Fire Dragon Tattoo Studio – 12 – Area 31

Nim po południu do salonu wrócił Jason, Kate zdążyła przekłuć język klientce oraz zrobić dziurki w uszach dwóm przyjaciółkom. Okazało się, że Charlie też miał więcej roboty. Poza tym, że zrobił umówionemu klientowi tatuaż na łopatce, musiał zapisać jeszcze kilku niezapowiedzianych gości i omówić z nimi wzory. Kiedy Jason wrócił, siedział już przy kontuarze z głową na blacie.
— Przyszedłeś akurat wtedy, kiedy tłum już się rozszedł — rzucił, wydymając wargi.
Mężczyzna tylko wzruszył ramionami.
— To możesz być z siebie dumny, że sobie poradziłeś. — Zaszedł do niego i oparł się obok, zaglądając, kogo to dopisali od rana.
— Powinieneś mi to wynagrodzić, a nie… Pracuję za ciebie, w twoich godzinach pracy, kiedy ty robisz nie wiadomo co. I do tego zjedliście wszystkie moje czekoladki.
Jason zerknął na niego zlewczym spojrzeniem.
— Wynagrodzić? Niby jak? — mruknął. Wziął kartkę i ołówek. Zaczął bazgrać coś od niechcenia.
— Chociażby odpracować wszystkie zamówione na jutro wizyty. — Charlie uśmiechnął się do niego chytrze. — I tym razem ja sobie zrobię wolne, co?
— Nie było mnie tylko trzy godziny. Nie przeginaj, młody.
Potrwała chwila milczenia, w trakcie której Jason przeglądał kajet, a Charlie nadal polegiwał na blacie. Aż wreszcie ten drugi zapytał:
— To zrobisz mi tatuaż?
— Jaki? — mruknął mężczyzna i wyjął z szuflady cienkopis, następnie zaczynając poprawiać swój szkic. Przedstawiał czarnego kota ocierającego się grzbietem o trzynastkę.
Charlie spojrzał mu przez ramię i zadumał się.
— Hm… może jak mam to serce na klacie, to by jakiś napis walnąć, żeby serce było w jego środku?
— Jakiś? — Jason zerknął na niego sceptycznie. — Niby jaki?
— No, nad tym bym musiał dłużej pomyśleć, żeby czegoś głupiego nie walnąć. I chyba coś w miarę krótkiego. To jakbym wymyślił, to mi zrobisz, hmmm?
— Ta, taa… Zrobię — mruknął w odpowiedzi i przekreślił z irytacją swój rysunek. — Chłam — burknął do siebie.
— Dzięki. — Charlie wyszczerzył się. — I wcale nie był taki zły. — Wskazał na rysunek. — Tylko trochę pesymistyczny.
Mężczyzna mruknął coś pod nosem, nie mając ochoty wdawać się w polemikę. Wstał akurat wtedy, kiedy zadzwonił telefon Charliego, więc ten przeciągnął się i zerknął na ekran. Nieznany numer. Oparł się łokciem o kontuar i odebrał.
— Halo?
— No cześć, przystojniaku.
— Hej… Um, Rush? — Zamrugał, nie będąc pewnym, czy dobrze poznał po głosie.
— Tak jest, mój drogi Charlie. Co tam u ciebie? — głos w słuchawce był tak milusi, że wręcz przymilny.
Chłopak parsknął cicho, mrużąc oczy i uśmiechając się, mimo że cały dzień był na niego zły. Przez to miał nagle nieprzyjemne skojarzenie z Kate, która po rozstaniu z Rushem wieszała na nim psy, aby po kilku godzinach świetnie się z nim bawić w klubie.
— A nic, skończyłem dziarać klienta. Dzięki za czekoladki. Tylko, no… takie trochę kosztowne…
— Ważne, że ci smakowały. Dla ciebie nic nie jest dla mnie za drogie — mężczyzna kadził niezwykle gładko, aż Charliego na chwilę wcięło.
— Doceniam. — Zaśmiał się w końcu. — Tylko że znamy się jeden wieczór…
— Czy czas jest dla ciebie naprawdę tak ważny i istotny?
— No… chciałbym cię lepiej poznać… czy coś — mruknął w odpowiedzi dosyć niepewnie, po czym szybko odchrząknął. — Trudno tak po jednej nocy.
— Ależ oczywiście. Dlatego chciałbym cię dziś zaprosić na kolację. Co ty na to?
— Wow… no jasne. — Wyszczerzył się, w sumie nie spodziewając się, że Rush będzie chciał się tak szybko spotkać. Ale już zaczął się obawiać, gdzie ta kolacja miała być. Wolałby na piwo do Sunset. — A gdzie pójdziemy?
— Może do Area 31? Chyba że polecasz coś innego. — Rush starał się być miły, mimo że w duchu na pewno liczył, że chłopak nie zaproponuje jakiegoś marnego baru. Można się było łatwo domyśleć, że podrzędne knajpy nie były miejscami, w jakie chodził.
— Skoro ty zapraszasz, to ty decyduj. Ale na następny raz to ja cię gdzieś zabiorę.
— Nie śmiałbym odmówić!
— Super. — Chłopak aż zastukał z zadowolenia w blat kontuaru. — To o której się widzimy?
— O dziewiątej wieczór ci pasuje? Gdzie miałbym po ciebie podjechać?
— Możesz pod moje mieszkanie, jeżeli to nie problem? — zapytał, podając mu od razu swój adres. — Już będę wtedy po pracy.
— Jasne, żaden problem. — Rush cmoknął w słuchawkę. — A teraz muszę kończyć, bo mam drugi telefon. Wybacz.
— A, spoko, do zobaczenia! — Charlie wyłączył komórkę i uśmiechnął się do siebie. Wow, pójdę na randkę. Chyba był tym faktem tak zaskoczony i ucieszony, że chwilowo zapomniał o tym, jak Rush do niego rankiem podchodził. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był na jakiejkolwiek randce i nawet zaczynał wątpić w powodzenie w tym względzie. Dlatego ta wiadomość sprawiła, że humor znacznie mu się poprawił.
Rozejrzał się po salonie. Jason zniknął gdzieś w swoim kącie, a Kate jeszcze nie wróciła z zakupów. Poszukał Mike’a i znalazł go na zapleczu, robiącego sobie kawę. Charlie stanął w progu, opierając się o framugę ramieniem.
— Mogę dzisiaj godzinę wcześniej wyjść? — spytał przymilnym głosem.
Manager odwrócił się do niego i oparł tyłkiem o blat, zerkając na Charliego znad popijanej kawy.
— No jasne, nie musisz pytać przecież.
— Super. — Chłopak wyraźnie się rozjaśnił. — Nie ma dużo klientów, to Jason powinien sobie poradzić. Jakby co, Katy też umie tatuować.
— Ona niech lepiej już zostanie przy swoim, a Jason… — Mike zamyślił się chwilę. — Chyba i tak nie ma nic innego do roboty.
— No, i jest mi dłużny, bo dzisiaj się przez niego nagoniłem — dodał Charlie, unosząc sceptycznie brew, ale zaraz potem zakręcił breloczkiem i uśmiechnął się. — Ja muszę wcześniej skoczyć do domu, bo mam randkę.
Zaskoczony Mike uniósł brwi.
— Randkę? Z kimże to takim? — spytał niewinnie.
— Tak, jak się domyślasz, z Rushem. Dlatego muszę się jakoś ogarnąć, żeby nie wyglądać jak włóczęga przy takim ideale jak on.
— A nie chciałeś powiedzieć czasem szpanerze?
Charlie wywrócił oczami i westchnął.
— Jakby go nie nazwać, wygląda perfekcyjnie.
— Jak z okładki pisma o modzie albo czymś takim. — Mike zaśmiał się pod nosem.
— No. — Charlie uśmiechnął się. — Dlatego muszę jakoś przy nim wyglądać — dodał nieco bardziej markotnie.
— Nie przeginaj. Wyglądasz dobrze. — Mike potargał mu włosy pieszczotliwie. Czasami nic na to nie mógł poradzić, że chłopak, robiąc taką minę, wyglądał jak dzieciak, którego wręcz chciało się wytarmosić za te kudły. Czasami traktował go bardziej jak młodszego brata niż prawie rówieśnika. — A gdzie idziecie?
— Teraz na pewno wyglądam jeszcze lepiej — poskarżył się Charlie, poprawiając włosy. — A idziemy do Area 31.
Mike prychnął.
— Tak, definitywnie szpaner.
— Oj no, nie czepiaj się go tak. — Charlie zaśmiał się i spojrzał na niego zadziornie. — Zazdrościsz, że pójdę do takiej wypasionej restauracji?
Chłopaka po słowach Charliego na chwilę zatkało. Aby się otrząsnąć, napił się kawy.
— Zazdroszczę? Chyba kpisz.
Chłopak zachichotał, widząc jego reakcję.
— Może przemycić dla ciebie kąsek głównego dania w kieszeni? — spytał złośliwie.
— Ukradnij sztućce. Drogo je później sprzedamy. W końcu żarcie to za małe ryzyko — Mike odgryzł się kumplowi.
— Och, no żartowałem tylko — mruknął Charlie. — I tak bym wolał pójść do Sunset. — Ostatkiem sił ugryzł się w język, żeby nie dodać „z tobą”.
— Z nim? Ciekawe, czy przeżyłby tak zwykłą knajpę. — Mike roześmiał się w myślach, porównując Area 31 z Sunset. Zupełnie inna liga.
