Fire Dragon Tattoo Studio – 28 – Specjalne… zdjęcia?

Gdy Rush oderwał się od ust Charliego, westchnął ciężko, gapiąc się na niego jak oczarowany. Pocałunek był tak… pełen uczucia. Zwykle czuł tylko podniecenie, ekscytację… a z Charliem było inaczej. Lepiej.
Przerwało im ostentacyjne odkaszlnięcie Kate, która nie raz dorównywała brakiem subtelności Jasonowi.
— To gramy dalej, czy idziecie się pieprzyć?
— Grajcie dalej, jak chcecie — odparł Charlie, zerkając na Anglika.
Ten sam nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie chciał tak oficjalnie. Ale z drugiej strony…
Na widok jego zawahania Charlie spuścił wzrok. Uch. Nie chce?
Rush jeszcze raz spojrzał po reszcie towarzystwa. Westchnął w duchu i chwyciwszy Charliego za rękę, wstał. Pieprzyć, raz się żyje, pomyślał.
Chłopak wstał za nim, patrząc to na niego, to na resztę. Jason tylko zaśmiał się chrapliwie.
— Miłego bzykanka, gołąbeczki! — Cmoknął do nich.
Rush nie skomentował. Sprowadził Charliego na dolny pokład, do dużej sypialni z okrągłym okienkiem wychodzącym na dziób statku. Chłopak wszedł za nim i zamknął drzwi, następnie opierając się o nie plecami. Obserwował Rusha uważnie. Ten za to miał zdecydowanie wygłodniały wzrok. Dopadł do tatuażysty, opierając się łokciem nad jego głową i pocałował zachłannie. Charlie stęknął, kładąc mu dłonie w pasie. Patrzył w jego jasne oczy, odpowiadając równie żarłocznie. Aż miękł, kiedy tylko czuł jego usta. Nikt tak dobrze nie całował jak Rush.
Grey przesunął drugą dłoń na żebra chłopaka, jednocześnie wsuwając język do jego ust. Był strasznie podniecony. Czuł dłonie Charliego na swoich plecach, przesuwające się gorączkowo po jego skórze oraz rozchylenie ust pozwalające mu zdominować pocałunek.
Oderwał się od chłopaka i przyssał się do jego szyi. Lubił ją i to wytatuowane ciało.
— Rush… Uch… Uwielbiam cię… — Charlie zadrżał z podniecenia, ocierając się o jego krocze swoim. Obaj działali na siebie jak wariaci.
Mężczyzna zamruczał z jawną przyjemnością i polizał policzek chłopaka. Ledwo wierzył w to, jak inaczej zachowywał się przy nim niż przy innych.
Charlie sięgnął do jego kąpielówek i zsunął mu je w dół. Nie spuszczał z niego rozgorączkowanego spojrzenia, a Rush uśmiechnął się, przytykając czoło do jego skroni i patrząc na jego ręce. Chłopak muskał lekko jego skórę przy całym przedsięwzięciu. Pochylił się do jego ucha i zamruczał:
— A co ty na… takie specjalne zdjęcia?
— Specjalne… zdjęcia? — Rush przełknął ślinę.
— Takie tylko dla nas… prywatne… — Charlie spojrzał mu w oczy i uszczypnął go lekko w sutek.
Rush syknął cicho i przygryzł wargę. Pochylił się i polizał płatek ucha tatuażysty.
— To leć po aparat.
Charlie uśmiechnął się i wyszedł z kabiny ze wzwodem wyraźnie rysującym mu się pod kąpielówkami. Miał chyba więcej szczęścia niż rozumu, bo nie wpadł po drodze na nikogo. Wrócił szybko z aparatem i zamknął za sobą drzwi.
Rush siedział na łóżku z zadowolonym wyrazem twarzy. Wyglądał jak cholerny model z reklamy. Że też przy tym miał taki… dziwny charakter. Nie wszyscy byli idealni.
Charlie zapatrzył się na niego, stojąc przy drzwiach.
— Mam aparat — rzucił.
— Cudownie. — Rush wyszczerzył białe ząbki.
— To może… już ci jedno zrobię, hm? — Charlie uśmiechnął się kątem ust.
Anglik rozłożył się na pościeli i wyciągnął jak kocur.
— Jakieś specjalne życzenia…?
Charlie przemyślał chwilę, patrząc na jego ciało. Naprawdę wydawało mu się bliskie doskonałości. Było bardzo harmonijnie zbudowane i wybitnie w jego guście.
— Położysz się na plecach i założysz ręce pod głowę?
Rush wykonał polecenie, układając się tak, jak chłopak sobie zażyczył.
— Może przygaś jeszcze światło, co? — zaproponował, patrząc swoimi jasnymi ślepiami w bardzo uwodzicielski sposób.
Charlie poparł jego pomysł i gdy oświetlenie zrobiło się niemal intymne, oblizał usta, stając przy łóżku. Zrobił zdjęcie.
— Mmm…
Mężczyzna zaśmiał się, zastanawiając się, jak wyszło. Pewnie nie będą idealne, ale i tak będą mieli fajną pamiątkę. Miał nadzieję, że nie jednostronną.
Charlie w trakcie jego rozmyślań pstryknął mu jeszcze kilka fotek w tej pozycji.
— Rush, ale ty jesteś seksowny…
— Wiem — zamruczał mężczyzna i przekręcił się, kładąc w innej pozycji. Aż miło było patrzeć, jak mięśnie przesuwały się pod jego opaloną skórą.
Charlie zachłannie obserwował jego ciało, obchodząc łóżko i robiąc mu masę zdjęć w różnych pozycjach. Jego wzwód wyraźnie odznaczał się w kąpielówkach. Trochę bawiło to Rusha, ale nie pokazywał tego po sobie.
Tatuażysta bawiący się w fotografa w pewnym momencie wszedł na kolanach na łóżko i okrakiem usiadł Rushowi na brzuchu. Uśmiechnął się i zrobił mu z bliska zdjęcie. Rush parsknął śmiechem i chwycił go w biodrach.
— Cwaniak! — Wyszczerzył się i wsunął palce pod gumkę kąpielówek chłopaka.
— Możesz kontynuować. — Zaśmiał się.
— Taaak…? — Rush zachichotał. — A ty mi zrobisz zdjęcie z twoim penisem? — prychnął, udając oburzenie.
— Czemu nie? Na pamiątkę! — odparł chłopak niewinnie i poruszył lekko biodrami.
Rush odrobinę zaczerwienił się na policzkach.
— Wariat. Na pamiątkę to będziesz miał normalne zdjęcia, a takie będzie jak dla onanisty.
Charlie tylko zaśmiał się pod nosem przez jego komentarz.
— A ty mi jakieś zrobisz?
— Jak dasz mi możliwość?
Chłopak wyciągnął do niego aparat, upadając obok niego na materac. Pocałował go przy tym w policzek. Rush wyszczerzył się i nie podniósłszy się, cyknął mu zdjęcie tak, żeby było widać pościel.
