Outsider – 4 – I jak tam, panie zły wilku?

— Jesteś pewien, że nie masz dla mnie lepszej nagrody…?
Liam spojrzał na chłopaka czujnie i złapał jego nadgarstek, odsuwając go od siebie gwałtownie. Co niestety w tym momencie było dla niego trudne.
— Przecież mogą nas śledzić — powiedział z naciskiem. — Nie tutaj.
— Nikogo nie czuję — odparł Conall i pocałował go wbrew fizycznemu odrzuceniu. Plan był banalny, ale Liam nie był na tyle przewidywalny, by mógł być pewien powodzenia.
Mężczyzna westchnął błogo, lecz po chwili położył mu dłoń na torsie, odsuwając od siebie. Wyciągnął szyję, żeby zawęszyć i sprawdzić, czy rzeczywiście byli sami. Dominował wilczy zapach jego podopiecznego.
— Mówiłem, nikogo nie ma — zamruczał Conall i ponownie go pocałował.
Tym razem już bez skrępowania zsunął mu rękę na krocze i lekko je pomasował. Chciał go jak najszybciej podniecić, a potem zaciągnąć do mieszkania.
Liam gwałtownie skierował na niego spojrzenie swoich brązowych oczu. Zaskoczył go tak zdecydowany gest ze strony Conalla, ale nie myślał nad tym długo. Coś kazało mu chwycić chłopaka z tyłu za włosy i przyciągnąć bardziej do siebie, by pogłębić pocałunek.
Chłopak był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Chętnie wsunął opiekunowi język do ust. Jedną ręką masował mu krocze, a drugą kark i umięśnione plecy. Zbyt długo już z tym walczył, żeby teraz się poddać.
Tymczasem myśli Liama szalały. Gdyby wiedział, że tak się skończy jego opieka nad Conallem, z uporem stawiałby się rozkazom, dopóki nie przydzieliliby chłopaka komuś innemu. Conall miał w sobie coś, co w zastraszająco krótkim czasie sprawiało, że się do niego przywiązywało.
— Mmm… — mruknął, pochylając się i dotykając jego nagiej skóry na plecach. Był na siebie zły, ale nie potrafił się opanować.
— Masz cudowne usta. — Conall westchnął, kiedy w końcu oderwał się od nich i lekko je polizał. Naprawdę mu się podobały. Były kształtne i miękkie.
Liam w odpowiedzi wysunął język i liznął go po brodzie oraz policzku, paznokciami lekko drapiąc go po plecach. Wolał nic nie mówić, bo co innego myślał, a co innego chciał z nim robić. Conall za to wyprężył się z zadowolenia. Czuł, że mężczyzna był już na tyle podniecony, że nie będzie próbował bronić się przed powrotem.
— Chodźmy do domu. Co? — zamruczał, miziając go nosem po uchu.
— To daleko — odparł Liam z westchnieniem, napierając na niego ciałem i dobierając mu się do szyi. Podgryzał ją nieco dłuższymi niż ludzkie kłami.
— Chcesz tutaj? — Conall przesunął ręce na jego pośladki i ścisnął sugestywnie.
Liam zastygł na chwilę, rzucając mu uważne spojrzenie. Po chwili rozejrzał się i znowu zawęszył. Czuł tu znajome zapachy, które zostawiły wilki od ostatniego pobytu, a to trochę przeszkadzałoby mu w wyczuciu, gdyby ktoś się nagle pojawił. Obcowanie z wilkiem z innej watahy było dozwolone i neutralnie przyjmowane, o ile miało się z nią pokojowe stosunki. Niestety Conall był ostatnim osobnikiem ze swojej sfory, a Liam nie był pewien, jak odebrane by zostało ich zbliżenie, gdyby ktoś ich przyłapał. Wolał nie ryzykować.
— Hm… — zamruczał, myśląc usilnie. Równocześnie wykonał lustrzany gest, łapiąc chłopaka za tyłek. Aż mu serce mocniej zabiło. Conall był nagi, a jego ciało ciepłe.
— To jak?
Po krótkiej chwili obserwacji ciała młodszego wilkołaka odsunął się i zaczął zbierać jego ciuchy. Wpakował je wszystkie do torby oraz przerzucił sobie przez ramię. Nie zamierzał czekać.
— Chodź jako wilk.
Chłopak oblizał się triumfalnie za jego plecami i od razu zmienił postać. Sam też nie miał zamiaru marnować czasu na głupie przebieranki. Po wyjściu na ulicę Liam założył mu obrożę. Conall mógł poczuć szybkie bicie jego serca, kiedy ten pochylił się nad nim, by przypiąć smycz.
Ruszyli, spiesząc się, jakby zaraz miał im uciec ostatni pociąg. I kilka minut później Liam już wygrzebywał klucz spod deski przy drzwiach mieszkania. Wilk szybko wsunął się do ciepłego wnętrza i od razu zmienił postać. Tym razem bez problemu zdjął obrożę. Liam zatrzasnął drzwi nogą, rzucił torbę na podłogę, po czym przyciągnął do siebie Conalla za kark i pocałował go mocno. Równocześnie uniósł jedną nogę i wolną ręką zaczął rozwiązywać buty. W tym czasie chłopak rozpiął mu marynarkę i wsunął dłonie pod bluzkę, nie przerywając pocałunku.
