Fire Dragon Tattoo Studio – 26 – Endless Summer

Pogoda była wprost idealna. Słońce świeciło mocno, a po niebie przewijały się małe cumulusy. Wiatr był delikatny, przyjemnie chłodzący i nie zapowiadało się na zmianę pogody.
Ekipa ze studia Fire Dragon czekała na nabrzeżu, a konkretnie przed częścią portu, w której mieściły się najbardziej eleganckie łodzie. Przyjechali razem samochodem Mike’a i teraz czekali jeszcze tylko na Rusha – sponsora ich rejsu. Jason jak zwykle palił któregoś papierosa pod rząd, patrząc wilkiem na słońce. Mike w milczeniu popalał przy nim, a Kate i Charlie stali oparci tyłkami o barierkę przy porcie.
— Jak sądzisz? Który to? — spytała dziewczyna, podziwiając łodzie. Od tych niewielkich jachcików, po te wielkie, luksusowe.
— Nie wiem. — Charlie zaśmiał się, zakładając smagane przez wiatr włosy za uszy, które co raz wymykały się zza nich. — Wszystkie są nieźle wypasione.
— No… Nawet nie chcę myśleć, ile są warte! — Kate odpowiedziała radosnym śmiechem i odwróciła się, kiedy usłyszała za plecami warkot samochodu.
Niedaleko od nich podjechało BMW, a którego wysiadł jej były i jakaś niepozorna, ubrana w śnieżnobiałą, zwiewną sukienkę dziewczyna. Miała rozpuszczone, brązowe włosy i była naprawdę bardzo, bardzo ładna. Co nie umknęło Kate i Mike’owi, miała też spory biust.
Cała ekipa ze studia wpatrzyła się w nich uważnie. Charlie za to uniósł wyżej brwi, z niewyraźną miną. Przyszedł z randką…?
Rush razem z dziewczyną podszedł do nich. Jako dżentelmen przywitał się najpierw z Kate, dając jej buziaka w policzek, a następnie z całą resztą. Wskazał na swoją towarzyszkę.
— Poznajcie Marg. Moja koleżanka — przedstawił ją reszcie.
— Cześć — odparła przyjaźnie jedyna dziewczyna w ekipie studia, ściskając jej rękę. — Katy.
— Hej. — Marg uśmiechnęła się do niej i spojrzała po całej grupce.
Charliego kojarzyła. Raz podawała śniadanie jemu i Rushowi. Chłopak jednak najwyraźniej jej nie rozpoznał, ale przywitał się ostrożnym uśmiechem.
— Hej. Mike, miło mi — przedstawił się drugi, całkiem przystojny chłopak z bardziej sympatyczną miną.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego nieśmiało i skierowała wzrok na ostatniego z ekipy.
— Jason. — Mężczyzna podał jej rękę. — Nie zaciągnął cię jeszcze do łóżka? — wypalił, kiwając głową na Rusha, który w tym czasie prosił ochronę obiektu o otworzenie bramy.
Marg zamrugała, zszokowana tak nagłym pytaniem.
— Jeszcze nie… — bąknęła głupio. — To znaczy nie! Nie, nie zaciągnął! Między nami nic nie ma! — Odchrząknęła panicznie, płonąc na policzkach jak piwonia. — Gramy razem na PlayStation.
— Na PlayStation…? — Mike spojrzał za plecy na Rusha, a potem znowu na nią. — Naprawdę…?
Jason też jakoś nie odebrał tego jako kłamstwo. Było zbyt nietypowe i wydukane jakby bardzo impulsywnie.
— Tak, w ogóle jestem pokojówką w hotelu, w którym Rush mieszka. I czasem, no… jak mam trochę wolnego, to gramy. — Uśmiechnęła się do Mike’a nieśmiało. Była naprawdę ładna.
Kate spojrzała na nią podejrzliwie, kiedy tak się uśmiechała do managera studia. Ma większe cycki, zauważyła ponownie z grymasem. Charlie za to popatrzył na Marg znacznie przyjaźniej, uradowany faktem, że nie stanowiła dla niego zagrożenia i konkurencji.
Rush w tym czasie wrócił do nich z tym nieschodzącym z ust firmowym uśmiechem.
— Chodźcie!
Skinął na grupę, a wszyscy ruszyli za nim niemal na sam koniec pomostu do dużej łodzi. Miała wyciągnięty dziób, eleganckie zdobienia i pozłacany napis na boku. „Endless Summer”. Chwytliwe, pomyślał Mike.
— Wow, jest super! — Charlie spojrzał na łódź z nieskrywanym podziwem. Była jedną z większych jachtów w porcie.
Zachwycona Kate pisnęła i od razu pomyślała o drinkach na morzu.
— O jaaa, będzie barek w środku? — zwróciła się przez ramię do Rusha.
— No, a jak myślisz, Katy? — Mężczyzna zaśmiał się, obejmując ją w pasie po przyjacielsku i wchodząc z nią na pokład. — Wszystko do waszej dyspozycji — zwrócił się też do reszty.
Jasona ta informacja trochę podbudowała. Darmowy alkohol zawsze był dobry, więc zaczynał faktycznie widzieć plusy w takim spędzeniu wolnych dni.
