Fire Dragon Tattoo Studio – 25 – Nocleg u kolegi

Rush poprawił włosy, przeglądając się w bocznym lusterku samochodu, po czym podszedł pod drzwi domu Charliego. Czuł się trochę jak dziesięciolatek. Podniecony tylko tym, że szedł nocować do kolegi.
Zadzwonił i po chwili otworzył mu Charlie. Miał czerwoną chustkę zawiązaną na głowie, a za uchem ołówek. Był ubrany w pomarańczowy bezrękawnik, z którym zlewały się płomienie na jego ramionach. Był boso, w obcisłych jeansach, opinających mu się na tyłku.
— Hej! — Uśmiechnął się na widok przystojnego blondyna.
— Cześć. — Ten odpowiedział jeszcze szerszym uśmiechem. — Mogę?
— Wchodź.
Charlie otworzył szerzej drzwi, usuwając się z przejścia. Było już dosyć późno. Gość wszedł do środka i poprawił torbę na ramieniu.
— Mhm, dzięki. Gdzie mogę to rzucić?
— Gdziekolwiek, na fotel połóż — odparł Charlie, zamykając za nim drzwi. — Chcesz coś ciepłego do picia czy z grubej rury? A, i mam chińszczyznę, może zjemy?
Rush odłożył torbę, po czym usiadł na oparciu fotela.
— A ty co będziesz pił? I chętnie zjem. Dziś nie miałem na to za dużo czasu. — Uśmiechnął się do Charliego promiennie. Cieszył się, że go widział.
— Możemy otworzyć wino — zaproponował gospodarz, zawieszając na dłużej spojrzenie na swoim przystojnym gościu, po czym poszedł do części kuchennej po jedzenie.
— O, to nawet dobrze się składa, bo przyniosłem. — Rush poszedł za chłopakiem jak wierny szczeniak. — Z okazji skończenia tatuażu.
Charlie od razu zgasł w oczach. Wydął wargi i odwrócił się do niego, trzymając pudełka z chińszczyzną.
— Nie mam skończonego — mruknął.
Rush zmarszczył brwi i wygiął usta w podkówkę. Wyglądał na naprawdę zasmuconego.
— Och… A dlaczego?
— Jason miał jakiś wypadek i ma rękę złamaną… I chyba dopiero za miesiąc skończymy — odparł niepocieszony Charlie.
— Ma złamaną rękę…? To niedobrze. — Rush westchnął, opierając się o blat kuchennego stołu. — Jak to się stało?
— Nie wiem — przyznał szczerze Charlie, stawiając jedzenie na stole. Dania umieszczone były w specyficznych, papierowych kubeczkach z chińskimi znakami na przodzie. — Nie chciał powiedzieć. Ale nie wygląda dobrze.
— To znaczy?
— Nie tylko rękę ma złamaną. Cały jest jakiś poobijany — wyjaśnił, wyciągając kieliszki z szafki.
— Aha… — odparł Rush mało inteligentnie. — Może wezmę. — Wziął od chłopaka kieliszki i sztućce.
— Mhm. Ale twojego wina chyba i tak możemy się napić, hm?
— No jasne! — Rush rzucił tatuażyście kolejny, rozbrajający uśmiech, przechodząc do salonu. — Już podaję — dodał, podchodząc do swojej torby, gdy już odłożył kieliszki.
W tym czasie Charlie usiadł przy stoliku, zauważając, że wciąż miał ołówek za uchem. Rzucił go gdzieś na szafkę i spojrzał za Rushem. Uch, równie przystojny i seksowny jak zawsze. Ciężko było wytrzymać bez lustrowania wzrokiem jego ciała.
W końcu Rush wrócił do Charliego z butelką, jak się można było domyślić, drogiego wina i postawił je przed gospodarzem. Zaśmiał się, siadając.
— Wino i chińszczyzna. Rodzice byliby ze mnie dumni.
— Wino najlepszej jakości, chińszczyzna kupiona w podrzędnym barze. — Charlie pokręcił głową z uśmiechem. — Widać różnicę.
— Oj, bez przesady z tą najlepszą jakością. Miałem znajomego, który dopiero był szalony, jeśli chodzi o wino. Tylko włoskie i z najlepszych winnic. — Rush przysunął sobie jedzenie i zaczął jeść. Był naprawdę głodny, a i może nie wyglądał, ale lubił też takie… jedzenie niższej klasy.
— To miał ciekawą pasję — skomentował Charlie, też zabierając się za posiłek. Jego na taką pasję bynajmniej nie byłoby stać, ale domyślał się, że Rush miał wielu bogatych znajomych. — W ogóle… nie jedziesz jeszcze do Anglii, co?
— Nie, jeszcze nie. A co?
— Tak pytam — mruknął, uśmiechając się do niego niepewnie. Nie chciał mówić wprost, że trochę go ta wizja przerażała. Łatwo się przywiązywał… a do Rusha bardzo się zdążył przywiązać.
— Mhm… Nie, na razie siedzę tutaj. Mamy nowego kontrahenta.
— Na długo? — spytał pozornie swobodnie.
