Fire Dragon Tattoo Studio – 34 – Mike, jeszcze!

Jason skończył tatuować młodej dziewczynie drobnego kolibra na kostce. Zabezpieczył go odpowiednio i poszedł z nią do holu, by odebrać należność. Drobne, bo drobne, ale każdy grosz się liczył. A może po tym malutkim tatuażu skusi się na więcej.
— Masz tu ulotkę, wszystko jest na niej napisane. Jakby coś było nie tak, zadzwoń.
Dziewczyna pokiwała głową i wyszła ze studia, mijając się w progu z wysokim chłopakiem w obszernej bluzie. Ten, zobaczywszy tatuażystę przy kontuarze, od razu zmierzył w jego stronę.
— Siema — mruknął, stając przed nim.
— No, siema. — Jason spojrzał na chłopaka z góry. Bez niechęci, ale nie miał powodu, żeby się cieszyć. — Co chcesz?
— Emma się zgodziła z tym tatuażem — odparł Shane z rękami w kieszeniach. — Miałbyś kiedyś czas?
Jason założył ręce na piersi.
— Zgodziła?
— No — burknął Shane.
— To w takim razie jak już chcesz — odparł luźno. Jemu tam było obojętnie, a jeśli Shane chciał tatuaż takiej wielkości, jakiej się spodziewał, mało za niego nie zapłaci. Miał nadzieję, że było go na to stać.
— Zajebiście! — Shane uśmiechnął się i oparł przedramiona na kontuarze. — Kiedy mi zrobisz dokładny wzór?
— Wiesz, że to spory tatuaż? Masz kasę w ogóle?
— Starzy mi sypnęli sporo na wakacje, więc chyba styknie. Emma mówiła, jakie są koszty — odparł Shane i podrapał się po włosach. — No, a na ile byś go wycenił?
— Się zobaczy. Kiedy chcesz zacząć?
— Jak najszybciej! Żebyś zdążył cały, zanim wrócę do Wisconsin. Bo to na kilka razy… taa?
— Mhm — odparł markotnie Jason. Nie był jakoś specjalnie przekonany, żeby robić temu chłopakowi tatuaż, ale z racji, że projekt mu się podobał… Nie mógł przecież pokazać po sobie, że był zadowolony.
— To jak się umawiamy? Trzeba ten wzór chyba dopracować, co? — spytał Shane i kątem oka dostrzegł Charliego, który przeszedł z pracowni na zaplecze. Machnął mu ręką.
— Dopracuję go do jutra, więc to od ciebie zależy, kiedy chcesz zacząć.
Shane myślał chwilę.
— To jutro by było miejsce w grafiku? — spytał, pochylając się bardziej do notesu i bez pardonu czytając zapisy.
Jason zmarszczył brwi i zabrał mu notatnik sprzed nosa.
— Coś taki ciekawy? Tak, byłoby miejsce, ale nie rządź się. — Pstryknął go w czoło z wrednym uśmiechem.
Shane odsunął się, krzywiąc się lekko.
— No dobra, dobra.
Jason kiwnął głową i odłożył notes, po czym wszedł za kontuar.
— To idź pomęczyć kogoś innego, a ja zajmę się tym wzorem.
— Eee… ale bym se popatrzył — mruknął Shane. Chciał widzieć, jak powstawał taki wzór.
Jason rzucił mu chłodne spojrzenie.
— Po co? — mruknął. Nie chciał akurat w tym momencie mieć widowni.
— Bo chcę zobaczyć, kurwa, jak go robisz. Ciekaw jestem, no.
Mężczyzna przewrócił oczami i już nic nie dodał. Nie miał ochoty strzępić sobie języka, więc dał milczące przyzwolenie, zabierając się do pracy.
Po niecałej godzinie Shane wciąż siedział na drugim stołku za kontuarem i patrzył, jak Jason dopracowywał wzór. Na szczęście dla tatuażysty, nie odzywał się wiele, obserwując jego poczynania uważnie. Proceder ten jednak postanowiła przerwać mu czyjaś dłoń, która zasłoniła mu niespodziewanie oczy.
— Zgadnij! — Zaśmiał się na pewno kobiecy głos.
— Yyy… Katy…?
— Mhm, dokładnie. — Odsłoniła mu oczy. — Co tu robisz, wariacie?
Shane uśmiechnął się kątem ust i wskazał na powstający wzór, nad którym pracował Jason.
— Wpadłem, bo Jason mi dziarę zrobi.
— Wooow, super! — zawołała i pochyliła się nad kontuarem, chcąc zobaczyć, jak mężczyźnie szło. Nieważne, że wyeksponowała biust.
Jason nawet nie zwrócił na to uwagi, sprawnie olewając tę dwójkę. Shane też nie patrzył bynajmniej na dekolt dziewczyny.
— No, jest zajebisty. Czaj te pajączki, kurwa. Będzie, jakby spod skóry wychodziły. Wypas.
— Nooo, fuuuj! — Kate zaśmiała się. — A w ogóle, co porabiałeś cały ten czas?
— Trochę po Miami pojeździłem, żeby wiedzieć, jak gdzie dojechać. I u ciotki posiedziałem.
— A na plaży byłeś? Na zakupach w naszym centrum?
— No, posiedziałem na plaży, ale cholerny upał był. W centrum jeszcze nie. — Potarł dłonią czaszkę. — Nie obcykałem jeszcze dojazdu.
— Jest niedaleko w sumie. — Pochyliła się do niego z lisim uśmieszkiem. — Wyciągnij Charliego z Rushem, to może będziesz miał sponsoring.
Shane zarechotał i zerknął w stronę pracowni.
— Że daliby się namówić?
— Może, może, spróbuj!