— Jeśli ja przeżyję to, co dla mnie wymyślił, to jemu też by się nic nie stało. Chyba…
— A właśnie. Ty nie byłeś chyba jeszcze w 31?
— A wyglądam na kogoś, kogo na to stać?
— Ale masz garniak, co? Albo chociaż coś bardziej wyjściowego? — Mike skończył pić kawę i opłukał kubek w malutkim zlewie.
Charlie znieruchomiał.
— Eee… chyba jakąś koszulę mam — powiedział, nie będąc tego pewnym. Dawno nigdzie nie wychodził „wyjściowo”, więc nie potrzebował eleganckich ubrań. Nie lubił też trzymać w domu niczego zbędnego, więc były dość nikłe szanse, że coś podobnego posiadał. — I jeansy jakieś niewytarte by się znalazły.
Mike był nieusatysfakcjonowany tą odpowiedzią.
— To zbieraj się. Jedziemy do mnie. Coś ci pożyczę. — Westchnął i klepnął Charliego w ramię, wychodząc z kanciapy.
Chłopak zagapił się w jego plecy szczenięcym wzrokiem.
— Mike, dzięki. Nawet, cholera, o tym nie pomyślałem. Chciałem założyć zwykły bezrękawnik i krótkie spodnie…
Manager zatrzymał się w pół kroku i zerknął na niego jak na idiotę.
— Krótkie spodnie…?
— Ee… no. Tak jakoś. Ciepło jest… Nie znam się, kurcze. Nigdy nie byłem gdzieś, gdzie trzeba się stroić do jedzenia, to nie przyszło mi do głowy — Charlie od razu zaczął się tłumaczyć.
— Mogłeś chociaż pomyśleć, jak ten dupek się ubiera i chociaż się… upodobnić. — Mike westchnął z rezygnacją. — Gdzie Katy? Przecież nie zostawimy tego wszystkiego tylko Jasonowi.
— Chyba wyszła — jęknął Charlie. — Może Jason sobie poradzi, zanim nie wróci? — spytał cicho, zerkając kątem oka w kierunku pracowni, w której prawdopodobnie zaszył się mężczyzna.
Mike podszedł do kontuaru i sprawdził plan.
— Ma zaraz klienta. Nie będzie mógł się oderwać, jak ktoś przyjdzie. Weź do niej zadzwoń czy coś.
Charlie jeszcze zerknął mu przez ramię do notesu i zaburczał z niezadowoleniem, zanim wykręcił numer dziewczyny. Oparł się o kontuar, przykładając telefon do ucha. Po kilku sygnałach usłyszał dźwięk połączenia.
— No hej, Charlie, co jest?
— Katy! Kiedy będziesz w studio? — spytał. Muszę się wystroić na randkę z twoim byłym, pomyślał kwaśno.
— Zaraz. Właśnie wyszłam ze sklepu. Kupiłam kawę i wodę dla ciebie.
— Super, to czekamy — odpowiedział i rozłączył się. Spojrzał na Mike’a. — No. Zaraz będzie. Powiesz Jasonowi, że ma robić za dwóch?
Zagadnięty chłopak policzył w myślach od dziesięciu wstecz i kiwnął głową na znak, że się zgadza. Chociaż ostatnio każda interakcja ze starszym tatuażystą wprawiała go w zażenowanie. Zostawił Charliego i poszedł do Jasona. Stanął w progu, wsadzając ręce do kieszeni i patrząc na mężczyznę, który siedział odwrócony do wejścia plecami. Był lekko zgarbiony nad niedużym blatem, na którym stał jego sprzęt i najwyraźniej wzór, nad którym pracował.
— Jason — powiedział w miarę spokojnym, beznamiętnym tonem, a ten odwrócił się do chłopaka i spojrzał zwykłym dla siebie zamulonym wzrokiem.
— Hm?
— Muszę wyjść z Charliem, żeby go ubrać na randkę. Popracujesz trochę intensywniej. — Mike postanowił postawić na taką taktykę, nie pytając, tylko oznajmiając sprawę.
Mężczyzna chwilę patrzył na niego trudnym do odczytania spojrzeniem, po czym wstał bez słowa i stanął niecały krok przed nim. Zlustrował go z góry i dopiero odezwał się zachrypniętym głosem.
— Młody się stroić jedzie na randuśkę z tym blond fagasem, a ja mam za niego zapierdalać?
Mike skrzywił się nieznacznie. Przywołał na twarz niewzruszony wyraz, chociaż coś się w nim zagotowało z irytacji.
— Dokładnie tak. Nic ci się nie stanie, jak trochę więcej popracujesz — odparł twardo.
— Nic. Tobie też nic, jak dasz się pocałować. — Jason zaśmiał się chrapliwie i usiadł z powrotem na krzesełku przy stanowisku.
Młodszy chłopak uniósł oczy do góry, oddychając głęboko. W każdym innym miejscu w relacjach szef-pracownik działała zasada, że szef wydaje polecenie, a pracownik je wypełnia. Naprawdę nie rozumiał, jakim cudem dopuścił do sytuacji, w której ten konkretny pracownik nie chciał go słuchać, a wręcz sam owijał go sobie wokół palca.
— Co to niby miało znaczyć? — spytał oschle.
— To co słyszałeś. Ale spoko, wezmę sobie później.
— Mam mieć dwa tygodnie spokoju — przypomniał mu Mike, zaciskając i rozprostowując palce w kieszeniach, żeby się uspokoić.
— Wiem. Toż nic ci przecież nie zrobiłem — prychnął Jason i zaczął bawić się jednym z ustrojstw do tatuowania.
— Uprzedzałem raczej, jakbyś miał zamiar zrobić.
— Ta, ta… Wiem. A teraz leć stroić księżniczkę na spotkanie z księciem — burknął mężczyzna, odwracając się do chłopaka plecami.
— Masz za niedługo klienta — dodał jeszcze Mike, nim opuścił jego pracownię, nie bez ulgi.
Nie usłyszał niczego w odpowiedzi. W sumie spodziewał się tego.
— Spoko, zajmie się wszystkim — rzucił, kiedy stanął obok Charliego.
— Pewnie się wkurzał? — spytał domyślnie chłopak, podnosząc na niego wzrok i wsadzając do kieszeni komórkę, którą się bawił.
— Nie tak bardzo — oparł Mike w tym samym momencie, kiedy do salonu wpadła Kate.
— Hej, chłopaki! — Uśmiechnęła się do każdego z nich, a Charliemu wcisnęła butelkę wody w rękę. W drugiej ręce trzymała reklamówkę z zakupami z sąsiedniego centrum handlowego, przy którym znajdowało się studio.
— Dzięki. — Chłopak odpowiedział uśmiechem. — Wybacz tę okrutną wiadomość, ale popracujesz przez jakiś czas jedynie w towarzystwie Jasona. My musimy wyjść.
— Co? Gdzie? — Dziewczyna wydała się bardziej zaciekawiona niż przejęta pracowaniem z mężczyzną, na widok którego większość normalnych, porządnych obywateli usuwała się w cień.
Charlie zastukał nerwowo palcami w pasek, nie bardzo wiedząc, jak z nią rozmawiać o Rushu. Nie miał pojęcia, czy nie robi jej tym przykrości, mimo że ta zapewniała, że nie chce z mieć z nim już nic wspólnego. Może poza darmowymi drinkami.
— No… ee… bo ja się umówiłem i Mike mi jakieś ciuchy pożycza — odpowiedział, nie chcąc wspominać dziewczynie wprost o Rushu.
— Oooooch, randkujesz? — Kate zaśmiała się i szturchnęła go pod żebra. — To spadajcie, bo nieładnie się spóźniać.
Charlie uśmiechnął się i pocałował ją w policzek, czując się winny.
— To na razie.
Skinął na Mike’a i wyszedł z salonu. Po chwili każdy z nich był już w swoim samochodzie i kierował się na Coral Gables, gdzie mieszkał manager studia. Po niecałych piętnastu minutach zatrzymali się na podjeździe i wysiedli. Jak zwykle nie stało tu auto rodziców chłopaka, co znaczyło, że znowu nie było ich w domu.
Weszli do pokoju gospodarza, a Mike, jak co dzień, starał się nie myśleć, co ostatnio widział w swojej łazience. Ścieranie z podłogi spermy Jasona go prześladowało. Szczególnie że miał świadomość, iż znalazła się tam z jego powodu.
— No dobra. To może jakaś jasna koszula i ciemne spodnie, czy po całości na ciemno? — spytał Mike, podchodząc do dużej szafy.
— Jest upał. Znajdź mi coś jasnego — poprosił Charlie, siadając na skraju łóżka i popierając się z tyłu rękami.
— Uch… no dobra… — Gospodarz chwilę przebierał swoje rzeczy, aż wyciągnął parę beżowych, lnianych spodni oraz idealnie wyprasowaną białą koszulę. — Co ty na to?
— Nooo, super. — Tatuażysta uśmiechnął się, wstając i podchodząc do niego, by przyjrzeć się ciuchom. — Uch… tylko czy na mnie będą wyglądać równie dobrze, co na tobie? — Wydął wargi z jawnym powątpiewaniem i zaczął zdejmować z siebie koszulkę, żeby przymierzyć to, co oferował mu Mike. Byli co prawda podobnej budowy, chociaż Mike był wyższy.
