Fire Dragon Tattoo Studio – 27 – Zgejona bazooka

Marg odstawiła szklankę na stolik i poszła za managerem studia Fire Dragon do kuchni. Chłopak już szperał po szafkach, szukając czegoś, co mogliby przekąsić. Dziewczyna oparła się o jasny blat, patrząc na jego plecy, kiedy otwierał lodówkę. Kuchnia była naprawdę dobrze wyposażona w różne sprzęty, a do tego przestronna, jak na coś znajdującego się na jachcie. Marg była nawet skłonna przyznać, że była większych rozmiarów niż jej własna, nie wspominając, że na pewno więcej warta.
— Tylko coś dobrego — zaznaczyła, a Mike zagwizdał wpatrując się we wnętrze lodówki.
— Sporo tu tego — skomentował, biorąc puszkę bitej śmietany.
— To co zrobimy? — spytała Marg, podchodząc do kosza z owocami. — Śmietana, owoce…
— Sam nie wiem. Jakiś deser? — Potrząsnął puszką i wytrysnął sobie trochę bitej śmietany na palec, po czym oblizał go. — Mmm… Chcesz trochę? — zaproponował, wyciągając w jej stronę puszkę.
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i wyciągnęła dłoń.
— Mhm, chcę.
Mike podszedł, potrząsnął puszką, chwycił ją za dłoń i wytrysnął śmietanę na jej wierzch.
— Mmm, dzięki. — Spojrzała na niego niebieskimi oczami i polizała śmietanę. — To może ja pokroję owoce? — zasugerowała, opierając się tyłkiem o szafkę. Nie tylko biust miała jędrny i apetyczny, ale pośladki również, a opinający się na nich strój kąpielowy dodatkowo to podkreślał.
— I taką sałatkę? A nie lepiej je w całości? — Mike sam dołożył sobie bitej śmietany i aż ubrudził nos, kiedy jej spróbował.
— Okej, to ustalmy. — Marg zaśmiała się, zupełnie swobodnie wyciągając do niego dłoń. Zebrała mu palcem śmietanę, którą potem zlizała. — Banany chociaż pokroję, co? I na owoce śmietana?
— I mango też. I… no, tak. Na to śmietana. Chyba że coś jeszcze? — Zlizał z dłoni resztę śmietanki i ponownie otworzył lodówkę oraz zamrażarkę. — O, a może jeszcze lody, co?
— Jasne! — odparła z entuzjazmem, już obierając banany.
Mike wyjął na blat duży kubełek lodów i zaczął przeszukiwać kuchnię, aby znaleźć miseczki na lody. W końcu odnalazł dwa duże pucharki i postawił je obok Marg.
— A reszta? Nie będą źli, że tylko sobie zrobiliśmy? — spytała, krojąc owoce, a Mike wzruszył ramionami.
— Siedzą nad wodą. Nie będziemy im chyba przecież usługiwać… prawda? — dopytał już mniej pewnie. Równocześnie nakładał ładne, okrągłe gałki lodów do miseczek.
— Nie, usługuję w hotelu. Będąc na takim luksusowym jachcie, wolę się rozluźnić. — Uśmiechnęła się. — Tylko po równo — uprzedziła żartobliwie.
Mike spojrzał na nią i aż się zaśmiał.
— Oczywiście. Chyba że ty chcesz więcej? Co?
— Haha, nie będę taka. Podzielę nawet po tyle samo kawałków owoców — odparła, skończywszy kroić. — Wolisz zielone czy fioletowe? — spytała, biorąc kiść winogron.
— Fioletowe — odpowiedział i zamknął wieczko lodów.
Dziewczyna zaczęła starannie układać owoce na truskawkowo-waniliowych lodach.
— Łyżeczki? — mruknęła, podjadając przy tym winogrona.
— Mhm, jasne. — Mike wyciągnął z szuflady łyżeczki, po czym podszedł do dziewczyny i otworzył usta, pochylając się. — Winogronko?
Marg zaśmiała się i urwała owoc z delikatnej gałązki, a następnie z zalotnym uśmiechem włożyła mu je do ust. Musnęła przy tym niechcący jego dolną wargę, co momentalnie sprawiło, że poczuła na całym ciele przyjemny dreszcz. Tak, Mike się jej podobał i cały czas punktował swoim zachowaniem.
— Smakuje?
Chłopak zamruczał, rozgryzając owoc. On też coraz bardziej lubił Marg i musiał przed sobą przyznać, że dawno nie widział tak atrakcyjnej dziewczyny. Była seksowna z tymi przypadkowymi, ale dwuznacznymi gestami. A do tego taka figura…
— Jasne. Dawaj jeszcze tę bitą śmietanę i idziemy jeść na górę, co nie?
— Pewnie — poparła go i sięgnęła po puszkę. Wycisnęła zdrowo na każdą porcję i podała Mike’owi jego puchar.
Chłopak uśmiechnął się promiennie.
— Mmm, super. Idziemy — stwierdził, ruszając w stronę wyjścia, a dalej po schodach na samą górę łodzi.
Jasne drewno na pokładzie było nagrzane od słońca, więc przyjemnie się po nim chodziło. Ktoś z ekipy musiał nad kanapami rozwiesić białe, kwadratowe parasole, żeby słońce nie grzało za mocno.
Marg usiadła blisko chłopaka na jasnej kanapie i od razu nabrała na łyżeczkę śmietanę, a następnie wpakowała ją sobie do ust.
— Mogłabym tak codziennie! — Zaśmiała się, a Mike skwapliwie pokiwał głową.
