Fire Dragon Tattoo Studio – 11 – Noce, poranki i… kwiaty?

— Chyba nie zamierzasz… teraz sobie tu zwalić…?
Jason początkowo nawet o tym nie pomyślał. Chciał tylko zobaczyć reakcję chłopaka. Ale po jego słowach…
— Przecież cię nie dotknę. — Uśmiechnął się i podwinął wyżej koszulkę, ukazując chudy, wytatuowany brzuch.
— Ej, no kurwa… Nie mam zamiaru przy tym być! — oburzył się chłopak. — Nie będziesz się na mnie gapił i sobie trzepał!
— Co za różnica, czy myślę o tobie i sobie walę, czy się patrzę? — Jason zaśmiał się i zaczął się pieścić przez spodnie, sugestywnie wyginając biodra. Czerpał z tego naprawdę niezłą frajdę.
— Taka, że nie muszę patrzeć — zabełkotał Mike niewyraźnie. Język mu się plątał. — No… na to, jak tylko… o mnie myślisz… — Uciekł gdzieś na bok rozbieganym wzrokiem. Matko, jak to kłopotliwie brzmi! — Oszczędź mi, do cholery — jęknął, znowu patrząc na jego biodra z grymasem na ustach.
Jason jęknął i oblizał wargi.
— To skoro mam ci oszczędzić, to czemu patrzysz?
— A oszczędzisz mi wtedy tych swoich jęków? — syknął chłopak i spojrzał buntowniczo w barek przed sobą. Czuł się skrępowany tym, co się działo.
— Wolałbym, żebyś patrzył, jak nie mam szans, żeby cię dotknąć… Chyba że ty masz ochotę dotknąć mnie? Wtedy przestanę — zamruczał Jason, dziękując niebiosom, że jeszcze nie dojechali. Ta gra coraz bardziej go nakręcała.
— Nawet o tym nie marz! — warknął Mike, rzucając mu szybkie spojrzenie. — Kurwa, zwaliłbyś sobie w domu… — Przetarł zmęczone powieki, które aż mu się kleiły. Miał zbolały wyraz twarzy. Za co muszę siedzieć zamknięty w jednym samochodzie z tym psychicznym facetem?
Mężczyzna tylko się uśmiechnął, widząc, jak chłopak się denerwuje. Westchnął i obciągnął koszulkę w dół. Wzwód poważnie wypychał mu wąskie spodnie, ale postanowił nic z nim nie robić, póki był w samochodzie razem z szefem. Miał przez niego wielką ochotę na seks, a wiedział, że z nim nie ma szans. Właściwie z nikim dzisiaj nie miał szans, bo już nie chciało mu się włóczyć w poszukiwaniu chętnych facetów.
Mike wyraźnie się rozluźnił, widząc, że dał sobie spokój. Dalej szumiało mu w głowie i nie wiedział, jak uda mu się dojść do domu z limuzyny. A jakoś pomoc Jasona niezbyt mu się podobała.
Po chwili jazdy w całkowitej ciszy samochód się zatrzymał. Kierowca otworzył im drzwi, a Jason spojrzał na półprzytomnego Mike’a. Z dyskomfortem związanym z nabrzmiałym członkiem uciskanym przez spodnie, wysiadł z limuzyny.
— Chodź, odprowadzę cię — mruknął, zapraszająco wyciągając rękę.
Chłopak początkowo zamierzał dumnie pogardzić pomocą, ale kiedy wstał z kanapy i zwalił się na nią ponownie, chwycił jego rękę i wyszedł. Obiecał sobie, że już tyle przy nim nie wypije.
Podparł się na Jasonie ze spuszczoną głową, a ten objął go jak najmniej sugestywnie i ruszył w stronę bramy wejściowej. Nie był jednak w stanie uniknąć ocierania się swoim kroczem o jego biodro. Mike za to, czując twardego penisa, zacisnął zęby bezradnie. Co za durna sytuacja! Cieszył się, że alkohol nieco tłumił mu teraz pojmowanie rzeczywistości, ale i tak miał świadomość, że idzie niemal przytulony do faceta, który ma z jego powodu erekcję. To było zawstydzające.
Kiedy doszli do bramy, odsunął się od Jasona i oparł ręką o ścianę. Zaczął szperać po kieszeniach w poszukiwaniu kluczy. Tatuażysta czekał cierpliwie. Od samochodu do bramy było bliżej niż do pokoju chłopaka, więc wiedział, że jeszcze jego niechciana pomoc się przyda.
Mike znalazł klucze i wyciągnął je w stronę mężczyzny.
— Otworzysz? Tym największym — mruknął, opierając się ramieniem o ścianę i przytykając policzek do zimnego muru. Było mu gorąco.
Jason wykonał prośbę i odruchowo wrzucił klucze do kieszeni. Złapał Mike’a za ramię i zarzucił je sobie na szyję.
— Nie zgodzisz się, żebym cię zaniósł, co? — mruknął. Byłoby szybciej i nie musiałby się o niego tak ocierać. To i dla niego było nieprzyjemne, gdy jeszcze miał świadomość, że nie może nic z tym zrobić.
— Nie, daruj sobie — odparł Mike twardo. Jeszcze by tego brakowało! — Aż tak nieprzytomny nie jestem — burknął, na przekór słowom czując, jak nogi mu się plączą. Wolałby w ogóle sam dojść do pokoju, ale chyba wtedy musiałby się czołgać, więc z dwojga złego oparł się na Jasonie.
— Jak se chcesz. — Mężczyzna westchnął i złapawszy go w talii, zaczął go ciągnąć. — Prowadź chociaż. Nie wiem, gdzie masz iść — mruknął, zły na siebie i na to, że ma za miękkie serce, bo nie wykorzystał chłopaka. Wzwód nie miał nawet ochoty się zmniejszyć.
Mike spojrzał z grymasem przed siebie. Schody.
— Na górę — rzucił i spojrzał na niego.
Jason warknął pod nosem i nie zważając na jakikolwiek sprzeciw, pochylił się i chwycił go drugą ręką pod kolanami, biorąc na ręce.
