Outsider – 3 – Trening

Patrol skończyli późno, więc wracali do mieszkania, kiedy księżyc świecił już wysoko na niebie. Liam westchnął, wchodząc do przedpokoju i z miejsca zaczynając zrzucać z siebie ciuchy. Chciał się umyć i pójść spać.
Conall w trakcie spaceru znudził się przebywaniem w ludzkiej postaci, więc teraz jako wilk siedział na korytarzu i przednimi łapami starał się zsunąć sobie obrożę z szyi.
— „A ja?! Zdejmij!” — zaskomlił, nie mogąc się wyswobodzić.
Gospodarz zrzucił ostatni ciuch i już sam będąc nago, kucnął przed nim. Szarpnął lekko za obrożę w swoją stronę.
— Zupełnie, jakbym miał pupilka w domu. — Uśmiechnął się, unosząc brew.
— „Marudzisz. Jestem grzeczny”. — Conall spojrzał na niego słodko, kładąc trochę uszy i przechylając głowę na bok. Bezczelnie robił słodką minkę. Nie dało się nie poddać temu urokowi, Liam więc chwycił go za pysk, drapiąc pod brodą.
— Manipulator — skwitował z cierpiętniczym westchnieniem i zdjął mu obrożę.
— „Wiem” — mruknął wilk i liznął go w policzek, zadowolony z siebie.
Liam zmarszczył lekko brwi, wstając. Wytarł policzek i bez słowa wszedł do łazienki, a zaraz potem słychać było szum prysznica.
Conall popatrzył za nim i podszedł do drzwi łazienki. Naparł na nie pyskiem, a kiedy te się odchyliły, zobaczył swojego opiekuna stojącego w kabinie tyłem do drzwi. Wystawiał twarz do strumienia wody, po chwili otrzepując jak pies zamoczone włosy.
Wilk wszedł do łazienki z czujnie opuszczoną głową. Patrzył się na ciało Liama ciekawie, ale jakoś smutno. Wydawało mu się bliskie, ale niedostępne. Zobaczył, że mężczyzna sięgnął po szampon, nałożył na włosy, a po chwili znieruchomiał i odwrócił się do Conalla, rejestrując jego obecność. Spojrzał na niego pytająco, a wilk odwrócił wzrok. Uch, po co tu wszedłem?
Liam jedną ręką mył włosy, a drugą sięgnął do drzwi kabiny i otworzył je, wychylając się do wilka.
— No, co chcesz? — spytał i przyjrzał mu się czujnie. Hm… Co to za spojrzenie?
— „Nic” — mruknął Conall i smętnie wysunął się z łazienki.
Mężczyzna zaniepokoił się i szybko się umył. Potem przewiązał się ręcznikiem, otrzepał włosy i wyszedł, szukając wzrokiem swojego podopiecznego. Znalazł go w końcu, zwiniętego w kłębek, na dywaniku w sypialni. Stanął w progu z wyjątkowo zmęczoną twarzą. Ciężko na niego działało towarzystwo tego kapryśnego szczeniaka. A najbardziej wtedy, kiedy ten szczeniak był smutny, a on znowu nie wiedział, o co mu chodzi.
— Wkurzyłem cię czymś czy tym razem coś innego? — spytał.
Wilk podniósł na niego wzrok, po czym wstał i nie patrząc już na niego, ruszył w stronę wyjścia.
— „Niczym. Idę się umyć”.
— Cieszę się. — Liam uśmiechnął się krzywo, zastępując mu drogę. — A więc o co chodzi?
— „O nic” — mruknął, napierając pyskiem na jego nogi i chcąc się przecisnąć.
Liam kucnął, chwycił go za skórę na karku i przyciągnął jego mordę blisko swojej twarzy.
— Zaczyna mnie to męczyć, mój mały psiaku. — Westchnął, patrząc na niego spokojnie. — Masz ostatnią szansę, żeby mi powiedzieć, co ci jest. Albo będę zły.
Wilk zmarszczył nos i odepchnąwszy się tylnimi łapami, przewrócił gospodarza, a ten stuknął plecami o parkiet. Stając nad nim i pochylając łeb, polizał go po szerokiej szczęce.
— To mi jest. — Westchnął, zmieniając się w człowieka i tym razem całując go delikatnie w brodę.
Liam spojrzał na niego w górę, otwierając szerzej swoje brązowe oczy. Zamrugał kilka razy.
— Conall — jęknął z cierpiętniczą miną.
Chłopak momentalnie zmienił się w wilka i odskoczył od niego, umykając do łazienki. Tam zamienił się w człowieka i zamknął drzwi.
Gospodarz za to wciąż półleżał na podłodze, oddychając ciężko. Przerastało go to. Wreszcie warknął jak wilk, uderzając pięścią w futrynę drzwi. Nie poszedł za chłopakiem. Zamiast tego wskoczył na łóżko i zakopał się pod kołdrą.
Po jakimś czasie usłyszał, że drzwi łazienki się otwierają. Następnie rozległ się dźwięk pazurów uderzających po parkiecie. W końcu ten ucichł, kiedy wilk położył się cicho na dywaniku przy łóżku.
— Chodź tu — rzucił Liam, klepiąc materac obok siebie.
Przez chwilę nie było żadnego odzewu, a w końcu Conall podniósł się i podszedł do łóżka, kładąc pysk w miejscu, w którym Liam poklepał łóżko.
— No, wskakuj. — Mężczyzna położył się bokiem i podparł głowę na dłoni.
Wilk popatrzył na niego niepewnie, po czym z brakiem przekonania wskoczył na łóżko i położył się na skraju. Liam przyciągnął go delikatnie, chwyciwszy za skórę na karku i przyłożył czoło do jego czoła, leniwie drapiąc drugą dłonią za uchem.
— Śpij dzisiaj tutaj — poprosił.
— „Co? Ale czemu?” — Conall zdziwił się, poprawiając się na łapach.
— No tak… Po prostu — mruknął Liam, odwracając na chwilę wzrok. Chciał go blisko siebie. Chociaż podświadomość aż mu krzyczała, że nie wyjdzie mu dobre, gdy się do tego chłopaka przywiąże.
Conall jeszcze chwilę nie był pewien, prawie tak samo jak gospodarz, czy to dobry pomysł, jednak położył łeb spokojniej. Ten mężczyzna coraz bardziej go zadziwiał.
— „A… tego… mam zostać tak, czy…?” — wymruczał niepewnie.
