Outsider – 2 – Silny instynkt zabójcy

Liam załatwił kilka spraw ze swoją sforą, kiedy Conall jeszcze drzemał. Nie wspominał mu o tym, mimo że chodziło o niego. Ten i tak miał się o tym dowiedzieć następnego dnia, lecz pozwolił mu jeszcze chwilę żyć w nieświadomości. Chyba było mu go trochę… szkoda.
Rankiem następnego dnia pierwszy obudził się starszy wilkołak. Kiedy Conall otworzył oczy, zobaczył go krzątającego się po sypialni, nagiego, wywalającego z szafy ubrania. Zaczął je pospiesznie, jak na siebie, zakładać. Kiedy dostrzegł, że wilk się obudził, rzucił przez ramię:
— Wstawaj szybko, wychodzimy.
— „Gdzie?” — Conall podniósł się momentalnie i szybko przeciągnął.
— Mamy zebranie strażników naszej granicy. — Gospodarz wyglądał na zdecydowanie niezadowolonego z zaistniałej sytuacji.
Po ubraniu się rzucił na wilka jakieś ciuchy i powiedziawszy „zakładaj”, wyszedł z sypialni. Conall od razu zmienił postać na ludzką i zaczął się ubierać. Zrobiwszy to, kątem oka zerknął za okno.
— A ktoś w tym czasie będzie pilnował granicy? — zapytał, słysząc nadchodzącego z kuchni mężczyznę.
Ten wcisnął mu w ręce przełożoną mięsem kanapkę i zaczął zakładać buty.
— Spokojna twoja głowa, mały, mamy oddziały zastępcze.
— Aha… Spoko.
Conall włożył sobie kanapkę między zęby i także założył stare buty, które wczoraj dostał od Liama. Doszedł do wniosku, że wolałby iść w wilczej postaci. Nie lubił ubrań.
Wreszcie gospodarz skinął na niego i razem wyszli z mieszkania. Starszy wilkołak schował kluczyk pod skrzypiącą deską, włożył rękę do kieszeni i zerknął na zegarek. Po wyjściu z kamienicy na oświetlone słońcem ulice, poprowadził chłopaka wąską alejką, a ten szedł pospiesznie za nim, nasłuchując i węsząc.
W tej części miasta jeszcze nie był. Zastanawiał się, o co mogło chodzić. Wciąż byli w tej samej dzielnicy, w której mieszkał Liam, lecz tym razem podążyli w innym kierunku niż do parku. Tam było więcej zielonych terenów, zaś tutaj jakby bardziej… fabrycznie i brudno.
Doszli brukowanymi uliczkami przed opuszczony budynek, nie za ciekawie wyglądający z zewnątrz. Tabliczka nad wejściem była tak stara i zniszczona, że nie dało się przeczytać widniejących na niej liter. Farba odpadała od framug małych okien, a schody przeciwpożarowe mogły być już dawno zardzewiałe.
Liam pchnął drzwi, a te nieprzyjemnie zaskrzypiały. Skinął na Conalla zachęcająco i zawęszył. Czuł wilki, ale jeszcze ich nie widział. Jego podopieczny wszedł za nim, od razu wzmagając czujność. Miał wrażenie, że niektóre zapachy poznawał.
Obejrzał się wokół siebie, ale wzrok jeszcze nie przyzwyczaił mu się do ciemności. Okienka były tu nieliczne i stanowiły jedynie maleńkie szybki pod sklepieniem, całkowicie zabrudzone i nieprzepuszczające światła.
— Gdzie jesteśmy? — szepnął, zrównując się z Liamem.
— W magaz…
Liam nie zdążył dokończyć, bo niespodziewanie z trzech stron skoczyły na nich jakieś postacie. Poruszały się niezwykle szybko i zanim towarzysze zdążyli coś zrobić, dwie z nich przyszpiliły Conalla za ramiona do ziemi, zaś trzecia, w formie wilka, stanęła mu łapą na torsie. Liam gwałtownie przybrał bojową postawę, ale na niego nikt nie naskoczył.
Conall zawarczał odruchowo i szarpnął się.
— Co jest?! — warknął, szczerząc zęby do wilka nad sobą.
Ten zignorował go, cały czas trzymając mocno przy ziemi. Tymczasem z ciemności wyszło jeszcze pięć postaci. Wszystkie w ludzkiej formie, a na ich czele młoda, rudowłosa kobieta. Jej ubrania były niedbałe i poszarpane, jakby nie raz zamieniała się w wilka, nie rozebrawszy się do końca.
— Milcz i nie przeszkadzaj — powiedziała do Conalla.
— To mnie puśćcie! — krzyknął, szarpiąc się jeszcze mocniej. Nie podobała mu się ta sytuacja. Za bardzo przypominała mu moment, gdy półżywy niechcący dotarł na ich terytorium.
Nikt nie wykonał żadnego gestu świadczącego o tym, że ma zamiar wyswobodzić chłopaka. Sam Liam też stał nieruchomo, wpatrując się w dziewczynę. Ona wreszcie skupiła na nim wzrok i uśmiechnęła się wymuszenie. Miała blade, wąskie wargi, specyficznie unoszące się w kącikach. Jej oczy jednak były zimne i nieprzyjemne. Jak cała wataha, ona też miała uprzedzenia do Liama.
— Mamy tu mały problem — powiedziała. — Po tym, jak w nocy zdałeś nam raport o dziwnych możliwościach twojego podopiecznego, dostaliśmy jeszcze jedną informację… — Zawiesiła głos, mrużąc swoje jasne oczy.
Conall, nie mogąc się ruszyć, patrzył po wszystkich twarzach i pyskach. Raport? O jakich dziwnych możliwościach? Wyraz twarzy jego opiekuna nic mu nie wyjaśnił, bo ten tylko uniósł brwi pytająco, nie zamierzając popędzać rozmówczyni.
— W kilku miejscach na granicach mieliśmy ataki wroga. Głównie na waszej stronie, przy parku. Wyglądało to na jakąś większą akcję, więc wzięliśmy jednego żywcem — podjęła. — I okazało się, że dowiedzieli się o naszym nowym nabytku. — Skinęła na Conalla.
— Nabytku? — wymamrotał temat rozmowy. — Jakim, kurwa, ja niby jestem „nabytkiem”?
— Cicho bądź — rzucił tym razem Liam, odwracając się tylko na chwilę w jego stronę. Zaraz potem spojrzał na dziewczynę. — Skąd wiedzieli? I co na to góra?
— Nie wiem skąd! — Zaśmiała się sztywno. Całe jej ciało było wyraźnie spięte. — Ale jest ciekawie. Może mamy zdrajcę? W każdym razie stary chce wiedzieć, dlaczego on jest taki mocny i czego tamci od niego chcą.
Conall był niezadowolony z tej rozmowy. Wydawało mu się, że właśnie został wplątany w coś bardzo nieprzyjemnego. Miał wrażenie, jakby słuchał jakiegoś obcego języka, bo nic nie rozumiał z tego, co ci mówili.
Dziewczyna, nie doczekawszy się reakcji Liama, obeszła go dosyć sugestywnym łukiem i stanęła nad Conallem. Pochyliła się w jego stronę.
— Gdybyś wczoraj nie zagryzł tamtej wilczycy, pewnie byłabym bardziej podejrzliwa — wysyczała. Najwyraźniej Liam w raporcie pozmieniał trochę fakty z wczorajszej walki. — Ale i tak bardzo chętnie się dowiem, czy wiesz może, skąd oni o tobie wiedzą.