— Zobaczymy. Łazienka jest tam. — Manager wskazał kciukiem pomieszczenie, chociaż Charlie bywał tu na tyle często, że raczej to wiedział.
Mike za to spróbował wyrzucić z głowy myśl, że drugi gej, który na niego leci, będzie się w niej obnażać. Ale wolał, żeby to robił tam niż przed nim.
Charlie skinął głową, biorąc od niego rzeczy i przewiesiwszy je sobie przez ramię, zmierzył do łazienki. Po drodze już rozpinał pasek spodni.
Mike czekał dłuższą chwilę, po której do pokoju wrócił jego kumpel przebrany w eleganckie ciuchy. Miał wybitnie skołowaną minę i nie trzeba było być specjalnie bystrym, by zauważyć, jak dziwnie czuje się w takich ubraniach.
— Wyglądam jak idiota. To zupełnie nie mój styl — pożalił się.
— Jak elegancki idiota — poprawił go Mike. — Może spróbuj z czarną koszulą. Będzie klima, nie ugotujesz się.
Charlie zaburczał z niezadowoleniem, ale rozpiął koszulę i odwiesił ją na drzwi otwartej szafy, ukazując swój obszerny tatuaż.
— No… to pokaż ją.
Mike podał kumplowi czarną koszulę, w innym fasonie niż ta biała, żeby lepiej uwydatniała jego figurę.
— Jeśli dalej będzie źle, to pokombinujemy ze spodniami, bo te są luźne.
Charlie postanowił zdać się całkowicie na Mike’a, bo sam nie miał doświadczenia w tego typu ubraniach. Założył czarną koszulę, dyskretnie wdychając zapach Mike’a z kołnierzyka.
— I? — spytał szybko.
Gospodarz zmierzył go oceniającym wzrokiem.
— Lepiej, ale jeszcze przymierz te spodnie — rzucił w kumpla parą ciemnych spodni z innego materiału niż poprzednie.
— Chcesz, żebym się spalił na tym słońcu — stwierdził Charlie, ale zabrał się za zdejmowanie z siebie lnianych spodni, w których czuł się strasznie.
— Z samochodu do knajpy, z knajpy do samochodu, z samochodu do jego sypialni. I słonko zajdzie do tej… o której się w ogóle z nim umówiłeś?
— O dziewiątej ma po mnie podjechać. — Usłyszał w odpowiedzi, kiedy Charlie mocował się ze spodniami, po chwili wciągając je na tyłek. Nawet nieźle leżały i chyba bardziej mu się podobały niż poprzednie. Te przynajmniej miały kieszenie i delikatnie ściskały mu tyłek.
— To będzie już trochę chłodniej. Przebierzesz się na chwilę, nim przyjdzie i będzie git — uznał Mike, siadając na swoim łóżku i czujnie obserwując kumpla. W sumie chyba nie widział go jeszcze tak ubranego. Może przyszedł się pochwalić przed swoim balem maturalnym, jak go ładnie mama ubrała, ale potem już tylko chodził w tych swoich krótkich spodniach i kolorowych koszulkach.
— Ale dobrze wyglądam? — spytał tatuażysta, stając przed nim i po chwili odrzucając na plecy długie włosy.
— Zdecydowanie lepiej ci w ciemnym. Obróć się.
Charlie wykonał polecenie i zamruczał pod nosem.
— Mm, no skoro tak mówisz.
— No i lepiej leżą ci na tyłku. — Mike zaśmiał się, zauważając to, co Charlie już czuł. — Jak chcesz, to podwiń sobie rękawy. Pozory złego chłopca możesz zachować.
Charlie parsknął śmiechem, słuchając jego uwag. Rzucił mu przez ramię zadziorne spojrzenie i znowu się zaśmiał.
— Na mój tyłek się nie gap. Będzie mi widać tatuaż — dodał po chwili, podwijając rękawy. — Myślisz, że to będzie okej w tej całej restauracji?
— Pewnie niezbyt, ale olej to. Wątpię, żeby was wyrzucili. A poza tym bez przesady. Są bardziej ekskluzywne restauracje w mieście.
— No, spoko. — Charlie uśmiechnął się, patrząc prosto na Mike’a i rozpinając guziki koszuli, żeby przebrać się z powrotem w swoje ubranie. — Dzięki ci za to.
— Żaden problem. Od czego w końcu są kumple? — Mike uśmiechnął się i zerknął na zegarek. — Napijesz się czegoś? Masz jeszcze trochę czasu.
— Mm, a zrobiłbyś mi jakiegoś lekkiego drinka? — spytał Charlie, rozpinając wreszcie koszulę, ale jakoś nie spiesząc się z jej zdejmowaniem. Cała pachniała jego kumplem.
— Mhm, zaraz wracam — odparł chłopak i wyszedł z pokoju.
Charlie popatrzył za nim i poległ na łóżku, wciąż w jego rozpiętej koszuli. Wciągnął jej zapach z westchnieniem i aż się do siebie uśmiechnął. Wcale, a wcale nie chciał jej zdejmować, chociaż dziwnie się czuł w takich ubraniach. Nie był też pewien, jak czuć się z faktem, że idzie na randkę z jednym mężczyzną, mając na sobie ciuchy tego, w którym od lat się kochał.
Rozejrzał się po pokoju z melancholią. Ściany miały trochę ciemniejszy, beżowy kolor, niż pamiętał. Gospodarz musiał go niedawno przemalować. Charlie wciąż pamiętał plakaty wiszące niegdyś na tych ścianach, które teraz zastąpione były zdjęciami i grafikami w dużych ramach.
Podziwiał sypialnię, widząc, jak w każdym szczególe odbija się osobowość Mike’a, po czym wyszedł na korytarz, żeby go poszukać. Dom był duży. Mieszkanie Charliego wydawało się przy nim żałośnie maleńkie. Na szczęście szybko i bez kłopotów znalazł gospodarza na schodach prowadzących w dół. Właściwie o mało na niego nie wpadł.
— Co, nie mogłeś się doczekać? — Mike zaśmiał się i wręczył Charliemu kieliszek.
— Chyba mnie tu dawno nie było. Chciałem zwiedzić — usprawiedliwił się i od razu upił z kieliszka. — Dobre. Co dodałeś?
— Banał. Zwykłe Malibu z mlekiem. I troszkę cukru, żeby zobaczyć, jak wyjdzie.
— No, to wyszło dobrze. Szkoda, że twoich rodziców nie ma.
Charlie rzadko widywał starych Spencerów. Gdy on i Mike byli młodsi, częściej tu bywał, ale odkąd skończyli szkołę, nie spotykali się już tak często w tym domu.
— W pracy, jak zawsze. — Gospodarz westchnął markotnie. Niby już się do tego przyzwyczaił, ale nadal uważał, że stawianie pracy nad rodzinę to straszne chamstwo z ich strony. Nie zauważał w tym wszystkim tylko tego, że stopniowo coraz bardziej się do nich upodabniał.
Charlie pokiwał głową. Odkąd pamiętał, rodzice Mike’a gonili za karierą.
— Ty też zresztą pracujesz w dwóch miejscach na raz — zauważył, patrząc mu w oczy. — W ogóle idziemy do ciebie do pokoju?
— No, chyba tak. Chyba że wolisz do salonu?
Chłopak skinął ochoczo głową, popijając drinka.
— Może być salon.
Mike zgodził się z nim i obaj zeszli na dół. Duży, przestronny, czysty i tak ascetyczny salon wydawał się wręcz wycięty z kolorowych magazynów.
Siedzieli w nim, co jakiś czas sącząc drinki i rozmawiając na przyziemne tematy. Trochę wspominali dawne czasy, dawnych kumpli i wszystko to, co ich łączyło.
— Mike, dzięki za te ciuchy — powiedział wreszcie Charlie, odkładając szklankę na stół, gdy nadeszła odpowiednia pora, żeby zbierał się do siebie. — Powinienem się w podobne wyposażyć na takie niespodziewane okazje. — Wykrzywił usta. — Pójdę się przebrać w swoje i spadam, co?
— Jasne. Daj później znać, jak minęło ci to randez vous. — Mike zaśmiał się i zabrał oba kieliszki do kuchni. W duchu naprawdę liczył, że chłopakowi się powiedzie. Nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale i dlatego, że zdawał sobie sprawę, że jego przyjaciel naprawdę chciał związku, a wciąż nie mógł trafić na odpowiednią osobę. Nie był co prawda pewien, czy ten nadziany blondas może nią być, ale wolał w to nie wnikać.
Charlie uśmiechnął się i ruszył do pokoju kumpla, przeskakując co dwa schody. Szybko zrzucił ciuchy Mike’a, ostrożnie je złożył, żeby się nie pomięły i założył swoje. Potem zszedł na dół i odnalazł starszego chłopaka w kuchni.
— Dzięki. To ja lecę. Oddam ciuchy, jak wypiorę.
— Nie musisz się kłopotać. — Mike klepnął kumpla w ramię. — Baw się dobrze, a jakby coś się działo, dzwoń — zastrzegł na wszelki wypadek. Czasami mu matkował, ale inaczej nie umiał. Charliego raczej nie można było zaliczyć do najrozsądniejszych ludzi na świecie.
— Spoko, spoko. To do jutra. Zobaczymy się w studio.
— No, pa.