— Takie życie to jest życie, co nie?
— Aha. I do tego darmowe lody — zamruczała, pojadając deser.
— Lubisz lody?
— Mmm… Uwielbiam — przyznała, oblizując łyżeczkę. Popatrzyła na jego deser. — Chyba tak bardzo, że opróżnię swój pucharek, zanim dojdziesz do lodów.
Mike otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale tylko się zaśmiał, zabierając się za jedzenie.
— Nie dam — mruknął z uśmiechem.
Marg zachichotała. Oparła się wygodniej, wyciągając nogi i przymykając oczy. Pucharek trzymała na swoim udzie.
— Mmm, czuję się tu taka dopieszczona…
Mike zapatrzył się na nią dość niemądrze. Była naprawdę śliczna i miła. Jak z bajki.
— Noo… Jest cudownie. Super, że cię zaprosił.
— Tak myślisz? — Dziewczyna otworzyła oczy, zerkając na niego.
— Jasne — przytaknął gorliwie. — Super z ciebie dziewczyna.
Marg uśmiechnęła się, poprawiając włosy.
— Um… Dzięki. Wy też jesteście super. Wydajecie się zgraną paczką. Chociaż Jason jest trochę straszny… Ale Kate jest bardzo żywiołowa, a Charliego zajmuje Rush i nie zdążyłam z nim pogadać.
Mike roześmiał się głośno. Jak to celnie ich opisywało.
— A ja? — spytał.
— Wydajesz się bardziej zrównoważony od nich — odpowiedziała żartobliwie Marg i trochę śmietany skapnęło jej z łyżeczki na pierś. Zarumieniła się gwałtownie i gorączkowo zebrała ją palcem, następnie szybko go oblizując. Uch, ale gafa!
Mike aż przełknął ślinę. Troszkę za głośno. Marg szybko na niego spojrzała i zarumieniona jak pomidor zaśmiała się z zawstydzenia.
— No jeeej, upadło mi. — Pacnęła go w ramię. — Jedz, bo ci lody stopnieją.
Mike przytaknął skwapliwie i zabrał się za jedzenie.
— Sorka… — mruknął po chwili.
— Mhm… Spoko — odparła, wpatrując się w swój pucharek, z którego zniknęły już lody. Zerknęła na Mike’a z wahaniem. — To może za to dasz mi chociaż łyżeczkę swoich lodów?
Chłopak od razu wyszczerzył się radośnie.
— Hmm… No, może.
— Mmm, no, nie daj się prosić — zamruczała, pochylając się bardziej do niego.
Mike w końcu z ciężkim sercem podsunął jej swoją porcję.
— Masz, na zdrowie.
— Dzięki! — Uśmiechnęła się, oblizując łyżeczkę z lodów. Patrzyła na niego jakoś tak intensywnie… I siedziała blisko, nie wiedzieć od kiedy.
Mike uśmiechnął się do niej. Odstawił pucharek na stoliczek i położył rękę na oparciu za jej plecami. Marg odpowiedziała zalotnym uśmiechem, wypytując go trochę o studio, w którym pracowali. Rozmawiali dużo, śmiali się i miło upływał im czas, aż niespodziewanie Mike jęknął pod ciężarem Kate, która dosłownie rzuciła się na niego.
— Heeej! Jak tam się bawicie bez nas, hmmm? — Zaśmiała się, wpakowując pomiędzy nich.
— I jadło się. Bez nas. — Mike usłyszał ochrypnięty głos Jasona tuż przy swoim uchu.
Marg od razu poczuła się nieco osaczona i usiadła sztywniej. Mike tymczasem spojrzał na mężczyznę za sobą, zirytowany przerwaniem rozmowy.
— Bo sobie zrobiliśmy. Jest jeszcze trochę lodów na dole, jak chcesz.
— Nie zrobisz mi? — Jason pogłaskał go po głowie.
— Nie — burknął Mike, odsuwając się. — Już się nie opalasz?
Tatuażysta pokręcił głową.
— Nie… I tak wyglądam już jak spalony kurczak — prychnął.
— Taa, wybitnie — zironizował Mike, patrząc na jego wciąż bladą skórę. Przynajmniej tam, gdzie nie miał tatuaży.
Kate w tym czasie zagadywała o coś Marg. Nie była zazdrosna, ale irytowało ją, że musiała spędzać czas, gapiąc się z Jasonem na dwie gruchające do siebie pary. Jego jeszcze tak to nie mierziło, ale ona miała dość, szczególnie po ostatniej przygodzie z tym skończonym dupkiem Peterem. Dlatego chciała wreszcie kogoś normalnego i w porządku. A Mike ją olewał.
Jej obiekt rozmyślań w tym czasie westchnął, zauważając, że Kate zagadała Marg. Zwrócił się zatem do Jasona. Zastukał w jego gips.
— Wciąż bialutki. Nie dałeś mi się podpisać — zauważył.
Jason uniósł brwi, po czym uśmiechnął się.
— Z buziaczkiem? — spróbował po raz kolejny.
— Nie ma szans — prychnął Mike, wstając. — Ale skoczę po coś do pisania.
— Mam w torbie! — zawołał za nim Jason.
Z managerem studia minęli się Rush i Charlie, którzy akurat wchodzili na górny pokład. Anglik rozejrzał się po zebranych tam i rozwalonych na kanapach znajomych. Nie mówił tego na głos, ale był naprawdę dumny z siebie, że tak zorganizował im czas. Nawet Jason wydawał się cieszyć z tego rejsu.
— O co chodzi? Coś nas ominęło?