— Niby skąd mam wiedzieć?! — warknął. — Nie wiem nawet, po cholerę chcą o mnie wiedzieć! — Jeszcze raz spróbował się wyrwać. Tak naprawdę robił to teraz tylko ze względu na to, że nie lubił leżeć na plecach. Wiedział, nie był głupi, że gdyby naprawdę się wyrwał, to mogliby mu skoczyć do gardła. Cała ta sfora wyglądała na bardzo wrogą i agresywną.
— Narwany ten twój podopieczny. — Dziewczyna wykrzywiła usta w grymasie, zwracając się do milczącego Liama. Na widok jego sceptycznej miny odwróciła wzrok z powrotem na Conalla. — Dobrze więc, przejdźmy do pytania wyższej wagi. Ktoś cię wyszkolił w przyjmowaniu wilkołaczej formy na zawołanie?
— Co? — Chłopak zamrugał. — Liam! Czyli to było serio? Kurwa! Jesteś idiotą! — krzyknął na swojego gospodarza.
— Co to za szopka? — warknął niespodziewanie długowłosy mężczyzna, stojący pośród innych postaci w cieniu. Patrzył wrogo i na Liama, i na Conalla. — Jak może dureń nie wiedzieć, kiedy jest wilkołakiem?
Zapanowało poruszenie. Wszystkie osoby w niedowierzaniu patrzyły na Conalla, szepcząc coś do siebie. A krzyk chłopaka wydawał się jakby nadal roztaczać echem po tej pustej przestrzeni.
— Mówiłem, że nie jest tego świadom — wyjaśnił pozornie znudzonym głosem Liam, chociaż tak naprawdę wewnętrznie czuł duży niepokój. Miał wrażenie, że obecność Conalla w ich sforze mocno komplikowała sytuację.
— Czyli pewnie nie powiesz nam, od jak dawna to umiesz? — Dziewczyna zwróciła się do chłopaka.
— Jak nad tym nie panuję, to chyba odpowiedź jest oczywista! — fuknął. Ta rozmowa zaczynała być męcząca. Miał ochotę wrócić na swoje tereny i skulić się pod ulubionym drzewem. Tu był sam jak palec, mimo że miał opiekuna. Nic nie rozumiał, nikt nie chciał mu nic wyjaśnić. Był zagubiony i równie wściekły co wystraszony. — I w ogóle, kurna, puśćcie mnie. Przecież nic nie zrobiłem…
Dziewczyna skinęła na całą trójkę, która odskoczyła od Conalla. Stanęli w szeregu grupy strażników granicznych, z których każdy miał bardzo podejrzliwy wzrok. A chłopak myślał, że to Liam był nieufny.
— Góra jest tobą zainteresowana — oznajmiła przywódczyni. — I będziesz obserwowany. Myślimy nad większą wartą dla ciebie, ale może na razie — zaakcentowała — Liam ci wystarczy.
Conall podniósł się z podłogi i otrzepał. Posadzka była brudna. Czuł swoim wyczulonym węchem, jak kurz oblepił go całego. Gdyby był wilkiem, pewnie gryzłoby go to w nos.
Rozejrzał się nieufnie po całej grupie, która wpatrywała się w niego jak we wroga numer jeden. A przecież już na początku, kiedy tylko tu zawędrował, wykrzyczał im, że nie jest wrogiem, tylko uchodźcą ze swojego ogarniętego walkami terenu. Wygoniony przez wroga, jako ostatni z przetrwałych.
— No, dobra… Ale nie do końca rozumiem chyba, o co chodzi. Przecież poza tym przypadkiem, że niby zmieniłem postać, to… jest jeszcze coś na mnie, że nagle stałem się niechcianą gwiazdą tego przedstawienia? — Wykrzywił usta ze zdegustowaną miną.
Młoda kobieta wydawała się wybitnie niezadowolona z konieczności tłumaczenia się temu chłopakowi. Wróciła na swoje miejsce w szeregach innych wilkołaków, które ewidentnie zachowywały dystans w stosunku do stojącego na uboczu Liama.
— Jeniec z tamtej watahy znał twoje imię i miasto, z którego przybyłeś. Nawet nazwę twojego klanu.
Conall wyraźnie się zmieszał. Nie podobało mu się to.
— A czy oni są jakoś związani z klanem Krem? — spytał dość cicho, mając głęboką nadzieję na odpowiedź negatywną.
Dziewczyna zmarszczyła nos, a długowłosy towarzysz położył jej rękę na ramieniu i odpowiedział za nią:
— Nasz wywiad nie zarejestrował przez ostatnie dwa lata, żeby się ze sobą kontaktowali, ale wiemy o wcześniejszej długoletniej współpracy pomiędzy nimi.
— Bo nasz wywiad jest do dupy, odkąd zmieniono dowództwo — wtrącił Liam z grymasem.
Wiedział, że wiele watah, tak jak ich, próbowało naśladować ludzkie jednostki wojskowe. Szczególnie te żyjące w bardziej rozwiniętych miastach. Kiedy walki toczyły się na ulicach, a nie zielonych terenach. Wydawało mu się, że Conall musiał pochodzić z tych bardziej… tradycyjnych klanów. Trzymających się lasów i gór. Tam wszystko płynęło innym rytmem. Tutaj… byli ofiarami uczłowieczenia, niestety nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
— Czyli bardzo możliwe, że nadal się kontaktują — zwrócił się wreszcie do swojego podopiecznego, który jęknął przeciągle i zakrył twarz dłońmi.
— No to zajebiście…
— A to niby czemu? Co to zmienia, że się z nimi kontaktują? To przecież plemię z innego miasta, nie? — spytał któryś z wilków stojących razem z dziewczyną.
— A to z tego, że Krem konkurowało z moim plemieniem. I to Krem wybiło moją watahę! — warknął Conall. — Teraz już wiecie, skąd mnie znają. No żesz kurwa! — Zaczął chodzić w kółko jak zdenerwowany, osaczony wilk.
Przecież jego tereny były daleko. Nie sądził, że Krem tak bardzo się panoszyło. Ale teraz nie był zaskoczony. Zawsze mu się wydawało, że starali się utrzymywać z innymi wilkami neutralne kontakty. Nigdy nie dążyli do sporów. A jednak Krem było zawsze bardzo zaczepne.
— A niby po cholerę mieliby szukać jakiegoś ostatniego wyrzutka, jak jest jedynym ocalałym ze swojej watahy? — parsknął jakiś chłopak o mysich włosach. — Toż im przecież już nie zaszkodzi.
— Taa, ale jest najwyraźniej wybitnie uzdolniony — uciszyła go dziewczyna, a przez jej głos przebiło się warknięcie. — Mogą się go bać.
— Raczej po prostu jesteście następni w kolejce, a ja trafiłem tu na niefarta — warknął Conall. — A że mnie znają, to chcą wrobić mnie jako zdrajcę i zasiać niezgodę w klanie, żeby było łatwiej zaatakować — kontynuował, chodząc w kółko.
— Jak na razie im się udaje, bo góra jest mocno podenerwowana twoją osobą…
W tym momencie długowłosy syknął na nią, jakby chciał powiedzieć, żeby zbyt wiele nie zdradzała.
— W każdym razie macie wykonywać swoje obowiązki — dodał i niechętnie zwrócił się do Liama. — Jak będziesz miał cień podejrzenia, że jest z nimi w zmowie, zabij go.
Liam uśmiechnął się do niego krzywo.
— Wiem, co mam robić.
