Fire Dragon Tattoo Studio – 23 – Śliczny chłopiec

Przekręcił się na drugi bok, kuląc się pod pościelą. Łóżko było tak przyjemnie miękkie i ciepłe, że wydawało się znacznie przyjemniejszym miejscem do spędzenia czasu niż chociażby biurko albo nawet kanapa przed telewizorem. Niestety wiedział, że musiał wstać, ale dopiero po dobrym kwadransie otworzył oczy i ziewnął przeciągle. Podniósł się do pozycji siedzącej, podkulając nogi i poczochrał skołtunione włosy.
Promienie słońca padały przez wielką okiennicę do jego hotelowego pokoju w ten niedzielny poranek. Kolejny gorący, słoneczny dzień w Miami. Były takie chwile, że aż chciał bić pokłony wynalazcom klimatyzacji. Dzięki nim w pokoju panowała idealna temperatura.
Przeciągnął się i z bólem serca zwlókł się z łóżka. Zabrał z fotela rzucony tam poprzedniego dnia szlafrok i założył go na nagie ciało. I, jak zwykle, nawet w tych skołtunionych włosach i z zaspanymi oczami wyglądał nieziemsko przystojnie.
Z mozołem poszedł pod prysznic. Nie musiał się spieszyć. Miał dzień wolny od pracy. Ewentualnie jakieś telefony. No i obsługa hotelowa zrobi wszystko za niego.
Z Charliem widział się całe dwa dni wcześniej i nawet ku własnemu zaskoczeniu wydawało mu się, jakby było to strasznie dawno. Był zaskoczony swoimi myślami, ale naprawdę… tęsknił.
Po szybkim prysznicu wyszedł do salonu z mokrymi włosami. Nie rozczarował się. Czekało tam na niego śniadanie. W pokoju była dziewczyna odsłaniająca zasłony przy wielkich oknach. Na widok Rusha uśmiechnęła się delikatnie.
— Dzień dobry, panie Grey.
— Cześć, Marg — przywitał się z nią i ziewnął przeciągle, biorąc rogalika.
Dziewczyna podeszła do niego i zaczęła mu nalewać gorącej, pachnącej kawy do gustownej filiżanki.
— Wyspał się pan, panie Grey? — spytała, zerkając na niego z zainteresowaniem. Wyglądał niesamowicie uroczo w tym szlafroku i w tych roztrzepanych włosach.
— A wiesz, że nawet tak? A ty? — Uśmiechnął się do niej i ugryzł rogala.
— Nie, musiałam się zwlec o szóstej z mojego mięciutkiego łóżka. — Zaśmiała się, mając nadzieję, że za bardzo się nie spoufalała.
— Okruuutne — odparł, zupełnie niezrażony jej zachowaniem. — I do której pracujesz?
— Całe rano, potem jeszcze muszę posprzątać apartamenty, kiedy goście wyjdą i o drugiej kończę zmianę.
Rush popatrzył na nią, analizując jej słowa i nieświadomie gestykulując rogalikiem.
— Aaa… nie ma opcji, żebyś się trochę urwała?
Marg zapatrzyła się na niego w lekkim osłupieniu, które widoczne było w jej jasnych, niebieskich oczach delikatnie podkreślonych cieniem do powiek.
— Czemu pan pyta…?
— Bo się zastanawiam, czy nie chciałabyś dotrzymać mi towarzystwa. Grywasz na PlayStation? — zagadnął, wpychając sobie resztę półksiężycowego wypieku do ust.
Najwyraźniej dziewczyna nie bardzo wiedziała, co myśleć o tym, że jeden z gości pięciogwiazdkowego hotelu poprosił ją, żeby pograła z nim na konsoli. Było to aż namacalnie widoczne na jej ładnej, młodej twarzy.
— Grywam — zdołała wykrztusić.
— To? Pograłabyś ze mną?
— Tak… Jeśli pan sobie życzy, to… jasne. — Uśmiechnęła się, miętosząc serwetkę w dłoniach. Jak jeszcze chwilę temu rozmawiała z nim w miarę swobodnie, tak teraz zrobiła się bardziej nieśmiała.
— No, ale bez tego pan. Mam dziś wolne, oszczędź mi tego. Mów mi Rush. — Zaśmiał się, biorąc kolejnego rogala i maczając go w kawie.
Marg nieświadomie oparła się tyłkiem o stojący za nią wózek na jedzenie.
— Rush…? Ale…
— Tak, tak, wiem. Ale po prostu Rush.
— Dobrze. To o której mam przyjść?
— O której chcesz. — Wyszczerzył do niej białe ząbki. — Ale to, że jesteś dziewczyną, nie znaczy, że dam ci fory!
— Nie potrzebuję żadnych — prychnęła i zaraz się spłoniła. — Przepraszam. No, to ja przyjdę… około południa, jak się zmienię z koleżanką.
— Dobra, to jesteśmy umówieni. Przygotuję wszystko i wybierzemy razem jakąś grę — zawyrokował Rush, ponownie gestykulując rogalikiem.
— Mhm. — Pokojówka ochoczo skinęła głową, całkiem nakręcona tą wizją, po czym poszła pościelić łóżko.
— A masz jakąś ulubioną?! Bo jak debil nie spytałem! — Usłyszała krzyk i śmiech mężczyzny z drugiego pokoju.
Wystawiła głowę za futrynę sypialni. Jej oczka świeciły z zadowolenia.
— Final Fantasy.
— Klasykaaa. Grałaś w dwunastkę?
— Nie, nie miałam jeszcze okazji — przyznała, wciąż zdumiona, że tak się spoufalała z gościem. Pomijając fakt, że w the Tides głównie mieszkały same snoby, a nie mężczyźni wyglądający jak modele, którzy lubili grać na PlayStation.
— To nadrobimy.
Marg skinęła głową, podchodząc do stołu. Zaczęła zbierać naczynia na wózek. Tymczasem Rush wyciągnął się beztrosko. Nie przejął się nawet tym, że szlafrok odsłonił mu prawie całą klatkę piersiową. Dziewczyna kątem oka zerkała na jego ciało. Grey był nieziemski. Aż krew napłynęła do jej policzków.
W końcu, kiedy sprzątnęła śniadanie i umówili się, że wpadnie, gdy tylko będzie wolna, poszła do innych gości w hotelu.

