamknęła. Siedzieli chwilę w milczeniu, aż wreszcie z pracowni Jasona wyszedł klient. Shane wstał i poszedł do tatuażysty. Po drodze, w drugiej pracowni, zobaczył pracującego nad jakimś wzorem Charliego.
— Siema — rzucił do niego.
— Hej! — Chłopak uśmiechnął się i wrócił do pracy, a Shane wkroczył do pracowni starszego tatuażysty.
Jason skinął mu głową na powitanie.
— Rozbierz się, zaraz wrócę — dodał i wyszedł.
Shane zdjął bluzę i podkoszulek, po czym zawiesił je na wieszaczku. Usiadł, czekając na Jasona. Po jakimś czasie ten wrócił do niego, wyjął paczkę papierosów z szafki i ponownie wyszedł. Shane westchnął ciężko, patrząc za nim, ale postanowił przez ten czas pobawić się telefonem.
Po jakichś dziesięciu minutach Jason znowu się pojawił.
— No, już. Dziś kończymy — stwierdził, zakładając czarne, gumowe rękawiczki.
— Super. — Shane uśmiechnął się, siadając wygodniej. — Emma mówiła, że dobrze się zagoiło. W ogóle się tym zajęła.
Tatuażysta kiwnął głową i przyjrzał się skórze na ramieniu i torsie chłopaka.
— Mhm, bardzo ładnie — mruknął i przysunął sobie taboret. Nalał tusze do pojemniczków i usiadł, aby zabrać się do pracy. — Tylko potem też o to dbaj.
— No, spoko. Za tydzień już wracam do siebie, to mi Emma da, co tam trzeba, to będę dbać — zapewnił Shane, obserwując poczynania Jasona. Musiał przyznać, że trochę fascynowało go to wszystko.
Jason mruknął potakująco, nie przerywając sobie pracy.
— Powinniście pomyśleć o jakimś radiu tutaj, czy coś — burknął po chwili Shane, kiedy jedyne co słyszał, to bzyczenie pistoletu. — Jakieś głośniki, kurwa, poustawiać.
Jason zaśmiał się pod nosem.
— Jak chcesz, możesz sobie założyć słuchawki na uszy.
— Nie no, ja tam wam tylko radzę. Byłoby przyjemniej, jakby coś grało. Chociaż ja się tam nie znam, może was dekoncentruje.
— Byłoby jak u fryzjera. — Zaśmiał się tatuażysta. — Nie myśleliśmy o tym.
— No. To pomyślcie.
— O czym? — spytał Charlie, wchodząc do środka i siadając z kubkiem kawy na drugim taborecie. U siebie już skończył, a mimo złości na Jasona przez plakat na szybie nadal lubił obserwować go przy pracy.
— O muzyczce puszczanej w studiu jak w szkole z głośników na przerwach — odpowiedział Jason, rzucając Charliemu tylko krótkie spojrzenie.
Od afery z plakatem minął już ponad tydzień. Plakat nadal wisiał, ale Charlie już odpuścił co do zdjęcia go. Nie, żeby był z tego faktu zadowolony. Za każdym razem, gdy na niego patrzył, wykrzywiał wargi w grymasie złości, ale klienci w sumie i tak nie wiedzieli, że to jego kawałek rowka widać na dole plakatu. Dlatego postanowił to olać. Głównie przez świadomość, że Jason wydawał się czerpać przyjemność z tego, jak się pieklił.
— O, no, nie głupie. Można o tym pogadać — odpowiedział Charlie.
— I będziemy mieli jak w liceum — prychnął tatuażysta, nie przerywając pracy. Jemu średnio się ten pomysł podobał, ale już wiedział, że zostanie przegłosowany.
— Ej, to byłoby zajebiście. — Shane wyszczerzył się. — Szkoła to najlepsze czasy — stwierdził z przekonaniem. — Fajni kumple, wycieczki, imprezy. Zajebiście, jak jest coś, co się z tym kojarzy.
— Jak tak za nią tęsknisz, to czemu ją kończyłeś? — zakpił Jason, cieniując włoski na ciele pająków.
— Ale śmieszne — burknął ironicznie Shane. — I tak by kumple skończyli i się rozjechali, nie? A, kurwa, tak zajebiście było. Czaicie, te wszystkie durne pomysły z przyjaciółmi, wypady, imprezki, to jest życie. — Westchnął z melancholią. — Znaczy się było.
Charlie zagryzł wargę, słuchając go. Rzadko kiedy ostatnio myślał o tamtych czasach. Ale miał chłopak rację…
— Taa, w końcu kończy się szaleństwo — mruknął.
— I zaczyna prawdziwe życie — sprowadził ich na ziemię Jason. — A ty, Charlie, tak nie wspominaj z nostalgią. Z tego co mi Mike mówił, to on za dobrze nie wspomina waszych szkolnych imprezek.
Charlie wywrócił oczami, dopijając kawę. Odstawił kubek na stolik.
— Oj, nie, że nie za dobrze… Tak mówi tylko. Może i był bardziej sztywniacki niż ja i Ryan, ale też był młody przecież. Lubił się zabawić — odpowiedział, wracając myślami do tych imprez, kiedy jeszcze trzymali się we trójkę z siedzącym teraz w więzieniu Ryanem.

