Fire Dragon Tattoo Studio – 18 – Triste. Perdonar.

Obudził ich wkurzający, niebotycznie głośny budzik, stojący przy łóżku w sypialni.
— Nnn… co jest…? — Charlie zachrypiał nieprzytomnie, patrząc wrogo na hałaśliwy sprzęt. Miał wrażenie, że powieki mu się kleją.
Nim zdążył go wyłączyć, zrobiła to czyjaś chuda, duża dłoń. Ziewnął i dopiero teraz zauważył, że w nocy znalazł się bliżej Jasona. Leżał z ręką na jego brzuchu. Odsunął się i zaczął zwlekać się z łóżka.
Mężczyzna popatrzył za nim zblazowanym, sennym wzrokiem i przetarł twarz w zmęczonym geście, starając się zetrzeć z niej sen.
— Kurwa… — jęknął.
Obaj nie byli rannymi ptaszkami, ale wiedzieli, że robota czeka.
— Nie trzeba było tak wcześnie nastawiać. Samochodem jesteśmy — mruknął Charlie zaspanym głosem, ubierając swoje porozwalane po podłodze ciuchy.
— Stały alarm. Nie zmieniałem, do cholery — burknął Jason, przekręcając się na brzuch. Rankiem był zwykle jeszcze bardziej nieprzyjemny niż normalnie. Nic nie mógł na to poradzić.
— Kawy zrobię. Chyba masz? — zapytał chłopak, dopinając spodnie. Już na tyle znał Jasona i przywyknął do jego zachowań, że na ogół złośliwości i jego suche podejście mu nie przeszkadzało. A przynajmniej do czasu, aż nie popadało w skrajności.
— Mam, mam, znajdź sobie.
Chłopak wyszedł z sypialni, a przechodząc przez salon, zabrał ze stolika wczorajszy szkic tatuażu i schował do kieszeni. Równocześnie wyjął z niej komórkę. Wczoraj tego nie zauważył, ale miał ponad dwadzieścia nieodebranych połączeń i chyba cztery razy tyle wiadomości tekstowych. Zamrugał, aż przystając w drodze do kuchni. Zanim otworzył pierwszego smsa, już się domyślał, od kogo mógł być.
„Dzwoniłem.” Przybył z numeru Rusha. Kolejnych dwadzieścia różniło się tylko dopisaniem, ile razy dzwonił.
Powoli ruszył do kuchni, czytając następne smsy i równocześnie szperając po szafkach w poszukiwaniu kawy. Z każdym kolejnym dochodził do wniosku, że Rush jest naprawdę z innej bajki. Wiadomości zawierały tylko dwa słowa: „Przepraszam. Wybacz.”, ale wszystkie były napisane w innym języku świata. Po grecku: „Συγνώμη. Συγχωρώ.”, po albańsku: „Më vjen keq. Fal.”, po duńsku: „Beklager. Tilgiv.”, po węgiersku: „Bocsánat. Megbocsát.” i nawet po arabsku: „اسف سامحني”. Już nie wspominając innych dziwnych języków.
Aż zastygł z kubkiem w ręce, gapiąc się na ekran. Nie wiedział, co myśleć, bo aktualnie pojawił mu się w głowie chaos i zupełnie sprzeczne uczucia. Nie rozumiał Rusha. Zależy mu, czy tak sobie czyści sumienie?
Stał tak dobre dziesięć minut, nie wiedząc, co zrobić, aż wreszcie napisał: „Znalazłeś imponujący sposób, żeby mnie przeprosić…”.
Nim woda się zagotowała, dostał odpowiedź:
„Dzwoniłem… A potem nie mogłem spać.”
„No i co teraz? Odpisałem, przeprosiłeś i jest okej. Zapomnij.” — odpisał, chcąc walnąć głową w lodówkę. Wcale nie było okej. Miał do niego słabość.
„Nie chcę tracić kontaktu” — brzmiał kolejny sms.
Charlie najpierw zalał kawę, po czym usiadł przy stole i po chwili wahania wykręcił numer Rusha. Był głupi, ale chciał go usłyszeć. Nie minął nawet jeden sygnał, kiedy Grey odebrał.
— Charlie.
— No… Nie chcesz tracić kontaktu. To czego chcesz? — mruknął.
— Spotykać cię. Nic więcej. Resztę ty ustalisz.
Cholera… Powinien przestać mieć cokolwiek do czynienia z takim dupkiem, jakim był Rush, ale czuł, że chce zupełnie czegoś innego. Nienawidził takiego braku harmonii.
— Nie wiem… Może?
— Chcesz mieć czas na zastanowienie?
— Zadzwonię, gdy będę mieć trochę wolnego — odparł, nie wierząc, że to mówi.
— Dobrze. Do usłyszenia, Charlie.
Chłopak rozłączył się bez słowa i westchnął ciężko. Napił się wreszcie swojej kawy, chociaż rozbudził się już całkowicie przez tę krótką rozmowę. Rush nie był teraz ani przesłodzony, ani jakoś nachalny, ale i tak barwa jego głosu wkurzała.
Myśląc o tym niemożliwym Angliku, wrócił do sypialni wytatuowanego mężczyzny, żeby zobaczyć, ile mu jeszcze przyjdzie na niego czekać. Mile się jednak zaskoczył, bo Jason właśnie zakładał podkoszulkę, zdążywszy się w międzyczasie ogarnąć.
Charlie zakręcił breloczkiem na palcu, stojąc w progu i patrząc na niego wyczekująco. Jason podszedł do niego i poczochrał mu włosy.
— Co jest, młody? Czas zarobić na fajki, gumki i piwo. — Zaśmiał się ochryple.
Charlie parsknął mimowolnie. Cały Jason.
— Czas iść tworzyć sztukę — dopowiedział swoje.
— Jak chcesz. — Mężczyzna pokręcił głową i wyszedł z sypialni. Jeszcze tylko kawa i już jechali do pracy.