— Ślicznie… A teraz na brzuszek.
Charlie przygryzł wargę i obrócił się. Odsunął włosy, patrząc na niego coraz bardziej pożądliwym wzrokiem. Wzrok Rusha prześliznął się po jego ciele. Dłużej zatrzymał się w okolicach wytatuowanego feniksa na plecach Charliego.
Przesunął się, żeby stanąć za tatuażystą, po czym zrobił zdjęcie. Od ramion aż do pośladków, obejmując cały ten ognisty, skomplikowany wzór.
— Mm, gdzie patrzysz? — Chłopak zaśmiał się.
— Jak myślisz? — zamruczał Rush i zrobił kolejne zdjęcie, ale już tak, żeby było widać twarz modela.
Charlie w tym czasie powoli sięgnął do swoich kąpielówek i nie zmieniając pozycji, zdjął je, prezentując Rushowi swoje pośladki. To wywołało na ustach Greya szeroki uśmiech.
— Odrzuć je, będzie cudne zdjęcie promocyjne dla waszego studia.
Charlie roześmiał się, pozbywając się kąpielówek. Przekręcił się trochę na bok.
— A razem sobie zrobimy? Nago, na łóżku, hm? — zamruczał.
— Najpierw chcę twojego ptaszka — odparł blondyn, bawiąc się z Charliem w dwuznaczności.
— Którego?
— Tego większego.
Chłopak parsknął śmiechem.
— To kiedy do mnie przyjdziesz? — Westchnął, wyciągając się na łóżku.
— Jak tylko się grzecznie obrócisz na brzuszek i dasz zrobić zdjęcie swoim pleckom — mruknął Rush, sugestywnie wskazując głową na aparat.
Charlie obrócił się szybko, kładąc głowę na poduszce. Anglik stanął w nogach łóżka i zrobił mu ostatnie, nagie zdjęcie. Sprawdził, jak wyszło. Uśmiechnął się do siebie.
— No… nieźle… — Westchnął i usiadł obok Charliego.
Ten od razu uniósł się i pocałował go mocno w usta, aż przymykając oczy.
— Bardzo ładnie, ale jak chcesz te wspólne? — zapytał Rush.
— Może ustaw aparat na szafce, stamtąd powinno wyjść. I tak, żeby zrobił kilka pod rząd.
Mężczyzna przemyślał, jak najlepiej byłoby zrobić takie zdjęcie i w końcu faktycznie zrobił tak, jak zasugerował Charlie, a następnie przyciągnął go do siebie.
— Jak obstawiasz, komu obetnie głowę?
— Mam nadzieję, że nikomu. — Chłopak zaśmiał się, tuląc się do niego.
Aparat zapikał i zaczął robić zdjęcia, a kiedy tylko lampka zgasła, Rush sięgnął po niego. Musiał sprawdzić, jak wyszedł. Charlie zajrzał mu przez ramię.
— Mm, widzisz, seksowni jesteśmy. — Zaśmiał się, obserwując wszystkie pozycje, jakie sprzęt uchwycił podczas ich tulenia się. Na szczęście nie poucinało kadrów w złych miejscach i czasem nawet było widać za dużo.
— Nawet, nawet — zgodził się Rush, przeglądając resztę przy okazji. — Jeszcze jakieś?
— Chyba wystarczy. Już chcę ciebie. — Chłopak westchnął, całując go po szyi powoli.
Rush przyciągnął sobie jego głowę do twarzy i pocałował go w czoło.
— Słodki.
— A ty apetyczny.
— Jak bardzo?
— Bardzo, bardzo. — Chłopak otarł się o niego sztywnym penisem. — Cholernie na mnie działasz.
— To dobrze, bo ty na mnie też. Mój słodki ptaszku — zamruczał Rush i skubnął go wargami w szyję.
Charlie odchylił głowę, wsuwając palce w jego miękkie włosy.
— Powiedz po brytyjsku…
Rush powtórzył zdanie z rodzinnym akcentem, równocześnie kładąc ręce w dół talii chłopaka, a ten objął go ciaśniej, czując, że było mu coraz cieplej.
— Mm…
Rush uśmiechnął się i skubnął wargami ucho chłopaka.
— Miło…
Charlie opadł na plecy, ciągnąc go na siebie. Lubił ciężar jego ciała, który poczuł jeszcze mocniej, gdy Rush przeturlał się na niego. Mężczyzna lubił zapach i ciepło tatuażysty, zupełnie jakby ogniste tatuaże sprawiały, że był jeszcze bardziej rozgrzany.
— Mrr… Charlie… — Westchnął, ruszając biodrami i ocierając się żywo o sztywnego penisa Charliego.
Chłopak odetchnął cicho. Było mu dobrze z Rushem. Czuł, że mógł tak leżeć z nim bezustannie.
Nagle rozchylił nogi i założył je na biodrach Greya, a ten aż się obejrzał, po czym pocałował go mocno w usta. Złapał go przy tym za biodra, a tatuażysta odpowiedział łapczywie na pocałunek. Jeżeli miałby powiedzieć, co najbardziej w Rushu uwielbiał, to właśnie jego usta.
Mężczyzna lekko chwycił zębami jego dolną wargę i pociągnął, a Charlie przejechał dłonią po jego wysportowanych plecach, wzdychając cicho. Cały czas ocierali się o siebie, rozgrzewając skórę, mięśnie i doprowadzając swoje serca do szybszego bicia.
— Może… zająć się nim…? — zaproponował Charlie.
— Chcesz? — Rush liznął go w wargę.
— Uwielbiam go, jest taki apetyczny — dodał chłopak, patrząc mu w oczy niemalże błagalnie. Pragnął tego penisa.
Rush odpowiedział głębokim spojrzeniem, cmoknął Charliego w nos i podniósł się w kucki.
— To proszę, mój piękny — odpowiedział i potarł dłonią po swoim członku.
Chłopak westchnął, taksując jego ciało zachłannym spojrzeniem. Opadł na łokcie pomiędzy jego nogami, z tyłkiem lekko wypiętym do góry. Polizał go po dłoni trzymającej penisa. Rush aż westchnął, patrząc w dół pożądliwie. Odsunął dłoń, podparł się nią z tyłu, a Charlie wpatrzył się w jego członek i przysunął do niego twarz, następnie liżąc po mosznie. Zaraz potem potarł nosem o jego penisa i przesunął się na główkę, by zassać się na niej.
— Ooch…! — jęknął Grey. Tak, to jest dobre!
Chłopak smakował jego penisa z tak błogim wyrazem twarzy, jakby nie miał w ustach ostatnio nic smaczniejszego. Zaczął go wsuwać coraz głębiej, a jego długie włosy łaskotały Rusha po udach. Ten oddychał ciężko. Było mu cudownie w tych ciepłych ustach.
