Fire Dragon Tattoo Studio – 32 – Młody zbuntowany

Jason zakończył połączenie i schował telefon do kieszeni. Odłożył ołówek i ruszył do stanowiska Charliego, w którym ten akurat tatuował klientkę. Nic wyszukanego, tribale na lędźwiach, ale ładnie mu wychodziły. Był w tym całkiem niezły. Jason wręcz był gotów powiedzieć, że lepszy niż on sam. Nigdy nie lubił się w to bawić, więc nie ćwiczył tribali tak jak Charlie, który sporo czasu spędzał nad takimi wzorami.
— Młody, pożycz samochód.
Charlie odsunął pistolet od skóry klientki i spojrzał na mężczyznę.
— Teraz? Po co?
— Muszę pojechać na lotnisko.
Charlie uniósł brwi. Zerknął na zegarek.
— Jest południe, nie masz klientów? I co tak nagle?
— Emma dzwoniła, żebym odebrał jej siostrzeńca. Dasz te kluczyki czy nie? — mruknął mężczyzna, nie tłumacząc, kim była wspomniana Emma.
Charlie tylko burknął coś pod nosem i sięgnął do kieszeni, by wyjąć kluczyki z uwieszonym przy nich breloczkiem. Rzucił je Jasonowi i wrócił do tatuowania.
Starszy tatuażysta bez słowa wyszedł i po chwili już jechał na lotnisko. Że też faktycznie miał wolną chwilę i nie mógł odmówić. Emma była jego starą znajomą. To ona nauczyła go tatuować i, mimo że nie utrzymywali ze sobą jakiś szczególnie bliskich kontaktów, oboje wiedzieli, że mogli na siebie liczyć. Tak jak teraz.
Problem mógł stanowić tylko jej siostrzeniec. Powiedziała jedynie, gdzie kazała mu czekać, więc mógł się spodziewać wszystkiego. Błagał tylko w duchu, żeby nie był to jakiś zadufany w sobie szczyl. Z drugiej strony istniała nadzieja, że takiego osobnika Emma nie zaprosiłaby do siebie.
Jason w końcu dotarł na lotnisko, do którego ze studia nie było nawet tak daleko. Zaparkował Dodge’a Charliego na podziemnym parkingu i udał się w miejsce, gdzie miał czekać. Na tablicy z przylotami znalazł lot chłopaka. Powinien już wylądować. Czyli jeszcze odprawa i pozna to nieszczęście, które będzie musiał niańczyć cały dzień.
Po jakimś czasie, kiedy tak obserwował mijających go ludzi, pewien osobnik przykuł jego uwagę. Nastolatek wyróżniający się z tłumu. Wysoki, z krótkimi, ciemnymi włosami, o całkiem ładnej twarzy, której lekkie rysy trochę zaburzała wroga mina, dwa kolczyki w łukach brwiowych oraz jeden w wardze. Do tego, mimo upalnej pogody w Miami… miał na sobie ciemną, obszerną bluzę z kapturem, a na niej żółte „AC/DC”. Był w szerokich bojówkach i pijąc colę z butelki, usiadł na miejscu, w którym Jason miał się spotkać z siostrzeńcem Emmy. To musiał być on.
Tatuażysta przewrócił oczami. Młody zbuntowany. Ech… i tak mogło być gorzej. Podszedł do chłopaka z rękoma w czarnych, wąskich spodniach, które mocniej ukazywały jego kościstość. Stanął nad nim bez słowa.
Chłopak uniósł na niego wzrok, lekko zdumiony, że jakiś wielki chłop przed nim stanął. Zaraz potem rzucił mu groźne spojrzenie ze swojego siedzenia i napił się coli.
— Co jest? — rzucił. — Ty jesteś ten Jason?
— Ta, a ty ten mały od Emmy? — odparł mężczyzna wybitnie uprzejmie.
Chłopak wstał, wrzucając butelkę do kosza. Był wysoki, ale nie tak jak Jason rzecz jasna.
— Jaki, kurwa, mały? Shane jestem, ciotka mnie nie przedstawiła? — burknął, patrząc mu w oczy twardo.
— „Mój siostrzeniec”, tyle — odmruknął Jason, nie przejmując się buntowniczą postawą chłopaka. — Odebrałeś już bagaż?
— A widzisz, żebym coś miał przy sobie? — zapytał Shane i podrapał się po krótkich włosach. — Poczekaj tu, to skoczę i zaraz wracam. Pasi?
— Idę z tobą. Nie będę stał jak kołek i czekał.
Shane spojrzał na niego koso i mruknął coś na zgodę pod nosem, wsadzając w ręce w kieszenie swoich obszernych spodni.
— Odstawisz mnie do ciotki? — rzucił.
— Nie — odparł tatuażysta, nie patrząc na chłopaka i ruszając w stronę taśmy bagażowej. Shane był butny, ale miał z nim wytrzymać tylko dzień.
— „Nie” i co, kurwa? Zawieziesz mnie do centrum i mam czekać na ciotkę jak debil?
— Posiedzisz w studiu do wieczora i wtedy cię odbierze.
— Co za studio? — Shane spojrzał na niego koso i sięgnął po swoją torbę z taśmy. Przerzucił ją przez ramię. Nie mogła być lekka, ale on nie wyglądał na przygniecionego jej wielkością i ciężarem.
— Tatuażu.
Chłopak spojrzał na niego orzechowymi oczami.
— Razem z Emmą pracujesz?
— Nie. Mamy własne studio. Wszystko?
— No, możemy się zwijać.
Jason tylko kiwnął głową i ruszył do samochodu. Wysoki, wyróżniający się w tłumie mężczyzna z czarnym, krótkim irokezem i rudymi włosami naokoło był trudny do zgubienia.
Shane szedł tuż za nim, a kiedy wyszli na zewnątrz, zmarszczył brwi do słońca. Było gorąco. W tych ciuchach tym bardziej.
Jego tymczasowy przewodnik ani razu się za nim nie obejrzał. W końcu siostrzeniec nie okazał się być pięciolatkiem, dlatego nie musiał go niańczyć. Musiał tylko zadbać o to, aby chłopak przeżył do czasu, aż nie spotka się z ciotką.
Po chwili przystanął przy czerwonym samochodzie Charliego i otworzył bagażnik.
— Wrzucaj torbę.
Shane bez słowa wsadził bagaż i od razu wsiadł do samochodu. Zanim Jason zdążył zasiąść na miejscu kierowcy, chłopak dostrzegł radio i włączył, momentalnie zaczynając przeskakiwać po kanałach. Jason patrzył na niego tylko chwilę, nim odpalił. Ruszył w stronę wyjazdu z zatłoczonego parkingu, co chwilę musząc uważać, by nie potrącić przechodniów i niedopilnowanych, wybiegających między samochody dzieciaków.
— Nie gorąco ci?
Shane nie spojrzał na niego, tylko skupił się na radiu.
— Nie, ujdzie — mruknął i po chwili zrezygnowany sięgnął bez skrępowania do schowka, gdzie znalazł jakieś płyty. Zmarszczył się. — Culture Club? Czego ty, kurwa, słuchasz?
Jason zerknął na płytę.
— To nie mój samochód. A czego ty słuchasz? — dopytał, starając się być jako tako uprzejmym.
Shane schował płyty, nie znajdując nic dla siebie. Usiadł prosto.
— Rocka głównie. Te starsze zespoły, AC/DC rządzi. Lubisz? — Spojrzał na Jasona badawczo, jakby od odpowiedzi zależały losy świata.
— Jest okej. Słucham głównie tego, co leci. Bez skrajności w żadną stronę — odparł, skręcając na drogę, którą tu przyjechał.
Shane skinął głową, otwierając okno. Po chwili zastanowienia podciągnął rękawy bluzy. W Miami było upalnie.
— Dobra, to co będę robić w tym studiu? Macie TV?
— Nie. Poprzeszkadzasz Charliemu, a jak przyjedzie blondi, to zrób słodkie ślepia, to może cię gdzieś ze sobą wezmą. Chyba że młody będzie miał klientów.
Shane zirytował się, najwyraźniej skonfundowany nawałem informacji.
— Tak, zajebiście, mów do mnie więcej. Charlie, młody, blondi. Żebym jeszcze, kurwa, wiedział, o kim ty pierdolisz.
Jason westchnął ciężko.
— Charliego spotkasz, też jest tatuażystą. Mówię na niego młody, bo to szczyl niewiele pewnie starszy od ciebie. W ogóle, ile ty masz lat?
— Osiemnaście. Szkołę skończyłem w tym roku — odparł Shane i wyraźnie zmarkotniał, a taki ponury wyraz dziwnie wyglądał przy jego aparycji buntowniczego, groźnego nastolatka. Jason jednak, jak to on, nie przejął się.
— Młody jesteś. No, ale… wracając do tematu. Blondi, czyli Rush, to kochaś Charliego — skończył wyjaśnianie, nie przejmując się tym, co mówił. Z tego co wiedział, Charlie nie chował się tak ze swoją orientacją, a już na pewno nie powinno mu zaszkodzić, że jakiś nastolatek z drugiego końca Stanów będzie o nim wiedział.
Shane zagwizdał, jakby bardziej zaciekawiony.
— I jak ci z tym? Jak znosisz liżących się facetów? — Zaśmiał się. Nie było widać, żeby był zniesmaczony.
