Fire Dragon Tattoo Studio – 10 – Sen

— Nie całuję się na pierwszym spotkaniu. — Rush przyciągnął do siebie chłopaka, cmokając go w klatkę piersiową, jakby w formie rekompensaty.
Mimo to chłopak zmarszczył brwi, nieskrywanie rozczarowany.
— Takiej przyjemności sobie odmawiasz? — spytał, muskając przy okazji palcami jego jasne włosy nad karkiem.
— Taką przyjemność lubię sobie zostawiać na kogoś, z kim wiem, że dobrze mi się pieprzy — zamruczał Rush, poddając się pieszczocie i całując go jeszcze trochę niżej.
— Aha… — odparł płasko Charlie, nie rozumiejąc go za bardzo. Całowanie wydawało mu się wręcz integralną częścią seksu. Bez tego ten wydawał się… pusty. Liczył jednak, że cała ta perfekcja, jaką widział w tym mężczyźnie, trochę mu to zrekompensuje. Z drugiej strony, zaświtała mu w głowie myśl, że jest w hotelu z facetem, który się tylko „pieprzy” i zdobywa. Fakt, że Kate była przed nim, niezbyt go pocieszał.
— Kąpiel? — zasugerował w końcu gospodarz, kiedy był z ustami już na wysokości jego pępka.
— A już tak daleko zaszedłeś! — Charlie zaśmiał się. — Prowadź po tym swoim pałacu.
Mężczyzna wstał i chwyciwszy go w pasie, poprowadził w stronę łazienki. Po chwili zastanowienia postanowił jednak zapytać.
— Masz stałych partnerów?
— Hm? Ostatnio nie…
— Ale badasz się regularnie? — dopytywał, jakby nigdy nic.
Charlie uniósł brew.
— Tak, badam, a pieprzę się z gumkami, jeśli ci o to chodzi. Poza tym przez ostatnie kilka miesięcy nie miałem w łóżku nikogo poza Jasonem. — W sumie nie miał pojęcia, po co mu się tłumaczył, ale chciał zbyć ten temat. Wiedział, że to ważne, ale zawsze taka rozmowa w momencie, kiedy był podniecony, go irytowała.
Rush zlustrował go, po czym uśmiechnął się i wprowadził go do dużej, brązowej łazienki. Wszędzie były świece, kwiaty i ich duszny, obezwładniający zapach. Rush złapał chłopaka za rękę i kiedy pozbyli się bielizny, wszedł, ciągnąc go za sobą, do wanny pełnej ciepłej, pokrytej pianą wody. Charlie dał się poprowadzić, nie przerywając oglądania całego pomieszczenia. Skąd ten skurczybyk brał na to kasę?
— Aż się w głowie kręci od tego zapachu — skomentował, nieco onieśmielony, wdychając przyjemną woń.
Rush tylko uśmiechnął się czarująco i zachęcił chłopaka, żeby ten zanurzył się w wodzie aż po szyję.
Po chwili chłopak przylgnął do niego w wodzie i przesunął dłonią po jego ładnie zbudowanym torsie. Włosy częściowo mu zamokły, ale nie przejmował się tym i skupił się na ciele Rusha.
— Jesteś jak z bajki — powiedział szczerze, patrząc to na jego przystojną twarz, to na luksusową łazienkę. Naprawdę miał wrażenie, że znalazł się w innym świecie i wcale nie ciągnęło go z powrotem do szarej, pełnej obowiązków rzeczywistości.
— Dlaczego? — Rush nie chciał czuć się jak książę. Lubił pochwały, ale zwykle były one skierowane bardziej bezpośrednio do jego ciała.
— No ta limuzyna, pokój dla vipów w Mansion, taki hotel, wielka wanna, no i to… — Charlie pogładził go po szyi i policzku. — Poza tym czarujący z ciebie dżentelmen. — Uśmiechnął się, przygryzając wargę i patrząc mu w oczy.
— Dżentelmen? — prychnął Rush, nie wierząc, że tak może określić go kumpel dziewczyny, z którą dopiero co się rozstał.
— Noo, taki uprzejmy i… hm… wykwintny. Na pierwszy rzut oka przynajmniej — Charlie zaśmiał się, kierując dłonie w dół jego ciała. Miał ochotę go pocałować.
— Czaruś. A to ja miałem cię uwodzić. — Rush odpowiedział śmiechem, całując go w policzek, później w szyję i powoli obejmując go w pasie.
Charlie był trochę rozbawiony. „Uwodzić”. Zdawał sobie sprawę, że dał się wyrwać jak jakaś panna. W sumie nie przeszkadzało mu to teraz, bo miał ochotę na seks, a w tym nie było nic złego. To podobno dziewczyny, nawet mając chcicę, często odmawiały, żeby nie wyjść na łatwe kąski. On nie miał z tym problemu.
Wyciągnął się do pocałunków i mocniej przylgnął do mężczyzny. Wsunął palce w jego jasne włosy. Och, jak leniwie, w wielkiej wannie z takim przystojniakiem…
Rush mył go, pieszcząc jednocześnie. Co jakiś czas całował jego skórę. W końcu jednak uznał, że tyle moczenia wystarczy. Umył go wszędzie gdzie trzeba, z dodatkowymi bonusami.