— Jeszcze nie wiem, ale sporo z tym roboty — przyznał mężczyzna, zlizując ziarno ryżu, które przyczepiło mu się do ust, a Charlie zapatrzył się na niego głupio.
— To dobrze, że ci się nie spieszy. — Zaśmiał się, uspokojony takim obrotem sprawy.
— Jasne. Będę mógł spędzić z tobą więcej czasu. — Rush wyszczerzył się do niego białymi ząbkami i chapsnął kawałek mięsa.
— Mmm, na to liczę — odparł szczerze chłopak, też pakując do ust duży kęs chińszczyzny. Uśmiechnął się do mężczyzny szeroko z wypchanymi ryżem policzkami.
Po chwili skończyli jeść. Rush zaoferował się posprzątać, po czym wrócił do salonu i podał kieliszek wina Charliemu, siadając obok niego. W oczach chłopaka widać było tęsknotę. Siedział tu obok niego przystojny mężczyzna, z tym zniewalającym uśmiechem i pewnie pęczkiem lasek, z którymi sypiał. Dlatego siedział tu jako kumpel. Charlie nic jednak nie mógł poradzić na to, że patrzył na niego zdecydowanie nie jak na kumpla.
— To co, pijemy?
Rush zamruczał tylko na potwierdzenie, samemu też patrząc na Charliego maślanymi oczami. Chciał go dotknąć.
Chłopak przełknął dyskretnie ślinę i upił łyk wina, nie spuszczając z niego łakomego spojrzenia.
— Mm… luksusowe. — Zaśmiał się krótko, oblizując się bezwiednie.
— Słodkie… — Rush zapatrzył się na usta chłopaka, wzdychając ciężko.
— Mhm — mruknął Charlie mało przytomnym głosem, podsuwając się trochę do niego.
Czuł, że udo Rusha, które teraz stykało się z jego nogą, niemalże paliło go przez spodnie. Aż poczuł ciarki, kiedy mężczyzna zbliżył się do niego, zachęcony tym ruchem. Czuł jego oddech na policzku i odetchnął ciężko, zupełnie nieświadomie. Wpatrzył się w niego z napięciem. Wahając się chwilę, powoli wyciągnął dłoń do jego kolana.
Rush westchnął ciężko. Czuł się jak jakiś uczeń podstawówki.
— Charlie… wiesz, że jesteśmy kumplami — powiedział, mimo że wcale nie chciał tego robić.
Speszony chłopak cofnął dłoń.
— Uch… przepraszam — wykrztusił. Rzucił mu jednak tak gorące i pożądliwe spojrzenie, że nie było wątpliwości, z jakim trudem powstrzymywał się przed jakimkolwiek ruchem w jego stronę.
— Nie masz za co przepraszać. Nadal uważam, że jesteś cudowny, tylko nie chcę, żebyś zrobił coś nieświadomie — odmruknął gość, odwracając wzrok i wpatrując się w zawartość kieliszka. Było mu ciężko i sam nie wiedział, dlaczego tym razem tak się starał. Musiał przyznać nawet przed sobą, że z reguły nie zważał na uczucia swoich partnerów i szukając wśród nich tego jedynego, krzywdził wszystkich, którzy się nim nie okazywali. Teraz, w przypadku tego chłopaka, obawiał się zrobić mu krzywdę, zrazić do siebie jeszcze bardziej.
Charlie zadrżał lekko i pospiesznie dopiwszy wino, odstawił kieliszek na stolik. Co za głupia sytuacja…
— To tak… samo jakoś — rzucił płasko.
— Wiem…
— Jak tak blisko siedzisz… — mruknął cicho, patrząc na niego intensywnie, a Rush odpowiedział pełnym napięcia spojrzeniem.
— Chciałbyś mnie pocałować? — wypalił nagle.
Chłopak zapatrzył się na niego ze ściśniętym sercem. Zwilżył wargi językiem bardzo nerwowo.
— U… uhm — wykrztusił po chwili.
— Tak?
Charlie tylko wcisnął się bardziej w siedzenie ze szczenięcym wzrokiem. Nie potrafił mu zaprzeczyć. Pragnął jego ust wszędzie na swoim ciele.
Rush oblizał wargi i pochylił się nad Charliem, zawisając kilka milimetrów nad jego ustami. Chłopak westchnął, patrząc na niego z napięciem. I po chwili zamknął oczy oraz nagle przyciągnął go do siebie za szyję, całując mocno. Mężczyzna westchnął, przytulając się do chłopaka. Objął go za szyję, pogłębiając pocałunek. Jak dobrze! Jego usta były słodkie.
Charlie jęknął bezwiednie w te gorące wargi, całując je mocno. Jednym ruchem ściągnął z włosów chustkę i po chwili naparł na niego ciałem tak, że Rush oparł się o oparcie, a chłopak usiadł mu na kolanach.
Gość stęknął, obejmując byłego kochanka w talii. Pożerali się w pocałunku. Chłopak zassał jego dolną wargę, otwierając wreszcie oczy i patrząc na niego zachłannie. Przytulił się ciasno, oplatając go ramionami, a Rush nie był w stanie powstrzymać uśmiechu wypełzającego na usta.