— Och, a może od razu mnie wykończycie? Będzie wam łatwiej! — Conall zrobił kilka kroków w stronę dziewczyny i reszty, a potem warknął na Liama: — Będzie szybciej i łatwiej!
Jego opiekun podszedł do niego i chwycił za ramię.
— Spokój — powiedział stanowczo. — Chyba już wszystko wiemy, moi kochani towarzysze, prawda? — zwrócił się do wilkołaków swoim naturalnym, obłudnym tonem.
— Tak, wszystko — odparła kobieta.
— To my się żegnamy i do jak najpóźniejszego zobaczenia. — Uśmiechnął się milutko i pociągnąwszy Conalla do wyjścia z budynku, zostawił za plecami całą grupę.
Chłopak miał spuszczoną głowę i warczał cicho pod nosem. Podążył z Liamem w stronę mieszkania, a mężczyzna nawet nie obejrzał się przez ramię. Zrobił się głodny przez to wszystko. A może po prostu chciał zatopić zęby w jakimś dużym kawale mięsa. Jego mina mówiła, że nic go nie obchodziło, lecz tak naprawdę wcale tak nie było.
Conall nie odzywał się całą drogą. /Błądził myślami wokół tego, co wydarzyło się przed chwilą, ale także wrócił wspomnieniami do ataku klanu Krem na swoją watahę. Do tego, jak wszystko wokół niego po prostu runęło, a on musiał uciec z podkulonym ogonem.
Powiedział coś dopiero, kiedy weszli do mieszkania. Wciąż był zagubiony i łaknący wyjaśnienia.
— Co to w ogóle było?
— Co konkretnie? — Liam spojrzał na niego spokojnie i od razu skierował się do kuchni.
— To wszystko. Ta wilczyca, to przesłuchanie, oskarżenia. Całe gadki o górze i o tym… no, matko, kurcze, sam wiesz. — Zdjął buty i ruszył za starszym wilkołakiem.
— Nie lubimy, gdy kroi się coś większego — wyjaśnił Liam, wyciągając z lodówki surowy, wielki stek i wgryzając się w niego łakomie. — A najwyłałniej włóg czosz kombinuje — mówił z pełnymi ustami. — Ostatnia większa, zorganizowana akcja skończyła się wybiciem kilkudziesięciu naszych i zajęciem znacznego terenu na wschodniej granicy. A jak się teraz rzeczywiście skumali z tym drugim klanem, nie jest za ciekawie.
— Dobra, to poważne… Ale co to ma wspólnego ze mną?
— Nie słuchałeś? — Liam uniósł brew. — Wiem tyle, co ty, uwierz mi. Widocznie wróg na ciebie poluje. Sam sobie odpowiedz, co jest powodem. Ja nie jestem, mimo pozorów — uśmiechnął się — wszystkowiedzący.
— Och, no, faktycznie, nie jesteś. Ale wiesz chyba, czemu reszta twojego klanu tak cię… lubi — fuknął Conall. Może było to głupie, że to wyciągał, ale widział, jak się zachowywali względem Liama. A teraz chciał sprawdzić, jak dużo informacji mógł wyciągnąć. Oni wiedzieli o nim coraz więcej, a on wciąż nie miał pojęcia, gdzie się wpakował.
— Tak, ja niewątpliwie wiem, czemu mnie tak lubią. — Mężczyzna rzucił mu przeciągłe, sceptyczne spojrzenie i nalał sobie wodę do szklanki. Mimo że mieszkał sam, miał bardzo dobrze wyposażone mieszkanie. — Ty mi lepiej powiedz o tych swoich zdolnościach. Nigdy nikt ci nie powiedział, że to umiesz?
Conall strapił się. Nie przypominał sobie.
— Nie…
— To fajną miałeś rodzinkę. — Liam pokręcił głową z westchnieniem, popijając wodę. — Chcesz coś jeść?
— No, nie pogardziłbym. — Chłopak westchnął i markotnie usiadł przy stole. Podobało mu się, że czuł tu wilczy zapach oraz że było tu wiele drewna. Liam chyba lubił sosnę. — Ale nie wiem, do czego pijesz z rodziną.
Gospodarz pogrzebał w lodówce i wyciągnął kolejny kawał mięsa, by następnie wstawić go do mikrofali. Było już upieczone. Trzeba było tylko podgrzać.
— Chyba powinni cię uświadomić o tym, że od czasu do czasu szlajasz się po okolicy jako uroczy potworek.
— A może się nie szlajałem po okolicy jako… jak to ładnie ująłeś, „uroczy potworek”?
— No wiesz, nie sądzę, żeby to był twój pierwszy raz. — Liam uśmiechnął się do niego słodko, a talerz w mikrofali obracał się mozolnie. — Ktoś musiał zauważyć. Ale cóż… może nie chcieli niepokoić takiego słodkiego chłopaka tak trywialnymi sprawami.
— A to niby czemu? Czemu od razu zakładasz, że w swojej sforze wpadałem w złość i zamieniałem się w wilkołaka, hmm?
— Słuchaj, Conall. — Liam westchnął, patrząc na niego wymownie. — Widziałem wczoraj, jak walczysz. Potem mi się w domu zamieniłeś w potworka. To po prostu oczywiste, że masz takie zdolności od jakiegoś czasu. Nie ma mowy, żeby nikt o tym nie wiedział.
Po tych słowach nałożył mu mięsny obiad na talerz i postawił na stole wraz ze sztućcami. Pachniało mocnymi przyprawami.
— No, ale ja nie mówię, że nie umiem walczyć. Ja mówię, że się nigdy nie zmieniałem w wilkołaka. Tylko stare wilki umieją to robić poza pełnią — burknął Conall, nabijając kawałek mięsa na widelec i wgryzając się w niego. Było dobrze doprawione i dość ostre.
Liam westchnął, siadając na krześle i opierając brodę na dłoni. Non stop sprawiał wrażenie znudzonego człowieka, który godził się na obecną sytuację, bo nie miał innego pomysłu na życie. Lecz im więcej czasu Conall z nim spędzał, tym bardziej miał wrażenie, że to tylko pozory.
— Widać, ty też potrafisz. Coś w tobie jest — mruknął gospodarz beznamiętnym tonem. — Jeśli tamci wiedzą, że jesteś taki niezwykły, to się im nie dziwię, że chcą cię dorwać.
Chłopak przeżuł do końca kawałek mięsa z zamyśleniem.
— Nooo… Dobra. Załóżmy, że przyjąłem do wiadomości. Jestem wypasionym ściągaczem kłopotów. A ty czemu masz taką wieeelką popularność w sforze? — spróbował jeszcze raz, a Liam wzniósł oczy ku górze i westchnął jak starzec zmęczony życiem.
Wyciągnąwszy rękę, potargał po włosach Conalla, jakby drapał go za uszami.
— Podaruję sobie tę opowieść. Chyba za dużo by było dla ciebie jak na jeden dzień.
— Och, tak, na pewno. — Conall strzepnął jego rękę. — Matko, co ty masz do moich włosów, co?
Liam parsknął cichym śmiechem. Jakoś paradoksalnie sposób bycia Conalla uspokajał jego własny niepokój spowodowany przez kłopoty, które chłopak sprowadzał. Miał taką młodzieńczą twarz i niewinne oczy, jakby nic co złe i niebezpieczne nie mogło go dotyczyć.
— Masz fajną sierść.
— Cudnie. To jak tak ją lubisz, to może jednak w zamian za jej macanie opowiesz mi, czemu cię tak lubią.
