Fire Dragon Tattoo Studio – 14 – Gołąbeczki

— No hej! — Wyszczerzył się w swoim firmowym uśmiechu. Był w luźnej koszuli, płóciennych spodniach i japonkach. Bardzo mu to pasowało.
Chłopak wyszedł zza kontuaru, minął oniemiałą Kate i podszedł do Rusha, uśmiechając się. Na jego widok aż mu się lżej zrobiło. Trochę zapomniał o złości na Jasona.
— No cześć.
— To ty z nim…?! — Dziewczyna zdała sobie sprawę, że ma rozchylone usta i szybko je domknęła.
— Cześć, Katy. — Anglik puścił jej oczko, przytulił chłopaka do siebie i cmoknął lekko w skroń.
Charlie uśmiechnął się i objął go w pasie, dziecinnie unikając wzroku Kate.
— Cześć… Rush — odpowiedziała dziewczyna, która najwyraźniej sama nie wiedziała, co ma myśleć i postanowiła zbadać teren. — Wy tak od kiedy?
— Eee… Czy to ważne? — odparł Rush, zerkając na Charliego, niepewny, co tak naprawdę powinien odpowiedzieć, by ten był zadowolony.
— Nie no, tak z tydzień temu z hakiem — odpowiedział chłopak, przemilczając, że przez ten tydzień właściwie się nie kontaktowali. — Kawę może zrobię czy coś?
— Nie pogardzę. — Rush uśmiechnął się i niechętnie puścił Charliego. Odkrył, że lubił go dotykać dużo bardziej niż resztę swoich przejściowych kochanków i kochanek.
— O, to weź mi cukier, bo gdy Jason mnie wypchnął, to swojej nie posłodziłam — dorzuciła Kate.
— To zaraz wracam. Rozsiądź się, Rush. — Po tych słowach Charlie zniknął na zapleczu, rzucając przez ramię jeszcze spojrzenie na tę dwójkę. Nie był pewien, jak jego koleżanka z pracy jest ustosunkowana do ich romansu. Sam na jej miejscu chyba odebrałby to jako niezły cios.
Mężczyzna kiwnął głową i usiadał na czerwonej kanapie. Kate od razu dopadła do niego i zmrużyła oczy, starając się go przewiercić spojrzeniem.
— Co ty kombinujesz, hmmm? — syknęła.
— Kombinuję? Nic. — Mężczyzna wzruszył ramionami z niewinną miną. — Nie wiem, o co ci chodzi.
— Nie udawaj głupiego! — Zmarszczyła groźnie brwi. — Jeszcze ci się nie znudził nowy obiekt?
— Nie udaję. I to nie jest obiekt — odparł najszczerzej, jak potrafił.
Dziewczyna milczała chwilę, oddychając spokojnie i mierząc go ostrym spojrzeniem. I tak wiedziała swoje. Tylko nie rozumiała, po co Rush tak to ciągnął. I tak był w stanie znaleźć sobie kogoś nowego bez machnięcia ręką, a tak kokietował, jakby miał zamiar wejść w poważny związek. Według niej było to totalnie nie fair.
— Oczywiście, że nie jest. Ale dla ciebie niewątpliwie tak.
Kiedy skończyła mówić, wrócił Charlie, niosąc Rushowi kawę. Postawił ją na stoliku przy kanapie.
— Katy, twój cukier.
— Dzięki. — Wzięła go od chłopaka i poszła posłodzić swoją kawę. Już nie komentowała, nie chcąc też wmawiać Charliemu, że źle postępuje, wchodząc w to. Wiedział, jak ten blondas ją zostawił, więc powinien sam dojść do jakichś wniosków.
Rush w tym czasie delikatnie pociągnął Charliego za rękę, zachęcając go, żeby usiadł obok niego na kanapie. Chłopak od razu przysunął się bliżej, kładąc mu dłoń na kolanie.
— Nie pracujesz o tej porze? — spytał.
Grey pokręcił głową, obejmując go ramieniem.
— Dziś już ze wszystkim skończyłem. — Tak naprawdę po prostu urwał się z umówionego spotkania, a jego inna randka odwołała wspólny wypad, ponieważ jej siostra zaczęła rodzić i musiała jechać do szpitala.
— To jak masz czas, to kiedy dasz się namówić na wyjście do Sunset? — Charlie pochylił się i położył mu podbródek na ramieniu, patrząc mu w oczy z bliska. — Miałem cię gdzieś zabrać, pamiętasz?
— Pamiętam i tylko czekam, aż mnie zaprosisz. Nie będę się przecież napraszać — Rush odgarnął kosmyk włosów z twarzy Charliego.
Kate w tym czasie myślała, że zdechnie od nadmiaru słodyczy. Przerażało ją, że kiedyś jej też podobało się to, jak Rush traktuje swoje „zdobycze”.
— To cię zapraszam! — stwierdził chłopak, potrząsając głową i prostując się na siedzeniu. — Dzisiaj, jutro?
— Hmm… Jutro?
— Okej, wyślę ci adres. Spotkamy się na miejscu — zadecydował.
— A nie wolisz, żebym po ciebie podjechał? — Rush zamruczał przymilnie.
— Nie, to niedaleko, podjadę swoim.
— Jak sobie życzysz. — Uśmiechnął się ciepło i pocałował Charliego w skroń dokładnie w tym samym momencie, kiedy do salonu wrócił Jason i zagwizdał, rozbawiony.
— Och, jakie śliczne gołąbeczki.
