Outsider – BONUS – W blasku księżyca

Conall otworzył cicho drzwi i wsunął się do środka. Zdejmując buty, rozmyślał o dzisiejszym dniu. Z młodymi szło mu coraz lepiej, treningi były naprawdę skuteczne i nawet alfa dziś przyszedł na jeden z nich, żeby popatrzeć. Pochwalił go… jednak to było tylko rozgrzewką przed tym, co czekało go teraz. Odetchnął i z szerokim uśmiechem na twarzy wszedł do pokoju w mieszkaniu, które już jakiś czas zajmował ze swoim kochankiem.
Od razu w jego nozdrza uderzył zapach mocno przypieczonego mięsa. Kiedy spojrzał na Liama siedzącego na fotelu przed niskim stoliczkiem, zobaczył, jak ten wgryza się łapczywie zębami w jedzenie. Blondyn uśmiechnął się do Conalla z wypchanymi policzkami i ponownie chapsnął mięso. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
— A dla mnie coś jest? – zagadnął, podchodząc i kucając obok stoliczka.
Liam przełknął i dopiero odpowiedział:
— W kuchni na stole na talerzu. – Mrugnął do niego i znowu wgryzł się jak głodne zwierzę w swoje mięcho.
Conall skinął głową i wstał. Nim wyszedł, potargał kochanka po włosach. Liam uniósł za nim sceptyczne spojrzenie.
— Jak wytrę łapy, to twoją sierść zmaltretuję, psiaku! – odkrzyknął za chłopakiem.
Ten zaśmiał się tylko od strony kuchni i po chwili wrócił do pokoju ze swoim jedzeniem i już pełnymi ustami.
— Mhm.
— Jak poszły treningi? – spytał Liam, rozwalając się wygodniej na fotelu. Czuł się tak przyjemnie rozleniwiony.
Chłopak przełknął i usiadł przy jego nogach.
— A nieźle. Nawet alfa wpadł… ale wiesz, że jeszcze nie koniec na dziś?
Blondyn spojrzał na niego lekko zblazowanym wzrokiem i oblizał kość, wrzucając ją na talerz na stoliku.
— Tak, niestety wiem – odparł. Treningi z Conallem były częste i Liam radził sobie coraz lepiej, co nie zmieniało faktu, że wolał pozostawać w ludzkiej formie i na ćwiczeniach zawsze się obawiał, że znowu coś pójdzie nie tak.
Chłopak zmarszczył brwi zatroskany, ale nic nie powiedział. Wiedział, jak Liam tego nie lubił ani nawet rozmów o swoich treningach.
— To jak zjem to pójdziemy, co?
— Mmm… a nie chcesz się najpierw trochę wylenić? – zamruczał blondyn, kiedy już wytarł dłonie o szmatkę leżącą na stoliku i zbliżył do niego głowę, by polizać płatek jego ucha.
Conall zaśmiał się pod nosem.
— Nie próbujesz się chyba wykręcić, hmm?
Liam zaburczał coś pod nosem, po czym westchnął cierpiętniczo, jakby świat mu się zwalił na głowę i usiadł już prosto.
— I tak byś mi nie odpuścił, mały.
— Nooo… nie! – Zaśmiał się i wystawił kochankowi język.
— Uparciuch – Liam uśmiechnął się kątem ust.
— Znasz mnie. – Wyszczerzył się, po czym chapsnął kolejny kawałek mięsa, który trzymał w dłoni. – A w ogóle, cfo dziś robiłef? – zamruczał z pełnymi ustami.
— Leniłem się… poszedłem do parku. – Uśmiechnął się melancholijnie. – Przegoniłem kilka natrętnych psów. I czekałem na ciebie. – Puścił mu oczko.
— Ochh. Jesteś słodki – jęknął chłopak, robiąc słodką minkę. Ta jednak szybko zniknęła, zastąpiona wrednym uśmieszkiem. – Ale i tak ci nie odpuszczę – dodał, po czym wstał, odkładając talerzyk, na którym były już tylko kości.
Uśmiech z twarzy Liama zniknął jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wstał jednak i zabrał talerze, żeby odnieść je do kuchni.
— To zbieramy się. – Westchnął po drodze.
Conall potaknął głową i także wstał.
— No, możemy jeszcze się przejść po parku wcześniej, jeśli chcesz?
— Jednak jesteś trochę łaskawy – odparł Liam, wchodząc do kuchni i zaraz potem wszedł znowu do przedpokoju, żeby ubrać buty.
Conall wystawił mu tylko język i już gotowy czekał z plecakiem z rzeczami pod drzwiami. I musiał trochę poczekać, bo Liamowi się jak zawsze nie spieszyło. Wreszcie jednak blondyn chwycił lekko pod brodę chłopaka i cmoknął w usta.
— To idziemy.
Conall uśmiechnął się na to, robiąc przy okazji maślane oczy.
— To idziemy – powtórzył i wyszedł z mieszkania.
Schowali klucz w stałym miejscu i już chwilę później szli uliczką w stronę parku. Słońce powoli znikało za horyzontem i wiał lekki, przyjemny wiatr. Do tego im bliżej byli parku i opuszczali ruchliwe ulice, robiło się ciszej. Liam aż przymknął oczy, starając się nie myśleć, że po tym spacerze będą trenować. Zupełnie odruchowo przetrzepał Conallowi jego szare włosy i uśmiechnął się do niego lekko. Chłopak zamruczał na to zadowolony. Przyzwyczaił się do takiego zachowania kochanka. Wiedział, jak ten to lubi.
— Nie znudzi ci się to chyba nigdy.
— Mm, nie. Uwielbiam twoje włosy, mój psiaku – zamruczał Liam, wpatrując się w niego tęsknie. Aż miał ochotę go przytulić. Conall był taki rozkoszny. Co z tego, że miał blizny i wiedział, że jest śmiertelnie niebezpieczny? On widział w nim tylko swojego psiaka.
— Głupek, ale i tak cię kocham – prychnął szarowłosy chłopak.
