Fire Dragon Tattoo Studio – 22 – Miły wypad z kumplem

Kiedy Charlie dojechał pod swoje mieszkanie po odstawieniu Kate, wtoczył się do środka i od razu zdjął z siebie koszulkę. Nalał sobie zimną wodę do szklanki, usiadł na kanapie i zaczął leniwie smarować maścią gojący się tatuaż na klatce piersiowej. Swędział jak cholera. Lubił się tatuować, ale procesu gojenia szczerze nienawidził.
Po skończeniu odłożył maść i rozłożył się na kanapie. Było późno, ale wieczór był na tyle zaskakujący, a właściwie spotkanie Rusha, że czuł się rozbudzony i nie za bardzo chciało mu się spać.
W pewnym momencie jego wpatrywanie się w sufit i rozmyślanie przerwał sygnał nadejścia wiadomości na komórkę. Nie spodziewał się niczego o tej porze, chyba że upewnienia się ze strony Mike’a, czy bezpiecznie dojechał do domu. Sięgnął do kieszeni, wydobył telefon i otworzył smsa. Był od… Rusha: „Myślę o tobie”.
Wpatrzył się w wiadomość z głupią miną. Potem mimowolnie się uśmiechnął i po chwili zastanowienia odpisał: „Aż tak, że spać nie możesz? :) Późno już”.
Na odpowiedź nie musiał długo czekać.
„Aż tak, śliczny. A ty co robisz?”
„Leżę na kanapie i się zastanawiam, kiedy się znowu spotkamy” — napisał i po chwili wahania wysłał.
„Mrrr, a mnie przy tobie nie ma :(”
Zaśmiał się do ekranu telefonu. Rush był słodki. Może i czasami do przesady, ale teraz w sam raz.
„Też żałuję…”
Po chwili komórka znowu zabrzęczała.
„Chciałbym cię zobaczyć. Twój uśmiech i twoje oczy :*”
Chłopak pokręcił głową. Był rozbawiony, a przy tym przyjemne ciepło rozlało mu się po ciele.
„Mmm… Może da się zrobić, jak kiedyś znajdziesz czas poza laskami i pracą :)”
„Dla ciebie zawsze znajdę czas. Czy kiedykolwiek odmówiłem ci spotkania?”
„Rush, jesteś uroczy. Ale jako kumple, pamiętaj” — odpisał z lekkim grymasem, jakby dotychczasowa wymiana wiadomości wcale nie wykraczała poza rozmowę kumpel-kumpel.
Po chwili, zamiast kolejnego sygnału wiadomości, rozdzwoniła się melodyjka połączenia. Odebrał, rozkładając się wygodniej i patrząc w sufit.
— Tak?
— Wiem, że jako kumple, ale i tak pytanie pozostaje aktualne, ptaszku. Czy odmówiłem ci spotkania? — Głos Rusha nawet przez telefon brzmiał bardzo przyjemnie.
— Hm, nie przypominam sobie.
— No, widzisz. Zawsze do twoich usług, mój drogi Charlie.
— Skoro tak, to chyba wykorzystam kiedyś twój wolny czas.
— Masz jakieś propozycje? Czy ja mam coś zorganizować?
— Zdam się na ciebie. — Charlie uśmiechnął się, stukając palcami o swój brzuch.
— Mmm… Dobrze. Postaram się, żeby ci się podobało. Coś na świeżym powietrzu czy nie?
— Mhm, może być. Żeby tylko potem twoje randki nie mówiły, że o nich nie myślisz.
— Ty jesteś ważniejszy, a dla nich znajdę czas.
— No… to spoko, będzie super, jak się spotkamy — odparł szczerze, bo naprawdę chciał spotkać się z Rushem. Nie był pewien, czy nie była to impulsywna potrzeba, bo siedział w tym pokoju sam, przy bladym świetle stojącej za fotelem lampy i czuł, że nie pogardziłby jakimś towarzystwem obok siebie. Do tego sam nie wiedział, czy nie lepiej by było, gdyby jutro, po wstaniu z łóżka, jednak nie uznał, że ciągnięcie tej znajomości było złym pomysłem. Mike na pewno byłby za tym, żeby Rusha już na oczy nie oglądał. Ale przecież ten mężczyzna był tak bajecznie przyciągający…
— Będzie cudownie. — Rush westchnął do telefonu. — Charlie…?
— Mhm?
— Naprawdę się za tobą stęskniłem, Charlie — zamruczał z lekkim, angielskim akcentem.
Chłopak automatycznie zastygł, czując, jak coś w nim drgnęło. Bardzo specyficznie, w podbrzuszu, a całe ciało wręcz wydawało się przypomnieć sobie, jak słowa wypowiadane w takim tonie niemal pieściły jego skórę.
— Rush… nie wykorzystuj tego. — Zaśmiał się po chwili do telefonu.
— Tego? Czyli czego?
— No, wiesz przecież… Twojego akcentu. Wiesz, że na mnie działa. — Charlie odetchnął ciężko, próbując zapanować nad sobą.
— Wybacz, śliczny, nie pomyślałem.
— Za późno! — Zaśmiał się, zwilżając wargi językiem i wyobrażając go sobie teraz.
— Wybaczysz mi?
— Nie, będziesz musiał odpokutować.
— Jak?
— Nie każąc mi długo czekać na spotkanie…?
— Jutro?
— Jasne! — Uśmiechnął się automatycznie. Niemal jakby zapomniał, że został zdradzony przez tego mężczyznę.
— O której mam po ciebie podjechać, ptaszku? I gdzie?
— Koło południa pod moje mieszkanie byś mógł?
— Będę o dwunastej, mój śliczny. — Rush cmoknął w telefon. — Przygotuj się na miły wypad z kumplem.
— Mm, nie mogę się doczekać. Do zobaczenia, Rush.
— Do zobaczenia, Charlie — zamruczał mężczyzna, a chłopak rozłączył się z głupim uśmiechem na twarzy.