***

— Mówię ci, rodziców nie ma w domu, więc po co masz wracać na drugi koniec miasta? Zostań u mnie na noc — zaproponował Mike, obejmując drobną koleżankę z roku. Była miła i chyba pozytywnie do niego nastawiona. Imponowało jej, że był taki normalny. Nie sztywniacki, ale też niezbyt szalony. No i inteligentny.
Spojrzała mu w oczy, zastanawiając się jeszcze chwilę, aż westchnęła ciężko.
— No dobrze, to zostanę. Tylko mógłbyś mnie rano odwieźć?
— Nie ma sprawy. Wyśpimy się, zrobię śniadanie i zawiozę cię do domu — zapewnił i skręcił w uliczkę prowadzącą do domu. Słyszał w oddali głośną muzykę. Czyżby jakiś sąsiad robił imprezę?
Jednak kiedy dochodzili już do domu… okazało się, że muzyka płynęła właśnie z niego. A na podjeździe i ulicy stało kilka samochodów. W tym rozpoznał auto rodziców Charliego.
— Mike…? — rzuciła dziewczyna pytająco.
Chłopak chwycił ją mocniej za rękę i z bijącym jak oszalałe sercem wbiegł na swoją posesję. Wpadł do domu pełnego ludzi.
— O kurwa! — jęknął, łapiąc się za głowę. Odwrócił się do swojej randki. — Poczekaj tu… albo nie wiem. Poczekaj, zaraz wracam! — krzyknął, przebijając się przez muzykę i ogólny hałas, po czym puścił jej dłoń i zaczął podążać się w głąb mieszkania.
Najwięcej ludzi zgromadziło się w dużym salonie, z którego płynęła głośna muzyka, a na szafkach, stoliku i pod kanapą stały zgrzewki piwa. Ludzie, widząc Mike’a, witali się z nim z szerokimi uśmiechami. A na samym środku salonu, na fotelach, siedzieli Charlie i Ryan. Młodszy z chłopców, z kasztanowymi, dosyć krótkimi włosami i w luźnych ciuchach popijał piwo. Drugi, z czarnymi jak węgle oczami, w ciemnej koszuli i jeansach, gadał z jakimś chłopakiem obok. Dziewczyny siedziały na ławie naprzeciwko nich i szczerzyły się. Głównie do Ryana, który co jakiś czas słał im dwuznaczne uśmieszki. Dziewczyny odpowiadały wielkim zadowoleniem, naiwnie wierząc, że miały u niego jakieś szanse.
Tymczasem Charlie dostrzegł Mike’a i wyszczerzył się do niego. Pomachał mu, żeby podszedł i krzyknął coś, ale głośna muzyka to zagłuszyła. Mike zacisnął zęby i podszedł do nich, przepychając się przez ludzi. Złapał Ryana za koszulkę.
— Co to, kurwa, ma być?! — warknął, ciągnąc go, żeby wstał.
Ryan uśmiechnął się do niego olśniewająco.
— Hm… muzyka, ludzie i piwko… Coś ci mówi słowo „impreza”, Mikey? Charlie, podaj mu piwo.
Chłopak wykonał polecenie i niemalże wcisnął puszkę w rękę kumpla. Ten chyba tylko cudem się powstrzymał, żeby nią w nich nie rzucić.
— Mówi. Chodź! — warknął i chwycił Ryana za łokieć, ciągnąc w jakieś spokojniejsze miejsce.