— To oczywiste – odparł Liam z przekonaniem. – Musisz być oddany swojemu panu – dodał z powagą, chociaż patrzył na niego rozbawiony.
Conall przewrócił oczami, po czym rozejrzał się po okolicy. Była pusta i tylko w oddali, dzięki swoim wyostrzonym zmysłom słyszał jakichś ludzi. Nie myśląc wiele, pchnął Liama w ramię w stronę krzaków. Ten zamrugał, wchodząc w gąszcze. Spojrzał pytająco na swojego kochanka. Nim jednak zdążył sformować pytanie, ten zamknął mu usta pocałunkiem. Liam aż westchnął przy tym i przymknął oczy, sam niemal od razu łapiąc go za kark i pogłębiając pocałunek. To było takie dziwne uczucie, kiedy czuł swoimi wargami blizny na ustach Conalla. Oblizał je i znowu go pocałował. Chłopak objął go mocno w talii. Bardzo mocno. Podniósł go przy tym niespodziewanie i ugryzł zębami wargi Liama. Ten szybko otworzył oczy i spojrzał na niego.
— Wow, Conall. Zadziorny jesteś. – Zaśmiał się krótko i nacisnął na jego ramię, żeby pozwolił mu stanąć.
Ten jednak nie posłuchał się.
— No, a co myślałeś? A i jak chcesz na ziemię to sam się trochę postaraj – prychnął i liznął go w szczękę.
Blondyn pokręcił głową i ugryzł go niespodziewanie w szyję, nie za mocno, nie za lekko, z idealnym wyczuciem i szarpnął się, żeby stanąć. Chłopak jednak miał stalowy uścisk i Liam domyślał się dlaczego. Od jakiegoś czasu Conall uczył się, jak wykorzystywać swoją wilkołaczą siłę bez zmiany postaci. Na razie może była to tylko jedna szósta jego wilczej siły, ale i tak jak na standardy człowieka było to bardzo dużo.
Liam zmarszczył się lekko i spojrzał mu w oczy.
— Conall. Puść – powiedział, co zabrzmiało trochę jak komenda.
— Marudzisz – jęknął chłopak i puścił kochanka. – Mogłeś jeszcze raz spróbować.
— Wolę sam cię zniewalać – odparł Liam i kiedy stanął na równe nogi, z zadowoleniem liznął wargi Conalla. Imponowała mu siła Conalla i nawet trochę zazdrościł mu takiej kontroli.
— Chciałbyś – prychnął rozbawiony, odsuwając głowę z zadziornym uśmieszkiem.
— Chodź tu, psiaku. – Zaśmiał się Liam, przyciągając go bardziej zdecydowanie i całując władczo. Złapał go przy tym za nadgarstek.
Robiło się coraz ciemniej, a po okolicy od czasu do czasu rozlegały się pojedyncze szczeknięcia psów w parku, czy rozmowy przechodnich. Park jednak powoli pustoszał. Conall dał się przyciągnąć. Czasami irytowało go takie podejście Liama do niego, ale z drugiej strony, było też słodkie.
— Głupi człowiek. – Zaśmiał się, przytulając.
Liam zamruczał zadowolony przy jego uchu, przytulając go. O tak. To by się mogło nie kończyć. Conall szepnął cicho:
— Czas iść.
— Mhm – odparł Liam i pocałował go w policzek, dopiero wtedy puszczając. Wsadził ręce do kieszeni i wyszedł zza krzaków, nie oglądając się. Kiedy był już na parkowej ścieżce, dopiero po chwili z krzaków wyszedł szary wilk, niosący plecak w zębach.
Liam spojrzał na niego i zabrał od niego plecak, równocześnie tarmosząc jego uszy. Wilk spojrzał na niego z ukosa, kładąc groźnie uszy po sobie.
— „Nie targaj” – jęknął.
Liam zaśmiał się, ale dał mu spokój. Zarzucił sobie plecak na ramię i trochę przyspieszyli, wychodząc z parku, by skierować się za zabudowania, na skraj lasu.
— Mówiłeś, że alfa się dzisiaj pojawił? Mówił coś o twoich treningach z młodymi? – Zainteresował się.
Wilk truchtał obok niego, starając się nie zwracać na siebie za dużej uwagi.
— „Hmm… chyba nic istotnego. Że nieźle się sprawdzam i takie tam, nic ważnego. A co?”
— Ciekaw jestem, jak sobie radzisz – odparł Liam, wzruszając ramionami. – Ale skoro cię pochwalił to dobrze. Niech młodzi się uczą.
— „Są łatwiejsi w obróbce niż niektórzy” – odparł z wrednym uśmieszkiem, popatrując na kochanka bursztynowymi ślepiami.
— Hm? Nie masz tam innego złego wilka? – spytał blondyn z lekkim uśmiechem, unosząc jedną brew.
Conall pokręcił łbem.
— „Nie. Są tylko idioci, nadambitni i zwykle wilki. Brakuje takich wariatów jak ty.”
— Wiesz, nie wybierałem tego – odparł Liam, lekko marszcząc brwi.
Conall zatroskał się momentalnie i trącił jego rękę nosem.
— „No przecież wiem. To nie specjalnie przecież.”
Liam skinął głową i pogłaskał go po pysku.
— Szykujesz dzisiaj dla mnie coś specjalnego, czy to co zwykle? – spytał.
— „To co zwykle.”
Po jakimś czasie zostawili miasto za plecami, stając tuż przy wysokich drzewach. Las był duży i teraz bardzo ciemny, bo słońce już zniknęło za horyzontem. Liam położył plecak pod jednym z drzew, a sam zaczął z ociąganiem zdejmować ubrania i składać je obok plecaka. Conall siedział obok, patrząc się na jego ciało. Dla człowieka było tu naprawdę ciemno, ale jego wilcze oczy i światło księżyca dawały mu odpowiednią widoczność.
— „Lubię ten moment.”
Liam uśmiechnął się do niego przez ramię i zdjął jeszcze slipki, kładąc je na kupce ubrań. Temperatura powietrza nie była zbyt wysoka, ale ciało Liama, jak każdego wilkołaka i tak było gorące, więc nawet nie dostał gęsiej skórki.
