Fire Dragon Tattoo Studio – 30 – Potrójna randka

Kiedy Rush zaparkował pod hotelem, Charlie wyskoczył z auta i sięgnął po torbę z tylnego siedzenia. Zarzucił ją na ramię i poczekał na kochanka.
Czuł się leniwie. Wypad na rejs był naprawdę owocny, skoro rozszerzyli swój układ i mógł mieć bardziej dla siebie tego przystojniaka, który uśmiechał się do niego właśnie jak jakiś przeklęty książę. No, może nie dla siebie, ale zawsze była to namiastka związku. Irytujące było jedynie to, że miał się nim z kimś dzielić.
Samochód Rusha w końcu zapiszczał, obwieszając, że alarm został włączony. Jego właściciel spojrzał na zegarek i ruszył w stronę wejścia.
— Mamy jeszcze jakieś dwie godzinki do spotkania. Jakieś propozycje… — Nie dane mu było skończyć, bo zadzwonił telefon.
Charlie nic nie odpowiedział, idąc w milczeniu u jego boku, aż Rush, już rozmawiając przez telefon, nagle przystanął. Słuchał rozmówcy z zaciętą miną, która tak bardzo różniła się od jego zwykle beztroskiego wyrazu twarzy.
— Dobra, dobra… Załatwię. Mhm… Dobra. — Westchnął w końcu i rozłączył się.
Charlie poprawił torbę na ramieniu i spojrzał na niego pytająco.
— Z pracy?
— Coś w tym stylu — mruknął wyraźnie zgaszony Rush i ruszył w stronę wejścia.
Charlie musiał nieco przyspieszyć, żeby za nim nadążyć. Przeszli szybko przez zatłoczony, luksusowy hol i stanęli pod jedną z ułożonych szeregiem wind. Kawałek dalej pokojówka trzymała wózek pełen czystych prześcieradeł, a do innej windy wchodziła część gości. Wszyscy odstrzeleni jak na galę oscarową.
— Co jest? — zagadał Charlie, nie wiedząc, jak odebrać tę zmianę nastroju. Był wyczulony na tym punkcie, bo wciąż wiedział, że Rush w każdej chwili mógł wrócić do domu, kiedy tutaj nie będzie się opłacało pracować.
Mężczyzna przetarł twarz, a gdy winda przyjechała, przesunął kartą po czytniku i ruszyli.
— Nic — zbagatelizował, opierając się plecami o ściankę. — Nie myśl o tym.
— No, ale… Jakieś problemy, czy coś…?
— Nie. — Rush skrzywił się, a winda piknięciem oznajmiła, że dojechali. — Tylko brat dzwonił i się pluł — wyjaśnił oględnie.
Charlie wyszedł za nim do apartamentu i rzucił torbę na kanapę.
— Ach… — mruknął mało elokwentnie, popatrując na niego. — W sensie strofuje cię? Myślałem, że to firma twoich rodziców.
Rush przewrócił oczami, idąc do barku. Wyjął stamtąd dwie butelki wody i jedną rzucił Charliemu.
— No, bo jest. Ale on jest… Nie to, że zbyt ambitny, tylko na niego spadnie przejęcie interesów, a on jest perfekcjonistą. — Wzruszył ramionami, popijając wodę. Wyraźnie jego dobry humor zgasł.
Charlie usiadł na fotelu.
— A tu coś nie idzie? — spytał, od razu próbując dojść do konkluzji, jak to wpływało na długość pobytu Rusha w Miami.
— Nie, że nie idzie, tylko mogłoby być według niego lepiej — prychnął, mimo że w duchu już cykorzył na myśl, co będzie, jeśli Alex faktycznie dojdzie do wniosku, że nie było tak, jak sobie zaplanował.
— Czyli co? Masz nacisk ze strony brata. A on kieruje tym z Anglii, tak?
Rush przeczesał palcami jeszcze wilgotne włosy.
— Mhm. No i ze strony ojca też, ale nie aż tak. — Zaśmiał się. — A Alex w ogóle to babrze paluchy nie tylko w nieruchomościach, ale inne takie. Wykupy firm, inwestycje… — mruknął. Nie było widać, żeby sam był tym zainteresowany.
Charlie aż zagwizdał.
— Głowa do interesów, co?
— Aż za bardzo.
— Ciekawy jestem, jaki jest — zadumał się. Chętnie zobaczyłby starszego brata Rusha. Był ciekaw, czy też był takim przystojniakiem. Nie chciał jednak teraz prosić o zdjęcia, skoro mężczyzna był przybity telefonem. To by nie było specjalnie taktowne.
— Nie, nie jesteś ciekaw — zapewnił go Rush z krzywą miną.
— Czemu?
— Bo to straszny potwór, który zjada dzieci — zakpił, starając się uciąć temat. Nie dogadywał się najlepiej z bratem, dlatego rozmowy o nim też jakoś go nie kręciły. Wolał wypierać myśli o pracy i bracie na dalsze czeluści świadomości. Luźniej mu się wtedy żyło.
Charlie uśmiechnął się tylko i odstawił wodę na stolik przy fotelu.
— To co teraz? Marg mówiła, że masz tu jakieś konsole. Może pogramy, zanim zawiniemy się na kolację?
Rush uśmiechnął się szeroko, czując ulgę.
— Jasne! Chodź, pokażę ci.