Marg szła na samym końcu, popatrując po nich i czując się nieco nie na miejscu. Ci cali „znajomi Charliego” wydawali się dobrze znać, Rush też był jak zwykle otwarty i towarzyski, a ona nigdy nie emanowała odwagą.
Podążała za nimi, aż nagle Mike to zauważył i wyciągnął do niej rękę z uśmiechem, kiedy wchodzili na łódź. Spojrzała na niego, odpowiedziała na uśmiech i weszła za nim.
Jacht był imponujący. Miał trzy poziomy. Wszystkie wyłożone jasnym, zadbanym drewnem i zagospodarowane ciemnymi meblami z białą tapicerką. Było bardzo elegancko i przestronnie. Na górnym pokładzie znajdował się łuk foteli osadzony wokół małego jacuzzi. Pod osłoniętą od słońca częścią stały miękkie, płaskie kanapy. Na pokładzie niżej widać było długi stół jadalny, oddzielony szklanymi drzwiami, za którymi w głębi statku znajdowała się obszerna kuchnia. Najniższy pokład był najluźniejszy. Jak pokrótce wytłumaczył Rush, na nim znajdowały się salon, pokój gier i sypialnie. Wszystko to zachowane w dobrym stylu, a każdy pokład był połączony schodami po obu stronach jachtu.
Przyglądali się temu z prawdziwym podziwem. Poza Jasonem, który palił swojego papierosa z zupełnie zlewczym spojrzeniem. Nigdy nie ciągnęło go do takich luksusów, co nie znaczyło, że nie miał zamiaru z nich skorzystać.
— Na jak długo wynająłeś ten jacht? — rzucił Charlie do Rusha, głaszcząc dłonią białe obicie kanapy na pokładzie. Wydawało się nowiutkie.
— Na dwa dni. Pomyślałem, że trzy to przesada, bo samemu tu przecież nie będę siedzieć.
— Nie no, na weekend to spoko. — Charlie uśmiechnął się i poszedł dalej zwiedzać jacht.
Kate zniknęła w kuchni, by poszperać po półkach. Po chwili usłyszeli jej pisk, kiedy odkryła barek. Jason, wiedziony dobrym przeczuciem, dołączył do niej. Mike tylko pokręcił głową, jakby miał do czynienia z niesfornymi dzieciakami i ruszył za Charliem. Jakoś nie miał na razie ochoty na alkohol. Marg za to poczłapała za Rushem, kiedy ten poszedł na mostek, żeby wypłynąć z portu.
Kiedy znaleźli się na pełnym morzu, Anglik mógł wreszcie zejść z mostku i dołączyć z Marg do ekipy z Fire Dragon… która jak zwykle dobrze bawiła się w swoim towarzystwie. Kate z Jasonem powykładali butelki na stolik w oszklonym pomieszczeniu na środkowym pokładzie oraz zwalili się na białe kanapy. Dziewczyna próbowała zrobić jakiegoś wyszukanego drinka Mike’owi, który jednak z uśmiechem odmówił i siedział nadal obok przypatrującego się temu wszystkiemu Charliego.
— Widzę, że dobrze się bawicie! — Rush zaśmiał się na ich widok.
Marg nie pasowała do tej łodzi tak jak on, a już na pewno nie brakiem pewności siebie. Rush, jakby w ogóle tego nie zauważając, pociągnął ją za talię w stronę kanapy, na której siedział Charlie. Usadowił się blisko niego.
— Staramy się. Katy szczególnie — odpowiedział z uśmiechem tatuażysta, a dziewczyna wyszczerzyła się do niego i wcisnęła mu w rękę swojego eksperymentalnego drinka, każąc wypić za Mike’a, skoro ten pogardził.
— Masz odpowiednie zaplecze, blondi, więc jest dla ciebie szansa — dodał Jason.
Marg w tym czasie popatrzyła na Rusha niemal błagalnie. Temat do rozmowy, temat do rozmowy? Potrzebowała go.
— A właśnie. — Rush niespodziewanie podniósł się i zdjął przez głowę, i tak już dość mocno rozpiętą, koszulę. — Jesteśmy na morzu. Panie, chyba wzięłyście kostiumy? — Wyszczerzył się do obu dziewczyn.
— Jaaasne, o tym też pomyślałam! — Kate sięgnęła na plecy dłońmi, by rozwiązać sukienkę. Męczyła się chwilę, dopóki Jason nie pociągnął jej do siebie za talię i chwycił zębami sznureczek, następnie odwiązując go z chrapliwym śmiechem.
Kate też się zaśmiała i zrzuciła sukienkę, pod którą miała czarno-białe bikini w paski. Usiadła obok Mike’a, kładąc ręce na kanapie i eksponując biust.
Marg też zdjęła swoją białą, lekką sukienkę, pod którą miała równie biały dwuczęściowy kostium. Rush aż zamrugał, a Jason gwizdnął.
— Ej, blondi. W tym waszym hotelu zatrudniają modeli jako obsługę hotelową? — wypalił.
Kate nagle poczuła ukłucie zazdrości. Na nią nikt nie zwrócił takiej uwagi. Zrobiło się jej nieco przykro, szczególnie że wybrała swój najładniejszy strój, a i tak nikt tego nie spostrzegł.
