Outsider – 4 – I jak tam, panie zły wilku?

— Jesteś pewien, że nie masz dla mnie lepszej nagrody…?
Liam spojrzał na chłopaka czujnie i złapał jego nadgarstek, odsuwając go od siebie gwałtownie, co jednak w tym momencie było dla niego trudne.
— Przecież mogą nas śledzić — powiedział z naciskiem. — Nie tutaj.
— Nikogo nie czuję — odparł Conall i wbrew fizycznemu odrzuceniu pocałował go. Plan był banalny, ale Liam nie był na tyle przewidywalny, by mógł być pewien powodzenia.
Mężczyzna westchnął, ale po chwili położył mu dłoń na torsie, odsuwając lekko od siebie i wyciągnął szyję, żeby zaniuchać, czy rzeczywiście są sami.
— Mówiłem, nikogo nie ma — zamruczał Conall i ponownie go pocałował. Tym razem już bez skrępowania zsunął mu rękę na krocze i lekko je pomasował. Chciał go jak najszybciej podniecić, a potem zaciągnąć do mieszkania.
Liam gwałtownie skierował na niego spojrzenie swoich brązowych oczu. Zdziwił się na taki zdecydowany gest ze strony Conalla, ale nie myślał nad tym długo, bo coś kazało mu chwycić chłopaka z tyłu za włosy i przyciągnąć bardziej do siebie, by pogłębić pocałunek.
Chłopak był zadowolony z takiego obrotu sprawy i chętnie wsunął opiekunowi język do ust. Jedną ręką w tym czasie masował mu krocze, a drugą kark i plecy. Zbyt długo już z tym walczył. Tymczasem myśli Liama szalały. Gdyby wiedział, że tak się skończy jego opieka nad Conallem, z uporem stawiałby się rozkazom, dopóki nie przydzieliliby chłopaka komuś innemu. Conall miał w sobie coś, co w zastraszająco krótkim czasie sprawiało, że się do niego przywiązuje.
— Mmm — mruknął, pochylając się bardziej i dotykając jego nagiej skóry na plecach. Był na siebie zły, ale nie potrafił się opanować.
— Masz cudowne usta. — Conall westchnął, kiedy w końcu oderwał się od nich i lekko je polizał.
Liam w odpowiedzi wysunął język i liznął go po brodzie oraz policzku, paznokciami lekko drapiąc go po plecach. Wolał nic nie mówić, bo co innego myślał, a co innego chciał z nim robić. Conall za to wyprężył się z zadowolenia. Czuł, że mężczyzna jest już na tyle podniecony, że nie będzie próbował się bronić przed powrotem.
— Chodźmy do domu. Co? — zamruczał, miziając go nosem po uchu.
— To daleko — odparł Liam z westchnieniem, napierając na niego ciałem i dobierając mu się do szyi. Podgryzał ją nieco dłuższymi niż ludzkie kłami.
— Chcesz tutaj? — Conall przesunął ręce na jego pośladki i ścisnął sugestywnie.
Liam zastygł na chwilę, rzucając mu uważne spojrzenie. Po chwili rozejrzał się i zaniuchał. Czuł tu znajome zapachy, które zostawiły wilki od ostatniego pobytu, a to trochę przeszkadzałoby mu w wyczuciu, gdyby ktoś się nagle pojawił.
— Hm… — zamruczał, myśląc usilnie i równocześnie wykonał lustrzany gest, łapiąc chłopaka za tyłek. Aż mu serce mocniej zabiło. Conall był nagi, a jego ciało takie ciepłe…
— To jak?
Liam po krótkiej chwili obserwacji jego ciała odsunął się, po czym zaczął zbierać ciuchy młodszego chłopaka i wpakował je wszystkie do torby. Nie zamierzał czekać.
— Chodź jako wilk.
Chłopak oblizał się triumfalnie za jego plecami i od razu zmienił postać. Sam też nie miał zamiaru marnować czasu na głupie ubieranki. Wyciągnął tylko z torby smycz i trzymając ją w pysku, wyszedł z budynku.