Tatuażysta rzucił mu krótkie spojrzenie.
— A ty? Bo na pewno nie ominie cię mały pokaz w ich wykonaniu.
— Mi to styka. Lepiej to zniosę, niż jakbyś ty się lizał ze swoją laską — parsknął Shane, patrząc na niego wyzywająco i czekając na odpowiedź.
Jason tym razem nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Był rozbawiony sytuacją.
— Nie mam laski. A twoja ciotka wie o tobie?
— Nie no, widziałem się z nią ostatnio na święta i nie gadamy tak często, żebym się z tego zwierzał.
— Będzie miała niespodziankę. — Jason uśmiechnął się kącikiem ust. Gdy stanęli na światłach, zaczął grzebać w kieszeni, aby w efekcie wyjąć z niej papierosy i zapalniczkę. Nie przejmując się, że Charlie nie palił, odpalił sobie szluga.
— Nie odpowiedziałeś — burknął nagle Shane, patrząc na niego czujnie.
— Na co?
— Czy ci to, kurwa, nie przeszkadza, jak się przy tobie liżą kolesie.
— Nie przeszkadza, ale do czego zmierzasz?
— No nic, sprawdzam cię. Jakie masz podejście i takie pierdoły. — Shane oparł się łokciem o otwarte okno, patrząc na budynki w Miami. Nie był tu jeszcze.
Jason zaśmiał się. Zbliżali się do studia, czego nawet trochę żałował, bo rozmowa z tym chłopakiem była całkiem zabawna.
— Sprawdzasz mnie? A nie lepiej po prostu spytać?
Shane rzucił mu krótkie spojrzenie.
— To co? Pedał jesteś?
— Mhm — mruknął niewzruszony Jason. Nie był z tych, którzy ukrywali swoją seksualność.
Shane zaśmiał się. Był dużo bardziej zaciekawiony niż przed chwilą. Facet był wielki, wytatuowany i był gejem. I do tego jechał do studia, w którym był kolejny. Gdyby jeszcze tylko nie było tu tak kurewsko gorąco…
— To co wy macie jakieś spedalone studio, kurwa? — Śmiał się.
— Katy i Mike są hetero. Jest pół na pół — prychnął Jason, skręcając na wielki kompleks handlowy, gdzie na tyłach znajdowało się ich studio. Wyminął kolejne hordy beztroskich spacerowiczów i zaparkował przed studiem.
Shane podrapał się po włosach i wyszedł z samochodu. Zerknął za siebie na Jasona, czekając na niego. Kiedy tak stał, w tych obszernych, ciemnych ciuchach, z rękami w kieszeniach i tą ładną buźką, teraz już niepatrzącą na niego tak groźnie jak na początku, wyglądał trochę jak nastolatek, który znalazł się w niepasującym do niego środowisku.
Jason wszedł do studia i od razu krzyknął:
— Młody, był ktoś do mnie?!
Charlie wyszedł zza zaplecza z parującą kawą w dłoni.
— Nie, pusto było, masz szczęście — mruknął i zobaczył stojącego za Jasonem, nieznajomego chłopaka. — Hm? To ten cały siostrzeniec… nie wiem kogo?
— Emmy — podpowiedział Jason i odwrócił się do Shane’a. — Shane, to właśnie Charlie. Idź go pomęczyć — niemal rozkazał i dopiero zdał sobie sprawę, że nie było Katy. — A nasza pani gdzie znikła? — zwrócił się do Charliego, wchodząc za kontuar.
— Poszła po coś ciepłego do żarcia na wynos — odparł młodszy tatuażysta i skinął na Shane’a. — Cześć.
— Siema, koleś — burknął Shane i dostrzegłszy kanapę, usiadł na niej ciężko. Nie dodał nic więcej, oglądając czujnie studio. Od razu dostrzegł duże graffiti na jednej ścianie. Przedstawiało wijącego się smoka i było złożone z licznych, mniejszych wzorów. — Zajebisty ten smok — skomentował, wskazując za plecy. — Sami robiliście?
— Jason go zrobił — sprostował Charlie.
Shane podrapał się po włosach, patrząc na swojego „opiekuna”.
— No, ekstra jest — mruknął. — A macie tu coś do żarcia?
— Katy może zaraz przyjdzie, to coś dostaniesz — odparł Jason, nie patrząc na chłopaka. Był zajęty mazaniem po notesie. Obiecał odebrać chłopaka i przetrzymać go, a nie znajdować mu zajęcia, więc nie miał ochoty za bardzo się przejmować.
— Katy? Ta hetero, tak?
Charlie spojrzał to na Shane’a, to na Jasona z rosnącym wyrzutem w oczach.
— Już zdążyłeś mu powiedzieć o naszych orientacjach…? — Wykrzywił usta do tego drugiego.
— Co poradzę, słodziutki? Samo wyszło. A poza tym, jakby przylazł ten twój książę, to i tak by wyszło, jakby się do swojej ptaszyny przyssał — zachrypiał Jason, rozbawiony miną Charliego. Zawsze miał do tego słabość.
— Uwielbiam, jak się tak drażnisz, Jason, wręcz rozświetlasz atmosferę — burknął chłopak, a Shane zaśmiał się ze swojego miejsca.
Uniósł się i podszedł do kontuaru, by stanąć naprzeciwko nich. Oparł się łokciami o blat. Z takiego bliska nietrudno było nie zauważyć sznytów na jego przedramionach, które nieprzyjemnie „zdobiły” jego ręce.
— To kiedy poznam tego blondiego?
Jason wzruszył ramionami, nie przerywając rysowania czaszki oplecionej kwiatami.
— Nie wiem. Tego tu pytaj, to jego facet.
— Nie wiem nawet, czy przyjdzie. — Charlie pokręcił głową, zirytowany tym tematem. — Idę popracować nad wzorem — mruknął, biorąc swoją kawę i wychodząc do pracowni.
Shane odprowadził go wzrokiem i spojrzał na to, co rysował Jason. Facet był dobry.
Tatuażysta po jakimś czasie oderwał spojrzenie od projektu.
— Masz zamiar mi się tak gapić na ręce jeszcze długo? — spytał, mierząc go chłodnym spojrzeniem szarych oczu.
Shane od razu odpowiedział groźnym wzrokiem.
— A przeszkadza ci to w czymś, kurwa?
— Irytuje mnie to, kurwa — odparł Jason ze sztucznym uśmiechem. Na nim spojrzenia chłopaka nie robiły wrażenia.
— To sorry, że przeszkadzam. Zmyję się do miasta i zadzwonię do ciotki, jak tak ci, kurwa, nie na rękę. Nie prosiłem się — burknął Shane i ruszył do wyjścia. I o mało nie zderzył się w nich z kolorowo ubraną dziewczyną z fioletowymi włosami oraz naręczem siatek z chińszczyzną.
— Ojej, przepraszam! — Cofnęła się, a Jason wyszedł zza kontuaru.
— Shane, weź od Katy żarcie, a ja zawołam Charliego — rzucił, jakby wcześniejszej wypowiedzi chłopaka w ogóle nie było.
Nastolatek spojrzał na mężczyznę z grymasem, czując się mocno zignorowany, a potem na dziewczynę przed sobą. Wreszcie ze zrezygnowaniem wyciągnął do niej rękę. Chyba nie miał specjalnie wyboru.
— Pomóc? — mruknął.
Dziewczyna kiwnęła głową i podała mu dwie siatki z lewej ręki. Kiedy chłopak je od niej wziął, przytrzymała sobie drzwi czymś innym niż nogą, jak do tej pory, i weszła do środka. Postawiła pudełka z chińszczyzną na stoliku i wyciągnęła rękę do chłopaka.
— Katy, miło mi. A ty Shane, tak?
— No, cześć — mruknął chłopak i ścisnął jej rękę. — To ty też tu tatuujesz, co? — dopytał, zerkając na jedzenie. Był głodny.
— Też, ale to bardziej działka chłopaków. Ja głównie kolczykuję. — Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do jego brwi. Trąciła palcem jeden z kolczyków. — Spoko bananek. Nie chciałbyś jeszcze jakiegoś?
Shane podrapał się po włosach w zastanowieniu.
— No, myślałem, żeby w uszach coś zrobić. Albo pod fiutem, kurwa. — Zaśmiał się, nieskrępowany tym marzeniem, lecz przy tym spojrzał na nią, jakby zastanawiał się, czy nie przesadzał.
Ta wzruszyła ramionami.
— Jeśli byś chciał. Czemu nie? Tylko wiesz, w miejscu intymnym to od razu celibacik. — Zachichotała, rozpakowując jedzenie.
Shane rozsiadł się wygodnie.
— Ta, wiem, a na wyjeździe byłoby szkoda się ograniczać. Myślę nad tym dopiero. Ale w uszach by było spoko. Mogę trochę żarcia?
— Jasne. — Kate uśmiechnęła się do niego ciepło, po czym nagle krzyknęła: — Jason, Charlie, bo stygnie! Nie pieprzyć się na zapleczu! — I nagle pisnęła, zakrywając usta oraz spoglądając na Shane’a, mając nadzieją, że wziął to za żart.
Chłopak za to wyszczerzył się.
