Outsider – 3 – Trening

Patrol terenów granicznych skończyli późno, dlatego wracali do mieszkania, kiedy księżyc świecił już wysoko na niebie. Liam czuł się znużony, wchodząc do przedpokoju. Z miejsca zaczął zrzucać z siebie ubrania. Chciał się umyć i pójść spać.
Conall w trakcie spaceru znudził się przebywaniem w ludzkiej postaci, więc teraz jako wilk siedział na podłodze i przednimi łapami starał się zsunąć obrożę z szyi.
— „A ja?! Zdejmij!” — zaskomlił, nie mogąc się wyswobodzić.
Gospodarz zrzucił ostatnią część garderoby i kucnął przed nim nago. Delikatnie szarpnął za obrożę w swoją stronę.
— Zupełnie, jakbym miał pupilka w domu. — Uśmiechnął się, unosząc brew.
— „Marudzisz. Jestem grzeczny”. — Conall spojrzał na niego słodko, trochę kładąc uszy i przechylając głowę na bok. Bezczelnie robił słodką minę. Nie dało się nie poddać temu urokowi, więc Liam chwycił go za pysk i podrapał pod brodą. Lubił go tak tarmosić.
— Manipulator — skwitował z cierpiętniczym westchnieniem i zdjął mu obrożę.
— „Wiem” — mruknął wilk i liznął go w policzek, zadowolony z siebie.
Liam zmarszczył lekko brwi, wstając. Wytarł policzek i bez słowa wszedł do łazienki, skąd już po kilkunastu sekundach rozległ się szum prysznica. Conall popatrzył za nim i podszedł do drzwi łazienki. Naparł na nie pyskiem, a kiedy te się odchyliły, ujrzał swojego opiekuna, stojącego w kabinie tyłem do drzwi. Wystawiał twarz do strumienia wody, by następnie otrzepać jak pies zamoczone włosy. Słuchawka była bardzo duża, przypominająca deszczownicę, a jedną stronę prysznica stanowiły niebieskawe luksfery.
Wilk wszedł do łazienki z czujnie opuszczoną głową. Obserwował ciało Liama ciekawsko, choć ze smutkiem. Wydawało mu się bliskie, lecz niedostępne. Patrzył, jak mężczyzna sięgnął po szampon, nałożył go na włosy, a po chwili znieruchomiał i odwrócił się do niego, rejestrując jego obecność. Spojrzał na niego pytająco, a wilk odwrócił wzrok. Uch, po co tu wszedłem?
Liam jedną ręką mył włosy, a drugą sięgnął do drzwi kabiny i otworzył je, wychylając się do wilka.
— No, co chcesz? — spytał i przyjrzał mu się czujnie. Hm… Co to za spojrzenie?
— „Nic” — mruknął Conall i smętnie wysunął się z łazienki.
Mężczyzna zaniepokoił się. Szybko się umył, przewiązał ręcznikiem w pasie, otrzepał włosy i wyszedł, szukając swojego podopiecznego. Znalazł go zwiniętego w kłębek, na dywaniku w sypialni. Stanął w progu z wyjątkowo zmęczoną miną. Męczące było towarzystwo tego kapryśnego szczeniaka. Najbardziej wtedy, kiedy ten szczeniak był smutny, a on znowu nie wiedział, o co mu chodzi.
— Wkurzyłem cię czymś czy tym razem coś innego? — spytał.
Wilk uniósł na niego wzrok, po czym wstał i ruszył w stronę wyjścia.
— „Niczym. Idę się umyć”.
— Cieszę się. — Liam uśmiechnął się krzywo, zastępując mu drogę. — A więc o co chodzi?
— „O nic” — mruknął, napierając pyskiem na jego nogi i starając się przecisnąć.
Liam kucnął, chwycił go za skórę na karku i przyciągnął jego mordę blisko swojej twarzy.
— Zaczyna mnie to męczyć, mój mały psiaku. — Westchnął, patrząc na niego spokojnie. — Masz ostatnią szansę, żeby mi powiedzieć, co ci jest. Albo będę zły.
Wilk zmarszczył nos i odepchnąwszy się tylnymi łapami, przewrócił gospodarza, aż ten uderzył plecami o parkiet. Stając nad nim i pochylając łeb, polizał go po szerokiej szczęce.
— To mi jest. — Westchnął, zmieniając się w człowieka. Tym razem delikatnie pocałował go w brodę.
Liam szerzej otworzył swoje brązowe oczy. Zamrugał kilka razy.
— Conall — jęknął z cierpiętniczą miną.
Taka reakcja sprawiła, że Conall momentalnie zmienił się w wilka i odskoczył od niego, umykając do łazienki. Tam zamienił się w człowieka i zamknął drzwi.
Gospodarz za to wciąż półleżał na podłodze, oddychając ciężko. Przerastało go to. Może w jakiś sposób obaj potrzebowali bliskości, dlatego tak bardzo ich do siebie ciągnęło. I może mogliby się temu poddać… ale martwiło go, że potem byłoby zwyczajnie trudniej się rozstać. Nawet jeśli ledwie się znali.
Wreszcie warknął jak wilk, uderzając pięścią w futrynę drzwi. Nie poszedł za chłopakiem. Zamiast tego wskoczył na łóżko i zakopał się pod kołdrą. Sam też czuł się po prostu jak szczeniak.
Po jakimś czasie usłyszał, że drzwi łazienki się otworzyły. Następnie rozległ się dźwięk pazurów stukających o parkiet. Ucichły, kiedy wilk położył się na dywaniku przy łóżku.
— Chodź tu — rzucił Liam, odsunąwszy kołdrę. Poklepał materac obok siebie.
Przez chwilę nie było żadnego odzewu, ale Conall przemógł się, uniósł ciało i podszedł do łóżka. Położył pysk w miejscu, w którym Liam poklepał materac.
— No, wskakuj. — Mężczyzna położył się bokiem i podparł głowę na dłoni.
Wilk popatrzył na niego niepewnie, po czym wskoczył na łóżko i położył się na skraju. Liam przyciągnął go delikatnie, chwyciwszy za skórę na karku. Przyłożył czoło do jego czoła, leniwie drapiąc drugą dłonią za uchem.
— Śpij dzisiaj tutaj — poprosił, a Conall zrobił zaskoczoną minę.
— „Co? Ale czemu?”
— No tak… po prostu — mruknął Liam, odwracając wzrok.
Chciał go blisko siebie, choć jego podświadomość aż krzyczała, że nie wyjdzie mu dobre, gdy się do tego chłopaka przywiąże. A jednak długo tłumione potrzeby robiły swoje.
Conall jeszcze chwilę nie był pewien, czy to dobry pomysł, jednak położył łeb spokojniej. Ten mężczyzna coraz bardziej go zadziwiał.
— „A… tego… Mam zostać tak, czy…?” — wymruczał niepewnie.
Liam zmarszczył brwi, nie wiedząc. Miło było tulić się do tej sierści, ale myśl, że chłopak leżałby tu przy nim jako człowiek, sprawiła, że przebiegł go przyjemny dreszcz.