***

Młoda kobieta jechała windą na najwyższe piętro hotelu. Przed nią stał wózek ze śniadaniem. Jak codziennie, to ona przywoziła jedzenie dla pana Greya i bynajmniej nie żałowała. Wolała jego niż tych starych biznesmenów, którzy zajmowali inne apartamenty. Pan Grey był młody, bogaty i przystojny. Przyjemnie było na niego popatrzeć, nawet jeśli przez jego apartament przewijały się coraz to nowe twarze. Trochę dziwak, ale pozytywny.
Drzwi windy się otworzyły i weszła do środka.
— Panie Grey, przywiozłam śniadanie! — zawołała.
Przeszła do długiego stołu, gdzie postawiła wózek i zaczęła rozkładać jedzenie. Nawet nie zerknęła w stronę sypialni, czekając, aż lokator wyjdzie. W końcu wychynął z niej poczochrany, niewyspany blondyn w jedwabnym, rubinowym szlafroku.
— Cześć, Marg — przywitał się. Mieszkał tu już na tyle długo, że lubił znać imiona służby hotelowej, którą widywał codziennie.
— Dzień dobry, panie Grey — odparła z uprzejmym uśmiechem, rzucając mu krótkie, zaciekawione spojrzenie oraz wracając do podawania jedzenia. Grzywka nie przeszkadzała jej w pracy, ale swoje długie, brązowe włosy musiała zawsze spinać, aby żaden nie wpadł do jedzenia gości.
— Jak tam ranek? Masz dla mnie gazetę? — zagadnął Rush, siadając przy stole.
Skinęła głową, sięgnęła po gazetę i podała mu ją.
— Mój bardzo dobrze, dziękuję. A pan jak się dziś miewa? — spytała nieśmiało, nalewając mu kawy.
— Bywało lepiej — mruknął bardziej do siebie niż do niej, otwierając gazetę z najnowszymi informacjami ekonomicznymi.
— Och… Czy mogę panu jakoś pomóc? Może podać coś jeszcze? — spytała, podchodząc do okien i odsuwając zasłony, przez co do apartamentu wpadło więcej światła. Od razu zrobiło się jaśniej i przyjemniej.
— Nie, naprawdę ci dziękuję, ale nie trzeba. — Rush uśmiechnął się do niej ciepło, biorąc z talerzyka babeczkę i maczając ją w kawie.
Skinęła głową na znak, że rozumie. Zawsze był uprzejmy i nienaganny. Tym razem jednak te rozczochrane włosy i zmęczona twarz nie dopełniały efektu. Nie rozumiała, dlaczego czasami mijała jego wściekłe kochanki lub kochanków w drzwiach. Przecież mężczyzna zawsze był taki naturalnie sympatyczny.
Obserwowała go kątem oka, ogarniając apartament i czekając, aż zje. Wtem rozdzwoniła się komórka w sypialni, więc spojrzała pytająco na mężczyznę.
— Przynieść pana telefon?
— Jeśli możesz? — Uśmiechnął się do niej zza filiżanki.
Wykonała polecenie, nawet nie zerkając na ekran telefonu. Rush przyjął komórkę z wdzięcznością i odebrał.
— Tak? — spytał i od razu zrzedła mu mina. — Odłączyłem, żebyście do mnie nie dzwonili… Co? Nie. Alex, mam tu także swoje życie.
Marg profesjonalnie udawała, że nie słucha i sprzątała dalej. Ba, nawet zaczęła coś sobie nucić pod nosem, z ciekawością jednak nadstawiając ucha. Przy okazji poprawiła swój mundurek, żeby spod dekoltu nie było za bardzo widać jej dużych piersi.
— To nie moja wina, że nie jestem takim pieprzonym pracoholikiem jak ty. Mam wszystko pod kontrolą — syknął do telefonu. Babeczki z budyniem wydały mu się dużo mniej apetyczne niż jeszcze kilka minut temu. Jego brat jak zawsze psuł mu samopoczucie.
Nie trudno było zauważyć wyrazu zmęczenia na jego, wcześniej już niewyspanej, twarzy. Najwyraźniej ostatnio nie wszystko szło po jego myśli.
Rush w końcu wstał od stołu i z telefonem przy uchu zaczął chodzić w tę i z powrotem.
— Wiem przecież, cholera, daj mi spokój. Nie jesteś moim ojcem! — burknął, po czym jeszcze bardziej się zasępił. — I będę kląć, ile tylko mam ochotę.
Zdziwiona Marg aż się na niego obejrzała.
— Dobra, załatwię to… Nie kłopocz się — mruknął w końcu i rozłączył się. Kiedy tylko to zrobił, z całej siły rzucił telefonem w stojący niedaleko fotel, po czym przetarł twarz, biorąc głębszy oddech, żeby się uspokoić. Rozmowy z bratem zawsze go męczyły.
Dziewczyna stała skonsternowana, nie wiedząc, czy ma już wyjść, zabrać resztki jedzenia, czy czekać. Tak, ten młody Anglik zdecydowanie nie miał dobrego dnia.
Rush w końcu uspokoił się na tyle, że usiadł z powrotem przy stole, by skończyć śniadanie. Kiedy wreszcie jedzenie zniknęło z talerzy, dziewczyna zabrała się za składanie wszystkiego z powrotem na wózek. Rush skinął jej głową i odszedł do swojej sypialni. Rzucił się na łóżko z ciężkim westchnieniem. Poprzedniego dnia pokłócił się z Charliem… Potem nie mógł spać, a rano ta rozmowa z nim przez telefon… Nie był też do końca pewien, czy chłopak się jeszcze odezwie. A teraz zadzwonił jego brat z Anglii. Nie po to odłączył hotelowy telefon, żeby ten skurczybyk dzwonił na komórkę.