— Są przesłodkie…
Charlie zawisł nad nim, patrząc mu w oczy z wypiekami na policzkach. Czuł się rozgrzany.
— Rush… — Westchnął.
— Mhm? — zamruczał mężczyzna, głaszcząc go po plecach.
— Czemu tak mnie kręcisz? — Charlie zaśmiał się krótko, pochylając się i chowając twarz w zgięciu jego szyi.
— Nie wiem. A czemu ty mnie?
— Uch… A mieliśmy być kumplami… — mruknął niechętnie, nie odlepiając się jednak od niego. Nie potrafił.
— Wiem. Ale tak na mnie działasz… — wydyszał Rush, wsuwając dłoń w długie włosy tatuażysty. — A nie chcę cię unikać.
— To co… z tym zrobimy? — spytał Charlie, zaczynając go całować po szyi. Kiedy już miał go tak blisko, nie mógł się powstrzymać. Za długo to robił.
— Wszystko, co tylko sobie życzysz. — Rush odchylił głowę, dając chłopakowi lepszy dostęp.
Charlie nie odpowiedział, skupiając się na jego szyi. Siedział mu okrakiem na kolanach, liżąc przeciągle jego skórę i zostawiając mokre ślady po pocałunkach. Mężczyzna siedzący pod nim poddawał się temu, mrucząc tylko i patrząc na niego lekko przymkniętymi oczami.
Chłopak westchnął, kierując dłoń w dół. Wsunął ją pod materiał koszuli Rusha. Miał cudownie zbudowany brzuch, a do tego taki ciepły. Charlie zaczął mu rozpinać koszulę, schodząc ustami na jego obojczyk.
Rush jęknął, wyprężając ciało. Nic go w tej chwili nie obchodziło. Chciał Charliego. Ten najwyraźniej postanowił nie myśleć o tym, że mieli być kumplami. I tak nie potrafiłby się opanować.
Rozpiął ubranie Greya i z westchnieniem zaczął go całować po torsie, masując jego podbrzusze. Mężczyzna poddawał się temu, obserwując go oraz głaszcząc z uczuciem po plecach i ramionach.
Charlie objął go w pasie, chwilę polegując na nim, z policzkiem przy jego piersi. Oddychał ciężko, zarumieniony z emocji i podniecenia.
— Jesteś piękny i taki ciepły. — Rush zaśmiał się, odgarniając za ucho kosmyk włosów chłopaka.
— Mmmm… A ty taki seksowny… Nie mogę się opanować…
— To tego nie rób. Charlie… — Rush dotknął dłonią jego twarzy. — Ty tu decydujesz. Rób, co chcesz.
Chłopak spojrzał na niego, przełykając ślinę z nerwów. Za każdym razem musiałby się powstrzymywać… Nie potrafił w ten sposób.
— Może powinniśmy dać się ponieść? — Ostatnią myśl wyartykułował głośno, wtulając twarz w jego włosy. Wciąż nie był pewien.
— W jakim sensie „ponieść”?
— Jak chcesz… tak czasem niezobowiązująco… — Charlie westchnął, zjeżdżając dłonią do jego paska od spodni.
Rush zamruczał, przygryzając wargę. Pomiział Charliego po karku.
— Bardzo niezobowiązująco? Taki… układ?
— Mhm… Co ty na to…? — spytał cicho gospodarz, patrząc mu w oczy i powoli rozpinając mu pasek. Jakby nie patrzeć, miał w życiu głównie układy opierające się na niezobowiązującym seksie. Z Ryanem było podobnie, potem z Jasonem. Może i z Rushem tak powinien… Co prawda nic super dobrego z nich nie wynikło, ale nie zaszkodziło spróbować.
— Hmmm… jeśli tobie to pasuje, mi także. — Rush podniósł się odrobinę i cmoknął chłopaka w usta. Skoro nie mógł liczyć na wyłączność, taki układ powinien być dobry. Przecież i tak nie potrafili się trzymać od siebie z daleka. A dla niego, zamierzającego się w końcu ożenić, ten układ był lepiej niż dobry.
— Chyba pasuje. — Charlie uśmiechnął się lekko, wsuwając mu dłoń pod bieliznę. Rzucił mu drapieżne spojrzenie.
Rush spojrzał na jego rękę niepewnie, ale i tak przyciągał Charliego za szyję do pocałunku. Długiego i namiętnego.
— Mów, jakby coś ci nie pasowało — zaznaczył jeszcze dla pewności.
— Dotykaj mnie.
— Jak tylko sobie życzysz — wymruczał Rush z brytyjskim akcentem, unosząc się na łokciach i całując szyję chłopaka. W tym samym czasie otarł się udem o jego biodro.
Charlie wyraźnie zadrżał w jego ramionach, słysząc ten upragniony akcent.
— Och… Jak mnie to kręci — wydyszał, sięgając do jego koszuli, by całkiem ją z niego zdjąć.
Rush pomógł mu w tym, uśmiechając się do niego uwodzicielsko. Naprawdę był seksowny, ale nie myślał teraz o tym, tylko o Charliem.
