Fire Dragon Tattoo Studio – 20 – Kobiety

— Katy? Coś nie tak? — Charlie zmarszczył brwi, stając przed dziewczyną. Było zbyt ciemno, by wyraźnie widział jej twarz.
— Nie… Po prostu chciałam pogadać — dodała sucho.
— Jasne, wchodź — odparł, otwierając mieszkanie i przepuszczając ją przodem. — Jak długo w ogóle tu czekasz?
— Jakieś… eee… — zająknęła się, wchodząc. — Która jest?
— Druga dochodzi.
Zamknął mieszkanie i zapalił światło.
— To jakieś trzy godziny chyba — mruknęła, od razu idąc do kuchni.
— Ile…? Mogłaś zadzwonić! — odparł z szokiem, idąc za nią. — Katy, co jest?
— Nic. Chociaż trochę ochłonęłam w tym czasie — mruknęła, jakby ochłonęła aż za bardzo.
— No, to mów, co jest — zachęcił, podchodząc do lodówki. Po chwili wyciągnął do dziewczyny puszkę piwa.
Chwyciła ją i otworzyła zębami. Nie chciała sobie połamać paznokci. Napiła się kilka łyków. Wyglądała normalnie, poza tym, że miała niecodziennie ponurą twarz.
— Jak tam Rush? — wypaliła nagle, a Charlie aż się na nią zagapił.
— A skąd to nagłe pytanie…?
— A tak sobie. To jak?
Chłopak wskoczył tyłem na szafkę, siadając na niej. Milczał chwilę.
— Nie wiem… Nie odzywa się. To ja miałem zadzwonić.
— A nie miałbyś pretensji, gdybym się do niego odezwała? — spytała dziewczyna głosem bez emocji, popijając piwo.
Charlie zamrugał.
— Ej, Katy… Nie wiem, no… dlaczego miałbym mieć? — mruknął, niezbyt przekonany. Obserwował ją uważnie. Głupi by zauważył, że coś było nie tak.
— Bo mam ochotę na seks, a z żadnym z was nie chcę. Mike’a też mam na myśli — odpowiedziała, bawiąc się puszką.
— No i pomyślałaś o Rushu, którego wyzywałaś od dupków, skurwysynów i temu podobnych drani. Co się stało, że taka desperacja, co?
— Ale w seksie jest delikatny — burknęła pod nosem, cały czas unikając odpowiedzi. — I ma zajebiste ciało.
— Noo… ma — przytaknął z gorzkim grymasem. — Ale powiesz mi wreszcie, o co chodzi? Nie stałaś tu chyba bite trzy godziny, żeby zapytać, czy mam coś przeciwko, żebyś się przespała z Rushem.
— Faceci to chuje, a ja nie miałam z kim pogadać — odparła z irytacją, kończąc piwo. Wyrzuciwszy puszę, wyszła do salonu.
Charlie postanowił zignorować pierwszą uwagę i powlekł się za nią. Nie potrafił gadać ze zrozpaczonymi dziewczynami.
— To co ci znowu jakiś facet zrobił?
— Nawet nie, że coś zrobił. To po prostu koleś, na którego polowałam i do mnie przyjechał przedwczoraj. A już dziś miał jakąś dziunię i się z nią ruchał u mnie w salonie — prawie warknęła. Zaczęła się rozbierać. — Ale ten, przenocujesz mnie? Co?
— Jasne — odparł szybko, obserwując ją z progu. — Ale koleś… jak to się z nią ruchał w… twoim… salonie?
— No normalnie… I nie chciałam przeszkadzać — wyjaśniała, zdejmując bluzkę i zabierając się do rozpinania koronkowego, zielonego stanika.
— Ej, ej, chcesz się tu całkiem rozebrać?!
Kate zamrugała, zdziwiona jego reakcją.
— No… Eee, a to jakiś problem? Co ci moje cycki będą przeszkadzać?
Chłopak podrapał się po włosach, coraz bardziej skonfundowany.
— No… niby nic, ale… — Wahał się, nie bardzo wiedząc, jak odpowiedzieć. — Nie wstydzisz się, czy coś…?
— Geja? — Kate skrzywiła się, rozbawiona tym, co słyszy.
— Ale i tak jestem facetem — burknął, nie wiedząc jak wybrnąć. Nie żeby brzydził się cycków, ale czuł naturalne skrępowanie cudzą nagością.
— Którego kręcą chuje, a nie cycki. — Dziewczyna prychnęła z miną, jakby tłumaczyła mu najprostszą rzecz na świecie. Zdjęła stanik i rzuciła go na oparcie fotela, gdzie wcześniej wylądowała jej bluzka.
Charlie jęknął w duchu, ale dziewczyna miała rację. Patrzył na jej cycki, które nie robiły na nim żadnego wrażenia. Wolał płaskie klaty. Nieważne, że Kate miała mały biust. Wciąż wyglądał dla niego niepodniecająco.
— Dół też masz zamiar zdjąć? — spytał wymownie. Tego by już nie zniósł.
— Tylko spodnie. — Wystawiła mu język.
— Chociaż tyle… — Pokręcił głową z westchnieniem, zwalając się na kanapę. Jego własna klatka piersiowa piekła. Był trochę zmęczony tym długim tatuowaniem i całym dniem oczekiwania w napięciu. — A wracając do seksu. Ty serio… że chcesz z Rushem…?
Kate popatrzyła na niego wymownie, rozpinając pasek spodni.
— No baaa… Chyba sam wiesz, jaki jest w łóżku. A ja lubię być dopieszczona.
— No… on by o to zadbał.
— I ma ładnego peniska! — Zaśmiała się, robiąc głupią minę i zdejmując do końca spodnie. W samych majtkach usiadła obok Charliego.
— Nooo. I ładny brzuch. Pewnie przez to pływanie… — Westchnął, przypominając sobie, że kiedyś się z nim umawiał na basen. Kurwa, pomyślał. Nic z tego nie wyszło, a Rush pewnie już wtedy wiedział, że nie wyjdzie. To było najbardziej przybijające. Że miał już to wszystko zaplanowane, a on naiwnie się angażował.
— No, a jak tak się tuli jak kociak i gada te swoje oklepane teksty… — Kate zamruczała i położyła głowę na kolanach chłopaka.
Ten tak się zamyślił, że nawet z początku nie zwrócił na ten ruch uwagi. Poklepał ją machinalnie po włosach.
— Trochę irytujące te teksty akurat… No, może w łóżku są okej — zdecydował jednak.
— No, jak chwali, nawet jak coś jest małe. — Dziewczyna zaśmiała się, przypominając sobie, jak Rush wychwalał jej piersi.
— Bo on w ogóle wszystko chwali — odparł Charlie, zapadając się w sobie, w przeciwieństwie do dziewczyny. — Całą uwagę skupi na tobie. Aż dziwnie, co?
— Czemu? — Spojrzała na niego ciekawie, a chłopak wzruszył ramionami.
— To jest fajne w seksie. No i tak poza też słodkie, ale… Wiesz, fajnie, jakby coś więcej o sobie mówił. Jest taki inny. Chciałoby się go bliżej poznać.