— Ej, kurwa! — warknął Mike, patrząc na niego z irytacją. Mocno bełkotał, bo język plątał mu się niemiłosiernie. — Noż mówiłem, że nie chcę! Postaw mnie, jeszcze chodzić mogę!
— Nie wierć się, bo cię z tych pierdolonych schodów zrzucę! — Jason zmierzył go zimnym spojrzeniem i zaczął pewnie wchodzić po schodach.
Chłopak zaburczał pod nosem, rzucając mu wściekłe spojrzenie. Jaka poniżająca sytuacja! Niesie mnie facet ze wzwodem. Świetnie!
Na piętrze Jason od razu odstawił chłopaka na podłogę i podtrzymał, kiedy ten niebezpiecznie się zachwiał. Mógłby bez problemów po prostu wziąć go w jego pokoju.
— Drugie drzwi na lewo — burknął chłopak, posuwając się z nim do przodu.
Jason poprowadził go i otworzył. Wymacał na ścianie włącznik światła i odstawił chłopaka na materac. Rozejrzał się, oglądając pokój.
Jak całe mieszkanie, pokój również był sporych rozmiarów, z podwójnym łóżkiem wyściełanym granatową pościelą i meblami z ciemnego drewna. Przy szerokim oknie stało biurko z dokumentami, co oznaczało, że Mike zabierał robotę do domu.
Kiedy Jason oglądał pomieszczenie, chłopak padł plecami na materac i sięgnął do swojej koszulki. Mocował się z nią, chcąc ją z siebie zrzucić. Było mu cholernie gorąco przez alkohol.
Mężczyzna w końcu spojrzał na niego.
— Pomogę ci… — Westchnął ze zrezygnowaniem i jednym kolanem uklęknął na łóżku.
O dziwo Mike nie miał nic przeciwko i pozwolił mu na to. Nie miał siły samemu, a chciał już to z siebie zdjąć. Nie dość, że na zewnątrz było upalnie, to jeszcze ten alkohol nie pomagał w ochłodzeniu.
Mężczyzna powoli zaczął go rozbierać. Kiedy pozbył się góry i zaczął rozpinać pasek od spodni, nie wytrzymał i pocałował go w brzuch. Mike spojrzał w dół ze zblazowaną miną. Nic jednak nie powiedział i wgapił się w nieco wirujący sufit. Wszystko dochodziło do niego tak powoli… Uniósł biodra w górę, samemu próbując zdjąć spodnie, a Jason przygryzł wargi i pomógł mu w tym. Klęczał w jego nogach i starał się opanować. Było ciężko. Przysunął twarz do bielizny i potarł o nią policzkiem. Jego penis aż bolał, ściśnięty w wąskich spodniach, a zapach od krocza tego seksownego chłopaka tylko bardziej go podniecał.
— Przestań! — syknął Mike z opóźnionym refleksem, nieco drżącym, bełkoczącym głosem. — Weź się, cholera, opanuj. Idź se zwal do łazienki… uch, czy coś.
Widział, jak mężczyzna podnosi głowę znad jego krocza i ma… zbolały, niemal smutny wyraz twarz. Albo tylko mu się tak wydawało przez upojenie alkoholowe.
— Gdzie jest łazienka? — mruknął Jason, podnosząc się.
Mike pokręcił głową i poklepał go po policzku, chociaż sam nie wiedział, co ten gest miał oznaczać. Szumiało mu w głowie.
— Za tymi drzwiami. — Wskazał na drugie poza wyjściem do przedpokoju drzwi w pomieszczeniu. — I otwórz okno po drodze… kurewsko gorąco jest.
Jason jeszcze raz spojrzał na jego członek ukryty za materiałem czarnych slipów, po czym wstał z kwaśną miną. Podszedł do okna i otworzył je, jak Mike sobie zażyczył. Wkurzało go, że jemu było gorąco, ale z innych powodów.
— Dzięki — mruknął chłopak, przymykając oczy i czując powiew na skórze. Przejechał palcami po krótkich, ciemnych włosach, prężąc się na łóżku, co nie pomogło Jasonowi w samokontroli. Westchnął ze zmęczenia i przewrócił się na bok.
Mężczyzna warknął i wszedł do niewielkiej łazienki. Nie zamknął drzwi, na złość. Usiadł na brzegu dużej, trójkątnej wanny i pospiesznie rozpiął spodnie, następnie wyciągając z nich naprężonego, sporego penisa. Przygryzł wargę i mrucząc gardłowo, zaczął się masturbować.
Chłopak nie zarejestrował tego, bo wgapiał się w swoje upragnione, otwarte okno, a alkohol i tak sprawiał, że widział podwójnie. Jason mógł po chwili zobaczyć przez drzwi, jak Mike zdejmuje z siebie slipy i nagi, odsuwa cienką pościel, żeby się pod nią wdrapać. Jęknął, mocniej ściskając swojego penisa, cały wkurzony. Mogłem go sobie wziąć!
Tymczasem Mike wdrapał się pod pościel i położył na brzuchu tak, że jego tyłek wyraźnie rysował się pod materiałem. Chłopak jednak nie był tego świadomy, bo leżał z półprzymkniętymi oczami i wzdychał co jakiś czas, marszcząc brwi.
Jason wpatrywał się w niego, pieszcząc się intensywnie. Jęknął głośno i spuścił się na podłogę między kolejnymi głębokimi oddechami i mruknięciami.
Mike, słysząc jego jęk, odwrócił głowę w stronę łazienki i wykrzywił usta w grymasie, rzucając mu rozeźlone spojrzenie. Mógł się chociaż tam zamknąć.
Jason wstał z wanny i z penisem nadal na wierzchu, nic sobie nie robiąc z miny chłopaka, podszedł do toalety po papier, żeby się wytrzeć. Schował swój sprzęt, umył ręce i wyszedł z łazienki z miną zupełnie bez wyrazu. Mike nie odezwał się do niego. I tak cieszył się, że Jason chociaż w tym aspekcie okazał się w porządku i nic mu nie zrobił, mimo stanu, w jakim się znajdował. Czuł na sobie jego spojrzenie, aż w końcu mężczyzna po prostu odwrócił się i wyszedł.

