Fire Dragon Tattoo Studio – 9 – Mansion

Kolejne dni działalności studia mijały spokojnie, choć pracy było z dnia na dzień coraz więcej. Mike pojawiał się w studiu sporadycznie, tłumacząc, że ma masę papierkowej roboty w firmie. Jason tłumaczył to sobie zgoła inaczej. Niektóre sprawy Mike załatwiał poza studiem, jakby go unikając. Dawali jednak radę bez jego ciągłej obecności, a kasa zaczęła coraz szybciej wpadać. Kate chodziła, jakby miała do pleców przyczepione skrzydełka. Nie zważała na docinki Jasona, była rozpromieniona i radosna jak skowronek. Do dnia, w którym nie wparowała rano do studia z błyskiem mordu w oczach.
Charlie akurat rozliczał się z klientem, a Jason odchylił się na wysokim krześle, przeciągając się z westchnieniem po skończeniu projektu.
— Tu reszta, dziękuję. Proszę przyjść za dwa tygodnie. Zobaczymy, czy dobrze się zagoiło — powiedział Charlie do klienta i odprawił go, a potem spojrzał niepewnie na dziewczynę. — Coś się stało?
— Nic, kurwa! Faceci to świnie! — warknęła i od razu poszła na zaplecze, by zrobić sobie kawę.
Charlie uniósł brwi i spojrzał za nią ze zdumieniem. Zwrócił się do Jasona:
— Myślisz, że powinienem za nią pójść?
— Nie. To kobieta. Sama zaraz zacznie gadać — odparł mężczyzna z rozbawieniem.
I nie mylił się. Po chwili Kate wyszła z dużą kawą, która raczej nie była jej potrzebna, bo dziewczyna cała chodziła z nerwów.
— Faceci to chuje, kurwy i świnie. Wszyscy tacy sami. Jak najpierw milutcy, słodziutcy i kochani, tak potem okazują się skurwielami! — zaczęła nawijać, chodząc po holu i popijając kawę.
Charlie zamrugał. Czy ona wie, że właśnie mówi do dwóch facetów?
— Ale… że co się stało? — spytał, chcąc znaleźć usprawiedliwienie na jej słowa. Bał się przy tym ruszyć do kanapy i na niej usiąść, bo jeszcze Kate stwierdziłaby, że właśnie chciała tędy przejść, a on jej przeszkodził.
Jason pokręcił głową, patrząc na niego z rozbawieniem. Sam już się domyślał i w sumie nie był zaskoczony.
— Rzucił mnie skurwiel! — krzyknęła. — A nie, nie, nie… Czekaj. Powiedział, że nie jest gotowy na długotrwały związek, a coś czuje, że za dużo spędza ze mną czasu. Że jednak powinniśmy się rozstać i zostać przyjaciółmi, a jak mu się, kurwa, odwidzi, to się odezwie. Świnia! — Walnęła ręką w blat, a kubek z kawą, który na nim stał, aż się zatrząsł. Dziewczyna zaraz potem usiadła na kanapie, oddychając ciężko, jakby właśnie wróciła z długiego maratonu.
— No… coś za bardzo bajerował — Charlie pokiwał głową, zerkając na nią ostrożnie. Uch, nieprzewidywalna dziewczyna. — Ale nie wkurzaj się tak. Nie warto, co?
Kate spojrzała na niego wrogo, a Jason zaśmiał się pod nosem, wyczuwając czyjąś nagłą śmierć. Za to Charlie na widok jej wzroku aż cofnął się na krześle.
— Jason, powiedziałbyś coś — jęknął. Nie miał pojęcia, jak rozmawiać ze zranionymi kobietami.
Mężczyzna pokręcił głową i podszedł do niej. Usiadł, obejmując ją ramieniem.
— Śliczna, nie martw się. Na bank miał małego. — Zaśmiał się, pocierając ręką jej ramię.
Ta w odpowiedzi prychnęła, trochę tym rozbawiona, a Charliemu opadła szczęka. Taka głupia uwaga zadziałała?
— Zrobiłaś mu coś, gdy cię rzucił? — spytał, widząc jeszcze cienie morderczych ogników w jej oczach.
— A co mogłam mu niby zrobić? Wyzwałam go na środku ulicy i dałam mu z plaskacza — odmruknęła.
Charlie wyobraził to sobie i zamruczał pod nosem.
— Auć. No, ale brawo, należało mu się — oznajmił, twierdząc, że to właśnie powinien powiedzieć.
— Za mało dupek oberwał No, ale ma wpaść wieczorem i mi zrekompensować te wszystkie nerwy, zabierając całą naszą czwórkę na drinka.
Wstrząśnięty Charlie zagapił się na nią. Jeszcze przed chwilą by go zamordowała, a teraz wciąż chce mieć z nim do czynienia?! Nie rozumiał kobiet. To całkiem wytłumaczalne, że natura zrobiła go gejem.
— Aha — wykrztusił tylko. — To po Mike’a dzwonić trzeba.
— Racja. Mam nadzieję, że będzie mógł. — Kate pokiwała głową z powagą, popijając kawę, ale wyglądało na to, że wygadanie się odrobinę jej pomogło. Już nie ściskała kubka tak mocno, jakby ten był jakimś zwierzątkiem, któremu chciała zmiażdżyć wnętrzności.
Jason uśmiechnął się mimowolnie, myśląc o piciu alkoholu przez Mike’a. To mu się podobało. Lubił, kiedy ich szef był pijany. Był wtedy łatwiejszy, no i… zabawny.