***

Shane szedł jak cień za Rushem i Charliem wzdłuż szerokiego korytarza w olbrzymim centrum handlowym w samym środku Miami. Z rękami w kieszeniach obszernej bluzy, rozglądał się po sklepach. Duże, kolorowe wystawy przyciągały wzrok, przy czym nie różniły się specjalnie od tych z jego rodzinnego miasta. Dobrze by było jednak mieć jakąś pamiątkę. I z tą myślą Shane przyspieszył, podchodząc do Rusha i Charliego. Położył im dłonie na ramionach, stając między nimi.
— Hej, wejdźmy tu. — Wskazał na sklep, gdzie dostrzegł koszulkę z niebieską palmą. Z tego co pamiętał, był to herb Miami.
Rush spojrzał na sklep, potem na chłopaka i uśmiechnął się z aprobatą.
— Jasne! — poparł pomysł. — Sam może sobie coś kupię.
Charlie przeczesał spadające mu na twarz włosy i ruszył za nimi.
— A co chcecie kupić? — spytał, patrząc na wystawę. Dla siebie nic za bardzo nie widział.
— Zobaczy się, jakąś koszulkę może — mruknął Shane i wkroczył do sklepu.
— Właśnie. Z palemką. — Rush wyszczerzył się, w głębi duszy żałując, że nie mógł wysłać pocztówki z Miami do rodzinnego domu. Raczej nikt by się z niej nie ucieszył.
— No, mi niepotrzebna. — Charlie zaśmiał się, jako jedyny z trójki będąc z Miami.
Shane w tym czasie podążył do wieszaka z bezrękawnikami, gdzie dostrzegł herb.
— Fajna pamiątka — skwitował Rush, też przyglądając się koszulkom wiszącym nieopodal.
— No, są spoko. — Shane wyciągnął jeden szary bezrękawnik i spojrzał na rozmiar. Ten byłby akurat, ale coś mu mówiło, żeby wziąć większy. Przegrzebał więc wieszaki i wziął oba. — Idę zobaczyć do przymierzalni — mruknął i zniknął im z oczu, nie czekając na odzew.
Charlie zresztą był zajęty przymierzaniem okularów przeciwsłonecznych, które dostrzegł kawałek dalej. Rush podszedł do kochanka.
— Podobają ci się któreś? — spytał, przyglądając mu się.
— A, nie wiem — odparł Charlie, zakładając te, które przed chwilą zdjął. Były dosyć wąskie. — Takie?
Rush ściągnął usta w dzióbek, robiąc głupią, zamyśloną minę. Popatrzył po stojaku i podał chłopakowi proste, ale ładnie wyprofilowane okulary.
— A te?
Charlie wziął okulary od mężczyzny, założył i spojrzał do małego lusterka.
— Hmm? Podoba ci się? — spytał, odwracając się do Rusha z lekkim uśmiechem.
— Mhm. Bierzemy je, a ja polecę przymierzyć tę bluzkę. — Pokazał mu zwykły podkoszulek z palemką na dole, ładnie wkomponowaną w fale.
— Jasne — odparł Charlie, zdejmując okulary.
W przejściu do przymierzalni Rush wpadł na Shane’a, który właśnie z jednej wyszedł. Skinął na niego głową.
— I jak?
— No, biorę, jest zajebista! — Wyszczerzył się chłopak. Było tak, jak myślał. Ostatnio nieźle mu mięśnie urosły, skoro stary rozmiar był za ciasny.
— Okej, to ja przymierzam i kupujemy. Poczekaj z Charliem na mnie — przypomniał mu Rush z miłym uśmiechem osoby, która w ciągu pięciu sekund umiała wzbudzić zaufanie.
— Luz — mruknął lakonicznie Shane, dodając krótkie skinienie głowy i poszedł odwiesić mniejszą koszulkę.
Po jakimś czasie do Charliego i Shane’a dołączył Rush z uśmiechem triumfu na ustach. Lubił zakupy, podobnie jak chodzenie do kosmetyczki czy fryzjera i wcale nie uważał tego za poniżające dla mężczyzny. Istotne było dbanie o swój wygląd.
— Wszystko? — Spojrzał po chłopakach.
— No, my tak — odparł Charlie, aż rozbawiony tym uśmiechem. — Bluzka pasuje?
— Tak. Dajcie wszystko. — Rush wyciągnął do nich rękę, równocześnie wyjmując portfel z kieszeni.
— Eee… — wydobyło się równocześnie z ust Charliego i Shane’a, a Rush popatrzył na nich ze szczerym zdziwieniem.
— No co?
— No… ja zapłacę za siebie — odparł Charlie z wahaniem, sięgając do kieszeni.
Rush prychnął i machnął ręką. Wyjął mu z dłoni okulary.
— Daj spokój. Chyba mi nie powiesz, że czasami nie mogę ci czegoś kupić?
Charlie nie był przekonany, ale wyciągnął pustą rękę z kieszeni.
— No… niech będzie — mruknął.
Shane za to wzruszył ramionami i podał Rushowi swoją koszulkę. Słyszał, że był nadziany, więc nie miał oporów.
Już po chwili Rush był lżejszy o kilka dolarów. Nie bolało go to. W końcu wynajęcie łodzi, a kupienie okularów i bluzki to były zupełnie inne ligi.
Z nowymi nabytkami opuścili sklep i zagłębili się w centrum handlowe. Shane patrzył na parę raz po raz dosyć sceptycznie, kiedy muskali się dłońmi, czy dyskretnie obejmowali, jednak nie mógł zaprzeczyć, że wydawali się dobrze ze sobą czuć. No, ale tak było zawsze na początku, pomyślał ponuro, lecz szybko skierował myśli na inny tor.
— Gdzie jeszcze zahaczymy?
— Do jakiejś knajpki? — zasugerował Rush. — Albo możemy jeszcze pójść do jakiegoś sklepu, jeśli coś chcesz. — Był beztroski i nie myślał o tym, co dziś olał w pracy i o tej dziewczynie, która dzwoniła po południu. Musiał jej napisać, że coś mu wyskoczyło w pracy. To tylko małe kłamstwo.
— A może na lody? Bo dzisiaj znowu upał — zasugerował Shane, mimo że cały czas miał na sobie tę swoją bluzę.
— A może się rozbierz. — Rush zaśmiał się, kiwając głową na ubiór chłopaka. — Ale okej, mogą być lody.
— To zajebiście! — Shane skomentował tylko ostatnią część.
— To chyba na górnym piętrze — dodał Charlie.