— Mówiłem, że wolę ludzką postać — powiedział wreszcie, pozorując obojętny wyraz twarzy.
Conall z rosnącym napięciem zmienił postać. Jego ciało się wydłużyło i stało bardziej… nagie. Czuł się teraz o wiele mocniej skrępowany niż chwilę temu, a przecież leżeli dokładnie tak samo. Teraz jednak zdecydowanie bardziej czuł chłodne powietrze na swoich pośladkach, zaś dotyk nagiej skóry dawał inne wrażenia niż dotyk przez sierść.
Liam położył mu dłoń w pasie i ostrożnie przyciągnął go do siebie. Lubił, jak grzał jego własną skórę. Usłyszał westchnienie, kiedy Conall, najwyraźniej nie wiedząc, gdzie podziać głowę, wsunął ją pod brodę Liama.
— Mam nadzieję, że nie robisz teraz ze mnie idioty, co?
Liam przytulił go mocniej i przymknął oczy, lekko głaszcząc go po plecach.
— Nie taki jest mój motyw, mały.
— A w ogóle masz jakiś?
— Nie. Działam instynktownie — przyznał szczerze. Nie powinno tak być, mówiła na przekór jego rozsądna część osobowości.
— W takim razie lubię twój instynkt. — Conall zaśmiał się cicho, przekręcając się w jego stronę i delikatnie kładąc mu dłoń na klatce piersiowej. Była dobrze zbudowana, niczym wilcza, dumna pierś.
— Cieszę się. — Liam uśmiechnął się kątem ust, sięgając dłonią do jego twarzy i głaszcząc lekko po policzku oraz włosach. Wyjątkowo leniwie.
— Byłeś kiedyś z innym samcem? — spytał chłopak z zaciśniętym gardłem.
Liam wybitnie mu się podobał i irytował w tym samym czasie, ale chciał go poznać. Może była to bardziej kwestia feromonów, bo przecież mężczyzna nie raz go drażnił i denerwował swoim podejściem do życia. A jednak… w jakiś sposób go pociągał. Nie rozumiał, jak to się działo, lecz czasami po prostu łatwiej było działać instynktownie. Tylko dzięki temu przetrwał rzeź w swoim klanie. Uciekł, kiedy poczuł, że jeśli zostanie, umrze, choć emocje chciały go zatrzymać przy rodzinie.
Mężczyzna zastygł, zdziwiony takim pytaniem.
— Jesteś coś strasznie ciekawski co do mojej przeszłości, mój mały psiaku — zauważył wreszcie, unosząc brew sceptycznie.
— No bo… — Conall przygasł. — To coś złego? — mruknął pod nosem, zsuwając rękę z klatki piersiowej mężczyzny.
— Nie, chyba muszę przywyknąć. — Liam załagodził wcześniejsze słowa uniesieniem kącików ust.
Chwycił Conalla za nadgarstek i przysunął jego rękę z powrotem do swojego ciała. Bursztynowe oczy od razu na niego spojrzały, a ich właściciel uśmiechnął się ciepło, przyjemnie gładząc tors Liama.
— To jak?
— Nie, nigdy — odparł mężczyzna. Przymknął oczy i poddał się pieszczocie. — Ty?
— Powiedzmy. — Conall zaśmiał się, zbliżając twarz do ramienia Liama i całując je lekko.
Mężczyzna zdziwił się w duchu na uczucie, które nagle go ogarnęło. Bo poczuł się zmieszany. Nie wiedział tylko, czy to dlatego, że ten chłopak był najwyraźniej w tej sprawie bardziej doświadczony od niego, czy… Sam właściwie nie wiedział czemu.
— Powiedz coś więcej — rzucił, nie otwierając oczu i kierując dłoń na jego plecy.
— U mnie w sforze nie było kogoś takiego jak ja. Poznałem jednak kiedyś takiego posłańca z innego miasta i… — Urwał, całując go ponownie w ramię, a później wyżej, w szyję. Zapach Liama nie był tak bardzo… leśny, jak większości wilkołaków. Nie był też jednak do końca ludzki, a przez to wydawał się unikatowy. — Zdarzyło się kilka razy.
Liam wyciągnął się leniwie do pocałunków, sam niewiele robiąc poza masowaniem jego pleców.
— I co? Tylko seks?
— Tak… Za daleko, za rzadko, a poza tym on miał jakoś ostatnio mieć ceremonię i zostać dopuszczonym do samicy. — Conall zaśmiał się gorzko. Nie spodziewał się tego wtedy. Nigdy nie było ustalonego wieku, w którym wilkołak polegiwał z samicą, a posłannik nie był młodzieńcem, więc podejrzewał, że już miał to za sobą. — Trochę przykre to było, jak mi powiedział. No, ale trudno. — Przesunął kciukiem kilka razy po sutku Liama, a ten westchnął cicho, chwytając go lekko za włosy i ciągnąc jego twarz do siebie, by mocno pocałować w usta.
— Przykro mi, mój mały — mruknął, odrywając się na chwilę, po czym zaczął lizać jego ciepłe wargi.
Wiedział, że po takiej ceremonii, jeśli partnerzy poczuli duchowe połączenie, pozostawali parą na zawsze. Nie dziwił się, że romans Conalla z posłańcem mógł nie mieć przez to przyszłości. Ceremonia była ważnym momentem w życiu każdego wilkołaka.
— Spoko. — Chłopak zaśmiał się już pogodniej, odwracając się na plecy i przyciągając do siebie Liama. — Gorsze rzeczy się działy, żebym rozpamiętywał coś tak błahego.
Mężczyzna położył się na nim całym ciałem, liżąc lekko po szyi. Czuł się dziwnie. Nie wiedział, czy myśleć o przyszłości, czy oddać się chwili. On nigdy już nie będzie miał ceremonii dopuszczenia do samicy, jednak na drodze ich bliskości stało coś innego – jego swoisty ostracyzm w sforze.
Wreszcie spojrzał w oczy chłopaka i zwlókł się trochę na bok, nie przestając go jednak przytulać.
— Mmm… To co…? Spać?
Conall zdziwił się, że Liam nie wykorzystał sytuacji. Nie po to tak ładnie i poddańczo wystawił się do niego brzuchem. Poza była bardzo jednoznaczna. Był… trochę zawiedziony.
— Jeśli chcesz — zamruczał i pocałował go w szczękę, nie dając po sobie za bardzo poznać, że miał ochotę na coś innego.
Liam ułożył się blisko niego, przyciągając go do siebie ramieniem, żeby czuć ciepło jego ciała. Pochylił głowę, przyciskając policzek do jego czoła i zamknął oczy. Z jakiegoś powodu ogarnęło go bardzo przyjemne uczucie, a raczej… wspomnienie. Jak to było, kiedy jako mały wilk zasypiał tak ze swoimi braćmi i siostrami ze sfory.
— To dobranoc, szczeniaku.
— Tak, dobranoc — odszepnął Conall, mimo wszystko zadowolony, że został wpuszczony na łóżko i nie musiał spać na podłodze.