Charliemu od razu zrzedła mina, kiedy zobaczył mężczyznę. Odsunął się kawałek od Rusha. Jeszcze tylko Jasona mu tu brakowało. Nie żałował, że go wciągnął w studio, bo zdawał sobie sprawę, jak genialnym był artystą, ale pracowanie z nim nie zawsze należało do najprzyjemniejszych zajęć pod słońcem.
— Nie musisz komentować. Prosiłem cię wcześniej, żebyś zamilkł, to trzymaj się tego — syknął.
— Prosiłeś mnie w innej sprawie. A o tej nic nie wiem. — Mężczyzna wzruszył ramionami lekceważąco i podszedł do stolika stojącego przed kanapą. Podniósł kubek Rusha i obwąchał go. — Kawusia. A ja nie dostanę?
— Jak sobie zrobisz, to będziesz miał — fuknął chłopak, patrząc na niego spode łba.
Ten tylko prychnął i z obojętnością widoczną w każdym geście ruszył na zaplecze po kawę. Grey odprowadził go wzrokiem z grymasem na ustach. Nie przepadał za tym gościem. Nie spełniał żadnych norm etycznych. Wolał nawet nie myśleć, jak zareagowałby jego brat, gdyby kiedykolwiek spotkał takie indywiduum.
— Wytrzymujecie z nim w ogóle? — spytał Charliego.
— Jest do zniesienia, jak akurat nie ma go w środku, tylko pali na zewnątrz — mruknął chłopak z nieciekawą miną. — Ale super tatuuje — przyznał niechętnie. Dla Charliego sztuka najwyraźniej nadawała Jasonowi ogromnej wartości. Mimo wszystko. — Więc nie ma co żałować, że tu jest.
— Przecież nie on jeden na świecie dobrze tatuuje. Ty też jesteś niesamowity — dodał Grey od razu, mimo że nie widział nigdy na oczy żadnego tatuażu Charliego.
— To spójrz za siebie na tego smoka na ścianie i porównaj go do moich szkiców. W życiu nie wypuściłbyś z rąk talentu Jasona.
Rush posłusznie się obrócił i pierwszy raz tak naprawdę zapatrzył się na grafikę. Wcześniej jakoś nie widział, że jest aż tak skomplikowana i misterna, bo skupiony był na obserwowaniu innych elementów, a raczej osób w studiu. Ciężko mu to było przyznać, ale robiła na nim wrażenie.
— A to nie ty malowałeś?
— Chciałbym! — Charlie zaśmiał się, też wpatrując się w imponującą kompozycję. — Bajer, nie? Ale sam niedługo będę mieć tatuaż zrobiony ręką Jasona.
— Tak? Jaki? — dopytywał mężczyzna. Podstawą dobrego podrywu było zaciekawienie osobą, z którą się rozmawiał. Pytał więc, mimo że ta ilość tatuaży, jaką Charlie miał na sobie, według niego w zupełności wystarczała.
— Napis, jeszcze nie wiem jaki. Tutaj. — Tatuażysta poklepał się po torsie. — A ty żadnego nie chcesz?
Kate, która siedziała przy kontuarze, udając, że czyta gazetę, cały czas się im przysłuchiwała. Kręciła głową z irytacji, a kiedy Rush na nią zerkał, rzucała mu mściwe spojrzenia. Anglik, mimo tego, całą swoją uwagę koncentrował na chłopaku siedzącym obok.
— Nie, wolałbym jednak nie. — Zaśmiał się lekko. Gdyby sobie zrobił tatuaż i ktoś z rodziny by się dowiedział… Nawet wolał nie myśleć.
— No jasne, że nie. Taki laluś jak ty nie zniósłby bólu igły. — Jason zarechotał, wracając z zaplecza i wtrącając się do rozmowy. Stanął obok Kate, popijając swoją kawę.
— Ja pierdolę, Jason! — warknął Charlie. — Co ci tak dzisiaj nic nie pasuje, kurwa? Kupiłeś se fajki, to zapal i się, cholera, opanuj.
Kate za to najwyraźniej tym razem sympatyzowała z Jasonem, bo zachichotała po jego słowach. Rush popatrzył po dwójce przy kontuarze, po czym położył rękę na ramieniu Charliego.
— Spoko, niech se gada. Nie daj się prowokować. — Uśmiechnął się ciepło, na co Jason i Kate niemal synchronicznie przewrócili oczami.
— Słodko — zamruczał Jason z diabelskim uśmiechem i zwrócił się do Rusha z wyjątkowo wredną satysfakcją na twarzy. — Rozkochaj w sobie młodego, to się Mike ucieszy ze świętego spokoju, a i nam będzie lżej na sercu, jak złamane serduszko Charliego uleczy nowa miłość — zakpił.
— Złamane serduszko? — Rush zwrócił się do Charliego z pytającą miną, jakby z całości zarejestrował tylko to.
— Jason sobie kpi, nie słuchaj go. — Chłopak był coraz bardziej poirytowany sytuacją.
— Charlie się kocha w Mike’u — wyjaśnił Jason, który najwyraźniej uważał całą scenę za niezwykle komiczną. — I biedaczek się tłamsi w sobie.
— Oooch… — Rush zrobił wybitnie zrozpaczoną minę. — Czyli mam rywala? — spytał smutno, choć w duchu coś go jakby pstryknęło, podjudzając jego chęć konkurencji i dążenia do wygranej.