***

— Uwielbiam cytrynowe — stwierdził Rush, kiedy już jedli swoje lodowe desery przy jednym ze stolików.
Rush zamówił sobie deser tropikalny. Lody melonowe, pomarańczowe, grejpfrutowe i ekstra porcja cytrynowych. To wszystko z wiórkami migdałowymi i słodkim, ale kwaskowym syropem. Na górze bita śmietana i plasterek ananasa.
— Nie wiedziałem. — Charlie uśmiechnął się. Sam miał owocowe lody, jednak jego deser był cały czerwony, w smakach truskawek, malin i porzeczek.
Tylko Shane siedział odchylony na krześle z wielkim pucharem w rękach, z którego czuć było tylko i wyłącznie czekoladę. Chłopak właśnie pakował do ust łyżeczkę brązowych lodów.
— Lepsze mega słodkie, ale jak se chcecie — rzucił.
— Klasycznie. — Rush uśmiechnął się. — Ale z takich klasyków to dobre są jeszcze bakaliowe.
— No i śmietanka zawsze mile widziana! — Zarechotał Shane, nabierając palcem puszystą śmietanę oraz oblizując powoli z wymownym błyskiem w oku. Zaśmiał się pod nosem.
Rush nieznacznie się speszył i odwrócił wzrok na Charliego.
— A ty jakie poza malinowymi lubisz? — spytał, żeby zejść ze śmietanki.
— Hm… — Tatuażysta zamyślił się, wyciągając z pucharu truskawkę, maczając w śmietance i gryząc. — Wszystkie owocowe w sumie. No, te o smaku kiwi zawsze robią za kwaśne. — Skrzywił się.
Rush kiwnął głową i oblizał łyżeczkę z zamyśleniem.
— A za te lody też płacisz? — wypalił Shane, a Charlie aż go trącił łokciem z wymownym spojrzeniem. Chłopak spojrzał na niego z grymasem. — No co, kurna? — burknął.
Rush zaśmiał się dobrotliwie.
— Już zapłaciłem. I jeśli chcesz dokładkę, to możesz sobie zamówić.
— Nie no, dzięki, ten jest wielki — odparł Shane z groźnym uśmieszkiem. — I ma duuużo śmietanki.
Z ust Rusha uśmiech nieznacznie spełzł. Co ten chłopak chciał? Uwziął się na tę śmietankę jak rzep. Przecież niemożliwe, żeby prowokował… prawda?
Shane tylko uśmiechnął się do niego i wrócił do jedzenia swoich lodów.
— To wy już tak długo ze sobą? — rzucił po chwili. Odprowadził wzrokiem matkę z trójką maleńkich dzieci zmierzającą to miejsca, w którym można było zostawić pod opieką dzieci i udać się na zakupy. — Kiedy ślub? — Zaśmiał się, a Charlie wywrócił oczami.
Rush zapchał się łyżką lodów i dopiero po przełknięciu odpowiedział. Kurcze, a było tak miło.
— Wystarczająco długo, a ślub jest zarezerwowany dla par heteroseksualnych, więc nie rozumiem twoich aluzji — mruknął zgodnie z tym, co zawsze wbijano mu do głowy. Szybko ponownie zapchał się lodami.
— A taa, na Florydzie małżeństwa homo są nieuznawane — zgodził się Shane, wyjadając resztki lodów. — Ale ty Brytyjczyk jesteś. Jak to jest u was?
— Shane, ale my nie zamierzamy się pobierać! — burknął Charlie, nieznacznie zarumieniony.
— W Wielkiej Brytanii zalegalizowane są wyłącznie związki partnerskie — wyjaśnił za to ze spokojem Rush.
— Luz — mruknął Shane. — No, ale jak wam ślub nie grozi, to chyba was to nie boli, co? W Wisconsin też zabronione. Nie, żeby mi to potrzebne było.
— W Iowa już są możliwe małżeństwa, a w Wisconsin są możliwe związki partnerskie — sprostował Rush, nie patrząc na chłopaka. — Więc jakby co, masz blisko.
— To ja tu jestem, kurwa, zaprzysiężony singiel, a wy słodką parką. Mi takie formalności niepotrzebne.
Charlie postanowił nie prostować myślenia chłopaka, że tak naprawdę mieli z Rushem jedynie układ. Specyficzny, ale jednak układ. To było w sumie coś, czego się wstydził.
— Nigdy nic nie wiadomo, Shane. Nigdy nic nie wiadomo. — Rush uśmiechnął się do niego polubownie.
— No, nie wiem. Dwa razy tego samego nie przeżyjesz — burknął niezrozumiale chłopak, odstawił swój puchar obok już pustego Rusha.
— Hmm? W jakim sensie to mówisz?
— No, że kurwa… — zaczął i urwał, zaciskając zęby.
— No? Też jestem ciekawy — zachęcił go Charlie.
— Nie powiem, bo wyjdę na jakiegoś jebanego romantyka, którym nie jestem — burknął Shane, szurając butem po podłodze.
Rush przygryzł dolną wargę, żeby nie uśmiechnąć się za bardzo. Shane był wręcz zabawny i uroczy równocześnie, nawet jak na takiego młodego byczka. A może właśnie dlatego.