— Nie zdradziłaś zakazanej tajemnicy, zostałem już uświadomiony. — Mimo tych słów, poczuł się trochę skonfundowany nową informacją. Pieprzyli się ze sobą? A ten cały blondi? Szybko jednak mógł nabrać co do tego wątpliwości, bo z zaplecza wyszedł Jason i trzepnął Kate w czubek głowy.
— Głupia, nie gadaj bzdur, bo jeszcze ktoś uwierzy — fuknął i zabrał się za jedzenie.
Z zaplecza wyłonił się też Charlie i usiadł obok dziewczyny na kanapie, nie komentując. Poczęstował się chińszczyzną. Tymczasem Shane spojrzał po nich i też sięgnął po jedzenie.
— Jeszcze jakiś czas temu to nie byłyby bzdury — odpowiedziała Kate w swojej obronie.
— Jakiś czas temu ty miałaś szansę u Mike’a — odparł kąśliwie Jason i posłał jej buziaka.
— Oż, ty wredny! — Kate wyciągnęła się i dźgnęła go plastikowym widelczykiem w przedramię, robiąc groźną minę.
Shane obserwował to kątem oka, jedząc w milczeniu. Byli zabawni. Może ten wyjazd wyjdzie mu na dobre i odstresuje się trochę. Na razie nie było tak źle.
Jason dziecinnie wystawił jej język i wrócił do jedzenia, a Kate naburmuszyła się jeszcze bardziej i dalej grzebała w swojej chińszczyźnie.
— Shane, na długo przyjechałeś do Miami? — Charlie postanowił zignorować tę dwójkę i zagadać do chłopaka. Widział, że był milczący, więc pewnie nie czuł się tu luźno.
— Nie no, to tylko taki wyjazd, wiesz, tydzień, dwa, może trochę dłużej. Nie przeprowadzam się tu ani nic — mruknął z pełnymi ustami. — Matka mnie wysłała. Emma to jej siostra.
— O, może w końcu od ciebie się dowiem, kim jest Emma i skąd zna tego wielkiego chudzielca.
— Emma jest tatuażystką, ale nie wiem, skąd, kurwa, zna Jasona. Powiedziała tylko, że to stary znajomy i mnie odbierze — prychnął Shane.
— Uczyła mnie dziarać — wtrącił w końcu mężczyzna, odkładając jedno pudełko chińszczyzny i biorąc się za sajgonki.
— Uczyła go dziarać — powtórzył Shane z krzywym uśmiechem i dojadł swoje jedzenie. — Dzięki za żarcie — mruknął i wreszcie zdjął bluzę, by następnie zawiązać ją sobie w pasie. Pod tym miał tylko zwykłą, czarną podkoszulkę. Widać było, że dbał o swoje ciało. Miał umięśnione ramiona, a ubranie lekko opinało się na jego, zapewne ładnie zbudowanej, klatce piersiowej. Jak na osiemnastolatka całkiem, całkiem nieźle. Kate aż pozwoliła sobie zawiesić na nim wzrok, ale pierwszy odezwał się Jason.
— Dogrzało wreszcie. — Zaśmiał się swoim zachrypniętym głosem.
— Klimę tu powinniście mieć, kurwa, czy coś — burknął Shane, siadając wygodnie i zakładając ramiona na piersi.
— Klima jest, ale nie jest rozkręcona na maksa, bo byśmy się poprzeziębiali — zauważyła Kate. — W ogóle to skąd jesteś, że tak ogacony w tę bluzę?
— Z Milwaukee w Wisconsin.
— Och, no, to faktycznie u was chłodniej. Nigdy nie byłam nad Michigan. Ładne jest?
— No, super! Mieliśmy w tym roku całą szkołą wycieczkę nad Michigan, mam od cholery zdjęć! — Uśmiechnął się.
— O, fajnie. To w której klasie jesteś? — spytała ostrożnie. Niby z twarzy dzieciak, ale myślała, że już skończył.
Shane skrzywił się.
— Ee, nie no, skończyłem szkołę tego roku — mruknął.
Zauważywszy jego minę, Kate dopytała:
— I co, tęskni się już za kolegami i koleżankami? — Uśmiechnęła się, podtrzymując rozmowę i nie zważając na to, że Jason miał małe zainteresowanie w niańczeniu chłopaka.
Shane wzruszył ramionami z nieciekawą miną.
— No, bo fajni byli, kurna. I w szkole było zajebiście. Ale mam pamiątki — dodał i wstał, odwracając się do nich plecami oraz pokazując napis na koszulce. Była to nazwa jakiegoś ogólniaka w Milwaukee. — W tej na zawody jeździłem. — Uśmiechnął się szeroko, niemalże z pasją, jakby każdy tutaj miał się tym jarać tak samo jak on.
Kate kiwnęła głową. Chłopak naprawdę musiał być związany ze szkołą.
— A co trenujesz?
— Już nic — burknął. — W pierwszej biegałem, ale potem mi się odechciało. Jeszcze potem mnie męczyli i trochę na siłę trenowałem, ale w końcu rzuciłem — skończył, drapiąc się po włosach i siadając z powrotem na fotelu.
— I nie chciałeś już nic więcej trenować? Czemu? Ot tak?
— Nie, bo… — urwał i zmarszczył brwi. — No, nie chciałem. Motywację straciłem.
Charlie w tym czasie skończył jeść i poinformował, że pójdzie po coś picia na zaplecze. Kate zamachała za nim.
— To przynieś mi wody, co? Shane, chcesz coś?
— Cokolwiek, coś zimnego, bo upał — mruknął chłopak, odchylając głowę na oparcie.
— Jason? Jakieś życzenie? — rzucił jeszcze Charlie, stojąc w progu.
— Też wodę.
Zniknął na zapleczu, a w tym czasie rozdzwoniła się komórka Shane’a. Chłopak sięgnął po nią szybko, ale zmarszczył się, widząc, kto dzwonił. Wstał i odebrał, stając z przy wielkiej szybie, żeby zachować chociaż pozory prywatności.
— Halo… No cześć, mamo. — Obejrzał się krótko na siedzącą przy stoliku dwójkę. — Jestem… Nie… Emma dopiero przyjedzie. — Słuchał chwilę, co miała do powiedzenia matka. — Jasne, kurna, jestem u jej kumpla i dajemy sobie w żyłę — burknął sarkastycznie. — No przyjechałem, mówię, umiem o siebie zadbać… Dobra, nie muszę tego wiedzieć… Tak, nie obchodzi mnie wasza rozprawa. — Westchnął ze zniecierpliwieniem i dodał szybko: — Zadzwonię potem, jak mnie ciotka odbierze, bo znowu zaczynasz… Normalnie się odzywam, na razie! — burknął i rozłączył się.
Akurat Charlie wrócił z napojami, więc Kate podeszła do niego i pomogła mu, czyli po prostu wzięła swoją butelkę wody.
— Mama dzwoniła? — spytała Shane’a, nie przejmując się, że mogła być wścibska.
— No — mruknął chłopak i podszedł do stolika.
— Martwi się? — męczyła go dalej. W końcu jakaś osoba do rozmowy inna niż Jason ze swoimi humorkami albo Charlie, który zawsze tak czy inaczej sprowadzał rozmowę do Rusha.
— Raczej udaje, że się martwi — prychnął i napił się wody.
— Czemu tak mówisz? To w końcu twoja mama, na pewno się martwi, skoro wyleciałeś tak daleko od domu. — Kiwnęła głową, w pełni o tym przekonana. Szczegół, że okłamywała samą siebie, bo wiedziała, jak czasami bywało.
— Nie, kurwa, jest jebaną pracoholiczką i większość rozmów, jakie z nią prowadzę, to przez telefon. Taka formalność. Jest zajęta sobą.
Dziewczyna trochę się zmieszała.
— No, ale dzwoni i… — mruknęła i nie skończyła, bo do salonu weszły dwie dziewczyny. Kate wolała je obsłużyć, niż zostawić to Jasonowi.
Shane w tym czasie w milczeniu pił wodę. Było wcześnie, a do wieczora jeszcze dużo czasu. Trochę obawiał się, że będzie się tu nudził, ale nie miał nic lepszego do roboty. Niby mógłby sam pozwiedzać okolicę, ale wolał najpierw dostać od ciotki jakąś mapę i wytyczne, gdzie było coś w ogóle wartego zobaczenia.
Okazało się, że jedna z klientek chciała mały tatuaż, a druga przyszła zrobić sobie kolczyk, więc ostatecznie Charlie i Kate zniknęli w swoich pracowniach, zostawiając Jasona z Shanem i pudełkami po jedzeniu. Mężczyzna nie wydawał się szczególnie zainteresowany rozmową. Mazał coś uparcie w swoim szkicowniku. Jego chwilowy podopieczny najwyraźniej też nie chciał z nim na siłę konwersować. Po chwili więc zapytał tylko, nie znajdując sobie innego zajęcia:
— Dasz mi pooglądać jakieś wzory?
Jason spojrzał na niego i kiwnął głową. Położył na ladzie kilka gazetek, które co jakiś czas wymieniali.
— Masz standardowe. Moje i Charliego są tam. — Wskazał spory segregator leżący na końcu blatu kontuaru tuż przy szybie.