— W samą porę! — Kate wyszczerzyła się. — Będziemy się podpisywać na gipsie Jasona! — stwierdziła, jakby właśnie to postanowili.
Charlie automatycznie się uśmiechnął i usiadł zamaszyście obok mężczyzny.
— Mogę pierwszy?
Jason pstryknął go w nos.
— Nie. — Odpowiedział wrednym uśmiechem niczym mały rekinek, a niezadowolony chłopak wydął wargi.
— To kogo kopnie ten zaszczyt?
— Jak myślisz?
Charlie już otworzył usta, kiedy na szczycie schodków pojawił się Mike z różnokolorowymi markerami w ręce.
— Mam! — rzucił, siadając po drugiej stronie Jasona.
Ten spojrzał wszystko-mówiącym spojrzeniem na Charliego. Miał niezdrową satysfakcję z wkurzania go. Chłopak tylko zmierzył go nabzdyczonym spojrzeniem.
W tym czasie Mike położył markery na stoliku i chwycił Jasona za rękę, by położyć ją sobie na kolanie. Sięgnął po czarny mazak, otworzył i z zastanowieniem spojrzał na gips.
— Jak mam ci się podpisać? Bez buziaczka, oczywiście.
— Możesz narysować serduszko — zachrypiał mężczyzna, a jego długie palce pogładziły udo Mike’a.
Chłopak zmroził go spojrzeniem.
— Narysuję, jak przestaniesz to robić — burknął. Aż zadrżał z grymasem.
Jason ledwo powstrzymał zdziwienie, które chciało mu wypłynąć na twarz. Przestał ruszać palcami.
— No… No, to rysuj.
Mike przygryzł wargę w skupieniu. Napisał duże „Mike” na gipsie w miejscu nadgarstka, dodał kilka prymitywnych zawijasów i po chwili wahania dorysował bardzo maleńkie serduszko na końcu imienia. Żeby nie rzucało się w oczy. Kiedy uniósł spojrzenie na Jasona, ten gapił się na swój gips dziwnie przyjemnie uśmiechnięty. Aż sam poczuł się niezręcznie.
Mike przeczesał swoje krótkie włosy i odsunął jego rękę ze swojego kolana.
— No, masz — mruknął i wyciągnął do młodszego tatuażysty marker. — Charlie?
Chłopak patrzył na nich tym swoim łatwym do przejrzenia, niezadowolonym spojrzeniem. Wziął jednak czarny marker, ale jeszcze sięgnął do stolika po czerwony, pomarańczowy i żółty. Jason przeciągnął się, póki mógł. Już widział, że to zajmie dłuższą chwilę.
— A ty co? Płomyczki będziesz mi rysował?
— Noo, taki mam plan. — Charlie uśmiechnął się, zastanawiając się przy tym, jak się do tego zabrać. Wreszcie klęknął przy jego nodze, kładąc mu prosto rękę. Pochylił się nisko nad gipsem. Z zakrętką w zębach zaczął najpierw pisać na czarno swoje imię.
Jason postanowił już nie komentować. Czekał cierpliwie, obserwując, jak na jego gipsie powstawały płomienie. Charlie często zmieniał markery, tworząc wokół swojego imienia całkiem spore ognisko. Połowa gipsu Jasona po kilku minutach była cała czerwono-pomarańczowa.
— Może być? — spytał Charlie, przyglądając się temu.
Jason poprzekręcał ręką, oglądając powstałe dzieło. Co by nie mówił, wolał chyba nawet taki kolorowy gips niż biały.
— Duże… — mruknął. — Ale spoko — dodał, żeby chłopak się nie pieklił.
Charlie uśmiechnął się. Był ucieszony z jako takiej pochwały z ust tego, jakby nie patrzeć, bardzo utalentowanego mężczyzny.
— Katy, podpisujesz się? — zwrócił się do koleżanki, która od razu przejęła w dłoń marker.
— No jasne! Jeszcze pytasz! — Zachichotała jak mały, niedorobiony diabełek. Wpakowała się Jasonowi na uda, siadając do niego plecami i zaczęła coś mazać na jego gipsie.
Mężczyzna westchnął, mając nadzieję, że nie narysuje mu czegoś durnego jak na przykład kutas.
— I co tam bazgrzesz?
— Zobaczysz! Charlie, dawaj mi tu te mazaki! — zażądała.
Chłopak wziął wszystkie markery i usiadł obok nich. Położył je sobie na kolanach i podawał dziewczynie co chwilę ten, o jaki prosiła. Po dłuższej chwili procesu malowania, Kate kiwnęła głową z uznaniem dla swojego działa. Wstała z kolan tatuażysty, żeby ten mógł zobaczyć, co miał na gipsie. Jason spojrzał tam z lekką trwogą, po czym zaśmiał się chrapliwie, widząc kolorowy napis „gay power puff boy”.
— Głupol — skomentował uradowaną Kate. — Ktoś jeszcze? Blondi, chodź, pobaw się w rysowanie — zwrócił się do, do tej pory milczącego, Rusha.
Ten aż zamrugał. Nie spodziewał się takiej propozycji.
— Umm… A co ja mam ci niby narysować? — Zaśmiał się pod nosem, ale wstał i podszedł do mężczyzny.
— Co tam chcesz. — Jason wzruszył zlewczo ramionami. — Podpisz się, dorysuj swoją uroczą miniaturkę i będzie jak ta lala.