— Jesteś pewien, że chcesz, żebym się teraz zamienił w wilka? – spytał, uśmiechając się kątem ust i założył ręce na piersi, stojąc przed nim nago, w całej okazałości. Był dobrze zbudowany, o jasnej karnacji, z niemałym penisem i kępką jaśniutkich włosów na kroczu.
— „Na striptiz mogę cię jeszcze namówić w domu” – odparł lekko, przekrzywiając łeb, ale nie odrywając czujnych oczu od jego figury.
— Skoro tak – westchnął Liam i zaraz potem zamienił się w wilka o kremowej sierści. Wszystkie zapachy stały się łatwiej wyczuwalne. Spojrzał brązowymi ślepiami na Conalla.
— „Okej”? – spytał ten, podchodząc do niego.
— „Mhm” – odparł Liam, marszcząc lekko nos. Dzięki częstym treningom, nie czuł takiego napięcia. Przynajmniej kiedy tylko tak stał spokojnie. Później było gorzej.
Conall liznął go po pysku, po czym odskoczył, zniżając łeb i zachęcając go do zabawy. Uważał, że dla Liama to najlepszy sposób na odprężenie.
Ten zerknął na niego rozbawiony i obiegł go szerszym łukiem. Doskoczył nagle i trącił go pyskiem w udo, przewracając go na plecy na trawę. Położył mu łapę na puszystym torsie, patrząc na niego z góry, z wypiętą dumnie piersią. Conall zaśmiał się pod nosem i chwycił zębami za jego bok. Przewrócił go przy tym na bok i kłapnął zębami przy jego pysku. Ślepia Liama zabłysnęły, a ten odpowiedział tym samym, lecz jego kły znalazły się bliżej oczu Conalla. Biały wilk stanął na równe nogi w zachęcającej do potyczki pozycji. Nie myślał w tym momencie, czy to najlepszy pomysł. Chciał się bawić.
Conall momentalnie się obrócił i stanął naprzeciwko niego. Już sekundę później skoczył do jego karku, skory do zabawy. Rozległy się powarkiwania obu wilków, a ich echo potoczyło się po okolicy. Liam przeturlał się po trawie z Conallem, kłapiąc zębami przy jego pysku, bądź podgryzając zaczepnie. Jego serce dudniło, a wszystkie emocje wydawały się nabierać mocy. Chciał się bawić… i gryźć, i dać ujście temu specyficznemu ciśnieniu. Kiedy stanęli znowu blisko siebie, doskoczył i ugryzł Conalla w bark, zdecydowanie mocniej niż wcześniej i dosyć boleśnie. Szary wilk jednak początkowo się tym nie przejął. Nie raz zdarzało się, że takie sytuacje miały miejsce. Pacnął łapami Liama po boku, obnażając kły nadal w dobrym humorze. Biały wilk jednak patrzył na niego czujnie, z wyeksponowanymi kłami. Pełnia miała być już jutro. Szary wilk przed jego oczami stał się jedynym obiektem, w którym utkwione były jego ślepia. Zawarczał groźnie, stąpając łapa za łapą trochę na bok, a zaraz potem w jego stronę. Gotowy do skoku w każdej chwili.
Conall nastawił uszu czujnie. Coś mu tu nie odrobinę nie pasowało.
— „Liam?” – spytał, przekręcając łeb na bok i niemal równocześnie zwaliło się na niego ciało białego wilka, który zawarczał agresywnie i wbił mu się zębami w bark. Conall syknął w duchu, a nos zmarszczył mu się odruchowo. Spiął się, przewalił na bok, uderzając białego wilka i powalając go. Odskoczył też od razu od niego.
— „Liam!”
Ten warknął na niego cały zjeżony. Jego brązowe ślepia utkwiły w karku Conalla i tam właśnie doskoczył, odbijając się z impetem od trawy. Nie trafił jednak z atakiem, bo Conall odsunął się w porę, już widząc, co się święci.
— „No pięknie” – mruknął pod nosem, cofając się. Miał nadzieję, że robiąc ciągłe uniki, znudzi białego wilka, który najwidoczniej stracił „ciut” nad sobą kontrolę. Nie żeby to był pierwszy raz.
Liam powarkiwał cicho pod nosem, okrążając Conalla. Ślina skapywała mu z pyska. Ciągłe uniki jednak mogły nie być takie łatwe. Biały wilk zamiast kłami, niespodziewanie uderzył łapą w pysk Conalla i dopiero wtedy skoczył na niego, łapiąc zębami za skórę na karku. Zacisnął na niej szczęki. Conall pisnął odruchowo. Nie chciał do tego dopuścić, a do tego jakby alfa się dowiedział, mieliby obaj przesrane.
Liam szarpał za jego ciało i futro w amoku, nagle czując, że wilk pod nim się powiększa, po czym odrywa go jak kukiełkę od siebie, trzymając za kark jak szczeniaka.
— Liam do cholery, opanuj się!
Biały wilk pokręcił gwałtownie łbem, usiłując się wyrwać. Machnął łapą, lecz nic to nie dało. Nie potrafił sięgnąć do jego twarzy. Chciał użreć to bydle, które go trzymało!
Szary wilkołak przewrócił oczami, widząc, jak Liam się szarpie w jego łapie.
— Liam, spokojnie. Uspokój się i oddychaj – jęknął, kucając i stawiając go na ziemi, nadal jednak nie puszczając.
Ten spróbował cofnąć się do tyłu, pochylając na przednich łapach, żeby wyrwać kark z uścisku. Kiedy i to nie podziałało, zawył dosyć żałośnie i spojrzał w jego bursztynowe ślepia. Odetchnął kilka razy, szczerząc zęby, by nagle zatrząść pyskiem i zamienić się niespodziewanie w człowieka.
Conall odetchnął ciężko i odsunął od niego łapę.
