Fire Dragon Tattoo Studio – 15 – Umowa

Przed drzwiami studia Charlie spotkał Jasona, który męczył się z otwieraniem go. Jak każdego ranka, wydawał się być w złym humorze.
Podszedł i oparł się o ścianę, czekając, aż mężczyzna otworzy.
— Cześć — rzucił, zastanawiając się, jak burkliwą odpowiedź usłyszy.
Przeliczył się. Nie uzyskał żadnej. Westchnął tylko w duchu, ale nic nie powiedział. Wszedł do studia, kiedy Jason wreszcie otworzył i od razu poszedł zrobić sobie kawę. Wysoki tatuażysta odprowadził go wzrokiem, zachodząc za biurko, żeby sprawdzić kajet z terminami.
Charlie wrócił z gorącym, czarnym napojem, położył go na stoliku i wyciągnął się na kanapie, zakładając ręce za głowę. Obserwował Jasona, a właściwie jego liczne tatuaże. Wciąż myślał nad swoim napisem i szukał inspiracji. Starszy tatuażysta niechętnie odwrócił się do chłopaka, kiedy skończył przeglądać kajet.
— Co? — burknął, jak zwykle mało uprzejmie.
Charlie przeniósł spojrzenie z jego wytatuowanego przedramienia na chłodne, szare oczy.
— Nic no, oglądam twoje dziary. Masz jakieś napisy? — spytał, nie pamiętając wszystkiego, co Jason miał na sobie. Było tego zbyt dużo, by zapamiętać każdy szczegół, a i tak najmocniej przyciągał wzrok ten skomplikowany wzór na jego klatce piersiowej, który przedstawiał scenerię z bitwy.
— Na dupie, wiesz? — Jason prychnął kpiąco. — Po co ci to wiedzieć?
— A nie mogę? Pokaż.
Jason przewrócił oczami.
— Namolny jesteś, młody — mruknął, zdejmując czarną podkoszulkę. Podniósłszy lewą rękę, pokazał „Sit tibi terra levis!” wytatuowane na żebrach między rysunkiem białych kalii i czarnych róż.
Charlie wstał z kanapy i podszedł do niego. Pochylił się i oglądał z zachwytem. Wcześniej nie przyglądał się zbyt dokładnie jego tatuażom, chociaż pamiętał mniej więcej, gdzie jaki jest. Ale nigdy nie eksplorował ich z bliska tak uważnie.
— Co to znaczy?
— To co jest napisane — odparł zlewczo Jason. Nie czuł się w obowiązku tłumaczenia, więc zaczął zakładać z powrotem koszulkę.
— No Jason! — jęknął Charlie, powstrzymując go. — Korona ci spadnie, jak mi powiesz, kurwa?
Mężczyzna, nie przejmując się tym, założył koszulkę do końca.
— „Niech ci ziemia lekką będzie”, młody. Ucz się łacińskich sentencji, ludzie to lubią. Tak samo jak chińskie krzaczki.
Charlie oparł się tyłkiem o kontuar, bawiąc się breloczkiem.
— A chińskie krzaczki masz?
— Nie mam.
— No, a dlaczego akurat taki napis?
— Bo tak — fuknął mężczyzna. — Nie uważasz, że zadajesz za dużo pytań?
— A boli cię to? — Charlie zmarszczył się. — Pytam, bo myślę nad swoim.
— To sam nad nim myśl. Ja ci nie powiem, co masz se wydziarać. — Jason założył ręce na klatkę piersiową.
— Noż wiem przecież, ale nie mam jeszcze żadnego napisu, to pytam. To co? Nie powiesz mi skąd inspiracja? — Charlie spróbował ostatni raz.
— Z głowy… — dostał prostą odpowiedź. Jason najwyraźniej nie rozumiał tego szukania na siłę pomysłu.
— Hm… no… — Charlie zadumał się. Nie przestawał patrzeć się na jego tatuaże. Sam musiał znaleźć coś, co mu będzie pasowało.
Po tym przez dłuższy czas nie rozmawiali. Każdy zajął się sobą, aż przed południem do salonu wkroczyła Kate. Jej godziny pracy bywały różne. Przynajmniej według niej. Przychodziła o dość niesprecyzowanych porach, chyba że akurat miała zaplanowane wizyty.
— Hej, chłopaki! Jak tam? — rzuciła, kładąc na stoliku przed sofą sporą paczkę.
Charlie, który rysował przy kontuarze jakiś wzór, spojrzał na dziewczynę. Jason kiwnął jej na powitanie, a chłopak spytał:
— Dobrze, nudy… Co tam masz?
— Same dobrocie! Nowy, tytanowy surfejsik, 16 mm do Cleawage. I nowe plugi od wildcata. I też cbr-ki do mojej wargi z serii blackline, no i wreszcie te słodkie nakładki na sutki w kształcie łuków. No i tam resztę innych fajnych bajerów dla klientów. — Zaśmiała się, cała ucieszona.
— Wow… — Charlie spojrzał na nią z zaskoczeniem i uśmiechnął się pod nosem. — A kasę na te bajery dla klientów dostałaś od Mike’a, czy coś?
— Mhm. — Pokiwała entuzjastycznie głową, aż jej ciemne włosy zafalowały. — Rano wyciągnęłam go na zakupy. Zaraz przyjdzie, tylko poszedł do sklepu po jakieś śniadanie i papierosy — rzuciła luźno, zabierając się za otwieranie swojej „skrzyni skarbów”.