Marg za to zaśmiała się z zakłopotaniem, siadając z powrotem obok Rusha, a lekki rumieniec pokrył jej policzki. Tymczasem Charlie zapatrzył się na klatkę piersiową Rusha i rzucił bezmyślnie:
— Ja bym powiedział, że goście też są jak modele.
Rush uśmiechnął się do niego momentalnie.
— A ty się nie rozbierzesz? — zamruczał.
Jason przewrócił oczami i skinął na Mike’a, żeby poszedł z nim przebrać się w kąpielówki. Obaj mieli długie spodnie.
Manager studia klepnął siedzącą obok Kate w kolano i wstał, by pójść za Jasonem. Charlie w tym czasie zawahał się chwilę, po czym zdjął przez głowę koszulkę, ukazując swój tatuaż… w tym ten niedokończony na klacie.
— O jaaa, jaki tatuaż! — wypaliła Marg, pochylając się przez kolana Rusha i wyciągając dłoń torsu Charliego.
Korzystając z tej okazji, Kate szybko zerknęła na jej biust, gdy ta się pochyliła. Zrobiła naburmuszoną minę, zakładając ręce na piersi.
Tymczasem Jason i Mike wyszli poza oszklone drzwi w stronę półkola z białych kanap, na które rzucili torby. Chłopak zaczął szperać w swojej i wyciągnął z niej granatowe kąpielówki w białe kwiatki. Jason niespiesznie rozpiął swoją torbę, wyjął z niej ręcznik i czarne kąpielówki. Zsunął buty i spojrzał na przebierającego się Mike’a wyczekująco, poprawiając sobie temblak ze złamaną ręką. Ten skierował na niego spojrzenie, unosząc brwi i rozpinając swoje jeansy.
— Co jest?
Jason pomachał palcami ręki w gipsie, a Mike skwaśniał.
— Masz drugą.
— Nie chcę, żeby mi się gacie zsunęły z mojego chudego dupska — mruknął mężczyzna, rozbawiony miną kumpla i szefa w jednym.
— Koszulę ci pomogę zdjąć — stwierdził nieprzekonany Mike, kiedy wreszcie sam przebrał się w kąpielówki. Podszedł do tatuażysty i z kamienną miną zaczął mu rozpinać guziki. — O spodniach zapomnij.
— No weź, koszulę mogę sam sobie zdjąć. Spodenki są wyzwaniem. Chyba że chcesz pooglądać? — Jason westchnął, rozpinając w międzyczasie pasek od spodni.
— Mogę się w tym czasie odwrócić — prychnął Mike, rozpinając mu ostatni guzik. Zdjął mu temblak, żeby zsunąć koszulę z ramion.
— Mmm… Zapraszająco — zamruczał mężczyzna i szturchnął go w ramię. — To się odwróć. Zabawa z jedną ręką, a ściąganie spodni jedną ręką to dwie różne sprawy.
Mike pokręcił głową i odwrócił się do niego plecami. Zaczął składać jeansy. Właściwie nie wiedział, dlaczego był taki zawstydzony nagością drugiego mężczyzny, bo przecież wiele razy widział męskie członki w toaletach. A i w szkole czy na basenie człowiek brał prysznic w zbiorowej łazience. Była to chyba kwestia tego, że Jason był gejem i swego czasu zwyczajnie się do niego dobierał.
— Jeszcze jakiś czas będziesz tak musiał — mruknął, pakując spodnie do torby.
— Wiem… Cholerstwo — stwierdził kwaśno Jason, szamocząc się ze swoimi wąskimi spodniami. W końcu zrezygnował, zsunął je szybko razem z bielizną, po czym założył ją samą. W zaciszu domu nie było takich problemów.
Mike zapiął torbę i odwrócił się do niego.
— Gotowy? — spytał w momencie, kiedy Jason nasunął kąpielówki na tyłek.
— Taaa… Chodź, bo jeszcze Charlie pomyśli, że cię tu gwałcę — mruknął, rzucając swoje rzeczy obok torby i na bosaka idąc na taras, na którym została reszta.
Mike prychnął, podążając za nim. Przyjemnie się zaskoczył, widząc, że Charlie nawet nie wypatrywał jego powrotu z tym czujnym spojrzeniem jak zwykle, kiedy Jason gdzieś go wyciągał. Był zajęty rozmową z Rushem na temat alkoholów, trzymając w ręce jakiś drogi trunek i czytając etykietę na butelce. Marg w tym czasie udało się wreszcie nawiązać jakąś rozmowę z Kate. I byłoby cudownie, jednak kiedy Mike z Jasonem weszli do środka, wzrok Charliego automatycznie i dosyć ostentacyjnie prześliznął się po ciele tego pierwszego. Rush udał, że tego nie zauważył, a Marg, że nie zauważyła, że Rush zauważył. Ogólnie Jason miał ochotę roześmiać się z tego swoim ochrypniętym głosem. Paranoja. Jak ktoś tu do jutra rana nie pójdzie się z kimś pieprzyć, to będzie cud, pomyślał i usiadł, a raczej rozłożył się wygodnie obok Kate, kładąc jej głowę na udzie. Zszokowana Marg zagapiła się na to i zwróciła się do drugiej dziewczyny.
— Eee…. ty? — bąknęła, nie wiedząc, jak to wyrazić.
— Hm? Co? — Kate niewinnie zamrugała rzęsami, z rozbawieniem drapiąc Jasona po jego czarnym irokezie.