— Bez przesady. Na pewno nie okażesz się większym niż ja — zachęcił. Jeśli nastolatek chciał uchodzić za twardziela, to mógł mu to ułatwić.
Shane rzucił mu butne spojrzenie, zaburczał coś pod nosem i odparł:
— Bo już się, kurwa, zakochałem. A drugiego takiego nie znajdę.
Rush aż westchnął.
— Więc na co czekasz?
— Hę? — Shane zmarszczył brwi, nie rozumiejąc. — Jak czekam?
— No, czemu, jeśli jesteś zakochany, to nic z tym nie zrobisz? Czemu nie próbujesz?
— Ja… — zaczął Shane z równie agresywnym, co zbolałym spojrzeniem. — Byłem z tym chujem rok!
— Eee… — Charlie nie bardzo rozumiał. — To co się stało?
— Zostawił mnie skurwiel bez słowa, jakby się, kurwa, nic nie liczyło — warknął Shane. — Jakby w ogóle zapomniał i wymazał mnie ze swojego życia. Zniknął tak nagle, że, kurwa, czasem się zastanawiałem, czy w ogóle kiedyś istniał — mruknął już ciszej, pochylając się nad stolikiem i stukając w blat palcami.
Rush zmarszczył brwi, czując mało przyjemny uścisk w żołądku. Znowu odebrał to dość personalnie i wcale nie wiedział, czy chciał o tym rozmawiać.
— To ten, o którym wspomniałeś, gdy wracaliśmy z kina?
— No — przytaknął ponuro Shane.
— I… — zaczął niepewnie Rush. Nie był dobry w takich rozmowach. — Tak po prostu cię zostawił? Nie wiesz… dlaczego? Ani co się teraz z nim dzieje?
— No właśnie, kurwa, nie mam pojęcia dlaczego! Nawet nie wyglądał, jakby chciał ze mną zerwać! Bo to w ogóle jak byłem w pierwszej klasie było.
— I co, ze szkoły się znaliście? — spytał Charlie, jako jedyny mając jeszcze lody w pucharku. Zapomniał o nich na chwilę, bo poruszyło go to, co mówił Shane.
— No, on był starszy. I jak skończyłem pierwszą, to potem jeszcze przez wakacje się widywaliśmy, ale chuj nagle stwierdził, żeby zerwać kontakt. I nie wiem, co z nim teraz — odpowiedział na wcześniejsze pytanie Rusha. — Straciłem z nim kontakt. Stwierdził pewnie, że nie jestem go wart — prychnął.
Rush zapatrzyłby się w swoje lody, gdyby je jeszcze miał. Nieprzyjemnie przypomniał mu się jego przyjaciel z młodości.
— A tobie zależało… — szepnął niemalże do siebie. — No, ale nie przejmuj się. Może to on nie był ciebie wart, a nie na odwrót.
— Ale tak się nie robi, kurwa — burknął Shane. — Nie zostawia się zakochanego gówniarza bez słowa.
Charlie zagryzł wargę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Miał wrażenie, że atmosfera zrobiła się wyjątkowo ciężka, mimo śmiechów i rozmów ludzi wokoło. Nie pomagały mocne promienie słońca padające przez przeszklony dach budynku, ani żywa muzyka płynąca z głośników.
Rush miał wrażenie, że był ostatnią osobą, która powinna mówić o zdrowych związkach. Nieważne, że z Charliem z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Cholera.
— Masz rację, nie zostawia się. Ale ty jesteś silnym chłopakiem. Znajdziesz sobie na pewno kogoś, kto będzie ciebie wart — zapewnił Shane’a oklepaną mantrą.
— A pierdolenie — burknął chłopak, splótł palce obu dłoni i wykręcił, aż kości strzyknęły. — Trochę wkurwiające, że czasem jeszcze człowiek tęskni jak głupi. — Zaśmiał się, choć odrobinę gorzko. — Jebać, zbieramy się, co?
— No, jasne. Ja znowu w środku pracy wyskoczyłem. — Charlie uśmiechnął się i spojrzał porozumiewawczo na Rusha. — Odwiózłbyś nas pod studio?
— Jasne, nie ma sprawy — zapewnił, widząc swoją okazję, żeby pozałatwiać co nieco na mieście. Co nieco mniej ciekawych rzeczy. Nie lubił zrywać z dziewczynami, nawet jeśli nic dla niego nie znaczyły. Czuł się głupio, gdy płakały.
Wstali od stolika i ruszyli na parking, gdzie stało BMW Rusha. Shane był ciekaw, jak Jasonowi szedł jego wzór, a Charlie dziwnie nieprzyjemnie po tej rozmowie zdał sobie sprawę, że i jego, i Rusha czekało nieuchronne rozstanie… Najgorsze, że już teraz czuł się do Rusha przywiązany. Nie wiedział, co będzie, gdy się zakocha. Błądził po takich myślach z konsternacją, zerkając po drodze na kochanka. Nie zdawał sobie sprawy, że już czuł do niego coś równie mocnego, co żywił zawsze do Mike’a. A ten był przecież jego długoletnią miłością… Jeszcze z czasów szkoły…