— Mike jest heterykiem i mnie nie chce — rzucił Charlie. Był zezłoszczony, że musi to tłumaczyć i że w ogóle Jason zaczął ten temat.
Mężczyzna tylko puścił mu oczko, równocześnie obserwując Rusha. Wymuskany, wypucowany fagas, pomyślał drwiąco.
— Ale ja cię chcę i nie jestem hetero. — Rush zaśmiał się, zaczynając się zastanawiać, czy Charlie da się namówić na urwanie się z pracy. Na Jasona nie zwracał uwagi.
— To masz plusa — stwierdził Charlie, zadowolony, że Rush nie wdawał się w polemikę z Jasonem. Wolał sobie nie wyobrażać, jakby się to skończyło.
— Ja mam w ogóle dużo plusów — zamruczał przy uchu chłopaka, jednocześnie słysząc dobiegające śmiechy od strony kontuaru. Musiał przyznać, że zaczynało go to wkurzać. — Może byśmy gdzieś się… ulotnili na jakiś czas, hmm?
Charlie skinął głową i wstał, wsadzając jedną rękę do kieszeni.
— Dzięki, Jason. Jesteś dzisiaj niezwykle przyjemny w obyciu — mruknął do mężczyzny i wziął Rusha za rękę, ciągnąc go w górę.
— Do usług, gołąbeczki. — Starszy tatuażysta parsknął śmiechem, a stojąca obok niego dziewczyna chichotała razem z nim.
Rush za to, oszczędzając sobie jakiekolwiek komentarze, wyszedł z Charliem na zewnątrz.
— Przejedziemy się gdzieś? Czy masz inne propozycje?
— Nie wiem, nie mam dużo czasu. — Skołowany tatuażysta stanął przed studiem, jednak poza widokiem z przeszklonych okien. — Wybacz za nich. — Poczuł się winny za to, czego Rush się nasłuchał. — Jason ostatnio jest jeszcze bardziej uszczypliwy niż zwykle.
— Och, nie przejmuj się tym. W końcu nie można odpowiadać za swoich znajomych. — Mężczyzna pogładził włosy chłopaka. Lubił je dotykać, były miłe. — To może po prostu przejdźmy się po okolicy. Mało to romantyczne, ale będziemy mogli swobodnie porozmawiać.
— Nie musi być romantycznie! — Chłopak zaśmiał się, łaszcząc się do jego dłoni i obejmując w pasie, kiedy ruszyli uliczką. — To laski lubią takie rzeczy.
— Ja też lubię. To źle? — Anglik uśmiechnął się bez krępacji, pocierając dłonią o ramię Charliego.
— Hm… Chyba nie. — Chłopak zmarszczył brwi do swoich myśli. — Ale serio lubisz…?
— Jeśli spacery po plaży przy zachodzie słońca są szczytem romantyzmu, to tak, lubię. — Rush uśmiechnął się, sam sobą rozbawiony. I o dziwo tym razem Charlie mógł stwierdzić z całą pewnością, że mówi szczerze. A do tej pory wydawało mu się, że to wszystko to gra. — Chyba nie trudno zauważyć, że jestem trochę staromodny, co?
— Nie! — Charlie roześmiał się, przypatrując mu się pod zupełnie innym kątem. Był trochę zły na siebie, że nie bardzo ma do kogo Rusha porównać, skoro sam był tylko w jednym pseudo związku. I to lata temu. — Może to ja nie miałem do czynienia z takimi facetami jak ty albo rzeczywiście jesteś zupełnie wyjątkowy.
— Nie jesteś jedynym, który tak czuje. Sam też nigdy nie spotykałem się z kimś takim jak ty — przyznał Rush, mimo że zdarzali się już dość podobni. Ale przecież nie identyczni.
— Taaak? — Charlie zatrzymał się przed nim, obejmując go z uśmiechem za szyję. Najwyraźniej nie przejmował się ludźmi na ulicy. — Jestem tylko artystą, jakich pełno w Miami. A taki Anglik z tym seksownym akcentem — zamruczał i pocałował w te jego drogocenne usta. — To dopiero coś niezwykłego.
— Może i pełno, ale ty na pewno jesteś wyjątkowy — zagruchał Rush i poczochrał chłopaka po włosach. Może i był otwarty w Miami ze swoją orientacją, ale odruchy z domu, żeby się nie afiszować, mu zostały. Tylko cudem zmusił się, żeby się nie rozejrzeć po okolicy, czy ktoś nie patrzy.
— Dlaczego wszyscy się tak lubią znęcać nad moimi włosami? — parsknął Charlie, odsuwając się i ruszając dalej. — Mike też mi tak robi.
— Bo są miłe w dotyku. — Rush wyszczerzył się do chłopaka, ponownie wsuwając palce między jego włosy. Uwagę o Mike’u postanowił zignorować. Co tam, że nie homo? Może być krypto.
— Zacznę wiązać. — Charlie wystawił mu język, ale uśmiechnął się do siebie, bo dotyk był miły.
— Nie rób mi tego.
— Pomyślę. Jak spędzałeś czas przez ten tydzień? — spytał. Zadziwiające, jak bardzo poprawił mu się nastrój, od kiedy wyszedł ze studia. A raczej groty opanowanej dzisiaj przez złego smoka, jakim był Jason.
— Pracowałem i myślałem o tobie — skłamał Rush jak zawsze gładko i z uroczym, szczerym uśmiechem.