— Miniaturkę? — Rush speszył się, jak nie on. Jeśli Marg umiała rysować, to był tu jedynym beztalenciem. A nie, jeszcze Mike, przypomniał sobie. Dobra, może nie będzie najgorzej. — Okej, spróbuję… — Westchnął i kucnął obok Jasona. Wziął czarny marker i zaczął coś pisać. Bardzo ładnym, niemal identycznym pismem, jakie spotykało się w starych księgach.
Jason patrzył na napis w milczeniu, Charlie za to pochylił się nad nim.
— Dum vivimus, vivamus — przeczytał. — Co to znaczy?
Rush dorzucił jeszcze misternego zawijasa na koniec i dopiero uniósł wzrok na chłopaka.
— „Dopóki żyjemy, używajmy życia” — wyjaśnił. — Wydaje mi się, że pasuje — dodał, spoglądając na Jasona.
— Super, blondi. — Mężczyzna puścił mu oczko ze szczerą aprobatą, bo nie tego spodziewał się po tym wymuskanym Angliku. — Życiowym cytatem przypierdoliłeś.
Rush przewrócił oczami, ale i tak był zadowolony, że nie strzelił z tym pomysłem jak kulą w płot.
— Widać, że ta łacina w końcu się na coś przydała.
— Uczyłeś się łaciny? — Charlie momentalnie się zainteresował, a Rush kiwnął głową.
— No, niestety tak i jeszcze kaligrafii.
— Umiesz jeszcze jakieś języki?
— Niemiecki, rosyjski i coś tam liznąłem z francuskiego.
Mike zagwizdał, a Charlie rzucił krótkie „wow”.
— Niezły jesteś, ale teraz zróbcie, gołąbki, miejsce drugiej damie, która jeszcze nic mi tu nie namazała. — Jason przerwał tę falę podziwu, wyciągając Rushowi z ręki marker i podając go ponad ramieniem Mike’a Marg. Ta jak na zawołanie zaczerwieniła się jak piwonia.
— Um… Ale ja… — mruknęła i chciała jeszcze coś dodać, ale Rush klepnął ją w plecy.
— Ej, Marg. Dajesz! Na pewno narysujesz coś ładniejszego niż mój snobistyczny napis. — Zaśmiał się pokrzepiająco.
Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie. Poprawiła włosy i usiadała przy Jasonie na zwolnionym przez Charliego miejscu. Pochyliła się z zastanowieniem i poprosiła o niebieski oraz zielony mazak. Podpisała się skromnie „Marg” i dorysowała kilka kwiatuszków.
— Nie umiem ładniej. — Zaśmiała się, patrząc na Jasona pytająco i nawet trochę przepraszająco.
Ten uśmiechnął się do niej. Zdążył polubić dziewczynę. Była przyjemna w obyciu, miła i skromna. Stanowiła całkiem przyjemne przeciwieństwo drugiej przedstawicielki płci pięknej na tej łodzi.
— Bez stresu, śliczna. Jako jedyna tutaj chyba nie chciałaś zaszpanować. — Poczochrał jej włosy, specjalnie nie wspominając o Mike’u.
Pokojówka zaśmiała się z wyraźną ulgą, chociaż widziała, że jej rysunek był najmniej imponujący.
— Już się nic tu nie zmieści. — Uśmiechnęła się, stukając w cały pokolorowany gips.
Mężczyzna przytaknął, oglądając to, co tak bardzo się zmieniło w tak krótkim czasie.
— Na to wygląda. Brakuje na nim jeszcze tylko kokardki i dzięki niektórym wyglądałbym, jakbym zamiast ręki miał zgejoną bazookę — prychnął, rozbawiony.
— Taa, ale to heterycy ci walnęli serduszkiem i napisem „gay”. My jesteśmy grzeczni —zauważył bystro Charlie, stojąc obok Rusha, którego poklepał po ramieniu.
Jason załamał ręce, bo nie miał na to słów, a Charlie tylko uśmiechnął się szerzej.
— A w ogóle… — Spojrzał po nich niepewnie. — Wziąłem aparat. Zrobimy sobie zdjęcie na dole? Zaraz będzie zachód. — Nie przyznałby się, że chciał zdjęcie Rusha, zanim ten wyjedzie. To było zbyt głupie i dziecinne.
Kate przyjęła propozycję z aprobatą. Chwyciła Marg i Mike’a za ręce i z piskiem rozentuzjazmowanej nastolatki zbiegła z nimi na dół. Jason popatrzył za nimi ze zgrozą, już widząc oczami wyobraźni, jak spieprzają się ze schodów, ale ruszył za trójką. Wolałby, żeby jednak nie trzeba było kolorować kolejnych gipsów.
Charlie i Rush zostali na chwilę sami.
— Chcesz? — rzucił niepewnie tatuażysta, a Grey podszedł do niego. Objął go w pasie i pochylił się do jego ucha.
— Tylko, jeśli na tym zdjęciu ty też będziesz, a ja dostanę odbitkę.
Chłopak uśmiechnął się lekko, obejmując go za szyję.
— Mhm, dostaniesz — powiedział, czując się przy nim ciepło.
Rush westchnął i przesunął nosem po jego szyi.
— Mmm… Wybacz.
— Hm?
Anglik dotknął jego szyi wargami.
— Za to.
Chłopak odetchnął głębiej, obejmując go ciaśniej.
— Trochę… naginamy układ — mruknął Charlie, nie mogąc się jednak odsunąć.
— Właśnie — przytaknął mężczyzna, ale nie przestał.
Charlie przycisnął go do siebie, odchylając nieco bardziej szyję. Pogłaskał Rusha po karku, a ten cmoknął go jeszcze w jabłko Adama, po czym odsunął się z olbrzymim oporem psychicznym.
— Lepiej chodźmy na dół.
— Mhm.