Conall zaśmiał się i zszedł z krzesła, by bezceremonialnie się rozebrać. Następnie stanął przed Liamem już w wilczej formie i położył mu pysk na kolanach.
Gospodarz był zdumiony takim gestem. Uśmiechnął się jednak krzywo i położył mu dłoń na głowie, by go po niej podrapać. Dotyk gęstego, trochę sztywnego futra był przyjemny. Chyba lubił tego chłopaka w obu formach.
— I nie dasz mi spokoju, dopóki ci nie powiem?
— „Nie!” — zawołał Conall krótko, patrząc na niego ze słodką miną.
— Głupi szczeniak. Ale nie spodoba ci się to, co usłyszysz. — Westchnął i zaczął: — Zauważyłeś pewnie, mój mały, błyskotliwy psiaku, że nie zamieniłem się w wilka, gdy walczyliśmy, prawda?
Wilk kiwnął pyskiem i położył mu jedną łapę na udzie, jakby zachęcał, by mówił dalej.
— No, to dlatego, że wolę tego przy towarzyszach nie robić. — Liam postanowił pominąć fakt, że mu po prostu zabroniono. — Można powiedzieć… — zawahał się chwilę — że mam bardzo silny instynkt zabójcy. A w wilczej formie nad tym nie panuję. Swego czasu, jeszcze działając w grupie, zdarzyło mi się… hm, zranić… kilku swoich. Góra się wściekła — parsknął. — No i jak widzisz, od tego czasu działam jako samotnik. Bezpieczniej.
Conall przekręcił łeb, zdziwiony tą historią. Odsunął się kawałek, zamieniając w człowieka. Tak łatwiej było mu rozmawiać.
— To dlatego zabiłeś ich nożem? I dlatego tak pieprzysz od rzeczy o tym całym zabijaniu? — Patrzył na Liama smutnym, bursztynowym spojrzeniem.
— Miałeś w zamian dać mi pomacać twoją sierść, to co już uciekasz? — Ten uniósł brew, zakładając ręce na piersi. — I tak, dlatego zabiłem ich nożem.
Niech się dzieje, co chce, pomyślał. Ale i tak zerkał na niego wyczekująco. Sam nie wiedział, dlaczego mu zależało, ale nie chciał go do siebie zrazić.
Conall chwilę patrzył na niego podejrzliwie, po czym westchnął.
— Zamień się. Chcę zobaczyć, jak wyglądasz — rzucił pewnym głosem, samemu przybierając wilczą postać.
Liam wstrzymał oddech, zdziwiony tą prośbą. Niby nie byli teraz w trakcie walki, ale miał wewnętrzne opory. Nie zamieniał się przed nikim już dobre trzy lata.
— No nie wiem… — mruknął wybitnie niepewnie jak na siebie.
— „No dajesz! Chyba że się boisz?” — wymruczał Conall, oblizując zęby w geście prowokacji.
Otrzymał sceptyczne spojrzenie, ale Liam wreszcie wstał i podszedł do okien, by zasunąć zasłony. Wolał być przezorny. Jeśli ktoś jednak postanowił obserwować Conalla, nie mógł zobaczyć, jak zamienia się przy innym kompanie w wilka. Ukarano by go.
Odwrócił się do chłopaka, rozebrał i po chwili namysłu przybrał wilczą formę. Był większy niż Conall, a jego sierść sprawiała wrażenie dłuższej. Pysk też miał trochę bardziej pociągły, zakończony wyróżniającym się na tle kremowej sierści, czarnym nosem. Jego tors był szczególnie bujny i przez to wydawał się jakby puchaty. Nogi miał długie i szczupłe, a ogon pełny miękkiego futra.
Szary wilk, gdyby był psem, zamerdałby ogonem. Udało się! Był pełen podziwu. Podszedł do Liama, obwąchując go, jakby pierwszy raz go poznał.
— „I jak?” — spytał, oglądając jego jasną sierść.
— „Co jak?” — mruknął biały wilk, kładąc uszy i odsuwając się od niego nieznacznie.
Nie czuł się komfortowo w tej formie. Poza tym odczuwał wszystko dużo bardziej intensywnie. Czuł, jak w tej postaci emocje w nim buzowały, kiedy jako człowiek bywał czasem niemalże flegmatyczny.
— „Jak się czujesz?” — dopytywał Conall, wybitnie podekscytowany tym, jak wyglądał jego gospodarz i tym, że udało mu się namówić go do zmiany.
Podszedł bliżej, schylając łeb jak zaciekawiony szczeniak. Podobała mu się kremowa sierść drugiego wilka, jego wąski pysk i brązowe ślepia. Aż ciężko było uwierzyć, że może być brutalny i agresywny. Wyglądał tak… elegancko.
— „Dziko” — odparł Liam, powstrzymując się, żeby się przed nim nie cofnąć.
Przewinęły mu się przed oczami obrazy, kiedy w tej formie robił rzeczy, których jako człowiek nigdy by się nie dopuścił. I zaraz potem pojawiła się myśl, że mógłby przecież teraz w każdej chwili zaatakować Conalla. Zadrżał. Nie chciał tracić nad sobą kontroli.
— „Dziko, dziko?” — Młodszy wilk zaśmiał się i przeturlał się przed nim na plecach. Był rozbawiony i w wybitnie dobrym humorze. Lubił bardziej wilcze towarzystwo. Nie trudno było też zauważyć, że lubił przebywać w tej formie.
— „No… Dziko” — odparł zirytowany Liam, siadając na tyłku i patrząc na niego z wręcz komicznie, jak na swoją aktualną niepewność, dumnie wypiętą piersią. — „Coś taki zadowolony?”
— „Bo cię takiego widzę!” — odparł szczerze Conall, przekręcając łeb i patrząc ciepło tymi swoimi bursztynowymi ślepiami.
Liam zmarszczył nos i po chwili wyciągnął łapę, trącając go lekko w pysk. Uch, no i masz. W takiej formie nie czuł tak przyjemnie jego sierści jak na nagiej, ludzkiej skórze.
— „To się napatrz, bo więcej nie zobaczysz” — oznajmił.
— „Czemu?” — Szary wilk podsunął się bliżej i polizał jego bark z troską.
Liam zerknął na niego z góry, wyraźnie zastygając. Chociaż gwałtowne dudnienie jego serca było niemalże słyszalne.
— „Już mówiłem. Nie zamieniam się w wilka przy kompanach”.
— „Ja nie jestem kompanem. Jestem na razie obcym”. — Conall dalej lizał jego sierść, jakby nigdy nic.
— „To nie zmienia faktu, że mogę być wilkiem tylko w swojej lub wroga obecności. Ty wrogiem nie jesteś”. — Liam starał się mówić spokojnie i logicznie, ale jego myśli szalały. Nie potrafił ich uspokoić, a gorący język Conalla nie pomagał.
— „Nie zrobisz mi krzywdy” — zapewnił młodszy wilkołak, liżąc go coraz wyżej po karku.
— „Jak sam sobie tego nie mogłem wmówić, to ty też nie dasz rady” — warknął Liam, odsuwając się od niego i gwałtownie przybierając ludzką formę. Oddychał ciężko, siedząc przed nim nago i podpierając się rękami za plecami. Miał mokre ślady na skórze w miejscach, gdzie lizał go Conall.
Ten westchnął ciężko i usiadł przed nim, nadal w wilczej formie.
— „Jesteś pewny, że dałbyś radę?” — spytał poważnie z czujnie postawionymi uszami.