— A tak na serio? — Chłopak pokręcił głową i przytulił się do niego bardziej bokiem.
— No serio, serio. Cóż innego miałem niby robić?
— Hm… — Charlie zadumał się, marszcząc brwi. — Widzę cię na jakimś bankiecie w związku z pracą, gdzie wyrywasz laski.
— W tym tygodniu nie organizowali żadnego znaczącego, na którym byłem zobligowany być — Rush przedrzeźniał się z Charliem i czuł się przy nim coraz bardziej swobodne, co aż jemu samemu wydawało się dziwne. — A poza tym kobiety z takich bankietów w większości są nieciekawe.
— Nie spełniają twoich wygórowanych wymogów? A myślałem, że tam bywają nie tylko tacy książęta, ale i księżniczki. Nie tego szukasz?
Anglik chwilę się zastanawiał, na poważnie biorąc to żartobliwe pytanie.
— Nie bardzo. To nudne, jeśli już to znasz od bardzo dawna. Człowiek lubi odmienne sobie osoby, bo są ciekawsze. Nowe i fascynujące, czyż nie?
— Masz rację — potaknął Charlie, zdając sobie sprawę, że Rush na samym początku zaintrygował go właśnie swoją odmiennością. — Podobasz mi się bardzo. — Uśmiechnął się do niego kątem ust i pocałował pod uchem.
— Ty mi też. Jesteś taki… fascynujący i pełen energii. — Nieważne, że był kolejną zdobyczą. Był słodki i fajny.
— A jutro się zabawimy, jak cię wezmę do Sunset — dodał Charlie, nie mogąc się od niego odlepić. Zdusił w sobie chęć chwycenia go za rękę. To już było naprawdę dziwne pragnienie, więc wolał nie poddawać tego rozważaniom. Nie chciał się za bardzo angażować. A raczej chciał, ale bał się, że się sparzy.
— Coś specjalnego dla mnie planujesz?
— Hm… — Zadumał się, uśmiechając po chwili do siebie. — Sunset to taki bar z klubem, ale jest blisko plaży… to jak pójdziemy wcześniej, to możemy się przespacerować przy zachodzie słońca, skoro to lubisz. — Sam nigdy tego nie robił. Z kimś, oczywiście.
— Z miłą chęcią, kwiatuszku. — Rush uśmiechnął się czarująco.
Charlie wsadził ręce do kieszeni, skręcając w kolejną uliczkę, żeby zacząć powoli obchodzić okolicę i wracać do studia.
— To jutro się widzimy około siódmej, okej?
— Siódmej? — Rush zmarszczył brwi ze smutną minką jak mały chłopiec. Będzie musiał urwać się wcześniej ze „spotkania”.
— Nie pasuje ci?
— Nie, okej, dla ciebie wszystko, śliczny. — Przyciągnął go do siebie za biodro i cmoknął w policzek, a Charlie rzucił mu poważne spojrzenie.
— Jak ci to jakoś koliduje, to przecież powiedz.
— Nie, wszystko okej.
— Będzie fajnie, zobaczysz — zapewnił, przysuwając się do niego na chwilę i całując w te słodkie usta. — Chodźmy już z powrotem, bo jakby nie patrzeć, jestem w środku roboty.
— Właśnie. Nie mogę pozwolić, żeby cię przeze mnie wywalili. — Rush zaśmiał się lekko, myślami jednak już błądząc gdzie indziej.
— Wywalić, nie wywalą, ale z ostatnimi humorami Jasona to nie wiadomo, czy się nie będzie wkurwiał, że zapieprza za mnie.
— Fakt. Gość jest bardzo specyficzny. — Rush westchnął. Z oddali było już widać salon.
— Wiem, trudno go polubić. Nie dba o dobre wrażenie. Ty masz zupełnie na odwrót.
— Dobra prezencja to podstawa. A poza tym, po co zrażać do siebie ludzi?
— Nie wiem — przyznał Charlie. — Ale tobie to jest chyba niezbędne w interesach, a Jason przy swojej pracy wiele z klientami gadać nie musi.
— Możliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest miły.
W końcu stanęli przed studiem, które teraz niestety nie wyglądało dla Charliego zbyt przyjaźnie. Brakowało mu w takich chwilach Mike’a. Wiedział, że z nim mógłby naprawdę na luzie pogadać. A i atmosfera byłaby cieplejsza.
— No wiem — mruknął, widząc przez wielką szybę, jak Jason maże coś w zeszycie przy kontuarze. — Fajnie, że przyjechałeś — dodał, przysuwając się do niego z uśmiechem i całując lekko przy szczęce.
— Do ciebie zawsze przybędę jak na skrzydłach — odpowiedział Rush, ale zaśmiał się przy tym, żeby choć trochę zamaskować swój patos.
— I ty mi mówisz, że to ja jestem słodki. — Charlie parsknął śmiechem, całując go jeszcze raz, po czym niechętnie się odsunął.
— Bo jesteś. Trzymaj się, słodki, do jutra. — Mężczyzna cmoknął jeszcze w powietrze na odchodne.
— Na razie! — Charlie mrugnął do niego i wszedł do holu, mając nadzieję, że Jason nie będzie niczego komentował.
Nie komentował. Zmierzył go tylko spojrzeniem i przewrócił oczami.