Po wyjściu na ulicę Liam założył mu obrożę. Conall mógł poczuć szybkie bicie jego serca, kiedy ten pochylił się nad nim, by przypiąć smycz. Wreszcie ruszyli i kilka minut później Liam już wygrzebywał kluczyk spod deski przy drzwiach mieszkania. Wilk szybko wsunął się do ciepłego wnętrza i od razu zmienił postać. Tym razem bez problemu zdjął obrożę. Liam zatrzasnął drzwi nogą, po czym przyciągnął do siebie Conalla za kark i pocałował go mocno. Równocześnie uniósł jedną nogę i wolną ręką zaczął rozwiązywać buty. W tym czasie chłopak rozpiął mu marynarkę i wsunął dłonie pod bluzkę, nie przerywając pocałunku.
Liamowi jakoś udało się pozbyć butów, więc zaczął spychać Conalla w stronę sypialni. Ten zaśmiał się pod nosem, oplatając go rękoma w talii i dając się prowadzić tyłem. Kiedy weszli do sypialni, sam usiadł na łóżku i pociągnął mężczyznę na siebie, ten zaś przyszpilił go do materaca, wgryzając mu się w szyję, ale zaraz potem złagodził to liźnięciem. Nie mógł się powstrzymać. Całe napięcie, które czuł, będąc przy Conallu, teraz wybuchło w nim jak wulkan w trakcie erupcji.
Oderwał się od niego i klęcząc nad nim, zaczął zdejmować z siebie ciuchy. Conall pomógł mu w tym, rozpinając mu spodnie. Już nie mógł się doczekać.
— Naprawdę tego chcesz? — zapytał Liam niespodziewanie, zatrzymując się z rozbieraniem i patrząc na niego czujnym wzrokiem.
— Aż tak kiepsko widać? — zażartował chłopak, wieszając mu się na szyi. — A poza tym, ja powinienem zadać to pytanie, skoro to twój pierwszy raz.
Liam zmarszczył brwi przez te słowa.
— Nie wytykaj mi — powiedział, wreszcie zrzucając z siebie koszulkę, pod którą widać było ładnie umięśnioną klatkę piersiową.
— Nie wytykam, tylko nie chcę, żebyś się zniechęcił tylko dlatego, że ja mam na ciebie straszną ochotę… — Conall westchnął gardłowo i przesunął obiema dłońmi po jego ciele.
Liam uznał to wytłumaczenie za dobre. Podniósł więc chłopaka za pośladki, rzucając bardziej w głąb łóżka. Potem zepchnął z siebie spodnie, a pod bielizną widać było, że jest już nieźle podniecony. Conall oblizał usta na widok kształtu penisa widocznego pod materiałem i oparł się na łokciach, patrząc na niego tymi swoimi bursztynowymi ślepiami.
— Byłeś kiedyś dopuszczony do samicy? — spytał niespodziewanie.
Zdumiony pytaniem Liam aż się zatrzymał.
— Byłem — powiedział, pochylając się do niego po chwili i liżąc przeciągle po klatce piersiowej.
— To dobrze. I jak było? — chłopak dopytywał się, równocześnie zsuwając rękę na penisa Liama.
— Będziemy rozmawiać o seksie z kobietą… mmm… podczas tego, co robimy? — spytał, oblizując się jak wilk patrzący na wielki kawał mięsa.
— Chcę wiedzieć, jak dużo umiesz! — Conall zaśmiał się wrednie i położył mu drugą rękę na ramieniu, by przekręcić go na bok.
Liam westchnął niecierpliwie, mierząc go swoim sceptycznym spojrzeniem, które jednak zmiękło wraz z coraz bardziej twardniejącym penisem.
— Zaraz się przekonasz — powiedział niskim głosem, wracając do poprzedniej pozycji i zawisając nad nim. Chwycił go za jedną nogę i zawiesił ją sobie na biodrze. Instynkt kazał mu być tym, który atakuje, więc wpił się agresywnie wargami w jego usta, a Conall odpowiedział na pocałunek entuzjastycznie. Nie chciał, żeby Liam czuł się zagrożony, ale miał ochotę dobrać się do jego krocza, a będąc w tej pozycji, nie miał zbytnio jak.
— Liam…
— Mm?
— Nie chcesz, żebym się nim zajął? — Popieścił dłonią jego penisa przez bieliznę.
Liam spojrzał mu w oczy i po chwili wyprostował się na kolanach.
— Jest twój. — Uśmiechnął się kątem ust.
— Dziękuję, łaskawcze! — Conall zaśmiał się, podnosząc się.