***

Kate wychyliła się z tylnego siedzenia i wyciągnęła rękę, wskazując palcem dom.
— Tutaj, tutaj! Proszę się zatrzymać — powiedziała i kiedy tylko samochód zaparkował na podjeździe pod mieszkaniem Jasona, dziewczyna wyskoczyła z samochodu i podbiegła do drzwi.
Zadzwoniła. Cisza. To jeszcze raz. I znowu cisza.
— No kurwa, co on sobie ze mnie jaja robi?! — warknęła do siebie i wygrzebała z czarnej, niedużej torebki komórkę. Zadzwoniła do mężczyzny. Na szczęście po kilku sygnałach ten odebrał.
— No?
— Co „no”?! Gdzieś jest? — burknęła.
— A co? — odmruknął ze zwykłym dla siebie lekceważeniem.
— Bo stoję jak głupia pod twoimi drzwiami i czekam na ciebie?
— To je otwórz. Nie są zamknięte.
— A tobie co, wstać się nie chce i otworzyć? — fuknęła, wchodząc do mieszkania. I trochę ją zatkało, bo zobaczyła czyjś goły tyłek, który mignął jej w drodze do kuchni. Zdecydowanie nie Jasona.
— Odlewam się — usłyszała do tego w telefonie.
Zamrugała i zamilkła, stojąc w progu mieszkania jak skamieniała. Mam wejść dalej? Wycofać się? Stać?
— Yyy… — bąknęła, zniesmaczona. Nie wiedziała, czy właśnie gadała z facetem stojącym w kiblu, oglądając dupę jego kochanka. — To wyłaź, cholera! — fuknęła wreszcie i rozłączyła się, wchodząc głębiej. Naburmuszona usiadła na kanapie i założyła ręce na piersi. Była już odpowiednio elegancko ubrana, ale nie przesadnie, żeby przypadkiem nie przyćmić swojego typowego, mrocznego wizerunku. Oczy więc miała mocno pomalowane czarną kredką, a na nadgarstku skórzaną bransoletkę z ćwiekami.
Po niedługiej chwili do salonu wszedł Jason. W samych bokserkach.
— No, ślicznie wyglądasz — ocenił, lustrując ją wzrokiem. Nie wyglądał, jakby gdzieś się spieszył.
— A ty goło. Ubieraj się, wywalaj swojego kochasia i jedziemy — zarządziła Kate.
— Nigdzie nie jadę — rzucił obojętnie Jason i ruszył w stronę kuchni, w której chwilę temu zniknął jakiś chłopak.
— Jak to nie?! — oburzyła się, żwawo wstając z kanapy i idąc za nim.
Kiedy tylko przekroczyła próg kuchni, usłyszała niemal dziewiczy pisk, a gość Jasona schował się za nim. Ten przewrócił oczami. Znowu umówił się na seks z jakąś koszmarną porażką, ale nie mógł nic poradzić na to, że czuł potrzebę. Tym bardziej, że Charlie już odpadł, a nie zamierzał za to płacić.
— Katy. Wyjdziesz. Wyprawię toto i pogadamy?
Dziewczyna spojrzała z grymasem na osobnika chowającego się za plecami tatuażysty.
— No, byle szybko! — syknęła jak rozjuszona kotka i wyszła.
Jason podziękował jej w myślach i obrócił się do nieszczęścia za sobą. Ta część była najbardziej frustrująca…
Już po piętnastu minutach jednorazowej zabaweczki Jasona nie było, a sam gospodarz zwalił się na fotel naprzeciwko Kate i od razu zapalił papierosa.
— Nie wiedziałam, że umawiasz się z takimi chłopakami. — Dziewczyna spojrzała na niego badawczo.
— To była porażka — jęknął Jason, zaciągając się dymem. — Widziałaś, jak to pisnęło? Jak baba — dodał z niesmakiem. Nie był nietolerancyjny, bo inaczej nie wziąłby do domu tak wyglądającego chłopaka, ale jednak… to nie były jego gusta. Chyba od dzisiaj wiedział, że wolał takich kolesi po prostu tolerować, a niekoniecznie się z nimi pieprzyć.
— No. Ale nie wmówisz mi, że w seksie nie piszczało podobnie.
— Pogłośniłem muzykę.
Katy pokręciła głową z westchnieniem.
— Desperacja, Jason.
Ten skończył papierosa i zgasił go w popielniczce na stole. Była pusta, ale dziewczyna dałaby głowę, że po prostu ją opróżnił i umył, bo nie było bata, by to był jego pierwszy papieros od powrotu z rejsu.
— Co poradzić? Starzeję się, a na związek nie widzę perspektyw, więc chociaż tak sobie odbijam — odparł górnolotnie i z dużym przekąsem.
— Na takich ciotkach? — mruknęła Kate. — Jezu, zresztą kochaj się, z kim chcesz. Nawet jak to potem wskakuje ci na plecy z piskiem dziewicy — dodała z mocnym rozbawieniem.
Jason postanowił tego nie komentować. Miał ochotę na dobry seks, a tu… Aż się wzdrygnął. Spuścił się, ale nie było rewelacji.
— To ubierzesz coś łaskawie na to chude dupsko i zawiniemy się na darmowe żarcie? — jęknęła wreszcie dziewczyna ze zniecierpliwieniem.
— A nie możesz mi czegoś przywieźć? Wiesz, jakieś resztki z pańskiego stołu — zakpił mężczyzna, nadal siedząc, jak siedział.
— Jasooon! Co tak sam będziesz siedział? Nie zostawiaj mnie samej z dwiema parkami! Charlie i Rush będą gruchać, Mike będzie zarywać do Marg albo gapić się na jej dekolt, a ja co, kurde? — Zrobiła smutną minę.
— Bierzesz wieszak na ciuchy za towarzysza? — prychnął Jason. — Katy, proszę. Dla darmowego żarcia to wszystko?
— To co, ja też mam nie iść? — fuknęła i pochyliła się do niego, patrząc mu słodko w oczy. — Nie przekonam cię? Hmmm?
Jason przewrócił oczami i podniósł się z fotela.
— Wyłudzaczka. Zaraz wracam — mruknął, a Kate pisnęła z uciechy i walnęła się na plecy na kanapę.
— Też cię kocham. Ale sprężaj się! — zawołała za nim z uśmiechem.
Jason tylko rzucił jej kąśliwy komentarz i zniknął w sypialni. Po kilku minutach wrócił do niecnej dziewczyny i pochylił się nad nią przez oparcie kanapy. Miał na sobie czarny golf, tego samego koloru wąskie spodnie, do tego pasek nabity ćwiekami i łańcuch. Efekt psuł tylko kolorowy gips.
— Elegancko, co nie? — Zaśmiał się, patrząc na Kate i jej krótką, grafitową sukienkę ze sporym dekoltem oraz cienkimi ramiączkami.
Dziewczyna zaśmiała się i odwróciła, klękając na kanapie. Cmoknęła go w policzek.
— No! To my też możemy robić za parę! — Zachichotała i zeskoczyła z kanapy. Była wyraźnie zadowolona.
Jason skrzywił się, ale po chwili przyciągnął ją do siebie za talię i pocałował w czoło.
— Ta, idealnie byś mi mogła pasować jako podstawka pod piwo. — Zarechotał, kładąc jej łokieć na głowie, a ona szturchnęła go pod żebra.
— Nie gadaj tyle, tylko chodź! — fuknęła, okrążając go i pchając w plecy w kierunku drzwi. — Wielkoludzie!
Jason zaśmiał się głośno. Kiedy szedł, łańcuch przy jego biodrze pobrzękiwał.
Po tych drobnych komplikacjach znaleźli się w samochodzie. Kierowca w pełni profesjonalnie nie skomentował, że przepychają się na tylnym siedzeniu jak dzieci. Nie dodał też nic odnośnie długiego czekania, które musiał przetrwać, wpatrując się pusto w drzwi do domu Jasona.
Limuzyna zawiozła ich pod restaurację Area31. Kate zaświeciły się oczy na widok tak znanego miejsca. Pierwsza wyskoczyła z samochodu, lecz poczekała na Jasona i rozejrzała się za resztą. Tatuażysta podążył zaraz za nią i, nadal bawiąc się w jej partnera, objął ją delikatnie w talii. Poprowadził ją do wejścia, a kelner zmierzył ich spojrzeniem, ale po chwili zreflektował, kiedy Jason powiedział, z kim byli umówieni.
— Tak oczywiście, już prowadzę do stolika. — Skinął im usłużnie głową i ruszył.
Kate wyszczerzyła się do Jasona i razem z nim poszła za kelnerem. Przy okrągłym stoliku z jasnego drewna siedziała już cała czwórka, która aż spojrzała na nich podejrzliwie. Pierwszy odezwał się Charlie.
— Ktoś ma uwierzyć, że do siebie pasujecie?
Kate zatrzepotała rzęsami i wtuliła się w Jasona.
— No ależ, misiaczku, jak możesz twierdzić, że do siebie nie pasujemy? Jesteśmy taaaką dobraną parą.
Jason przygarnął ją do siebie swoją dużą dłonią i skinął głową, robiąc poważną minę. Mike nie wytrzymywał i roześmiał się.
— Wy nigdy nie skończycie z takimi cyrkami — skomentował, kiedy zajmowali krzesła obite białym, miękkim materiałem.
Od razu pojawił się kelner, żeby podać im menu i nalać wina do kieliszków, które już na nich czekały. Ponadto na środku całkiem pokaźnego stolika stały dwie płaskie, kamienne, okrągłe doniczki z gustownymi roślinkami, a z sufitu ponad nimi zwisała lampa wyglądająca jak okrągła klatka dla ptaków, których miejsce zastępowały świeczkowe żarówki. Uroku dodawał widok na miasto przez wysokie i szerokie okna, przy których ulokowane było ich miejsce.
— A wy już wybraliście? — zagadnęła Kate, przeglądając kartę dań.
— Tak, spóźniliście się — odpowiedział jej Mike, biorąc w dłoń kieliszek. — Nie wiem, co wyście robili tyle czasu. Rush wysłał po was kierowcę.