— Mam nadzieję, że dasz się zaprosić też do sypialni? — zamruczał Charliemu do ucha.
— Aż żal stąd wychodzić, ale łóżko też bym chętnie zobaczył. — Chłopak zaśmiał się.
Wstał i wyszedł z wanny za Rushem, mierzwiąc włosy, żeby nie kleiły mu się do pleców.
Mężczyzna podał mu miękki, biały ręcznik, okrywając go nim i pocierając jego ramiona. Obchodził się z nim tak, jakby go sobie przygotowywał tak, jak lubi. Przy okazji cmoknął go w policzek i sam szybko się osuszył.
Kiedy wreszcie weszli do sypialni, Charlie ujrzał wielkie łoże z masą poduszek i pedantycznie ułożoną, kremową pościelą w delikatny, kwiatowy wzór. Cały apartament był dość jasny, a służba sprzątała tu pewnie codziennie.
Rush usiadł na skraju miękkiego materaca i gestem przywołał do siebie Charliego. Gdy ten stanął przed nim, objął go w pasie ramieniem, drugą ręką pogłaskał jego udo i pocałował w podbrzusze. Chłopak pochylił się, całując z tej pozycji ramię i łopatkę swojego kochanka na dzisiejszą noc. Dłońmi zjechał w dół jego wysportowanych pleców, pocierając już i tak rozgrzaną przez gorącą wodę skórę. Mężczyzna powoli składał leniwe pocałunki na jego ciele. Na udach, biodrach i podbrzuszu. Dłońmi błądził po pośladkach tatuażysty, robiąc to wszystko bardzo leniwie i czule, jakby się nim delektował.
Charlie patrzył na niego z góry z rosnącym podnieceniem. To było takie inne niż seks z Jasonem. Nie przeszkadzało mu to powolne tempo. Nadawało temu wszystkiemu specyficznego czaru. Trochę sztucznego, wręcz fałszywego, ale obaj wiedzieli, że robią to bez zobowiązań. Że oczekują od siebie właśnie tej cielesnej bliskości. Dlatego żadnemu z nich to nie zgrzytało.
Czując dłonie na tyłku, Charlie zadrżał i odetchnął szybciej.
— Taki apetyczny i sam. Aż szkoda… — zamruczał Rush, biorąc w dłoń jego penisa i pieszcząc go niespiesznie.
Charlie westchnął i przymknął oczy.
— Też żałuję. — Zaśmiał się krótko i uśmiechnął się do niego.
— Lubisz tak? — Ruch spojrzał w górę z chytrym uśmieszkiem.
— Mhmmm… dobrze mi. — Charlie oblizał wargi, patrząc na niego nieco maślanym wzrokiem. Kręcił go ten facet. Jego penis również zaczął na to wskazywać.
Rush uśmiechnął się i powoli obcałowywał jego tors i brzuch. Rękoma pieścił zarówno jego pośladki, jak i penisa, a Charlie poddawał się tym pieszczotom z zadowoleniem. Po jakimś czasie przysunął się bliżej i uklęknął okrakiem na materacu, w obie dłonie ujmując twarz mężczyzny i całując w skroń i policzek. Zakręcił przy tym tyłkiem. Rush chętnie przygarnął go do siebie, opadając plecami na materac i chwytając mocno za pośladki. Młodszy chłopak z westchnieniem przylgnął ustami do jego szyi i zaczął go tam ssać oraz całować. Podążył jedną dłonią leniwie w dół po jego klatce piersiowej, najpierw lekko szczypiąc w sutek, a potem zjeżdżając do krocza. W odpowiedzi na te pieszczoty Rush westchnął z przyjemnością i jedną ręką przesunął po plecach chłopaka, palce drugiej za to zaczęły jeszcze śmielej badać jego tyłek.
— Ulubiony zapach?
Charlie uśmiechnął się i spojrzał na niego z iskierką w oku.
— Mmm… — Zadumał się. — Świeżo upieczonych bułeczek. — Zaśmiał się, kręcąc głową.
— Bułeczek? — Rush roześmiał się, drażniąco napierając palcem na jego dziureczkę. — A smak?
Chłopak jęknął cicho i przygryzł wargę.
— Budyniu czekoladowego — odparł, już zarumieniony na policzkach. Poruszał przy tym wprawnie dłonią na jego penisie. Czuł, jak ten powoli rośnie i twardnieje.
— Uroczo. — Rush zmrużył oczy w zadowolonej minie. Wyciągnął się pod Charliem i wyjął z szuflady tubkę czekoladowego żelu.
Chłopak zaśmiał się na ten widok i zwilżył wargi językiem. Otarł się policzkiem o jego szyję i polizał w ucho, łaskocząc go przy tym włosami po twarzy.
Rush otworzył tubkę, wycisnął trochę na rękę i ponownie przesunął ją na tyłek chłopaka. Ten tym razem mógł poczuć, jak palce napierają na jego dziurkę, powoli się wsuwając. Zadrżał, ale nie zacisnął się. Czuł się bardzo zrelaksowany tymi leniwymi pieszczotami i jak zazwyczaj seks z nowo poznanym mężczyzną bywał stresujący, tak z tym czuł się dziwnie bezpiecznie.
Zamruczał cicho tuż przy uchu Rusha i sam zakręcił biodrami, napierając na jego palce.
