Fire Dragon Tattoo Studio – 24 – Wypadek…?

Kate wygrzebała klucze ze swojej pełnej zupełnie bezużytecznych rzeczy torebki i otworzyła drzwi swojego mieszkania. Zdziwiła się, bo były otwarte. Ach… Czyli jest jeszcze w domu, pomyślała z grymasem i weszła do środka.
— Hej, Pete! Wróciłam! — krzyknęła.
Po chwili zobaczyła wychodzącego z kuchni wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę, uśmiechającego się do niej promiennie. Pił kawę z maleńkiej filiżanki. Pokonał bardzo wąski przedpokoik o soczyście pomarańczowych ścianach, by do niej podejść. Pochylił się i pocałował ją w usta.
— Cześć, Kat. — Czuć było od niego damskie perfumy.
— No hej, hej. — Kate zmierzyła go spojrzeniem, odsuwając się. — Nie miałeś dziś wychodzić? — mruknęła. Była niepocieszona, bo facet mieszkał już u niej któryś tydzień, a do tego bezczelnie z nią flirtował, nie dając nic poza tym. To było fajne na samym początku, ale nie w momencie, kiedy ten pseudo związek powinien ruszyć naprzód, a uparcie stał w miejscu.
— Wychodzić? Nieee! — Pokręcił głową, opierając się plecami o ścianę i pijąc kawę. Patrzył na nią łakomie. Miał bardzo ładne, ciemne oczy o migdałowym kształcie i ścięte na krótko włosy. Pasowało mu to i bardziej podkreślało jego kwadratowy kształt twarzy oraz mocną szczękę. Właściwie na to dziewczyna poleciała. — Czekałem na ciebie.
Kate uniosła brwi i odparła sarkastycznie:
— Ach tak?
— Mhm — odparł z pełnym przekonaniem, patrząc jej w oczy. — Czemu się dziwisz?
— Bo nie wiem, po co miałbyś na mnie czekać. — Przeszła do niewielkiego salonu i rozwaliła się na zielonej, starej kanapie, rzucając torebkę na podłogę. Coś ją uwierało w tyłek. Sięgnęła do tyłu i wyjęła stanik, na którym siedziała. Nie jej. Skurwiel, pomyślała.
Peter poszedł za nią, odkładając niedopitą kawę na regał. Podszedł od tyłu do kanapy i pochylił się nad nią przez oparcie.
— Jak możesz tak mówić? — rzucił, całując ją w skroń.
— Bo albo coś knujesz, albo liczysz, że się zgodzę na trójkącik z tą laską, którą sprowadziłeś i która jest w mojej sypialni — zaryzykowała, zgadując.
— Nikogo tam nie ma. — Zachichotał. Dodał bezczelnym tonem, chwytając stanik i kręcąc nim: — Ale mogę zadzwonić, jak masz ochotę na zabawę.
— Nie, dzięki.
Mężczyzna wzruszył ramionami i rzucił jej stanik na kolana, przeskakując przez oparcie oraz siadając obok z odprężonym wyrazem twarzy. Dziewczyna spojrzała na niego trudnym do określenia, ale niezbyt przyjemnym spojrzeniem. Zauważył to dopiero po chwili i rozłożył ręce.
— No co? — spytał ze zdziwieniem, rozsiadając się wygodniej.
— Ja się pytam „no co?”. Co chcesz?
— Nic nie chcę — zamruczał, pochylając się do niej. Pocałował ją w ramię. — Dzisiaj wpadnie kilka osób — dodał zupełnie swobodnie, muskając jej skórę.
Kate zamrugała w szoku.
— Co…?
Peter bez skrępowania wpakował jej rękę pod bluzkę.
— Zaprosiłem trochę znajomych. Pomyślałem, że przyda ci się trochę relaksu i się zabawimy. — Rzucił jej chytre spojrzenie.
— Zabawimy? — Ledwo się powstrzymała, żeby nie warknąć. — I, kurwa, jacy znajomi?
— Moi. — Znowu tak irytująco zlewczo wzruszył ramionami, kładąc jej przy tym brodę na ramieniu i patrząc w oczy. Chyba wydawało mu się, że był przy tym uroczy. — Znasz jedną laskę, Melanie… Ta, co wtedy, wiesz… — Zaśmiał się, ale długo się nie pośmiał, bo Kate złapała go boleśnie za krocze.
— Co? Co wtedy?! — syknęła. Miała go dość i nic jej nie obchodziło, że był potwornie seksowny.
Peter pisnął zdecydowanie mało męskim głosem, łapiąc ją za nadgarstek. Zrobił się czerwony na twarzy.
— Puuuść! — stęknął.
— Czemu? Myślałam, że chciałeś się ze mną pomacać — szepnęła słodko, zbliżając twarz do jego.
On niespodziewanie chwycił ją mocno za szczękę i brutalnie odrzucił dziewczynę od siebie, następnie stając na równe nogi. Chwycił się za krocze z bolesnym grymasem.
— Odjebało ci?!
Dziewczyna szybko się poderwała.
— Chyba tobie! Nie dość, że mieszkasz tu, chuju, jak w hotelu, to jeszcze jakieś kurwy sobie bez pytania sprowadzasz! A teraz jeszcze z tą pieprzoną imprezką wyskakujesz! — wrzasnęła i bez strachu podeszła do niego, niemal stykając się z Peterem klatką piersiową.
— Dla ciebie tę imprezkę zorganizowałem! — szedł w zaparte, ignorując wcześniejszą część jej wypowiedzi.
— Dla mnie!? Bez pytania?! — warknęła, dźgając go palcem w klatkę piersiową.
— Ej, kurwa! — Chwycił ją mocno za nadgarstek, przyciągając do siebie i patrząc ze złością w oczy. — Niespodzianka miała być!
— Skurwiel! — syknęła Kate i z całej siły kopnęła Petera w krocze.
— Auuuuu! — jęknął, kuląc się i trzymając mocno za krocze. — TY SUKO!
Dziewczyna złapała go bez słowa za włosy i pociągnęła w górę.
— Wypierdalasz z mojego domu albo oberwiesz jeszcze raz! Mam cię dość! — wysyczała. Była wściekła i nie wierzyła, jak mogła tyle czasu robić z siebie taką idiotkę.
— Co?! — krzyknął. — No, Kat, kurwa, daj spokój! Co to za cyrki odstawiasz? — mruknął, kładąc jej dłoń na biodrze i muskając palcami.
Kate szarpnęła nim jeszcze raz.
— Masz piętnaście minut na zabranie swoich rzeczy! Albo ja się ich pozbędę! — zagroziła.
Peter chwilę patrzył jej w oczy ze złością, po czym wyszarpnął się i odsunął. Jego postawa całkowicie się zmieniła. Z uległej i proszącej na przepełnioną dumą i irytacją.
— Dziwka! — syknął i poszedł do sypialni.
Dziewczyna popatrzyła za nim, po czym usiadła na kanapie, zapatrując się w zegarek. Odliczała czas i myślała, czy gdyby coś się stało, zdążyłaby zadzwonić do chłopaków ze studia.
Po kilku minutach mężczyzna wyszedł z sypialni. Rzeczywiście był seksownym draniem. Wysoki, dobrze zbudowany, przystojny. Ale skurwiel.
Przewiesił torbę przez ramię. W rękach trzymał jakąś koronkową bieliznę, która na pewno nie należała do Kate.
— Jak Melanie się odezwie, to jej oddaj — powiedział z jadowitym uśmiechem, rzucając bieliznę na kolana Kate.
Dziewczyna nawet nie zareagowała, wiedząc, że spali tę cholerną bieliznę. Peter przeszedł przez pokój, patrząc na nią ze złością.
— Ostatni moment, żeby mnie przeprosić — rzucił sucho.
Nawet nie pomyślała, żeby to zrobić. Czekała, aż ten skończony drań wyjdzie z jej mieszkania i z jej życia.
Mężczyzna mierzył ją chwilę spojrzeniem, a potem wyszedł, trzaskając głośno drzwiami. Kate jeszcze chwilę siedziała w milczeniu, po czym skuliła się na kanapie i rozpłakała.