Jasona, który z beznamiętnym wyrazem twarzy przysłuchiwał się ich rozmowie, ożywiła ostatnia uwaga. Aż spojrzał w stronę drzwi. Była to wręcz automatyczna reakcja na imię ich szefa, którego ostatnimi czasy tak rzadko widywał.
— No wreszcie, dawno go tu nie było. — Charlie uśmiechnął się, nie zauważając zmiany w jego zachowaniu. — Pomóc ci?
— Nie, spoko, poradzę sobie — zapewniła. — A Mike był ostatnio strasznie zajęty. Jeszcze trochę i zrobi się z niego pracoholik. — Wydęła wymownie usta.
— A już nie jest? — mruknął Charlie. — Dwie roboty i papierkowa praca w domu… Ale ambicji mu z głowy nie wybijesz. Zawsze taki był.
— Wspominał, że musi sobie wziąć weekend wolny czy coś — odparła, wykładając do szuflady poszczególne pudełka, w których były sterylne kolczyki dla klientów.
Jason nic nie powiedział. To już będzie finisz ich umowy, którego nie mógł się doczekać. Mike pewnie mniej, ale tak się umówili, więc nie miał wyboru.
Charlie nie miał pojęcia o żadnej umowie i niczego się nie domyślał. Za to cieszył się, że Mike sobie odpocznie. Sam Mike inaczej się na to zapatrywał, ale kiedy kilku minut później wszedł do salonu, miał spokojny wyraz twarzy. Trzymał między zębami kanapkę, otwierając butelkę z sokiem.
Skoncentrował wzrok na kumplu, który siedział z Kate i coś omawiał. Jasona postanowił na razie ignorować. Wiedział, że to głupie, ale denerwował się. Mężczyzna za to poczuł dziwną ulgę, gdy go zobaczył. Nie było drania w studiu kilka ostatnich dni, pomyślał z irytacją i patrzył, jak jego szefuńcio wcina śniadanie.
— Hej — rzucił Charlie.
— Hej. Jak tam? Stęskniłeś się? — zażartował przybyły, targając młodego tatuażystę po włosach.
Charlie uśmiechnął się półgębkiem.
— Zabiłem ten czas z kimś innym — odpowiedział, zdając sobie sprawę, że przy Rushu nie myślał tak wiele o Mike’u. Przestał też Greya do niego porównywać, co dla niego samego było dziwne, bo dotychczas każdego faceta oceniał przez pryzmat przyjaciela.
— Z kimś innym? — Mike uśmiechnął się. — Czyżby nastały dla mnie piękne czasy wolności? — prychnął, a Kate roześmiała się razem z nim.
— Oż, moją… ee, słabość i tak trzymałem na wodzy — mruknął zmieszany Charlie.
Jason tymczasem odchrząknął cicho, uśmiechając się pod nosem. Miał inną teorię co do wolności Mike’a. Manager zerknął na niego, chwilę zatrzymując na nim spojrzenie bez wyrazu, aż w końcu wyjął z torebki z marketu paczkę papierosów i rzucił ją do Jasona. Po tym ponownie odwrócił się do Charliego, dalej go męcząc.
— Nie pójdziesz ze mną zapalić? — spytał najstarszy mężczyzna, uśmiechając się i podrzucając w dłoni paczką papierosów.
— Zaraz.
Jason skinął głową i wyszedł przed studio. Może zapalić jednego, a z drugim poczekać na Mike’a. Rzucił mu jeszcze przeciągłe spojrzenie i wychodząc ze studia, już trzymał między wargami fajka.
Po jakimś czasie, kiedy dopalał pierwszego papierosa, za róg studia zaszedł Mike. Bez słowa wziął szluga od Jasona i oparł się o ścianę, zaciągając się mocno. Mężczyzna przydeptał niedopałek podeszwą i zanim zapalił następnego, odezwał się.
— Co mnie tak unikałeś?
— Nie unikałem. Byłem zajęty. — Mike westchnął ciężko.
— I nie boisz się mnie? — Jason zaśmiał się chrapliwie i zapalił drugiego papierosa.
— Skąd ten pomysł? — Manager spojrzał na niego poważnie, choć w głębi duszy czuł nieprzyjemne ciarki, że minął czas jego „nietykalności”, za którą teraz będzie musiał zapłacić. Nie cieszyło go to. Obawiał się zostawać z Jasonem sam na sam, ale rodzice uczyli go, by być słownym człowiekiem. Dlatego nie miał zamiaru się wycofać. To byłoby poniżej jego godności.
Jason pochylił się do jego ucha i szepnął:
— Widzę.
Był w wybitnie dobrym humorze, co można było wyczytać po jego uśmiechu. Oczywiście nieco wrednym.
Mike odsunął się od razu i pokręcił głową.
— Super — mruknął pod nosem, a Jason oparł się z powrotem o mur.
— To jak, szefuńciu? O której do mnie wpadniesz?
— Ty wiesz, że mi się to w ogóle nie podoba, prawda? — chłopak niemal warknął na mężczyznę, mimo że był zły na siebie, że się w to wpakował.
— Taka była umowa. — Starszy tatuażysta wzruszył ramionami, patrząc na niego bacznie. Jemu też się nie podobało, gdy nie miał przez ostatnie dni z kim wyjść na fajka. Uważał, że teraz należała mu się nagroda.