***

Charlie kończył się ubierać, kiedy usłyszał warkot silnika przed swoim oknem i dźwięk klaksonu. Podwinął rękawy, przeczesał grzebieniem włosy i wyszedł z domu, czując się spięty, ale i zadowolony. Był podekscytowany pierwszą randką od… Właściwie to nie bywał na randkach.
Zamknął mieszkanie i poszedł w kierunku samochodu. Na podjeździe stało białe BMW M3 Cabrio, a w nim wyszczerzony Rush. Chłopak postarał się opanować zbyt głupi uśmiech i nie szczerzyć jak dziecko. Podszedł i wsiadł na miejsce pasażera.
— Hej — przywitał się, patrząc na równie reprezentatywnego jak samochód Rusha. Ten facet naprawdę miał w sobie coś cholernie zniewalającego.
— Cześć, śliczny. — Mężczyzna wychylił się w jego stronę i, jakby nigdy nic, cmoknął go w policzek. — Ślicznie wyglądasz.
— Dzięki — Charlie uśmiechnął się. — A ty w tym wozie seksownie.
— Wiem! — Rush zaśmiał się i ruszył w stronę restauracji.
Charlie już oczami wyobraźni zobaczył kilka rzędów sztućców, których nie będzie umiał odpowiednio użyć. Nie… Raczej nie powinno być tak źle. Czuł, jak wiatr uderza mu we włosy, które ledwo ułożył. Ale nie przejmował się tym. Miał wrażenie, że znajduje się w sytuacji zupełnie sobie obcej, ale tak niesamowicie ekscytującej, że nie umiał się bardziej stresować, niż chcieć już zobaczyć i przeżyć więcej.
— Jak tam w pracy? Dalej jakieś problemy? — spytał po jakimś czasie, pijąc do telefonu, który ostatnio przerwał im pieszczoty w apartamencie Rusha.
— W pracy? — Ten zerknął na chłopaka, po czym szybko zreflektował. — Tak, wszystko dobrze. Nadal idealnie kontroluję sytuację — skłamał gładko.
— A czym się w ogóle zajmujesz?
Rush powstrzymał odkaszlniecie. Wyglądało na to, że nie lubił tego tematu.
— Nieruchomościami, nic ciekawego.
Charlie zadumał się, przyglądając mu się czujniej. Miał szansę dowiedzieć się więcej o tym mężczyźnie i mimo że nie był pewien, czy w ogóle coś z tej randki więcej wyjdzie, patrząc na dłuższą metę, i tak chciał go jakoś zgłębić.
— To znaczy? Prowadzisz jakąś firmę, jesteś pośrednikiem, czy coś w innym kierunku?
— Powiedzmy, że to rodzinny interes. Ale naprawdę, to nic ciekawego. Lepiej pomówmy o tobie. Poza pracą masz jakieś pasje? — Mężczyzna starał się, mimo panicznego uciekania od tematu, wyglądać na w pełni kontrolującego sytuację.
Nieusatysfakcjonowany chłopak wydął wargi.
— Uwielbiam rysować i na szczęście mogę to przełożyć na pracę, więc jest super. Poza tym… hm… kiedyś niezwykłą frajdę sprawiały mi pewne szaleństwa, za które wielu by mnie potępiło. — Zaśmiał się. — Ale czasy młodości. Pewnie też masz na koncie jakieś ekscesy.
— No, zdarzały się — Rush po raz kolejny skłamał. Swoje dzieciństwo tak naprawdę dopiero w Stanach sobie nadrabiał. — A co takiego robiłeś?
— A różnie… ciekawe rzeczy. Zażeraliśmy się z kumplem w knajpach nocą, jak udało się włamać, korzystaliśmy z basenów na Miami Beach pod nieobecność właścicieli. Raz nawet uciekaliśmy… pożyczonymi rowerami glinom. — Tego akurat Charlie dobrze nie wspominał. Nieźle najadł się strachu. — No, ale było, minęło.
— Wow, to jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem! — Rush zaśmiał się i spojrzał z czarującym uśmiechem w oczy Charliego, przy okazji kładąc rękę na jego udzie.
— Już nie taki, jak dawniej. — Chłopak odpowiedział śmiechem i przełknął ślinę, zerkając na dłoń Rusha, która wydawała się palić przez spodnie. Czuł, jak przesuwa się łagodnie to w górę, to w dół.
Odchylił głowę na oparcie i patrzył to na kierowcę, to na drogę. Miał ochotę dotknąć tych jego cudnych włosów i to właśnie po chwili namysłu zrobił, drapiąc go lekko po karku. Uwielbiał to miejsce na ciele.
Rush zamruczał z zadowolenia, ale nie spuścił wzroku z drogi. W końcu zabrał rękę i skręcił w ulicę, na której znajdowała się restauracja.
Charlie nerwowo wygładził koszulę i zastukał palcami w kolano. Kiedy Rush zaparkował, wysiadł i uśmiechnął się do niego, zastanawiając się, czy jednak nie spuścić rękawów. Ostatecznie tylko pokręcił głową i ruszył za blondynem. Po chwili kelner, ubrany w biało-czarny uniform, już prowadził ich do stolika.
Jak chłopak się spodziewał, restauracja była wybitnie ponad jego progi. Dlatego postanowił obserwować Rusha i zachowywać się tak, żeby nie zrobić z siebie idioty. Usiedli przy kwadratowym stoliku z lakierowanego, jasnego drewna i dostali menu. Krzesła obite były kremowym materiałem, a z sufitu o podobnym kolorze zwisały lampy przywodzące na myśl świece zamknięte w okrągłych, czarnych klatkach.
— Hm… co tam polecasz? — spytał Charlie. Czytał listę, z której co najmniej połowy nazw dań nie znał, więc zerkał po składnikach. Niestety i większość z nich miała podejrzane, obco brzmiące nazwy.
— A co lubisz? Jakieś mięso, coś lżejszego? — dopytywał Rush, w międzyczasie zamawiając wino i koreczki jako wstęp do tego wieczoru.
— Mięso może być, na ostro lubię. — Charlie wzruszył ramionami, wciąż spoglądając na menu. — A ty co zjesz?
— Mam ochotę na rybę — stwierdził mężczyzna i przejrzał jeszcze raz kartę dań. — Co powiesz na to? — Wskazał Charliemu grillowany stek z ostrym dresingiem.
— Tu wszystko wygląda super! Może być, spróbuję. — Charlie uśmiechnął się do Rusha, opierając łokcie na stole i pochylając lekko w jego stronę.
Mężczyzna przywołał kelnera i złożył zamówienie, po czym odwrócił się ponownie do chłopaka.
— Podoba się?
— Szczerze? Czuję się trochę jak nie w swoim świecie.
— Przyzwyczaisz się. A poza tym obiecałem, że następnym razem ty wybierasz miejsce. Będziesz mógł mi się odpłacić. — Zaśmiał się czarująco.
— Mam nadzieję, że nie pijasz tylko wina i nie pogardzisz piwem z mniej imponującej, ale bardzo fajnej knajpy — odpowiedział Charlie, usiłując sobie wyobrazić Rusha przy barze w Sunset. Było trudno.
— Nie jestem Włochem, więc piwem nie pogardzę. Już wiesz, gdzie mnie zabierzesz? — podpytywał Rush, nalewając im obu wina do kieliszków.
— Mhm. Takie miejsce, do którego chodzę w sumie od lat. Knajpa blisko plaży. Spodoba ci się.
— Trzymam za słowo. — Rush uśmiechnął się promiennie. — Wierzę, że na pewno mi się spodoba. W końcu ty je lubisz.
Charlie aż pokręcił głową. Nie bardzo umiał wyczuć, gdzie kończy się szczerość, a gdzie pojawia ta sztuczna, chyba nawet wyuczona kurtuazja.
— Z drugiej strony różnimy się… bardzo, a takie zmiany mogą uderzyć — powiedział, mając na myśli też to, jak dziwnie czuł się w tej restauracji. I nawet w ubraniach od Mike’a miał wrażenie, że nie jest sobą.
— Co przez to rozumiesz? — Rush upił łyka wina.
— No wiesz… Człowiek się czuje niekomfortowo, kiedy jest w samym środku czegoś, czego nie zna. Jakby czuł, że traci kontrolę. — Chłopak uśmiechnął się nerwowo.
— Chcesz stąd iść? — Rush chwycił jego dłoń, patrząc mu czujnie w oczy.
— Nie, nie! — zaprzeczył szybko. — Zaplanowałeś to i w ogóle chcę spróbować stąd żarcia. Ja tylko… no, trudno mi tak, wiesz… Zachować pewność siebie, kiedy widzę, że nie bardzo tu pasuję.
Rush uśmiechnął się ciepło i pogłaskał kciukiem jego dłoń. Po czym, niemal jak średniowieczny szlachcic, pocałował jej wierzch.
— Czuj się swobodnie i po prostu nie myśl o miejscu, tylko o nas.
Charlie aż zaśmiał się cicho, rzeczywiście czując się rozluźniony. Zasługą był ten dziwaczny sposób bycia Rusha.
— Dobra, postaram się myśleć tylko o nas — odpowiedział z rozbawieniem i schował twarz w kieliszku. — Ale nie traktuj mnie jak księżniczki, proszę cię.
— Nie traktuje cię jak księżniczki. Jesteś przecież mężczyzną, nie śmiałbym.
— Tak, jestem, zdecydowanie. — Charlie zaśmiał się. — Kiedy byłeś ostatnio z facetem? — zdecydował się sprawdzić swoją teorię. Może Rush był za bardzo przyzwyczajony do związków z kobietami i teraz tak do facetów mówi?
— Tydzień temu? — przyznał szczerze mężczyzna, popijając drinka, jakby nigdy nic.
— Tak? — Charlie zrobił lustrzany gest, maskując zmieszanie. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. — To jak często zmieniasz partnerów?
— Za często. Mam jednak nadzieję, że to ty to zmienisz. — Rush uśmiechnął się do chłopaka czule, powtarzając nie wiadomo który raz w swoim życiu tę samą formułkę.
— A chciałbyś? — spytał Charlie z nutą zwątpienia w głosie.
— Inaczej nie zapraszałbym cię tutaj. — Mężczyzna pochylił się w stronę tatuażysty. — Bardzo chcę cię lepiej poznać.
— No to się cieszę. Chociaż tak właściwie jak na razie tylko ja mam okazję poznać twój świat — odpowiedział chłopak, również się pochylając, aż ich twarze znalazły się bardzo blisko.
I wtem kelner przyniósł jedzenie, stawiając talerze i życząc im smacznego. Rush westchnął w duchu z irytacją na przerwanie jego, tak cudnej, gry.
— Smacznego, mój śliczny.
— Znowu to robisz — wytknął Charlie, spoglądając na niego ze śmiechem i krojąc swoje mięso. Pachniało równie dobrze, jak wyglądało.
— Co robię? — Mężczyzna także zaczął jeść. Miał rybę w białym sosie z przyprawami.
— Traktujesz mnie jak dziewczynę — powiedział Charlie, wkładając pierwszy kawałek do ust. — O cholera, ale dobre!
Mężczyzna uśmiechnął się. Przez żołądek do serca. To zawsze działało.
— Gdyby tak było, powiedziałbym „śliczna”.
— Ale nie musisz mi aż tak kadzić. Hm… A skąd jesteś?
— Nie kadzę. I… skąd to pytanie?
— Sprawdzam moje teorie — przyznał chłopak, bo naprawdę nie rozumiał podstaw tego zachowania. Chyba że Rush rzeczywiście taki naprawdę był, ale… był niemal pewien, że co najmniej połowa, jak nie więcej, z tego co mówi, to sztuczna gra. — Ciekaw jestem, skąd się wziąłeś. Bo naprawdę różnisz się od przeciętnego mieszkańca Miami.
— Naprawdę? Czym na przykład? — Rush wyraźnie się zaciekawił, przy okazji unikając odpowiedzi na pytanie.
