Fire Dragon Tattoo Studio – 33 – W sensie… randka?

Shane leżał na kanapie w studiu i bawił się komórką. Wszystkie katalogi już obejrzał, nawet trochę popodglądał Jasona przy tatuowaniu. Zrobiło to na nim spore wrażenie.
Było już dosyć późno, więc spodziewał się, że ciotka niedługo przyjedzie. Tymczasem ze swojej pracowni wyłonił się Charlie i rzucił do chłopaka oraz siedzącego przy kontuarze Jasona, że już wychodzi. Jason chciał mu odpowiedzieć, ale coś sobie przypomniał i gwizdnął za chłopakiem, żeby poczekał. Charlie zatrzymał się w progu z kluczykami w dłoni.
— No?
— Torba młodego. Wyjmij ją z bagażnika — odparł, ale nie ruszył się z miejsca, dając Charliemu jednoznacznie do zrozumienia, że on miał ją przynieść.
Ten popatrzył na Jasona zirytowanym wzrokiem i wyszedł. Zaraz potem wrócił z torbą i rzucił ją przy kanapie, na której leżał Shane.
— Dzięki, narka — mruknął chłopak, odpisując na jakiegoś smsa, równie zlewczo podchodząc do sprawy swojego bagażu, jak starszy tatuażysta.
— No, cześć — odparł Charlie i zniknął ze studia.
Jason wrócił do rysowania, wiedząc, że musiał swoje odsiedzieć. O tej porze znajdowali się niby jeszcze jacyś klienci, ale bardzo sporadycznie i najczęściej to właśnie Jason siedział w studiu. Twierdził, że i tak nie miał nic lepszego do roboty w domu. Nie ciągnęło go na miasto, gdzie obywatele Miami i turyści bawili się w najlepsze. Inaczej było, gdy reszta jego paczki też się wybierała, ale Charlie tym razem był umówiony z Rushem, Mike siedział w papierkach, a tylko z Kate nie chciało mu się nigdzie wychodzić.
— Emma ci mówiła, o której przyjedzie? — zapytał Shane, chowając komórkę do kieszeni i wciąż leżąc plackiem na kanapie.
— Niedługo. Właśnie powinna już zamykać u siebie.
— Luz. Wiesz, jaki zajebisty film widzieliśmy?
— No? Jaki?
— „Iron Man”. Chyba muszę kupić oryginał, jak wyjdzie na DVD. Miał super mięśnie — mruknął z uśmiechem i spojrzał na Jasona. — A ty jakie lubisz ciałka?
Tatuażysta spojrzał na niego zblazowanym wzrokiem.
— Ty serio pytasz? — zakpił, rozbawiony pytaniem.
— No. A co taki zdziwiony? — mruknął Shane, kładąc się na boku i podpierając głowę na dłoni.
— Nie uważasz, że to dość bezczelne pytanie, jak na znajomość od kilku godzin?
Shane prychnął i uśmiechnął się wrednie.
— Nie wiedziałem, że ktoś taki jak ty przejmuje się takimi zasadami. Jak na moje oko unikasz odpowiedzi.
— A jak na moje oko, jesteś bezczelnym gówniarzem — odparł spokojnie Jason, bez cienia emocji w głosie.
— Jak se chcesz — burknął Shane.
Jason, nie mając zamiaru już z nim dyskutować, nic nie odpowiedział. Zapadła cisza, która na szczęście po dość niedługim czasie została przerwana przez otwierające się z impetem drzwi. Shane i Jason od razu unieśli wzrok w kierunku wejścia.
— No witam! — rzuciła przybyła kobieta, patrząc to na jednego, to na drugiego.
Była szczupła, ubrana w poszarpane dżinsy z paskiem z ćwiekami. Podkoszulka na ramiączka ukazywała jej wszystkie tatuaże na ramionach, a skórzane rękawiczki bez palców i krótkie, czarne włosy dodawały jej zadziorności.
Shane wstał ze swojego miejsca i uśmiechnął się szeroko, podchodząc do niej. Z tym szczerym uśmiechem wyglądał niemalże niewinnie.
— Cześć!
Kobieta zaśmiała się i wyciągnęła rękę, by poczochrać mu włosy. Miała lekkie zmarszczki przy oczach i ustach.
— No siema, młody. I jak tam podróż?
— Luz, jakoś zleciało — odparł z uśmiechem, zakładając szybko bluzę.
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale nie skomentowała tego osobliwego widoku.
— To dobrze — odparła i zwróciła się do Jasona. — A tobie nie robił jakichś kłopotów?
— W pracy nie przeszkadzał. Leżał rozwalony na kanapie i dał mi spokój na kilka godzin. Pochwal się, młody, gdzie to byłeś.
