Fire Dragon Tattoo Studio – 29 – Przygotowania do wyjścia

— Mówiłem ci, że przegrasz? Mówiłem! — Rush roześmiał się, robiąc triumfalną minę.
Siedział na symulatorze motoru wyścigowego, a Marg patrzyła na ekran z grymasem, dojeżdżając na metę jako ostatnia.
— Myślisz, że się nie zrewanżuję? — fuknęła, a obserwujący ich z tyłu Mike zaśmiał się z jej miny. — Jeszcze jeden wyścig!
— Tylko nie myśl, mała, że dam ci fory! — ostrzegł Rush i poczochrał ją po włosach.
Dziewczyna strzepnęła jego rękę. Coraz częściej czuła się w jego towarzystwie jak przy starszym bracie i musiała przed sobą przyznać, że jej to przeszkadzało. Na samym początku może miała cień nadziei, że Rush, zapraszając ją na wspólne granie czy na wypad z przyjaciółmi na rejs, chciał jej jakoś dać znać, że był nią zainteresowany. Ona z kolei nie różniła się specjalnie od większości ludzi, którzy lecieli na tego przystojnego mężczyznę i liczyła na coś więcej. Teraz jednak doszła do wniosku, że taki kontakt z Rushem bardzo jej odpowiadał. Nie miała jeszcze takiego przyjaciela i zaczynała coraz bardziej dostrzegać plusy, jakie z tego płynęły.
— To jedźcie, bo jest tu jeszcze masa innych bajerów do obskoczenia — wtrącił Mike, rozglądając się po sali.
Znajdowali się w pomieszczeniu pod pokładem, w którym było sporo automatów do gier, stół bilardowy i nawet szafa grająca. Ściany, podłoga i sufit też odbiegały od eleganckiego wystroju z góry i bardziej przypominały pomieszczenie w salonie gier. Na pewno dużą rolę odgrywało tutaj różnokolorowe oświetlenie.
— Marg, odpłać się, wierzę w ciebie. — Mrugnął do dziewczyny.
Ta uśmiechnęła się niepewnie, po czym rozległo się charakterystyczne pikanie podczas odliczania do startu. I ruszyli. Rush jechał tuż przed dziewczyną niemal cały czas, ale w końcu postanowił niby niechcący dać jej wygrać. A co, niech ma.
Marg z pełnym dumy uśmiechem dojechała do mety jako pierwsza.
— Ha! Dobra jestem! — stwierdziła, klepiąc Rusha po ramieniu, niby pocieszająco.
— Oczywiście. Taka śliczna dziewczyna musi być też zdolna. — Mężczyzna uśmiechnął się do niej promiennie i zszedł z automatu.
Mike tylko przewrócił oczami, słysząc ten tekst. Miał deja vu, bo przy Charliem Rush niekiedy zachowywał się podobnie.
— To co teraz? — spytał.
— Hmmm… Może DDR, co? — zaproponowała podekscytowana Marg, wskazując na automat z kwadratową platformą ze strzałkami, na które stawało się do rytmu utworu odtwarzanego na ekranie. — Można we dwójkę.
Mike kiwnął jej głową i podszedł do urządzenia, aby je włączyć i ustawić.
— To ja skoczę po coś do picia. Jak się naskaczemy, to się przyda — zadecydował Rush, a pozostała dwójka kiwnęła głowami.
Marg odprowadziła go wzrokiem i podeszła do Mike’a. Związała mocniej włosy i weszła na jedną platformę. Miała na sobie tylko swoje białe bikini, tak jak Mike zaledwie kąpielówki. Miała tylko nadzieję, że jej duży biust nie będzie za bardzo podskakiwał.