***

Rush właśnie zabił chochlika w jakiejś durnej strzelance rodem z tych dla dzieci, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Rzucił pada na podłogę obok dwóch pufów i podbiegł do drzwi, aby otworzyć. Był w krótkich, jasnozielonych spodenkach w kratę i w podkoszulce z koroną angielską na boku.
W drzwiach stała Marg. Ona też wyglądała już luźniej, ubrana w obcisłe jeansy i zielony top, który lekko obciskał się na jej bujnym biuście. Ciemne włosy luźno spływały na jej ramiona, podobnie jak grzywka na czoło.
— Cześć, już jestem — powiedziała odrobinę nieśmiało.
— No hej, wchodź. Ładnie wyglądasz. — Rush podniósł kosmyk jej włosów z rozbrajającym uśmiechem.
Dziewczyna spłoniła się, ale szybko weszła do środka. Zdejmując sandały, o mało się nie przewróciła. Matko, co za przystojny facet, pomyślała. Już nawet nie chciała sobie przypominać, jak bogaty.
— Tylko się nie przewróć. — Podtrzymał dziewczynę. — Chcesz coś do picia?
— Wodę? — Uśmiechnęła się lekko, stając boso. Poprawiła włosy.
— Na pewno? Nic bardziej niezdrowego, pasującego do nachosów, popcornu, chipsów i ciastek? — wyliczył.
— Wow, masz tyle jedzenia? — Oczy jej zaświeciły, kiedy na chwilę zapomniała, gdzie była.
— Noo, musimy w końcu czymś się żywić w czasie grania, co nie? To jak, nadal woda?
— Tak, wystarczy woda, dzięki. — Uśmiechnęła się lekko, stojąc w miejscu z dłońmi splecionymi za plecami.
Rush patrzył na nią dłuższą chwilę w skupieniu, jakby ją sondował.
— Hm? — mruknęła Marg, odpowiadając niepewnym spojrzeniem.
— Chyba się nie krępujesz? — zapytał, a pokojówka zamrugała z jawnym speszeniem, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Eee… nie no… trochę. — Zaśmiała się, drapiąc po włosach.
— Serio? — Odpowiedział przyjaznym śmiechem. — Daj spokój. Konsola jest w tamtym pokoju. — Wskazał pomieszczenie. — A ja zaraz przyniosę wodę.
Marg poszła do drugiego pokoju i od razu zajęła miękki, kremowy puf. Poprawiła włosy, czekając na gospodarza, który po chwili wrócił i podał jej wysoką szklankę z wodą. Sam miał butelkę Coca-Coli.
— To w Final Fantasy? — rzucił, kucając przy PlayStation.
— Jasne! — Uśmiechnęła się, biorąc od niego szklankę. — Dzięki.
— Mhm, spoko.
Rush załadował grę i po chwili niemal rzucił się na swojego pufa już z padem w dłoni. Marg zamrugała z przejęciem, chwytając drugiego. Podkuliła nogi, siadając wygodnie.
— Grałeś już w dwunastkę? Lepsza od wcześniejszych?
Wpatrzony w ekran mężczyzna zamyślił się chwilę.
— Trochę grałem, ale nie dużo. Lepiej z kimś. — Wyszczerzył się do niej. — A czy lepsza, to sama ocenisz.
— Okej, to włączaj! — Uśmiechnęła się do niego szeroko. Sytuacja, w której się znalazła, była abstrakcyjna. Postanowiła jednak nie zwracać na to uwagi i się wyluzować. W końcu chodziło o dobrą zabawę, a ona była po pracy.
Rush powybierał ustawienia, dobrali sobie postacie i zaczęli grać. I w sumie w dużej mierze skupiali się na graniu, bo to wymagało sporych pokładów skupienia. Rush jednak rzucił w pewnym momencie:
— Hej, Marg…
— No? — spytała, intensywnie wpatrując się w ekran. Nie chciała, żeby postać zginęła przez jej nieuwagę.
— Ty długo już tu mieszkasz?
— W Miami? Od zawsze.
— Fajnie. A masz jakieś ulubione miejsce? — zapytał po chwili, uwagę skupiając głównie na grze.
Marg za to zerknęła na niego kątem oka. On serio się tym interesuje?
— Raczej nie… Na plaży lubię siedzieć.
— Ech… No, na plaży już byliśmy.
— Hę? — Zamrugała, totalnie nie rozumiejąc.
Rush zamruczał coś pod nosem i dopiero wytłumaczył:
— Bo szukam jakiegoś fajnee… e, no, kurwa, skacz…! Fajnego miejsca w Miami.
Marg zakręciła się na pufie, myśląc usilnie.
— Fajnych miejsc nie brakuje — odparła, marszcząc brwi, kiedy wpatrywała się w ekran. Przeskoczyła wroga i wystrzeliła do niego od tyłu. — Dolphin Stadium, muzeum sztuki, park Everglades… — wyliczała. — Jest Vizcaya, taka ekstra rezydencja otoczona ogrodami. Można skakać na spadochronach, nurkować… Kurcze, chyba się obeznałeś już trochę? Długo tu jesteś.
Anglik poczochrał swoje włosy i uśmiechnął się do niej głupkowato.
— No obeznałem, obeznałem. Tylko że chcę coś takiego, no, nietypowego. Chociaż faktycznie Everglades jest nietypowym miejscem na wypad z kumplem! — Zaśmiał się.
— Kumplem? — spytała, zagryzając wargę i patrząc na niego kątem oka. — To jakiś szczególny kumpel, że to ma być takie nietypowe? To znaczy… uch, nie… Jestem wścibska, przepraszam — mruknęła, szybko patrząc z powrotem na ekran. Kurde! Przecież codziennie dla niego sprzątała. Wiedziała, że u tego przystojnego blondyna to tylko kochanków, dowolnej płci, widziała, a nie… kumpli.
Rush chwilę nie odpowiadał, zajęty akcją w grze.
— No, szczególny, były. Wkurzył się, gdy się wydało, że nie jest jedyny — wyjaśnił spokojnie, nie czując skrępowania.
Marg zacięła się, a zaraz potem panicznie zaczęła wciskać przyciski, żeby jej postać przetrwała.
— Ufff! — westchnęła, wreszcie się rozluźniając. Była naprawdę zręczna, czego Rush się nie spodziewał. Musiała mieć w tym niezłą wprawę albo wrodzony talent. — Ach… i teraz, eee… chcesz się wkupić z powrotem w łaski?
— Coś w tym stylu — mruknął, z zacięciem na twarzy wciskając combo na padzie. — Tylko nic takiego wooow.