Shane zabrał katalogi i sięgnął po segregator, by następnie wrócić z tym wszystkim na kanapę. Położył się na niej na brzuchu, zaczynając od przeglądania segregatora. Wzory były ułożone tematycznie. Począwszy od małych tribali, przez koncepcje nawet na całe plecy. Następnie były czaszki, pająki, jaszczurki, smoki i tak dalej. Każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Najbardziej wzrok chłopaka przykuły pająki i inne owady. Przyjrzał się jednej kompozycji złożonej z małych pajęczaków i uniósł segregator.
— Jason?
Mężczyzna spojrzał na niego.
— Hmm? Co?
— To twój czy Charliego? — Wskazał na kompozycję.
— Mój.
— Podoba mi się — mruknął, wracając do oglądania z coraz większym zainteresowaniem.
— Koncepcja czy pajączki? — dopytywał Jason.
— Pająki są zajebiste, ale jak jest ich tak dużo jak tu. — Przewrócił znowu kartki na tamtą kompozycję i wskazał je. — Takie małe, ale wyraźne i szczegółowe.
Jason kiwnął głową, automatycznie zaczynając szkicować pajączka.
— Czyli najlepiej dużo pająków, takie… jak są gniazda. Z czegoś wychodzą, czy po prostu są?
Shane zastanowił się, patrząc na kompozycję. Ta przedstawiała pająki na pajęczynie, ale on odpowiedział:
— Zajebiste by było, jakby wychodziły z jakiejś szczeliny taką wielką chmarą i rozchodziły się na różne strony.
— Z rany czy szczeliny? — dopytywał mężczyzna, bawiąc się w jakąś koncepcję. To, co lubił w tej pracy, to nie tylko tatuowanie, ale w jakimś sensie czytanie w ludzkich umysłach. Żeby było idealnie tak, jak ktoś sobie tam wymarzył.
— No, z rany wyglądałoby zajebiście. — Shane przygryzł wargę razem z kolczykiem, wyobrażając sobie taki tatuaż. — Tak w 3D, jakby serio spod skóry wychodziły.
Jason kiwnął głową. Kiedyś robił coś podobnego, ale z różnymi owadami, nie tylko z pająkami. Ostatecznie dziewczyna była niemal cała w owadach, które w kilku miejscach wchodziły ponownie pod skórę.
— A jak myślisz, gdzie by to ciekawie wyglądało?
— Na klacie — odparł Shane, ale zaraz potem dodał szybko: — Albo nie. Na ramieniu. I tam ich najwięcej, tak gęsto i by się rozchodziły trochę w dół ręki i na klatę po jednej stronie. Wiesz, jakby miały zamiar oblec ci całe ciało. — Coraz bardziej mu się to podobało.
— A rana jak po ugryzieniu czegoś dużego, na przedramieniu — podpowiedział Jason. Jakby nie patrzeć, lubił rozmawiać o tatuażach.
— No… świetne by było… — mruknął cicho Shane.
Jason za to mazał na kartce. Nie powiedział już nic. Odezwał się dopiero jakieś pół godziny później.
— Ej, Shane.
— Co? — Chłopak akurat przeglądał katalog, leżąc już na plecach, bo poprzednia pozycja stała się niewygodna.
— Podejdź.
Przeciągnął się i zostawił katalog na stoliku. Zbliżył się do kontuaru, a mężczyzna wziął zza niego szkicownik i położył go na blacie, pokazując chłopakowi szkic.
— O czymś takim mówiłeś?
Shane popatrzył i aż rozchylił usta.
— Ja pierdolę… — szepnął i wziął szkicownik, by przyjrzeć się rysunkowi z bliska. Nie znał się za bardzo na rysowaniu, ale był pewien, że Jason miał talent. Sam szkic wyglądał jakby do w pełni gotowego rysunku niewiele było mu trzeba. Każdy pajączek był dokładny i bardzo rzeczywisty. — Kurwa, mieć coś takiego na skórze… Jest zajebisty.
— Jest jeszcze niedopracowany, to tylko szybki szkic — przypomniał mu Jason, zastanawiając się, czy Emma by go zabiła, gdyby zaproponował chłopakowi tatuaż. I w ogóle czy byłoby go stać.
— Idea mi się podoba i pająki wymiatają — mruknął Shane, dotykając palcem pajączka wychodzącego z rany. — Wypas.
Jason kiwnął głową i wyrwał kartkę ze szkicownika.
— To trzymaj.
Shane uśmiechnął się pod nosem i przyjął szkic. Złożył go starannie i schował do kieszeni.
— Dzięki.
— Pomęcz ciotkę, jeśli serio ci się podoba.
Shane milczał chwilę, patrząc mu w oczy w zastanowieniu.
— A ty byś mi nie zrobił…? — mruknął.
Jason zmarszczył się i oparł łokcie o blat.
— Em by mogła nie być szczęśliwa, że zamazuję jej siostrzeńca, nie uważasz?
— Sama jest cała kolorowa — prychnął Shane.
— Właśnie, a ty jeszcze nie. Pogadaj z nią i przemyśl to. Bo to pamiątka na całe życie — dodał surowym tonem.
— No! — Shane wyszczerzył się na ostatnie zdanie. — Zajebiście.
Jason pokręcił głową, ale lekko się uśmiechnął.
— Zajebiście, że na całe życie? — Nie żałował żadnego ze swoich tatuaży, ale… z drugiej strony też był młody, kiedy zrobił sobie pierwszy.
— Jasne, to w tym najlepsze, a mieć taki wypasiony tatuaż… Kurwa, podoba mi się. Taka pamiątka. Lubię takie rzeczy — wyjaśnił Shane, opierając się łokciami o kontuar.
— Czyżbyś w ogóle był z tych sentymentalnych? — Jason bezczelnie szturchnął palcem jego sznyty na rękach. — To też pamiątka?
Uśmiech Shane’a zniknął błyskawicznie. Chłopak cofnął ręce, zakrywając dłonią jedno przedramię.
— To nie pamiątka. Głupie blizny — burknął, a Jason przewrócił oczami.
— Tak, kot cię podrapał — prychnął. Kate pewnie użalałaby się nad chłopakiem albo w ogóle nie ruszała tematu, ale on nie miał w sobie tyle współczucia.
— Nie wypieram się przecież! — syknął Shane, patrząc mu w oczy z mieszaniną złości i zagubienia. Dlatego nosił tę przeklętą bluzę. — Tylko ich nie lubię, kurwa no.
— A zrobiłeś je sobie, bo nie lubiłeś…? — spytał Jason kąśliwie.
— Drażnisz się ze mną? — Shane wykrzywił wargi. — Nie da się tak prosto wytłumaczyć, kurwa. Porzucił mnie taki skurwiel, a ja ogólnie szczeniakiem głupim byłem. I starzy się rozwodzą i chujnia…
Jason poklepał go tylko po głowie. Nie był już aż takim skurczybykiem, nie drążył. Odpuścił. Shane spojrzał na niego markotnie i oparł się łokciem o kontuar, a brodę położył na dłoni.
— To tak zmieniając temat… — burknął. — Dasz mi numer, jakby się Emma zgodziła z tym tatuażem?
— Em ma mój numer, to od niej weźmiesz — odparł mężczyzna, siadając na wysokim krześle naprzeciwko. Napił się wody z butelki.
— Luz — mruknął chłopak, patrząc na niego bez skrępowania. — A jak bym się nudził, to mogę wpaść, co? — zagadał po chwili zastanowienia.
— W jakim sensie?
— Posiedzieć w studio, pogadać… czy coś. — Uśmiechnął się do niego groźnie i trącił językiem kolczyk w wardze.
Jason zmierzył go długim spojrzeniem i już miał coś odpowiedzieć, kiedy do salonu wparował schludnie ubrany, przystojny blondyn o uśmiechu gwiazdora filmowego. Wyszczerzył się do Jasona.
— Jest Charlie? — zagadnął.
— Młody, blondi do ciebie! — rzucił głośno Jason w kierunku pracowni chłopaka, z której po chwili ten wyszedł i uśmiechnął się na widok Rusha.
— Cześć — rzucił, podchodząc do niego.
— Cześć. — Rush uśmiechnął się oszczędnie, zerkając sugestywnie na Shane’a. Nie chciał Charliemu stworzyć niewygodnej sytuacji.
— Wie — rzucił tatuażysta, objął Rusha w pasie i pocałował go w usta.
Shane wciąż stał oparty o kontuar przed Jasonem, patrząc przez ramię na tę dwójkę.
— Przystojny — mruknął do Jasona.
— Może… — wyburczał tatuażysta pod nosem, ale tak, że chłopak go usłyszał. Odkąd wtedy na łodzi miał się pocałować z Rushem, uważał, że blondi był nawet ciekawy z wyglądu. Co innego charakter. Ten go wybitnie irytował.
— Chcesz coś do picia? — spytał tymczasem Charlie.
— Nie, dziękuje, mój śliczny — odparł Anglik z uśmiechem na ustach. — O której kończysz?
— No, jeszcze trochę… Do wieczora, jak zwykle, ale odwaliłem już wszystkich klientów na dzisiaj. — Charlie przeciągnął się. — Więc teraz tylko jak ktoś ewentualnie przyjdzie, to będę miał robotę.
Rush zmarkotniał. Spojrzał na Jasona, który był ponownie pochłonięty swoimi szkicami i dopiero zwrócił się do Charliego.