***

Rush wbiegł po schodach, na dolnym pokładzie mijając trzy osoby siedzące w cieniu na białych kanapach. Jason, Charlie i Kate właśnie nad czymś dyskutowali. Aż Rush zobaczył, jak najstarszy z trójki sięgnął do swojej torby, wyjął z niej szkicownik i położył na stoliku. Potem sięgnął po mazaki, a Charlie i Kate skupili się bliżej niego. Rush nie przejął się tym zbytnio, tylko niespiesznie udał się do kuchni. Wziął dwa soki oraz wodę i dopiero kiedy wracał, zatrzymał się przy tatuażystach.
— Co robicie? — zainteresował się.
Charlie, dzierżący czarny mazak, uniósł na niego spojrzenie.
— A, gramy w takie coś. Będziemy na zmianę rysować jakieś szczegóły i zobaczymy, co z tego wyjdzie — wyjaśnił, a Kate siorbnęła przez słomkę niebieskiego drinka. Był wzbogacony w połowę plasterka pomarańczy na krawędzi kieliszka.
— No i potem ci coś takiego wytatuujemy na tyłku. — Zaśmiała się, a Rush momentalnie się skrzywił.
Jasona wybitnie rozbawił nie sam komentarz, co mina mężczyzny.
— Co, blondi? Miałbyś dziarę od całego Fire Dragon, nie chcesz? — podchwycił. — Jako kochaś młodego miałbyś za pół ceny.
Rush prychnął i machnął ręką.
— Jako „kochaś młodego” wolałbym tylko od niego — odparł, mrużąc śmiesznie oczy. Nie wychodziło mu bycie groźnym.
— Spoko, tylko żebyś się potem pochwalił wydziaraną dupcią.
— Aaaaa! Jason. Chcesz mu tyłek oglądać! — zapiszczała Kate i szturchnęła mężczyznę w bok. — Zboczeniec!
Charlie tylko wywrócił oczami. Jak zwykle robili sobie jaja.
— Głupki — stwierdził, kładąc na kolanie szkicownik i zastanawiając się, co narysować. — Brakuje wam faceta do łóżka, że tylko o jednym?
Kate momentalnie wydęła wargi.
— Ej, ja nie wkładam! — prychnęła, a Rush poczuł, że pora, by się ulotnić. Machnął Charliemu i udał się do pokoju gier, w którym zostawił Mike’a i Marg.
Kiedy otworzył pokój, żeby oznajmić tej dwójce swój powrót z napojami, aż zatrzymał się w pół kroku. Zobaczył plecy Mike’a obejmującego Marg, która z kolei opierała się tyłkiem o automat, trzymając mu dłonie na ramionach. Nie dało się pominąć faktu, że Mike pochylał się nad nią, całując jej usta. Rusha aż nieznacznie przytkało. Nie wiedząc, co robić, odstawił butelkę wody i sok na podłodze, po czym cichaczem wymknął się z pomieszczenia. Miał nadzieję, że go nie zauważyli.
Wrócił na górę, gdzie właśnie Charlie podał mazak i szkicownik Jasonowi, przy okazji patrząc mu przez ramię. Z drugiej strony nad starszym tatuażystą wisiała Kate, czekając na swoją kolej.
Rush odkręcił butelkę soku i bez słowa usiadł obok nich. Jason nawet nie zwrócił na niego uwagi. Charlie za to zerknął krótko w jego stronę, kiedy starszy tatuażysta zaczął coś bazgrać wokół jego okrągłego znaku celtyckiego.
— Co tak szybko? Nie grasz z nimi na dole? — spytał, a Rush wzruszył ramionami, popijając sok.
— Nie. Pomyślałem, że posiedzę z wami.
Kate spojrzała na Anglika bystro. Zostali tam sami…?
— A co, chcesz się dołączyć do rysowania? — Charlie wyszczerzył się do niego.
— Eee… nie, no, bez przesady. Ale chociaż popatrzę na mistrzów przy pracy. — Mężczyzna odpowiedział mu firmowym uśmiechem.
Jason podał Kate szkicownik, na którym wokół celtyckiego znaku owijał się długi, chiński smok. Już było widać, że style na tym tworze będą się nieźle mieszały.
— O której wracamy do portu? — spytał Rusha Charlie.
— Jak będzie wam wygodnie. A co?
— Charlie się zastanawia, czy zdąży się opalić. — Kate zaśmiała się, bazgrząc małe ptaszki na szkicowniku, myślami będąc jednak w pomieszczeniu pod pokładem, gdzie byli Mike i Marg. Sami. W jednym pomieszczeniu. Skąpo ubrani. Kurde.
— Nie zastanawiam się. To Jason jest blady, nie ja.
— W takim razie będzie miał jeszcze chwilę. Myślałem, żeby później pójść na kolację do jakiejś knajpy. Co wy na to? — zaproponował, nie dając Jasonowi czasu na ciętą ripostę.
— Mmm, ja jestem za — odparł Charlie, obejmując Rusha za szyję i całując go w kącik ust. Cieszył się, że mógł to zrobić.
— Rozumiem, że stawiasz. — Kate wystawiła język do mężczyzny, rzucając na kolana Charliego szkicownik, kiedy tylko skończyła.
— Oczywiście. Wątpiłaś w to? — Uśmiechnął się do niej, wiedząc, że dziewczyna była łasa na dobre, darmowe jedzenie.
— Ależ nigdy, Rush. — Zamrugała. — Co jak co, ale hojny na pewno jesteś.
— Wariatka.
W tym czasie Charlie zamknął każdego z ptaszków Kate w kompozycjach kwiatowych i podał Jasonowi szkicownik.
— Dawaj to, młody, dość tej sielanki — stwierdził tatuażysta i zaczął rysować w tle pajęczynę, po której chodziły małe, czarne pajączki. Wiedział, że z rysunku robił się już misz-masz, ale to była tylko zabawa.
Kate zerknęła mu przez ramię.
— Wygląda to paskudnie — skwitowała. — Ni to nie ma ładu, ni składu.
Mężczyzna zmierzył ją chłodnym wzrokiem, jakby właśnie najechała armią pełną jeźdźców na tęczowych jednorożcach na jego mroczną, zapomnianą przez świat krainę.
— Bo nie skończyłem. Zaraz wielki ptasznik zeżre te twoje jaskółeczki — fuknął, wracając do rysowania.
Kate wydęła wargi, niecierpliwie stukając stopami o pokład, kiedy Jason rysował zagrożenie dla jej ślicznych ptaszków.
— Wredny jesteś, wiesz?! Są takie słodkie! — jęknęła.
— Słodkie jak cukiereczki? Takie do zjedzenia. — Zaśmiał się ochryple. Ze wspólnego szkicu tatuażu zaczął się bardziej robić konkurs, kto bardziej rozwali rysunek poprzednika.
Kate przejęła szkicownik, kiedy tylko Jason skończył. W drugim rogu kartki narysowała wróżkę machającą różdżką, na której rozkaz na pająka leciała armia koliberków.
— Zgniotą cię! — wycedziła mściwie.
W swojej artystycznej rywalizacji nawet nie zauważyli, kiedy po drugiej stronie kanapy Rush i Charlie zaczęli się leniwie całować.

