Fire Dragon Tattoo Studio – 13 – Tylko korony tu brakuje

— Poradzę sobie! — Charlie zaśmiał się i ignorując jego dłoń, wstał skocznie. Nieco się zachwiał, ale zaraz potem minął mężczyznę z drapieżnym uśmiechem i zmierzył do łazienki, prezentując mu swoje kształtne pośladki.
Rush pokręcił głową i podążył za nim. Dopadł go zaraz przed kabiną i oplótł rękami w pasie, całując go od tyłu w kark. Charlie zakręcił głową, łaskocząc go swoimi długimi włosami. Zamruczał i pogłaskał go od tyłu po udzie.
— Naprawdę jesteś śliczny. — Grey westchnął i zaciągnął się jego zapachem.
— Jestem przystojny — poprawił go Charlie, dopiero przy Rushu tak na to wyczulony. Jakoś od strony Mike’a, gdy ten rzucał głupimi żartami w podobnym stylu, nie przeszkadzało mu to. Teraz, gdy Rush tak mówił, też nie czuł się z tym jakoś negatywnie. To raczej jakieś przeczucie, że takim traktowaniem Anglik sprowadza go do niższej roli złapanej, poderwanej panny, zmuszało go do zwracania na to uwagi.
Odwrócił się do Rusha i splótł mu ręce za karkiem, całując przy szczęce.
— Też — zamruczał mężczyzna, nadal obejmując Charliego i delikatnie kierując w tył, pod prysznic.
Chłopak obejrzał się i wszedł do kabiny. Oparł się plecami o szklaną ścianę. Oglądał przy tym tego wspaniale zbudowanego przystojniaka i aż przygryzł wargę z zadowolenia.
— O czym tak myślisz? — Rush odkręcił wodę, stykając się z chłopakiem czołem i gładząc jego ramiona.
Ten uśmiechnął się leniwie, wpatrując się w te jego jasne oczy, będące teraz tak blisko.
— Podziwiam cię. Wydajesz się wieść idealne życie…
— Idealne? Skąd taki pomysł?
Woda przyjemnie uderzała o ich ciała, jeszcze bardziej rozluźniając mięśnie i ogrzewając ich. Wokół tworzyła się przyjemna para, a oni zupełnie nie mieli ochoty się od siebie odsuwać. Było leniwie, nierealnie i obaj mieli chwilowe poczucie oderwania od rzeczywistości.
— Bo wydajesz się być zadowolony z tego, co masz. Jakby ci… niczego nie brakowało — odpowiedział Charlie, pochylając się do mężczyzny i błądząc językiem po jego szyi.
— Och, to nieprawda… — Rush westchnął, poddając się pieszczocie. — Brakuje mi do szczęścia kogoś takiego jak ty.
— Tak? — Charlie spojrzał na niego z pobłażliwym uśmiechem na ustach. — Rush, nie ze mną takie numery.
— Numery? Jakie numery? — Gospodarz uśmiechnął się rozbrajająco, obmyślając nową taktykę, skoro ta nie była idealna na to apetyczne ciasteczko.
— Mam na myśli twoje słodkie podchody — Charlie uśmiechnął się do niego, po czym pochylił się i ugryzł go w ucho, mrucząc przy tym.
Rush zaśmiał się cicho.
— Cóż, nietrudno mi zaprzeczyć, że jestem słodki, kwiatuszku. — Wyszczerzył się swoim firmowym uśmiechem. — Ale ty bardziej.
— Mmm… Tak myślisz?
— Tak… Tylko cię zjeść.
— Dałbym ci się zjeść — stwierdził chłopak, muskając go jeszcze w usta i płucząc włosy.
Rush zaśmiał się do niego, też się myjąc. Miał niezły humor. Charlie w tym czasie ukradkiem oglądał jego plecy. Każde ich zagłębienie mu się podobało.
Po chwili wyszedł spod prysznica, uprzednio nie mogąc się powstrzymać przed muśnięciem dłonią jego boku. Rush oblizał wargi i wyszedł za chłopakiem, od razu przytulając się do jego pleców.
— Moja ptaszyna…
Charlie aż się zaśmiał, odwracając do niego głowę.
— Kolejne określenie? Masz wyobraźnię.
— Podobają ci się?
— Czasem mógłbyś użyć tylko mojego imienia…
— Mhm… — Rush westchnął przy jego uchu. — Jest bardzo ładne — dodał, delektując się tym, co czuł pod palcami. Chłopak był słodki.
— Zwykłe. Rush, gadaj ze mną normalnie. — Charlie przekręcił się w jego ramionach i stanął do niego przodem.
— Przecież gadam — zbagatelizował mężczyzna.
— No, ale… — zaczął Charlie, po czym jęknął. — No, to nie jest normalnie.
— Czemu? — spytał, jakby nigdy nic, miziając go przy okazji nosem po szyi.
— Bo mi słodzisz, cokolwiek nie powiem — odparł, wzdychając cicho. Automatycznie skierował dłoń do jego włosów.
