Fire Dragon Tattoo Studio – 21 – Szczęście w nieszczęściu

Jason stał przy pomarańczowym Mustangu swojego młodego szefa i śmiał się ochryple z całego wieczoru. Modelki, którą poderwał dla wygrania zakładu ze swoim naiwnym współpracownikiem, pozbył się łatwo i bez komplikacji. Co więcej, Mike dostał jej numer do kieszeni. Towarzysząca im w tym wszystkim przedstawicielka płci pięknej, Kate, też była we wspaniałym humorze. Może również trochę zataczająca się, ale to nie było niczym niezwykłym.
— Udało ci się, farciarzu! — Roześmiała się pijacko, szturchając Jasona w ramię, czyli musząc sięgnąć całkiem wysoko do tego dwumetrowca. — Będzie stówa, co?
— Prosta kasa. I do tego w jakim stylu. — Mężczyzna wyszczerzył się, opierając nonszalancko o samochód. Lubił wygrywać, jak każdy.
Mike pokręcił głową. Niestety musiał mu przyznać rację. Jak na homo, świetnie udawał heteryka.
— Biedny Charlie — zamruczała dziewczyna, chichrając pod nosem. Uwiesiła się na Mike’u, a zaraz potem gwałtownie pomachała do chłopaka, który wyszedł z klubu i ruszył w ich stronę.
Jason uśmiechnął się wrednie, ale tego uśmiechu nie było widać, ponieważ było już bardzo ciemno, a oni bynajmniej nie stanęli pod samą latarnią. Nawet wielka palma za ich plecami tworzyła swoisty daszek przed blaskiem księżyca.
— Gdzie się szlajałeś? — warknął Mike, kiedy Charlie już do nich podszedł.
Ten podrapał się po włosach, wyglądając na speszonego. Potem wcisnął dłonie w kieszenie spodni i zabujał się na stopach w przód i w tył.
— Na Rusha wpadłem… — mruknął.
— Co?! — pisnęła Kate, a pozostała dwójka zamrugała powiekami.
Tego się najwyraźniej nie spodziewali. Jason raczej zakładał, że chłopak zwiał przed jakąś nachalną dziewczyną i bał się wrócić na parkiet, żeby ta znowu go nie dopadła. Ale widocznie dał się złapać komuś innemu.
— I to cię zatrzymało? — zapytał kpiącym głosem.
— No… bo poszliśmy pogadać.
— O czym niby? — warknął Mike, zakładając ręce na piersi, a Charlie zerknął na niego niepewnie.
— Ustaliliśmy, że szkoda by było przerywać kontakt…
— Ty chcesz jeszcze się z nim spotykać?!
— Ale tak tylko na piwie, jako kumple — uprzedził, przeczesując nerwowo włosy. Wiedział, że dla Mike’a to brzmiało debilnie.
Kumpel popatrzył na niego wilkiem, po czym machnął ręką.
— Żeby nie było, że nie uprzedzałem! — oznajmił ostro, otwierając samochód.
Jason westchnął z rozczarowaniem i bez pytania wpakował się na miejsce pasażera. Charlie popatrzył na nich, wydymając wargi.
— Katy? Też z nimi jedziesz, czy cię odwieźć?
Dziewczyna popatrzyła to na niego, to na Mike’a i westchnęła ciężko.
— Piłeś?
— Tyle co na początku. Nie więcej niż oni — mruknął.