***

Charlie stał na zapleczu w studiu przy odrapanej szafce, jedną ręką zalewając sobie kawę, a drugą trzymając telefon przy uchu.
— No i tak myślimy, żeby dzisiaj już całość zrobić — mówił.
— I będziesz miał już skończony? Mmm, to kiedy mam przyjechać? — zamruczał Rush po drugiej stronie połączenia.
Ostatnio często się spotykali albo godzinami gadali przez telefon. Rush też inaczej się zachowywał. Nie wydawał się sztuczny i przesadny w słodkościach. Niektóre oczywiście go nie opuściły, ale wydawały się być jego integralną częścią. Ale… nie grał. Był sobą.
Charlie uśmiechnął się do siebie.
— Hmm… to może jutro bym ci pokazał? Bo dzisiaj pewnie późno skończymy.
— Mnie to nie przeszkadza. Byś mógł mnie najwyżej przenocować, jak się tak o mnie boisz. — Zaśmiał się mężczyzna.
— Jeśli chcesz — zamruczał tatuażysta, opierając się tyłkiem o blat i pijąc kawę.
— Och, oczywiście, że chcę… — Mężczyzna westchnął w słuchawce. Bawiło go, ile radości sprawiało mu takie niewymuszone gruchanie z Charliem.
— To załatwione! — Chłopak uśmiechnął się. Był podekscytowany zarówno skończeniem tatuażu, jak i kolejnym spotkaniem z Rushem. W tym momencie… sam nie wiedział, czym bardziej.
Ktoś, kto obserwowałby ich z boku, mógłby pomyśleć, że randkują, a przynajmniej flirtują. Ale do tej pory jeszcze ani razu nie doszło między nimi do dwuznaczności bardziej fizycznych. Pilnowali się, mimo że ciśnienie rosło.
— A ty co dzisiaj robisz w ogóle? Pracujesz? — spytał Charlie, idąc z kawą do holu.
— Tak… — Mężczyzna po drugiej stronie telefonu westchnął ciężko. — Mam umówione spotkania. Nnn…
Charlie usiadł przy kontuarze i rozmawiał z Rushem nieprzyzwoicie długo. Przerwali, kiedy do studia przyszedł umówiony klient, a Charlie musiał wrócić do pracy. Kate niby pilnowała kontuaru, ale było dość niepokojące, że Jason nie pojawił się jeszcze w pracy. Niby miał zmianę późnym popołudniem, ale zwykle był już w okolicy południa. Tłumaczył to tym, że i tak nie miał nic ciekawego do roboty w domu, a w pracy mógł przecież pracować nad wzorami.
Kiedy Charlie skończył tatuować klienta i odebrał należność, podszedł do kontuaru, schował pieniądze oraz spojrzał dziewczynie przez ramię do notesu. Mieli dzisiaj napięty grafik. Zerknął na zegarek.
— Nie ma go długo… — szepnęła do siebie Kate, ale tak, żeby chłopak mógł ją usłyszeć. Od dwóch dni miała zły humor i Charlie chyba domyślał się dlaczego.
— No… Ale jeszcze ma trochę czasu — odparł niepewnie, opierając się łokciami o kontuar i patrząc na nią uważnie.
— Nigdy się nie spóźnia.
Charlie musiał jej to przyznać. Wpatrzył się przez oszklone drzwi na zewnątrz.
— Ma klientów. Powinien być niedługo.
Przez najbliższą godzinę Jason się nie zjawił. Charlie musiał dogadać się z jego klientem i przełożyć spotkanie, z czego mężczyzna nie był zadowolony, ale najwyraźniej bardzo mu zależało, żeby to Jason zrobił jego tatuaż, więc, chcąc nie chcąc, zgodził się.
Charlie był coraz bardziej zniecierpliwiony. W końcu znowu zdecydował się zadzwonić do kumpla po fachu, więc wykręcił jego numer. Po kilku sygnałach odezwała się poczta głosowa.
— Kurwa! — warknął do siebie, odkładając telefon na stolik. — Gdzie on jest, no? Mamy klientów! — Nie wspomniał już nawet, że wieczorem miał mu zrobić tatuaż.