Liam zmarszczył brwi, sam nie wiedząc. Miło się było tulić do tej sierści, ale myśl, że chłopak leżałby tu przy nim jako człowiek, sprawiła, że puls mu lekko skoczył.
— Mówiłem, że wolę ludzką postać — powiedział, pozorując obojętny wyraz twarzy.
Conall z rosnącym napięciem zmienił postać. Czuł się teraz znacznie bardziej skrępowany niż chwilę temu, a przecież leżeli dokładnie tak samo. Teraz jednak zdecydowanie bardziej czuł chłodne powietrze na swoich pośladkach, zaś dotyk nagiej skóry o drugie ciało dawał inne wrażenia, niż dotyk przez sierść.
Liam położył mu dłoń w talii i ostrożnie przyciągnął go do siebie. Lubił ciepło tego ciała, które grzało jego własną skórę. Usłyszał, że chłopak westchnął niechcący i najwyraźniej nie wiedząc, gdzie podziać głowę, wsunął ją pod brodę Liama.
— Mam nadzieję, że nie robisz teraz ze mnie idioty, co?
Liam przytulił go mocniej i przymknął oczy, lekko głaszcząc go po plecach.
— Nie taki jest mój motyw, mały.
— A w ogóle masz jakiś?
— Nie. Działam instynktownie — przyznał szczerze. Nie powinno tak być, mówiła na przekór jego rozsądna część.
— W takim razie lubię twój instynkt. — Conall zaśmiał się cicho, przekręcając się w jego stronę i delikatnie kładąc mu dłoń na klatce piersiowej. Była dobrze zbudowana, niczym jego wilcza, dumna pierś.
— Cieszę się. — Liam uśmiechnął się kątem ust, sięgając dłonią do jego twarzy i głaszcząc lekko po policzku oraz włosach, wyjątkowo leniwie.
— Byłeś kiedyś z innym samcem? — spytał chłopak z zaciśniętym gardłem. Liam mu się wybitnie podobał i irytował w tym samym czasie, ale chciał go poznać.
Mężczyzna zastygł, zdziwiony takim pytaniem.
— Jesteś coś strasznie ciekawski co do mojej przeszłości, mój mały psiaku — zauważył wreszcie, unosząc brew sceptycznie.
— No bo… — Conall zgasił się. — To coś złego? — mruknął pod nosem, zsuwając rękę z klatki piersiowej mężczyzny.
— Nie, chyba muszę przywyknąć. — Liam załagodził wcześniejsze słowa uniesieniem kącików ust.
Chwycił Conalla za nadgarstek i sprowadził jego rękę z powrotem do swojego ciała. Bursztynowe oczy od razu na niego spojrzały, a ich właściciel uśmiechnął się ciepło, gładząc przyjemnie klatkę piersiową Liama.
— To jak?
— Nie, nigdy — odparł mężczyzna. Przymknął oczy i oddał się pieszczocie. — Ty?
— Powiedzmy. — Conall zaśmiał się, zbliżając twarz do ramienia Liama i całując je lekko.
Liam zdziwił się w duchu na uczucie, które nagle go ogarnęło. Bo oto poczuł się zmieszany. Nie wiedział tylko, czy to dlatego, że ten chłopak był najwyraźniej w tej sprawie bardziej doświadczony od niego, czy… Sam właściwie nie wiedział czemu.
— Powiedz coś więcej — rzucił, nie otwierając oczu i kierując dłoń na jego plecy.
— U mnie w stadzie nie było kogoś takiego jak ja. A nawet gdyby, to rodzina. Poznałem jednak kiedyś takiego posłańca z innego miasta i… — urwał, całując go ponownie w ramię, a później wyżej, w szyję. Zapach Liama nie był tak bardzo… leśny, jak większości wilkołaków. Nie był też jednak do końca ludzki, a przez to wydawał się unikatowy. — Zdarzyło się kilka razy.
Liam wyciągnął się leniwie do pocałunków, sam niewiele robiąc poza masowaniem jego pleców.
— I co, tylko seks?
— Tak… Za daleko, za rzadko, a poza tym on miał jakoś ostatnio mieć ceremonię i zostać dopuszczonym do samicy. — Conall zaśmiał się gorzko. Nie spodziewał się tego wtedy. Nigdy nie było żadnego ustalonego wieku, w którym wilkołak polegiwał z samicą, a posłannik nie był młodzieńcem, więc podejrzewał, że już miał to za sobą. — Trochę przykre to było, jak mi powiedział. No, ale trudno. — Przesunął kciukiem kilka razy po sutku Liama, a westchnął cicho, chwytając go lekko za włosy i ciągnąc jego twarz do siebie, by pocałować zaraz potem mocno w usta.
— Przykro mi, mój mały — mruknął, odrywając się na chwilę, po czym zaczął lizać jego ciepłe wargi. Wiedział, że po ceremonii, gdy partnerzy czują duchowe połączenie, pozostają parą na zawsze. Nie dziwił się więc, że romans Conalla z posłańcem mógł nie mieć przez to przyszłości.
— Spoko. — Chłopak zaśmiał się już pogodniej, odwracając się na plecy i przyciągając do siebie Liama. — Gorsze rzeczy się działy, żebym rozpamiętywał coś tak błahego.
Mężczyzna położył się na nim całym ciałem, obejmując w pasie i liżąc lekko po szyi. Czuł się dziwnie. Nie wiedział, czy myśleć do przodu, czy oddać się chwili. On nigdy już nie będzie miał ceremonii dopuszczenia do samicy, jednak na drodze ich bliskości stało coś innego — jego swoisty ostracyzm w sforze.
Wreszcie spojrzał w oczy chłopaka i zwlekł się trochę na bok, nie przestając go jednak przytulać.
— Mmm… To co…? Spać?
Conall zdziwił się, że Liam nie wykorzystał sytuacji. W końcu nie po to tak ładnie i poddańczo wystawił się do niego brzuszkiem. Był… trochę zawiedziony.
— Jeśli chcesz — zamruczał i pocałował go w szczękę, nie dając po sobie za bardzo poznać, że ma ochotę na coś innego.
Liam ułożył się blisko niego, przyciągając do siebie ramieniem, żeby czuć ciepło jego ciała. Pochylił głowę, przyciskając policzek do jego czoła i zamknął oczy.
— To dobranoc, szczeniaku.
— Tak, dobranoc — odszepnął Conall, mimo wszystko zadowolony, że może spać z nim, a nie na podłodze.