***

— To co? Widzimy się już na kolacji? — zagadnął Rush, a ekipa studia Fire Dragon kiwnęła głowami. — Kate, przyślę po ciebie kierowcę, dobra? Bo nadal nie masz samochodu, co nie?
— Nie mam, Jason też nie. — Dziewczyna szturchnęła starszego tatuażystę, który siedział cicho, najwyraźniej nie mając zamiaru się do tego przyznawać ani zniżać do poziomu łaszenia się o kierowcę.
Rush momentalnie na niego spojrzał, jakoś wcześniej nie biorąc tego pod uwagę.
— Czemu nie mówiłeś? — spytał z autentyczną troską.
— Wezmę taksówkę, jak już będę miał przyjechać — burknął Jason, po czym bez słowa pożegnania odwrócił się i ruszył w swoją stronę.
Stali przy molo, na które zeszli z wynajętej łodzi. Było już późne popołudnie. Rush zajął się wszystkimi formalnościami i podziękował służbom wynajmującym tu łodzie za udostępnienie tego pięknego jachtu.
Mike popatrzył za Jasonem, który jak zwykle zgarbiony kroczył dalej, w kierunku głównej drogi. Potem zerknął na stojącą na uboczu i blisko Rusha Marg. Miał lekką rozterkę.
— Ej, Rush. To z tym kierowcą jeszcze wstąpię po Jasona i po problemie — zadecydowała Kate, a Anglik pokiwał głową.
W sumie podczas pobytu na łodzi doszedł do wniosku, że ten wielki tatuażysta wcale nie był taki zły. Jego niektóre komentarze irytowały, ale dało się go znieść.
Mike zerknął na zegarek. Przypłynęli do portu w miarę wcześnie. Do umówionej kolacji mieli więc jeszcze trochę czasu. Słyszał, na którą godzinę Rush zamówił stolik, gdy rozmawiał przez telefon jeszcze na jachcie.
— To ja zabieram Marg, przyjedziemy razem — postanowił, obejmując dziewczynę ramieniem, a ona uśmiechnęła się nieśmiało. — Do zobaczenia.
Charlie i Kate odprowadzili ich wzrokiem. Dziewczyna bardziej ponurym, doskonale widząc, co się kroiło. Rush, jak to on, pomachał im ze swoim typowym uśmiechem księcia z bajki.
— A ty, Katy? Jakieś plany na teraz? — zwrócił się do niej, gotów nawet zaprosić ją do siebie, jakby chciała. Choć w głębi serca wierzył, że będzie wolała ten czas poświęcić na przygotowania. Jak każda kobieta.
— Noo, pojadę do domu się przebrać i w ogóle — mruknęła, wypowiadając na głos jego myśli. Pocałowała pozostałą dwójkę w policzki. — Do zobaczenia, gołąbki! — Zaśmiała się, naśladując Jasona.
— No spadaj, Katy, wystrój się — odpowiedział Charlie, nie obrażając się, za to kręcąc głową z politowaniem.
— Zamierzam! — Dziewczyna wyszczerzyła się i zniknęła im z oczu.
Rush dopiero teraz zwrócił się do Charliego z łobuzerskim uśmieszkiem.
— A ty, ptaszku, też idziesz stroić swoje piórka, czy wolisz pogruchać?
Charlie zaśmiał się wesoło i zakręcił na palcu breloczkiem od kluczy. Przygryzł wargę, patrząc na niego spod długich włosów.
— Jak zwykle potrafisz pięknie ująć myśl w słowa — zażartował. — Jak tu odmówić?
— Nijak. Możesz się jedynie zgodzić. — Rush zamruczał jak kociak. — Do mnie czy do ciebie?
— Gdzie bliżej.
— Do mnie.
— To prowadź, książę — zdecydował Charlie, opanowując się, żeby nie złapać go za rękę, a Rush uśmiechnął się do niego promiennie.
— A właśnie! Może chcesz najpierw skoczyć do siebie po jakieś ciuchy, co?
Charlie zastanowił się. W torbie, którą zabrał, nie było już czystych ciuchów na zamianę, a przynajmniej tak mu się wydawało. Z drugiej strony niby mógłby pójść w tym, co miał na sobie, ale Rush prawdopodobnie nie wybrał pierwszej lepszej knajpy tylko taką, w której lepiej było nie wyglądać źle.
— Dobra, to pojedziemy razem, czy mam podjechać pod hotel, jak się przebiorę?
— Nie no, podwiozę cię. Coś weźmiesz i się u mnie przebierzesz. Pasuje?
— Mhm. Pasuje.
Po jakimś kwadransie byli już w połowie drogi do mieszkania Charliego. Chłopak siedział obok Rusha, trzymając na kolanach torbę, w której spoczywały jego rzeczy i stary, ale drogocenny aparat, bo wyposażony w śliczną, erotyczną sesję.
Poklepał torbę, patrząc na kochanka z uśmiechem.
— To lepsze niż pornos. — Zaśmiał się. — Hm… Może powinienem niektóre powiększyć.
Rush uśmiechnął się do niego, nie spuszczając spojrzenia z drogi.
— Tak? I co chcesz z nimi zrobić?
— Gdybym miał osobny pokój na dzieła sztuki, to powiesiłbym, oprawione na ścianie —zażartował Charlie. — Ale nie mam, więc zostaną szczelnie zamknięte w albumie.
Rush zachichotał pod nosem.
— A które lubisz najbardziej?
— Nasze wspólne, jak mnie całujesz w policzek.
Rush aż zamruczał.
— Och, tak. Jest urocze — przyznał, skręcając w stronę grupy domów, wśród których mieszkał Charlie. Lubił tę dzielnicę i nie przeszkadzało mu dużo Meksykanów. — Ja jeszcze lubię to, jak jesteś tak cudnie i rozkosznie rozłożony na pościeli. Jest smakowite — zamruczał, zatrzymując się pod domem kochanka.
Charlie uśmiechnął się pod nosem.
— Mmm… — Pochylił się do mężczyzny i pocałował go w usta, by zaraz potem wyjść z samochodu.
Rush zapatrzył się za nim, urzeczony tym impulsywnym buziakiem. Zamknął auto i wszedł za Charliem do jego mieszkania. Jak zwykle przywitały go liczne obrazy na ścianach i szkice porozrzucane po całym salonie.
— Już się sprężam — rzucił Charlie, znikając mu z oczu w sypialni.
Rush skinął głową i rozsiadł się na jednym z foteli.
— Spoko, mamy dużo czasu! — zapewnił, przeglądając rysunki.