— To jadę z tobą. — Złapała go za rękę. — No, chodź i nie rób takiej minki.
Charlie spojrzał na samochód, w którym siedział Mike. Ten pokręcił głową i wcisnął pedał gazu, a tatuażysta westchnął i skierował się z Kate do swojego auta. Dziewczyna jeszcze pomachała żywo odjeżdżającej dwójce. Poszła z Charliem głównie dlatego, by zrobić Mike’owi na złość za to, że przez cały wieczór nie zwracał na nią uwagi. Pomyślała, że zostawienie go sam na sam z Jasonem było wystarczająco okrutną karą. Wszyscy wiedzieli, jak Mike bał się tego wielkiego tatuażysty i jak starał się go unikać, gdy tylko się dało.
Wsiedli do Dodge’a Charliego i ruszyli spod klubu Space.
— Jak się bawiliście? — spytał chłopak.
Kate rozsiadła się wygodnie w fotelu i przeciągnęła się. Lubiła imprezować, a z tą paczką zawsze było dużo frajdy.
— Noo… fajnie było. Ta laska, którą wyrwał Jason, była nawet spoko.
Charlie zaklął pod nosem.
— Szlag, nie powinienem z nim wchodzić w żadne zakłady!
— No weź. To tylko stówa.
— A tam kasa. Znowu wyszło na jego… — Charlie westchnął, jednak z drugiej strony nie żałował, że Rush mu przerwał. Jego widok po tak długim czasie naprawdę go ucieszył. Mimo że Rush był dupkiem.
— Powinieneś się przyzwyczaić. — Kate popatrzyła na niego z politowaniem godnym osoby nigdy niepopełniającej błędów, a chłopak odpowiedział spojrzeniem pełnym wyrzutu.
— Dzięki, że od początku we mnie wierzyłaś.
— Ej no! Kiedy byłeś z tymi dwoma dziewczynami, serio stawiałam na ciebie!
— Ta… Przez ułamek sekundy — burknął, ale trącił ją łokciem pojednawczo. — Spoko, może to i dobrze, że nie wyszło, bo bym jeszcze skończył z nią w łóżku i by dopiero było.
— Nie dałbyś rady! — Kate zaśmiała się, kładąc na jego kolanie dłoń i przesuwając ją w górę.
— Hej, hej! — Chłopak powstrzymał ją, odrywając jedną rękę od kierownicy, a potem zaciskając na jej nadgarstku. — Weź się nie wydurniaj, Katy.
— No, właśnie o tym mówiłam. — Zachichotała i wystawiła mu język.
— Pedałem jestem, no. Nie w smak mi wasze cipki i cycki.
— Jesteś mega pedałem. Nie doceniasz wygody cycuszków.
— Wygody? — Zaśmiał się z rozbawieniem. — Wolę twarde klaty. Wasze cycki wymiękają przy męskich, umięśnionych torsach.
— Nasze cycki są zajebiste! Nie ma lepszych poduszeczek!
— To idź się na jakiś połóż, jak jesteś taka mądra, co?
— Jakbym miała na jakich, to bym się położyła! — Szturchnęła go palcem. — Mam tylko was, pojeby.
— Masz dwóch przystojniaków w pracy i jednego gada — rzucił żartobliwie Charlie. — Nie narzekaj tyle.
Dziewczyna pokręciła głową z dużo lepszym humorem, zupełnie zapominając o niedoceniającym ją Mike’u.