— Wooow? — Zaśmiała się, zerkając na niego. — To znaczy, co chcesz z nim w ogóle, ee… kumplować się, tak?
— Na razie tak. — Rzucił jej cwane spojrzenie.
Rozbawiona Marg uniosła brwi. Rush był naprawdę zabawny i uroczy. No i przystojny, ale to już przerabiała w myślach setki razy.
— A on się niczego nie spodziewa?
— Nie wiem… Na ra… Na razie. — Rush zaciął się, skupiając się na grze. — Na razie jest fajnie, jak jest, ale nie wiem, jak wyrobię ciśnienie. Jest gooorący.
Dziewczyna, nawet gdyby przypomniała sobie wszystkich kochanków, jakich widziała u niego w pokoju, to pewnie i tak nie wiedziałaby, o którego chodziło.
— To kuś go — odparła z uśmiechem. — Nie trudno na ciebie pole… tfu! To znaczy, kurcze… no, nie powinien się oprzeć — skończyła płasko.
— Ale raz się sparzył i… Oj no nie, nie! Zaraz mi zdechnie! — Mężczyzna zaczął panikować, kiedy jego postać przegrywała z przeciwnikiem.
Marg dumnie wyszczerzyła się do siebie, bo jej postać wychodziła bez szwanku z bitew.
— No, to nie wiem… Ale życzę powodzenia.
— Aaaaargh! — jęknął, odpadając do tyłu. Stracił życie i, zaaferowany tym, nawet nie usłyszał, co powiedziała.
Dziewczyna zaśmiała się, kładąc pada na kolanach. Nie sądziła, że tak przyjemnie można było spędzić z Rushem dzień.
— Wtopa! — wytknęła mu z uśmiechem.
Odwrócił się do niej z miną nieszczęśliwego dziecka.
— Miałaś farta — mruknął.
— Tak sobie mów! — Westchnęła teatralnie, uśmiechając się do niego życzliwie.
— Ech, to co? Jeszcze? Za chwilę rewanż? — Zaśmiał się do niej radośnie, podając jej chipsy.
— Aha! — Skinęła głową, rozsiadając się wygodniej i sięgając do miski. Aż była zdziwiona, jak luźno można było się czuć przy tym facecie. Nie był jak ci wszyscy biznesmeni, którzy przebywali w apartamentach w hotelu. Można było wręcz powiedzieć, że w porównaniu z nimi był dziecinny.
— A długo tu już pracujesz? — zagadał ze szczerym zaciekawieniem.
— Dwa lata — wyjaśniła, pakując do buzi kilka chipsów na raz.
— To ile ty masz lat? — Niemal się zdziwił, przez to zapominając, żeby kobiet nie pytać o wiek. Bardzo rzadko mu się to zdarzało, bo z reguły trzymał się wszelkich konwenansów.
— Dwadzieścia trzy — odpowiedziała, niezrażona.
— A wcześniej gdzieś pracowałaś? — dopytywał, zaczynając się kręcić na pufie. — Kurcze, gdzie one są? — zamruczał do siebie.
— W Cadet Hotel i trochę po kawiarniach jako kelnerka. Ee… czymś się niecierpliwisz?
— Nie no, bo nie mogę znaleźć orzeszków — mruknął, wychylając się za pufa i szukając swojej zguby.
Dziewczyna sięgnęła po miseczkę, która schowała się za chipsami i wyciągnęła ją do niego, ledwo się powstrzymując, by nie parsknąć śmiechem. Robił zabawne miny.
— Twoje orzeszki.
Rush niemal pacnął się dłonią w czoło.
— Dzięki. — Przyjął miseczkę. — Chcesz trochę?
— Nie, ja przejmuję chipsy — oznajmiła z uśmiechem, biorąc miskę na kolana. Poczuła się przy nim, jakby siedziała w piaskownicy z bratem.
— Nie, to nie! — Grey też się roześmiał. Podrzucił orzeszka i spróbował złapać go w locie. Nie udało mu się, a ten odbił mu się od brody.
— Lubisz się tak cały dzień lenić w niedzielę w hotelu? — spytała, zagryzając chipsami.
— Czasami.
— Nie masz dość?
— Czego?
— No, siedzenia w jednym miejscu. — Wzruszyła ramionami. — Jest upalnie. W Miami. Na plażę cię nie ciągnie czy coś?
— W Miami jest strasznie ciepło. A poza tym to mój pierwszy dzień spędzony cały w pokoju od dawna.
— A, no chyba, że tak. Ale temperatura jest fajna. Za ciepło dla ciebie?
— Ta, a dla ciebie byłoby u mnie za zimno. Marg, nie o pogodzie gadajmy. Lepiej mi powiedz coś o sobie jeszcze — zainteresował się.
— Hmm… — Pokojówka zadumała się, bawiąc się srebrnym naszyjnikiem. — Lubię pracę w hotelach, bo można spotkać ciekawych ludzi. A nawet zawrzeć bliższe znajomości. — Uśmiechnęła się do wspomnień. — Ale to w tańszych hotelach. Ci z luksusowych to zwykle biznesmeni.
— Snoby? — dopytywał tak, jakby nie mieszkał w jednym z najdroższych hoteli w najlepszym apartamencie.
— Też. — Pokiwała głową. — Ale głównie straszni sztywniacy.
— Nie grają w PS3? — Rush roześmiał się, podrzucając sobie kolejnego orzeszka. Tym razem złapał i wyszczerzył się triumfalnie.
Marg roześmiała się na ten widok.
— Nie grają. Dyrektorzy wielkich firm, politycy i inni przedsiębiorcy znajdują przyjemność jedynie w paleniu cygar i co najwyżej grze w szachy lub golfa — odparła trochę nad wyrost.
— Nie no, mój brat lubi jeszcze oglądać zmieniający się pasek notowań giełdowych.
— O, masz brata? I co, taki typowy biznesmen?
Rush od razu odłożył miskę z orzeszkami i zaczesał włosy mocno do tyłu. Zrobił poważną minę i odezwał się z silnym brytyjskim akcentem.
— Dokładnie tak, milady.
Dziewczyna zastygła z chipsem w połowie drogi do rozchylonych ust.
— Jesteś Anglikiem?
Rush ponownie roztrzepał sobie włosy.
— Nie słychać?
— No, właśnie teraz słychać. Nie wiedziałam.
— Staram się to jakoś hamować.
— A tam, po co? To ciekawe. Może nawet seksowne… — Zadumała się. — Chociaż ja tam wolę hiszpański i Latynosów. Bez obrazy. — Zaśmiała się.
— O racja, hiszpański jest super! — przytaknął jej. — A jakich facetów w ogóle lubisz? — spytał, nie zważając, że może brzmieć jak nastolatka na babskim wieczorze.