— W kinie na zajebistym filmie. — Shane wyszczerzył się, przerzucając sobie torbę przez ramię i sugerując, że chciał już jechać.
— Widzisz. — Jason zaśmiał się chrapliwie. — Żaden problem.
— To super. — Emma uśmiechnęła się i zwróciła się do chłopaka: — Zostaw tę torbę, jeszcze napiję się kawy. Zrobisz mi? — spytała tatuażysty, który kiwnął głową i poszedł na zaplecze. Kobieta odetchnęła, opierając się plecami o kontuar.
Shane rzucił torbę na miejsce i usiadł na kanapie.
— Daleko masz stąd do mieszkania? — spytał.
— No, kawałek będzie. Mieszkam w północnej części miasta, ale są stamtąd przyzwoite dojazdy na Miami Beach.
— To zajebiście. Napiszę matce, że już jesteś, bo truła. — Sięgnął po telefon.
Emma kiwnęła głową, a chwilę później wrócił do nich Jason i podał jej kawę.
— Proszę.
— Dzięki. A w ogóle co tam u ciebie? Dawnośmy nie gadali, co?
— Trochę czasu. — Mężczyzna usiadł za kontuarem, chociaż wcale nie sprawił tym, że Emma miała głowę wyżej niż on. — Jakoś się tuła, jak widzisz. Miałem dłuższą przerwę przez złamanie łapy, ale leci.
— O matko, co się stało…?
— Wypadek — zbagatelizował, nie mając szczególnie ochoty opowiadać o tym przy nastolatku. — Zdjęli mi gips kilka dni temu. Działa jak zawsze. — Zaśmiał się chrapliwie.
Emma popatrzyła na niego czujnie. Coś jej świtało w głowie.
— Zwykły wypadek czy… wypadek? — Wiedziała, że Jason zrozumie.
Mężczyzna uśmiechnął się krzywo.
— Wypadek. Ale spoko, Em. Raczej odpuścili — dodał, widząc, że Shane ich nie słuchał, pisząc coś na komórce.
Kobieta westchnęła ciężko.
— Mam nadzieję. Do mnie dzwonili, ale teraz już jest spokojnie. — Była jedyną znajomą z dawnego środowiska Jasona, z którą ten utrzymywał jakikolwiek kontakt. O resztę nie miał nigdy zamiaru zabiegać. Nie było warto. — No, ale nie o tym. A jak tam uczuciowo, stary pryku? — Dźgnęła go palcem w klatkę piersiową, wychylając się ponad kontuarem.
Jason prychnął z uśmiechem.
— Nie znasz mnie? Moje perspektywy to sporadyczny seks. A ty co? Jeszcze nikt cię nie złapał?
Kobieta przewróciła oczami.
— Nie zaobrączkował, ale powiedzmy, że jakoś jest. Wiesz, żyjemy sobie u mnie i tak z dnia na dzień minął już chyba rok. — Zaśmiała się.
Jason wiedział, że to jej kolejny facet. Wcześniej miała, z tego co dobrze pamiętał, trzech mężów. A może czterech. Nie był pewien. Najdłuższe jej małżeństwo trwało trzy lata.
— Jakiś facet u ciebie mieszka? — spytał Shane, bo właśnie odłożył telefon i wychwycił ostatnie zdanie.
Kobieta obejrzała się na niego.
— Mhm. Sam, mój chłopak — wyjaśniła.
Shane skrzywił się lekko. Myślał, że posiedzi sobie z Emmą i pogada, a tam jakiś facet. Lubił swoją ciotkę. Była spoko, normalnie się dało pogadać. Nawet przez telefon.
— No, luz — mruknął polubownie. W końcu to nie jego sprawa.
— Nie martw, się. Nie będzie nam przeszkadzał. Ani on, ani ja nie jesteśmy kurami domowymi. — Emma zaśmiała się pocieszająco, a Shane skinął głową.
— Jak tam tatuaże? — Jason szturchnął ją w wytatuowane ramię. — Przyznaj się, zrobiłaś jakiś za moimi plecami?
Emma naburmuszyła się.
— Głupi dzieciak. Wiesz, że nie. Wytresowałam sobie prywatnego tatuażystę, to nie będę łazić przecież do innych — prychnęła z rozbawieniem. Czasami traktowała Jasona jak równego sobie wiekiem, a czasami jak tego samego dzieciaka, którego poznała kilka lat temu.
Chrapliwy śmiech Jasona rozniósł się po holu studia.
— No, ja myślę! Jeszcze ci jakiś gdzieś zmieszczę, mała — odciął się za tego „dzieciaka”.
— Mam nadzieję. A właśnie, będę chciała storczyka na szyi i czaszce. No, ale to nie teraz.
— Jasne. To odezwij się jak coś.