Słoneczne Miami przesłoniły czarne chmury wiszące nad Rushem. Przeczesał po raz kolejny dłońmi włosy i schował twarz w poduszki.
— Pieprzona rodzinka — mruknął sam do siebie, po czym wziął telefon i wykręcił numer do jednej z dziewczyn, które dość niedawno poznał. Może chociaż to go odstresuje.
— Cześć, Rush. Wcześnie dzwonisz. — Po kilku sygnałach odezwał się miły głos w słuchawce.
— No cześć, mój aniele. Jak spałaś? — przybrał od razu swoją uwodzicielską barwę głosu.
— Krótko! — Zaśmiała się. — Zostałam wcześnie wyciągnięta na plażę, bo mam dzisiaj wolne.
— Opalasz się? Tylko nie zapomnij się wysmarować kremikiem — zamruczał figlarnie.
— Mógłby mnie mój książę wysmarować. Ale pewnie pracujesz?
Rush spojrzał na swój szlafroczek.
— Tak, niestety jestem strasznie zajęty, ale myślę o tobie od rana, więc zadzwoniłem — skłamał gładko, bo jedyne, o czym myślał od rana, to Charlie.
Dziewczyna westchnęła tęsknie.
— Też o tobie myślę, przystojniaku. I wcale nie oglądam się właśnie za wysokim, smakowitym, półnagim Latynosem. — Zaśmiała się.
Rush aż sobie wyobraził opisywanego przez nią faceta i powstrzymał się, żeby nie westchnąć bądź nie dopytać o szczegóły.
— Oglądać się, aniele, możesz, ale on nie zaprowadzi cię do nieba tak jak ja.
— Mmm, mówiłam ci, że cię uwielbiam, jak tak do mnie mówisz?
— Lubisz? Jak bardzo, mój złotowłosy aniele? — pieścił dalej słowami swoją rozmówczynię.
— Tak bardzo, że bym chciała posłuchać, jak tak mówisz, będąc przy mnie. A tak rzadko masz czas.
— No wybacz, moja piękna, ale pracuję — skłamał znowu. — Dobrze wiesz, że ja też cierpię bez tego ciepła, którym emanujesz.
Dziewczyna w odpowiedzi zaśmiała się perliście i odpowiedziała.
— Teraz na pewno jestem gorąca, bo słońce strasznie przygrzewa i mam wrażenie, że zaraz spłonę — zamarudziła. — A twoją tęsknotę ugaszę, tylko znajdź czas.
— Postaram się upchnąć jakoś tych wszystkich ważnych snobów, żeby znaleźć dla ciebie czas na nasz wspólny, magiczny wieczór. — Udał zamyślenie. — Może nawet dziś? Chciałabyś olśnić mnie ponownie swą osobą?
— Jeśli tylko po mnie przyjedziesz, to jestem twoja.
— W takim razie szykuj się na demona, który porwie swego anioła i sprowadzi mu raj na ziemię. — Cmoknął w słuchawkę.
— Uwielbiam cię, Rush! — Zaśmiała się. — Będę czekać. Nie zmarnujesz wolnego wieczoru.
— Z tobą? Nigdy nie zmarnuję wieczoru — szepnął uwodzicielsko i poczekał aż dziewczyna się rozłączy.
Ta cmoknęła jeszcze w słuchawkę, wyraźnie zadowolona, że ten wiecznie zapracowany bogacz znalazł dla niej chwilę. Rush, gdy tylko usłyszał piknięcie, przewrócił oczami i opadł plecami na kołdrę. To było takie… proste. Większość kobiet łykało jego tanie gadki jak pelikany świeże ryby. Matko, co za porównanie, skarcił sam siebie. Cieszył się, że miał zaplanowany wieczór i będzie mógł sobie odreagować. Jakoś.
Zamruczał jak niezadowolony kot i ponownie wziął telefon. Przegrzebał kilka folderów i znalazł zdjęcie śpiącego Charliego. Długo skubaniec wytrzymał, ale tak jak każdy, nie był odporny na zdradę. Rush westchnął ciężko. Nie jego wina, że jego rodzina wymagała, żeby miał żonę, a jego fiut wymagał sypiania z facetami. Patowa sytuacja. Błogosławieństwem było dla niego to, że wysłali go do Miami, aby tu prowadził biznes i nie musiał tkwić w Anglii. W tym słonecznym mieście niemalże rozkwitł. Miał dużo więcej swobody, chociaż takie telefony jak dzisiejszy, od brata, skutecznie sprowadzały go na ziemię. Przeklęty pracoholik i pedant miał silny charakter, który niemalże przewyższał ojcowski. A do tego, według Rusha, był czubkiem jakich mało. Rush niemalże modlił się, żeby nie musieć się z nim widzieć przez najbliższy rok. Minimum. I zamierzał korzystać z czasu, który był mu dany w Miami. Tylko ta cholerna firma, w której ciągle miał problemy, niebezpiecznie mąciła jego spokój. Większe kłopoty równały się wizytą brata. Rusha aż przeszły ciarki na samą myśl. Nie chcąc do tego dopuścić, zwlókł się z łóżka, by popracować na nieobecność brata i rodziców.