— Co…? — mruknął nieprzytomnie Liam, przeczesując włosy palcami i powoli się uspokajając. Zdecydowanie wolał ludzką formę.
— „Że dałbyś radę mnie pokonać w walce”. — Conall zmarszczył nos, pokazując zęby.
Mężczyzna popatrzył na niego czujnie, po czym pozwolił sobie na lekki uśmiech.
— Jak powalczę u twego boku dłużej, to ci powiem. Ale nie miałbyś ze mną łatwo, mój mały psiaku. Gdy jestem wilkiem, robi się ze mnie niezła bestia. — Zaśmiał się gorzko i wstał, by zebrać rzeczy z podłogi.
Conall popatrzył na niego uważnie, po czym niespodziewanie zaszedł mu drogę przed jego spodniami i porwawszy je w zęby, uciekł z nimi do sypialni. Aż ślizgał się na podłodze.
A Liam otworzył usta w jawnym szoku i ruszył za nim, usiłując powstrzymać cisnący mu się na usta uśmiech. Ten szczeniak był rozbrajający.
Stanął w progu sypialni, krzyżując ręce na piersi, udając złego.
— No i co wyprawiasz, szczeniaku? — spytał z komicznie poważnym wyrazem twarzy.
— „A jak myszysz?” — wymruczał Conall niewyraźnie ze spodniami nadal w pysku. Zniżył się na przednich łapach, gotując się do zabawy.
— Za dużo czasu spędziłeś na czterech łapach — odpowiedział mężczyzna karcąco, ruszając w jego stronę.
Conall od razu odskoczył, bez problemu unikając złapania.
— „A ty na dwóch”.
— Głupi szczeniak — podsumował Liam, równocześnie starając się go zapędzić do rogu niedużej sypialni. Problemem było tylko to, że stało tu niewiele mebli, więc Conall miał dużo miejsca, by mu się wyśliznąć. — Oddawaj, bo obślinisz.
Szary wilk spojrzał na spodnie w swoim pysku.
— „Za późno!” — Zaśmiał się i czmychnął mu niemalże między nogami. Uch, byłoby łatwiej, gdyby łapy tak się nie ślizgały na tej podłodze.
Liam wreszcie parsknął szczerym śmiechem i obrócił się za nim gwałtownie. Udało mu się skoczyć na wilka, chwycić go jedną ręką wokół szyi, drugą ciągnąc za nogawkę jeansów. Wilk zaskomlał, jeszcze chwilę tarmosząc się z mężczyzną o jego spodnie, ale w końcu je puścił i obróciwszy pysk, cały zadowolony, liznął Liama w policzek. Ten spojrzał w te jego bursztynowe oczy, po czym podrapał go za uszami, wzdychając cierpiętniczo.
— No, tych gaci teraz na pewno nie założę — mruknął, patrząc na obślinione kieszenie na tyłku.
Wilk wystawił język, śmiejąc mu się bezczelnie w twarz. Czuł ciężar Liama, leżącego na nim całym ciałem. Ponownie liznął go po twarzy. Wręcz nie wierzył, że dało się z tym niekiedy zimnym mężczyzną tak funkcjonować. A wystarczyło trochę go rozluźnić zabawą.
— A może byś się tak już w człowieka zamienił? — spytał Liam, unosząc brew i wycierając twarz z uśmiechem, który błąkał mu się na ustach. Czuł się przyjemnie zrelaksowany.
Wilk pod nim szybko wykonał polecenie, a jego ciało utraciło futro i wydłużyło się do ludzkich rozmiarów.
— Lepiej? — zamruczał, oblizując usta, które były wyszczerzone w błogim uśmiechu.
Liam zapatrzył się na niego, chwilowo przestając się ruszać. Okej… Tak jest inaczej. Teraz czuł gorąco jego skóry na swojej, nagiej. Zrobiło się bardziej… intymnie.
— Hm… Tak, raczej wolę ludzką formę…
— A myślałem, że lubisz moje futerko. — Młodszy chłopak zaśmiał się i podniósł lekko głowę, by ponownie polizać go po policzku, tym razem bardzo delikatnie.
— Bo lubię — przyznał mężczyzna, unosząc dłoń do jego twarzy i dotykając lekko włosów. — Ale przez futro nie czuję twojej skóry — mówiąc to, musnął go drugą dłonią po boku.
Conall westchnął, czując ten elektryzujący dotyk. Nie do końca rozumiał sytuację, w jakiej się znalazł, ale był zadowolony, że okna zostały zasłonięte. Trochę nieśmiało położył swojemu opiekunowi rękę na karku i uniósłszy głowę, liznął jego usta. Po czym, z bijącym jak oszalałe sercem, musnął je wargami. Poczuł, że Liam odruchowo rozchylił usta.
Mężczyzna czuł się trochę, jak kiedy był wilkiem. W ludzkiej formie rzadko kiedy serce tak szybko mu dudniło.
Objął chłopaka dosyć delikatnie, kładąc mu dłoń na plecach i przyciskając trochę bardziej do siebie. Było mu lekko, gdy czuł go blisko. I nie miał pojęcia, czym to wytłumaczyć, bo jeszcze wczoraj najchętniej by się go pozbył.
Młodszy wilkołak, zaskoczony tym, że nie został odepchnięty ani ugryziony i przepędzony za swoje zachowanie, uśmiechnął się i ponownie dotknął wargami ust Liama. Tym razem pewniej i na dłużej. Co go znów zaskoczyło, otrzymał kolejną pozytywną odpowiedź na swoje zapędy, gdy Liam oparł się drugą ręką na podłodze, zawisając nad nim i po chwili wahania odpowiadając na pocałunek.
W głowie mężczyzny panował chaos. Zaczęło mu do niej napływać wiele sprzecznych myśli, ale jakaś zwierzęca pasja nie pozwoliła mu oderwać ust od tego chłopaka. Jakby jego umysł jeszcze nie przestawił się na bycie człowiekiem. A Conall od razu pogłębił pocałunek, masując go jedną ręką po karku, drugą podpierając się na podłodze. Liam pogłaskał go po boku, sunąc ręką w górę jego ciała, aż do szyi, by podrapać ją paznokciami.
Wreszcie niespodziewanie oderwał się od pocałunku i spojrzał mu w oczy.
— Chyba… powinniśmy pójść na patrol…
Conall momentalnie zamienił się w wilka i pospiesznie wypełzł spod niego. Podwinął ogon i odsunął się.
— „Tak… Masz rację. Przepraszam” — zaskomlił, spuszczając łeb.
Mężczyzna aż zapatrzył się na to jego smutne spojrzenie. Zrobiło mu się dziwnie niezręcznie. Przybrał na twarz swój beznamiętny wyraz, jakby to miało zatuszować jego prawdziwe emocje. Wstał i poszedł do szafy, chcąc wyciągnąć czyste spodnie.
— Spokojnie, nie masz za co przepraszać — powiedział pozornie obojętnym tonem, stojąc do niego plecami. Cholera. Całowałem się z facetem.
— „Nie…?”
— Mnie też poniosło. Zdarza się — mruknął Liam, nie odwracając się do niego i wciągając spodnie. Chłopak był słodki, ale wiedział, że przecież sam i tak nie mógł mieć towarzysza. Ich partnerstwo było chwilowe, a zapewne, gdy góra przekona się do Conalla, wyślą go do jakiejś grupy.
— I nie jesteś zły? — Usłyszał za sobą ludzki głos. Trochę drżał, ale wyraźnie z każdym słowem był coraz bliżej.