Shane, słuchając ich, wahał się chwilę, czy nie zapytać teraz o tatuaż, ale ostatecznie postanowił, że pogada z nią sam na sam. Nawet nie wiedział, jak zacząć, a przecież musiał jeszcze wymyślić kilka argumentów, gdyby przypadkiem ciotka miała jakieś „ale”.
— No, jasne. Dobra, to trzymaj się, wielkoludzie. Zdzwonimy się jeszcze. — Uśmiechnęła się do Jasona i skinęła na Shane’a, żeby się zbierał.
— Taa, na razie — odparł mężczyzna.
Shane tymczasem wstał i zarzucił torbę na ramię. Wychodząc za Emmą, zawołał do Jasona:
— Zadzwonię!
Jason tylko kiwnął im głową. Nareszcie miał spokój.
Na zewnątrz Emma doprowadziła swojego siostrzeńca do masywnego, czerwonego pickupa, przy którym wyglądała na bardzo drobną.
— Wskakuj — rzuciła, sama wsiadając.
Shane rzucił torbę na tył samochodu i usiadł obok ciotki na miejscu pasażera. Lubił takie wysokie samochody, choć sam, z jakiegoś powodu, nie zrobił jeszcze prawa jazdy. Było to bardzo niespotykane, bo dzieciaki już do szkoły jeździły swoimi samochodami, ale on po byciu porzuconym całkowicie stracił zapał do… czegokolwiek.
— Jaaa, wreszcie! — Westchnął, wsadzając ręce w kieszenie bluzy i odchylając się na oparciu. — Zmęczony jestem.
— Cały dzień na nogach, co? — Emma uśmiechnęła się do niego, ruszając z parkingu.
— No. Ale przynajmniej spokój, nie to co w chacie — prychnął.
Kobieta zasępiła się. Wiedziała, że rodzice Shane’a już od dwóch, trzech lat mieli problemy w małżeństwie. To wszystko odbijało się też na chłopcu, ponieważ mieszkali ze sobą do zimy tego roku. Jak na jej oko, wina była po obu stronach. Jej siostra niezaprzeczalnie była pracoholiczką, a ojciec Shane’a wreszcie zaczął szukać sobie kochanki. Aż wieczne kłótnie w domu doprowadziły do rozprawy rozwodowej, która miała się odbyć w te wakacje. Między innymi dlatego zaprosiła Shane’a do siebie. Chłopak wybitnie nie miał już sił, żeby to wszystko znosić. Słyszała to nawet przez telefon, rozmawiając z nim, a teraz, widząc go, tym bardziej się o tym przekonała.
— Nie myśl o tym. Jesteś tu po to, żeby się bawić.
— Musiałbym wtedy, kurwa, wyłączyć telefon, żeby nie dzwonili — mruknął Shane, patrząc przez okno na wieczorne Miami. — Albo ty byś zadzwoniła, żeby się zajęli sobą? Bo mi wiecznie pierdolą o tej rozprawie i każde chce, żebym po rozwodzie z nim zamieszkał.
Kobieta zastanowiła się nad tym. W sumie mogła zadzwonić. Na pewno by to nie zaszkodziło, a chłopak miałby spokój.
— Zobaczę, co da się zrobić. W ogóle masz jakiś pomysł, co chcesz robić przez ten czas?
— No… nie. Pozwiedzam miasto, może się załapię na jakiś fajny koncert czy coś. W sumie starzy dali mi sporo kasy. Ale ten… — Podrapał się po włosach, patrząc na nią. — Bo ja mam taki zamysł w sumie…
— No?
— Wymyśliliśmy z Jasonem zajebisty wzór. Czaj w ogóle. — Poszperał w kieszeni i pokazał jej szkic, kiedy tylko stanęli na światłach. — I mi się zajebiście podoba.
Kobieta wzięła kartkę do ręki. Od razu poznała bazgroły Jasona.
— Dobre. I co, chciałbyś pewnie coś takiego?
— No. Jason by mi zrobił, jakbyś się zgodziła. Co myślisz? — Spojrzał na nią badawczo.
Emma oddała mu kartkę i ruszyła. Myślała. Jeśli faktycznie miała dać komuś wydziarać swojego siostrzeńca, to Jason był idealny. Sama nie znała lepszego tatuażysty. Ale ta koncepcja nieznacznie ją zniechęcała. Tak jak z papierosami. Sama paliła jak smok, ale nigdy by nie poczęstowała osoby niepalącej.
— Nie wiem. Musisz się dobrze nad tym zastanowić.
Shane schował szkic.
— No, wiem. Pomyślę jeszcze. Ale ekstra pomysł i on tak zajebiście rysuje…
Emma kiwnęła głową z entuzjazmem.
— Później mogę ci pokazać kilka jego tatuaży, które mi zrobił w bardziej przyzwoitych miejscach. — Zaśmiała się.
— Super! — Shane wyszczerzył się. Tym bardziej, że Emma nie była na „nie” co do jego tatuażu. Już cieszył się, że tu przyjechał.