***

Kiedy nastał ranek, Liama obudziło okropne łaskotanie w nosie. Coś futrzastego smyrało go po twarzy. Otworzył oczy i zobaczył szare, wilcze ucho Conalla, które co jakiś czas lekko się ruszało i trącało jego nos. Zamrugał i zmarszczył się, fukając cicho.
— Mm… Conall — wychrypiał zaspanym głosem.
Wilk podniósł głowę i ziewnął przeciągle, pokazując ostre, białe zęby. Dopiero po tym spojrzał na gospodarza.
— „Hej”.
— Czemu śpisz w tej postaci? — Liam uniósł brew sceptycznie, a wilk spojrzał po sobie i od razu skulił uszy. — Nieświadomie się zamieniłeś? — spytał domyślnie, klepiąc go po pysku. Zaczął zwlekać się z łóżka.
Wilk zeskoczył za nim, otrzepał się i przeciągnął na dywaniku.
— „Chyba tak. Zawsze spałem w tej postaci”.
— To i tak dziwne — mruknął Liam, przecierając zaspane oczy. — Powinieneś mieć nad tym kontrolę. Tak jak z tamtą wilkołaczą formą. — Westchnął, ubierając slipy.
Conall popatrzył na niego, po czym przybrał ludzką formę i usiadł na brzegu łóżka. Pościel była skołtuniona i nosiła ślady jego sierści. Musiał kokosić się w niej jako wilk większość nocy.
— Jak tak mówisz, wydaje się to logiczne. Ale i tak ciężko mi uwierzyć, że zmieniłem się bez pełni.
Liam rzucił mu beznamiętne spojrzenie, choć jego myśli były pełne niepokoju.
— No, jakbyś nauczył się nad tym panować, byłbyś całkiem niezłą bronią.
— Bronią? No, bez takich! Jak w jakichś debilnych komiksach czy książkach. Jeden ocalony staje się ostrzem zemsty. Weź, to głupie. — Conall parsknął śmiechem, nieświadomie podziwiając szerokie plecy mężczyzny.
— Mało jest takich zdolniachów. — Ten uśmiechnął się do niego kątem ust, po czym przybrał znowu swoją poważną, lekko znudzoną minę. Idąc do kuchni, rzucił: — Szybkie śniadanie i idziemy na zakupy.
— Taaak, jedzenie! — Conall wstał zaraz za nim i pobiegł do łazienki, by się ubrać. Miał nadzieję, że od wczoraj ciuchy, które sobie przeprał, wyschły. Ubrał się i wszedł do kuchni. — Co robisz?
— Trzeba kupić żarcie, mięsa nie mam prawie — rzucił Liam mrukliwie, siedząc na blacie w samych slipach i pijąc mleko prosto z kartonu. Był zaspany. Naprawdę nie lubił wstawać wcześnie, tym bardziej, że jakoś wyjątkowo przyjemnie mu się spało z tym chłopakiem. — Tosty mogą być?
— Jasne. Zjem, cokolwiek zrobisz. — Conall uśmiechnął się, siadając przy stoliku. Położył głowę na ramionach i wpatrywał się w Liama ciepło.
Ten, nic nie mówiąc, zeskoczył z blatu i zaczął smarować chleb… bardzo flegmatycznie. Wydawał się w ogóle nie spieszyć. Miał wolne. Czuł się rozleniwiony. Czasami myślał o sobie jako o bardzo mało wymagającym mężczyźnie. Wystarczały mu do szczęścia właśnie takie leniwe dni, tak samo jak wilkowi czasem wystarczało grzanie się cały dzień na polanie.
Położył przed gościem tosty, nalał resztki mleka do szklanek i zabrał się za jedzenie.
Po śniadaniu poszli do centrum miasta na zakupy. Liam nie miał samochodu, tak jak większość wilkołaków. Chociaż od reguły zawsze odstępowały wyjątki, więc w sforze był jeden taki szaleniec, który śmigał po ulicach swoim czarnym Lamborghini. Liam za to wolał przebiec całe miasto niż wsiąść w jakiś środek transportu.
Zakupy trochę im zajęły, bo musieli kupić sporo rzeczy. Co prawda Liam dostał od góry wsparcie finansowe na rzecz Conalla, ale nie było tego szczególnie dużo, więc musieli szukać czegoś z niższej półki. Na szczęście znaleźli to, czego potrzebowali i już wracali do domu z dwiema parami czarnych butów: jednymi adidasami, drugimi trampkami, które chłopak od razu założył. Mieli też kilka podkoszulek z różnymi nadrukami, ciepłą bluzę zakładaną przez głowę oraz taką na zamek. Obie miały duże kaptury. Do tego jeszcze dwie pary spodni na zmianę, no i spore, mięsne zakupy.