***

Kiedy nastał ranek, Liama obudziło okropne łaskotanie w nosie. Coś futrzastego smyrało go po twarzy, drażniło i coraz bardziej odciągało od snu o tropikalnej dziczy. Otworzył oczy i ujrzał szare, wilcze ucho, które co jakiś czas lekko się ruszało i trącało jego nos. Zamrugał i zmarszczył się, fukając cicho.
— Mm… Conall — wychrypiał zaspanym głosem.
Wilk uniósł głowę i ziewnął przeciągle, pokazując ostre, białe zęby. Dopiero po tym spojrzał na gospodarza.
— „Hej”.
— Czemu śpisz w tej postaci? — Liam uniósł brew sceptycznie, a wilk spojrzał po sobie gorączkowo i skulił uszy. — Nieświadomie się zamieniłeś? — spytał domyślnie, klepiąc go po pysku. Zaczął zwlekać się z łóżka.
Wilk zeskoczył za nim, otrzepał się i przeciągnął na dywaniku.
— „Chyba tak. Zawsze spałem w tej postaci”.
— To i tak dziwne — mruknął Liam, przecierając zaspane oczy. — Powinieneś mieć nad tym kontrolę. Tak jak z tamtą wilkołaczą formą. — Westchnął, ubierając slipy.
Conall przybrał ludzką formę i usiadł na brzegu łóżka. Pościel była skołtuniona i nosiła ślady jego sierści. Musiał wiercić się w niej jako wilk większość nocy.
— Jak tak mówisz, wydaje się to logiczne. Ale i tak ciężko mi uwierzyć, że zmieniłem się bez pełni.
Liam rzucił mu beznamiętne spojrzenie, choć jego myśli były pełne niepokoju.
— No, gdybyś nauczył się nad tym panować, byłbyś całkiem niezłą bronią.
— Bronią? Bez takich! Jak w jakichś debilnych komiksach czy książkach. Jeden ocalony staje się ostrzem zemsty. Weź, to głupie. — Conall parsknął śmiechem, nieświadomie podziwiając szerokie plecy mężczyzny.
— Mało jest takich zdolniachów. — Ten uśmiechnął się do niego kątem ust, po czym przybrał znowu swoją poważną, lekko znudzoną minę. Idąc do kuchni, rzucił: — Szybkie śniadanie i idziemy na zakupy.
— Taaak, jedzenie!
Conall wstał i pobiegł do łazienki, żeby się ubrać. Miał nadzieję, że od wczoraj ubrania, które sobie przeprał, wyschły. I na szczęście tak było. Ubrał się i wszedł do kuchni pełen energii i optymizmu. Cieszył się jak głupi z wolnego dnia z Liamem.
— Co robisz?
— Trzeba kupić żarcie. Mięsa nie mam prawie — rzucił Liam mrukliwie, siedząc na blacie w samych slipach i pijąc mleko prosto z kartonu. Był zaspany. Naprawdę nie lubił wstawać wcześnie, szczególnie że jakoś wyjątkowo przyjemnie mu się spało z tym chłopakiem. — Tosty mogą być?
— Jasne. Zjem, cokolwiek zrobisz. — Conall uśmiechnął się, siadając przy stoliku. Położył głowę na ramionach i wpatrywał się w Liama ciepło.
Ten, nic nie mówiąc, zeskoczył z blatu i zaczął smarować chleb… bardzo flegmatycznie. Wydawał się w ogóle nie spieszyć. Miał wolne od spraw sfory. Czuł się rozleniwiony. Czasami myślał o sobie jako o bardzo mało wymagającym mężczyźnie. Wystarczały mu do szczęścia właśnie takie leniwe dni, tak samo jak wilkowi czasem wystarczało grzanie się cały dzień na polanie. Na razie wypierał z głowy fakt, że musiał posiedzieć przy komputerze i popracować zdalnie nad swoją „ludzką” pracą. Na byciu wilkołakiem się niestety nie zarabiało, a podatki dotyczyły wszystkich. Nawet zmiennokształtnych.
Położył przed gościem tosty, nalał resztki mleka do szklanek i zabrał się za jedzenie.
Po śniadaniu poszli do centrum miasta na zakupy. Liam nie miał samochodu, tak jak większość wilkołaków. Chociaż od reguły zawsze były wyjątki, więc i w sforze znalazł się jeden taki szaleniec, który śmigał po ulicach swoim czarnym Lamborghini. Liam za to wolał przebiec całe miasto niż wsiąść w jakiś środek transportu.
Zakupy trochę im zajęły, bo musieli kupić sporo rzeczy. Co prawda Liam dostał od góry wsparcie finansowe na rzecz Conalla, ale nie było tego szczególnie dużo, więc musieli szukać czegoś z niższej półki. Na szczęście znaleźli to, czego potrzebowali i do domu wracali z dwiema parami czarnych butów: jednymi adidasami, drugimi trampkami, które chłopak od razu założył. Mieli też kilka podkoszulek z różnymi nadrukami, ciepłą bluzę zakładaną przez głowę oraz taką na zamek. Obie miały duże kaptury. Do tego jeszcze dwie pary spodni na zmianę. Oraz spore, mięsne zakupy.