— A nie dałoby rady, żebyś się… wyrwał wcześniej? — spytał z nieukrywaną nadzieją w głosie. Pogłaskał chłopaka po biodrze, jakby miało go to przekonać do podjęcia decyzji.
— Hm? A masz jakiś plan?
— Myślałem, żeby pójść do kina.
— Pomęczę go — szepnął Charlie i podszedł do kontuaru, stając obok Shane’a. Zwrócił się do starszego tatuażysty: — Jason, nie mam już klientów, zmyję się na jakiś czas… co?
Mężczyzna uniósł na niego zblazowane spojrzenie.
— A co ja z tego będę miał?
— Nie wiem, a co chcesz? Do kina idę tylko.
— To zabierz młodego. — Jason skinął głową na Shane’a. Pozbędzie się chociaż dzieciaka na kilka godzin.
— Do kina mogę iść — dodał Shane od razu.
Charlie spojrzał na niego ze średnim przekonaniem, ale skinął głową. Skoro to miała być jego zapłata za zwolnienie się z pracy, to mógł na to pójść.
— No, dobra… Rush. — Odwrócił się do Anglika. — Możemy wziąć Shane’a? W ogóle to siostrzeniec znajomej Jasona i musi tu siedzieć do wieczora. Masz coś przeciwko?
Rush tylko wzruszył ramionami i pokręcił głową.
— Nie, jeśli ty się zgadzasz — odparł polubownie. Nie to, żeby miał ochotę na dodatkowe towarzystwo, ale mógł to przetrwać. Najważniejsze, że Charlie szedł i mógł się z nim otwarcie obściskiwać.
— To zbieramy się, Shane — zwrócił się tatuażysta do chłopaka, który podszedł jeszcze do kanapy po swoją bluzę i przewiązał ją sobie w pasie.
— Gotowy — mruknął, patrząc po Rushu i Charliem.
Grey skinął Jasonowi głową na pożegnanie i zwrócił się do Charliego, wychodząc:
— A Katy dziś nie ma w pracy?
— Jest, miała klientkę teraz. A co? — spytał Charlie, idąc u jego boku i czując kroczącego za nimi jak cień Shane’a. Chłopak naprawdę był niezłej postury jak na dzieciaka, a dodatkowo swoim stylem ubierania się sprawiał, że wydawał się jeszcze większy.
— A bo jej nie widziałem — stwierdził mężczyzna, otwierając samochód.
— No, zaszyła się u siebie.
— Zajebista bryka — skomentował Shane, wsiadając na tylne siedzenie i rozglądając się po wnętrzu. Chyba nigdy nie siedział w samochodzie bez dachu.
Rush podziękował uprzejmie i już po chwili ruszył.
— To na jaki film macie ochotę? — spytał, zapatrzony na drogę.
— Może zobaczymy, co będzie, bo nie jestem zorientowany, co leci — odparł Charlie.
— Tylko nie jakąś gównianą komedię — dodał Shane z tyłu.
— I rozumiem, że romans też ci nie pasuje? — dopytywał Rush, który jeszcze nim dowiedział się, że będą mieli towarzystwo, miał upatrzony film.
Shane skrzywił się.
— Romans? Daj spokój. Najlepiej coś z akcją.
— Horror, akcja czy coś wojennego?
Nie mieli stąd daleko do wielkiego multipleksu. Plusem studia Fire Dragon była jego lokalizacja na Coral Gables, czyli właściwie w ścisłym centrum Miami. Było blisko praktycznie wszędzie.
Shane zamyślił się i myślał dłuższą chwilę, aż wreszcie pochylił się do przodu i oparł łokciami o oparcie siedzenia Rusha i Charliego.
— Wojenny albo akcja.
— Jeśli jakiś będzie… — mruknął Rush, wjeżdżając na parking podziemny. — Lubisz?
— No, zajebiste są — przyznał Shane z dziwnie zamglonym wzrokiem, patrząc w przód. Wydawał się być myślami w innym miejscu. — Miałem na nie fazę w pierwszej ogólniaka.
— Ja zawsze lubiłem historyczne — rzucił Rush, nie wiedząc, co innego mógłby mu odpowiedzieć.
— Zależy które. Te o walkach są super. Oglądałeś „Gladiatora”? Tam to Crow miał niezłe mięśnie — stwierdził jego rozmówca, marszcząc brwi do wspomnienia. Oglądał go z chłopakiem.
Rush zaparkował i wyłączył silnik.
— Jak dla mnie był za bardzo napakowany — odpowiedział i uśmiechnął się do Charliego. On był w sam raz. Nie lubił napakowanych facetów.
Shane wzruszył ramionami i wypakował się z BMW, trzymając się z tyłu. Wsadził ręce do kieszeni i podążył za parą do kina. Ludzi o tej porze było bardzo dużo, ale nie miał problemów, by przedzierać się przez tłum. Był wysoki i dobrze zbudowany, więc ludzie automatycznie schodzili mu z drogi. Może przez te ciemne ubrania albo wrogi wyraz twarzy.
Po chwili doszli do kas biletowych. Przystanęli na czerwonym dywanie pod równie czerwonym sufitem, w który wbudowane były wielkie lampy, wyglądające jak okrągłe dziury. Nad ladą z jasnego drewna z podświetlonym od spodu blatem widniały plakaty i ekrany z harmonogramem wyświetlanych produkcji.
Nadszedł czas decyzji. Rush, skoro Shane był gościem, zwrócił się najpierw do niego.
— To co chcesz zobaczyć?
Chłopak wpatrzył się w repertuar na tablicy i dostrzegł pod jednym tytułem podpis „akcja, science-fiction”. Odwrócił się, szukając go po plakatach i skinął głową do siebie, odwracając się z powrotem do Rusha.
— „Iron Man”, pasi?
Mężczyzna podszedł do ulotek i wybrał tę z filmem zaproponowanym przez chłopaka. Przeczytał ją na głos.
— „Iron Man” to nieprzerwana akcja z Robertem Downeyem Jr. Fenomenalna filmowa przygoda. Kiedy obracający się w najwyższych kręgach genialny industrialista Tony Stark zostaje pojmany na terytorium wroga, w ucieczce pomaga mu zbroja skonstruowana przy pomocy najnowszej technologii. Teraz, jako bohater niezrodzony, lecz zbudowany, Tony udaje się na misję ocalenia świata. Z udziałem takich gwiazd jak Gwyneth Paltrow, Terrence Howard i Jeff Bridges, stanowi świetną rozrywkę najwyższych lotów. — Spojrzał na Charliego. — Pasuje?
— No, jasne. Co tam chcecie. — Jemu pasowało i lubił głównego aktora.
— To kupuję bilety, a wy — Rush wyjął portfel i dał chłopakowi stówę — kupcie popcorn, picie i co tam chcecie.
Shane spojrzał na banknot z podziwem. Oszołomiony tym, ile pieniędzy dostał, ruszył z Charliem w stronę baru. Kupili trzy duże popcorny i Coca-Cole, a potem już czekali na Rusha przy wejściu. Do filmu mieli niecały kwadrans.
Po chwili mężczyzna dołączył do nich i zamachał biletami. Shane wcisnął mu jego popcorn i napój, aż wreszcie weszli na salę. Nie było nawet tak dużo ludzi, jak się spodziewali. Mieli też całkiem dobre miejsca, wysoko i na środku.
— Kto w środku? — spytał Rush.
— Wy jesteście parką, nie będę wam się wbijał, jakbyście się chcieli lizać na jakiejś gorącej scenie — prychnął Shane i zwalił się na fotel. — Siedźcie se obok siebie.
Rush nieznacznie się speszył. Nie o to mu chodziło. Nic jednak nie odpowiedział, tylko usiadł na skrajnie oddalonym od chłopaka miejscu, zostawiając wolne miejsce Charliemu między nimi. Ten trącił łokciem Shane’a.
— Ciekawe, jakie gorące dla nas sceny mają być na takim filmie — mruknął.
— Może Iron Man jest gejem? — Shane wyszczerzył się groźnie, a Rush pokręcił głową.
— To raczej mało prawdopodobne — odparł z lekkim, brytyjskim akcentem. Zdarzało mu się to czasem przypadkowo.
— Hę…? — Shane zmarszczył brwi. — Skąd ty jesteś?
— Rush jest Brytyjczykiem. — Charlie wyszczerzył się, jakby mówił, że Grey był ze złota.
Ten kiwnął tylko głową na potwierdzenie, a Shane spojrzał na Charliego i parsknął cicho.
— Brytyjczykiem? No, spoko. Ale nie słychać. Długo jesteś w Stanach?
— Dwa lata — odparł Rush, specjalnie przechodząc na rodzinny akcent. W sali powoli zaczęło się ściemniać.
— No, teraz słychać — skomentował Shane i usiadł już prosto.
Na dużym ekranie najpierw wyświetlały się reklamy, które szybko zostały zastąpione zwiastunami innych filmów.
Shane zajadał popcorn i kiedy wreszcie zaczął się film, wyłożył nogi do przodu, opierając ciężkie buty na oparciu siedzenia przed nim. Rush odetchnął ciężko, postanawiając nie komentować.