— Bo jesteś słodki! — Rush zaśmiał się i cmoknął Charliego w usta.
— Spoko. — Ten przeczesał mu włosy palcami, już się nie czepiając.
— No widzisz, kwiatuszku, jesteś za piękny, żeby się denerwować. — Rush ponownie się roześmiał, odsuwając się i zaczynając wycierać.
Charlie miał ochotę pacnąć się w czoło po tych słowach, ale zamiast tego oparł się o szafkę tyłkiem i wpatrzył w niego. Mimo wszystko lubił niektóre czułostki Rusha. To było tak inne niż przy seksie na przykład z Jasonem. Dawno nie czuł się taki dopieszczany.
— Chciałbym kiedyś zobaczyć, jak pływasz — rzucił.
Grey przetarł ręcznikiem włosy i dopiero spojrzał na tatuażystę.
— Po co?
— Tak mi przyszło do głowy. No i fajnie by było zobaczyć, jak te mięśnie ruszają się na wodzie.
— Piękne marzenie — prychnął Rush. — Ale jakbyś chciał, to do spełnienia.
— Mmm, super! Mam zamiar skorzystać.
— Też bym mógł wtedy skorzystać — zamruczał, odkładając ręcznik i zakładając szlafrok.
— Hm? To znaczy? — Charlie zapatrzył się na chowające się pod szlafrokiem ciało, samemu wciąż stojąc nago.
— Mam niby sam pływać, a ty, ptaszku, chciałbyś tylko patrzeć? — Rush pstryknął go lekko w nos.
— No, takie było założenie! — odpowiedział Charlie z bezczelnym uśmiechem.
— To musisz je zmienić, bo ja też chcę popatrzeć. — Rush znowu wyszczerzył swoje białe ząbki, biorąc ręcznik i wycierając włosy Charliego.
— Okej, zmienię — zgodził się chłopak, obejmując go w pasie i przytulając. Był zmęczony po seksie, a te gesty Rusha tylko bardziej go rozleniwiały. Co prawda czuł się z tym bardzo specyficznie, bo nie przywykł do takich czułości, ale było mu miło. — To zaprosisz mnie na basen. Ale najpierw Sunset.
— Oczywiście, śliczny — zamruczał Grey. Przy Charliem czasami nawet zapominał o innych, z którymi się spotykał.
Chłopak uśmiechnął się i stał tak jeszcze chwilę, przytulony do niego. Po czym sięgnął po ręcznik i przewiązał się w pasie.
— Czekam na to upragnione „Charlie” — powiedział, patrząc w jego niebieskie, jasne oczy. — A najlepiej z brytyjskim akcentem.
Rush zaśmiał się i przyciągnął go do siebie. Przesunął leniwie palcami po jego nagich plecach, kciukiem wyczuwając kręgosłup pod skórą. Pochylił się do jego ucha niespiesznie.
— Mój śliczny Charlie — wyszeptał na życzenie z tym swoim angielskim akcentem, który aż wibrował w uszach chłopaka. Rush nawet poczuł, jak ten zadrżał wyczuwalnie, co tylko upewniło go w tym, jak na niego działał ten specyficzny głos.
— Mmm, seksownie…
— Tak ci się to podoba?
— Ledwo mi od tego nie staje…
— Aż tak?
— Taaak. — Charlie westchnął, całując go w szyję. — To takie zmysłowe, jak przeciągasz sylaby.
— A to takie słodkie, że tobie tak to się podoba.
— Zauważyłem, że cokolwiek nie robię, jest słodkie. — Chłopak zaśmiał się wesoło.
— Albo urocze, albo seksowne — poprawił go Rush, wychodząc z łazienki. — Masz na coś ochotę?
— Jakiegoś drinka? — spytał Charlie, podążając za nim.
— Mhm, jasne. Jakieś konkretne życzenia?
— Może być Malibu? — zaproponował, siadając na kanapie.
Rush kiwnął głową i podszedł do barku, żeby przygotować drinki. Sobie nalał dżinu z lodem. Przez cały czas czuł na sobie spojrzenie Charliego, któremu się nie dziwił, bo przecież był świadom, że ma na co patrzeć. No i było to miłe, gdy chłopak tak się nim zachwycał. Lubił tak działać na ludzi, a miał do tego predyspozycje.
— Proszę. — Podał chłopakowi drinka.
— O cokolwiek bym nie poprosił, pewnie by się w tym barku znalazło? — Charlie zaśmiał się i siorbnął słodkiego napoju.
— Bez przesady. — Rush usiadł obok chłopaka i objął go dominująco ramieniem. Charlie nie musiał długo czekać na leniwą pieszczotę, gdy Rush zaczął delikatnie muskać go palcami po ramieniu. — Nie jestem aż takim koneserem alkoholi.
— No wiesz… ja w lodówce mam tylko piwo. — Tatuażysta wtulił się w niego chętnie. — Ale u mnie nie przewija się tyle ludzi co tu, żebym miał kogo częstować — dodał, zanim pomyślał.