***

Rush stał na parkingu przed Sunset, opierając się o swoje sportowe BMW. Był na czas, nie spóźnił się, a do tego nawet postarał się ubrać wystarczająco zwyczajnie, żeby za bardzo się nie wyróżniać. Starał się i miał nadzieję, że Charlie to zauważy. I tak przyciągał wzrok, ale nie wyglądał jak na wybiegu. Po prostu modnie.
Na chłopaka nie czekał długo. Już chwilę później Charlie zaparkował swoim mało imponującym Dodgem obok samochodu Rusha. Wysiadł i dostrzegłszy Greya, uśmiechnął się.
— Cześć! — Podszedł i nie czekając na zaproszenie, pocałował go w usta. Włosy przy tym zawiało mu na twarz, więc musiał je odsunąć dłonią. Nie chciał ich jednak spinać. Uważał, że lepiej wygląda w rozpuszczonych.
— No cześć, kwiatuszku. Jak tam? — Mężczyzna przyciągnął Charliego za talię.
— Dobrze. Ale powiedz mi, co ja mam wspólnego z kwiatuszkami? — zapytał Charlie, który jednak powoli się do tego przyzwyczajał i… dziwnie mu się to podobało. Wydawało mu się to coraz mniej tandetne, a coraz bardziej czułe. Przyglądał się równocześnie Rushowi, który może nie wyglądał całkowicie luzacko, ale w tych zwykłych ciuchach robił całkiem przyjemne wrażenie.
— Jesteś tak samo śliczny? — odpowiedział i pogładził chłopaka po włosach z czarującym uśmiechem na ustach.
Charlie w odpowiedzi tylko pokręcił głową, całując go jeszcze raz, po czym pociągnął za rękę w stronę wejścia do klubu.
— Chodźmy już.
— Mhm. — Rush ruszył za chłopakiem. Musiał się wyluzować.
Kiedy weszli do środka, tatuażysta od razu poprowadził go do baru pomiędzy gęsto rozstawionymi stoliczkami. Wewnątrz było przyjemnie chłodno. Grała latynoska muzyka.
— Cześć, Jeremy — rzucił chłopak do młodego barmana, który uśmiechnął się na widok swojego stałego bywalca.
Barman był młodym mężczyzną o przyjemnej aparycji i wręcz zjednującym sobie ludzi uśmiechu. Wystarczyło raz na niego spojrzeć, by być pewnym, że kocha swoją pracę.
— Charlie. Z gościem widzę — odpowiedział wysokim, ale przyjemnym dla ucha głosem.
— Dobrze widzisz. Dwa duże budweisery.
— Już się robi, stary.
— Często tu bywasz, widzę. — Rush usiadł obok Charliego, bokiem do baru i rozejrzał się po klubie. Robił nawet przyjemne wrażenie, mimo że nie był z najwyższej półki. Wydawał się kameralny, ale przy tym przytulny i bardzo przyjazny.
— Od… — chłopak pomyślał chwilę — siedemnastego roku życia to mój ulubiony bar.
Jeremy postawił przed nimi kufle, a Charlie rzucił mu banknot.
— Nieźle, długo. Fajnie mieć takie swoje miejsce. — Rush podniósł kufel i napił się.
— A ty masz jakieś?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową, nawet nie musząc się nad tym zastanawiać.
— Nie, niestety.
— Spoko, znajdzie się — stwierdził pogodnie Charlie, popijając z kufla. — A właśnie, planujesz jakoś na stałe mieszkać w Miami?
— W sensie, żeby przeprowadzić się z hotelu do normalnego domu?
— No, to też. I ogólnie tak, bo rodzinę masz w Anglii, nie?
— Tak. Razem z bratem. Mnie wypchnęli tutaj, abym zbadał rynek — odpowiedział szczerze. Nie było sensu kłamać. Nic by tym nie wskórał, a i tak na tyle dobrze zarabiał, że jego funkcja nie była istotna. Liczyły się dolary na koncie.
— Ale nie narzekasz, co?
— Nie, jest miło. W końcu trochę wolności.
— Wolności, w jakim sensie? Ograniczali cię w domu jakoś? — Charlie zainteresował się nim bardziej, widząc, że ma szansę dowiedzieć się czegoś więcej.
— Nie zaprzątaj sobie tym głowy. — Rush machnął ręką, a Charlie złapał go za nią i pociągnął. Widział, że mężczyzna nie da tak łatwo wejść sobie do serca. Miał nadzieję, że taniec pomoże.
— To chodź, potańczymy trochę, co? Później to z ciebie wycisnę, a piwa nikt nam przecież nie wypije.
— Chyba że ja! — Jeremy zaśmiał się i puścił mu oczko.
W Sunset o tej porze było już całkiem sporo ludzi, ale większość jeszcze piła, nie tańczyła. Charlie odwrócił się do Rusha i przyciągnął trochę bliżej do siebie za biodra, bujając się do muzyki.
— Nikt się nie przyczepi? — Rush miał lekkie wątpliwości. Wolałby zginąć w tłumie, a nie tańczyć tak przed wszystkimi. Nawet, jeśli nie byli tylko sami na parkiecie, to jednak było ich dobrze widać.
— W Sunset lubię to, że prędzej wywalą tego, kto cię obrazi, niż ciebie za tańczenie z facetem. Więc spokojnie. — Charlie uśmiechnął się do niego pokrzepiająco.
— To dobrze — odpowiedział Rush z ulgą. Było nawet miło. Przytulił się do chłopaka, korzystając, że jest blisko i jest tak przyjemnie ciepły. — Nie przypuszczałem, że lubisz tańczyć.
— Serio? — Tatuażysta otoczył go ramionami, wdychając jego zapach. — Jakby nie patrzeć, pierwszy raz widzieliśmy się na parkiecie, gdy zarwałeś Katy.
— Niby tak, ale to trochę co innego, jak laska wyciąga cię na parkiet, a jak sam proponujesz. — Rush pomiział go nosem po policzku, szybko się rozluźniając i już tak nie oponując przed pieszczotami. Mimo oczywistych spojrzeń wokół.
— Mhm — zamruczał Charlie, scałowując się z jego policzka w stronę słonej skóry na szyi. — To jak? Powiesz mi, co to za brak wolności miałeś w Anglii?
— Konserwatywna rodzinka i starzy zawsze nad głową. To chyba wystarczy za wyjaśnienie? — Rush zaśmiał się, gdy chłopak gilgał go po szyi swoimi długimi włosami.