Nastolatek posłusznie poszedł za nim, wyciągając po drodze z ręki jakiegoś chłopaka jeszcze pełną butelkę piwa. Przeszli przez przedpokój do gabinetu, w którym na szczęście jeszcze nie zagnieździli się goście.
Czerwony ze złości Mike szarpnął Ryanem.
— Jak mogłeś zrobić imprezę w moim domu bez mojej zgody?! — wydarł się na kumpla.
Ryan był nieco wyższy od Mike’a i, jak się okazało, silniejszy, bo łatwo wyswobodził się z uścisku. Popił piwo i dopiero odpowiedział.
— Mikey, Mikey… nie rozumiem, dlaczego z góry zakładasz, że to ja to wymyśliłem.
— Bo ty z reguły masz najbardziej posrane pomysły!
Ryan uśmiechnął się do niego i udał zastanowienie.
— Hm… jak tak mówisz, to coś w tym musi być. Ale nie piekl się tak, tylko wyczuj klimat.
Mike pchnął go w ramię.
— „Wyczuj klimat”? — prychnął. — Chyba kpisz! Wypierdol ich wszystkich stąd, ale już!
Ryan rozłożył ramiona.
— Rozkręcili się, jak mam ich wypieprzyć? Byłoby odrobinkę nieuprzejmie, nie uważasz?
— Ale to mój dom! — krzyknął żałośnie Mike.
— Dokładnie. — Ryan pokiwał głową, dopijając piwo. — Jakie by mieli o tobie zdanie, gdybyś ich nagle wszystkich wyrzucił?
— Właśnie! — zawołał nagle Charlie z szerokim uśmiechem, wchodząc do nich już lekko wstawiony. Oplótł ramionami szyje obu kumpli i ścisnął, śmiejąc się. — Fajna imprezka, co?
Mike jęknął, chowając twarz w dłonie. Miał ochotę się stąd wynieść, ale najpierw musiał znaleźć Betty i jakoś jej to wszystko wytłumaczyć.
— Ale w ogóle, jak żeście się tu dostali?
— No, udało się nam jakoś pokonać twój zamek. — Charlie zaśmiał się, po czym cmoknął Ryana i Mike’a w policzki, by zaraz potem usiąść na biurku.
Tymczasem Ryan pokiwał głową i dodał do starszego kumpla:
— Twoje studia wydają się sztywne, Mikey. Staramy się utrzymać cię na fali młodości. Ciesz się życiem, póki starych nie ma.
Mike pacnął się otwartą dłonią w czoło i wyszedł z gabinetu, trzaskając drzwiami. Charlie spojrzał za nim i zrobił niewyraźną minę, mimo że miał już zaszklone od alkoholu oczy i lekko się bujał. Zaśmiał się niepewnie.
— Chyba się wkurzył.
Ryan spojrzał na niego z politowaniem.
— Bingo. Ale nie przejmuj się tym, kiedyś mu przejdzie. Za bardzo nas kocha.
— Chciałbym — prychnął Charlie. — Mam nadzieję, że mu przejdzie. Ale, cholera, ma największy dom i nie ma starych. Samo się prosi, żeby zrobić imprezę. Moi by nie pozwolili, o twoich już nie wspominam — dodał, wciąż siedząc na biurku i machając nogami.
Ryan wzruszył ramionami. Było w tym dużo racji. Jego ojciec był szurnięty, ale z drugiej strony nie dziwił się Mike’owi. W końcu włamali mu się do domu.
— Niewątpliwie, mój drogi Charlie — odparł i przetrzepał mu włosy. — Chodź, spróbujmy udobruchać twoją wielką miłość, a jeśli okaże się, że tak bardzo nie chce nas widzieć, jak ty chciałbyś zlądować z nim w łóżku, to zabawimy się w samotności.