— Wiem! — fuknął Mike. — O której mam być? — spytał, zaciągając się mocno papierosem i nie będąc w stanie nic poradzić na zaistniałą sytuację.
Jason oblizał dolną wargę, popatrując na niego.
— Ósma wieczór. Pasuje ci?
Mike tylko wzruszył ramionami.
— Jak sobie chcesz — jęknął, rzucając papierosa i gasząc go butem. — Tylko żebyś nie przegiął.
— Spoko, chcę sobie tylko pomacać. — Jason zaśmiał się, dopalając swojego. Tak naprawdę chciał dużo więcej, ale nie miał zamiaru znowu przesadnie przeginać. Miał swoje granice.
Mike przewrócił oczami. I właśnie to go martwiło. Dla Jasona było to „tylko”, a dla niego „aż”.
Mężczyzna dopalił swojego papierosa i zgasił go obok poprzedniego.
— Jak z Charliem się lizałeś, to i mnie wytrzymasz. — Puścił mu buziaczka w powietrzu.
Zszokowany Mike otworzył usta, ale szybko je zamknął.
— Skąd to niby wiesz? — syknął, czując, że chyba się rumieni, przez co Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Można powiedzieć, że twój kochany Charlie ma długi języczek i zwierzał się nie tej osobie, co trzeba.
Mike zagryzł zęby. Przemielił w ustach kilka przekleństw, po czym rzucił wściekłe spojrzenie mężczyźnie.
— Po pierwsze, nie „mój kochany Charlie” tylko „Charlie”. A po drugie, on to co innego.
— Taaa? Co innego? Też facet.
— Tak, ale umie się kontrolować i nie maca się jak zboczeniec przy mnie po jajach!
Jason zarechotał głośno. Podobało mu się to, co widział. Lubił Mike’a w stanie silnej ekspresji.
— Ciśnienie ci rośnie, szefuńciu — rzucił z uśmiechem, a w odpowiedzi na jego słowa, miał ochotę dotknąć się po przedzie spodni. Ale postanowił nie przeginać. Mimo wszystko wolał, żeby się na niego Mike nie obrażał.
— Oczywiście, że mi rośnie! Postaw się w mojej sytuacji. — Manager studia naburmuszył się, zakładając ręce na klatce piersiowej i opierając się ponownie o mur. Musiał jeszcze raz zapalić.
— Sam chciałeś — mruknął Jason, wyciągając do niego pytająco paczkę. — Miałeś swoje dwa tygodnie spokoju.
Mike od razu wziął papierosa i zapalił. Co się ze mną dzieje przy tym przeklętym facecie? Jeszcze mi się nałóg pogłębi.
— Miałem, miałem. Ale co mi po nich, skoro i tak siedziałem nad papierami? — fuknął, mocno się zaciągając.
— Umowa — burknął Jason. — Ja dotrzymałem swojego. Teraz twoja kolej.
— A czy ja powiedziałem, że jej nie dotrzymam? — Mike zwiesił głowę, kląc pod nosem. — I jeszcze u ciebie… — mruknął do siebie.
— Ty mieszkasz ze starymi. — Mężczyzna wzruszył ramionami. — Chyba nie chciałbyś, żeby twój tatuś zobaczył, jak się ładnie bawimy, hmm?
— A widziałeś ich ostatnio?
— Nigdy ich nie widziałem.
— No właśnie. Oni prawie nie mieszkają w domu.
— Ta? To się ciesz, masz wolną chatę — odparł i po chwili namysłu pochylił się do niego. Chwycił za dłoń w nadgarstku i przyciągnął sobie do warg jego papierosa.
Mike cały zesztywniał, ale nie wykonał żadnego gestu, żeby uciec. Jason ze spokojem wypuścił dym z płuc i dopiero wtedy puścił jego rękę.
— Może być u ciebie, jak chcesz — powiedział wreszcie.
Mike zmierzył go spojrzeniem, po czym sam zaciągnął się papierosem.
— Chcę… — fuknął.
— Spoko, to ja wpadnę o ósmej. — Jason mrugnął do niego, chociaż średnio mu się podobało, że będzie się musiał do niego tłuc autobusem. Już nie miał samochodu z racji pewnych niepowodzeń. Ale niech mu już będzie. Liczył, że to, co zastanie na miejscu, mu to zrekompensuje. Tak naprawdę już nie mógł się doczekać.
Mike zastanowił się, po czym pokiwał głową, kończąc swojego papierosa.
— Masz na taryfę?
Mężczyzna prychnął.
— Nie bój się o mnie, będę na czas.
— Nie boję się — warknął Mike, odrzucając wypalonego już papierosa i ruszając w stronę salonu.
Zgarbiony Jason podążył za nim jak cień, wykręcając palce, aż kości strzyknęły.
— Oj, nie bocz się na mnie.
— Nie boczę, kurcze. Nie wkurzaj mnie po prostu, co? — mruknął Mike, zatrzymując się przy szklanych drzwiach. Nie chciał tej rozmowy przenosić do studia.
— A czymś ja cię niby wkurzam? — Jason uniósł brew pytająco.
— Tak. I koniec tematu. Praca czeka — przypomniał mu chłopak, widząc, że Kate już im się przygląda.
— Jak se chcesz — burknął mężczyzna. Mike był wybitnie podenerwowany, a Jason wiedział dlaczego. Mógłby zmięknąć i mu darować, ale nie tym razem. Za długo na to czekał.
Minął go i wszedł do środka.