***

Chłopak chwycił Charliego mocniej za biodra i pocałował go w kark, wbijając się w niego z pasją. Ten pojękiwał głośno, z zębami wbitymi w poduszkę, kiedy klęczał na łóżku z wysoko wypiętym tyłkiem, a twarzą na dole. Cały drżał, chaotycznie przesuwając rękami po zmiętej pościeli. Chłopak nad nim przesuwał mu władczo dłońmi po plecach. Co jakiś czas przyciskał go za kark do materaca albo całował go delikatnie po bokach. Charlie czuł, że przestawał nad sobą panować. Jakby zupełnie gdzieś odpłynął. Zaciskał mocno powieki wraz z każdym mocnym pchnięciem, aż wreszcie wypuścił spomiędzy zębów poduszkę i zajęczał przeciągle.
— Aaa… mocniej…! Jeszcze, Mike, jeszcze!
— Głupek. — Zaśmiał się chłopak nad nim i ścisnął mocniej pośladek Charliego, wbijając się w jego tyłek z taką siłą, że ten aż zarył twarzą w pościel.
— O Jezu…! — jęknął i gwałtownie sięgnął pod siebie, łapiąc swojego sztywnego penisa. Zaczął się pospiesznie masturbować. Nie mógł już wytrzymać, czuł, że zaraz utonie w tej przyjemności. Do tego to cholernie przyjemne uczucie, że oddawał się komuś, komu mógł zaufać. Że to będzie tylko między nimi. — Nnn… ja… kończę — wyjęczał, chcąc złapać chłopaka za rękę, ale w tej pozycji nie miał jak. Zamiast tego z jego penisa strzeliła sperma, brudząc pościel, a Charlie aż się zatrząsnął.
Jeszcze kilka mocnych pchnięć zachwiało jego pozycją, aż wreszcie poczuł w sobie ciepłe nasienie. Ciężkie, rozgrzane ciało zwaliło się na bok, ciągnąc Charliego do siebie.
— Odwróć się na plecy, do mnie.
— Okej, spróbuję. — Charlie zaśmiał się, dysząc ciężko. Odwrócił się z trudem, by spojrzeć na przystojną twarz chłopaka przy sobie. Był naprawdę zniewalający. — Najlepszy seks, jaki miałem.
— Hm, wiesz, że za każdym razem tak mówisz? — zakpił drugi chłopak i poczochrał Charliego po włosach. — I w ogóle, znowu to zrobiłeś.
— Co zrobiłem? — spytał Charlie i uśmiechnął się, strzepując rękę nastolatka ze swoich włosów.
— Krzyczałeś imię Mike’a. To psuje nastrój, kochanie.
— Eee… sorry — burknął Charlie, rumieniąc się momentalnie. — Nie zauważyłem… Tylko mu tego nie mów, Ryan!
Ten przewrócił oczami i jeszcze raz poczochrał włosy młodszego kumpla.
— Spoko, już ci przecież obiecałem, że mu nie powiem. Hm… chociaż sam, jakby miał chociaż odrobinę rozumu, zauważyłby, że się w nim zakochałeś. Nie trudno nie dostrzec, jak gapisz się na niego jak cielę w malowane wrota.
— Spadaj, Ryan, cholera. — Charlie zmarszczył brwi i stuknął chłopaka w ramię. — Mike jest hetero, to nie widzi. I dobrze. Chyba bym się zapadł pod ziemię, jakby wiedział. Totalna porażka.
— Słodka jak cukiereczek porażka, mój drogi Charlie. Jestem niepomiernie ciekawy, czy nadejdzie ten piękny dzień, kiedy się z niego wyleczysz. — Ryan zaśmiał się, układając wygodniej na łóżku. Przygarnął do siebie kolegę.
— To jest tak prawdopodobne jak to, że kiedykolwiek ty będziesz na dole — odparł Charlie z krzywym uśmiechem. Przy tym spojrzał na niego wymownie. Raz, że jego miłość do Mike’a trwała już jakiś czas, a on nie widział końca tej swojej osobistej tragedii. I dwa, że Ryan bronił swojej dupci jak jakiegoś skarbu. Nawet dotknąć się nie dawał. A miał na niego ochotę.
— O nie, nie. Nigdy nie wyląduję na dole. Nie będę czyjąś jebaną laską — odparł ostro Ryan. — Obawiam się, że to akurat do mnie nie pasuje.
— A ja jestem, kurwa, twoją laską?! — oburzył się Charlie i aż uniósł na łokciu, patrząc na niego z oszołomieniem. — Ja pieprzę! Danie dupy wcale nie znaczy, że jesteś gorszy! Nie mów, że mnie tak, do cholery, traktujesz!
Ryan zmarszczył mocno brwi.
— Nie traktuję. Nie zauważyłeś, że nie mówiłem tego w kontekście do ciebie? Mówię tylko, że ja nie chcę być traktowany przez jakiegoś chuja jak jakaś jego własność. Jakaś jego damulka, panienka, księżniczka — syknął, nie przejmując się zbytnio podenerwowaniem kumpla. Wiedział, że szybko mu przejdzie.
— Przesadzasz. — Charlie skrzywił się, wciąż leżąc w bezpiecznej odległości i afiszując swoje rozjuszenie. — Ryan, cholera, masz taki zajebisty tyłek — jęknął. — Wiesz, jaką byś nim przyjemność kochankowi zrobił?! A od razu bierzesz to jak jakieś poniżenie. Durny jesteś.
Ryan przewrócił oczami. Nie miał ochoty komentować i było to po nim aż nadto widać. Charlie był za to zniechęcony mimo „najlepszego seksu, jaki miał”. Opadł na plecy.
— Nawet zajebiście jest, jak się czuje w sobie spermę — burknął, chcąc specjalnie mu na złość podsuwać te obrazy. — Byłoby ci super. Ale nie, bo ja muszę być na dole — mówił, jakby sam się nie dopraszał. Szczególnie by chciał, żeby Mike go przeleciał… Niestety zamiast tego miał wyobrażenia zawsze chętnego na jego dupę Ryana. Ten miał wielką potencję. Mógłby bez przerwy.
— Uprzejmie cię proszę, nawet tego nie mów, bo mi się niedobrze robi. Jak można to lubić? Może jeszcze koreczek i nie pozwalać temu wypłynąć, hm?
Charlie zaczerwienił się.
— Nie no, bez przesady. To znaczy wiesz, to nie dla mnie. Ale jak ty byś się przekonał… — Zaśmiał się i wyszczerzył się do niego. — Taki oznaczony!
Ryan skrzywił się i aż się odsunął.
— Jesteś obleśny — fuknął i zwlekł się z łóżka, żeby wziąć prysznic.
— No co się znowu, kurcze, wkurzasz? — jęknął Charlie. — Pan, cholera, Wieczny Top — rzucił ponuro i dopiero spasował. — No, Mike będzie na nas niedługo czekał, to się pospiesz, jak chcesz prysznic.
— A ty chcesz mieć moje mleczko w sobie, jak będziesz z nim gadał?! — krzyknął Ryan, nim wszedł do łazienki.
— Ach, spadaj, wytrę się! — odburknął Charlie, wstając z łóżka i idąc po chusteczki. Głupi Ryan. I jeszcze jak szedł do łazienki, chłopak mógł obejrzeć ten… strzeżony tyłek. Zagryzł wargę i zaczął się wycierać.
Ryan miał pod tym względem obsesję. Charlie zastanawiał się, czy Ryan w ogóle by to zrobił, nawet jeśli byłby w kimś szalenie zakochany. A miał taki boski tyłek…
Ale on sam nie był lepszy. Zakochany tak szalenie w Mike’u, swoim hetero kumplu, że dawał dupy Ryanowi dla chwili zapomnienia, momentu iluzji…
Był głupi.