Przełożywszy jedzenie do lodówki, Liam poszedł do sypialni. To właśnie tutaj najbardziej intensywnie wyczuwalny był wilczy zapach. Conall musiał całą noc przespać w tej formie.
Otworzył szafę i zaczął robić miejsce na rzeczy chłopaka. W tym czasie Conall poskładał swoje ubrania i kucnął przed szafką, żeby je włożyć.
— Dzięki — rzucił ciepło do gospodarza.
— Spoko, mały. — Liam usiadł na skraju łóżka i obserwował go. Zastanawiał się przy tym, ile czasu minie, zanim chłopak będzie musiał je wyjąć, żeby przenieść się do swojej nowej grupy. To było nieuchronne.
Conall uśmiechał się do siebie, kiedy układał nowe rzeczy. Ta prosta czynność sprawiła, że pierwszy raz od zapędzenia się na te tereny poczuł się naprawdę… dobrze. Brakowało mu bezpiecznego miejsca i miał dziwne, nieśmiałe wrażenie, że tutaj mógłby je znaleźć. Zaskoczyła go ta myśl po tak krótkiej znajomości, lecz… tak już działały wilki. Jakby nie miały czasu do stracenia.
Odwrócił się do Liama.
— To jak? Masz jeszcze siłę, by iść ze mną do tego magazynu i poćwiczyć? Czy masz jakieś inne propozycje?
— Aż tak chcesz, żebym ci skopał tyłek? — spytał Liam, uśmiechając się zaczepnie. Wstał i wyciągnął torbę z kufra.
Wolałbym, żebyś coś innego zrobił z moim tyłkiem, pomyślał w duchu Conall, ale odparł tylko:
— Chciałbyś!
Liam zarzucił sobie torbę przez ramię i skinął na niego, wychodząc z sypialni.
— No, to chodź. Zobaczymy, co potrafisz.
— Ta jest, szefie! — zawołał chłopak entuzjastycznie, ruszając za nim.
Wyszli z mieszkania i podążyli znaną Conallowi uliczką, kiedy zmierzali do opuszczonego budynku na obrzeżach miasta. Jego opiekun nie odzywał się wiele, patrząc przed siebie lekko znudzonym wzrokiem i będąc gdzieś w swoim świecie.
Gdy dotarli na miejsce, Conall od razu zaczął węszyć. Było tu wiele zapachów, ale żadnego nowego. Byli sami.
— Jakiś plan, zasady, czy idziemy na żywca? I jaki sygnał, żeby przestać?
Liam zrzucił torbę na kamienną posadzkę, kucnął przy niej i wyciągnął ochraniacze na przedramiona i łydki.
Miejsca było tu naprawdę dużo. We framugach okien brakowało kilku szybek, a te, które się ostały, były tak brudne, że ledwo przepuszczały słońce. Tuż pod bardzo wysokim sufitem, przy stropach, ciągnęły się wielkie pajęczyny, a zapach kurzu wręcz drażnił nos. Było to jednak dobre miejsce na trening – siatkowane ogrodzenie skutecznie zniechęcało przechodniów do zwiedzania, podobnie jak tabliczki ostrzegające, że konstrukcja nie jest stabilna.
— Staraj się nie gryźć do krwi. W sumie tyle, a jak będziesz mieć dość, to szczeknij.
— Spoko. Postaram się cię nie uszkodzić! — Conall zaśmiał się i zaczął się rozbierać.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego krzywo, zdejmując jasną marynarkę i zawieszając ją na stary, zardzewiały kaloryfer. Potem zaczął zapinać ochraniacze na rękach, kątem oka obserwując chłopaka, który po rozebraniu się, zmienił postać na wilczą.
Przeciągnął się kilka razy, nim pędem ruszył na drugi koniec hali i z powrotem. Chciał się rozgrzać. Liam obserwował go przy tym uważnie, oceniając jego gibkość, kiedy usiadł na posadzce i zaczął przymocowywać ochraniacze na łydki. Szary wilk był bardzo sprawny, lecz nie wydawał się zagrożeniem. Ot, szczeniak z trochę lepszą kondycją. W pamięci miał jednak scenę, w której Conall walczył z dwoma wilkami z obcego stada. To nie była amatorka.
Wreszcie wstał na równe nogi i chwycił w dłoń drewniany nóż do ćwiczeń. On mógł zmienić sobie broń na drewnianą, a wilk na treningu używał prawdziwych kłów. Było to minusem takich ćwiczeń, lecz Liam wydawał się tym nie przejmować. Zagwizdał na palcach, patrząc wyczekująco na swojego podopiecznego. Ten od razu zareagował i spojrzał na drewnianą broń.
— „Rozumiem, że każde dotknięcie mam traktować jako ranę?” — spytał, zachowując bezpieczną odległość.