— Mówisz inaczej. No wiesz, wydajesz się pochodzić z zupełnie innych kręgów. I akcent masz nieco inny, więc zakładałem, że może jesteś z innego stanu?
— No… nie do końca z innego stanu. Zgaduj dalej. — Rush uśmiechnął się, przechodząc przy okazji bardziej na brytyjski. Musiał przyznać przed samym sobą, że bawiła go ta sytuacja.
Charlie aż zamrugał, od razu wychwytując większą zmianę.
— To jednak z Florydy? Z północy? Ale coś mi nie pasuje… — Zmarszczył się, obserwując go uważniej.
— Strzelaj dalej. Dosłownie dalej. Dużo dalej.
— Ej, to jak nie z Florydy i nie z innego stanu to… Och… Nie jesteś Amerykaninem…?
— Coraz cieplej. Teraz jeszcze tylko kontynent, a jak zgadniesz kraj, to wiszę ci lodzika! — Rush roześmiał się, oblizując widelec z sosu. Ciężko było powiedzieć, czy naumyślnie tym kusił, czy może samoistnie wyglądał seksownie nawet podczas jedzenia.
Charlie uśmiechnął się szeroko, zaczynając gorączkowo myśleć.
— A powiedz coś jeszcze z tym mocniejszym akcentem — poprosił, wpatrując się w niego zachłannie.
— Co tylko chcesz, moje słoneczko — odparł po brytyjsku, uśmiechając się z rozbawieniem. Nie mógł winić chłopaka, że jeszcze się nie domyślił.
Tatuażyście na twarzy momentalnie wykwitł uśmiech ekscytacji.
— Wow, Rush, no, tak dedukując, to ty musisz być Anglikiem! No i nazwisko Grey, też się zgadza. — Wpatrywał się w niego, aż nieświadomie pochylając się do niego ponad stolikiem.
— Teoretycznie wszystkie państwa zależne od Wielkiej Brytanii też mogłyby trochę pasować. Ale tak, masz rację, trafiłeś. — Rush zaśmiał się i musnął wierzchem dłoni policzek Charliego.
Chłopak poczuł, że aż mu drgnęło w spodniach od tego, jak mówił, a subtelny dotyk skóry tylko wzmocnił to doznanie. Rush wydał mu się jeszcze bardziej pociągający niż dotychczas. Nie był pewien czy to dobrze, że tak się fascynuje tym mężczyzną.
Odetchnął oraz cofnął się nieco.
— Mówisz niemalże perfekcyjnie po amerykańsku — powiedział z pełnymi policzkami.
— Nie jest to trudne, kiedy mieszka się tu już drugi rok.
— I tak szybko się nauczyłeś. Chociaż trochę szkoda. Podoba mi się ten brytyjski — zamruczał, przygryzając wargę. Dziwnie zwierzęco działał na niego taki Rush.
— Jeśli chcesz, mogę właśnie tak przy tobie mówić — odparł mężczyzna, specjalnie bardziej przeciągając słowa i minimalnie zniżając barwę głosu.
Charlie nie potrafił pohamować cichego pomruku. Przełknął ślinę i szybko popił winem. Zrobiło mu się dziwnie gorąco. Wiedział, po prostu wiedział, że powinien był ubrać jaśniejsze ubrania. Teraz miał wrażenie, że zaczyna się gotować w tej koszuli. Zdawał sobie sprawę, że jeśli Rush będzie ciągnął rozmowę w ten sposób, to doprowadzi go do naprawdę rozgorączkowanego stanu.
— Tak, chcę. — Pokiwał głową niemądrze, nie spuszczając z niego wzroku.
— W takim razie będzie według twojej woli. — Rush pogłaskał Charliego po policzku, wpatrując się w jego twarz wystudiowanym, rozmarzonym spojrzeniem.
Chłopak nieświadomie połasił się do jego dłoni i uśmiechnął się.
— I jak ci się podoba Miami? Lepiej niż w Anglii? Ja nigdy poza Stany nie wyjeżdżałem. — W międzyczasie dokańczał swoje danie, aż żałując, że tak szybko zjadł.
— Bardzo. To piękne i otwarte miasto. — Nie takie konserwatywne jak rodzinny dom, pomyślał Rush.
— I tu chyba cieplej niż u ciebie, nie?
— Och, to też jest bardzo przyjemne. Te gorące plaże i atmosfera… Co prawda na początku trudno było mi się przyzwyczaić, ale teraz jest cudownie. — Westchnął, prezentując się z jak najlepszej strony. — Ale nie o mnie. Gdzie poza Miami byłeś?
— Poza Florydę nie wyjeżdżałem. — Charlie poczuł się dziwnie zakłopotany. — Niestety moje najdalsze zwiedzone tereny to Jacksonville. Nie miałem okazji nigdzie dalej wyjechać. Może powinienem żałować, ale lubię to nasze wiecznie grzejące słońce.
— To i tak nieźle. Mnie zdarzyło się być tylko w kilku większych miastach. No i najbliższą okolicę musiałem dość dobrze poznać, ale to przez pracę. — Rush westchnął, zaczesując palcami włosy jak aktor romansów dla kobiet.
— Tylko przez pracę? Nie chciałeś po prostu pojeździć po świecie? — Charlie wiedział, że Rush miałby szerokie możliwości.
— Nie trzeba szukać szczęścia po całym świecie. Czasami samo puka do drzwi, czyż nie?
— Nic nie zrobi się samo. — Charlie nieświadomie zacytował Mike’a. — Trzeba jednak trochę temu szczęściu dopomóc. No i może zapracować na nie.
Anglik nieświadomie policzył w myślach od dziesięciu wstecz, aby się uspokoić. Te zdania nieprzyjemnie przypominały mu monologi ojca o tym, że aby coś mieć, trzeba na to zapracować.
— Właśnie mu pomagam. Jestem w Miami z tobą na kolacji.
Chłopak uśmiechnął się do niego.
— Kolacji, która była pyszna. — Rozejrzał się po restauracji. — Super miejsce. Ja się tam zwykle odżywiam mrożonkami albo kanapkami. Naprawdę wow.
— Cieszę się bardzo — wyszeptał miękkim głosem Rush. — Ciężko pracujesz i jesteś przecudowny. Zasługujesz na to — kadził.
Chłopak zdusił w sobie śmiech i pochylił się do niego.
— Nie możesz być bardziej sobą?
— Sobą? A nie jestem? — Anglik niemal idealnie się zdziwił, mrugając powiekami niczym zaskoczony szczeniak.
— Och, Rush. — Charlie wywrócił oczami. — Rozmawiamy na jakiś temat, jest super, a ty nagle wyskakujesz z tymi komplementami. To strasznie słodkie, ale chciałbym na nie zasłużyć. Wtedy przyjemniej będzie się słuchało.
— Przecież na nie zasługujesz. Jesteś przystojny, miły i widzę w twoich oczach, że bardzo lubisz swoją pracę — odpowiedział mężczyzna gładko, jakby miał tę odpowiedź wystudiowaną.
— Ale dobrze mnie nie znasz. Może tak naprawdę jestem seryjnym mordercą i idealnie ukrywam swoje prawdziwe ja?
— Gdybym zakładał, że każdy, kogo poznam, jest zły i dobrze to ukrywa, byłbym odludkiem — skwitował od razu Rush.
— Też prawda. — Charlie pokiwał głową i popił wina. — Bardzo dobre — pochwalił, chociaż nie był znawcą. — No i nie lepiej najpierw skosztować, potem skomentować? — dodał, już nie wiedząc, jak do niego przemówić.
— Widzę cię, więc chyba też mogę komentować twój wygląd? — zażartował Rush, uśmiechając się rozbrajająco. — O kosztowaniu możemy pomówić później.
Charlie się poddał. Przynajmniej na razie.
Rozmawiali jeszcze długo, pijąc przy tym wino. Rush zamówił im słodkie desery. A kiedy było już późno, postanowili się zebrać. Anglik zapłacił rachunek, którego jego towarzysz wolał nawet nie znać i po chwili szli już do zawczasu zamówionej taksówki.
Charlie był całkowicie rozluźniony i przez wino, i chłodniejsze powietrze. Dlatego ubrania, które miał na sobie, przestały go tak denerwować.
— A co z twoim samochodem? — zagadał.
— Piłem wino. Przecież nic mu się tu nie stanie do jutra — odparł mężczyzna i otworzył Charliemu drzwi do taksówki.
— Jesteś pewien? — Chłopak spojrzał na niego z obawą. — Taki wóz ktoś może zwinąć. Powinieneś zadzwonić po kogoś, żeby odebrał, czy coś. — Wszedł do taksówki.
— Spokojnie. Przecież są tu kamery i ochrona.
Rush zamknął drzwi i podał taksówkarzowi adres hotelu. Charlie za to wychylił się tęsknie za okno, patrząc na białe BMW, kiedy odjeżdżali. Sam bałby się w ogóle spuszczać wzrok z takiego samochodu. Aż za dobrze wiedział, jak łatwo jest ukraść auto, kiedy wiedziało się, jak to zrobić. Odwrócił się znowu do Rusha.
— Mmm, nawet w taksówce wyglądasz nieziemsko — zamruczał.
— Ty też. Jedziemy do mnie, prawda? — spytał Anglik, jakby już nie podjął decyzji.
— A odwieziesz mnie potem?
— Oczywiście. Nawet zatroszczę się o jakieś ciuchy, które ci się spodobają! — Zaśmiał się, rozpinając jeden z guzików jego koszuli i nie przejmując się kierowcą.
— Myślisz o wszystkim. — Charlie uśmiechnął się i ośmielony jego gestem, powędrował dłonią do jego włosów. — Te są cholernie niewygodne.
— Ale fantastycznie w nich wyglądasz. Nie, że normalnie źle! — Grey zaśmiał się i pomiział nosem szyję tatuażysty.
— Nie ja dobierałem — przyznał się chłopak, tuląc się policzkiem do jego twarzy oraz zjeżdżając dłońmi na jego kark i plecy. — Ale miało ci się podobać, to cieszę się, że wyszło.
— A któż ma taki dobry gust?
Charlie zaśmiał się cicho.
— Mike, poznałeś go. Nasz manager.
— Ale jest hetero.
— No… niestety…
— Niestety? — dopytywał Rush. Powoli dojeżdżali pod hotel.
— Eee… No, bo przyznasz, że trochę żal takiego ciałka — rzucił bezmyślnie chłopak.
— Och, to nie zaprzeczę. Ale teraz mam przy sobie też bardzo, bardzo ciekawe ciałko. — Mężczyzna zaśmiał się miło i ciepło, po czym pocałował go w czubek głowy. Taksówka akurat stanęła przed hotelem.
Wysiedli i kiedy Rush zapłacił kierowcy, skierowali się do hotelu. Charlie od razu przylgnął ramieniem do towarzysza i wsadził mu dłoń w tylną kieszeń spodni. Mężczyzna nie skomentował tego i nie wykonał żadnego gestu, póki nie znaleźli się w windzie. Oderwał chłopaka od siebie i przyszpilił go gorącym pocałunkiem do ścianki naprzeciwko lustra.
— Nnn… — Zaskoczony Charlie jęknął w pocałunek, patrząc intensywnie na twarz Rusha oraz sięgając dłońmi jego karku i ramienia. Takiego gwałtownego gestu się nie spodziewał, ale nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobał.
Anglik miał odrobinę przymknięte oczy i całował tak dobrze, macając go przy tym po plecach i tyłku.
— Jaki zachłanny… — Chłopak westchnął, tylko na chwilę odrywając się od jego ust, po czym zassał jego dolną wargę.
— Nie widzę, żebyś protestował — zamruczał mężczyzna, zasysając się na szyi chłopaka i nie dając sobie odebrać kontroli nad sytuacją.
— Nawet mi to przez myśl nie przeszło — odparł tatuażysta uległym tonem, odchylając bardziej głowę. Wsadził mu za to dłonie za pasek spodni.
— I prawidłowo — szepnął Rush w tym samym momencie, kiedy winda oznajmiła, że dojechali na ostatnie piętro.