— Już? – spytał, nadal kucając obok w swojej wilkołaczej postaci.
— Aaaa, to jest kurwa bez sensu! – warknął Liam, siadając i chowając głowę między kolanami. Był na siebie wściekły.
Conall położył uszy po sobie. Było mu przykro, że nie umiał mu pomóc.
— Liam… no, nie mów tak – jęknął, kładąc się swoim wielkim cielskiem za jego plecami, żeby w razie czego nie zmarzł czy coś.
— Jak mam nie mówić, jak kurwa w durnej zabawie jestem jak jakiś pojebany zabójca? W dziczy sam żyć powinienem – burknął blondyn i zerknął na niego przez ramię. – Boli cię gdzieś?
Conall westchnął ponownie. Znowu ta sama rozmowa. Przysunął wielki łeb do jego ramienia, domagając się pogłaskania.
— Nie. Jest okej. Martwię się tylko, że sobie nie umiem poradzić.
— Hej, to nie twoja wina, mały – odparł od razu Liam, obejmując jego wielki pysk i drapiąc za uszami. Odwrócił się przy tym bardziej do niego i przytulił. Sierść wilkołaka przyjemnie łaskotała jego nagą skórę. – I tak jest… lepiej.
Wilkołak zaburczał, wcale nie pocieszony.
— Nie jest. Znaczy… – Kłapnął zębami. – Jest dobrze, ale chciałbym, żebyś nie miał tego problemu – mruknął, patrząc na niego bursztynowymi ślepiami i podsuwając go łapą bliżej siebie, żeby mężczyzna nie siedział na ziemi.
Liam objął jego masywny kark i cmoknął w sierść na policzku.
— Conall, zrozum, że już się przyzwyczaiłem, że muszę z tym żyć. Nie spraw, żeby to było bardziej bolesne dla ciebie niż dla mnie – powiedział poważnie. – Sam alfa cię dzisiaj pochwalił. Dobrze ci idzie z młodymi. Nie zwalaj mojego problemu na siebie.
Conall zaburczał nisko urażony.
— Alfa uważa, że nasze treningi też dobrze idą. Jakby się dowiedział, że nadal zawalam twoją sprawę to nie wiem, czy byłby dalej taki ze mnie dumny – sapnął, kładąc mu pysk na kolanach.
Liam nie wiedział, co mu powiedzieć. Czuł się fatalnie z tym, jak tracił kontrolę. Nie byłoby to tak frustrujące, gdyby Conall tak się tym nie przejmował. Chciał, żeby było lepiej. I chciał się starać bardziej dla niego, niż dla siebie.
— Ja jestem dumny – szepnął, głaszcząc go po pysku. – Jest dużo lepiej, niż było na początku, Conall…
Wilkołak wystawił język z pyska i prychnął nieprzekonany.
— Hej, mały – mruknął Liam, nie zauważając, że średnio to określenie pasuje do wielkiej bestii, która leżała przy nim. – Będę się bardziej starać. Może jak mi wyznaczysz nagrodę za każdy udany trening… to mi lepiej pójdzie? – spojrzał na niego z błyskiem w oku. Chciał mu poprawić humor.
Conall momentalnie zbystrzał, stawiając uszy.
— Nagrodę? A… a jaką byś chciał nagrodę?
— Upolowałbyś dla mnie młodą sarnę – zażartował Liam, ale zaraz dodał: – A co byś mi mógł zaoferować, hm? – Naprawdę myślał, że to byłby dobry sposób.
Conall nabrał powietrza tak, że Liam aż poczuł, jak się unosi, po czym wypuścił je z niskim burczeniem.
— Co tylko byś chciał – zamruczał, po czym niespodziewanie zmienił się w człowieka i pocałował go w usta.
Liam uśmiechnął się w pocałunek i przeturlał ich tak, że Conall leżał na plecach, a on wisiał nad nim.
— Coś na pewno się wymyśli – odparł wibrującym głosem i dobrał się do jego szyi.
Conall zaśmiał się, czując, jak gałązka wbija mu się w nagi tyłek.
— Seks na polance w świetle księżyca, że na ten przykład? – spytał kokieteryjnie, zakładając mu ręce na szyję.
— O tak… – westchnął Liam i przejechał dłonią wzdłuż jego ciała, od ramienia, przez biodro, aż do kolana, wodząc za nią wzrokiem. – Twoje ciało jest piękne w blasku księżyca – sapnął i liznął jego dolną wargę.
Conall zamruczał w pocałunek, ale kiedy tylko Liam na chwilę się odsunął, poczuł, że chłopak pod nim rośnie… nie tylko tam na dole i że znowu leży na wielkim włochatym wilkołaku jak na dywaniku przed kominkiem.
— Ale na moje ciałko trzeba zapracować. – Wyszczerzył białe kły do Liama.
Ten jęknął sfrustrowany i nacisnął palcem wskazującym na jego nos. Od wielkiego cielska Conalla grzało jak od pieca.
— Nie bądź skąpy, mój mały – zamruczał zachęcająco. – No pokaż to swoje ciałko.
— Toż leżysz na nim – zakpił, wiedząc doskonale, że Liamowi chodziło o zupełnie co innego.
— Chcę bez futra – uściślił Liam, opierając łokieć na jego torsie i kładąc brodę na dłoni. Drugą ręką głaskał jego pysk.
— A ja chcę postępów w nauce. Liam, jeszcze raz spróbuj, hmm? – zamruczał i liznął go wielkim jęzorem w policzek.
Ten skrzywił się i westchnął, jak zmęczony życiem starzec.
— Już ćwiczyliśmy, Conall.
— Ale bez efektów.
— A co byś chciał robić? – westchnął Liam, bawiąc się jego sierścią.
— No zmieniaj się i przebiegniemy się trochę po lasku… czy coś? – dodał już z mniejszą pewnością w głosie. Dobra, to był dość głupi sposób treningu, ale może zadziała.
Liam skinął głową i zszedł z niego. Zamienił się w białego wilka.