Liamowi jakoś udało się pozbyć butów, więc zaczął spychać Conalla w stronę sypialni. Ten zaśmiał się pod nosem, oplatając go rękoma w pasie i dając się prowadzić tyłem. Kiedy weszli do sypialni, sam usiadł na łóżku i pociągnął mężczyznę na siebie. Ten zaś przyszpilił go do materaca, ugryzł go w szyję, lecz szybko załagodził to liźnięciem. Nie mógł się powstrzymać. Całe napięcie, które czuł, będąc przy Conallu, teraz wybuchło w nim jak wulkan w trakcie erupcji.
Oderwał się od niego i klęcząc nad nim, zaczął zdejmować z siebie ciuchy. Młodszy wilkołak pomógł mu w tym, rozpinając mu spodnie. Już nie mógł się doczekać.
— Naprawdę tego chcesz? — zapytał Liam niespodziewanie, zatrzymując się z rozbieraniem i patrząc na niego czujnym wzrokiem.
— Aż tak kiepsko widać? — zażartował chłopak. — A poza tym, ja powinienem zadać to pytanie, skoro to twój pierwszy raz.
Liam zmarszczył brwi przez te słowa.
— Nie wytykaj mi — mruknął, wreszcie zrzucając z siebie koszulkę, pod którą widać było umięśnione ciało.
— Nie wytykam, tylko nie chcę, żebyś się zniechęcił tylko dlatego, że ja mam na ciebie straszną ochotę… — Conall westchnął gardłowo i przesunął obiema dłońmi po jego ciele.
Liam uznał to wytłumaczenie za dobre. Podniósł więc chłopaka za pośladki, rzucając g bardziej w głąb łóżka. Następnie zepchnął z siebie spodnie, a pod bielizną dało się dostrzec, jak bardzo był już podniecony. Conall oblizał usta na widok kształtu penisa widocznego pod materiałem. Oparł się na łokciach, patrząc na niego swoimi bursztynowymi ślepiami.
— Byłeś kiedyś dopuszczony do samicy? — spytał niespodziewanie.
Zdumiony pytaniem Liam aż się zatrzymał.
— Byłem — powiedział, pochylając się do niego po chwili i liżąc przeciągle po klatce piersiowej. Może był to jego pierwszy raz z mężczyzną, ale nie budziło to w nim żadnego niesmaku. Pragnął go poczuć.
— To dobrze. I jak było? — dopytywał Conall, równocześnie zsuwając rękę na penisa Liama. Ścisnął go przez materiał.
— Będziemy rozmawiać o seksie z kobietą… mmm… podczas tego, co robimy? — spytał mężczyzna, oblizując się jak wilk patrzący na wielki kawał mięsa.
— Chcę wiedzieć, jak dużo umiesz! — Conall zaśmiał się wrednie i położył mu drugą rękę na ramieniu, by przekręcić go na bok.
Liam westchnął niecierpliwie, mierząc go swoim sceptycznym spojrzeniem, które jednak zmiękło wraz z coraz bardziej twardniejącym penisem.
— Zaraz się przekonasz — zapewnił niskim głosem, wracając do poprzedniej pozycji i zawisając nad nim.
Chwycił go za jedną nogę i zawiesił ją sobie na biodrze. Instynkt kazał mu być tym, który atakuje, więc wpił się agresywnie wargami w jego usta, a Conall odpowiedział na pocałunek entuzjastycznie. Nie chciał, żeby Liam czuł się zagrożony, ale miał ochotę dobrać się do jego krocza. A będąc w tej pozycji, nie miał jak.
— Liam…
— Mm?
— Nie chcesz, żebym się nim zajął? — Popieścił dłonią jego penisa przez bieliznę.
Liam spojrzał mu w oczy i po chwili namysłu wyprostował się na kolanach.
— Jest twój. — Uśmiechnął się kątem ust.
— Dziękuję, łaskawcze! — Conall zaśmiał się.
Uniósł się, zdjął mężczyźnie bieliznę, a potem chwycił w dłoń jego sztywny członek. Pocałował mężczyznę w usta, po czym powoli zaczął zsuwać się z pocałunkami w dół. Tymczasem Liam sięgnął obiema dłońmi do jego włosów i zaczął się nimi bawić.
— To ty się prosisz, mały. — Rzucił mu wygłodniałe spojrzenie.
— Jeszcze sprawię, że ty będziesz prosił — zamruczał chłopak, liżąc jego brzuch.
— Mm, widzę, że mój mały psiak zrobił się strasznie pewny siebie. — Mężczyzna uniósł brew wymownie, samemu sięgając do swojego penisa i zbliżając go do warg Conalla.
— Bo wiem, co takie wilczury lubią najbardziej — zażartował chłopak i cmoknął główkę penisa tylko po to, żeby zaraz ją polizać.
Liam miał spokojny i opanowany wyraz twarzy, lecz w jego oczach z łatwością można było zobaczyć dzikie pożądanie. Obserwował Conalla z mocno tłukącym się w piersi sercem. Jakby nie patrzeć, pierwszy raz miał mężczyznę przy swoim penisie i bardzo go to podniecało.
Chłopak pieścił jego członek, a Liam wzdychał cicho, przesuwając między palcami ciemne kosmyki. Dłonie lekko mu drżały. Język Conalla był gorący, kiedy ten lizał go po nasadzie penisa. Następnie wziął go między wargi, zasysając się na nim z zadowoleniem. Językiem zrobił kółeczko wokół żołędzi, trochę się popisując. Ale ten niedoświadczony mężczyzna nie musiał o tym wiedzieć.
— Mm… Podoba mi się — wydyszał Liam.