***

W końcu po całym ciężkim dniu w pracy Rush podjechał na wcześniej umówioną godzinę pod mieszkanie Lucy. Zaparkował BMW na podjeździe i podszedł do drzwi, żeby odebrać swoją randkę. Ta kazała chwilę na siebie czekać, po czym wreszcie mu się ukazała, ubrana w nową, zieloną sukienkę, z jasnymi włosami okalającymi jej ładną twarz o ciemnych, brązowych oczach.
— Hej. — Uśmiechnęła się promiennie do mężczyzny.
— Witaj, mój zbożowy aniele. — Skłonił się jej dwornie, całując ją w dłoń. Tę część farsy lubił. Była na tyle przegięta, że jego też bawiła.
Lucy zaśmiała się i zamknęła za sobą drzwi do mieszkania, po chwili chwytając Rusha za rękę.
— To prowadź. Gdzie w ogóle jedziemy, hm?
— A gdzie sobie życzysz, aniele? — Otworzył jej drzwi od strony pasażera. Jak lokaj. Kolejny plus dla facetów. Oni nie uważali tego za szarmanckie tak jak kobiety.
— Na kolację, a potem potańczyć? — Rozsiadła się w wygodnym aucie.
— Oczywiście, mon chéri — wymruczał jej przy uchu.
Dziewczyna patrzyła na niego z zadowoleniem. Nie miała zamiaru wypuszczać z rąk takiego ciacha. Nie spodziewała się tylko, że nie jest jedyną, która tak myśli.
Po niedługiej jeździe dojechali pod elegancką restaurację i wkrótce siedzieli przy stoliku. Dziewczyna już przeglądała menu, by po chwili złożyć zamówienie kelnerowi, który cierpliwie czeka. A gdy usłyszał, czego sobie życzy, spojrzał z uprzejmym wyczekiwaniem na Rusha.
— Zdam się na szefa kuchni — oznajmił Anglik, domawiając jeszcze tylko wino. Po tym wgapiał się w dziewczynę jak cielę w malowane wrota. Miał to opanowane do perfekcji.
Ona umiejętnie udawała, że wcale nie jest tak rozradowana tą uwagą, jak była naprawdę.
— I jak tam praca, życie? — spytała z delikatnym uśmiechem. — Wydajesz się trochę zmęczony.
Rush zakrył lekką irytację za uśmiechem.
— Ciężko, aniele, ale nie kłopocz sobie tym swej głowy.
— Mówisz do studentki pielęgniarstwa. Jestem wrażliwa na tym punkcie. A widzę, że się dzisiaj chyba nie wyspałeś. — Zaśmiała się i w tym momencie przyniesiono ich wino.
Mężczyzna kiwnął kelnerowi głową w podzięce, po czym znowu zwrócił się do towarzyszącej mu kobiety.
— Ciężko jest spać, kiedy tyle myśli zaprząta głowę. — Uśmiechnął się czarująco. — Ale nie kłopocz się tym.
Ona wyciągnęła rękę i uścisnęła jego dłoń na stole, patrząc mu żywo w oczy.
— Jak mam się nie martwić, jeśli mogę ci pomóc? — spytała ze współczuciem.
— Niby jak pomóc? — odparł z politowaniem.
— Nie wiem, ty mi powiedz. — Strapiła się, wracając dłonią do kieliszka i upijając łyk wina. — Jeszcze mi nie powiedziałeś, w czym problem.
Rush westchnął ciężko, po czym pocałował ją w dłoń.
— Mówiłem, nie kłopocz się tym. Sprawy biznesowe. — Po części była to prawda, bo jego brat bardzo wiązał się z biznesem.
— No, skoro tak. — Uniosła się nieco z krzesła i cmoknęła go w policzek.
W tym czasie jakiś inny kelner przyniósł ich zamówione jedzenie. Rush z początku nie zauważył jego przewiercającego spojrzenia, ale kiedy spojrzał na jego twarz, spostrzegł, że był to jeden z jego rzuconych kochanków. Bez mrugnięcia okiem uśmiechnął się do niego przyjaźnie, a kiedy ten po podaniu im posiłków nadal nie odszedł, a dziewczyna aż zwróciła na niego uwagę, Rush odezwał się do niego.
— Nie wiedziałem, że tu pracujesz. — Spojrzał na dziewczynę. — Lucy, to mój dawny znajomy, Bob. Bob, to moja dziewczyna, Lucy.
Kelner uśmiechnął się równie uprzejmie, choć jego oczy patrzyły na blondyna perfidnie.
— Miło mi poznać — powiedział do Lucy i zwrócił się do Rusha. — Pracuję tu od zeszłego tygodnia. Cieszę się, że mogłem cię zobaczyć po naszym ostatnim, dość burzliwym spotkaniu.
— Dobrze wiedzieć. To wspaniała restauracja — odparł Grey z rozbrajającym uśmiechem, jakby nie zauważał jego spojrzenia.
— Tak, wyjątkowa dla oczarowania damy. Mam nadzieję, że cię jeszcze tu kiedyś zobaczę. Chętnie poznam pozostałe. — Bob uśmiechnął się perfidnie i chwycił butelkę wina, stojącą na stole. Pochylił ją do kieliszka, równocześnie zniżając głowę tak nisko, że znalazł się dosyć sugestywnie blisko twarzy Rusha. — Dolać jeszcze?
— Nie, dziękuję. Jak będziemy czegoś potrzebować, to cię zawołam. — Mężczyzna wydawał się niewzruszony jego słowami. W przeciwieństwie do dziewczyny, która spoglądała teraz na kelnera z niewyraźną miną.
— Jestem na twoje usługi. — W głosie Boba wyraźnie pobrzmiała kpina. Po tym chłopak odstawił butelkę, cmoknął do Rusha i odszedł.
— Kto to był…? — wykrztusiła Lucy, patrząc za nim z szokiem.
— Kolega. — Rush napił się wina, żeby przełknąć wraz z nim ślinę. Nie lubił takich sytuacji. — Gej dla ścisłości, który ma do mnie chyba jakiś irracjonalny uraz za to, że kiedyś spotykałem się z jego przyjaciółką — skłamał. Jego przyjaciółka też go nie lubiła… ale to była już inna historia.
— Gej? — Lucy obejrzała się za nim. — No proszę. Może miał na ciebie ochotę, a gdy się okazało, że jesteś normalny i chodzisz z jego przyjaciółką, to się zrobił zazdrosny.
Rush uśmiechnął się ciepło na jej słowa. Grzeczna dziewczynka, pięknie to sobie wytłumaczyła.
— Prawdopodobnie. Biedak musiał się strasznie rozczarować.
— No, chociaż szkoda chłopaka. Całkiem ładny — powiedziała, zajadając swoją potrawę.
— Tak myślisz?
— Noo… duże, brązowe oczy, ładne usta. — Pokiwała głową. — I całkiem nieźle zbudowany.
— Hmm, możliwe… — Westchnął obojętnie, nadal patrząc na dziewczynę. Myślami jednak błądził we wspomnieniach seksu z Bobem. Nie pomagało zdecydowanie to, że raz po raz jego tyłek przemykał między stolikami, kiedy chłopak roznosił jedzenie. Eleganckie spodnie ładnie rysowały się na jego połóweczkach, a kiedy nikt nie patrzył, Bob, przemykając za plecami Lucy, rozchylił szeroko usta, jakby mu obciągał. I oblizał się lubieżnie, zaraz potem rzucając mu pogardliwe spojrzenie. Rush jednak był za starym graczem, więc nawet oko mu nie drgnęło na tę prowokację.
— Jak ci smakuje, mój aniele? — zwrócił się do Lucy.
— Bardzo smaczne. — Dziewczyna uśmiechnęła się, chociaż jej myśli krzyczały „wyborne!”. Rush nie żałował pieniędzy na ekskluzywne jedzenie.
— To w takim razie bardzo się cieszę, moja ty piękna. Wszystko co najlepsze dla cudnych rączek. — Zaśmiał się i pocałował ją w dłoń.
— Wszystko… co najlepsze? — Przygryzła figlarnie wargę, przesuwając pod stołem stopą w górę jego łydki.
— Oczywiście, mój złotowłosy aniele.
Zachichotała i zamoczyła usta w winie, mrugając do niego znad kieliszka. Mężczyzna uśmiechnął się, bardzo dobrze wiedząc, o co jej chodzi.
Resztę kolacji spędzili w miłej, czarującej atmosferze, a następnie przenieśli się do hotelu Rusha. Lucy była widocznie zadowolona, kiedy zasypiała z głową na piersi mężczyzny.