Zdjął mężczyźnie bieliznę, a potem chwycił jego sztywny członek w dłoń. Pocałował mężczyznę mocno w usta, po czym powoli zaczął zsuwać się z pocałunkami w dół. Liam obiema dłońmi sięgnął do jego włosów i zaczął się nimi bawić.
— To ty się prosisz, mały. — Rzucił mu wygłodniałe spojrzenie.
— Jeszcze sprawię, że ty będziesz prosił — zamruczał chłopak, liżąc jego brzuch.
— Mm, widzę, że mój mały psiak zrobił się strasznie pewny siebie. — Mężczyzna uniósł brew wymownie, samemu sięgając do swojego penisa i zbliżając go do warg Conalla.
— Bo wiem, co takie wilczury lubią najbardziej. — Zaśmiał się chłopak i cmoknął główkę penisa tylko po to, żeby zaraz ją polizać.
Liam miał spokojny i opanowany wyraz twarzy, ale w jego oczach z łatwością można było zobaczyć dzikie pożądanie. Obserwował Conalla z mocno tłukącym się w piersi sercem. Jakby nie patrzeć, pierwszy raz miał faceta przy swoim penisie i bardzo go to podniecało.
Chłopak pieścił jego członek, a Liam wzdychał cicho, przesuwając między palcami ciemne kosmyki. Dłonie lekko mu drżały. Język Conalla był taki gorący… Zupełnie, jak te jego ciepłe, bursztynowe oczy.
Conall znów polizał go po nasadzie penisa, po czym wziął go między wargi, zasysając się na nim z zadowoleniem. Językiem zrobił kółeczko wokół żołędzi.
— Mm… Podoba mi się — wydyszał Liam.
Chłopak w odpowiedzi wziął go głębiej, przytrzymując Liama za biodra i tyłek. Chciał mu zrobić najlepiej, jak umiał, ale wziął go odrobinę za głęboko i trochę zarzęził.
— Nie spiesz się, mały — zamruczał jego opiekun. Nie zaprotestował na dłonie na swoim ciele. Im więcej czuł przy sobie ciepła chłopaka, tym było mu przyjemniej.
Conall, jakby nie przejmując się tym, co ten mówi, wziął go znowu głębiej, aż do gardła, tym razem bez większych problemów. Zamruczał przy tym, zadowolony sam z siebie i spojrzał na twarz starszego wilkołaka.
Liam uśmiechnął się do niego lekko, a rumieniec pojawił mu się na policzkach. Czuł się potwornie rozgrzany. Było mu dobrze w ustach tego chłopaka. I w tym momencie nie zamierzał myśleć o przyszłości. Liczyła się chwila i bliskość z Conallem.
Chłopak wsunął do swoich ust jeszcze dwa palce, które, nie przestając obciągać Liamowi, skierował następnie na swój tyłek. Wolał być pewnym, że będzie dobrze, niż zdawać się na niedoświadczonego partnera. Ten spojrzał na niego czujnie, marszcząc nos. Musiał przyznać, że nie bardzo wiedział, jak się zabrać do aktu drugiego, ale gdy bywał z samicą, w takich chwilach zdawał się na odruchy i tym razem miał zamiar tak działać.
Conall na chwilę wypuścił z ust członek Liama i uśmiechnął się do niego.
— Jak tam? — spytał, oblizując wargi i rozciągając się.
Mężczyzna, korzystając z chwili, pochylił się do niego i pocałował mocno w usta, przygryzając jego dolną wargę. Zaskoczony chłopak najpierw drgnął, po czym delikatnie oddał pocałunek, nie wpuszczając go jednak do swoich ust. Nie był pewny, czy Liam zdaje sobie w pełni sprawę, że przed chwilą miał w nich jego kutasa. Jak się okazało, najwyraźniej nie miał w głowie takich rozmyślań. Robił po prostu to, na co miał ochotę. Chwycił go pod brodę, lekko ją drapiąc, a językiem naparł na jego wargi prosząco. Równocześnie drugą dłonią pomasował się po twardym penisie.
Chłopak w końcu skapitulował i wpuścił go do ust. Jedną ręką gładził mu kark i szyję, a drugą zajmował się sobą. Serce łopotało mu z radości na myśl, dla kogo się poszerza.