Chłopak w odpowiedzi wziął go głębiej, przytrzymując Liama za biodra i tyłek. Chciał mu zrobić najlepiej, jak umiał, ale wziął go odrobinę za głęboko i trochę zarzęził.
— Nie spiesz się, mały — zamruczał jego opiekun. Nie zaprotestował na dłonie na swoim ciele. Im więcej czuł przy sobie ciepła chłopaka, tym było mu przyjemniej.
Conall, jakby nie przejmując się tym, co ten mówił, wziął go znowu głębiej, aż do gardła, tym razem bez większych problemów. Zamruczał przy tym, zadowolony z siebie. Spojrzał na twarz starszego wilkołaka.
Liam uśmiechnął się do niego, a rumieniec pojawił się na jego policzkach. Czuł się potwornie rozgrzany. Było mu dobrze w ustach tego chłopaka. I w tym momencie nie zamierzał myśleć o przyszłości. Liczyła się chwila i bliskość z Conallem.
Chłopak wsunął do swoich ust jeszcze dwa palce, które, nie przestając obciągać Liamowi, skierował następnie na swój tyłek. Wolał być pewnym, że będzie dobrze, niż zdawać się na niedoświadczonego partnera. Ten spojrzał na niego czujnie, marszcząc nos. Musiał przyznać, że nie bardzo wiedział, jak się zabrać do aktu drugiego, ale gdy bywał z samicą, w takich chwilach zdawał się na odruchy i tym razem miał zamiar tak działać.
Conall na chwilę wypuścił z ust członek Liama i uśmiechnął się do niego.
— Jak tam? — spytał, oblizując wargi i rozciągając się.
Mężczyzna, korzystając z chwili, pochylił się do niego i pocałował mocno w usta, przygryzając jego dolną wargę. Zaskoczony chłopak najpierw drgnął, po czym delikatnie oddał pocałunek, nie wpuszczając go jednak do swoich ust. Nie był pewien, czy Liam zdawał sobie w pełni sprawę, że przed chwilą miał w nich jego kutasa.
Jak się okazało, najwyraźniej nie miał w głowie takich rozmyślań. Robił po prostu to, na co miał ochotę. Chwycił go pod brodę, lekko ją drapiąc, a językiem naparł na jego wargi prosząco. Równocześnie drugą dłonią pomasował się po twardym penisie.
Chłopak skapitulował i wpuścił go do ust. Jedną ręką gładził mu kark i szyję, a drugą zajmował się sobą. Serce łopotało mu z radości na myśl, dla kogo się poszerzał.
Jego usta były penetrowane językiem coraz agresywniej. A po jakimś czasie takich pieszczot Liam naparł na niego ciałem, spychając go na plecy na materac. Chłopak jęknął, w ostatniej chwili zabierając rękę zza siebie, żeby na nią nie upaść. Odruchowo rozłożył nogi, dzięki czemu starszy wilkołak znalazł się pomiędzy nimi. Złapał nawet jego nogę w kostce, uniósł wysoko i polizał przeciągle po wewnętrznej stronie uda. Wreszcie lekko podgryzł skórę, a Conall zaśmiał się.
— Aż taki głodny?
— Zjadłbym cię całego — mruknął Liam, liżąc go coraz niżej i niżej, aż do jąder, które niespodziewanie wziął do ust i possał.
Zaskoczony chłopak napiął się cały. Sam widok twarzy mężczyzny pomiędzy nogami sprawiał, że zesztywniał jeszcze bardziej. Tak, cudownie.
Liam uśmiechnął się kątem ust na taki widok. Jak na kogoś, kto pierwszy raz ma przy twarzy czyjegoś penisa, bez skrępowania oblizał go od nasady, aż do końca. Zassał główkę, mrucząc, jakby smakowało mu jak czekolada. Zachowywał się, jakby nad niczym się nie zastanawiał. Po prostu… działał.
— Zaskoczyłeś mnie. — Conall zaśmiał się, głaszcząc się po brzuchu i bojąc się go dotknąć, żeby nie uciekł.
— Czym takim? — spytał Liam, odrywając się na chwilę i zaraz potem składając mokre pocałunki na całej długości penisa. Och, to tak, jakby… biegać jako wilk po jakiejś dzikiej łące. Było mu bardzo, bardzo przyjemnie, a robienie czegoś tylko dlatego, że się chciało i mogło, było czymś cudownym.
— Nie myślałem, że będziesz chciał go dotknąć, a co dopiero lizać — wyjaśnił chłopak, trochę niepewnie głaszcząc go po włosach.
— Smakujesz mi, mały — odparł Liam, jakby to wszystko tłumaczyło. Zaraz potem odsunął się od jego penisa i spojrzał w dół, na jego szparkę.
Chłopak westchnął i odruchowo lekko się zacisnął. Był już całkiem przyzwoicie rozciągnięty, ale wolał nie ryzykować, mimo że wiedział, że Liam nie jest malutki.
Mężczyzna pochylił się i polizał go po szparce, jedną dłonią lekko ugniatając mu pośladek.
— Jesteś gotowy? — spytał z westchnieniem. Chciał już mieć tego słodkiego chłopaka.
Ten niby wolałby jeszcze poczekać, ale za bardzo miał ochotę. Nie chciał zmuszać Liama do czekania.
— Mhm. Tak czy od tyłu, na pieska? — zapytał ze śmiechem.
— Chcę widzieć buźkę mojego psiaka.