— Mike, Mike, Mike. — Jason pochylił się w jego stronę, robiąc słodkie oczka, jeśli w jego przypadku w ogóle było to możliwe. Rękę z gipsem schował pod stołem. — Katy to taka wymagająca kochanka. Nie mogło nam to zabrać pięciu minut przecież — zamruczał, cudem powstrzymując się od śmiechu. Długo jednak nie zachował spokoju, bo dziewczyna siedząca obok niego wybuchła śmiechem i szturchnęła go pod żebra.
— Kretyn! Wybierz lepiej coś, a nie gadasz jak poobijany.
Marg siedząca obok Mike’a popatrzyła po nich z rozbawieniem. Podczas rejsu zdążyła się przekonać, że to tylko głupie żarty. Tymczasem wtrącił się Charlie:
— Katy, jak możesz? A jeszcze niedawno spałaś ze mną i dałaś się macać. A teraz do Jasona?
Ta westchnęła teatralnie i dotknąwszy paluszkami piersi w zniewieściałym geście, stwierdziła:
— Czyżbyś oskarżał mnie o lubieżność?
Mike pacnął się w czoło, a Rush chichotał pod nosem. Relaksujące było takie spędzanie z nimi czasu i jak z początku ta paczka była dla niego zbędną koniecznością, by móc spotykać się z Charliem, tak teraz naprawdę nie żałował, że znajdował się w tym towarzystwie.
— Z taką swobodą się przede mną roznegliżowałaś, więc kto wie? Lubisz wyzwania, uderzać tak do dwóch pedałów — zażartował ze śmiechem Charlie.
Kate chwyciła w palce ramiączka swojej sukienki i strzeliła nimi szpanersko.
— Się wie. Spoko luzik. Jestem gorąca — zamruczała, nie przejmując się, że jakaś damulka dwa stoliki dalej dziwnie na nich spojrzała.
W końcu przyszedł kelner, aby odebrać zamówienie od spóźnionej pary.
— Czy zdecydowali się już państwo na jakieś dania?
Kate uśmiechnęła się słodko do mężczyzny w eleganckim, czarno-białym uniformie i zamówiła gazpacho oraz danie ze smażonego tuńczyka, a Jason ledwie spojrzał do menu i wybrał na szybko jakąś pieczeń. Kiedy kelner odszedł z zamówieniem, Kate uniosła kieliszek i wzniosła toast:
— To za potrójną randkę! Żeby nam się układało, prawda, kochanie? — Zamrugała do Jasona.
Marg momentalnie się spłoniła i spojrzała ukradkiem na Mike’a. Nie zwróciła uwagi na to, że najstarszy z tatuażystów cmoknął Kate w policzek. Mike tylko przewrócił oczami na słowa dziewczyny, ale stuknął kieliszkiem o pozostałe.
— Pomińmy, że nikt z nas tu parką nie jest — powiedział, ale zaraz potem skinął głową Rushowi. — Chyba że liczyć…
— Nasze świeżutkie gołąbki! — zakończyła za niego Kate, chichocząc pod nosem.
Rush nieskrywanie spojrzał na Charliego. Jakoś w tych kwestiach wolał zostawić mu wypowiadanie się.
— Można liczyć. Jako parę w sensie — mruknął chłopak. Dla reszty wolał, żeby to wyglądało jak normalny związek. Już widział minę Mike’a, gdyby mu powiedział, że umówił się z Rushem na bycie jego chłopakiem, przy czym Rush mógł sobie w międzyczasie posuwać jakieś laleczki.
Jason zagwizdał, nie przejmując się prestiżem miejsca.
— To kiedy ślub?
— Nabijasz się. — Charlie wywrócił oczami. Pominął już, że ten „związek” miał trwać do czasu wyjazdu Rusha.
Jason skinął głową z kpiącym uśmieszkiem.
— No, ale Charlie. — Kate ponownie postanowiła się wtrącić. — I tak jesteś lepszy ode mnie. On przy tobie zachowuje się jak ludzki książę z bajki, a nie jak książę ze starych baśni. — Zaśmiała się, a Rush wydął wargi.
— Ej, Katy, ja tu wciąż jestem.
— A co? Też chciałabyś takiego księcia? — Charlie za to podchwycił słowa dziewczyny. — Ciesz się tym, co masz. Zły smok też niczego sobie. — Wystawił język Jasonowi i dziewczynie.
Mężczyzna prychnął, a Kate wydęła wargi.
— Wal się, Charlie — mruknęła, a Rush poczuł się jakoś dziwnie uprzedmiotowiony. Choć nie miał zamiaru jakoś się tym przejmować, a już na pewno roztrząsać tego tu i teraz.
Młody tatuażysta nie zdołał odpowiedzieć na potwarz usłyszaną od swojej koleżanki z pracy, bo kelnerzy przynieśli im jedzenie, życząc smacznego. Zabrali się więc za konsumowanie i temat uciekł.
— To nie tutaj byliście na pierwszej randce? — zagadał Mike do Rusha i Charliego, a Jason zaśmiał się chrapliwie w swoje jedzenie.
— Jak uroczo. Macie swoje gniazdeczko.
— Tutaj. — Rush zignorował komentarz Jasona. Czasami po prostu nie wiedział, co odpowiadać na jego zaczepki, a do tej pory ignorowanie nawet nieźle się sprawdzało. — Dobra restauracja i pomyślałem, że wam też się spodoba.
— Ja nigdy w takiej drogiej nie byłam — odezwała się wreszcie Marg i kiedy spojrzenia na nią padły, zarumieniła się lekko. — Znaczy no, w takiej wykwintnej — dokończyła płasko.
— To teraz masz okazję bywać częściej. Rush na pewno się zgodzi. — Kate zachichotała, pojadając.
Rush spojrzał na nią znad swojego łososia, po czym z kolei na Marg.
— Jeśli będziesz chciała — stwierdził zupełnie luźno, jakby zapraszał na kebaba, a nie do jednej z lepszych restauracji w Miami, w której na obiad wydawało się tyle, ile niektórzy zarabiają tygodniowo.
— Nie no… Tak powiedziałam. Nie trzeba mi tylu luksusów. Zresztą w pracy to ja cały czas mam z tym styczność. — Pokojówka zaśmiała się ze skrępowaniem.
— Ale z innej strony — zauważył Mike.
— No tak. Ale plaża, zwykłe kluby z parasolami na zewnątrz i tanie drinki też mają swój urok.
— Dokładnie — podchwycił Charlie. — Albo szybka jazda samochodem, czy wracanie z imprezy przez nocne Miami też nie wymagają sporego nakładu funduszy.
Mike momentalnie spoważniał.
— Szybka jazda samochodem, Charlie?
— Eee… No, też rozrywka — mruknął, zapychając się krewetkami.
Mike tylko pokręcił głową. Nie zamierzał mu teraz wypominać jego głupich pomysłów.
Jason przypatrywał się im obojętnie.
— A co? Młody, lubi się zaszaleć?
Charlie od razu zmierzył go wymownym wzrokiem. Nie odpyskował tylko dlatego, że byli w towarzystwie, ale już chciał wtrącić, że to nie on kiedyś wymyślił, żeby robić mu loda za kontuarem w otwartym studiu.
— Stare czasy, Jason — uciął Mike, a ten tylko wzruszył ramionami.
— Jak chcesz.
— Ale stare czasy fajnie powspominać — odezwała się Kate znad swojego dania. — Na przykład jak poznałam Mike’a, co muszę zaznaczyć, było bardzo uroczym zdarzeniem. — Wystawiła do niego język. — Marg, żałuj, że go wtedy nie widziałaś — rzuciła tajemniczo, z chytrym uśmieszkiem stukając widelcem w wargę.
Zaciekawiona Marg spojrzała na nią, a potem na Mike’a, który zdążył się zaczerwienić na policzkach.
— Katy… daruj sobie, proszę — burknął.
— Ale Marg jest ciekawa i Jason też nie wie. — Kate zachichotała w odpowiedzi, widząc, że pobudziła czujność kilku osób. — Tak ładnie tańczyłeś wtedy na barze… — westchnęła i tylko Jasonowi szepnęła do ucha — bez koszuli.
Tatuażysta momentalnie wyszczerzył się jak wygłodniałe zwierzę, rzucając Mike’owi jednoznaczne spojrzenie. Było tak lustrujące i zawstydzające, że tylko powiększyło rumieńce managera studia.
— Och tak… żałuję, że tego nie widziałem — zamruczał nisko. I tak widział sporo. Szkoda tylko, że bez ruszania bioderkami.
Czerwony jak burak Mike podjął próbę zamordowania Kate wzrokiem.
— Dzięki, Katy, poopowiadaj jeszcze trochę. Ale może tym razem ze swojego życiorysu — burknął, z nieciekawą miną wsadzając do ust ziemniaka.
Kate roześmiała się wesoło. Miała dziś wybitnie wredne poczucie humoru.
— Na przykład o czym? Z tego co wiem, jestem grzeczną dziewczynką i sypiam w jednym łóżku tylko z homo.
— Uważaj, bo ci uwierzymy. Jak jesteś taka grzeczna, to co robiłaś wtedy w klubie z tymi dwoma facetami, podziwiając trzeciego tańczącego na barze rozmaślonym wzrokiem? — Mike uśmiechnął się do niej ironicznie.
— Miło chociaż, że pamiętasz, że miałam rozmaślony wzrok. — Dziewczyna pokazała mu język, nie zważając na miejsce, w którym byli. Nawet jeśli ktoś patrzył na ich infantylne zachowanie w takiej restauracji, nie zamierzała się tym przejmować.
— Stare czasy, Mike. Teraz Katy jest zapatrzona tylko we mnie — wtrącił Jason z powagą i sięgnął po butelkę wina spoczywającą na stole. — Dolać ci, piękna?
— Och, tak, najdroższy — odparła dziewczyna, wracając do roli niewiasty zapatrzonej w Jasona.
Mężczyzna skinął głową i dolał i Kate, i sobie, po czym uniósł kieliszek i stuknął w jej szkło.
— Żeby te smęty też były takie szczęśliwe jak my. — Zaśmiał się ochryple i wypił.
Mike pokręcił głową, a Charlie roześmiał się.
— Jason, jak miło słyszeć, że jednak masz dobry humor — podsumował Rush.