— Hmmm… Trochę w tym racji. Ale dużej liczbie osób takie coś odpowiada. Takie uwielbienie ich osoby i eee… żeby ktoś nie myślał tylko o sobie.
— To głupie — prychnął Charlie. — Może na krótką metę, ale… Sam nie wiem. Wiesz, to tak, jakbyś nie miała kontroli. Facet cię zna, bo skupia się na tobie, a ty nic o nim nie wiesz i chuj. Nie wiesz, jak postępować albo przewidywać jego zachowania.
— Można mu zaufać i naiwnie wierzyć, że będzie dobrze?
— Taaak, a potem dostajesz od takiego w dupę, nawet się nie spodziewając — odparł ostro.
— Ty dostawałeś! — Dziewczyna zaśmiała się, szturchając go łokciem w bok i sugestywnie ruszając brwiami.
— Idiotka. — Pokręcił głową, śmiejąc się. — Cały psikus jednak tkwi w tym, że inni też w tym czasie dostawali.
— Też w dupę? — Miała już o wiele lepszy humor niż na początku.
— A skąd mam wiedzieć? Może i brał tę lalę od tyłu. Ciebie nie brał?
— Nie, no co ty! — Kate skrzywiła się momentalnie.
— Co ja? Nigdy nie próbowałaś anala? — spytał, uśmiechając się. Teraz to on szturchnął ją w nagi bok.
— Nie! — pisnęła i pacnęła go po ręce. — Mam od tego inną dziurę!
Charlie wykrzywił usta w grymasie.
— Taa… I masz też te cycki na wierzchu. — Trącił jedną pierś palcem. — Mike’owi byś pokazała. Byłby bardziej zainteresowany. Mnie się nie masz co chwalić.
— Nie chwalę się. Tak mi wygodniej — fuknęła na niego. — Gdybyś sam ponosił stanik, to byś zobaczył, jakie to niewygodnie po całym dniu. A i Mike’a w to nie mieszaj.
— Gdybym ja latał z moim kutasem na wierzchu, mówiąc, że tak mi wygodniej, też by było okej?
— Ty nie lubisz cycków, ja lubię penisy. — Kate popatrzyła na niego wymownie. — Widzisz drooobną różnicę?
Charliemu momentalnie coś zaświtało.
— Poleciałabyś na mojego, gdybyś nie wiedziała, że jestem homo? — wypalił.
— Eee… no. Co to w ogóle za głupie pytanie? — Kate speszyła się, przypominając sobie ich pierwszą rozmowę i to, jak szczerzyła zęby do Charliego.
— Ha! Czyli byś poleciała. — Uśmiechnął się do siebie i dodał już odrobinę mniej pewnie. — A bo założyłem się z Jasonem, który pierwszy wyrwie laskę.
Kate zamrugała, otworzyła usta, zamknęła je i ponownie otworzyła.
— Co…? Serio?
— Noo… Ale to przez Mike’a, bo kazał mi za taką małą przysługę — mruknął. — A Jason wpadł na jeden ze swoich genialnych pomysłów i założyliśmy się o stówę.
— Wiesz, że ci nie pomogę — poinformowała go Kate, zakładając ręce na piersi.
— No, ale pomyśl… Którego byś wolała? Mnie czy Jasona? — spytał Charlie niemalże formalnym tonem, na co Kate zachichotała.
— Charlie, matko, ty wiesz, jakie to debilne pytanie?
— Dlaczego debilne?
— Bo nie umiem o was myśleć w takich kategoriach. No i kurcze… Nie no, Charlie, jesteś głupi! — jęknęła, zasłaniając twarz i chichocząc.
— Spadaj! — Rozważał zrzucenie jej z kanapy, ale ostatecznie zaczął ją łaskotać po nagim brzuchu. — Dzięki za pomoc, niewdzięcznico.
Kate pisnęła i skuliła się, starając się zasłonić brzuch.
— Aaa, hahaha, kurna, Char… Hahaha, weź te łapska, bo cię dziabnę! No, aaa… Hahaha, kur…! — Miotała się na jego kolanach.
— Głupia jesteś i tyle! — Zaśmiał się, wreszcie dając jej spokój. — Patrz, jak ci humor poprawiłem. Wy kobiety jesteście niepojęte.
Dziewczyna oddychała szybko i uspokajała się po łaskotkach.
— Nie zaprzeczę. Niepojęte, dziwne i nielogiczne.
— Trafnie ujęte. Ej, w ogóle wiesz, która jest godzina? Chodź do łóżka się przeniesiemy?
— Mmm… Brzmi jak propozycja — zamruczała, wyciągając do niego ręce w prześmiewczym uśmieszkiem.
— Taa, nie myślę o niczym innym, niż żeby cię przelecieć — parsknął, wstając. Chwycił ją nagle za nadgarstki, ciągnąc w górę i przerzucając ją sobie przez ramię. Wow, jaka ona lekka, przeszło mu przez myśl.
Dziewczyna zapiszczała, przyklejając się do niego.
— Normalnie jak zgejony książę z bajki! — Zamachała nogami, uradowana. Że też jeszcze godzinę temu miała taki podły nastrój.
Charliemu od razu przypomniał się taki jeden książkę z bajki, do którego miał zadzwonić…
— No, niestety zgejony, więc bez chuja między nogami nie masz na co liczyć — odparł żartobliwie, ruszając z nią do sypialni.
— Przyfastryguje sobie. — Zachichotała. — A potem cię przelecę.
Chłopak roześmiał się, kładąc ją na łóżku i stając nad nią.
— Lasce bym się przelecieć nie dał — prychnął, nie wierząc, że prowadzą tę irracjonalną rozmowę.
— No co? Czemu nie? — Wyciągnęła się na jego łóżku niemal seksownie.
— Bo nie — odpowiedział ze śmiechem, zdejmując koszulkę, pod którą ukazał się zaczerwieniony tatuaż. Zaczął zrzucać też spodnie, popatrując na nią z uśmiechem. — I co się tak wdzięczysz?
— Naturalny odruch. — Westchnęła i przeturlała się na bok łóżka. — Niezły początek — skomentowała jego powstający tatuaż, a potem zapytała: — Umm… nie mogę zdjąć gatek?
— Nie — zaprzeczył od razu, wchodząc na łóżko. — Tyle już przeżyjesz. Wystarczą mi te twoje cycki.
— Och, okrutny jesteś — mruknęła, robiąc smutną minę. Poczekała, aż Charlie się położy i przysunęła się do niego, przytulając z rozbrajającym, proszącym uśmiechem.
— Hej, hej, klata, uważaj! — powstrzymał ją od razu i dodał naburmuszony. — Do ramienia się przytul, jak już musisz.
Dziewczyna od razu przykleiła się do jego ramienia, szczerząc zęby i dotykając biustem jego ręki.
— Dziękuję, łaskawy Charlie. — Zaśmiała się, przymykając oczy i mrucząc. — Dobranoc.
Chłopak pokręcił głową z westchnieniem, starając się zignorować jej piersi. Cała była taka jakaś… miękka.
— Branoc, głupolu — odmruknął, uśmiechając się i zamykając oczy.