Jego usta były penetrowane językiem coraz agresywniej, a po jakimś czasie takich pieszczot Liam naparł na niego ciałem, spychając go na plecy na materac. Chłopak jęknął, w ostatniej chwili zabierając rękę zza siebie, żeby na nią nie upaść. Odruchowo rozłożył nogi, dzięki czemu starszy wilkołak znalazł się pomiędzy nimi. Złapał nawet jego nogę w kostce, uniósł wysoko i polizał przeciągle po wewnętrznej stronie uda. Wreszcie lekko podgryzł skórę, a Conall zaśmiał się.
— Aż taki głodny?
— Zjadłbym cię całego — mruknął Liam, liżąc go coraz niżej i niżej, aż do jąder, które niespodziewanie wziął do ust i possał delikatnie.
Zaskoczony chłopak napiął się cały. Sam widok twarzy mężczyzny pomiędzy nogami spowodował, że zesztywniał jeszcze bardziej. Tak, cudownie.
Liam uśmiechnął się kątem ust na taki widok. Jak na kogoś, kto pierwszy raz ma przy twarzy czyjegoś penisa, dosyć bez skrępowania oblizał go od nasady, aż do końca i zassał główkę, mrucząc, jakby smakowało mu jak czekolada.
— Zaskoczyłeś mnie. — Conall zaśmiał się, głaszcząc się po brzuchu i bojąc się go dotknąć, żeby nie uciekł.
— Czym takim? — spytał Liam, odrywając się na chwilę i zaraz potem składając mokre pocałunki na całej długości penisa. Och, to tak, jakby… biegać jako wilk po jakiejś dzikiej łące. Było mu bardzo, bardzo przyjemnie, a robienie czegoś tylko dlatego, że się chciało i mogło się to zrobić, było czymś cudownym.
— Nie myślałem, że będziesz chciał go dotknąć, a co dopiero lizać! — odpowiedział chłopak, trochę niepewnie głaszcząc go po włosach.
— Smakujesz mi, mały — odparł Liam, jakby to wszystko tłumaczyło. Zaraz potem odsunął się od jego penisa i spojrzał w dół, na jego szparkę.
Chłopak westchnął i odruchowo lekko się zacisnął. Był już całkiem przyzwoicie rozciągnięty, ale wolał nie ryzykować, mimo że wiedział, że Liam nie jest malutki. Mężczyzna pochylił się i polizał go po szparce, jedną dłonią lekko ugniatając mu pośladek.
— Jesteś gotowy? — spytał z westchnieniem. Chciał już mieć tego słodkiego chłopaka.
Ten niby wolałby jeszcze poczekać, ale za bardzo miał ochotę i nie chciał zmuszać Liama do czekania.
— Mhm. Tak czy od tyłu, na pieska? — zapytał ze śmiechem.
— Chcę widzieć buźkę mojego psiaka.
— Jak sobie chcesz, wilczku. — Conall uśmiechnął się trochę nerwowo, ponownie zsuwając dłonie do swojego tyłka. Chciał go już w sobie. — Tylko bądź grzecznym wilczkiem, co?
— Nie zrobię ci krzywdy, jestem teraz człowiekiem — powiedział Liam z przekonaniem. Po chwili zastanowienia splunął na dłoń i nasmarował śliną swojego sztywnego i gotowego do seksu penisa. Tak mu się wydawało właściwie.
— Nie o swoją szyję się boję — zachrypiał z podekscytowania młodszy wilkołak. Cholera, jakby nie patrzeć, trochę minęło od ostatniego razu. Mimo obaw, miał niesamowite ciśnienie.
Liam spojrzał na niego pytająco, ale zaraz potem uniósł jego nogi, trochę bardziej je rozkładając, po czym nakierował swojego penisa na pomarszczone wejście i naparł delikatnie. Nie wiedział, czy dobrze robi, w ogóle pozwalając sobie na to, ale Conall tak bardzo go pociągał, że nie potrafił się cofnąć.
Czując ciepło penisa przy swojej szparce, chłopak westchnął głęboko i uśmiechnął się.
— Tak… tylko powoli — wyszeptał, przyciągając głowę partnera do swojej, a ten potarł o niego swoim policzkiem, zadowolony z tej bliskości. Nawet położył się na nim bardziej, by mocniej go czuć.