***

Charlie zaczesał do tyłu włosy, które rozwiewał mu powiew wiatru z otwartego okna samochodu, kiedy późnym wieczorem wracali z Area31 do hotelu na Miami Beach. Po daniu głównym nadszedł jeszcze deser, a potem kolejny, który udało się wymędzić Kate. Naprawdę się zasiedzieli i nikt nie nudził się w trakcie całego wieczoru.
— Cholera, czuję się taki dopieszczony — rzucił nagle, opierając z tyłu głowę i zerkając na Rusha.
— Tak?
— Noo… Ale nie tylko dlatego, że restauracja taka wypasiona — sprostował Charlie ze śmiechem. — Dobrze tak spędzić czas z całą paką. Nawet jak sobie dogadują.
— No, bardzo sobie dogadują — podkreślił Rush z typowym sobie, szerokim uśmiechem. — Ale chyba w ich przypadku to na zasadzie „kto się czubi, ten się lubi”, co?
— No, jasne. Z charakterkiem Jasona i Katy nie da się inaczej. Dwa diabły. Jeden mały chochlik i jeden wielki demon.
— Dobrali się. A… — zastanowił się i spojrzał na Charliego, gdy stanęli na światłach. — Jak sądzisz, co oni o mnie myślą? — wypalił. Chciał wiedzieć, jak się sprawdzał.
— Yyy… — Charlie był zaskoczony tym pytaniem. — No, przekonałeś ich do siebie — odparł po chwili, nie wiedząc, jak ująć to inaczej. A do tego Rush gapił się na niego szczenięcym spojrzeniem, jakby to, o czym rozmawiali, było sprawą życia i śmierci.
— Serio tak myślisz? — dopytał, ruszając spod świateł.
— No jasne! — Charlie uśmiechnął się i pogłaskał go po kolanie. — Znam te potwory. Nawet Jason się do ciebie przekonał. Gdyby było inaczej, słyszałbyś od niego bezustanne złośliwości. To najlepszy dowód.
Przekonany Rush kiwnął głową. Dla Jasona był „blondim”, ale to było do przeżycia. Charlie za to czuł się jakoś przyjemnie z faktem, że Rushowi zależało na dobrych stosunkach z jego przyjaciółmi.
— Do tego poznałeś Mike’a z Marg. — Uśmiechnął się pod nosem, nawet nie zauważając, że nie czuł już zazdrości, gdy widział swoją dawną miłość z kimś innym. — Znam go na tyle, żeby widzieć, jak mu się podoba.
Rush uśmiechnął się pod nosem.
— No, Marg jest słodka. Fajna dziewczyna z niej. Nie dziwię mu się — dodał bez żadnej aluzji, ale Charlie spojrzał na niego bystro.
— A ten… kręciłeś z nią?
— Co? Z kim? Z Marg?
— No.
Rush prychnął.
— Nie, no co ty? Skąd ten pomysł?
— Nie wiem… no, mówisz, że jest słodka. I jest ładna… i w ogóle. — Charlie wydął wargi, popatrując na niego czujnie.
— No, bo jest. — Rush skręcił na parking.
— A ty lecisz na laski. Marg cię nie kręci?
— Jest moją koleżanką. — Zaparkowali. — Ty lecisz na każdego przystojnego faceta?
— Nie — mruknął Charlie, niechętnie odpuszczając. Wysiadł i poczekał na Rusha, który po chwili do niego dołączył.
— Idziemy? — zamruczał z uroczym uśmiechem.
Charlie odpowiedział podobnym i poszedł za nim. Po chwili mruknął cicho, wręcz ledwie słyszalnie:
— Mogę cię wziąć za rękę…?
Rush spojrzał na niego i nie odpowiedział, ale Charlie poczuł jego dłoń na swojej. Uścisnął ją, uśmiechając się jak głupek pod nosem i lekko się rumieniąc. Jezu. Pierwszy raz trzymał faceta za rękę. To było takie… jak para pełną gębą. Aż mu się ciepło zrobiło.
Przeszli do windy, ściągając na siebie pojedyncze spojrzenia, ale Rush nie wydawał się tym specjalnie przejmować. Zabawne jak z jednej strony tak dbał o opinię, a z drugiej pozwalał sobie na coś takiego.
Wjechali do apartamentu, a Charlie położył sobie trzymaną dłoń na pasie i wyciągnął się do Rusha, by pocałować jego usta. Był wybitnie rozleniwiony i… szczęśliwy. Mężczyzna niemalże odruchowo go objął, odwzajemniając pocałunek. Podobało mu się to.
— To tylko graliście tu z Marg w PlayStation, tak? — rzucił niespodziewanie chłopak.
Rush roześmiał się głośno i cmoknął go w czoło.
— Tak. Tylko graliśmy, gadaliśmy, piliśmy i przynosiła mi śniadanie.
— No. Spoko. To może zrobimy jakieś drinki i posiedzimy na balkonie?
— Mhm, dobry pomysł. — Pocałował chłopaka w policzek. — Masz na coś konkretnego ochotę?
— Malibu?
— Się robi! — odparł gospodarz i ruszył w stronę barku.
Charlie w tym czasie poszedł na balkon i oparł się o barierkę. Z hotelu rozciągał się naprawdę wspaniały widok na ocean, który po ciemku wyglądał jak nieokiełznany żywioł. Zapach też był nie do porównania z żadnym innym.
Po niedługim czasie przed jego nosem pojawił się kieliszek z zamówionym alkoholem.
— Proszę, ptaszku — usłyszał przy swoim uchu.
Przyjął go z lekkim uśmiechem i odwrócił się do Rusha, a ten cmoknął go w policzek.
— Piękny widok.
— Ten tak — zażartował Charlie, patrząc na twarz mężczyzny. Okrążył go, by usiąść ze swoim drinkiem na bujanej ławce.
Rush zaśmiał się i napił się swojego niebieskiego drinka.
— Pochlebiasz mi.
Chłopak zabujał się i trącił mężczyznę w udo z chytrym uśmieszkiem. Ten stanął przed nim.
— No co, ptaszku?
— No, chodź tu.
— Tu? Czyli gdzie? — kokietował Rush, a Charlie przesunął stopą po jego łydce.
— Do mnie…
Rush napił się łyka i pochylił do chłopaka. Cmoknął go w nos.
— Do ciebie?
Ten objął go za szyję i pociągnął w dół.
— Mhmm…
Rush zamruczał i pocałował go jeszcze raz, tym razem w usta, uważając, żeby nie wylać alkoholu. Charlie uśmiechnął się i po chwili odsunął się od jego ust, podziwiając go. Poklepał miejsce obok siebie, a Rush usiadł. Dopił swojego drinka i odstawił szklankę na bok.
— Cudowny facet, cudowny dzień.
— No — zgodził się Charlie, bujając ich lekko. Położył dłoń na udzie Rusha i głaskał je leniwie przez spodnie.
Anglik uśmiechnął się, po czym pocałował go jeszcze raz. Jednocześnie chwycił go za nogę i położył ją sobie na udzie. Charlie sięgnął do jego twarzy i przedłużył pocałunek. Rush za to naparł na niego, przytulając się. Poczuł, że chłopak odchylił się lekko do tyłu, ciągnąc go do siebie. Chwycił więc też drugą jego nogę tak, że teraz Charlie siedział bokiem z obiema nogami na jego udach.
— Wiesz co?
— Hmm?
— Naprawdę cię lubię — zamruczał. — I naprawdę strasznie na mnie działasz.
Charlie uśmiechnął się, czując, że aż mu cieplej i przyjemniej po tych słowach.
— Taaak? — Wsunął dłoń pod bluzkę kochanka, by dotknąć jego ładnie umięśnionego brzucha. — I nie nudzę ci się?
— Jeszcze nie. — Rush zaśmiał się z wrednym uśmieszkiem. Coś czuł, że ten chłopak jeszcze długo mu się nie znudzi.
— Jeszcze? — prychnął Charlie, śmiejąc się. — To dobrze wiedzieć, naprawdę. Z kimś jeszcze tak długo wytrzymałeś, co?
Rush pocałował go w policzek.
— Nie.
Twarz Charliego rozjaśniła się po tej prostej, szczerej odpowiedzi. Pokierował dłoń pod jego bluzkę wyżej, na klatkę piersiową mężczyzny, co wywołało ponowny uśmiech na jego twarzy. Coś czuł, że ten wieczór skończy się jeszcze lepiej.