***

Jason co jakiś czas popatrywał na prowadzącego samochód, przystojnego managera. Był zły, a nawet można by powiedzieć, że wkurwiony, ale przez to seksowny.
Westchnął ciężko w duchu. Odpuścił już sobie przecież.
— Naprawdę tak się martwisz o młodego? — zagadał kierowcę, opierając wygodniej głowę o oparcie. Mimo pozy, nieźle szumiało mu w głowie. Może i miał mocną, ale ilości wódki, jakie w siebie wlał, w końcu musiały zadziałać.
Mike rzucił mu krótkie spojrzenie.
— No, debil zawsze sobie znajdzie jakiegoś dupka, to jak widzę, że leci na kolejnego, to jak mam się nie martwić?! — rzucił z pełnym wściekłości grymasem. Martwił się o Charliego, bo co by ten nie mówił o tym, jak to chciał być odpowiedzialny i samowystarczalny, tak często pakował się w coś, z czego potem trzeba było go wyciągać. A Mike, jako przyjaciel, zwyczajnie chciał, żeby mu się w końcu w czymś udało.
Jason mimowolnie się uśmiechnął.
— Lepiej by było, gdyby leciał na mnie? — wymruczał, wpatrując się w chłopaka, a ten uniósł sceptycznie brwi.
— Taa, bylibyście uroczą parką. A i tak leci na ciebie, z tego co wiem.
— Co najwyżej na niezobowiązujący seks… z tego co wiem… — Jason przymknął błogo oczy. Był pewną siebie osobą, ale przy Mike’u czuł się wyjątkowo zrelaksowany. Do tego ten alkohol…
— Właśnie, na tym się zwykle u niego kończy — burknął chłopak, zatrzymując się na światłach. Spojrzał na Jasona. Widział, że dzisiaj popił wyjątkowo dużo i było to po nim widać. Sam pewnie po tej ilości gadałby z wielkim, porcelanowym telefonem.
— Jez… teś… słodk… — wymruczał niewyraźnie Jason z totalnie zamkniętymi oczami i rękoma zaplecionymi na piersi.
Mike westchnął ciężko z rezygnacją. Ruszył na światłach i dopiero potem zdał sobie sprawę z tego, że nie znał drogi do mieszkania tatuażysty. Zerknął na niego szybko.
— Jason? — rzucił, mając nadzieję, że ten jeszcze nie zasnął.
— Mmm — odmruczał mężczyzna przez sen. Mike się przeliczył. Nie przypuszczał, że ta gadzina tak szybko zaśnie w jego wozie.
Jechał chwilę, zastanawiając się, co zrobić. Jason był spity, co do tego nie było wątpliwości, dlatego wyszedłby na dupka, gdyby go tak po prostu zostawił.
— Szlag by cię — mruknął pod nosem i skręcił w ulicę prowadzącą do swojego mieszkania. Równie dobrze mogę go u siebie przenocować. Starsi wyjechali, więc nie powinno być problemu.
Jechał w ciszy, raz po raz zerkając na śpiącego mężczyznę. Wyglądał zadziwiająco sympatycznie, kiedy nie uśmiechał się tak wrednie i nie gapił się na człowieka spojrzeniem, od którego robiło się chłodno.
Wreszcie, po kilku minutach, zaparkował na podjeździe, wysiadł z samochodu i zaszedł go od strony pasażera. Otworzył drzwi i pochylił się, chcąc chwycić mężczyznę za szczupłe ramię.
— Jason, wstawaj, wchodzimy do domu — szepnął.
Mężczyzna zmarszczył się i zaspanym wzrokiem spojrzał na Mike’a.
— Uch, kurwa… Zasnąłem — jęknął i przetarł dłonią twarz.
— No — mruknął Mike i odsunął się od drzwi, robiąc mu przejście. — Wysiadaj, to pójdziesz spać dalej.
Jason stęknął i pokracznie wygrzebał się z samochodu. Rozejrzał się.
— Jesteśmy u ciebie? — spytał z niezadowoloną miną.