— Tak? Bardzo, bardzo? Co mam ci jeszcze w takim razie powiedzieć? — szepnął mu zmysłowo do ucha.
Charlie przygryzł wargę, masując go po szerokich ramionach, po czym zjechał jedną dłonią z powrotem do jego krocza.
— Powiedz, czy myślałeś o tym… gdy nie byliśmy razem.
— Mhm, tak. W łóżku, kiedy kładłem się spać — zamruczał Rush, pozwalając Charliemu częściowo przejąć kontrolę nad sytuacją. — I rano… Tęsknię za tobą najbardziej rano.
— Tak…? — Chłopak spojrzał mu w oczy ciekawie, chwytając w dłoń jego penisa i poruszając nią po nim. Zakręcił się na jego kolanach z podniecenia. Lubił jego członek. Był odpowiednio duży.
— Tak. Ślicznie wyglądasz, jak śpisz. — Anglik zaśmiał się i liznął Charliego w policzek, a ten uśmiechnął się do niego szerzej.
— To dzisiaj znowu obudzimy się razem. — Przygryzł wargę, klękając z powrotem obok niego na kanapie i powoli zsuwając się pocałunkami w dół do jego krocza.
Rush wyszczerzył się.
— Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy, Charlie.
Tatuażysta zamruczał i wreszcie znalazł się z twarzą przy jego penisie. Rush pachniał tu niesamowicie. Wysunął język i polizał jego członek po całej długości. Mmm! Niemal od razu usłyszał stłumione jęknięcie Greya i poczuł jego ciepłą dłoń głaszczącą go po karku zachęcająco, ale nie przymuszająco.
Zaczął całować czule jego członek, masując go po udach przez spodnie. Czuł, że nie musiał się spieszyć. Niemalże delektował się penisem. Czuł się bezpieczniej niż chociażby z Jasonem. Mimo że lubił zdecydowanych facetów, Rush był pewny siebie na inny sposób. I bardzo mu się to w nim podobało.
Wreszcie otworzył usta i zaczął wsuwać do gardła jego członek. Przymknął oczy. Wiedział, że nie zostanie do niczego zmuszony, popchnięty, ale ręka mężczyzny głaszcząca go po ramieniu była niemal jak wyzwanie. A do tego te jęki Rusha… Bardzo, bardzo seksowne.
Jego własny penis zaczął napierać na spodnie. Kiedy tak pochylał się nad kroczem drugiego mężczyzny, jeansy mocniej opinały się na jego wypiętym tyłku. Ssał i poruszał głową na przemian, pieszcząc go niespiesznie. Było mu dobrze, a do tego słyszał i czuł, że Rush też tak się czuł.
— Och… Charlie…
Pogłaskał go po podbrzuszu i uniósł na niego spojrzenie. Wyglądał seksownie z jego penisem głęboko w ustach, z rozpalonym, ciemnym spojrzeniem i zarumienionymi policzkami.
Rush delikatnie ujął chłopaka za twarz.
— Buzi. — Zaśmiał się, wydymając usta w dzióbek.
Charlie wypuścił z ust jego penisa i oblizał się, po czym podniósł się do niego i pocałował mocno z westchnieniem. Od razu poczuł, jak Rush odpowiedział na pieszczotę i zsunął dłonie na jego pośladki, mrucząc przy tym. Chłopak za to przysunął się do niego, chętnie poddając się dotykowi. Objął go za szyję, a mężczyzna masował umiejętnie jego plecy, podwijając mu podkoszulkę coraz wyżej. Pieścił mu pośladki, ściskając je czasami oraz gładził uda. Wszystko przy akompaniamencie namiętnych pocałunków.
Pod koszulką powoli zaczął się ukazywać niedokończony tatuaż na klatce piersiowej. Był już zagojony, a Charlie chętnie otarł się torsem o nagą pierś Rusha.
— Rush… jesteś taki podniecający…
— Tak? — wymruczał mężczyzna, skubiąc wargami szyję byłego kochanka.
— Taki gorący… przystojny… — wyliczał tatuażysta, masując jego ciało zachłannie — umięśniony… pewny siebie… i czuły — dodał ciszej.
Rush uśmiechnął się do niego i pocałował w czoło.
— A ty jesteś najlepszy — wymamrotał, wsuwając dłonie w spodnie Charliego.
Chłopak zakręcił biodrami i sięgnął do swojego bezrękawnika, następnie ściągając go jednym ruchem i rzucając gdzieś za kanapę.
— Charlie? — wyszeptał Rush, kiedy pocałował serce na klatce piersiowej chłopaka.
— Mmm?
— Chcę cię…
Charlie wypuścił powoli powietrze. Jego klatka piersiowa zaczęła unosić się szybciej.
— Mhm…
— Pragnę cię! — Rush ścisnął jego pośladki, przysuwając go jeszcze bliżej siebie.
— Rush… to jestem twój — jęknął chłopak, opierając się na nim.