— Nie — odparł, wzruszając ramionami, zapinając rozporek i wreszcie odwracając się.
Chłopak stał przed nim, nadal nagi i patrzący przenikliwym, ciepłym spojrzeniem.
— To mogę jeszcze raz cię…? — Słowa utknęły mu w gardle. Dał radę tylko oblizać usta.
Liam poczuł, jak niemal robiło mu się ciepło przez te bursztynowe ślepia. Chciał po prostu go do siebie przyciągnąć i pocałować, ale czuł niepokój, bo miał wrażenie, że zbyt łatwo może się do niego przywiązać.
— Lepiej nie. — Uśmiechnął się więc krzywo, maskując swoje odczucia.
Conall tylko spuścił wzrok i skarcił się w myślach za swoją naiwność.
— No tak… Racja — mruknął, idąc do kuchni, w której zostawił swoje rzeczy. W połowie drogi jednak się zatrzymał. — A możesz wziąć tę smycz?! — rzucił, powoli się ubierając. Nie był pewien, czy nie będzie miał po jakimś czasie dosyć ludzkiej postaci.
— To skoro chcesz iść jak pies, to po co się ubierasz?! — zawołał Liam, ale wyciągnął z szafki obrożę i smycz. Zaraz potem ruszył za nim, żeby ubrać koszulę, która walała się gdzieś w kuchni.
— Daruj sobie z tym psem, co? — fuknął Conall, zakładając bluzę przez głowę. — Nie wiem, czy mi się po prostu nie odwidzi i tyle.
— Och, to teraz dodatkowo będę skazany na twoje kaprysy? — Liam uniósł oczy do góry, wzdychając cierpiętniczo i ubierając się. Wolał wrócić do swojego wcześniejszego, uszczypliwego ja, niż analizować i rozmawiać o tym, co się wydarzyło.
— Nie mam kaprysów. Chcę mieć ze sobą ciuchy, żeby, jakby co, nie latać z gołą dupą po mieście.
— Teoretycznie latasz z gołą dupą, gdy jesteś wilkiem — zauważył sceptycznie Liam, nie bardzo mając pomysł, co innego powiedzieć. Wziął z wieszaka skórzaną torbę, wpakował tam smycz i obrożę i poszedł założyć buty.
— Pozory futra, pozory futra! — Conall zaśmiał się, wchodząc do przedpokoju.
Liam tylko rzucił mu krótkie spojrzenie, uśmiechając się przelotnie. Stanął, oparł się tyłkiem o ścianę przy wąskim, wysokim lustrze i zapatrzył na niego, czekając, aż będzie gotowy.
— To idziemy? — spytał chłopak, gdy uporał się z butami.
Gospodarz przytaknął i wyszedł. Zamknął za nimi mieszkanie, schował kluczyk w stałym miejscu, a potem włożył ręce w kieszenie i ruszył, nie oglądając się za siebie. Conall szedł za nim chwilę, ale w końcu zrównał się z nim na wąskim chodniku.
Dziwiło go, że taki samotnik jak Liam żył w takim miejscu. Po drugiej stronie ulicy był klub, bar i dwie restauracje, a przy chodniku stało sporo straganów z owocami i warzywami, przed którymi mieszkańcy plotkowali i wymieniali się informacjami o małej społeczności tej dzielnicy. Wydawało się więc, że była to żywa okolica, do której Liam nijak nie pasował. A może po prostu gubił się dzięki temu w małym tłumie.
Porzucił te myśli, obejrzał się i zawęszył. Nie czując obecności żadnego wilkołaka, odezwał się:
— Rzadko spotyka się wilki z takim umaszczeniem jak twoje.
— Co masz na myśli? — spytał Liam nieprzytomnie, popatrując na niego i spacerkiem podążając przed siebie. Znowu był w swoim świecie.
— No, że prawie białe.
— Ach… Zdarzają się. Jest nas… z dwóch takich w sforze. Ty masz ciekawe oczka. — Mrugnął do niego i zaraz ponownie zapatrzył się przed siebie.
— Heh, dzięki. Mam po matce. Tylko że u niej robiło to większe wrażenie, bo miała jeszcze ciemniejszą sierść niż moja.
— Hm… Musiała być ładna. Lubię czarne wilki. — Liam westchnął melancholijnie, gdy weszli na teren parku, a Conall spuścił wzrok, momentalnie smutniejąc.
— Tak, była ładna.
Mężczyzna spojrzał na niego krótko. Przeszli kilka metrów szeroką, wydeptaną ścieżką ozdobioną wzorzystymi latarniami. Zatrzymali się przy kamiennej ławce. Lian usiadł i poklepał miejsce obok siebie. Ta część parku była naprawdę urokliwa.
— To plemię, o którym wspominałeś, ją wykończyło? — spytał wprost.
— Tak. — Chłopak usiadł obok, czując, że wpadł w dziwną zadumę. Dość ponurą, mimo że pogoda była ładna, wszędzie czuć było zapach drzew, a po błękitnym niebie leniwie przesuwały się białe chmury.
— A reszta? Ojciec, rodzeństwo? — zapytał Liam, automatycznie wyciągając rękę, żeby zmierzwić mu włosy, ale ostatecznie tylko położył ją na oparciu.
— Widziałem, jak ojca wloką po ziemi, a brat jeszcze ze mną chwilę walczył. — Chłopak oparł łokcie na udach, a głowę na dłoniach. — Lecz kiedy i jemu Kama, samica alfa z tamtego stada, wgryzła się w gardło i zobaczyłem, że zostałem sam, uciekłem jak ostatni tchórz — odpowiedział beznamiętnym głosem.
Liam słuchał go, wpatrując się w niebo i milcząc chwilę.
— Przynajmniej przeżyłeś i mógłbyś się zemścić, gdybyś chciał — rzucił wreszcie.
— A potem jeden z nich przeżyje i tak w koło? — Conall spojrzał na drugiego mężczyznę sceptycznie. — Chyba podziękuję za coś takiego.
— To walka o honor. Czasami cena ma mniejsze znaczenie.
— Żeby odzyskać honor nie trzeba zabijać! — warknął odruchowo.
— Wilki tak robią — odparł Liam znudzonym głosem, jakby powtarzał tę mantrę któryś raz.
— To widać kiepski ze mnie wilk. — Conall zaśmiał się gorzko.
— Masz rację. Większy z ciebie pies — odparł Liam, drażniąc się z nim na swój okrutny sposób, zważywszy, z jakiego tematu wyszła ta rozmowa.
— Tylko ten pies przynajmniej nie jest skurwysynem! — warknął chłopak, mając dość. Wstał i wcisnąwszy ręce w kieszenie, ruszył dalej na obchód.
Jego opiekun zmarszczył nos z zaskoczenia i irytacji. Uniósł się i poszedł za Conallem, ale nie zrównywał się z nim, tylko szedł kilka metrów z tyłu. Conall był zupełnie inny niż on. Właściwie to zupełnie inny niż wszystkie wilkołaki, z którymi miał do czynienia. Po dzisiejszym dniu był pewien, że był ostatnią osobą, której powinni powierzyć nowego.
— Będziesz tak za mną długo szedł, jak ten cień? To twoja działka, panie mistrzu pierwszego frontu. — Conall zatrzymał się, niespodziewanie odwracając do towarzysza.
Liam też stanął, patrząc na niego spokojnym, lecz nieco nieobecnym wzrokiem.
— Robimy obchód, mój mały psiaku. Nie musisz się tak wkurzać.