***

Ciepło ciała przy policzku Charliego wywołało na jego ustach rozleniwiony uśmiech, kiedy tylko się obudził. Otworzył oczy i ujrzał przy sobie blondyna, który spał w najlepsze, chociaż w pokoju było już całkiem jasno.
Leżał chwilę przy nim, po czym bezszelestnie, nie chcąc go zbudzić, wyśliznął się z łóżka i poszedł do łazienki. Spojrzał tęsknie na wannę, ale wszedł pod prysznic. Przymknął oczy, wkładając głowę pod strumień wody, pozwalając jej zmoczyć włosy. Nie słyszał nic oprócz przyjemnego szumu.
Wreszcie zakręcił kurek i wyszedł spod prysznica. Szybko osuszył włosy ręcznikiem, drugim przewiązując się w biodrach. Po wyjściu z łazienki chciał zebrać swoje porozrzucane rzeczy z podłogi, ale nie znalazł ich na niej. Wszystkie leżały na fotelu. Pachnące, czyste i wyprasowane.
Zamrugał i podszedł do nich, by się ubierać. Nawet nie usłyszał, żeby ktokolwiek wchodził do pokoju. Jakby posprzątały go duchy.
Kiedy skończył, przetrzepał jeszcze trochę mokre włosy i wszedł do sypialni, aby zobaczyć, czy Rush nadal śpi.
— Cześć. Już ubrany? — Powitał go firmowy uśmiech gospodarza, który z rozburzonymi po śnie włosami też wyglądał zniewalająco. A nawet jeszcze lepiej niż taki ułożony i zadbany, bo teraz wydawał się bardziej naturalny.
— Mhm, zebrałem się i wziąłem prysznic. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. — Charlie uśmiechnął, wpatrując się w jego przystojną twarz.
— No co ty! — Rush machnął zbywczo ręką. — Na co masz ochotę na śniadanie? — spytał, wyciągając rękę do hotelowego telefonu, leżącego na szafce przy łóżku.
— Wow, przyniosą nam tu jedzenie? — Charlie uśmiechnął się szerzej. Podszedł do łóżka i usiadł na skraju. — Nie wiem… eee, jajecznicę? — palnął.
Rush zrobił dziwną minę i prychnął.
— No oczywiście, że przyniosą! W końcu to ich praca.
— No tak… Zamów jeszcze kawę, jak możesz, hmm? — Charlie przewrócił się na brzuch i uniósł się na łokciach.
Rush uśmiechnął się i pomiział go palcem pod brodą jak zwierzaczka.
— Jasne, skarbeńku — szepnął zdrobniale i już po chwili zadzwonił do obsługi po śniadanie. Dla siebie zamówił bawarkę oraz sadzone jajka z tostami z konfiturą.
Charlie przysunął się do niego i kiedy ten cały czas rozmawiał przez telefon, muskał go ustami w ramię, a potem wyżej, w szyję. Rush zerkał na niego chytrze. W końcu odłożył telefon i potargał włosy Charliego, przy okazji cmokając go w policzek.
— Mm, i kiedy przyniosą?
— Śniadanko? Za moment. A co? — zamruczał, przesuwając ciepłą dłonią po plecach chłopaka.
— To mamy trochę czasu jeszcze… jakbyś miał ochotę, hmm? — Charlie spojrzał mu bystro w oczy i uśmiechnął się zadziornie, dłonią zjeżdżając po jego ciele pod kołdrę.
— Przed śniadaniem? — odparł mężczyzna, ledwo ukrywając zdziwienie w głosie.
— Nie chcesz? — Chłopak uniósł się, cofając rękę, ale od razu został pomiziany nosem po szyi.
— Nie, że nie chcę. Ale najpierw wolałbym coś zjeść.
— A… no spoko. — Odsunął się całkowicie, przewrócił na plecy i wgapił z westchnieniem w sufit.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Zadowolony Rush zatarł rączki.
— Eee… Charlie, tak? Poszedłbyś otworzyć? Śniadanko przyszło.
Chłopak odwrócił gwałtownie głowę i spojrzał na niego z widocznym wyrzutem i wręcz niedowierzaniem w oczach. Chwilowe zauroczenie tym przystojnym mężczyzną prysło, gdy poczuł się urażony takim lekceważeniem.
— Tak! Charlie! No nie żebym coś sugerował, ale mógłbyś pamiętać imiona ludzi, z którymi się pieprzysz! — rzucił z grymasem. Aż się poczuł… uprzedmiotowiony.
— Kurcze, nie wściekaj się. Też ci było dobrze.
— No, ale… — Charlie zamrugał. — No, nie chodzi o to, żeby wsadzać komukolwiek! Imię byś chociaż zapamiętał…
Rush wzruszył ramionami, poprawiając się na poduszkach.
— No przecież pamiętam. Charlie.
— A wcześniej się zawahałeś!
— Upewniałem się.
Charlie pokręcił głową i wstał z łóżka. Chwilowo stracił ochotę, by tu z nim na łóżku siedzieć. Przecież nie byli wczoraj tak pijani, żeby zapomnieć imiona.
— Przyniosę ci twoje śniadanie — mruknął niechętnie, kierując się do przedpokoju. Nawet na jedzenie przeszła mu ochota.
Kiedy otworzył drzwi do apartamentu, przed nimi stała młoda dziewczyna w kremowym mundurku obsługi hotelowej. Przed nią zaś znajdował się duży wózek z zamówionym przez nich jedzeniem i chyba jeszcze czyimś, bo według Charliego było go tu za dużo.
— Śniadanie dla pana Greya.
— Dzięki. — Chłopak uśmiechnął się do niej i w sumie nie wiedział, co ma robić dalej. Zabrać to od niej, wpuścić ją? Przez myśl też mu przeszło, czy Rush w ogóle nie miał nic przeciwko, żeby służba wiedziała o jego preferencjach seksualnych. W końcu fakt, że otwiera jej jakiś inny chłopak, który ewidentnie spał w apartamencie tej nocy, raczej był jednoznaczny. — Eee… to ja to wezmę, co?
— A nie wprowadzić i nie zastawić stołu? — spytała dziewczyna, przekrzywiając głowę.
— Ach, no jasne, wejdź. — Otworzył szerzej drzwi i wpuścił pokojówkę.
Sam wyszedł do sypialni, żeby zobaczyć, czy Rush wreszcie raczył wyjść z łóżka. Nie zastał go tam, za to usłyszał szum wody z łazienki. Dlatego też usiadł na krześle sam i patrzył, jak dziewczyna zastawia do stołu.
— Hm… długo już tu… pan Grey mieszka? — zagadał, nie chcąc siedzieć w ciszy, tak obsługiwany. A skoro miał okazję dowiedzieć się czegoś więcej o osobliwej postaci swojego wczorajszego kochanka, to zamierzał skorzystać.
— Ponad pół roku, proszę pana — odparła z uśmiechem. Widać było, że jest przyzwyczajona do obecności obcych w tym apartamencie.
— A jakaś jego rodzina tu nie pomieszkuje? — dopytywał dalej, sięgając po bułkę. Wgryzł się w nią. Nawet sucha była pyszna i pachnąca. I chyba nawet jeszcze ciepła. Był pod coraz większym wrażeniem.
— Nie, nikogo nie przyjmuje poza takimi gośćmi jak pan. — Dziewczyna postawiła na stole dwa półmiski i nalała do kubków zarówno kawę, jak i bawarkę. — Życzy pan sobie czegoś jeszcze?
— Nie, dzięki. — Charlie uśmiechnął się do niej ze skrępowaniem i zaraz potem zmarkotniał, wbijając wzrok w swoją bułkę. Nie żeby liczył, że chodziło o coś innego, ale teraz poczuł się jak zdobycz. I bardzo mu się to nie spodobało.
Kiedy dziewczyna kończyła zastawiać stół, z łazienki wyszedł Rush. Podszedł do nich i uśmiechnął się zarówno do chłopaka, jak i do pokojówki. Ta pokryła się rumieńcem, po czym skinęła grzecznie głową i wyszła.
Charlie obserwował go ze swojego miejsca, siorbiąc kawę i zagryzając leniwie bułką. Czuł, że jakby się odezwał, miałby za bardzo oschły ton. Chociaż, cholera… Czemu on jest taki seksowny?
Gospodarz usiadł naprzeciwko, wziął serwetkę i mimo że był w szlafroku, położył ją sobie na kolanach.