— „A może za każdym razem róbmy taką rozgrzewkę?” – zaproponował. Chciał, żeby Conall zobaczył jego entuzjazm. Może go to podbudowuje.
Conall przewrócił oczami i potargał go po futrze wielką łapą, nim sam zmienił się w wilka.
— „Zawsze można spróbować” – Zaśmiał się, przebierając łapami. – „Chodź!” – dodał i ruszył przed siebie w głąb lasu.
Liam ruszył truchtem za nim. Przystanął przed laskiem i zaniuchał. Nie chciał, żeby ktoś im ukradł rzeczy, kiedy wbiegną w las. Nikogo jednak nie wyczuł, więc pobiegł za szarym wilkiem.
Ten biegł szybko przed nim, doskonale wyczuwając teren. Serce aż z radochy tłukło mu się w piersi. Uwielbiał ten powiew wiatru na sierści. Zaskowyczał jak na polowaniu i obejrzał się na kochanka. Ten uśmiechnął się w duchu, biegnąc kawałek za nim. Nie odczuwał aż takiej radości z tego biegu jak Conall, chociaż było to nawet przyjemne. Przyspieszył, zrównał się z Conallem, trącił go nosem w pysk i pobiegł do przodu wilczym sprintem, a jego biała postać znikała między drzewami.
Conall uśmiechnął się do siebie jeszcze szerzej. Nic nie umiał poradzić na to, że uwielbiał, jak ten wilczy instynkt wypełniał mu serce. I ten wilczy instynkt mówił mu już wyraźnie, co ma robić.
Kiedy Liam zniknął mu z oczu, biegł za jego zapachem. Aż wreszcie dotarł na niewielką polankę w środku lasu, lecz na tyle odkrytą, że księżyc znajdujący się już wysoko na niebie ładnie ją oświetlał. Na samym środku stał biały wilk i patrzył w stronę Conalla wyczekująco. Nie zobaczył jednak wilka wybiegającego z ciemnego lasu tylko nagą postać szarowłosego chłopaka, która szła powoli w jego stronę.
Liam uśmiechnął się w duchu i aż się na niego zapatrzył. Conall był taki cudowny. Widział, jak przykłada palec wskazujący do ust, każąc mu być cicho i zostać tam gdzie jest, tak jak jest. Liam zamrugał, ale nie ruszył się, ani nie odezwał, stojąc wciąż w wilczej postaci na środku polanki.
W końcu Conall podszedł do niego i kucnął, łapiąc go za pyszczek.
— Słodki taki jesteś wiesz? – Zaśmiał się i cmoknął go w wilcze czoło.
Liam spojrzał na niego sceptycznie, słysząc to określenie.
— „Ty bardziej” – prychnął i liznął go w nos.
Conall nie mógł się powstrzymać i roześmiał się, przewracając wilka na bok.
— Aaaa, brzuszek! – Zachichotał, tarmosząc brzuch białego wilka.
Ten zupełnie odruchowo zgiął przednią łapę, eksponując bardziej swoje futro na brzuchu.
— „Co ty w nim niby takiego widzisz?” – Zerknął na niego nieprzekonany. Nie mógł jednak powiedzieć, że to było nieprzyjemne.
Conall wzruszył ramionami i pogładził go, zatapiając palce w białym futrze.
— Jest mięciutki? Ale wiesz…?
— „Hm?” – mruknął Liam, postanawiając pozwolić mu na to jeszcze chwilę.
— Możesz już na nim troszkę wyłysieć. – Zaśmiał się i pacnął go palcem w nos.
Liam zmarszczył nos i pokręcił głową, patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem. Conall przewrócił oczami.
— No zmień się. Że też ja muszę cię o to prosić.
Liam chętnie zamienił się w człowieka, a wszystko w około wydawało się przyjemnie uspokoić. Aż uśmiechnął się do siebie i spojrzał na Conalla.
— Lepiej? – Oparł głowę na dłoni, leżąc na boku.
Conall skinął głową. Wolałby widzieć tak wyraźnie, jak w wilczej postaci, ale… w sumie tak też nie było źle.
— Mhm… bardzo apetycznie – westchnął i pocałował go w usta.
Liam wsunął palce we włosy Conalla i odpowiedział na pocałunek, długo i leniwie, spychając go trochę na plecy. Nie wlazł jednak na niego, tylko pochylał do jego twarzy i całował. Conall poddał się mu z zadowoleniem głaszcząc ramię i kark mężczyzny.
— Czyli teraz już dostanę nagrodę? – zamruczał Liam i złapał między zęby płatek jego ucha. Ścisnął przy tym jego pośladek.
— Mhm… teraz już chyba tak – westchnął chłopak, odchylając głowę, żeby dać mu lepszy dostęp.
— Mmm – mruknął blondyn, scałowując się w dół jego szyi, na ramię, miętosząc przy tym jego pośladek. Zerknął na jego twarz i przesunął palcem po jego wargach.
Conall miał rozmarzone oczy i wyglądał, jakby tylko czekał na to, co zaraz zrobi Liam.
— Mój wielki zły wilk! – Zaśmiał się, polegując na trawie, oświetlany blaskiem księżyca. Była naprawdę piękna noc.
— Mój śliczny chłopak – odparł Liam z lekkim uśmiechem i wsunął sobie do ust dwa palce, nawilżając je śliną. Zaraz potem stanowczym ruchem rozchylił mu nogi i skierował dłoń na jego tyłek. Naparł palcami na jego szpareczkę, nie spuszczając z niego wzroku.
Conall odetchnął ciężko, starając się zrelaksować. Objął kochanka za szyję, pokładając się pod nim ufnie. Liam wiedział, że skoro nie mają przy sobie nawilżenia, musi go dobrze rozluźnić. Powoli wsunął w niego palce, nie ruszając nimi na razie, za to serwował mu różne pieszczoty, całując w usta, szyję i wreszcie dobierając się do jego sutków.
Conall był do tego taki gorący. Prawie tak samo jak zawsze, kiedy był w wilczej postaci. Niemalże palił.