***

Było za piętnaście ósma, kiedy Jason wysiadł z autobusu najbliżej mieszkania Mike’a. Z ciężkim westchnieniem szybkim krokiem ruszył w stronę posesji. Punkt ósma zadzwonił do domofonu przy bramie.
Mike z ciężkim sercem wyszedł mu otworzyć. Denerwował się i starał się to zniwelować za pomocą whisky. Wypił jedną szklankę, ale wcale nie zrobił się spokojniejszy. Teraz, kiedy zobaczył Jasona, jeszcze bardziej się spiął. Ale na wyrzuty do siebie było za późno. Otworzył i zaprowadził go do salonu. Jego rodziców nie było w domu, a przestrzeń i cisza wręcz przytłaczały.
Jason powodził nosem wokół Mike’a.
— Co to za zapach?
Chłopak odruchowo się cofnął.
— Hm? Whisky? — Sięgnął po butelkę. — Chcesz? — Sam czuł, że by się jeszcze chętnie napił.
— No, możesz nalać — wymruczał gość chropowatym głosem, nie odstępując Mike’a na krok.
Chłopak sięgnął po szklanki i nalał im po równo. Wcisnął mężczyźnie alkohol w rękę i minął go, aby usiąść na kanapie. Od razu napił się łyka.
Jason zaśmiał się pod nosem i nim usiadł, też łyknął alkoholu. Mmm, bardzo dobre whisky, pomyślał. Lubił drogie alkohole, ale nie zawsze było go na nie stać.
Pili jakiś czas w milczeniu, chociaż Mike dosyć szybko opróżnił swoją szklankę. Czuł, jak alkohol rozgrzewa go od środka i jako tako relaksuje.
Spojrzał na Jasona i burknął po chwili:
— No? — Chciał już mieć to za sobą.
— Co „no”? — Mężczyzna zamierzał chwilę się z nim podrażnić. Przysunął się bliżej na kanapie. Dziwnie skrzypiała, bo była obita skórą. Niespecjalnie to lubił, ale nie to teraz podlegało jego percepcji, ani to całe snobistyczne wyposażenie obszernego salonu. Skupiony był na swoim szefie, który teraz spojrzał na niego, czujny i spięty.
— Wiesz przecież — mruknął, wykrzywiając swoje kształtne wargi.
— Wiem — zamruczał chrypliwie Jason, patrząc chłopakowi w oczy i kładąc swoją długopalczastą dłoń na jego udzie. Było ciepłe.
Ten zadrżał widocznie. To już? Siedział nieruchomo, ale z drugiej strony alkohol trochę go rozluźniał.
— No… I co zrobisz? — spytał, starając się mówić pewnie. Wolał wiedzieć, co go dokładnie czekało.
— Nic strasznego. — Mężczyzna westchnął naładowanym emocjami głosem, przesuwając dłoń w górę jego uda. Pochyliwszy twarz do szyi Mike’a, pocałował ją lekko i niespiesznie. Och, tak cudnie pachnie.
Chłopak poczuł wstręt i ostatkiem sił opanował się, żeby go nie odepchnąć. Aż zrobiła mu się gęsia skórka na szyi. „Nic strasznego”. Jeśli to nie było najgorsze, co mogło go spotkać, to już nic nie chciał wiedzieć. Stęknął cierpiętniczo do swoich myśli.
— Jest aż tak źle? — Usłyszał głos Jasona, który ciepłym powietrzem owiewał jego ucho.
— Zniosę to — odparł twardo, choć zbolałym głosem. Sam był sobie winien.
— Jesteś słodki — wymruczał zadowolony z obrotu sprawy Jason. Ale mimo że chłopak, któremu właśnie wsunął rękę za bluzkę, strasznie go podniecał, czuł gdzieś głęboko nieprzyjemne kłucie.
Mike siedział już spokojnie, a jego zdenerwowanie było widoczne tylko po napiętych mięśniach i nerwowych spojrzeniach, które rzucał Jasonowi. Spróbował nawet zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że to nie facet go maca, ale było to nierealne. Jason miał nie tylko za duże ręce, ale i ogólnie czuć było od niego, że jest stuprocentowym mężczyzną.
Dotykał go niespiesznie, jakby chciał zapamiętać najwięcej szczegółów. Nie był jednak zbyt nachalny, a wręcz delikatny. A co najbardziej Mike’a uspokoiło, nie dobierał się do jego rozporka. Miał nadzieję, że tego nie zrobi. Odchylił głowę do tyłu na oparcie, oddychając w miarę spokojnie.
— No… ile jeszcze? — mruknął niecierpliwie.
Usłyszał tylko ciche westchnienie, a potem poczuł ciężar głowy opierającej mu się na ramieniu oraz oplatające go w talii ręce.
— Jeszcze moment.
Westchnął ciężko. Jaki ten Jason wielki. Czuł się przez niego przytłoczony. Nawet gdy Charlie go obejmował, to było inaczej.
Nic nie odpowiedział, czekając na koniec. Umowa to umowa.
Jason siedział, po prostu przyczepiony do Mike’a, nic nie robiąc.
— Mogę cię pocałować? — spytał, nie wierząc, że prosi jak skończony idiota o pozwolenie, zamiast po prostu sobie wziąć.
— Co…? — wykrztusił oszołomiony chłopak. — Tego nie było w umowie.
— Wiem.
— To nie proś — mruknął, nie ruszając się, ale Jason mógł czuć od niego zdenerwowanie poprzez szybko bijące serce i rozgrzaną skórę.
— Mhm… — Westchnął ciężko w kark chłopaka. — Dobrze mi — zachrypiał.
— Cieszę się — odparł Mike z grymasem, dla lepszej pozycji przekładając rękę na oparcie za jego głową.
Jason nic nie odpowiedział. Gdy tu szedł, chciał wykorzystać sytuację w stu procentach, a miał wrażenie, że zrobił to w zaledwie dwudziestu. Znowu mu odpuścił. Był za miękki.