— Postaram się, żebyś nie musiał udawać, że to rana. — Liam uśmiechnął się chytrze, uginając kolana. — Nie myśl, że od tego nie boli.
— „Jasne. Jakaś nagroda za zwycięstwo?” — dopytywał Conall, powoli chodząc wokół mężczyzny. Sama myśl o walce sprawiała, że w jego krwi krążyła adrenalina.
Liam uniósł brwi, patrząc na niego czujnie.
— Hm, nie pomyślałem o tym… — mruknął. — Masz jakieś specjalne życzenie?
— „Wolę cię nimi nie dekoncentrować”. — Wilk zaśmiał się, oblizując się łakomie, jakby na niego polował.
Mężczyzna rzucił mu sceptyczne spojrzenie, nie dając się wytrącić z równowagi.
— Więc zwycięzca może sobie czegoś zażyczyć. Potem ustalimy czego — oznajmił, chcąc już zaczynać. Potrzebował ciszy i skupienia.
— „Dobrze. Ruszaj!” — warknął szary wilk, obnażając kły i przygotowując się do ataku.
Liam bez zbędnych słów odbił się z prawej nogi i skoczył w stronę przeciwnika, pochylając się dosyć nisko oraz trzymając drewniany nóż blisko ciała. Był szybki i zwinny, mimo że nie miał drobnej budowy ciała. W mgnieniu oka znalazł się przy Conallu, robiąc szybki zwód i wyprowadzając cios w lewy bark. Wilk na jego nieszczęście szybko uniknął ciosu, jednym susem znajdując się za nim i łapiąc go za nogawkę spodni. Pociągnął raptownie i mocno, sprawiając, że Liam upadł do przodu.
Mężczyzna gwałtownie przeturlał się na plecy, równocześnie trochę na ślepo wyprowadzając cios, który niestety nie trafił tak, jakby sobie tego życzył. Zamiast uderzyć „ostrzem”, Conall dostał w pysk pięścią, którą starszy wilkołak zaciskał na trzonku. Zawsze coś.
Wilk zawarczał, obiegając go szybko i stając za jego plecami. Pierwsze uderzenie i to od razu w pysk. Gdyby nie miał tyle szczęścia i byłoby to prawdziwe ostrze, to mógłby pożegnać się z walką. Musiał być bardziej uważny.
Jego opiekun, korzystając z okazji, podniósł się i zgiął mocno kolana, patrząc na Conalla czujnie. Jego brązowe oczy niemalże świeciły. Oddychał spokojnie i powoli.
Wilk ruszył bezpośrednio na niego, lecz Liam nie zamierzał pozostawać w defensywie, bo również odbił się z nóg, zmierzając do czołowego starcia. Zwierzę jednak go zaskoczyło, kiedy nagle zatrzymało się tuż przed ciosem, unikając go tym samym i kładąc się płasko na ziemi. Dopiero po tym Conall złapał zębami za ochraniacz na przedramieniu Liama. Mężczyzna przez pęd nie mógł wyhamować i razem z rywalem przeturlał się po drewnianej, zakurzonej podłodze, wpadając na stary stół oraz łamiąc jedną jego nogę. Kurz wzbił się w powietrze i nieprzyjemnie podrażnił ich nozdrza.
Liam zamrugał, wciąż czując uścisk na ochraniaczu, więc przełożył broń do lewej ręki i wyprowadził krótki cios. Poczuł, że ten tylko musnął cel. Wilk nie odskoczył daleko. Złapał go za spodnie i mocno pociągnął, odciągając od zniszczonych rzeczy.
Liam zirytował się, kiedy przejechał spory kawałek na plecach po posadzce. Nogę, za którą ciągnął go wilk, zginął mocno w kolanie, drugą momentalnie podcinając mu łapy. Skoczył do niego, przyszpilając lewym przedramieniem za kark do ziemi. Wilk zaskomlał odruchowo, ale szybko przekręcił się na plecy i ponownie wyszczerzył zęby.
— „Latasz!” — zawarczał i bardzo mocno pchnął tylnymi łapami brzuch człowieka.
Ten aż charknął, marszcząc brwi, kiedy upadł spory kawałek od Conalla. Odkaszlnął i na więcej słabości sobie nie pozwolił. Rzucił wilkowi drapieżne spojrzenie, pobiegł w jego stronę i, czego zapewne ten się nie spodziewał, zamiast wyprowadzić cios, skoczył na niego, znowu tarzając się z nim po podłodze. W trakcie uderzył go wreszcie celnie bronią w żebra. Mocno, boleśnie, ale nie niebezpiecznie.
Szary wilk zawarczał wściekle. A chciałem być delikatny! Wyciągnął pysk i kłapnął zębami tuż przed twarzą Liama, który od razu zeskoczył z niego, widząc przed oczami kły. Conall wykorzystał to błyskawicznie. Pociągnął mężczyznę za spodnie przy kostkach i przewrócił go, a nim ten się zorientował, złapał zębami za końcówkę trzonka noża.