Kiedy Charlie szperał w swojej szafie, a on przeglądał szkice, trafił nawet na jeden, który ewidentnie był wytworem nudy. Ta musiała złapać Charliego w któryś dzień. I był to… komiks. Nie trudno było odróżnić poszczególne postacie. Na pierwszym rysunku komiksowy Charlie, trzeba zauważyć, że krótkowłosy, pił piwo z jakimś ciemnowłosym chłopakiem w domku na drzewie. Potem z tym samym jechał czerwonym Ferrari. W następnym rysunku Charlie, już długowłosy, siedział na plaży niewątpliwie ze swoim drugim przyjacielem z dzieciństwa, który aktualnie był też jego szefem w studiu. Przy zachodzie słońca. Inne rysunki wskazywały chłopaka w magazynku jakiegoś studia z wytatuowanym facetem na sobie. Jason. A te ostatnie, których było najwięcej, jego i komiksowego Rusha z koroną na głowie podczas różnych sytuacji. W zoo, w restauracji, w klubie, w hotelu…
Rush aż się na nie zagapił. Nie rozumiał wszystkich, ale bardzo szybko rozpoznał siebie i… zrobiło mu się ciepło, że było ich tak dużo. Przejrzał wszystkie jeszcze raz, starając się coś z nich odczytać. Te z Jasonem było łatwo rozpoznać. I dało się z nich domyślić, że Charlie musiał mieć z nim jakiś seks-układ. Jednak te z tym chłopakiem na pierwszych rysunkach były niejednoznaczne.
— Dobra, mam wszystko — usłyszał nagle Charliego z progu sypialni.
Uniósł na niego swoje niebieski ślepia i uśmiechnął się automatycznie. Przy wielu się szczerzył. Ale tak, jak uśmiechał się do Charliego, nie uśmiechał się do nikogo. Do niego robił to zupełnie odruchowo.
Chłopak podszedł bliżej i pochylił się nad nim, by delikatnie pocałować go w usta. Zobaczywszy, co Rush trzymał, spłonił się na policzkach.
— Na to nie patrz, nuda dopada każdego. — Zaśmiał się z zakłopotaniem. — Idziemy?
Rush nie ruszył się.
— Ale one są fajne. Ten jest słodki. — Wskazał na rysunek przedstawiający Charliego i Mike’a.
Charlie zerknął mu przez ramię i uśmiechnął się.
— No. Też mi się podoba. Ale fajniejszy ten. — Pokazał Rusha podającego małpce rękę przez klatkę w zoo.
Gość zaśmiał się i przyciągnął do siebie Charliego.
— Układam się z małpą — żartował. — A ten? To ty? — Wskazał na krótkowłosego Charliego w domku na drzewie.
— Tak. Zapuściłem włosy dopiero po skończeniu… dziewiętnastu może.
— Mhm. — Rush przesunął nosem po boku ciała chłopaka i wskazał drugą postać na rysunku. — A ten to kto?
— Ryan — odpowiedział melancholijnie Charlie. — Kiedyś ci opowiadałem, pamiętasz?
— Mhm, pamiętam. Tęskno ci za nim — zamruczał Rush, głaszcząc go drugą ręką po boku, pod żebrami.
— Trochę — przyznał chłopak, uśmiechając się słabo. — Jako do kumpla.
— Był twoim pierwszym. — Anglik bardziej stwierdził, niż spytał. Charlie chyba mu to mówił, ale nie był pewny.
— No, tak. Kumpel i… kumpel do łóżka. Ale poszedł siedzieć i prysło.
— I co? Później z nikim? — Rush wsunął mu dłoń pod bluzkę.
Charlie zaczesał włosy do tyłu, patrząc na niego z lekkim, aczkolwiek melancholijnym uśmiechem. Wracanie do tego, co było, nie zawsze było przyjemne. Na swój sposób tak, ponieważ przeżył wiele fajnych chwil z fajnymi ludźmi, ale też miał wrażenie, że wraz z pójściem Ryana do więzienia coś utracił.
— Na stałe? Z nikim… Nie złożyło się. Sam seks. — Zaśmiał się ponuro.
— Z Jasonem?
— No, z Jasonem też sam seks. Z nim się nie da inaczej.
— Taki zły z niego smok? — Rush zaśmiał się, gładząc plecy chłopaka, a ustami całując jego klatkę piersiową przez koszulkę.
Charlie objął go ramionami za szyję, pochylając się.
— Bardzo zły… Dobry w łóżku drań, ale trudny do wytrzymania na dłuższą metę.
— Dobry? A co takiego dobrego ci robił? — dopytywał Rush, podwijając bluzkę Charliego. Polizał go po brzuchu.
Chłopak odetchnął głębiej, obserwując go zachłannie.
— Jest zdecydowanym samcem. Lubię pewnym siebie mężczyzn — odpowiedział ze śmiechem, patrząc na niego wymownie.
— A nie lubisz słodkich kociaków? — zamruczał Rush i przeciągle polizał Charliego po brzuchu, a ten westchnął głośno.
— Lubię… uwielbiam… — wydyszał, wsuwając mu palce w miękkie włosy. — Uwielbiam cię, Rush…
— Mrał. — Mężczyzna zaśmiał się i przejechał paznokciami po plecach chłopaka.
— Kociak. Ładnie to tak drapać feniksa? — Charlie śmiał się z całej tej zabawy słownej. Coraz lepiej odnajdywał się w takim słodkim przekomarzaniu się z Rushem i jakkolwiek infantylne mu się to wydawało, gdy starał się na to patrzeć z dystansu, tak nie mógł nic poradzić na to, że było to przyjemnie rozluźniające.
— Może aż tak bardzo się nie sparzę — rzucił Rush przekornie i ponownie go podrapał po plecach.
— Chyba ten feniks został udobruchany przez księcia — zamruczał Charlie, pochylając się i całując go.
Rush przyciągnął go jeszcze bliżej siebie. Miał jego brzuch na wysokości twarzy, kiedy tak siedział. Widział, że dzięki spędzeniu trochę czasu na łodzi był przyjemnie opalony.
— Tak mówisz? A czymże ten książę tak rozpalił ptaszynę, że mu pozwala na takie zabawy?
— Hmmm… Może to książęcy urok… Albo te usta, które tak wspaniale całują. Albo czułość i ten słodki romantyzm — wymienił Charlie z delikatnym uśmiechem, pochylając się bardziej i całując go w usta. — Nie wiem, co rozpala feniksy, ale ten mój chce ciebie bliżej.
Rush uśmiechnął się maślanie.
— Mrrr… Twój feniks chce na mnie patrzeć, czy ty chcesz na mnie patrzeć? — szepnął, głaszcząc go subtelnie po ciele.
— Nie wiem jak on, ale ja nie mogę oderwać do ciebie spojrzenia.
— Czyli na pleckach. Och, biedna ptaszyna — jęknął Rush, robiąc minę smutnego pieska. Rozczulający widok, który od razu rozbawił Charliego.
— Będziesz chyba musiał jej wynagrodzić następnym razem.
— Niech tylko powie kiedy i gdzie! — Mężczyzna zaśmiał się i ponownie pocałował bok chłopaka. I jeszcze raz, i jeszcze.
Charlie westchnął i chwycił go po bokach twarzy, pochylając się oraz całując.
— Nigdy się tak dobrze nie czułem — wyznał i znowu go pocałował, jakby nie potrafił się od niego odlepić.