W trakcie trwania filmu Shane zupełnie zapomniał o istnieniu dwójki towarzyszy, wpatrując się w skupieniu w ekran. Wydawał się tym maksymalnie pochłonięty, kiedy Charlie co jakiś czas popijał colę, zajadał popcorn, czy wychylał się do Rusha. Popcorn Shane’a pozostał nietknięty, a chłopak pochłaniał film. Był dobry. No i szkoda, że oglądał go z kimś, kto się nim tak nie jarał… Nie to co David. Z nim się dobrze oglądało. Miał klasę.
Shane aż zacisnął pięści do wspomnień. Skurwiel, przeszło mu przez myśl.
Pojawiła się scena, w której główny bohater pracował nad swoją nową zbroją, mając na sobie czarny bezrękawnik, opinający się na jego ciele. Umięśnione ramiona były doskonale widoczne, a Shane aż zagwizdał z cichym pomrukiem. Rush zaśmiał się pod nosem. Chłopakowi się podobało, jemu w sumie też. Także to, że prawie cały czas trzymał się z Charliem za rękę.
Tymczasem, kiedy przy pierwszej próbie lotu Tony Stark odbił się od ziemi, poleciał do tyłu i walnął całym ciałem w pochyloną ścianę, Shane zarechotał głośno i bez skrępowania.
— O kurwa, jak przypierdolił! — Śmiał się.
— Hej, ciszej! — sarknął na niego facet rząd niżej.
Shane spojrzał na niego w dół z grymasem i rzucił mu kilkoma ziarnami kukurydzy we włosy. Ten odwrócił się do nich ponownie ze zmarszczoną miną.
— Uważaj z tym popcornem, młody! — zagroził, a Rush spojrzał na Shane’a z nadzieją, że ten odpuści.
— Wypadł mi — prychnął chłopak z ironicznym uśmiechem, odchylając się na fotelu. Wpatrzył się w ekran, zupełnie ignorując faceta.
Ten tylko pokręcił głową, także wracając do oglądana filmu. Charlie nie zamierzał upominać chłopaka. To Jason powinien go pilnować.
Dalsza część filmu minęła spokojnie, a kiedy wreszcie światła się zapaliły, Shane uśmiechnął się szeroko, patrząc na towarzyszy.
— Zajebisty, co?
— Dobre były te sceny walki — odparł Rush, dojadając swój popcorn i jeszcze patrząc na napisy końcowe, mimo że ludzie już się zbierali.
— No, bajer — zgodził się Shane. — Dobry film, nie wiedziałem, że aż tak.
— Tak, a Jason musi być w siódmym niebie, mając tyle czasu spokój w studiu. — Zaśmiał się Charlie. — A ten facet był całkiem seksowny — dodał z uśmiechem.
— Bardziej niż ja? — odparł zaczepnie Rush, szturchając kochanka w bok.
— Nieee, przy tobie wymięka.
Shane spojrzał na nich sceptycznie i wstał z fotela, biorąc niedojedzony popcorn i colę. Teraz przynajmniej będzie miał czym zająć ręce, gdy wrócą do studia i nic nierobienia.
— Idziemy?
— Mhm… Już, moment — odparł Rush, a kiedy na ekranie zaczęli być wymieniani już tylko charakteryzatorzy i reszta obsługi filmu, wstał.
Spróbowali wydostać się z pełnej sali kinowej. Przecisnęli się między ludźmi w przejściu, potem minęli sporą grupkę nastolatków przy kasach i ruszyli dalej.
— Gdzieś macie ochotę teraz iść, czy was odwieźć? — zapytał Rush.
— No, jakby nie patrzeć, jestem w środku pracy — mruknął Charlie, wydymając wargi. — Więc lepiej by było do studia. No i nie wiem, kiedy ma ta ciotka Shane’a przyjechać.
— Dobrze. A masz plany na wieczór? — spytał go jeszcze Rush, kierując się do wyjścia z multipleksu z Shanem idącym za nimi jak śmierć.
— Nie. Możemy się zobaczyć.
— To wpadniesz, gdy skończysz pracę, czy ja mam przyjechać?
— Mogę przyjechać — odparł Charlie.
Wyszli na zewnątrz i skierowali się do samochodu Rusha.
— Super, zamówię nam jakaś kolację — zaproponował Grey i po chwili otworzył auto. — O której będziesz?
— Po ósmej?
— Chce się wam w to bawić? — usłyszeli nagle mruknięcie Shane’a, kiedy wsiedli i zapięli pasy.
Rush odwrócił się do niego, nim ruszył.
— W co?
— W takie związkowanie.
Rush zmarszczył brwi. Nie rozumiał. W ogóle miał wrażenie, że dużo rzeczy nie rozumiał w tej Ameryce. Lubił ją i jej lekkość do podchodzenia do niektórych kwestii, ale czasami wybitnie nie ogarniał. Na przykład tego widowiskowego patriotyzmu i innych, abstrakcyjnych sytuacji.
— Czemu tak mówisz?
Shane wzruszył ramionami, patrząc na niego ponuro.
— Po co wam to? Wiesz, że stajesz się słabością Charliego, a on twoją?
— Po to, żeby było miło i bo chcę? — odparł dość sucho jak na siebie.
— No, to jak tam chcesz. Ale nie jesteś ze Stanów. Mieszkasz tu na stałe?
— A po co ci to wiedzieć, Shane? W ogóle, no, co tak męczysz? — wtrącił się w końcu Charlie, bo dla niego też ta rozmowa zaczynała być trochę dziwna i irytująca.
— Nie męczę, kurwa. Rzuciłem tylko, róbcie, co chcecie — burknął wrogo chłopak. — Wasza filozofia.
Rush pokręcił głową i ruszył. Faktycznie, przywiązywali się do siebie, nawet nie wiedząc, czy nie będą musieli się za tydzień rozstać. A niestety to było bardzo prawdopodobne z racji jego pracy.
Charlie aż markotniej spojrzał na Shane’a w lusterku. Już czasem nawet zapominał, że Rush, gdy tylko skończy swoją pracę w Miami, będzie musiał wrócić do Anglii. Wolał o tym nie myśleć. Jakby nie patrzeć, była to dość marna wizja zakończenia związku.
— Byłeś w ogóle kiedyś w jakimś związku? — spytał nagle.
Shane milczał chwilę, chyba nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
— Wydawało mi się, że jestem — burknął wreszcie.
Rush spojrzał na niego w lusterku.
— Czemu tak mówisz? Coś się stało?
— Taa, zostawił mnie skurwiel. Stare dzieje, pierdolić go.
Rush wbił spojrzenie w drogę przed sobą. To nie brzmiało przyjemnie.
— Współczuję, ale nie martw się, znajdziesz sobie lepszego — zapewnił, starając się nie myśleć, że kiedykolwiek jakiś jego kochanek albo kochanka po kilku spotkaniach mógłby czuć do niego coś więcej.
Shane prychnął cicho.
— Nie potrzebuję nikogo.
Charlie tylko spojrzał na niego w lusterku, nic nie mówiąc, a Rush wolał zostawić dla siebie swoje uwagi, więc resztę drogi pokonali w ciężkiej ciszy. Na szczęście mieli blisko.
Kiedy dojechali przed studio, Shane tylko podziękował Rushowi za postawienie kina i ze swoim popcornem i Coca-Colą ruszył do studia, zostawiając Charliego, który jeszcze gadał chwilę z kochankiem przy samochodzie.
Rush w pewnym momencie odwrócił się plecami do witryny, opierając się bokiem o samochód.
— Co o nim myślisz? — spytał.
— Nie wiem w sumie — odparł Charlie, zastanawiając się chwilę. — Jest w porządku, ale wydaje mi się cholernie zagubiony.
— I chyba ma jakiś uraz.
— Tak myślę. Chodzi taki ponury.
Rush kiwnął głową.
— Ciekawe, co się stało. Myślisz, że to dlatego, że został niedawno rzucony? — spytał, nieświadom, jak dawno naprawdę to było.
Charlie przeczesał włosy palcami, patrząc w stronę studia.
— No, może. Jak tak gadał o tych związkach… Cholera, nie wiem, może jakiś odrzucony się czuje, czy coś.
— Prawdopodobnie… Biedny chłopak. Nie wiem, może byśmy go jeszcze kiedyś ze sobą zabrali? Czy to głupi pomysł, takie rozdrapywanie ran?
Charlie uśmiechnął się lekko.
— No, tylko do ciotki przyjechał. Można mu zaproponować, najwyżej odmówi.
Anglik kiwnął głową w aprobacie i dopiero po chwili zreflektował.
— A ty w ogóle byś chciał? Wiesz, czy to by ci nie przeszkadzało?
— Spoko, chłopak wydaje się w porządku, więc jest okej. Możemy go gdzieś wyciągnąć.
Rush uśmiechnął się szczerze i ciepło. W jakiś sposób podświadomie odbierał to jako zrekompensowanie tym wszystkim rzuconym przez siebie osobom ewentualnego bólu po jego stracie.
— Cudnie. W takim razie widzimy się wieczorem? — dopytał jeszcze.
— Jasne, przyjadę po skończeniu pracy. — Charlie przysunął się do niego, żeby pocałować go na pożegnanie.
— To do wieczorka.
Chłopak odsunął się od niego, skinął głową z uśmiechem i wrócił do studia.