***

— No Charlieee, ustaw w końcu ten aparat! Nie będziemy tu stać jak debile — zajęczała Kate, kiedy okazało się, że drugie z kolei zdjęcie nie wyszło, bo aparat się przewrócił.
— Ej, bo zepsujecie. — Tatuażysta zmarszczył brwi, podchodząc i ustawiając aparat, jak trzeba było. — Stańcie jak ludzie, to nastawię.
Kate przewróciła oczami i stanęła obok Mike’a. Po drugiej stronie chłopaka stała Marg, a na jego ramionach wisiał Jason. Rush czekał za to niecierpliwie na Charliego. Chłopak ustawił wszystko, wcisnął guzik i szybko do nich podszedł, następnie przewieszając ręce przez szyję Rusha i Kate.
— No, teraz ładny uśmiech! — Dziewczyna zaśmiała się, kiedy aparat zaczął rytmicznie pikać i po chwili zrobiło się zdjęcie.
Kate od razu dopadła do sprzętu, żeby zobaczyć, jak wyszła. Charlie zaśmiał się i poszedł za nią. Tak, jak się spodziewał, tylko Jason się nie uśmiechnął. Reszta wyszła bardzo dobrze.

***

Było już kilka godzin po zmierzchu, a impreza przeniosła się na półkole z białych kanap. Zorganizowali owoce, przekąski i alkohole. Jason, jako ten „kaleka”, nie szalał. Popijał tylko to, co mu dawali, nie mogąc obsługiwać drinkami pięknych pań. Rush wyręczał go za to w tym doskonale, oczywiście nie zapominając o odpowiedniej ilości szampana. Do tego rozlegała się muzyka z pomieszczenia za ich plecami. Szum oceanu i przyjemnie bezchmurne, nocne niebo dodawały lekkości sytuacji. Wszyscy czuli się jak wyrwani ze świata, uwolnieni na samym środku niebieskiej przestrzeni. Jakby czas się zatrzymał.
— Moje łóżko nie jest tak wygodne jak te kanapy — stwierdziła z żalem Kate, wyciągając nogi na siedzeniu. — Rush, ty parszywy bogaczu! — dodała, już chyba wstawiona.
Anglik zaśmiał się i przelał jej do kieliszka kolejną porcję drinka.
— Parszywy bogacz, a robi ci za kelnera. — Puścił do niej oczko i spojrzał po reszcie. — Kto jeszcze chce?
Jason wyciągnął do niego kieliszek w milczeniu. Charlie jeszcze męczył swojego drinka, za to Mike chętniej przystał na tę propozycję.
— Ja też chcę. — Marg uśmiechnęła się prosząco, a Mike wziął od niej szklankę i podstawił Rushowi.
Ten napełnił je, a potem sam rozsiadł się obok Charliego.
— Może w coś zagramy? — zaproponował, a wszystkie twarze spojrzały w jego kierunku.
— W co? — spytała Kate z entuzjazmem. — Rozbieranego pokera?
— Masz na sobie sam strój — zauważył rozbawiony Charlie.
Dziewczyna spojrzała na niego wymownie.
— Dwuczęściowy, a ty same kąpielówki. — Wystawiła mu język dziecinnie.
— Właśnie. Poker nie przejdzie, za szybko by się skończyło, głupolu.
— A… może na zadania? — zaproponowała Marg, która zdążyła się rozluźnić zarówno alkoholem, jak i przystosowaniem do towarzystwa przez te kilka godzin.
— To dawaj te karty, blondi — rzucił Jason i wlał w siebie na raz cały kieliszek, po czym odstawił go na stół.
Rush pokiwał głową i wyszedł na chwilę po talię. Wrócił po niedługim czasie i rzucił karty na stół. Najwyraźniej łódź była wyposażona nie tylko w konsole, ale też takie drobnostki do miłego spędzenia czasu.
— Jakie zasady? Karniaki? Zadania? Pytania?
— Pytania i zadania — zdecydował Jason, biorąc karty, ale że z gipsem nie mógł tasować, podał je Mike’owi. Ten przetasował wszystkie karty i oddał. Przez głowę przeszły mu jakieś nieprzyjemne myśli dotyczące możliwych zadań.
— No, to w kółeczko, słonka — rzucił Jason, a gdy każdy zajął odpowiednie miejsce, zaczął rozdawać.
Gdy skończył, odłożył kupkę na bok i usiadł wygodnie, spoglądając w swoje karty. Chwilę trwała cisza, aż wreszcie Mike rzucił:
— Sprawdzamy — rzucił karty na stół. — U mnie trójka asów.
Jason uśmiechnął się perfidnie, prezentując swojego fula. Inni też pokazali swoje karty i kareta Marg przebiła wszystkich. Charlie skrzywił się, patrząc na swoje najsłabsze, dwie parki. Rozbawiony Jason mimowolnie zachrypiał, widząc jego minę. Naprawdę miał słabość do tych jego nieszczęśliwych minek.
— Pytanie czy zadanie? — Marg spojrzała hardo na chłopaka.
Charlie cieszył się, że to ona wygrała. W końcu mogło być gorzej, a dziewczyna wydawała mu się najbardziej bezpieczną opcją. Jasona się bał.
— Pytanie. Wal.
— Czy kiedyś podczas seksu fantazjowałeś o kimś innym? Jeśli tak, to o kim? — wypaliła. Najwyraźniej jej nieśmiałość znikała, kiedy była po kilku kieliszkach.
— Eee… — Charlie zgasił się momentalnie, patrząc na nią z lekko rozchylonymi ustami. Mam tak przy nich powiedzieć? — T… tak…
— O kim? — Marg przypomniała mu okrutnie resztę pytania.
Chłopak spojrzał niepewnie na wpatrzone w niego w napięciu twarze, co tylko wywołało u niego większe wypieki na policzkach.
— O Rushu… — szepnął, szybko zbierając karty.
Anglik aż wciągnął świszcząco powietrze, a reszta towarzystwa wpatrzyła się w nich intensywnie. Jason zacmokał, kręcąc głową.
— Ech, Charlie, Charlie. Jak ja mam się czuć teraz? Myślałeś o innym, jak się ze mną pieprzyłeś — prychnął z udawanym oburzeniem.
Chłopak był jednak zbyt zawstydzony, by na nich spojrzeć. Kurwa no, pomyślał. Źle wyszło. To było nie fair nawet wobec Jasona, mimo że nie byli parą, a jedynie mieli okazjonalny seks. Wiedział, że tak się nie powinno robić.