Mike za to czuł się spokojniejszy, widząc, że Jason zamierza tylko tak przy nim siedzieć, przytulony. Co prawda spodziewał się po nim czegoś znacznie gorszego, ale nie zamierzał narzekać. Był… pozytywnie zaskoczony. Podejrzewał, że Jason nie okaże mu litości i z tą diabelską miną wyciśnie z niego, ile tylko będzie mógł.
Chwilę później mężczyzna czuł, że Mike już oddycha spokojnie, chociaż wciąż był rozgrzany.
— Na co jeszcze młodemu pozwoliłeś? — spytał niespodziewanie po dłuższym czasie milczenia.
Gospodarz zmarszczył brwi. Czuł się zmieszany przez to, że Jason o tym wiedział.
— A po co ci to wiedzieć?
— Bo chcę.
— Twardy argument — mruknął Mike z przekąsem. — Spaliśmy razem. To znaczy kleił się do mnie i zasnął przytulony. I ten buziak. Tyle. — Sam nie wiedział, dlaczego mu odpowiada, ale czuł się znacznie luźniej, gdy tatuażysta nie ciągnął tych pieszczot dalej.
— To zostanę do rana — zadecydował Jason.
Mike nie rozumiał, jak ta konkluzja mu wyszła z jego odpowiedzi.
— Po co?
— Żeby też się z tobą przespać — odpowiedział mu ochrypły i wredny śmiech w jego własne ramię.
— Nie wiem, czy pamiętasz, Jason, ale już to zrobiłeś — odparł Mike z grymasem. — U ciebie w mieszkaniu, obudziłem się, bynajmniej nie spodziewając się tego, z tobą obok.
— No i co z tego? Wtedy byłeś pijany — wypomniał mu.
— Z Charliem też byłem pijany. To nie ma znaczenia.
— Ale się zgodziłeś. Też chcę zgody. — Jason zaśmiał się, odklejając się od chłopaka i patrząc na niego rozbawionym, drapieżnym spojrzeniem.
Mike aż miał ochotę zaśmiać się na ten widok.
— Umowa brzmiała „macanko za dwa tygodnie spokoju”. Nie przypominam sobie punktu, w którym leżysz zwalony na moim łóżku.
— Bo to już nie jest umowa. — Jason wyszczerzył się wrednie. — To będzie twoje podziękowanie, że tak mało wykorzystałem swoje przywileje, które zapewniła mi umowa.
Mike musiał przyznać mu rację. Niewiele było z tego „macanka”. Głównie się poprzytulał. Westchnął ciężko.
— No… — mruknął. Nie był pewien sytuacji. „Mieć w łóżku Jasona” nie brzmiało dobrze.
— Cykorzysz? — Mężczyzna zaśmiał się wrednie i odsunął na chwilę tylko po to, żeby sięgnąć po papierosy.
— Przed czym niby? — prychnął Mike i wstał do barku, żeby przynieść butelkę. Po krótkim zastanowieniu wyciągnął z szafki czekoladowe ciastka i wrócił ze wszystkim na kanapę, wsadzając sobie od razu jedno do ust.
— Przed tym, że do czegoś dojdzie. — Jason zapalił papierosa i sięgnął po ciastko, jakby nigdy nic.
— Do niczego nie dojdzie — wycedził stanowczo Mike, przeszywając go wzrokiem. Nalał im whisky. Jasonowi więcej, bo znał jego mocną głowę, a sam już i tak sporo wypił.
— Ale boisz się, że dojdzie — prychnął starszy mężczyzna, zaciągając się papierosem i odchylając się na oparciu kanapy. Lubił spędzać czas z szefem. Samo drażnienie się i słowne przepychanki były relaksujące i przyjemne.
— Bo jesteś nieprzewidywalny.
— Przesadzasz — zbagatelizował.
Mike uniósł sceptycznie brew, ale nic nie powiedział. Zamiast tego napił się ze swojej szklanki. Jason wyszczerzył się do niego i zaciągnął się papierosem. Chłopak w tym czasie wcinał ciasteczka.
— Teraz dalej mnie będziesz dręczył? — spytał wreszcie. Te dwa tygodnie spokoju mu się podobały.
— W jakim sensie? — Jason sięgnął po szklankę, żeby się napić.
— W takim jak dotychczas to robiłeś, zanim zawarliśmy umowę.
— Jarasz mnie. Co się dziwisz? — prychnął.
Mike skrzywił się. Może nie powinien był zaczynać tej rozmowy. Odpowiedział jednak:
— Robisz to złośliwie. Jakbym cię tylko jarał, umiałbyś się powstrzymać.
Jason obruszył się, biorąc kolejnego łyka alkoholu, nim odpowiedział.
— Ej no! Po prostu nie jestem takim frajerem, jak ten twój Charlie.
— Przynajmniej, kurwa, umie zastopować, a nie, jak ty mnie macasz w pracy! — warknął Mike, dopijając za jednym razem swój napój.
— Co poradzę? — Jasona wzruszył ramionami. — I nie pij tyle, bo wystawisz mnie znowu na ciężką próbę.
Mike odstawił szklankę i opadł na oparcie z ciężkim westchnieniem. Z Jasonem się fajnie gadało… mimo wszystko… Ale strasznie wkurzało go to podwalanie się.
Jason zaśmiał się i sam napił się większego łyka. Chłopak siedział cicho. Zjadł tylko jeszcze jedno ciastko, ale rzeczywiście już nie pił.
— To jak? — spytał w końcu Jason, nalewając sobie do kieliszka.
— Hm?
— Mam się wynosić, czy mnie przenocujesz? — Mimo że spytał, czuć było, że nie wyniesie się szybko.
— Nie wiem no — burknął Mike. Znał Jasona. Jeśli mu teraz nie pozwoli, to pewnie sobie potem znowu „odbije”, jak to mawiał. — To mnie odrzuca, wiesz?
— Wiem.
— No i nic cię to nie rusza… — Przewrócił oczami.
— Jakbym powiedział, że rusza, to i tak byś nie uwierzył.
— Trudno zaprzeczyć — odparł Mike i po chwili zastanowienia rzucił z ciężkim sercem. — Możesz zostać.
— Mhmm… — mruknął Jason, jakby i tak już wcześniej był tego pewien. — Masz coś do żarcia poza tymi ciastkami?
— A co chcesz? Lodówka raczej pełna.
— Nie wiem. Zjem, co mi zrobisz.