Kate wzruszyła ramionami i przygryzła kciuk.
— Ej, a może coś się stało?
— Ale co…? — mruknął Charlie, kręcąc breloczkiem na palcu.
— Nie mam pojęcia…
— Gdyby jeszcze odebrał…
Kate już nic nie dodała. Nie miała co. Czekali dalej, odsyłając z kwitkiem kolejnych klientów Jasona. W końcu, z ponad trzygodzinnym spóźnieniem, pojawił się ten wysoki, chudy tatuażysta. Od razu zwrócili na niego spojrzenia. Wreszcie!
Mężczyzna wszedł do salonu i bez słowa usiadł na kanapie stojącej naprzeciwko kontuaru. Nie wyglądał jednak najlepiej. Na szyi miał temblak, na którym zawieszona była jego lewa ręka. Była w gipsie. A do tego miał sporego siniaka na szczęce i rozciętą wargę.
Charlie był wstrząśnięty.
— Co ci się stało…?
— Nic. — Padła szybka odpowiedź.
— No jak, kurwa, nic?!
— No mówię, że nic! — warknął Jason, mierząc go ciężkim, chłodnym spojrzeniem.
Młodszy tatuażysta zacisnął zęby, ale ani na chwilę nie odwrócił wzroku.
— Kiedy ci to zdejmą? — spytał i powoli zaczęło do niego docierać, jakie konsekwencje będzie miał obecny stan Jasona.
— Miesiąc? — syknął, a Kate szturchnęła Charliego. Jak mógł tak do tego podchodzić? Przecież Jason nie spadł ze schodów. Coś musiało się stać.
Charlie zamrugał.
— Kurwa… — wykrztusił. — To coś ty robił? Pobiłeś się z kimś?
Jason tylko zamruczał jakieś przekleństwo pod nosem.
— No, Jason, kurwa! — Charlie wykrzywił usta. Czuł, że niczego się od niego nie dowie.
— Co, kurwa? Miałem wypadek, czego chcesz? — skłamał, nadal wkurwiony na to, co się stało.
— To zauważyłem — odparł chłopak z grymasem. Przeczesał włosy palcami. Nie wiedział, co powiedzieć. To wyglądało na raczej poważny wypadek, a do tego Jason był bardziej małomówny niż zwykle.
— To co się głupio pytasz…?
Charlie spojrzał na niego nawet z dozą współczucia, lecz nagle pomyślał o swoim tatuażu. Nic nie powiedział, ale na jego twarzy odmalował się szok. Miesiąc…! Nie umknęło to uwadze Jasona. Skrzywił się, ale też nic na ten temat nie powiedział.
Chłopak siedział chwilę w ciszy, wyraźnie markotniejąc. Jego tatuaż będzie musiał długo poczekać. Mruknął cicho:
— To chyba powinieneś w domu siedzieć. W pracy i tak nic nie zrobisz.
— Mogę rysować prawą… — stwierdził Jason, wygrzebując z kieszeni skórzanej kurtki paczkę papierosów. — W ogóle pożycz telefon. Swój zostawiłem w domu.
Charlie westchnął i podszedł do niego, by podać mu komórkę. Jason wyglądał, jakby się z kimś poważnie pobił.
Mężczyzna włożył sobie szluga do ust, po czym przyjął komórkę i wstał. Musiał zapalić i pogadać. Tymczasem Charlie usiadł na kanapie z grymasem. Kurwa, kurwa, kurwa. Spojrzał jeszcze na zamykające się za Jasonem drzwi wejściowe.
— Jak myślisz? Co się stało? — zwróciła się do niego Kate, gdy tylko rozległ się cichy trzask drzwi i mogli swobodniej porozmawiać, nie narażając się na spojrzenia złego smoka.
— Pobił się z kimś? Albo ktoś go napadł? — mruknął Charlie.
— Mhm, mnie też to nie wygląda na zwykły „wypadek”.
— Nooo… Ale i tak się nie dowiemy, znając Jasona.
— Chyba że… — zamyśliła się, patrząc na drzwi wejściowe.
Charlie zamrugał.
— Chyba że co…?
— Chyba że Mike’owi powie — szepnęła konspiracyjnie.
— No… Też tak myślę. — Chłopak uniósł brwi. — Zapytam go…