Charlie postanowił wziąć na siebie zadanie zadzwonienia do kumpla i powiadomienia o planach. W duchu liczył, że Mike nie będzie zamierzał dzisiaj pracować i rzeczywiście się z nimi wybierze. Nie, żeby nie lubił Jasona i Kate.. Wręcz przeciwnie. Ale podejrzewał, że z tym pierwszym wiele nie pogada, a Kate będzie zajęta przystojnym blondynem. Na szczęście Mike zaaprobował pomysł wspólnego wieczoru i oznajmił, że przyjedzie do studia trochę później.
— No i gdzie nas ten cały Rush zabierze? — spytał Charlie, kiedy po kilku godzinach siedzieli całą ekipą w studiu. Był już wieczór, posprzątali swoje pracownie, a klienci byli już zapisani na następny dzień.
— Zobaczysz. Może i jest skończonym dupkiem, ale… — Kate zawiesiła głos teatralnie.
Charlie zadumał się. Blondas transformował z „chuja”, „skurwiela” i „kurwy” do dosyć łagodnego określenia „dupek”. Jason najwyraźniej nie wydawał się tym tak zdumiony jak on, bo tylko uśmiechał się pod nosem.
— Kiedy przyjedzie? — spytał młodszy chłopak, wyglądając przez wielką szybę na zewnątrz. Powoli ciemniało.
— Zaraz po zamknięciu studia, więc niedługo. — Kate uśmiechnęła się. Mimo że nic nie wyszło z jej romansowania z tym przystojniakiem, to ostatni raz zamierzała zabawić się na jego koszt. Taka rekompensata jej odpowiadała.
— A to możliwe, żeby ten twój „dupek” przysłał po nas limuzynę? — mruknął Mike, który wspierał Charliego w gapieniu się przez szybę.
Jason ledwie uniósł spojrzenie znad gazety branżowej, a Kate podbiegła do nich do szyby i zerknęła na zewnątrz.
— Tak, wychodzimy! — zawołała i zaraz potem przybrała na twarz chłodną wyniosłość. Otworzyła drzwi.
Blondyn wysiadł z limuzyny, kiedy cała czwórka wyszła ze studia. Mike z Jasonem zaczęli je zamykać, a Charlie zapatrzył się na samochód. Facet musiał być przy kasie. Upozorował obojętny wyraz twarzy i wsadził ręce do kieszeni, idąc w jego kierunku z Kate.
— Cześć, piękna. — Rush uśmiechnął się do dziewczyny swoim uśmiechem obiektu reklamującego pastę do zębów. Przygarnął ją do siebie, następnie całując w policzek. Ta nie zareagowała niczym więcej jak wykrzywieniem ust w niezadowoleniu.
— Nie przymilaj się tak. To ci nic nie da! — Zaśmiała się pod nosem i bez pytania wsiadła do limuzyny.
Charlie myślał, że nic go już nie zdziwi, ale się przeliczył. Ona go wcześniej naprawdę chciała zamordować…? Otrząsnął się i spojrzał na eleganckiego, przystojnego mężczyznę.
— Cześć, jestem Charlie. Nie wiem, czy pamiętasz. — Wyciągnął do niego dłoń.
— Rush. Pamiętam cię. — Mężczyzna uśmiechnął się do chłopaka, ściskając jego dłoń. — Ciekawy tatuaż — dodał, zerkając na wytatuowany drut kolczasty na przedramieniu tatuażysty.
— Dzięki. Mam więcej, tylko schowane. — Chłopak zaśmiał się i poklepał się po klatce piersiowej.
Rush spojrzał na jego tors i uśmiechnął się zagadkowo.
— Z chęcią bym zobaczył — mruknął i od razu podniósł wzrok, kiedy do Charliego dołączyli Mike i Jason.
Charlie zakręcił na palcu breloczkiem, popatrując na Rusha ciekawsko. Jason tymczasem dopalał peta i rzucił go niemalże pod nogi blondyna. Potem przygasił go butem z lekceważącym uśmiechem.
— Nawet ze mną nie próbuj — mruknął do Rusha i bez słowa wsiadł do limuzyny.
— Dokąd jedziemy? — spytał Mike.
— Do Mansion — odparł Rush z dumą.
Mansion był jednym z najlepszych klubów na Miami Beach. Każdy o nim słyszał, ale nie każdy był w stanie tam być. Z oczywistych, finansowych względów.
Mike’owi chyba tylko jakimś cudem udało się nie pokazać na twarzy podziwu. W sumie czego miałem się spodziewać po gościu, który przyjeżdża po nas limuzyną?
— No to super. — Wśmiechnął się oszczędnie. — Wsiadaj, Charlie. Nie stój jak debil z tą miną. — Pchnął kumpla łokciem, który wtaszczył się do samochodu obok Jasona.
Po chwili Mike także wsiadł, a jako ostatni w samochodzie zniknął Rush, jak przystało na gospodarza.
Ruszyli. W aucie wszystko było wyłożone czarną skórą. Kanapa była duża, a przed nią znajdował się bogaty barek. Blondyn od razu zaczął nalewać im do kieliszków, nawet nie pytając, czy mają ochotę. Najwyraźniej uznał, że mają.
Charlie czuł się w tym wypasionym wozie co najmniej nieswojo. Jeszcze nigdy nie siedział w takim samochodzie. Takie wnętrza widział tylko na filmach. Do tego miał wrażenie, że wcale nie siedzą w samochodzie, tylko w jakimś luksusowym pokoiku. Limuzyna jechała tak cichutko, jakby wręcz sunęła kilka centymetrów nad jezdnią.
Starał się za bardzo nie rozglądać. Podekscytowany, wystukiwał nerwowo rytm na kolanie. Przystojny, młody facet, taka limuzyna, a do tego jechali do Mansion… Czuł się jak w jakiejś bajce.