— Mmm, o taaak… — Westchnął.
— Jaki cieplutki — szepnął mężczyzna, dokładając kolejny palec, skoro nie czuł oporu.
Charlie stęknął i polizał go przeciągle po szyi, a wolną ręką przesunął po jego ładnie zbudowanej klacie.
— A ty taki idealny. Uprawiasz jakiś sport? — spytał po chwili.
— Pływam i chodzę na siłownię — odparł szczerze Rush, pomijając swojego dietetyka. Rozciągał Charliego i rozgrzewał, ciesząc się w duchu, że chłopak nie okazał się zbytnio dominujący.
— To dzięki temu masz takie ciało, hmm? — Charlie westchnął, całując go po torsie i drażniąc jego sutki językiem. Nacisnął też kciukiem na czubek jego twardego już penisa.
— Mmm… To na pewno też… ale też doskonałe geny. — Rush zaśmiał się, zginając place w ciele tatuażysty. Podobało mu się. Nie lubił zbyt napakowanych facetów, a ten chłopak był taki… w sam raz. No i poddawał mu się odpowiednio.
— Aaah… Um, no wiesz… na to — tatuażysta przesunął palcami po jego barku i ramieniu, delektując się tym, co pod nimi czuł — trzeba sobie zapracować. Nie wszystko ma się z góry.
— No, to przecież na to pracuję. — Mężczyzna podniósł się trochę i liznął chłopaka w policzek, jednocześnie wsuwając w niego jeszcze jeden palec.
Charlie jęknął i mocniej do niego przylgnął, dzięki samym palcom czując cudowne dreszcze w środku. Opuszki drażniły jego prostatę i sprawiały, że już niekontrolowanie wiercił się w jego ramionach. Rush mógł dodatkowo poczuć jego gorący, przyspieszony oddech na swojej szyi.
— Jak tam twoja dziureczka? — wyszeptał podniecającym głosem przy uchu tatuażysty.
— Nnn… spragniona więcej ciebie. — Ten uniósł głowę i patrzył łakomym wzrokiem w oczy Rusha, który tylko wykrzywił usta w tym swoim pewnym siebie uśmieszku. Wyciągnął z szafki nocnej prezerwatywę i podsunął ją do ust Charliego.
— Złap zębami.
Chłopak rzucił mu jeszcze bardziej rozognione spojrzenie. Uwielbiał pewnych siebie facetów. Jason miał w sobie więcej tej bezczelnej, zdystansowanej pewności, za to Rush wydawał się czulszy, nawet jeśli zamierzał przespać się z nim tylko raz.
Czując gorąco na policzkach, wykonał polecenie, mrucząc przy tym zmysłowo. Rush pochwalił go całusem w policzek. Wyjął prezerwatywę i nałożył ją sobie na penisa.
— Jak chcesz? — Pogładził go troskliwie po ramieniu.
— Od przodu — odparł Charlie, bawiąc się chwilę jego włosami, po czym musnął ustami w skroń, skoro nie mógł w usta. Położył się obok niego, nie przerywając całowania po twarzy.
Rush przeturlał się na jego ciało i pogłaskał po udzie, podnosząc mu nogę w górę. Charlie rozluźnił się, patrząc na jego sztywnego penisa.
— Już, wejdź — poprosił z westchnieniem.
— Taki chętny — zamruczał jego jasnowłosy, jednonocny kochanek, cmokając go w szyję i nakierowując się na jego szparkę.
Charlie przyciągnął go do siebie, masując po plecach i przygotowując się na jego penisa. Chciał już. Rush na szczęście nie zwlekał. Powoli, patrząc na twarz chłopaka, zaczął się wsuwać. Widział, jak ten rozchyla szerzej usta i wydaje bezgłośne sapnięcie. Czuł doskonale, że teraz daje mu to, co ten najbardziej lubi. Że to jest jego ulubiona rola, a jego wnętrze żywo reaguje.
Charlie odchylił głowę do tyłu i uśmiechnął się do siebie niemal z rozmarzeniem. Chciał już poczuć go całego.
— Nnn… co tak mnie uważnie obserwujesz? — Zerknął na mężczyznę, oddychając dosyć płytko.
— Śliczny jesteś — zamruczał Rush, liżąc go po policzku. W końcu wszedł w niego w całości. — I jak? Wszystko okej?
— Mm, jest okej, a będzie jeszcze lepiej, gdy zaczniesz się poruszać.
— Do usług, przystojniaku. — Rush posmyrał go nosem po szyi i złapał pewnie jedną ręką za biodro, drugą podpierając się na łokciu.
Charlie uśmiechnął się i zakręcił biodrami. Uniósł dłonią jego twarz za podbródek, chcąc go pocałować, ale potrząsnął głową i tylko cmoknął go w policzek. Czuł, jak ten cholernie przystojny mężczyzna porusza się w nim leniwie, ale z wprawą i bardzo przyjemnie. Podążył dłonią do swojego nabrzmiałego penisa. Dawno się tak z nikim nie pieprzył. I jakoś nie chciał psuć tego leniwego seksu swoimi głośnymi jękami, więc przygryzł boleśnie drugą dłoń i zamknął oczy.