Rush niestety wyłapał to i zmarszczył z zaciekawieniem brwi.
— Tylu ludzi? Co przez to rozumiesz?
— Eee… no, ostatnio ta pokojówka, gdy śniadanie przyniosła — Charlie spojrzał na niego niepewnie — mówiła, że… sporo się tu przewija takich ludzi jak ja.
— Brednie. Jest po prostu zazdrosna! — Gospodarz zaśmiał się, bez drgnięcia okiem kłamiąc. Miał to dopracowane do perfekcji.
— I tak by po prostu mówiła?
— A czemu nie? — szedł dalej w zaparte, jakby nigdy nic.
— No… bo niby jaki miałaby w tym cel? — Charlie uniósł brwi, popijając drinka i patrząc na niego uważnie, ale Anglik tylko beztrosko wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Nie jestem nią.
Charlie nic nie dodał, tylko dopił drinka, aż wpadło mu coś do głowy. Wstał i podszedłszy do szafki z telefonem, sięgnął po notesik. Chwycił w dłoń długopis i zaczął coś pospiesznie bazgrać, a gospodarz spojrzał za nim z zainteresowaniem.
— Co tam piszesz, śliczny?
— Wybacz, skojarzyło mi się. — Charlie zaśmiał się tajemniczo, kończąc rysunek.
Wreszcie podał mały notesik gospodarzowi, na którym widniał sam Rush, narysowany komiksowo. Miał nieco przekrzywioną i zdecydowanie za dużą koroną na głowie oraz zniewalający uśmiech. Do tego był dorysowany błysk na ząbku, mający podkreślić, jak lśni. Siedział na kanapie w prowizorycznych, książęcych ciuszkach.
Rush zamrugał w szoku, po czym zakrył usta dłonią, śmiejąc się szczerze z tego, co widział.
— Wariat! — parsknął, chwytając Charliego za nadgarstek i przyciągnąwszy do siebie, usadził go sobie na kolanach. — Tak mnie widzisz? Co?
— No, nie da się ukryć. — Chłopak uśmiechnął się i dotknął tych jego jaśniutkich włosów. — Czasami tylko tu tej korony brakuje.
— Tak? A jakbym ją miał, to co by było? — Rush śmiał się dalej.
— Nic by cię nie różniło od księcia z bajki. Wybacz tę karykaturę. — Charlie pocałował go w policzek, a Rush zamruczał, przytulając się.
— Chciałbyś, żebym był twoim księciem z bajki?
Rozmarzony chłopak uśmiechnął się nieświadomie. Siedzenie na kolanach tego przystojnego mężczyzny, w tym niesamowitym hotelu, po cudownym seksie, wydawało mu się takie… niecodzienne. Wiedział, że za tym wszystkim krył się lekki fałsz, ale to było tak inne od tego, co dotychczas poznał, że chciał więcej i więcej.
— Nie pogardziłbym. Tylko ja nie będę księżniczką. A nie znam zgejonych bajek dla dzieci.
— Nie musi być dla dzieci.
— Mhm… ta jest zdecydowanie dla dorosłych — zamruczał i zakręcił tyłkiem na jego kolanach, a ręcznik odsłonił mu więcej uda.
— Zdecydowanie, zdecydowanie… — odpowiedział Anglik w swoim rodzinnym języku, przesuwając dłonią po wewnętrznej stronie uda Charliego. Nie było tak zarośnięte, jak niektórych facetów, tylko takie w sam raz.
— Mmm… Nie wiem, co mnie teraz bardziej podnieca. Twoje usta, czy twoja dłoń.
— Może jedno i drugie? — zasugerował gospodarz, kiedy z sypialni, gdzie Charlie zostawił rzeczy, dobiegł dzwonek komórki chłopaka.
Tatuażysta aż zadrżał, nagle wyrwany z tego nastroju.
— Kurwa, wybacz — jęknął z grymasem. Zszedł z jego kolan i pobiegł odebrać.
Telefon dzwonił wściekle w spodniach. Charlie sięgnął po nie z podłogi i dobrał się do kieszeni, wreszcie wyciągając natrętną komórkę. Sapnął.
— Tak?
— Jutro idziesz… kurwa, poczekaj! Młody, jutro idziesz na rano, ja nie mogę — wywarczał w telefonie Jason, który wyraźnie nie był sam.
— Co…? — Charlie był zdezorientowany. — Ale co się dzieje…? Znowu zlewasz pracę?
— Nie zlewam, kurwa, tylko rano się nie wyrobię — mruknął jego rozmówca. Wyraźnie było słychać, że odsuwa telefon od ucha. — Hej, gdzie my jesteśmy?
— West Palm Beach. — Dało się słyszeć czyjś głos.
— Słyszałeś? — mruknął Jason znowu zniecierpliwionym głosem.
— No dobra, ale kurwa… — Charlie zmarszczył brwi. — Co ty w ogóle robisz na West Palm Beach?
— A jak myślisz, Watsonie?