Liam odłożył jedzenie do lodówki i poszedł do sypialni. Najbardziej intensywnie czuł tu wilczy zapach. Conall musiał całą noc przespać w tej formie.
Otworzył szafę i zaczął robić miejsce na rzeczy chłopaka na dwóch półkach z dołu. Conall poskładał swoje ubrania i kucnął przed szafką, żeby je włożyć.
— Dzięki — rzucił ciepło do gospodarza.
— Spoko, mały. — Liam usiadł na skraju łóżka i obserwował go. Zastanawiał się, kiedy chłopak będzie je wyjmował, żeby przenieść się do swojej nowej grupy.
Conall uśmiechnął się jeszcze raz do siebie, po czym odwrócił się do Liama.
— To jak? Masz jeszcze siłę, by iść ze mną do tej fabryki poćwiczyć? Czy masz jakieś inne propozycje?
— Aż tak chcesz, żebym ci skopał tyłek? — spytał Liam, uśmiechając się zaczepnie. Wstał i wyciągnął torbę z kufra.
Wolałbym, żebyś coś innego zrobił z moim tyłkiem, pomyślał w duchu Conall, ale odparł tylko:
— Chciałbyś!
Liam zarzucił sobie torbę przez ramię i skinął na niego, wychodząc z sypialni.
— No, to chodź. Zobaczymy, co potrafisz.
— Ta jest, szefie! — chłopak zawołał entuzjastycznie, ruszając za nim.
Wyszli z mieszkania i podążyli znaną już Conallowi uliczką, kiedy zmierzali do opuszczonego budynku na obrzeżach miasta. Jego opiekun nie odzywał się wiele, patrząc tym swoim lekko znudzonym wzrokiem przed siebie i będąc gdzieś w swoim świecie.
Gdy dotarli na miejsce, Conall od razu zaczął węszyć. Było tu dużo zapachów, ale żadnego nowego. Byli sami.
— Jakiś plan, zasady, czy idziemy na żywca? I jaki sygnał, żeby przestać?
Liam zrzucił torbę na kamienną posadzkę, kucnął przy niej i wyciągnął ochraniacze na przedramiona i łydki.
Miejsca tu było naprawdę dużo. We framugach okien nie było wszystkich szybek, a te, które się ostały, były tak brudne, że nie przepuszczały słońca. Tuż pod bardzo wysokim sufitem, przy stropach, dało się dostrzec liczne pajęczyny, a zapach kurzu wręcz drażnił nos. Było to jednak dobre miejsce na trening — siatkowane ogrodzenie skutecznie zniechęcało przechodniów do zwiedzania, podobnie jak tabliczki ostrzegające, że konstrukcja nie jest stabilna.
— Staraj się nie gryźć do krwi. W sumie tyle, a jak będziesz mieć dość, to szczeknij.
— Spoko. Postaram się cię nie uszkodzić! — Conall zaśmiał się i zaczął się rozbierać.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego krzywo, zdejmując jasną marynarkę i zawieszając ją na stary, zardzewiały kaloryfer. Potem zaczął zapinać ochraniacze na rękach, obserwując kątem oka chłopaka, który po rozebraniu się, zmienił postać na wilczą.
Przeciągnął się kilka razy i ruszył pędem na drugi koniec hali i z powrotem. Chciał się rozgrzać. Liam obserwował go przy tym uważnie, oceniając już teraz jego gibkość, kiedy usiadł na posadzce i zaczął przymocowywać ochraniacze na łydki. Szary wilk był bardzo sprawny, ale nie wydawał się zagrażający. Ot, szczeniak z trochę lepszą kondycją. W pamięci miał jednak scenę, kiedy walczył z tamtymi dwoma wilkami z obcego stada. To nie była amatorka.
Wreszcie Liam wstał na równe nogi i chwycił w dłoń drewniany nóż do ćwiczeń. Cóż… on mógł sobie zmienić broń na drewnianą, a wilk na treningu używa prawdziwych kłów. Minus takich ćwiczeń, Liam jednak wydawał się tym nie przejmować, tylko zagwizdał na palcach, patrząc wyczekująco na swojego podopiecznego. Ten od razu zareagował i spojrzał na drewnianą broń.
— „Rozumiem, że każde dotknięcie mam traktować jako ranę?” — spytał, zachowując już bezpieczną odległość.
— Postaram się, żebyś nie musiał udawać, że to rana. — Liam uśmiechnął się chytrze, uginając lekko kolana. — Nie myśl, że od tego nie boli.