Niespodziewanie poczuł, jak mężczyzna całuje go delikatnie po tej dłoni.
— Nie powstrzymuj się — szepnął, tylko nieznacznie przyspieszając.
A Charlie spojrzał na niego niepewnie.
— Ach…! Ale… — Przytulił się do niego mocniej.
— Nikt poza mną cię nie usłyszy — odparł mężczyzna z uśmiechem i odciągnął jego rękę od ust.
Chłopak odetchnął głębiej, poruszając się do jego rytmu. Jęczał mu w szyję przy każdym ruchu, kiedy poczuł go głębiej, niekiedy pokrzykując głośniej. Rush poruszał się w nim płynnie, podtrzymując zdecydowanie w talii. Ustami pieścił jego sutki i resztę klatki piersiowej. Mógł niemalże usłyszeć głośne i szybkie bicie serca chłopaka, który masturbował się coraz sprawniej.
— Ach… Rush! — krzyknął Charlie, zaciskając dłonie na jego ramionach, gdy orgazm zbliżał się w szybkim tempie. Wtulił twarz w jego włosy, wdychając ich zapach łakomie. — Jak dobrze…!
Rush uśmiechał się do siebie. Lubił słyszeć, że sprawia tyle przyjemności swoim łóżkowym partnerom.
Odtrącił rękę Charliego z jego penisa i sam zaczął go pieścić. Chłopak zagryzł wargę, opadł głową na poduszkę i zacisnął rękę na kołdrze.
— Nnn! Ja już… niedługo — stęknął, kiedy leniwe kołysanie nabrało szybszego tempa.
Rush w odpowiedzi cmoknął go w policzek i jeszcze przyspieszył, nie gubiąc przy tym rytmu. Było mu dobrze i naprawdę fajnie. Chłopak był bardzo seksowny i gorący w łóżku. Nie żałował, że zaprosił go na seks.
Charlie nagle zajęczał przeciągle.
— Ach! — Wygiął plecy w łuk i gwałtownie doszedł. — Och, taaak…! — Po chwili drżenia i tonięcia w tej cielesnej rozkoszy uśmiechnął się błogo. Opadł na poduszki. Czuł jeszcze, jak gospodarz się w nim porusza, jak ociera się o jego wnętrze. Słyszał, jak szybko oddycha, aż w końcu z głuchym jękiem dochodzi. Przyciągnął go do siebie, wtulając się w niego.
— Dobrze? — sapnął, głaszcząc go po plecach. Miał nadzieję, że Rush nie będzie taki jak Jason i da się poprzytulać.
— Dobrze. A tobie? — zamruczał, wsuwając czystą rękę we włosy chłopaka, a drugą rozsmarowując spermę Charliego na jego brzuchu.
— Mm, bardzo dobrze — odpowiedział tatuażysta szczerze, przeciągając sylaby i poddając się jego pieszczotom. — Och, brakowało mi takiego seksu. — Uśmiechnął się, wtulając twarz w jego szyję.
Naprawdę było mu niespodziewanie leniwie i dobrze. Czuł się dziwnie… zauważony. Nie wiedział, skąd taka myśl, ale miał wrażenie, że Rush naprawdę odpowiednio się nim zajął i nawet jeśli myślał o nim jako o jednonocnej przygodzie, to był nad wyraz czuły.
— Och, a to dlaczego? — spytał, nadal masując jego ciało. Wysunął się w międzyczasie i ułożył obok. Zdjął prezerwatywę i rzucił ją gdzieś za siebie.
Charlie milczał chwilę, patrząc na niego uważnie.
— Jakoś miałem zwyczaj trafiać na facetów pokroju Jasona — powiedział, wyciągając do niego rękę i głaszcząc go po brzuchu. — Którzy zresztą są atrakcyjni i seks jest super, ale na czułostki nie ma miejsca.
— A ty lubisz być tak dopieszczony, co? — Rush uśmiechnął się do niego zalotnie oraz potarł nosem o jego szyję i policzek.
Charlie zaśmiał się i połasił się do niego.
— Taaak…
— I podoba ci się, jak cię tam miziam po brzuszku jak wielkiego kocura? — mruczał Rush i zmarszczył nos, rozbawiony.
— Nic przyjemniejszego — odparł Charlie, wpatrując się w niego maślanym wzrokiem. Wychylił się i cmoknął go w nos, przysuwając się jeszcze bliżej. Chciał wykorzystać tę okazję i się poprzytulać.
Rush tylko uśmiechnął się szerzej i przyciągnął go bliżej siebie.
— Mogę zostać do rana, co? — spytał po chwili Charlie, unosząc na niego zmęczone spojrzenie i opierając się brodą na jego ramieniu.
— Jasne, jest przecież późno. Rano zamówię ci taksówkę. — Gospodarz pogłaskał go po policzku.
— Super, dzięki. — Charlie uśmiechnął się, mrużąc oczy. Cmoknął go w podbródek. — Teraz bym się chyba nie ruszył.
Rush uśmiechnął się do niego swoim firmowym uśmiechem. Przygarnął chłopaka do siebie i zakrył ich prześcieradłem. Charlie położył głowę na jego ramieniu i przymknął oczy, nie mogąc pozbyć się z ust pełnego zadowolenia uśmiechu. Niedługo potem zasnął, wtulony w tego przystojnego bogacza.