Charlie obciągał mu z zaangażowaniem, biorąc go w całości i w pewnym momencie kładąc mu dłonie na biodrach oraz zaciskając palce. Na chwilę odsunął się od penisa, by zaczerpnąć tchu.
— Och, Rush… kurwa, jak ja cię uwielbiam, przystojniaku — wyznał z rozpaleniem.
Rush zaśmiał się i poczochrał mu włosy.
— To mam niesamowite szczęście — zamruczał, uśmiechając się ciepło. Miał przy tym zaczerwienione policzki i usta.
Charlie jęknął, ponownie biorąc w usta jego penisa i smakując go z rozkoszą. Spojrzał w górę na Rusha i zamruczał, a po dłuższej chwili wreszcie wypuścił go i zaczął całować od podbrzusza, w górę ciała. Czuł, że mężczyzna oddychał szybko i był przez to z siebie dumny.
— Chodź tu. — Mężczyzna westchnął i chwyciwszy Charliego za brodę, pocałował go.
Chłopak jęknął, obejmując go ramionami. Mógłby się z nim stopić. A Rush oplótł go zachłannie rękoma i przewrócił ich na materac.
— Mmm… Ale zamknąłeś drzwi? — wydyszał Charlie.
Rush wtulił nos w jego szyję i dłonią przejechał po jego tyłku.
— Mhm… A nawet jeśli, kto by tu wszedł?
— Jak popiją za dużo? Każdy. — Charlie aż westchnął, czując jego dłoń na pośladku. Mocno objął go nogą w pasie, dociskając go do siebie.
— Nnn… Nie będą tacy wredni.
Przez ciało chłopaka przeszedł dreszcz, gdy Rush ścisnął go mocniej. Odetchnął i wychylił się do jego ucha.
— Och, Rush… weź mnie… — szepnął.
Mężczyzna poczuł dreszcz, który przeszedł mu przez całe ciało aż do czubka penisa.
— Tak jest, mój najpiękniejszy! — Wychyliwszy się, wziął z szafki lubrykant i gumki. Wiedział, w co się wyposażyć, kiedy zamawiał jacht i to, co miało być na jego pokładzie.
Rumieńce na policzkach Charliego miały niemalże kolor płomieni na ramionach.
— Jak mnie chcesz?
— A jak ty chcesz? — wyszeptał pochylony nad nim Rush. Śliskimi palcami przesunął po szparce chłopaka.
— Ach… Tak, żebyś był jak najbliżej. — Charlie przyciągnął go do siebie, ale tak, by Rush miał swobodę w pracowaniu nad jego tyłkiem.
— Mmm, z przyjemnością. — Rush wsunął w Charliego od razu dwa palce, a chłopak zatrząsnął się cały, odchylając głowę na poduszkę. Jego penis wyraźnie sztywniał z każdą chwilą. Rush robił to dobrze, a do tego z czułością i troską.
— Czy ty musisz być taki idealny? — zapytał, w tej chwili zapominając, jakim Rush był dupkiem.
— Czy ty musisz być taki idealny? — odparł mężczyzna tym samym pytaniem z delikatnym rozbawieniem. Równocześnie wsunął w niego trzeci palec. Chłopak poddawał się temu, rozluźniając się powoli.
— Nnn…
Mężczyzna jeszcze chwilę go tak pieścił, pożerając przy tym wzrokiem i już marząc o tym, aby miejsce palców wypełnił jego penis. Chciał tego chłopaka. Jego tyłka, jego jęków i to wszystko najlepiej jak najdłużej.
— I jak, mój ptaszku?
— Już… wypełnij mnie, Rush!
Charlie rozsunął uda, a Anglik poczuł, że gwałtownie zrobiło mu się znacznie cieplej. To było cudowne, kiedy ten seksowny chłopak był tak chętny i uległy.
Pochylił się i pocałował go w usta. Równocześnie, po założeniu kondoma, przymierzył się do jego szparki. Chłopak sapnął ciężko, trzymając Rusha za szyję i czekając na jego penisa. Mężczyzna pocałował go delikatnie, niemal tylko muskając go wargami, po czym wsunął się w jego wnętrze. Poczuł chwilowe spięcie ciała pod sobą, ale chłopak szybko odetchnął i otworzył się bardziej, marszcząc brwi w wyrazie przeszywającej przyjemności.
— Nnn…
— Charlie… śliczny Charlie. — Rush westchnął. — Mogę już?
Chłopak rozchylił powoli powieki, patrząc mu prosto w oczy. Skinął głową, oddychając płytko. Rush cmoknął go w czoło i zaczął się ruszać. Powoli, płynie, głęboko. Charlie pojękiwał przy każdym ruchu, wczepiając się w niego.
— Ach, Rush… chcę cię dotykać — oznajmił, co było dosyć dziwne w sytuacji, kiedy właśnie to robił.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, nie zwalniając. Było mu gorąco i czuł się wybitnie dobrze.
— To dotykaj, wszystkiego… czego tylko chcesz.
Chłopak zaczął z czasem głośniej postękiwać, wyginając się pod nim i masując dłońmi jego skórę w dosyć chaotycznych ruchach. Uwielbiał jego ciało. Uwielbiał go całego. Miał wrażenie, że odpływał.
— I poza sypialnią…
— Po… poza? — wychrypiał Rush między pocałunkami.
— Ach… ten pieprzony układ… — wykrztusił Charlie, średnio nad sobą panując.
— Co z nim…? Aaach, cholera, jesteś taki… gorący! — jęknął mężczyzna, drżąc z przyjemności, ale nadal równo i mocno posuwając Charliego.
— Jest do dupy! — odparł chłopak, wychodząc mu na przeciw. Policzki niemalże go paliły.
Rush chciał się zaśmiać, ale tylko go pocałował, jęcząc w jego usta. Charlie oddał pocałunek namiętnie, obejmując jego szyję ramionami. Starał się przy tym ocierać kroczem o jego podbrzusze, a Rush gładził go, całował i poruszał się w nim. Chwilę potem chłopak zakrzyknął, dochodząc pod nim gwałtownie. Wyprężył się, a mięśnie zacisnęły się na wciąż poruszającym się w nim penisie. Rush, kiedy to poczuł, zacisnął zęby i odrzucił głowę do tyłu, także dochodząc. Przez myśl przeszło mu niespodziewanie, że fajnie byłoby kiedyś dojść dokładnie w tym samym momencie.
Charlie polegiwał pod nim, mając wrażenie, że pościel lepiła się do jego pleców. Miał wilgotne, rozchylone usta, rumiane policzki i włosy rozrzucone na poduszce.
— To… było… wspa… niałe… — wydyszał.
Rush wisiał oparty na łokciach i oddychał jak maratończyk po ciężkim biegu. Pokiwał głową.
— Noo.