Po niedługiej chwili w głośnikach zaczęła brzmieć modna, klubowa nuta. Rush podał każdemu po kieliszku. Nawet Jasonowi, który zrobił kwaśną minę na bąbelkowy, zapewne obrzydliwie drogi trunek.
— Za dzisiejszy wieczór. — Blondyn wzniósł kieliszek, popatrując po swoich gościach.
Mike skinął głową, a Jason zrobił zblazowaną minę. Charlie uniósł swój kieliszek, pewien, że wieczór niewątpliwie będzie ciekawy. Może lekko niezręczny i zdecydowanie niecodzienny, jeśli chodzi o ich zwykłe standardy bawienia się, ale na pewno niezapomniany. Zaczął się zastanawiać, gdzie Rush musiał pracować, skoro stać go było na te wszystkie luksusy. Nawet Mike nie miał takich możliwości, a to już było coś.
Droga minęła w bardzo miłej atmosferze. Może bardziej imprezowej, niż Charlie mógłby się spodziewać, ale i tak sympatycznej. Jedyną osobą, która nie wyrażała zachwytu, był Jason. Ten spoglądał tylko raz po raz to na Mike’a, to na Rusha. Nie odzywał się, mając nadzieję, że dziś może jego „szefuńcio” znowu się upije. To było dla niego większą atrakcją niż te luksusy.
Charlie za to wypatrywał przez okno klubu, pod który podjechali jakiś czas później. Odłożyli kieliszki i wysiedli z limuzyny. Po Kate nie było widać śladów wcześniejszej złości. Jason natomiast automatycznie zapalił papierosa, chociaż chciał to zrobić już w samochodzie.
Rush poprowadził ich w stronę wejścia. Mimo ogromnej kolejki, weszli poza nią. Bramkarz nawet na nich nie spojrzał. Charlie stuknął dziewczynę dyskretnie w bok, kiedy szli za gospodarzem.
— Kim on jest, Katy? — szepnął jej prosto do ucha. — Limuzyna i to wszystko! Co ty o nim wiesz, co?
— No, mówiłam. Jest dupkiem, ale śpi na kasie. Nie chciał powiedzieć, gdzie pracuje — odparła ze wzruszeniem ramion.
— Uch, szkoda.
Wreszcie weszli głębiej do klubu, który był już nieźle zaludniony. No i ogromny. Muzyka też była bardzo dobra. Charlie z podziwem rozglądał się dookoła, starając się równocześnie nie zgubić towarzyszy z oczu. Jason szedł i myślał. Mansion było niedaleko 12th street. W ostateczności mógłby się urwać do Palace Bar i tam… I nagle coś mu przyszło do głowy. Podszedł do Rusha i położywszy mu rękę na ramieniu, krzyknął mu do ucha, żeby przebić się przez muzykę:
— Mieszkasz w Victor hotel albo Tides?
— W Tides, a co? — odparł Rush, nim ugryzł się w język.
Jason uśmiechnął się wrednie.
— Spoko! — odkrzyknął z wymownym uśmiechem, obserwując jego twarz i śmiejąc się do siebie w duchu. Czyli blondasek nie jest całkiem taki hetero, jak się Charliemu wydawało.
Rush zmierzył go spojrzeniem.
— Coś sugerujesz?
— Nic, poza tym, że może bardziej chciałbyś wybrać się do Palace. — Zaśmiał się i klepnął go w tyłek, ale tak, żeby nikt tego nie zauważył.
— Spieprzaj! — warknął blondyn. — Nie podobasz mi się, więc nawet nie próbuj.
Jason roześmiał się jeszcze głośniej. Zaczynało mu się podobać.
— Jak chcesz, złotko. — Cmoknął do niego. Nie miał jednak zamiaru do niego zarywać, bo gość był totalnie nie w jego guście.
Tymczasem Charlie rozglądał się, zastanawiając się, czy znajdzie się tu w ogóle jakieś miejsce, żeby usiąść. Nie spodziewał się, że Rush zaprowadzi ich do strefy dla VIP-ów. Postawny byczek przepuścił ich przez bramkę bez słowa. Mogli wejść do dużego, ale zacisznego, jak na klub, pokoju. Wszelkie wygody, drinki od prywatnego kelnera i ogólnie „żyć nie umierać”. Charlie obiecał sobie korzystać z tego wieczoru, ile tylko będzie mógł.
Usiedli wygodnie na bielusieńkich kanapach i od razu kelner wypytał, jakie drinki sobie życzą. Po chwili wszyscy już pili swoje alkoholowe mieszanki. Były przepyszne.
Jason siedział obok Mike’a. Korzystając z tego, pochylił się do niego i objął ramieniem.
— Mam dla ciebie dobrą i złą nowinę. Którą najpierw chcesz usłyszeć?
Ten spojrzał na niego czujnie znad swojej szklanki. Nie wiedział, czy chce słuchać cokolwiek z ust Jasona.
— Co takiego? Mów dobrą.
— Rush nie jest stuprocentowym heterykiem — Jason zaśmiał się, zerkając na mężczyznę, który gadał z Kate i Charliem.
Zdziwiony Mike uniósł brwi.
— Skąd wiesz? W ogóle… jesteś pewien?
— Taaa, jestem pewien. Módl się, żeby twój kochający kumpel spodobał mu się ze wzajemnością.
Mike spojrzał z powątpiewaniem na Rusha, ale nie skomentował ostatniej uwagi Jasona. Zamiast tego spytał:
— A ta zła wiadomość?