— Ej, to ja powinienem być niemiły, bo mi przerwałeś w… złym momencie — odparł do telefonu z irytacją.
— Ups — odmruknął Jason wybitnie sarkastycznie i bez słowa się rozłączył.
Charlie warknął coś do siebie, stukając chwilę komórką o udo, aż w końcu rzucił ją na spodnie na podłodze. Przeczesał jeszcze włosy palcami i wrócił do salonu.
— Sorry… Jason dzwonił — mruknął, opierając się bokiem ciała o framugę drzwi.
— Ten wielki chudzielec?
— Mhm. Zapomniałeś dodać „niewdzięczny, wielki chudzielec”. Muszę na rano iść do roboty.
— Czemu?
— Bo Jason się nie wyrobi. — Charlie wydął wargi.
— Jest okropnie niedopowiedziany — stwierdził poważnie i z przekonaniem gospodarz, jakby sam nie wymigiwał się od roboty.
Chłopak wzruszył ramionami z grymasem.
— Zlewczy, powiedziałbym.
— Też.
Charlie podszedł do niego, pochylił się i pocałował.
— No, więc rano muszę jakoś żyć. I wcześniej się stąd urwać.
Rush zrobił smutną minę, dotykając czule jego ramienia.
— Naprawdę już musisz iść?
— Mhm. Mamy na rano klientów. Muszę zdążyć.
Westchnął ciężko i wychyliwszy się, cmoknął chłopaka w usta.
— Tylko o mnie nie zapominaj, mój śliczny.
— Nie żegnamy się na zawsze. — Charlie zaśmiał się i poszedł po swoje rzeczy do sypialni. Musiał ponownie ubrać się w ciuchy od Mike’a.
— Wiem, że nie, ale będę za tobą tęsknił jak za promieniem wschodzącego słońca! — Rush podążył za nim i oparł się seksownie o futrynę drzwi, prezentując w całej okazałości.
— Co? — Charlie parsknął śmiechem, aż się na niego oglądając. Mimo irytacji, że musi przez Jasona już się zbierać, patrzył na Rusha z wyjątkowym rozbawieniem. — Twoje teksty są coraz lepsze.
— Tak uważasz?
— No, aż się zastanawiam, co usłyszę następnym razem — odparł, wciągając na tyłek spodnie i zabierając się za koszulę.
— Coś, co i tak pewnie nie opisze dostatecznie twojego uroku. — Rush uśmiechnął się promiennie, jakby właśnie nie palnął jakiegoś oklepanego tekstu prosto z seriali brazylijskich. Chyba mógł w duchu powiedzieć, że miło spędził ten wieczór.
Charlie odpowiedział uśmiechem i dopiął koszulę na ostatni guzik. Podszedł do Rusha i przytulił się, całując jeszcze na pożegnanie. Już uwielbiał te usta. Były cudowne. Mężczyzna odpowiedział na pocałunek, przyciągając Charliego za talię.
— Zadzwonisz? Czy ja mam?
— Zadzwonię — zamruczał tatuażysta i odsunął się wreszcie, chociaż bardzo niechętnie. — Zatrzymaj tamten rysunek. A ja spadam.
— Dobrze. — Rush westchnął, odprowadzając Charliego.
Chłopak jeszcze mrugnął do niego, wsadzając ręce do kieszeni i wszedł do windy. Rush przyłożył rękę do ust i wysłał mu całusa chwilę przed tym, jak drzwi zamknęły się z charakterystycznym piśnięciem. Mężczyzna chwilę jeszcze się na nie patrzył, po czym przeczesał palcami włosy. Westchnął ciężko, poszedł do sypialni po swoją komórkę i zaczął przeglądać listę kontaktów. W końcu wybrał jeden i zaczął pisać smsa: „Hej, Caroline. Jak tam moja piękna się miewa? Co powiesz na to, żebym porwał cię jutro na romantyczny spacer po plaży?”. Uśmiechnął się promiennie. Z kobietami było łatwiej. Charlie wydawał się być bardziej sceptyczny i zdystansowany do jego tekstów. A laski po prostu na to leciały.

***

Minął ponad tydzień od czasu, kiedy Charlie wyszedł z apartamentu Rusha. Teraz siedział w swojej pracowni, powoli kończąc tatuowanie delfina na ramieniu młodej dziewczyny i rozmyślał nad blondynem, z którym spotkał się od tamtego czasu dopiero wczoraj na kawie. A i tak skończyło się na krótkiej rozmowie, bo Rushowi zadzwonił telefon z pracy. Oczywiście przepraszał go za to gorliwie, co nie zmieniało faktu, że niespecjalnie przez to skorzystali ze swojego towarzystwa.
— Skończone — rzucił do dziewczyny, wymuszając uśmiech i przemywając tatuaż.
Klientka obejrzała go i wyszczerzyła się, przygryzając wargę.
— Cudny!
Po chwili była już za drzwiami, poinstruowana, jak należy dbać o tatuaż oraz lżejsza o kilkadziesiąt dolarów.