— Uch… musiało być nieciekawie. I nie wiedzą, że lubisz facetów? — Masował go leniwie przez bluzkę po plecach, chociaż najchętniej dotknąłby jego gołej skóry. Ale Sunset mimo wszystko nie było gejowskim klubem.
— Mmmm… Może przejdziemy się na zewnątrz? — Rush, jak już miał o tym gadać, wolał nie być śledzony kilkoma parami oczu, które się w niego wpatrywały.
— Jasne — przytaknął Charlie, odsuwając się od niego i kierując do wyjścia.
Anglik wyszedł za nim i odetchnął świeżym powietrzem.
— Na plażę?
— Mhm.
Chłopak przeczesał włosy palcami i wsadził ręce do kieszeni, kiedy zmierzyli w stronę oceanu. Zerknął na Rusha, spodziewając się odpowiedzi na zadane w klubie pytanie. Zrobiło się jakoś bardziej leniwie i cicho.
— Co? — Rush zerknął na niego, zauważając, że ten na niego patrzy.
— No, opowiesz mi coś więcej o tym twoim życiu w Anglii?
— A co chciałbyś wiedzieć?
Chodnik się skończył i weszli na plażę. Lekka bryza wiała od zatoki, targając włosy Charliego.
— Twoja rodzina wie, że jesteś bi?
— Nie. — Rush pokręcił głową.
Charlie spojrzał na niego bystro. Był ciekaw, jak to mogło być w jego rodzinie. O swojej też niespecjalnie lubił rozmawiać i to samo widział w spojrzeniu mężczyzny. Ale przecież jeśli mieli się lepiej poznać, musieli znać i te mniej przyjemne szczegóły swojego życia. Nie zawsze przecież było kolorowo.
Przysunął się i objął go w pasie, delikatnie całując w ramię.
— A twój brat? Jest starszy czy młodszy?
— Starszy. Ale naprawdę, nie kłopocz tym swojej ślicznej główki. — Rush poczochrał włosy Charliego. Lubił to robić. Były przyjemnie miękkie.
— Cholera, strasznie mi ograniczasz możliwość poznania cię — zauważył chłopak, ale uśmiechnął się lekko na ten gest, odgarniając tylko kosmyki, które wpadły mu do oczu.
— Ty też mi o sobie za dużo do tej pory nie powiedziałeś — zauważył Rush i usiadł na miękkim piasku.
Charlie od razu zajął miejsce obok, uprzednio zdejmując buty.
— Ale byłeś u mnie w pracy, znasz moich znajomych. Muszę jakoś nadrobić tę twoją przewagę.
— A rodzina? Mieszkasz sam.
— Na drugim końcu Miami. Widujemy się tylko na święta i czasem dzwonię do mamy — wyjaśnił, sięgając po breloczek i kręcąc nim nerwowo na palcu.
— Czemu tak rzadko? Coś się nie układa? — dopytywał Rush, wpatrując się w chłopaka, jego ładne zbudowane ramiona i całą sylwetkę. Tatuaże wciąż przykuwały jego wzrok.
— Nie, już jest dobrze. A raczej znośnie. Trochę się popsuło swego czasu, ale wiesz, czas minął i jakoś się kręci. Ale ja nie narzekam, lubię tę niezależność — oznajmił Charlie i widząc, jak Rush na niego patrzy, zaśmiał się cicho i cmoknął go pod uchem.
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło.
— To chyba w takim razie dobrze. A nie mają nic do twojej orientacji?
— Tata ma, ale od pewnego czasu udaje, że jestem normalny — Charlie lekko zakpił. — Mama nie robiła nigdy problemów. — Kiedy skończył mówić, pochylił się nad Greyem i pchnął go na plecy na piasek, zawisając nad nim i całując po całej twarzy.
Rush zamrugał z zaskoczeniem. Co tak nagle?
— Wow, jaki bezpośredni! — Zaśmiał się i chwycił chłopaka za kark, oddając pocałunki.
— Bo tak seksownie wyglądałeś w tym słońcu — odparł Charlie na wydechu, w odpowiedzi kierując rękę pod jego bluzkę na brzuchu, na to cudownie zbudowane ciało.
— Nie zaprzeczę, ale ty też. — Mężczyzna uśmiechnął się i podniósł się odrobinę w górę. Nie chciał być na przegranej pozycji.
Niestety Charlie tylko bardziej na niego naparł, klękając nad nim okrakiem i stanowczo wsuwając mu język między wargi. Rush zamruczał w jego usta i odruchowo przeniósł dłonie na boki chłopaka. Było mu dziwnie, kiedy tracił w ten sposób kontrolę.
Chłopak całował go zachłannie, wpatrując się w jego przystojną twarz, dłońmi coraz śmielej sobie poczynając na jego ciele. Raz po raz wędrował nimi na tyłek i biodra mężczyzny.
— Mhmm! — Rush odepchnął go niespodziewanie. — Jesteśmy na plaży.
— Przecież cię nie rozbieram — odparł Charlie, prostując się nieco i oblizując usta.
— Ale się do mnie dobierasz.
— A obawiasz się tego, bo…?
— Bo jesteśmy na plaży. — Zszokowany pytaniem Rush uniósł brwi.
— No, to mówię, że nie miałem zamiaru cię rozbierać i się tu seksić — powiedział Charlie i zszedł z niego, siadając obok. Nie chciał przesadzać, skoro mężczyźnie było to najwyraźniej nie w smak. — Chyba całować się na plaży można, nie?
— Można. — Rush westchnął i sam pocałował Charliego.
— Mmm… — Chłopak sięgnął dłonią do jego karku i drapał go po włosach. — Bałbyś się szalonego seksu nocą na plaży? — Zaśmiał się.
— Eee… skąd takie pytanie?
— Bo się wystraszyłeś, dlatego pytam.
— Nie wystraszyłem się. Po prostu coś takiego jest… — Zawahał się. — Nieprzyzwoite.
— Ale w nocy nikogo tu prawie nie ma. No i ciemno jest.
— Ale ktoś może przechodzić. To duże miasto.
— No, niby tak… Pytałem teoretycznie.
— No… tak. Jasne, spoko. — Rush nie dawał po sobie tego poznać, ale był trochę spięty. Nie przywykł do takich rzeczy. Był raczej przyzwyczajony do seksu w sypialni, a nawet pieprzenie się po darkroomach było dla niego znaczną przesadą.
— Chociaż wiesz, że fajnie jednak czasem poczuć taki dreszczyk? — Charlie uśmiechnął się do niego. — No, ale nie każdy lubi.
— Ty lubisz? — Rush spojrzał na niego, poprawiając włosy.