Mężczyzna westchnął ciężko i przechylił Charliego do tyłu tak, że teraz on był na dole, a Rush na górze. Od razu rozpiął mu spodnie i zsunął je. Zobaczył już nieźle pobudzonego penisa.
Charlie zwilżył wargi językiem, zapraszająco rozkładając przed nim uda. Rush położył się na nim, przygniatając go swoim ciężarem do siedzenia. Chłopak od razu objął go ramionami, kierując dłoń na jego kark i drapiąc go tam. Ocierał się o niego kroczem zachłannie. Czuł na brzuchu sztywnego penisa i ciężko było mu uwierzyć, że Rush nie robił niemal nic. Że tylko go całował i delikatnie pieścił, przedłużając grę wstępną w nieskończoność. Było to bardzo przyjemne i Charlie dobrze się rozluźnił, polegując tak pod nim. Jego oddech był przyspieszony, a sztywny penis ocierał się o podbrzusze Rusha.
Ten w końcu zaczął napierać palcami na jego wejście. Chłopak odetchnął, a przez jego ciało przeszedł dreszcz.
— Masz coś w pobliżu? — wyszeptał Rush.
— W biurku — odpowiedział na wydechu Charlie, wskazując na mebel w rogu pokoju.
Mężczyzna podniósł się z kanapy i po drodze pozbywszy się reszty ubrań, dotarł do biurka. Po przeszukaniu dwóch szuflad wrócił do Charliego.
Chłopak czekał na niego w tej samej pozycji, dotykając swojego stojącego penisa. Rzucił Rushowi pożądliwe spojrzenie, a ten poprawił włosy i klęknął między jego nogami. Pochylił się nad jego kroczem i zaczynając całować mu uda, rozprowadził chłodny żel między pośladkami. Charlie patrzył na jego poczynania, oddychając płytko. Zadrżał, czując zimno na tyłku. Tak, idea pozostania kumplami poszła się kochać.
W końcu poczuł, jak palce niespiesznie zaczęły się w niego wsuwać.
— Nnn… — Westchnął, sięgając do swojego tyłka i odchylając pośladek. Przymknął oczy.
Poczuł pocałunek na swoim brzuchu, a następnie kolejny palec wsuwający się w niego. Był ciasny, ale zrelaksowany, więc Rush nie czuł oporu zaciskających się mięśni, a jedynie lekkie drżenie ciała pod sobą.
— I jak? — spytał, delikatnie napierając trzecim palcem, kiedy dwoma ruszał w chłopaku.
Charlie westchnął, ciągnąc go niżej do siebie.
— Dobrze… Delikatnie to robisz.
— To źle? — spytał zaczepnie Rush.
— Nieee, bardzo dobrze. — Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na niego wyzywająco. — Tak, że już jestem gotowy.
— Już? — W głosie Rusha niemal było czuć smutek. Wrażenie psuł tylko jego penis, który aż drżał z podniecenia.
— Ruuush… — jęknął Charlie, przyciągając go do siebie. Zamruczał mu do ucha: — Chcę go już!
— Och, Charlie. Jesteś słodki! — Rush sięgnął po prezerwatywę. Szybko ją nałożył i przysunął się do szparki chłopaka.
Ten zadrżał z napięcia i poruszył tyłkiem, zapraszająco ocierając się wejściem o czubek jego penisa. Był rozpalony.
Rush jeszcze pocałował go w usta i płynnie wsunął się w jego rozgrzane wnętrze. Charlie przyjął go bez oporów, z początku tylko lekko się zaciskając. Ogólnie jednak był zrelaksowany.
Przygryzł wargę, wyginając się pod Anglikiem i zaciskając palce na jego plecach.
— Oooch… — zajęczał mężczyzna. Pocałował tatuażystę jeszcze mocniej i intensywniej, dobijając do końca.
— Rush… Tak cię pragnąłem — wyznał Charlie, ciągnąc go do siebie mocno. — Już nie mogłem… I wreszcie… Nnn…! — jęknął trochę nieprzytomnie, nabijając się na niego.
Mężczyzna uśmiechnął się. Aż mu się cieplej zrobiło.
Zaczął się w nim ruszać. Na szczęście kanapa była szeroka i wygodna. Charlie uczepił się go mocno, pojękując całkiem głośno z każdym jego ruchem. Rush posuwał go z wyczuciem. Raz przyspieszając, raz zwalniając, przedłużając przyjemność do granic.
Charlie czuł, jakby coś ciepłego, niesamowicie przyjemnego rozlewało się po jego ciele. Ten seks był tak inny niż to, co miał dotychczas. Z Rushem w ogóle było inaczej.
Kochali się jeszcze długo, aż w końcu Rush wtulił się w jego obojczyk i doszedł. Po tym poruszał się jeszcze chwilę. Chłopak przygarnął go do siebie zachłannie, drżąc na całym ciele, a chwilę później Rush poczuł na swoim brzuchu, jak i on osiągnął spełnienie. Westchnął ciężko, wyraźnie zwalniając i uspakajając się. Pocałował Charliego z rozmaślonym wyrazem twarzy.