— Jak sobie chcesz, wilczku. — Conall uśmiechnął się trochę nerwowo, ponownie zsuwając dłonie do swojego tyłka. Już chciał go w sobie. — Tylko bądź grzecznym wilczkiem, co?
— Nie zrobię ci krzywdy. Jestem teraz człowiekiem — powiedział Liam z przekonaniem.
Po chwili zastanowienia splunął na dłoń i nasmarował śliną swojego sztywnego i gotowego do seksu penisa. Tak mu się wydawało właściwie.
— Nie o swoją szyję się boję — zachrypiał z podekscytowania młodszy wilkołak. Cholera, jakby nie patrzeć, trochę minęło od ostatniego razu. Mimo obaw, miał niesamowite ciśnienie.
Liam spojrzał na niego pytająco, ale zaraz potem uniósł jego nogi, trochę bardziej je rozkładając, po czym nakierował penisa na pomarszczone wejście i delikatnie naparł. Nie wiedział, czy dobrze robił, w ogóle pozwalając sobie na to, ale Conall tak bardzo go pociągał, że nie potrafił się cofnąć.
Czując ciepło penisa przy swojej szparce, chłopak westchnął głęboko i uśmiechnął się. Wierzył, że ta bliskość pozwoli mu nie myśleć o tym, co zostawił za sobą, co zostało mu odebrane przez wrogie plemię i jak bardzo teraz jego życie się zmieniło. Dotychczas był zagubiony w tym wszystkim. Starał się zarówno wspominać swoją rodzinę, by uszanować ich pamięć, jak i odsunąć się od tego, by wciąż móc cieszyć się każdym dniem. Ale było to trudne samemu. Teraz, z Liamem… może miał szansę poczuć się bezpieczniej.
— Tak… tylko powoli — wyszeptał, przyciągając głowę partnera do swojej, a ten potarł o niego swoim policzkiem, zadowolony z tej bliskości. Nawet położył się na nim bardziej, by mocniej go czuć.
— Spokojnie, mały — odmruknął, rzeczywiście wchodząc w niego wyjątkowo delikatnie. Najwyraźniej umiał pohamować swoje pożądanie, które aż krzyczało, żeby zaczął się wreszcie poruszać.
Chłopak wczepił się w jego plecy jak małpiatka, wzdychając ciężko i czując to specyficzne rozciąganie. Jego penis ocierał się o brzuch Liama, a ten wszedł w niego wreszcie do końca i zawarczał mu chrapliwie przy uchu. Och… Ciasno!
— I jak? — Conall oblizał usta i cmoknął go w policzek.
W odpowiedzi usłyszał kilka cichych westchnień, a kiedy jego opiekun uniósł na niego spojrzenie, Conall zobaczył jego drapieżny i wygłodniały wzrok.
— Dobrze, szczeniaku — wyburczał i lekko się wysunął, by zacząć się poruszać.
Młodszy wilkołak też się uśmiechnął i odchylił głowę do tyłu. Tego właśnie chciał. I po chwili już czuł, jak Liam się nad nim kołysał, wbijając się w niego rytmicznie. Ocierali się o siebie klatkami piersiowymi, bo mężczyzna pochylał się nad nim nisko. Potrzebował całym sobą, wszystkimi zmysłami poczuć drugiego wilkołaka.
— Och, tak… Tak głęboo… ko! — Conall westchnął, zarzucając nogi na biodra partnera, żeby czuć go wyraźniej. Może i trochę bolało przez rozciąganie, ale i tak było z każdym pchnięciem coraz lepiej. Coraz intensywniej.
Liam rzucił mu rozpalone spojrzenie. Z tym chłopakiem było mu fantastycznie. To ciepło jego ciała, wilczy zapach… Nie mógł się powstrzymać. Zaczął raz po raz przygryzać mu szyję i ramię, wbijając się coraz mocniej i przymykając oczy z rozkoszy. Spinał przy tym pośladki, napinał mięśnie na plecach, a chłopak przyciągnął go jeszcze mocniej, skomląc cicho.
— W porządku? — spytał Liam niskim z podniecenia głosem, ochoczo do niego przylegając.
— Kurwa… Tak! Mocniej! — Conall jęknął.
Ujął twarz Liama, całując go mocno i namiętnie, a mężczyzna aż jęknął z rozkoszy. Chwycił nogi chłopaka pod kolanami, zadarł wysoko i spełnił prośbę, wysuwając się i gwałtownie w niego wchodząc, aż po same jądra. Conall krzyknął, czując to specyficzne rozpieranie pomieszane z przyjemnością. Wygiął kręgosłup w pałąk, drapiąc paznokciami plecy Liama. Wiedział, że jutro będzie chodził jak kaleka, ale teraz było cudownie.
Serce mężczyzny waliło, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Zatopił spojrzenie w tych bursztynowych oczach jak zaczarowany. Ruszał się już niemalże automatycznie, nie tracąc siły. Jego pchnięcia były mocne i pewne. I właśnie za to Conall uwielbiał seks z wilkołakami. Nie męczyli się jak zwykli ludzie i inaczej pachnęli, ale to już był szczegół. Wolał przed Liamem nie przyznawać się do tego, że pieprzył się też kiedyś z ludźmi. Nie wiedział, jak ten by zareagował.