— No… sorry, no. — Tylko tyle był w stanie wykrztusić, tasując karty.
Jason zaśmiał się z niego. Domyślał się tego.
— Nie tłumacz się, tylko rozdawaj.
Charlie zaburczał coś pod nosem, żeby się nie czepiał i rozdał każdemu po pięć kart. Marg w tym czasie chłonęła nowe informacje. Czy tu każdy do każdego coś miał?
Wreszcie rozsiedli się wygodniej, analizując swoje ułożenia. Reszta, tak samo jak Charlie, rozważała swoją sytuację i miny pozostałych zebranych. Po chwili wszystko było jasne.
— No masz — jęknął Mike, który tym razem miał najgorsze karty.
— Ha! — Kate roześmiała się, patrząc na niego triumfalnie, jakby właśnie zdobyła Mont Everest. — Pytanie czy zadanie?
— Zadanie — zdecydował. Nie mogła mu kazać zrobić nic głupszego niż… Zresztą, sam nie wiedział.
— Ściągaj gatki. — Uśmiechnęła się do niego słodko, sięgając po markera, a Mike osłupiał. Tego się nie spodziewał.
— Słucham…?
— Dostaniesz ode mnie duuuże serduszko! — Wyszczerzyła do niego ząbki. — No już!
Mike pokrył się rumieńcem, tak jak chwilę temu młody tatuażysta. Te markery przecież były niezmywalne. Przełknął ślinę i zsunął kąpielówki ze swoich pośladków. Normalnie by tego nie zrobił, ale szumiało mu trochę w głowie. Spojrzenie Charliego od razu spoczęło na tyłku Mike’a. Tak samo jak starszy tatuażysta westchnął w duchu, gapiąc się bezczelnie na jego śliczne, jędrne pośladki, pomiędzy którymi marzyło mu się znaleźć. Bezwiednie oblizał usta.
Kate za to zapiszczała z radości i pochyliła się do odkrytego tyłka. Narysowała serce na całą, prawą połóweczkę.
— Ślicznie!
Zażenowany Mike podciągnął spodenki, gdy tylko skończyła. Jason zaśmiał się chrapliwie i już przygotowany, podał mu szklankę koniaku.
— Na zdrówko, Mike.
Chłopak łyknął zdrowo.
— Dobra, gramy dalej — stwierdził z pewnością w głosie. Chciał rewanżu.
— Młody, rozdawaj.
Charlie szybko potasował karty i rozdał każdemu. Po szybkiej wymianie wyłożyli je na stół, a Marg znowu miała najlepsze rozdanie. Uśmiechnęła się, patrząc na Kate, która tym razem miała najgorsze karty.
— Pytanie czy zadanie?
Przez kolejne pół godziny pytania i zadania były względnie niewinne. Nikt jednak by nie pomyślał, że Mike, który był już nieźle wstawiony, wpadłby na taki pomysł, kiedy przebił swoim stritem wszystkie karty i spojrzał z zadowoleniem oraz złośliwością wypisaną na twarzy na Jasona. Kiedy ten wybrał zadanie, chłopak rzucił swobodnie:
— Pocałujesz Rusha.
— Co? — wypalili obaj na raz.
— Ej, czemu mnie? — Nieprzekonany Rush spojrzał na Jasona, który też nie wyglądał na najszczęśliwszego.
— Powiedziałem. Wybrałeś zadanie, Jason. Rusz swoje chude cielsko i pocałuj go — odparł Mike, uśmiechając się do siebie. Był dumny ze swojego parszywego planu.
Jason zamruczał jakieś przekleństwo pod nosem i podniósł się z kanapy. Podszedł do Rusha, całego usztywnionego. Położył mu rękę na ramieniu i pochylił się w jego stronę. Charlie, który siedział obok, skrzywił się na ten widok. Miał ochotę przyciągnąć go do siebie ramieniem.
— Tylko pocałunek, nie cmoknięcie. — Mike zaśmiał się bezczelnie.
Jason rzucił mu groźne spojrzenie, po czym pocałował usta Rusha, który w tej chwili miał naprawdę mało do gadania. Starszy mężczyzna przytrzymał go dłonią za głowę… i aż zaskoczyło go, jakie miękkie ten miał włosy. Spojrzał mu w oczy z determinacją i pogłębił pocałunek.
Marg patrzyła na nich w szoku, ale równocześnie zafascynowana tym, co widziała. Kate uśmiechała się szeroko, a Charlie nie powstrzymał się i objął ręką Rusha za łokieć, czekając, aż wreszcie Jason skończy. Ale ten się nie spieszył. W sumie było lepiej, niż się spodziewał, a Rush nie sprawiał większych problemów. Do tego z bliska wydawał się… przystojniejszy. W końcu jednak odsunął się od jego ust i tylko liznął je na pożegnanie. Odwrócił się do Mike’a.
— Zadowolony? — burknął.
— Hm… A ty? — odparł Mike z wrednym uśmieszkiem.
— A jak myślisz? — prychnął Jason, siadając na swoje miejsce.
— Widzę, że nie było źle. — Manager zaśmiał się, patrząc przy okazji pobłażliwym spojrzeniem na Charliego. — Gramy dalej?
— Jasne! — zakrzyknęła Kate. — Rozdawaj.
Mike popił jeszcze swojego drinka i rozdał karty. Było już późno. Wszystkie wyjedzone owoce oraz prawie całkiem opróżnione butelki świadczyły o tym, że długo już tu siedzieli.
W końcu od dłuższego czasu poszczęściło się Charliemu. Chłopak spojrzał zadziornie na Rusha, który w tym rozdaniu miał najgorsze karty.
— Pytanie czy zadanie?
Ten wzruszył ramionami.
— Obojętnie, co chcesz.
— Pytanie — odparł Charlie. Dopił drinka i odstawił szklankę. Był zbyt rozgrzany alkoholem, by przejmować się, jak to wyglądało z boku. I jak sam siebie odkrywał, pytając o to. Pochylił się do mężczyzny i szepnął cicho: — Będziesz za mną tęsknić?
Rush najpierw się zdziwił, po czym uśmiechnął ciepło i pocałował chłopaka. Och, pieprzyć ten układ.
— Tak… Bardzo — wymruczał mu w usta w tym samym momencie, kiedy Jason zagwizdał na palcach.
Charlie aż jęknął cicho i pocałował go jeszcze raz, pokazując Jasonowi ponad ramieniem Rusha środkowy palec. Chciał go. Ten układ wybitnie nie działał, ale w tym momencie miał to gdzieś.