***

W dużym biurowcu, na biurku całym zawalonym różnymi papierami, dzwonił telefon komórkowy. Obok niego spoczywał ten, na który dzwoniła zwykle sekretarka, by poinformować pracującego tu osobnika o różnych sprawach lub przekierować do niego jakieś połączenie. Na swój sposób wygodnie było mieć taką asystentkę oraz oczywiście własne biuro, co Mike bardzo sobie cenił.
Teraz z poirytowaną miną oderwał się od swojej pracy i odebrał.
— No co chcesz, Charlie? — burknął pytająco.
— Hej, Mike — odezwał się głos tatuażysty. — Mamy małe kłopoty w studio… Pewnie wiesz?
— No, wiem. Rozmawiałem z nim. — Mike westchnął, okręcając się na fotelu biurowym. Teraz przed oczami miał wielkie okno z częściowo zasłoniętymi żaluzjami. O tej porze dnia słońce świeciło z tej strony, więc nie mógł pracować komfortowo, gdy grzało mu w plecy. Tym bardziej, że w pracy był z reguły ubrany w pełny garnitur.
— Uch… I mówił ci, co się stało?
Zawahał się dłuższą chwilę. Nie powinien mówić. Obiecał.
— Powiedział ci… — Usłyszał Charliego. Skubaniec za dobrze go znał.
— A nawet jeśli?
— No… nie powiesz mi?
— Prosił mnie, żebym zachował to dla siebie.
— Aha…
— No… — dodał. Nie spodziewał się po Jasonie, że będzie jego spowiednikiem, ale jakoś w głębi miło go to podbudowało. Co innego, że teraz musiał przed przyjacielem cokolwiek ukrywać. To nigdy nie było przyjemne.
— Dobra… To jak nie chciał, to nie naciskam — mruknął Charlie nieco marudnie. Dodał po chwili: — Teraz będzie niezły zapieprz w studio.
— Chyba nie chcesz powiedzieć, że sobie nie poradzisz?
— Po tym, co miałem w poprzedniej pracy? Nie sądzę, żeby było gorzej. Postaram się.
— No, a poza tym Kate będzie ci pomagać. Jason zajmie się projektami i trochę w papierach posiedzi. Nie zaszkodzi mu.
— No… Ale, Mike, jak chujowo — jęknął nagle Charlie. — Mój tatuaż musi czekać miesiąc!
Mike momentalnie poczuł, że szczeka mu opadła.
— Charlie! Przeżyjesz! Jemu rękę złamali, a ty myślisz o swoim tatuażu!
Chłopak najwyraźniej się zgasił, bo przez chwilę panowała krępująca cisza.
— No, przecież nie zacząłem od tatuażu, tylko spytałem o wypadek Jasona…
Mike podziękował w duchu, że Charlie nie podchwycił tego, co przypadkiem wypaplał. Dokonał złego doboru słów, ale na szczęście jego przyjaciel tego nie spostrzegł.
— Tak, to ci się udało — mruknął.
— No… I muszę czekać, cholera… Dzisiaj! Akurat dzisiaj, kurde, kiedy mieliśmy skończyć. Nie mógł się z kimś pobić jutro? — jęknął Charlie, a Mike zmarszczył brwi.
— Charlie! — warknął na niego karcąco.
Mógł sobie tylko wyobrazić, jak chłopak wydyma wargi i bawi się kluczami.
— No, nic nie mówię, no…
— Zachowujesz się niedorzecznie. Nie oskarżaj go, jeśli nic nie wiesz — mruknął Mike, nie wierząc, że właśnie bronił Jasona. Kiedyś zwaliłby na niego całą winę, ale zaczynał naprawdę nieźle dogadywać się z tym facetem.
— Przecież ja go nie oskarżam! No, cholera… to ty nie chcesz powiedzieć, to nic nie wiem. Nie wkurzaj się — burknął chłopak.
— Hej! Nie wkurzam się, tylko ci tłumaczę, że myślisz jak gnojek w tej chwili. Ta gadzina ma złamaną rękę, ale za miesiąc ci skończy ten tatuaż. Poczekasz. Nic ci się nie stanie.
— Wiem — mruknął Charlie niepocieszonym tonem. — A jak Rush wróci do Anglii i nie zdążę mu pokazać…? — dodał cicho.
Zszokowany Mike zamrugał. Nie wierzył w to, co usłyszał.
— Że co proszę?
— No… nic, nieważne — burknął Charlie.
Mike pokręcił głową. Nie miał teraz czasu na takie rzeczy, a ten przeraźliwie bogaty „kumpel” jego przyjaciela był ostatnią osobą, o której w tym momencie chciał myśleć.
— To wyślesz mu zdjęcie. Pa — burknął i rozłączył się.