Te słowa sprawiły, że twarz mężczyzny rozświetliła się jeszcze bardziej, jeśli w ogóle to było możliwe. Jego ręce za to powędrowały w dół, na pośladki tatuażysty, który jęknął nisko. Pragnął go, pożądał i nie chciał wypuszczać.
— Och, Rush…
— Mmm… — zamruczał mężczyzna, całując jego brzuch, a ręce wsuwając w spodnie. — Chyba mieliśmy jechać do mnie. — Zaśmiał się, bo dopiero sobie o tym przypomniał.
— To mógłby być teraz problem.
— No i do tego nawet nie taki mały. Bo jak ja bym się od ciebie oderwał? — Rush westchnął, kiedy jego dłonie znalazły się na nagich pośladkach chłopaka.
— Rush… weź mnie tutaj.
Anglik uśmiechnął się w jego brzuch i zassał się tam, robiąc czerwony ślad. Charlie odchylił głowę na kark. Uwielbiał jego usta. To było nieporównywalne do niczego. A Rush wciąż obcałowywał jego brzuch, dłońmi miętosząc tyłek. Jednocześnie zsuwał z niego spodnie. Charlie bynajmniej nie oponował, samemu też sięgając do jego koszulki.
— Pokaż mi swoje ciało — poprosił, podciągając mu ubranie, a Grey wyciągnął do góry ręce.
— To mnie rozbierz.
Chłopak spojrzał na niego rozognionym wzrokiem i zdjął z niego koszulkę. Westchnął ciężko na widok jego wysportowanego ciała. Zwilżył wargi językiem i sięgnął do jego spodni, aby rozpiąć mu pasek. Pocałował go przy tym mocno w usta. Rush odpowiedział na to i wsunął palce we włosy kochanka. Charlie rozpiął mu szybko guzik i rozporek.
— Biodra do góry! — Zaśmiał się, zsuwając się ustami na jego szyję.
Rush chwycił go za kark i wypełnił prośbę, a Charlie sprawnie zsunął mu spodnie wraz z bielizną. Polizał go po ustach, patrząc na niego z bliska pełnym pożądania wzrokiem. Momentalnie został chwycony w talii i obrócony tak, że upadł na plecy na kanapę. Od razu spojrzał na niego z dołu rozpalonym wzrokiem. Oblizał się i znacząco rozsunął uda. Rush westchnął ciężko na tak… lubieżny widok.
Pocałował tatuażystę, ale kolejne pocałunki skierował już niżej. Głaskał go po nogach, a ten polegiwał pod nim, poddając się pieszczotom z zadowoleniem. Sięgnął przy tym dłonią do włosów Greya i głaskał go po nich. Och, jak dobrze…
W końcu Rush klęknął między jego nogami i pocałował go w wewnętrzną stronę uda. Lubił jego nogi. Były odpowiednio szczupłe i niespecjalnie owłosione. Charlie generalnie nie miał dużego owłosienia i nie musiał się nawet golić. Klata była gładka, podobnie jak twarz i przedramiona. Jedynie trochę więcej włosków gromadziło się na kroczu.
Charlie przygryzł wargę, unosząc jedną nogę i opierając ją wysoko o oparciu kanapy. Rush chwycił jego penisa w dłoń, zaczynając go pieścić.
— Chciałbyś? — spytał enigmatycznie.
— Hmmm? Co bym chciał? — Charlie zaśmiał się, patrząc na niego ognistym wzrokiem.
— Żebym ci obciągnął.
Chłopak aż się zapatrzył na jego usta z niemądrą miną. Dotychczas Rush chyba tylko raz mu obciągnął. Przez gumkę.
— Chcę — odparł cicho, wręcz pochłaniając widok mężczyzny z większą uwagą.
Rush momentalnie przełknął ślinę. Miał to zrobić pierwszy raz… tak bez niczego. Ale to był Charlie. On był wyjątkowy. Lubił go całego. Jego penisa także.
Było po nim widać lekkie zdenerwowanie, ale przysunął się do krocza tatuażysty i delikatnie cmoknął czubek.
Chłopak zapatrzył się na niego, nie chcąc go pospieszać. Rush wydawał się niepewny, a przy tym absolutnie słodki i seksowny.
Pogłaskał go po włosach, a Anglik w tym czasie delikatnie obcałowywał jego penisa. Był ciepły. Czuł jego smak bez prezerwatywy. Jego delikatną skórę też oraz pulsowanie krwi pod nią. Do tego penis Charliego drgnął na dotyk jego ust.
Chłopak chłonął te doznania, które wydawały mu się subtelne, ale także podniecające. Rush był niewątpliwie cudowny.
— Mmm… uwielbiam twoje usta…
Rush uśmiechnął się do siebie i po chwili wahania wziął jego żołądź między wilgotne wargi. Były naprawdę gorące. Charlie aż przymknął oczy, ale szybko je otworzył, żeby nie uronić ani chwili z tej sceny, która rozgrywała się pomiędzy jego udami. Była magiczna. Rush, ten przeklęty przystojniak, na kolanach przed nim, z jego penisem w swoich cudownym ustach. Elektryzująco. A do tego teraz zaczynał kręcić głową, biorąc go coraz głębiej i pieszcząc językiem po samym czubku.
Charlie wygiął się, przesuwając dłonią po niedokończonym tatuażu na swojej klacie.
— O cholera…
Mężczyzna spojrzał na niego w górę, nie żałując, że się zdecydował. Charlie rozkosznie się prężył. Do tego wyraźnie czuł, jak jego penis sztywniał mu w ustach. To był idealny dowód na to, że obciąganie nieźle mu szło.
Zamruczał jeszcze raz i dopiero się odsunął. Cmoknął czubek penisa, a Charlie uniósł się, sięgając dłońmi do jego szczęki i delikatnie przyciągnął go do siebie, aby pocałować go mocno w usta. Objął go przy tym za szyję i opadł z nim z powrotem na plecy, nie przestając całować. Rush przytulił się do niego ciasno, kładąc między jego nogami. Ich penisy stykały się ze sobą, a oni zjadali się w pocałunku. Było gorąco, przyjemnie i intymnie.
— Cudowny — zamruczał Rush, sięgając w stronę pośladków chłopaka.
Ten zarzucił mu nogę na biodro, lekko podrapał go po karku i polizał po gorących ustach.
— Och, Rush… — jęknął.
Mężczyzna uśmiechnął się i cmoknął go w nos.
— Słodki… — zamruczał, a jego dłoń śmielej skierowała się między połóweczki chłopaka. Musnął opuszkami dziurkę.
Charlie odetchnął cicho dzięki tej pieszczocie. Rush miał męskie, ale zadbane dłonie. Delikatne. Jego palce naparły mocniej na szparkę, drażniąc ją stymulująco, a chłopak wypuścił cicho powietrze. Było mu gorąco.
— Rush… żel — sapnął.