***

Charlie przekręcił klucz w drzwiach studia, przeciągając się po pracy. Ruszył do pracowni, w której Jason czekał już na niego ze sprzętem. Tatuaż chłopaka się zagoił i teraz czekała ich druga tura. Nie wiadomo czy ostatnia, ale Charlie miał na to nadzieję. Wszedł do pomieszczenia i zdjął z siebie koszulkę. Odłożył ją na taboret.
Jason przetarł oczy, zanim założył rękawiczki. Cały dzień na nogach nie pomagał mu w zachowaniu dobrej kondycji psychofizycznej.
— Dzisiaj krótko — stwierdził, patrząc na Charliego pewnie, a ten od razu zgasł.
— A jak ci kawę zrobię? — mruknął, wydymając wargi.
— To mi się łapy będą trząść. Już wypiłem dwie.
Charlie usiadł na kozetce i położył się na plecach.
— No dobra… To będzie na trzy, nie umrę od tego — mówił, jakby sam przekonywał siebie.
— To duży tatuaż i nie umarłbyś nawet, jakby było na cztery — Jason niemal warknął. Poprawił urządzenie i po chwili dziarał chłopaka.
Ten nic nie odpowiedział, mierząc Jasona spojrzeniem. Nie mając nic lepszego do roboty, a nie chcąc odzywać się do zmęczonego, wkurwionego tatuażysty, przyglądał się w milczeniu jego skupionej twarzy. Jason dłuższy czas tatuował, nie zwracając na to uwagi. W końcu jednak pękł i podniósł głowę, krzyżując spojrzenie z Charliem.
— Co? — warknął.
Chłopak drgnął, po czym uśmiechnął się ironicznie i odparł:
— Nic. Patrzę sobie.
— To się nie patrz — burknął mężczyzna, wracając do swojej pracy.
— Znowu masz humory — stwierdził Charlie, nie odwracając od niego wzroku. — Jesteś tu jedynym ruchomym obiektem. Nie będę się gapił w sufit.
— Czemu nie? Jest ciekawy.
— Jak zwykle nie ma z tobą rozmowy. Masz humory jak baba.
— Pierdol się z tą babą — warknął od razu starszy tatuażysta i nagle coś mu w głowie zaświtało. — A właśnie, co to tak jakiś czas temu do studia przyjechałaś z naszą damą Katy?
Charlie wykrzywił usta w prześmiewczym wyrazie.
— Spaliśmy razem — odparł tajemniczo.
— Trenujesz przed zakładem? — prychnął mężczyzna.
— Ja nie muszę nic trenować. To ty lepiej poproś Katy o jakieś wskazówki, jeśli nie chcesz wtopić z kretesem.
— Nie wtopię. O to się, młody, nie martw. — Dźgnął go palcem pod żebro. — I właśnie. Kiedy?
— Nie wiem. Kiedy tylko Mike będzie miał wolny wieczór, bo chcę za jednym razem ten cholerny dług spłacić. Nie będę przecież dwa razy lasek podrywał. — Skrzywił się.
— Nie? No jak to?
Charlie rzucił mu krótkie spojrzenie.
— Napisz lepiej do Mike’a, kiedy może.
— Ja? — Jason oderwał wzrok od jego tatuażu.
— Noo… Ja ci się tu wiercić nie chcę, bo znowu będziesz burczał, że ci przeszkadzam.
— A ja mam, kurwa, dwie pary rąk?
— To przerwij na chwilę i mu napisz. I nie wkurwiaj się o wszystko, co powiem, ja pierdolę. — Charlie zirytował się, odwracając wzrok z naburmuszoną miną.
Jason odsunął się od niego i odłożył maszynkę. Podniósł się i stanął bokiem obok Charliego.
— Wyjmij mi z kieszeni i sam napisz.
Chłopak spojrzał na niego koso, ale wyciągnął telefon i wystukał smsa: „Mike, kiedy masz czas, żeby wyskoczyć na te laski? Jason też idzie. Charlie.”.
Jason usiadł z powrotem, czekając. Po chwili rozległo się „Lollipop” Framing Hanley. Telefon Jasona dzwonił. Charlie położył się z powrotem na plecach i odebrał.
— Słucham, kurwa — rzucił, usiłując udać chrapliwy głos Jasona. Zaśmiał się, patrząc na tatuażystę, który pokręcił głową i przewrócił oczami na to dziecinne zagranie.
— Eee… Nie udawaj, Charlie. Kiepsko ci wychodzi. — Chłopak usłyszał głos Mike w telefonie.
— Ta, nie da się powielić tego wrednego głosu. Co tam? Kiedy masz wolne?
— Późno jest, wiecie? — jęknął Mike głosem ojca karcącego swoje dzieci. — A wolne mam, jak chyba mówiłem, w sobotę wieczorem.
— No dobra, to chyba będzie okej. — Charlie spytał Jasona: — Sobota ci pasuje? — A kiedy ten kiwnął głową, zwrócił się do Mike’a: — To gdzie pójdziemy?
— A gdzie chcesz? Ja jestem otwarty na wszelkie propozycje, które nie obejmują gejowskich klubów.
— To może do jakiegoś klubu przy plaży? Ale nie do Sunset, bo tam wszyscy wiedzą, że jestem homo i żadnej laski nie zarwę…
— To możemy iść do Space, a jak nie, to coś się znajdzie.
— Spoko — zgodził się Charlie. — Umawiamy się na miejscu o ósmej wieczorem?
— Mhm, będzie najlepiej… — Mike zastanowił się chwilę. — I może Katy weźmiemy, co? Zadzwonisz do niej, czy ja mam?
— O, przyda się jej trochę rozrywki — zgodził się Charlie. — Mogę do niej zadzwonić.
— W takim razie jesteśmy umówieni. Do soboty o ósmej pod Space w takim razie — potwierdził Mike.
— Jasne, do zobaczenia — odparł Charlie i gdy już się rozłączył, spojrzał na Jasona. — Ósma w sobotę. Przyjechać po ciebie…?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
— Jak chcesz.
— Nie ma za co. — Chłopak wywrócił oczami i wystukał numer Kate.
Jason nie przypomniał mu, że nadal korzysta z jego telefonu. I tak nie dzwonił za dużo. Dziewczyna odebrała po dłuższej chwili
— Noooo…. — mruknęła do słuchawki.
— Cześć, Katy, śpisz?
— Hmmm… Co? Nie. Eee… — Najwyraźniej głos jej nie pasował. — Charlie?
— No co?
— To ty?
— No. — Zaśmiał się. — Ja. Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
— No ale… Czemu dzwonisz od Jasona? — Kate zignorowała drugą część wypowiedzi.
— Ee… bo dzwoniłem do Mike’a z niego i tak odruchowo. Co za różnica? Chcę cię wyciągnąć na imprezę.
— No, niby żadna… Chyba że jesteś u Jasona z jakiegoś powodu o tej porze. — Zachichotała. — I jaką imprezę?
W studio jesteśmy, na tatuowaniu. A impreza w sobotę. Możesz, nie? — spytał, jakby nie przyjmował odmowy.
— No jasne, że mogę! Po pracy do klubu, tak? — Nie drążyła już drugiego tematu.
— Mhm, na ósmą już z naszym drogim szefem się umówiliśmy. Idziemy całą paką.
— To zajebiście. Wpadniecie po mnie, co?
— Jasne, nie ma problemu. Wyrwiesz jakiegoś przystojniaka, to może nie będziesz mi się potem zwalać do chaty w nocy i mnie obłapiać — zażartował.
— Nie obłapiałam cię! — zapiszczała mu w słuchawkę.
— Nie, wcale. A czyje cycki całą noc musiałem do siebie odsuwać?
Jason, który cały czas przysłuchiwał się tej rozmowie, o mało nie roześmiał się w głos. Te sto dolców miał jak w kieszeni z takim podejściem Charliego.
— Marudzisz! — burknęła Kate w telefonie.
— Nie marudzę. Przebaczyłem ci to, skoro miałaś doła.
— Dzięki, łaskawco!
— Nie ma za co — Charlie cmoknął w telefon.
— To do zobaczenia. Pa! — Rozłączyła się.
Charlie wyłączył telefon i wyciągnął go do Jasona.
— Połóż go na stoliku — polecił mężczyzna. — Dalej?
— Mhm — odparł chłopak, odkładając telefon i kładąc się na plecach w miarę wygodnie, chociaż zazwyczaj po długim czasie najwygodniejsza pozycja w końcu stawała się nie do wytrzymania. Spytał niespodziewanie: — Lepiła się do ciebie kiedyś jakaś laska?
— Tak.
— I co zrobiłeś?
— A co miałem niby zrobić? — spytał Jason, pochylając się nad jego klatką piersiową.
— No, jak ją spławiłeś?
— Powiedziałem, że jest płaska jak decha — burknął sarkastycznie. — Noż kurwa, Charlie, co to za debilny wywiad?
— Bo pytam — odparł chłopak z grymasem. — Nasz zakład obejmuje wyciągnięcie laski z klubu. I potem chyba trzeba ją jakoś spławić, nie?
— No… na przykład mówiąc jej po chwili obmacywania ze smutną miną, że jednak się do tego nie nadajesz i że chyba jesteś gejem — odburczał mężczyzna z irytacją.
— Ja wiem, że ty nie jesteś subtelny, ale to takie chamskie — odparł nieprzekonany Charlie.
— To wymyśl coś innego. Najlepiej się przyznaj i oberwij w pysk.
— Taa, już lepsze to od laski w łóżku. — Przełknął głośno ślinę.
— Sprzedaj jej naiwną bajkę o tym, że podobała ci się, ale nic z tego nie wyjdzie, bo jednak wolisz facetów, a ona poklepie cię po plecach, a nie po mordzie i będzie dobrze. Nie histeryzuj.
— No… Chociaż to trochę nie w porządku, ale pieprzyć to — rzucił Charlie, zastanawiając się nad tym.
Bezwiednie uniósł dłoń do ramienia Jasona. Przesunął nią po nim machinalnie, ale ten nie zwrócił na to uwagi, zajęty swoją pracą. Najbliższa sobota zapowiadała się ciekawie. I Jason wierzył, że z korzyścią dla jego portfela.