***

Minęło już kilka dni, od kiedy Charlie umówił się z Jasonem. Jego wzór powstawał na kartce, coraz bardziej dopracowany, by wreszcie pewnego dnia osiągnąć swoją ostateczną formę. Charlie jeszcze tylko myślał nad kolorami, ale poza tym wiedział już wszystko. Przedstawił to Jasonowi, który coś tam zamruczał w odpowiedzi, że spoko i teraz tylko wystarczyło znaleźć czas, by przenieść go na skórę. Wieczory, jak zawsze, mieli bardzo zajęte, ale w końcu w którąś środę mogli zamknąć studio wcześniej, bo nikt nie był zapisany. Pojawiła się więc okazja.
Charlie usiadł przy kontuarze, odprowadziwszy wzrokiem klienta do drzwi. Kiedy miał wreszcie chwilę odpoczynku, wykręcił numer Mike’a, popijając kawę. Po chwili uciążliwego piszczenia usłyszał głos kumpla.
— No hej. Jak tam?
— Żyjemy. A ty kiedy będziesz w studio?
— Nie wiem. Jestem zawalony papierami. A czemu pytasz?
— Brakuje nam tu ciebie. — Charlie zaśmiał się, popatrując na Jasona siedzącego na kanapie i obracającego w swojej długopalczastej dłoni zapalniczkę.
— Nam? A co, ten patyczak znowu gada, że chce na fajka? — Chłopak po drugiej stronie słuchawki odpowiedział śmiechem.
— Noo, wkurzony burczy pod nosem za każdym razem, gdy sam musi iść. — Młodszy tatuażysta wyszczerzył się do Jasona, który szybko zdał sobie sprawę, że gadają o nim, ale postanowił to zbagatelizować.
— Cały on. No, ale chyba nie dzwonisz, żeby mi o tym powiedzieć?
— Nie no, dzwonię, bo mamy trochę wolnego. No i chciałem ci powiedzieć, że mam swój wzór skończony.
— Ten na klatę, co wyłudziłeś od Jasona? — spytał Mike, próbując sobie przypomnieć, jak dawno już Charlie o taki jęczał. — I co, kiedy robicie?
— Pojutrze po godzinach. Fajny wyszedł. Tym razem podpalę sobie klatę! — Zaśmiał się.
— I co? Cały się zjarasz? — zakpił Mike z rozbawieniem, ale ucieszony, że Charlie ma już lepszy nastrój po fiasku z Rushem.
— Ogień to fajny motyw. A co? Myślisz, że przesada?
— Mnie mój smok wystarcza, ale ja to ja, a ty to ty, więc się moim zdaniem nie masz co sugerować. — Manager westchnął ciężko.
Chłopak zdusił w sobie myśl, że chciał, żeby się Mike’owi podobało i zapytał.
— Wpadniesz zobaczyć?
— No właśnie tak męczę od chwili kalendarz… W środę mówisz?
— Taa, coś koło siódmej zamykamy.
— To może wpadnę, ale bliżej ósmej. — Mike zamyślił się na chwilę. — Kupić po drodze coś do jedzenia, czy zamówimy?
— Pizza?
— No, można. Trzy bym wziął, co?
— Trochę nad tym posiedzimy, więc spoko.
— Jakie?
— Jedną weź z salami — powiedział od razu i zerknął na tatuażystę na kanapie, na chwilę odsuwając od ucha komórkę. — Jason, jaką pizzę lubisz?
Mężczyzna spojrzał na niego i zmarszczył brwi.
— Podwójny bekon i ser — odparł po chwili.
Charlie skinął głową i powtórzył to Mike’owi do telefonu.
— No dobra, to w takim razie widzimy się w środę — odparł manager.
— Super, do zobaczenia. — Chłopak odłożył komórkę na kontuar i zwrócił się do Jasona. — Mike wpadnie w środę.
Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust. Mimo że miało wyjść sympatycznie, nie do końca wyszło.
— Ciekawie.
— No, dawno go nie było — mruknął chłopak. Spędzanie czasu w studiu jedynie z milczącym Jasonem i gadającą o babskich rzeczach Kate nie pomagało Charliemu odwrócić myśli od Rusha. Ich ostatnia krótka wymiana zdań przez telefon wciąż kołatała mu się w głowie. Praca trochę pomagała, a głównie myślenie o tatuażu, ale…
Z rozmyślań wyrwał go głos Jasona.
— Stęskniłeś się za nim?
— No — odparł, zanim zdążył pomyśleć.
Mężczyzna uśmiechnął się wrednie, co nie umknęło uwadze Charliego. Wydął wargi z wyrzutem.
— Jakiś komentarz? — spytał wyzywająco, a Jason prychnął pod nosem.
— Nie, żadnych — odparł aż nadto sarkastycznie.
— To dobrze — rzucił chłopak i zaczął się bawić breloczkiem.
Jason zaśmiał się w głos. Nie miał nic do dodania. Młody był pocieszny.
W tym momencie ze swojego kącika wyszła Kate i sięgnęła po torebkę z wieszaka.
— Ja spadam, swoje odwaliłam. Na razie, chłopaki!