***

Późnym wieczorem, kiedy Michael Spencer wychodził z biurowca, w kieszeni jego eleganckich, prostych spodni rozdzwonił się telefon. Stanął przy swoim pomarańczowym Mustangu z czarnym, szerokim pasem na masce i spojrzał na ekran. Odebrał od razu, bez wahania.
— No co tam?
— Kończysz? — usłyszał po drugiej stronie zachrypnięty głos Jasona.
— Właśnie wsiadam do auta. A co?
— A masz czas pogadać?
— Pogadać przez telefon, czy się spotkać? — dopytał Mike, siedząc już w samochodzie.
— Spotkać — mruknął mężczyzna, a Mike mógł usłyszeć, że nie był w domu.
— Jasne, mam wolny wieczór — powiedział po chwili zastanowienia.
— Przy czternastej na Miami Beach?
— Dobra, za godzinę? — Mike zerknął na zegarek.
— Jasne… Czekam.
Rozłączył się i odjechał spod budynku firmy. Postanowił najpierw podjechać do domu, skoro miał jeszcze trochę czasu, by zmienić te formalne ciuchy.
Kiedy godzinę później parkował przy plaży, ubrany tylko w cienką, kremową koszulę i jasne jeansy, zobaczył czekającego na niego Jasona. No tak. Gips. Siedział za małym pasem zieleni na murku odgradzającym miasto od plaży. Nie dało się go pomylić z nikim innym.
Mike przeszedł do niego na przełaj.
— Cześć — rzucił, kiedy stanął już przed nim, a mężczyzna dopiero wtedy podniósł na niego wzrok.
— No hej.
Mike przeczesał palcami swoje krótkie, brązowe włosy. Jason nie wyglądał najlepiej i aż zrobiło mu się go szkoda. Równocześnie współczucie zostało wzmocnione, gdy zdał sobie sprawę, że to do niego się zwracał z pomocą, bo nie miał nikogo bliższego.
— Chcesz pójść gdzieś usiąść? — spytał na wstępie.
Jason podniósł się i poprawił temblak.
— Możemy przejść się wzdłuż plaży.
— Jasne — przytaknął Mike i wsadził ręce w kieszenie, kiedy ruszyli w stronę piasku.
Szli tak dłuższą chwilę deptakiem równoległym do Ocean Drive. Było już ciemno, ale życie na Miami Beach nie zamierało, dlatego co chwilę widzieli spacerowiczów oraz liczne światła i reflektory z okolicznych klubów.
Mike spojrzał uważniej na Jasona i wreszcie zapytał:
— To co to byli za kolesie?
— Starzy znajomi — mruknął mężczyzna w przestrzeń, po czym dopiero zwrócił się bezpośrednio do chłopaka: — Słuchaj, Mike. To nie tak, że ci się skarżę czy coś. Ty masz łeb na karku, a ja już myślałem, że z tym koniec. Kurwa.
— Znajomi cię tak sprali? — Mike zmarszczył brwi i chyba zaczynał już coś sobie w głowie układać. — Z czym skończyć….?
Jason odetchnął ciężej. Nie było to coś, czym chciałby się chwalić, ale potrzebował rozmowy. Jak już dawno.
— Z… Ujmę to tak. — Przeczesał palcami czarnego irokeza. Mocno się garbił, ale i tak znacznie górował nad swoim szefem. — Kiedyś, gdy było krucho z kasą, to się łapało co troszkę mniej legalne roboty. No i… się im teraz przypomniało, gdy psy zaczęły węszyć.
Mike uniósł nieco brwi.
— Jason… Jak bardzo mniej legalne roboty? — spytał, ale coś mu się wydawało, że nie dostanie dokładnej odpowiedzi.
— Nic za co mogliby mnie teraz wsadzić — mruknął, nie patrząc na chłopaka. — Ale znałem trochę ludzi i upomnieli się o milczenie. — Podniósł swoją złamaną rękę z wymowną miną.
— Ale co…? Że boją się, że ich wsypiesz? — Mike spojrzał na niego niewyraźnie.
— Coś w tym stylu. I, cholera, nie rozumieją, że nie mam już z tym nic wspólnego.
— Kurwa… Nie przyjdą znowu chyba, co? — mruknął Mike, starając się przyswoić tę nową informację o Jasonie. Nie, żeby się zdziwił, bo Jason nie był typem, któremu można było zarzucić świętoszkowatość, ale… chyba wypierał z głowy myśli, że ten kiedyś mógł się babrać w czymś nielegalnym.
— Chyba nie — mruknął mężczyzna, wyjmując papierosy i podając mu paczkę po tym, jak sam wziął sobie jednego.
— Chyba? — spytał nieprzekonany Mike, wsadzając papierosa między wargi. — Wiedzą, gdzie mieszkasz? Gdzie cię w ogóle dorwali?
— Na ulicy… Ale spoko. Dupy im się paliły, to odreagowali. — Zaśmiał się gorzko. — I nie martw się o studio. Nie wiedzą, gdzie pracuję.
Mike zmierzył go spojrzeniem. I nie było mu za dobrze z myślą, że nie wiedział, co to dokładnie były za interesy… a co za tym szło, jak niebezpieczni byli ci kolesie.
— Czyli co? Spokój już z nimi?
— Mmm… Taaa. Jak ich nie wsadzą, to na pewno.
— Mhm — mruknął Mike i mocniej zaciągnął się dymem, milcząc chwilę. Wreszcie spojrzał na jego gips. — Jak w ogóle ręka? Poważne to złamanie?
— Nie… powinno się szybko zrosnąć. Ale dziwnie widzieć, jak ręka ci się zawija w złą stronę na barierce. — Jason znowu zaśmiał się nieprzyjemnie. Nadal miał ten widok przed oczami.
Mike wzdrygnął się, patrząc na niego ze współczuciem.
— O kurwa…
— No… Dobrze powiedziane. — Tatuażysta przewrócił oczami. Zgasiwszy papierosa, wyrzucił go do kosza. Na chwilę się zamyślił, po czym dodał: — Słuchaj, to nie tak, że z własnej woli się w to wpieprzyłem. — Sam nie wiedział, dlaczego się tłumaczył. Chyba dlatego, że polubił Mike’a i chciał trochę wybielić w jego oczach wrażenie, które mógł wywołać na początku ich znajomości.
— Spoko… Kiedy to właściwie było?
— Ze cztery lata temu to rzuciłem. — Jason westchnął, przypominając sobie ostatnie lata, jakie spędził w czymś na kształt gangu.
Mike pokiwał głową, dopalając papierosa.
— Mhm… to dobrze…