22 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 32 – Młody zbuntowany

  1. Katka pisze:

    Karo, taaaak, to dokładnie ten sam Shane ;D Mamy słabość do łączenia opowiadań, więc to na pewno nie będzie ostatni raz, kiedy się na coś takiego natniesz XD Ale zgadzam się, biedaczek. Taki młody, taki zraniony :(

  2. Karo pisze:

    Hej, zadam teraz bardzo mądre pytanie :) Czy ten Shane to ten sam słodziak z „Never be the same” ? Genialnie Wam to wyszło ! Biedaczek taki podłamany i zrezygnowany.

  3. Katka pisze:

    Tigram, oooooj, chociaż w jednym opku nie mogło być zakończenie cukierkowe… Jeszcze byśmy w jakiś schemat wlazły czy coś. Ale spoko, rozumiem emocje.

  4. Katka pisze:

    Nezu-Chan, haha, zawsze fajne są takie reakcje ludków, którzy wpierw czytali NBTS, a dopiero potem FDTS i widzą nagle Shane’a :D To niewątpliwie wzbudza sentyment, który jest okazywany naprawdę w uroczy sposób czasami :) Także fajnie było przeczytać Twoją reakcję :)

  5. Nezu-Chan. pisze:

    Kyaaaaa! Mój Shane!!! < 3 Normalnie Love Forever!! Jak ja go kocham. < 3 xDDD Ale serio.. aż się smutno robi, jak wspomina tak o Davidzie. :c Biedny.. < 3

  6. Adela pisze:

    zauważyłam, że Rush nie jeźdxi autem czy też samochodem, on jeździ BIAŁYM BMW! albo ewentualnie jakimś ferrarii z koniecznie określonym kolorze ;P

  7. Tess pisze:

    Och! Shane… I aż się tak jakoś dziwnie zrobiło, łezka w oku zakręciła, kiedy to wspomniane zostały jego blizny, awrr
    Miłe zaskoczenie : )

  8. Shivunia pisze:

    ” jak go ktos nie naprostuje to wyrosnie z niego jakis czlonek gangu czy kurwa metal straszacy ludzi na miescie ;p”
    Nie widzę Jasona jako wzorca wychowawczego XD
    „mam diabelskie zaciagi.” a my nadal byśmy chciały wiedzieć co to znaczy ;>