I jeszcze dwie godziny do zamknięcia, spędzone w towarzystwie Jasona. Rush znowu zaczął pukać do podświadomości Charliego. Niby sam się nie odzywał, jak obiecał, ale i tak komórka patrzyła na Charliego oskarżycielsko. Pogadać o tym na pewno nie mógł z tym siedzącym przed nim, ponad dwumetrowym facetem, który cały świat miał w głębokim poważaniu, a tego „blond fagasa” już w szczególności. Zostawało mu tylko czekanie na Mike’a, bo Kate też nie miała dobrego podejścia do swojego byłego.
Po jakimś czasie, kiedy siedzenie w pustym studio się przeciągało, a Charlie pił kolejną kawę, bazgrząc po notesie, rzucił pytająco:
— Obciąganko?
Jason, który także w tym czasie bazgrał jakieś wzory w szkicowniku, od razu podniósł głowę na Charliego i roześmiał się ochryple.
— Żeś przypierdolił prosto z mostu, młody!
Chłopak uśmiechnął się kątem ust.
— Zdążyłem się przekonać, że z tobą nie ma się co bawić w subtelności.
— Brawo, w końcu. — Mężczyzna zachichotał jeszcze, po czym odłożył szkicownik na stolik i podszedł do drzwi wejściowych. Przekręcił zamek i wywiesił tabliczkę z napisem „zaraz wracam”.
Charlie otaksował Jasona przeciągłym spojrzeniem, dopił swoją kawę i zmierzył na zaplecze. Wielkie, szklane okna przy wejściu nie pozwalały im tego zrobić tutaj. Niespodziewanie jednak Jason uśmiechnął się głupio i zdjął tabliczkę. Niby początkowo planował to inaczej, ale teraz… Nikt nie nigdy twierdził, że jest normalny.
Charlie odstawił kubek do małego zlewu na zapleczu i czekał na Jasona.
— Młody, chodź tu na moment jeszcze! — Usłyszał jego głos od drzwi.
Pojawił się z powrotem w przejściu.
— No?
Jason oblizał się chytrze i wepchnął go za kontuar. Tam widać było z zewnątrz tylko osobę od talii w górę. Charlie spojrzał na niego, z początku zdumiony, po czym zerknął za siebie na wejście. Uch… po Jasonie wszystkiego się można spodziewać.
— Mike by nas za to powiesił…
— Ale go tu nie ma. A teraz klękaj — zamruczał Jason, uprzednio czochrając włosy chłopaka.
Ten wahał się jeszcze przez chwilę, ale poczuł przy okazji lekki, przyjemny zastrzyk adrenaliny. Co, jak ktoś przyjdzie…?
Wreszcie uklęknął przed mężczyzną i zabrał się do rozpinania jego paska. Jason oparł się o blat kontuaru, jakby nigdy nic i podsunąwszy sobie kartki i ołówek, zaczął się nim bawić, co jakiś czas popatrując na chłopaka u swoich stóp. Ten nic nie mówił, bo skupił się na nasłuchiwaniu. Rozpiął spodnie Jasona i zsunął je nieco razem z bielizną. Spojrzał na jego penisa wygłodniałym wzrokiem. Chyba jako jedyna część ciała Jasona nie był chudy. A przynajmniej nie tak bardzo. Był za to długi, co akurat pasowało do tego wysokiego faceta.
Po chwili zacisnęła się na nim dłoń Charliego, który poruszył nią kilka razy, po czym pochylił się i polizał jego jądra. Wreszcie wziął je do ust i zassał delikatnie, zerkając w górę. Jason miał na ustach tylko ten swój zwykły, pewny siebie uśmiech osoby, która ma w głębokim poważaniu cały świat. Widział, jak chłopak na klęczkach przeniósł jedną dłoń na jego odkryte udo i pomasował od wewnątrz, wciąż bawiąc się jego jądrami. Wreszcie podążył wilgotnymi ustami w górę i polizał penisa po całej długości.
— Popracuj nad nimi dłonią, gdy go będziesz ssał — zarządził Jason, co jakiś czas zerkając w stronę ulicy.
Charlie westchnął i sięgnął wolną ręką do jąder mężczyzny, pobudzając go tak, jak chciał. Ustami przeniósł się za to na główkę, którą włożył między wargi i zassał.
— Nikt nie idzie? — rzucił po chwili, odsuwając się na moment i od razu wznawiając czynność.
— Powiedziałbym ci. Nie cykaj, tylko rób swoje — wymruczał w odpowiedzi mężczyzna i ponownie poczochrał go po włosach. Był już nieźle pobudzony.
Młody tatuażysta tylko zaburczał coś z penisem w ustach i przyjął go głębiej. Zaczynał poruszać głową, po chwili biorąc w całości ten kawał mięcha. Z każdym ruchem uderzał nosem w podbrzusze Jasona, a nie było to łatwe, zważając na długość jego kutasa.
— Mm… — zamruczał mężczyzna, przygryzając ołówek.
Czuł też coraz bardziej chaotyczne ruchy dłoni na swoim udzie. Najwyraźniej Charlie też był podniecony całą sceną. Przystanął na chwilę, żeby wyjąć z ust jego penisa i zacząć całować oraz lizać po całej długości.