— On mi się ni chuja nie podoba, więc nadal ty stanowisz mój główny punkt zainteresowania. — Zaśmiał się, zbliżając twarz niebezpiecznie blisko ucha swojego szefa.
Ten odsunął się od niego, mierząc go wymownym spojrzeniem.
— Kurwa, jesteśmy w klubie. Weź się opanuj chociaż w miejscach publicznych — syknął.
— Powinieneś mi się odwdzięczyć za tę dobrą nowinę… — zamruczał Jason, ale nie przesunął się ponownie w jego stronę.
— Nie prosiłem się o nią — przypomniał mu Mike, mierząc go chłodnym wzrokiem.
— Nie? A mi się wydawało, że kazałeś mi ją powiedzieć, hmm?
— Nic nie wspominałeś o cenie. Nie umawiam się w ciemno.
— To co chciałbyś, żebym dla ciebie zrobił za małe macanko? — Jason nie umiał się powstrzymać. W sumie mógłby go po prostu spić, ale jakoś ta gra coś za coś bawiła go i nakręcała.
Mike’owi zrobiło się aż nieprzyjemnie na samą myśl, ale zmierzył go uważnym spojrzeniem.
— Odwaliłbyś się ode mnie na… miesiąc? — zasugerował z małą nadzieją. Miesiąc spokoju…
— Tydzień.
— Dwa.
— Stoi. — Jason uśmiechnął się i chyba tylko resztkami silnej woli powstrzymał się, żeby nie cmoknąć w policzek tego skąpca. Ścisnęli ręce, żeby „podpisać” umowę.
Mike nie wierzył, że się na to zgodził. Chyba sama wizja dwóch tygodni spokoju, braku dwuznacznych docinek i tego wzrokowego molestowania przesłoniła konsekwencje.
Odchrząknął dyskretnie i odwrócił od niego wzrok, sięgając po swojego drinka. Jason oblizał wargi, po czym zreflektował się i spojrzał, co tam u pozostałych.
— Hej, Rush, wiesz czego mi tu brakuje? — zakrzyknął.
— Czego?
— Klimatu z Palace! — Zaśmiał się z wrednym uśmieszkiem.
— Z Palace? — Kate nie załapała i popatrzyła po chłopakach.
Rush wyglądał, jakby żałował, że spytał.
— No, taki bar fajny, nie, Rush? — Jason spojrzał na minę chłopaka, dumny z siebie.
Charlie zamrugał, patrząc na mężczyznę z lekkim niedowierzaniem. Zaraz potem zlustrował minę Rusha, chcąc ocenić sytuację. Skąd Jason niby…?
Gospodarz w tym czasie zastanawiał się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Ten wytatuowany, wielki facet zaczynał go coraz bardziej irytować.
— Tak, na pewno bardzo fajny. Ale nie bywam tam z pewnych powodów.
— Ale co to za bar? — palnęła Kate, nie wiedząc, o co im wszystkim chodzi. A przecież było coś na rzeczy, więc musiała wiedzieć.
— Gejowski — wyjaśnił w końcu Jason z triumfalnym uśmieszkiem na ustach.
Dziewczyna zamrugała i spojrzała na Rusha niezrozumiałym wzrokiem. Dosyć wymownie. Zapadła ciężka cisza, w której Jason delektował się swoim podstępem, a Charlie, tak jak Kate, czekał w napięciu na reakcję Rusha. Ten spojrzał po nich i wbił teraz już zupełnie wkurzone spojrzenie w Jasona.
— No co? No, nie mów, że tam nie bywasz? — rzucił z wyższością mężczyzna, podziwiając, jak Rush się gotuje.
— Nie, nie bywam. W przeciwieństwie do co niektórych, lubię też kobiety.
Charlie wyłapał słowo „też”, jakby było jaskrawym kamieniem szlachetnym pośrodku piaszczystej plaży. Spojrzał z zaskoczeniem na Jasona. Skąd on niby wiedział?! Kate też wydawała się zszokowana, ale nic nie powiedziała, tylko upiła ze swojej szklanki. Ciężko było powiedzieć, co myśli. Czy jest urażona, czy ją to zniesmacza, czy zupełnie nie robi to na niej wrażenia. Mike za to patrzył na Jasona zrezygnowanym wzrokiem, po czym westchnął i zwrócił się do Rusha, żeby przerwać tę głupią grę.
— Można jeszcze zamówić jakieś drinki?
Rush spojrzał na niego z wyraźną ulgą.
— Tak. Proście barmana, o co chcecie — odpowiedział. Sam też wstał i podszedł do baru. Musiał napić się czegoś mocniejszego.
Mike poszedł za nim coś zamówić, a tymczasem Charlie pochylił się na kanapie i zwrócił do siedzącego z lekceważącą miną Jasona.
— Skąd wiedziałeś, że on coś w tym kierunku?
Mężczyzna prychnął.
— Toż to widać. Jak pierwszy raz Katy go przyprowadziła, to otaksował nas jak jakieś laski. — Zaśmiał się. — Widziałeś kiedyś, żeby Mike gapił się na coś więcej niż twarz faceta?
— No… w sumie nie — przyznał Charlie i zerknął w stronę barku, wgapiając się w tyłek Rusha. Spodnie odpowiednio go podkreślały, choć nie jakoś przesadnie. Po prostu doskonale na nim leżały, a cały mężczyzna… wydawał się wręcz zbyt idealny. — W życiu bym nie powiedział. Chyba nie jestem dobry w rozpoznawaniu.
— Kwestia doświadczenia.
— Ale moment… chcecie mi powiedzieć, że umawiałam się z gejem? — Kate w końcu otrząsnęła się z szoku.
— Nie. Mówił, że lubi dziewczyny, jest biseksem. — Charlie zaśmiał się, klepiąc ją po plecach. Nie mógł jednak oderwać wzroku od pleców Rusha.