— Wiem, pamiętam. Gdzie go masz? — wymamrotał w jego usta, aż burcząc z niezadowolenia na myśl, że musiał się od niego odsunąć.
— W biurku.
— Uch — jęknął, ale podniósł się z chłopaka, by udać się w tamto miejsce.
Znalazł w szufladzie lubrykant, a kiedy wrócił do Charliego, ten wciąż czekał na niego z rozchylonymi nogami i długimi włosami rozrzuconymi niedbale na oparciu wokół głowy. Uśmiechnął się na ten rozkoszny widok.
— Piękny — szepnął, ponownie kładąc się na chłopaku. Jego nogę położył sobie na ramieniu.
Charlie spojrzał mu w oczy ufnie, nic nie mówiąc. Uwielbiał seks z tym przystojniakiem. Zamruczał tylko cicho i wychylił się, żeby polizać go po ustach. Rush w tym czasie wziął na palce trochę żelu i delikatnie wsunął w kochanka. Poczuł, że był wyjątkowo zrelaksowany. Nawet się na nim nie zacisnął. Wiedział, że potrafił tak powoli i delikatnie wszystko zacząć, że Charlie był wyjątkowo rozluźniony.
Niespiesznie i ze specyficzną dla siebie subtelnością zaczął rozciągać dziurkę, obcałowując jednocześnie szyję i twarz tatuażysty.
— Nie wiem, czy to dlatego, że tylko z tobą miałem taki seks… czy jest w tobie coś innego… — Charlie odetchnął — ale moje ciało jest na ciebie gotowe w błyskawicznym tempie, Rush. — Westchnął, przyciągając go za szyję i całując.
Rush dał się pocałować, niemal łasząc się do tego.
— Czy chcesz mi przez to powiedzieć, że już jesteś gotowy?
— Mmm, tak! Już… już!
Rush pocałował go w usta i nie puszczając ich, nałożył prezerwatywę. Tak przygotowany, zaczął niespiesznie wsuwać się w chłopaka. Ten jęknął cicho, obejmując go mocno za szyję. O tak… W końcu poczuł się całkowicie pełny. Pełny Rusha.
— Dobrze… uwielbiam mieć cię w sobie. Ale cieszę się, że nie ograniczamy się tylko do tego — wyznał.
Rush cmoknął go jeszcze raz w usta.
— Też lubię spędzać z tobą czas — zapewnił go szybko. Szczerze tak myślał.
— To dobrze. — Charlie westchnął z ulgą. Jakby nie patrzeć, to był jego pierwszy związek od… od czasu, gdy jeszcze Ryan był na wolności. Nieważne, że na dziwnych zasadach. W pewnym sensie związek. — Już możesz… ach, ruszać się.
Anglik tylko kiwnął głową i wykonał prośbę. Sam chciał poczuć go jeszcze bardziej, intensywniej. Wnętrze Charliego było ciepłe i ciasne oraz lekko go zasysało, a chłopak postękiwał przy jego ruchach, z czasem robiąc się coraz głośniejszym. Ocierał się przy tym sztywnym penisem o umięśniony, opalony brzuch Rusha.
— Och… tak!
Słyszał, jak przy jego uchu stęka kochanek. Jednocześnie gładząc go po bokach, klatce piersiowej i nawet nogach. Charlie pojękiwał głośno, wyginając się pod nim.
Kochali się tak dłuższą chwilę, rozgrzani i rozkołysani na kanapie, aż w końcu Rush chwycił wargami usta tatuażysty, całując go mocno i dochodząc.
— Mmm…!
Charlie skończył niedługo po nim i opadł bezwładnie na kanapę. Popatrzył na mężczyznę szczenięcym wzrokiem. Czuł się spełniony, a Rush obcałowywał go po twarzy z rozanielonym uśmiechem. Po chwili wysunął się z niego i położył obok. Zaśmiał się.
— Prysznic u mnie czy u ciebie? Bo i tak musimy do mnie jechać docelowo.
— Może u mnie. Nie chcę się kleić do siedzenia w samochodzie — stwierdził Charlie z uśmiechem, odgarniając włosy z twarzy.
Rush skinął głową i podniósł się z kanapy. Wyciągnął rękę do chłopaka.
— Wstawaj, ptaszku.
Charlie chwycił jego dłoń i wstał na równe nogi, od razu całując go w usta. Równocześnie wolną ręką dotknął swojego tyłka. Przemknęła mu przez głowę głupia myśl, czy kiedykolwiek zdoła poczuć w sobie spermę Rusha.
Mężczyzna objął go w pasie, a już po chwili byli obaj pod ciepłym strumieniem wody, który wyjątkowo koił po tak długim seksie. Woda masowała i rozluźniała ich ciała na tyle przyjemnie, że w ogóle nie chciało im się wychodzić z kabiny.
— Gdzie nas zabierzesz na kolację? — spytał Charlie ze związanymi na karku włosami.
Rush mył mu niespiesznie plecy, samemu mocząc głowę.
— W specjalne miejsce. Spodoba ci się.
— Super. — Charlie uśmiechnął się, sięgając do tyłu dłonią i masując mu udo. Wreszcie odwrócił się i zarzucił mu ramiona na szyję. — Wciąż mam ochotę na wypad z tobą na basen — zamruczał. Ciało Rusha tak seksownie wygląda w wodzie…
— Możemy… — Rush zamyślił się. — Charlie?
— Hm?
— A może chciałbyś zostać u mnie jeszcze ze dwa dni?
Chłopak spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się pod nosem. Nie spodziewał się takiej propozycji i sprawiła ona, że zrobiło mu się bardzo ciepło na sercu.
— Hmmm… Czyli muszę spakować więcej ciuchów — uznał i skubnął jego szyję zębami.
— Na to wygląda. A w nocy pójdziemy na basen.
— Mmm… — Charliemu zaświeciły się oczy. Pocałował go mocno, niemalże przytrzaskując go przy tym do kabiny prysznicowej i odsunął się równie szybko. — Ekstra! — Uśmiechnął się i wyszedł spod prysznica.
Rush z wyszczerzem gwiazdy filmowej wyszedł za nim, ale nim chwycił ręcznik, otrzepał włosy z wody niczym pies. Kiedy spojrzał na Charliego cały roześmiany, wyglądał pociesznie. Chłopak parsknął niepohamowanym śmiechem i rzucił w niego ręcznikiem, następnie zakładając slipki.
— Wyglądasz rozbrajająco!
— Jak zawsze! — Rush roześmiał się, wycierając włosy ręcznikiem. Niesamowite, że mimo tak nieludzkiego traktowania i tak później wyglądały odpowiednio.
— To w następnym komiksie dostaniesz uszy i ogon zamiast korony — zażartował Charlie i zdjął gumkę z włosów, rozpuszczając je.
— Jak pies.
Charlie tylko wyszczerzył się do niego i ubrał się. Zbliżył się i cmoknął go w szczękę.
— To ubieraj się, a ja skoczę jeszcze spakować trochę rzeczy.
— Mhm — zamruczał Rush i w końcu postanowił się ogarnąć.