***

Rusha Greya obudził przyjemny, roznoszący się po apartamencie zapach kawy. Zaburczał nisko z zadowolenia i wywlekł się spod białej, aksamitnej pościeli. Zarzucił na siebie lekki szlafrok i wyszedł z obszernej, luksusowej sypialni. Był wyspany i miał plan na bardzo miły dzień. Uśmiechnął się do siebie. Spotka się znowu ze swoim ognistym ptaszkiem. Tak, Charlie był wyjątkowy.
Miał jeszcze trochę czasu do południa, więc mógł sobie pozwolić na leniwe zjedzenie śniadania. Do tego było dzisiaj wyjątkowo ciepło i słonecznie. Wszystko mu sprzyjało.
Sporo przed dwunastą zszedł do podziemnego garażu do swojego BMW Cabrio. Ubrał się luźno. Dżinsy, białe buty na miękkiej podeszwie, podkoszulka z kołnierzem w serek i rozpięta koszula. Wiedział, że będzie się podobał Charliemu.
Wsiadł do auta i wyjechał na oblane słońcem ulice Miami. Robił wrażenie, jak zawsze. Przystojny, w drogim samochodzie. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Podjechał pod dom Charliego w dzielnicy East Little Havana. Do domu nie przylegał niestety żaden ogródek, ale betonowy podjazd zmieściłby trzy samochody. Ściany były łososiowe, a okienka dość drobne. Dom wyglądał na niewielki, znajdując się w sąsiedztwie piętrowych budynków, ale był bardzo uroczy.
Była za dziesięć dwunasta. Charlie najwyraźniej usłyszał samochód, bo pojawił się w drzwiach swojego mieszkania, gdy tylko Rush zaparkował. W oczach blondyna wyglądał jak zawsze młodzieńczo i słodko, szczególnie w luźnych, krótkich, szaro-zielonych spodniach z kieszeniami po bokach i w jasnobrązowym podkoszulku.
Rush uśmiechnął się do niego, wysiadając z samochodu.
— Cudnie wyglądasz — pochwalił chłopaka, poprawiając mu włosy, gdy ten szybko do niego zbiegł. — Wyspałeś się?
— Całkiem, całkiem. — Tatuażysta skinął głową z uśmiechem. Naprawdę nie spodziewał się, że tak szybko znowu zobaczy Rusha. — Co dla nas wymyśliłeś?
— Zobaczysz. — Anglik zaserwował mu jeden z palety uśmiechów, od których miękły kolana.
Charlie zwilżył wargi językiem i poklepał go po ramieniu.
— To jedziemy?
— Tak. — Rush kiwnął głową, powstrzymując się, żeby nie podejść i nie otworzyć mu drzwi.
Wsiedli do samochodu, a Charlie przez cały czas nie spuszczał wzroku z twarzy mężczyzny. Tęsknił za nim, a równocześnie czuł lekką gorycz. Nie wiedział jeszcze, jak pogodzić te skrajne uczucia i móc faktycznie nawiązać z nim kumpelskie relacje.
— To dzisiaj nie pracujesz? — upewnił się.
Rush uśmiechnął się do niego i ruszył z podjazdu.
— Nie, przełożyłem spotkania na jutro.
— Czyli jednak pokrzyżowałem ci plany… — Charlie westchnął ze skruchą.
Rush spojrzał na niego szybko i krótko, bo prowadził.
— To nie tak! Spotkania z kontrahentami ustalam sobie sam, więc dzień wolny mam, kiedy chcę. — Nie była to pełna prawda, bo może i termin sam ustalał, ale resztę wykonywał na dokładne polecenie brata albo ojca. Nie chciał jednak pokazywać Charliemu, jak bardzo był od nich zależny. Dużo lepszy był wizerunek wolnego strzelca.
— Serio? No, to spoko. Wiesz… ja już poważnie nie mam ci tamtego aż tak za złe, więc nie musisz się jakoś naginać, czy coś — powiedział niepewnie chłopak.
— Ale ja chcę się dla ciebie naginać. — Mężczyzna uśmiechnął się promiennie.
Tatuażysta zastukał palcami w kolano, zawieszając na nim długie spojrzenie. Mieli być kumplami, a takie teksty wykraczały zdecydowanie poza tę granicę. Ale jakoś nie mógł mieć mu tego za złe. Zrobiło mu się przyjemniej.
Jakiś czas jechali, rozmawiając, aż zajechali na naprawdę wielki parking znajdujący się przy… zoo. Rush zgasił silnik i spojrzał na Charliego z czarującym uśmiechem. Chłopak wychylił się przez drzwi.
— Zoo? — Zaśmiał się. — Wow, nie spodziewałem się!
— Ale podoba ci się?
— Jasne, może być fajnie.
Ruszyli w stronę wejścia do kompleksu. Nad bramkami wejściowymi wisiał wielki napis na żółtym tle: „Miami MetroZoo: One of American’s Top Ten Zoos”. Przeszli pod niebieskimi, materiałowymi daszkami, aby dostać się po bilety.
— Jeszcze nie byłem w tym zoo. Ładne jest? — zagadał Rush do Charliego.