— Przystojnych! — Pokojówka roześmiała się. — I opalonych. Wiesz, jak taki wyjdzie w kąpielówkach na plażę… Musi być na czym zawiesić wzrok. Ładnie umięśniony.
— Prywatna wersja słonecznego patrolu, co?
— Tak! — Zachichotała i zastanowiła się chwilę, czy mogła o to zapytać. — Eee… a ty jakich lubisz…?
Rush odchylił się na pufie, wyciągając się.
— Hmm. Lubię ogólnie ciemniejszą karnację. U dziewczyn nawet bardziej.
— Ach — mruknęła, zadumana. Widziała jego kochanków i kochanki. Mogła sobie porównać, chociaż byli to bardzo różni ludzie. Raz nawet widziała śliczną blondynkę, którą jak nic mogłaby wziąć za jego siostrę. Naraz przyszła jej do głowy pewna myśl, więc uśmiechnęła się chytrze i zapytała: — Lepsi amerykańscy chłopcy czy angielscy?
— Dziewczyny na pewno lepsze amerykańskie. — Zaśmiał się, wstając. — Napijesz się czegoś z procentem?
— Chętnie — odparła, patrząc z nadzieją na barek. Wiedziała, że były tam same luksusy, w końcu nie raz sprzątała puste butelki po klientach i robiła porządek w barkach. Nigdy jednak nie wolno im było kosztować tego, co było w środku. — Ale ty wybierz, nie znam się na takich alkoholach.
— Jasne — zgodził się gospodarz i już po chwili oboje siedzieli i popijali cholernie drogie drinki, zagryzając je chipsami.
Zaczęło się niewinnie, ale w efekcie opróżnili dużą część barku. Rush nigdy nie przypuszczał, że z dziewczyną, z którą co ranek wymieniał tylko kilka zdań, tak miło będzie się rozmawiać i pić. I tak miło razem spoglądać na wirujący sufit. Tęsknił za takimi leniwymi popołudniami.
Marg trzymała szklankę z ginem, opróżniając ją dzisiaj już któryś raz. Zachichotała zupełnie bez powodu i zagryzła popcornem. Chipsy już się skończyły. Na trzeźwo chyba nigdy nie wpadłaby na pomysł takiego połączenia.
— Ej, Marg… — jęknął Rush, który już wpół leżał z kieliszkiem w dłoni.
Dziewczyna zwlekła się ze swojego pufa i usiadła na podłodze, opierając się o jego siedzenie. Sięgnęła po butelkę i dolała mu, trochę rozlewając. Zachichotała.
— No? Co?
— Z iloma już spałaś? — wymruczał, starając się jako tako trzymać trzeźwość umysłu. Nijak mu to nie wychodziło, a ich rozmowy z każdym kolejnym kieliszkiem stawały się coraz bardziej intymne.
Dziewczyna uniosła dłoń i zaczęła liczyć na palcach. Wreszcie skończyła i pokazała mu całą dłoń.
— Z ośmioma — oznajmiła.
— Zdzira! — Rush roześmiał się pijacko, a Marg szturchnęła go łokciem z uśmiechem.
— A ty? Z iloma? Z podziałem na chłopców i dziewczynki, proszę!
— Za bużo — wybełkotał. — Nie doliczę się. Ale dałem dupy tylko… eee, no mało.
— Dałeś dupy? — Spojrzała na niego spod włosów i potrząsnęła głową, jakby miało to jej pomóc ustawić ostrość. — Komu?
Rush przymknął jedno oko. Tak, teraz wszystko mniej się ruszało.
— No, takiemu tam. Dawno — mruknął niewyraźnie.
— Jak? Ile miałeś? — bąknęła Marg, dolewając sobie ginu.
— Z szeszsznaszcze… chyba. Miał fajne ręce. I na szczęście nie miał głubego. — Język odmawiał mu posłuszeństwa, ale i tak wlał w siebie resztę płynu z kieliszka.
— I fajnie było bacz dupy meszczyźnie? Nigdy mnie nikt nie posuwał w tyłek — przyznała, popijając z głową opartą o pufa.
— Mnie nigdy w cipkę, więc nie mam porównania! — Zarechotał jak głupi, a Marg parsknęła w szklankę, wypluwając część na siebie i na podłogę.
— Hahahahaha! — Klepnęła go pijacko w kolano. — Ale ty masz penisa — oznajmiła śmiało, za co na trzeźwo waliłaby głową o ścianę. — Masz porównanie do pieprzenia i… bycza pieprzonym. Ja nie.
Rush nagle spróbował zrobić poważną minę, ale głowa za bardzo leciała mu na prawo, więc zrezygnował.
— Grube, suche chuje to zło — zawyrokował. — Ale jak jest fajnie, to jest… eee… no fajnie.
— Ale jak fajnie? — drążyła Marg, robiąc kółeczko z palca wskazującego i kciuka. — Tak? Nie moue bycz szczypiorek, Ruuush.
Mężczyzna popatrzył na nią pijackim spojrzeniem.
— Szczypiorek?
— No bo… nie chcesz grubego. — Spojrzała na niego, mrugając oczami. — To jaki chcesz? Taki cienki? Że boli, jak za gruby?
Rush pokręcił szybko głową i aż mu się zrobiło niedobrze.
— Nieee… Jak jest suchy.
— A co? Miałeś na sucho? — Dopiła gin, a głowa opadła jej do przodu. — Ugh…
— Nnn… Znajomy miał. Mówił — przyznał. — Matko, chyba się upiłem.
— Nie no, co ty — zakpiła, śmiejąc się. — A która jest? Ty… nawet jeszcze wieczoru nie ma. Pijani w biały dzień.
— Marg… To nie słońce. To światło — wyjaśnił jej poważnym jak na pijanego głosem, a dziewczyna zamrugała.
— To późno jest…? — jęknęła, opierając policzek o jego kolano, kiedy głowa jej się przechyliła.
— Koło ósmej? — bardziej spytał, niż stwierdził. Ilość pustych butelek była wręcz zastraszająca.
Marg nagle się rozchichotała.
— Będę na kacu ci rano szniaadanie podawać.
— Zrób sobie olnee… — wybełkotał mężczyzna, a głowa niebezpiecznie przechyliła mu się do tyłu. Miękki puf nie pomagał w utrzymaniu powiek otwartych.
— Nie mogę… kasy trza — burknęła, leżąc głową wygodnie na jego kolanach, chociaż nogi rozjeżdżały się jej na podłodze.
— Dam ci… — zamruczał, zamykając oczy i odpływając w objęcia Morfeusza, który śmierdział alkoholem bardziej niż zwykle.
Marg tylko zaśmiała się, sięgając ręką do stojącej obok butelki. Nie trafiła. To był zły znak. Zrezygnowała więc z dalszych prób pochwycenia trunku i przytuliła się do nogi mężczyzny, zamykając oczy.