***

Shane powiesił swoją wielką bluzę na wieszaku w holu w studio Fire Dragon i uśmiechnął się przelotnie do Kate siedzącej przy kontuarze. Zaraz potem wszedł do pracowni Jasona, gdzie ten już na niego czekał. Chłopak podrapał się po włosach i zdjął jeszcze podkoszulek, ukazując swoje umięśnione, młode ciało o śniadej skórze. Sutki ładnie się na niej odznaczały, a mięśnie brzucha były wyraźnie zarysowane.
Jason akurat skończył się przygotowywać.
— Pokaż się. — Kiwnął na chłopaka, żeby podszedł, a kiedy ten to zrobił, przyłożył mu do ramienia sporej wielkości kalkę, na której był szkic. — Taka wielkość — bardziej stwierdził niż spytał.
— No, wypas — zgodził się Shane, przyglądając się szkicowi. Aż mu oczy zabłysły z podekscytowania.
— Dobra, to siadaj. — Mężczyzna wskazał mu miejsce.
Dziesięć minut później Jason już robił pierwsze kontury na skórze chłopaka. Shane patrzył chwilę, jak tworzył tatuaż na jego ramieniu, by po chwili przenieść spojrzenie na wiszące na ścianach wzory i plakaty. Ogólnie panowała cisza, tylko z drugiej pracowni dochodziła ich stłumiona rozmowa Charliego z klientem.
— Jason? — rzucił Shane po chwili namysłu. — Ten, bo gadać podczas tatuowania możesz?
— Mhm, tylko się nie oglądaj za bardzo — mruknął mężczyzna, nie tracąc skupienia i dalej robiąc swoje.
— No — odparł chłopak, siedząc w miarę nieruchomo. — Zajebiście macie tu w Miami — zaczął. — Tylko, kurwa, szkoda trochę, że nikogo nie znam. To w sumie spoko, że mnie odebrałeś, bo se mogę z twoimi kumplami po mieście chociaż połazić — rzucił, mając na myśli ostatni wypad do centrum z Rushem i Charliem.
Jason mruknął potakująco. Nie miał nawet pomysłu, co odpowiedzieć, już nie wspominając o ochocie.
— I kurwa… — mruknął Shane. — Rush jest nawet całkiem apetyczny…
Jason aż na moment się zatrzymał. Otrząsnął się jednak szybko i spytał zupełnie obojętnym tonem:
— Tak uważasz?
— No. Jest dobrze ubrany… no i przystojny. Podobają mi się jego usta.
— Och — mruknął Jason znudzonym głosem. Mimowolnie przypomniał mu się moment, kiedy na wypożyczonej łodzi musiał pocałować blondasa. — Tylko że wiesz, że jest zajęty? — prychnął.
Shane zaśmiał się krótko i podrapał wolną dłonią po włosach.
— No… chujowo trochę. To mam pytanie — mruknął, jakby jeszcze niepewny, czy je zadać.
— No? Co chcesz? — mruknął zirytowany Jason. Nie musiał być sztucznie miły, bo Shane nie był jego zwykłym klientem. Shane’owi jednak to nie do końca pasowało, ponieważ od razu odpyskował:
— Ej, co się wkurwiasz? Że pogadać chcę?
— Nie wkurzam się. Co chcesz?
— No, bo jak długo ich znasz? W sensie… poszliby na trójkącik? — spytał chłopak, patrząc na niego czujnie.
Jason zastygł z maszynką w dłoni. Szybko na jego twarz wypłynął wredny uśmieszek.
— Co? — Zaśmiał się chrapliwie. Nie wierzył, że to słyszał. Od takiego osiemnastoletniego szczyla.
Shane wzruszył ramionami, skoro pistolet na chwilę odsunął się od jego skóry.
— No co? Normalne pytanie — burknął.
— Chciałbyś się pieprzyć z gołąbeczkami? — Mężczyzna zarechotał, szczerze rozbawiony tą wizją. Nawet nie mógł sobie tego wyobrazić. Co, Charlie by mu ciągnął, a Rush by go ruchał?
— Z czego rżysz? — Shane wkurzył się i patrzył na niego wojowniczo. — Czemu niby nie?
Jason machnął ręką.
— Z niczego, z niczego. Nie ruszaj się — upomniał go, wracając do pracy. Nadal miał głupi uśmieszek na twarzy.
Zniechęcony Shane opadł głową na oparcie. Już nawet nie chciał dopytywać, czy by się zgodzili, czy nie. Nie czaił, czemu Jason się z niego nabijał. Do tego wszystkiego coraz bardziej zaczynał czuć ból w ramieniu. Zerknął na nie. I jeszcze trochę pajączków miało przechodzić na tors. Ciekaw był, czy tam będzie bardziej boleśnie. Ale na razie do zniesienia, trzymał się twardo. Główne kontury w większości były już zrobione na ramieniu, więc Jason oderwał się na moment od pracy.