***

Mike skrzywił się i zobaczył w rozmazującej się ciemności czyjąś głowę przy swojej klatce piersiowej. Rudo-czarna czupryna zsuwała się coraz niżej. Usłyszał dźwięk rozsuwanego rozporka, a chwilę później gorąco strzelające od penisa w górę, na całe ciało. Zachłysnął się powietrzem. Jason właśnie mu obciągał, a on nawet nie myślał, żeby go odtrącić. Co się ze mną dzieje?!
— Weź go podnieś, bo ci leci. — Usłyszał zachrypnięty głos mężczyzny, a potem poczuł czyjeś, chyba kobiece ręce, które zaczęły go przewracać na plecy. Moment. Nie na plecy, tylko do pionu.
Otworzył oczy i osłupiał. Byli w limuzynie, a Kate właśnie próbowała go postawić na równe nogi.
— No, kurwa, Jason, mógłbyś mi pomóc! Znowu spił się jak idiota!
Mike tylko się zachwiał, w niczym nie pomagając dziewczynie. Nie był w stanie. Ledwo czuł nogi, a raczej miał wrażenie, że są z galarety. Rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem, nie mogąc skupić go w jednym miejscu.
— Um… co się…?
— Miałeś zaciemnienie, stary — mruknął Jason, siedząc skrajnie daleko od chłopaka. Nie było opcji, żeby przed chwilą był tak blisko Mike’a, jak temu się wydawało.
Ten spojrzał mało przytomnie na swoje spodnie. Zapięte. Czyli co? Śniło mi się to…? O Boże. Zaczynam mieć gejowskie sny. To nie jest normalne!
— Ach… no… — burknął mało składnie, nie rozumiejąc, skąd może mieć takie bzdurne wizje. Kryjąc swój szok, zwalił się na siedzenie i świat ponownie zawirował mu. — Gdzie…? Do domu… jedziemy?
— No, tylko najpierw do mnie. Jako, że jestem dziewczyną, a potem róbta, co chceta. Ja cię drugi raz nosić nie będę! — fuknęła Kate i pociągnęła go za bluzkę, żeby ten nie kładł się jej twarzą na udach.
Mike starał się siedzieć w miarę prosto. Nie patrzył na Jasona, bo coś aż go ściskało na wspomnienie snu. Spojrzał za to na dziewczynę półprzytomnie.
— A Charlie…?
— Zgadnij. — Przewróciła oczami, zakładając ręce na piersi. Wyglądała na mocno zirytowaną, ale chłopak nie był zbytnio w stanie teraz się skupić. Zamrugał i pokręcił głową.
— Nie zmuszaj mnie do myślenia — mruknął. — Um… Seksi się z kimś?
Jason zachichotał z drugiej strony kanapy, a Kate zmroziła go wzrokiem.
— Wyszedł z Rushem! — burknęła. — Resztę sobie dopowiedz.
Mike wykrzywił wargi i poklepał ją po ramieniu.
— Spoko — odparł, uśmiechając się nieco pijacko. — I tak masz Rusha gdzieś… nie?
Dziewczyna zwiesiła ramiona.
— No niby tak, ale… chyba lepiej bym się czuła, gdyby go wyrwał chociaż następnego wieczoru. Taka chociaż jednodniowa samotność.
— Nie przejmuj się — mruknął i po chwili dotknął skroni palcami. — Kurwa, znowu za dużo…
Kątem oka zerknął na Jasona, który jakoś podejrzanie nic nie mówił. Przełknął ślinę i szybko odwrócił wzrok. Kate popatrzyła to na jednego, to na drugiego, po czym pochyliła się do ucha Mike’a.
— O coś poszło? Nie przypominam sobie, żeby coś mnie ominęło — szepnęła.
Mike spojrzał na nią z nadzieją. Czyli naprawdę do niczego nie doszło? A ten pojebany sen to wynik… Nie wiedział czego, ale zwalił na alkohol.
— Nie — mruknął. — Nie wiem, nawet nie pamiętam… uch, jak doszliśmy do auta.
— Po tym, jak zacząłeś bełkotać i zasypiać na ramieniu Jasona, postanowiliśmy, że czas się zbierać. Oczywiście ten dupek — wymierzyła mściwe spojrzenie w tatuażystę — powiedział, że on cię nie może dotykać i że cię nie weźmie, bo się będziesz pluć. No, to musiałam cię targać. Na szczęście limuzyna stała całkiem blisko.
— Wybacz za to. Przesadziłem trochę.