Zdumiony Liam nie wiedział, jak tak szybko znalazł się na posadzce. Chwycił wilka z góry za mordę, chcąc się uwolnić, lecz zwierzę nie puszczało, ciągnąc mocniej. Jedną łapą przy okazji odepchnęło rękę starającą się uszkodzić mu pysk. Ta nie wygrała z zębiskami, więc chwilę później Liam… został pozbawiony broni.
— Kurwa! — zaklął pod nosem. Nie zamierzał się poddać. Miał jeszcze swoje ciało. Nie potrzebował noża.
Odepchnął się od przeciwnika, odskakując, lecz nie spodziewał się za sobą cholernej kolumny, na którą wpadł plecami.
Wilk odskoczył od niego, gdy tylko zyskał broń. Odrzucił ją jak najdalej. Podbiegł szybko do Liama i cofnął się, jeszcze raz podbiegł i znowu się cofnął. Straszył go, chcąc ogłupić, żeby nie wiedział, kiedy padnie cios. Mężczyzna już dyszał ciężko, stojąc plecami przy kolumnie i drgając za każdym razem, gdy Conall się zbliżał.
— No, chodź, tchórzu! — warknął, trzymając przedramiona z ochraniaczami na wysokości swojej szyi.
— „Zmień się!” — odpowiedział Conall, podchodząc bardzo powoli, cały najeżony. Wyglądał znacznie groźniej, niż kiedy niewinnie spał jak nieszkodliwy, uroczy szczeniak. Wiedział jednak, że skoro Liam nie miał broni, walka była niesprawiedliwa.
— Zapomnij — odparł mężczyzna automatycznie, ani na sekundę nie zmieniając pozycji obronnej.
— „Nie masz teraz szans!” — Wilk podszczypywał go zębami za nogawki i udowadniał mu tym, że nawet nie zdążyłby się osłonić przed następnym upadkiem na plecy.
Liam wkurzył się przez swoją sytuację. Na otwartym terenie nawet bez broni mógłby sobie dać radę, ale tu było za mało miejsca. Nie odpowiedział nic, patrząc na wilka twardo i myśląc usilnie. Myśląc, prychnął w duchu. Na pewno miałbyś na to czas w normalnej walce, idioto.
Conall cofnął się o kilka dużych kroków, dając mu miejsce. Sam zamienił się w człowieka.
— Czemu po prostu tego nie zrobisz?! — zawarczał. Chciał naprawdę potrenować i poczuć adrenalinę, a nie bawić się z drewnianym nożem. To nie było to.
— Nie zamieniłbym się nawet w normalnej walce z wrogą watahą, gdybyś był u mego boku, więc na treningu tym bardziej tego ode mnie nie wymagaj! — syknął wściekły Liam.
— To weź prawdziwy nóż albo się poddaj!
Conall ponownie wylądował na czterech łapach i ruszył w jego stronę po okręgu, dając mu tylko jedną drogę ucieczki: w stronę torby z rzeczami. Mężczyzna patrzył na niego przez chwilę w milczeniu… po czym wyprostował się luźno i zaczął rozpinać ochraniacze na rękach.
— Prawdziwy czy drewniany, ma ten sam kształt i używam go identycznie. Gdyby był normalny, też byś mi go wyrwał, więc wygrałeś.
Wilk zatrzymał się kilka centymetrów od niego, zamienił się w człowieka i impulsywnie strzelił go pięścią w twarz.
— Zajebiście bym wygrał z rozharatanym bokiem!
Zszokowany Liam chwycił się za szczękę. Poczuł posmak krwi w ustach, bo chłopak nie był delikatny.
— Wygrałeś trening. Nie walkę na śmierć i życie. Więc to jest, kurwa, wygrana — powiedział. Był zaskoczony tym atakiem. Dlaczego on brał to tak na serio?
Conall zacisnął zęby. Liam miał rację. Po prostu stare przyzwyczajenia robiły swoje. Był dobry w walce, bo ze swoimi braćmi i siostrami trenowali w wilczych formach. Nie raz bardzo ostro, choć czerpali z tego wyłącznie pozytywne emocje. Byli po prostu sforą szanujących się wilków, które podążały za swoimi potrzebami i pragnieniami, nie martwiąc się tym, czy się za bardzo zezwierzęcają. W pierwszej kolejności byli wilkołakami. Dopiero w później ludźmi.
— Sorry. Racja, poniosło mnie. — Odetchnął i zamienił się z powrotem w wilka.
— To pomyśl następnym razem, zanim dasz mi w twarz — odparł Liam sucho.
Zdjął jeszcze ochraniacze z łydek i podszedł do torby, chcąc wszystko spakować. Tymczasem szary wilk podkulił ogon i pobiegł za nim, jakby nie był tym samym groźnym drapieżnikiem z najeżonym karkiem i obnażonymi zębami, który atakował go chwilę temu.
— „Przepraszam, naprawdę!” — zaskomlił.
— Wiem, że przepraszasz. — Mężczyzna uniósł wymownie brew, pakując ochraniacze i szukając wzrokiem drewnianego noża. — Mówię na przyszłość.