— Sam ci nie będę robić. Chodź, to mi pomożesz — mruknął Mike, wstając i ruszając do kuchni. Też był głodny, dlatego nie oponował na tę prośbę. Prawie nic dzisiaj nie jadł przez nerwy.
Jason zwlókł się z kanapy i podążył za szefem, zabierając ze sobą swoją szklankę. Mike zerknął do lodówki i po chwili namysłu wyciągnął jajka, mleko, jakąś wędlinę, cebulę i szczypiorek, chcąc zrobić z tego omlet. Postawił od razu przed Jasonem cebulę do pokrojenia, a sam wbijał jajka do naczynia.
— I co, ja mam to niby pokroić? — mruknął rozbawiony Jason z petem w ustach. — Ty tu jesteś gosposią.
— Tak, ty masz pokroić — prychnął Mike, wyciągając z szuflady tuż przed nim nożyk i podając mu go. — Tylko nie chcę w tym popiołu.
— Spoko, prze pani. — Jason zaśmiał się, gasząc niedopalonego peta w zlewie i wyrzucając go do kosza. Nim zaczął kroić cebulę, pobawił się jeszcze chwilę nożem.
Gospodarz zignorował uszczypliwe określenie i skończył mieszać jajka z mlekiem. Widząc, że Jason jeszcze męczy cebulę, wyciągnął chleb i posmarował kilka tostów masłem czosnkowym. W końcu tatuażysta podał mu na desce ładnie pokrojoną w kostkę cebulę. Nawet nieźle sobie z tym poradził. Widać było, że robił to nie pierwszy raz.
— Dobrze się spisałem, prze pani? — zapytał, stając za jego plecami i górując nad nim.
— Dobrze, dobrze i nie drażnij się. — Mike odpowiedział śmiechem, biorąc od niego cebulę, po czym rozlał olej na patelni. — Talerze wyciągnij, są nad to… przed tobą. — Wskazał na najwyższą szafkę.
Jason wykonał polecenie, niuchając i przypatrując się Mike’owi. Lubił go obserwować, co nie było raczej zaskoczeniem. Ale w tym momencie nie przyglądał mu się w sposób… dwuznaczny. Tak zwyczajnie, teraz bardziej zaciekawiony nim jak osobą, a nie obiektem seksualnym.
— Jest coś, czego nie umiesz? — rzucił, przegrzebując szuflady w poszukiwaniu sztućców, które po chwili znalazł.
— Śnisz — odparł Mike, śmiejąc się i zaczął podsmażać cebulę.
— Możliwe. Ale jakby tak było, nie miałbyś na sobie tylu ciuchów — prychnął Jason, opierając się tyłkiem o blat.
Mike tylko rzucił mu krótkie spojrzenie, wzdychając cierpiętniczo w duchu. Pokręcił głową.
— Znowu te twoje chore aluzje.
— Nie aluzje. Marzenia.
— Szkoda, że ich obiektem nie jest żaden gej — odpowiedział z przekąsem Mike.
— Też żałuję — przyznał starszy mężczyzna. — Cudnie pachnie. Dawno nikt mi nic nie zrobił do żarcia.
— Bo mieszkasz sam — zauważył Mike i po chwili na jednym talerzu wylądował gotowy omlet, który chłopak posypał zieloną cebulką.
— Mmm. — Gość westchnął, pochylając się nad talerzem i aż głośno przełykając ślinę. — No i fakt, mieszkam sam, ale nie zawsze jestem sam — odparł pokrętnie.
— To jak ci tego brakuje, to poproś tego kogoś, z kim jesteś akurat, żeby ci zrobił. — Mike nie widział problemu. Zabrał się za robienie drugiego omleta dla siebie.
— Za dużo zachodu. Seks to seks, a nie jakieś kuchcikowanie. — Jason skubnął palcami swojego omleta, czekając jednak, aż Mike usmaży swojego.
Po chwili Mike przełożył swoje jedzenie na talerz i sięgnąwszy po tosty, przenieśli się do stołu. Jason wziął sztuce i siadając na kanapie ze swoim omletem, podał gospodarzowi jeden komplet.
— Smacznego. — Uśmiechnął się wyjątkowo przyjemnie, zaczynając jeść.
Mike skinął głową i też się zabrał za swoje. Póki Jason nie zmierzał w nieprzyjemnych dla niego kierunkach, było całkiem spoko. Wcześniej nawet by nie powiedział, że mężczyzna umie się normalnie uśmiechać, bez wypływającej z niego złośliwości.
— Może być? — rzucił na niego okiem, wgryzając się w tosta.
— No. Nadawałbyś się na niezłą gosposię. — Jason zaśmiał się chrapliwie, wpakowując sobie duży kawałek omleta do ust. Naprawdę mu smakowało.
Rozbawiony Mike pokręcił głową.
— Wyszukany komplement.
— Staram się — zakpił Jason.
— O, to coś nowego — odparł Mike takim samym tonem.
— Zawsze się staram — prychnął Jason wyjątkowo fałszywie, biorąc ostatni kawałek omleta do ust.
— Starasz się na pewno w dwóch rzeczach: tatuażach i dobieraniu się do mnie — stwierdził gospodarz, też kończąc swoje jedzenie.
— No dobrze, że chociaż to widzisz.
Po chwili zmienili temat, a rozmowa zaskakująco dla nich obu stała się relaksująca i przyjemna. Może nie zgadzali się we wszystkim, ale potrafili porozumieć się w różnych kwestiach bez nieustannych docinek i sprzeczek. Przez to aż stracili poczucie czasu.
Wreszcie Mike zaniósł brudne talerze do kuchni. Zaczynało robić się późno, ale średnio miał ochotę na pójście z Jasonem do jednego łóżka. Co inne rozmowa, a co innego wspólne spanie.
Mężczyzna cały czas obserwował go intensywnie, znowu popalając. Palił jak smok.
— Naprawdę szkoda, że nie jesteś homo. — Westchnął w końcu cicho z nutą irytacji w głosie.
Mike rzucił mu krótkie spojrzenie, opierając się leniwie o oparcie kanapy, gdy już wrócił do salonu.