— Nie pasuje? — burknął Mike, zamykając samochód. Klepnął go w ramię zachęcająco. — Do ciebie drogi nie znam, idziemy. Nie marudź.
— Mogłeś mnie obudzić — mruknął Jason, wsuwając dłonie w kieszenie i bez szemrania idąc za szefem.
Mike podążał przodem, czując za sobą cień Jasona. Wyciągnął klucze, żeby otworzyć drzwi, ale kiedy próbował go przekręcić, okazało się, że były otwarte. Zmarszczył brwi. Zapomniałem zamknąć? Otworzył i wszedł do domu razem z Jasonem.
Mężczyzna nie kontaktował na tyle, żeby zauważyć jego niepokój. Po prostu, jak nie on, robił, co mu się kazało i grzecznie szedł za managerem. Mike za to czuł, że chyba popełnił spory błąd. Przełknął ciężko ślinę i tylko nabrał do tego większej pewności, kiedy usłyszał głosy dobiegające z salonu.
— Kurwa… Moi starzy są — jęknął cicho, patrząc na Jasona. Obaj nieźle cuchnęli alkoholem, a do tego Jason wyglądał dzisiaj wyjątkowo dziwnie w tych swoich ciuchach. Jak rockman albo jakiś diler. Miał nadzieję, że rodzice wezmą go za tego pierwszego.
Mężczyzna zamrugał i zmarszczył brwi.
— Co? To ja…
Nie zdążył skończyć, bo nagle zza załomu ścianki wyszła elegancko ubrana kobieta i zmierzyła ich obu podejrzliwym wzrokiem.
— Michael? — Jej głos był chłodny, zdystansowany i na pewno nie brzmiał jak głos osoby, która stęskniła się za synem. Była do niego bardzo podobna. Mieli te same oczy, przy czym, kiedy Mike był dość wysoki, ona wręcz filigranowej budowy.
— Cześć, mamo. — Chłopak odchrząknął, stojąc sztywno przy Jasonie. Kurwa! — Nie spodziewałem się, że tak szybko wrócicie…
— A ja nie spodziewałam się, że ciebie nie będzie w domu — odmruknęła. Nawet nie zaszczyciwszy Jasona spojrzeniem, spytała: — A to kto? I czemu śmierdzisz alkoholem?
— To jest Jason, pracujemy razem w tym studiu, o którym wam wspominałem — wyjaśnił jej syn, starając się mówić tak, jakby nic się nie działo. Wychodziło sztywno. — I… byliśmy na imprezie właśnie.
— Na… imprezie — wycedziła przez zęby. — A jutro masz pracę! — fuknęła, odwracając się na pięcie i wchodząc ponownie w głąb mieszkania.
Jason aż zagapił się na Mike’a. Nie spodziewał się czegoś takiego. Z jednej strony poważna, wręcz sztywna kobieta, a z drugiej, jak na jego gust, wyjątkowo niegrzeczna, bo nawet nie zwróciła się do niego bezpośrednio, by go przywitać. Nie wyglądał na nastolatka, tylko dorosłego faceta, który zasługiwał na chociażby proste „dobry wieczór”.
Chłopak przez chwilę stał z grymasem na ustach, po czym zwrócił się do Jasona:
— Idź na górę, co? Przywitam się z ojcem i zaraz będę…
— Do twojego pokoju? — spytał mężczyzna pro forma i kiedy Mike skinął mu głową, ruszył na górę bez zbędnych pytań. Nie był głupi, nie zamierzał się wtrącać. Miał tylko nadzieję, że nie narobił mu kłopotów.
Chłopak odprowadził go wzrokiem, przełknął ślinę, wygładził na sobie pomiętą koszulkę i wszedł z ciężkim sercem do salonu. Jego rodzice siedzieli na kanapach i pili kawę. Walizki jeszcze stały przy wejściu, co znaczyło, że musieli niedawno przyjechać.
Uśmiechnął się wymuszenie i po chwili wahania usiadł na fotelu. Najdalszym od kanapy.
— Cześć, tato — rzucił.
Lekko siwiejący, barczysty mężczyzna nie zareagował. Matka Mike’a odwróciła wzrok. No pięknie, znowu się zaczyna, pomyślał.