Charlie prychnął i wyszedł z pokoju.
— Nie jest moją wielką miłością — zaprzeczył oczywistemu.
— Tylko mokrym snem — szepnął mu do uszka Ryan, idąc za nim. — Twój Romeo, twoje ucieleśnienie ideału.
Charlie zapowietrzył się i zaburaczył. Strzelił kumpla w ramię.
— Jesteś głupi!
— Błąd, Charlie. Jestem spostrzegawczy. — Ryan uśmiechnął się do niego. — Chociaż nie trudno zauważyć, jak mi krzyczysz imię Mike’a, kiedy cię posuwam.
Chłopak zaczerwienił się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle było możliwe.
— Dobra, starczy — mruknął. — Ty wiesz, ja wiem i na tym koniec. — Wszedł do salonu, gdzie Mike ponuro siedział w fotelu, obserwując ładnie i dość elegancko ubraną dziewczynę, rozmawiającą z przejęciem z innymi gośćmi.
Ruszyli do Mike’a i usiedli po obu jego bokach.
— Jak tam, dalej wkurzony? — zagadał Ryan, obserwując go czujnie.
Ten wskazał na dziewczynę, którą obserwował.
— Moja randka. — Po tym pokazał szczerzącego się do niej chłopaka. — Jakiś totalnie nieznany mi koleś. — Wskazał ręką resztę domu. — Mój dom, do którego zaprosiłem ją na noc. — Westchnął i dopiero spojrzał na kumpla. — Jak myślisz?
— Że swoją randkę — Ryan wskazał na dziewczynę — dałbyś radę odbić, gdybyś się postarał i użył całego swojego uroku osobistego. Totalnie nieznanego kolesia — wskazał na chłopaka — obawiać się nie powinieneś, bo jego dziewczyna jest po drugiej stronie salonu. A twój dom… dobrze, z tym jest większy problem. Ale rano pomogę ci posprzątać. — Uśmiechnął się do niego pocieszająco, a Mike przewrócił oczami i wstał z fotela.
— Ty i twoje pomaganie — burknął i machnął ręką, idąc w stronę dziewczyny.
— Dobra, Charlie, odbijaj tego kolesia, z którym gada laska Mike’a, proszę — powiedział Ryan do kumpla. Widząc jego minę, dodał: — Tak, to była ściema, że gość ma dziewczynę. Ale chciałem go podnieść na duchu. Zajmij go czymś, niech się Mikey zabawi z randką.
Charlie kiwnął głową i ruszył w tamtym kierunku.
Kilka godzin później połowa gości leżała już po kątach, niektórzy wyszli, a niedobitki gadały, piły albo pieprzyły się po pokojach. Charlie odpadł gdzieś w połowie imprezy i polegiwał na kanapie, patrząc na wirujący sufit totalnie zapitym wzrokiem. Rozmowy ledwo do niego docierały. Tymczasem Ryan opierał się o barierkę na piętrze i patrzył w dół, też mocno spity, choć jeszcze się trzymał.
Tak, to był dobry pomysł, żeby zrobić imprezę u Mike’a. Szczególnie że z jego pokoju właśnie słyszał odgłosy seksu po tym, jak ta jego „randka” zaciągnęła go do łóżka. Uśmiechnął się tylko do siebie i przymknął oczy.