Charlie niechętnie się od niego odlepił, kiedy wyszli z windy, ale zaraz potem Rush miał ramiona oplecione rękami chłopaka, który całował go po całej twarzy. Uśmiechnął się jeszcze bardziej promiennie i nim tatuażysta się spostrzegł, był już ciągnięty w stronę czegoś bardziej miękkiego od podłogi. Zaśmiał się, zamykając oczy i pozwalał się prowadzić. W międzyczasie zaczął na ślepo podwijać mężczyźnie koszulę, czując pod palcami jego mięśnie. Słyszał, jak ten mruczy, a po chwili poczuł, jak łapie go w pasie i niemal rzuca na łóżko. Bardzo miękkie łóżko.
— Och, Rush… bierz mnie — stęknął, czując to jego zdecydowanie. Uwielbiał pewnych siebie mężczyzn.
— Z rozkoszą, mój piękny. — Rush wdrapał się na niego i zawisł nad nim. Po chwili zastanowienia wpił mu się mocno w usta, jednocześnie jedną ręką sprawnie rozpinając Charliemu pasek spodni.
Chłopak za to skrupulatnie zaczął rozpinać koszulę Mike’a, którą potem zrzucił na podłogę i przycisnął do siebie głowę Rusha. Rozłożył pod nim szeroko nogi, podniecony. Grey, ukontentowany takim obrotem sprawy, ulokował się między nimi wygodnie, pospiesznie zdejmując eleganckie spodnie z tyłeczka Charliego.
— Mów do mnie po brytyjsku — poprosił na wydechu chłopak, masując mu plecy i ocierając się kroczem o jego biodra.
— Wedle życzenia, mój piękny feniksie. — Rush zaśmiał się, przechodząc na swój ojczysty język i liżąc skrzydło feniksa wychodzące na ramię chłopaka.
Penis w bieliźnie Charliego drgnął, a chłopak przymknął oczy, oddychając szybciej.
— Zdejmij — jęknął, sięgając mu rękami do spodni i nie bardzo umiejąc sobie z nimi poradzić w tej pozycji.
Mężczyzna wstał i rozebrał się popisowo, prężąc się przed Charliem. Miał naprawdę pięknie zbudowane ciało. Trudno było się dziwić, skoro wiele czasu spędzał nad jego budową.
Widział, jak młodszy chłopak wpatruje się w niego wygłodniałym wzrokiem, nerwowo zaczesując włosy do tyłu i unosząc się na łokciach. Rumieńce kwitły na jego policzkach.
— Podoba ci się? — Rush wyszczerzył do chłopaka swoje bielutkie ząbki.
Charlie gwałtownie się uniósł i ściągnął go na siebie w dół, wpijając mu się ustami w klatkę piersiową. Dłońmi błądził po jego plecach.
— O tak… — Westchnął. — Jesteś wspaniały.
— Mów mi tak jeszcze! — Rush zaśmiał się trochę chrapliwie. Pozbył się resztek ubrań chłopaka, po czym zaczął obcałowywać jego klatkę piersiową.
— Mmm, na pewno nieraz się nasłuchałeś — zamruczał Charlie, muskając go po karku i zakładając jedną nogę na jego biodro. — Och, masz takie twarde mięśnie.
— Ale i tak zawsze miło ich słuchać — przyznał i polizał go przeciągle od pępka aż po obojczyk.
— Nnn… — Charliemu było coraz cieplej. Chwycił twarz Rusha po bokach i przyciągnął do siebie, aby poczuć jego usta. — Wreszcie się na to zgadzasz. — Zaśmiał się krótko.
— Mówiłem przecież, że nie całuję się na pierwszym spotkaniu. To jest drugie, a poza tym seks był cudowny — odparł szczerze mężczyzna i pocałował Charliego mocno.
W odpowiedzi poczuł dłoń na swoim kroczu. Palce chwyciły delikatnie jego jądra i zaczęły je z wyczuciem masować. Mężczyzna nadal zwiedzał usta chłopaka językiem. Co jakiś czas przerywał i cmokał go w policzek lub lizał jego wargi. Było oczywiste, że umiał dobrze całować.
— Och, Rush… uwielbiam twoje usta — wydyszał Charlie, drżąc pod nim i szybko pobudzając jego penisa. — Nie wiem, czy bardziej kiedy mówią, czy kiedy całują.
— Mhm, a ja lubię twoje ciało. Zarówno jak je dotykam, jak i ono dotyka mnie. — Grey pogładził udo chłopaka, podnosząc je do góry oraz całując po wewnętrznej jego stronie.
Charlie wciągnął głęboko powietrze i wpatrzył się w niego, zupełnie podniecony. Głaskał z tej pozycji jego jasne, miękkie włosach.
— Podaj mi gumki z szafki — poprosił Rush, z każdą chwilą scałowując się coraz bliżej krocza chłopaka.
Ten wyciągnął się do szuflady i nieco na oślep wymacał opakowanie, które następnie podał mężczyźnie. Oddychał szybko przez rozchylone, zaczerwienione od wcześniejszych pocałunków wargi.
Rush rozerwał zębami opakowanie, zerkając z niemałym urzeczeniem w oczach na chłopaka pod sobą. Niespodziewanie Charlie poczuł, jak zakłada mu ustami prezerwatywę. Aż zamrugał, patrząc w dół.
— Będziesz robił mi laskę przez gumkę? — Nie potrafił powstrzymać zdumienia.
Rush podniósł na niego wzrok, mając nadal czubek jego penisa w ustach.
— Nie chcesz?
Dla chłopaka było tylko tu i teraz. Można i przez gumkę. Chociaż i tak…
Westchnął, unosząc biodra.
— Chcę — odparł, jedną ręką głaszcząc go po włosach, a drugą masując się po torsie. — Wisisz mi, bo zgadłem, skąd jesteś. — Zaśmiał się.
— Wiem. Dlatego to robię. — Mężczyzna uśmiechnął się, mimo że będąc ze sobą szczerym, nie był fanem obciągania. A już na pewno nie lubił chudych, wąskich pałeczek. Na szczęście Charlie takiej nie miał. Była w sam raz, że nie bał się, że nie zmieści jej w ustach, ale poczuje ją odpowiednio.
Chłopak rozłożył szerzej nogi, patrząc na niego z góry swoimi ciemnymi, głodnym oczami. Widział, jak Grey najpierw liże jego ogumowanego penisa, po czym wkłada go sobie najpierw powoli do ust, aby po chwili zacząć płynie poruszać na nim głową.
Wyprężył się, wzdychając. Przymknął oczy i całkowicie oddał się tej wilgotnej, ciepłej przyjemności. Było inaczej niż normalnie, ale i tak dobrze. Widok Rusha z głową między jego nogami jeszcze bardziej go rozpalał.
Kiedy niemal zaczął drżeć z podniecenia, Rush podniósł się znad jego krocza, oblizując się łakomie.
— Odwróć się na brzuszek — polecił.
Charlie rzucił mu tylko spojrzenie mówiące, że zrobiłby wszystko, o co by go teraz poprosił, po czym posłusznie ułożył się tyłem. Od razu poczuł, jak ten przystojniak opiera się na jego plecach, przy okazji je pieszcząc.
— Niesamowity…
— Mm? — Chłopak stęknął, ocierając się tyłkiem o jego krocze. — Mówisz o tatuażu?
— Nie tylko. — Rush zaśmiał się, wychylając się nad nim przy okazji. Wyciągnął gumki i czekoladowy żel z ostatniego razu.
Gdy tylko to zrobił, Charlie chwycił go za kark i przyciągnął do siebie, całując w usta, którym wciąż nie mógł się oprzeć. Szybko go puścił i spojrzał mu w oczy.
— Wybacz. — Zaśmiał się.
— Nic nie szkodzi, mój ty ognisty ptaszku — odparł ze śmiechem Rush. Pocałował nawet chłopaka jeszcze raz i dopiero po tym rozpuścił po pokoju czekoladowy aromat.
Charlie zgiął nogi w kolanach, klękając szeroko i unosząc tyłek, żeby dać mu dobry dostęp.
— Och, już, już!
— Taki niecierpliwy, uroczy. A niby taki groźny z tymi tatuażami — zamruczał Rush z rozbawieniem. Jednocześnie przygotowywał dziureczkę na swojego penisa.
— Oż no… — zajęczał młodszy chłopak, oddychając płytko i kręcąc tyłkiem. Niemalże zachłannie nabijał się na jego palce. — Co ja poradzę… ach, że tak na mnie… działasz?
— Nic. — Rush sapnął nad nim, szybko zamieniając swoje palce na ciepłego, sporego penisa napierającego na wejście.
Charlie wziął kilka głębszych oddechów i schował twarz w poduszce, mrucząc w nią coś niezrozumiałego oraz niecierpliwie czekając na więcej. To niedługo nastąpiło. Grey wsuwał się w niego powoli i umiejętnie, głaszcząc go po plecach uspokajająco. Było bardzo intymnie i gorąco, a uczucie tego mężczyzny za sobą działało na chłopaka jakoś wybitnie dobrze i relaksująco.
— Och… Rush…! — jęknął chłopak. Połasił się do niego plecami, skoro sam nie miał jak go dotknąć. Zaciskał tylko palce na poduszce.
— Tak, mój ty ptaszku, nie krępuj się.
Rush powoli zaczął się ruszać w ciasnym, ciepłym tyłku chłopaka, a z każdym jego ruchem ten czuł, jak kolana niemalże się pod nim rozjeżdżają. Poduszka utrudniała oddychanie, więc uniósł głowę, kładąc dłonie na oparciu łóżka i jęcząc całkiem głośno.
— Rush… oooch… tak głęboko…!
— Mmm… — wymruczał mężczyzna, patrząc z podziwem na tego ognistego ptaka, którego niemal posuwał. Było to naprawdę dziwne uczucie, zważywszy na to, że jego ognisty ogon kończył się wybitnie nisko.
Młodszy chłopak poruszał się w tempie Rusha, falując pod nim, a jego jęki roznosiły się po pokoju. Sięgnął do swojego twardego penisa, zdejmując drżącymi rękami gumkę. Zaczął się masturbować.
W końcu Rush mógł poczuć, jak drży pod nim. To było takie podniecające i intensywne, że każda fala przyjemności była coraz silniejsza. Aż w końcu Rush doszedł ze zduszonym pomrukiem zadowolenia.
Charlie jęknął, opadając policzkiem na poduszkę i masturbując się szybciej. Czuł się bardzo blisko końca.
— Mów do mnie… — stęknął. — Wiesz jak.
— Och tak, mój słodki, śliczny, niebezpieczny, ognisty skarb — zamruczał Rush przy jego uchu po brytyjsku z triumfalnym uśmiechem na ustach.
Charlie miał wrażenie, że ten głos, ten akcent i słowa wręcz pieszczą go po całym ciele, wywołując niesamowite dreszcze. Wyprężył się i doszedł z długim westchnieniem, oddychając szybko. Dopiero po chwili był w stanie unieść na swojego chwilowego kochanka rozbiegane spojrzenie.
— O tak… było super — wydusił zmęczony, uśmiechając się.
— Też tak uważam — przyznał Anglik i pogłaskał chłopaka po włosach.
Ten pocałował go w usta i zerknął na swój zaplamiony spermą brzuch.
— Pójdę się wytrzeć?
— A nie wolisz wziąć prysznica? Ze mną? — Rush cmoknął w skroń Charliego z rozmarzoną miną, przy okazji rozkosznie wyciągając się na łóżku.
— Hm… to jest jakaś myśl, jeżeli się nie rozjadę, stojąc w kabinie — odparł chłopak zmęczonym głosem.
— Będę cię trzymać — zapewnił gospodarz i wstał, wyciągając rękę.
— Poradzę sobie! — Charlie zaśmiał się i ignorując jego dłoń, wstał skocznie. Nieco się zachwiał, ale zaraz potem minął mężczyznę z drapieżnym uśmiechem i zmierzył do łazienki, prezentując mu swoje kształtne pośladki.