***

Zdjęcie stojące na szafce w sypialni Charliego, na którym widać było jego i Mike’a, patrzyło na dwóch mężczyzn leżących na łóżku. Jak jeszcze niedawno Charlie zatrzymywał wzrok na swojej długoletniej miłości za każdym razem, tak teraz jakoś nawet go nie zauważał. Szczęśliwie dla Mike’a, był zapatrzony tylko w Rusha, po którego ramieniu przesuwał właśnie dłonią.
Mężczyzna ziewnął, przeciągając się.
— Lubię z tobą spać — zamruczał, cmokając czoło chłopaka.
— No, fajnie, że wczoraj wpadłeś — odparł Charlie, wpatrując się w jego jasne oczy. — Ostatnio masz coś dużo czasu dla mnie. W pracy cię nie cisną?
Rush zaśmiał się ciepło. Nadal tak naprawdę nie powiedział dokładnie, co robił, a raczej od czego się wymigiwał. Nie lubił rozmawiać o tej części swojego życia. Definitywnie nie był kimś takim jak Charlie, który robił to, co kochał.
— Dobrze organizuję sobie czas.
Charlie zmarszczył brwi w zastanowieniu i uniósł się na łokciach.
— Ale że możesz sobie jakoś spotkania ustawiać czy coś? Nie pracujesz w jakimś biurze?
Anglik był trochę niezadowolony z tematu, ale trudno. Przecież nie mógł tego wiecznie unikać.
— W biurze nie pracuję. Głównie umawiam się z kontrahentami na mieście — odpowiedział, nie wdając się w szczegóły.
— Nie lubisz gadać o robocie — zauważył Charlie, kiedy któryś raz z kolei zaobserwował zmianę u Rusha przy próbie poruszenia tego tematu.
Mężczyzna westchnął ciężko.
— No, nie jest to moją wielką pasją — potwierdził. — Ale co w ogóle chciałbyś wiedzieć?
— Jak nie chcesz, nie musimy gadać o tym — odparł Charlie, upadając na plecy. — Wiem, że masz rodzinną firmę, że zajmujecie się… nieruchomościami? — Kiedyś chyba Rush coś takiego wspominał.
— Mhm. — Ten kiwnął głową, zapatrując się w sufit. — W dużym skrócie to tak, że znajdujemy chętnego dewelopera na jakąś inwestycję, potem załatwiamy mu ziemię i puff, buduje się. Oczywiście, im korzystniej kupimy ziemię i im drożej ją sprzedamy, tym lepiej dla nas. Do tego dochodzą wynajmy, sprzedaże domów i inne takie. A że mowa o grubych pieniądzach, to moja praca skupia się głównie na rozmawianiu z różnymi ludźmi.
— Nieźle. To musi być duży biznes. Czyli to znaczy, że teraz jesteś w Miami twarzą waszej firmy?
Rush skrzywił się i cmoknął między zębami.
— Niestety tak padło.
— Żałujesz, że cię tu wysłali? — Charlie spojrzał na niego czujnie.
— Żałuję, że nie czuję do tego takiej pasji jak ty do swojej pracy.
— Mhm. — Chłopak musiał się z tym zgodzić. Nie rozumiał ludzi, którzy robili coś na siłę. Wiedział jednak, że Rush miał parcie ze strony rodziny, więc w pewnym sensie to go tłumaczyło.
Nie wiedząc, co dodać, pochylił się do niego i cmoknął w usta. A Rush spojrzał na niego ciepło i przygarnął go ramieniem.
— Bez stresu, ptaszku. Żyję.
— To dobrze. — Charlie zaśmiał się i poklepał go po klatce piersiowej.
Rush cmoknął go jeszcze w czoło. Starał się nie myśleć o pracy, ale teraz przypomniał mu się ostatni telefon od brata. Nie był przyjemny.
Odetchnął, wtulając się w chłopaka, aż nagle o mało nie dostał zawału, bo z szafki przy łóżku rozdzwoniła się jego komórka. Jako że leżała bliżej Charliego, ten wyciągnął się do niej i podał mu ją. Nie umknęło mu, że na wyświetlaczu widniało „Julie”.