— Smacznego.
— Smacznego — odparł chłopak, patrząc na niego uważnie, może nawet trochę nachalnie. Jakby go analizował.
Rush za to jadł, zupełnie niewzruszony. Był przy tym zagłębiony w swoich myślach, bo nie odzywał się wiele, tylko delektował tym, co ma na śniadanie.
Charlie zjadł, popił kawą i wstał od stołu. Podszedł do telefonu na szafce, przy którym leżał notatnik, po czym naskrobał swój numer i zawahał się chwilę.
— Jakbyś w ogóle chciał… kiedyś się spotkać czy coś, to tu masz mój numer. — Mówiąc to, rzucił mu przy tym tęskne spojrzenie, bo jakoś stracił na cokolwiek nadzieję. Z drugiej strony zganił sam siebie. Co z tego, że facet jest cudny jak pięć milionów i momentami uroczy, jak… jest zbyt lekceważący? Wczoraj był nim zauroczony, ale ten przecież w strasznie podły sposób rzucił Kate, a jego samego najwyraźniej traktował jako dobrą rozrywkę na chwilę. Nie było się co zachwycać.
Rush odstawił filiżankę niemal z namaszczeniem i dopiero odwrócił się do gościa.
— Spoko. Miło, że pomyślałeś. Miałem właśnie spytać o twój numer, bo fajnie byłoby się jeszcze zobaczyć — odpowiedział, wstając i podchodząc do niego. — Taksówka czy… — Zawiesił teatralnie głos.
— Serio chciałbyś się jeszcze zobaczyć? — Charlie wpatrzył się w niego uważnie.
— A czemu nie? — Mężczyzna pogładził go wierzchem dłoni po policzku, jak dziewczynę.
— Bo odniosłem wrażenie, że tylko zaliczasz — zamarudził chłopak, odsuwając się do tyłu i opierając tyłkiem o krawędź szafki.
Rush zaśmiał się, szczerząc swoje białe ząbki. Oparł się ręką obok biodra chłopaka.
— Jest jak ślepiec o pięknym ciele, z duszą wywianą w otchłań. Nie zna miłości i szczęścia. Wędruje, szuka! — zadeklamował, po czym poczochrał włosy Charliego. — No więc szukam.
Chłopak aż zagapił się na niego, nie odzywając się przez dłuższą chwilę, zupełnie wcięty. Niemożliwe, żeby ten facet był stąd. Nie spotykał takich ludzi. Jakby Rush… wyrwał się z jakiejś bajki, poematu czy romantycznej sztuki.
Dopiero po chwili udało mu się jakoś otrząsnąć. Zamknął niemądrze rozchylone usta.
— I ten… mówisz, że szukasz miłości? — Uśmiechnął się lekko. — Tylko trochę dziwną drogą…
— Dobra jak każda inna. Nie będę się przecież zamieszczał w ogłoszeniach towarzyskich — prychnął rozbawiony Rush.
Charlie pokręcił głową. Chciałby go jakoś naprostować, ale właściwie nie widział sensu przy kimś, kto nawet nie pamięta jego imienia.
— Nie musisz, ale przez łóżko nie poznasz osoby.
— Częściowo nie poznam, częściowo poznam. Kwestia podejścia.
— Jak uważasz. — Charlie wzruszył ramionami, po czym wyciągnął nogę do przodu, wsuwając ją między kolana Rusha. Pocałował w szyję i spojrzał na niego zadziornie z dołu.
— No widzisz. I po czymś takim widać, że masz zadziorny charakterek i… — Rush zamyślił się. — Lubisz kontrolować sytuację.
Charliemu spodobało się szczególnie ostatnie zdanie. Uśmiechnął się, zamruczał i polizał go pod uchem. Wyprostował się i naparł na niego bardziej, zsuwając mu z jednej strony szlafrok z ramienia. Nie miał na to jakiegoś strasznego ciśnienia, ale chyba chciałby go przelecieć. Żeby utwierdzić siebie w przekonaniu, że nie został zwyczajnie zdobyty i zaliczony.
Rush, mimo że odpowiedział na to z uśmiechem, nie był w stu procentach przekonany do takiego zachowania. Sam wsunął szybko dłonie pod bluzkę tatuażysty. Ten w odpowiedzi skierował dłonie do jego paska, rozwiązując szlafrok, a jego oczom ukazało się ciało tego przystojniaka. Oblizał się zmysłowo, popatrując na niego. Skierował dłonie do tyłu, następnie kładąc je tuż nad jego tyłkiem. Kolanem zaś bardziej rozchylił mu nogi. Rush też nie próżnował i pospiesznie dobierał się do spodni Charliego, aż naraz zadzwonił telefon. Gospodarz wychylił się za chłopaka i pospiesznie odebrał.
— Tak? Tak — burknął, tracąc swój optymizm i rozluźnienie z twarzy. — Pamiętam. Jestem na dziś umówiony, żeby podpisać tę umowę — odsunął się od Charliego.
Chłopakowi zrzedła mina. Nie chciał podsłuchiwać, więc podszedł do stołu i sięgnął po jeszcze jedną bułkę. Widział, jak Rush rozmawia przez telefon, żywo gestykulując. Nie wyglądało to tak, jakby się z kimś umawiał, a raczej jakby się komuś tłumaczył.
Czekał, popijając kawę i odsuwając myśli do sceny sprzed dzwonka telefonu. Po jakimś czasie wrócił do niego Rush. Miał jednak średnio ciekawą minę.
— Co tam? — Charlie spojrzał na niego pytająco.
— Pozwolisz, że zamówię ci taksówkę i obiecam, że zadzwonię, gdy będę mieć czas?
— Uch, no… jasne. Praca czy coś? — spytał, ukrywając zawiedzione spojrzenie pod długimi włosami. Wstał.
Rush westchnął ciężko i odgarnął mu kosmyk włosów.
— Coś w tym guście. Jak spartolę jeszcze jedną umowę, to odwiedzi mnie mój kochany braciszek i zacznie się Armagedon.
— Spoko. — Charlie wymusił uśmiech. Szkoda mu było wychodzić z tego apartamentu, od tego faceta. Bo miał dziwne przeczucie, że może go już nigdy nie zobaczyć. Na pewno nie przebywał w kręgach takich, jak ten mężczyzna, a wątpił, by ten jakoś specjalnie zabiegał o jeszcze jedną noc z nim. Ale żeby nie przedłużać, odsunął się i wsadził ręce do kieszeni. — To zadzwonisz mi po tę taksówkę? Nie będę ci już zawracał głowy.
— Spoko — odparł Rush i cmoknął go w policzek.
Po niecałych piętnastu minutach taksówka już czekała przed hotelem, a gospodarz krzątał się po apartamencie, przymierzając czwartą koszulę z rzędu. Nie wiedzieć czemu, poprzednie trzy odrzucił ze zniechęconym wyrazem twarzy, chociaż wyglądały na nim dobrze. Jak na najseksowniejszych modelach.
Charlie obserwował go chwilę przy tej czynności, po czym podszedł do drzwi.
— To do zobaczenia — rzucił z lekkim uśmiechem i wyszedł.
Kazał się zawieźć taksówką od razu pod studio, bo nie miał za bardzo czasu, żeby wracać do domu i się przebrać. Na szczęście prysznic w apartamencie Rusha odpowiednio go odświeżył, więc nie miał aż takiego ciśnienia.
Kiedy dotarł na miejsce, okazało się, że jest pierwszy. Otworzył więc salon, zrobił sobie herbatę i zasiadł za wysokim kontuarem, bawiąc się kluczami i patrząc smętnie w zapisy na dzisiejszy dzień. Tak naprawdę jednak podążał myślami na Miami Beach, do apartamentu, w którym dzisiaj spał i do faceta, który traktował go jak laskę do zaliczenia. Nieciekawa sytuacja. Ale, jakby to powiedział Jason, taka sama jak tysiące innych.
Z rozmyślań wyrwał go trzask drzwi i smród papierosów. Uniósł głowę znad notatnika i spojrzał na wytatuowanego mężczyznę.
— Cześć — rzucił bezosobowym, markotnym tonem.
Tamten odburknął coś, co przy dużej ilości dobrej woli można było odczytać za przywitanie. Podszedł do kontuaru i wyciągnął zza niego kajet z zapisami.