18 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 12 – Area 31

  1. Katka pisze:

    Torisa, bardzo dobrze Cię rozumiemy. Zawsze mam wrażenie, ze im więcej rozdziałów piszemy, im dalej FDTS idzie w tę swoją tasiemcowość, tym trudniej będzie o nowych czytelników XD Mało kto nie przerazi się tą ilością, haha. Ale gorąco zachęcamy. Myslę, że jeśli chodzi o to opowiadanie, to jego plusem jest własnie taka długość. Bo to lekka obyczajówka, w której dzięki tylu spedzonymi z bohaterami chwilami można ich naprawdę traktować jak swoich kumpli. To brzmi absurdalnie, ale jednak jest to chyba po pewnym czasie pewne przywiązanie.
    Na 12 rozdziale dopiero nam się postacie pokazują, a jeszcze wieeele poznawania przed Tobą. Jestem ciekawa, czy później polubisz Rusha, czy wciąż będzie niesmak, hehe. A tymczasem trzymamy kciuki za Twoje brnięcie dalej! :D

  2. Torisa pisze:

    Zabrałam się za to już jakiś czas temu ale kurczę za każdym razem gdy sobie uświadamiam ile to to ma rozdziałów to się przerażam i oddalam czytanie na bliżej nieokreślony czas… No może tym razem przeczytam do końca, chociaż powinnam się zająć pisaniem pracy licencjackiej, ale co tam! To opowiadanie jest takie świetne, że muszę je przeczytać, no po prostu muszę. Bo tak strasznie mnie kuje w oczy gdy widzę jak wychodzą kolejne rozdziały i uświadamiam sobie, że ja jestem dopiero na początku!
    Ten cały Rush to jakiś taki dziwny jest, sztuczny i przesłodzony, nie podoba mi się. Za to uwielbiam Charliego, nie wiem za co po prostu go uwielbiam i szkoda mi go dla takiego Rusha. Mike’a zresztą też uwielbiam. I Jasona oczywiście.