— No, czasem fajnie poszerzyć horyzonty poza łóżko w sypialni.
Rush gwizdnął.
— Słoneczko, widzę, że masz niezłe kolce. Przyznaj się, co masz na myśli?
— Tylko to, że można to robić w różnych innych ciekawych miejscach. — Charlie zaśmiał się. — W łazience w drogiej restauracji na przykład. Na parkingu, w jakiejś alejce, na plaży… Wiesz, różnorodność jest fajna — dodał, myśląc też o tym, że chciałby kiedyś wziąć Rusha.
— Robiłeś już to kiedyś… w takim miejscu? — zainteresował się mężczyzna. W porównaniu z tym, co miał w domu, to było takie… dzikie. Uczono go zupełnie czegoś innego, co i tak nagminnie łamał, kochając się z chłopakami.
— Zdarzyło się. — Charlie uśmiechnął się do niego zadziornie.
— Jakim?
— Głównie na parkingach, w samochodzie, ale nocą. O, albo w domku na drzewie, ale to jak byłem młodszy.
— W domku na drzewie? — Rush zamrugał. — To ile ty miałeś lat?
— Z szesnaście, ale to nie był mój domek ani tego, z którym się w nim kochałem. Zobaczyliśmy taki gdzieś i jakoś tak się potoczyło. No, a ty? Nigdzie poza łóżkiem tego nie robiłeś?
— Rozumiem, że łazienka nie jest wystarczająco fajna? — prychnął Rush, rozbawiony tą różnicą między nimi. Miał wrażenie, że ukazuje się ona w różnych aspektach, nie tylko finansowych.
Charlie zaśmiał się wesoło.
— Nie, jest okej. I nie miałeś żadnych innych fantazji?
— Szczerze? — Rush spojrzał na niego czujnie.
— Mhmm…
— Może i miałem, ale razem z takimi fantazjami pojawiały mi się obrazy konsekwencji takich fanaberii. — Przewrócił oczami, ale uśmiech nie spełzał mu z ust.
Charlie za to zmarszczył brwi i oparł się z tyłu rękami.
— Ale masz na myśli Anglię? Tutaj chyba nic ci nie grozi. Rodzina daleko i w ogóle?
— Mam na myśli, że jest zakaz uprawiania seksu w miejscach publicznych — prychnął Rush i pacnął palcem Charliego w czubek nosa.
— Oż, przejmujesz się. Przecież zawsze można zwiać. — Tatuażysta roześmiał się, marszcząc nos. Wychylił się do niego, by pocałował go w kącik ust.
Grey kolejny raz tego wieczoru zapatrzył się na Charliego.
— Słodziutki, ty to na serio jesteś wariat.
— Ale to ciebie uznają za dziwnego w Miami, nie mnie — zauważył Charlie. W międzyczasie spróbował sobie wyobrazić Rusha chociażby w jakimś darkroomie. To była dosyć nierealna wizja.
— Dziwnego? Naprawdę?
— Nie, że negatywnie. Taki inny jesteś po prostu. — Bogaty, pomyślał Charlie. Zupełnie inny świat.
— Ale „dziwny” to nie jest raczej pozytywne określenie. — Mężczyzna westchnął ciężko. A tak się staram tu pasować.
— To źle to ująłem. — Chłopak pochylił się do niego i odwrócił jego twarz do siebie, aby pocałować w policzek i szczękę. — Jesteś super, serio.
— Inaczej byś nie zwrócił na mnie takiej uwagi, co?
— No właśnie, od razu wydałeś mi się interesujący — przytaknął Charlie z uśmiechem zadowolenia. — Nieźle tańczysz. Wiesz, wtedy z Katy, co cię pierwszy raz widziałem. Mmm… I do tego Anglik!
Rush zbliżył się do jego ucha.
— Kręci cię to — wyszeptał po angielsku. Nie mógł powstrzymać się przed myślą, jak zareagowałby Charlie, gdyby usłyszał jego brata.
Chłopak oblizał usta i zagryzł wargę, patrząc na niego gorącym spojrzeniem.
— Mhmm… To jest takie seksowne.
— A co jeszcze jest… takie seksowne? — Rush zaśmiał się, mimowolnie szczerząc zęby w firmowym uśmiechu.
— Mmm, chcesz wiedzieć, co na mnie działa?
— Mhm.
— Lubię zdecydowanych facetów na górze — przyznał się, sięgając po breloczek i kręcąc nim nerwowo. — Pewność siebie jest gorąca.
— Oo… och. — Rush westchnął ciężko. — Lubisz być taki posiadany, cukiereczku?
— To znaczy… no lubię, jak ktoś wie, czego chce i no… aż trudno nie ulec — Charlie zaśmiał się lekko, czując, że temat zszedł na bardziej intymne klimaty.
— Tak jak mojemu urokowi osobistemu… — Rush przesunął dłonią władczo po plecach Charliego.
— Mhmmm… — zgodził się, pochylając się do niego i delikatnie muskając szyję wargami. — I masz takie wspaniałe mięśnie. No i znasz swoją wartość, lubię to. — Zaśmiał się, całując go po szyi.
— Jesteś uroczy, kiedy tak mi mówisz — Rush wyszczerzył się, dumny z siebie. Charlie jakoś przyjemnie przyjmował jego sposób bycia. Tak… luźno. — Chcesz nadal być na tej plaży, czy może… gdzieś się przeniesiemy?
— Hm… Możemy jeszcze przejść się kawałek i… — Charlie oblizał się dyskretnie. — Na co byś miał potem ochotę…
— Na coś? — Rush udał, że się zastanawia, wstając z piasku i wyciągając rękę do Charliego. — Chyba wiem na co… — wymruczał.
Chłopak chwycił jego dłoń i stanął przed nim, uśmiechając się kątem ust.
— To dobrze — powiedział i sięgnąwszy po buty z piasku, otarł się tyłkiem o jego biodro.
Grey tylko uśmiechnął się, a po chwili ruszyli wzdłuż plaży, aby w końcu złapać taksówkę i skończyć ten wieczór u niego w hotelu. Charlie był tu już trzeci raz i znowu kochali się w jego sypialni, a on sam był bardzo zadowolony z faktu, że jednak poza seksem spędzają czas też inaczej. Co prawda zawsze kończyło się to tak samo, ale jak miałoby inaczej, skoro obaj byli głodni swoich ciał? Tym razem jednak poza tym, że zasnęli spokojnie razem w łóżku, rano przed pracą Charliego zdążyli pozwolić sobie na jeszcze jeden numerek. Tak więc, mimo lekkiego znużenia niekończącymi się słodkimi słówkami Rusha, Charlie jechał do pracy przyjemnie zaspokojony.