— Smakuje ci, co? — zachrypiał Jason. Zarówno z podniecenia, jak i rozbawienia tym, co robili. — Lepszy niż tego twojego blondasa… — dodał. Trudno było stwierdzić, czy było to pytanie, czy stwierdzenie.
Charlie aż oderwał się od jego penisa, opadając plecami na kontuar za sobą. Spojrzał na niego w górę w bezgranicznym wyrzucie.
— Ej, co to, kurwa, za komentarz?! — syknął. Cholera, zero wyczucia!
— Żaden komentarz, tylko pytanie — odparł beztrosko Jason. Nie lubił Rusha, a że jemu nie mógł w tej chwili dogryźć, to padło na Charliego.
— Taa, tylko ty mogłeś o takie coś zapytać — rzucił chłopak z rozeźloną miną, co wyglądało dosyć komicznie, kiedy miał przed twarzą jego stojącego, naprężonego kutasa.
— Nie widzę, co w tym złego — burknął mężczyzna i ruszył biodrami, dźgając Charliego wyprężonym członkiem w policzek.
Chłopak odsunął twarz. Kurwa, pomyślał. Nie miał zamiaru wyglądać jak jakaś fochająca się laska, ale to pytanie go ubodło. Oczywiście, że wolałby mieć tu teraz Rusha i jego kutasa. Przynajmniej teoretycznie.
Jason chwilę czekał cierpliwie, ale w końcu ze znużeniem chwycił Charliego za włosy.
— Nie będę czekał wieczność, aż zdecydujesz się mnie skończyć, więc do roboty — mruknął chłodno, pochylony i górujący nad nim.
— Poprosiłbyś, kurwa — syknął Charlie, wciąż zły, sięgając dłonią z powrotem do jego penisa.
— Proszę, do roboty — mruknął Jason, wcale nie brzmiąc, jakby prosił.
Charlie jeszcze tylko pacnął go w udo, wsadzając sobie jego penisa do ust. Dłonią sięgnął do swoich spodni i pomasował się po kroczu. Mmm, penis Rusha… Zamknął oczy, żeby nie widzieć tatuaży przed oczami. Rush żadnych nie miał.
Po raz kolejny, mając seks z Jasonem, wyobrażał sobie tego zadufanego w sobie blond dupka.
Podsunął się bliżej, żywo poruszając głową i pomrukując co chwilę, czym pobudzał Jasona jeszcze bardziej. Z każdym ruchem czuł, gdy Jason drży coraz wyraźniej, ale nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Skubaniec umiał się kontrolować, jeśli chciał.
Nagle Charlie poczuł ostre szarpniecie za włosy, które oderwało go od członka mężczyzny niemal w tym samym momencie, jak opuścił jego usta i wystrzelił nasieniem na podłogę.
Chłopak, nie wyszarpując włosów z uścisku, sięgnął do swoich spodni i pospiesznie rozpiął zamek. Wygrzebał z bielizny sztywny członek. Stojący nad nim Jason patrzył z wyższością, jak chłopak masturbuje się, klęcząc przed nim.
— Mm… mm… — Charlie przygryzł dolną wargę, jęcząc głośno i chaotycznie poruszając dłonią po penisie. Nie umiał się tak kontrolować jak starszy mężczyzna, więc ten co jakiś czas odrywał od niego wzrok i zerkał na drzwi salonu. Na szczęście nikt nie śmiał im przeszkadzać.
Wreszcie chłopak stęknął głośniej, opierając czoło o jego udo i dochodząc pomiędzy ich nogami. Jason chwilę kontemplował całą scenę, po czym doszedł do wniosku, że on tego sprzątać nie będzie.
Charlie zapiął powoli spodnie, wstając wreszcie na nogi. Spojrzał na Jasona. Nie dotknął go ani razu… nie licząc znęcania się nad jego włosami. I kiedyś by mu to w ogóle nie przeszkadzało, ale po tym, jak się pieścili z Rushem, zaczął trochę inaczej na to patrzeć.
— Lepiej ci już? — spytał Jason, także zapinając spodnie i wychodząc zza kontuaru.
— No, spoko — mruknął chłopak, patrząc na spermę na podłodze. Wziął całe pudełko chusteczek i wyciągnął kilka na raz.
— To dobrze, ja idę zapalić — rzucił starszy tatuażysta i wyszedł z salonu, zostawiając Charliego samego ze śladami tego, co zrobili.
Mieli szczęście, że nikt nie wszedł w trakcie. Mike nie byłby zadowolony. Teraz tylko sprzątnąć spermę i jakby nic się nie stało. Kolejny seks bez zobowiązań. Miało to swoje plusy, nawet jeśli Charlie był z kimś tak olewczym i pozbawionym wyczucia jak Jason. Miało też jednak minusy. Poza cielesnym spełnieniem nie było nic ponad to. Ale przecież o to chodziło.
Charlie wreszcie sprzątnął po ich niepoprawnym, jak na miejsce pracy, incydencie i wyrzucił brudne chusteczki do kosza. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie. Zostało pół godziny do zamknięcia. To był po prostu cudowny koniec dnia.