***

— No i koniec — stwierdził Jason, przemywając chłopakowi skończony tatuaż.
Był zadowolony z efektu. Pajączki wyglądały bardzo realistycznie. Rzeczywiście sprawiały wrażenie wychodzących spod skóry z zamiarem zdominowania całego ciała.
Charlie zwinął się jakiś czas temu, mrucząc coś pod nosem o wzorze do zrobienia. Shane za to wstał i podszedł do lustra, żeby dokładnie obejrzeć swój nowy nabytek. Skóra była mocno zaczerwieniona i piekła, ale tatuaż wyglądał nieziemsko.
— Kurwa, Jason. Jest taki zajebisty — wydusił, oglądając się w lustrze.
— Jak zejdzie zaczerwienienie, będzie lepiej widać detale — odparł tatuażysta, zdejmując rękawiczki.
— No, luz. — Shane sięgnął po swoją bluzę. — Jest naprawdę super, dzięki.
Jason zatrzymał go gestem.
— Czekaj, chwilę — mruknął. Chłopak był w gorącej wodzie kąpany. — Jeszcze ci to zabezpieczymy i dopiero się ubierać będziesz — przypomniał mu. Ostatnio przecież było tak samo.
Shane podrapał się po głowie i skinął głową, zawstydzony, że zapomniał. Odłożył bluzę na taboret i podszedł z powrotem do Jasona, a ten dokładnie nasmarował mu ramię. Nie miał zbyt szorstkich dłoni. Były miłe w dotyku.
— Procedury znasz — rzucił tatuażysta, przyklejając ostatni plaster przytrzymujący opatrunek.
— Jasne — odparł chłopak i założył swoją bluzę, gdy mężczyzna się odsunął. — To ten… — uśmiechnął się lekko — bo ja już za tydzień wracam, a już tatuaż skończony, to się żegnam. — Wyciągnął do mężczyzny rękę. — Dzięki za wszystko — rzucił trochę oficjalnie.
Jason uścisnął jego dłoń.
— Możesz kiedyś jeszcze się odezwać — mruknął i poklepał go po głowie złośliwie, jak szczeniaka. — A tatuaż niech się dobrze nosi.
Shane skinął głową.
— Spoko. To na razie! — Wyszczerzył się i wyszedł z pracowni.

9 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 35 – Szkolne czasy

  1. Katka pisze:

    Yuu, kurcze, szybko lecisz z tekstem, czyli już nie mogę mieć nadziei, że zdążę z poprawianiem przed Tobą XD No ale trudno, może przeżyjesz :) Hehe, a Shane jako taki dzieciak ogólnie słodki był. No a Ryan… och, zbliża się wielkimi krokami. Odsiadka mu się kończy… Ciekawa jestem, co o nim powiesz :D I faaaaajnie, że wyszedł, że Ci pasuje! XD „Kurde kocham kryminalistów chyba c:” – hehehee… taaa, to jest taki niezdrowy pociąg do niegrzecznych chłopców XD Dzięki za komcia i pozdrawiamy również! :)

  2. Yuu pisze:

    ”Shane podrapał się po głowie i skinął głową, nieco zawstydzony, ze zapomniał”
    Yaaay Shane był tu taki słodki If you kwow what I mean XD
    Yay chce Rayana:3 wiem, powtarzam sie, ale w tym waszym teście jaka z postaci mi pasuje to wyszedł mi on … :D nwm siedział w więzieniu… Kurde kocham kryminalistów chyba c:”
    no dobra, do następnego :* Pozdrowionka!

  3. Katka pisze:

    Mmm, Elis, jaki miły komentarz <3 Cieszymy się bardzo, że nie żałujesz i lubisz to opowiadanie. Ja muszę powiedzieć, że i dla nas dużą frajdą jest to, jak czytelnicy piszą swoje domysły, kto według nich z kim będzie.
    ;*

  4. Elis pisze:

    Rozdział przeczytałam wczoraj, ale nie zdążyłam dać komenta.
    Shane wyjeżdża? Już zdążyłam go polubić, związać z Jasonem i klapa. Ja mam tak samo jak Gordon, że w każdym geju który się pojawia widzę faceta dla tatuażysty. Mike odpadł, co trudno mi przeboleć, teraz Shane to kto w końcu? U Was to faktycznie nie wiadomo kto z kim będzie, ale fajnie, bo dzięki temu można łączyć sobie parki dowolnie i myśleć, czy połączycie je tak samo czy nie. :)
    Z tym zdjęciem to smok miał fajny pomysł.
    Będzie ciekawie jak pojawi się Ryan. Relacja jego z Jasonem może być jak styczność ognia z wodą. Już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie z więzienia. Nie ukrywam, że w nim również widzę partnera dla smoka. Chociaż spotkanie dwóch dominatów z których żaden nie jest uległy może się niefajnie skończyć. Tak, już ich widzę w łóżku. Cóż poradzić na to, że chcę, aby Jason miał kogoś na stałe, na zawsze i chcę go zobaczyć zakochanym.
    Cieszę się, że trafiłam na ten blog. Nie żałuję nawet minuty tu spędzonej.
    Pozdrawiam i życzę weny.v :))