Chłopak wciąż leżał pod nim z rozchylonymi nogami, dysząc. Uśmiechnął się, oddając pocałunek.
— Mmm… dobrze…
— Bardzo. — Rush zaśmiał się. — Która jest?
Chłopak wykręcił się, patrząc na duży zegar w kształcie słońca, wiszący nad biurkiem.
— Po północy.
Rush uśmiechnął się do niego i pocałował w policzek.
— Wiesz, ile to robiliśmy?
— Chyba straciłem rachubę. — Gospodarz zaśmiał się, przytulając się do niego. Czuł jego miękkiego już penisa w swoim wnętrzu.
Rush westchnął i poprawił się na chłopaku, żeby aż tak go nie przygniatać. Przy okazji wysunął się z niego i zdjął prezerwatywę. Zawiązał ją i odłożył na podłogę na papierku.
— Dłuuugo, mój ty ognisty, naprawdę długo.
Charlie usunął się trochę, żeby objąć go z boku. Schował twarz w jego szyi.
— Tak, to zdecydowanie nie był „szybki numerek”.
— Może innym razem, jak będziesz miał ochotę — zamruczał Rush, głaszcząc go po głowie. Czuł się spełniony.
— Mhm. — Chłopak połasił się do tych subtelnych pieszczot. — Pójdziemy się umyć, co? — spytał leniwie, sięgając dłonią do swojej spermy na brzuchu Rusha.
— Jasne. Jestem za.
Chłopak więc zwlekł się z kanapy, z uśmiechem ciągnąc go za rękę do siebie. Rush obrócił go do siebie plecami i przylgnął do nich, opierając brodę o ramię Charliego.
— Prowadź, piękny.
Skierowali się do łazienki i po chwili wtoczyli pod prysznic. Charlie odkręcił przyjemnie ciepłą wodę, która zaczęła obmywać ich spocone, rozgrzane ciała. Byli razem w małej kabinie prysznicowej. Ocierali się o siebie i zupełnie im to nie przeszkadzało.
Tatuażysta spojrzał na gościa z wahaniem, po chwili wylewając sobie trochę żelu na dłoń i zaczynając namydlać mu brzuch. Nie wiedział, gdzie będzie granica ich układu. Porównywanie do swoich wcześniejszych partnerów nieco utrudniało sprawę.
Obserwował jego przystojną twarz i to seksowne ciało. Leniwie masował go namydlonymi dłońmi. A po jakimś czasie sam wystawił twarz pod strumień wody.
Gdy wyszli z kabiny, Charlie podał ręcznik gościowi i sam zaczął osuszać włosy.
— To jak? Chyba pójdziemy już spać, co? — zwrócił się do niego.
Rush pobieżnie się osuszył i zaczął wycierać włosy. Jego wysportowane ciało było naprawdę ładnym widokiem.
— Jasne. Tylko… że… — urwał.
— Hm?
— Ten układ. Jak chcesz, żeby to wyglądało? — spytał, zarzucając ręcznik na ramiona.
— No… poza łóżkiem kumple?
— Czyli już teraz też?
— Mhm. Tak wiesz… żeby nie zajść za daleko…
Rush zagryzł dolną wargę, myśląc chwilę i w końcu kiwnął głową.
— Dobra. To mam spać na kanapie?
— Nie, chodź do łóżka — mruknął Charlie, lekko marszcząc brwi. — Jest duże — dodał. Z Jasonem przecież spał, a też mieli tylko seks.
— Jesteś pewien?
— Jasne, chodź. — Uśmiechnął się do niego, wychodząc z łazienki. Nie umknął mu jednak rozbrajający uśmiech, jaki rzucił mu Rush zza swoich potarganych i wilgotnych włosów.
— A jest szansa na przytulania? — Zaśmiał się.
Charlie zerknął na jego klatę i uśmiechnął się.
— Hm, raczej tak… W nocy i tak bym do ciebie podpełzł — odpowiedział ze śmiechem.
— I zrobiłbyś sobie ze mnie poduszkę?
— Taa, pewnie tak by się skończyło. — Śmiał się.
— Lubisz takie poduszki?
— Takie męsko pachnące, gorące i wygodne? Mhmm…
— Och. A ja uwielbiam takie kocyki jak ty.
— To zaraz cię przykryję. — Charlie zaśmiał się, siadając na swoim miękkim łóżku i ciągnąc go do siebie. Specjalnie dzisiaj wymienił pościel, żeby ładnie pachniała. Nieważne, że była zabawnie dziecinna, w księżycowy wzorek.
Rush uklęknął przy Charliem.
— Z rozkoszą — wymruczał, biorąc chłopaka w ramiona i kładąc się z nim.
Ten od razu do niego przylgnął, obejmując w pasie i kładąc głowę na jego torsie, a długie włosy rozsypały się po jego skórze. Westchnął cicho. Jak dobrze… Rush do tego objął go w ramionach i cmoknął w czoło.
— Dobranoc, kocyku.
— Mmm, branoc — zamruczał chłopak, przymykając oczy i przytulając się policzkiem do jego ciepłej klatki piersiowej.