Wilk, zauważywszy, czego brakuje, ruszył po broń i po chwili przyniósł ją w pysku jak grzeczny, domowy piesek.
— „Ja po prostu miałem inne treningi, to dlatego”.
— Jakie? — spytał Liam ciężkim tonem, chowając nóż do torby.
— „Pojedynki do pierwszej krwi lub utraty przytomności. Albo pojedynki jeden na kilku. Byliśmy małą grupą, musieliśmy umieć się bronić”.
Mężczyzna zmarszczył brwi, odwracając się do niego. Zaciekawiło go to.
— Twarda dyscyplina — stwierdził. — Nie dziwię się, że jesteś taki dobry.
— „Nie jestem dobry. Ojciec był dużo lepszy…” — Conall westchnął, podnosząc się i idąc łapa za łapą w głąb magazynu.
— Głupi szczeniak. — Liam pokręcił głową. Conall był dobry i to bardzo. Miał potencjał, który musiał się po prostu nauczyć wykorzystywać.
Zarzucił torbę na ramię, a wilk stanął przy rozwalonym stole. Odwrócił się do Liama.
— „Pokazać ci coś?” — zapytał. Gdy mężczyzna przytaknął, wsadzając ręce do kieszeni, pochwalił się: — „Dzięki temu udało mi się uciec”.
Skulił się, zginając łapy i przygotował się do skoku na wyższe piętro. Wcześniej stojący stół służył do tego, by od niego się odbić, bo było ono za wysoko.
Liam uśmiechnął się do niego lekko, widząc, co zamierza.
— Mój chłopak — pochwalił go, patrząc na niego wyjątkowo przyjaźnie.
Szary wilk uśmiechnął się do siebie i wyskoczył, w trakcie zmieniając postać na ludzką. Tylko dzięki temu złapał rękoma skraj wyższego piętra. Przemiana musiała nastąpić bardzo szybko, a ciało wydłużyć się w odpowiednim momencie. Podciągnął się wystarczająco i ponownie zmienił się w wilka, gdy tylko mógł podeprzeć się tylnymi nogami.
Liam obserwował ten pokaz spokojnie, podziwiając go w duchu.
— I ty twierdzisz, że nie jesteś dobry? Ciekawie byłoby poznać resztę twojej watahy. Szkoda, że polegli, jeżeli byli takimi wojownikami jak ty.
— „Ich wataha liczyła ponad trzydziestu osobników, nasza tuzin”. — Wilk zaśmiał się, idąc w stronę Liama wyższym piętrem. — „Żałuję, że nie wiem, ilu odparliśmy” — dodał już smutniej.
Mężczyzna zapatrzył się na niego, a do głowy powróciła mu myśl o zemście. Ale znał pogląd Conalla, dlatego tylko westchnął w duchu, nie wyrażając swojej opinii na głos.
— Możesz tylko zgadywać. — Wzruszył ramionami i postanowił zmienić temat, widząc tę jego smutną minę. Nie chciał, żeby wracał do wspomnień o utracie bliskich. To musiało być traumatyczne… a on wolał go radosnego. — Powiedz mi lepiej, jakie masz życzenie za swoją wygraną.
— „Następnym razem chcę walczyć z twoją wilczą postacią” — uznał Conall, zeskakując tuż przed nim.
A Liam poczuł, że znowu zaczyna się irytować.
— Nie bądź uparty — odpowiedział twardo. Nie lubił tego tematu, a ten szczeniak zbyt często go przywoływał.
— „Nie umiem” — odparł po prostu i zmienił się w człowieka, stając bardzo blisko niego. Nago, z trochę pobrudzoną od wszechobecnego kurzu skórą i kilkoma siniakami. Miał zabawnie rozwichrzone włosy. — Chyba że zaproponujesz mi coś lepszego.
Mężczyzna patrzył na niego niewzruszenie, chociaż poczuł ciepło bijące od jego skóry, które bardziej niż zwykle go przyciągało. Conall był młody, śliczny i uroczy. A do tego waleczny i silny.
— Wszystko będzie bardziej odpowiednie — powiedział pozornie beznamiętnie.
— Wszystko? Co na przykład?
Liam westchnął cierpiętniczo, unosząc bezradnie ręce, jakby świat mu się zwalił na ramiona.
— Zabiję dla ciebie jakiegoś dupka z plemienia Krem? — spytał, myśląc swoimi specyficznymi kategoriami, przez co Conall momentalnie się skrzywił.
— Nie, dzięki. Jak już, to wolę sam to zrobić — prychnął i zrobił jeszcze jeden krok w stronę opiekuna, po chwili kładąc mu rękę na ramieniu oraz wsuwając nos w jego włosy. — Cudnie pachniesz, wiesz?
— Wilczo. — Liam odruchowo obrócił głowę i potarł policzkiem o jego policzek.
— Zmysłowo — poprawił go chłopak i położył drugą dłoń na jego podbrzuszu. — Jesteś pewien, że nie masz dla mnie lepszej nagrody…?