— Ja pierdolę — mruknęła dziewczyna, chowając głowę w ręce. — To dlatego pytał, którą stroną chcę.
Chłopak zwrócił wreszcie na nią spojrzenie, nieco skonsternowany.
— No co ty, Katy… nie załamuj się. Aż tak ci to przeszkadza?
— Nie, nie przeszkadza. Ale jakoś opcja, że może być ode mnie lepszy w robieniu loda, mnie troszkę dołuje — przyznała szczerze, a Jason wybuchnął śmiechem.
— Skarbie. Facet zawsze będzie w tym lepszy. — Poklepał ją po plecach, wybitnie rozbawiony tą sugestią.
W tym momencie wrócił do nich Mike, niosąc im drinki.
— Co tu się tak wesoło zrobiło? — spytał, siadając obok Jasona.
— Porównujemy, który z was ma fajniejszy tyłeczek. Dwa do jednego dla ciebie — zachrypiał rozbawiony Jason, przyciągając go do siebie za ramię.
— Bardzo śmieszne. — Mike wykrzywił usta. — Ucisz się lepiej i pij swojego drinka.
— Trzy do zera — dodała po chwili Kate, zerkając na swojego szefa spomiędzy palców.
— A twoim hobby chyba jest zrażanie do siebie ludzi, Jason — zwrócił się do mężczyzny Charlie. — Może nie chciał, żebyśmy wiedzieli… czy coś.
— A ty co tak stoisz w jego obronie? — wtrąciła się dziewczyna.
Chłopak wzruszył ramionami i jednym haustem wypił połowę drinka.
— Nie wiem no… Wydawał się wkurzony.
W tym momencie wrócił do nich Rush.
— Obgadaliście sobie co trzeba, kiedy mnie nie było? Czy coś jeszcze? — spytał już dużo spokojniejszym głosem. W ręku trzymał drinka, który najwyraźniej dobrze na niego podziałał.
— Wszystko spoko, a na niego nie zwracaj uwagi — odezwał się Mike, wymownie klepiąc Jasona po plecach.
— Spoko, postaram się go ignorować. — Rush uśmiechnął się i usiadł między Kate a Charliem, którzy wydawali mu się najbardziej spoko.
Dziewczyna patrzyła na byłego kochanka trudnym do odczytania wzrokiem, po czym sfrustrowana wypiła do końca swojego drinka. Charlie stuknął swoim o szklankę Rusha.
— Zdrowie. — Uśmiechnął się i napił się. Tutejsze drinki były genialne. Chciał jeszcze.
I dostawał jeszcze. Rush nie szczędził na nich funduszy, więc cała czwórka jego gości zdrowo raczyła się darmowym alkoholem. Barman też nie żałował procentów, więc po niedługim czasie atmosfera jeszcze bardziej się rozluźniła. Jason zapomniał o dwutygodniowej umowie, Mike wyraźnie też, bo tylko fukał co chwilę na mężczyznę, ale nic poza tym. Kate pomagała tatuażyście w molestowaniu ich szefa, a Charlie zerkał na to z irytacją dopiero do któregoś z kolei drinka. Potem zaczął ignorować przystawianie się Jasona do Mike’a i poszedł lekkim krokiem do barku. Oparł się o blat i przygryzł kciuk, wpatrując się w alkohole poustawiane na półce.
— Co jeszcze polecasz, hm? — spytał Rusha.
Ten zamiast na alkohol popatrzył na niego. Uważnie zlustrował linię jego kręgosłupa aż po pośladki.
— Może orgazm? — zamruczał, przesuwając wierzchem dłoni po jego boku.
Charlie zamrugał i spojrzał na dłoń na swoim boku.
— E… słucham…? — wykrztusił.
— No, może miałbyś ochotę na orgazm? — Rush uśmiechnął się do niego i skinął na barmana, który zaczął od razu przyrządzać drinka.
Chłopak dopiero po chwili zreflektował, że chodzi o popularnego drinka, a nie to, o czym pomyślał.
— Tak, może być — powiedział i zerknął łakomie na jego uśmiechnięte wargi. — Często tu bywasz?
— Zdarza mi się — odparł Rush, oglądając ramiona chłopaka. A gdy ten podchwycił jego spojrzenie, uśmiechnął się zadziornie.
— Podobają ci się tatuaże?
— Nie tylko one — Rush uśmiechnął się niemal zalotnie.
Charlie przygryzł wargę i pochylił się nieco w jego stronę.
— No, ja też mam tutaj co podziwiać. — Zaśmiał się, zakładając z jednej strony włosy za ucho i popatrując na niego.
— Och tak. Masz, co podziwiać. Prywatnie mógłbyś jeszcze więcej się mną pozachwycać — odparł Rush z nieskrywaną pewnością w głosie.
Chłopak zaśmiał się w duchu, chociaż musiał przyznać mu rację. Był przystojny, jak mało kto, więc nie było zaskoczeniem, że zdawał sobie z tego sprawę. Musiał wręcz czuć olbrzymie zadowolenie, gdy patrzył na siebie w lustrze każdego ranka.
— Mmm, a co byś mi na przykład pokazał? — zamruczał, kładąc dłoń na jego udzie.
— To wszystko, tylko bez tych zbędnych ciuchów.
Na te słowa Charlie uśmiechnął się do niego nieco pijackim uśmiechem.
— To może w zamian pokażę ci swoje tatuaże, hm?
— Tylko? — Blondyn zaśmiał się i ukradkiem zerknął na pozostałą trójkę, kiedy barman postawił przed nimi po kieliszku.