— Podoba się? – zamruczał, przyciągając sobie głowę Liama bliżej twarzy.
— O tak… – westchnął Liam i liznął go lekko w policzek. – Jesteś teraz wszystkim, czego chcę – dodał, zaczynając powoli go rozciągać.
Chłopak wygiął się pod nim, mrucząc z zadowolenia na takie słowa. Liam otarł się o jego penisa swoim kroczem. Nie dość, że od Conalla tak bardzo grzało, sam był coraz cieplejszy z podniecenia. Zaczął pochłaniać jego usta w coraz bardziej żarłocznych i namiętnych pocałunkach, po dłuższym czasie dołączając trzeci palec, kiedy wyczuł, że jego dziurka jest gotowa na większe rozciągnięcie.
— Ooh – jęknął chłopak, prężąc się jak struna. Miał przymrużone oczy i patrzył na kochanka wyczekująco.
Liam nie mógł oderwać od niego spojrzenia. Była co prawda noc, lecz jego oczy na tyle przyzwyczaiły się do ciemności, że dobrze widział chłopaka. Do tego księżyc nad ich głowami tak cudnie odbijał się w jego oczach. Blondyn przygotowywał go jeszcze chwilę, by wreszcie usadowić się między jego nogami. Wyciągnął palce i pogłaskał go całą dłonią po brzuchu i torsie.
— Gotowy, mój mały psiaku? – wymruczał, podniecony.
Conall oblizał usta i skinął głową. Tylko na to czekał. Może nie było to zbyt chwalebne, ale miał straszną ochotę na to, by Liam wziął go tu i teraz na tej polance jak swoją zdobycz. Blondyn uśmiechnął się zadowolonym uśmiechem zdobywcy i rozszerzył nagle jego nogi. Splunął na dłoń, nawilżając śliną penisa i zaraz potem naparł na jego wejście. Wszedł w niego powoli, lecz za pierwszym razem do końca. Odchylił głowę na kark i wydusił przeciągłe „o taaaaaak”.
Conall zapowietrzył się, wyginając się i wbijając palce w trawę.
— O fuuck… taaak – jęknął przeciągle, szczerząc zęby.
Liam chwycił go za pośladki, ścisnął mocno i uniósł trochę, żeby było im wygodniej. Wyprostował plecy i patrząc na jego śliczną twarz, zaczął się powoli poruszać. Zapach lasu uderzał w ich nozdrza, a chłodny wiatr owiewał rozgrzane, nieco spocone ciała.
Conall oddychał pod nim ciężko, rozkoszując się chwilą. Czuł trawę między palcami i twardego kutasa w sobie. Do tego księżyc świecił akurat za głową Liama.
Blondyn poruszał się dłuższą chwilę w tej pozycji, nabierając tempa, aż wreszcie zgiął go w pół i pocałował żarłocznie. Zamruczał groźnie w jego usta.
— Jesteś… taki… seksowny, Conall – wywarczał, posuwając go automatycznie.
Chłopak momentalnie chwycił go za kark, całując ponownie.
— Mm… kocham – zajęczał, zaciskając się spazmatycznie na kochanku. Było mu tak dobrze.
Liam poczuł, jak na samo to słowo robi mu się jeszcze cieplej. Podgryzał go po szyi i niekontrolowanie przesuwał paznokciami po jego udach. Wbijał się po same jądra, wsłuchując w płytki oddech kochanka. Ten rozkoszował się jego ciepłem i rozpierającym go gorącem. Czuł jak przesuwa się w nim rytmicznie, doprowadzając go na skraj.
— Dotknij… dotknij go – zamruczał.
Liamowi nie trzeba było powtarzać. Złapał penisa Conalla w dłoń i od razu zaczął go pieścić, z lubością wyczuwając pulsowanie. Dzięki temu szarowłosy chłopak wyprężył się pod Liamem jeszcze bardziej, a po jego ciele przeszły dreszcze. Po kolejnych kilku sprawnych ruchach nadgarstka blondyna Conall trysnął białą spermą na swój brzuch i tors. Chwilę potem poczuł sporą porcję w swoim tyłeczku, kiedy Liam wygiął się, dochodząc z gardłowym jękiem. Ścisnął przy tym jego tyłek i niemal od razu przytulił do chłopaka. Ten objął go ramionami, przyciągając go do siebie i głaszcząc po włosach. Uspokajał tym też siebie, mając w głowie przyjemną pustkę.
Liam objął go obiema rękami, przymykając oczy. Było mu tak przyjemnie.
— Mmm… taki finisz mi się podoba – zamruczał cicho.
— Mi też, ale zaczyna mi być chłodno w nery. – Zaśmiał się, widząc, że Liam ma ciężkie powieki.
— Hm… trzeba jeszcze dobiec do naszych rzeczy – odparł blondyn rozleniwionym głosem, ale mimo to zwlekł się na równe nogi. Aż się uśmiechnął, widząc chłopaka rozłożonego na trawie.
Ten kiwnął głową i przeciągnął się.
— No, ale tak to ja po lesie nie będę zapierniczał. – Zaśmiał się, podnosząc i równocześnie zamieniając w wilkołaka. – Tak będzie szybciej
Z uwagi na to, że pełnia miała być dopiero jutro, Liam nie miał takiej możliwości jak chłopak i zamienił się tylko w białego wilka. Wyglądał na śmiesznie małego przy tym wielkim wilkołaku, kiedy przy zwykłym człowieku sam wzbudzałby niepokój. Conall spojrzał na niego trochę zdziwiony, ale nie zaproponował już, że go poniesie tylko ruszył w stronę rzeczy, które zostawili na skraju lasu. Biały wilk biegł spory kawałek za nim, ostatnie metry do plecaka i swoich ubrań przechodząc już w postaci ludzkiej. Ubrał się niespiesznie i razem, zmęczeni i zaspokojeni, ruszyli z powrotem do miasta, mając jasny księżyc nad głowami.