— Co tam, Charlie? — Kate bawiła się ołówkiem, siedząc za kontuarem.
Reszty załogi jeszcze nie było, a konkretnie Jason był na dworze, paląc już chyba setnego papierosa tego dnia. Za to Mike unikał studia jak ognia.
— Nic. — Wzruszył ramionami średnio przekonująco, zwalając się na kanapę. — Kręci się jakoś, co?
— No, jest nieźle. Gorzej, że jakoś ostatnio wyczuwam tu od męskiej części drużyny mistrzów złe fluidy. Co to, jakaś męska grypa czy co? — Zaśmiała się i wyciągnęła z kieszeni owocowego mentosa. — Chcesz?
— Nie, dzięki. Czemu złe fluidy? Jasonowi coś znowu odbija? — Charlie spojrzał na nią z większym zainteresowaniem. Niemyślenie o Rushu mogło mu dobrze zrobić, a i też był ciekaw, co się dzieje, czego nie dostrzega zapewne przez własne bujanie w obłokach.
— A nie widać? — spytała szczerze zszokowana Kate. Sama wrzuciła dwa cukierki do buzi.
— Ee… a powinienem coś szczególnego zauważyć? — Charlie zmarszczył brwi, zdziwiony jej reakcją.
— Noo… na przykład, że chodzi nakręcony jak nigdy? Normalnie jak taki zatroskany ojciec na sali porodowej. Jakby na coś czekał.
Charlie wzruszył ramionami.
— I tak się pewnie nie dowiesz, o co chodzi.
Jason zwierzający się z przejęciem o swoich planach czy rozterkach nie figurował w wyobraźni chłopaka jako jedna z realnych możliwości.
— Pewnie tak, ale może chociaż wiesz, co z panem managerem? — dopytywała, czując się ostatnio jakaś pominięta w tym wszystkim. Każdy był zajęty swoimi sprawami, które tak ich pochłaniały, że nawet nie miała za bardzo z kim pogadać w trakcie przerw, czy czatowania za kontuarem.
— Może jest zajęty pracą. W sensie drugą — uściślił tatuażysta. — Wiesz, że haruje na dwa fronty. Daj tego mentosa. — Wstał, podszedł do niej i wyciągnął rękę.
— Masz. — Dziewczyna podała mu cukierka akurat w momencie, kiedy do salonu powróciła chmura gradowa, ogólnie znana jako Jason.
Charlie postanowił go poobserwować.
— Za godzinę klienta masz — zwrócił się do niego, zerkając do notesu przez ramię Kate. Margines był już cały zamazany rysunkami autorstwa całej trójki, która upatrzyła w tym sobie całkiem zajmującą rozrywkę.
— Wiem — odburknął mężczyzna, łamiąc nerwowo palce, kiedy siadał na kanapie.
Dziewczyna wymownie spojrzała na Charliego, jakby chciała mu przekazać, że właśnie o takim zachowaniu mówiła. Po tym sama zwróciła się do mężczyzny, nie mogąc już zdzierżyć, ani tej niewiedzy, o co też chodzi, ani tego, że przez to „coś” w studiu było dziwnie.
— Jason, co jest?
Starszy tatuażysta uniósł na dziewczynę zblazowane spojrzenie, lekko przygryzając wargę i marszcząc brwi.
— Co jest co? — burknął.
— No… specyficznie się zachowujesz. — Uniosła brwi, dając mu do zrozumienia, że nie odpuści. A przynajmniej nie tak łatwo.
Mężczyzna spojrzał kątem oka na Charliego i zdusił w sobie diabelski uśmiech. Wyobraził sobie, co by było, gdyby powiedział, co go tak nakręca. To by było nawet zabawne. Aż go korciło, żeby mu powiedzieć. Ale wtedy Mike by się wkurwiał i jeszcze by mógł z tego powodu anulować ich umowę. A na to Jason nie miał zamiaru pozwolić.
— Wydaje ci się, maleńka. — Puścił oczko dziewczynie, uśmiechając się do niej chytrze.
— Tak? — Kate przedrzeźniała się z nim. — A mi się wydaje, że coś kręcisz.
— Niczego w życiu nie można być pewnym — odparł z chrapliwym śmiechem, jakby chciał powiedzieć, że tak łatwo nic z niego nie wyciągnie. Wyjął z kieszeni paczkę fajek, którą dopiero schował i zaczął się nią bawić, jakby się zastanawiał, czy znowu nie wyjść zapalić. Zdecydowanie zachowywał się niecodziennie.
— Taa, właśnie widzę. — Kate pokręciła głową i ruszyła w stronę zaplecza. — Któryś chce kawy, herbaty?
— Kawy — odparł Jason, który, mimo że tego dnia żadnej jeszcze nie wypił, zachowywał się, jakby wyżłopał jej już z litr.
— Ja nic nie chcę, dzięki! — Charlie odprowadził dziewczynę wzrokiem i spojrzał z powrotem na Jasona. — A tak serio? — spytał nagle.