***

Co prawda była już noc, ale na leżakach przy basenie w hotelu the Tides spędzały czas dwie, młode dziewczyny, plotkując ze sobą. Zerknęły krótko na Rusha i Charliego, kiedy ci pojawili się przy basenie z ręcznikami, w samych kąpielówkach, ale zaraz potem wróciły do rozmowy.
Rush podszedł do dwóch białych leżaków osłoniętych trzcinowym daszkiem. Rzucił na jeden z nich ręcznik i odwrócił się do Charliego. Uśmiechnął się promiennie. Basen miał prostokątny kształt i był całkiem długi. Przy jego rogach ustawione były wysokie palmy w wielkich donicach, a kawałek dalej znajdował się barek. Teraz niestety był zamknięty, ale przyjemne oświetlenie dodawało klimatu i specyficznej, wręcz romantycznej atmosfery.
Charlie podszedł do przystojnego mężczyzny, z którym tu zszedł. Zerknął na dziewczyny siedzące po drugiej stronie. Odrzucił ręcznik na leżak.
— Popływamy, co?
Anglik kiwnął głową entuzjastycznie i klepnął chłopaka w ramię.
— Kto pierwszy w wodzie. — Zaśmiał się bardzo żywiołowo mimo późnej pory i ruszył do basenu.
— Hahaha, głupek! — Charlie patrzył z rozweseleniem na jego radosną twarz i minąwszy go, stanął na skraju przy większej głębokości.
Wskoczył na bombę, rozpluskując zimną wodę wokoło. Dobrze było się tak ochłodzić, kiedy ostatnie dni w Miami były wyjątkowo upalne. Nie mówiąc już o tym, jak rozgrzał się z Rushem w hotelu.
Chwilę później rozległ się drugi głośny plusk, a nim Charlie zdążył się wynurzyć, poczuł silne ręce obejmujące go w pasie. Po chwili obaj byli na powierzchni, a Rush, radośnie szczerzący swoje białe zęby, patrzył na niego spod mokrych włosów. Charlie śmiał się, ale nie umknęło mu, że rozmowa dziewczyn na leżakach na chwilę ustała.
— Chłooodno! — Westchnął z uśmiechem i odsunął z czoła Greya mokre kosmyki.
— Przyjemnie — potwierdził Rush, puszczając go i odpływając kawałek. Położył się na plecach na wodzie.
Charlie tymczasem opłynął kilka razy cały basen, żeby trochę się rozruszać i przyzwyczaić do temperatury. Dopiero potem podpłynął do Rusha, chlapiąc na niego wodą. Mężczyzna skrzywił się, nie tracąc jednak dobrego nastroju.
— Co chlapiesz? Fajnie?
— No, zacznę może oszczędzać na basen koło domu — zażartował Charlie, opierając się plecami o skraj basenu.
Rush kiwnął głową i obróciwszy się w wodzie, zanurkował. Charlie widział, jak podpływał w jego stronę. Oparł z tyłu łokcie, obserwując kształt mężczyzny pod wodą. Jego plecy były kształtnie wyrzeźbione. Nie miał zamiaru odwracać wzroku.
W końcu mężczyzna wynurzył się przed chłopakiem, który uśmiechnął się do niego, zauroczony tym widokiem.
— Gdyby tylko ich nie było — zamruczał Rush, mrużąc oczy i przyglądając się twarzy chłopaka.
Charlie zerknął przez jego ramię na dziewczyny siedzące na leżakach. Nie wydawały się nimi przejmować, choć raz po raz widać było, jak rzucały na nich okiem.
— Może sobie pójdą — odparł z lekkim uśmiechem, przesuwając palcami po jego przedramieniu.
— Masz coś konkretnego na myśli?
— Nie wiem. Mogłyby się zbulwersować tulącymi się facetami. — Zaśmiał się i cofnął dłoń, patrząc na niego wesoło. Tak naprawdę nigdy specjalnie nie doznał objawów nietolerancji w Miami, bo było to wyjątkowo otwarte miasto, ale chciał się trochę podrażnić ze swoim przystojnym towarzyszem.
Rush uśmiechnął się, przygryzając wargę.
— Albo całującymi… — Przysunął usta bliżej warg chłopaka, aż zetknęli się klatkami piersiowymi.
Charlie westchnął w duchu na ten widok. Zrobiło mu się bardziej… duszno.
— Chyba już za późno, by zachować pozory — odparł i odruchowo zwilżył usta językiem.
— Chyba tak… — przytaknął Rush i pocałował, a raczej ledwo musnął wargi kochanka.
Za nimi panowała cisza. Zupełna. Charlie uśmiechnął się przelotnie do Rusha i obejrzał się na jedyne towarzystwo, które mieli na basenie. Dziewczyny tym razem już nie tylko ukradkiem, ale i otwarcie na nich popatrywały.
— Um… Może lepiej poczekać, aż zostaniemy sami — uznał i przemknął obok Rusha, by wyjść z basenu.
Anglik spojrzał za nim ze smutną miną zbitego psiaka.
— Zaraz pójdą… chyba — bąknął pod nosem, a dziewczyny na leżakach ponownie zaczęły gorączkowo rozmawiać.
— Miej nadzieję. — Charlie zaśmiał się i wyszedł z basenu, po czym podszedł do leżaka, na którym znajdowały się ich ręczniki. Wytarł się pobieżnie, patrząc na stojącego w wodzie Rusha. Ten zanurzył się jeszcze raz z odchyloną głową, żeby włosy dobrze mu się ułożyły, a nie spływały na oczy. I dopiero wyszedł zwinie z basenu.
— Mam nadzieję, bo nie lubię cię nie dotykać.
Charlie zaśmiał się na taki komentarz i położył się na leżaku.
— Pieszczoch.
Rush zmarszczył nos i wystawił końcówkę języka.
— No i? Źle ci z tym? — Zachichotał, siadając na leżaku obok.
— Nic takiego nie powiedziałem — odparł Charlie, z uśmiechem zauważając, że dziewczyny chyba powoli zbierały się do opuszczenia basenu. No nareszcie!
Rush spojrzał na nie, po czym położył się na placach na leżaku. Gwiazdy były nawet widoczne, tworząc wręcz imponujący widok ponad oceanem.
— Wiem, że nie chcesz tatuażu, ale gdybyś miał sobie zrobić, co by to było? — rzucił Charlie po chwili, zerkając na niego.
— Nie wiem. Nie myślałem o tym. A ty byś mi coś polecił?
— Coś czerwonego może. Jakiś motyw z różą albo sercem. — Charlie wzruszył ramionami, bo nie był przekonany. — Hm… Albo jakąś niewielką kompozycję z kartą asa kier.