Kiedy Charlie sięgnął do jego szyi i pociągnął go w dół, mężczyzna opadł na niego całym ciałem, na chwilę wypompowując z niego powietrze. Chłopak trwał z wciąż rozchylonymi udami i jego mięknącym penisem w tyłku, a Rush kontemplował dłuższą chwilę jego twarz. W końcu jednak wysunął się, zdjął gumkę i rzucił ją na podłogę.
— A mi nadal nie przechodzi na ciebie ochota.
— Nie? — Chłopak uśmiechnął się lekko. Sam nie chciał przestawać go dotykać, całować i przytulać się.
— Nie. Jesteś… Matko, sam nie wiem. — Rush dotknął jego brzucha i pogładził go z zadowoloną i zmęczoną miną.
— Mm… I fajnie tak na łódce. — Charlie westchnął, przysuwając się do niego. Pocałował go lekko w ramię, a Rush delektował się jego bliskością.
— A właśnie. O co ci chodziło?
— Hm? Kiedy?
— No, w trakcie.
Charlie zamrugał i zerknął na niego niepewnie.
— Że… o tym układzie? — Gdy Rush pokiwał głową na potwierdzenie, bąknął: — Nie wiem… Nie działa. Mam ochotę cały czas cię dotykać.
Rush uśmiechnął się ciepło i cmoknął go w czoło.
— Słodki. Tak ładnie to powiedziałeś.
Chłopak zaśmiał się cicho i popatrzył w jasne oczy przed sobą.
— I co z tym zrobimy?
— Nie wiem. To zależy od ciebie.
Myślał. Nie wiedział, co powinien postanowić. Rush na niego działał, ale nie tak, jak Jason czy ktokolwiek inny. Nie miał ochoty tylko na seks z nim, ale na coś więcej.
— Możemy trochę… poszerzyć ten układ?
Mężczyzna obrócił się, żeby bardziej widzieć twarz chłopaka, który wyglądał na skonfundowanego.
— Jak na przykład?
— Nie wiem… Bardziej ze sobą być… To znaczy, nie ograniczać się tylko do łóżka.
Rush odruchowo przytaknął, choć wcale nie był tego taki pewien.
— No, tylko wiesz… Umm… To chyba nie ma być taki…
— Hm? — mruknął Charlie, popatrując na niego niepewnie.
— No wiesz… związek bez zobowiązań? — Wykrzywił usta.
— No tak, być razem, ale na luźnych zasadach — odparł Charlie, obracając się na plecy. Założył ręce pod głowę i zapatrzył się w sufit. Nie był pewien, czy to dobry pomysł, ale aktualny układ zdecydowanie nie działał.
— I jak byś chciał, żeby to wyglądało? — dopytywał Rush, samemu zakładając, że się dostosuje.
— Tak jak związek. Tylko bez patrzenia sobie na ręce — zaproponował Charlie, właściwie dochodząc do wniosku, że w ten sposób wrócą do startu. Wtedy też Rush spotykał się z innymi… ale Charlie po prostu o tym nie wiedział. Teraz miał mieć tę świadomość, tylko nie był pewien, jak to wszystko będzie na niego działało.
— Ale rozumiem, że ma to zostać między nami? Bo chyba nie chcesz się im mną chwalić. — Mężczyzna wskazał głową na sufit, jednoznacznie mając na myśli resztę, którą zostawili na górze.
— I tak się dowiedzą. Jak mamy być teoretycznie ze sobą…
Rush chwilę się zastanowił, rozważając to.
— A nie będzie to wyglądało, jak… um, no, że zaciągnąłem cię do łóżka, a potem od razu jesteśmy znowu parą? — Westchnął i zsunął się niżej, żeby położyć brodę na klatce piersiowej chłopaka. Ten zaczął leniwie bawić się jego włosami.
— Może. Ale, cholera, nie chcę się ograniczać.
— Nie chcesz? — zamruczał Rush, nadstawiając się do dotyku.
— Nie… Jak mogę mieć cię bliżej, to chcę cię swobodnie dotykać.
— Dotykać, mrrr… — Delektował się tym słowem. — Jak?
— Mmm… całować… obejmować… głaskać… i jeszcze raz całować. — Charlie zaśmiał się, muskając go dłonią po szyi i ramieniu. — Uwielbiam twoje usta.
— Tak? Dlaczego? — Mężczyzna połasił się do ręki Charliego, mrucząc jak duży kocur.
— Bo są takie miękkie i tak dobrze całują. Jesteś w tym mistrzem — stwierdził tatuażysta z pewnością, popatrując z rozbawieniem na Rusha. Był rozkoszny.
Anglik wyszczerzył się do niego i uniósł na łokciach. Przechylił się do twarzy chłopaka i delikatnie pocałował jego wargi. Zamruczał i chwycił zębami jego dolną wargę, skubiąc ją subtelnie. Charlie westchnął, patrząc mu w oczy. Wsunął dłoń w jego, jak zwykle mięciutkie, włosy, a Rush nie przestawał go całować. Robił to z pasją i uczuciem, jakiego dawno, jeśli w ogóle kiedykolwiek, nie doświadczył Charlie. Całował go niespiesznie, nieagresywnie, ale i tak podniecająco… Aż chciało się trwać tak wiecznie.
Charlie w pewnym momencie przymknął oczy i jęknął cicho w jego usta.
— Dlatego chcę poszerzyć ten układ. Żebyś mnie tak całował częściej.
Rush uśmiechnął się ciepło i pocałował go w czubek nosa.
— Ile tylko będziesz chciał. — Pocałował go znowu, tym razem w policzek, a na usta Charliego wypłynął błogi uśmiech.
— Jak najwięcej. — Zaśmiał się, bawiąc jego włosami.
Anglik też się roześmiał, tuląc się do chłopaka.
— Mam ochotę na mango.
— Możemy pójść na górę po owoce.
— A ty co chcesz?
— Nie wiem jeszcze. Też jakieś owoce.
— Będę cię karmić owocami… — zanucił Grey, smyrając Charliego nosem po szyi, a ten zaśmiał się, nie przestając go głaskać po ramieniu.
— Mmm… Tylko trzeba wstać… a ty mnie tak rozleniwiasz — oskarżył go ze śmiechem.
— Wysoki sądzie, całkowicie przyznaję się do winy!
— Hm… W takim razie kara będzie złagodzona, ale jej nie unikniesz. Dopóki nie pójdziemy spać, musisz mówić rodzinnym akcentem — zamruczał chłopak, dumny ze swojej przebiegłości.
Rush zaśmiał się pod nosem.
— Tak jest — zamruczał po brytyjsku. — Ale najpierw skoczę po coś do jedzenia, co?
— Mhmm…
Cmoknął chłopaka w nos i zwlekł się z niego. Wstał z łóżka, podszedł do szafy i wyjął z niej satynowy szlafrok od D&G. Ubrawszy się w niego, podszedł do drzwi.
— Jakieś specjalne życzenia?
— Zdam się na ciebie — odparł Charlie, polegując leniwie.