— Spokojnie, mały — odmruknął, rzeczywiście wchodząc w niego wyjątkowo delikatnie. Najwyraźniej umiał pohamować swoje pożądanie, które aż krzyczało, żeby zaczął się wreszcie poruszać.
Chłopak wczepił się w jego plecy dłońmi jak małpiatka, wzdychając ciężko i czując to specyficzne rozciąganie. Jego penis ocierał się o brzuch Liama, a ten wszedł w niego wreszcie do końca i zawarczał mu chrapliwie przy uchu. Och… Ciasno!
— I jak? — Conall oblizał usta i cmoknął go w policzek.
W odpowiedzi usłyszał kilka cichych westchnień, a kiedy jego opiekun uniósł na niego spojrzenie, Conall zobaczył jego drapieżny i wygłodniały wzrok.
— Dobrze, szczeniaku — wyburczał i lekko się wysunął, by zacząć się poruszać.
Młodszy, ciemnowłosy wilkołak też się uśmiechnął i odchylił głowę do tyłu. Tego właśnie chciał i po chwili poczuł, jak Liam się nad nim kołysze, wbijając się w niego rytmicznie. Ocierali się o siebie przy tym klatkami piersiowymi, bo mężczyzna pochylał się nad nim dosyć nisko.
— Och, taaak, tak głęboooko! — Conall westchnął, zarzucając nogi na biodra partnera, żeby czuć go wyraźniej. Może i trochę bolało, ale i tak było z każdym pchnięciem coraz lepiej. Coraz intensywniej.
Liam rzucił mu rozpalone spojrzenie. Z tym chłopakiem było mu fantastycznie. To ciepło jego ciała, wilczy zapach… Nie mógł się powstrzymać i zaczął raz po raz przygryzać mu szyję i ramię, wbijając się coraz mocniej i przymykając oczy z rozkoszy. Spinał przy tym pośladki, napinał mięśnie na plecach, a chłopak pod nim skomlał cicho, ale rękoma przyciągnął go jeszcze mocniej.
— W porządku? — spytał Liam niskim z podniecenia głosem, ochoczo do niego przylegając.
— Kurwa. Tak! Mocniej! — Conall pisnął i chwycił jego twarz, całując mocno i namiętnie, a mężczyzna aż jęknął z rozkoszy.
Chwycił nogi chłopaka pod kolanami, zadarł wysoko i spełnił prośbę, wysuwając się i gwałtownie w niego wchodząc, aż po same jądra. Conall krzyknął, czując ten specyficzny ból pomieszany z przyjemnością. Wygiął kręgosłup w pałąk, drapiąc paznokciami plecy Liama. Wiedział, że jutro będzie chodził jak kaleka, ale teraz było cudownie.
Serce mężczyzny waliło, jakby chciało się wydostać na zewnątrz. Zatopił spojrzenie w tych bursztynowych oczach jak zaczarowany. Ruszał się już niemalże automatycznie, nie tracąc siły. Jego pchnięcia były mocne i pewne i właśnie za to Conall uwielbiał seks z wilkołakami. Nie męczyli się jak zwykli ludzie i inaczej pachnęli, ale to już był szczegół. Oczywiście wolał przed Liamem nie przyznawać, że pieprzył się też kiedyś z ludźmi. Nie wiedział, jak ten by zareagował.
Mężczyzna puścił jego nogę, by chwycić go za szczękę oraz pocałował agresywnie. Niemalże na siłę wepchnął mu język do ust. Czuł się niesamowicie. Conall był ciasny i gorący w środku. Nie wierzył, że to robi, ale było mu nieziemsko i dziko, zupełnie jak kiedy był w postaci wilka. Do tego chłopak nie protestował na takie traktowanie, jak niektóre samice. Przeciwnie, odpowiadał z zadowoleniem, jęcząc pod nim.
— Mmm… — Liam westchnął, kierując usta na jego szczękę i zaraz w dół, na szyję. Zobaczył, że już sporo jest tam śladów jego zębów. Równocześnie zaczął posuwać go bardziej chaotycznie, najwyraźniej zbliżając się do końca.
— Pocaa… aaach, pocałuj mnie! — wywarczał Conall.
Mężczyzna spojrzał na niego z pasją i zawisnął nad nim drapieżnie, pochylając tylko głowę do namiętnego pocałunku. I kiedy tylko to zrobił, chłopak pod nim jęknął, dochodząc gwałtownie i wbijając mu paznokcie w plecy.