Mężczyzna puścił jego nogę, by chwycić go za szczękę oraz pocałował agresywnie. Niemalże na siłę wepchnął mu język do ust. Czuł się niesamowicie. Conall był ciasny i gorący w środku. Nie wierzył, że to robił, ale było mu nieziemsko i dziko. Do tego chłopak nie protestował na takie traktowanie, jak niektóre samice. Przeciwnie, odpowiadał z zadowoleniem, jęcząc pod nim.
— Mmm… — Liam westchnął, kierując usta na jego szczękę i zaraz w dół, na szyję. Zobaczył, że było tam już sporo śladów po jego zębach. Równocześnie zaczął posuwać go bardziej chaotycznie, najwyraźniej zbliżając się do końca.
— Pocaa… aaach, pocałuj mnie! — wywarczał Conall.
Mężczyzna spojrzał na niego z pasją i zawisnął nad nim drapieżnie, pochylając tylko głowę do namiętnego pocałunku. I kiedy tylko to zrobił, chłopak pod nim jęknął, dochodząc gwałtownie i wbijając mu paznokcie w plecy.
Liam wyprężył się, a jego klatka piersiowa poruszała się szybko. Westchnął gardłowo, czując ogarniającą go rozkosz. Położył się na młodzieńcu z głębokim westchnieniem. Aż zamruczał, czując, jak bardzo rozpalony był Conall i jak to ciepło przenikało na jego skórę. Conall za to, czując rozlewającą się w nim spermę, westchnął cicho i zagryzł wargi.
Mężczyzna podniósł się i wysunął z niego, głaszcząc go lekko po udach. Conall spojrzał na niego z dołu rozleniwionym spojrzeniem.
— I jak tam, panie zły wilku?
Liam pochylił się do niego, przylegając ciasno.
— Chyba nie taki zły wilk, skoro zrobił ci tak dobrze — powiedział z lekkim uśmiechem, unosząc wymownie brew.
— O tak, bardzo dobrze. Gorzej, jak jutro chodzić nie będę mógł. — Chłopak zaśmiał się i liznął partnera w nos. — Ale ja pytałem, jak tobie było?
— Czuję się spełniony — odpowiedział mężczyzna melancholijnie, głaszcząc go leniwie po boku.
— Troszkę ci ciśnienie zeszło? Hmm?
— Jakie ciśnienie? — Zmarszczył brwi pytająco.
— Ogólnie.
— Jeżeli masz na myśli to, że działasz na mnie i dziwnie mi było, to tak, teraz się czuję spokojniej. Ale ogólnie to chyba trochę skomplikowało sprawę. — Niechcący wyraził swoje myśli i zaczął się zastanawiać nad zmyciem się do łazienki. Musiał się umyć.
— Miałem na myśli to, że mnie seks zawsze relaksuje… ale twoja wersja też mi się podoba. — Conall zaśmiał się i ponownie go pocałował, nim wstał z łóżka. — Idę się umyć. Idziesz ze mną, czy wolisz sam?
Liam przekręcił się na plecy, splatając palce na karku.
— Idź, umyję się po tobie.
— Okej. — Chłopak uśmiechnął się i wyszedł do łazienki. Tego było mu trzeba. Dobry trening, seks i prysznic.
Gospodarz w tym czasie leżał na łóżku w nieruchomej pozie i rozmyślał nad tym, co zaszło. Nie mógł ukryć przed sobą, że było mu wspaniale, ale niepokój trawił go od wewnątrz. Co teraz? Co z przywiązaniem? Wiedział, że oddanie się sobie na chwilę, pozwolenie na spełnienie potrzeb było dobre i rozluźniające. Lecz miał wrażenie, że żaden z nich nie potrafił podejść do tego z dystansem. Emocje wkradały się i eskalowały, a obaj doskonale wiedzieli, że nie czekała ich wspólna przyszłość w tym domu.
Rozmyślanie przerwało mu ciche, gardłowe mruczenie dobiegające od strony futryny, o którą opierał się Conall. Był tylko w ręczniku, a włosy jeszcze miał mokre. Przez to mocniej się zwijały i unosiły. Liam uniósł na niego spojrzenie i westchnął w duchu, oglądając jego ciało. I tak najbardziej wzrok przyciągały oczy.
— Co tam, szczeniaku?
— Nic. Łazienka wolna — odparł z wciąż błąkającym się na ustach uśmiechem.
Gospodarz skinął głową i wstał z łóżka. Mijając go w progu, przetrzepał mu włosy palcami i bez słowa wszedł do łazienki. Młodszy chłopak, gdy tylko został sam, usiadł na łóżku z cichym syknięciem. Kładąc się, już wiedział, że jutro będzie ciekawy dzień.
Tymczasem Liam stanął przed lustrem, położył dłonie na umywalce i spojrzał w swoją męską, przepełnioną spełnieniem, jak i rozterką twarz. Co teraz zrobić…?
Westchnął ciężko i poszedł się umyć. Wrócił po długim czasie, nie spiesząc się za bardzo.
Conall już drzemał. W swojej ludzkiej postaci, ale… coś było inaczej. Jego włosy nie były tak czarne jak zawsze. Szarzały na skroniach, przypominając kolorytem bardziej jego sierść. Mężczyzna podszedł do niego i chwycił jeden kosmyk między palce, przyglądając mu się. Zaraz potem westchnął i wyszedł z sypialni. Także potrzebował drzemki, ale miał przed sobą jeszcze kilka obowiązków. Z nadzieją, że nie będzie zbyt wiele rozmyślał o młodzieńcu śpiącym u niego w łóżku, usiadł do komputera w pokoju gościnnym i zagłębił się w pracy.