Charlie obserwował go ze swojego miejsca, nie mając nic lepszego do roboty. Lepiej gapić się na Jasona, niż analizować zachowanie Rusha.
— Późno wczoraj wróciliście? — spytał po chwili.
— A ciebie co to obchodzi? — fuknął w odpowiedzi mężczyzna, na co chłopak od razu wydął wargi z wyrzutem.
— Pytam. Wreszcie kac cię dorwał, że taki nie w humorze?
Jason zmierzył go zimnym spojrzeniem, po czym odrzucił kajet.
— Nie mnie — burknął i z założonymi rękoma usiadł na kanapie dla gości. I tak nie miał nic lepszego do roboty, a nawet głupi zauważyłby, że coś mu nie pasuje.
— Hm? Nie ciebie? Że Mike znowu przesadził?
— Bing, bing, trafił pan w dziesiątkę! Nagrodą jest zmulony, wkurwiony kumpel — syknął.
Charlie trzasnął breloczkiem o blat biurka i spojrzał na Jasona z wyrzutem.
— No co się tak wkurwiasz? Zresztą, co ci do tego, że Mike się spił? Ojcem jego jesteś, czy co? — warknął, patrząc mu w oczy uważnie.
Jason mierzył się z nim spojrzeniem, lecz niespodziewanie odpuścił.
— Może wkurwiam się dlatego, że to ja musiałem go odnieść do domu, a ty w tym czasie poszedłeś sobie z tym fagasem.
— Odrobina altruizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła — burknął Charlie, dopijając herbatę i nawet nie odnosząc się do drugiej części zdania.
— Och taaak, altruizmu — zadrwił mężczyzna. — Masz rację. Bardzo altruistyczne z mojej strony odprowadzać twojego dobrego kumpla, który się tak zatacza, że nie tylko na mnie wisiał, ale i musiałem go nieść. Naprawdę zajebiście — burknął.
Na niekorzyść sytuacji wpływał fakt, że Charlie też nie był w najlepszym nastroju. Już nie raz zdarzało się im kłócić w poprzedniej pracy. Ale i tak, jak przychodziło co do czego i akurat nie było szefa w studiu, to pieprzyli się w magazynku, nie wymieniając między sobą ani jednego słowa. Mieli specyficzne relacje.
— A ja myślałem, że jak lecisz na Mike’a, to ci jego noszenie nie powinno sprawiać aż takiego bólu — rzucił młodszy tatuażysta, nerwowo wystukując rytm na blacie. Jason niósł Mike’a… Ta myśl nie dawała mu spokoju i sam nie wiedział, czy woli dumać o tym, czy o jasnowłosym przystojniaku, który nawet nie mógł zapamiętać jego imienia.
Mężczyzna zmarszczył nos i wziął głębszy oddech, żeby chociaż trochę przystopować.
— Jaki tam ból? Było fajnie. Takie cieplutkie, zemdlone ciałko. Pycha. Gorzej, że mam resztki przyzwoitości — prychnął, wstał i wyszedł z salonu, trzaskając drzwiami. Musiał zapalić.
Charlie aż zawrzał na te słowa.
Jason w tym czasie zaciągał się na dworze papierosem i pluł sobie w brodę, że nie wykorzystał sytuacji. Do tego Mike pewnie i tak będzie się czepiał, że zwalił sobie u niego w łazience. Cholera.
Kiedy tak myślał o swoim szefie, zobaczył, że jego samochód podjeżdża pod studio. Z Mustanga wysiadł manager, po którego twarzy było widać, że nie czuje się najlepiej. Miał trochę spierzchnięte usta i przymulony wzrok. Zamknął drzwi samochodu tak delikatnie i cicho, jakby były z porcelany. Po czym z grymasem na ustach zmierzył w kierunku wejścia.
Mężczyzna nie ruszył się w jego stronę, tylko śledził go wzrokiem, oparty o róg, kopcąc papierosa. Mike dopiero podchodząc do budynku, zauważył jego obecność. Zastanowił się chwilę i zamiast wejść do studia, podszedł do tatuażysty. Papieros dobrze by mu zrobił.
— Mogę jednego? — mruknął.
Jason bez słowa wyciągnął paczkę w jego stronę. Kiedy chłopak wziął jednego, otrzymał też zapalniczkę, żeby samemu sobie odpalić. Zrobił to i oddał ją bez słowa. Oparł się plecami o mur, zaciągnął i odchylił głowę do tyłu, wydychając dym z westchnieniem. Po chwili kątem oka spojrzał na mężczyznę.
— Um… — Podrapał się po brodzie i lekko zmarszczył brwi, dotykając palcami skroni. — Co się działo pomiędzy tym, jak podjechaliśmy pod mój dom, a tym, jak poszedłeś do łazienki?
Jason zerknął na niego, ale tylko na chwilę.
— Jak miło, że zapamiętałeś najciekawszy fragment.
Mike uniósł sceptycznie brwi.
— Trudno zapomnieć. Niedokładnie wytarłeś podłogę. — Wykrzywił usta w grymasie.
— Och, jeszcze milej…
— Dzięki, że mnie odprowadziłeś — rzucił niespodziewanie Mike całkowicie bezosobowym tonem, popalając papierosa i przymykając oczy.
— Taa… Robię się coraz milszy.
— Szkoda, że najwyraźniej ci to nie podchodzi — mruknął chłopak, widząc, że Jason jest wkurwiony.
— Byłeś pijany. Mogłem ci obciągnąć i nawet nie dałbyś rady zwiać. Chuj mam z tego bycia miłym. — Odrzucił peta i wyciągnął następnego.
Mike skrzywił się wyraźnie.
— To byłbyś ostatnim skurwielem, a o naszej umowie mógłbyś już tylko marzyć.
Jason zaciągnął się papierosem i zagapił w dym, który wypuścił, robiąc kółeczka.
— Macanko kontra lodzik. Jestem popierdolonym frajerem.
— Przynajmniej frajerem z zasadami. — Mike wykrzywił drwiąco usta, w duchu krzywiąc się na „macanko”. Miał nadzieję, że te dwa tygodnie będą trwały wiecznie.
— „Frajer z zasadami”. Masz, kurwa, talent do pocieszania, jak nic.
Mike zaśmiał się pod nosem, mimo swojego stanu. Rzucił peta na ziemię i przydeptał.
— Kto powiedział, że chcę cię pocieszać?
Zrezygnowany Jason pokręcił głową, ale i tak uśmiechnął się kącikiem ust. Lubił z nim gadać, a nie tylko na niego patrzeć i trzepać sobie do myśli o jego nagim ciele.
— Gdybyś miał zasady albo odrobinę przyzwoitości, to byś to zrobił.
— Nie będę cię pocieszał, bo jesteś wkurwiony, że się do mnie nie dobrałeś — zauważył Mike ze sceptycznym wyrazem twarzy.
Mężczyzna spojrzał na niego intensywnie i uśmiechnął się wrednie.
— Błąd, słodziutki. Jestem wkurzony na siebie, bo za bardzo na ciebie lecę, żeby wziąć tylko namiastkę.
Mike pokręcił głową z pełną rezygnacją. Czemu geje tak na mnie lecą…?
— Musisz obejść się smakiem. — Rozłożył ręce z krzywym uśmiechem.
— Z miłą chęcią, ale nie dajesz mi się posmakować.
— Hm… — Udał, że się zastanawia. — Może dlatego, że nie jesteś dziewczyną? Nie wiem, czy przez ten czas naszej znajomości, kiedy próbowałem dać ci znać, że nie jestem zainteresowany, dotarł do ciebie fakt, że jestem hetero?
— A czy przez ten czas, kiedy się do ciebie dostawiam, pominę już uprzejmym milczeniem Charliego, który się w tobie zabujał, a wczoraj puścił się z byłym Katy, dotarło do ciebie, że chuj mnie to obchodzi?
Mike wykrzywił wargi i spojrzał w bok. Skąd się, kurwa, biorą tacy kolesie jak Jason?
— Niestety twoja ignorancja i egoizm rzucają się w oczy jako pierwsze — odparł sucho. — A czy mój drugi adorator jest już w środku?
Jason prychnął i zgasił papierosa.
— Tak. I cierpi, bo widocznie blondasek miał za małego.
— Nie nabijaj się. — Zdegustowany chłopak wywrócił oczami, odwrócił się i wszedł do salonu.