Rush kiwnął głową i wyszedł. Wchodząc po schodkach na wyższy pokład, słyszał głośną muzykę i rozmowy. Tam na górze musieli nadal nieźle się bawić. Nie mając jednak zamiaru im przeszkadzać, ruszył do kuchni, żeby zrobić dla siebie i Charliego po deserku.
Kiedy je przygotowywał, usłyszał otwieranie szklanych drzwi. Mike, który przyszedł po jakąś przekąskę, zerknął na Rusha z dystansem.
— Jak tam wieczór? Nie… Noc — poprawił się, widocznie podpity. Sięgnął po miskę z waflami, zataczając się lekko, ale wciąż nad sobą panując.
— A dobrze. — Rush uśmiechnął się kącikiem ust. — A wam?
— Też nieźle. — Mike oparł się tyłkiem o blat, zagryzając wafle. — Trzeba przyznać, że całkiem nieźle wyposażona ta łódź.
— Wszystko co najlepsze dla przyjaciół Charliego. — Rush zaśmiał się, poprawiając szlafrok.
— A gdzie Charlie? — spytał Mike, aż potrząsając nieco głową, jakby chciał wyrównać ostrość obrazu.
— No… w sypialni.
— Taa… No tak — mruknął, dojadając wafelka.
Rush przeczesał palcami włosy. Nie był speszony, ale i tak…
— A wy co porabiacie na górze?
— Pijemy, gadamy… — Mike wzruszył ramionami. Popatrywał na Rusha trudnym do odczytania wzrokiem.
Ten kiwnął głową, skubiąc łyżeczką w swoim pucharku z owocami.
— Aha… — odparł mało inteligentnie.
— Rush, ty znowu coś z Charliem zaczy… — Mike nie skończył, bo do pomieszczenia nagle wszedł Jason i zmierzył ich spojrzeniem.
— Miałeś pójść tylko po żarcie, Mike, i wracać. Sam zjesz wszystko? — Zaśmiał się chrapliwie i wyciągnął z miski jednego wafla. — Panie czekają na słodkości — zamruczał, zbliżając się niebezpiecznie blisko chłopaka.
— Nie zjadłem, idę. Spokojnie. — Manager studia skarcił Jasona spojrzeniem i odepchnął go od siebie nieznacznie.
Rush postanowił to wykorzystać i się ulotnić. Jason odprowadził go spojrzeniem i uśmiechnął się do Mike’a wrednie.
— Ale chyba zamierzałeś, z tego co widzę. — Zaśmiał się, zbierając mu okruszek z podbródka.
Mike burknął coś pod nosem i wyminął go. Nie miał zamiaru strzępić sobie języka na głupie utarczki. Tym bardziej, że nie był zbyt trzeźwy.
Jason tylko zachichotał i poszedł za nim jak cień. Sięgnął mu przez ramię do miski po kolejnego wafelka tak, że niemal objął szefa przez klatkę piersiową i zamruczał, jedząc. Mike postanowił i tym razem nie skomentować.
Tymczasem Charlie siedział po turecku na łóżku przy zapalonej lampce na szafce i przeglądał zdjęcia, które zrobili. Wyszły naprawdę nieźle. Szczególnie fajnie wydawało się to, na którym było widać całego feniksa na jego plecach. Był tylko trochę skonsternowany faktem, że na większości zdjęć, na których był z przodu, widoczny był jego pełen wzwód…
Wyłączył aparat i wstał, by odstawić go na szafkę przy drzwiach akurat w momencie, kiedy te się otworzyły i uderzyły go w bok. Charlie odsunął się i spojrzał na Rusha z deserami. Ten z paniką zerknął na niego.
— Nie uderzyłem cię mocno? — spytał, wsuwając się do kajuty i zamykając drzwi nogą.
— Nie, spoko. — Charlie wszedł z powrotem na łóżko. — Tamci się dalej bawią?
— Mhm. — Rush przyklęknął na jedno kolano obok chłopaka i podał mu pucharek z owocami. Nie chciał jakoś wspominać, że spotkał Mike’a.
— Dzięki. — Charlie odwrócił się trochę bokiem w jego stronę. — Seksownie ci w tym — dodał i przejechał dłonią po szlafroku na jego ramieniu. Był przyjemnie śliski.
— Tak myślisz? Podoba mi się najbardziej ten motyw ze smokiem na dole.
— Jest super — zgodził się chłopak. Nabił mango, wsadził sobie do ust i wskazał szlafrok widelcem. — Fajnie kolorystycznie.
— Mhm, też tak myślę. Ale wiesz co?
— Mm?
— Ty i tak lepiej wyglądasz nago niż ja w tym szlafroku — rzucił żartobliwie, równocześnie nabijając sobie winogrono na widelczyk.
Charlie uśmiechnął się, bawiąc się sztućcem i przygryzając go co chwilę.
— Poczekaj jeszcze, aż Jason mi skończy tatuaż.
Rush westchnął ciężko i odchylił się do tyłu. Przejechał po ustach kawałkiem mango.
— Uch, i co ja wtedy zrobię? — jęknął.
— Co zrobisz? Nie chcesz, żeby go skończył?
— No, właśnie nie wiem… — Rush udał, że się zastanawia, nadal bawiąc się owocem.
Nieprzekonany chłopak za to przekręcił się powoli na brzuch.
— Um… Czemu…?
Rush zmrużył swoje niebieskie ślepia.
— Bo wtedy już w ogóle nie będę mógł oderwać od ciebie spojrzenia — zamruczał.
Charlie aż się na niego zapatrzył. Teksty Rusha zwykle były cholernie przesłodzone, ale nie potrafił ukryć faktu, że robiło mu się ciepło, kiedy tego słuchał.
— To im prędzej będę mieć ten tatuaż, tym lepiej. — Zaśmiał się i nabił kawałek mango, kierując go do ust Rusha. Ten otworzył je, wystawiając język, żeby go karmić. Charlie zaśmiał się i podał mu owoc.
Mężczyzna zamruczał, przymykając oczy. Przeżuł i połknął.
— Karm mnie.
— Mmm, lubisz być rozpieszczany. — Chłopak uśmiechnął się, podając mu kolejny owoc i samemu też wsadzając sobie do ust.
— Lubię… A ty nie lubisz? — Rush przesunął mu dłonią po ramieniu.
— Też. Ale wolę zajmować się tobą — odparł Charlie, patrząc na niego spod opadających mu trochę na twarz włosów.
Rush uśmiechnął się, odpowiadając maślanym spojrzeniem. Złapał go za kark i przyciągnął, kiedy ten miał akurat winogrono między zębami. Chwycił je i odgryzł połowę tak, że ich usta się spotykały.
— Nn, Rush…
— Jeszcze raz? — zamruczał Grey i skubnął wargami szyję chłopaka, a ten westchnął i oplótł go nogą w pasie. Przekrzywił głowę, odsłaniając szyję do pocałunków.
— Nawet nie pytaj — odetchnął cicho. — Bierz mnie.