Mike był pozytywnie zaskoczony tym, że Jason, mimo swojego wrednego charakteru, nie wykorzystał tego, że jest pijany. Tego by się nie spodziewał, ale najwyraźniej mężczyzna trzymał się danego słowa i nie zamierzał go, tak jak mówiła umowa, dotykać przez kolejne dwa tygodnie. Spojrzał na niego, a ten uśmiechnął się, można by powiedzieć, że nawet ciepło… jak na niego.
Limuzyna zatrzymała się, a po chwili otworzyły się drzwi.
— Panno Milue. Już jesteśmy na miejscu — odezwał się schludnie ubrany szofer.
Dziewczyna pochyliła się do Mike’a, cmoknęła go w policzek i spojrzała na Jasona wciąż z wyrzutem w oczach za to, że jej nie pomógł.
— To na razie, chłopaki! — Pomachała im i wysiadła. — Pomóż Mike’owi dojść do domu chociaż — rzuciła jeszcze do mężczyzny.
— Spoko, zaopiekuję się nim. Śpij dobrze. — Ten pożegnał Kate z uśmiechem.
Kierowca zamknął drzwi i po chwili ponownie ruszyli.
— Gdzie jedziemy? — burknął Mike, któremu średnio podobał się fakt, że nie ma z boku oparcia w postaci dziewczyny.
— Trzeba cię odstawić do domciu — mruknął chrapliwie Jason, patrząc na niego ze swojego miejsca i uśmiechając się pod nosem na jego widok. Trochę żałował, że nie może się do niego zbliżyć, ale samo obserwowanie Mike’a było na swój sposób przyjemne.
— I nie planujesz niczego… — Chłopak zacisnął oczy, czując zawroty. — Nie planujesz niczego dziwnego?
— Co masz na myśli przez „dziwnego”? — Jason drażnił się z nim z chytrym uśmiechem.
— Coś w twoim guście, co mi by się na pewno nie spodobało — odmruknął manager. — Jest tu gdzieś woda?
Jason poklepał barek obok swojego siedzenia.
— Tu się coś znajdzie, ale nie wiem, czy mogę się do ciebie zbliżyć, żeby ci podać. — Zaśmiał się chrapliwie. — Rozumiesz, umowa.
Zirytowany Mike zmarszczył brwi.
— Możesz mi rzucić. Albo podać, byle byś się znowu do mnie nie dobierał.
Jason uśmiechnął się pod nosem i sięgnął pod barek po butelkę. Stwierdził, że Mike jej raczej nie złapie, więc wstał i podał mu ją.
— Proszę bardzo, szefuńciu. — Puścił mu oczko.
Chłopak przyjął butelkę z wdzięcznością. Otworzył i zaczął pić tak łapczywie, że kilka kropel umknęło mu z ust. Spłynęły po jego brodzie i szyi, aż na koszulkę. Jason przyjrzał się temu z lubością.
— Taki spragniony? — Zaśmiał się, obserwując go sobie. Miał już co najmniej kilkanaście pomysłów na to, co by z nim tu i teraz najchętniej zrobił, ale wiedział, że nic z tego.
Mike w końcu oderwał się od butelki i spojrzał na niego czujnie… jak na pijaną osobę.
— Co chcesz mi zrobić? Bo nie wierzę, że tylko chcesz mnie zmacać. Nie jesteś jak Charlie.
— A masz jakieś specjalne życzenia?
— Wal się. Życzenia mógłbym mieć, gdybyś był dziewczyną — fuknął i znowu napił się wody. Tym razem spokojniej.
— To co tak na mnie zerkałeś, gdy się ocknąłeś, hmm? — Mężczyzna spojrzał na niego chytrze, chociaż jakby z większą uwagą. Dostrzegł ten dziwny wzrok Mike’a, jego spojrzenie na swój własny rozporek i dokładne zlustrowanie jego osoby. Może coś mu się śniło?
Mike tylko cudem się nie zakrztusił.
— Co? Jak niby zerknąłem?
— Jakbyś dogłębnie zastanawiał się nad czymś, co mnie dotyczy. — Jason zadumał się. — No i jakbyś się mnie bał — dodał po chwili z wrednym uśmieszkiem.
— Nie boję się ciebie! — Mike prawie odwarknął. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to może tylko podjudzić tego szalonego faceta.
— Nie? — Jason uśmiechnął się szerzej. — No to jak wytłumaczysz to słodkie, zagubione spojrzenie, którym mnie raczysz od czasu, jak Katy cię tu przytaszczyła?
— Pierdol się! Nie jestem jakąś cholerną ciotą, żebyś mi tu ze słodkimi spojrzeniami wyjeżdżał! — warknął Mike. Miał ochotę rzucić w mężczyznę czymkolwiek, co miał pod ręką. Wody jednak było mu szkoda.