Rush podziękował i odebrał.
— Tak?
— Cześć, Rush! — Usłyszał wesoły, dziewczęcy głos. — Nie obudziłam cię? Bo myślałam o tobie całe rano i postanowiłam zadzwonić.
Mężczyzna spojrzał szybko na Charliego i wygrzebał się z łóżka.
— No, cześć. Nie, nie obudziłaś mnie… — mówił dalej, ale Charlie słyszał go coraz gorzej, gdy zniknął za progiem.
Spojrzał za nim bystro, marszcząc brwi. Kiedy Rush wyszedł z pokoju, zeskoczył z łóżka i podszedł cicho do drzwi. Zerknął za mężczyzną. Nadal rozmawiał z tą dziewczyną. Usłyszał skrawki rozmowy.
— Jasne, mogę się z tobą spotkać. Kiedy ci pasuje…? Tak, dobrze…
Uch. Ciekawe kto to. Myślał chwilę, po czym przemknął przez pokój, w którym Rush rozmawiał przez telefon i zniknął w łazience. Zauważył, że ten obejrzał się za nim, kontynuując rozmowę. Nie chciał podsłuchiwać, więc postanowił odświeżyć się w łazience i uczesać skołtunione włosy.
Dopiero po kilku minutach wyszedł. Poszukał wzrokiem kochanka i znalazł go w kuchni, gdzie ten wstawiał do garnuszka jajka. Na widok Charliego uśmiechnął się.
— Zjesz dwa na miękko?
— O, no, jak już robisz, jasne — odparł i stwierdził, że posmaruje w tym czasie masłem tosty. — Kto dzwonił? — spytał niby obojętnym tonem.
— Julie — wyjaśnił Rush lakonicznie. — Chciała się umówić.
Charlie zastygł z nożem w ręce.
— W sensie… randka? — wykrztusił.
— Mhm… Tak.
Charlie poczuł się nieswojo i zaniemówił na chwilę. Wiedział, że to układ. Ale… Wydawało mu się, że było tak… idealnie. Poczuł się zupełnie zszokowany. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież miał świadomość, że nie był jedyny. Chyba po prostu wypierał prawdę.
Dopiero po chwili odchrząknął i rzucił głosem przesyconym irytacją:
— Aha. To kiedy się widzicie?
— Dziś wieczorem — odpowiedział Rush, sprawdzając czas dla jajek. — Mówiłeś, że dziś pracujesz, więc to chyba nie problem.
— Nie, nie problem — burknął Charlie, krojąc chleb. — Ale kurde, no…
— Hmm?
— Nic. Po prostu, no… — Chłopak skrzywił się i mimo że doskonale zdawał sobie sprawę, że układ miał jasne zasady, burknął: — Ja się z nikim nie bzykam na boku.
Rush przełknął ciężko ślinę, opierając się tyłkiem o blat kuchenny. Zrobiło się niezręcznie.
— Nie zabraniam ci przecież. Tak się umówiliśmy.
— Wiem, że się umawialiśmy — odparł Charlie z grymasem i ułożył tosty na talerzu, by następnie postawić go na stole. — Tylko… Jezu, no, nieważne. — Usiadł i zaczął przeżuwać z wyrazem zagubienia i irytacji na twarzy.
Rush zmarszczył brwi w nieszczęśliwej minie. Nie chciał się z nim ani kłócić, ani odmawiać sobie przywileju, jaki dawał mu ten układ. Tak się umówili i nie powinni mieć sporów na tym polu. To jak umowa. Zasady były jasne i czytelne dla obu stron.
— Nie chcę, żebyś źle się z tym czuł — mruknął pod nosem.
— Nic na to nie poradzę — odburknął Charlie i uniósł na niego ponure spojrzenie. — No, ale układ to układ. Miałem takich kilka, spoko. Przełknę to — dodał, mimo że nie bardzo czuł, że mu to wyjdzie.
Mężczyzna uśmiechnął się w wymuszony sposób.