***

— Nie idę — burknął Jason, patrząc wrogo na szefa.
— Idziesz, bo ja nie mam zamiaru oglądać ich gołych tyłków — mruknął Mike z grymasem.
— A ja mam zamiar?
— Nie wiem, ale pójdziesz.
Zanim Jason zdążył odpowiedzieć, Kate, która właśnie wtaszczyła się do kuchni, rzuciła, biorąc jabłko z miski:
— Zagrajcie w papier, kamień, nożyce. — I wgryzła się w owoc.
Jason uniósł brwi i spojrzał na Mike’a.
— No, to na trzy — stwierdził, chowając pięść za plecami.
Mike skinął głową poważnie.
— Raz… dwa… trzy! — Wystawił otwartą dłoń.
Jason spojrzał na swoją złożoną w pięść i zaklął bardzo szpetnie. Mike za to wyszczerzył się triumfalnie i poklepał go po ramieniu.
— Miłych widoków! — zawołał i podszedł do Kate, chcąc zrobić z jej pomocą śniadanie.
Jason przewrócił oczami i już bez szemrania udał się na dolny pokład do kabiny, w której spali Charlie z Rushem. Bez pardonu nacisnął na klamkę, będąc pewnym, że i tak drzwi były zamknięte. Okazało się jednak, że tak nie było. A kiedy wszedł do środka, jego oczom ukazał się bardzo osobliwy widok. Poza tym, że w oczy od razu rzuciły się dwie zużyte prezerwatywy leżące na jasnej podłodze kawałek od łóżka oraz porzucony lubrykant, na skopanej pościeli spali spleceni… nadzy Charlie i Rush. Ten pierwszy leżał z głową na brzuchu Greya, z wyeksponowanymi, całkiem apetycznymi pośladkami. Trzymał rękę na jego udzie.
— Och, jak uroczo — mruknął Jason pod nosem i podszedł do nich. Kucnął przy łóżku.
Cały czas bujało jachtem na boki, co musiało pomagać w przyjemnym, błogim śnie. Jason sam nie narzekał. W kajucie z pachnącym łóżkiem i szumem fal za oknem spało się wybitnie dobrze.
Rush spał na plecach z niechlujnie rozrzuconymi włosami i rozchylonymi ustami. I… z bliska, taki potargany, wydawał się jakiś przystojniejszy… Jason mógłby nawet powiedzieć, że pociągający. Do tego trzeba mu było przyznać, że ciało miał nieźle wyrzeźbione.
Tymczasem Charlie mruknął coś przez sen, wczołgując się bardziej na Anglika i przylegając do niego ciasno, jak jakiś… rzep.
Jason szybko otrząsnął się i wstał. Głupie było przypatrywanie się największemu dupkowi, jakiego znał.
Przeczesał swojego krótkiego irokeza, rozglądając się po pokoju i wtedy go zobaczył. Aparat Charliego stał na szafce przy drzwiach, co było dziwne, bo przecież wczoraj po tym głupim zdjęciu na pokładzie zostawił go na górze. To, że znalazł się tutaj, mogło oznaczać tylko jedno.
Uśmiechnął się wrednie i podszedł do szafki. Jeszcze spojrzał na śpiące gołąbeczki i włączył aparat. Nie pomylił się.
Z szatańskim uśmiechem wyszedł z kajuty wraz ze zdobycznym aparatem w dłoni. Tam, dokąd zmierzał, nie powinno być Mike’a, Kate ani Marg. Komputery znajdowały się na dole, w pomieszczeniu, w którym stały też inne sprzęty.
Wyjął z kieszeni swoją mp3 i podłączył ją do laptopa, kiedy ten tylko się włączył. Wyciągnął kartę z aparatu i włożył ją w czytnik. Miał już pomysł, co zrobić z jednym zdjęciem.
Bezczelnie kopiując fotografie na mp3, przeglądał je z wrednym uśmiechem. Niektóre były naprawdę ciekawe. Chłopcy najwyraźniej się nie krępowali, bo widać było wszystko. Oż… Oblizał się. Rush miał naprawdę niezły tyłeczek. Jędrny i jasny. Trzeba było przyznać Charliemu, że nieźle go uchwycił. Do tego blondyn uroczo się prężył. Oho. Na następnych zdjęciach byli już razem. Jak słodko.
W końcu wszystkie zdjęcia się zgrały, a Jason wyjął kartę z laptopa i ponownie włożył ją do aparatu. Do kieszeni schował też mp3 i wyłączył laptopa, nim wrócił do sypialni.
Charlie i Rush spali wciąż w tej samej pozycji, nieświadomi tego, co Jason zrobił z ich, już nie tak prywatnymi, zdjęciami.
Tatuażysta odstawił aparat na swoje miejsce i trzasnął drzwiami.
— Pobudka, gołąbeczki! Wstawać, wstawać, nie będę cały dzień oglądał waszych nagich ciałek! — Zarechotał.
Charlie się poderwał, rozglądając z jawną dezorientacją, aż jego spojrzenie padło na Jasona.
— Kurwa, puka się! — sarknął zachrypniętym z zaspania głosem.
— Pukałem — skłamał gładko Jason.
— Trzeba było głośniej — burknął Charlie, sięgając po prześcieradło i zakrywając nagiego Rusha. Sam szybko zeskoczył z łóżka i, rzucając w Jasona piorunami z oczu, sięgnął po swoje kąpielówki leżące tuż u jego stóp. — Ja pierdolę, no…!
Rush w tym czasie mruczał coś niewyraźnie, zakrywając się prześcieradłem bardziej jak małe dziecko, które nie chciało jeszcze wstawać do szkoły.
— Ważne, że się obudziliście — mruknął Jason. — A poza tym twój tyłek już widziałem. Nie masz się chyba czego wstydzić.
Charlie wciągnął na pośladki kąpielówki i spojrzał na Jasona wilkiem.
— No i co z tego? To była… — „intymna sytuacja” nie było zbyt przekonującym argumentem, jeśli chodziło o Jasona. Zaciął się i zaklął jeszcze raz.
— Jason? — zamruczał Rush, wystawiając czubek poczochranej głowy spod białego materiału. — Co tu robisz?
— Przyszedłem was obudzić, gołąbeczki — żachnął się mężczyzna.
— Która jest w ogóle godzina? — burknął wciąż zły Charlie i zerknął na zegarek. — Południe już, cholera. — W ostatniej chwili powstrzymał się przed dodaniem: „Czemu nas wcześniej nie obudziłeś?”.