— No… — Marg pochyliła się bliżej niej, żeby Jason nie słuchał. — No, wy coś ze sobą? — spytała. Była taka niewinna.
Kate roześmiała się głośniej i pochyliła do Jasona, by pocałować go w policzek.
— My coś ze sobą, kochanie? — zaświergotała figlarnie do mężczyzny, ale zanim Marg zdążyła jakoś zareagować, Mike prychnął, kręcąc głową i usiadł obok niej.
— Wydurniają się. Nie zwracaj na to uwagi. — Uśmiechnął się do niej i sięgnął po jakąś butelkę. — Może się napijesz?
— Nie… znaczy tak, tylko… — Marg znów zerknęła na Kate i Jasona. — Jak to wydurniają? Przecież… — urwała, kiedy Jason spojrzał na nią, pociągnął koleżankę z pracy bliżej swojej twarzy i pocałował ją w pierś. Marg aż się zarumieniła.
Mike za to tylko pokręcił głową i nalał do szklanek koniaku. Następnie wcisnął jedną zszokowanej dziewczynie w dłoń.
— Naprawdę się wydurniają. Jason… nie gustuje w takich jak Katy — dodał, a ta zamruczała, przytulając Jasona i patrząc na Mike’a z udawanym wyrzutem.
— Jak to nie gustuje? — jęknęła teatralnie, zwracając się do chłopaka. — Myślisz, że jesteś ładniejszyyy ode mnie?! — rzuciła, udając wściekłą, ale ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
Jason za to już chrypiał z rozbawieniem na jej kolanach.
— Właśnie, Mike. Myślisz, że masz słodszą dupcię niż Katy?
Marg o mało nie upuściła szklanki. Spojrzała pytająco na Rusha, ale ten nawet nie zwrócił na nią uwagi, robiąc maślane oczy do Charliego. Mike się skrzywił.
— Gdyby nie to, że kaleki się nie bije, to dostałbyś w łeb, Jason — burknął i napił się swojego koniaku.
Marg wpatrzyła się w Mike’a, jakby miała nadzieję, że chociaż on był tu normalny. Nie przeszkadzało jej to wszystko, ale czuła się jak wrzucona na głęboką wodę, musząc obcować z ludźmi, którzy dobrze się znali, a ona była tylko szarą myszką.
— Oj, nie fochaj się, szefuńciu — mruknął Jason już poważniej. Po tym zwrócił się do Marg: — Nie przejmuj się nami, śliczna. Katy lubi, jak jej cycuszki macam, ale dla mnie to średnia przyjemność, bo jestem gejem — wyjaśnił, a Kate nabrała powietrza w usta.
— Eeej! Moje cycki są zajebiste! — Trzepnęła go w chudy brzuch otwartą dłonią, a Jason aż stęknął.
Charlie śmiał się głośno, obserwując całą scenę. Mike też się uśmiechał, a Marg patrzyła na to wszystko z lekko zszokowaną miną. Aż wreszcie wypiła prawie na raz połowę swojego koniaku i szepnęła Rushowi do ucha:
— Oni wszyscy tu… to geje?
Rush uśmiechnął się z dobrotliwym, lecz filmowym uśmiechem.
— Nie. Mike jest hetero — wyjaśnił i wrócił do komplementowania Charliego.
Dziewczyna od razu spojrzała na Mike’a z wyraźną ulgą, a ten uśmiechnął się i stuknął w jej szklankę swoją.
— Mogę włączyć jakąś muzykę? — spytał nagle Charlie, wstając z kanapy, kiedy zauważył wieżę stereo w rogu pomieszczenia.
— Tak, jasne — odparł Rush, samemu też wstając, żeby zrobić jakieś drinki. Kurcze, przydałby się kelner. Nie miał jednak ochoty zawracać sobie nim później głowy.
Kate w tym czasie wstała, łapiąc Jasona za rękę. Wyciągnęła go na stronę. Musiała z nim pogadać. Poprowadziła go więc na zewnątrz, aż wreszcie stanęli przy burcie. Tutaj byli sami. Nikt niepożądany nie mógł usłyszeć ich rozmowy.
— Jason, ty zrozumiesz… — zaczęła, przygryzając dolną wargę.
Mężczyzna spojrzał najpierw na nią, po czym zagapił się w morze. Na horyzoncie było widać zarys biurowców w Miami Beach.
— Co?
— Bo wiesz, Marg się czuje tu trochę nieswojo… — zaczęła Kate, opierając się łokciami o burtę i wypinając lekko tyłeczek. — Może byś ją tak zajął, potańczył z nią, czy coś? — rzuciła niewinnie, a Jason spojrzał na nią jak na wariatkę.
— Masz mnie za idiotę?
Kate jęknęła i wywróciła oczami.
— No… No, bo chodzi o to, że… Bo Mike się gapi na jej cycki! — bąknęła, zarówno zmieszana, jak i zła. — Jakbyś ją zajął, to ja bym mogła…
— Co byś mogła? Dobrać mu się do tyłka? — prychnął. — Mała, to moja kwestia. — Zawsze bawiły go walki kobiet o faceta.
Kate wyglądała na dogłębnie urażoną.
— W tej kwestii myślę, że to ja mam przewagę — zauważyła. — Nawet jak teraz jest zapatrzony na cycki Marg i mnie nie zauważa.
Jason niemal warknął pod nosem. Odwrócił się do niej, prostując się i górując nad nią.