***

Wysoki, czarnoskóry chłopak właśnie wrzucił piłkę do kosza, a małe zgromadzenie po drugiej stronie boiska zakrzyknęło z uciechy. Ich człowiek właśnie podwyższył ich szanse na wygranie zakładu.
Poczynania chłopaka na boisku były obserwowane przez dwójkę młodych mężczyzn siedzących kawałek dalej, na ławce skrytej w cieniu drzew. Jeden z nich siedział pochylony do przodu, z jedną dłonią opartą łokciem na kolanie. Drugą szperał patykiem po ziemi pod nogami. Wyraz jego twarzy i kilka małych blizn na szczęce nie sprawiały dobrego wrażenia. Drugi z nich, oparty z tyłu o ławkę z rozleniwioną miną, popalał papierosa.
— Czarny przegra — stwierdził po chwili.
— Pff, pierdolisz… Dobry jest.
— Mówię ci. Przerżnie. Jest zbyt pewny siebie — zapewnił wyższy mężczyzna i jakby na potwierdzenie jego słów przeciwnik czarnoskórego zdobył kolejne punkty.
Siedzący obok Jasona starszy facet w czapce z daszkiem skrzywił się nieco, aż wreszcie prychnął i wrócił do dłubania patykiem w ziemi.
— No niby… Normalnie bym powiedział, że zalewasz, ale już się okazało, że jednak lepiej się na tym znasz niż ja — odpowiedział ze śmiechem.
— Ta… — mruknął Jason, gasząc papierosa. — Tay?
— Hm?
— Odbierzesz za mnie kasę?
— A gdzie się zmywasz?
— Na cmentarz.
Tay patrzył na niego chwilę w milczeniu i wyprostował się, odrzucając patyk.
— Racja… Wspominałeś. Matka?
— Ta… To już szósta rocznica, odkąd zwiała z tego świata — odmruknął Jason, wstając i zapalając kolejnego papierosa. — Tylko mnie nie orżnij z kasą, bo się popamiętamy — mruknął, schodząc na dół do wyjścia.
— Dostaniesz swoje — prychnął mężczyzna, wywracając oczami. Sam poszedł w stronę boiska, odprowadzając jeszcze Jasona długim spojrzeniem.
Jak to mówił szef, Jason był „ich człowiekiem od kosza”. Na pierwszy rzut oka niegroźny przeciwnik. Dużo palił, był blady i lekko przygarbiony, ale na boisku dawał niezły wpierdol nawet czarnuchom. Do tego genialnie sprawdzał się jako obstawa, kiedy szli po zwrot długów. Był wysoki i miał w sobie ten sposób bycia, przed którym ludzie czuli respekt. Nie narzekał na robotę, robił, co trzeba było, bez szemrania. Potrzebował kasy, która łatwo płynęła dzięki jego niewzruszonej, groźnej postawie. Zdecydowanie potrafił sobie radzić. Co było całkiem zrozumiałe, skoro za młodu musiał niemalże sam utrzymywać siebie i ćpającą matkę. Chodziła plota, że Jason, kiedy dowiedział się o jej śmierci, poszedł się upić z radości, że w końcu jej nie było. Tay jednak w to nie wierzył. Spędzał trochę czasu z Jasonem i wiedział, że ten nie był takim skurwielem, za jakiego uchodził.
Jego rozmyślanie przerwał krzyk z drugiej strony boiska, kiedy czarnoskóry chłopak przegrał mecz. Prychnął, śmiejąc się pod nosem, po czym zmierzył w stronę małej publiczności, żeby odebrać kasę Jasona. Drań, jak zwykle przewidział.
Jason w tym czasie jechał autobusem na cmentarz, kiedy zadzwonił do niego ktoś spod zastrzeżonego numeru. Odebrał bez zwłoki.
— Hmm, co?
— Robotę ci załatwiliśmy. Pobawisz się w rysowanie dla przykrywki.
— Co? Jakie, kurwa, rysowanie? — burknął, żałując, że nie mógł zapalić.
Głos w słuchawce roześmiał się, ale zaraz spoważniał i podał bardziej klarowne informacje:
— Tatuaż, Jason. Przynajmniej nauczysz się czegoś nowego. Pasuje, prawda? Cieszę się.
— Ta… Jakbym miał jakiś wybór — prychnął. Nie dopytywał się o nic więcej. Zwykle, jak dzwonił szef, to wiedział, gdzie później miał się do niego zgłosić po szczegóły. — Będę wieczorem.
— Na razie.
Jason rozłączył się i kilka przystanków dalej wysiadł. Zapalił papierosa i wszedł na teren cmentarza.

***

Studio, w którym kazali mu pracować, było niedawno założone. Tak przynajmniej zdążył wywnioskować po tych dwóch dniach, które tu spędził. Odprowadzał wzrokiem byczków niosących spore pudła w stronę zaplecza. Wolał nie myśleć, co w nich było. To nie była jego brocha. Na szczęście.
— Papierosa? — spytała kobieta, o której na razie dowiedział się tylko tyle, że z nim pracowała, że miała na imię Emma i że nauczy go, o co chodziło w tatuowaniu. Była młoda i całkiem przyjazna. I sama paliła prawie tyle co on.
Wziął od niej papierosa i zapalił.
— Długo już tu pracujesz?
— Nieee. — Pokręciła głową i zaciągnęła się z wyraźną ulgą. — Otworzyli to może z dwa miechy temu.
— I są w ogóle jacyś… klienci?
— Jasne! — odparła ochoczo i spojrzała na niego uważniej. — To nigdy się tym nie bawiłeś?
— Wiem, o co w tym całym dziaraniu chodzi, ale tylko tyle, co widziałem, jak mi robili. — Odsłonił przedstawiający pająka tatuaż na boku.
Dziewczyna pochyliła się, przyglądając się dziarze.
— Całkiem, całkiem. Spoko, to pokażę ci podstawy, gdy skończymy się truć — odparła, popalając.
Jason kiwnął głową, a dziewczyna patrzyła, jak ostatni koleś wychodził z magazynu. Skinęła na niego głową, a kiedy ten podszedł, wcisnęła mu w rękę banknot.
— Skocz i załatw jakiś spory kawał świni. Wiesz, taki ze skórą.
Emma jakiś czas później przyglądała się przez ramię Jasonowi, kiedy ten pierwszy raz używał pistoletu do tatuowania. Jeszcze nie był do niego przyzwyczajony, ale co zobaczyła od razu – miał wprawną rękę.
— No, no, no… Będą z ciebie ludzie! — Poklepała go po plecach z aprobatą. — Ale przecieraj sobie częściej skórę, żebyś widział, co robisz.
Jason kiwnął jej głową na znak zrozumienia, a już kilka tygodni później świnia ustąpiła miejsce pierwszemu klientowi. Dostał do zrobienia mały tribal. Czyli na wstępie coś łatwego. No i miał za plecami wciąż pilnującą go dziewczynę. Nawet ku jej zdziwieniu tatuaż wyszedł nad wyraz dobrze. Tak dobrze, że kilka dni później namówiła Jasona, żeby jej zrobił małą dziarę na plecach. W czasie, kiedy Jason się uczył, przez salon przewijali się i klienci, i towar, który był… bardzo szeroko pojęty.
Robotę w studiu miał dobrych kilka miesięcy. Ale kiedy salon stał się za bardzo atrakcyjny i zaczęło przychodzić więcej klientów, niż było trzeba, szef uznał, że musieli go zamknąć. Nie chciał, by psy się kręciły.