Zaciekawiony Anglik przewrócił się na bok i spojrzał na niego.
— Asa kier? Skąd taki pomysł?
Chłopak zaśmiał się chytrze, opierając głowę na łokciu.
— Bo to jest tak… Nietrudno zauważyć, że wzbudzasz ogólny podziw. Jesteś przystojny, szarmancki i niewątpliwie masz swój urok — mówił, jakby nie prawił komplementów, tylko przedstawiał fakty. — Taki amant. To musi być kier. I zdobywca — dodał. — A as jako najwyższa karta, podbija pozostałe.
Rush patrzył na kochanka oczami szeroko otwartymi. Aż mu się cieplej na sercu zrobiło, choć sam nie wiedział dlaczego. Może przez to, jak… poetycko i ładnie Charlie o nim opowiedział.
— Wooow… — skomentował mało inteligentnie. — Ty naprawdę na mnie lecisz. — Zaśmiał się przekornie, a Charlie trzepnął go w ramię.
— Co to za konkluzja?!
Rush wysłał mu buziaka i widząc, że w czasie ich rozmowy dziewczyny postanowiły się zmyć, przysunął swój leżak bliżej tatuażysty.
— Ważne, że trafna. Uwielbiasz mnie, co?
— Wiesz, że tak — odparł szczerze Charlie, splatając ręce na karku i kładąc się na plecach. Poczuł palce mężczyzny na swoim brzuchu. Delikatne, gładzące…
— I tak ty jesteś najlepszy. Niczym Syriusz na nocnym niebie.
Charlie jak zwykle nie wiedział, co odpowiedzieć na takie porównanie.
— A dziękuję. — Zaśmiał się, aż nieco zawstydzony. — Romantyku — dodał z uśmiechem, popatrując w jego jasne oczy.
— Wiesz gdzie jest?
— Niestety nie znam się na astronomii.
Rush przysunął się bliżej chłopaka, kładąc się na plecach. Wyciągnął rękę w górę, wskazując.
— Tam, w konstelacji wielkiego pasa. Taka jasna, po prawej.
Chłopak podsunął do niego głowę, mrużąc oczy i podążając spojrzeniem za jego palcem.
— Ta najjaśniejsza?
— Mhm, nie ta. — Wskazał drugą gwiazdę, na ile mógł. — Bo to Rigel, tylko ta na lewo od niej.
Charlie zamrugał, wpatrując się w gwiazdy, po czym odwrócił do Rusha głowę.
— Kurcze… Niezły jesteś — rzucił z nutą podziwu w głosie. Zawsze takie umiejętności kojarzyły mu się z jakimiś podróżnikami, znawcami, kimś, kto szkolił się w tym długie lata.
Niebieskie oczy spojrzały na chłopaka z lekkim zdziwieniem.
— Czemu?
— No… nie wiem… Tak umieć wskazać na niebie gwiazdę i jeszcze nazwać.
— Ja umiem to i nigdy mi się to w życiu nie przyda, ty umiesz za to tatuować, nazywać cały ten wasz sprzęt. Ja o tym nie mam bladego pojęcia. Nie wiem, co jest bardziej imponujące.
— Nigdy nie wiesz, czy ci się nie przyda — odparł Charlie poważnie. — Cholera, to ekstra być dobrym w kilku kierunkach. I jeszcze mówiłeś, że znasz niemiecki, rosyjski i coś tam jeszcze. Teraz ta astronomia. Normalnie człowiek renesansu.
Rush westchnął ciężko, kładąc rękę pod głowę. Drugą chwycił dłoń Charliego.
— Raczej dziecko wymagających rodziców. No, ale nieważne.
— Niby tak. Ale dzięki temu jesteś tak dobrze wykształcony — zauważył tatuażysta, ściskając lekko jego dłoń.
Rush, nie chcąc już kontynuować tej dyskusji, westchnął ze zniechęceniem.
— A tak z innej beczki. Chodziłeś kiedyś na lekcje rysunku?
— Hm? No jasne, chodziłem na kurs rysunku, ale najpierw potajemnie, bo moi starzy wciąż myśleli, że zostanę lekarzem jak oni. — Zaśmiał się. — Potem się jakoś załapałem na praktyki w studiu tatuażu i… oto jestem.
— To pewnie miałeś tam w szkole jakieś lekcje związane z historią sztuki?
— Trochę pobieżne, ale były. A co, interesujesz się?
— Nieznacznie. Ale wiesz… masz jakiegoś ulubionego?
— Lubię pejzażystów z XIX wieku. I w ogóle romantyzm. Nie wiem… John Constable?
— Ma ciepłe barwy, ale jest trochę ponury, nie uważasz? — zagadnął Rush, ponowie kładąc się tak, żeby lepiej widzieć chłopaka.
— Może, ale wzbudza taką melancholię. W pozytywnym znaczeniu — odparł chłopak z przekonaniem, w duchu z jeszcze większym podziwem patrząc na mężczyznę. Przecież… przeciętny Amerykanin nie miał pojęcia o malarzach w takim stopniu, a nawet jeśli potrafił rozpoznać nazwisko, to ciężko było z przypisaniem go do obrazu, a tym bardziej stylu.
Rush kiwnął głową i przesunął dłonią po torsie chłopaka.
— Ja lubię Herberta Drapera, czy jakoś tak on się nazywał. Znaczy nie wszystkie jego obrazy, ale niektóre są niezłe.
— Mnie tak nie kręci grecka mitologia, ale niektóre są spoko — przyznał Charlie, patrząc, jak palce mężczyzny przesuwały się po jego niedokończonym tatuażu na torsie. — Na przykład ten z Ikarem. Ale wolę przyrodę od ludzi. Nawet ludzi nie tatuuję.
Rush spojrzał na jego twarz bystrzej.
— Nie? Jason się tym u was zajmuje?
— No, głównie tak. Wiesz, jak ktoś chce jakieś anioły czy postacie z filmów albo takie bajery, to Jason się za to łapie.
— Mhm… Fajnie. A portrety ze zdjęć też on?
— No… czasem, ale rzadko, bo tego jakoś nie lubi. Ale lubi detale. Weź, w ogóle, na drugie imię powinien mieć „Precyzja”. — Charlie zaśmiał się. — Chociaż nie… raczej gdzieś za „Złośliwość”, „Zlewczość” i „Odpierdolcie się ode mnie”.
— A ty na drugie imię powinieneś mieć „Słodki”. — Rozbawiony tą przemową Rush wystawił mu język, po czym cmoknął go w policzek.
Charlie roześmiał się i uniósł głowę do kolejnego pocałunku.
— Jesteś rozkoszny!
— Nie przeczę — zamruczał Rush. — Chcesz jeszcze popływać?
— Mamy całą noc. Jasne, że chcę!
Rush kiwnął głową i ruszył do basenu za tym seksownym, wytatuowanym ciasteczkiem. Idealny wieczór z idealnym facetem…