Liam wyprężył się, a jego klatka piersiowa poruszała się szybko. Westchnął gardłowo, czując ogarniającą go rozkosz i położył się na nim z głębokim westchnieniem. Aż zamruczał, czując, jak bardzo rozpalony jest chłopak i jak to ciepło przenika na jego skórę. Conall za to, czując rozlewającą się w nim spermę, westchnął cicho i zagryzł wargi.
Mężczyzna podniósł się i wysunął z niego, głaszcząc go lekko po udach, a Conall spojrzał na niego z dołu rozleniwionym spojrzeniem.
— I jak tam, panie zły wilku?
Liam postanowił odsunąć na bok niechętne myśli, które zaczynały mu teraz napływać do głowy i pochylił się do niego, przylegając ciasno.
— Chyba nie taki zły wilk, skoro zrobił ci tak dobrze — powiedział z lekkim uśmiechem, unosząc wymownie brew.
— O tak, bardzo dobrze. Gorzej, jak jutro chodzić nie będę mógł. — Chłopak zaśmiał się i liznął partnera w nos. — Ale ja pytałem, jak tobie było?
— Czuję się spełniony — odpowiedział melancholijnie, głaszcząc go leniwie po boku.
— Troszkę ci ciśnienie zeszło? Hmm?
— Jakie ciśnienie? — Zmarszczył brwi pytająco.
— Ogólnie.
— Jeżeli masz na myśli to, że działasz na mnie i dziwnie mi było, to tak, teraz się czuję spokojniej, ale ogólnie to chyba trochę skomplikowało sprawę. — Niechcący wyraził swoje myśli i zaczął się zastanawiać nad zmyciem się do łazienki. Musiał się umyć.
— Miałem na myśli to, że mnie seks zawsze relaksuje… ale twoja wersja też mi się podoba. — Conall zaśmiał się i ponownie go pocałował, po czym wstał z łóżka ciężko. — Idę się umyć. Idziesz ze mną, czy wolisz sam?
Liam przekręcił się na plecy, splatając palce na karku.
— Idź, umyję się po tobie.
— Okej. — Chłopak uśmiechnął się i wyszedł do łazienki. Tego było mu trzeba. Dobry trening, seks i prysznic.
Gospodarz w tym czasie leżał na łóżku w nieruchomej pozie i rozmyślał nad tym, co zaszło. Nie mógł ukryć przed sobą, że było mu dobrze, ale jakiś niepokój trawił go od wewnątrz. Co teraz? Co z przywiązaniem?
W końcu rozmyślanie przerwało ciche, gardłowe mruczenie dobiegające od strony futryny, o którą opierał się Conall. Był tylko w ręczniku, a włosy jeszcze miał mokre. Liam uniósł na niego spojrzenie i westchnął w duchu, oglądając jego ciało. I tak najbardziej wzrok przyciągały te bursztynowe oczęta.
— Co tam, szczeniaku?
— Nic. Łazienka wolna — odparł z wciąż błąkającym się na ustach uśmiechem.
Gospodarz skinął głową i wstał z łóżka. Mijając go w progu, przetrzepał mu włosy palcami i bez słowa wszedł do łazienki. Młodszy chłopak, gdy tylko został sam, usiadł na łóżku z cichym syknięciem. Kładąc się, już wiedział, że jutro będzie ciekawy dzień.
Tymczasem Liam stanął przed lustrem, położył dłonie na umywalce i spojrzał w swoją męską, przepełnioną zarówno spełnieniem, jak i rozterką twarz. Co teraz zrobić…?
Wreszcie westchnął ciężko i poszedł się umyć. Wrócił po dość długim czasie, nie spiesząc się za bardzo.
Conall na łóżku już spał. W swojej ludzkiej postaci, ale… coś było inaczej. Jego włosy nie były tak czarne jak zawsze. Szarzały na skroniach, przypominając kolorytem bardziej jego sierść. Mężczyzna podszedł do niego i chwycił jeden kosmyk w dłoń, przyglądając mu się. Zaraz potem westchnął, położył się obok i przyciągnął go do siebie delikatnie. Długo nie mógł zasnąć, ale ciepło jego ciała i spokojnie bijące serce uśpiły go i wreszcie zapadł w ciężki sen.