— To idź przodem, a nie za mną tak, jakbym to ja tu dowodził czy coś! — burknął Conall pod nosem. I po co starałem się być dla niego miły? Kurwa, nawet się nie starałem, samo jakoś tak wychodziło, aż do czasu, kiedy ten zły wilk czegoś nie pieprzył.
Liam wzruszył ramionami, ziewnął i poszedł w jego stronę. Minął go i wyszedł naprzód.
— Jak dla mnie wszystko jedno, kto idzie z przodu. I tak do walki byś się pewnie pierwszy rzucił, jak wczoraj. — Uśmiechnął się do niego przez ramię. — A niby taki przeciwko zabijaniu.
— Bo walka to co innego niż zabijanie. Lubię walczyć, co na to poradzę? — Conall w końcu się z nim zrównał. Nie chciał krzyczeć, kiedy wokół biegały dzieci.
— Niebezpiecznie blisko hipokryzji, mały.
— Czepiasz się. — Chciał dodać jeszcze, że potrafił się opanować, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Domyślał się, jak trudne mogło być dla Liama odsunięcie od sfory. Życie w samotności. Wilki nie były takimi istotami. Trudno znosiły samotność.
— Tylko zauważam fakty. — Liam wzruszył ramionami, idąc u jego boku.
Po krótkiej chwili wyczuł wyraźnie wilczy zapach. Po drugiej stronie małego lasu dostrzegł znajomą trojkę z watahy. Nie szli jednak w ich stronę. Conall także ich wyczuł i spojrzał na towarzysza.
— To ci z wczoraj?
— Mhm, to też straż graniczna — wyjaśnił Liam, skręcając w boczną alejkę. Jak się spodziewał, wilkołaki również poszły ich śladem, zachowując jednak dystans.
— To dziwne. Jakbyśmy byli śledzeni — mruknął pod nosem niezadowolony Conall.
— Bo jesteśmy. — Liam zaśmiał się krótko. — Pilnują naszego uroczego magnesu na kłopoty. Najwyraźniej stwierdzono, że ja nie wystarczam.
— Miło, że w nas wierzą. — Niezadowolony chłopak skrzywił się.
— Przezorność, mój mały, przezorność. Może to i dobrze. — Liam wzruszył ramionami obojętnie, jakby naprawdę mało go to obchodziło.
— Przezorność przezornością, ale mi się to nie podoba. Jak się tak boją, to niech mnie gdzieś indziej odeślą czy coś! — fuknął Conall, kiedy mijali jakąś dziewczynę z ładną suczką owczarka niemieckiego. Zawsze było tu sporo psów, choć te często podejrzliwie reagowały i były ewidentnie ostrożne w poruszaniu się po zieleni, najwyraźniej wyczuwając wilki.
— I tak to zrobią — odpowiedział Liam, patrząc gdzieś przed siebie, między drzewa. — Ja cię mam tylko sprawdzić, a potem dostaniesz swoją grupę.
— I rozumiem, że ja tu nie mam nic do powiedzenia?
— A co chcesz mieć? Wilki działają w sforze. Musisz mieć swój oddział.
— A ty znowu zostaniesz sam? No, bo wiesz, jakoś nie widzę tu twojej grupy…
— Ja nie mam grupy. — Mężczyzna posłał mu lekki uśmiech i znowu spojrzał przed siebie. — Mówiłem, działam sam. Z wyższej konieczności.
— Twoja wyższa konieczność jakoś do mnie nie dociera. — Conall przełknął ślinę, nie wiedząc, czy kontynuować temat. — Ci… no, ci, co ich zraniłeś, byli ci bardzo bliscy?
Liam spojrzał na niego przenikliwie i westchnął ciężko. Nie chciał o tym rozmawiać w tak słoneczny dzień, kiedy starał się wypierać z głowy wszelkie myśli o sporach klanów, szczeniakach zamieniających się w wilkołaki i nieakceptującej go sforze.
— Towarzysze. Tacy, u których boku trochę się tych bitew stoczyło.
— I jak to się stało?
— A ciebie co to tak obchodzi, hm? — Uniósł brew, patrząc na niego sceptycznie, z poważnym wyrazem twarzy. Nie chciał o tym rozmawiać.
— Bo jestem ciekawy?
— A ja nie czuję potrzeby zaspokojenia twojej ciekawości. — Liam poklepał go po ramieniu, więc Conall tylko westchnął ciężko i zaśmiał się pod nosem.
— Cóż, zawsze warto było spróbować.
Mężczyzna przetrzepał mu odruchowo włosy i powiedział:
— Jutro mamy wolne. Wybierzemy się po jakieś ciuchy dla ciebie. Moja szafa cierpi, a wydaje mi się, że wolisz ciemne rzeczy, których u mnie są znikome ilości. — Uśmiechnął się kątem ust. — No i przydałoby się żarcia znowu nakupować.
— O taaak! — Conall ucieszył się od razu. — I wygodne buty. Bez urazy! — Zaśmiał się, uśmiechając się szczerze i ciepło do mężczyzny. Wieść o oderwaniu się na chwilę od spraw sfory szybko poprawiła mu humor.
— Spoko. — Liam o dziwo odpowiedział szczerym uśmiechem, patrząc na tę jego zadowoloną buźkę. Lubił ją taką. Nie dokładał mu, że powinien jutro w czasie „wolnego od spraw sfory” zająć się trochę sprawami swojego ludzkiego życia i zarobić trochę pieniędzy. Cieszył się swoją zdalną pracą, ale była na tyle mało ciekawa, że nie było co poruszać tego tematu z tym młodzieńcem.
— A później fajnie by było trochę poćwiczyć. Znasz jakieś dobre miejsce? — Odwrócił się, teraz idąc przodem do Liama.
— Ćwiczyć? — Liam uniósł brew, idąc powoli z rękami w kieszeniach. — Masz na myśli siłownię czy coś bardziej… dzikiego? — Oczami wyobraźni już zobaczył Conalla w wilczej postaci, biegającego po lesie za zającami. Aż parsknął w duchu na tę myśl.
— No, coś bardziej… naturalnego. Wiesz, jakieś stare magazyny czy coś.
— Możemy poćwiczyć w tym opuszczonym budynku, w którym dzisiaj miałeś przesłuchanie — zasugerował Liam, po czym otworzył szeroko usta i ziewnął przeciągle. Miał ochotę na drzemkę.
— O, to super! — Conall ucieszył się, szczerząc radośnie. Dawno nie miał okazji dobrze się wyszaleć. Potrzebował pozytywnych emocji, które zawsze temu towarzyszyły. — A ty nie miałbyś ochoty ze mną trochę potrenować, co?
Liam zastanowił się chwilę, po czym uśmiechnął na swój sposób.
— Chętnie cię przetestuję.
— Będę miał chociaż praktykę z walką z człowiekiem.
— Może ci się kiedyś przydać. Nie wszystkie wilki lubią walczyć w zwierzęcych formach.
— Wiem. Dlatego będziesz miał nade mną przewagę. Ty już się przyzwyczaiłeś, a ja niezbyt miałem okazję.
— Jako wilk też miałbym przewagę — droczył się z nim Liam, wychylając się bardziej w jego stronę i szczerząc swoje, choć ludzkie, dłuższe kły.
— Możliwe. Ale nie dane będzie mi w to uwierzyć. Cóż, trudno! — Conall westchnął teatralnie i wzruszył ramionami.
— Musisz to przełknąć, mały.
— Dobra, dobra, zobaczymy jutro! — odpowiedział ze śmiechem, odwrócił się sprężyście i podążył dalej ze znacznie lżejszym sercem.