  5. Gordon pisze:

    ej to kto w koncu jest dla Jasona? laski, jeszcze sie nie spotkalem z opowiadaniem zeby bohater nie mial przeznaczonego dla siebie faceta tak dlugo. jest kurwa 35 rozdzial xD w kazdym geju ktory sie pojawia widze teraz potencjalnego faceta dla smoczyska. great
    plakat z dupa mlodego na szybie studia? mwahahaha podoba mi sie. to jak sie mlody wkurwia tez ]:->
    no i opowiesc z tyklu dawno, dawno temu… ten Ryan to bezczelny skurczybyk. nawet Mike’a nie przeprosil. chyba jestem ciekaw jaka furore zrobi jak wroci z paki

  6. GeDeTe pisze:

    A mi szkoda że historia ze zdjęciami rozwinęła się w ten sposób. Liczyłem na coś bardziej… hmm… perfidnego ze strony Jasona. Ale i tak jest super. Uwielbiam go.

  7. Katka pisze:

    Tamiya, „Shane już wyjeżdża?! To się nie może tak skończyć! Co z wielkim romansem Jasona? >.< I co z tym Ryanem?" Hehehe, się okaże, się okaże.

    Gazelka, "epicki romans lorda Jasona" hahahaha XD No tak, chciałby chłopa, chciałby… Jesteśmy okrutne dla niego.

  8. Gazelka pisze:

    Po pierwsze dziewczeta high five, że tak pronto rozdział nie nawidzę tego jak musze czekać na FDTS.
    A tymczasem prosze mi wytłumaczyć ile bedzie trzeba czekac na ten upragniony epicki romans lorda Jasona! No bo co, ze dosiądzie swego rączego rumaka i pogna na lotnisko za Shanem… no chyba nie! A jakos musi dojść do spiknięcia niby już zaczynałam wyczówac jakieś prądy między nimi ale skoro Shane zaraz wyjerzdża to zdecydowanie za mało bylo tych iskier, żeby wieżyć w jakieś wielkie zwroty akcji teraz. Że niby Shane to jeszcze nie to? Bo Jaya ewidentnie cisnie, chciał by chłopa. A wy mu tak odmawiacie! Oj…
    Baństwo budyniowscy, milo z ich strony, że zechcięli łaskawie ugościć zakałe towrzystwa. Ale Serio Mike, popracuj nad formą.
    Żabolowscy byli jak zawsze. Choć tym razem Charlie marudził z rzeczowego powodu. Choć i tak dodał jakies +5 do „Drama”.
    Ale Ryan, jak on przybędzie w wieziennej glorii i chwale to to bedzie epickie wydarzenie. Stawiam, ze wstrząsnie nawet Jasonem. A może w szczególności nim?

  9. Tamiya pisze:

    Rozdział był fajny, taki śmieszny :) Rozbawiło mnie to: „zaśmiał się jak stary kruk” XD Aż sobie to wyobraziłam i zaczęłam się śmiać. Zapraszanie na kolację J’a też było dobre…
    W końcu wiemy, po co Jasonowi były zdjęcia. Biedny Charlie, jego tyłek i plecki wiszą na wejściu do studia :D A Shane : „Fajna dupa na tym plakacie”…
    Pewność siebie Rusha mnie czasami poraża: „Jakoś przeżyję. Nie krępuję się tym. Wiem, że dobrze wyglądam, więc co zobaczył to jego. Na nic więcej przecież i tak nie może liczyć.” i wtedy takie „a…aha.. okej o____O”
    Ej… Shane już wyjeżdża?! To się nie może tak skończyć! Co z wielkim romansem Jasona? >.< I co z tym Ryanem? (tak przy okazji włam na imprezkę też niezły XD Bo Mike ma największą chatę).
    Ja chcę kolejny rozdział, juuż.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s