Jason parsknął głośnym śmiechem, słysząc ten wybuch. Świetnie się bawił.
— Oj, co się tak denerwujesz, Mike? Ja jedynie dociekam, co tak na mnie zerkasz uroczo — podjudzał go dalej.
Chłopak przetarł twarz w zmęczony geście.
— Kurwa, daruj już sobie. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć, a co dopiero „uroczo zerkać”.
— Spoko. — Tatuażysta mrugnął do niego i wyciągnął z kieszeni papierosa. Następnie włożył go sobie między wargi. Wyciągnął do niego paczkę. — Chcesz, słodziaku?
Mike westchnął ciężko i skinął głową. Jason wstał i pochylił się w jego stronę. Włożył mu papierosa do ust i z cwanym uśmieszkiem podpalił. Chłopak tylko zerknął na niego niechętnie i zaciągnął się mocno, mrużąc przy tym oczy. Ta mina Jasona strasznie go wkurzała, szczególnie w odniesieniu do jego wcześniejszych słów.
Opadł głową na oparcie, mając ochotę już tylko spać. Przymknął zmęczone całym dniem i alkoholem oczy. Podświadomie czuł, że Jason stoi nad nim i przygląda mu się, paląc tylko papierosa i nie robiąc poza tym nic.
— Kiedy dojedziemy? — mruknął, nie otwierając oczu. Czuł, że gdyby podświadomość nie kazała mu zachowywać trzeźwości umysłu przy Jasonie, pewnie już zasnąłby na tym miękkim siedzeniu.
— Do ciebie od Katy jest dalej niż do mnie. Jeszcze chwilę — odpowiedział mężczyzna. Miał dziwnie… delikatny głos.
— Mhm — mruknął Mike i zaciągnął się fajkiem. Otworzył jedno oko i spojrzał na niego. — Co się tak przyglądasz?
— To nie było zakazane w umowie.
Mike wydął wargi. To w sumie mógł przeżyć, Charlie też go przecież taksował podobnym wzrokiem. No, trochę bardziej rozmarzonym.
— Patrz sobie… bylebyś trzymał się zasad — ostrzegł poważnie, co trochę zaburzyło pijackie spojrzenie.
Jason zaśmiał się pod nosem. Zaciągnął się dymem i wypuścił go w stronę chłopaka. Oparł się ręką z boku jego głowy. Był nieznośnie blisko, ale nie dotykał go, tylko patrzył zimnym, przeszywającym na wylot, wygłodniały spojrzeniem. Chłopak poczuł się niepewnie, czując go tak blisko. Przypomniał mu się ten porypany sen i aż zacisnął pięści. Zapomniał jednak, że trzyma papierosa i popiół skruszył mu się na dłoń. Syknął, zgasił szybko peta na blacie barku i przytknął dłoń do ust.
— Kurwa.
Jason przełknął ślinę. Podniósł się i otworzył lodówkę, w której stał jeszcze kubełek z lodem po szampanie. Wyjął jedną kostkę i podał ją Mike’owi.
— Trzymaj, pierdoło — mruknął i usiadł obok niego, zaciągając się resztką swojego papierosa.
Chłopak wykrzywił usta, czując, że zwariuje przez tego faceta prędzej czy później. Tymczasem Jason zgasił papierosa, pochylił się i przeczesał rękoma włosy. Po tym odchylił się na oparciu w miarę bezpiecznej odległości od Mike’a. Spojrzał na swoje spodnie z dezaprobatą. Chłopak siedzący obok mógł zobaczyć niewielkie wybrzuszenie w okolicach jego krocza. Aż się tam zagapił, po czym spojrzał w górę na twarz tatuażysty. Odchrząknął i odsunął się na tyle, na ile było to możliwe w miejscu, w którym siedział. Nie rozumiał, dlaczego wywoływał takie odczucia w innych facetach. Fajnie, że się podobał… Ale wolałby się podobać tylko dziewczynom. Czasem naprawdę nie wiedział, czy to obraza, czy komplement, że tak na innych działa.
— Nie siedziałbyś tak blisko… skoro przez to masz ten… problem — burknął.
Jason uniósł na niego grobowe spojrzenie.
— Nie musisz siedzieć specjalnie blisko, żebym miał, jak to ładnie ująłeś „ten problem” — mruknął i potarł ręką po swoim kroczu. Zamruczał przy tym i zmarszczył nos.
Mike zastygł i potrzasnął głową, czując, że wciąż obraz zlewa mu się przez alkohol, ale był pewien tego, co widzi.
— Chyba nie zamierzasz… teraz sobie tu zwalić…?