***

Siedzieli w domu i oglądali telewizję. Warta skończyła im się kilka godzin temu i nie należała do tych łatwych. Ruchy na granicy z każdym dniem były coraz większe i jedyne, o czym teraz chcieli myśleć, to odpoczynek. Conall mieszkał u Liama już czwarty tydzień, a to, co było między nimi, nie wyszło werbalnie poza sypialnię, choć było bardzo silne. Coraz lepiej się rozumieli, mimo że nie raz prowadzili długie, sporne dyskusje na temat zasad. Czy to dotyczących życia z innymi wilkołakami, czy z ludźmi. Nie byli do siebie podobni, a do tego obaj uparci. A jednak każdy wspólnie spędzony dzień niósł ze sobą przeświadczenie, że… mogłoby tak być już zawsze.
— „Debilizm” — Conall skomentował program przyrodniczy o wilkach, jak zwykle relaksujący się w wilczej postaci.
— Sam chciałeś oglądnąć — odparł sceptycznie Liam, siedząc w fotelu ze spuszczoną za oparcie ręką i leniwie drapiąc wilka za uchem.
— „Wiem, ale już nie chcę” — odmruczał Conall, łasząc się do jego ręki.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Liam zmarszczył nos, niuchając. Poczuł znajomy zapach, ale z jakiegoś powodu nie wzbudził on w nim pozytywne emocje. Wyłączył telewizor i bez słowa oderwał dłoń od pyska wilka, by pójść otworzyć. Za drzwiami stał jeden z młodych z ich stada.
— Od góry. — Wyciągnął z kieszeni zgiętą na pół kopertę i podał ją mężczyźnie, który nawet na nią nie spojrzał, biorąc ją do ręki.
— Coś jeszcze? — spytał znudzonym głosem.
— Nie, to wszystko — odparł gość i odszedł bez słowa.
Liam zamknął drzwi i zamiast wrócić do salonu, poszedł do kuchni. Nożem otworzył kopertę, zachowując się stoicko, mimo że jego myśli były pełne niepokoju. W środku, na kremowej karteczce, znajdowała się krótka i zwięzła informacja o tym, że zostaje przeniesiony na południową granicę, zaś Conall zostaje na północnej i ma być przydzielony do grupy interwencyjnej. Podpisała samica alfa.
— „Co tam?” — Szary wilk stanął u jego nóg, zainteresowany odwiedzinami.
Liam nie odpowiedział, twardo wpatrując się w informację… a raczej wyrok. Starał się wszystkimi siłami zachować na twarzy znudzony wyraz. Wiedział, że nie powinien się do tego szczeniaka przywiązywać.
Odetchnął w duchu, starając się zgasić wszelkie emocje. Schował kopertę do kieszeni na tyłku. Przecież tak miało być od początku.
— Pakuj się — powiedział spokojnie.
— „Co?” — Conall momentalnie zmienił postać. — Jak to? O co chodzi?
Czuł, że zaczyna się denerwować i gdzieś podświadomie bać. Nie przepadał za zmianami, a ta już zupełnie mu nie odpowiadała. Nie chciał zostawiać Liama, a widział, że to właśnie o to chodziło.
Gospodarz wyminął go, zanim odpowiedział, nawet nie patrząc na niego przez ramię.
— Dostajesz nową grupę.
Wszedł do sypialni i wyciągnął większą torbę z kufra.
— I co? To nieodwołalne? — Conall, gdyby był w wilczej formie, opuściłby posępnie uszy, a teraz jedynie strapił się widocznie. — I na pewno muszę się wyprowadzać?
— Mhm, musisz się zżyć z nowymi kompanami i tak wam będzie łatwiej. Ze mną przestajesz mieć cokolwiek wspólnego. — Liam rzucił mu torbę. Był zły. Głównie na siebie.
— Ej! Co z tobą, cholera?! Mnie też się to nie podoba i nie czuję potrzeby zżywania się z kimkolwiek! Ty mi wystarczasz!