***

Czerwony Dodge zatrzymał się przed mieszkaniem Kate na pół godziny przed ósmą. Charlie otworzył okno, wychylił się i zatrąbił. Po jakichś dziesięciu minutach Kate wyszła ze swojego domu w krótkiej, czerwonej spódniczce i luźnej bluzce odsłaniającej jej dekolt i ramiona. Bardzo odsłaniającej. Podbiegła do samochodu i wsiadła.
— No hej! — Cmoknęła Charliego w policzek na powitanie.
— Cześć. Ładnie wyglądasz. — Chłopak już zaczął ćwiczyć. Wcisnął pedał gazu, ruszając z podjazdu. Sam miał na sobie ciemne jeansy i pomarańczową koszulkę z nadrukiem. Kasztanowe włosy luźno spływały mu na ramiona.
— Komplemenciarz. — Dziewczyna wystawiła mu język. — Jedziemy jeszcze po tę chudą gadzinę?
— Mhm, zrobimy mu tę łaskę. — Charlie zaśmiał się.
— No, cholerna siara tak dla faceta jeździć autobusem do roboty. — Westchnęła, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu błyszczyka.
— Gdyby tyle na fajki nie wydawał, może miałby na samochód.
— Wydaje ci się, że to dlatego?
Charlie wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia.
— No, bo kurcze, nie wydaje na dziwki ani na ciuchy. Papierosy nie mogą być takie drogie, a przecież jakiś tam wózek to nie jest wielki wydatek — stwierdziła, poprawiając makijaż.
— Katy, twoja babska ciekawość czasem mnie przerasta. — Charlie roześmiał się. — Mnie to naprawdę nie rusza, czy jeździ autobusem, samochodem czy rowerem. Jak chcesz, to go zapytaj.
— Nie, no co ty. Nie będę się przecież wtrącać w jego sprawy. — Zbyła temat, w głowie szukając już następnego.
Jakiś czas później zaparkowali przed mieszkaniem Jasona, na 14th Terrace. Posesje po obu stronach niedużego, szarego domu mężczyzny były dość gęsto zarośnięte gustownymi krzaczkami i niskimi drzewkami, za to sam podjazd i pseudo-ogródek Jasona był łysy. Jedynie przy ganku pozbawionym barierki znajdowało się kilka roślin. O dziwo zadbanych.
Charlie znowu zatrąbił. Na mężczyznę na szczęście nie musieli czekać. Wyszedł i zamknął drzwi, a Katy aż szturchnęła Charliego w bok. Jason… nie wyglądał jak Jason, tylko jakiś gwiazdor rocka. Obcisła, czarna podkoszulka na ramiona, wytarte spodnie i postawiony, krótki irokez. Na nadgarstkach miał skórzane opaski z metalowymi kółeczkami, a pasek w spodniach z licznymi ćwiekami. Prezentował się wyjątkowo dobrze jak na siebie, z tymi odsłoniętymi, wytatuowanymi ramionami. Podszedł do samochodu i oparłszy się o dach, zajrzał do środka.
— No hej, cukiereczku — zamruczał swoim ochrypniętym głosem do Kate, a do Charliego tylko kiwnął głową.
Zszokowana Kate zapatrzyła się na Jasona. W nie mniejszym szoku był Charlie.
— Cześć — rzuciła dziewczyna i nagle oblizała się zmysłowo, zaraz potem chichocząc. — Charlie, masz poważnego konkurenta.
Jason parsknął śmiechem i wsiadł do samochodu, rozsiadając się na tyle wygodnie, na ile umożliwiał mu to jego wzrost. Widział, jak Charlie rzuca mu krótkie spojrzenia przez lusterko. Milczał, kiedy ruszyli.
Szlag. Seksownie drań wyglądał, a teraz on musi się nieźle postarać, żeby przed nim wyrwać jakąś laskę. Rozbawiona Kate za to popatrywała po nich. Była ciekawa, jak rozwiąże się ich zakład.
Po niedługiej drodze dojechali do klubu. Zaparkowali przecznicę dalej i już na piechotę doszli do celu. Na szczególne polecenie Kate.
Zobaczyli Mike’a przy swoim Mustangu. Stał oparty o samochód tyłkiem i leniwie popalał papierosa. Kiedy ich dostrzegł, aż zamrugał na ich widok. A raczej na widok Jasona.
— Cześć. Co wy tacy odstrzeleni? — spytał, kiedy podeszli.
— Chłopcy chcą się podobać dziewczynom. Paranoja, co? — odparła Kate, podchodząc do Mike’a i dając mu buziaka w policzek na powitanie.
Jason podszedł za nią i zrobił niemal to samo, tylko że zatrzymał się centymetr przed jego twarzą. Kiedy Mike zrobił zirytowaną minę, wyjął mu papierosa z ręki i zaciągnął się. Chłopak tylko pokręcił głową i odbił się tyłkiem od auta.
— Idziemy? — spytał. — Laski na nas czekają.
Kate nie skomentowała, tylko przewróciła oczami, ruszając za chłopakami.
Nad wejściem do białego budynku znajdował się olbrzymi transparent z napisem „Take me to space”. Gdy weszli do klubu, okazało się, że było już sporo ludzi. Za szeroką, oszkloną szybą widać było DJ-a z jego imponującym sprzętem. Sala do tańczenia była naprawdę sporych rozmiarów i niemalże w całości zapełniona. Kolorowe reflektory oświetlały klub, a gdzieś mignęła im nawet skąpo ubrana tancerka z twarzą pomalowaną farbami tak, by przypominała pysk tygrysa.
Tylko cudem udało im się znaleźć wolny stolik w rogu pomieszczenia. Rozsiedli się, a Mike od razu skierował się do baru po alkohol. Reszta usiadła na kanapie i poczekała na niego. Mike wrócił po długich zmaganiach z przedarciem się przez tłum. Niósł butelkę pod pachą i cztery kieliszki z drinkami.
— No, to za wieczór, tak? — Spojrzał wymownie na Charliego, kiedy postawił wszystko na stoliku.
Chłopak skinął głową.
— Tak. Czas spłacić dług i trochę zarobić! — Zaśmiał się, rzucając Jasonowi pewne siebie spojrzenie, choć tak naprawdę nie czuł się specjalnie swobodnie.
W przeciwieństwie do niego mężczyzna siedział rozparty z nogą założoną na nogę, w bardzo męski i wyzywający sposób. Na komentarz Charliego zareagował tylko kiwnięciem głową i puszczeniem mu oczka.
Mike podsunął każdemu kieliszek. Stuknęli nimi o siebie i napili się. Charlie wypił na raz połowę drinka, rozglądając się. Wolał się chociaż tak rozluźnić, bo czuł coraz mocniejsze ściskanie w żołądku na myśl, co musiał zrobić.
— Co? Wypatrzyłeś sobie jakąś damę? — Mike zaśmiał się na ten widok.
— Jeszcze nie — burknął Charlie, trącając go łokciem. Miał już plan zarwania jakiejś podczas tańca.
Kate popatrzyła po nich i w końcu chwyciła Mike’a pod ramię.
— To co? Idziemy potańczyć? — zaproponowała, a ten zgodził się z uśmiechem.
Charlie odprowadził ich wzrokiem i spojrzał na Jasona pytająco.
— No i? Zakład się kończy, jak ty albo ja wyjdziemy z laską z klubu?
Mężczyzna poczochrał mu włosy i zaśmiał się wrednie.
— A nie jak zabierzemy ją do siebie?
Charlie od razu odtrącił jego rękę.
— Weź mnie nie macaj, bo serio będzie widać, że nie jestem hetero. Ty też zresztą — burknął. — I nie do siebie, kurde, chodzi o zarwanie, a nie…
— A nie o co?
— No, zabranie laski do domu na seks. Mamy tylko udowodnić, który szybciej potrafi zarwać laskę.
— Ale co? Cykasz? — Jason pochylił się do niego. — To tak jak zarywanie kolesia. Zawsze kończy się na seksie, co nie?
Charlie zaczynał się wkurzać, bo dzisiejszy Jason coś za bardzo na niego działał. Dałby mu dupy chyba nawet w samochodzie.
Spojrzał na jego twarz z bliska, wydymając wargi.
— Odsuń się. A laski nie są jak kolesie. Cholera, przecież sam też nie chcesz żadnej w łóżku, Jason.
— No i co z tego? Ale rozkosz dręczenia ciebie jest zbyt duża. — Mężczyzna rozejrzał się i klepnął go w tyłek, po czym wbił się w tłum tańczących na parkiecie ludzi.
Chłopak zaklął pod nosem i pospiesznie dopił swojego drinka. Poprawił włosy i kiedy z głośników zaczęła lecieć jakaś klubowa, pulsująca muzyka, również poszedł na środek sali. Była pełna ludzi, obmacujących się par i dziewczyn bujających biodrami w rytm muzyki.
Charlie bujał się chwilę podobnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że zamiast rozglądać się za laskami, taksuje właśnie jakiegoś seksownego Latynosa kawałek dalej. Otrząsnął się i wreszcie skupił myśli na przeciwnej płci. Zobaczył dwie dziewczyny, tańczące obok siebie. Najwyraźniej koleżanki. To zwiększało szanse.
— Hej, dziewczyny. Nie potrzebujecie może partnera do tańca? — spytał z uśmiechem, mając wrażenie, że brzmi debilnie. Kolesia by tak nie zarywał. Kolesia by skusił.