***

Siedzieli w domu i oglądali telewizję. Warta skończyła im się kilka godzin temu i nie należała do tych łatwych. Ruchy na granicy z każdym dniem były coraz większe i jedyne, o czym teraz chcieli myśleć, to odpoczynek. Conall mieszkał u Liama już czwarty tydzień, a to, co było między nimi, nie wyszło werbalnie poza sypialnię, ale było i tak bardzo silne.
— „Debilizm” — skomentował program przyrodniczy o wilkach Conall, jak zwykle relaksujący się w wilczej postaci.
— Sam chciałeś oglądnąć — odparł sceptycznie Liam, siedząc w fotelu ze spuszczoną za oparcie ręką i drapiąc leniwie wilka za uchem.
— „Wiem, ale już nie chcę” — odmruczał Conall, łasząc się do jego ręki.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Liam zmarszczył nos, niuchając. Znajomy zapach. Wyłączył telewizor i bez słowa oderwał dłoń od pyska wilka, by pójść otworzyć. Za drzwiami stał jeden z młodych z ich stada.
— Od góry. — Wyciągnął z kieszeni zgiętą na pół kopertę i podał ją mężczyźnie, który nawet na nią nie spojrzał, biorąc ją do ręki.
— Coś jeszcze? — spytał znudzonym głosem.
— Nie, to wszystko — odparł tamten i odszedł bez słowa.
Liam zamknął drzwi i zamiast wrócić do salonu, poszedł do kuchni. Nożem otworzył kopertę. W środku, na kremowej karteczce była krótka i zwięzła informacja, że zostaje przeniesiony na południową granicę, zaś Conall zostaje na północnej i ma być przydzielony do grupy interwencyjnej. Podpisała samica alfa.
— „Co tam?” — Szary wilk stanął u jego nóg, zainteresowany odwiedzinami.
Liam nie odpowiedział, wpatrując się w informację jakoś tak twardo, chociaż na twarzy miał wciąż ten lekko znudzony wyraz. Wiedział… Wiedział, że nie powinien się do tego szczeniaka przywiązywać.
Odetchnął w duchu, starając się zgasić wszelkie emocje i wstał, chowając kopertę do kieszeni na tyłku. Przecież tak miało być od początku.
— Pakuj się — powiedział spokojnie.
— Co? — Conall momentalnie zmienił postać. — Jak to? O co chodzi? — Czuł, że zaczyna się denerwować i gdzieś podświadomie bać. Nie przepadał za zmianami, a ta już zupełnie mu nie odpowiadała. Nie chciał zostawiać Liama.
Gospodarz wyminął go, zanim odpowiedział, nie patrząc nawet na niego przez ramię.
— Dostajesz nową grupę.
Wszedł do sypialni i wyciągnął większą torbę z kufra.
— I co, to nieodwołalne? — Conall, jakby był w wilczej formie, opuściłby posępnie uszy, a teraz jedynie strapił się widocznie. — I na pewno muszę się wyprowadzać?
— Mhm, musisz się zżyć z nowymi kompanami i tak wam będzie łatwiej. Ze mną przestajesz mieć cokolwiek wspólnego. — Liam rzucił mu torbę. Był zły. Głównie na siebie.
— Ej! Co z tobą, cholera?! Mi też się to nie podoba i nie czuję potrzeby zżywania się z kimkolwiek! Ty mi wystarczasz!
— Łatwiej wam będzie w większej grupie — odpowiedział Liam z krzywym uśmiechem, wsadzając ręce w kieszenie i wzruszając ramionami. W jego brązowych oczach jednak było widać, że jest poruszony. Starał się tylko sobie tego nie utrudniać.
— I tylko tyle masz do powiedzenia? Że tak będzie łatwiej? A ty? Co z tobą? — Conall niepewnie podszedł do mężczyzny, ale ten odsunął się od niego i wyciągnął mu ubrania z szafy.
— Ja dostaję inną granicę. No, zaczniesz się pakować, mały?
Conall patrzył na niego dłuższą chwilę, walcząc z ogarniającymi go uczuciami.
— I co? Tak puff i koniec? — nawet nie zdając sobie sprawy, wypowiedział swoje myśli na głos.
— Przecież od początku ci mówiłem, że dostaniesz inną grupę. Nie możesz walczyć u mego boku do końca życia. — Liam uśmiechnął się do niego pobłażliwie i zaczął składać jego ubrania na łóżku.
— Ale ja pieprzę jakaś granice! Ja się pytam o nas! Zachowujesz się, jakbyśmy mieli się już nie zobaczyć. No, Liam, kurwa, co jest?
— Ja będę na południu, ty na północy. Spoko, może kiedyś na siebie wpadniemy, gdy będzie jakaś większa bitwa i będą kazali połączyć siły. — Mrugnął do niego przez ramię z uśmiechem. No, kurwa, czemu on to tak utrudnia?
Conall otworzył usta i po chwili je zamknął. Nie wiedział, czy bardziej jest wściekły, czy bardziej jest mu smutno po tych słowach. To, co było między nimi, było cudowne. Nie chciał zmian. Na pewno nie takich. Widocznie tutaj nie było czegoś takiego jak wolna wola.
W końcu wziął głębszy oddech i sam zaczął się pakować, wrzucając rzeczy byle jak. Chciało mu się wyć z tego wszystkiego.
Liam rzucił mu tylko krótkie spojrzenie i aż go zabolało w sercu na ten widok. Widział po nim, w jakim jest stanie. Miał ochotę pogłaskać go po tych szarzejących z dnia na dzień włosach, ale zamiast tego obszedł łóżko i usiadł na skraju, plecami do chłopaka, patrząc pustym wzrokiem przed siebie, aż nie usłyszał dźwięku rzucanej na ramię torby.
— Gdzie mam się stawić? — spytał Conall ze ściśniętym gardłem. Był już ubrany, jak zawsze niemal cały na czarno.
— Nie wiem — powiedział prosto Liam, nie odwracając się do niego. — Pójdź za zapachem, pewnie będą na ciebie czekać w tej starej fabryce. Wezmą cię do kwatery głównej.
— Dobrze… — mruknął i już nic nie dodając, ruszył do wyjścia z mieszkania.
Liam siedział chwilę bez słowa. Słysząc, jak chłopak już otwiera drzwi, nagle wstał i podbiegł do przedpokoju.
— Hej, mały. Jak będziesz walczyć, nie waż się puszczać żadnego wroga wolno — powiedział twardo. — Oni chcą cię sprawdzić, to byłby samobójczy krok.
Conall odwrócił się do niego dopiero po chwili. Miał zaciętą, niepasującą do niego minę, a jego oczy były nawet jaśniejsze niż zwykle.
— Poradzę sobie. Nawet bez ciebie! — warknął i wyszedł, trzaskając drzwiami. Czuł się oszukany.
Liam stał chwilę sztywno w progu, patrząc na drzwi. Spuścił głowę i westchnął ciężko. Wiedział, że tak będzie lepiej. On i tak musiał walczyć sam. Był przecież samotnym wilkiem…
Zacisnął zęby i uderzył pięścią w drzwi, aż zatrzeszczały.