— To… jak było na delegacji? — rzucił sztywno.
— Na pewno lepiej niż tutaj — odmruknął chłodno mężczyzna. — Jak tam twoje interesy? Dobrze się mają, kiedy spijasz się w trupa?
Mike zacisnął zęby i spojrzał na ojca pozornie spokojnie.
— Nie spijam się w trupa, tato. To była normalna impreza, jest piątek wieczór. Interesom nic nie zagraża. — To była prawda. Mike potrafił siedzieć nad papierami po nocach, byle wszystko doprowadzić do końca. Inna sprawa, że jego rodzice tego nie doceniali. Jeśli kiedykolwiek doceniali coś, co robił… Mieli wygórowane ambicje co do jego przyszłości i nie wystarczało im nawet to, że był bardzo dobry w tym, co robił. Ale nie był najlepszy i to ich bolało. Dawali temu piękny pokaz.
— Nie mnie może to oceniać, jednak takie lekkomyślne traktowanie swojej pracy do niczego cię nie doprowadzi — kontynuował ojciec.
Kobieta pokiwał głową, kładąc dłoń na jego kolanie w geście poparcia.
— A do tego ten… mężczyzna. Co to za typ spod ciemnej gwiazdy? Naprawdę pracujesz z kimś tak bezwartościowym?
— Jest najlepszym pracownikiem w swojej branży — odmruknął Mike z ciężkim westchnieniem. Zabolało go, że tak nazwała Jasona, ale nie miał siły się spierać. Wiedział, że zwykle było to bezcelowe. — Poważnie, bardzo się przyczynia do rozwoju naszego studia.
— Taki… — Kobieta wyraźnie szukała jak najbardziej obraźliwego i w jej mniemaniu pasującego do Jasona określenia.
— Obdartus i pseudoartysta chyba, a nie jakiś specjalista — skończył za nią małżonek, jakby ich mózgi były połączone maleńką, niewidzialną niteczką.
— Ważne, jak pracuje, nie jak wygląda przecież. Chodzi o interesy, prawda? — rzucił Mike, chcąc uderzyć w tę strunę, ale już miał dość. Był zmęczony po imprezie i chciał wreszcie pójść spać.
Jego matka wydęła usta. Wyglądała na urażoną.
— A ty myślisz, synu, że chodząc jak prostak, do czegokolwiek dojdziesz? Pieniądze nie leżą na ulicy. Trzeba na nie zapracować nie tylko ciężką pracą, ale i opinią ludzi.
— Wiem, mamo — burknął. — To przecież dobrze wyglądam. Jason jest tatuażystą… nie musi się ubierać w garnitury. Co branża, to inne wymagania.
— A ty w nią wszedłeś — zauważył ojciec chłopaka. — I co, planujesz także tak zmienić swój wizerunek?
— Nie — zapewnił. — A Charliego jakoś akceptujecie, Jason jest z tej samej branży. Zarabiam na tym sporo, to się liczy. — Wzruszył ramionami z pewnością siebie.
— Charlie to zupełnie inna sprawa — uznała kobieta.
— I to nie tak, że go w pełni akceptujemy. Powinien się zastanowić nad swoim życiem, a nie brnąć dalej w tę swoją sztukę — dodał jej małżonek. — Ale nie o nim teraz mówimy, Michael.
— Na sztuce też się da zarobić — mruknął chłopak. — Ale chyba póki prowadzę swoje interesy i idzie mi dobrze, nie macie nic przeciwko studiu…?
— Wiesz przecież, że nigdy nie wtrącaliśmy się w twoje życie. — Te słowa w ustach kobiety brzmiały dla Mike’a iście sarkastycznie.
— Martwimy się o ciebie, żebyś wyszedł na ludzi, tak jak my — dodał jej mąż.