22 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 29 – Przygotowania do wyjścia

  1. Katka pisze:

    Tigram, widzę, że znowu męczysz FDTS XD A gołąbki… to zabawne, że teraz, kiedy ich nie ma aż tyle, mam wrażenie, że uświadczamy na ich temat więcej pozytywnych uwag :) Może dlatego, że wcześniej, w dużym natężeniu ich słodycz nie był tak łatwa do przyswojenia, a w mniejszych dawkach nawet potrafi urzekać? Kto wie, niemniej fajnie czytać, że się tak podobają :)

  2. TigramIngrow pisze:

    Albo mnie się zdaje, albo tu się pojawił (w sensie, że się rozbudował) przyjemny dialog między Rushem i Charliem, którego wcześniej nie szło uświadczyć. Bardzo apetyczny zresztą.
    Słodki jeżu, seks gołabków jest taki czuły, taki niemalże natchniony, delikatny, subtelny, podniecający i po prostu wspaniały.
    „Kochali się tak dłuższą chwile, cali rozgrzani i rozkołysani na kanapie” – no takiego tekstu to by się Small abo Roberts nie powstydziły *rozmaśla się*

  3. Katka pisze:

    Yuu, dzięęęęki, haha „ołóweczki”, toż to niemal słodki błąd XD Ale poprawiłam. A napalony Charlie jest wyuzdany, haha, choć słodki chyba też. Cieszę się, że go lubisz :) No i tak, niestety gaylandii nie ma i Mike musi pozostać heterykiem. Tak dla ogólnej harmonii :)

  4. Yuu pisze:

    ”Słodki… — zamruczał, a jego dłoń śmielej skierowała się między ołóweczki chłopaka. Musnął opuszkami palców jego dziureczkę.”- połóweczki :D
    yay napalony Charlie jest taki słoodki <3
    Mike i… Marge? E tam, chciałam żeby z Mike'a zrobili biseksa… Eech… Lajf is soł kruel