— Ja tam nie żałuję — odparł, równocześnie myśląc, jak dobrze by mu się pracowało z kimś tak utalentowanym jak Jason, gdyby ten był hetero. Kumplem też mógł być dobrym… jakby nie patrzeć. Ale o cyckach nie mógł z nim nie pogadać.
— Domyślam się. Śpiący?
— Ee… — Zawahał się. — Trochę. Ty?
— Od rana jestem na nogach. Jak myślisz? — sarknął Jason, trochę też zły na siebie, że oczy już go piekły ze zmęczenia.
— No, to idziemy spać — zarządził Mike z ciężkim westchnieniem.
Jason uśmiechnął się pod nosem i po raz ostatni zaciągnął się fajkiem, po czym zgasił go w popielniczce.
— To prowadź — zachęcił Mike’a, żeby wstał.
Chłopak skinął głową i uniósł się ciężko z kanapy. Był najedzony, napił się dobrego alkoholu, a towarzystwo Jasona nie było takie złe, póki tylko rozmawiali. Teraz, dusząc w sobie ciężkie westchnienie, ruszył do schodów, oglądając się, czy mężczyzna za nim idzie. Oczywiście, ku jego niezadowoleniu, szedł. Bez słowa, wchodząc po dwa stopnie, niczym kat. Nie poprawiło to Mike’owi humoru, ale nie mógł nic poradzić na to, że już się zgodził. Otworzył drzwi do swojego pokoju i od razu zmierzył w kierunku drugich, do łazienki.
— Umyję się — mruknął posępnie, rozpinając po drodze guziki od koszuli.
— Taa… — mruknął Jason, odprowadzając go wzrokiem. Kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły, zamknął oczy i przetarł w zmęczonym geście twarz. Jakkolwiek Mike był skończonym idiotą, że dawał się tak wodzić, to on też nie był lepszy. Przecież nic nie zyska, tak się z nim bawiąc. Wiedział to.
Mike za to, stojąc pod prysznicem i opierając czoło o ścianę, myślał podobnie. Wiedział, że jest głupi, tak mu pozwalając. I do tego wciąż szumiało mu w głowie.
Kiedy wyszedł z łazienki kilka minut później, miał już na sobie luźne, granatowe bokserki i dosyć nieszczęśliwy, ale zacięty wyraz twarzy. Rozejrzał się po pokoju i dopiero po chwili zobaczył Jasona siedzącego na parapecie, plecami opartego o framugę. Był w samych spodniach i przy otwartym oknie palił papierosa. Jak zwykle, kiedy nie miał co ze sobą zrobić.
Chłopak podszedł do łóżka i usiadł na skraju, przodem do mężczyzny.
— Jak chcesz też pod prysznic, to wolne — rzucił. Wizja wspólnego spania sprawiała, że jego zwykła pewność siebie nieco się kurczyła.
Tatuażysta dopiero po chwili spojrzał na gospodarza.
— Dzięki. A dostanę jakiś ręcznik czy coś? — mruknął, wstając powoli z petem między wargami i kierując się do łazienki.
— Dostaniesz. — Mike uśmiechnął się, starając się rozładować swoje napięcie, chociaż wiedział, że uśmiech wyszedł wyjątkowo żałosny. Wstał i wszedł szybko za Jasonem. Wyciągnął z szafki zielony, świeży ręcznik. — Masz. Ja już idę spać.
— Dzięki. — Mężczyzna przyjął go i wszedł do łazienki. Rozebrał się i wszedł pod prysznic.
Mył się długo. Ulżył sobie przy okazji, ale tym razem tak, żeby Mike nic nie słyszał. Dopiero po kilkunastu kolejnych minutach wyszedł z łazienki w samym ręczniku, mając nadzieję, że chłopak zasnął w międzyczasie. Temu się to niestety nie udało, chociaż bardzo chciał. Za to z premedytacją udawał, że śpi, leżąc na boku, twarzą do okna, w połowie przykryty.
Jason westchnął ciężko i podszedł do łóżka. Chwilę przy nim stał, doprowadzając Mike’a do szewskiej pasji, a w końcu mruknął pod nosem „kurwa” i trzaskając drzwiami, wyszedł z pokoju. Chłopak aż usiadł gwałtownie na łóżku, patrząc za nim, całkowicie zdumiony. To było ostatnie, czego się spodziewał.
Po krótkiej chwili zastanowienia wyszedł z pokoju i podszedł do barierki na korytarzu, patrząc w dół. Zobaczył, jak Jason na dole w salonie siłuje się z rozłożeniem kanapy i spadającym z tyłka ręcznikiem, żeby w końcu wkurzyć się i położyć się na nierozłożonej z założonymi na piersi ramionami.
Mike nie bardzo wiedział, co zrobić i czy w ogóle się odzywać. Wciąż był w szoku. Trudno się dziwić – Jason do tej pory nie miał jakichś specjalnych oporów przed dręczeniem go.
Wreszcie odchrząknął i rzucił głucho, wciąż stojąc na górze:
— Jason…?
Mężczyzna na dole nie odezwał się. Wyglądał na wkurzonego. Mike stwierdził, że najlepiej będzie, jak wróci do swojego łóżka. I tak właśnie zrobił. Tym razem zasnął szybko, czując całą przestrzeń tylko dla siebie.
Rano, gdy się obudził, zobaczył na poduszce obok siebie klucze. Te same, które myślał, że zgubił i przez które musiał wymieniać zamki. Leżały na zgiętej wpół kartce. Zamrugał, wciąż zaspanymi oczami, sięgając po nie i zerkając na kartkę. Otworzył ją i przeczytał. „Oddaję. Zapomniałeś, gdy się schlałeś. Przychodź do studia, bo nie mam z kim palić.”
Uśmiechnął się kątem ust. Jason przyjemnie go zaskoczył. Ale z drugiej strony wykrzywił ironicznie twarz na myśl, że trzymał sobie jego klucze tak długo. Nawet wolał nie myśleć, jakie miał zboczone plany, do których mógłby je wykorzystać…