11 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 30 – Potrójna randka

  1. TigramIngrow pisze:

    Hiehioehieiehiheeiehihiiiiiiii, Katy mnie rozwala :D
    „— Katy, jak możesz? A jeszcze niedawno spałaś ze mną i dałaś się macać. A teraz do Jasona?
    Ta westchnęła teatralnie i dotknąwszy paluszkami piersi w zniewieściałym geście, stwierdziła:
    — Czyżbyś oskarżał mnie o lubieżność?
    Mike słysząc to, pacnął się w czoło, a Rush chichotał pod nosem. Relaksujące było takie spędzanie z nimi czasu.
    — Z taką swobodą się przede mną roznegliżowałaś, więc kto wie? Lubisz wyzwania, uderzać tak do dwóch pedałów — Charlie zażartował ze śmiechem.
    Katy chwyciła w palce ramiączka swojej sukienki i strzeliła nimi szpanersko.
    — Się wie. Spoko luzik. Jestem gorąca — zamruczała,”
    No to jest genialne. Huehuehuehueehuehe, kie, kie, kie.

  2. Katka pisze:

    Tigram, haha, to niektórzy by się mogli zastanawiać, czy nie lepszy byłby potwór, który zjada dzieci XD Och, Alexik, Alexik, zgroza Rusha :)

  3. TigramIngrow pisze:

    „- Ciekawy jestem, jaki jest – zadumał się Charlie. Chętnie by zobaczył starszego brata Rusha. Czy też był takim przystojniakiem…
    Rush aż się skrzywił.
    – Nie, nie jesteś ciekaw – zapewnił go.
    – Czemu? – zaśmiał się chłopak.
    – Bo to straszny potwór, który zjada dzieci – zakpił,”
    No… nie przesadzajmy. To tylko kryptohomoseksualny mizofob z bagażem doświadczeń nie pozwalających mu czerpać pełnej radości z wzajemnej bliskości…… :D

  4. Katka pisze:

    Och! Tamiya, nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam tym komentarzem! I jaki długi XD A to na plus, hahaha. Jestem strasznie, strasznie happy, że Ci się podoba i no och, strasznie fajnie czytać takie komentarze! ;****
    PS. Shiv podpisuje się obiema łapkami :D