Jason nic już nie odpowiedział, tylko wszedł za nim, od razu kierując się do swojego kąta. Musiał się przygotować, bo za pół godziny miał klienta.
Charliego w poczekalni nie było, za to Mike słyszał dźwięk gotującej się wody w czajniku, więc chłopak zapewne siedział na zapleczu. Przy biurku zaś leżał zabazgrany jego rysunkami notatnik.
Manager studia usiadł na wysokim stołku i zaczął bezmyślnie przeglądać szkice.
— Charlie! Zrobiłbyś mi kawy?! — krzyknął.
Po dłuższej chwili z korytarzyka wyszedł chłopak, niosąc dwa kubki z parującą kawą.
— Heja.
Uśmiechnął się na widok Mike’a i podszedł do niego, aby usiąść obok. Położył przed nim kubek.
— No hej. Co tam? — Mike przyjął kawę i zaciągnął się jej aromatem. To miała być już druga dzisiejszego dnia. Pierwsza niespecjalnie pomogła.
Charlie zamruczał coś pod nosem.
— W sumie nic… ciekawego. — Wykrzywił usta. — Sorry, że tak was zostawiłem wczoraj. Uch, byłeś skazany na Jasona.
— No, jak widzisz przeżyłem. Ale nie o mnie. Gdzieś ty wczoraj wyparował?
— Z Rushem pojechałem do jego hotelu. — Westchnął, odchylając się na krześle. — I wieczorem było zajebiście, a rano do dupy.
— Bo? — Mike podmuchał na kawę i upił łyka.
— Nie był pewien, jak się, cholera, nazywam… — Chłopak wydął wargi z wyraźnym niezadowoleniem.
— No… to gratuluje podo… — Mike urwał w pół zdania, bo do salonu wszedł posłaniec z wielkim bukietem kwiatów.
To zbiło z tropu kumpli siedzących za kontuarem. Zza bukietu ledwo było widać czapkę z daszkiem przybyłego mężczyzny.
— Dzień dobry. To do pana Charliego. — Posłaniec uniósł kwiaty, zerkając z głupim uśmieszkiem to na jednego, to na drugiego.
Charlie zamrugał i zastygł. Popatrzył na posłańca i Mike’a, jakby nie wiedział, co ma zrobić. Że niby… kwiaty…? Miał ochotę chwilowo zapaść się pod ziemię i dziękował niebiosom, że Jasona nie było w pokoju, bo już w tle podświadomości słyszał jego ochrypnięty rechot.
— To ja — jęknął, wstając i podchodząc do faceta.
Ten podał mu kwiaty oraz pudełko czekoladek, po czym pożegnał się i wyszedł, wciąż z tym irytującym uśmieszkiem. Mike zaś zastygł z kubkiem w ręku, ale po chwili udało mu się otrząsnąć.
— Od kogo to, na Boga?!
Charlie tylko podszedł z powrotem do kontuaru i położył na nim kwiaty, które zajęły niemal całą powierzchnię blatu. Obok postawił czekoladki i spojrzał na bukiet.
— Biorąc pod uwagę fakt, że Rush zdaje się nie zauważać różnicy w płci między osobami, z którymi się kocha, to prawdopodobnie od niego.
Mike kiwnął głową.
— O, jest liścik. Ładnie pachną.
Charlie spojrzał na liścik niemalże z przerażeniem. Wyciągnął go i otworzył. Na ładnie zgiętym kartoniku było napisane starannym, odręcznym pismem: „Przepraszam za rano, dziękuję za noc. Rush”.
Chłopak westchnął i patrzył jeszcze chwilę na liścik, po czym schował go do kieszeni. Sfrustrowany sięgnął po pudełko czekoladek, otworzył i wyciągnął do kumpla.
— Częstuj się — mruknął. — Już, cholera, nie wiem, co mam o nim myśleć.
— Chyba nie przekupił cię kwiatkami i tandetnymi czekoladkami? — Mike wziął jedną, nim spojrzał na opakowanie. Rozgryzł, jakby nigdy nic, po czym nagle chwycił pudełko i przeczytał nazwę. — Ja pierdolę, wiesz, ile one kosztują?!
Charlie nachylił się do niego i spojrzał mu przez ramię ciekawsko.
— Co? Nie wiem, nie jadłem takich.
— Matko, właśnie zjadłem czekoladkę od Richarda Donnelly’ego. To pudełeczko pewnie z dziewięćdziesiąt dolców kosztowało! — jęknął Mike, żałując, że ot tak połknął tak dobrą czekoladę. Powinien się delektować.
— Że ile? Jedno pudełko? — Charlie spojrzał na czekoladki z niedowierzaniem i sięgnął jedną, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście są takie niezwykłe. Gdy tylko poczuł, jak czekolada wręcz rozpływa mu się w ustach, przymknął oczy. — Mmm, jemy, jemy. — Szturchnął kumpla, żeby się częstował. Sam rozkoszował się smakiem, chwilowo bardziej nim zauroczony niż wcześniej samym Rushem. — Cholera, temu kolesiowi kasa się chyba przez palce przelewa.
Mike wziął jeszcze jedną słodycz. Były pyszne.
— Gość jest zupełnie z innej bajki. Wczoraj te wszystkie drinki, limuzyna. A dziś czekoladki za niemal stówę.
— No… ma, cholera, wszystko, ale głupiego imienia nie umie zapamiętać — mruknął Charlie. — Zamiast tych czekoladek wolałbym, żeby się rano przytulił i powiedział „cześć, Charlie”, a nie „Eee, Charlie, tak? Otworzysz? Śniadanko przyszło” — jęknął i walnął czołem o blat biurka. — Czemu on jest taki seksowny, Mike?
Jego przyjaciel zamrugał i po chwili wahania poklepał go po plecach. Gdzieś w głębi duszy miał nadzieję, że Charlie w końcu się od niego odczepi… pod względem seksualnym. Więc trochę żałował, że rzeczywiście za bardzo mu nie wyszło z tym facetem.
— No wiesz… eee, jeśli tak twierdzisz. Facet jak facet, tylko że bogaty.
— Taaa… a ja się czuję… — Westchnął cierpiętniczo i wyprostował się. — Jak, kurwa, jedna z jego lasek, którą sobie wyhaczył w klubie i przeleciał. Uch… potrzebuję faceta.
Mike od razu zesztywniał, słysząc ostatnią część wypowiedzi. Wstał i zabrał swoją kawę.
— Na mnie nie patrz. Bez urazy, ale mam dość gejostwa na najbliższy tydzień, jeśli nie więcej.
— Nie bój się mnie — mruknął Charlie, sięgając po swój breloczek i bawiąc się nim. — Przecież nic ci nie sugeruję. — Tak naprawdę miał ochotę się do Mike’a tylko przytulić… No, może nie tylko, ale teraz by mu to wystarczyło. Ale nic na siłę.
Mike uniósł rękę w obronnym geście.
— Spoko, ale i tak pozwolę sobie cię poprosić, żebyś na razie darował mi wszystkie gadki o męsko-męskiej miłości, jakkolwiek rozumianej.
— Co tylko chcesz — powiedział Charlie, trochę niepocieszony. — Znajdę inny obiekt do marudzenia. Mike, a zarobiliśmy już coś, nie? Może byśmy tak we czwórkę kiedyś się na przystań wybrali i wypożyczyli jakąś łódź? Wieczorem, drinki na morzu, hmm? — Westchnął i sięgnął po kolejną czekoladkę. Zrobił się melancholijny przez te wszystkie dzisiejsze wydarzenia.
— We czwórkę? Masz na myśli nas, Jasona i Katy?
— Mhm.
— Nie. Nie piję już ani przy tobie, ani przy Jasonie. A tym bardziej w miejscu, z którego nie mogę uciec. — Mike zaśmiał się, popijając kawę.
— Jak to nie pijesz przy mnie? — Charlie zmarszczył brwi, a w serce znowu coś go dzisiaj ukłuło. Kolejny facet nie chciał mieć z nim już za bardzo nic do czynienia. Wiedział, że teraz przesadza, ale czuł się trochę odrzucony i chyba przydałoby mu się jakieś miłe słowo. — Nie przesadzaj znowu.
— Na razie pass. Muszę umówić się z jakąś dziewczyną, bo zwariuję przez was — parsknął Mike, akurat kiedy wszedł jakiś klient.
Młodszy chłopak tylko wydął wargi, rzucając mu pełne wyrzutu spojrzenie, po czym zwrócił się do klienta, który do nich podszedł.
— Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
Zerknął w międzyczasie na zabazgrany przez siebie notatnik, żeby spojrzeć, czy ktoś był na teraz umówiony. Godzina była pusta. A poza tym był jeszcze Jason. Po krótkiej rozmowie ustalił z klientem wszystko, a Mike załatwił formalności.
Kiedy Jason tatuował klienta, a Charlie poszedł do drugiego pomieszczenia popracować nad zamówionym wzorem, do salonu wreszcie przyszła Kate. Przeciągnęła się, ukazując wystający pod króciutkim, fioletowym topem szczupły brzuch i ujrzała czekoladki na biurku. Sięgnęła po pudełko i zaczęła zajadać zupełnie bez pytania.
— Mmm, dobre. Czyje to? — zwróciła się do Mike’a, który siedział przy kontuarze i coś notował.
— Charliego. Zgadnij, od kogo dostał. — Zaśmiał się pod nosem i sam wziął czekoladkę.
Kate zastygła z jedną w połowie drogi do ust.
— No tak… od kogo by mógł? Pewnie Rush, patrząc jeszcze na ten bukiet. — Wsadziła drogocenną czekoladkę do buzi i zachichotała pod nosem. — Ciekawe, że facetowi przysłał takie rzeczy. Jeszcze mi powiedz, że mu liścik do tego dał.
— No dostał. Eee… a to bardzo źle? — zapytał z niepokojem Mike.
— Nie wiem, zależy. — Wzruszyła ramionami, wciąż chichocząc. — A co? Charlie ci go nie przeczytał?
— Wiesz, nie moja sprawa przecież. Ważne, że dostałem czekoladkę. — Zaśmiał się i wziął jeszcze jedną. Uwielbiał czekoladę, a te były naprawdę z pierwszej ligi.
— No, trzeba korzystać! — Dziewczyna entuzjastycznie pokiwała głową. — Kwiaty też ładne dostał… — Parsknęła śmiechem. — Rush go jeszcze nie wystawił w takim razie… — Zadumała się.
— Jeszcze?
— Och, no wiesz… Nie znam Rusha za bardzo, sam przecież wiesz. No, ale jak Charlie szuka kogoś tylko dla siebie, to nie liczyłabym na tego przystojniaka.
Mike zmarszczył brwi.
— Co rozumiesz przez… tylko dla siebie?
— Oj no, faceta, chłopaka. Charlie chyba chce związku? Czy tylko się pieprzyć? — Uniosła oczy do nieba z miną mówiącą „matko, jak ty nic nie rozumiesz”.
— Chyba związku. Szczerze? Trochę unikam gadania z nim na te tematy.
— Nie dziwię się. — Zachichotała. — Taki zakochany w tobie… — Przygryzła wargę, drażniąc się z nim. — Jeszcze czekoladki? — Zamrugała rzęsami z niewinnym uśmiechem.
— Czekoladki, tak. Więcej durnych komentarzy, nie, dziękuję — prychnął Mike i wziął jeszcze jedną słodką rozkosz. Czuł, jak rozpływa mu się w ustach. — Ale co miałaś na myśli, mówiąc, że ten blondas to się nie nadaje, jeśli Charlie szuka kogoś na stałe?
— Chyba ma za wygodnie w życiu i przyzwyczaił się, że ma w łóżku co chwilę kogoś świeżego. — Wykrzywiła wargi na samo wspomnienie tego, jak ją rzucił. — Nie wiem, może i Rush też chce związku, trudno mi oceniać, ale… no, wygląda raczej na zdobywcę. — Wzruszyła ramionami trochę lekceważąco. Już przestała się nim interesować i nawet nie bolało ją to, że jej kumpel z pracy umówił się z jej byłym facetem na seks. — Chociaż życzę Charliemu jak najlepiej.
— Czyli po prostu chcesz powiedzieć, że to dupek?
— No tak jakby. Nadęty dupek.
— Ale…? Coś musi w nim być, że sobie tak dobrze radzi — zadrwił Mike. Jeszcze tylko by brakowało, żeby Jason poszedł z nim do łóżka.
— No… jest bardzo przystojny i ma kasę — podkreśliła Kate, sięgając po kolejną z czekoladek, które powoli się kończyły. — To czasami wystarcza. Ale jest też uroczy, uprzejmy, szarmancki… może trochę sztuczny w tych swoich komplementach, ale umie dopieścić…
— Normalnie książę z bajki — zauważył manager. Jemu za to trafił się uganiający się za nim wielki, chudy i śmierdzący dymem smok. Że też mam takiego pecha.
W tym momencie z pracowni wyszedł klient ze świeżo zrobionym tatuażem, a za nim sunął Jason. Jak zwykle przygarbiony i z odstraszającym wyrazem twarzy. Wziął od klienta należność i położył na blacie. Przeciągnął się jak wielki kot i zwalił na kanapę. Machnął w międzyczasie Kate na przywitanie.
Dziewczyna wyciągnęła do niego pudełko.
— Luksusową czekoladkę?
— Co? — mruknął i podniósł na nią wzrok.
Kate podeszła do niego i dwornie podała mu pudełko. Jason sięgnął po czekoladkę i zaczął ją przeżuwać z wybitnie obojętną i zblazowaną miną.
— Skąd je macie? — mruknął w końcu, popatrując to na Kate, to na Mike’a.
— Dobre, co? — Wyszczerzyła się dziewczyna.
— Charlie dostał od Rusha, razem z tymi kwiatami. — Mike uśmiechnął się lekko, wskazując na bukiet na biurku.
— Od tego zarozumiałego blond dupka?
— A znasz jakiegoś innego Rusha? No, od niego. Katy, zostaw trochę Charliemu, bo nas zabije za te czekoladki. Zjedliśmy mu już prawie wszystkie.
Dziewczyna machnęła ręką.
— Dostanie pewnie następne. A jak będzie miał farta, to i droższe, bo od więcej mógłby utyć. — Zaśmiała się i zjadła jeszcze jedną czekoladkę.
Mike wzruszył ramionami i też sięgnął po kolejną. Nie pogryzł jej, tylko ssał, mrucząc przy tym. Były nieziemskie. Przełknął jednak za szybko, kiedy zdał sobie sprawę, że jest w nim utkwione przewiercające na wylot spojrzenie Jasona. Odkaszlnął i podszedł do kontuaru, by zabrać z niego zarobione przez Jasona pieniądze oraz schować je do kasy. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek przy tym facecie będzie mógł poczuć się swobodnie.
— Mike, mam kogoś na dziś? Zerknąłbyś? — spytała Kate, podchodząc do chłopaka.
Ten pochylił się nad notesem i przejechał palcem wzdłuż listy.
— No, za pół godziny dziewczyna do przebicia języka. A Charlie ma za dwie godziny klienta. Do tego czasu wolne.
— W takim razie spadam stąd — mruknął Jason, wstając z kanapy.
— Ej, ej! — zawołał za nim Mike. — A jak ktoś przyjdzie, żeby się umówić, czy wzór zamówić? To wolne to tak teoretycznie było. Siadaj z powrotem.
Mężczyzna zatrzymał się z dłonią na drzwiach.
— Charlie sobie poradzi, a ja przyjdę za jakiś czas. Nie będę tu siedział jak debil bezczynnie — rzucił i wyszedł, a Mike zmarszczył brwi.
— Trzeba coś z nim zrobić, żeby tak nie olewał obowiązków. — Zastukał długopisem w notes. Nie lubił takiej niesubordynacji. Wiedział, jak ciężko było utrzymać biznes, a w Miami było dość innych studiów tatuaży. Więc jeśli się nie postarają, to wcale długo się nie utrzymają.
— Ale robi, co do niego należy… w większości. — Kate westchnęła, nie mając żadnej innej rady.
— Taaa, jak to ma być dobre studio, to mamy działać na pełnych obrotach, a nie „w większości” — odparł Mike ambitnie.
— Jak tam se chcesz, szefuńciu! — Kate zaśmiała się i ruszyła, by przygotować sobie wszystkie rzeczy do pracy.
Mike westchnął ciężko, słysząc to specyficzne określenie. Przywyknął już, że słyszy je z ust Jasona. Pożarł ostatnią czekoladkę z pudełka, memłając ją w ustach.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 11 – Noce, poranki i… kwiaty?