Dziewczyny otaksowały go spojrzeniem i zachichotały pod nosem, robiąc mu miejsce. Charlie od razu przysunął się do nich. Złapał je zdecydowanie w pasie, tańcząc przy nich. Ha! Jason wymięknie, kiedy zobaczy, że mam dwie.
Dziewczyny nie protestowały na jego zachowanie. Zadowolone tańczyły z nim, aż jedna z nich oparła się o jego ramię i krzyknęła mu do ucha, żeby przebić się przez muzykę:
— Idziesz z nami się napić?!
— Jasne! — odparł, uśmiechając się do niej. Chwycił ją w talii, po czym w trójkę zaczęli się przeciskać do baru. Kiedy wreszcie tam dotarli, chłopak oparł się łokciami o blat, niedbałym gestem zaczesując włosy do tyłu. — Czego się napijecie, dziewczyny?
— Wściekłe psy — odparły obie jednocześnie, popatrując na chłopaka zachęcająco.
Charlie zamówił trzy drinki i podał po jednym każdej dziewczynie, następnie stukając w ich kieliszki swoim.
— Może chodźcie do stolika, co? — zamruczał, dyskretnie głaszcząc biodro jednej z dziewczyn. Szybko jednak cofnął rękę. Czuł się trochę idiotycznie.
— Możemy — odparła jedna z dziewczyn. Była ładną, ciemnooką szatynką. Jej koleżanka miała blond włosy i chyba zielone soczewki. Nie umiał powiedzieć tego na pewno w tym świetle.
— A w ogóle, jak masz na imię, co? — zapytała kokieteryjnie ta jasnowłosa.
— Charlie. A ty, piękna? — zamruczał jej do ucha, nieświadomie trochę naśladując Rusha, kiedy przeciskali się przez tłum do stolika, na którym wciąż stała butelka przyniesiona przez Mike’a. Miał nadzieję, że jego kumpel dostrzeże te starania. W końcu częściowo chodzi o zapłatę za spanie w jednym łóżku. Niby Mike nie naciskał na spłatę długo, ale Charlie wiedział, że pamięta i że nie odpuści. Krwiopijca. I do tego okrutny.
— Betty! — odparła blondynka i usiadła na kanapie.
— A ja Megan. — Jej koleżanka złapała go za rękę, ciągnąc, żeby usiadł między nimi. — Jesteś tu z kimś? — Kiwnęła głową na butelkę.
— Taa, ze znajomymi z roboty. Ze studia tatuażu — dodał, mając nadzieję, że zrobi to na nich wrażenie. Równocześnie rozsiadł się wygodnie między nimi, kładąc ręce na oparciu za ich głowami.
— Och, i są tu z tobą? Gdzie? — Obie automatycznie się rozejrzały, a Charlie jęknął w duchu.
— Tak, pewnie gdzieś się tam bujają — odparł swobodnym tonem, uśmiechając się do nich czarująco. Pogłaskał po ramieniu Megan, a ta ponownie zwróciła na niego uwagę.
— A ty co robisz w tym studiu?
— Jestem tatuażystą. Polecam się, gdy tylko będziecie miały ochotę. Mam bardzo wprawne ręce — zamruczał. Kurwa, co ja wyprawiam…? Miał nadzieję, że długo to nie potrwa.
— Och, naprawdę? I co na przykład tatuujesz? — zaświergotała druga dziewczyna dokładnie w tym samym momencie, kiedy do stolika wrócił Mike. Obie odwróciły się do niego od razu, gdy tylko usiadł. Nawet Charlie się na niego zapatrzył.
— Cześć, Charlie. Widzę, że masz śliczne towarzystwo. — Chłopak spojrzał na dziewczyny z uprzejmym uśmiechem. — Przedstawisz mnie? — spytał, nie spuszczając z nich wzroku.
Chłopak westchnął w duchu.
— To mój kumpel Mike. A to Betty i Megan.
— Heeej, Mike. — Obie dziewczyny od razu wyszczerzyły się do niego, a Megan, która siedziała bliżej Mike’a, przysunęła się do niego, olewając Charliego.
— No cześć, dziewczyny. Fajnie się bawicie?
— Super, boska impreza. — Megan uśmiechnęła się do Mike’a spod rzęs, przyglądając mu się, wyraźnie zafascynowana. Nie było to specjalnie zaskakujące. Mike był przystojny i swobodny.
Charlie za to nie miał zamiaru wypuszczać drugiej dziewczyny, więc objął ją zdecydowanie za ramię, rozsiadając się nonszalancko. Mike o mało się nie roześmiał z gestu kumpla, ale także objął dziewczynę.
— No, to super. A mój kumpel zatroszczył się o was dobrze? — zagadywał.
Betty zachichotała i rzuciła Charliemu dłuższe spojrzenie.
— Jasne, potańczyliśmy i w ogóle. Nie widziałyśmy was tu jeszcze. A tacy fajni chłopcy! — Śmiała się, trącając chłopaka w ramię. Chyba była już podchmielona.
— Mhmm, dziewczyny też niczego sobie — odpowiedział Charlie z uśmiechem, lekko pochylony nad jej uchem. Błagał w myślach, żeby go teraz Mike nie wyśmiał. Kumpel jednak stał po jego stronie, więc tylko uśmiechnął się dobrotliwie.
— Bardzo piękne i urocze. — Potarł Megan po szyi, a ta się zarumieniła.
Betty spojrzała na Charliego. Też chciała i trochę żałowała, że usiadła z tej strony. Nie dlatego, że Charlie jej się nie podobał. Był po prostu… dziwny.
Chłopak jednak nie wyglądał, jakby miał wykonać podobny gest do Mike’a. Jemu samemu wystarczyło obejmowanie dziewczyny. Nawet za bardzo na nią nie patrzył. Częściej zawieszał wzrok na ludziach tańczących na parkiecie. Właśnie chciał coś powiedzieć, kiedy nagle na kanapę obok niego zwaliła się Kate, opierając się o niego tak zamaszyście, że Charlie aż wpadł głową w szyję Betty. Kate roześmiała się jak chochlik, jakby właśnie to zamierzała spowodować.
— Cześć!
— Cześć, Katy. — Mike przywitał ją uśmiechem, rozbawiony całą sceną. — To jest Betty i Megan. A to, drogie dziewczyny, jest Katy. Nasza koleżanka z pracy — przedstawił je sobie.
Kate spojrzała to na jedną, to na drugą.
— No hej. Fajnie dzisiaj grają. I jest kilku fajnych kolesi na parkiecie, co nie? — zagadnęła, a te zachichotały jednocześnie.
Mike miał ochotę przewrócić oczami, ale powstrzymał się.
— A jak Jason? Widziałaś go może w jakimś towarzystwie? — wypytywał Charlie, patrząc na nią porozumiewawczo.
— W jakimś towarzystwie? — Katy roześmiała się, zakrywając usta. — Właśnie po was przyszłam, żebyście poszli zobaczyć, co ten czub wyprawia!
Charlie zaniepokoił się, a Mike tylko spojrzał na dziewczynę czujnie.
— Co wyprawia? — spytał młodszy chłopak, aż przyciskając do siebie bardziej Betty.
— Chodźcie i zobaczcie! — Kate zachichotała, wstając od stolika i od razu kierując się w stronę parkietu.
Charlie chwycił za rękę Betty i pociągnął ją w górę. Ona z uciechą przylgnęła do jego ramienia, a za nimi od razu wstał Mike z Megan. Wszyscy podążyli za Kate. Przebili się przez duże zbiorowisko i w końcu dotarli do drugiego baru, przy którym ludzie coś skandowali. W końcu, w ogólnym hałasie, dało się wychwycić: „Jeszcze jeden, jeszcze jeden!”. Kate bezczelnie przepchnęła się przez rozkrzyczany tłumek.
Udało im się dotrzeć do przodu i stanąć w okręgu otaczającym jakąś scenę. Przy barze na wysokich, okrągłych krzesełkach siedzieli Jason i spory byczek w skórzanych ciuchach. Przed każdym w rządku stały kieliszki pełne wódki. Połowa zestawu Jasona była już opróżniona, a drugi facet właśnie wlewał w siebie kolejny kieliszek. Wyglądał na zmęczonego, ale minę miał zaciętą. Jason uśmiechał się za to bezczelnie i pewnie. Wychylił kolejną setkę i nawet się nie wzdrygnął. Kilka dziewczyn stojących obok niego ucieszyło się, a jedna jeszcze śmielej przywiesiła mu się do ramienia.
Mike podszedł do Kate i chwycił ją za rękę.
— Co tu się dzieje?
Dziewczyna zachichotała.
— Nie wiem dokładnie, bo już pili, kiedy ich zobaczyłam, ale chyba tę laskę, która wlepia się w Jasona, zarywał tamten koleś. Nie wiem, co zrobił Jason, ale skończyło się na turnieju.
— O matko, Meg, czy to nie ten Sam, co jego wujek pracuje w tej korporacji samochodowej?! — zawołała nagle Betty.
Jej koleżanka wychyliła się bardziej zza Mike’a i także stęknęła z podejrzanej ekstazy.
— Nooo, to on! O matko, a ta laska to chyba ta modelka, co?
Charlie zaklął w duchu. Jeszcze tego brakowało, żeby Jason wyrwał najlepszą laskę w klubie. Czuł, że przegrywa z kretesem i nie bardzo mógł coś zrobić w sytuacji, kiedy Betty wgapiała się z zachwytem w całą scenę.