— Co serio? — odparł Jason, jakby nigdy nic, ale już dużo mniej miło, niż kiedy rozmawiał z Kate.
— No co jesteś taki zaaferowany?
— A ja myślałem, że spytasz, co taki wkurzony. Och, niebiosa, jak dobrze, że wszyscy są ślepi — prychnął. Nie widział Mike’a już piąty dzień i wcale, a wcale mu się to nie podobało. Najbardziej jednak wkurzał go fakt, że w tej chwili miał ochotę po prostu wyjść z nim na papierosa i pogadać.
— Niech tak będzie. — Charlie wzruszył ramionami, stukając palcami o blat kontuaru. Z Jasonem łatwo się nie rozmawiało. Nie był tym zaskoczony. Wolał dawać mu dupy, niż z nim rozmawiać. — O co jesteś taki wkurzony?
— O nic. Tak dla rozrywki się wkurzam, bo się nudzę.
— Bardzo śmieszne. To proponuję się czymś zająć. Tatuaż mi obiecałeś, pamiętasz?
Jason spojrzał na niego spode łba.
— Pamiętam. No i co z tego, jak nadal nie masz pomysłu na napis?
— Wymyślę do przyszłego tygodnia — oznajmił hardo Charlie. — Tylko będziesz musiał włożyć w to cały swój talent.
Jason zmierzył go kpiącym spojrzeniem.
— Do durnego napisu? — Zaśmiał się chrapliwie i kpiąco, mimo że wcale nie uważał, że jakikolwiek tatuaż może być durny. Cały swój talent wkładał nawet w debilne wróżki na kostkach.
Charlie zmarszczył brwi.
— No, ale postarasz się, nie? — rzucił badawczo, ale zanim Jason zdążył chociaż zrobić jakąś wredną, wybitnie w swoim stylu, minę, rozdzwonił się telefon chłopaka. Ten nie patrząc nawet na ekran, odebrał leniwie. — Taaa?
— No cześć. Jak tam? — To był Mike.
— Hej, Mike! — Charlie ucieszył się, okręcając się na obrotowym krześle plecami do Jasona. — Pusto mamy chwilowo. Kiedy przyjedziesz?
— Mike? — Drugi mężczyzna wstał z kanapy. Nim Charlie zdążył zareagować, wyrwał mu komórkę. — Gdzie jesteś, cholero? — warknął do telefonu.
— Yy… — Mike ewidentnie się zawiesił.
— Jason, kurwa! — Charlie wyciągnął się do niego, chcąc sięgnąć po komórkę. — Oddawaj!
— Spierdalaj, młody! — warknął mężczyzna, odtrącając chłopaka jak natrętną muchę. Ponownie zawarczał do komórki, kierując się w stronę zaplecza, żeby Charlie mu nie przeszkadzał. — Pytam, gdzie jesteś i czemu cię tu, do cholery, nie ma! — Musiał z nim pogadać, a Mike nie odbierał od niego telefonów. Nie był tym zaskoczony, ale i tak wkurzało go olewanie. A raczej uciekanie, jak się domyślał.
— Dzwoniłem do Charliego, nie do ciebie — zauważył chłopak pozornie spokojnym tonem, ewidentnie unikając odpowiedzi na pytania mężczyzny.
— Nie odbierasz telefonu. To nie fair — burknął Jason, wchodząc do magazynku i wypychając stamtąd uprzednio Kate. Zamknął się w środku na klucz. Oczywiście dla efektu trzasnął drzwiami przed wkurzonym chłopakiem i zszokowaną dziewczyną. Usiadł na jakimś pudle i przeczesał chudymi palcami swoje rudo-czarne włosy.
— Byłem zajęty — odparł Mike po krótkiej chwili milczenia. — Dajecie radę beze mnie. Ja mam też drugą robotę.
— Wiem przecież, ale… Zresztą nieważne. — Jason westchnął. — Pamiętasz?
— Co mam pamiętać? — spytał Mike bezosobowym tonem, a wcześniej słyszalny szelest jakichś papierów ucichł momentalnie.
— Dobrze wiesz. Co robisz w ogóle?
— Papierkowa robota. A ty co taki wymęczony? — Mike najwyraźniej rozpoznał, że głos Jasona wcale nie brzmiał tak, jak zwykł brzmieć. Czyli lekceważąco i złośliwie.
Mężczyzna chwilę milczał, nie wiedząc dokładnie, jak powinien na to pytane odpowiedzieć.
— Nie mam z kim zapalić, więc nie mam jak się odprężyć między zleceniami. — W końcu zaśmiał się chrapliwie, popatrując na drzwi.
Mike parsknął cicho.
— To jak sam palisz, nie wystarcza? Żeby zaspokoić nałóg, potrzebujesz nikotyny, a nie towarzystwa. W twoim wypadku bardzo dużo nikotyny.