— Łatwiej wam będzie w większej grupie — odpowiedział Liam z krzywym uśmiechem, wsadzając ręce w kieszenie i wzruszając ramionami. W jego brązowych oczach było widać, że jest poruszony. Starał się tylko sobie tego nie utrudniać.
— I tylko tyle masz do powiedzenia? Że tak będzie łatwiej? A ty? Co z tobą? — Conall niepewnie podszedł do mężczyzny, ale ten odsunął się od niego i wyciągnął mu ubrania z szafy.
— Ja dostaję inną granicę. No, zaczniesz się pakować, mały?
Conall patrzył na niego dłuższą chwilę, walcząc z ogarniającymi go uczuciami.
— I co? Tak puff i koniec? — nawet nie zdając sobie sprawy, wypowiedział swoje myśli na głos.
— Przecież od początku ci mówiłem, że dostaniesz inną grupę. Nie możesz walczyć u mego boku do końca życia. — Liam uśmiechnął się do niego pobłażliwie i zaczął składać jego ubrania na łóżku.
— Ale ja pieprzę jakaś granice! Ja się pytam o nas! Zachowujesz się, jakbyśmy mieli się już nie zobaczyć. No, Liam, kurwa, co jest?
— Ja będę na południu, ty na północy. Spoko, może kiedyś na siebie wpadniemy, gdy będzie jakaś większa bitwa i będą kazali połączyć siły. — Mrugnął do niego przez ramię z uśmiechem. No kurwa, czemu on to tak utrudnia?
Conall otworzył usta i po chwili je zamknął. Nie wiedział, czy był bardziej wściekły, czy było mu smutno po tych słowach. To, co było między nimi, było cudowne. Nie chciał zmian. Na pewno nie takich. Ale widocznie tutaj nie było czegoś takiego jak wolna wola. I całkowicie różniło się to od tego, co znał w swojej sforze.
Wziął głębszy oddech i sam zaczął się pakować, wrzucając rzeczy byle jak. Chciało mu się wyć z tego wszystkiego.
Liam rzucił mu tylko krótkie spojrzenie. Aż go zabolało w sercu na ten widok. Miał ochotę pogłaskać go po tych szarzejących z dnia na dzień włosach, ale zamiast tego obszedł łóżko i usiadł na skraju, plecami do chłopaka, patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Aż usłyszał dźwięk rzucanej na ramię torby.
— Gdzie mam się stawić? — spytał Conall ze ściśniętym gardłem. Był już ubrany, jak zawsze niemal cały na czarno.
— Nie wiem — powiedział prosto Liam, nie odwracając się do niego. — Pójdź za zapachem. Pewnie będą na ciebie czekać w tym starym magazynie. Zabiorą cię do kwatery głównej.
— Dobrze… — mruknął chłopak i już nic nie dodając, ruszył do wyjścia z mieszkania.
Liam siedział chwilę bez słowa. Chciał tak zostać, przeczekać to… Lecz słysząc, jak chłopak już otwiera drzwi, nagle wstał i podbiegł do przedpokoju.
— Hej, mały. Jak będziesz walczyć, nie waż się puszczać żadnego wroga wolno — powiedział twardo. — Oni chcą cię sprawdzić. To byłby samobójczy krok.
Conall odwrócił się do niego dopiero po chwili. Miał zaciętą, niepasującą do niego minę, a jego oczy wydawały jaśniejsze niż zwykle.
— Poradzę sobie. Nawet bez ciebie! — warknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Liam stał sztywno w progu, patrząc na drzwi. Czuł się, jakby dostał w twarz albo ktoś zrzucił mu na głowę i ramiona coś ciężkiego. Choć przeczuwał, że ich sielanka kiedyś minie, miał wrażenie, że wcale nie był na to przygotowany.
Spuścił głowę i westchnął ciężko. Wiedział, że tak będzie lepiej. On i tak musiał walczyć sam. Był przecież samotnym wilkiem.
Zacisnął zęby i uderzył pięścią w drzwi, aż zatrzeszczały.