Tymczasem byczek przy barze burknął coś do Jasona średnio zrozumiałym głosem i chwycił drżącymi palcami kolejny kieliszek. Wlał go w siebie i zasłonił usta dłonią. Widać było, że wymięka. Jego przeciwnik bez problemu wypił zawartość swojego i objął władczym gestem dziewczynę, która się do niego przytulała. Byczek poderwał się z krzesełka i jak zrobił krok, tak potknął się o własne nogi oraz zwalił się jak kłoda na ziemię.
Jason roześmiał się i cmoknął dziewczynę w policzek. Ta objęła go za kark, wyraźnie chcąc więcej, ale Charlie i reszta towarzystwa mogli zobaczyć, że dyskretnie się z tego wyplątuje, tłumacząc, że śmierdzi wódką. Cwana cholera, cwana.
Ktoś zaczął podnosić z ziemi padniętego kolesia i pomógł mu usiąść gdzieś na kanapie po drugiej stronie sali. Po zebranym tłumie poniósł się głośny aplauz, a Jason uśmiechnął się tym swoim pewnym siebie uśmiechem i, jakby nigdy nic, dopił ostatni kieliszek, który jeszcze przed nim stał.
Charlie chwycił Betty za rękę, uśmiechając się do niej. Podszedł do Jasona. Oparł się o barek, przytulając do siebie dziewczynę.
— Widzę, że dobrze się bawisz — rzucił z wymownym uśmiechem.
— Doskonale — wychrypiał mężczyzna i poklepał go po głowie.
Obie dziewczyny zachichotały, a ta, która była z Jasonem, popatrzyła z politowaniem na Betty. Mike, Katy i Megan też do nich podeszli.
— Jeszcze stoisz po tylu? — Mike zaśmiał się, patrząc na puste kieliszki. Swobodnie obejmował w pasie Megan, głaszcząc ją po boku.
Charlie, widząc to, wykonał lustrzany gest z Betty, która już się nieco niecierpliwiła, więc teraz połasiła się do niego chętnie.
— Znasz mnie, szefuńciu. Jeszcze trochę mi trzeba. — Jason wyszczerzył się do Mike’a promiennie, a modelka, która była do niego przyklejona, popatrzyła ciekawsko to na jednego, to na drugiego.
— Szefuńciu? To twój szef? — zapytała z uznaniem w głosie i drapieżnie popatrzyła na Mike’a. Jason musiał sprzedać jej jakąś dziwną bajkę.
— Tak, cukiereczku. To mój manager i jeszcze przed tą imprezą był wolnym człowiekiem.
Mike pokręcił głową, ale postanowił nie psuć im zabawy. Zresztą, sam miał z tego niezłą frajdą. Rzucał tylko Kate porozumiewawcze spojrzenia, a ona chichotała pod nosem.
— Może chcesz potańczyć? — Charlie tymczasem zwrócił się do Bety. Jasonowi coś za dobrze szło.
— No… mogę. — Dziewczyna oderwała spojrzenie od Jasona i dała się poprowadzić na parkiet.
Mike odprowadził Charliego pełnym rozbawienia spojrzeniem, zajmując miejsce na krzesełku. Postawił Megan kolejnego drinka. Jason wciąż obejmował lepiącą się do niego modelkę, która wpatrywała się w niego z zafascynowaniem.
Charlie w tym czasie objął Betty w pasie i uśmiechnął się niej. Trochę się o siebie ocierali w tańcu, ale chłopak raczej zachowywał dystans. Tańczyli już drugą, czy trzecią piosenkę. Dziewczyna starała się jak najbardziej skupić zainteresowanie Charliego na sobie, ale nie wychodziło jej to najlepiej. Denerwowało ją to i już miała coś mu powiedzieć, kiedy nagle ktoś na nią wpadł.
Wleciała bardziej w ramiona Charliego, który z impetu cofnął się o krok w tył, obejmując ją ramionami. Oboje spojrzeli koso na intruza.
— Charlie… — wymruczał Rush stojący przed nimi z wybitnie głupią miną.
Betty zapatrzyła się na niego, nie wiedząc, czy się gniewać, czy podziwiać. A chłopak zamrugał. Skąd… on… tu… teraz?!
— Co ty tu robisz…? — rzucił głupio, zastygając.
— No… — Rush zakrztusił się własnymi słowami. Nie spodziewał się, że gdy zobaczy Charliego, zareaguje na niego aż tak. Przełknął ślinę. — Możemy pogadać?
Dziewczyna, która wcześniej z nim tańczyła, zrobiła zblazowaną minę i machnąwszy ręką, odeszła. Chłopak nawet nie zwrócił na nią uwagę, jakby wcale nie stracił teraz szansy na wygranie zakładu z Jasonem.
— No… możemy — odparł niepewnie. Cholera. Rush wygląda tak samo idealnie jak zawsze. — Ale nie tu — dodał, kiedy muzyka zrobiła się bardziej skoczna i ktoś potrącił go w plecy.
— No, nie tu. — Grey szybko pokręcił głową i chwyciwszy Charliego za nadgarstek, wyciągnął go z tłumu tańczących.
Przeszli szybko do schodów w dół, które prowadziły do strefy dla VIP-ów.
Chłopak zerknął na trzymającą go dłoń i poczuł, że robi mu się gorąco. Milczał, idąc za nim i patrząc na jego plecy. Minęli bramkarza i weszli do małego pokoiku obstawionego wokół ścian dużymi, fioletowymi kanapami. Dopiero tam Rush puścił jego rękę i odwrócił się do niego.
— Siadaj — zaproponował, wskazując kanapy.
Charlie zajął miejsce, opierając się o oparcie. Przeczesał nerwowym gestem włosy.
— Przyszedłeś tu z kimś? — spytał.
— Nie… Nie miałem co ze sobą zrobić, więc przyszedłem poszukać szczęścia — mruknął Rush i usiadł niedaleko Charliego. W stosownym dystansie, ale tak, by dobrze widzieć jego uroczą twarz. — Nie przypuszczałem jednak, że spotkam ciebie. — Uśmiechnął się ciepło.
— No… przyszliśmy z ekipą — wyjaśnił chłopak, wpatrując się w jego uśmiech.
— Aha… — mruknął Rush, spuszczając wzrok. — Nie dzwoniłeś…
— No, a co miałbym powiedzieć, jakbym zadzwonił? — spytał Charlie niewyraźnie.
— Nie wiem… — Rush zdecydowanie nie zachowywał się jak on. Brak mu było tej typowej nonszalancji, pewności siebie. — Nie tęskniłeś?
Chłopak aż zapatrzył się na niego po tych słowach.
— Eee… Rush, co to za pytanie? No… to ty mnie chciałeś zostawić, to co pytasz?
Grey odwrócił spojrzenie.
— No, ale to ty miałeś mnie dość…
— Bo nie chciałem się tobą dzielić — mruknął chłopak, wpatrując się w niego uparcie. Dawno go nie widział, a teraz jak głupi nie mógł odwrócić od niego wzroku.
Rush spojrzał na niego tymi swoimi maślanymi, niebieskimi ślepiami.
— Naprawdę?
— No… A ty sobie z jakąś głupią laską kręciłeś — mruknął Charlie z wyraźnym wyrzutem.
— Nie chciałem, żebyś się dowiedział. Nie robiłem tego na złość tobie.
— Taaak, wiem, robiłeś to, bo jeden kochanek ci nie wystarczał — burknął chłopak. — No to przyjąłem do wiadomości.
— To nie tak! — zaprzeczył od razu Rush, aż się lekko unosząc na kanapie.
— To jak? — warknął Charlie, zaciskając dłoń na breloczku.
Rush od razu skulił się w sobie. To wszystko przez jego rodzinę, a przynajmniej tak sobie wmawiał. Chciał korzystać z życia, ile tylko się dało, a przy okazji podświadomie szukał kogoś, kto byłby w stanie z nim wytrzymać w tak chorych, nawet według niego, relacjach.
— Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć — mruknął pod nosem.
— Spróbuj. — Chłopak zawahał się chwilę, po czym podsunął się do niego bardziej, niemalże stykając się z nim kolanami. — Zależało mi…
Rush westchnął ciężko, chowając głowę w dłoniach. Najwyraźniej była to pora na chwilę szczerości, skoro ostatnio nie był w stanie sypiać z żadnym facetem, bo cały czas myślał o Charliem.
— Mam popapraną rodzinę…
Chłopak uniósł obie nogi na siedzenie, siadając przed nim po turecku. Wpatrzył się w niego uważnie. Naprawdę chciał go zrozumieć.
— Mhm? — mruknął zachęcająco.
— Po tym, jak się wyrwałem z Anglii i przeprowadziłem tu, chciałem zaznać trochę życia. Rozumiesz? W domu jest cholerna dyscyplina…
— I co? Dopiero tutaj mogłeś się wyluzować?
Rush przytaknął.
— Ale wiem, że gdy wrócę do domu, to znowu będzie to samo… I do tego pewnie ślub i takie tam.
— Dorosły jesteś. Nie możesz tu zostać? — spytał od razu Charlie.
— Nie — burknął jego rozmówca bardziej butnie. — Muszę z bratem zająć się interesami i… Nie chciałem cię w to wplątywać na dłużej, bo i tak musiałoby się to skończyć.
— A kiedy wracasz z powrotem do Anglii? To nie jest jakiś dłuższy interes, tu w Miami?
— Jeszcze nie wiem kiedy… Głównie Alex, mój brat, planuje wszystkie inwestycje, a że nie jest w stanie być wszędzie, to ja robię tu za reprezentację firmy.