— No, fajki mi się już skończyły. — Jason żachnął się, trochę zły, trochę rozbawiony. Dziś wypalił już całą paczkę, a jeszcze słońce nie zaszło. — A towarzystwo jest niemal jak nikotyna. Nie wiedziałeś?
— No zastanawiałbym się, co wolę, jakbym długo nie miał peta w ustach — odparł Mike, widocznie również nieco bardziej rozluźniony, bo nie było słychać specyficznego napięcia w jego głosie. — Kup sobie i nie narzekaj. Ja mam robotę. Nie przyjadę teraz, bo ci się nudzi. — Jason na powrót usłyszał przerzucanie papierów.
— A poza tym, że masz robotę, po prostu się boisz. Umowa nadal obowiązuje. Nie zapominaj.
Na szczęście Jason nie mógł usłyszeć, jak Mike przełyka ślinę z grymasem, ale domyślił się, że mógł to zrobić.
— Wiem. Obiecałem, to dostaniesz, co chciałeś. Nie musisz mi przypominać.
Mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie.
— Nie musiałem, ale chciałem. Charlie tęskni za tobą, szefuńciu.
— Widziałem się z nim w tym tygodniu — odparł kąśliwie Mike. — I bez tych głupich aluzji.
— Jakich głupich aluzji? — Jason zaśmiał się, słysząc, jak za drzwiami Charlie powoli niepokoił się przedłużającą się rozmową.
— Takich, które ani trochę mnie nie bawią, a z których ty czerpiesz tą niezrozumiałą dla mnie satysfakcję — odparł Mike sucho. — A jak już mowa o Charliem, to zaraz ci się oberwie, jeśli nie oddasz mu telefonu.
— On i tak mnie nie lubi, więc co za różnica? — Mężczyzna wzruszył ramionami. Nie przejmował się Charliem. Chłopak i tak mu nie podskoczy. — Wolę jeszcze chwilę posłuchać twojego głosu.
Usłyszał, jak Mike wzdycha cierpiętniczo.
— Daruj sobie, Jason. Może ja nie mam ochoty słuchać twojego, szczególnie, jak ciągniesz te swoje aluzje?
— A ty znowu swoje — jęknął sfrustrowany Jason. A przecież starał się być miły.
— Pogadamy, kiedy przyjadę… — mruknął Mike, zawieszając głos. — Jutro albo najpóźniej w piątek.
— Będę czekał! — Jason zaśmiał się wrednie, nadając swojej wypowiedzi w ten sposób bardzo złowieszczy wydźwięk.
Za to po głosie w odpowiedzi Mike’a mógł sobie doskonale wyobrazić, jak chłopak wykrzywia swoje kształtne usta w grymasie.
— Taa, niewątpliwie. Kończę, mam robotę. Na razie.
— Ta, na razie. Chcesz młodego? — spytał Jason pro forma, wstając i otwierając zamek drzwi od zaplecza.
— Powiedz mu, że zadzwonię później. Wyczerpałeś mój wolny czas — mruknął jego rozmówca i rozłączył się.
Tymczasem Charlie stał oparty o ścianę plecami, z założonym rękami i wybitnie wkurwioną miną. Spojrzał morderczo na Jasona, kiedy ten wyłonił się wreszcie ze swojego chwilowego azylu. A na domiar tego zamachał mu bezczelnie komórką przed nosem.
— To chyba twoje? — rzucił z rozbawieniem. Może to było głupie, ale miał dużo lepszy humor niż jeszcze piętnaście minut temu.
— Twoje żarty dzisiaj latają wyjątkowo nisko — warknął Charlie, wyrywając mu telefon i patrząc z bólem w oczach na przerwane połączenie. — Własnego, kurwa, nie masz?
— Twój ładniejszy — prychnął Jason i ruszył w stronę wyjścia z salonu, po drodze mijając Kate, która bawiła się kuleczką od kolczyka w języku. — Zaraz wracam, idę po fajki.
— Skurwiel — syknął za nim Charlie, mając ochotę czymś w niego rzucić. Najlepiej bardzo ciężkim i prosto w ten rudy czerep. Sam usiadł przy kontuarze, zaczynając stukać nerwowo telefonem o blat. — Nie rozumiem, jak mogłem się z tobą pieprzyć.
— Rozumiesz bardzo dobrze. — Jason zaśmiał się, zatrzymując się na chwilę przy szklanych drzwiach studia. — Nie musiałeś wtedy ze mną rozmawiać.
— Zamilcz i odejdź — mruknął Charlie dramatycznie, kładąc głowę na złożonych na blacie rękach. — Im więcej gadasz, tym bardziej mnie wkurwiasz.
— Do usług — odparł mężczyzna i wyszedł z drwiącym uśmiechem na ustach.
Kate patrzyła na całą scenę z oczami jak spodki.
— Co to… kurwa, było? — spytała płasko, podchodząc do Charliego.
— Chuj z niego — wycedził chłopak z niecodzienną mściwością w głosie. — Coś mu odpierdala, miałaś rację.
Dziewczyna, mimo jego ponurej miny, uśmiechnęła się.