  5. Tamiya pisze:

    Zacznę od tego, że po prostu pokochałam to opowiadanie od pierwszego rozdziału i czytałam je niemalże non-stop, gdy tylko miałam wolną chwilę i komputer przy sobie. Przez was ciągle się wszędzie spóźniałam i nic nie robiłam przez parę dni XD
    Wasze postacie z FDTS są po prostu genialne. Kocham je wszystkie! Mike’a, który dalej jest dla mnie dziwnym heterykiem, skoro daje się całować i macać facetom jeśli ma coś w zamian, Katy, która jest po prostu absolutnie genialna pod każdym względem, Jasona, na początku mi obojętnego, ale z czasem coraz mi bliższego (no ja po prostu kocham jego zlewczość i ten zgryźliwy charakterek!), Charliego, który czasem przywodzi mi na myśl takiego szczeniaczka, szczególnie gdy jest przy Rushu, Rusha, który na początku niemiłosiernie mnie denerwował swoimi mega przesłodzonymi tekstami, sztucznością i tą grą na (wstaw liczbę) frontów, ale potem jak zaczęło mu zależeć na Charliem to te jego komplementy stały się mniej irytujące i jakieś prawdziwsze, chociaż dalej nie rozumiem jego pokrętnej logiki. Ogólnie uwielbiam też scenki pomiędzy Katy, a Jasonem, kiedy udają zakochanych! Są genialne :D No i lubiłam też jak Jason gnębił Mike’a. Co do Charliego i Rusha… kibicuję ich związkowi, mimo że jest przesłodzony lukrem do bólu to chyba potrzebuję czegoś takiego do życia, kocham sielanki <3 A! Najlepsze są sceny gdy całe Fire Dragon imprezuje (szczególnie podobały mi się te rozdziały na statku i to jak grali w pokera na pytania i zadania XD). Bawiło mnie też to jak Charlie nieudolnie próbował udawać heteryka i przezwyciężyć Jasona w podrywaniu lasek XD
    Ogólnie nie lubię porównywać autorów różnych opowiadań, ale z czystym sumieniem muszę wam powiedzieć, że FDTS (outsidera jeszcze nie czytałam, ale zaraz się zabiorę XD) wciągnęło mnie tak mocno jak opowiadania Kasiotfur i Berniaka, Eo Nagisy i Akame. Szukałam więcej takich opowiadań, a gdy już straciłam nadzieję, natrafiłam na fanfik Katki "Sztuka… wytrzymać z takimi aktorami" i się pozytywnie zaskoczyłam :D Kocham wasz styl pisania, jest taki lekki, że nie zorientowałam się nawet kiedy już przeczytałam wszystkie rozdziały! Nie mogę doczekać się dalszych części FDTS! <3
    Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :D Trochę długo wyszło. Jak dotrwałyście do końca to gratuluję i życzę powodzenia w dalszym pisaniu ;)

  6. Katka pisze:

    Roselani, nie tylko Ciebie zestresował braciszek. Hehehe, to koszmar nocny Rusha XD

    Elis, cieszę się bardzo, że Ci się podoba ;* Hm, no tak, Jason skrycie pewnie by chciał, ale cóż farta facet nie ma.

  7. Elis pisze:

    Jason jednak nie jest takim wolnym strzelcem jak mi się wydawało, skoro wspomniał Katy, że nie ma szans na związek, czyli chciałby tego. Po prostu facet trafia ciągle na nieodpowiednie osoby. Do tego Mike hetero, no jak on może być hetero, nie zwraca na niego uwagi w innej relacji niż jako kumpel. Ach czemu? czemu, czemu? Będę Wam biadolić nadal, bo nie mogę wytrzymać, że oni mogą nie być razem, ale nadzieja zawsze istnieje. :P
    Związek Rusha i Charliego jest pełen spokoju, słodyczy i rozwija się. Rush staje się bardziej otwarty, jeżeli chodzi o bycie z facetem w miejscach publicznych.
    Mnie też się wydaje, że nadejdą czasy gdy Charlie będzie płakał przez Rusha. Pewnie bym tego chciała w małym stopniu, bo słodyczy jak jest a dużo to też nie jest dobrze.
    Całą sytuacja z żartami Jasona i Kate była cudna. :))
    Dziewczyny cudnie i czekam na kolejny rozdział. :))

  8. Katka pisze:

    DaughterOfWind, dzięki za wytknięcie błędów, poprawiłam :) No niestety nie da się wyłapać wszystkich literówek. Zmora.
    Myślę, że nadejdą czasy, kiedy będzie mniej sielankowo…
    I cieszę się, że Jason i Katy się podobali ;)

  9. Roselani pisze:

    Byłam tu już w nocy, dosłownie w momencie dodania rozdziału, ale wyobraźcie sobie, że zasnęłam czytając! Byłam już padnięta zasypiając, ale myślałam, że dam radę. Niestety obudziłam się z głową na laptopie.
    No ale co do rozdziału… Muszę przyznać, że uwielbiam relacje Katy i Jasona. Są świetni, jako kumple. Ale trochę mi się aż żal Jasona zrobiło, jak tak mówił, że nie ma szans na związek i w ogóle. Jeszcze taki porażkowy seks miał. Biedny. Za to strasznie się rozczuliłam, kiedy Rush pytał, czy reszta tej bandy go lubi. To było takie urocze! I jeszcze to z asem kier było fajne. A właściwie reakcja Rusha na wyjaśnienia Charliego. Tylko ten braciszek mnie znowu zestresował. Niech on się nie waży zabierać Rusha z powrotem do Anglii…
    No i ostatnie co mnie rozbroiło to ta mini opowiastka o Mike’u. I szczególnie reakcja Jasona na nią!

  10. DaughterOfWind pisze:

    Mam nadzieję, że się nie obrazicie jak Wam wytknę kilka błędów… Dzisiaj mam jakiś dzień, że wyłapuję najwidoczniej.
    „- Nie – skrzywił się, a winda piknęła, że dojechali. – Tylko brat dzwonił i się pluł – wyjaśnił oglądnie.” – gdzieś na początku; oględnie.
    „- No bo jest. Ale on jest… nie to, że zbyt ambitny, tylko na niego spadnie przejecie interesów, a on jest perfekcjonistą – wzruszył ramionami, popijając wodę.” – niedaleko od poprzedniego; przejęcie.
    „- A co? – odmruknął ze zwykłym dla siebie lekceważeniem.- Bo stoję jak głupia pod twoimi drzwiami i czekam na ciebie?” – druga część; druga pauza powinna być już chyba od nowej linijki.
    „- Dzięki, Katy, poopowiadaj jeszcze trochę. Ale może tym razem ze swojego życiorysu – burknął, wsadzając do ust ziemniaka z nieciekawą miną.
    Katy zaśmiała się na to. Och, miała dziś jakiś wybitnie wredne poczucie humoru.” – mniej więcej w połowie?; jakoś wybitnie/jakieś wybitnie wredne poczucie humoru.
    „- Yyy… – Charlie zapatrzył się na niego, zaskoczony tym pytaniem. – No przekonałeś ich do siebie – odparł po chwili, nie wiedząc, jak ująć to inaczej.
    A do tego Rush gapił się na niego tym szczeniącym niebieskim spojrzenie.” – niedaleko poprzedniego; niebieskim spojrzeniem.
    „Pierwszy raz trzymał faceta za rękę. To było takie, takie. No taka para pełną gębą. Aż mu się ciepło zrobiło.” – też niedaleko; przydałoby się nadać temu „takie” wyrazu, bo ciężko skumać.
    „Rush uśmiechnął się na to, po czym pocałował go jeszcze raz. Jednocześnie chwycił go za nogę i położył ją sobie na udzie. Charlie uśmiechnął się na to lekko, sięgając go jego twarzy i głaszcząc go po włosach i policzku, przedłużył pocałunek.” – tu już się czepiam, ale trochę za blisko siebie „uśmiechnąć się na to”, powtórzenie. ^ ^’
    „- Ta najjaśniejsza?
    – Mhm, nie ta – wskazał drugą gwiazdę na ile mógł. – Bo to Rigel, tylko ta po lewo od niej.” – ta po lewej lub ta na lewo.

    Tyle zauważyłam ^ ^’
    Naaah… Znowu sielana >.< Jedyny motyw jaki mi się dzisiaj podobał to ten z Jasonem i Katy. Świetnie są przedstawione te ich przyjacielskie kontakty. Cud, miód. :)
    A na temat Rusha i Charliego się nie wypowiadam, bo mnie zlinczują XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s