— To jak masz taką przewagę, to coś zrób, a nie mi jęczysz nad uchem — mruknął ochrypniętym głosem. Co za podejście, cholera.
Dziewczyna nie przejęła się, że musiała zadzierać głowę, by spojrzeć mu w oczy. Założyła butnie ręce na piersi.
— Noż, Jasooon! Proszę cię tylko o zajęcie rozmową tę dziewczynę. Zazdrosny o Mike’a, że mi utrudniasz? — parsknęła jak kotka.
— Nie jestem o niego zazdrosny, w przeciwieństwie do ciebie. Odpuściłem już sobie, ty może też powinnaś, jak tak żałośnie ci idzie — mruknął, targając ją po włosach.
Kate spojrzała na niego z absolutnym wyrzutem i odtrąciła jego rękę.
— No, dzięki wielkie, Jason. Wiedziałam, że można na ciebie liczyć — prychnęła i nawet na niego nie patrząc, skierowała się z powrotem do szklanych drzwi.
Za nimi Mike siedział tuż przy Marg, z ręką na oparciu za jej głową, prowadząc z nią jakąś luźną rozmowę. Świetnie, pomyślała Kate i usiadła po jego drugiej stronie, a Jason tylko się roześmiał, widząc ten uroczy obrazek. Usadowił się obok Marg i stuknął się z nią drinkiem.
— Marg? Dobrze pamiętam twoje imię, piękna? — zagadnął dla zgrywy, kiedy dziewczyna na moment urwała rozmowę z chłopakiem.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się nieco nerwowo.
— Tak, Marg.
— Piękna Marg… — Chwycił ją za dłoń i pocałował w wierzch tylko z lekkim, drwiącym uśmieszkiem. Mike zmierzył go wzrokiem. — Ładny, co? — kontynuował Jason, puszczając jej dłoń i kiwnąwszy głową, wskazał na managera.
Dziewczyna spojrzała na Jasona w lekkim szoku. Zaczerwieniła się, czując chłopaka obok drugiego ramienia.
— Yyy… — Nie wiedziała, co odpowiedzieć.
— No, nie wstydź się — podjudzał ją Jason, a Mike przewrócił oczami. Nie chciał mu jednak przerywać. Sam chciał znać odpowiedź na to pytanie.
— Ale tak nie można. — Marg roześmiała się, starając się wybrnąć żartem. — No, przystojniak z niego, przecież widać.
Jason zaśmiał się uprzejmie, a Kate zacisnęła piąstki.
— Wiem, ale blondas też jest przystojny, a za grzyba mi się nie podoba. — Tatuażysta nie odpuszczał.
— A Mike ci się podoba? — Marg usiadła luźniej, usiłując jakoś pokierować tą rozmową na korzystniejsze dla siebie tory.
— Mmm… Oczywiście — zamruczał, a Mike nieświadomie się zapłonił. Niby wiedział, że tak było, ale Jason nie musiał o tym przypominać przed nowo poznaną dziewczyną, tym bardziej tak ładną.
— Och… — Nieco zmieszana Marg obejrzała się na Mike’a. Jednak widząc, że chłopak też był w podobnym stanie, uśmiechnęła się do niego uroczo.
Kate aż przewróciła oczami, zakładając ręce na piersi, a Jason zachrypiał śmiechem, zadowolony z życia. Marg niestety dostrzegła minę drugiej dziewczyny i trochę się zawstydziła. Chyba nie przypadła jej do gustu, a szkoda, bo Kate wydawała się bardzo miła.
— A wy długo się znacie? — spytała, patrząc po całej ekipie i chcąc jakoś zacząć rozmowę.
Jason rozparł się wygodnie na kanapie. Wiatr od morza był naprawdę przyjemny.
— Z młodym — wskazał brodą na Charliego — dłużej, bo razem kiedyś pracowaliśmy, a reszta to około trzy miesiące, co Mike?
— Mhm, mniej więcej — przyznał chłopak. — Ale do Jasona długo trzeba się przyzwyczajać.
— A to niby czemu, słoneczko?
Rozeźlony Charlie nieświadomie zaburczał i zmierzył Jasona mściwym spojrzeniem. Mike za to wywrócił oczami.
— Widzisz, Marg, istna parodia z nimi. — Pokręcił głową.
Dziewczyna nieśmiało się uśmiechnęła.
— Umm… Chyba rozumiem.
Kate w tym czasie postanowiła podręczyć Charliego, żeby gdzieś ulokować swoją chwilową frustrację.
— Ej, Charlie, a ty co? O Mike’u sobie nagle przypomniałeś?
— Jak nagle? — mruknął chłopak, kręcąc breloczkiem na palcu.
— Popatrz w prawo. — Dziewczyna zachichotała, a Rush jakoś niepewnie odsunął dłoń od Charliego. Nie zmieniło to jednak faktu, że był bardzo, bardzo blisko.
Charlie spojrzał na Greya, odetchnął i pokręcił głową do Kate.
— No co…? Ty nic nie sugeruj, Katy. Jesteśmy kumplami, nie, Rush? — mruknął wymownie, odsuwając się na kilka centymetrów, żeby nie było wątpliwości. Ale aż westchnął w duchu markotnie, kiedy przestał czuć ciepło nagiego ramienia mężczyzny przy swoim.
Rush kiwnął głową gorliwie.
— Jasne. Przecież z tobą, Katy, też się nadal kumpluję.
Dziewczyna nie była przekonana.