21 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 27 – Zgejona bazooka

  1. vvicious pisze:

    Haha no rozumiem, że trudno musi być odpowiadać na komentarz pojawiający się z chyba dwuletnim opóźnieniem xD ale lubię sobie czasem wyrazić swoją frustrację, tudzież pochwalić ;) no i wiem, że trzeba zachować zachować umiar i realizm, ale dlaczego Mike?! xD Dobra, już nie ględzę, tylko idę czytać dalej i czekam na tego Jasonowego księcia ;p

  2. Shivunia pisze:

    vvicious >> Hahahaha, no szok ze Mike RZECZYWIŚCIE jest hetero był dla wielu ciosem. No ale nie mogłyśmy wszystkich zgeić w tym opowiadaniu. No nie mogłyśmy. I też ogromnie nas cieszy, że mimo niepowodzenia z MikexJay, to nadal czytasz. YEY. A wyprawa na łódkę jest jedną z radośniejszych chyba scen jak wspominam. Mocno nam odwalało pisząc ją hahaha. „Jasonowi trafi się ktoś naprawdę fajny” – nie będę nic zdradzać ale… dużo osób teraz uważa teraz, że Jay i jego facet są ich ulubieńcami… więeeeec, liczymy, że tobie też się spodoba przyszły (na tą chwilę) facet Jasona. (Wybacz za zawiłość odpowiedzi i jej nieskładność XD)

  3. vvicious pisze:

    Szczerze mówiąc, jak się dowiedziałam, że Mike pozostanie hetero to z rozpaczy chciałam przestać czytać xD ale teraz nie żałuję, że postanowiłam brnąć dalej bo te odcinki na jachcie bardzo mi się podobały. Niby tak nic się nie dzieje, ale naprawdę fajnie i naturalnie wyszły te ich sprzeczki i rozmowy :) no i nawet jak jak Jason nie będzie z Mike (przez serce mi krwawi ;p) to i tak te ich utarczki są bezcenne ^^ mam jeszcze dużo rozdziałów przed sobą, więc mam nadzieję, że Jasonowi trafi się ktoś naprawdę fajny :) Marg jest w porządku, więc skoro to już musi być kobieta, to niech ona weźmie Mike’a ;p

  4. Katka pisze:

    MinYang, hehe, z tego co zauważyłam ten rozdział ogólnie jest lubiany. Fajnie, same lubimy jak są wszyscy razem ‚w kupie’ :D

  5. MinYang pisze:

    Ohh jaaacie <33 Ale ten odcinek był suupeeer!! Strasznie mi się podobał! Te postaci są tak fajnie zrobione i akcja tak świetnie się rozwija! :))

  6. kkohaku pisze:

    kocham Jasona xD kocham, kocham xD
    A parka Rush i Charli jak ostatnio jakoś nie mogłam ich znieść to teraz zaczynają mi się podobać. I fajnie ,że jest ta Margo, podoba mi się i nawet oddam w jej ramiona Mikiego , chociaz wolałabym aby pokręcił z Jasonem xD
    świetny rozdział, usmiałam się nieźle!