— Nooo, świetne. Z Mikiem tu przyjeżdżaliśmy, gdy byliśmy młodsi. W środku są knajpy, będziemy mogli potem pójść się czegoś napić, co?
— Jasne, sprawisz mi ogromną przyjemność, jak dasz się do którejś zaprosić na kawę — odparł Rush, podchodząc do kasy biletowej. Kupił dwa bilety, nim Charlie zdążył zareagować.
— Ale to nie randka, mogę za siebie płacić… — mruknął chłopak. Ciężko mu było czasem czuć się przy Rushu rzeczywiście jak drugi facet, kolega. Ten chyba naturalnie stawiał go w pozycji… dziewczyny? Randki?
— Możesz, ale nie musisz.
— Kawę ja stawiam — oznajmił i objął go luźno za szyję, pełen entuzjazmu. — Chodź, zobaczysz, jak tu jest super.
— Mhm, prowadź.
Spacerowali ścieżkami całkiem sporego zoo, niestety pełnego dzieci, ale gdzieniegdzie były spokojniejsze rejony, głównie w okolicy barów i knajpek albo mało interesujących zwierząt, takich jak żółwie. Rush doszedł do wniosku, że te, przy głębszej analizie ich sposobu jedzenia, były jednak fascynujące.
Kiedy stali przy ogrodzeniu, za którym leżały rozleniwione, wielkie tygrysy, Charlie oparł się o barierkę i otaksował wzrokiem Rusha.
— Pamiętasz, jak umawialiśmy się na basen?
— Pamiętam, ale nie ustaliliśmy nic konkretnego… — Mężczyzna westchnął z rozczarowaniem, odrywając na chwilę wzrok od Charliego i odprowadzając nim kobietę z dwójką dzieci i mężem. Aż przeszły go nieprzyjemne dreszcze. Nie chciał nawet myśleć o swoich powinnościach.
— No, nie zdążyliśmy. Zdążyło się spieprzyć…
— Ale teraz możemy to odrobić.
— Mhm, tylko musisz poczekać. — Charlie uśmiechnął się lekko pod nosem, niby wyjątkowo zainteresowany tabliczką, na której opisana była ilość populacji na świecie chrząszczy, które znajdowały się za szklaną ścianką. — Mam świeży tatuaż na klacie.
— Tak? — Rush zainteresował się od razu. W głowie uśmiechnął się dodatkowo, domyślając się, dlaczego Charlie zaczął temat basenu. To było słodkie. Chciał się pochwalić.
— Noo, mogę ci pokazać potem, jak chcesz. Ale jeszcze nie jest skończony.
Grey schylił się do chłopaka.
— Z miłą chęcią zobaczę — wymruczał zmysłowym głosem, a Charlie westchnął w duchu, patrząc na niego z bliska.
— Mhm… — mruknął nieprzytomnie.
— Nawet taki niedokończony.
— Pokażę ci…
— Kiedy?
— Kiedy chcesz…?
— Nawet dzisiaj… — Rush westchnął, z ciężkim sercem odsuwając się od Charliego, kiedy przypomniał sobie, że to nie randka, a dodatkowo wokół biegały dzieciaki krzyczące coś o tym, jakich to obleśnych robali przed chwilą nie widziały w terrariach.
— To potem możemy pojechać do mnie? — zaproponował tatuażysta, patrząc na niego czujnie.
— Zapraszasz mnie, Charlie? — Rush oparł się plecami o barierkę, poprawiając włosy.
— No, tak to chyba zabrzmiało. — Chłopak zaśmiał się. — Chcesz?
— Oczywiście, że chcę. Powiedziałbym, że czuję się zaszczycony. — Mężczyzna kiwnął mu głową kurtuazyjnie, a Charlie znowu się roześmiał.
— Jak zwykle jak książę!
— Ciebie księżniczką jednak nie śmiałbym nazwać.
Chłopak stuknął go pięścią w ramię z prześmiewczym wyrazem twarzy.
— Spróbowałbyś.
Rush uśmiechnął się do niego szczerze. Naprawdę lubił spędzać czas z tym chłopakiem.
Chodzili po zoo długi czas, ostatecznie lądując w jednej kawiarni na samym środku placu pełnego drzew i ławek. Było bardzo ładnie, a kawiarnia miała stoliki na świeżym powietrzu, więc tam usiedli. Niemal od razu podeszła do nich kelnerka i z uśmiechem zwróciła się najpierw do Rusha, potem do Charliego.
— Co panowie sobie życzą?
— Espresso i szarlotkę — powiedział chłopak i spojrzał wyczekująco na Rusha.
— Espresso i tiramisu — wybrał mężczyzna, a kelnerka dygnęła i zerkając na nich jeszcze raz na odchodne, zniknęła w okrągłym budynku kawiarenki. Przy niej znajdował się mały sklepik z pamiątkami z zoo, takimi jak pocztówki ze zdjęciami zwierząt czy figurki.
— Podoba ci się tu? — zagadał Charlie.
— Zoo jest bardzo ładne.
— Miami jest w ogóle ładne. Gdyby cię rodzina nie naciskała, zostałbyś tu na dłużej?
Rush zamyślił się chwilę, rozglądając się po okolicy. Było dość płasko, więc widział dalekie krańce zoo. Niebo było przejrzyste i jasne, a wszędzie rosły palmy i niskie krzewy.