8 thoughts on “Outsider – 4 – I jak tam, panie zły wilku?

  1. Katka pisze:

    Lex, pozostaje Ci po prostu przeczytać, by się dowiedzieć :D btw słodko widzieć komenty pod opkami już zakończonymi ;)

  2. Lex? pisze:

    *4 lata później*
    Aww <3 Kocham.. Kocham, kocham, kocham. A teraz modlę się, żeby był jakiś happy end ;-;

  3. Katka pisze:

    Tess, oj, co z tego, że dwa lata po opublikowaniu? (swoją drogą… wow, serio, to już tyle czasu…!) Opinia ważna zawsze i wszędzie. Poza tym to taki dla nas powrót do starych rozdziałów, jak ktoś takie komentuje :) Przynajmniej jest świadomość, że nie zostały zapomniane. „Szkoda, szkoda wilczków, ale wierzę, że tym razem wszystko skończy się happy endem” – hehe, no nie ma co ukrywać, że to jest raczej opowiadanie z tych lżejszych, na pewno lżejsze niż Never Be The Same, więc można mieć nadzieję na coś dobrego na koniec :)

  4. Tess pisze:

    Haha, trochę głupio się czuje tak komentując dwa lata po opublikowaniu, ale co tam.
    Rozdział mi się naprawdę podobał. Szczerze, to nie mogłam doczekać się aż dojdzie do współżycia ;>
    Jestem straszna wiem…
    Szkoda, szkoda wilczków, ale wierzę, że tym razem wszystko skończy się happy endem :D
    Tak w ogóle… kreatywny pomysł. Takiego czegoś jeszcze nie czytałam, a myślę, że jestem już dosyć obeznana w tych „klimatach”.

  5. Ania Kon pisze:

    Och… Przeczytałam wszystko na raz i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Pomysł świetny, czyta się lekko, postaci ciekawe, no i… WILKOŁAKI!!! Chociaż nie takie do jakich jestem przyzwyczajona to i tak mi się podobają. Nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów.
    Niech wen będzie z tobą!

  6. fanta pisze:

    a buuuuu T.T to było takie smutne… mi jeszcze brakowało tylko czegoś w stylu ‚na podłogę spadła pojedyncza łza. Liam spojrzał na nią, potem na Conalla. chciał coś powiedzieć, ale chłopak trzasnął drzwiami i już go nie było”

    ale wtedy pewnie i ja bym się rozryczała
    to naprawdę fantastyczne opowiadanie, podoba mi się bardziej, niż FDTS :)
    ach… och… ech…
    mam nadzieję, że się jeszcze spotkają

  7. Roselani pisze:

    To było takie smutne! Obydwaj są biedni, ale z jakiegoś powodu trochę bardziej mi żal Liama. Tak się starał nie przywiązać, żeby później nie cierpieć, a wyszło, jak wyszło. Kurczę naprawdę mam nadzieję, że to nie jakaś wielka bitwa będzie miejscem, gdzie następnym razem się spikną.
    Jeśli chodzi o ich seks, to był naprawdę cudny. Uwielbiam to, jak się Liam wtedy zachowywał. Znowu Liam, mam nadzieję, że nie faworyzuję go przez jego kolor włosów… A właśnie jeśli o włosy chodzi. To strasznie mnie intryguję to, co się dzieje z Conallem. On naprawdę jest jakiś inny. Nie mogę się doczekać, aż to wyjaśnicie.
    W ogóle przykro mi się trochę robi, jak myślę, że to ma być krótkie opowiadanie. Naprawdę polubiłam chłopaków. Chciałabym więcej o nich poczytać…

  8. mon pisze:

    o jezuuu, to takie smutne :C
    szkoda mi ich, naprawdę. Zasługują na siebie i na szczęście. Wiedziałam, że ich pierwsze zbliżenie będzie cudowne.
    Ale podniecenie po scenie momentalnie ze mnie zeszło, kiedy czytałam dalej.
    To takie okropne :C

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s