  3. TigramIngrow pisze:

    ” jestem ciekawa, co powiesz o pewnej innej postaci, która się pojawi… :D” – Miałaś w tym miejscu na myśli Alexa? Czy Chrisa?

  4. Katka pisze:

    Vvicious, haha, no właśnie, mimo wszystko przeczytanie całości może zająć… SPORO czasu. Wiesz, czytaj sobie na raty, bo serio potem będziemy mieć wyrzuty sumienia, że przez nas nauka pójdzie w odstawkę. No i bardzo nas cieszy, że długość Cię jednak nie odrzuca :) Haha, skoro Rush wywołuje ciarki, jestem ciekawa, co powiesz o pewnej innej postaci, która się pojawi… :D

  5. vvicious pisze:

    Ano zabrałam się, zabrałam, bo ja już tak mam niestety, że jak mi coś w oko wpadnie to nie spocznę dopóki wszystkiego nie przeczytam (albo w przypadku seriali nie obejrzę) i przyznam, że liczna rozdziałów mnie trochę przeraża. Nie dlatego, że boję się że się znudzę, ale jak sobie pomyślę ile znowu czasu spędzę tu zamiast się uczyć, to mnie zimny pot oblewa ;p
    a co do mojej interpretacji – to pewnie przez moją fascynacje psychopatią, ale Rush naprawdę idealnie pasuje to modelu. no i trudno zaprzeczyć że psychopaci wywołują ciarki ;p

  6. Katka pisze:

    Vvicious, no proszę, więc zabrałaś się za naszego najdłuższego „potworka” :D Fajnie, mam nadzieję, że uda Ci się dobrnąć do końca. Co do Rusha – mega ciekawe spojrzenie! Naprawdę mi się podoba taka interpretacja. Rush miał dotychczas to do siebie, że wywoływał mdłości z przesłodzenia, a nie przerażenie u czytelników XD Zatem serio, ciekawsko do tego podchodzisz. Zobaczymy, się do niego przekonasz :) Ale cechy narcystyczne to on na pewno ma, haha. Co do Jasona – och, niby taki wredny typ, a uwielbiany. Chyba bad boye zawsze będą mieli fanów XD No to powodzenia w dalszym czytaniu, trzymam kciuki, by nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie ;*

  7. vvicious pisze:

    Moim zdaniem Rush jest psychopatą i strasznie mnie on przeraża. Potrafi sobie owinąć ludzi wokół palca, jest taki gładziutki i milutki do zrzygania, a przy tym jakiś taki strasznie pusty i płaski. Wszystko się zgadza – cechy narcystyczne, niezwykła biegłość w słowach, płaskość emocjonalna, a do tego jestem pewna, że ten jego interes jest jakiś szemrany. brrr, aż mam ciarki jak o nim czytam ;c Charlie jest w porządku, ale tylko jak jest z Mikiem;p nie wiem, może po prostu Rush dla mnie rozsiewa taką przerażającą atmosferą, że jak to czytam to mi się nic nie podoba xD
    Z kolei Jasona kocham ^^ uwielbiam takie marudne, wredne typy, u niego przynajmniej wiadomo czego się spodziewać ;D
    A Mike’a kocham jeszcze bardziej, chociaż nie wiem za co xD chyba przez to, że jest taki biedny, wszyscy go molestują. Mam wielką nadzieję, dla dobra wszystkich, że jednak mu się to zacznie podobać ;D

  8. Katka pisze:

    Adela, haha, Charlie i Rush są od tego, by zalewać lukrem XD I w pełni sobie zdajemy świadomość z tego, że dużo ludków tym lukrem bełta XD Bo to takie gołąbki, cóż zrobić. Ale zapewniam Cię, że nie tylko na nich wątek przez całe FDTS się skupia, zatem mamy nadzieję, że ta irytacja ustąpi głębszej radości z czytania :) A Jason najnormalniejszy… hm, normalność to pojęcie względne XD On też ma swoje odpały, ale fajnie, że go rozumiesz :) No i mogę tylko życzyć miłego dalszego czytania! :)

  9. Adela pisze:

    Jezu to ich słodzenie sobie na wzajem mnie obrzydza. Tona lukru w relacjach między Charlie i Ruschem jest nie do zniesienia. Mój piękny, słodki, kochany itp. A to podlizywanie się facetom przez Charliego jest żałosne, te gadki w stylu w tym aucie wyglądasz sexy i szkoda mi twojego ciałka. Jezu, czy ten chłopak musi wszystko komentować na głos i mówić to innym? Normalnie nie mogę tych dialogów czytać, bo mnie irytują. Najnormalniejsza postać to Jonson wbrew pozorom, bo jak już odpala jakieś dziwadła to dlatego że się wygłupia i jest wredny. Mike to krypto gej wg mnie i będzie mnie irytować dopóki się z tym nie pogodzi.

  10. LordKurak pisze:

    Tak wiem, że się nie da, ale jak już znalazłam to wspomniałam :) zresztą sama jestem tego żywym przykładem, odwiedzam ten słownik, bo próbuję zwalczyć swój zaawansowany analfabetyzm :P może kiedyś się uda XD

  11. Katka pisze:

    LordKurak, z tym w „międzyczasie”… No w sumie to nie da się pisać wszystkiego mega słownikowo, a ludzie używają różnych sformułowań niekoniecznie właściwie. No ale, było coś przed tym jak zjadł i coś po tym też, więc teoretycznie dokańczał jedzenie w międzyczasie, bo pomiędzy tym i tamtym XD A Ryanek nie był grzecznym chłopcem, haha XD

  12. LordKurak pisze:

    „W między czasie dokańczał swoje danie, aż żałując, że tak szybko zjadł.” ← w międzyczasie, a szukając informacji o tym znalazłam: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=517

    A tak poza tym wcześniej zupełnie nie zwróciłam na to uwagi „A różnie… ciekawe rzeczy. Zażeraliśmy się z kumplem w knajpach nocą, jak udało się włamać, korzystaliśmy z basenów na Miami Beach pod nieobecność właścicieli. Raz nawet uciekaliśmy… pożyczonym samochodem gliniarzom” hahaha czyli Ryan się nie hamował i pożyczał co tylko było pod ręką XD

  13. mszynisz pisze:

    Ale dałyście tytuł. Normalnie pierwsze co, to mi się skojarzyło z Area 51 i zacząłem się zastanawiać, gdzie tam jeszcze wśród tego całego zamieszania chcecie wstawić jakieś UFO :P

    Ten rozdział był bardzo ciekawy pod względem psychologicznym :D Zauważyłem, że tylko czytelnicy mogą się dowiedzieć coś nowego o Rushu, natomiast Charlie nadal prawie nic o nim nie wie. Autorki sprawnie ukrywają jego pracę i przeszłość :D No no no, ja jestem ciekaw co tam jeszcze wymyślą ;)

  14. kan pisze:

    Co ten Rush ukrywa. Może jest jakimś brytyjskim arystokratą? xD Ciekawi mnie jak długo będzie zainteresowany Charliem bo nie wydaje sie typem faceta , który preferuje związki.
    Rozdzialik świetny jak zawsze xD

  15. Roselani pisze:

    Oh, no po pierwsze bardzo ładny nowy szablon. Do tamtego się już przyzwyczaiłam, ale zawsze wydawał mi się nieco mroczny, więc zmiana zdecydowanie na plus.
    A co do rozdziału to muszę powiedzieć, że Rush coraz bardziej mnie niepokoi – taki nieszczery jest… Aczkolwiek mam głupią nadzieję, że Charlie go zmieni xP
    Szczególnie, że to kurczę jakiś ideał jest! Przystojny blondyn z brytyjskim akcentem. Zewnętrznie nie może już być chyba lepiej!
    Tylko się rozpłynąć…

  16. DaughterOfWind pisze:

    Niach, i to mi się podoba ;p Zaspokojenie, ale smaczek pozostawiony ^ ^
    Kilka błędów się przewinęło, ale wybaczam wszystko, bo rozdzialik wyjątkowo szybko ;*
    Mniamaśnie. Nie stać mnie na nic więcej aktualnie XD Może nadrobię wkrótce ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s