— Wymianie może podlegać więcej aspektów — kokietował Charlie, sięgając po kieliszek. Podążył za spojrzeniem Rusha na Jasona, który siedział obok Mike’a z ręką uwieszoną na jego ramieniu.
— Oni… chyba nie są parą? — zagadnął Rush, także na nich patrząc.
— Nie, nie są. — Charlie starał się to powiedzieć beztrosko, chociaż zęby miał zaciśnięte.
— No, bo ten cały Mike nie wygląda, jakby był specjalnie zainteresowany.
— To Jason się do niego podwala — wyjaśnił, dopił drinka i skinął na barmana, żeby polał mu coś mocniejszego. — A Mike na za dużo mu pozwala.
— Czemu? — dopytywał Rush, jakby zupełnie zapomniał o wcześniejszej rozmowie.
— Czemu się do niego podwala, czy czemu Mike się nie stawia? — Chłopak wydął wargi, odwracając od nich wzrok i kładąc głowę na złożonych na blacie rękach.
— Powiedzmy, że jedno i drugie.
— Jason ma ciężki do zniesienia charakter… żeby nie powiedzieć „wredny” — uśmiechnął się krzywo. — Nie wiem, może po prostu leci na Mike’a. Sam zobacz, Mike to niezłe ciacho. — Aż sam się odwrócił i otaksował swojego kumpla z cichym westchnieniem.
— No, nie jest najgorszy. Ale obok mnie też siedzi niezłe ciacho. — Rush zaśmiał się, bajerując Charliego chyba najbardziej oklepanymi tekstami świata.
Chłopak jednak wyszczerzył się do niego, odwracając stęskniony wzrok od Mike’a.
— Mm, mówisz? — połasił się na komplementy od tego przystojniaka.
— O tak. Na pewno nie tylko ładne, ale i apetyczne.
— No to skoro tak ci się podoba, to chyba tamta wymiana byłaby całkiem możliwa. — Charlie wstał z krzesła, zachwiał się lekko i oparł jedną ręką na jego ramionach.
Rush podtrzymał go sprawnie i skinął na kelnera, żeby tamten zapewnił jeszcze kilka drinków pozostałej trójce jego gości.
— Może chciałbyś teraz odpocząć… albo… — Uśmiechnął się, teatralnie zawieszając głos.
— Jestem za opcją ukrytą za „albo” — zamruczał z zadziornym uśmiechem Charlie.
— To chodź — odparł gospodarz i poprowadził go w stronę wyjścia.
W tym czasie kelner podał reszcie drinki, tak, żeby ich wyjście jakoś specjalnie nie rzuciło się w oczy. Charlie zerknął jednak za siebie, ale stwierdził, że jak coś, i tak się domyślą. Był zbyt upojony alkoholem, żeby zastanawiać się nad tym, czy Kate nie miałaby mu tego za złe.
Podążył za Rushem, zerkając na jego tyłek, a dopiero potem skierował wzrok w górę.
— Dokąd pójdziemy?
— A gdzie byś chciał? Do mnie czy do ciebie?
— Do mnie jest stąd kawałek. Nie wiem, gdzie mamy bliżej.
— Do mnie. — Rush wyprowadził ich z klubu i podprowadził do czekającej limuzyny. Otworzył drzwi i gestem zaprosił Charliego do środka.
Chłopak wsiadł, sadowiąc się na miękkiej kanapie i rozejrzał się.
— Uch, zajebiste to auto. Nie mogę przywyknąć! — rzucił ze śmiechem, nie potrafiąc ukryć podziwu. Teraz już w ogóle czuł się jak w bajce, jak porwany przez księcia.
Rush usiadł obok niego, od razu kładąc jedną rękę na jego udzie, a drugą go obejmując w ramionach.
— Wszystko co najlepsze dla takiego ciasteczka.
Charlie przygryzł wargę, żeby się nie roześmiać. Mężczyzna traktował go jak dziewczynę. Było to na swój sposób nawet słodkie.
Przytulił się do niego bokiem ciała.
— Mm, ciekaw jestem w takim razie, co mnie jeszcze czeka.
— A na co miałbyś ochotę?
Chłopak przesunął dłoń pod jego bluzkę.
— Zobaczyć, co tam masz — wymruczał, muskając wargami jego szyję.
— A nie chciałbyś poczekać, aż będziemy na miejscu? To tylko chwila, a dużo więcej miejsca na prezentację. — Rush zaśmiał się, głaszcząc udo Charliego.
— Hm… poczekam. — Ten uśmiechnął się do niego z błyskiem w oku, ale nie przerwał składania delikatnych pocałunków na jego skórze. Był wręcz zaskoczony, że ten mężczyzna go podrywał. Wcześniej wydawało mu się, że są w zupełnie innej lidze, że nawet nie ma szans o tym marzyć. A teraz miał przy sobie jego gorące ciało i mógł je dotykać. — Mogę przestać, jeżeli ci to teraz przeszkadza.
— Nie, w ogóle — odparł Rush, uśmiechając się. Poderwanie tego chłopaka było łatwe.
Po chwili kierowca zaparkował i otworzył im drzwi. Rush polecił, żeby wrócił pod klub i poodwoził resztę, kiedy już skończą się bawić, a Charlie w tym czasie wygramolił się na zewnątrz i stwierdził, że wciąż są na Miami Beach.
— Mieszkasz w hotelu? — spytał.
— Tak. Tuż przy plaży. — Rush odwrócił go twarzą w stronę oceanu. — To chyba nie problem, co?
— Nieee. — Charlie pokiwał głową i zerknął na niego. Już go chciał.
— W takim razie chodź.