***

— No, ale mi fach został w ręku. Wkręciłem się w to i… Sam zresztą widzisz, jak jest. — Jason zakończył opowieść, zaciągając się papierosem.
— Jest bardzo dobrze. — Mike zaśmiał się, patrząc na niego z uwagą. — Coś z tego wyszło. Dobrze, że przerzuciłeś się na… normalną robotę.
— Na początku nie miałem zbytnio wyboru. Zła dzielnica, chujowy start. I wiem, co powiesz, wszystko zależy od nas i takie tam. — Jason prychnął. Było już dobrze po zachodzie słońca, ale na plaży było jeszcze sporo ludzi. Niekiedy nawet głośniejszych niż za dnia.
Mike wzruszył ramionami. Nie chciał za bardzo oceniać. Po Ryanie wiedział, że całkiem w porządku goście mogli źle skończyć. W przypadku Jasona było najwyraźniej odwrotnie.
— Miałeś ciężko. Rozumiem. Ważne, że wyszedłeś na prostą.
— Nie mamkuj co, Mike? — Jason roześmiał się. — Nie dlatego chciałem z tobą pogadać.
— Mówię serio. Doszedłeś do czegoś, tak? Jesteś zajebiście dobrym tatuażystą. — Mike rozłożył ręce wymownie. — No, ale przeszłość masz chujową, stary.
— Mogło być gorzej — skwitował Jason. Nie należał do ludzi, którzy lubili się nad sobą użalać. — Nie mam chociaż tak popapranych starych jak twoi — dorzucił z wrednym uśmiechem, a Mike wyraźnie się skrzywił.
— Rodziny się nie wybiera. Twoja matka… jak zmarła?
— Przedawkowała prochy — odparł bez emocji.
Chłopak wypuścił powoli powietrze z płuc.
— To… nieciekawie…
— Mhm…
— A ojciec…?
— Nie znałem. Pewnie po pijaku się puściła i zaszła.
— Aha. — Mike odetchnął. — Nie wiem, czy moi są w takim razie tacy najgorsi, Jason.
— Ja nie mam na tę chwilę z moimi problemu. — Mężczyzna zaśmiał się, zdając sobie sprawę, że po części oszukiwał też siebie.
Manager studia spojrzał na niego z jawnym nieprzekonaniem, ale nie skomentował.
— Mój problem zniknie w piątek, kiedy pojadą w kolejną delegację.
— Mam to rozumieć jako zaproszenie?
Mike wykrzywił usta prześmiewczo.
— Możesz wpaść na whisky ewentualnie.
Jason uśmiechnął się do niego. Nie przypuszczał, że wygadanie się aż tak poprawi mu humor.
— W takim razie jesteśmy umówieni.
— Spoko. — Mike uśmiechnął się i wskazał na jego gips. — Uważaj na Charliego. Jak go znam, dorwie cię z markerem.
— Byleby nie pisał na nim głupot, to nawet się zgodzę… A ty? Nie chcesz się podpisać? Z całuskiem? — Mężczyzna wyszczerzył się do niego podstępnie, a Mike prychnął, kręcąc głową.
— Wiem, że byś chciał, ale możesz pomarzyć. Podpiszę się. Bez całuska.
— Oj, nie daj się prosić. Chociażby tylko po to, żeby wkurzyć Charliego. — Jason szturchnął go zagipsowaną ręką w bok, zakręcając, by wrócić na parking, na którym Mike zostawił swój samochód. Wiedział, że chłopak musiał być zmęczony po robocie, a on nie zamierzał mu dodatkowo dowalać swoimi problemami.
— Właśnie dlatego tego nie zrobię. — Mike zaśmiał się, a Jason przewrócił oczami.
— Jesteś niemożliwie uroczy. Tak martwić się o kumpla, aż miło.
— O siebie się martwię. Jego spojrzenie pełne wyrzutu… wgniata.
— Skrzywdzony szczeniaczek? — zakpił Jason.
— Sam widziałeś, jak się do mnie dostawiałeś….
— Taa… — Aż się rozmarzył. — To było wybitnie zabawne.
— Tak, niezły ubaw — zironizował Mike, kręcąc głową, jakby miał do czynienia z uporczywym nastolatkiem, a nie starszym od siebie mężczyzną, który teraz tylko uśmiechnął się do niego ciepło.

13 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 24 – Wypadek…?

  1. Gazelka pisze:

    Pomijając fakt, że jestem uber zachwycona tym jak bardzo lubisz mojego fanarta to niestety prawda jest taka że to jest ledwie jeden malutki fanarcik, wszak powinnam sie jakos bardziej wykazać by tak mnie chwalić:D I sprawa się ma tak, że mam pewien plan i zważywszy na fakt, że tak się napaliłam na FDTS i M/J może zrealizuję plan ulegnie realizacji.
    Tak niemozliwe natchnienie mi przez was przyszło!

  2. Gazelka pisze:

    Love it!
    Wreszcie cos dla mnie, choć przyznam, że po nocach nie spię i spokoju nie daje mi wasze zapewnienie, że Miki/DzejDzej się nie wydarzy. Oni sa dla siebie stworzeni i juz widze jak Mike sie ugina i nagina i wygina pod wpływem białego Denisa Rodmana!
    Uch ja ich tak razem wielbię.
    A akcja z Kat, dziwne, tak ni z tego ni z owego ten facet, ale czyżby mial jakąś sekretną misje? Bo skoro sie pojawil to jest ku temu jakas przyczyna a jego postępowanie było skrajnie irracjonalne. Gópi boł czi o droga pytoł?
    A przygody ciapy i ksiecia żaby są tak totalnie nie dla mnie więc jak widzę, że rozdział nie jest Rushocentryczny to dostaje spazmów radości.
    Ah Jason i Mark! Ahhhhhhh jak wy ich nie spichcicie to ja to zrobię. Zacznę tworzyc chore fanarty. Jak zfotoshopowane zdjęcia Froda i Sama! AGR! Tam sie musi cos wydarzyć. MUSI!
    Przepraszam, bardzo ich przeżywam.