— „Jasne. Jakaś nagroda za zwycięstwo?” — Conall dopytywał, zaczynając powoli chodzić wokół mężczyzny. Sama myśl o walce sprawiała, że w jego krwi krążyła adrenalina.
Liam uniósł brwi, patrząc na niego czujnie.
— Hm, nie pomyślałem o tym… — mruknął. — Masz jakieś specjalne życzenie?
— „Wolę cię nimi nie dekoncentrować”. — Wilk zaśmiał się, oblizując się łakomie, jakby na niego polował.
Mężczyzna rzucił mu sceptyczne spojrzenie, nie dając się wytrącić z równowagi.
— Więc zwycięzca może sobie czegoś zażyczyć. Potem ustalimy czego — oznajmił, chcąc już zaczynać. Potrzebował ciszy i skupienia.
— „Dobrze. Zaczynaj!” — warknął szary wilk, obnażając już kły i przygotowując się do ataku.
Liam bez zbędnych słów odbił się z prawej nogi i skoczył w stronę przeciwnika, pochylając się dosyć nisko oraz trzymając drewniany nóż blisko ciała. Był szybki i zwinny, mimo że nie miał drobnej budowy ciała. W mgnieniu oka znalazł się przy Conallu, robiąc szybki zwód i wyprowadzając cios w lewy bark. Wilk na jego nieszczęście szybko uniknął ciosu, jednym susem znajdując się za nim i łapiąc go za nogawkę spodni. Pociągnął raptownie i mocno, sprawiając, że Liam upadł do przodu.
Mężczyzna gwałtownie przeturlał się na plecy, równocześnie wyprowadzając trochę na ślepo cios, który niestety nie trafił tak, jakby sobie tego życzył. Zamiast uderzyć „ostrzem”, Conall dostał w pysk pięścią, którą starszy wilkołak zaciskał na trzonku. Zawsze coś.
Wilk zawarczał, obiegając go szybko i stając za jego plecami. Pierwsze uderzenie i to od razu w pysk. Jakby nie miał tyle szczęścia i byłoby to prawdziwe ostrze, to mógłby pożegnać się z walką. Musiał być bardziej uważny.
Jego opiekun, korzystając z okazji, podniósł się na nogi i zgiął mocno kolana, patrząc na Conalla czujnie. Jego brązowe oczy niemalże świeciły. Oddychał spokojnie i powoli.
Wilk zawarczał i ruszył bezpośrednio na niego, ale Liam nie zamierzał pozostawać w defensywie, bo również odbił się z nóg, zmierzając do czołowego starcia. Zwierzę jednak go zaskoczyło i nagle zatrzymało się zaraz przed ciosem, unikając go tym samym i kładąc się płasko na ziemi. Dopiero po tym Conall złapał zębami za ochraniacz na przedramieniu Liama.
Mężczyzna przez pęd nie mógł wyhamować i razem z rywalem przeturlał się po drewnianej zakurzonej podłodze, wpadając na stary stół i łamiąc jedną jego nogę. Kurz wzbił się w powietrze i nieprzyjemnie podrażnił ich w nozdrza.
Liam zamrugał, wciąż czując uścisk na ochraniaczu, więc przełożył broń do lewej ręki i wyprowadził krótki cios. Poczuł, że ten tylko muska celu. Wilk nie odskoczył daleko. Złapał go za spodnie i pociągnął szybko, odciągając od zniszczonych rzeczy.
Liam zirytował się nieco, kiedy przejechał spory kawałek na plecach po posadzce. Nogę, za którą ciągnął go wilk, zginął mocno w kolanie, drugą podcinając mu łapy i skoczył do niego, przyszpilając lewym przedramieniem za kark do ziemi. Wilk zaskomlał odruchowo, ale szybko przekręcił się na plecy i ponownie wyszczerzył zęby.
— „Latasz!” — zawarczał i pchnął bardzo mocno tylnymi łapami w brzuch człowieka.
Liam aż charknął, marszcząc brwi, kiedy padł spory kawałek od Conalla. Odkaszlnął i na więcej słabości sobie nie pozwolił. Rzucił wilkowi drapieżne spojrzenie, pobiegł w jego stronę i, czego zapewne ten się nie spodziewał, zamiast wyprowadzić cios, skoczył na niego, znowu tarzając się z nim po podłodze. W trakcie uderzył go wreszcie celnie bronią w żebra. Mocno, boleśnie, ale nie niebezpiecznie.
Szary wilk zawarczał wściekle. A chciał być delikatny! Wyciągnął pysk i kłapnął zębami tuż przed twarzą Liama, który od razu zeskoczył z niego, widząc przed oczami kły. Conall wykorzystał to błyskawicznie. Pociągnął mężczyznę za spodnie przy kostkach i przewrócił go, a nim ten się zorientował, złapał zębami za końcówkę trzonka noża.