— Tak, ale do mnie się nie maślanisz — zauważyła z wymownym uśmieszkiem.
Rush zaśmiał się, maskując swoje zmieszanie.
— A chciałabyś, żebym to robił.
— Ja nie. Ale on na pewno tak. — Kate wskazała wymownie na Charliego, który wychylił się i klepnął ją w kolano.
— Katy!
Ich krótka wymiana zdań nie obeszła się bez podsłuchania z drugiej strony stolika. Jason, który przyglądał się całej scenie, zaśmiał się cicho pod nosem.
— Katy, daj się gołąbeczkom sobą nacieszyć, póki mogą.
Zirytowany tym wszystkim Charlie wstał. Nie chciał uczestniczyć w tej słownej walce o dobre imię i maskowanie prawdziwych pragnień i uczuć. Przyjechali się tu rozerwać, a nie stresować.
— Idę się przebrać w te kąpielówki — burknął, wychodząc.
Rush odprowadził go wzrokiem, po czym sam wstał.
— Ktoś w ogóle idzie popływać, póki jest piękne słońce? — zaproponował, przeciągając się.
— Mmm, ja się chętnie wybiorę. — Kate także się uniosła, odkładając szklankę z drinkiem na stolik.
Jason momentalnie zmarszczył brwi. Chwycił ją za rękę dość mocno.
— Gdzie?! Piłaś, wariatko.
Kate popatrzyła na niego wilkiem.
— No ile?! Ledwo… — Policzyła bezgłośnie. — No, tylko trochę, Jason, nie wydurniaj się.
— Nie wydurniam się. Pomoczysz sobie co najwyżej nogi — mruknął grobowym głosem, podnosząc się.
— Jesteśmy na oceanie — zajęczała, wykrzywiając usta w podkówkę. — Chcę popływać.
— Nie popływasz. Piłaś. Nie zachowuj się jak gówniara.
— No dobra, no. Poopalam się! — burknęła z wyrzutem, mierząc Jasona wzrokiem.
Tatuażysta skinął głową. Zostawiwszy Mike’a i Marg samych, zszedł z dziewczyną na najniższy pokład, gdzie z tyłu łodzi znajdowała się spora platforma z możliwością zejścia do wody. Rush już się niecierpliwił, czekając na Charliego. Ten przyszedł chwilę później w intensywnie czerwonych kąpielówkach sięgających prawie kolan.
— A gdzie nasza kochająca się parka? — zagadał.
— Jaka niby? — burknęła Kate, która patrzyła niemal tęsknie na wodę.
— Dobra, nic nie mówiłem. — Zaśmiał się. — Idziecie pływać?
— Nie…. — zasmęciła.
Jason w tym momencie przytargał leżak z małego schowka, który wskazał mu Rush. Postawił go obok dziewczyny.
— Trzymaj i nie płacz — zwrócił się do niej i od razu poszedł po drugi.
Charlie w tym czasie objął przyjacielsko Rusha za szyję i uśmiechnął się.
— Ty idziesz, prawda?
— Jasne. Czekałem tylko na ciebie. — Mężczyzna wyszczerzył zęby w czarującym uśmiechu i podprowadził Charliego do krawędzi. — Mam tylko nadzieję, że się nie zachłyśniesz. — Roześmiał się, po czym mocno popchnął chłopaka w plecy, wrzucając go do wody.
Chlusnęło, aż opryskując nogi, wyciągniętych na leżakach Jasona i Kate. Przez chwilę widać było tylko pianę i bąbelki, aż wreszcie wynurzył się Charlie, kaszląc i parskając.
— Draniu! — rzucił, unosząc się na wodzie i patrząc w górę na Rusha. Włosy przykleiły mu się do twarzy. Więcej nie wykrztusił, plując wodą.
Rush zaśmiał się donośnie. Był uroczy z tą swoją blond czupryna i roześmianą twarzą. Cieszył się jak dziecko, któremu wyszedł widowiskowy zamek w piaskownicy.
Cofnął się parę kroków, żeby zrobić rozbieg i wskoczył do wody na bombę za Charliem. Chłopak odwrócił się w wodzie, odlepiając włosy. Roześmiał się. Rush po chwili się wynurzył i zarzucił włosy do tyłu. Jego mokra klatka piersiowa przyprawiała o szybsze bicie serca.
Charlie od razu podpłynął do niego i położywszy mu dłonie na głowie, wcisnął go pod wodę z mściwym uśmiechem. Rush w ostatniej chwili złapał powietrze i będąc już pod wodą, mocno chwycił chłopaka w talii. Charlie zaśmiał się i puścił go, trochę w tej sytuacji samemu zaczynając schodzić pod wodę.
Rush wyłonił się, ale bynajmniej nie odsunął się od tatuażysty.
— Śliczny — zamruczał.
Charlie uśmiechnął się, opierając mu lekko rękę na ramieniu. Czuł jego ciało, raz po raz ocierające się o niego w wodzie.
— Tobie też ładnie w tym słońcu — mruknął cicho.
— Powiedziałbym, że tobie ładniej, ale się nie zgodzisz.
— Nie — przyznał z uśmiechem Charlie, cudem powstrzymując się, żeby nie przejechać dłonią po jego ciele pod wodą.
Rush zaśmiał się i położył na wodzie na plecach.
— Wiesz, co uwielbiam w tym mieście?
— Hm? — Charlie odpłynął kawałek, podziwiając jego ładnie umięśnione ciało.