23 thoughts on “Outsider – BONUS – W blasku księżyca

  1. Katka pisze:

    Saki, dzięki za literówki i jak najbardziej „jakichś” powinno być ;) Bonusik rzeczywiście na odprężenie, miło że spełnił swą rolę. Och, a oczęta Conalla to normalnie czysta magia. Rzuca nimi urok na Liamka XD

  2. saki2709 pisze:

    „Była pusta i tylko w oddali, dzięki swoim wyostrzonym zmysłom słyszał jakiś ludzi.”- a nie jakichś? W sumie nie jestem pewna na 100 procent, ale tak mi się wydaje…
    „Nie raz zdarzało się, że takie sytuacje się miały miejsce.”- potrzebne to „się”?
    „Wyprostował plecy i patrząc na niego śliczną twarz, zaczął się powoli poruszać.”- „jego”
    „Zaśmiał się, ponosząc i równocześnie zmieniając w wilkołaka.”- „podnosząc” chyba.
    Bonusik super. Takie miłe odprężenie po męczącym dniu. A seks na polance miodzio.
    Chyba jeszcze tego nie mówiłam, ale uwielbiam oczęta Conalla i to, jak ten zły wilk mięknie, kiedy w nie patrzy.

  3. Basia pisze:

    Hej,
    tekst wspaniały, Conall wziął się poważnie za trening Liama… uwielbiam takie urozmaicenia, na łonie natury…. no i w końcu pogłaskał go po jego brzuszku.. ;]
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Sethowaty pisze:

    Buuu czemu już musiało się skończyć T.T
    Nie ma to jak uległy psiak i jego Pan xD.
    A ja mam do was wielką, wielką wielką wielgachną prośbę.
    Napiszecie jakieś nowe opowiadanie albo przynajmniej jakiś dodatek z tymi postaciami albo przynajmniej o wilkołakach ? *prosi prosi prosi* xd

  5. Katka pisze:

    W takim razie cieszymy się, że dostarczyliśmy takiej rozrywki XD I bardzo się cieszymy, że tak nieprzewidywalnie wyszło :D To naprawdę miło czytać, że ktoś się nie spodziewał spiknięcia tych gołąbków, hehehe.

  6. Tamiya pisze:

    Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie XD
    A tak przy okazji, bo wcześniej zapomniałam… Chcę wam jeszcze powiedzieć, że w FDTS strasznie podobało mi się to, że na samym początku nie było wiadomo kto z kim będzie! :D Byłam pewna, że Charlie będzie z Mikiem, bo wydawał mi się jakimś dziwnym heterykiem… Potem obstawiałam Jasona z Mikiem (i nadal potajemnie obstawiam, ale coraz bardziej tracę nadzieję), ale chyba w życiu bym się nie spodziewała, że po tym jak pokazałyście Rusha jako faceta Katy to potem będzie on z Charliem. Dawno nie miałam takiej zabawy z obstawianiem kto z kim będzie :)

  7. Katka pisze:

    To trzymam kciuki za tego fanarta i już nie możemy się z Shiv doczekać :D I liczę, że pisanie też pójdzie dobrze ;*

  8. Tamiya pisze:

    Nie tylko Liam XD Kocham spojrzenie Conalla „na szczeniaczka” XD Może nawet uda mi się je uwiecznić tak jak je sobie wyobrażam <3
    Hahaha, zbliża się długi weekend, więc znowu postaram się zmusić do pisania, ale czasami mam wrażenie, że piszę bez ładu, składu i lepiej by napisało ode mnie dziecko z podstawówki XD wtedy rzucam na jakiś czas i nie ruszam. Jak się kiedyś przełamię to się postaram pochwalić :)

  9. Katka pisze:

    Conall oczęta ma bursztynowe, takie, w których się Liam kocha XD A Liam ma brązowe :)
    Z pisaniem życzę powodzenia! I mam nadzieję, że jak coś to się pochwalisz XD

  10. Tamiya pisze:

    No to postaram się go zrobić :D A tak przy okazji to zapytam… Jakie kolory oczu mają Conall i Liam? Bo wydaje mi się, że Conall brązowe, ale pewna nie jestem…
    Może i masz rację, ale zwykle nie mam czasu na pisanie, albo usprawiedliwiam się, że muszę zrobić coś ważniejszego, więc rozdziały pojawiałyby się naprawdę rzadko, a sama dobrze wiem, że długie oczekiwanie jest naprawdę denerwujące… Ale może kiedyś spróbuję gdzieś wrzucić chociażby parę pierwszych rozdziałów, ale to jak napiszę jeszcze z parę części…

  11. Katka pisze:

    Oooch, bardzo byśmy się ucieszyły z fanarta! ;* Byłoby naprawdę cudownie.
    A co do pisania, Tamiya… No fajnie mieć jakąś motywację, a myślę, że pokazywanie innym tego, co się napisało i czytanie opini naprawdę motywuje (szczególnie Shiv, która jest łasa na komenty jak dziecko na cukierki). Więc może spróbuj w tę stronę :)