14 thoughts on “Outsider – 2 – Silny instynkt zabójcy

  1. Katka pisze:

    Saki, ja też nie wiem, więc jesteśmy dwie XD Dobry polonista by się przydał. I tak, Liam wcześniej nie był z mężczyzną, dobrze zrozumiałaś. I tez uwielbiam Conalla w postaci wilczka, robi się z niego taki… pupilek. Liam lubi to XD

  2. saki2709 pisze:

    „Chłopak pparł łokcie na udach i głowę na dłoniach.”- „oparł”
    Co do poprzedniego komentarza: jeśli chodzi o zrzucanie sierści, to ok. Po prostu źle zrozumiałam :) A jeśli chodzi o tego mężczyznę, to sama właśnie nie wiem. Tam jest „nie szarpnąć”, a ja nigdy nie wiem jak to jest z tym „nie”.

    Rozdział super. Kocham Conalla w postaci wilczka. Taki z niego uroczy psiak. A buziak gorący. Już się nie mogę doczekać kiedy to zabrnie dalej. Coś niewyżyta jestem ostatnio XD Czyli Liam nie był wcześniej z facetem? Czy ja znowu coś źle zrozumiałam?

  3. Katka pisze:

    Shin, wiemy o co chodzi. A czy wolę „seme” pisać… hm… szczerze to lubię harmonię i czasem móc pisać dominujących, a czasem pasywnych. Źle mi, jak mam znaczną przewagę jednych bądź drugich, więc staramy się tworzyć mniej więcej po równo, chociaż to różnie wychodzi. Ale lubimy różnorodność i przyjmowanie różnych ról :)

  4. kkohaku pisze:

    ha ha myślałam, że któraś po prostu bardzo lubi tematykę wilkołaków i rzuciła pomysł :D z chęcią zabiorę się za resztę ale to po sesyjce :) jeszcze 11 dni i koniec xDD
    Liam – Shiv
    Conal – Ty ?:)

  5. Katka pisze:

    Kohaku, pomysł ogólny :) Szło totalnie na żywioł, a zabrało się od „to może wilkołaki popiszemy?” XD No i potem historyjka sama się rozwinęła. Super, że się przekonujesz! :D Mam nadzieję, że dalej też Ci się będzie podobać :D

  6. kkohaku pisze:

    przyznam szczerze, że pierwszy rozdział nie przypadł mi do gustu, a zwłaszcza..pomysł? wydawało mi się dziwaczne, że są wilki, że bronią granic i w ogóle takie .. dziwne xD no ale ten rozdział zmienił moje zdanie, może dlatego ,że wszystkie informacje zostały poukładane. He he i bardzo podobała mi się scenka zmiany Liama w wilka i jak Conal lizał go. Ta różnica między być człowiekiem a wilkiem jest widoczna, ale napisana tak, że jest to zrozumiałe i przyjemne. Conal jest uroczy pod postacią wilka :) Liam charakterem jest powalający, taki spokojny ale ..pociągający z tą mroczną, morderczą .. wadą? jak będę mieć więcej czasu to zabiorę się za kolejne rozdzialiki :) a której to pomysł był ogólny ?:)

  7. raya pisze:

    ooo właśnie do was trafiłam XDD pocałunek był megasłodki :D a opek na razie zapowiada się nieźle!

  8. DaughterOfWind pisze:

    Ssssłodko XD Nie no, naprawdę świetnie się to czytało. Mimo, że na samym początku nie byłam zbyt przychylnie nastawiona do tego opowiadania.
    I jestem zaskoczona, że tak szybko coś nowego ;)
    Haha, i prawda, może i zalatuje zoofilią XD Ale tamm… Zoofilia uosobiona jakoś tak bardzo mnie nie razi ^ ^’

  9. Miyak pisze:

    Hahahaha nie wiem czemu le bardzo przypadł mi do gustu ten odcinek. Takie trochę niewinny :)
    A śmieję się bo mi się śniło że ustawiłyście notkę że jak będzie około 3 komentarzy to zaraz wstawicie nową część i akurat tak wyszło że byłam 3 komentarzem :D no serio trafiłam z tym nocnym snem.
    Ale rozdział miodzio – Liam mi bardzo przypadł do gustu trochę taki flegmatyczny facet. Conall to chyba jak jest w futrze to ma ADHD :)
    Oj czekam na szybko i jeszcze
    M.

  10. kan pisze:

    Zapowiada się fajnie xD Zaczynają się spełniać moje przypuszczenie xD
    Kolejny rozdział chcę ;)

  11. Yuriko-chan pisze:

    hehe ale to jest dziwne. Nie moge sie przyzwyczaic do tej zmiany form ;P Nie wiem kiedy zachowuja sie jak wilki kiedy jak ludzie ;P strasznie sie to zaciera, ale buziaczek słodki ;P sexy takie lezenie na sobie xD hahaha zastanawiam sie czy jakby Liam pobył dłuzej w formie wilka to by sie podniecił albo cos przez to lizanie ;P mam ambiwalentny stosunek, troche mi to zoofilią zalatuje xD no ale macie jeszcze czas zeby mnie przekonac. Moze macie cos polecic o tej tematyce?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s