***

Marg poprawiła na sobie uniform pokojówki i zacisnęła mocniej gumkę na włosach. Winda zatrzymała się na ostatnim piętrze, które w całości zajmował wielki apartament. Już chciała zadzwonić, ale przypomniało jej się, jak ostatnio Rush powiedział, żeby nie bawiła się w takie formalności, bo nie zawsze chciało mu się ruszać. Nie zmieniało to jednak sprawy, bo nadal pozostawało głupie uczucie, że kiedy ona, tak jak teraz przyjdzie ze świeżą pościelą albo z śniadaniem, zastanie pana Greya w… niestosownej sytuacji.
Weszła ostrożnie, szukając wzrokiem Rusha. Postanowiła do sypialni nie wchodzić w pierwszej kolejności. Odchrząknęła głośno, wkraczając głębiej do salonu.
— Panie Grey…? — rzuciła w przestrzeń.
— Marg? Hej, tu jestem! — Usłyszała głos z pokoju, w którym kiedyś pili i gdzie, zgodnie z jej wiedzą, znajdowały się różne gry oraz tym podobne udogodnienia.
Przekroczyła próg i przystanęła, patrząc na niego z uśmiechem.
— Przyszłam zapytać, czy czegoś nie trzeba i trochę ogarnąć apartament — wyjaśniła.
Anglik odwrócił się do niej, przy okazji pochylając się na dużym pufie. Odłożył pada od Xboxa. Wspomnienia od razu uderzyły do głowy Marg.
— Nie… Nie, wszystko mam. — Wyszczerzył się do niej.
— Mhm… To ja pójdę posprzątać, hm?
— Tak. Tylko potem jeszcze zajrzyj do mnie, okej?
— A… No tak, pewnie. — Uśmiechnęła się nieśmiało i wyszła z pokoju, rzucając mu jeszcze długie spojrzenie. Kurcze, chyba grał w Assassin’s Creed. Strasznie lubiła tę grę, przeszła ją dwa razy.
Zaśmiała się pod nosem, wchodząc do sypialni i zaczynając sprzątać. Uwinęła się szybko i sprawnie. Pościeliła skołtunioną pościel, przewietrzyła sypialnię, sprzątnęła kurze i wróciła z chytrym uśmiechem, chcąc zobaczyć, jak mu szło. Chyba jej nie zauważył albo był zbyt skupiony na skakaniu postacią asasyna po dachach Damaszku, żeby się odwrócić. Niestety w pewnym momencie spadł do wody.
— Cholera! — mruknął i odwrócił się do dziewczyny. — Niby taki dobry, a nie umie pływać — prychnął z rozbawieniem.
— Cały Altaïr, pływak z niego żaden. — Marg zaśmiała się, podchodząc bliżej.
— Właśnie. Ale i tak go lubię, wyszedł im. — Mężczyzna uśmiechnął się do niej rozbrajająco. Aż bolało, że traktował ją tylko jak koleżankę.
— Słusznie. Tak seksownie walczy, mmm… — odparła ze śmiechem, z wahaniem kucając obok niego na podłodze i zastanawiając się nad tym, czy jej wolno jako pokojówce.
— I chodzi. — Śmiał się dalej. — Ale, ale… Słuchaj. Co robisz za tydzień w sobotę?
Zamrugała, patrząc na niego w zamyśleniu.
— Yy… chyba jeszcze nie mam planów — odparła ostrożnie.
— No, to super. Bo idziesz ze mną i znajomymi Charliego na jacht — poinformował ją.
— Tak…? — zapytała niepewnie, uśmiechając się lekko. Nie wiedziała, że tak ją lubił, żeby zabrać ją na rejs. — Okej, chyba mogę. Ale… kto to jest Charlie?
— Tatuażysta. — Rush zamyślił się, opierając brodę na ręce. — Taki wiesz… Niby znajomy, ale trochę lecimy na siebie — wyjaśnił. Naprawdę zachowywał się, jakby byli dwiema psiapsiółami od dobrych kilku lat.
— Aha. — Marg zaśmiała się cicho i spytała z zainteresowaniem: — A kto jeszcze będzie?
— Pewnie Katy, moja była, Mike i taki jeden Jason — mruknął mniej wyraźnie ostatnie imię.
Marg zamrugała. Charlie, jego kochanek, jak wywnioskowała. Katy, jego była… Ciekawe, czy z tymi dwoma pozostałymi też sypiał.
— Ach, fajni są?
— Tak. Katy jest naprawdę fajną dziewczyną, powinnaś ją polubić. Rozrywkowa laska. A Mike jest spoko, taki w porządku koleś. Nie miesza się niepotrzebnie. — Jasona ominął specjalnie.
— To ten… dzięki za zaproszenie. — Uśmiechnęła się ze skrępowaniem, ale i przyjemnym zaskoczeniem. — Baw się dalej Altaïrem. Ja muszę wracać do pracy.
— Dobra, jeszcze się zgadamy, co nie? Bo pojedziesz ze mną z hotelu do portu, czy już na miejscu jakoś się spotkamy?
— To może z hotelu, żebym się tam gdzieś nie zgubiła. — Zaśmiała się, wstając.
— Dobra, to do jutra!

12 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 25 – Nocleg u kolegi

  1. Katka pisze:

    Libon, faktycznie Jason się zmienił. Wszystko dzięki (względnie przez, skoro uważasz, że jest gorszy) Fire Dragon XD No tak wyszło, że dorósł i nauczył się być troszkę milszym XD No zresztą, on wredny np. był dla Mike’a, a przecież jak się do niego przywiązał – jako kumpel – to nie będzie skurwysynem. Charliemu wciąż docina, ale to inna sprawa XD A Alex… chyba też odegrał w tym swoją rolę :)
    Wzajemnie, dobrej nocki :)))

  2. Libon pisze:

    Chmyyy w zasadzie przypomniało mi się, że postać Jasona coś nie coś zmieniła się podczas historii. W połowie opowiadania, jak to ująć, no koleś zaczął wymiękać, zrobił się potulniejszy i bardziej otwarty. Buuuu! Niby była mowa na początku, że on tylko wydaje się być panem ‚mam na was olew’, a po bliższym poznaniu jest miły…. ale noooo… brak mi troszkę tej ponurej antypatii – czy jak to się zwie xD
    …a w ogóle mam teraz troszkę procentów we krwi, więc nie wiem co piszę. To znaczy wiem, że Jason się zmienił na – bądź co bądź – gorsze – w moim mniemaniu, ALE, mój mózg i świadomość w nim mieszkający, nie pomagają w precyzyjnym przekazaniu konkretnych myśli. Krótko mówiąc, nie potrafię teraz użyć odpowiednich określeń i wyrażeń xD
    Dobrej nocki ;)

  3. Shivunia pisze:

    No już niedługo i będziesz na tym co jest aktualnie ;) wiec pewnie doczekamy się „molestowania” ;)
    I oczywiście jesteśmy bardzo ciekawe twojej opinii.
    Każdy czytelnik jest miły ale i tak opinie pod notkami bardzo motywują ;)

  4. Libon pisze:

    Noooo AC rządzi xD Altair & Malik! Altair & Malik! Altair & Malik! I wybacz, że mój koment wyglądał tak a nie inaczej na temat fanfika ;/ Piszę bez wcześniejszego przemyślenia…
    Rush mnie nie zraził do dalszego czytania. Osobiście Jestem już na 62. rozdziale. Gdyby tępo mojego czytania było bardziej zadowalające, to pewnie byłybyście, szanowne Autorki, molestowane przeze mnie o kolejne notki >] a że czytam woooolnooo… ominie Nas ta przyjemność ^.^ chyba że…..