Portier przepuścił ich bez słowa, najwyraźniej rozpoznając Rusha. Zapewne w hotelu kręciła się masa ludzi, ale on zdecydowanie nie wyglądał na takiego, którego można zapomnieć, gdy już raz przyjrzało się całej jego postaci.
W windzie Rush wyjął kartę-klucz. Kiedy drzwi się otworzyły, byli na najwyższym piętrze, który cały był jednym, wielkim apartamentem. Charliemu na usta cisnęło się pytanie, gdzie Rush pracuje, że go na to wszystko stać. Opanował się jednak przed pytaniem, ale jego podziw i podekscytowanie widać było w błyszczących się oczach.
— Kąpiel już czeka. — Rush uśmiechnął się firmowo i wszedł do środka, rozbierając się oraz rzucając ubrania byle gdzie.
Chłopak wszedł za nim, a jego wargi poruszyły się w niemym „wooow”, kiedy ujrzał luksusowo wyposażony pokój. Aż stanął na środku i zapatrzył się na pomieszczenie. Nigdy nie był w takim hotelu. Jego wzrok w końcu z wyposażenia zlądował na niemal nagim, bo w samych slipach, Rushu, który stał prawie na wyciągnięcie ręki i uśmiechał się jak model z plakatów drogiej bielizny. Pewny tego, jak wygląda i jakie to wywołuje reakcje u innych. Charlie w mgnieniu oka otaksował jego ciało spojrzeniem i zwilżył wargi językiem. Och, jak ten facet wygląda!
Uśmiechnął się i podszedł do niego. Położył mu dłoń na torsie oraz lekko musnął go palcami.
— Mm, a takie widoki ukrywałeś pod ciuszkami — zamruczał, gładząc jego skórę.
— Zapewniam cię, że tu są lepsze. — Rush zaśmiał się, dotykając się po przodzie bielizny.
Charlie uśmiechnął się szerzej i spojrzał na niego radośnie, ale następnie podążył dłonią nie na przód, lecz tył jego slipów.
— Mm, a tutaj?
— Tutaj niewątpliwie też. Ale tu — Rush chwycił młodszego chłopaka za oba pośladki — na pewno lepsze.
Chłopak spojrzał mu w oczy i trochę się z nim drażniąc, wsadził mu kciuk za gumkę slipek z tyłu. Był ciekaw jego reakcji.
— Taaak, ale wszystko da się podzielić. Mój „przód” też nie jest taki zły. — Śmiał się. Tak naprawdę dużo bardziej wolał przyjmować rolę pasywnego partnera, ale był chyba zbytnio rozluźniony alkoholem, by darować sobie to drażnienie się.
— Mhm, tylko że ciężko mi to stwierdzić, kiedy nadal jesteś cały ubrany — zamruczał seksownie Rush i od razu zaczął podciągać mu bluzkę do góry.
Charlie zachichotał, pozwalając zdjąć sobie ubranie przez głowę. Wreszcie oczom mężczyzny ukazał się w pełni jego tatuaż na torsie i ramionach.
— Woow, niesamowity… — Teraz to Rush zapatrzył się na jego ciało, tak jak wcześniej Charlie na apartament. Dotknął palcami drutu kolczastego okalającego przebite serce.
— Z tyłu jest większy — pochwalił się Charlie, miło połechtany taką uwagą.
Odwrócił się i pokazał Rushowi feniksa na swoich plecach, którego ogon znikał pod paskiem spodni. Dziób stykał się z karkiem, a skrzydła przechodziły na ramiona. Na kręgosłupie zaś widniała róża. Gospodarz był pod autentycznym wrażeniem. Oczarowany, gapił się, , na każdy płomyk, który tworzył pióra ognistego ptaka. Czarna róża wyglądała za to, jakby była zamknięta w tym ognisku, ale w jakiś magiczny sposób nie płonęła.
— Jest… — Rush westchnął, nie umiejąc znaleźć określenia — gorący. — Zaśmiał się, głaszcząc skrzydła feniksa.
— Taki był plan. Chociaż długo trwało, zanim powstał, ale po twoim głosie słyszę, że warto. Cieszę się, że ci się podoba.
— Jest naprawdę gorący. I nie tylko dlatego, że ognisty, ale też dlatego, że na takich seksownych plecach. — Rush pocałował go w łopatkę, a Charlie westchnął przeciągle.
— Mmm, a mówiłeś coś o kąpieli? — rzucił i odwrócił do niego głowę.
— Że już jest. Ale najpierw musisz się rozebrać… Czy ja mam ci w tym pomóc? — Rush uśmiechnął się, zsuwając dłonie do paska jego spodni.
— Możesz się tym zająć — zamruczał chłopak, odwracając się do niego przodem. Sięgnąwszy dłońmi do jego szyi, głaskał go leniwie.
Rush pocałował go w obojczyk i sprawnie rozpiął mu pasek, później rozporek, aż w końcu zsunął mu spodnie z tyłka. Charlie skopał je z siebie razem ze skarpetkami, zostając w samych bokserkach. Wreszcie, stojąc blisko przy nim, niemalże stykając się z nim klatką piersiową, nie mógł się opanować i przyciągnął go do siebie za szyję, wpijając mu się w usta.
Mężczyzna odepchnął go od razu. Nie za mocno, ale tylko tyle, żeby przerwać pocałunek. Charlie zamrugał, zdziwiony tym gestem.
— Hm?
— Nie całuję się na pierwszym spotkaniu.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 9 – Mansion