— Mówiłam. Ale w ogóle, po co on chciał gadać z naszym drogim szefem?
— Skąd mam wiedzieć? Zamknął się z moim telefonem w tym cholernym magazynku. A Mike się już rozłączył, więc nie mam pojęcia — mruknął, obmyślając plan zaszycia się w pracowni, gdy tylko mężczyzna wróci. Miał go na dzisiaj dosyć. Jak jeszcze czasem złośliwości był w stanie znieść, to takie akcje strasznie go irytowały.
— Spytasz go przy okazji. — Kate wzruszyła ramionami, zaczynając się bawić swoimi już przydługimi włosami. — Jak sądzisz, podciąć sobie grzywkę, czy zapuścić ją tak na bok?
Chłopak uniósł na nią spojrzenie, marszcząc brwi.
— Nie wiem… Podetnij? Fajnie ci w krótkich.
— No, też tak myślę. A jakiś kolorek może? — dopytywała, kiedy jeszcze nie tak dawno skradziony telefon zapiszczał, zawiadamiając, że przyszła wiadomość.
— No ciemny jakiś — odparł Charlie, sprawdzając smsa. Pomyślał z przekąsem, że dobrze, że Jasona nie ma, bo może by zechciał sobie z kimś poesemesować.
— Czarny? A może coś z fioletem… — Dziewczyna dumała nadal nad swoimi włosami, kiedy Charlie odczytywał smsa od Rusha:
„Jesteś zajęty? Mógłbym zaraz wpaść do studia?”.
Chłopak niepewnie zerknął na dziewczynę przyglądającą się swoim kosmykom, zastanawiając się, jak zareaguje na tę sytuację. Nie chciał za bardzo robić jej przykrości, ale też wiedział, że jeśli to, co jest między nim a Rushem, nabierze większego znaczenia, to Kate i tak prędzej czy później się dowie.
Po chwili namysłu odpisał: „Mam chwilowo wolne, czekam :)”.
— Ciemny fiolet — podsunął.
— I z tyłu bym sobie tak krócej, a z przodu to… — Gadała dalej jak najęta.
Chłopak patrzył to na nią, to przez szklane drzwi studia na ulicę, a słowa dziewczyny tylko odbijały się od jego uszu. Potakiwał trochę nieświadomie, aż Kate uśmiechnęła się do niego z pobłażaniem, choć i lekkim wyrzutem.
— Nie słuchasz. O czym myślisz?
— Sorry. — Charlie uśmiechnął się do niej przepraszająco. — No, bo kręcę z takim jednym… i napisał, że wpadnie…
— Takim jednym? — spytała, przekręcając z zaciekawieniem głowę.
Nim Charlie zdążył odpowiedzieć, drzwi salonu otworzyły się i do środka wszedł Rush.
— No hej! — Wyszczerzył się w swoim firmowym uśmiechu.

7 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 13 – Tylko korony tu brakuje

  1. Katka pisze:

    Adela, oj, Jasonowi do miłości do Mike’a trochę brakuje XD Cóż, na pewno da się wywnioskować, że chłopak go kręci :) A że Jason uważa, że jest krypto… No to go dręczy, bo wierzy, że a nuż uda mu się go zaliczyć :)

  2. Oli pisze:

    Aha, supcio opko, wciągnęło mnie, hihihihi ;) Bardzo lubie bohaterów i musze przyznac że Rush podbil me serce, ahaha. Jest zajebisty. słodziasny blondasek. A moze on serio jest jakimś ksieciem coooo? albo synem jakiegos hrabiego z Anglii. Nie wiem, nie znam sie co oni tam w UK maja ale on cos styka mi z jakims tytulem arystokratycznym ahaha. I chyba jestem jak Charli, bo tez mi nogi miekną jak słyszę Anglików. a wlasnie, Charlie. Jest słooooooodzi ;dddd Wytargac go tylko za te włosy, hihihi, kochany. Co do reszty to tylko Jasona nie lubie :/ Wredne potworzystko. Mike ujdzie, Katy ok. Bede sledzic dalsze rozdzialy, bajer ;dddd klimacik w kazdym razie jest, udalo wam sie, hihihihihi, czuje sie to słońce ;d

  3. Roselani pisze:

    Rush mnie rozbraja, kiedy tak słodzi Charliemu. Jestem ciekawa, czy kiedyś zrobi się bardziej szczery… Bo coż, moja dusza romantyczki uwielbia, jak ludzie się zmieniają dla tej jednej konkretnej osoby… Także mam nadzieję na małą metamorfozę podejścia do życia Rusha.
    Strasznie rozbawiła mnie scena z przywłaszczeniem sobie telefonu Charliego. Czy mi się wydaję, czy Jason zakochuję się w Mike’u? A jeśli tak, to co on cholera w sobie ma, że już dwoje gejów się w nim buja. W dodatku jak na złość jest podobno hetero. „Podobno” bo we mnie ciągle jest nadzieja! XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s