— To… — Rush rozmarzył się.
— Dlatego mógłbyś tu zostać…?
— Mógłbym… jakbym mógł… — Westchnął, przymykając oczy.
Charlie zapatrzył się nieruchomo w taflę wody, wyraźnie smutniejąc na twarzy.
— No…
Nie miał okazji długo się smucić, bo Rush plusnął mu wodą w twarz. Chłopak sarknął, podpłynął do niego i wskoczył na leżącego wciąż na plecach Anglika. Zatopił się wraz z nim pod wodą. Rush załapał go w pasie i dłuższą chwilę kotłowali się w wodzie, aż w końcu mężczyzna odgarnął mokre kosmyki z twarzy. Wypluł wodę i zawołał do Charliego.
— Przepłyńmy się kawałek.
Chłopak skinął głową i podpłynął w jego kierunku kraulem.
— To będzie za ten basen, co mi obiecałeś — rzucił z uśmiechem.
— Jasne! — zgodził się Rush, samemu oddalając się coraz bardziej od łodzi. Naprawdę dobrze pływał, ale popisywanie się nie było jego celem.
Charlie popłynął za nim, nadrabiając trochę odległość. Woda była naprawdę ciepła i przyjemna, choć słońce nieco oślepiało, gdy wychynęło się zza chmur.
— A nie poczekasz?! — rzucił za mężczyzną. Rush rzeczywiście był niezłym pływakiem.
Ten zatrzymał się dopiero jakiś kawałek dalej.
— Poczekam. Chciałem, żeby nas nie widzieli — zdradził mu swój przebiegły plan.
Charlie zatrzymał się dwa metry przed nim i uśmiechnął kątem ust.
— Ach… A czemu mieliby nas nie widzieć?
Rush podpłynął do niego i cmoknął go w usta.
— Dlatego.
Charlie objął go z wahaniem w pasie, starając się utrzymać na powierzchni.
— Mmm… Rush… nie wyjeżdżaj… — zamruczał niespodziewanie.
— Też nie chcę.
— No, to nie wyjeżdżaj…
— Charlie… proszę. Nie utrudniaj mi. — Rush pocałował go w policzek.
— Um… ale… no… może nie musisz…
— Charlie. Proszę cię. Jak będę musiał, to nic na to nie będę mógł poradzić.
Chłopak zamilkł, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nie czuł się z tym dobrze. Chciałby spędzić z tym mężczyzną więcej takich magicznych chwil jak ta.
Rush cmoknął go jeszcze raz. Charlie za to odpowiedział na pocałunek znacznie mocniej i namiętniej, jakby chciał go tym zatrzymać.
— Naprawdę cię lubię — wyznał Rush. — Nie chcę jechać i pamiętaj o tym dobrze.
— Mhm… — mruknął Charlie, patrząc mu w oczy. — Też cię lubię, Rush.
— I przyznaję, że najpierw moje… ech, motywy nie były najszczersze względem ciebie — jęknął. — Ale teraz jest inaczej. Spróbuj mi zaufać, co?
Chłopak przełknął ślinę, odsuwając się nieznacznie.
— Już tamto zapomniałem, mówiłem ci. Jest okej.
Rush uśmiechnął się i spojrzał przez jego ramię na łódkę, Była daleko.
— To jest szansa, że kiedyś będziesz chciał… — urwał. Chyba jeszcze było za wcześnie na to pytanie.
— Chciał…?
— Nnn… nieważne…. a raczej zbyt bezczelne.
— Mm, no powiedz… — mruknął Charlie, zbliżając się do niego.
— Kochać się wieczorem?
Charlie zrobił większe oczy, po czym zaśmiał się cicho. Naraz zrobiło mu się cieplej i nie wiedział, czy bardziej w podbrzuszu, czy w sercu.
— Mmm… Bardzo chętnie. — Przygryzł wargę ze szczeniackim zakłopotaniem.
— To wracamy. — Rush cmoknął go ponownie. — Żebyś miał siły, mój najpiękniejszy.
— O to się nie martw. — Charlie zaśmiał się, płynąc z nim w stronę łodzi. Widział już dwójkę siedzącą na leżakach.
Wreszcie dopłynęli i Charlie pierwszy wszedł na łódkę. Od razu zaczął wykręcać włosy z wody. Rush wyszedł zaraz za nim. Włosy oklapnęły mu na oczy, przez co wyglądał jak przemoczony spaniel, co oczywiście Jason postanowił wyśmiać.
Charlie w tym czasie z uśmiechem obszedł leżak, na którym leżał starszy tatuażysta i nagle objął go od tyłu, wciąż cały mokry. Z włosów skapnęło jeszcze trochę wody na ramię mężczyzny.
— Nawet nóg nie zamoczysz? — Zaśmiał się.
— Zamoczyłem — stwierdził pewnie Jason, mimo że nawet o tym nie pomyślał. I tak dużym osiągnięciem było to, że się opalał. Pstryknął palcami w nos chłopaka.
— Jedyne co zamoczyłeś, to chyba usta w alkoholu, Jason — parsknął Charlie i klepnął go w ramię, odsuwając się. Sięgnął po ręcznik i zaczął się wycierać.
Rush otrzepał tylko włosy i uśmiechnął się promiennie.
— Charlie, też ci przynieść leżak?
— Mhm.
Kate smętnie patrzyła to na nich, to za siebie, zastanawiając się, o czym to Mike i Marg mogli tyle gadać… jeśli tylko gadali. Jeśli nie… Wolała nie myśleć.