9 thoughts on “Outsider – 3 – Trening

  1. Katka pisze:

    Saki, hehehe, oj nie będzie musiał długo czekać XD Liam widać, że tego chce, ale och te opory. Niemniej, urok Conalla zrobi swoje XD

  2. saki2709 pisze:

    A było już tak blisko…

    „Wolałbym, żebyś coś innego zrobił z moim tyłkiem, pomyślał w duch Conall”- „duchu”

    Młody aż się prosi XD Ale długo chyba już nie będzie musiał czekać? W końcu wygrał trening i czeka go nagrada :)

  3. Gazelka pisze:

    Przyznaje, że lubie chlopców. Choć nie umiem zapamiętać który jest który… mam karteczkę przyklejoną z instrukcją na biurku. Ogolnie to są straszne bezwstydniki Conall szczegolnie wszak on bez przerwy „na nago” paraduje. Ale cenię, że sa ze soba tak swobodni, to chyba wilkołacza sprawa. Ale rozmowa o byciu dopuszczonym o.O OKŁARD!
    Ale poraz kolejny brawa za podejscie do tematu (Mike dalej nie tknięty) oni wznoszą się ponad swoje preferencje, Liam obawia się przywiazania a nie tego, że „OMDŻI dotyka mnie facet” (w sumie takie opowiadania lubię najbardziej) ale to taka miła odmiana gdy punktem wyjscia jest cos innego niz samoakceptacja.
    Ogólnie czekam, czytam i mam nadzieje że jednak tak szybko sie nie skonczy.

  4. mon pisze:

    whoah, to opowiadanie podoba mi się o wiele wiele bardziej niż FDTS.
    nie wiem czemu, podejrzewam, że to przez nadmiar testosteronu jakim chłopcy emanują i poza tym, lubię wilki i psy :P
    mam nadzieję, że następny rozdział jak najszybciej się pojawi

  5. kan pisze:

    Kocham to opowiadanie ;D Może troszkę za dużo futrzaków ale da się to przeżyć ;D Liam jest cudowny, mam nadzieję , że ulegnie szczeniakowi xD
    Ale czuję , że zakochają się i zostaną rodzieleni, ale mam nadzieję , że to tylko moje domysły xD

  6. Miyak pisze:

    O jezu sikam po nogach z podniety!!

    Nie wiem czemu ale wyjątkowo lubię to opowiadanie. I widzę że będzie się działo :D Liam długo nie wytrzyma zresztą szczeniak sam się doprasza o sex. Liam naprawdę przypadł mi do gustu. Przyjemny facet. A Conall jest rozbrajający. Matko nie mogę się doczekać momentu kiedy po dłuższej znajomości okraszanej seksikiem uznają oboje że żyć bez siebie nie mogą.
    Oh chciałabym już teraz kolejny rozdział.
    Weny i inspiracji życzę. M.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s