***

Rush dmuchnął w spadające mu na oczy włosy. Z zagryzionymi wargami grał z kumplem z klasy w bijatykę. Impreza była super, pomyśleli o wszystkim. Było mnóstwo ludzi i grała głośna muzyka. Większość dobrze się znała ze szkoły.
— Nie nooooo, zabiłeś mi go! — jęknął siedzący obok niego brunet, kiedy przegrał.
— Taaa, jestem najlepszy! — zatriumfował młody Grey, dumny z siebie jak paw i wesoły jak skowronek.
— Fuksło ci się, a nie… — Kolega szturchnął go łokciem w bok. — Piwska? — Sięgnął za oparcie kanapy po puszki.
Rush chwilę się zawahał. Nie powinien pić.
— Możesz dać — mruknął w końcu, po raz kolejny poprawiając przydługą grzywkę.
Brunecik wyszczerzył się i podał mu piwo, od razu otwierając swoje. W tym czasie zabrzmiały głośne oklaski, kiedy pewna parka wyszła na środek. Chłopak, siedemnastoletni, o ciemnoblond, krótkich włosach trzymał za rękę sporo niższą od siebie dziewczynę. Ujął ją w talii i obrócił się z nią kilka razy w miejscu, zaczynając tańczyć.
— Ooo, gwiazdy wieczoru! — Zaśmiał się chłopak siedzący obok Rusha.
— Rok razem. Kto by pomyślał, że mała Sophie znajdzie sobie chłopaka.
— No, z jej charakterkiem. Że też jest twoją przyjaciółką.
Rush od razu na niego spojrzał.
— Co masz na myśli?
— Nic takiego! — Kolega zaśmiał się, chwytając chłopaka za policzek i ciągnąc go.
W tym czasie chłopak, który tańczył ze swoją dziewczyną, spozierał na nich trudnym do przeniknięcia wzrokiem. W końcu skończyli, a wszyscy zaczęli to śmiać się, to klaskać.
— Will, a ty co, na ślubie?! — krzyknął ktoś z małego tłumu gości.
Para od razu się uśmiechnęła, a Sophie jeszcze bardziej przylgnęła do swojego chłopaka, po czym pociągnęła go za rękę w stronę Rusha.
— I jak? I jak? Fajnie, co? — zawołała, rzucając mu się na szyję.
Blondyn od razu ją objął. Zaczął śmiać się razem z nią.
— Ślicznie, jak księżniczka.
— A ja? Mnie nikt nie pogratuluje? — Jej chłopak przewiercił wyczekującym wzorkiem Rusha, zakładając ręce na piersi.
— Co mam ci powiedzieć? Że wyglądałeś jak książę? — zażartował Rush, ponownie poprawiając sobie grzywkę.
— Bardziej liczyłem na to, że też mnie obejmiesz, ale komplement nie zaszkodzi — mruknął Will, robiąc krok do nich. Objął w pasie Sophie, która wyszczerzyła się do Rusha, cała zadowolona.
Rush wystawił mu język. Ostatnio czuł się coraz bardziej skrępowany w towarzystwie Willa. Wiązało się to z uświadamianiem sobie, że podobał mu się chłopak jego przyjaciółki.
— To co, chłopaki? — Dziewczyna przyciągnęła ich obu do siebie. — Idziemy się bawić!
— Jaaasne, w końcu nasza rocznica, kochanie! — zawołał Will poważnie, ciągnąc całą trójkę na parkiet. Miał zacięty wyraz twarzy i rzucił Rushowi przeciągłe spojrzenie, uśmiechając się przy tym kątem ust.
I miał taką minę nie raz, nie dwa podczas wieczoru, który był po prostu cudny. Ludzie bawili się w najlepsze. Niektórzy pili i to sporo, nie przejmując się ani tym, że byli jeszcze niepełnoletni, ani tym, że gdyby ich rodzice się dowiedzieli, mieliby szlaban.
Było już sporo po północy, kiedy rozweselony Rush z kubkiem z ponczem wparował do kuchni. Za nim wszedł tak samo rozbawiony Will. Jego dziewczyna została w salonie z przyjaciółkami, z którymi ich obgadywała. Oni oczywiście musieli usłyszeć fragment i teraz śmiali się z tego jak głupi.
— Ale ja mam głupiutką i słodką dziewczynę! — Will śmiał się, wsadzając głowę do lodówki i wyciągając z niej kawałek kiełbasy, w którą od razu się wgryzł. Spojrzał na nią, potem na Rusha i wyciągnął w stronę jego ust. — Kawałek?
Rush skrzywił się.
— Nie, kiełbasy nie chcę.
Will wzruszył ramionami i ugryzł znowu.
— Marudzisz — stwierdził, wyciągając rękę do jego blond włosów oraz mierzwiąc je pieszczotliwie.
Rush skulił się pod dotykiem jak szczeniak.
— Nie marudzę — jęknął, nie protestując jednak na jego dłoń. — Nie lubię po prostu kiełbasy.
— To co byś zjadł? — zamruczał Will, bawiąc się jego włosami niby bezwiednie i leniwie. Raz po raz jednak muskał go palcami za uchem.
Rush popatrzył na niego szczenięcym wzrokiem.