— Chyba tak. Chociaż za domem też trochę tęsknię.
— Za czym najbardziej?
— To głupie — prychnął.
— Hm? No powiedz.
— Umm… Za klimatem. — Zaśmiał się, poprawiając włosy, jakby nagle zakłopotany.
Charlie zamrugał. Był w naprawdę dużym szoku, bo wiedział, że całkiem sporo Amerykanów przenosiło się z północnych stanów na Florydę właśnie dla jej klimatu. To więc była bardzo wyjątkowa opinia.
— Serio? Że tutaj za gorąco?
— Nie, że za gorąco, tylko… Ech, jest inaczej. Wiesz, inna przyroda, pogoda. I nie ma tu takich miejsc, w których można być zupełnie samemu.
— Co masz na myśli? Jakie miejsca na przykład?
— Na przykład polana w lesie. — Rush zaśmiał się znowu. Nie przypuszczał, że kiedyś będzie o czymś takim gadał z kimś z Miami.
Charlie spojrzał na niego z błyskiem w oku.
— Rush, ale z ciebie romantyk! — Śmiał się, odchylając do tyłu na krześle.
Mężczyzna pokręcił głową z rozbawieniem, a nawet lekkim politowaniem wobec własnej osoby. Wielu uważało, że jego słodkie słowa i gesty były aktorstwem, ale on naprawdę lubił być czarujący i romantyczny.
— Tylko dlatego, że lubię kolacje przy świecach i spacery po lesie? — przekomarzał się z chłopakiem.
— Hmmm… Sam na sam na polanie, przeprosiny w różnych językach, bukiety róż… Tak, jesteś strasznym romantykiem.
— A to źle?
Chłopak przygryzł wargę i poczekał, aż kelnerka postawi przed nimi kawę i ciasta, które właśnie przyniosła. Kiedy odeszła, pochylił się trochę nad stołem i odpowiedział z lekkim uśmiechem:
— Nigdy nie mówiłem, że mi się to nie podoba.
Jego rozmówca momentalnie rozjaśniał.
— Wybitnie podobają mi się twoje słowa.
Charlie tylko zaśmiał się cicho, biorąc na widelczyk kawałek szarlotki. Była jeszcze ciepła i parująca.
Popatrywał na mężczyznę, jedząc, a Rush odpowiadał mu spojrzeniem i popijał kawę. Czuł się zrelaksowany, a słońce przyjemnie grzało go w plecy. Do tego siedział z Charliem i nie musiał wysilać się nad podtrzymaniem tematu i udawaniem zainteresowania rozmówczynią, jak to zwykle bywało w przypadku jego randek.
— Ale wiesz… Tutaj też da się znaleźć miejsce, żeby pobyć tylko we dwójkę. — Charlie wrócił do tematu. — Wystarczy wypłynąć na ocean. Nie to samo co las, ale też fajnie.
— Masz na myśli wynajęcie łodzi? — zamruczał Rush, biorąc się za swoje ciastko i z zastanowieniem zagryzając zęby na widelczyku.
— Mhm, wtedy masz pewność, że nikt nie będzie przeszkadzał.
Rush wydął wargi, myśląc chwilę. Postukał się po nich widelczykiem, wyglądając wręcz rozkosznie, na co nawet obsługująca ich wcześniej kelnerka w żółto-białym uniformie zwróciła uwagę. Przystanęła przy barze i zamiast wziąć z niego tackę z dwoma wysokimi pucharami pełnymi lodów, zerkała w ich stronę.
— A ty chciałbyś mi potowarzyszyć?
Tatuażysta zaśmiał się, pakując do ust kolejny kawałek ciasta. Chodzenie po zoo i oglądanie zwierzaków było niezłą frajdą, ale siedzenie tu, jedzenie tych pyszności i patrzenie na przystojnego mężczyznę zgoła nie gorsze.
— Myślałem, że w takie miejsca chcesz zabierać swoje randki — odparł z uśmiechem.
— Je także będę mógł zabrać — odpowiedział luźno Rush, po czym pochylił się w jego stronę. — Chyba że uznam, że nie są tego warte.
— A ja jestem, tak? — Charlie również pochylił się nad stołem, patrząc na niego zadziornie.
— Chyba w to nie wątpisz?
Charlie pokręcił głową.
— Spoko, jak będziesz chciał się wybrać, to okej.
— Jeśli chcesz, to możesz kogoś ze sobą zabrać — dodał Rush, nie patrząc na chłopaka, aby nie było widać, że wcale tego nie chciał. Dla pozoru dokończył ciastko.
Chłopak spojrzał na niego podejrzliwie. Odłożył widelczyk i napił się kawy.
— Myślałem, że chcesz tylko we dwóch…
— Chciałbym, przyznaję. Jednak nie chcę, żebyś poczuł, że to randka.
— Tak, najlepiej brać na każde spotkanie przyzwoitkę — odparł żartobliwie Charlie.
— A teraz widzisz jakąś? — odgryzł się Rush z uśmiechem. Naprawdę chciał spędzać jak najwięcej czasu sam na sam z Charliem, ale uznał, że czymś takim jak wypad wynajętą łodzią na mały rejs mógł wkupić się w łaski reszty zespołu.