8 thoughts on “Outsider – 4 – I jak tam, panie zły wilku?

  1. Katka pisze:

    Lex, pozostaje Ci po prostu przeczytać, by się dowiedzieć :D btw słodko widzieć komenty pod opkami już zakończonymi ;)

  2. Lex? pisze:

    *4 lata później*
    Aww <3 Kocham.. Kocham, kocham, kocham. A teraz modlę się, żeby był jakiś happy end ;-;

  3. Katka pisze:

    Tess, oj, co z tego, że dwa lata po opublikowaniu? (swoją drogą… wow, serio, to już tyle czasu…!) Opinia ważna zawsze i wszędzie. Poza tym to taki dla nas powrót do starych rozdziałów, jak ktoś takie komentuje :) Przynajmniej jest świadomość, że nie zostały zapomniane. „Szkoda, szkoda wilczków, ale wierzę, że tym razem wszystko skończy się happy endem” – hehe, no nie ma co ukrywać, że to jest raczej opowiadanie z tych lżejszych, na pewno lżejsze niż Never Be The Same, więc można mieć nadzieję na coś dobrego na koniec :)

  4. Tess pisze:

    Haha, trochę głupio się czuje tak komentując dwa lata po opublikowaniu, ale co tam.
    Rozdział mi się naprawdę podobał. Szczerze, to nie mogłam doczekać się aż dojdzie do współżycia ;>
    Jestem straszna wiem…
    Szkoda, szkoda wilczków, ale wierzę, że tym razem wszystko skończy się happy endem :D
    Tak w ogóle… kreatywny pomysł. Takiego czegoś jeszcze nie czytałam, a myślę, że jestem już dosyć obeznana w tych „klimatach”.

  5. Ania Kon pisze:

    Och… Przeczytałam wszystko na raz i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Pomysł świetny, czyta się lekko, postaci ciekawe, no i… WILKOŁAKI!!! Chociaż nie takie do jakich jestem przyzwyczajona to i tak mi się podobają. Nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów.
    Niech wen będzie z tobą!

  6. fanta pisze:

    a buuuuu T.T to było takie smutne… mi jeszcze brakowało tylko czegoś w stylu ‚na podłogę spadła pojedyncza łza. Liam spojrzał na nią, potem na Conalla. chciał coś powiedzieć, ale chłopak trzasnął drzwiami i już go nie było”

    ale wtedy pewnie i ja bym się rozryczała
    to naprawdę fantastyczne opowiadanie, podoba mi się bardziej, niż FDTS :)
    ach… och… ech…
    mam nadzieję, że się jeszcze spotkają

  7. Roselani pisze:

    To było takie smutne! Obydwaj są biedni, ale z jakiegoś powodu trochę bardziej mi żal Liama. Tak się starał nie przywiązać, żeby później nie cierpieć, a wyszło, jak wyszło. Kurczę naprawdę mam nadzieję, że to nie jakaś wielka bitwa będzie miejscem, gdzie następnym razem się spikną.
    Jeśli chodzi o ich seks, to był naprawdę cudny. Uwielbiam to, jak się Liam wtedy zachowywał. Znowu Liam, mam nadzieję, że nie faworyzuję go przez jego kolor włosów… A właśnie jeśli o włosy chodzi. To strasznie mnie intryguję to, co się dzieje z Conallem. On naprawdę jest jakiś inny. Nie mogę się doczekać, aż to wyjaśnicie.
    W ogóle przykro mi się trochę robi, jak myślę, że to ma być krótkie opowiadanie. Naprawdę polubiłam chłopaków. Chciałabym więcej o nich poczytać…

  8. mon pisze:

    o jezuuu, to takie smutne :C
    szkoda mi ich, naprawdę. Zasługują na siebie i na szczęście. Wiedziałam, że ich pierwsze zbliżenie będzie cudowne.
    Ale podniecenie po scenie momentalnie ze mnie zeszło, kiedy czytałam dalej.
    To takie okropne :C

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s