— Więc… Okej. Mów tylko, jakby ci to bardzo nie pasowało.
— Jak nie będę wiedzieć, to może będzie okej — odparł Charlie z ponurym uśmiechem. — Nie będzie przeszkadzać, jak nie będą dzwonić do ciebie, kiedy będziemy razem — dodał, chcąc zakończyć temat. Cholera jasna! Aż go coś ściskało. — A jajka chyba będą na twardo.
Rush odwrócił się do garnka panicznie, ale nim wyłączył gaz, spojrzał na zegarek.
— Uff. Akurat — jęknął, a po chwili już postawił na talerzykach jajka z obranymi górami.
Charlie spojrzał na swoje śniadanie i zabrał się za jedzenie z niezbyt szczęśliwym wyrazem twarzy. Rush był strapiony, ale nie miał nic do dodania. Chłopak się na to zgodził, więc miało… musiało być okej.
— Po śniadaniu się rozjeżdżamy, co? Bo ja na dziesiątą już w pracy muszę być — mruknął Charlie w jajko. Nie wierzył, że naprawdę mu nie wystarczał. Musi się z jakąś laską pieprzyć? Kurwa. To pewnie niejedna.
Rush przełknął kęs.
— Jasne. Odezwę się do ciebie jutro — odparł z lekkim uśmiechem. Nie chciał przesadzić, żeby Charlie nie pomyślał sobie czegoś głupiego.
— Jak już odprawisz Julie? — mruknął tatuażysta wbrew sobie, zagryzając jajko tostem.
Rush otworzył i zamknął usta jak rybka.
— Co to za pomysł? — mruknął, niezadowolony z obrotu rozmowy.
Charlie zaburczał coś niezrozumiale w jedzenie, unosząc na niego po chwili wzrok.
— Nic no. Bo ty z nią… — zaczął i zaklął pod nosem. — Nieważne! — wybuchnął. — Dziękuję, zjadłem. — Odłożył i podszedł do zlewu, by opłukać dłonie.
— Nie będę się z nią pieprzył, jeśli o to ci chodzi — syknął Rush agresywnie jak na siebie. Tracił apetyt. Nie chciał mieć wyrzutów sumienia, skoro się na to umówili. To było nie w porządku.
— Nie? — burknął Charlie, odwracając się do niego. — To nie jest ostatecznym celem randki?
— Tak, a z tobą, jak idę na randkę, to zawsze lądujemy w łóżku? — spytał Rush, nim pomyślał. Zirytowany tą bezsensowną rozmową zatkał się ostatnim kawałkiem jajka.
— Nie powiesz mi, że jeszcze jej nie przeleciałeś bądź nie chcesz tego zrobić.
— Przeleciałem, ale co to ma do tego? W ogóle, o co ci chodzi? Nie jesteś chyba o nią zazdrosny?
Charliego ponownie coś ścisnęło i wytarł szybko ręce.
— Nie jestem! Jest umowa, rób z nią, co chcesz! — burknął. Aż sam chciał się z kimś umówić. Chociaż… nie chciał. Ale na przekór mógłby to zrobić.
— Właśnie. — Rush wstał i podszedł do chłopaka. — I tak jesteś najważniejszy, więc bez stresu. — Pogłaskał go po kasztanowych, długich włosach, które tak uwielbiał.
Charlie był niezbyt przekonany, ale skinął głową. I tak nie miał na to żadnego wpływu.
— Spoko — mruknął, a Rush cmoknął go w policzek.
— Właśnie, spoko.
Chłopak objął go mocno za szyję i równie mocno pocałował. Czuł się źle z myślą, że te usta będzie smakować jakaś głupia lala.
Rush potarł go dłonią po plecach.
— Niedługo do pracy — przypomniał mu. — Prysznic?
— Wziąłem, kiedy rozmawiałeś — odparł Charlie i cmoknął go jeszcze w podbródek, nim odsunął się. — Idź się umyj, ja spakuję szkice na dzisiaj.
— Mhm, dobrze. — Rush puścił go i poszedł do łazienki. Cieszył się, że udało się to jakoś zagasić. Nie chciał się z nim kłócić, ale… umowa to umowa.