— Coś słodkiego — mruknął po chwili, nie zdając sobie sprawy, jak blisko stali.
— Hmm… — Will zmarszczył brwi, zerkając przez ramię. Wziął bezę z dużej miski stojącej na blacie i wyciągnął ją do ust chłopaka. — Coś słodkiego dla słodkiego chłopaka. — Zaśmiał się.
Rush chapsnął bezę, nim pomyślał.
— Nbfu jefem słopfkim chłopfem — wymruczał ze słodkim wypiekiem w ustach, oskarżycielsko szturchając Willa w klatkę piersiową. Nieważne, że był od niego starszy o rok. Nie miał prawa go traktować jak dzieciaka tylko dlatego, że przez wszystkich, nawet nauczycieli, był nazywany ślicznym chłopcem.
Will zaśmiał się głośno. Sięgnął palcem do jego brody i zebrał stamtąd pokruszoną bezę. Zaraz potem odrzucił niedojedzoną kiełbasę na stół i zlizał okruszki z palca.
— No… nie wiem… Kłóciłbym się.
— Ejj… — Rush obruszył się, rumieniąc jak głupi. Nie odsunął się jednak.
— Co „ejj”? — Starszy chłopak zrobił jeszcze krok w jego stronę. — Jesteś słodszy niż ta beza — dodał poważnie, dyskretnie przełykając ślinę.
— Tak…?
— Może zobaczymy dla porównania? — zamruczał, pochylając twarz w jego stronę, aż zatrzymał usta bardzo blisko jego ust. Wyraz twarzy miał wyluzowany, ale Rush mógł wyraźnie poczuć jego napięcie.
Nie odsunął się. Serce biło mu jak głupie. Will, biorąc to za dobrą monetę, zbliżył do niego usta jeszcze bardziej i polizał w kąciku warg, gdzie chłopak miał jeszcze kawałek bezy.
Rush westchnął ciężko i lekko przekręcił głowę. Ich usta zetknęły się w delikatnym pocałunku. Will momentalnie chwycił chłopaka w pasie, odwracając ich tak, że Rush oparł się plecami o lodówkę. Zaraz potem starszy chłopak naparł językiem na jego usta. Zaskoczony Rush oparł się dłońmi z tyłu i dał się całować. To było tak niesamowite i inne od całowania się z dziewczyną. Will najwyraźniej też był tym nakręcony. Całował go coraz mocniej, przewiercając go spojrzeniem.
— Uch, cholera — mruknął, odrywając się na chwilę, by zaraz potem ponownie zamknąć mu usta pocałunkiem.
Młodszy chłopak nieśmiało oddał pocałunek, ale nagle odepchnął kolegę.
— Niee… Ktoś może wejść! — spanikował, wskazując drzwi od kuchni.
— To idziemy na górę — oznajmił twardo starszy chłopak. Miał zaczerwienione, wilgotne wargi. Klatka piersiowa pod białą koszulą szybko unosiła się i opadała.
— Na górę? — spytał Rush jak ostatnie niewiniątko.
— Taaak — zamruczał Will, przeciągając sylaby. — Chodź. — Ruszył do wyjścia i tylko zerknął przez ramię, upewniając się, czy chłopak podążył za nim.
Szedł. Jeszcze w szoku. Najgorsze z tego jednak było to, że czuł się tym strasznie podniecony.
Will kroczył śmiało przez salę. Niezauważony minął roztańczony tłumek i pokonując po dwa schodki, wchodził na górę. Rzucił Rushowi przez ramię przelotny uśmiech.
W końcu obaj weszli do jednego z pokoi. Rush zamknął drzwi za sobą, a dłoń Willa od razu oparła się o nie obok jego głowy.
— Masz słodkie usta — szepnął, muskając je wargami.
Rush wychylił głowę bardziej do przodu, odpowiadając na pocałunek.
— Ty też i dobrze całujesz…
Will, wyraźnie zadowolony, zamruczał i całował jego usta coraz śmielej, po chwili wahania kładąc mu dłoń na szyi oraz delikatnie gładząc go po niej.
— Will… — Rush westchnął, nadstawiając się do pieszczony. Przychodziło mu to nad wyraz łatwo.
— Mmm? — Starszy chłopak skierował usta na jego szyję i ukąsił go. Niespodziewanie zaczął mu podciągać bluzkę do góry.
— Ty… ty tak już z kimś?
— Kiedyś. — Will odetchnął, kładąc mu rozgrzane dłonie na brzuchu.
— Mhm…
— A ty? — zamruczał, pieszcząc go stymulująco.
Grey pokręcił głową, obserwując go.
— Tylko z dziewczynami…
— Hmm… To teraz ci pokażę, jak dobrze może być z chłopakiem.
Will oderwał się do niego tylko po to, żeby zdjąć z niego bluzkę. Rush usłyszał jego westchnienie. Wiedział, że miał ładne ciało, ale nie przypuszczał, że chłopak jego przyjaciółki tak zareaguje. Właśnie, Sophie!
— A… Sophie?
Will na chwilę zastygł, ale zaraz potem schował twarz w jego szyi, muskając ją ustami.
— Sophie o niczym się nie dowie… — mruknął.