  1. Katka pisze:

    Tess, my lubimy „nowych” :D „Starych” oczywiście też, haha. No im większa nas gromadka, tym fajniej :) Więcej dyskusji się rozwija i w ogóle jest fajnie. Mamy nadzieję, że szybko się tu rozgościsz :)

  2. Tess pisze:

    Tym mnie rozwaliłaś – „dokładnie tak, opowiadaniowa, gejowska Moda na Sukces” :D
    Elis, ja właśnie odwrotnie, wolałabym być tu od początku. Jakoś głupio się czuję komentując np. rozdziały dodane kilkanaście miesięcy wcześniej :D Czuję się taka „nowa”.

  3. Katka pisze:

    Elis, hahaha, to chyba powinnyśmy się cieszyć, że są tacy ludzie, których to przyciąga, a nie odrzuca XD Toż to duuuużo stron, nawet boję się podliczyć ile. Ja bym się wystraszyła XD No ale jak mówię, chwała takim pochłaniaczom tekstów :D

  4. Elis pisze:

    Katka, „A potem każdy, kto przyjdzie do nas na stronę i zobaczy takie never ending story, przerazi się i ucieknie ” Ja bym nie uciekła. zabrałabym się za czytanie i gdybym tylko miała ogon to bym nim merdała z radości. Czasem żałuję, że nie trafiłam do Was teraz. Ale bym miała czytania. :))

  5. Katka pisze:

    Tess, hehe, dokładnie tak, opowiadaniowa, gejowska Moda na Sukces XD Tak nam, nawet nie wiemy kiedy, rozciągnęło się do sporych rozmiarów, a końca dalej nie widać. W końcu na pewno nadejdzie, ale cóż… może przebijemy te opowiadania mające 140 rozdziałów XD A potem każdy, kto przyjdzie do nas na stronę i zobaczy takie never ending story, przerazi się i ucieknie XD Na szczęście są jeszcze inne, krótsze :)

  6. Tess pisze:

    Tak, bardzo mi się podoba.
    Jest długie, przyznaję, ale czytałam takie mające 140 rozdziałów, więc nie jest to wcale takie straszne, choć tamto opowiadanie miało rozdziały bardzo krótkie, połowa waszych :D
    Taka „opowiadaniowa” Moda na Sukces? :) Bardzo mnie to cieszy :D

  7. Katka pisze:

    Tess, widzę, że zabierasz się za naszego wielkiego tasiemca XD W sumie trochę podziwiam ludzi, którzy widząc, jak wielkie jest to opowiadanie, zabierają się za nie. Zatem strasznie fajnie, że się skusiłaś :D Nasze pierworodne, więc na pewno sporo błędów się rzuci w oczy, ale mamy nadzieję, że się spodoba :)

  8. Katrina Conquista pisze:

    Jason jest trochę jak Bella ze Zmierzchu. Wszystkich wkurwia i jakoś wszyscy i tak się do niej garną z niezrozumiałych dla mnie powodów.

    z moja slaboscia do blondich, jak sie mozna domyslac, polubilam Rusha ;D

    UCH! Co za zakończenie hehe :D

  9. Shivunia pisze:

    Grellova >> „Mike miał być z Charliem !!!” i ostatnie. Cudowne zdania i cudowny komentarz. Mamy z Kat nadzieje na więcej takich. Dzięki ;*

  10. Grellova pisze:

    Jeeeezu ! xD
    Nie mogę powstrzymać skojarzenia Rusha i Charliego z Philem i Sky’em z BRMB xDDD Czarli mnie nieco denerwuje bo niby kocha, ale puszcza się z każdym *zupełnie jak Sky!* Mike, kurde, wielki heteryk ale macać się da, nie ogarniam zupełnie tej postaci ani ty czym sie ona kieruje. Te akcje z umowami…dziwne ….dalej…Jason…jeezu, straszny jest xD To jak się zwraca do Czarliego, yhhh. I jeszcze jak zarywa Mike’a… Mike miał być z Charliem !!! xD Jedyna postać do której nie mam zastrzerzeń to Kate xDD Ale to że, postacie nie są schematyczne i typowe tylko takie…na swój sposób czasem irytujące jak prawdziwi ludzie sprawia że opowiadanie jest realistyczniejsze i przede wszystkim ciekawsze ; > Od czasów G’n’B i BRMB nic mnie tak nie wciągnęło ! Gratuluję <33

  11. Smile pisze:

    Och, ja… Rush to taki pewny siebie książe z bajki ;] I coś mam dziwne wrażenie, że robi coś nielegalnego by się wzbogacić, ale możliwe, ze to moja bujna wyobraźnia. Pewnie ma bogatych starych ;D
    I ten ostatni tekst… mrrrr… zdziebko to dziwne było, ale być może kryje się za tym obietnica drugiego spotkania? ;>

    I w ogóle Mark i Jason… nosz kurde, rozpływam się <33

  12. mszynisz pisze:

    Hahahaha, jaki LOL. No po prostu genialne xD
    Co za ciekawa postać ten Rush. A ta końcówka oczywiście jest najlepsza. A jaka zastanawiająca…

    Ja chcę więcej! :D

  13. Neko pisze:

    Hahahaha zakończenie jest najlepsze na świecie. Poprawia humor po 12 godzinach pracy ; D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s