  1. Katka pisze:

    Tigram, chyba uważają, że warto jednak przeżyć cierpienie następnego dnia, żeby dobrze bawić się poprzedniego. Ach te priorytety… XD

  2. TigramIngrow pisze:

    Lubili sobie popić i poimprezować. Na samą myśl o alkoholu mi samej osobiście robi się po prostu niedobrze, a jak czytam te sceny upojenia i potem wyobrażam sobie to co czuli rano… O nie… nienienie. Kac morderca nie ma serca, co racja to racja. Mnie już po jednym (!) piwie tak głowa boli, że wystrzegam się całego alkoholu, bo to zło. Dobrze, że im są starsi tym bardziej ogarnięci i już tak nie balują.

  3. Katka pisze:

    Yuu, yey, fajnie, że czytasz dalej mimo tego, jak bohaterowie Cię irytują XD Dzięki za błędy, poprawiłam :) A co do Jasona i Mike’a… Hehe, oj, myślę, że rozwój ich relacji może Cię jeszcze zaskoczyć :) Miłego czytania dalej i pozdrawiamy serdecznie! :)

  4. Yuu pisze:

    ”Przed śniadaniem? — odparł mężczyzna, ledwo kryjąc zdziwienia w głosie.”- zdziwienie w głosie
    ”No kurcze, nie wciekaj się. Też ci było dobrze.”- nie wściekaj się
    Biedny Charlie .__.
    Wgl uwielbiam Jasona, ale nie może nikogo innego sb znaleźć? Echh…
    Dobra jade dalej. Pozdrowionka :*

  5. Katrina Conquista pisze:

    „A jemu trafił się uganiający się za nim wielki, chudy i śmierdzący dymem smok.” < Aww, urocze porównanie :D

    No no, ciekawa jestem jak się z tym Rushem rozwinie. Jak na razie mu kibicuję.

  6. mszynisz pisze:

    LOL, czekoladki :P
    Wiedziałem, że coś będzie nie tak z tym Rushem – ogólnie traktuje Charliego jak zabawkę, albo jakiś ładny przedmiot, który można wykorzystać do niecnych celów :P Ciekawe co będzie dalej :D

    PS. Bardzo fajny nowy kolor stronki ;)

  7. DaughterOfWind pisze:

    Podpisuję się wszystkiema łapkami pod ostatnim zdaniem ;p

    Hah, bo jeszcze polubię Jason’a XD A to by było święto…
    Niezły rozdzialik. Podobał mi się ^ ^

    Heh, właśnie oduczam się używania wulgaryzmów, ale jak dalej będę czytać takie opowiadania to nic z tego nie będzie… XDD
    Whatever. Tak ma być. ;)

    Gierki Mike & Jason są wręcz rozbrajające… <3 ;p

  8. kan pisze:

    Zapomniałem jeszcze napisać , że Charlie bardzo przypomina mi mojego chłopaka, a zwłaszcza wyglądem xD Ogromnie się ucieszyłem kiedy przeczytałem, że historia ta jest długa, tylko proszę o wstawianie kolejnych części w mniejszych odstępach czasu xD

  9. Roselani pisze:

    Oh, czyli dokładnie w moje gusta – długaśne ale zamknięte. Tyle, że mimo mojego uwielbienia do długiego rozkoszowania się historią, czekanie na kolejne rozdziały może być dość FRUSTRUJĄCE, szczególnie że w zamkniętej historii zawsze jak najszybciej chce poznać jej koniec. No ale ta słodka agonia jest w końcu częścią przyjemności, więc i tak cieszę się, jak głupia, że właśnie na to się zdecydowałyście.

  10. Shivunia pisze:

    Historia jest w miarę zamknięta, ale dość długaśna… więc szybko się nie skończy. Jeśli nic się nie zmieni to może nawet doczeka się sidestory. Jednak to się zobaczy.
    No i oczywiście bardzo cieszymy się z takiego ślicznego, cieszącego serce komentarza premierowego u nas na stronce ;)

  11. kan pisze:

    Biedny Charlie, taki spragniony miłości, a trafia na dupków. Jason jednak nie taki zły na jakiego wygląda, myślałem, że rzuci się na obiekt westchnień Charliego i wykorzysta ,że chłopak odurzony alkoholem nie będzie w stanie go powstrzymać , a tu taka niespodzianka xD
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy xD

  12. Roselani pisze:

    Uh, podła jestem, że dopiero teraz komentuję mimo, że czytam już od jakiegoś czasu. No ale pierwsze komentarze nigdy nie idą mi łatwo…
    Ogólnie, co raczej w moim przypadku rzadko się zdarza polubiłam chyba wszystkich bohaterów. No może trochę podejście do życia Jasona irytuję, ale generalnie go lubię, szczególnie po tym rozdziale – zachował się całkiem przyzwoicie. Oczywiście najbardziej lubię Charliego i Mike. I mimo, że ciągle zaznaczacie, że Mike jest hetero, we mnie wciąż tli się nadzieja, że może tak nie do końca. Choć przyznam, że odkąd pojawił się Rush, Mike przestał mi się wydawać jedynym słusznym wyjściem dla Charliego. Może nie powinnam, bo nie wiem, czy chcecie go w ogóle na stałe umieścić w fabule, no ale nic nie poradzę, że jak widzę blondyna, to wszystko przestaje się liczyć. Mam do nich straszną słabość. Jeśli tylko chłopak ma blond włosy, wszystkie wady zewnętrzne i wewnętrzne jakoś bledną. Tak więc liczę, że Rash nie jest psychopatą i nie ma swoich pieniędzy z jakiś ciemnych sprawek…
    Jest jedno co mnie ciekawi – to jest zamknięta historia? Znaczy wiecie jak się skończy, czy będziecie pisać dopóki nie skończą Wam się pomysły?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s