— Mhm. Mike kazał was obudzić na śniadanie. W ogóle, co wyście robili całą noc, że tak długo spaliście?
Rush ziewnął. W ogóle nie słuchał mężczyzny. Jedyne co miał teraz w głowie to kakao i świeże ciasto francuskie. Charlie za to rzucił Jasonowi kolejne pełne złości spojrzenie i pospiesznie zebrał z podłogi zużyte gumki, aby wrzucić je do kosza w rogu pokoju.
— To, czym ty nie miałeś okazji się tej nocy cieszyć — zripostował, odgarniając rozburzone włosy do tyłu.
Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Nadrabiaj młody, nadrabiaj — odmruknął, otwierając drzwi. — Zbierajcie się na śniadanie — dodał i wyszedł.
Charlie odprowadził go wzrokiem z ustami wykrzywionymi w grymasie. Odwrócił się i spojrzał na Rusha. Ten wciąż był zaplątany w prześcieradło. Patrzył na Charliego zaspanymi, niebieskimi oczętami. Chłopak poszedł do niego i uklęknął na łóżku. Pochylił się i pocałował w usta na powitanie. Rush uśmiechnął się.
— Dobry — zamruczał.
— Hej. — Charlie odpowiedział uśmiechem i zaśmiał się. — Jesteś zaspany.
— Mrr… Wiem.
Cholera, jaki on jest słodki, westchnął w myślach, a Rush poczochrał się po włosach z błogim uśmiechem. Podobało mu się, że miał Charliego blisko, przy sobie.
— Wstajemy? — zapytał.
— No, ja już jestem gotowy, to ty nago leżysz. — Chłopak zaśmiał się i wstał z łóżka.
Rush wystawił mu język i zwlekł się z posłania.
— Już, już. Się ubieram — mruknął, podnosząc z podłogi spodenki i zakładając je na tyłek.
— Może nam też zrobili śniadanie — rzucił Charlie z nadzieją.
— Mam nadzieję, którą pokładam w Marg. — Rush wyszczerzył się i po raz kolejny przeczesał palcami włosy. — W ogóle jak wyglądam?
Charlie odwrócił się do niego.
— Przystojnie, seksownie i apetycznie.
— Włosy okej?
— Trochę poczochrane.
— Olać? — zapytał Rush, przysuwając się do Charliego i obejmując go w talii.
— Mhm — zgodził się chłopak i pocałował go w szyję, kiedy wychodzili po schodkach. — Tak też ci dobrze.
Rush kiwnął głową, a po chwili byli już w obszernej kuchni, przez której szklane drzwi widzieli pokład i bezchmurne, jasne niebo. Mieli naprawdę szczęście, że pogoda tak im dopisywała.
Pierwsza spostrzegała ich Marg.
— Och, już wstaliście! — Uśmiechnęła się ciepło, krzątając się przy przygotowywaniu jedzenia. Widocznie jej nawyki z pracy udzielały się jej też poza nią. Albo zwyczajnie była zorganizowaną i pomocną osobą. — Zaraz podam wam śniadanie.
— A co będzie? — spytał Charlie, siadając przy stole, przy którym już jedli Mike i Kate. — Cześć — rzucił do nich.
Oboje kiwnęli do niego głowami, bo mieli pełne usta. Wyglądali nawet zabawnie.
— Naleśniki z bitą śmietaną i owocami — odpowiedziała Marg, uwijając się sprawnie.
— Super — odparł Charlie i spojrzał na Mike’a i Kate. — Jak tam wczorajszy wieczór?
— Fajniutko — skomentowała dziewczyna, po czym wpakowała sobie kawałek naleśnika do ust. — Ałe pełnie łam miłej, cooo? — Poruszyła brwiami sugestywnie, bardzo sepleniąc.
Charlie spojrzał na nią wymownie i zerknął na Rusha obok. Położył mu dłoń na karku i leniwie podrapał po włosach.
— Nie wiem, co wy robiliście, więc trudno mi powiedzieć. — Zaśmiał się.
Kate zamrugała powiekami, widząc ten gest. Czyżby coś się zmieniło od wczorajszego wieczora? Charlie to zauważył, ale nie skomentował, czekając na naleśniki.
— Marg, pomóc ci?
— Nieee! Już podaję! — Marg zaśmiała się radośnie i podeszła, następnie stawiając przed nimi dwa talerze z pięknie przyozdobionymi stertami naleśników. — Smacznego.
Kate nadal gapiła się na Charliego i Rusha. Dopiero po chwili zdołała coś wykrztusić.
— Co…? Wy się nie poszliście tylko pieprzyć? — palnęła, a Mike szturchnął ją w bok łokciem. Co za brak wyczucia!
Charlie spojrzał na nią szybko i zapchał się naleśnikiem.
— Yy… — zaczął i zaciął się. Nie wiedział, co odpowiedzieć. — Katy, no… — jęknął. — Co to za pytanie?
Marg w tym czasie szybko schowała się z powrotem w części kuchennej, unikając słuchania tej rozmowy.
— Normalne! — pisnęła Kate, a Mike szturchnął ją ponownie.
— Wcale nie jest normalne. Weź przestań, Katy, kurcze — upomniał ją.
Niewzruszony Rush w tym czasie skubał jedzenie, woląc się nie wtrącać. Charlie za to wydął wargi i odsunął dłoń od włosów Rusha, skupiając się na naleśniku.
— Babka wścibskość. — Zaśmiał się, tuszując swoje zmieszanie.
Rush oblizał bitą śmietanę z kącika ust.
— Ale słyszałem, że też w nocy nie próżnowaliście. Dobrze, że nikt nie miał pomysłów, by kąpać się po pijaku — zażartował.
— Katy znowu miała — skwitował Jason, który przyglądał się im od dłuższego czasu. Stał blisko wyjścia na pokład i leniwie popalał papierosa. Albo śniadanie zjadł wcześniej, albo to szlug nim był.
Dziewczyna fuknęła, wyjadając owoce z naleśnika.
— Oż tam…
— Nie „oż tam”, tylko pilnować cię trzeba było cały czas, żebyś się nie utopiła — rzucił Mike, a Charlie roześmiał się, widząc minę dziewczyny.
Rush też zamaskował głupi uśmiech naleśnikiem, a Marg rzuciła z głębi kuchni:
— Ktoś chce dokładki?