***

Na południu Miami, w studiu tatuażu imponujących rozmiarów, na okrągłym taborecie siedział Shane i bawił się telefonem, raz po raz zerkając, jak jego ciotka doprowadzała tatuaż klienta do perfekcji.
— W ogóle, większe macie to studio niż Fire Dragon — rzucił po jakimś czasie, rozglądając się.
Pracowni było tu kilka, a ta, w której się znajdowali, miała grafitowe ściany i dużo metalowych mebli. Do tego odpowiednie oświetlenie i masa sprzętu na szafkach.
Kobieta kiwnęła głową, nie unosząc spojrzenia. Chłopak był u niej już piąty dzień i chyba nieźle się dogadywali. Doceniał jej kuchnię, czym sobie u niej zapunktował.
— Mhm, ale dalej od centrum.
— No — mruknął. Żeby stąd dostać się do centrum, musiał pokonać długą drogę. Ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Wybitnie się relaksował w tym mieście. Było pozytywne, pełne życia i słoneczne. — To które studio dłużej działa? — spytał z nudów.
— Nasze. Fire Dragon chyba jakoś otworzyli w tym roku. W tym Jason jeszcze się uczył dziarać. — Emma zaśmiała się na wspomnienie dawnych czasów. Tym bardziej bawiło ją, że zaczął to z przymusu, a później nie potrafił się oderwać.
— Serio? — Zaciekawiony Shane schował komórkę. — Czyli… że razem tu robiliście?
— Mhm, miał zaszczyt być moim uczniem! — odparła z triumfem, rzucając chłopakowi roześmiane spojrzenie. Zmarszczki przy jej oczach były przez to jeszcze bardziej widoczne, ale nie odejmowało jej to uroku.
Shane parsknął krótkim śmiechem.
— Zajebiście go wyszkoliłaś. Ale serio. Był też takim burkliwym uczniem? — prychnął, usiłując sobie wyobrazić młodego Jasona. Nie umiał.
Kobieta zamyśliła się.
— Hmm, nie aż tak bardzo. — Wróciła do tatuowania. — Był chyba bardziej zniechęcony życiem niż burkliwy jak teraz.
— Taa? Czemu?
Emma chwilę nie odpowiadała, skupiona na pracy. Klient był jej stałym gościem, więc tylko wsłuchiwał się w rozmowę, odrywając tym myśli od bólu. Nie narzekał.
— A, kiepskie dzieciństwo — odparła lakonicznie. — Dobra, Sam, przemyję i koniec — zwróciła się do tatuowanego mężczyzny.
— No i wypas — odparł, patrząc na gotowy tatuaż, który teraz był nieco zamazany przez plamy tuszu na skórze.
Shane w tym czasie podrapał się po włosach, rozmyślając o słowach Emmy.
— Ale coś teraz też nie wydaje się czerpać specjalnej radości z życia — zauważył dość wymownie.
Emma spojrzała na niego dobrotliwie. Przetarła tatuaż klientowi i przypomniała mu, co robić. Ten zapowiedział, że na pewno jeszcze się spotkają, po czym Shane i Emma zostali sami. Kobieta dopiero wtedy udzieliła odpowiedzi.
— Bywało gorzej, a poza tym… — wzruszyła ramionami — on taki jest. — Znała Jasona wystarczająco długo, aby wiedzieć, że miewał gorsze humory.
— Niezbyt, kurwa, dba o to, by go ludzie lubili. — Shane zaśmiał się, chociaż przez te kilka godzin, które spędził z tatuażystą, nie było tak źle. Przynajmniej nie był jakimś sztywniakiem i wydawał się znać życie.
— Nie jest przydupasem. I nawet nie lubi takich ludzi — stwierdziła, siadając na swoim stołku naprzeciw chłopaka. Poprawiła włosy za opaską. — Jak był młodszy, to w ogóle był uczulony na kompromisy. Teraz jest jako tako lepiej.
— To czemu miał złe dzieciństwo? — spytał Shane.
Emma westchnęła ciężko. Nie była przekonana, czy powinna mu mówić. Wyraziła swoje obawy głośno.
— To dosyć prywatne.
Shane od razu sobie przypomniał, jak Jason pytał go o blizny. To też było prywatne. Odpowiedział więc:
— No, ale tak ogólnie.
Zatroskana kobieta zmarszczyła się. Nadal nie była pewna.
— Uch, Shane, no. Jego matka umarła, a potem wplątał się w średnie towarzystwo — odparła pobieżnie, omijając fragment o tym, że jego matka się zaćpała, a ona sama też siedziała w tym „średnim” towarzystwie.
Shane zmarszczył brwi i zagryzł wargę.
— No… to chujnie — mruknął tylko.
Emma cmoknęła między zębami i kiwnęła głową.
— No, średnio, ale potem wkręcił się w tatuaż i już w tym utknął. Żebyś go widział, jak pierwszy raz prosiaka tatuował. Kurcze, ta świnia miała lepszą dziarę niż niektórzy ludzie! — Roześmiała się.
— O kurwa, serio? — Chłopak zarechotał. — Ej, to on poważnie jakiś geniusz w tym fachu? To trzeba łapać okazję i go wykorzystać! — Wyszczerzył się, wciąż mając w głowie szkic tamtych pająków.
Emma zaśmiała się z takiej reakcji. Była świadoma talentu Jasona, ale taki entuzjazm trochę ją bawił.
— Ej, ale to ja go uczyłam. Powinieneś mnie ubóstwiać, a nie jego.
— To cię ubóstwiam jako jego mistrzynię. Ale takie wyjebane pajączki mi narysował… Myślałaś nad tym, czy mogę se zrobić? Bo ja chcę — skończył prostolinijnie.
Jego ciotka wydęła wargi z konsternacją.
— I potem będę na siebie zbierała oskarżenia, że ci pozwoliłam?
— Założę się, że matka nawet nie zauważy — prychnął Shane. — Oni są zajęci sobą, pierdolić to. Mogę powiedzieć, że zrobiłem to za twoimi plecami.
Kobieta odetchnęła i w końcu odpowiedziała z ciężkim sercem:
— To ja o tym nic nie wiem. I sam go prosisz. Ja się w to nie mieszam.
— No luz, luz! — Shane wyszczerzył się do siebie, czując, że wyciągnie z tego wyjazdu więcej, niż się spodziewał. — To zajebiście. Mogę go nawet dzisiaj spytać — dodał, napalony tym pomysłem.
Emma wzruszyła ramionami.
— Jak se chcesz.
Shane podwinął rękaw obszernej bluzy i zerknął na zegarek. Pierwsza po południu.
— To się zmyję, co? Już obczaiłem, jak gdzie można dojechać.
— Mhm. Odebrać cię wieczorem?
— No, byłoby zajebiście. — Shane pokiwał głową, wstając z taboretu i wsadzając ręce do kieszeni bojówek.
— To jak skończę, to wpadnę. — Emma uśmiechnęła się ciepło. Jedyna nadzieja, jaka jej została, to taka, że Jason się nie zgodzi…

8 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 33 – W sensie… randka?

  1. Adela pisze:

    Jej ale żel mi Charliego :(, biedaczek potrzebuje tylko miłości i czy mamy go obwiniac za to że chce być jedyny?