  3. Yuriko-chan pisze:

    normalnie wyczuwam tu jakis romans!! Jason upodobal sobie Mika i tyle ;PP hah ciesze sie ze w koncu o kim innym niz Rushu i Charliem,bo stezenie cukru mnie juz troche przytlaczalo ;pp ten kosz w stosunku do Jasona ma sens. Wysoki jest na pewno cale zycie wszyscy mu proponowali gre. hehee, kocham jego grozny ryjek ;P wkurzyl mnie charlie. No kurwa… pobili go a on ze musi czekac na tatuaz jeez :PP swinia mala, i egoistyczna, o. spodobalo mi sie ze Mike po str Jasona byl tym razem. Czekam az cos sie skomplikuje xDD :P

  4. Shivunia pisze:

    Cudnie że się rozpisałeś ;* Fantastycznie że widać takie rzeczy u Mike’a i Jasona. I Rush „tlumaczy sie sam przed soba” – dokładnie :D

  5. Gordon pisze:

    troche szkoda ze Jason juz nie dobiera sie do Mika ;p to bylo serio smieszne jak morda Jasona sie cieszyla kiedy macal Mika, Mike sie robil blady kiedy Jason go macal, a Charlie sie wkurwial, ze Jason zarywa jego ukochanego. ale i tak zajebiscie ze Jason dogaduje sie z Mikiem. inaczej nie sadze zebysmy sie dowiedzieli co mu sie stalo w lape ;p tak sie przynajmniej zwierzyl, tylko przejebana ma facet przeszlosc.
    wiecie laski co mi sie podoba? ze kurwa na poczatku sie dziwie: co ten facet odpierdala? jest albo debilem albo skonczonym skurwysynem. a potem sie okazuje ze faceta spaczyla troche jego mlodosc, rodzina i towarzystwo. i wydaje sie jego zachowanie w miare usprawiedliwione. jasne, moglby sie czasem przyhamowac bo bywa draniem ale po gadkach Miku widac ze sie stara. to samo do z Mikiem, troche mnie na poczatku wkurzalo ze taki zapracowany, ambitny. wkurzalo bo myslalem ze robi to na pokaz i w celu wzbogacenia sie i stania lepszym ;p a potem scena z jego starymi i moje myslenie troche uleglo zmianie ;p
    ale akurat w przypadku Rusha jest troche inaczej ;p bo jego tlumaczenie ze rodzina go przyciska i dlatego pieprzy sie z peczkiem lasek i facetow jes ttroche do dupy ;p tlumaczy sie sam przed soba chyba. co nie wplywa negatywnie na moja opinie XD uwielbiam tego dupka ;p
    chuj znowu sie rozpisalem. rozdzial lux

  6. DaughterOfWind pisze:

    Haha, wymiana zdań na końcu najlepsza XD Po prostu mnie rozwaliła. Mamy wgląd w tą ich dziwną poufałość. ;>
    Ogólnie coś niewiele się dzieje. I nie bardzo rozumiem ten epizod z Katy…
    Ale cóż – życiowo. Wszystko się toczy swoim tempem. Tylko czego mam wrażenie, że czegoś brak…?

  7. Elis pisze:

    Katy brawo. Też bym takiego faceta wywaliła na zbity pysk. :))
    Podobało mi się jak Jason opowiedział o sobie Mike’owi. Mam nadzieje, że Jason nadal będzie myślał „w ten” sposób o Mike’u. (sorry mam problem z odmienianiem imion).
    Charlie i Rush długo jako kumple nie wytrzymają.
    Rzadko komentuję, ale wszystko czytam i juz się niecierpliwię czekając na nową notkę. :))

  8. Shivunia pisze:

    Bo Jason nadal bardzo lubi Mike’a… mimo ze stara się o nim jak najmniej myśleć w „tych” kategoriach.
    A Jason jest „niezdrowy”. Nie grał już kilka lat i palił. Ale coś tam z umiejętności mu zostało. Bo kondycja już nie ta nie tak XD

  9. Roselani pisze:

    Ah i jeszcze zapomniałam dodać, że jestem jeszcze bardzo dumna z Katy przez to, jak potraktowała tego faceta. Był w tekście tylko przez chwilę, a zdążył wkurzyć mnie, jak cholera.

  10. Roselani pisze:

    Liczyłam dziś na nowy rozdział. Początek zrobił mi nadzieję na Rusha i Charliego, no ale fajnie było poznać historie Jasona. Nie sądziłam, że tak z przypadku został tatuażystą. Widać miał szczęście, że znalazł coś do czego ma talent, będąc w takiej życiowej sytuacji. I w ogóle jestem w szoku, że on się na koszu zna! W życiu bym nie skojarzyła go z koszykówką. Z żadnym sportem właściwie. Jason wydaje mi się być taki… Niezdrowy. Zupełnie niepasujący do sportu. Ale jak widać jest bardziej zaskakujący niż myślałam.
    No i śmiesznie, że tak się spowiada przed Mike’m. Z własnej woli! Widać, jak różnie traktuje Charliego i Mike’a. Charliemu nie chciał słowa powiedzieć, a Mike’owi niemal historie swojego życia opowiedział.
    W ogóle Charlie śmiesznie reaguje na tą kontuzje Jasona. Tak egoistycznie i dziecinnie. Ale tylko mnie tym rozczulił. Słodki jest ; P
    „Jego spojrzenie pełne wyrzutu… wgniata” – to mnie kompletnie rozwaliło XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s