14 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 28 – Specjalne… zdjęcia?

  1. Katka pisze:

    高島惺子, haha, och, widzę, że rzeczywiście Jason nie jest dla Ciebie tym typem bad boya, przed którym się mdleje z zachwytu XD

  2. 高島惺子。★★★ pisze:

    No ja mówiłam, że facet mi się nie podoba i go nie polubię ! no co za złośliwa bestia, gorzej niż Trojan, bo ten to atakuje po prostu, a to coś uderza tam, gdzie najbardziej boli…

  3. Shivunia pisze:

    Adela >> Bo Rusha można kochać albo nienawidzić i życzyć mu aby w końcu coś poszło nie tak. Cokolwiek, nawet chociażby, aby mu się zaczęły rozdwajać te jego przeklęte idealnie zdrowe i zadbane końcówki włosów XD
    A Jason… oj to taki „niegroźny” żarcik

  4. Adela pisze:

    robię się głodna jak czytam te opisy obiadków :P Jonson to niezla pizda, skoro skopiował te zdjęcia. Charliemu życze szczęścia w związku z Rshem, mimo że go nie lubię ;>

  5. jumanji pisze:

    zaznaczam od razu że pomysł na opowiadanie bardzo mi się podoba ( kilka pierwszych rozdziałów po prostu fantastycznych) i postać Jasona- cudna gadzina:D:D
    ale błagam, postuluje oficjalnie, piszę petycję i wysyłam gołębiem – precz z Rushem!!!!!!!!!!! naprawdę facet jest niestrawny ( to jego gadanie, zachowanie i całokształt….. sorry ale z tej postaci już nic sensownego się nie wyciśnie i może niech spada do Anglii owieczki pasać) i nie pasuje do Charliego, nie wiem jaki jest zamysł ( kto z Mickiem- bo i Jason i Charlie do niego pasują) ale więcej scenek z nimi i ich próbami podrywu!!!! to co mnie zachwyciło na początku to właśnie złośliwe, cięte dialogi, bardzo charakterne postacie tworzyło to b.fajny klimat i tego mi brakuje w dalszych częściach… (brakuje też mi wyjaśnienia paru rzeczy, spraw ale to już niech ciekawość się męczy)
    generalnie bardzo fajne:)

  6. Elis pisze:

    Rush i Charlie są tacy kochani, ach. :)
    Ciekawi mnie co Jason wymyślił z tymi zdjęciami, albo raczej zdjęciem i o którą fotkę chodzi. Bardzo niebezpiecznie jest sobie robić takie zdjęcia, nigdy nie wiadomo w czyje ręce wpadną. :)
    Rush, no może jego tyłek spodobał się naszemu olbrzymowi. :))
    Notka jak zawsze wspaniała i czekam na kolejną.

  7. Shivunia pisze:

    Ależ ja się nie boje o niego. Ciekawi mnie tylko co byś mu zrobił XDDD BARDZO ciekawi
    Może jakiś mały ficzek czy coś? I śmiać się tu nikt nie będzie. Co najwyżej szczerzyć zęby w uśmiechu do monitora ;)

  8. Gordon pisze:

    nie powiem xD narazilbym sie na smiesznosc ;p nie wiem ktora z Was go pisze ale niech sie nie martwi. w moich fantazjach Rush jest bezpieczny. zlego nic bym mu nie zrobil. na pewno bylby zadowolony ;p

  9. Gordon pisze:

    Jason to kurwa chodzaca perfidia. jak im skurczybyk zdjecia podpierdolil. zwalac sobie do nich raczej nie bedzie ale bylo napisane ze mial pomysl co do jednego ze zdjec. musi wiec miec juz jakis pojebany plan. problem taki ze mi wyobraznia nie podpowiada co to smoczysko wymyslilo. o tyle jestem bardziej ciekawy i juz czekam na wyjasnienie niecnego planu ;p
    mlody i blondi. bravo. to juz jestesmy przy zwiazku na luznych zasadach. uwaga. za 20 odcinkow moze beda wreszcie para xD
    rozczulil mnie zaspany Rush wygrzebujacy sie z koldry jak im tam Jason wparowal. chcialbym mu… albo nie nie bede mowil co bym mu chcial zrobic ;p

  10. Gazelka pisze:

    Jasonie, ty szatanie ty! Cóż ci znów przyszło do głowy. Serio nie wiem co mógł by zrobic z tymi zdjęciami ale mam nadzieje, że nie będzie to coś poniżej wszelkiego poziomu krytyki co sprawi, że zrobię: „Akhmpfff”
    Ja na jego miejscu wydrukowała bym Charliemu kolendarz naścienny na rok 2011.

  11. Roselani pisze:

    Jaaa… Rozpływałam się przez cały rozdział! To było świetne. Charlie i Rush tacy słodcy razem. Widzę, że ich układ ewoluował do miana luźnego związku. Mam nadzieję, że rozwinie się jeszcze i będzie można go nazywać najprawdziwszym związkiem. Może teraz, kiedy Rush jest taki zadowolony z Charliem nie będzie miał takiej ochoty spotykać się z innymi. Albo coś na co skrycie liczę – czyli zazdrosny Rush. Fajnie by było, gdyby Charlie też korzystał z tego, że to luźny związek. Może to by zmieniło trochę nastawienie Rusha. W każdym razie trzymam za to kciuki!
    No i aparat. Już kiedy tylko pojawił się ten pomysł pomyślałam, że to nie może się dobrze skończyć. No i miałam rację. Co prawda nie podejrzewałam Jasona, ale wiedziałam, że coś będzie nie tak. Teraz tylko pytanie, co złośliwiec chce z nimi zrobić. Nie wiem czego się po nim spodziewać. Byleby nie było jakieś tragiczne w skutkach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s