11 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 15 – Umowa

  1. Katrina Conquista pisze:

    „- A boli cię to? – zmarszczył się Charlie. – No pytam, bo sam myślę nad swoim.
    – To SAM nad nim myśl. Ja ci nie powiem, co masz se wydziergać – założył ręce na klatę piersiową.”

    Ha ha, święta racja. Jason punktuje. Charlie – morda.

    „- Ty wiesz, że mi się to w ogóle nie podoba, prawda? – niemal warknął na Jasona, mimo że był zły na siebie, że się w to wpakował.”

    Wcale a wcale Mike.. *szczypie w poliś*

    A co do Jasona u Mike’a… Oj Mike Mike… ty pipko niewydymana….

  2. kkohaku pisze:

    o matko ten pokręcony związek Mikiego i Jasona jest boski :D A Jasona coraz bardziej lubię.
    Rush ech.. straszny nudnawy z niego koleś xD

  3. ibbera pisze:

    Shivunia
    Racja , tak jak w życiu . Swój ciągnie do swego , a że i Mike jest trochę chamski a Jason to już… bez komentarza , więc dobrali się jak w korcu maku:)

  4. Shivunia pisze:

    ibbera >> Bardzo cenne uwagi, ale tak jak w życiu. Nie każdego traktuje się równo. Mike czuje się dużo swobodniej w wytykaniu „nachalstwa” Charliemu bo wie ze do tego coś dotrze a z Jasonem… cóż. Wie ze sobie może mówić i mówić a ten i tak będzie swoje robił.
    Tak samo Jason. traktuje Charliego jak dzieciaka a Mike’a już inaczej. Coż live. Tak samo się kogoś lubi jak i nie lubi ;)

  5. ibbera pisze:

    Chyba mnie jedynej nie zachwyca postać Jasona. Nie umiem go polubić i nie polubie i nie wiem za co Mike go polubił. Względem tej postaci mam podobne uczucia do Charliego, Jason jest dobry do sexu i tyle. Poza tym wkurza mnie sam jego sposób rozmawiania z innymi, gdy gada z Charlim to zlewa go na maksa a przy Miku mało co a mu ,że tak powiem w dupe nie wlezie(w sensie metaforycznym chociaż i w dosłownym pewnie też by chciał:) Jak on mnie irytuje….grrr.
    Zresztą Mike nie jest lepszy. Też jest niesamowicie wkurzający. Hetero a daje się tak podpuszczać, jak dziecko a przecież to dorosły facet. Jakby nie chciał toby nie dał sie molestować, wkońcu go Jason nie zgwałci bo to przecież jego pracodawca. A najlepsze jest to ,że tak panikował na w sumie niewinne(porównując do Jasona) gesty Charliego. Jego to Mike potrafił zjechać , bo czuł ,że ma nad nim przewage , a już z Jasonem sobie poradzić nie umi.Eh…

  6. DaughterOfWind pisze:

    Jedyne, co chcę teraz zrobić, to strzelić jakieś fakbukowskie „Lubie to!” pod najświeższym postem Gazelki XD Zawarła w nim wszystko, co chciałam napisać.
    Plus, że uważam , iż Jason jednak mógł przynajmniej nieco bardziej Mike’a ponapastować ^ ^’

  7. Gazelka pisze:

    Pozwól, ze uściślę. Ja za nim nie nie przepadam. Ja go zaje-kurwa-biście nienawidze!
    Nie chodzi o to, ze kłamie i jest zły, złe postacie sa dobre! Chodzi o sposób jaki to robi, nie umiem czytać tego potoku słodkości jakim zalewa z otworu gębowego.
    Skurwielowatego Jasona za to kocham. Chociaz już widać, co jest na rzeczy. Absolutnie mnie to zachwyca, że nie umie sobie poradzić z tym co zaczyna czuć, tylko nie wiem jak zamienicie to obrzydzenie Mike’a w to „coś”. Bo jeśli sie nie spikną w końcu to bedę wypuszczała pianę kąciekiem ust.
    No i należą wam sie oklaski, że w 15 rozdziale chłopak dalej nie jest doszczętnie zdeprawowany. Dużo radości sprawia mi czytanie jak wszyscy sobie tak z nim pogrywaja, tylko szkoda, ze on z tego wydaje się czerpać tak mało przyjemności. Chyba, że…!

  8. Sdie pisze:

    Ja mam jednak cichą nadzieję na Mika i Charliego ;( Że Mike zacznie dostrzegac w nim cos, albo żeby wydarzylo się coś takiego co sprawi że Mike zacznie postrzegać go w innym świetle

  9. Roselani pisze:

    Jason był tu taki strasznie słodki. Zachowywał się zupełnie inaczej niż na początku. Tak się przejmował Mikiem i tym, czy ten jest zadowolony. Nie chciał robić nic, co mogło go szczególnie zdenerwować. Ogólnie coraz bardziej go lubię. Nie jest taki zły, na jakiego wygląda.
    Za to Mike… Naprawdę, jak na heteryka bardzo często pakuje się w jakieś homo zabawy. Tu mu się upiekło tylko dzięki dobrej woli Jasona. W ogóle go nie rozumiem. I pojęcia nie mam, co z nim planujecie zrobić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s