Zdumiony Liam nie wiedział, jak tak szybko znalazł się znowu na posadzce. Chwycił wilka mocno z góry za mordę, chcąc uwolnić uścisk. Zwierzę jednak nie puszczało, ciągnąc mocniej. Jedną łapą przy okazji odepchnęło rękę starającą się uszkodzić mu pysk. Ta nie wygrała z zębiskami, więc chwilę później Liam został pozbawiony broni.
— Kurwa! — zaklął pod nosem. Nie zamierzał się poddać. Miał jeszcze swoje ciało, nie potrzebował noża.
Odepchnął się od chłopaka, odskakując, lecz nie spodziewał się, że ma za sobą jakąś cholerną kolumnę, na którą wpadł plecami.
Wilk odskoczył od niego, gdy tylko zyskał broń. Odrzucił ją jak najdalej. Podbiegł szybko do Liama i cofnął się, jeszcze raz podbiegł i cofnął się. Straszył go, chcąc ogłupić, żeby nie wiedział, kiedy padnie kolejny atak. Mężczyzna już dyszał ciężko, stojąc plecami przy kolumnie i drgając za każdym razem, gdy Conall się zbliżał.
— No, chodź, tchórzu! — warknął, trzymając przedramiona z ochraniaczami na wysokości swojej szyi.
— „Zmień się!” — odpowiedział Conall, podchodząc bardzo powoli, cały najeżony. Wyglądał znacznie groźniej, niż kiedy niewinnie spał, jak nieszkodliwy, uroczy szczeniak. Wiedział jednak, że skoro Liam nie miał broni, walka była już niesprawiedliwa.
— Zapomnij — odparł mężczyzna automatycznie, ani na sekundę nie zmieniając pozycji obronnej.
— „Nie masz teraz szans!” — Wilk podszczypywał go zębami za nogawki i udowadniał mu tym, że nawet nie zdążyłby się osłonić przed następnym upadkiem na plecy.
Liam wkurzył się przez swoją sytuację. W otwartym terenie nawet bez broni mógłby sobie dać radę, ale tu było za mało miejsca. Nie odpowiedział nic, patrząc na wilka twardo i myśląc usilnie. Myśląc, prychnął w duchu. Na pewno byś miał na to czas w normalnej walce, idioto.
Conall cofnął się kilka dużych kroków, dając mu miejsce i sam zamienił się w człowieka.
— Czemu po prostu tego nie zrobisz?! — zawarczał. Chciał naprawdę potrenować i poczuć adrenalinę, a nie bawić się z drewnianym nożem.
— Nie zamieniłbym się nawet w normalnej walce z wrogą watahą, gdybyś był u mego boku, więc na treningu tym bardziej tego ode mnie nie wymagaj! — syknął wściekły Liam.
— To weź prawdziwy nóż albo się poddaj!
Conall ponownie wylądował na czterech łapach i ruszył w jego stronę po okręgu, dając mu tylko jedną drogę ucieczki: w stronę torby z rzeczami. Mężczyzna patrzył na niego przez chwilę w milczeniu, po czym wyprostował się luźno i zaczął rozpinać ochraniacze na rękach.
— Prawdziwy czy drewniany, ma ten sam kształt i używam go identycznie. Gdyby był normalny, też byś mi go wyrwał, więc wygrałeś.
Wilk zatrzymał się kilka centymetrów od niego, zamienił się w człowieka i strzelił go pięścią w twarz.
— Zajebiście bym wygrał z rozharatanym bokiem!
Zszokowany Liam chwycił się za szczękę. Poczuł posmak krwi w ustach.
— Wygrałeś trening. Nie walkę na śmierć i życie. Więc to jest, kurwa, wygrana — powiedział. Był zaskoczony tym atakiem. Dlaczego on brał to tak na serio?
Conall zacisnął zęby. Liam miał rację, po prostu stare przyzwyczajenia robiły swoje.
— Sorry. Racja, poniosło mnie. — Odetchnął i zamienił się z powrotem w wilka.
— To pomyśl następnym razem, zanim dasz mi w twarz — odparł Liam sucho, zdejmując jeszcze ochraniacze z łydek i podchodząc do torby, żeby wszystko spakować.
Wilk podkulił ogon i podbiegł za nim, jakby nie był tym samym groźnym drapieżnikiem z najeżonym karkiem i obnażonymi zębami.
— „Przepraszam, naprawdę!” — zaskomlił.
— Wiem, że przepraszasz. — Mężczyzna uniósł wymownie brew, pakując ochraniacze i szukając wzrokiem drewnianego noża. — Mówię na przyszłość.