— Staram się — mruknął Mike. Miał dość. Czasami nawet te krótkie wizyty jego rodziców były wyjątkowo męczące. Zawsze czuł nacisk z ich strony i chociaż sam był ambitny, czasem było ciężko bez żadnego wsparcia z ich strony. Na szczęście już dawno się nauczył, że to nie ich powinien próbować zadowolić, tylko samego siebie. Bo to pierwsze nie miało racji bytu, a samodyscyplina znacznie lepiej się sprawdzała.
— Wiemy, Mike, ale czasami samo staranie to za mało, żeby być na szczycie. A w końcu tego chcesz? — spytał ojciec głosem nieznoszącym sprzeciwu, mimo że pozornie uprzejmym i miłym. Jako prawnik miał to doprowadzone do perfekcji. Tak samo łganie w żywe oczy.
— Tak, chcę — odparł Mike, starając się włożyć w ton jak najwięcej przekonania. Nie mógł nie przyznać przed sobą, że wciąż gdzieś w podświadomości starał się realizować pragnienia rodziców, by kiedyś wreszcie byli z niego dumni, choć już nie stanowiło to dla niego siły napędowej. Zresztą, chciał zarabiać. Lubił mieć więcej kasy niż mniej.
— To dobrze. A teraz wyjaśnij nam, proszę, chyba że to osobiste pytanie z naszej strony, co ten… mężczyzna tutaj robi?
Mike odchrząknął, na chwilę się zacinając.
— Wracaliśmy z imprezy, a do Jasona jest stąd strasznie daleko, więc skoro tu było po drodze, to go zabrałem — skończył płasko. Często przy rodzicach tracił swoją zwykłą pewność siebie, co cholernie go wkurzało.
— Skoro uważasz, że to odpowiedni człowiek, żeby u nas spać, to nie możemy się sprzeciwić — odparła kobieta chłodno.
Mike wiedział, że oczami wyobraźni widziała, jak Jason wynosi z ich domu wszystkie kosztowności, aby następnie sprzedać je za działkę.
— Jest w porządku, naprawdę — powiedział z całym przekonaniem, uśmiechając się sztywno. — Nie macie się czego obawiać. Może… poszedłbym już do niego, a jutro jeszcze porozmawiamy? — Nie chciał siedzieć tu przed nimi, śmierdzący dymem i alkoholami, niezbyt reprezentatywny.
— Jestem absolutnie za. I umyj się, bo śmierdzisz — matka wypowiedziała jego myśli na głos, a ojciec potaknął z surową miną.
Mike cierpiętniczo westchnął w duchu i wstał z ciężkim sercem.
— Dobrze, dobranoc — mruknął i wyszedł z salonu. Miał już wrażenie, że się tam dusił.
Przetarł twarz dłońmi i szybko poszedł po schodach do swojego pokoju. Kiedy wszedł do środka, pierwsze co zobaczył to chłodne oczy Jasona wpatrujące się w jego stronę z parapetu okna. Zamknął za sobą drzwi. Bez słowa, jednym ruchem zdjął z siebie koszulkę i odrzucił ją gdzieś w kąt pokoju, a potem podszedł do Jasona.
— Masz szluga? — spytał, a w jego głosie pobrzmiewało zmęczenie.
Mężczyzna bez słowa podał mu paczkę i zapalniczkę. Chłopak odpalił sobie papierosa i zaciągnął się głęboko. Przymknął oczy z nagłej ulgi, która rozlała się po jego dotąd napiętym ciele.
Z zamyślenia wyrwał go głos Jasona.
— Żyjesz?
— Taa — mruknął, opierając się tyłkiem o parapet. — Nie spodziewałem się ich. Przyjechali w kiepskim momencie.
— Mogłeś mnie wyprosić…
— Jasne — prychnął. — Przełkną to. Też tu mieszkam przecież, mogę przyprowadzać kumpli.
— Plus, że nie wyglądam jak skończona ciota. — Jason zaśmiał się ochryple, ale też z wyraźnym zmęczeniem.
Mike skrzywił się, myśląc, co by wtedy powiedzieli rodzice. Wolał nie wiedzieć. Dopalił papierosa, zgasił na parapecie i wyrzucił przez okno.
— Taa… Skoczę się umyć.
Jason tylko kiwnął głową i zapalił kolejnego szluga.