  2. Katka pisze:

    Tess, ooch, doszłaś do Shane’a :D Fajnie, musiał być malusi szok :) Taki młodziak tam jeszcze, hehe. Fajnie, że nie wzbudził irytacji a ciepłe odczucia :D Niby taki zbuntowany i na wszystko na nie, ale jednak umie urzec XD A Rush i jego skoki w bok – oj, irytacja w pełni dozwolona. Toż to takie nie fair w stosunku do Charliego :(

  3. Tess pisze:

    Trochę mnie wkurzył Rush w tym rozdziale. Nienawidzę zdrad :D W sumie, czy to w ogóle można podciągnąć pod zdradę? W końcu sami sobie ustalali taki układ.
    Choć może się z tą dziewuchą tylko umówi, stwierdzi, że to nie to i wróci do Charliego z podkulonym ogonem i tym jego szczenięcym spojrzeniem? Yay, fajnie by było.
    No i Shane. Nie wiem, ale mam chyba do niego jakąś dziwną słabość, rozczula mnie teraz. Pewnie, gdyby nie NBTS, wkurzałby mnie, a tak to po prostu wzbudza wspomnienia i jest… no, miło? :D
    Taaaak. I ta jego sentymentalność, aż się cieplej robi :)

  4. raya pisze:

    uwiellbiam Shane’a no i oczywiście jego najnowszy pomysł;) już widzę minę Charliego :DDD W ogóle fajnie, że wprowadzacie wciąż nowe charaktery, zwłaszcza, że Rush a niedługo wyjedzie
    No i Jason, który nagle się zorientował, że Ruch jest nawet nawet! Bezcenne!

  5. Gordon pisze:

    mwahahahaha ksiaze sobie niezle poczyna. sielanka rozwiana, Rush ma peczek lasek na boku. szkoda mi mlodego. wszystko wygladalo jakby juz byli para a jednak Rush nie zrezygnowal z innych romansow. ciekawe co bedzie musial mlody zrobic zeby Rush sie zdecydowal byc tylko z nim.
    dupek z tego Rusha no xD ja pierdole. a i tak tego dupka lubie ;p
    Shane jest niezly. troche przejebane ma. a tatuaz mi sie podoba ;p

  6. Tamiya pisze:

    Jestem za pomysłem, żeby Charlie się umówił z kimś, żeby Rush był zazdrosny. Chociaż nieksiążęce zachowanie Rusha mnie zaciekawiło, mam na myśli moment jak mało przyjaźnie syknął na Charliego XD Dobrze, że nasz książę ma troszkę charakterku. Chociaż żal mi Charliego, jak tak sobie Rush myśli, że nie chce rezygnować z innych aspektów tego układu :< Charlie mu nie wystarcza? Charlie, FIGHT! Niech Rush będzie zazdrosny!
    Popieram Roselani – Shane się oszpeci jak sobie zrobi te pajączki. Mimo że to tatuaż Jasona, to pająki wychodzące z RANY trochę mnie odrzucają… No, ale zrobicie jak uważacie.
    Emma okazuje się być fajną babką, no i ciekawie się z Jasonem poznali xD

  7. Elis pisze:

    Widzę, że ta Emma to spoko babka. A Shane miał przekichane w domu. Dobrze, że tu przyjechał. Wydaje mi się, że to bardzo wrażliwy i poraniony chłopak, tylko kryje to za skorupą, którą na siebie przybrał.
    Uch mały zgrzyt w układzie Charliego i Rusha. Fajnie nie zawsze musi być słodko. :)

  8. Roselani pisze:

    Podły Rush. Choć nie powiem, żeby mi się nie podobała ta mała afera. Lubie, jak się coś dzieje, dopóki nie ma oczywiście jakiś strasznych dramatów.
    W każdym razie , kiedy przeczytałam, że Charlie chciał na przekór się z kimś umówić, aż zakiełkowała we mnie nadzieja… Na zazdrosnego Rusha oczywiście! No bo, jak on ma poznać wszystkie aspekty układu, jeśli tylko on będzie korzystał z jego przywilejów.
    Co do Emmy, to muszę przyznać, że byłam zaskoczona, skąd Jason ją zna. Jakoś nie pomyślałam o tym wcześniej. Ale wybitnie rozbawiła mnie jej drobna protekcjonalność w stosunku do niego.
    A jeśli chodzi o Shane’a, to mi się naprawdę w porządku wydaje. Choć to przykre, że chce sobie akurat pająki wytatuować… W dodatku wychodzące z rany. Już bardziej obrzydliwie chyba być nie mogło. Jakby same te małe potwory nie wystarczyły. Cóż… Zwykle podobają mi się raczej głównie dziewczęce wzory tatuaży. Albo ewentualnie jakieś japońskie, jak rybki Koi, czy coś w tym stylu. I chyba do pająków nic mnie nie przekona. Więc uważam, że się oszpeci. A trochę szkoda, bo w mojej wyobraźni jest bardzo przystojny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s