Wilk, zauważając, czego brakuje, podbiegł po broń i po chwili przyniósł ją w pysku jak grzeczny, domowy piesek.
— „Ja po prostu miałem inne treningi, to dlatego”.
— Jakie? — spytał Liam ciężkim tonem, chowając nóż do torby.
— „Pojedynki do pierwszej krwi lub utraty przytomności albo pojedynki jeden na kilku. Byliśmy małą grupą, musieliśmy umieć się bronić”.
Mężczyzna zmarszczył brwi, odwracając się do niego. Zaciekawiło go to.
— Twarda dyscyplina — stwierdził. — Nie dziwię się, że jesteś taki dobry.
— „Nie jestem dobry. Ojciec był dużo lepszy…” — Conall westchnął, podnosząc się i idąc łapa za łapą w głąb magazynu.
— Głupi szczeniak. — Liam pokręcił głową. Był dobry i to bardzo. Miał potencjał, który musiał się po prostu nauczyć wykorzystywać.
Zarzucił torbę na ramię, a wilk stanął przy rozwalonym stole. Odwrócił się do Liama.
— „Pokazać ci coś?” — zapytał. Gdy mężczyzna przytaknął, wsadzając ręce do kieszeni, pochwalił się: — „Dzięki temu udało mi się uciec”.
Skulił się, zginając łapy i przygotował się do skoku na wyższe piętro. Wcześniej stojący stół służył do tego, by od niego się odbić, bo było ono za wysoko.
Liam uśmiechnął się do niego lekko, widząc, co zamierza.
— Mój chłopak — pochwalił go, patrząc na niego wyjątkowo przyjaźnie.
Szary wilk uśmiechnął się do siebie i wyskoczył, w trakcie zmieniając postać na ludzką i tylko dzięki temu łapiąc rękoma wyższego piętra. Przemiana musiała nastąpić bardzo szybko. Podciągnął się wystarczająco i ponownie zmienił się w wilka, gdy tylko już mógł podeprzeć się tylnymi nogami.
Liam popatrzył za nim spokojnie, podziwiając go w duchu.
— I ty twierdzisz, że nie jesteś dobry? Ciekawie byłoby poznać resztę twojej watahy. Szkoda, że polegli, jeżeli byli takimi wojownikami jak ty.
— „Ich wataha liczyła ponad trzydziestu osobników, nasza tuzin”. — Wilk zaśmiał się, idąc w stronę Liama wyższym piętrem. — „Żałuję, że nie wiem, ilu odparliśmy” — dodał już trochę smutniej.
Mężczyzna zapatrzył się na niego i jakoś sama mu do głowy powróciła myśl o zemście, ale znał jego pogląd, więc tylko westchnął w duchu, nie wyrażając swojej opinii na głos.
— Możesz tylko zgadywać. — Wzruszył ramionami i postanowił zmienić temat, widząc tę jego smutną minkę. — Powiedz mi lepiej, jakie masz życzenie za swoją wygraną.
— „Następnym razem chcę walczyć z twoją wilczą postacią” — odparł Conall, zeskakując tuż przed nim, a Liam poczuł, że znowu zaczyna się irytować.
— Nie bądź uparty — odpowiedział twardo. Nie lubił tego tematu, a ten szczeniak coś za często go przywoływał.
— „Nie umiem” — odparł po prostu i zmienił się w człowieka, stając bardzo blisko niego. Nago, z trochę pobrudzoną od wszechobecnego kurzu skórą i kilkoma siniakami. Miał zabawnie rozwichrzone włosy. — Chyba że zaproponujesz mi coś lepszego.
Mężczyzna patrzył na niego niewzruszenie, chociaż aż poczuł ciepło bijące od jego skóry i bardziej niż zwykle go ono przyciągało. Conall był młody, śliczny i uroczy.
— Wszystko będzie bardziej odpowiednie — powiedział pozornie beznamiętnie.
— Wszystko? Co na przykład?
Liam westchnął cierpiętniczo, unosząc bezradnie ręce, jakby świat mu się zwalił na ramiona.
— Zabiję dla ciebie jakiegoś dupka z plemienia Krem? — spytał, myśląc tymi swoimi specyficznymi kategoriami, przez co Conall momentalnie się skrzywił.
— Nie, dzięki. Jak już, to wolę sam to zrobić — odparł i zrobił jeszcze jeden krok w stronę opiekuna, po chwili kładąc mu rękę na ramieniu oraz wsuwając nos w jego włosy. — Cudnie pachniesz, wiesz?
— Wilczo. — Liam odruchowo obrócił głowę i potarł policzkiem o jego policzek.
— Zmysłowo — poprawił go chłopak i położył drugą dłoń na jego podbrzuszu. — Jesteś pewien, że nie masz dla mnie lepszej nagrody…?