— Połóż się na plecach — polecił.
— Się robi — mruknął Shane, wykonując polecenie. Skóra na ramieniu trochę piekła, Jason uprzednio jednak czymś go znieczulił. — To na ile razy ci to zejdzie?
— Dwa, trzy. Raczej dwa — mruknął mężczyzna i kilkoma gestami ułożył chłopaka na kozetce. Plusem było to, że tatuaż był czarno-biały. Zaczął dziarać pająka trzymającego się przednimi nóżkami za obojczyk. — A w ogóle, skąd ten pomysł? Kiedy cię naszło?
— Że czemu chcę tatuaż?
— Nie, że chcesz seksu z gołąbeczkami.
Chłopak zagryzł wargę.
— No… wczoraj jakoś tak jak z nimi jadłem lody, mi się pomyślało. Rush tak seksownie oblizywał łyżeczkę. — Zaśmiał się na samo wspomnienie.
— I ci się skojarzyło? — dopytał wybitnie rozweselony Jason, nie przerywając pracy. Zaczynał cieniować włoski na ciele pająka. — Mały zboczeniec. Podoba ci się książę z bajki.
— Od razu zboczeniec — prychnął chłopak. — Podoba mi się, że ma klasę. Lubię facetów z klasą.
— I kasą?
— Nie no… chociaż w sumie też… Jest ustawiony i w ogóle. Ty co o nim myślisz? — spytał badawczo.
— Że jest przystojnym, skończonym dupkiem i lamusem — odparł tatuażysta od razu, nawet bez chwili zastanowienia. Miał już dobrze wyrobioną opinię o Rushu.
Shane uniósł brwi.
— Dupkiem?
— No.
— Jak se tam myślisz. Ale też mówisz, że przystojny. Nie miałbyś na niego ochoty?
Jason zamyślił się chwilę. Nigdy o tym tak naprawdę nie myślał. Rush wydawał mu się zupełnie aseksualny, ale to wynikało z jego charakteru. Aż biło od niego tym jego beztroskim, głupawym i może dla Charliego słodkim szczęściem pięciolatka.
— Gdyby nie był sobą… może.
Shane uśmiechnął się kątem ust i skinął głową.
— A na Charliego? — dopytał.
Jason zaśmiał się pod nosem z tą swoją nieodłączną chrypką.
— Fajnie się go posuwało, ale bez przesady.
Swoim komentarzem momentalnie wywołał u Shane’a szok.
— Co? Pieprzyłeś go już? Ale razem chyba nie byliście… nie?
Jason spojrzał na niego groźnie. Na szczęście chłopak bardzo się nie poruszył.
— Nie ekscytuj się tym tak. Leż spokojnie — mruknął i dopiero odetchnął. — Nie, tylko okazjonalny seks. Przed tym co jest teraz.
— No, luz — mruknął chłopak i syknął cicho, kiedy igła trafiła na wrażliwsze miejsce. Zaczerwienił się lekko. Nie chciał pokazywać po sobie słabości. Kurwa.
Jason spojrzał na niego, oceniając postęp pracy. Na dziś zrobił już sporo. Pająki na torsie były w sumie skończone, musiał wykończyć jeszcze te na ramieniu i dodać kilka małych szczegółów.
— Może na dziś ci starczy?
— No… jak myślisz. Ty się na tym znasz — odparł Shane, oglądając tatuaż. — Możemy skończyć — dodał obojętnie, chociaż czuł dotkliwe pieczenie.
— No, to tyle — postanowił Jason i przetarł tatuaż. — Em ma w domu kremy i wszystko, więc ja sobie daruję mądre przemowy, okej?
— Aha… No, spoko. To jak się zagoi, to mam znowu przyjść, taa? — mruknął Shane, wstając i podchodząc do lustra, żeby dokładniej obejrzeć tatuaż. Aż zagwizdał.
— Ta, nie musisz się umawiać, więc skończymy, jak będziesz gotowy — odparł Jason, zdejmując czarne rękawiczki i patrząc na chłopaka wdzięczącego się przed lustrem, nadal ze swojego taborecika.
— Spoko. — Shane odwrócił do niego. — Wychodzi, kurwa, zajebisty. Dzięki — dodał. Sięgnął po swój podkoszulek, a Jason tylko kiwnął głową.
— Podziękujesz, jak będzie cały.
Shane uśmiechnął się do niego szczerze, wyglądając przez to na młodszego, niż był.
— To ja spadam! — Wyszczerzył się. Widać było po nim zadowolenie i ekscytację. — Pochwalić się ciotce.
— Jasne — odparł tatuażysta i wstał, chcąc wziąć sobie coś chłodnego do picia. Jak zwykle miał nadzieję, że tatuaż nie obrzydnie za klika lat osobie, której go sprezentował.

11 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 34 – Mike, jeszcze!