— To póki tu jeszcze jesteś, możemy się czasem zobaczyć… na piwie czy coś? — zaproponował Charlie. Jak pomyślał, że Rush miałby wylądować po drugiej stronie oceanu, to coś go ścisnęło.
— Chciałbyś? — Rush spojrzał na niego jak przeklęty szczeniak.
— Mhm. — Chłopak pokiwał głową, aż się na niego zapatrując. Cholera, ale on przystojny!
— Cieszę się. Myślałem, że jesteś na mnie strasznie wkurzony… A ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić…
— Byłem wkurzony… — sprostował Charlie, a te miny Rusha cholernie go zmiękczały. Wiedział, że zdrada, tak czy tak, była czymś złym, ale w tej chwili, z jakiegoś irracjonalnego powodu, nie potrafił się złościć. Chyba już ten prawie miesiąc, od kiedy dowiedział się o zdradzie mężczyzny, wystarczył, by jako tako ochłonął. — Ale lubię z tobą spędzać czas.
— Mm… Charlie… — Rush zamruczał jak kocur i przysunął się do niego, delikatnie całując go w policzek. — Tęskniłem za tobą.
Chłopak poczuł, jak gorąco gwałtownie go wypełnia. Odsunął się od niego, nieco speszony.
— Ej, Rush… Ja nie powiedziałem, że ten… możemy się spotykać w takim sensie…
— Ja wiem — przytaknął niewzruszony mężczyzna. — Ale po prostu strasznie mi tego brakowało.
Charlie uśmiechnął się lekko, spuścił nogi z powrotem w dół i zapytał, sam nie wiedząc, po co to robi:
— A jesteś teraz z kimś?
— Nie… — przyznał szczerze Rush. — Ostatnia dziewczyna w końcu się wkurzyła, że o niej nie myślę i kiedy nie starałem się bronić, rzuciła mnie. — Zaśmiał się, pocierając dłonią kark.
— To ta, której Jason tatuował tego kolibra?
— Eee… nie. — Speszył się. — Ta zostawiła mnie tego samego dnia co ty, bo się dowiedziała tego i owego. — Roześmiał się nerwowo. Szczerość nie była wcale taka łatwa.
Charlie trochę zgasł, słysząc to. Rush naprawdę nie próżnował.
— A tamta ostatnia? — Wrócił do tematu. — Co z nią było nie tak, że o niej nie myślałeś?
— Myślałem o kimś innym i jakoś nie mogłem się na niej skupić.
— O kim myślałeś? — spytał cicho.
— O tobie…
Charlie nie mógł się opanować i pochylił się do niego nieco, kładąc dłoń na materacu.
— I to nie jest żaden nowy bajer? — spytał z delikatnym uśmiechem, upewniając się.
Rush spojrzał na ich dłonie leżące niedaleko. Przełknął ślinę i uniósł wzrok na oczy tego słodkiego chłopaka.
— Nie… Naprawdę nie.
Charlie zapatrzył się na niego któryś już raz. Jęknął cicho i dopiero potem zdał sobie z tego sprawę. Zaczerwienił się i zaklął w duchu. Cholera, czemu on tak na mnie działa?
— To miło słyszeć — oparł płasko.
— Mi też — odpowiedział Rush mało przytomnie, nie umiejąc już oderwać spojrzenia od twarzy chłopaka.
Ten nie zwrócił uwagi na jego słowa, ale po chwili otrząsnął się i walnął go wierzchem dłoni w ramię.
— Jesteś straszny! — Zaśmiał się, próbując rozładować atmosferę. — Nie gap się tak, bo wciąż uważam, że jesteś gorący. Wykorzystujesz to.
— Ty też to wykorzystujesz, bo ja mam to samo! — Mężczyzna też się zaśmiał, odsuwając się jednak.
— To wybacz, nieświadomie.
— Nie wybaczę. — Uśmiechnął się do Charliego znowu tym swoim firmowym uśmiechem. — Lubię, jak na mnie patrzysz.
— No… a ja lubię na ciebie patrzeć — wydusił tatuażysta, kręcąc breloczkiem na palcu.
Rush chwilę wgapiał się w chłopaka, ale w końcu zwrócił uwagę na jego breloczek.
— Co to? Wcześniej też się tym bawiłeś.
Charlie spojrzał na małe, czerwone Ferrari i wzruszył ramionami.
— Pamiątka.
— Po?
Zastanowił się, co odpowiedzieć, a wreszcie zdecydował się na:
— Moim pierwszym.
Rush kiwnął głową.
— Jeździł Ferrari?
— Jeśli jazdą Ferrari można nazwać przejechanie takim samochodem trzystu metrów, to tak — prychnął. — Niedane mu było dłużej tego robić, tak plus minus.
Zaniepokojony Rush zmarszczył brwi.
— Coś się stało? Miał wypadek?
— Nie było jego. — Charlie westchnął. — To dłuższa historia. Dał mi ten breloczek dwa dni przed tym, jak sobie takie Ferrari pożyczył. Ale go złapali.
— Ukradł je? — To był dla Rusha szok. — Spotykałeś się ze złodziejem?
— Nie był złodziejem… — Chłopak zmarszczył brwi i w zaparte bronił Ryana. — To tylko dziecinne zabawy. Nigdy sobie nie przywłaszczył auta.
— Ale sam powiedziałeś, że je sobie pożyczył. Czyli je ukradł.
— Chciał oddać.
— Chciał. To czas niedokonany, czyli tego nie zrobił — mruknął Rush, wpatrując się w swoje dłonie. — Uch… wybacz. Poniosło mnie.
— Nie zrobił, bo nie zdążył. Nieważne. I tak się nie odwróci czasu. — Chłopak westchnął, wpatrując się w swój breloczek.
Rush strapił się, widząc go takim.
— Tęsknisz za nim? — spytał wbrew sobie, a Charlie pokiwał głową.
— Trochę ze sobą przeszliśmy.
— Długo… długo ze sobą byliście? — spytał Rush, starając się być jak najbardziej uprzejmym.
— Ze trzy lata — odparł Charlie po krótkim zastanowieniu. — Ale wiesz, to nie było takie oficjalne. Raczej pieprzyliśmy się po prostu po kątach. Niewiele w tym było ze związku, więcej przyjaźni.
— Tacy kumple od seksu?
— Trochę tak. Ale nie do końca. — Chłopak nie bardzo umiał to wyjaśnić. — Musiałbyś poznać Ryana, żeby zrozumieć. Specyficzny koleś.
— Czemu specyficzny? — dopytywał Rush, będąc coraz bardziej pewnym, że nie chciałby poznać tego chłopaka Charliego.
— Trudno do niego dotrzeć. Taki trochę ironiczny i uparty. Czasem ciężko zgadnąć, co mu po głowie chodzi. Ale niezły przystojniak. — Zaśmiał się do wspomnień.
Tego ostatniego zdania Rush zdecydowanie wolał nie słyszeć.
— Przystojniejszy niż ja?
Charlie nieco się strapił przez to nagłe pytanie.
— Rush… Nie wiem, trudno was porównać. Zupełnie inaczej wyglądacie…
— No, ale nie umiesz ocenić, który ci się bardziej podoba? — drążył. Gdzieś głęboko wiedział, że jest zazdrosny, ale uparcie wypierał to ze świadomości.
— Nie umiem… Jesteś przystojny, no… i podobasz mi się — odparł Charlie płasko. — Ryan też mi się podobał. Ale siedzi, a ja go nie widziałem cztery lata. Ty siedzisz teraz obok — mówił i stwierdził, że zdecydowanie się zapędził. — Kurwa, Rush, co to za wywiad?
Grey odwrócił od razu wzrok.
— Nie no, fakt. Przepraszam. Nie chciałem naciskać. — Westchnął, wygodniej opierając się na kanapie. — Po prostu mnie interesujesz. Chcę wiedzieć, co myślisz.
— No spoko. — Charlie schował breloczek do kieszeni. — W ogóle wynająłeś cały ten pokój tylko dla siebie, skoro sam przyjechałeś?
— Miałem nadzieję, że kogoś ciekawego tu spotkam.
— I zaburzyłem twoje plany. — Charlie zaśmiał się. — A pewnie miałeś ochotę na randkę.
— Wolę twoje towarzystwo niż jakąkolwiek randkę — wymruczał Rush, patrząc chłopakowi w oczy. — A właśnie, co to za dama ci towarzyszyła?
Chłopak zastygł i zaraz potem zaklął pod nosem.
— Stówa w dupę, cholera! Zapomniałem o tym! — jęknął. — Jason pewnie już świętuje.
Rush zamrugał.
— Jaka stówa? O co chodzi?
— Założyliśmy się z Jasonem, który pierwszy wyciągnie do siebie laskę. Nie śmiej się — uprzedził, ale Rush, ku jego zaskoczeniu, nie uśmiechnął się nawet.
— Ale po co?
— Bo miałem spłacić dług u Mike’a, a Jason wpadł na pomysł, żeby to podkręcić i wymyślił ten zakład. Drań liczył na łatwą kasę.
— I co? Udało się temu chuderlawemu zarozumialcowi kogoś poderwać? — Rush zdziwił się, nie rozumiejąc.
— Jakąś, cholera, modelkę sobie wyrwał. Możemy iść na górę i zobaczyć, jeśli chcesz?
Rush aż pokręcił głową w szoku. Widocznie nie uskuteczniał takich zabaw.
— Niesamowite. Ale chyba odmówię. Wolę posiedzieć tu z tobą.
— Tak tęskniłeś? — Charlie zaśmiał się, zerkając na niego czujnie.
— Tak, bardzo, bardzo. — Mężczyzna uśmiechnął się do niego czarująco.
— A masz tu coś do picia? Skoro mamy siedzieć, to by się przydało.
— No jasne! — odpowiedział Rush z tak radosnym i pięknym uśmiechem, jaki tylko on umiał przywołać na twarz. A potem zadzwonił po kelnera.