  9. Gordon pisze:

    Shane. Zbuntowany dzieciuch. ale ma cos w sobie. ostry charakterek. i to kurwowanie ja pierdole. jak go ktos nie naprostuje to wyrosnie z niego jakis czlonek gangu czy kurwa metal straszacy ludzi na miescie ;p
    sory ze tutaj ale bym zwrocil uwage na wczesniejszy rozdzial. Rush… tak mam do goscia slabosc… jak sie speszyl na propozycje nie uzywania gumek. kurwa on jest dla mnie niezdrowy jak boga kocham. mam diabelskie zaciagi. facet jest slodki ;p chuj ze wole ciemne wlosy ale ksieciu te pasuja.
    Jason bedzie z Shanem? moglby facet wreszcie zaznac szczescia bo chodzi struty ostatnio. az mi zal tego skurczybyka
    czekam na wiecej, pozdro

  10. jumanji pisze:

    no jaki 100% heteryk całuje innego facet!? Mike jest bi! cudowna natura i aparycja Jasona przekonają go co do jego prawdziwej natury i będą żyli długo i szczęśliwie :D

  11. DaughterOfWind pisze:

    Ha, Robert Downey Junior rox :)
    Ogólnie napatoczyło się kilka błędów, ale nie mam zbytnio czasu wytykać, bo na szybko czytałam.
    Na pierwszy rzut oka to Shane mnie wkurza. Jedyne odczucie co do niego. I razi po oczach jego słownictwo. Nie lubię takich dzieciaków. Praktycznie rzecz biorąc jest starszy ode mnie xd ale mimo to dzieciur niesamowity, taki stereotypowy „młody zbuntowany” dosłownie.
    Heh, wszyscy parują biednego Jasona z kim popadnie XD Czym nas jeszcze zaskoczycie? ;>

  12. Katka pisze:

    Jason – gwiazda FDTS XD Haha, cieszę się, że go tak lubicie XD
    Gazelka, jak zwykle mnie zabiłaś, hahaha XD Shanson, haha.
    Jumanji, ale Mike hetero jeeeest XD Jedyna ich możliwość bycia razem to w fiku, obawiam się :)

  13. jumanji pisze:

    Jaaasooon*.* w końcu moje słoneczko!!
    ale Shane? na początku zapowiadał się nieźle, ale potem okazało się ze to jakaś neurotyczna, rozbablana niunia która nauczyła się „kurwa” mówić! zachowuje się jak 15 letnie małe emu!kto mówi dopiero co poznanym ludziom – facet go rzucił, starzy się rozwodzą ojoj jaki on biedny! i olaboga
    mam naprawdę świetny pomysł- niech Rush go sobie weźmie i zabierze do Anglii mamie pokazać:P (diabelski chichot)
    wracając do brutalnej rzeczywistości- niech go sobie Tayson weźmie! Shana oczywiście bo przecież Rush niedługo wynosi się z opka, ne?;)
    Jason nie może być z takim dzieckiem! i to na dodatek siostrzeńcem swojej kumpeli! (tylko plizzzz, nie próbujcie „uczłowieczyć” J. poprzez jak się przejmuje tym szczylem!J.tego nie potrzebuje) jedyny facet na związek dla Jasona to Mike!!!

  14. Gazelka pisze:

    HA!
    Miki moze iść wieść nudne życie z Marg w mieście jest nowy szeryf.

    Beda się nazywali Shanson!
    Tylko mam z młodym kilka problemów. Bo on sie wydaje skrajnie pozerski. Taki byczek Fernando a widać, że ma problemy i cos jest ewidentnie na rzeczy ale przeszkadzało by mi jego zachowanie (te kurwowanie szczegolnie) gdyby nie fakt że od pierwszego wejrzenia skradł me serce… Już po tytule wiedziałam, że będzie Jasono centryczny odcinek tylko myślałam, ze to jednak Tyson okaże sie tym zbuntowanym (sprytne girls:D). A tymczasem Shane który w mojej głowie jest epicko przystojny i w ogóle ah i oh i niech troszke zmieni nastawienie i łap mnie lordzie Jasonie…
    Princ Rush lubi Roberta Downeya Jesusa? No to chyba mu troche odpuszcze w tym rozdziale.
    Za to Charlie: „Charlie wyszczerzył się, jakby mówił, że blondyn jest ze złota” pozwól, że zwymiotuję…
    W sumie to juz chce więcej i znowu strasznie sie napalam a to niezdrowo. Zobaczymy jak to sie wszysto rozwinie to wam jeszcze poewnie nie jeden elaborat strzelę.

  15. Yuriko-chan pisze:

    Czuje ze Shanowi sie Jason spodobal :P smieszy mnie to przeklinanie i irytuje a jednoczesnie dziwi ze nikt mu uwagi nie zwraca. Może mu sie znudzi jak zauwazy,ze na nikim to nie robi wrazenia? Hahahaha ;D fajnie ze weszla nowa postac xD spodobalo mi sie jak zgasil ptaszyny xD ciekawe czy bedzie odwiedzal „pedalskie studio” często xD ciekawi mnie jak akcje poprowadzicie :p chcialabym zeby sie bzykneli z Jasonem, ale jednoczesnie nie wiem jakie shane by warunki stawial.. glupio by bylo tak bez zobowiazan jak Jason/Charlie ;P xD ale co z Tysonem!? ja tez polubilam Shanea zabawne ze jego grozne miny nie robia na Jasonie wrazenia ;P chce wiedziec o nowym Mlodym wiecej ;PP fajnie ze rozdzial taki dlugi ;P

  16. Shivunia pisze:

    Roselani >> Em i Jason to tacy… hmm no nie widują się często, ale jakby Jason nagle czegoś potrzebował to ona rzuci wszystko i mu pomoże. I na odwrót. No i Em naprawdę lubi Jasona i sama nie jest „matką polką”

  17. Tamiya pisze:

    Czyli ten Tyson z poprzedniego rozdziału był dla zmyłki, bo tak naprawdę dla Jasona przeznaczyłyście Shane’a? :> sprytnee. A co do Shane’a… Polubiłam go od pierwszej chwili XD Nie wiem dlaczego. Takie zbuntowane, mroczne i zakolczykowane <3 Jee. Dużo Jasona *.* Chociaż książęcą parkę też lubię to jednak Jason to Jason.
    Swoją drogą… Popieram Roselani – jak już wsadziłam informację o wyjeździe Rusha gdzieś w głąb podświadomości, to mi o tym brutalnie przypomniałyście ;____; Nie chcę żeby wyjechał!
    Uwielbiam jasonowatość Jasona – "A co ja z tego będę miał?"

  18. Elis pisze:

    „A co ja z tego będę miał?” – Jason kocham Cię.
    Polubiłam Shane’a. Myślałam, że będzie taką niewinną sierotką, którą Jason rozdziewiczy, a ten kogoś jednak miał i skończyło się to źle. Do tego te blizny… Mam nadzieję, że chłopak zagości na dłużej.
    Rozdział fantastyczny jak zawsze, ale tu było dużo Jasona więc jest podwójnie dobry. :D

  19. Roselani pisze:

    No i jestem ciekawa, co kierowało tą Emmą w wyborze niańki dla Shane’a. Ja bym Jasona do tej roli na pewno nie wybrała. Mimo, że go uwielbiam oczywiście.

  20. Roselani pisze:

    Jezuu, jak dobrze. Nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Powstrzymywałam się nawet przed zapytaniem, kiedy już będzie.
    Co do treści, to muszę powiedzieć, że polubiłam Shane’a. Wydaje mi się fajny. Choć na razie niewiele o nim wiemy. Mam co do niego jednak pewne przypuszczenia, których standardowo nie zdradzę.
    W ogóle to pod koniec brutalnie przypomniałyście mi, że Rush może w każdej chwili wyjechać. Przez to, jak słodko jest między nimi ostatnio, prawie o tym zapomniałam.
    „Charlie, który zawsze tak czy inaczej sprowadzał rozmowę do Rusha” – jakie to słodkie!
    „Charlie wyszczerzył się, jakby mówił, że blondyn jest ze złota” – to też! XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s