  1. Katka pisze:

    Another, haha, tak, ten korek był tam wcześniej i co zabawne – już wtedy wiedziałyśmy, że ta scena faktyczna z korkiem nastanie XD Taaaa, jeśli chodzi o Rynnę to mamy z nimi SPORY zapas i właściwie już wtedy olbrzymia część była dla nas jasna, jeśli chodzi o ich wątek. Więc czytanie od nowa w tym przypadku jest na pewno ciekawe, bo wiele niuansów własnie takich można znaleźć ;)

  2. Another69 pisze:

    „— To jest tak prawdopodobne jak to, że kiedykolwiek ty będziesz bottomować”

    „Mówię tylko, że ja nie chcę być traktowany przez jakiegoś chuja jak jakaś jego własność. Jakaś jego damulka, panienka, księżniczka”

    „Jak można to lubić? Może jeszcze koreczek i nie pozwalać temu wypłynąć, hm?”

    No nie mogę z tych fragmentów xD To z korkiem było tu wcześniej? Bo tak cholernie wszystko pasuje do najnowszych rozdziałów xD Dobrze, że tu wróciłam xD

  3. TigramIngrow pisze:

    „Jakaś jego damulka, panienka, księżniczka — ” jestem prawie pewna, że tego tu wcześniej nie było :) Księżniczka, hłe, hłe…

  4. Katka pisze:

    Adela, och, cieszy mnie taka empatia dla Charliego :D To mój pierworodny syn, więc tym bardziej. Rzeczywiście, nie powodziło mu się dotychczas. Czekanie na księcia z bajki się kończyło, a gdy ten się wreszcie pojawił, okazało się, że lubi baraszkować na boku XD Ale ludzie się zmieniają, czasem warto dać im drugą szansę. Pytanie, czy Charliemu się to powiedzie i czy będzie tego żałował, czy nie, o ile Rusha całkiem nie oleje za jego niecne zagrywki. Niemniej jednak, ciekawa konkluzja, którą można by spokojnie zatytułować „sercowe rozterki i niepowodzenia biednego Charliego” :)

  5. Adela pisze:

    Biedny Charlie popadnie zaraz w kompleksy, może nie jest zbyt mądry, ale tez nie powinien być traktowany przez wszystkich kochanków jak szmata.
    Ryan – tylko go posuwał i jeszcze mu udowadniał że jest cipa bo lubi byc na dole
    Mike – nieszczęśliwa i nieodwzajemniona miłość od wczesnych lat dziecięcych
    Jonson – Tylko seks i zle traktowanie w czasie obciągania
    Rusch – Charlie nie jest zbyt dobry żeby zapewnić mu rozrywkę, musi sypiac jeszcze z kobietami, a Biedny Charlie musi to znosić.
    Biedny Charlie to określanie chyba mu zostanie

  6. Tamiya pisze:

    Tytuł mnie rozwalił, już myślałam, że wróci Mike, bo dawno go nie było XD A tu proszę, wspomnienia Charliego z Ryanem! Też mam wrażenie, że skoro tak nagle się z nim retrospekcja pojawia, to niedługo zawita w opowiadaniu ;>
    Shane mnie trochę wkurza tym jego ciągłym przeklinaniem, ale… dręczenie parki książęcej śmiesznie mu wychodzi XD A potem jak z Jasonem o tym trójkącie gadał, to śmiałam się razem z naszym tatuażystą. Tak się wpychać między zakochane gołąbeczki ;> Dobra, nie przedłużam, czekam na następny rozdział :)

  7. jumanji pisze:

    Shane … ta papka.. niech już go sobie Rush bierze! abo dawny kochaś- byle znikł!! szkoda że Charlie już tak kocha tego swojego plastika (swoją drogą niskie ma chłopak wymagania i mało się ceni)
    Ryan zapowiada się interesująco ( ale J. i tak nie przebije!!!)
    Ryan i Jason.. albo pójdą na noże albo się zakumplują (albo po nożach zostaną kumplami:P) ale sex czy miłość między nimi… takie dwa pistolety razem… nie nie
    tak na marginesie, widzę, że macie słabość do poranionych życiowo chłopaczków
    pozdrawiam;)

  8. Elis pisze:

    Walka o dominację Ryana i Jasona mogła by być nie zła. Może Jason by się dobrał do tyłeczka Ryana, jeżeli nadal ma dziewiczy.
    Shane chce trójkącik? Chciałabym to zobaczyć.
    Ekstra rozdzialik no i to wspomnienie, mmm. :)

    Z tymi deserami lodowymi zrobiłyście mi smaka. Jadę później na zakupy i kupuję pudełko lodów, i zajadam. :D

  9. w pisze:

    Co ja zrobię, że kocham Charliego. Nawet jeśli to taka pipka, a jego wkurwu nikt nawet poważnie nie traktuje. Chciałabym zobaczyć spotkanie Ryana z Jasonem. Przypadliby sobie do gustu. Tylko ta walka o dominację…

  10. Gordon pisze:

    odjechany rozdzial. a wlasciwie ta przeszlosc. bylem pewien ze to sen i mlody marzy o swojej starej milosci. ‚Mike, jeszcze’, ja pierdole xD co za tytul. troche pomieszalyscie mi w glowie. a skoro juz wlepiacie przeszlosc z tym calym Ryanem znaczy ze sie koles wkrotce pojawi? wydaje sie interesujacy. pozwala sobie ;p a pewnie po pace bedzie jeszcze twardszy. mogloby byc interesujaco poczytac o takim zlym i wrednym recydywiscie ]:->
    do tego Shane chce trojkacik. chyba chcialbym to zobaczyc ale mogloby byc komicznie. kto by tu kogo przelecial? najpierw Rush mlodego a potem Shane? wiem ze nie chcialbym widziec jak Shane pierwszy przeleci ksiecia a nie Charlie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s