  5. Katka pisze:

    Tigram, hehe, zawsze dobrze sobie przypomnieć początki :D Mnie osobiście bawiły sytuacje, gdy Rush o Alexie mówił, a Jason jeszcze go nie znał :D

  6. TigramIngrow pisze:

    „dziewczyna jest łasa na dobre darmowe żarcie.” – A kto nie jest ? ^^
    Początki Marg i Mike’a. Hym, hym, hym. W kontekście zbliżającej się akcji dobrze było je sobie przypomnieć :)

  7. Gordon pisze:

    a co do rozdzialu. mi tam seks pasuje ]:->
    obozy kurwa hahahaha. to ja sie chetnie dolacze do obozu Roselani. rush to pozytywna postac taka. zreszta chuj niby dupek ale jak szczerzy ta swoja ladna morde to az sie chce smiac razem z nim. jasne moze troche przesadza ze slodycza ale jest slodki.
    do mlodego by inny facet nie pasowal. on potrzebuje przytulania i milej atmosfery. jakbyscie mu daly jakiegos oschlego faceta czy tam jakiegos brutala to by chlopak sie szybko wypalil.
    wspominalem juz jak mnie poklada na lopatki to wasze ksieciowanie? kurwa jakas basn xD juz jest ksiaze, smoczysko co nastepne? bledny rycerz? ;p

  8. Gazelka pisze:

    Ja w ramach wspomnianych zajęć chałupniczych już pewne postulaty przelalam na papier tylko Shiv chyba musi sprawdzić imajla.
    No chyba, że dziewczyny są tak zniesmaczone, że postanowiły nie publikować ;((

    „Więc póki co między nimi jest dosyć łagodnie.”
    Prawie zorgazmiłam jak przeczytałam to ‚PÓKI”!!!!

  9. Yuriko-chan pisze:

    DaughterOfWind —> a ja mam przeczucie ze charlie i rush po prostu sobie odbijają, bo juz niewiele czasu im zostalo

  10. Elis pisze:

    Protestuję Mike nie może być z Marg. Dla niego przeznaczony jest Jason. :)
    Mnie tam ciągły seks Charliego i Rusha pasuje.

  11. Katka pisze:

    Rozumiem. No co do Jasona… Jason będzie miał jeszcze swoje chwile świetności ;) Więc myślę, że jest na co czekać. Natomiast jeśli chodzi o scenki Mike & Jason – tym bardziej jeśli masz na myśli durne podchody Jasona i wkurzonego Mike’a – no Jason w miarę zakumplował się z Mikiem, więc sobie trochę odpuścił XD Więc póki co między nimi jest dosyć łagodnie.

  12. DaughterOfWind pisze:

    Nah… Przepraszam Was, ale za dużo seksu. Lubię sobie czasem poczytać, ale ostatnio w każdym (no powiedzmy) rozdziale seks, seks i seks… Żeby chociaż jakieś urozmaicenie było ^ ^’ Zamiast Charliego i Rusha jakaś akcja z Dżej & Em. (Jason & Mike) ;p
    Brakuje mi tegoooo…

  13. jumanji pisze:

    no Gazelko chałupnictwo to piękne zajęcie więc we własnym zakresie transparenty;)
    może założymy jakiś Komitet Protestacyjny i zaczniemy dziewczyny terroryzować? :P

  14. Katka pisze:

    Dziewczyny, to naprawdę zabawne widzieć tak różne opinie XD Strasznie się cieszę z Waszych komentów za każdym razem, mam szeroki wyszczerz na twarzy, hahaha.

  15. Gazelka pisze:

    jumanji, You & Me! Masz dla mnie jakiś transparent może czy we własnym zakresie przynosimy?:D
    Serio, Mike i Marg ONTD! *snap* trochę z nich niestety taka budyniowa para, ale to pewnie dlatego, że… a co ja bedę mówiła…
    J i Katy z rysowaniem, od razu mi sie szkoła przypomniała i moje i Pete’a pojedynki na kartce. Ostatnio nawet rozrysowaliśmy LEGO Hitlera walczącego o przerwę na kawę (whatever).
    Aj tam za dużo było pary krolewskiej. Niech się tam przynajmniej jakaś trażedi dzieje a tu tylko lizanie po…

  16. Shivunia pisze:

    I weź tu bądź człowieku mądrym i dopasuj wszystkim. Jedni blondasa kochają… inny nienawidzą.
    Rushem niestety jeszcze cie pognębimy ale Jason też doczeka sie swoich minut chwały. ;)

  17. Roselani pisze:

    Jeeej… Uwielbiam, kiedy rozdziały są poświęcone naszej książęcej parze. Nie oponowałabym, gdyby miałyby się pojawiać tylko takie.
    Marg znowu mnie denerwowała, ale tym razem przez to, że to ja chciałabym mieć Rusha w roli brata! Takie słodkie było, jak próbował być groźny, a mu nie wychodziło. Tylko takiego przytulić. No i uwielbiam, jak go do psa porównujecie.
    „No ale to był Charlie. On był wyjątkowy” – cała ta scena była niesamowicie urocza. Uwielbiam to, jak Rush się dla Charliego zmienia. Na lepsze oczywiście.
    Już się nie mogę doczekać sceny na basenie, o ile w ogóle macie zamiar ją opisać. Mam nadzieję, że tak. Kocham to ich gruchanie. Jednak ciągle czekam na jakiś przełom i potajemnie liczę na zrealizowanie swojej fantazji, odnośnie zazdrosnego Rusha. Strasznie chciałabym, żeby się coś takiego kiedyś pojawiło.
    No i oczywiście chcę się dowiedzieć, co Jason zrobi z tymi zdjęciami. I czy Mike i Marg będą razem. I co wtedy będzie z Katy. Wolałabym, żeby to ona była z Mike’m. Dodałaby mu trochę kolorów. Bo, jak dla mnie Mike i Marg to obydwoje trochę szaraczki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s