— No, to pogadamy, jak znajdziesz czas. To się coś zorganizuje — odparł Charlie.
Odłożywszy filiżankę, wyjął z kieszeni portfel, na który Rush popatrzył tak, jakby zabił mu zwierzątko z dzieciństwa.
— Przypuszczam, że dalej chcesz się upierać przy tym, że ty płacisz?
Charlie roześmiał się z jego miny i stanowczym gestem położył banknot na stoliku.
— Ale jestem okrutny, co?
— Bardzo. Me serce aż krwawi! — Rush zrobił dramatyczną minę, przyciskając dłoń do klatki piersiowej.
— Oż, bo za bardzo chcesz mnie rozpieszczać. Daj mi czasem poczuć kontrolę — odparł Charlie, chowając portfel.
Rush uśmiechnął się swoim firmowym uśmiechem.
— Bo uwielbiam cię rozpieszczać.
Chłopak aż zapatrzył się na jego usta, po czym pokręcił głową i szybko spytał:
— To co? Do mnie? Pokażę ci tatuaż.
Mężczyzna ochoczo pokiwał głową. Wstali od stolika, minęli kilka rodzin z dziećmi, bo głównie w takich grupach poruszali się tu odwiedzający, po czym ruszyli do wyjścia z zoo. Było już późne popołudnie, a oni nawet nie zauważyli, że spędzili ze sobą tyle czasu. Rozmawiało im się wspaniale i nawet Rush był tym odrobinę zaskoczony. Charlie tymczasem usiłował sobie wmówić, że Rush mógł być tylko jego kumplem. Nie chciał się wpakować w kolejny dziwny związek.
— Wskakuj — rzucił Rush do chłopaka, gdy znaleźli się przy samochodzie.
Charlie usiadł na miejscu pasażera w wygodnym BMW, które idealnie pasowało do całokształtu Rusha. Chyba jedyne, co mogło bardziej zgrać się z Greyem, to biały koń. Tak go przynajmniej widział tatuażysta.
Rush wyjechał z parkingu, odprowadzony zaciekawionym spojrzeniem dwóch nastolatek, które stały przy nowym pickupie z telefonami w ręku, jakby na kogoś czekały. A teraz obie wpatrywały się w tego przystojnego blondyna, który nawet nie zwrócił na nie uwagi, niemalże podniecony szansą zobaczenia nowego tatuażu Charliego.
Kiedy wreszcie dojechali pod mieszkanie chłopaka, ten niemalże wyskoczył z samochodu, patrząc za Rushem. Poszperał w kieszeni za kluczami, idąc do drzwi.
— Chodź!
— No idę, idę! — Anglik zaśmiał się, zamykając samochód. Nonszalanckim krokiem udał się za byłym kochankiem.
Charlie uśmiechnął się do siebie i otworzył mieszkanie.
— Coś zimnego do picia? — spytał, kiedy weszli do środka.
— Wodę z lodem, jakbyś był tak miły — poprosił Rush, rozglądając się po mieszkaniu.
Stał w gościnnym pokoju, który łączył się z częścią kuchenną na podwyższeniu. W rogu przy ścianie stało biurko z komputerem, a obok sztalugi, zasłonięte jednak białą narzutą i jakby dawno nieużywane. Na biurku za to walały się szkice, ołówki i wzory. Na samym środku stała długa kanapa w kawowym kolorze, dwa fotele i ciemny, niski stolik. Na ścianach wisiały powiększone, czarno-białe zdjęcia przyrody, a na półkach stało sporo zdjęć i książek, głównie o tematyce artystycznej.
Kiedy Rush oglądał mieszkanie, Charlie powędrował do kuchni po wodę.
— Bardzo ładne — rzucił gość. Naprawdę tak myślał. Było skromne, jak na jego standardy, ale urządzone ze smakiem. Tylko małe.
Charlie uśmiechnął się do niego, wracając z kuchni.
— Dzięki. Lubię to mieszkanie. Siadaj — zaproponował, stawiając na stoliku wysokie szklanki.
Rush rozsiadł się na kanapie i z nadzieją spojrzał na tatuażystę, żeby ten usiadł obok niego. Chłopak zrobił to tak, że niemal czuł ramię mężczyzny przy swoim.
— Twojemu hotelowi jednak nie dorównuje. — Zaśmiał się cicho, sięgając po swoją wodę. Wiedział, że dla Rusha to nie było nic wow, mimo że sam był ze swojego mieszkania bardzo dumny.
— Ale ja mojego hotelu nie urządzałem. Podasz wodę? — poprosił Rush, kładąc rękę na oparciu za plecami Charliego.
Ten otaksował go krótko, po czym wyciągnął do niego jego szklankę.
— A jak urządziłbyś swoje?
— Prosto.
— Ale nie przenosisz się nigdzie? To znaczy… pewnie skoro wrócisz do Anglii, to tu nie kupisz mieszkania, co? — mruknął Charlie, opierając się i z przyjemnością czując jego rękę za sobą.
Rush westchnął ciężko, opadając głową do tyłu.
— Uch… Wiesz, hotel jest wygodny, nawet na dłuższą metę. — Obrócił głowę, zerkając na chłopaka. — A poza tym nie wiem, ile tu będę….