  5. Shivunia pisze:

    Libon>> fik ma to do siebie że po części przedstawia właśnie czyjaś tam wizje jakiegoś świata. No ale rozumiem. Nasza interpretacja Altiego jest różna od twojej i spoko ;) W końcu nie jesteśmy pomysłodawczyniami jego postaci ( a szkoda bo w grze by było jeszcze więcej dwuznacznych tekścików XD), ale tylko słowem obrony. Dużo to on tam aż tak nie gadał żeby doskonale zinterpretować jego charakter i przewidzieć jak zachowa się w innej sytuacji niż „skakanie po dachach”
    Tak czy inaczej AC jest S U P E R <3
    No i oczywiście dziękujemy baaaardzo za komentarz i pochwałę. Człowiek aż rośnie w duchu jak „słyszy” takie słowa. Rush… no jego się albo lubi albo nie znosi. Stery albo niestety ma jedną z główniejszych ról, a przynajmniej na razie ;) Liczę ze cie to jednak nie zrazi do dalszej lektury ;)
    Jason <3 taaa nasze smoczysko. Bardzo nas cieszy ze przypadł do gustu ;* No i Katy ;]
    A rysunki dziar… czasami naprawdę zazdroszczę naszym postacią talentu plastycznego XD

  6. Libon pisze:

    Jak już komentuję, to o FDTS też coś napiszę.
    Jason mnie kręci. Żałuję, że nie znam kogoś takiego w realu. No może znam, ale albo ma charakter Jasona, albo wygląd. Główny wątek SUPER! Poboczne też. Cóż, i tak najbardziej lubię czytać tam, gdzie punk. Na drugim miejscu Katy :] Kiedy widzę słowo „Rush”, moje myśli przybierają wyraz: Znowu on… No bo ubóstwiam Jasona!!!
    Całość doprawdy genialnie napisana. Jeśli wreszcie wpadniecie na pomysł, żeby dać to do druku, to chętnie kupię książkę. Z przyjemnością poczytam i pooglądam obrazki – bo czym jest książka bez obrazków? Naturalnie mam na myśli foty dziar.
    Ciao ;)

  7. Libon pisze:

    O kurwa, dopiero ten rozdział wstrząsnął mną jak cholera. Imię „Altair” rządzi moim sercem (i nie tylko). Ale przyznam szczerze, to opowiadanie na deviancie średnie jakieś. Jak ma być fanfik gry/mangi/itp, to niech postacie są wierne tym z oryginału. Altair w ogóle mi nie pasował w Twoim/Waszym wykonaniu Nie to zachowanie.
    Może to przez to, że mam spaczony umysł. Sry za szczerość.

  8. Gordon pisze:

    szybko im to kumplowanie sie przeszlo. i dobrze ;p tez mi sie podobalo nazwanie Rusha szczeniakiem, bo pasuje mu to. jest rownie glupi i slodki ;p kurwa co moge jeszcze powiedziec. lubie tego dupka, a mlody jest zabawnym stworzeniem. tak rozklada nozki XD cos czuje ze to moze nie byc w stylu Rusha ale zobaczylbym mlodego przywiazanego do lozka i posuwanego ;p i Rusha kiedys na dole ;p
    nice, wyrazilem swoje pragnienia i moge sie zamknac. do nastepnego rozdzialu

  9. Elis pisze:

    „Tak, idea pozostania kumplami poszła się kochać.” I bardzo dobrze. :)) Mieli za to gorącą noc. Rush jest uroczy, tylko powinien w końcu postawić się rodzince, a może mu tak dobrze. Rozdzialik gorący, czyli to co lubię. :)) Miałam nadzieje, że w weekend coś dacie i się nie zawiodłam. :))

  10. Roselani pisze:

    Kocham ten rozdział. Już od początku rozczuliły mnie kompletnie określenia jak: „Czuł się trochę jak dziesięciolatek. Podniecony tylko tym, że idzie nocować do kolegi.”, albo „poszedł za chłopakiem jak wierny szczeniak”. Taki słodki Rush! Tak, jak liczyłam szybko skończyli ze swoim zwykłym kumpelstwem, ale to nie miało szans powodzenia. Cieszę się, że teraz znowu są ze sobą bliżej. No i mam nadzieję, że jakoś im się to w przyszłości unormuje i to już nie będzie tylko układ. Choć to zależy raczej głównie od Rusha, bo Charlie pewnie nie miałby oporów przed prawdziwym związkiem z nim. Ale i tak relacje mają dużo lepsze niż na początku, kiedy Rush tylko ściemniał, więc i tak jest dobrze. Oby tylko nic im tego nie zepsuło i pozwalało się znajomości rozwijać. Bo jeśli Rush wyjedzie to będzie katastrofa. Powinien postawić się rodzince i zamieszkać tam, gdzie mu się podoba. Czyli przy Charliem oczywiście XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s