9 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 10 – Sen

  1. Yuu pisze:

    No hej ^ ^ echh… wybaczcie, ale oststnio nie chciało mi się w ogóle czytać. Gram teraz nałogowo w gry albo sie ucze. Dzisiaj przeczytałąm tylko 3 rozdziały, a tak to nic…
    No dobra. Przestane narzekać.
    Więęęc… NIE lubię Jasona i Mike’a jako pary, wiec czuję, ze w dalszych rozdziałach niemiło się rozczaruje T-T ja nie chce ich razem T-T Tak samo Charlie i Rush… bee T-T Poza tym Rush jest taki idealny… Od ideałów głowa mnie boli. Nie ma człowieka idealnego.
    Aa… I jeszcze jedno. To easze pierwsze opowiadanie, prawda?
    I jeden błąd ^ ^:
    ”— Spoko. — Tatuażysta mrugnął do niego i wyciągnął z kieszeni papierosa, wkładając go sobie między wargi. Wyciągnął go niego paczkę. — Chcesz, słodziaku?”- go- do niego paczkę :3
    No i to chyba wszystko ^ ^
    Pozdrawiam

  2. mszynisz pisze:

    Hmm… Rush na prawdę jest osobliwą osobą… Ciekawe, czy na prawdę jest taki idealny na jakiego wygląda… :P

    Normalnie Mike’owi na prawdę padnie na psychę, jeśli Jason będzie się tak dalej zachowywał xDDD

  3. Katka pisze:

    A może tu seksu nie będzie? ;> Ale rozumiem, o co chodzi :) Z przerwaniem w seksie Rusha i Charliego tak wyszło, bo notka byłaby przydłuuuuga, gdyby nie uciąć. Ale spoko, przyjmuję zażalenie ;*

  4. DaughterOfWind pisze:

    Nieeee wiem. Jakoś się nie mogę wczuć w sytuację jak mi tak przerywacie seks i wpadacie znów w kolejnej notce. A robicie to już po raz trzeci XD Wolałabym jednak skończone sceny. Nikt nie lubi cliffhangerów. I w sumie w telenowelach to to ma sens, bo ma zachęcić do czekania na następną część, ale tutaj i tak każdy czeka ;) Ani czytelników nie ubędzie ani od tego nie przybędzie ;p
    Więcej komentarzy? TOŻ TO SZANTAŻ JEST XD

  5. Shivunia pisze:

    hihihi tradycyjnie odpowiem. Będzie jak będzie. A my CIERPIMY jak jest mało komentarzy XD. Bo my je kochać i my je miłować i nas to cieszy jak czytamy wasze opinie :D
    Tak więc nota będzie jak sesja się nam skończy i jak będzie czas pisać ;3
    aleeeeee…..
    więcej komentarzy = częstsze nowe rozdziały ;3

  6. Grellova pisze:

    Kiedy będzie nowy rozdział ? ; >
    Wiecie jak ja CIERPIĘ kiedy muszę tyle czekac na coś tak cudownego ? xD

  7. kan pisze:

    No super xD Niech sobie Jason zwali przy przestraszonym heteryku , może coś z tego wyniknie. Tak skrycie na to liczę xD Chociaż chciałbym żeby Mike w końcu stał się gejem a wszystko wskazuje na to , że się stanie nim albo juz jest tylko to ukrywa i niech będzie z Charliem xD

  8. kan pisze:

    No i wciągnęło mnie xD Po kilku rozdziałach przeczytanych stwierdzam, że zagoszczę tu na dłużej xD

  9. Smile pisze:

    Rush nie może byc aż tak idealny! Nie wierzę w to…! ;]

    Hah, niech sobie zwali, to będzie ciekawe xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s