— Nawet tak mniej więcej? — Charlie starał się upewnić.
Mężczyzna napił się wody, wpatrując się przez chwilę w pływające w niej kostki lodu.
— Na pewno jeszcze najbliższe dwa miesiące. Nie wiem, czy później będzie jakaś kolejna umowa do zawarcia czy coś. No, się zobaczy. — Spojrzał na chłopaka i lekko, jakby pocieszająco, uśmiechnął się.
— Dwa miesiące…? — wykrztusił chłopak, autentycznie zawiedziony, co było wręcz namacalnie widoczne w jego postawie i minie.
Rush nie powstrzymał się i pogłaskał go po włosach.
— Mhm… Całe dwa miesiące. Ale Miami i okolice to duży rynek. Coś pewnie jeszcze tu będzie.
— No… Byłoby fajnie. I mam nadzieję, że nie tęsknisz tak bardzo za klimatem i nie będziesz próbował przyspieszyć wyjazdu. — Gospodarz zaśmiał się, próbując rozładować swoje własne napięcie. Dwa miesiące… To krótko. Niby wcześniej nie byli ze sobą długo, ale i tak zdążył przywyknąć do Rusha i naprawdę lubił spędzać z nim czas. Najwyraźniej dosyć łatwo się przywiązywał. I prawdopodobnie znowu mógł mieć przez to problemy.
Pił w milczeniu wodę, patrząc na gościa, zagubiony w tych myślach. Na szczęście Rush wyrwał go z nich dość szybko.
— Coś taki zadumany?
Charlie wzruszył ramionami i uśmiechnął się z zakłopotaniem.
— Nieważne. Pokazać ci tatuaż? — Najwyraźniej nie mógł się doczekać, aż Rush go zobaczy i wolał rozmawiać o tym niż o jego wyjeździe.
— Jeszcze pytasz? — Rush aż niecierpliwie poprawił się na kanapie.
Chłopak odsunął się kawałek od oparcia i zdjął podkoszulek, ukazując mu swoje śniade ciało. Na klatce piersiowej miał wciąż nie całkiem wygojony, ale niemalże ukończony tatuaż. Były już wszystkie kontury i większość kolorów. Cały napis był widoczny, a talent Jasona odbijał się w każdym szczególe.
Rush momentalnie zapatrzył się na tatuaż. Nie spodziewał się, że będzie tak duży, a do tego taki… super. Widział, że jeszcze nie był skończony, ale już robił wrażenie. A serce na środku, które Charlie miał już wcześniej, wydawało się jakby żywcem wyrwane z klatki piersiowej.
— Wooow… — wydusił.
— Podoba ci się? — spytał Charlie, obserwując jego reakcję. Sam był niesamowicie zadowolony z powstającego tatuażu. Uwielbiał dzieła Jasona i uważał, że napis naprawdę oddawał jego myśli.
— Tak… — zdołał wykrztusić Rush. — Boli cię teraz? — spytał szybko, podnosząc wzrok na brązowe oczy Charliego. Skóra nadal była czerwona.
— Czasem trochę piecze, ale coraz mniej. Za to swędzi jak jasna cholera, ale ruszać nie mogę. — Tatuażysta uśmiechnął się automatycznie bardzo szeroko, bo cieszył się, że mu się spodobał.
— A kiedy będzie skończony?
— No, jak się to zagoi, za jakieś dwa, trzy tygodnie ostatnia sesja. Zobaczysz, jaki będzie ekstra, jak Jason skończy ogień.
— Bo on nie robił ci tego feniksa? — dopytywał, popatrując to na jego twarz, to na klatkę piersiową. Naprawdę był pod wrażeniem.
— Nie, nie znałem jeszcze Jasona, kiedy robiłem feniksa. Mam go już dobre trzy lata.
— Ale i tak jest gorący. — Gość wyszczerzył do niego bialutkie zęby.
— No, cały płonę! — Charlie zaśmiał się, a Rush chciał jeszcze coś dodać, ale powstrzymał się. Mieli być kumplami.
— A czemu feniks? — Zmienił temat.
— Bo jest taki… dziki na swój sposób, ale łagodny. Zawsze mi się wydawało, że do mnie pasuje. No i ten ogień… Głupie, ale kojarzy się z ryzykiem. Wiesz, mówi się „igrać z ogniem”, a to trochę do mnie przylgnęło. Opowiadałem ci, że jak byłem młodszy, to lubiłem głupie wyskoki, a zrobiłem go, jak miałem dziewiętnaście, więc wciąż to we mnie wtedy tkwiło. I tak wyszło — skończył płasko, wzruszając ramionami.
— Faktycznie, coś wspominałeś. Ale bez szczegółów. — Rush przekręcił się na kanapie, opierając łokieć o kolano. — Nie opowiedziałbyś mi czegoś jeszcze?
— Hm? A co na przykład? — spytał Charlie, sięgając po koszulkę, by założyć ją z powrotem.
— Mmm… No, nie wiem. Urodziłeś się tu? Jakie miałeś dzieciństwo? Wszystko, co ci przyjdzie do głowy.
— Um, no, tu się urodziłem. Mieszkałem na północy Miami. Dzieciństwo… Obydwoje rodzice to chirurdzy. Chcieli, żebym szedł w ich ślady. Zawiedli się, kiedy zacząłem chodzić na lekcje rysunku.