  12. Tamiya pisze:

    Ja również się cieszę, że ktoś mnie w końcu wyleczył ze wstrętu do wilkołaków :D Jak znajdę chwilę czasu to będę musiała zrobić jakiegoś fanarta Conalla i Liama! Nie przeboleję jak tego nie zrobię, bo zainspirowałaś mnie Katka, swoimi chibi! Kocham zwierzęce uszka i ogonki w< chciałabym, żeby mnie się tak chciało pisać jak wam…

  13. Katka pisze:

    Tamiya, „Outsider sprawił, że teraz jak usłyszę słowo wilkołak to nie pomyślę w pierwszej chwili o gębie Tejlora Lautnera” XD Haha, cieszę się bardzo :D A szczególnie, że i Outsider Ci się spodobał :D Bardzo miło czytać takie fajne, długie komentarze i poznać nową opinię ;)

  14. Tamiya pisze:

    Ucięło mi środek komentarza o.O Po tym, że uwielbiam słodką minkę Conalla było, że Connal jest taki słodki, rozkoszny, ale jednak z charakterkiem. Do tego duży plus dla Was, że nie został on zupełnym pasywem i przeleciał Liama XD Ta scena była świetna :)
    No i tak mi smutno się zrobiło jak Liam powiedział Conallowi, że musi się przenieść, a potem to było takie słodkie jak Conall mu przybył na ratunek i dalej nie ucięło o tej walce z przywódcą Kremu.

  15. Tamiya pisze:

    Na początku szczerze się przyznam, że do czytania Outsidera nie zachęcały mnie ani zdjęcie wilka, ani opis. Niestety mam chyba trwały uraz po zmierzchu. Jednak zaczęłam czytać i po raz kolejny mnie wciągnęło! Pokochałam Liama i Conalla od pierwszej chwili! Nie wiem jak to zrobiłyście… Liam jest taki niby zimny, obojętny, a jak łatwo się przywiązuje i jak szybko ulega tej mince Conalla, którą uwielbiam w< I potem ta walka z dowódcą Kremu… Myślałam, że dla udramatycznienia postanowicie zabić Conalla, serio o____O Dobrze, że jednak wszystko się dobrze skończyło. Lubię szczęśliwe zakończenia :)
    Muszę Wam powiedzieć, że tak jak książki Anne Rice i True Virgin Blood odbudowały wizerunek wampira w moich oczach, tak Outsider sprawił, że teraz jak usłyszę słowo wilkołak to nie pomyślę w pierwszej chwili o gębie Tejlora Lautnera (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam).
    Zasmucił mnie jedynie fakt, że takie krótkie! Chociaż dodatek numer jeden był cudny XD Głaskanie Liama po brzuszku mnie rozwaliło. Teraz tylko czekać na drugi bonus z alfą xD Nie mogę się doczekać nowego rozdziału FDTS… I przez Was mam kolejne opowiadanie, na które muszę czekać!
    Oj, i znowu się rozpisałam…

  16. rraarch pisze:

    niespodzianka dla Alfy…?? mam nadzieję, że będzie to coś perwersyjnego…. ;D Trójkąt też mi nie pasuje… przynajmniej nie w takiej konfiguracji… ;P Podoba mi się motyw ujarzmiania Liama, bo lubię jak zły i gwałtowny bohater przechodzi metamorfozę… zresztą… nawet gdyby już wcześniej nie byli razem to podczas takich treningów też mogliby się zaprzyjaźnic…. ;D

  17. Gordon pisze:

    mi sie podobalo ;p Liam w sumie podchodzi pod takiego wilkolaka ze starych filmow. wilkolak ma byc potworem w teorii chyba. no i nie panujacym nad swoimi morderczymi pragnieniami. to podoba mi sie to ze Liam taki jest. nie umie sie kontrolowac, bo ma w sobie potwora. reszta wilkolakow troche kojarzy mi sie z takim idealizowaniem wampirow jak teraz notorycznie autorzy robia. Liam jest potworkiem i niech taki zostanie.
    co nie oznacza ze Conall nie jest slodki ;p lubie ich na rowni

  18. Roselani pisze:

    No właśnie mi ten trójkąt też nie pasował do historii. Nawet to już chyba pisałam. Przeżyłabym go w jakimś fanficku, ale nie w tekście autorek. I rzeczywiście – to Conalla trudniej sobie wyobrazić w takiej scenie. On zaborczy wręcz jest ;P Jak wtedy, kiedy alfa chciał Liama po brzuchu podrapać. Choć w wykonaniu Conalla taka zaborczość jest bardzo słodka.

  19. Katka pisze:

    Hehe, Roselani, cieszymy się, że Ci się podobało ;) Szczerze mówiąc trójkąt średnio nam pasował do całego story; mamy nadzieję, że pozostali czytelnicy nie zawiedli się takim bonusem XD Conall na trójkąt by nie poszedł, toż on zazdrosny, haha. Przychyliłyśmy się więc do propozycji treningu połączonego z małą utratą kontroli Liama ;) A co do alfy… okaże się w swoim czasie ;>

  20. Roselani pisze:

    Kocham Was. Naprawdę. Jak zobaczyłam, co wstawiłyście byłam odrobinę przerażona. Nie chciałam, żeby był ten trójkąt z alfą. A wydawało mi się to prawdopodobne, bo większość się do tego przychylała, a ja nawet nic innego nie zaproponowałam. Choć próbowałam coś wymyślić! Serio. Niestety nie wyszło, choć do samego końca miałam nadzieję na nagłe olśnienie.
    Co do samego bonusa… Był piękny. Wszystko było idealne dla mnie. Takie rozkoszne. Obydwaj są słodcy. Naprawdę urocze sceny napisałyście. Była nawet krótka chwila grozy, kiedy Liam stracił nad sobą kontrole. Ale to oczywiście na plus. Ogólnie – świetnie Wam to wyszło.
    Tylko teraz na nowo mnie zaniepokoiłyście tą „niespodzianką” dla alfy. Cóż Wy tam kombinujecie? Teraz nie da mi to spokoju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s