9 thoughts on “Outsider – 3 – Trening

  1. Katka pisze:

    Saki, hehehe, oj nie będzie musiał długo czekać XD Liam widać, że tego chce, ale och te opory. Niemniej, urok Conalla zrobi swoje XD

  2. saki2709 pisze:

    A było już tak blisko…

    „Wolałbym, żebyś coś innego zrobił z moim tyłkiem, pomyślał w duch Conall”- „duchu”

    Młody aż się prosi XD Ale długo chyba już nie będzie musiał czekać? W końcu wygrał trening i czeka go nagrada :)

  3. Gazelka pisze:

    Przyznaje, że lubie chlopców. Choć nie umiem zapamiętać który jest który… mam karteczkę przyklejoną z instrukcją na biurku. Ogolnie to są straszne bezwstydniki Conall szczegolnie wszak on bez przerwy „na nago” paraduje. Ale cenię, że sa ze soba tak swobodni, to chyba wilkołacza sprawa. Ale rozmowa o byciu dopuszczonym o.O OKŁARD!
    Ale poraz kolejny brawa za podejscie do tematu (Mike dalej nie tknięty) oni wznoszą się ponad swoje preferencje, Liam obawia się przywiazania a nie tego, że „OMDŻI dotyka mnie facet” (w sumie takie opowiadania lubię najbardziej) ale to taka miła odmiana gdy punktem wyjscia jest cos innego niz samoakceptacja.
    Ogólnie czekam, czytam i mam nadzieje że jednak tak szybko sie nie skonczy.

  4. mon pisze:

    whoah, to opowiadanie podoba mi się o wiele wiele bardziej niż FDTS.
    nie wiem czemu, podejrzewam, że to przez nadmiar testosteronu jakim chłopcy emanują i poza tym, lubię wilki i psy :P
    mam nadzieję, że następny rozdział jak najszybciej się pojawi

  5. kan pisze:

    Kocham to opowiadanie ;D Może troszkę za dużo futrzaków ale da się to przeżyć ;D Liam jest cudowny, mam nadzieję , że ulegnie szczeniakowi xD
    Ale czuję , że zakochają się i zostaną rodzieleni, ale mam nadzieję , że to tylko moje domysły xD

  6. Miyak pisze:

    O jezu sikam po nogach z podniety!!

    Nie wiem czemu ale wyjątkowo lubię to opowiadanie. I widzę że będzie się działo :D Liam długo nie wytrzyma zresztą szczeniak sam się doprasza o sex. Liam naprawdę przypadł mi do gustu. Przyjemny facet. A Conall jest rozbrajający. Matko nie mogę się doczekać momentu kiedy po dłuższej znajomości okraszanej seksikiem uznają oboje że żyć bez siebie nie mogą.
    Oh chciałabym już teraz kolejny rozdział.
    Weny i inspiracji życzę. M.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s