6 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 18 – Triste. Perdonar.

  1. dattebayo pisze:

    Zajrzałam tutaj dzięki Waszemu fanfikowi do G’n’B i wsiąknęłam zupełnie…. Przeczytałam całe FDTS i aż mnie skręca z chęci zapalenia papierosa, mimo iż wogóle nie pale!
    Generalnie same pozytywne wrażenia począwszy od grafiki strony przez tematyke, z którą do tej pory się nie spotkałam, skończywszy na samych bahaterach i ich dziejach. Choć z poczatku dziwiło mnie trochę określenie „fajka”, to z czasem zaczęło mnie bardziej bawić niż irytować.
    Życzę wena i czekam na kolejny rozdział ;)

  2. Gordon pisze:

    czytam tez Outsidera i podoba mi sie to ze robicie tak rozne klimaty. ale ten mi jakos bardziej podchodzi. Mowie o zwiazkach ;p W Outsiderze za latwo im poszlo. od samego poczatku bylo dwoch bohaterow i wiedzielismy jak to sie skonczy. Jasne, jeszcze trwa ale sa juz „polaczeni” ;p Chyba jednak wole takie dochodzenie do siebie, problemy i przeskakiwanie z partnera na partnera jak jest tu. Chodzi mi rzecz jasna o to, ze Charlie od poczatku nie jest z Rushem, a bzyka sie Jasonem, wielbi Mikea i dopiero teraz Rush. to komplikuje i to jest zajebiste ;p
    A Mike jest wyjebanym hetero, mwahahahaha. Spoko, mam kumpla heterola ktory mi pozwala na cmokniecia w policzek i tulenie sie ;pppp dobra, z charakteru jest inny ale i tak mi sie kojarzy.
    ale co do wad – brakuje mi troche naglych zwrotow akcji. Rozumiecie o co mi chodzi? oni z reguly gadaja, spotykaja sie na imprezach, w studiu i znowu gadaja. i pieprza sie. czekam na jakas akcje. nie tylko dobieranie sie do Mikea przez Jasona czy tam rzucenie Rusha. na przyklad nie wiem… jakis pijany kurwa klient wpadajacy do studia i robiacy rozrobe, czy wypadek mlodego jadacego po wodeczce autem mwahahaha ]:->
    tylko ja lubie mlodego, to nie z braku sympatii. tylko chce czegos niespodziewanego z akcja
    chuj rozpisalem sie

  3. Roselani pisze:

    Powinnam chyba poczekać z przeczytaniem aż całkowicie wytrzeźwieje, bo teraz nie do końca ogarniam, ale wiem, że…
    Podobało mi się to, że był kawałek z perspektywy Rusha. Mam do niego straszną słabość… Wkurzało mnie trochę, że pocieszał się jakąś laską, ale przynajmniej tęsknił za Charliem. Więc jest nadzieja.
    Poważnie nie wiem co więcej napisać. Mam kompletną pustkę w głowie poza tym, że nie lubię seksu Jasona z Charliem. W ogóle gdyby nie to, że przeglądarka podkreśla mi wszystkie błędy ten komentarz byłby całkowicie nieczytelny. Mam nadzieje, że jednak jest…

  4. rraarch pisze:

    No tak… jeszcze troche a zacznie mi byc szkoda Rusha… a tak nie może byc. W żadnym wypadku. Nie wybacze mu zdrady, biednego kochanego Charliego. Pewnie jak Charlie dowie się o tej całej presji ze strony rodziny Rusha to wybaczy mu wszystko i wróci do niego jak mały szczeniaczek. (chyba, że do tej pory Mike zrozumie, ze jest gejem ;D ;D ;D !!! ) zastanawia mnie tylko co ma jego rodzina do tego, że ma tylu partnerów seksualnych w tym samym czasie. A to wyszło tak jakby Rush tłumaczył sobie swoje zachowanie tym, że jego rodzina chce żeby miał żone. i w ogóle po co, będąc w Usa spotyka się z kobietami? Skoro wie, że woli facetów to będąc poza Anglią powinien posuwac tylko ich, po co mu jakieś baby jeszcze??
    JAson jest cuudowny. Uwielbiam ten jego olewacki stosunek do wszystkiego i wszystkich, ciekawa jestem czy jakby się zakochał miałby podobne podejście. Charlie obciągający Jasonowi w ten sposób mi się podobał…. miałam tylko nadzieję, że Jason wystrzeli na jego twarz :P i chcę więcej Mike’a ;p najlepiej w scence jak obciąga Jasonowi ( owszem, zdaję sobie sprawe, że to mało realne jest, ale może jednak pewnego dnia… ;D )
    ooo i jeszcze jedno… chciałabym zobaczyc Charliego bardziej agresywnego w seksie… ale chyba się szybko nie doczekam, tym bardziej, że Jason raczej nie ma ochoty byc na dole, Mike jest NADAL hetero a ‚biedny ‚ Rush pokrzywdzony przez własną rodzinę woli posuwac wszystko co jest ładne i się rusza. ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s