— I to będzie okej? — dopytywał Rush, mimo że wręcz łasił się do jego dotyku.
— Nie myśl o tym — odparł Will stanowczo, wzdychając na jego skórę gorącym powietrzem. Otarł się o jego krocze swoim, a Rush wyraźnie wyczuł wzwód. — Myśl o mnie.
— Myślę — jęknął. — Tylko nie wiem, czy nie za bardzo. — Pogładził plecy starszego chłopaka. Były twarde i szerokie.
— Nigdy za wiele. — Will zaśmiał się z zadowoleniem, napierając na niego. Ich rozgrzane ciała ocierały się o siebie.
Nagle przyciągnął do siebie Rusha, odwracając ich i prowadząc w stronę łóżka. W trakcie całował mocno jego usta. Grey opadł na materac, potykając się o jego krawędź. Upadł na plecy, dając drugiemu chłopakowi widok na swoje rumieńce na twarzy i soczyste, zaczerwienione usta.
— Ale, Will… — Nadal miał wątpliwości, mimo że wzwód uciskał go w spodniach.
— Hm? — Starszy chłopak odetchnął, klękając nad nim i dobierając się do jego rozporka.
— A twoi rodzice? Przecież… — Jakoś nie mógł wykrztusić, że jego by zabili, gdyby się dowiedzieli.
— Wiem — szepnął Will, rozpinając mu spodnie i powoli je z niego zsuwając. Równocześnie całował go po brzuchu, jakby nie potrafił się odlepić. — Niczego nie będą wiedzieć. Ale wiesz, że trzeba korzystać z chwili. Dopóki nie trzeba będzie się hajtać.
— I… i tak na dwa fronty? — jęknął Rush. Nie podobało mu się to, ale… Will był pociągający.
— A masz inny pomysł? — spytał z ciężkim westchnieniem, kładąc dłonie na jego udach i patrząc na jego penisa. — Nie możemy sobie pozwolić na wyłączność.
Rush przełknął ślinę, chwycił Willa za kark oraz pocałował dużo mocniej i pewniej.
— Dobrze — szepnął, po chwili samemu także dotykając krocza Willa, który momentalnie westchnął gardłowo.
— O tak… — pochwalił, pochylając się do niego i kiedy całował go po torsie, poruszał sprawnie dłonią na jego członku.
Rush wygiął plecy pod jego dotykiem. Skopał spodnie na podłogę. Czuł się niemalże ogłuszony podnieceniem, które szumiało mu w głowie.
Will wreszcie wyprostował się nad nim na klęczkach i posławszy mu drapieżne spojrzenie, zrzucił z siebie koszulę. Rushowi ukazało się młode, smukłe ciało chłopaka, który zsunął do końca spodnie, cicho wzdychając z podniecenia.
Rush pierwszy raz miał przed sobą cudzego penisa w pełnej erekcji. A starszy chłopak kilka razy przesunął po nim dłonią, po czym niespodziewanie zeskoczył z łóżka i zaczął szukać czegoś po szafkach. Rush poprawił się na pościeli i wychylił w stronę Willa, zagapiając się na jego ciało ślicznymi, niebieskimi ślepiami. Ten wreszcie z uśmiechem zadowolenia wyciągnął z szufladki tubkę i wrócił do niego, oblizując się po drodze. Ustawił się pomiędzy jego nogami i zanim je rozchylił, pomasował mu uda. Leżący chłopak zamruczał, śledząc uważnie jego ruchy, a Will wycisnął na palce trochę lubrykantu i skierował dłoń do tyłka Rusha.
— Uwaga, będzie zimne — uprzedził, rzucając mu przelotny uśmiech, po czym zetknął palce z jego szparką.
Rush aż podskoczył pod dotykiem. To było dziwne i obce.
— Mmm… Ale ten, będziesz delikatny? — spytał, domyślając się, co będzie dalej.
Starszy chłopak spojrzał na niego jak urzeczony i pochylił się, by go pocałować.
— Jak tylko się da — zapewnił, powoli wsuwając palec w jego ciasne wejście.
Grey odchylił głowę do tyłu. To było wręcz cudnie dziwne.
Will podziwiał ze swojej pozycji jego piękne, młode ciało, poszerzając go bardzo delikatnie i powoli. Przyssał się z westchnieniem do jego szyi.
Po jakimś czasie pieszczot, w których Rush z każdą chwilą coraz chętniej się oddawał, Will uznał, że był już gotowy. Uniósł nieco jego nogi i pocałował go w udo. Wycelował penisem w jego wnętrze, obserwując chciwie reakcje chłopaka. Ten oblizał usta i skinął głową. Denerwował się, ale ufał Willowi. Znali się już rok, od kiedy Will zaczął chodzić z Sophie.
Starszy chłopak zgiął go nieco i pochylił się nisko, wchodząc w niego bardzo powoli, ale do samego końca. Zanurzył się cały w jego gorącym, dziewiczym wnętrzu.
— Ochhh… Jesteś cudowny, Rush…!