— Wyprowadziłeś się od nich?
— Taa… Mama rzuciła kasą na mieszkanie, gdy skończyłem szkołę. Miałem z dziewiętnaście lat.
— A ojciec? Widujesz się z nimi często?
Charlie pokręcił głową.
— To właśnie przez niego tak wcześnie się wyprowadziłem. Jak wyszło, że jestem homo, to się wściekł. — Charlie zaśmiał się nieprzyjemnie, bo wspominanie tamtego dnia wcale nie było przyjemne. Choć wiedział, że jego ojciec i tak nie zareagował najgorzej i bywały bardziej drastyczne przypadki. — Dopiero potem sobie przypomniał, że jestem jego jedynym synem.
Rush momentalnie zmarszczył brwi. Nawet wolał nie myśleć, jakby jego rodzice zareagowali, gdyby się dowiedzieli. Albo jego brat. Uch… Aż miał dreszcze na samą myśl.
— I nie odzywacie się do siebie? — spytał, prawdziwie zatroskany.
— Tyle co na święta, jak przyjeżdżam — odparł Charlie. Wiele o tym nie myślał, ale jak już, to wyraźnie markotniał. — Omija ten temat, udając, że jestem „normalny”.
Gość, słysząc to, westchnął ciężko. Tak, ta głupia pogoń za „normalnością”. Dlatego na stałe szukał dziewczyny. Cieszył się, że na nie leciał.
— Nieprzyjemnie.
— Noo… A wiesz co mnie najbardziej wkurwia poza tym, że nie chce przyznać przed sobą, jakiego ma syna?
— Co?
— Pytania, kiedy przyprowadzę dziewczynę i czy spłodzę mu wnuka — powiedział Charlie, wydymając wargi. — A ja idę w tę farsę, żeby się mama nie martwiła. Bo się ojciec wkurzał, jak mu chciałem przemówić do rozsądku.
Rush zwiesił głowę.
— Domyślam się, co czujesz.
Chłopak myślał chwilę, po czym sięgnął go jego karku i pogłaskał po włosach.
— Ciebie też tak o to męczą?
— Ja muszę wziąć ślub. O tym nawet nie ma rozmów.
— Ale jak… musisz? A co by było, gdybyś wybrał faceta?
Rush oparł łokcie o kolana i dopiero spojrzał na chłopaka. Gdy był poważny, wglądał inaczej. Dojrzalej i bardziej na swój wiek.
— Nie ma takiej opcji. U mnie nie słucha się Eltona Johna. — Zaśmiał się gorzko.
— Rush, no kurde… I co, zmusisz się, nawet jak się zabujasz w facecie? To chore, wiesz? — mruknął chłopak.
— A ty niby lepszy? Nawet nie utrzymujesz kontaktu z rodzicami — odpowiedział Rush z poirytowaniem.
— No, ale nie mam zamiaru się do niczego zmuszać! Daj spokój… kurde, wolę już taki chujowy kontakt, jaki mam, niż robić coś, by tylko przypodobać się starym. To twoje życie. Musisz mieć nad nim kontrolę. Ty, a nie ktoś.
Rush zmierzył go przeciągłym spojrzeniem.
— Dlatego chcę nagiąć zasady i szukam… kogoś, kto to wytrzyma. Oczywiście, jeśli nie znajdę odpowiedniej dziewczyny.
— I co dokładnie musiałby ten ktoś wytrzymać? — spytał Charlie, stukając palcami w kolano.
— No… eee… — Rush znowu zagapił się w podłogę. — No, moją żonę — wymruczał ledwo słyszalnie.
Na twarzy chłopaka od razu pojawił się grymas.
— To takie trochę… nie fair.
— Wiem.
— Musisz mieć cholernie restrykcyjnych rodziców…
Rush o mało się nie roześmiał.
— A twój brat? Już żonaty? — spytał Charlie.
— Ma narzeczoną.
Chłopak skinął głową. Sytuacja Rusha nie malowała się za ciekawie, jak wnioskował. Nawet jeśli on nie rozmawiał z rodzicami, to i tak odważył się im o tym powiedzieć. Rush nawet nie brał tego pod uwagę.
W końcu Anglik klepnął się w udo i wyprostował się.
— Dość tych smętów.
— Taa, ciesz się wolnością w Miami.
Później przez dobre dwie godziny rozmawiali już na lżejsze tematy, aż w końcu wspólnie uznali, żeby Rush zbierał się do siebie. Charlie odprowadził go do drzwi i oparł się o futrynę.
— To do zobaczenia, hm?
— Do rychłego. — Gość uśmiechnął się do niego czarująco i musnął dłonią kosmyk jego kasztanowych włosów.
Chłopak uśmiechnął się przelotnie. Poczuł gwałtowne pragnienie usłyszenia jego angielskiego akcentu, ale głupotą byłoby teraz się o to prosić.
— Mhm… To odezwij się, gdy będziesz mieć wolne.
— Oczywiście. I umówimy się na ten wypad na łódź — przypomniał mu Rush i cofnął się o krok w stronę swojego samochodu. Nie chciał iść, ale wiedział, że powinien.
— Jasne, pamiętam — odparł chłopak, odprowadzając go wzrokiem.
Rush uśmiechnął się po raz ostatni, pomachał Charliemu i wsiadł do swojego samochodu.