14 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 21 – Szczęście w nieszczęściu

  1. Shivunia pisze:

    Yuu >> Odpowiem za swój współ- mózg XD Co do błędów, to wiesz, nie wszystko się zobaczy, więc no stres z tym pisaniem o nich ;) A jak „obawiasz się” tej ilości komentarzy, to zawsze mamy maila XD
    Ale do rzeczy. FAJNIE że jesteś fanką Rusha i Charliego. To mega cute :D A Jasonek czasami tak ma. Może mu wybaczysz. To… wbrew pozorom spoko koleś ;) Zwykle. „chuj w dupę”… cóż, niektórzy lubią XD
    A laski w opowiadaniach. To takie nadawanie rzeczywistości. W końcu to nie gayland ;p
    Do następnego, dzięki za komcia ;)

  2. Yuu pisze:

    Katka, gdybym ja miała wytykać wszystkie błędy to miałabym najwięcej komentarzy ^ ^” Takich błędów jak z tym wysunięciem malutko, ale literówki są częste. Przecinków nie sprawdzam, bo mi sie nie chce XD
    Yaaay, Rush się odezwał.. I jest mu przykro >////< yay Charlie idź do Rusha! *wielka fanka tej pary* Uch, a Jason mnie zdenerwował. Biedny Charlie… Zawsze mu coś niemiłego się zdarzy ._. Biednemu zawsze wiatr w oczy i chuj w dupe ._. Hmm… Wolę Jasona w wydaniu codziennym, niż tym imprezowym. Z resztą nie lubie czytać o dziewczynach w opowiadaniach o gejach. Ech… No dobra, alece czytać dalej. Do następnego :*

  3. Shivunia pisze:

    MinYang, witamy, witamy bardzo serdecznie :D Fajowsko, że zdecydowałaś się skomentować i dać znać o swojej obecności. Widzę, że dopiero zaczynasz FDTS (matko, nie wiem kiedy nastał ten moment, gdzie 21 rozdział to właściwie początek) i oby się dalej podobało. Ale skoro Rush i Charlie wzbudzają ambiwalentne odczucia (czemu w sumie się nie dziwimy, hehe) to mamy nadzieję, że wątki z pozostałymi postaciami będą cieszyć i rekompensować ewentualne frustracje związane z Rushem XD Jeszcze raz dziękujemy za komentarz i mamy nadzieję na więcej opinii :D

  4. MinYang pisze:

    Ohh… No ten.. To chyba dobry czas żeby zostawić po sobie ślad :) Wcześniej nie chciałam za bardzo, bo był Rush, który nieziemsko mnie irytował, a przy dzisiejszej rozmowie z Charlim dało się go polubić, oby częściej był taki szczery :) To samo Charlie, który przestał się zachowywać jak (przepraszam) ciota zapatrzona w chodzące przed nim ciasteczko (za które Rusha nie uważam jakoś).
    Ogólnie postaci mi się bardzo podobają, są fajnie zrobione, a sam motyw bardzo przyciąga, bo lubię tatuaże :) Już kawałek czasu temu oglądałam gdzieś Miami Ink, nie wiem czy kojarzycie, ale meega mi się podobało, także zdecydowanie interesujące :) Tylko starcie Mike’a z rodzicami… uch.. współczuję.
    Teraz czekam na przybycie Alexa i jego wplątanie w akcję, może być ciekawie, hihi :)
    Gorąco pozdrawiam, Mini :))

  5. Katka pisze:

    Kasia, Mike ma 24 lata, a mieszka z rodzicami, bo NIE ma potrzeby uzależnienia się całkowicie, skoro ich dom jest naprawdę bardzo duży, więc również nie ma potrzeby szukać więcej miejsca, a rodziców bardzo często w nim nie ma, więc mu to właściwie nie przeszkadza :)

  6. Elis pisze:

    Przed chwilą skończyłam czytać to opowiadanie. Podoba mi się i lubię wszystkie postacie, które stworzyłyście.
    Niech w końcu Jason przeleci Mike’a, albo mu obciągnie, popieści. Chłopak może się rzucać prze i po, a trakcie niech jęczy z rozkoszy. Powinien zobaczyć jak to jest z facetem, mimo, że to go brzydzi. Jestem niezaspokojona jeżeli o nich razem chodzi. Jak było to macanko, szkoda, że Jason nie pozwolił sobie na więcej. Tych dwóch musi wylądować w łóżku.
    Czekam na kolejny rozdział. :D