  7. Shivunia pisze:

    Ojeej strasznie się ciesze ze wam się podobało :D
    Mam mega banana jak czytam te wszystkie komentarze XDDD
    Roselani >>”Mike zgodził się narysować to serduszko. On naprawdę wysyła sprzeczne sygnały.” Mike po prostu już wie ze taki kretynizm ucieszy Jasona mimo ze ten wie ze nie ma szans.
    Gazelka >> Bo Mike się cyka ze J coś odwali głupiego a mimo tego jest na tyle „miłym gościem” że zgadza sie na takie jęczące prośby Jasona XD I ten Żabi książę XD cute
    Yuriko >> ja bym strasznie chciała zobaczyć ta fotkę która sobie zrobili XD
    Gordon >> „a w mojej glowie pojawily sie pyski mlodego i Jasona z ktorych kapie slina ahahaha” miałam dokłaaaadnie to samo jak to pisałyśmy XD A Jason… to Jason. Ekipa z FD po prostu odkrywa jego wnętrze ;)

  8. Gordon pisze:

    dla mnie tez pierwsza scena byla trudna ;p ale przeczytalem dla mika. taaa ciekawe czy cos z tego wiecej bedzie bo biedna Katy jest ;p
    Jason jest kurwa odlotowy. no zmienia sie i jest coraz bardziej ok. jest jednak sprawa. bo mam nadzieje ze mimo tego usocjalizowania bedzie nadal skurwysynem ;p nie zebym sie obawial ze zrobicie z niego potulna owieczke mam nadzieje ze dalej bede mogl sie zastanawiac co on znowu odpierdoli mwahahahaha ]:->
    malowanie gipsu odjazd. tytul tez mnie powalil na lopatki. tak samo jak ta pojebana gra w pytania i zadania. kurwa. to bylo dobre. malowanie serduszka na dupie Mika a w mojej glowie pojawily sie pyski mlodego i Jasona z ktorych kapie slina ahahaha. ja pierdole. gdyby Mike nie byl nawalony to by tak chetnie dupy nie pokazywal ;p
    odjazdowy rozdzial. i jak szybko

  9. Yuriko-chan pisze:

    hahaha no Jason wymiata w tym rozdziale xDD

    – Ech, Charlie, Charlie. Jak ja mam się czuć teraz? Myślałeś o innym, jak się ze mną pieprzyłeś – prychnął z udawanym oburzeniem. Chłopak był jednak zbyt zawstydzony, by na nich spojrzeć. Kurwa no. Źle wyszło.
    – No… sorry no – tylko tyle był w stanie wykrztusić, tasując karty.
    Jason zaśmiał się jeszcze z niego dobrotliwie. Nie żeby nie wiedział.

    hahaha Jasoooon <3 ;DD Dobra jest tez marg xD wszyscy ze wszystkimi tu spali. Tak xD choc moim zdaniem to strasznie dziwne, ze sie nie pozabijali a wrecz dalej sa przyjaciolmi xDD ten rozdzial byl ekstra :PP nazwanie Rusha parszywym bogaczem bylo epickie hehe

    No jeeej, upadło mi – pacnęła go w ramię. – Jedz, bo ci lody stopnieją.
    ta scena mnie strasznie rozbawila… xD no myslalam ze umre haha no jeeej, upadlo mi xDDDDD ahahahaha ten rozdzial wgl jakos tak bardzo naturalnie wam wyszedl taki smieszny i jednoczesnie dobrze pokazujacy bohaterow :PP fajnie ze sobie fotke zrobil xDD wesolo ogolnie :P

  10. Gazelka pisze:

    Ahhh scena M&Ms tak jak sądziłam, niezwykle trudna dla mnie była. I chyba tylko tyle powiem. Bo tymczasem…
    Markimark ty przebiegła kryptofanko gejowskich paringów każąca zdeprawować Jasonowe usteczka dotykiem żabiego księcia! Błahahaha, love you so much!
    Ale to troche prawda, że to cale towarzystwo na J dobrze wpływa. Jest jakis taki usocjalniony, Jasonowy ale nadający sie do życia. No i oczywiście nieśmiertelne malowanie gipsu. O co chodziło z tym Mike’a wzdryganiem się przed paluchami? Ja w tym oczywiście widzę tylko oznakę wzajemnego oddziaływania, bo chyba nie powiecie mi, że on się Jasona brzydzi! Skoro potem mu domalował serduszko… awwwwww *.* Ja ani przez chwile nie zapomnę o tym, że oni są dla siebie stworzeni Miki i J.
    A Katy to powinna zmądrzeć w ogóle.

  11. Katka pisze:

    Roselani, super, że polubiłaś Jasona :D

    Elis, marudzić możesz; te wszystkie spekulacje i pragnienia ujrzenia Jasona z Mikiem wywołują na moich ustach naprawdę szeroki uśmiech XD

  12. Elis pisze:

    Zgejona bazooka, fajny tytuł i byłam ciekawa do czego to się będzie odnosić.
    Mike narysował serduszko, małe, ale jednak zrobił to.
    Zabawa w Pytania i Zadania świetna. Zaskoczył mnie Mike, że kazał Jasonowi pocałować Rusha i jak na to reagował Charlie.
    Mam cichą nadzieję, że Miki przegra w zabawie (chociaż pewnie w kolejnym odcinku już jej nie będzie) i ktoś mu każe pocałować Jasona. Dobra już Was nie marudzę o tych dwóch.
    Ostatnia scenka Z Charliem i Rushem rozczulająca. Będzie za nim tęsknił, słodkie. :D

  13. Roselani pisze:

    Ten rozdział był strasznie śmieszny. Bez przerwy chichotałam i mama mnie już uznała chyba za wariatkę. Strasznie mi się podobało rysowanie po gipsie. Byłam w szoku, kiedy Mike zgodził się narysować to serduszko. On naprawdę wysyła sprzeczne sygnały. Ale uwielbiam reakcje Jasona. Na początku w życiu bym nie pomyślała, że mogę go polubić, a on jest naprawdę fajny.
    I coś co mnie kompletnie rozczuliło, to to, jak Charlie się przyznał, że myślał o Rushu, podczas seksu z Jasonem. To było takie kochane! Żałuję, że tylko nie ma napisane, co sobie w tamtym momencie Rush pomyślał. Choć dobrze, że w ogóle jakoś zareagował. No i ostatnia scena – <3 Uwielbiam ich razem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s