8 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 26 – Endless Summer

  1. TigramIngrow pisze:

    Geeezas, Jason i Katy są w tym odcinku nie do pobicia :D
    „No wy coś ze sobą? — spytała. Była taka niewinna.
    Katy roześmiała się głośniej i pochyliła do Jasona, całując go w policzek.
    — My coś ze sobą, kochanie? — zaświergotała figlarnie do mężczyzny”, ” Jason spojrzał na nią, pociągnął Katy bliżej swojej twarzy i pocałował ją w pierś. Marg aż się zarumieniła.” Hie, hie, hie. Dobre to było :D
    ” Dobrać mu się do tyłka? — prychnął. — Mała, to moja kwestia. ” No czyż Jason nie jest uroczy? ]:->

  2. Katka pisze:

    Tigram, hehehe, takie kombinacje są zabójcze XD Ostatecznie wszyscy wiedzą i równocześnie myślą, że nikt nie wie :D

  3. TigramIngrow pisze:

    Och, uwielbiam takie akcje: „wzrok Charliego automatycznie i dosyć ostentacyjnie prześliznął się po ciele tego pierwszego. Rush udał, że tego nie zauważył, a Marg, że nie zauważyła, że Rush zauważył.” To takie udawanie, że się nie wie czegoś co się wie, bo osoba o którą chodzi, że nie wie że ktoś wie,

  4. Elis pisze:

    Maik podoba się Kate? Jason ma rywalki. Ja wiem, ze sobie już odpuścił faceta, ale nadal mam małą nadzieję, że ich małe co nieco. Lubię jak są razem i co na to poradzę. Między nimi była fajna zabawa coś za coś. Może to kiedyś powtórzycie. :)
    Charlie nadal jest zazdrosny o Mika. Niby Rush jest dla niego ważny, ale przyjaciel gdzieś tam nadal siedzi mu w głowie.
    Wszyscy razem na łodzi na cały weekend zapowiada ciekawe momenty. :)

  5. Gordon pisze:

    cool. odjechany rozdzial i wezcie wstawcie nastepny szybciej ;p bo spoko akcja, nie moge sie doczekac dalszego ciagu. oni sie serio zajebiscie dogaduja. kurwa serio sa swietni. podobaja mi sie ich relacje, sa niezle pojebane.
    ‚Znowu wokół Mike’a rozwija się trójkącik. Ja nie wiem, co on ma takiego w sobie, że wszystkim się podoba.’ tez kurwa nad tym myslalem. i widac Mike ma w sobie to cos. pytanie. w szkole tez tak wszystkie na niego lecialy?
    jeden kawalek byl wibitny. nie chce mi sie szukac ;p jeden jak Mike zaproponowal ze sie odwroci a Jason walnal cos w stylu ‚mm zapraszajaco’. mwahahaha on mu chyba nigdy tak naprawde nie oszczedzi takich odzywek. nawet jak beda kumplami. jason to takie okielznane teraz troche monstrum ]:-> lubie go
    dobra laski wrzuccie dalej szybko ;p

  6. Gazelka pisze:

    Rozdział na 5+ chyba przez to ze wszyscy byli razem i co ciekawe natłok relacji towarzyskich w tym towarzystwie jest skrajnie przytlaczający: AWSOME!
    Zdałam sobie sprawę, że nie wytrzymam Mike’a z jakąś kobietą. Bo mimo iż zaczełam dopuszczać do siebie myśł, że J/M sie jednak nie wydarzy… (lajer, lajer, pents on fajer) to Miki i jego słodka partnerka, kimkolwiek by była, wykończy mnie i Jasona zapewne też – nawet jesli sie nie przyzna.
    I nie wieże że to mowię ale nawet para krolewska mi nie przeszkadzała dziś tak bardzo.
    I K. serio dziewczyno? Powinnas wznieść sie ponad rozmiar miseczi. Ogólnie to juz nie moge się doczekać na kontynuacje i kto z kim w łozku wyladuje. Chyba że skończy sie orgią… :O

  7. Roselani pisze:

    Rozdział bardzo przyjemny, taki o wszystkich. Ukradnę teraz określenie Gazelki i powiem, że naprawdę uwielbiam, kiedy teksty są Rushocentryczne, ale te o całej bandzie mają w sobie to coś.
    Znowu wokół Mike’a rozwija się trójkącik. Ja nie wiem, co on ma takiego w sobie, że wszystkim się podoba. To jest dziwne. Choć wolałabym, żeby to Katy, nie Marg się ułożyło z Mike’m. Ona mnie trochę irytuje. Jak na razie wydaje mi się być po prostu nijaka.
    Za to Rush i Charlie są coraz bardziej uroczy. Uwielbiam to, jak sobie gruchają. Choć nie ukrywam, że liczę na jakiś przełom w ich relacjach. Na razie jest między nimi słodko, ale układ to niedobra definicja ich prawie-związku. Tak naprawdę to chyba najbardziej przełomu potrzebuje Rush, żeby trochę ogarnął swoje życie i ustawił własne priorytety. Powinien uporządkować swoje życie rodzinne, a nie ciągle się nimi stresować. Mam nadzieję, że dzięki Charliemu przynajmniej się do tego zmobilizuję.
    „Rush udał, że tego nie zauważył, a Marg, że nie zauważyła, że Rush zauważył. ” – to zdanie całkowicie mnie rozwaliło XD
    No i jeszcze marzę o Jasonie wrzuconym przez Charliego do wody. To by było takie suuuuuper!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s