  7. rraarch pisze:

    Biedny Charlie. Wiedziałam, że nie zostawi równie biednego Rusha. Chociaż ta cała presja rodziny… nie wiem… w końcu dorosły jest. Mam nadzieję, że się ogarnie. Ku*wa… takie dwie sieroty z nich ;P A Janson jak to Janson… nawet nie dał szans Charliemu żeby wygrac… a szkoda… powinien nauczyc się przegrywac ;P

  8. Shivunia pisze:

    Gordon >>Niezła analiza :D Według mnie mimo ze Charlie odgraża sie ze kupi sobie lepszy samochód to prędko tego nie zmieni. I do tego breloczek ferrari. Przywiązuje się nasz chłopaczek ;3

  9. Gordon pisze:

    Mlody mnie zastanawia. jest jakos szczegolnie nastawiony na posiadanie czego stalego w zyciu. dobra, jak to beda farmazony to sie nie smiejcie. ale chyba Charlie nie dosc ze z trudnem rzucil wczenisjesza robote, ma ten swoj domek, samochod, mimo ze mlody, to ludzi przy sobie dosc desperacko trzyma. kurwa, Rush go zdradzal, a jest wobec niego dosc przyjaznie nastawiony. jak dla mnie luz, bo lubie Rusha. a mlody chyba potrzebuje czuc sie stabilnie, co? ;p nawet do Jasona z ktorym mu sie ciezko gada jest mily. wiec chyba mu zalezy by miec przy sobie ludzi.
    ale kurwa zaswiecilem analiza…
    rozdzial zajebisty. Jason znowu mnie powalil na lopatki. jaka on ma mocna glowe ;p niech mi ja odda ;p i sie sprawdzilo, kasa wpadla mu do kieszeni.

  10. Katka pisze:

    Roselani, mam bardzo podobny stosunek do takich ludzi jak rodzice Mike’a. Noż aż się chce dla samej zasady powiedzieć „nie!”.

    Raya, dzięki wielkie, poprawiłam ;) A to mnie rozwaliło „Po prostu nie jestem w stanie przewidzieć, kto z kim, jak, gdzie, kiedy… i co znowu odpali Jason XDD” XD

  11. raya pisze:

    chyba powinno być „Tacy fuck-buddies” :)
    rozdział jak zawsze świetny. To co mi sie u was, dziewczyny, podoba najbardziej, to to, że totalnie nie wiem, jak ta cała historia się skończy! Po prostu nie jestem w stanie przewidzieć, kto z kim, jak, gdzie, kiedy… i co znowu odpali Jason XDD
    W Outsiderze już tak nie jest, co nie znaczy, że nie czekam z niecierpliwością na kolejne rodziały haha;D

  12. Roselani pisze:

    Ten rozdział był taki super! Jak ja kocham Rusha. Nareszcie się pojawił i trochę zamieszał. Był cudowny. Taki… Szczery! I okazało się w dodatku, że tak tęsknił za Charliem. Mam nadzieję, że niedługo całkiem straci ochotę na spotykanie się z innymi. No i poczuł odrobinę zazdrości, jak Charlie tak opowiadał o Ryanie. To zdecydowanie dobrze wróży. Normalnie uwielbiam ich razem.
    Co do reszty rozdziału to tak, jak myślałam Jason wygrał zakład, ale to żadna strata, skoro Charlie mógł pogadać w tym czasie z Rushem <3
    No i zostali rodzicie Mike'a. Są straszni. Biedny Mike. Trochę inaczej na niego teraz popatrzyłam. Mam nadzieję, że się im kiedyś jakoś spektakularnie postawi, albo i nawet zwyczajnie, byleby to zrobił. Aż się ma ochotę takim utrzeć nosa, jak się takich widzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s