***

— Rush…
Mężczyzna jęknął, zamykając oczy jeszcze ciaśniej.
— Rush! No już rano. — Usłyszał dziewczęcy, z lekka zachrypnięty głos.
Ostrożnie otworzył oczy, a jasne światło o mało go nie oślepiło.
— Jakie… na Boga, rano…? Za co? — wymamrotał, czując skarpetę w ustach. Schlał się, a teraz miał kaca. Cholera. A do tego ten sen…
— Nie wiem za co, ale masz wodę. — Marg wyciągnęła go niego szklankę, sama pijąc zachłannie ze swojej. — Ale przesadziliśmy… ostro.
Rush tylko wziął od niej szklankę. Głowa bolała go wybitnie, a stojące nieopodal puste butelki patrzyły na niego z wyrzutem i oskarżeniem. Miał ochotę je rozstrzelać.
— Muszę iść po twoje śniadanie. — Dziewczyna zaśmiała się ochrypniętym głosem, dopijając wodę i z trudem zwlekając się na nogi. Skrzywiła się.
Gospodarz potarł zmęczone oczy.
— Zrób sobie wolne… Jak coś to pogadam z… — Jego mózg pracował bardzo ciężko. — No, z kim tam trzeba.
Marg wyraźnie zastanawiała się nad jego propozycją.
— No, chętnie bym poszła do domu się ogarnąć — mruknęła. — A ty? Żyjesz… jakoś?
— Jakoś… — zachrypiał, zwlekając się z pufa. — Prysznic, a potem łóżko — jęknął. Musiał odpocząć, zarówno od alkoholu, jak i od wspomnień.
— Mhm… — Marg spojrzała na niego troskliwie i podrapała się po włosach. — To ja będę uciekać, co? Dzięki za wczorajszy dzień… Fajnie było.
Rush podszedł do niej i cmoknął ja w policzek po przyjacielsku.
— Dzięki. To do… jutra, co nie?
— Jutro już na pewno przyjdę ze śniadaniem. — Uśmiechnęła się, zwilżając suche wargi. — To na razie, lecz kaca.
— Pa, Marg — pożegnał się i powlókł do łazienki. Dziewczyna przecież znała drogę do drzwi. On musiał się umyć i zastanowić się nad swoim snem.
Will i Sophie. Po tym, co wydarzyło się na ich rocznicy, sypiał z nim jeszcze kilka razy. Jego przyjaciółka nigdy się nie dowiedziała, ale Rush już nie umiał z nią normalnie rozmawiać. W sumie teraz nawet nie wiedział, co się działo u małżeństwa…
— Kurwa — zaklął, stojąc już pod prysznicem. Ożenił się z nią, skurczybyk.

6 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 23 – Śliczny chłopiec

  1. MinYang pisze:

    Ah.. Ale tutaj Rush był fajny i miły i w ogóle taki normalny :)) Nie walił komplementami co zdanie xD Zdecydowanie mi się podobało! :))

  2. Yuriko-chan pisze:

    ojezuuuu jak dziwnie… Rush jest dziwny… Nie podoba mi sie ze sypia z tyloma osobami i to na dwa fronty..zle potraktowal charliego. dobrze ze sie stara :PP hehe slodki pasywny rush :D swoja droga niefajnie ze wzieli slub… :P a tu na boku sypial.. ehh :D sliczny rush <33 hihihi

  3. dattebayo pisze:

    Ja też czekam na Jasona i Mika… Nie żeby rozdział mi się nie podobał! Bynajmniej! Poznanie sekretów Rusha, jego przeszłości i zobaczenie go takiego ‚normalnego’ jest miła odmiana i czyni go jeszcze słodszym i w ogóle ahhhh…

  4. Gordon pisze:

    Rush na dole. sam bym go przelecial ;p ale tego doroslego. jest swietny. i plusuje kiedy zaczyna coraz wiecej myslec o mlodym. moze kiedys zrezygnuje z pozostalych randek na rzecz ognistego chlopaczka ;p cos z tego bedzie.
    dawno nie bylo Jasona i Mika. zlosliwości Jasona sa zajebistym kontrastem do szarmanckiego i slodkiego zachowania Rusha.

  5. Roselani pisze:

    Rush jest taki kochany. Nawet podczas zabawy myślał, gdzie by tu Charliego zabrać. A jeśli mowa już o Charliem – to trochę mi go w tym rozdziale brakowało. Jednak na całe szczęście Rush nieźle zapełniał te pustkę. Na pewno lepiej, niż robiliby to inni. Zdecydowanie jest moja ulubioną postacią, choć jak już kiedyś mówiłam – w tym opowiadaniu lubię naprawdę wszystkich. I szczerze mówiąc to chyba jedyne takie, w którym tak jest.
    Wracając do rozdziału, to najbardziej spodobało mi się wspomnienie Rusha. Taki uroczy był, jako pasyw. Wiem, że Charlie raczej nie jest typem aktywa, ale mam nadzieje, że kiedyś jednak odwrócą role. Chociaż na jeden raz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s