14 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 20 – Kobiety

  1. rraarch pisze:

    pewnie wywija z jakimiś laskami na parkiecie, może tańczy na barze?? ;P oczywiscie zakonczone w idealnym momencie… jak zawsze. przez chwile byłam pewna, że Charlie się prześpi z Katy ;P Trzymam kciuki za wygraną Charliego… bo chociaż Jansona lubię to uważam, że powinien się trochę ogarnąc… i tak dla zasady dostać po dupie…. :P

  2. dattebayo pisze:

    Katy? ostatnia osoba, której się tam spodziewałam, no ale cóż… i tak było ciekawie. Prawie mi żal Charliego :P
    Po Jasonie nie można się spodziewać niczego dobrego i przypuszcam, że Charlie może sie już pożegnać z pieniędzmi.
    A gdzie nasz książe się podział?

  3. Czarna Porzeczka pisze:

    Kończyć w takim momencie jest niehumanitarne. Jason pewnie urządza orgię na barze. Albo udawanie rockmana poszło tak daleko, że zarywa panienki na perkusję.
    A Charlie powinien wsiąść przykład z Rusha (w końcu z nim obcował trochę) i podrywać kobiety na te wszystkie lamerskie, tkliwe gadki.

  4. Shivunia pisze:

    w >> nie jeździ bo go sprzedał, ale uznałyśmy ze szkoda liter na opisywanie tego czynu. A Jason sam z siebie nie jest typem co przyjdzie do pracy i pochwali się ze sprzedał samochód.

  5. w pisze:

    Mnie, podobnie jak Katy, intryguje dlaczego Jason nie jeździ swoim samochodem. Przecież w trzeciej części odwozi jakiegoś chłopaczka. A Charliego kocham. Taki słodki, trochę zagubiony kociak, ale z pazurkami. I irytuje mnie trochę, jak inni traktują go tak pobłazliwie. Mam nadzieję, że wygra ten zakład.

  6. Anya pisze:

    OJAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    co on wyprawia?
    mamy czekać do następnego rozdziału?
    zrobił sobie harem na parkiecie?
    OH MY, DAJCIE TO SZYBKOOOO *.*

  7. raya pisze:

    HA! Ja też myslalam, że Katy jest z Rushem w ciązy:P
    Rzeczywiscie ciekawe, co Jason odstawia… :)

  8. Shivunia pisze:

    Roselani >>W ciąży O_O Boshe biedny Rush by się załamał psychicznie. On na to NIE jest gotowy oj nie nie nie. On kocha kondomy i bezpieczny sex. Dziecko to za dużo dla tego „dzieciaka”

  9. Roselani pisze:

    Hmm… Jestem ciekawa, co takiego robi Jason. Od momentu zakładu postawiłam na niego. Sądzę, że ludzie bez skrupułów zwykle mają większą szanse osiągnąć to, czego chcą. Zobaczymy, czy się nie mylę. Jednak mimo tego z całych sił kibicuje Charliemu! Chciałabym, żeby mu się udało.
    A więc przed drzwiami była Katy. Na początku przeżyłam chwile grozy, bo kiedy ona tak mówiła, że chce się odezwać do Rusha i była taka zdołowana, to przyszło mi do głowy, że może jest z nim w ciąży. Na szczęście nie. To by było straszne. Muszę pozbyć się tej myśli z głowy…
    W ogóle rozmowa ich rozmowa była nieziemska. Ubawiłam się : P

  10. Gordon pisze:

    Mwahahahaha Charlie. zajebiste to bylo, ten podryw jest wybitny. a skoro Katy wyleciala ze Jason cos odwalil a i jak widze jak slabo idzie młodemu to sadze ze zwyciezy Jason i kasa wpadnie mu do kieszeni. no ale kto wie. Kurwa, tylko szkoda ze przerwalyscie bo jestem ciekaw ;p
    postac z przed drzwi, Katy. Nie spodziewalem sie. ale scena calkiem zabawna. ‚Zgejony ksiaze’, taaaa. Z Charliego ksiaze jak chuj XD strasznie zabawny byl w tym rozdziale tak wogole. podobal mi sie ;p Kurwa, ale i tak Jasona nic nie pobije. to jest osobistosc niezwykle ciekawa i nie do zniesienia ;p Mnie by osobiscie taki facet cholernie wkurwial jakbym takiego znal. ale w opowiadaniu i tak go lubie.
    pozdro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s