7 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 14 – Gołąbeczki

  1. 高島惺子。★★★ pisze:

    Nie przerazilaś, chyba zdążyłam sie już przyzwyczaić xD
    dzielnie brnę dalej, może do końca wakacji będę już komentować na bieżącąo ;) a jak nie, zawsze można w pracy gdzieś się zaszyć ^^

  2. Katka pisze:

    高島惺子, taaak, „kwiatuszku” XD Nie chcę nic nic mówić, ale przygotuj się na więcej, haha. Pewnie Cię przestraszyłam… XD Fajnie, że brniesz dalej, jeszcze tylko ponad 130 rozdziałów XD

  3. 高島惺子。★★★ pisze:

    Fajnie, że jechał sobie do pracy przyjemnie zaspokojony, co nie zmienia faktu, że i tak facet mnie wkurza. Tęczy nigdy za wiele, ale to już przesada. I kwiatuszku?… Brrr…
    Ale fakt, że postacie nie są mdłe, nudne i na wskroś przewidywalne sprawia, że czytanie jeszcze bardziej wciąga^^

  4. Katka pisze:

    Shinu, haha, oj tak, domyślam się, że wykrywanie tych smaczków, które wcześniej były niewidoczne, jest niezłą frajdą XD Bardzo fajnie, że czytasz od nowa. Ciekawe, czy dotrwasz do końca XD

  5. Shinu pisze:

    Tak jakoś z nudów zaczęłam czytać całe FDTS od początku i po prostu muszę skomentować, bo to wszystko co się działo na początku jest po prostu tak abstrakcyjne porównując do przyszłości xDDD

    „Wolał nawet nie myśleć, jakby zareagował jego brat, jakby kiedykolwiek spotkał takie indywiduum.”
    Hahahaha, nie wyrobiłam z tego tekstu Rusha xDD Taaa… ciekawe jakby zareagował Alex, prawda? xDD

    Nie no, jakbym wiedziała, że czytanie tego powtórnie będzie takie zabawne, to zrobiłabym to dużo wcześniej xD

  6. Yuriko-chan pisze:

    EEE tam ja mysle, ze Rush szybko zmieni swoje zdanie, Charlie jest uroczy. Nie da sie go ot tak pieprzyc, chyba ze sie jest Jasonem :DDD ^^ Ja to sie dziwie Kathy xD chyba bym umarla z zazdrosci, albo przynajmniej zażądała prywatnego pokazu gejowskiego seksu :DDD Jason jest taki chamski ;P kocham jego wredne komentarze, podoba mi sie ze Rush nie daje sie zaczepić.

    GDZIE JEST MIKE!?!?!?!?! i o co do cholery chodzi z Jasonem i Mikiem ;P heheeee ja coś czuje ze to sie skonczy gorącym pieprzeniem na scianie ;P bo nie zdazą dojsc nawet do łózka ;D ]

    Ja chce Lennego……………!

  7. Roselani pisze:

    Oh, bardzo przyjemny rozdział. Czytałam z uśmiechem na ustach.
    Mimo, że nie podoba mi się stosunek Rusha do Charliego, jako „zdobyczy”, tak samo jak jego inne randki, to nie mogę przestać coraz bardziej go lubić. Ciekawi mnie ta jego rodzinka. Przyszło mi do głowy, że to jacyś Lordowie z parlamentu, czy coś, ale to tylko takie wyobrażenia xP
    Mam wrażenie, że w tym rozdziale można trochę bardziej go poznać. Spodobała mi się jego myśl – „A tak się starał tu pasować”. Takie słodkie to było. Jakby mimo tej całej pewności siebie, czuł się ciągle niepewny w nowym miejscu. Jakiś taki bardziej ludzki mi się teraz wydaje : P W dodatku fajnie, że obudził się w nim instynkt rywalizacji, może nie będzie traktować Charliego, jak pewniaka.
    Enyłej, jeden z przyjemniejszych rozdziałów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s