6 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 22 – Miły wypad z kumplem

  1. Katka pisze:

    Tigram, hehehehe, taaa, Rush potrafi zwalić z nóg swoim podejściem do świata i specyficznym pojmowaniem XD A o tym o żółwiach aż zapomniałam XD Czuję, że będzie mi się dobrze czytało od początku przy poprawianiu :)

  2. TigramIngrow pisze:

    O żółwiach: „Rush doszedł do wniosku, że te przy głębszej analizie ich sposobu jedzenia, są jednak fascynujące.” Że coooooo? Ahahahaha- hahahaha- hahahahh!

    „Rush popatrzył na jego portfel, jakby zabił mu zwierzątko z dzieciństwa”.Hehehhehehe, jaki uczuciowy!

  3. dattebayo pisze:

    Już myślałam, że Charlie się złamie i skonczy z tym całym ‚kumplowaniem się’, ale twardo się chłopak trzyma! Ciekawe jak długo :P. Rush przesłodki jak zawsze, chociaż czegoś się chyba od Charliego nauczył i przynajmniej czasem mówi do niego po imieniu.
    Zdecydowanie brakowało mi dzisiaj Mika i Jasona…

  4. Gordon pisze:

    o kurwa. Zajebiscie, teraz sie zastanawiam czy serio Rush odjedzie i znajdziecie innego faceta mlodemu czy jednak zostanie. gdyby to byla inna strona z nie waszymi opowiadaniami to bylbym pewien ze blondyn zostanie i beda z Charliem razem. No ale tak to trudno powiedziec ;p Oby jednak zostal, ten facet jest zabojczo rozbrajajacy. hm chyba nie bedzie przesada jak powiem ze to moja ulubiona wasza postac ;p

  5. Roselani pisze:

    Dwa miesiące?! Charlie jest zawiedziony? To ja jestem zawiedziona! Nie róbcie mi tego. Rush jest taki słodki i kochany. Teraz nawet całkiem szczery. Naprawdę go uwielbiam. Uroczy książę na białym koniu.
    „Rush popatrzył na jego portfel, jakby zabił mu zwierzątko z dzieciństwa” -umarłam przy tym zdaniu. Czy on nie jest rozkoszny? Ma takie zabawne cechy.
    Uwielbiam, jak całe rozdziały są tylko dla nich. Zdecydowanie ich faworyzuje. Ale nic nie poradzę – super są. A Charlie niestety naiwny sądząc, że może mieć z Rushem kumpelskie relacje. Mam nadzieję, że szybko się o tym przekona.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s